kaktus2001
13.09.12, 10:17
Dziś przedszkole nr 1 zalało. Sąsiadka skarżyła się żonie, że w przedszkolu proszą aby zostawić dziecko w domu, bowiem mają zalaną salę i tłoczą dzieci w mieszanych grupach. Dodam że i bez tego jest ciasno jak w puszce. Nie wiem, czy to wina pracowników, którzy remontują obiekt, czy też są inne przyczyny. Ale daje mi to domyślenia (radnym pewnie nie). Czemu rada przyjmuje (... ba wręcz żąda) aby w nowoprojektowanym zespole szkół przy ul.Wspólnej był basen. A kupić działki obok i rozbudować przedszkola nie można. Tylko niech mi nikt nie wciska kitu, że niż demograficzny. Bo jak dotąd to dzieciaki są jak kiszone ogórki w słoiku. Odnalazłem odpowiedź wśród pytań zadanych do urzędu. Które właśnie poruszało ten aspekt i okazuje się, że odpowiedź była zaskakująco prozaiczna i zamykająca problem na zawsze, że oczekiwania finansowe właścicieli sąsiedniej działki przewyższały możliwości miasta. A basen? zadłużanie się na granicy bankructwa? I słyszałem taką opinię, że są przedszkola prywatne, do których miasto dokłada na utrzymanie dzieciaków. Ale rodzic z tego tytułu nie otrzyma zniżki i tak płaci w prywatnym przedszkolu 800 zł, państwowe kosztuje przy pełnym miesiącu uczęszczania plus zajęcia płatne do 500 zł. Jeśli ktoś nie widzi różnicy to niech zapisze się na zajęcia wyrównawcze z matematyki. A należy dodać, że odliczenia stawki dziennej i żywieniowej są tylko w przedszkolu państwowym, czyli jeśli dziecko było chore to na koniec miesiąca przedszkole publiczne zwraca. A w prywatnym tylko żywieniowa.
Jeśli ktoś twierdzi, że obiekt byłby pusty to się myli. Ci co zajmują się zarządzaniem wiedzą o czym piszę. Kwestia zarządzania i przemyślanej rozbudowy obiektu. Jeśli po 8 latach okaże się, że sale stoją pustkami, można wynająć na zajęcia oświatowe, kursy, itp. A może się okazać że któraś ze szkół boryka się z namiarem uczniów i zawsze można zorganizować zajęcia dla dzieci klas 0 czy I w takim obiekcie. Problem pozostaje. Jeśli nikt go nie widzi, to mu kupię chętnie okulary.