Dodaj do ulubionych

wspominki : o Brzeskiej.

IP: *.dialup.warszawa.pl 12.11.02, 20:41
Mam nadzieje , że nikt nie odsądzi mnie od czci i wiary , za rozpoczęcie
nowego wątku. Powiem nawet , że kazdy z nas może mieć coś o czym często myśli
i wspomina . Będzie więc miejsce do podzielenia się z innymi takimi
wspomnieniami , zwłaszcza że mogą one rozwiewać stereotypy jakie do tej pory
mogły się z tematem wiązać. A jeżeli nawet tego , to miejsce nie zrobi , to
przynajmniej pozwoli dostrzec "problem" z innej perspektywy lub uzupełnić
obraz o nieznane aspekty.
Pytałeś Hirku , co rozumiem mówiąc "czasy świetności ul. Brzeskiej". Mam
nadzieję ,że uporałeś się z "zadaniem domowym" jakie zaleciłem.Jeżeli - tak ,
to zrozumiesz dlaczego mówiąc o czasach gdy Brzeska zyskiwała swą wątpliwej
jakości sławę, mówię -czas świetności.Jestem z nią emocjonalnie związany tak
jak wielu z Was z Markami czy Pustelnikiem.
Ulica jak ulica .Nie to ją tworzyło tylko ludzie . Tak samo jak
bazar.Mieszkałem pod numerem 18 , na trzecim piętrze . Z okien mieszkania
widać bylo cały bazar , jak na dłoni. Gwar ,ruch.Dochodzące odgłosy handlu .
I te nieodłączne "pyzyyyy , gorące pyyzyyyyy". Czasami dał się zauważyć jakiś
mały zamęt . To "miejscowa brać" sfinalizowała jakiś interes z przyjezdnym
cwaniaczkiem. Oczywiście szybko ,sprawnie i po cichu. Za moment nikt nic nie
widział i nie słyszał.A interesy były ...... uuuuuu to były czasy! Orient by
się nie powstydził takiego bazaru ! Mogłeś wszystko. Dosłownie , od "A"
do "Z".Dziś też można , tylko jest jakby drapieżniej ,bezosobowo , nijak.
Wtedy był Pan Kazik ,Andrzejek czy "Gruby" . Albo jeszcze inaczej. Była osoba
do której mogłeś , później , z każdym zamówieniem- jak w dym . Aż zacząłeś
być sam rozpoznawany.Stawałeś się SWÓJ. A to dawało wiele . Ochronę , pomoc ,
opiekę. Nikt na tej bliskiej Pradze czy nawet Szmulkach - nie zrobił Ci
krzywdy. Nocą mogłeś spokojnie drałować piechtą , w te i na zad ! Sam miałem
taką przygodę kilka lat po wyprowadzeniu się na Żoliborz. Dzięki temu, że
zostałem rozpoznany , obyło się bez "dyskusji". Ale to otoczka. Sednem
pozostaje dla mnie wzajemne utrzymywanie pewnych więzi pomiędzy mieszkańcami
ulicy. Nie istotne było to czy jesteś alfonsem , k.... , wozakiem czy pędzisz
bimber . Byłeś SWÓJ!. MOGŁEŚ NA KAŻDEGO LICZYĆ . Oczywiście jako mały glutek
nie miałem otym wszystkim pojęcia . Dopiero z czasem zauważyłem , że
wychodząc z domu do kolegi na inne podwórko , jestem bacznie obserwowany
przez każdą dorosłą osobę. Jeżeli moja Mama wychyliła się przez okno i wołała
mnie- zaraz miała informację gdzie jestem . Z dołu dochodził okrzyk od
zupełnie obcej osoby ( np.:wozaka z węglarki)- jest pod 13 i bawi się z tym i
tym. Finito. Wszystko wiadomo. A nie daj Bóg gdyby coś się mogło złego
stać.Tak samo w dupę mogłeś dostać od obcego jak i od Rodziców. To był SWÓJ ,
i dbał o dzieci jak o swoje.W miarę jak dorastałem ,zaczęła mi przeszkadzać
ta ciągła obserwacja i nadzór. Teren zabaw przeniesiony został na Dw.
Wileński i jego bocznice. Jeszcze teraz śmiać mi się chce z kawałów jakie
robiliśmy SOK-istom . Do czasu aż przyszedł NOWY. Strzelił jednemu w tyłek z
soli. Niby nic ale .... Pracował tylko 2 dni. Sam zmienił pracę, a nam
zapowiedziano , że zabawy na bocznicy się zakończyły! Oj d... bolała nie
raz.Bo przecież zakazy są do łamania. A ilość oczu jakie nas pilnowały nie
zmieniła się. Zaczęły się rajzy na Szmulki, później przyszła kolej na Powiśle
i nasze "małe wojny". Kolor siny był bardzo modny. Ale zgryz zachowaliśmy w
stanie wyjściowym. Oddzielnym tematem jest , a właściwie był , targ węglowy i
rybny. Znajdował się w wnęce pomiędzy domami 18 i 16.Taki duży plac. Dla
mnie , wtedy był duży . Przy jego wylocie stał kiosk . Wiesz co to
jest "pykówa"? Można było ją w tym kiosku kupić. Wozacy z węglarek. O to do
piero była ferajna. Gożała w ilościach nie pojętych! i prosty tor jazdy!
Oczywiście dzięki koniom . Każdy z nich znał drogę do swojego domu.I jak taki
delikwent o Bożym świecie zapominał , to układano go w furze , przykrywało
derką lub czym kto miał , konia z bata - i sprawa z głowy. Wiadomo że chory
to nikt go nie ruszy. Następnego dnia "meldował" się na postoju jakby nic się
nie stało. I to było normalne. Znów do czasu , aż przybył nowy. Nie kumał ni
w ząb co , gdzie , jak i kiedy. Wozacy czy furmani nazwy były rozmaite
(tylko "sałata" to był woźnica dorożki!)mieli długie białe kożuchy.Łatwo było
takiego zdenerwować mówiąc nawet - Te "sałata"! Zrywał się wtedy z siedziska
na furze i próbował zdzielić batem takiego prowodyra . Konie zaczynały
nerwowo rzucać sie na prawo i lewo , więc mósiał zająć się nimi. A że
siedział (dla miękkości-jak kiedyś usłyszałem) na kożuchu to po opanowaniu
sytuacji opadał na pustą ławkę , bo od tyłu już mu ją ktoś oczyścił. Jak był
mądry i się nie kłucił - dostawał następnego dnia swoją własność - "bo ktoś
znalazł" . Jak się nie zaaklimatyzował i był pyskaty- no cóż..siła
wyższa.Jeszcze inne klimaty panowały na targu rybnym . A już zupełnie inna
żeczywistość to "półświatek". Ale to bajka na inne czasy i inny post.
Obserwuj wątek
    • Gość: Hirek Re: wspominki : o Brzeskiej. IP: *.chello.pl 12.11.02, 20:58
      Wspaniałe wspominki. Co nieco z tego słyszałem od taty, ale on na Pradze nie
      mieszkał. Jednak nigdy nie był zbyt wylewny.
      Dziękuję Ci bardzo, że rozpocząłeś ten wątek.
      Nie wyobrażam sobie znaleźć się na Brzeskiej w nocy. Strach się bać! W dzień
      wolałbym się nie znaleźć w tamtych okolicach, a co dopiero po zmroku!
      praga i tyle. To wystarczy. Ja wychowywałem się na Bródnie, ale jestem młody
      wiekiem i Twoje historie są dla mnie zupełnie nowe! Dzięki!
      Pozdrawiam.
      P.S. Czekam na jakieś kontunuacje! :-)
      • Gość: Irytek Re: wspominki : o Brzeskiej. IP: *.dialup.warszawa.pl 14.11.02, 12:28
        Eeee -bać się można teraz wszędzie . Jaka jest sytuacja w naszych miastach , na
        ulicach - to widać,słychać i czasem czuć ! Zwłaszcza czucie pourazowe gdy
        ustąpi szok wywołany urazem jest teraz "na fali". Śmiem twierdzić , iż teraz
        jest bardziej niebezpiecznie na naszych ulicach niż kiedyś było na Brzeskiej.
        Czy wiesz ,Hirku,że przed wojną (II św.)na Brzeskiej , i to pod 18-ką ,tylko na
        ostatnim piętrze mieszkał pierwowzór Złego ? Facet wzrostu ponad 2 m , i w
        barach taki troszkę przekonujący . Policja szła go zaaresztować w ilości nie
