marzkaf
07.11.08, 13:16
Jako, że dzisiaj upływa termin przeglądu mojej flejki pojechałam na
takowy do najbliższej stacji diagnostycznej.
W biurze tejże stacji bardzo uprzejmy pan poprosił o dowód
rejestracyjny (przy okazji pytając czy nie za zimno na motocykl), a
następnie o pieniążki. Zdziwiona podałam kasę, myśląc "to już?-
nawet nie spojrzał na moto!?". Po czym zapytałam czy zechce
zobaczyć motocykl. Cyt:"A no przydałoby się", "Heniek(zawołał do
kolegi) idź no obejrzyj ten motocykl". Po czym wyszliśmy z biura na
parking. Pan Heniek poprosił o włączenie świateł i zapytał, gdzie
tabliczka znamionowa. I to wszystko.
No nie wiem....czy tak się sprawdza stan techniczny motocykli? Bo
na egzaminie na "A" sprawdzanie stanu moto jest duuuuużo bardziej
szczegółowe.
Zastanawia mnie, czy diagności nie sprawdzają dokładnie stanu
motocykli bo: ufają, że motocykliści dbają o swoje maszyny i nie
dopuszczają do zaniedbań technicznych? A może to tylko ja tak
miałam, bo (teraz ostro kombinuję) kobiety uważane są za
ostrożniejsze, czyt. takie co to na niesprawny motocykl nie wsiądą
(skoro przyjechała-znaczy wszystko OK)? Czy zwyczajnie nie chciało
im się d...py ruszyć?
W sumie to cieszę się, że przegląd przeszedł gładko, ale wyobrażam
sobie ile niesprawnych pojazdów uczestniczy w ruchu drogowym po
tego typu "przeglądach". Aż strach się bać...