zlota_niunia
11.10.08, 23:54
Ach, ciesze sie, ze znalazlam to forum. Moze pomozecie, wesprzecie mnie w
trudnej sytuacji, w jakiej sie znalazlam. Sprawa jest skomplikowana, ale
streszcze ja, choc to trudne.
Od poczatku: mam dziecko, mialam jakis chlopakow, a niecaly rok temu poznalam
kogos, kogo z czasem pokochalam niesamowicie mocno. Ale nie wiedzialam tego
tak do konca, nie potrafilam rozpoznac uczuc. Bylo mi z nim fantastycznie, to
w ogole wspanialy czlowiek. Ale ciagle szukalam wrazen. Flirtowalam (troszke)
i utrzymywalam kontakt (ale taki kolezenski) z bylymi. Nie potrafilam sie
odciac od przeszlosci tak zupelnie i nie moglam sobie wyobrazic, ze spedze
reszte zycia z 1 mezczyzna. I stalo sie. Poznalam kogos zupelnie nieistotnego
dla mnie. Kontakt utrzymywalismy moze miesiac przez internet. Tylko pogaduchy,
nigdy nie mialam zamiaru nawet go spotkac. Ale te pogaduchy pewnego dnia po
duzej ilosci winka przeszly w zwierzanie sie, ale tez troche fantazjowanie,
takie internetowe gadanie. Moj chlopak przeczytal to. I jeszcze cos przy
okazji - jak moj ex zagaduje mnie nieprzyzwoicie, a ja nie reaguje na to
wlasciwie. W tych pogaduchach bylo mowienie o jakis zdradach, flirtach, a tym,
ze jestem poligamiczna i takie glupstwa.... Dla mnie nic z tego nie mialo
znaczenia, ale sama nie wiem dlaczego robilam to. W pewnym momencie ocknelam
sie i skonczylam ta znajomosc, przestalam pisac, ale jak sie okazalo tydzien
pozniej moj Ukochany przeczytal. Chcial zakonczyc nasza znajomosc. Ja
plakalam, prosilam, przepraszalam. Zostal. Pozniej wyjechalam na ponad 2
miesiace do pracy i wtedy on juz byl bardzo nieufny, 3 razy wisiala nasza
relacja na wlosku, ale ja zawsze przekonywalam go ze warto, ze sie zmienilam.
Naprawde zmienilam sie. Zrozumialam, ze tylko on sie dla mnie liczy, ze chce
byc z nim do konca zycia. Ale Ukochany uwaza, ze ta zmiana wystapila z
niewlasciwych pobudek, wtedy gdy chcial mnie zostawic. Nie moze wybaczyc, nie
moze zapomniec. Na nic argumenty, ze wtedy dostrzeglam jak cenny jest dla
mnie.... Po moim powrocie spedzilismy ze soba cudowne chwile i teraz nagle
wszystko rozbilo sie. On mnie juz chyba nie kocha... albo nie ufa... albo nie
zgadza sie z moimi pogladami, albo nie chce byc z moim dzieckiem... mowi, ze
nie moze poradzic sobie, ze stracil motywacje do staran, by byc ze mna. Ale
jest mily, wspiera mnie w tej sytuacji opuszczenia, proponuje wspolne wyjazdy,
przebywanie ze soba. Nie wiem czy moge miec jeszcze nadzieje. Jest
zdystansowany, ale nie odrzucil mnie totalnie. Przeciez jeszcze 3 tygodnie
temu zapewnial mnie o wielkim uczuciu, a pozniej ja mialam malo czasu, troche
zaniedbalam nasza relacje (wiecej poswiecilam sie dziecku) i on nagle przestal
mowic, ze mnie kocha, zaczal unikac. Mowi, ze to nie inna kobieta. Mowi, ze
wstydzi sie, ze mnie zawiodl. Mowi, ze wie, ze sie zmienilam, ale nie moze
zapomniec. Ze zrobilam z niego frajera. Co mam sadzic? Co robic? Prosic, zeby
dal nam szanse? Czy przyjac do wiadomosci, ze popsulam wszystko i zapomniec?
Ale ja nie zapomne kogos, kto jest moja najwieksza miloscia. Czy spotykac sie
jak kolezanka, ale to boli.... Jak mi jest smutno, prawie nie wstaje z lozka,
prawie nie jem, a ozywiam sie tylko, gdy mam go widziec. Po prostu rozpacz