        mniejszej jak 2-3 sotnie. Ale to też nic nie dawało bo rozmowy wszystko
        załatwiały . Wyjaśnię innym razem
        pozdrawiam
        • Gość: Hirek Re: wspominki : o Brzeskiej. IP: *.chello.pl 15.11.02, 11:01
          Czekam z niecierpliwością na wyjaśnienia! Czy to był jakiś Twój wujek? :-)
          Masz rację, zę teraz strach się bać! Czy w centrum, czy na Wileńskim, czy
          gdziekolwiek w tramwaju można się spodziewać napadu. Tragedia! Żle się dzieje!
          Czy Kaczyński to zmieni? Ciężko będzie...
          Pozdrawiam.
    • Gość: Hirek Re: wspominki : o Brzeskiej. IP: *.chello.pl 16.11.02, 00:46
      Jeżeli z takim sentymentem wspominasz stare czasy, to mam pytanie: czy lubisz
      nagrania takich artystów jak Stasiek Wielanek(wraz z Kapelą Czerniakowską),
      Stanisław Grzesiuk czy Jarema Stępowski?
      W ich piosenkach (wspaniały warszawski akcent) da się odczuć "klimat" Warszawy.
      Zgodzisz się ze mną?
      Pozdrawiam.
      • Gość: Irytek Re: wspominki : o Brzeskiej. IP: *.dialup.warszawa.pl 16.11.02, 14:52
        Wszyscy mówią o tym "klimacie Warszawy". Ale ja go inaczej odczuwam. Owszem ,
        ten język ,opisy sytuacji. Ale dla mnie to tylko zapach , i to mocno rozwiany.
        Dla mnie klimat Warszawy to też nie klimat Pragi.Ja jestem Prażaninem,i może
        dlatego szukając miejsca pod budowę domu -szukałem z tej strony Wisły i w takim
        a nie innym kierunku. To podświadome.
            • Gość: Irytek Re: P.S. wspominki : o Brzeskiej. IP: *.dialup.warszawa.pl 18.11.02, 18:54
              Na początek - odpowiedź na Twoje pytanie.Nawet sam nie wiem tak do konca , jak
              wiele osob z Marek przychodziło na bazar. Ale byla to bardzo duaża grupa.I nic
              dziwnego. Wtedy , tak jak niedawno temu stadion,bazar był miejscem pracy i
              źródłem utrzymania wielu rodzin.Nic więc dziwnego w tych przyjazdach. Wiele
              osób , które w Markach mieszkało , zamieszkało na Brzeskiej lub w okolicy.
              Czyli na Pradze. Sam miałem w klasie ,w podstawówce 4 kolegów i 2 kolezanki ,
              których rodzice przeprowadzili sie z Marek.Pytałeś kiedys o klimat. To nie
              tylko ulice czy ich smród tworzą klimat. Choć też!. Klimat tworzą ludzie. A na
              Brzeskiej , w okresie kwitnącego komunizmu (czego chyba nie potrafisz tak do
              końca zrozumieć)była enklawa kwitnącego , najnormalniejszego kapitalizmu w
              wydaniu słowiańskim.Tę enklawę tworzyli również Markowianie (czy właściwa
              odmiana słowa ?)ze swoimi kapciami ,"włoskimi"butami,zieleniną.Jako mały
              chłopak ,wielokrotnie właziłem w ten kapitalizm , gdzie milicjanta nie dało
              rady zobaczyć (nawet tajniaka-bo ci którzy poznali "Metody" Cyryla czy obsadę
              śledczą KG MO , dawali o swych znajomościach znać innym).Wiele razy idąc alejką
              bazarową byłem częstowany gruszkami czy innymi owocami z straganów.Tak jak
              pisałem wczesniej-byliśmy dzieciakami o których wszyscy dbali.Może to jakaś
              powojenna reakcja "samozachowawcza" jednej z najzdrowszych społeczności chorego
              na komunizm państwa. Tam , wtedy był naprawdę klimat. Przez duże K.
              Klimat ,bywał tez w okolicy największej (na ówczesnej Pradze) knajpie.Winkiel
              Ząbkowskiej i Targowej.Co tam teraz jest nie wiem . Pusta ściana i miejsce po
              domu , który kiedyś tam stał.Fajnie było stać i patrzeć jak kolejny ,zalany
              klient wylatuje przez wachliwe (nie pamietam jakie to były drzwi ,ale majaczą
              mi się takie jak w saloonach na westernach-ale to może moja fantazja z lat
              młodych)drzwi knajpy . Pracował tam wielki dryblas. Obstawialiśmy czy klient
              dosunie do torów tramwajowych , czy nie.Dojeżdżali-ale tylko w zimę.Zapach! O
              rany.Na zawnątrz prawie nic ,ale jak się otworzyło!!! Wóda,papierochy i
              BROWAR!!! Zwłaszcza browar. W kuflach . Nie tam jakieś butelki. Beka i kranik.
              A jakie tam były śledzie !!! Teraz jak jakiś wędkarz złapie takiego szczupaka
              to już jest "łowcą okazów". I to śledzie z beczki,solone tak że jęzor wykręcało
              na którąś stronę.Potym pić sie chciało. Piwo jak znalazł. Nie korciło mnie to
              jednak tak jak oranżada jaką tam mieli. W butelkach , zielonych, zamykanych
              porcelanowymi korkami (takie ,teraz mają tylko niektóre dobre piwa).A jakie
              zawody robiliśmy w otwieraniu. Kto głośniej? I to nie tak jak wyszło -tylko
              kantem dłoni.Oj, fajne szczeniackie czasy. A propos zawodów . Grałeś w "zośkę"?
              Wiesz co to takiego? Wiesz , że teraz w Chinach (Pekin)są międzynarodowe
              mistrzostwa w tym. Tylko nazywa się to jakoś tak dziwnie (krzaków nie mam na
              klawiaturze , wiec nie napiszę ).Oj ,graliśmy całymi dniami.
              • Gość: Hirek Re: P.S. wspominki : o Brzeskiej. IP: *.chello.pl 18.11.02, 21:00
                Dzięki za kolejną część wspominek.
                Czy ten lokal, o którym mówisz to "Bar na rogu" czy soć takiego? Jeszcze jakiś
                czas temu była taka knajpka na rogu właśnie Ząbkowskiej i Targowej. Ale wydaje
                mi się, że Ty mówisz o drugiej stronie, gdzie wyburzono jakąś kamieniczką.
                Stara Praga zmienia wygląd... Odnawiane są przedwojenne kamieniczki, stawiane
                są nowe osiedla. To już nie to samo...
                Śledzik i piwko... Taaa...
                "Było to w sierpniu, pamiętam datę:
                Dnia trzynastego w czwartek,
                Dwie stówy dano mi na wypłatę,
                Więc woła Józia na ćwiartkę.
                Jakoś się ćwiartka smieniła w litra,
                By lepiej pływać mógł śledzik,
                A potem stała się rzecz bardzo przykra,
                Przy Józiu drugi gość siedzi..."
                Znasz tę pioseneczkę? Jak chcesz to napiszę ciąg dalszy.
                "Zośka" - chodzi Ci o kopanie jakiejś "szmatki" (bo nie wiem czego dokładnie)?
                Nie grałem, ale w liceum było wśród niektórcyh modne kopanie takiej piłki z
                gumek. Mam nadzieję, że wiesz o co chodzi.
                A Ciebie też bawiło jo-jo i tiki-tiki???

