Dodaj do ulubionych

Tak się niemczy polskie dzieci, czyli...

19.12.08, 08:07
fobii antyniemieckich w Polsce ciąg dalszy...

*********************
Tak się niemczy polskie dzieci
Bartosz T. Wieliński 2008-12-19, ostatnia aktualizacja 2008-12-18 23:09:52.0

Jak ze sporu o dziecko byłych małżonków, Polki i Niemca, zrobić antyniemiecką
grandę?

Można to było zobaczyć w TVN 24 w dwóch audycjach Bogdana Rymanowskiego "24
godziny" w poniedziałek i wtorek 15 i 16 grudnia o godz. 21.00.

We wtorek u Rymanowskiego spotkali się Thomas Urban, warszawski korespondent
"Süddeutsche Zeitung", i Andrzej Dziedzic, polski dziennikarz i
dokumentalista, autor reportażu "Polnisch verboten" (Polski zabroniony). Mieli
rozmawiać o sprawie Beaty Pokrzeptowicz-Meyer, która od dobrych trzech lat
zajmuje polityków po obu stronach Odry.

Beata Pokrzeptowicz-Meyer to Polka z Kwidzynia, która bezskutecznie walczyła z
byłym mężem, Niemcem, o prawa do wychowywania syna Moritza. Pod koniec
października z pomocą dwóch innych mężczyzn porwała dziecko i wywiozła je do
Polski. Tłumaczyła później, że chciała uchronić je przed zniemczeniem.

Niemiecki ojciec i Jugendamt, czyli urząd ds. młodzieży, podobno zabronili
dziecku mówić po polsku. Matki szuka teraz policja w całej Europie. W
Niemczech, jako porywaczce, grozi jej więzienie. W poniedziałek 8 grudnia
opublikowaliśmy o tym w "Gazecie" reportaż.

Sprawa jest niezwykle skomplikowana i delikatna - jak każdy spór między
nienawidzącymi się byłymi małżonkami. Tym bardziej że dotyczy ich dziecka.
Prawda jak zwykle leży pośrodku. Jednak prowadzący program Bogdan Rymanowski
nie wchodzi w szczegóły ani nie docieka prawdy. Dla niego sprawa jest
czarno-biała: Polka i jej synek padli ofiarą Niemca. Dyskusję w studiu
prowadzi zgodnie z tym schematem.

- Czy pod płaszczykiem demokracji toczy się w Niemczech germanizacja dzieci
obcokrajowców? - pyta Rymanowski Thomasa Urbana. Ten tłumaczy, że nie ma o tym
mowy. Powołuje się na dokumenty, z których wynika, że dziecku
Pokrzeptowicz-Meyer nigdy nie zabroniono mówić po polsku.

Rymanowski nie wierzy. - Czy wersja niemieckiego ojca jest prawdziwa? - pyta.
Odpowiada Andrzej Dziedzic (przedstawiony jako przyjaciel rodziny matki). - To
taka sama prawda jak to, że rodzice Eriki Steinbach płacili czynsz podczas
okupacji. Nieprawdą jest wszystko - mówi. Rymanowski nie reaguje.

Urban sięga po wyroki polskiego sądu. Gdy w 2003 r. Pokrzeptowicz-Meyer
uprowadziła dziecko po raz pierwszy, polskie sądy w dwóch instancjach poleciły
przekazać je niemieckiemu ojcu.

Dziedzic na to (przepraszając, że zabrzmi ostro), że "każdy polski minister od
wielu, wielu rządów czuje się przed niemieckim ministrem tego samego resortu
jak podrzędny urzędnik. Sędziowie tak samo. Mają wyrzuty sumienia, że taki
wyrok wydali". Ta kuriozalna teza nie wywołuje najlżejszego protestu
Rymanowskiego.

Urban sięga po statystyki polsko-niemieckich małżeństw. - Możemy mówić o
liczbach, ale ważny jest każdy człowiek - odpowiada Rymanowski. A Dziedzic,
który obrażał Urbana insynuacjami, radzi mu, by nie krył się za statystykami.

A w tej sprawie właśnie liczby są kluczowe - dla antyniemieckiej demagogii
"prorodzinnej" miażdżące. Według ambasady polskiej w Berlinie od 2000 r.
zawarto w Niemczech prawie 35 tys. polsko-niemieckich małżeństw, na świat
przyszło ponad 30 tys. dzieci. Rozpadł się średnio co drugi związek.

Gdyby uwierzyć Beacie Pokrzeptowicz-Meyer i Andrzejowi Dziedzicowi, że Niemcy
masowo germanizują polskie dzieci, to w podobnej sytuacji znalazłyby się ich
tysiące. Jednak polsko-niemieckich problemów rodzinnych nasi dyplomaci
naliczyli zaledwie 30, w tym osiem bardzo skomplikowanych przypadków.

TVN 24 liczbami nie zaprząta sobie głowy. Zadowala się wywodami berlińskiego
adwokata Stefana Hambury, który mówi, że spraw podobnych do przypadku
Pokrzeptowicz-Meyer jest bardzo wiele. To jak to jest? Polacy mający w
Niemczech problemy z Jugendamtem najpierw idą skarżyć się mecenasowi, który
bierze za pracę pieniądze, a nie konsulowi RP, który pomaga za darmo?

Rok temu ówczesny premier Jarosław Kaczyński wraz z szefową MSZ Anną Fotygą
rozpoczęli nagonkę na Niemcy w sprawie rzekomego germanizowania dzieci. Nie
przyniosła ona efektów, bo tezy o masowym zniemczaniu polskich dzieci nie dało
się obronić.

Dzień przed audycją z Urbanem i Dziedzicem, w poniedziałek, Rymanowski
przeprowadził wywiad z ukrywającą się Pokrzeptowicz-Meyer. Ojcu dziecka nie
dał możliwości obrony (nie licząc kilku zdań przez telefon). Beata
Pokrzeptowicz-Meyer sypała oskarżeniami. O to, że były mąż nasyła na nią
policję. Że jako polityk nadużywa swej pozycji (w rzeczywistości jest tylko
urzędnikiem w ministerstwie). Że zastrasza i przekabaca dziecko. Że ojciec i
Jugendamt zakazali mówić dziecku po polsku.

Dla matki Rymanowski miał współczucie i wyrozumiałość, choć dziecko porwała w
biały dzień, a ludzie, którzy jej pomagali, zaatakowali nową żonę Meyera gazem
pieprzowym.

TVN 24 przedstawił sprawę wbrew faktom, nachalnie usiłując dowieść, że ofiarą
jest wyłącznie polska matka. To nieprawda. Ofiarą tej awantury jest mały
Moritz, bezradny, wystraszony, wyrwany przez matkę ze swojego środowiska.
Rymanowski pyta go przed kamerą, czy nie tęskni za tatą. Beata
Pokrzeptowicz-Meyer próbuje go namówić do odpowiedzi.

Chłopiec milczy.

Bartosz T. Wieliński

wyborcza.pl/1,75968,6082108,Tak_sie_niemczy_polskie_dzieci.html
Obserwuj wątek
    • maria421 Re: Tak się niemczy polskie dzieci, czyli... 19.12.08, 10:25
      Bardzo glosna jest tez sprawa pana Kraszewskiego ktory podobno od lat nie ma
      kontaktu z synem Filipem bo .... nie bedzie z nim mowil po niemiecku.
      O co chodzi? Zadna instancja nie moze zakazac rozmowy rodzica z dzieckiem w
      dowolnym jezyku przy normalnych spotkaniach. W sytuacji jednak kiedy sad
      nakazuje aby spotkania jednego z rodzicow byly nadzorowane przez Jugendamt (np.
      kiedy sad potrzebuje fachowego orzeczenia do podjecia dalszej decyzji lub jezeli
      istnieje niebezpieczenstwo uprowadzenia dziecka) , wtedy tez zyczy sobie aby
      niemiecki urzednik Jugendamtu nadzorujacy to spotkanie mogl rozumiec rozmowe
      miedzy dzieckiem a rodzicem.
      Ja dla kontaktu z dzieckiem nauczylabym sie nawet chinskiego, ale sa tacy co
      wola postanowic na swoim... Co nie daje nic a nic, ani im samym, ani dzieciom.

      Przypominam ze pan Kraszewski to ten sam ktory skarzyl ze Bartoszewski
      nielegalnie uzywa tytulu profesora.

      P.S. Pozostaje faktem ze najwiekszymi ofiarami rozwodow sa zawsze dzieci. W
      sytuacji rozwiedzionych polsko-niemieckich malzenstw w Niemczech robienie z
      dziecka na sile Polaka, jest bardziej szkodliwe niz jego "germanizacja".
      • a000000 Re: Tak się niemczy polskie dzieci, czyli... 19.12.08, 10:33
        > P.S. Pozostaje faktem ze najwiekszymi ofiarami rozwodow sa zawsze dzieci. W
        > sytuacji rozwiedzionych polsko-niemieckich malzenstw w Niemczech robienie z
        > dziecka na sile Polaka, jest bardziej szkodliwe niz jego "germanizacja".


        owszem, dokładnie tak samo szkodliwe jest robienie na siłę Niemca..

        Dziecko, tak jak ma rodziców dwu kulturowych, tak po winno te kultury znać...
        Zbrodnią jest odcinanie dziecka od którejkolwiek z nich... a niestety - Niemcy
        odcinają..

        A dlaczego spotkanie z dzieckiem ma być nadzorowane przez urzędnika??? Czy takie
        dziecko nie ma prawa do odwiedzin dziadków? Gdy jedzie do drugiej rodziny - to
        zawsze z urzędnikiem-nadzorcą??

        • maria421 Re: Tak się niemczy polskie dzieci, czyli... 19.12.08, 10:47

          > owszem, dokładnie tak samo szkodliwe jest robienie na siłę Niemca..

          Dziecko ktore tu sie urodzilo , z woli obojga rodzicow, ktore tutaj z woli
          obojga rodzicow , sie wychowuje nie jest na sile robione Niemcem . Podobnie jak
          dziecko Wietnamczykow urodzone i wychowane w Polsce nie jest na sile robione
          Polakiem.

          > Dziecko, tak jak ma rodziców dwu kulturowych, tak po winno te kultury znać...
          > Zbrodnią jest odcinanie dziecka od którejkolwiek z nich... a niestety - Niemcy
          > odcinają..

          Powinno. Ale to czy zna zalezy od rodzicow.

          > A dlaczego spotkanie z dzieckiem ma być nadzorowane przez urzędnika??? Czy taki
          > e
          > dziecko nie ma prawa do odwiedzin dziadków? Gdy jedzie do drugiej rodziny - to
          > zawsze z urzędnikiem-nadzorcą??

          To sa sytuacje wyjatkowe -kiedy np. ojcu stawia sie powazne zarzuty o przemoc
          czy molestowanie czy w ogole szkodliwy wplyw na kontakt z dzieckiem, lub kiedy
          jest obawa o uprowadzenie.

      • grzespelc Re: Tak się niemczy polskie dzieci, czyli... 19.12.08, 18:16
        > kiedy sad potrzebuje fachowego orzeczenia do podjecia dalszej decyzji lub jezeli
        > istnieje niebezpieczenstwo uprowadzenia dziecka) , wtedy tez zyczy sobie aby
        > niemiecki urzednik Jugendamtu nadzorujacy to spotkanie mogl rozumiec rozmowe
        > miedzy dzieckiem a rodzicem.

        to niech się urzędnik nauczy polskiego.
            • a000000 Re: Tak się niemczy polskie dzieci, czyli... 19.12.08, 20:18
              grzespelc napisał:

              > Mniejsza o rodzica. A co z dzieckiem? I jego prawem do kontaktu z rocdzicami?
              Ma ulec ograniczeniu z powodu durnych przepisów i niedouczenia urzędników?
              > Moim zdaniem po prostu takie ograniczenie nie spełnia wymogów niczbędnosci w
              państwie dmokratycznym.

              i właśnie dlatego podejrzewam, że jest to celowa robota germanizacyjna...
              Dziecko ma zostać Niemcem - a stronę nie-niemiecką należy wyeliminować...

              • maria421 Re: Tak się niemczy polskie dzieci, czyli... 19.12.08, 21:49
                a000000 napisała:


                > i właśnie dlatego podejrzewam, że jest to celowa robota germanizacyjna...
                > Dziecko ma zostać Niemcem - a stronę nie-niemiecką należy wyeliminować...
                >
                Wybacz Azerko, ale naprawde zupelnie niepotrzebnie przypisujesz Niemcom zamiary,
                jakich wcale nie maja.
                  • maria421 Re: Tak się niemczy polskie dzieci, czyli... 19.12.08, 22:23
                    a000000 napisała:

                    > nie mają? nie byłabym taka pewna... W takim razie - po co ten jugencośtam
                    > wtrącający się w sposób wychowania? nie może zwykły sąd wydać decyzji?

                    Sad wydaje decyzje wlasnie na podstawie opinii Jugendamtu, czyli Urzedu d.s.
                    Mlodych.
                    Zeby sad mogl wydac decyzje potrzebna jest w pewnych sytuacjach ekspertyza
                    psychologa i sad taka ekspertyze zleca. I czasami odbywa sie to nawet tak, ze
                    urzednik Jugendamtu jedzie po dziecko do matki, zawozi go do ojca i sobie siedzi
                    i obserwuje...

                    Widzisz w tym cos zlego?
                    • a000000 Re: Tak się niemczy polskie dzieci, czyli... 19.12.08, 22:31
                      Jeśli proces o ustalenie opieki trwa - nie widzę niczego złego w obecności
                      psychologa czy urzędnika....
                      Ale w przypadku pana radiologa - jest już dawno po rozwodzie, jest orzeczenie
                      sądowe o widzeniach z synem, żona lata do urzędu - a urząd staje po jej stronie
                      - wbrew orzeczeniu sądu....
                      Doszło do tego, że to urząd zakazał zbliżania się ojcu do dziecka... na
                      podstawie pomówienia. Czy jest orzeczenie sądu o zboczeniu ojca? Czy sąd wydał
                      zakaz zbliżania się? Ojciec jest niebezpieczny?
                      • maria421 Re: Tak się niemczy polskie dzieci, czyli... 19.12.08, 22:43
                        Azerko, w sprawie pana radiologa w orzeczeniu sadowym bylo tylko, ze ze wzgledu
                        na aktualna sytuacje psychiczna dziecka zaleca sie czasowe zaniechanie
                        wychowania bilingualnego. "Zaleca sie". To zalecenie sad tez juz wycofal.

                        Mozliwe, ze ex- malzonka chce sie zemscic i uzywa dziecka jako narzedzia zemsty
                        na mezu. Nie pierwsza ona i nie ostatnia i nie tylko w Niemczech.

                        Ale co innego ocena ex- malzonkow a co innego zarzuty ze panstwo niemieckie
                        prowadzi celowa germanizacje.


                        Jedno jest pewne- przy rozwodach malzenstw mieszanych malzonek obcokrajowiec ma
                        na ogol gorsze karty bo zawsze istnieje cien podejrzenia ze moze dziecko
                        uprowadzic do wlasnego kraju.
                        I tak jest wszedzie, nie tylko w Niemczech. I dlatego jest nawez jakas
                        miedzynarodowa umowa haska wedlug ktorej panstwa do ktorych dzieci zostaly
                        uprowadzone zobowiazuja sie do odeslania tych dzieci do kraju z ktorego zostaly
                        porwane.
                        • isma Re: Tak się niemczy polskie dzieci, czyli... 19.12.08, 23:06
                          Chichi.
                          Kiedys znajoma, dwukrotna rozwodka, przy okazji rozmowy na jakis luzny temat, w
                          ktorej wspomnialam, ze moje dziecie (wtedy bodaj trzyletnie) nie posiada
                          paszportu, usmiechnela sie porozumiewawczo:
                          "Aaaaa, po to, zeby stary w razie czego Ci jej na Ukraine nie wywiozl?"
                          ;-)))))))))))))).

                          A powaznie: no ale dlaczego zaraz "uprowadzic"? W zasadzie kazde z rodzicow ma
                          prawo zamieszkac z dzieckiem, gdzie chce (wyjawszy sytuacje, kiedy to jest
                          ewidentnie ze szkoda dla dziecka, tj. zostaje zabrane do kraju pochodzenia
                          rodzica, ktorego jezyka nie zna).
                          • maria421 Re: Tak się niemczy polskie dzieci, czyli... 20.12.08, 10:43
                            O ile mi wiadomo to zgode na wpisanie dziecka do paszportu jednego z rodzicow
                            czy na wystawienie dziecku paszportu jest wymagana od obojga rodzicow. Wiec po
                            rozwodzie wyprowadzenie sie jednego rodzica z dzieckiem do innego kraju moze sie
                            odbyc chyba tylko za zgoda drugiego rodzica.
                        • grzespelc Re: Tak się niemczy polskie dzieci, czyli... 20.12.08, 12:46
                          > Azerko, w sprawie pana radiologa w orzeczeniu sadowym bylo tylko, ze ze wzgledu
                          > na aktualna sytuacje psychiczna dziecka zaleca sie czasowe zaniechanie
                          > wychowania bilingualnego.

                          Kompletna bzdura.

                          > Jedno jest pewne- przy rozwodach malzenstw mieszanych malzonek obcokrajowiec ma
                          > na ogol gorsze karty bo zawsze istnieje cien podejrzenia ze moze dziecko
                          > uprowadzic do wlasnego kraju.

                          Ksenofoibią tu śmierdzi na kilometry.
                          • maria421 Re: Tak się niemczy polskie dzieci, czyli... 20.12.08, 12:54
                            grzespelc napisał:


                            > Kompletna bzdura.

                            Czy moglbys nie komentowac spraw o ktorych nie masz pojecia?
                            Przeczytaj sobie:

                            Das Landgericht in Gütersloh beschließ, dass der Vater seinen Sohn zwar sehen
                            darf, aber nur jede zweite Woche, nur für zwei Stunden und nur in den Räumen des
                            Deutschen Kinderschutzvereins. Warum aber? Steht gar nicht in der Begründung.
                            Das war noch nicht das Schlimmste - erzählt Kraszewski - Das Gericht erklärte,
                            dass man bei Filip "nach der ärztlichen Untersuchung eine Hemmung in der
                            Sprachentwicklung feststellte und es wäre vernünftig, auf die bilinguale
                            Erziehung zu verzichten." Ich war schockiert. Das ist doch eindeutig Nazismus! "

                            > Ksenofoibią tu śmierdzi na kilometry.

                            Ja juz nie chce mowic czym od Ciebie smierdzi po Twoich tutejszych wypowiedziach.
                    • grzespelc Re: Tak się niemczy polskie dzieci, czyli... 20.12.08, 12:28
                      I czasami odbywa sie to nawet tak, ze
                      > urzednik Jugendamtu jedzie po dziecko do matki, zawozi go do ojca i sobie siedzi
                      > i obserwuje...

                      Jeżli ten urzdnik nie jest kompletnym debilem, to nawet nie znając jezyka musi
                      się zorientować, jakie są relacje dziecka z rodzicem. Tym bardziej, że wg
                      powtarzanej na wszystkich szkoleniach wersji, słowa to tylko 8% przekazu.
                      • maria421 Re: Tak się niemczy polskie dzieci, czyli... 20.12.08, 12:56
                        grzespelc napisał:


                        > Jeżli ten urzdnik nie jest kompletnym debilem, to nawet nie znając jezyka musi
                        > się zorientować, jakie są relacje dziecka z rodzicem. Tym bardziej, że wg
                        > powtarzanej na wszystkich szkoleniach wersji, słowa to tylko 8% przekazu.

                        Ale ekspertyza wydana przez psychologa ktory nie rozumie rozmowy miedzy rodzicem
                        a dzieckiem moze byc w sadzie podwazona.
                        • grzespelc Re: Tak się niemczy polskie dzieci, czyli... 20.12.08, 14:56
                          W demokratycznym państwie to urząd stara sie o to, żeby jego dowody były
                          wiarygodne i to w sposób nie naruszający praw obywatlskich. Jeżeli kiedyś wyjadę
                          do innego kraju, to ędę rozmawiał po polsku z moim dezieckiem, chocby mi sam sąd
                          najwyższy zabronił.
                          • maria421 Re: Tak się niemczy polskie dzieci, czyli... 20.12.08, 15:43
                            No i co, Grzesiu, jednak nie odwolales Twojego komentarza "Bzdura"?

                            A poza tym jak ma sad przedstawic "wiarygodne dowody" na podstawie ekspertyzy
                            psychologa nie rozumiejacego rozmowy rodzica z dzieckiem?

                            Zrozum wreszcie ze zaden sad Ci nie zakaze rozmawiac z dzieckiem po polsku.

                            Zrozum tez, ze sa sytuacje w ktorych dla Twojego wlasnego interesu jest
                            wskazane, abys do dziecka mowil w jezyku zrozumialym rowniez dla obserwatora, w
                            jezyku ktory jest urzedowym jezykiem kraju ktory sobie sam do wychowania Twoich
                            dzieci wybrales.

                            Nie wiem czy wieksza ksenofobia jest wymaganie Jugendamtu aby przy spotkaniach
                            nadzorowanych rodzic z dzieckiem porozumiewal sie po niemiecku, czy tez moze
                            wieksza ksenofobia jest kiedy rodzic ktory sam zdecydowal do Niemiec
                            przyjechac, z Niemka splodzic dzieci, w Niemczech je wychowywac uznaje ze mu
                            Jugendamt dziecko germanizuje bo nalega na rozmowe po niemiecku.


            • maria421 Re: Tak się niemczy polskie dzieci, czyli... 19.12.08, 21:48
              grzespelc napisał:

              > Mniejsza o rodzica. A co z dzieckiem? I jego prawem do kontaktu z rocdzicami?

              Urzedy nie ograniczaja prawa kontaktu dziecka z rodzicem, jedynie w pewnych
              sytuacja zycza sobie w czasie tych kontaktow byc obecne.

              M
              > a
              > ulec ograniczeniu z powodu durnych przepisów i niedouczenia urzędników?

              O jakich durnych przepisach mowisz? Czy jezeli matka oskarza ojca dziecka o
              najgorsze i chce mu zabronic kontaktow z dzieckiem to nie jest rzecza sluszna
              aby urzad wyrobil sobie wlasna opinie na ten temat i wydal odpowiednia opinie
              dla sadu? A jak ma sobie wyrobic wlasna opnie jezeli nie wie co sie dzieje w
              czasie spotkan ojca z dzieckiem?

              > Moim zdaniem po prostu takie ograniczenie nie spełnia wymogów niczbędnosci w
              > państwie dmokratycznym.

              Z jakiego powodu???
              Moim zdaniem takie "spotkania kontrolowane" sa robione w interesie dziecka. A ze
              w Niemczech jezykiem urzedowym jest niemiecki, to w sytuacjach kiedy rodzic
              dziecka zna niemiecki proszony jest o rozmawianie po niemiecku. Jezeli
              niemieckiego nie zna, to rozmawia w obecnosci tlumacza.
          • a000000 Re: Tak się niemczy polskie dzieci, czyli... 19.12.08, 20:15
            Nie, Mario.... Grzesio ma rację... niech zatrudnią takiego urzędnika, który zna
            język.. rodzic dziecka, który do tego nie mieszka w Niemczech - nie musi się
            uczyć niemieckiego...

            U nas, gdy Wietnamczycy utworzyli grupę prawdopodobnie mafijną - celem
            wyjaśnienia sprowadzono ludzi znających język i wietnamski i angielski... nikt
            nie czekał, aż policjant nauczy się wietnamskiego...
            • maria421 Re: Tak się niemczy polskie dzieci, czyli... 19.12.08, 21:55
              a000000 napisała:

              > Nie, Mario.... Grzesio ma rację... niech zatrudnią takiego urzędnika, który zna
              > język.. rodzic dziecka, który do tego nie mieszka w Niemczech - nie musi się
              > uczyć niemieckiego...

              Jak juz napisalam- jezeli rodzic nie zna niemieckiego, to rozmowy z dzieckiem
              odbywaja sie w obecnosci tlumacza. Jezeli natomiast zna niemiecki, to mu tlumacz
              nie przysluguje.
              Wiec jezeli polski ojciec bedzie w urzedzie rznal glupa i powie ze on po
              niemiecku ani be ani me, to bedzie z dzieckiem mowil po polsku, a przy rozmowie
              oprocz psychologa z Jugendamtu bedzie tez tlumacz jez. polskiego.
              Gorzej, kiedy pan Kraszewski, z niemieckim paszportem, doktor radiolog w
              Niemczech upiera sie ze on z wlasnym synem po niemiecku rozmawiac nie bedzie,
              choc nie wiadomo ile razy to juz robil przed rozwodem.


              > U nas, gdy Wietnamczycy utworzyli grupę prawdopodobnie mafijną - celem
              > wyjaśnienia sprowadzono ludzi znających język i wietnamski i angielski... nikt
              > nie czekał, aż policjant nauczy się wietnamskiego...
              • a000000 Re: Tak się niemczy polskie dzieci, czyli... 19.12.08, 22:08
                upiera sie ze on z wlasnym synem po niemiecku rozmawiac nie bedzie,
                > choc nie wiadomo ile razy to juz robil przed rozwodem.

                no.... chyba ojcu wolno rozmawiać z własnym dzieckiem w takim języku, w jakim
                chce... zwłaszcza, ze jest to język ojczysty...

                Gdyby mnie urzędnicy nakazali do MOJEGO dziecka mówić w języku dla mnie obcym -
                też bym się zbuntowała.

                Po dobrej woli to mogę mówić nawet w suahili... ale NIKT nie ma prawa narzucać
                sposobu komunikacji z własnym dzieckiem.. to są gwarancje konstytucyjne.
                • maria421 Re: Tak się niemczy polskie dzieci, czyli... 19.12.08, 22:19
                  a000000 napisała:


                  > no.... chyba ojcu wolno rozmawiać z własnym dzieckiem w takim języku, w jakim
                  > chce... zwłaszcza, ze jest to język ojczysty...

                  Alez oczywiscie. Tylko nie w sytuacjach kiedy psycholog ma wydac opinie o
                  relacji rodzic - dziecko i zeby taka opinie wydac musi rozumiec jezyk jakim sie
                  rodzic z dzieckiem porozumiewaja.
                  Poza tym, dla dziecka z malzenstwa mieszanego, urodzonego w Niemczech bardziej
                  ojczysty jest niemiecki.

                  Sa tez sytuacje w ktorych po prostu nie wypada rozmawiac z dzieckiem po polsku-
                  na przyklad kiedy rodzic i dziecko rozmawiaja z nauczycielem czy lekarzem.

                  > Gdyby mnie urzędnicy nakazali do MOJEGO dziecka mówić w języku dla mnie obcym -
                  > też bym się zbuntowała.

                  Nikt nie kazal by Ci mowic w jezyku dla Ciebie obcym, tylko w jezyku kraju w
                  ktorym z wlasnej woli mieszkasz. Ale w razie gdybys nie potrafila , to
                  przysluguje Ci tlumacz.

                  > Po dobrej woli to mogę mówić nawet w suahili... ale NIKT nie ma prawa narzucać
                  > sposobu komunikacji z własnym dzieckiem.. to są gwarancje konstytucyjne.

                  Rany, Azerko, przeciez tu chodzi tylko o WYJATKOWE sytuacje!

                  Mnie NIKT nie nakazywal w jakim jezyku mam z moja corka rozmawiac, ani tez
                  osobiscie nikogo takiego nie znam.

                  Podobne prawa dotycza tez dzieci z malzenstw mieszanych niemieckp-francuskich
                  czy niemiecko -wloskich i nikt inny nie pomstuje ze im niemieckie urzedy dzieci
                  germanizuja.
                    • maria421 Re: Tak się niemczy polskie dzieci, czyli... 19.12.08, 22:32
                      Nazywal sie przypadkiem Mathieu Carriere?

                      Azerko, niemieccy ojcowie tez pomstuja i nawet zalozyli stowarzyszenie domagajac
                      sie praw do wlasnych dzieci, bo niestety wiele kobiet po rozwodzie uzywa dziecka
                      jako narzedzia zemsty na mezu i bardzo wyprobowana taktyka jest gra na zwloke,
                      bo potem maja argument w reku ze dziecko .... odzwyczailo sie od ojca i zle na
                      niego reaguje.
    • a000000 Re: Tak się niemczy polskie dzieci, czyli... 19.12.08, 10:27
      >Chłopiec milczy.

      bo nie zna języka polskiego.

      Diabollo, a czy znasz przykład, gdy te założone w trzeciej rzeszy Jugendamty
      przyznały dziecko stronie nie niemieckiej?


      To jest śmieszne zaiste... dziecku NIE ZABRONIONO mówić po polsku...
      ale otoczono środowiskiem wyłącznie niemieckojęzycznym.... odcięto od polskiej
      matki...
      Ja też swojemu dziecku nie zabraniam, mówić po chińsku...

      Czy są DOWODY na to, że matka miała przyznane widzenia z synem? Że nikt jej nie
      uniemożliwiał??? DOWODY, nie puste gadania...

      Kilka dni temu telewizja pokazywała przypadek Francuza, który od kilku lat jest
      już odcinany od swojego syna... też go wymazano z życia dziecka...

      Jednak polsko-niemieckich problemów rodzinnych nasi dyplomaci
      > naliczyli zaledwie 30, w tym osiem bardzo skomplikowanych przypadków.

      po pierwsze - są to problemy GŁOŚNE!!!
      po drugie - nie zawsze rodzice wykazują złą wolę.
      po trzecie - nie zawsze współmałżonek wyjeżdża z Niemiec.
      po czwarte - rozwiedzeni jakoś się dogadują co do dzieci..

      Problem powstaje wówczas, gdy wtrąca się ta faszystowska organizacja..

      >Nie
      > przyniosła ona efektów, bo tezy o masowym zniemczaniu polskich >dzieci nie
      dało się obronić.

      tia.... dzieci moich znajomych (oboje Polacy) już są Niemcami. Nie udało się
      zatrzymać tych dzieci w polskim kręgu kulturowym - woleli blichtr i bogactwo
      niemieckiego "postępowego" życia - dostateczne zostały zrażone polską
      "zaściankowością"... zaszczepiono im pogardę wobec ich własnych korzeni...

      Córka innych znajomych - całe życie w Niemczech - pracowała w dużym koncernie -
      jako Polka była człowiekiem drugiej kategorii - tak ją traktowali PRACOWNICY,
      nie kierownictwo bynajmniej... przeniosła się do filii w Polsce...

      Diabollo, nie wciskaj mi ciemnoty, że Niemcy to strefa wolna od nacjonalizmu.

      • maria421 Re: Tak się niemczy polskie dzieci, czyli... 19.12.08, 10:39
        Azerko, moja corka urodzona w Niemczech mowi po polsku bardzo dobrze, zdala
        egzamin certyfikatowy z jezyka polskiego, bez problemu studiowala w Polsce po
        polsku.

        Ma bardzo wiele kolezanek i kolegow ktorzy tez tu sie urodzili i tez mowia po
        polsku, jeden kolega wybral sie nawet na cale studia do Warszawy.

        Z zadnym "blichtrem" nie ma to nic wspolnego, wszystko zalezy od rodzicow. Od
        tego, czy para mieszana uzna ze dwujezycznosc to jest bogactwo czy nie, od tego
        czy rodzice sa konsekwentni i czy im na dwujezycznosci zalezy, czy nie.

        WSZYSTKO zalezy od rodzicow, panstwo sie nie wtraca do momentu rozwodu, bo wtedy
        musi. Ale rozwod i po rozwodzie tez zalezy od rodzicow.

        A teraz pomysl jak bys reagowala gdyby sprawa rozgrywala sie w Polsce miedzy
        ojcem Niemcem a matka Polka.
        • a000000 Re: Tak się niemczy polskie dzieci, czyli... 19.12.08, 20:08
          >WSZYSTKO zalezy od rodzicow, panstwo sie nie wtraca do momentu >rozwodu, bo
          wtedy musi. Ale rozwod i po rozwodzie tez zalezy od >rodzicow.


          dlatego na tak dużo rozwodów, jest tak mało spraw spornych....rodzice potrafią
          się dogadać.

          A jeśli nie potrafią - państwo robi SWÓJ porządek... który niekoniecznie musi mi
          się podobać...


          > A teraz pomysl jak bys reagowala gdyby sprawa rozgrywala sie w >Polsce miedzy
          ojcem Niemcem a matka Polka.

          wprowadziłabym NAKAZ wychowywania dziecka dwujęzycznie, z obowiązkowymi wizytami
          u rodzica i dalszej rodziny...

          Bo nie zapominajmy, że po rozwodzie zostają jeszcze jakieś babcie...

          Wszyscy w ferworze walki o swoje zapominają, że rozwód jest między małżonkami -
          nie między tatą czy mamą a dzieckiem...a dzieci kochają i mamę i tatę, i
          babcię.... dorośli zapominają, że rozwód rozdziera dziecko żywcem... I zamiast
          złagodzić skutki - walczą do upadłego... aż zniszczą życie sobie, tobie i....
          dzieciom.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka