Dodaj do ulubionych

jak znowu rozpalic w jej sercu zar?czy to mozliwe?

19.11.08, 11:51
Na poczatek chcialem przywitac wszystkich forumowiczow, jestem tu nowy a to
jest moj pierwszy post. Prosze was o pomoc, nie wiem czy jest jeszcze ratunek
w mojej sytuacji.. Mam nadzieje ze znajda sie osoby na tyle wytrwale zeby
przeczytac wszystko i sprobowac doradzic... Please Help!

Poznalismy sie w Lutym. Szybko przerodzilo sie to w powazna milosc, pokochalem
ja bardzo. Swietnie sie dogadywalismy, z jej strony uczucie bylo jak
najbardziej odwzajemnione. Choc musialem dokonac wielu wyrzeczen, byla dla
mnie idealem bez wad!!! Szybko zaczalem myslec ze to ta Jedyna, moja Druga
Polowka, tak mi byla z nia dobrze... Wiem ze jej ze mna tez... Snulismy
powazne plany, rozmawialismy o wspolnym mieszkaniu, o zyciu razem, o
dzieciakach...

Pod koniec sierpnia przydazylo mi sie cos co zlamalo mnie psychicznie.. Ona
caly czas byla przy mnie i wyciagnela mnie z tego bagna. Jeszcze bardziej Ja
pokochalem (o ile to mozliwe),znalazlem dzieki temu sile by zmienic w sobie to
czego nie lubila (papierosy itp.) Gdzies w pazdzierniku zaczelo sie cos psuc..
Czulem ze jak sie spotykamy jest jakby spieta, nie jest soba do konca..
Zaczela sie momentami nawet denerwowac na mnie (co sie raczej nie zdarzalo
wczesniej).Gdzies zniknela namietnosc w naszych kontaktach. Kilka razy
przylapalem ja na tym ze skrycie placze przy mnie, chociaz na pytanie 'czy cos
nie tak' zapewniala ze wszystko w porzadku.. W koncu za 3 razem gdy mialo
takie cos miejsce przycisnalem ja do muru i powiedziala ze faktycznie cos jest
nie tak, ze ona sama nie wie co sie dzieje, ale cos nie jest ok..

W ciagu nastepnego miesiaca mielismy 4 powazne rozmowy... Z 3 pierwszych
wynikalo: Pewne rzeczy w zwiazku zaczely ja meczyc (zbytnia slodkosc z mojej
strony), troche jakby zaczela sie dusic, pojawily sie mysli ze czasem dobrze
byc samemu, mowila ze zaniedbala znajomych z braku czasu (Ona duzo pracuje),
pozniej wyszlo ze przestala mnie kochac, ale nadal jej zalezy i nie wie co
zrobic, powiedziala ze jakby nasz zwiazek przestal sie rozwijac, pozniej
powiedziala ze czuje sie nie fair bo nie kocha mnie tak jak powinna (jako
czlowieka i przyjaciela tak, ale nie jako swojego mezczyzne).Ja nadal opetany
miloscia czesciowo rozumialem problemy, powiedzialem ze biore sie w
garsc,przestalem przesladzac, zaczalem sie rzadziej odzywac zeby dac oddech..
Nie pomoglo bo powiedziala pozniej ze sytuacja sie pogarsza mimo to.

2 dni nie jadlem, nie spalem, bylem wyciety z zycia. To mnie ostatecznie
poruszylo i znalazlem rozum i sile by dokladnie to wszystko przemyslec,
przeanalizowac swoje i Jej zachowanie i ksztalt naszego zwiazku. Nabralem
dystansu i uwolnilem swoj umysl. Zaczalem na powrot racjonalnie (w miare)
myslec no i wymyslilem!

W czasie ostatniej rozmowy bylem znowu soba, wesoly, rozgadany, absolutnie na
luzie (a nie tak jak podczas poprzednich rozmow, powazny, smutny, skupiony).
Powiedzialem ze przemyslalem wszystko, ze owszem moze przesladzalem, czasem za
duzo pisalem smsow co moglobyc meczace, ale przede wszystkim powiedziaelm ze
doszedlem do wniosku ze odebralem jej inicjatywe w zwiazku, nie pozwolilem sie
spelnic, rozwijac, bo nie wymagalem od niej aby jakkolwiek pracowala nad soba
(nad ew. wadami). Powiedzialem ze wg mnie wlasnie przez to jej oczekiwania co
do zwiazku i mojej osoby przestaly sie spelniac. Podkreslilem ze ja kocham i
ze bardzo mi zalezy i ze uwazam ze jesli tylko sie postaramy moze byc tak samo
dobrze jak dawniej a nawet lepiej. Ze jak ma ochote sie nie widziec kilka dni,
nie ma sprawy, nie musi miec wyrzutow. Ze jak che odsapnac, spoko, jak bedzie
ochota to niech sie odezwie itd.

Ona powiedziala ze jednak chce zebysmy sie rozstali, ze ona potrzebuje troche
czasu, dla siebie, dla przyjaciol, potrzebuje troche swiadomosci ze jest sama
i moze robic cokolwiek bez wyrzutow (nie chodzi o spotykanie innych facetow!),
bez obciazenia ze ja jestem i watpliwosci ze nie poswieca mi wystarczajaco
swego czasu. Powiedziala ze ma to dac czas i spokoj do przemyslenia
wszytkiego, ja odp. ze ja juz wszytko przemyslalem i ze sie zmienilem i
spytalem czy ona to widzi w tej rozmowie, odpowiedziala z zachwytem ze tak ze
jestem taki jak kiedys. Powiedziala ze jej zakochanie minelo a chce zeby bylo
tak jak dawniej, niecierpliwe oczekiwanie na smsy, tesknota spotkania itp. I
ze jesli w ogole, to tylko przez rozstanie to moze wrocic. W pierwszej chwili
tego nie kupilem, ale potem powiedzialem ze rozumiem taki krok jako owo
staranie sie obu stron i ze kocham ja, bardzo mi zalezy, i skoro to jedyny
sposob to akceptuje to. Powiedzialem ze chce zeby byla szczesliwa, ze mna,
sama, czy z innym, uszanuje kazda decyzje. Dodalem, ze i tak boje sie ze to
jednak koniec i ze taka przerwa spowoduje zupelne oddalenie..

Generalnie chyba nie spodziewala sie takiego obrotu sprawy, ze sie tak latwo
"zgodze" na takie cos, bo dosyc sie rozkleila.. Jak wrocilismy do domu
(rozmowa odbywla sie w czasie spaceru) zrobilo sie tak cudownie jak dawniej,
byla przemila, przytulala mnie mocno i gesto, nasze pocalunki znowu staly sie
namietne jak niegdys. Widziaelm ze strasznie ja to wszytko meczy bo prawie
caly czas jednak plakala... Pod koniec spotkania jak juz wychodzilem
powiedzialem "trzymaj sie cieplo, uwazaj na siebie i mysl o mnie" powiedziala
ze napewno bedzie myslec i ogolnie rozstalismy sie w bardzo przyjaznej
atmosferze.

Napewno kontakt bedziemy utrzymywac, w nieokreslonym terminie w bliskiej
przyszlosci (ten lub next weekend) jestesmy umowieni na partyjke bilarda
(wyzwalem ja niedawno na pojedynek, kto przegra robi wygranemu masaz plecow),
ona ma wybrac termin i miejsce.

Na szczescie moge spac, jesc, funkcjonowac ale wiem ze nadal ja bardzo kocham
i nadal mysle ze to moja Druga Polowka! Wiem ze ona uwaza mnie za dobrego
czlowieka, wiem ze nie chodzi tu o jakies moje kardynalne wady, wiem ze nie
jestem jej obojetny. Ale ja tez chce zeby bylo jak dawniej, chce czegos wiecej
niz przyjazni. Rozmowa miala miejsce w niedziele.Tesknie za nia..

Przypomnialo mi sie, mowila kiedys ze marzy o kims kto pokocha ja bardziej niz
siebie samego. Moje wyrzeczenia.. To co powiedzialem podczas ostatniej
rozmowy... To chyba o tym swiadczy... Ale nie wiem czy ona to widzi??

Jak rozpalic w jej sercu zar na nowo aby czula ze to jest znowu To???? Czy to
jest mozliwe ? Co mam robic..? Pomozcie!
Obserwuj wątek
    • kolorowa_skarpetka Re: jak znowu rozpalic w jej sercu zar?czy to moz 13.12.08, 20:05
      witaj togado, niestety dopiero teraz przeczytalam Twoj post, a moze w
      miedzyczasie cos sie wydarzylo?
      W moim odczuciu ona ma problem ze soba, typowy dla DDA lub dzieci z rodziny
      dysfunkcyjnej. Ale to takie moje pierwsze skojarzenie i moze sie myle...
      Tak czy inaczej, ja na Twoim miejscu urwalabym calkiem kontakt, argumentujac ze
      podtrzymywanie znajomosci w tej sytuacji rani mnie i skoro ona mnie nie kocha to
      chyba faktycznie powinnismy sie rozstac. Bez udawania przyjazni i narzucania
      sie... Jesli w ogole jest jakakolwiek szansa zeby ten zwiazek naprawic to moim
      zdaniem wlasnie tak. Zrobiles juz bardzo wiele i wg mnie wiecej nie
      powinienes... reszta zalezy od niej... Albo poczuje, ze jej Ciebie brakuje i
      jednak Cie kocha i popelnila blad albo... to koniec. Wiem, ze to nie jest proste
      gdy jest sie zakochanym ale z mojej praktyki wynika ze najbardziej skuteczne...
      Pozdrawiam cieplo:)
      • van_buuren Re: jak znowu rozpalic w jej sercu zar?czy to moz 16.12.08, 10:39
        A ja to widzę inaczej.Nie wierzę w akcję typu "odkochałam się bo byłeś za
        słodki".Opcje są dwie:albo zbyt szybko uwierzyła w to,że naprawdę Cię kocha albo
        poznała faceta którego naprawdę kocha....Ja na Twoim m-scu zrobiłbym wszystko
        aby o niej zapomnieć.Wiem,że to strasznie trudne,ale uwierz tak będzie dla
        Ciebie "zdrowiej".
        Jeśli kobieta naprawdę kocha,to tak łatwo się nie odkocha...Znam to z autopsji ;)
    • konik200 Re: jak znowu rozpalic w jej sercu zar?czy to moz 29.12.08, 21:07
      odkochaj sie!!!! zapomnij o niej jak najszybciej!!!, moze wtedy ona przypomni
      sobie o Tobie (czego nie życze wam) "odgrzewane uczucie jest jak barowy placek,
      zaciąga starym tłuszczem" To dla Twego dobra. Ja miałem podobną sytuacje..
      uwierz, momentami myślałem ze czytam o sobie

      togado napisał: "2 dni nie jadlem, nie spalem, bylem wyciety z zycia." Ja nie
      jadłem, nie spałem, byłem wyciety z zycia ponad miesiąc. Nikt na dobrą sprawe
      nie wiedział co sie ze mną dzieje. W nauce sie opusciłęm, bielactwa dostałem.
      MOje zżycie było tragedią. ale chyb zrozumiałem, choć sie nie odkochalem.

      mineło kilka miesiecy

      dalej sie z nią spotykam w weekendy, wychodzimy na partie bilarda, soczek ,
      spacer... tylko po to by móc jeszcze troche z nią pobyć. kraść jej uśmiech,
      spojrzenie, liczyć oddechy..
      ODKOCHAJ SIE

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka