nagikwiatek
28.08.09, 09:23
Facet (od miesiąca narzeczony) jest generalnie ok. TZN. nie można się do niego
przyczepić obiektywnie- ma pracę, brak nałogów, aktywny...
Na początku bardzo mu zależało, teraz jestem jak mebel. Bardziej środek do
celu niż cel sam w sobie. Wyjechał na 2 tyg. uwielbia swoje hobby i w zasadzie
zawsze będę po nim. Ale to jest ok. Tyle ,że to jego hobby łódki( sama też to
w miarę lubię) nie raz mnie po prostu upokorzyło. No bo jak się tu czuć jak
widzę jak wytacza się pijany z łódki razem z inną pijaną laską i idą do
łazienki? Nie ufam mu, nie wiem czy kocham.
Nienawidzę własnej bezsilności...To może dlatego, ze sama jeszcze studiuje nie
wiem jak będzie z pracę...w tym roku będę się bronić... przeprowadzać do
włsanego mieszkania... szukać pracy.
Narzeczony...ale żadnej mowy o tym co dalej nie było, więc nawet nie wiem o co
gram kończąc tą znajomość.
Najgorsze jest to, że ja już znam odpowiedź, wiem jak to się potoczy. TYlko
jak mogłam dać traktować się jak zwykła szmata..jak???