kochanica-francuza
15.11.08, 10:28
i, wydaje mi się, jest to dosyć niewinne życzenie.
Miałam iść na zajęcia na 10.00. Tak więc nie wyspałam się drugą noc, a wstać
musiałam i tak wcześniej, żeby zagrzać wodę na kąpiel.
Równolegle matka szła na rozgrywki scrabblowe. Dodam, że matka nie jest
kompulsywna i nie ma takich obsesji na tle wody jak mnie.
A więc: Matka przy drzwiach. Ja biorę ostatni garnek i chcę nalać do niego
zimnej wody. DOKŁADNIE W TYM MOMENCIE WYSIADA ZIMNA WODA.
Myję się z użyciem wody ze stojących na wszelki wypadek kanistrów. Wody z
kanistrów jest za mało, więc efekt jest na granicy poparzenia.
Nie zdążam na pierwsze zajęcia. Ulubione zresztą spośród dzisiejszych. Nie mam
notatek.
Wczoraj chciałam iść do pracy. W księgarni. To chyba też nic zdrożnego?
Nerwica nie pozwoliła mi na to. Trzy i pół godziny przewalałam się bezsennie,
co chwila latając siku (chyba 20 razy w ciągu trzech godzin).
Na korytarzu świeci się każdej nocy światło, nie wiem po co, to hotel, a nie
pierdel czy psychiatryk!
Więc światło świeci się zapewne celem monitorowania przez ochronę... biegając
co chwila do kibla czuję się obserwowana.
Czwarta rano. Spać nie mogę. Z niewyspania zaczyna mi pękać i tak zniszczona
od mycia skóra na rękach. Sączy się krew. Niedobrze, poczucie brudu od krwi
czasem nie pozwala mi zasnąć.
W głowie tłucze mi się fragment piosenki Osieckiej, z taką intensywnością, że
miałam ochotę zamordować Osiecką, gdyby już nie żyła.
Zasnęłam, owszem - po podjęciu decyzji, że pracy nie podejmę.
I wiecie co? NIE WĄTPIĘ, ŻE JEŚLI ISTNIEJE JAKIŚ BÓG, ZORGANIZOWAŁŁ SPECJALNIE
DLA MNIE TEN DZISIEJSZY BRAK WODY!
Wszystkim, którzy mówią, że Bóg mnie kocha - podobnych, a przynajmniej równie
intensywnych objawów jego miłości życzę.