                Pozdrawiam.
                • Gość: Irytek Re: P.S. wspominki : o Brzeskiej. IP: *.dialup.warszawa.pl 19.11.02, 10:52
                  Piosenki niestety nie znam.Napisz,proszę.Ciekawi mnie rozwinięcie akcji. A co
                  do joja.Pewnie ,że bawiliśmy się.Ba nawet sami je robiliśmy bo to i duma duża
                  była gdy takie "rękodzieło" uzyskało uznanie innych.Tiki-tiki zapanowało już po
                  moim wyprowadzeniu się na Żoliborz,więc nie wiem jakie miejsce zajęło na
                  panteonie zabaw dzieciaków z Pragi.Sądząc z ogólnej mody-niewielkie.O "zośce"
                  to niezbędne minimum wiesz.Ale to nie tylko to."Zośka"- to cała historia
                  towarzysko-kulturalna.
                  pozdrawiam
                  • Gość: Hirek Re: P.S. wspominki : o Brzeskiej. IP: *.chello.pl 19.11.02, 18:02
                    Irytku!
                    Widzę, że mógłbyś całą książkę wspomnień napisać. Może kiedyś to zrobisz.
                    Masz już dokończyć:
                    - o Brzeskiej;
                    - o pierwowzorze "obywatela Kudłatego";
                    - o "zośce";
                    - i o czymś jeszcze na pewno, o czym nie pamiętam.

                    Piosenka. Hmmm... Jeśli można to wieczorem napiszę ciąg dalszy.
                    Pozdrawiam.
                    • Gość: Hirek Cała piosenka! IP: *.chello.pl 25.12.02, 03:15
                      Obiecałem wcześniej piosenkę! Oto więc ją piszę:

                      (Obowiązkowy warszawsko-praski akcent!)

                      Było to w sierpniu, pamiętam datę:
                      Dnia trzynastego w czwartek,
                      Dwie stówy dano mi na wypłatę,
                      Więc woła Józia na ćwiartkę...

                      Jakoś się ćwiartka smieniła w litra,
                      By lepiej pływać mógł śledzik,
                      A potem stała się rzecz bardzo przykra,
                      Przy Józiu drugi gość siedzi...

                      Siedzi i pije na moje konto
                      I jeszcze z Józia małpuje,
                      Co robi Józiek - robi i on to,
                      I cały nastrój nam psuje.

                      Więc mu nadałem: "odejdź pan od nasz"
                      Nie bądź pan w naszej przyjaźni,
                      On na to z Jóźkiem znów wypił do dna
                      I znowu począł sie drzaźnić.

                      Na to załpałem od piwa kufel
                      I takiem gościa uderzył,
                      Że się od razu zwalił pod bufet,
                      Lecz patrzę Józiek też leży...

                      Na to wylata z bufetu dama
                      Pierś jej z biust harda wytryska,
                      Mówi, że ze mnie jest kawał chama
                      I grabę w oko mi wciska!

                      Ruszyłem ręką, ruszyłem nogą,
                      Szkło się sypnęło po sali,
                      Śledzie skakali tuż nad podłogą
                      I zsiadłe nóżki fruwali...

                      Dwóch mnie kelnerów chwyciło na raz,
                      Dwóch milicjantów też przyszło
                      I trzech nas wszystkich zamknęli na raz,
                      Bo komisriat był blisko...

                      Budzę się rano, patrzę: jest Józiek,
                      Ale ten trzeci gdzieś zniknął;
                      Józiek w bandażach ma głowę dużą,
                      Już wiem co było przyczyną...

                      Nikt trzeci nie był, tylko ja z Józiem
                      Zajście odbyło się całe,
                      Żem alkoholu nieco nadużył,
                      Józia podwójnie widziałem....

                      ...............

                      Pozdrawiam.
            • Gość: gbetina Re: P.S. wspominki : o Brzeskiej. IP: *.dyn.optonline.net 19.01.03, 16:14
              Gość portalu: Hirek napisał(a):

              > Aha. Czekam wciąż na kontunaucje "wspominek". Oraz na "półświatek Pragi"!
              > Pozdrawiam.


              Dawno dawno temu gdy wodka byla na kartki a my wkraczalismy w dorosle zycie (18)
              dostalem kartke od rodzicow, po zakupy pojechalismy na Brzeska lub Zabkowska i
              wychodzac z monopolowego pekla reklamowka w ktorej byla butelka!!! Caly element
              zlecial sie , Toz ja bym wolal glowe sobie rozbic mowil jeden bylo im nas
              naprawde zal. A Brzeska kilka razy wracalem z dworca Wschodniego na Wilenski
              ciemna noca
              i nikt nigdy mnie nie zaczepil

              pozdr
    • Gość: Sidewinder Re: wspominki : o Brzeskiej. IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 19.11.02, 19:40
      Gość portalu: Irytek napisał(a):

      > Mam nadzieje , że nikt nie odsądzi mnie od czci i wiary , za rozpoczęcie
      > nowego wątku. Powiem nawet , że kazdy z nas może mieć coś o czym często myśli
      > i wspomina . Będzie więc miejsce do podzielenia się z innymi takimi
      > wspomnieniami , zwłaszcza że mogą one rozwiewać stereotypy jakie do tej pory
      > mogły się z tematem wiązać. A jeżeli nawet tego , to miejsce nie zrobi , to
      > przynajmniej pozwoli dostrzec "problem" z innej perspektywy lub uzupełnić
      > obraz o nieznane aspekty.
      > Pytałeś Hirku , co rozumiem mówiąc "czasy świetności ul. Brzeskiej". Mam
      > nadzieję ,że uporałeś się z "zadaniem domowym" jakie zaleciłem.Jeżeli - tak ,
      > to zrozumiesz dlaczego mówiąc o czasach gdy Brzeska zyskiwała swą wątpliwej
      > jakości sławę, mówię -czas świetności.Jestem z nią emocjonalnie związany tak
      > jak wielu z Was z Markami czy Pustelnikiem.
      > Ulica jak ulica .Nie to ją tworzyło tylko ludzie . Tak samo jak
      > bazar.Mieszkałem pod numerem 18 , na trzecim piętrze . Z okien mieszkania
      > widać bylo cały bazar , jak na dłoni. Gwar ,ruch.Dochodzące odgłosy handlu .
      > I te nieodłączne "pyzyyyy , gorące pyyzyyyyy". Czasami dał się zauważyć jakiś
      > mały zamęt . To "miejscowa brać" sfinalizowała jakiś interes z przyjezdnym
      > cwaniaczkiem. Oczywiście szybko ,sprawnie i po cichu. Za moment nikt nic nie
      > widział i nie słyszał.A interesy były ...... uuuuuu to były czasy! Orient by
      > się nie powstydził takiego bazaru ! Mogłeś wszystko. Dosłownie , od "A"
      > do "Z".Dziś też można , tylko jest jakby drapieżniej ,bezosobowo , nijak.
      > Wtedy był Pan Kazik ,Andrzejek czy "Gruby" . Albo jeszcze inaczej. Była osoba
      > do której mogłeś , później , z każdym zamówieniem- jak w dym . Aż zacząłeś
      > być sam rozpoznawany.Stawałeś się SWÓJ. A to dawało wiele . Ochronę , pomoc ,
      > opiekę. Nikt na tej bliskiej Pradze czy nawet Szmulkach - nie zrobił Ci
      > krzywdy. Nocą mogłeś spokojnie drałować piechtą , w te i na zad ! Sam miałem
      > taką przygodę kilka lat po wyprowadzeniu się na Żoliborz. Dzięki temu, że
      > zostałem rozpoznany , obyło się bez "dyskusji". Ale to otoczka. Sednem
      > pozostaje dla mnie wzajemne utrzymywanie pewnych więzi pomiędzy mieszkańcami
      > ulicy. Nie istotne było to czy jesteś alfonsem , k.... , wozakiem czy pędzisz
      > bimber . Byłeś SWÓJ!. MOGŁEŚ NA KAŻDEGO LICZYĆ . Oczywiście jako mały glutek
      > nie miałem otym wszystkim pojęcia . Dopiero z czasem zauważyłem , że
      > wychodząc z domu do kolegi na inne podwórko , jestem bacznie obserwowany
      > przez każdą dorosłą osobę. Jeżeli moja Mama wychyliła się przez okno i wołała
      > mnie- zaraz miała informację gdzie jestem . Z dołu dochodził okrzyk od
      > zupełnie obcej osoby ( np.:wozaka z węglarki)- jest pod 13 i bawi się z tym i
      > tym. Finito. Wszystko wiadomo. A nie daj Bóg gdyby coś się mogło złego
      > stać.Tak samo w dupę mogłeś dostać od obcego jak i od Rodziców. To był SWÓJ ,
      > i dbał o dzieci jak o swoje.W miarę jak dorastałem ,zaczęła mi przeszkadzać
      > ta ciągła obserwacja i nadzór. Teren zabaw przeniesiony został na Dw.
      > Wileński i jego bocznice. Jeszcze teraz śmiać mi się chce z kawałów jakie
      > robiliśmy SOK-istom . Do czasu aż przyszedł NOWY. Strzelił jednemu w tyłek z
      > soli. Niby nic ale .... Pracował tylko 2 dni. Sam zmienił pracę, a nam
      > zapowiedziano , że zabawy na bocznicy się zakończyły! Oj d... bolała nie
      > raz.Bo przecież zakazy są do łamania. A ilość oczu jakie nas pilnowały nie
      > zmieniła się. Zaczęły się rajzy na Szmulki, później przyszła kolej na Powiśle
      > i nasze "małe wojny". Kolor siny był bardzo modny. Ale zgryz zachowaliśmy w
      > stanie wyjściowym. Oddzielnym tematem jest , a właściwie był , targ węglowy i
      > rybny. Znajdował się w wnęce pomiędzy domami 18 i 16.Taki duży plac. Dla
      > mnie , wtedy był duży . Przy jego wylocie stał kiosk . Wiesz co to
      > jest "pykówa"? Można było ją w tym kiosku kupić. Wozacy z węglarek. O to do
      > piero była ferajna. Gożała w ilościach nie pojętych! i prosty tor jazdy!
      > Oczywiście dzięki koniom . Każdy z nich znał drogę do swojego domu.I jak taki
      > delikwent o Bożym świecie zapominał , to układano go w furze , przykrywało
      > derką lub czym kto miał , konia z bata - i sprawa z głowy. Wiadomo że chory
      > to nikt go nie ruszy. Następnego dnia "meldował" się na postoju jakby nic się
      > nie stało. I to było normalne. Znów do czasu , aż przybył nowy. Nie kumał ni
      > w ząb co , gdzie , jak i kiedy. Wozacy czy furmani nazwy były rozmaite
      > (tylko "sałata" to był woźnica dorożki!)mieli długie białe kożuchy.Łatwo było
      > takiego zdenerwować mówiąc nawet - Te "sałata"! Zrywał się wtedy z siedziska
      > na furze i próbował zdzielić batem takiego prowodyra . Konie zaczynały
      > nerwowo rzucać sie na prawo i lewo , więc mósiał zająć się nimi. A że
      > siedział (dla miękkości-jak kiedyś usłyszałem) na kożuchu to po opanowaniu
      > sytuacji opadał na pustą ławkę , bo od tyłu już mu ją ktoś oczyścił. Jak był
      > mądry i się nie kłucił - dostawał następnego dnia swoją własność - "bo ktoś
      > znalazł" . Jak się nie zaaklimatyzował i był pyskaty- no cóż..siła
      > wyższa.Jeszcze inne klimaty panowały na targu rybnym . A już zupełnie inna
      > żeczywistość to "półświatek". Ale to bajka na inne czasy i inny post.
      Jak można byćemocjonalnie związanym z taką zapadłą, śmierdzącą dymem, brudną
      wiochą jaką są MARKI????????????????????
      • Gość: Raffix Re: wspominki : o Brzeskiej. IP: *.braun.de 19.11.02, 19:43
        Gość portalu Sidewinder napisał:
        > Jak można byćemocjonalnie związanym z taką zapadłą, śmierdzącą dymem, brudną
        > wiochą jaką są MARKI????????????????????
        Chyba nieuwaznie przeczytales - akurat ten watek dotyczy wspomnien o Pradze a
        nie o Markach. Ale prowokuj dalej :-))
        • Gość: Irytek Re: wspominki : o Brzeskiej. IP: *.dialup.warszawa.pl 20.11.02, 20:57
          Sidewinter-ze, jesteś bardzo pochopny (że się tak wypowiem!)Hirku-spokojniej
          proszę! To , że ktoś nie wie o czym mówi nie znaczy , iż jest siłą oderwany
          od..... rzeczywistości i jest kmiotkiem.Ufajmy w ludzki geniusz ! Może po
          opanowaniu umiejętności pukania w klawiaturę przyjdzie pora na umiejętność
          dokładnego czytania (choćby mapy !).
              • Gość: Irytek Re: wspominki : o Brzeskiej. IP: *.dialup.warszawa.pl 21.11.02, 13:25
                Swego czasu pytałeś o tych co to na bakier z prawem.Małe miałem z nimi
                kontakty ,i z racji wieku ,i z przyczyn bardziej prozaicznych.Nie te
                zainteresowania ,nie te środowisko i nie takie potrzeby.Prawda jest , że te dwa
                światy przenikały się.Trudno jest , mieszkajac obok siebie,nie znać się.Siłą
                żeczy żylismy "razem".Ale jednak osobno. Bardzo dużą , a czasami wręcz nie do
                przejścia , granicą była grypsera.Podstawy tego języka każdy z nas miał
                opanowane.Jednak posługiwanie się nią w sposób sprawny i skuteczny to już inna
                bajka.A więc żyliśmy sobie , nie wadząc na wzajem.Jedno co z tamtego okresu
                pamiętam (ważne) to rozmowa z mężczyzną(kims w rodzaju "consiegliere"-żeby to
                na wyrost nie było-starszy gość który "opiniował" sporne sprawy w tamtym
                środowisku ,ale już nie brał "czynnego" udziału w pracach zespołowych)o tym co
                wolno a czego nie. Ot taki swoisty "protokół dyplomatyczny" omawialiśmy.Pytałem
                Go o wiele spraw , i muszę powiedzieć ,że z perspektywy czasu Jego opinie o
                wielu sprawach są zadziwiająco zbieżne z uznawanym dziś za właściwy sposobem
                postępowania. Nie będę omawiał tego szczegółowo-bo o kulturze i normach
                obyczajowych ,każde z nas ma swoje zdanie (takie jakie wyrobiono mu w domu
                rodzicielskim).Nie mniej, gdyby stosować to co On mi wtedy powiedział, byłoby
                teraz na ulicach o wiele bezpieczniej, a na naszym forum o wiele
                przyjemniej.Takim bardziej kontrowersyjnym przykładem "kodeksu" był całkowity
                zakaz "działalności" i wręcz ochrona swego miejsca zamieszkania.Ujmując
                lapidarnie i cytując: "do swego gniazda nie sraj".A teraz?Sąsiad sąsiada
                okrada.Może dlatego , wtedy Brzeska była , wbrew pozorom , taka bezpieczna dla
                mnie.
                Mała scenka rodzajowa (była z pewnymi nowelizacjami w "Dobrym" Łysiaka). Od
                strony ulicy Ząbkowskiej było wejście na bazar. Miało tę cechę , że stanowiło z
                racji swej budowy coś w rodzaju wiatrołapu,śluzy przejściowej pomiędzy bazarem
                i ulicą. Można było tę śluzę zamknąć z jednej i drugiej strony bardzo szybko.
                Wówczas teren w środku stawał się odciętą od świata sceną,areną i ringiem
                (często).Widziałem tylko raz ,jak taki ring był "otwierany" .Były to ćwierć
                finały rozgrywek klubowych Powiśle vs Praga. Jeden na jednego. Z kosami w
                rękach.Ale myliłby się ten kto myśli , że trup ścielił się gęsto.Nie -pełna
                kultura i poszanowanie przeciwnika.Pamietam ,że bardzo często padały słowa
                zapytania o to czy przeciwnik chce zakończyć konfrontację.A sama walka trwała
                do tzw.pierwszej krwi.Reszta to sama kurtuazja.Podanie rąk itd. Owszem , bywało
                ze kogoś znaleziono już sztywnego. To w większości wypadków były występy
                gościnne koleżeństwa z prowincji. I to właśnie ten "element napływowy"
                brutalizował obyczaje. Dzięki niemu "sława" Brzeskiej została tak a nie inaczej
                ugruntowana.
                Był jeszcze "czarny rynek"-czyli tzw. gospodarczy aspekt działalności
                kryminalnej. Tu mogłes dostać naprawdę wszystko.Ale w porównaniu z
                dzisiejszym "czarnym rynkiem" - to wyjątkowo wytworna i grzeczna była
                działalność.Aż mi chce się śmiać jak porównuję ten "kryminał" z przed lat i ten
                dzisiejszy . Niebo i ziemia.
                A tak na marginesie do Sidewinter-a ! Jak można przyzwyczajać się i utożsamiać
                z tym narkotykowym bagnem w szkołach -dziś?. O ile przyjemniejsza jest
                dzisiejsza , twarda bo kończaca się często , za często,śmiercią nawet
                przypadkowych ludzi-rzeczywistość społeczno-kryminalna? Jak nie wierzysz -
                sprawdź sam w roczniku statystycznym , lub pogadaj z starszymi policjantami!
                Jak Ich wysłuchasz -dopiero mów! Jak na razie zwróciłes uwagę tylko na otoczkę
                która niewiele mówi i wnosi. To bardzo płytkie.
                pozdrawiam
                • Gość: Hirek Re: wspominki : o Brzeskiej. IP: *.chello.pl 21.11.02, 20:45
                  Dzięki Irytku, że kontynuujesz ten wątek. Naprawdę mnie to interesuje, co
                  działo się kiedyś w Warszawie. Ja znam tylko z opowiadań gitowców i inne grupy,
                  których nazw nawet nie pamiętam...
                  Oczywiście jest mi także znana ta "braterskość wśród swoich", a co za tym szło
                  często bójki dzielnica na dzielnicę, czy tzw. "stu na dwustu" za "swojaka".
                  Pozdrawiam.
                  • Gość: Hirek Re: wspominki : o Brzeskiej. IP: *.chello.pl 21.11.02, 20:53
                    I jeszcze coś o grypsach. Przyjęło się, że "na wolności" się nie grypsuje.
                    Byłem świadkiem jak były wyrokowiec tak się kurzył na człowieka, który
                    powiedział "jest git", że chciał go bić. No, ale cóż. Wiele osób mówi, że "jest
                    git", nie zdając sobie sprawy, że jest to tzw. gryps.
                    Mnie zaś denerwuje jak ktoś się wyzywa od "frajerów", "cweli" i "cwaniaków",
                    nie zdając sobie sprawy, że jest to poważne ubliżenie. Przynajmniej ja się tak
                    wychowałem, co prawda nie w domu, ale wiem, że jest to ubliżenie.
                    Inni o tym nie wiedzą. No cóż. Niech się wyzywają.
                    Pozdrawiam.
                            • Gość: amba Re: wspominki : o Brzeskiej. IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 27.11.02, 09:20
                              Witam Panów:-)
                              Czytam już od dawna wspominki Irytka.Dawaj dalej Proszę.O łosiach i
                              miejszościach zróbmy nowy wątek.:-)
                              Ja też wychowywałam się w takich magicznych klimatach.Niewiem czy ktoś z Was
                              był w Nowym Dworze Mazowieckim...Zapadła dziura na peryferiach ,ale Narew i
                              Wisła rzut beretem.Dodam tylko napoleońskie "bunkry"-tak je
                              nazywalismy...Modlińską Twierdzę z jej spichlerzem zborzowym(o fortyfikacjach
                              nie wspomnę bo wojskowe były,)Lotnisko ,na które zabierał mnie tatuś jak miałam
                              4 lata.Rany do dziś pamiętam kokpity i kolorowe manetki,bieganie po
                              skrzydłach..rany jak ja wtedy chciałm latać...Czasy kiedy Banda Byka (git
                              ludzie)panoszyli się w mieście.Las Dębinka ,jego okopy i skarby wykopywane z
                              ziemi.Pamiątki 2 wojny.Kończę bo się wzruszę od tych wspomnień.Irytku dawaj
                              dalej,proszę.Pozdrawiam Was Panowie:-)
                              • Gość: Hirek Re: wspominki : o Brzeskiej. IP: *.chello.pl 27.11.02, 10:29
                                Jejku! Ambo! Jak Ci zazdroszczę! Ja kocham takie stare budowle, typy twierdza
                                Modlin lub jakieś bunkry! Bardzo bym chciał, żeby mnie ktoś tam kiedyś zabrał i
                                wszystko mi pokazał. W Twierdzy Modlin byłem kiedyś w podstawówce, ale nic nie
                                pamiętam :-(
                                Natomist spichleż, o którym mówisz widziałem na zdjęciach od strony rzeki. Mój
                                tata z bratem byli tam na rybach i napstrykali fotek. Rzeczywiście bardzo
                                malownicze miejsce. Zupełnie jakby się było w XIX wieku! KOchame takie miejsca.
                                Niestety nie mam czasu, żeby sie w nich znaleźć.
                                Pozdrawiam.
                                • Gość: Irytek Re: wspominki : o Brzeskiej. IP: *.dialup.warszawa.pl 27.11.02, 16:47
                                  "Banda Byka"-klawo jak cholera Ambo! Super. Uwielbiam takie texciki.Niestety
                                  era gitów zastała mnie już na Żoliborzu . I tam miałem przyjemność obić jednemu
                                  facjatę. Ale z tego co pamietam (często jeszcze jeździłem na Brzeską)na Pradze
                                  były organizowane przez moich rówiesników regularne "polowania" na taką
                                  zwierzynę.Szczerze im tego zazdrościłem . Zabawa "po pachi"!
                                  A co do kontynuacji moich wspomnień , to zbieram sie jak kot do ..... ale z
                                  pewnościa napiszę . Zwłaszcza o tym pierwowzorze "Złego" . Niestety znam tylko
                                  jeden epizod . Za to jaki barwny ! Obiecuję - juz wkrótce !!
                                  A z tym lataniem to nie Ty jedna . Mnie w armii dorwało.Niestety - marzenia nie
                                  spelnione.Ale wspomnienia też są (zwłaszcza z tzw. GISZ-em . Cała kupa
                                  generałów zasuwająca na kolanach z helikoptera po murawie lotniska na Bemowie!)
                                  Jak będziecie chcieli , to tez Wam opowiem . I o prowodyrach -2 mlodych
                                  pilotach z iskierek , którzy co lot wypijali część spirytusu z instalacji
                                  samolotu. Oj , jest co wspominać . I ja tam byłem .........
                                  pzdr
                                  • Gość: amba Re: wspominki : o Brzeskiej. IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 27.11.02, 18:19
                                    Czołem Panowie,widzę że się spodobało,to walę śmiało.Hirku osobiście jako
                                    nastolatka (10-13)poszukiwałam podziemnego tunelu,który w/g legend zbudował
                                    Napoleon(nie osobiscie)To miał byc właściwie tunel podwodny,albo podrzeczny(pod
                                    dnem Narwi)łączącego Twierdzę Modlińską z Nowym Dworem aby był kontakt z Wa-
                                    wą.Naszukałiśmy się tego,naryliśmy...Efekt cudowne wspomnienia.Irytku moja mama
                                    (nauczycielka) edukowała tych gitowców na wieczorowej podstawówce.Ja czasem
                                    siedziałam na tych lekcjach gdzieś pod stołem.Jak kiedyś podkablowałam matce,że
                                    jeden podpowiada,a on mi pokazał,że mi głowe odetnie,to ze 3 noce nie spałam
                                    (tak z 7-8lat wtedy miałam)i na podwórko bałam się wychodzić.Ale od tej pory
                                    nie podpie.... .Wyobraź sobie ,że teraz ci ludzie kłaniaja się mojej
                                    staruszce.Pani profesor do niej mówią ,(zakazane geby starych dziadów),że się
                                    nieraz matka stracha.Ale chyba jest dumna,że ją ta trudna młodzież pamięta i
                                    szanuje.Może warto,chyba warto,na pewno warto.Pozdrawiam.
                                    • Gość: Irytek Re: wspominki : o Brzeskiej. IP: *.dialup.warszawa.pl 27.11.02, 19:06
                                      Pięknie , lirycznie i apetycznie Ci się spłentowało . Tak się jakoś dziwnie
                                      układa , że moja Ołtarzowa i Jej Mama , to Panie Szkolne.Pierwsza uczy , druga
                                      uczyła -do bólu gardła.I z tym szacunkiem to bardzo się śmiesznie
                                      układa.Troszkę czasu wstecz , moja małżowina uczyła w szkole w Strudze.Po
                                      wsadzeniu jakiemuś cymbałowi (nazwiska wymieniać nie będę, bo po co ?)uwagi ,
                                      usłyszała "...albo to wukreślisz , albo Ci samochód spalę ..." Fajne ? Czasy
                                      się nie zmieniły zbytnio , tylko argumentacja .Bardziej "na czasie" bo w
                                      finanse godzi. Jak wszystko dzisiaj. I myślisz , że taki umysłowy gniot coś
                                      zrozumie,z szacunkiem do nauczyciela wyskoczy ?
                                      • Gość: amba Re: wspominki : o Brzeskiej. IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 27.11.02, 23:45
                                        Kiedyś to nawet wożny był figura.W mojej podstawówce miał wilczura ,szpicrute i
                                        mieszkał w budynku szkoły.Szpalerski się nazywał.Złoty człowiek,buty maluchom
                                        wiązał,ale ...nikt mu nie podskakiwał.Nie było praw dziecka czy były?Wychowywał
                                        ten wożny oj wychowywał lepiej jak niejeden ojciec.Lepsze bite jak zabite.OJ to
                                        były czasy...
      • Gość: Irytek Re: życie jest prze.......... !!!!!!! IP: *.dialup.warszawa.pl 23.01.03, 22:24
        Wiem , obiecałem , pamiętam.Tyle tylko ,że mi weny twórczej chwilowo
        brakuje.Ale słowo daję - pamiętam i napiszę.Pamiętam ,że obiecywałem napisać o
        tym pierwowzorze Złego. Okres przedwojenny - więc nie będą to wspomnienia moje
        (taki staroć nie jestem). Aby dobrze przekazać to co pamiętam i to co
        pamiętałem-muszę sobie troszkę poprzypominać.
        pzdr
      • Gość: Irytek Re: Please continue... IP: *.dialup.warszawa.pl 12.06.03, 17:49
        Witaj zauczony (pochodne od - zapracowanego)! Miło znów Cię dostrzec na ekranie.
        Faktycznie- obiecywałem , i obietnicy dotrzymam. Mam jednak prośbę o
        cierpliwość. Proza życia mnie przygniata..... i czasu na niezbyt wiele
        przyjemnych czynności pozostaje. Ale to bardzo miłe, że pamiętasz. Przypominaj
        od czasu do czasu
        pzdr
          • Gość: Irytek Re: To be continue... IP: 195.94.206.* 13.10.03, 08:11
            Dzięki za przypominajkę. Troszkę poczytam , co do tej pory nasmarowałem, i znów
            coś skrobnę. W jednym z wpisów, jest ciekawa uwaga, że Bazar dopomina się
            wspominków. Faktycznie - temat jak rzeka, i tyle się tam działo..... Może
            napiszę o tym jakimi drogami wychodził "towar po zmianie właściciela", a może
            o "technologii wczesnego handlu walutowego" ? Zobaczymy.. Ciekawa sprawą, była
            też możliwość nabywania "towaru reglamentowanego"- np. broni palnej. "czystej
            lub brudnej". Fascynujące jak Ludlum lub Forsyth, poszukują ciekawych tematów
            tam gdzie jest ich najmniej....
            pzdr
              • iry Re: To be continue... 16.11.03, 21:51
                Swego czasu, opisywałem enklawę na Ząbkowskiej. Kawałek placyku , z możliwością
                izolowania od oczu ciekawskich. Była też druga taka strefa, na Brzeskiej.
                Pomiędzy 14-tym i 18-tym numerem. Przed wojną był to tzw. "targ winny".
                Niestety jego czasy świetności minęły razem z kupcami winnymi. Plac objęły w
                posiadanie węglarki i ich wozacy (już o nich pisałem). Plac był przeznaczany
                równiez do mniej ambitnych celów. Z racji swego położenia (nieomal )
                w "mateczniku Brzeskiej", niezbyt często, zwłaszcza w porze nocnej, nawiedzali
                go przedstawiciele władzy. A jeżeli już przyszło im tamtędy przejechać, to
                robili to w tak ekspresowym tempie, że nawet przy dobrych chęciach- nic nie
                widzieli.
                Ponieważ za szczenięcych lat mieszkałem pod 18-tką, to siłą rzeczy widziałem
                wiele. Jak to wyrostek.
                Dom w ktorym mieszkałem zasługuje równiez na oddzielny opis, ponieważ dzięki
                specyficznej budowie, umożliwiał obserwację, bez zdradzania swojej obecności.
                A co można było zobaczyć? A to "rozmowę" na kosy, a to transakcje wiązane
                typu "kup pan pół litra, na pół metra warszawskiego metra",lub wymianę "stara"
                załadowanego dobrem wszelakim z Wileńskiego na kasę jakiej długo przed i po,
                bym nie widział. Różnie bywało. Nie sposób wymienić, a i pamięć już nie taka.
                To była "enklawa". Godziny działania od zmroku, do świtu. Strefa wolnocłowa,
                lub specjalna ekonomiczna. Jak zwał tak zwał, ważne,że działała.
                O ile mnie pamięć nie myli, to Łysiak również o tej enklawie wspomniał, w
                jednej ze swych książek.
                Mniejszych i większych enklaw "działalności gospodarczych", było na Brzeskiej
                więcej. Z tym, że miewały czasem zupełnie inne przeznaczenie. Na przykład pod
                13-tym, na końcu podwórka, była buda. Mała przybudówka ceglana, obok domu. Tuż
                za nią mały plac z roznącymi drzewami (kuriozum na Brzeskiej- kawał ziemi na
                podwórzu, nie pokryty asfaltem ! ). Przed tymi drzewami była piaskownica. Ale
                nie to było ważne. Istotną cechą podwórka, było to, że mur kończący podwórze,
                był jednocześnie częścią muru okalającego bazar. Tuż za nim stały budy.
                Oczywiście w małej odległości od muru. Ile tą drogą wyszło fantów !!! Jak nie
                miałeś dobrego dnia, to bawiąc się pomiędzy drzewami mogłeś dostać w baniak,
                przesyłką "par avion". Nim oskubany klient zakumał, że część jego dobytku
                zmieniła właściciela, torba z fantami już dawno była daleko od bazaru. Również
                trefny towar, tą drogą ekspediowano, w chwilach gdy milicja obstawiała
                bramy "Różyckiego", przed przeszukaniem.
                pzdr
                • hirrek Re: To be continue... 16.11.03, 23:12
                  Miło się dowiedzieć o "alternatywnym" wyjściu z Różyckiego. Chciałbym kiedyś
                  zobaczyć "rozmowę na kosy". Z tego co słyszałem - teraz organizuje się na
                  Pradze walki psów. Nie wiem gdzie, ale podobno dźwięk rozrywanej skóry
                  zwierzęcia powoduje dreszcz na skórze człowieka. Jeśli tylko znajdziesz
                  natchnienie Iry to kontynuuj wątek!
                  Pozdrawiam.
                  • iry Re: To be continue... 17.11.03, 15:13
                    OK. Będę to robił. Natomiast wspomniane przez Ciebie "walki psów", są mi
                    zupełnie nie znaną działalnością. Z pewnością, tam gdzie można zrobić kasę
                    (zakłady), znajdzie się zawsze kilku palantów bez sumienia. Tak jak w tym
                    wypadku. Same walki mają pewnie jakieś "zakotwiczenie" w którejś z wielu
                    tradycji (chociażby w świecie opisywanym przez Londona). Nie wydaje mi się by
                    miało to miejsce w naszym kręgu kulturowym. Idiotyzmem by było przeniesienie
                    corridy na Plac Defilad (z pewnością by współgrała z PKiN). Ale nie dałbym
                    głowy, że nie znależli by się chętni do oglądania. Podobnie jest z walkami
                    psów. Nie znoszę jak ktoś męczy zwierzęta. Nie pasuje, drażni,brak warunków ,
                    zagraża- zabij a nie męcz.
                    Kiedyś na Pradze, co drugi dom, na poddaszu miał gołębnik. Było tych obsrańców
                    na pęczki. Tylko wtajemniczeni potrafili powiedzieć jaka to rasa lub gatunek.
                    Były ptasiory co kosztowały nawet kilka miesięcznych wypłat. Inne, zwłaszcza po
                    wojnie, służyły za kurczaki. Robiono z nich (ponoć) bardzo dobry i zdrowy rosół.
                    pzdr
    • mistsh16 Re: wspominki : o Brzeskiej. 11.05.04, 14:31
      To jest wszystko praawda, teraz to się zmieniło, właściwie mam 16 lat i nie
      wiem jak to było 30 lat temu, ale słyszałem z opowieści, Praga się zmieniła,
      sam mieszkam na Pradze i wiem jak jest, strach sie bać, ja tam w te rzeczy nie
      wchodze ale codziennie słysze jak okradli tego i tego, tego pobili a tamtego
      zabili. Tak to już jest. W końcu szmulki to szmulki.
      • iry Re: wspominki : o Brzeskiej. 11.05.04, 16:18
        mistsh16 napisał:

        W końcu szmulki to szmulki.

        Eeeee, chyba przesadzasz. Jednak z drugiej strony, Szmulowizna zawsze była
        troszkę "dzika". Nie na tyle jednak, by aż takie opinie o niej wygłaszać. Dawno
        już nie "wnikałem" w uklady jakie zapanowały na Pradze. Swego czasu, słyszałem
        o trójkącie Stalowa -Szwedzka-Wileńska (lub 11Listopada). Myślę jednak, że
        brutalizacja życia w innych rejonach, nie tylko Pragi, zdecydowanie "wybiela"
        te rejony, o których pisałeś Ty i ja. Wszędzie teraz można zostać przejechanym
        lub zastrzelonym. Proza życia pod postacią nabytej kosy, odchodzi w mroki
        historii jako przeżytek. Teraz są "brudne" lub "czyste" gnaty, 250 g TNT lub
        znacznie mniejsze ilości semtexu. Żeby sięgnąć po czyjąś kasę wystarczy łom,
        zamiast miesięcy żmudnego treningu na manekinie obwieszonym dzwonkami. Hera,
        amfa to dzisiejszy kodeks honorowy, bo określa jakim szmalem dysponujesz.
        Nowe Gościu, po prostu - NOWE ! Reszta to zwykły dobór naturalny.
        3m się
        • rafal.redel Re: A Zacisze? 11.05.04, 16:33
          Irytku, a - zmieniając na chwilę temat - czy wiesz coś może o Zaciszu?
          Czy poziom bezpieczeństwa jest tam porównywalny do naszego mareckiego, czy jest
          tam inaczej?
          • iry Re: A Zacisze? 11.05.04, 17:51
            Tam jest Rafale - inaczej. Pamiętaj, że to już "stolyca". Inne możliwości dają
            inne formy działań. Jest jeszcze jedno "ale". Tu, u nas jeszcze jest tak, że
            znamy się. Tam już jest niestety ta wielkomiejska anonimowość. Tym większa, im
            częściej dokonuje się wymiana mieszkańców domów. A Zacisze rotację ma, oj! - ma.
            Jeżeli jednak liczysz na dokładniejsze dane, to niestety Cię zawiodę. Tak jak
            pisałem- dawno wyszedłem z "obiegu".
        • mistsh16 Re: wspominki : o Brzeskiej. 11.05.04, 16:34
          Teraz główne hooligańskie ulice to stalowa, brzeska i siedlecka, na brzeskiej
          co krok handlarze, narkomani, zresztą sam w piątek byłem na melanżu na strychu,
          na którym wódkke i zioło pili i palili nawet 13 latki, szkoda gadać, ja w wieku
          13 lat na skakance sie bawiłem i w piłke grałem, teraz mam 16 to sobie troszke
          pozwwalam, ale jak przyszło pare osób do nas, w tym 13 latek który po chwili
          najarał sie a potem żygał po ulicy, o tym że jak spotkał go starszy brat potem
          i jak mu wpierdolił, i to własnemu bratu, i to wcale nie był jeden strzał w ryj
          czy coś. Chociaż na pradze są też nastolatki normalne, grzeczne, wychowane,
          wystarczy sie przejść na jakiś placyk, np. na Kijowskiej, Białostockiej, to nie
          to co dwa trzy lata temu, jak poszedłem to tylko piwo tam chclali, teraz chla
          sie po klatkach i strychach
          • iry Re: wspominki : o Brzeskiej. 11.05.04, 18:03
            No to ma , ten skrzacior fart, że ma takiego brata. Jak się matka i ojciec
            gnojem nie interesują, to chociaż braciszek go wychowa. Smutne to, ale
            prawdziwe. Dodam tylko, że tego typu zachowania i przejmowanie roli
            wychowawczej, nie jest właściwe tylko dla obecnych czasów. I jeszcze jedno!-
            pomimo smutnego aspektu podanego przez Ciebie przykładu, widzę w tym wiele
            pozytywów. To jest siła, to jest więź, to jest może nawet blask "diamentu w
            popiele".
            Ale żeby nie kończyć aż tak minorowym nastrojem , podpowiem Ci gdzie patrzeć by
            zobaczyć (mimo wszystko) inną Pragę. Ulica Jagiellońska - dwie szkoły,
            gimnazja i ogólniaki. I jedna i druga mają b.wysokie notowania w rankingu (i
            wysokie średnie ocen egzaminacyjnych). To o czymś świadczy !
            Nie ma więc nic nadzwyczajnego , w tym co piszesz -"Chociaż na pradze są też
            nastolatki normalne, grzeczne, wychowane,".
            pzdr
            • mistsh16 Re: wspominki : o Brzeskiej. 11.05.04, 22:30
              No może i tak, a co do ulic to na jagielońskiej nie bywam i nie wiem jak tam
              jest, całkiem możliwe, ale zbyt wielu takich ulic niestety nie ma, przejście
              sie jedną z ulic: Ząbkowska, Kijowska, Siedlecka, Brzeska, Białostocka,
              Łochowska, Radzymińska i nie spotkanie jakiegoś żula, albo niezzaczepienie
              ocokolwiek graniczy z cudem, chyba że idziecie o godzine 6 rano.I takich
              dzielnic, miejsc jest niestety coraz więcej,

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka