Dodaj do ulubionych

37tc. i uparcie na pupie siedzi:(

07.07.10, 14:52
37tc. i uparcie na pupie siedzisad

Nie tracę nadziei, ale już trochę desperuję. Ćwiczę, spaceruję, proszę ludzi o kciuków trzymanie i/lub modlitwy. No i gadam, gadam, gadam do młodzieńca...

Co jeszcze można zrobić?!

(Obrotu zewnętrznego nie chcę próbować. Nie przekonuje mnie ta metoda... Obawiam się jej.)

Czy prawdą jest, że dziecko często obraca się, gdy już zaczyna się poród - skurcze porodowe nakierowują? Co mówią Wasze doświadczenia?

Czy prawdą jest, że w kolejnej ciąży (tj. nie pierwszej) maluchy się później ustawiają (bo niby luźniej, więcej miejsca mają)?

No i właśnie: co z tym miejscem do ustawienia się w odpowiedniej pozycji? Czy faktycznie jego ewentulane kurczenie się pod koniec ciąży determinuje dzieci do wcześniejszych obrotów? Przecież nie wiedzą, że później będzie ciaśniej...

Macie kochane jakieś pocieszające historie skoku na główkę w ostatniej chwili?

Moksa. Czy któraś z Was próbowała lub słyszała o tej metodzie? Może któraś wie gdzie tego można spróbować?

Jakieś inne pomysły?
Obserwuj wątek
    • karj-oka Re: 37tc. i uparcie na pupie siedzi:( 07.07.10, 15:09
      No wiem, wiem. I proszę nie strofować "ale o tym już było!" wink

      Znalazłam wątek Kawoszki i wgryzam się... forum.gazeta.pl/forum/w,45447,104414619,104414619,Posladkowo_i_za_szybko.html

      Jeśli po przedarciu się przez niego nadal będę miała jakieś pytania wkleję posta z mojego nowego wątku w tamten - żeby było wszystko w jednym miejscu nt.
      • annairam Re: 37tc. i uparcie na pupie siedzi:( 07.07.10, 17:00
        Bardzo trzymam kciuki i wysyłam ciepłe myśli. Nasz Konrad obrócił się
        ostatecznie głową w dół w przeddzień porodu więc jest to jak najbardziej
        możliwe. Panicznie bałam się głównie cesarki i przygotowywałam się na psn z
        takim ułożeniem. Sam ginekolog mnie na to namawiał.

        Pozdrowienia
        • szczur.w.sosie Re: 37tc. i uparcie na pupie siedzi:( 07.07.10, 17:37
          Znajomej większość dzieci była do ostatniej chwili nogami w dół, ale się
          przekręciły. Kilkoro nawet urodziła w domu. Ale teraz rozważa cc w wypadku gdy
          dziecko się nie obróci, a to dlatego, że żadna z naszych położnych nigdy nie
          odebrała takiego porodu. Wykłóciła się, że w razie czego zostaje w lokalnym
          szpitalu i tam zwykły chirurg przeprowadzi cc - nie chce jechać do szpitala
          specjalistycznego. A ja sobie myślę, że zdecydowałąbym się na sn mimo iż wiem ze
          nie ma lekarza, tylko położne w naszym szpitalu. W końcu poród pośladkowy jest
          chyba bardziej bezpieczny niż cc? Szwagierka urodziła sprawnie i bez kłopotów
          pośladkowo.
          • eps Re: 37tc. i uparcie na pupie siedzi:( 07.07.10, 18:07
            u mnie w 2 ciąży mały przekręcił się na początku 37 tc, a wcale nie był taki
            maly bo koniec końców urodził sie w 41 tc ale wazył prawie 4,5 kg.
            Jak fiknął kozła, to było w nocy, to aż sie obudziłam bo mnie pół wnętrzności
            zabolało.
            • karj-oka Re: 37tc. i uparcie na pupie siedzi:( 07.07.10, 20:30
              Dziewczyny, dzięki za pocieszenie i kciuki! Udało mi się przedrzeć przez cały
              długachny wątek zapoczątkowany przez Kawoszkę o pośladkowym ułożeniu. Dopiszę
              się tam, by tym co będą po mnie szukać info było łatwiej i nie musiały
              przeszukiwać wielu wątków.
    • kawo-szka Re: 37tc. i uparcie na pupie siedzi:( 07.07.10, 22:10
      Cóż, napiszę tak - są takie przypadki, gdy maleństwa się obracają,
      czasem w trakcie samej akcji porodowej albo tuż przed nią. Na moim
      wątku dziewczyny z resztą pisały o tym smile

      Nie wiem tylko czy jesteś pierworódką (jeśli nie doczytałam, to
      przepraszam smile ) - bo jeśli jesteś, to wtedy cesarskie cięcie Cię
      czeka - i w zależności od lekarza - albo będziecie czekać do akcji
      porodowej, albo ustalicie cesarkę na termin.

      Tak czy owak - trzymam mocno kciuki za obrót na właściwy kierunek -
      główką Maleństwo do dołu!!! smile
      • karj-oka Re: 37tc. i uparcie na pupie siedzi:( 07.07.10, 22:53
        Najserdeczniej Ci dziękuję Kawoszka! Za kciuki teraz i za całą Twoją opowieść. Przeczytałam cały wątek. Także ten z opisem porodu i wszystkimi poprzedzającymi go perturbacjami...

        Gratuluję Olusia, wytrwałości i w końcu chyba jednak także pogody ducha!

        To będzie mój drugi poród jednak... O tym było i w Twoim wątku... Nie zdecyduję się na poród naturalny z maleństwem siedzącym na tyłku. Zwykły, fizjologiczny poród w naszych szpitalach, pod wpływem procedur, atmosfery, traktowania kobiety rodzącej itp., staje się szybko i bardzo często (nagminnie wręcz!) porodem patologicznym a pośladkowy...? Nie liczyłabym tutaj na wyjątek, spokój, dojrzałość, chęć współpracy i partnerskie traktowanie rodzącej. Kobieta musiałaby mieć zapewniony maksymalny komfort i musiałaby mieć 100% zaufania do osoby asystującej (położnej lub/i lekarza) a to raczej - obie o tym wiemy - nie jest możliwe w szpitalu.
        • kaakaa Re: 37tc. i uparcie na pupie siedzi:( 07.07.10, 23:00
          To jednak jest możliwe.
          Widziałam taki pośladkowy w Pucku - wszyscy byli dla rodzącej megawspierający i
          pięknie urodziła syneczka o masie prawie 4 kg.
          Ostatnio też na Żelaznej rodziała pośladkowo pierwsze dziecko studentka
          położnictwa i było super.
          W Krakowie jest też jakiś profesor który przyjmuje pośladki drogami natury nawet
          u pierwiastek.
          Ale zgadzam się, że możliwość powodzenia takiego przedsięwzięcia zależy w
          znacznej mierze od chęci współpracy personelu z rodzącą.
          • bonga_dax1 Re: 37tc. i uparcie na pupie siedzi:( 08.07.10, 09:41
            Myślę sobie, że na cesarkę zawsze jeszcze będzie czas, jakbyś spróbowała rodzić
            pośladkowo w szpitalu. Może jednak znajdziesz jakąś wspierającą położną. Jeszcze
            jest czas. Oczywiście życzę Ci przede wszystkim, żeby maluch się obrócił,ale
            gdyby nie... ech, znacie moje zdanie na temat cc.
    • kropkaa Re: 37tc. i uparcie na pupie siedzi:( 08.07.10, 00:41
      Moja się obróciła w 38. tc., w noc przed USG. Ile mi nerwów
      napsuła...
      Nie pamiętam czy pisałam w tamtym wątku, czy nie, ale jakas ginka mi
      powiedziała, że u wieloródek właściwie nie powinno się kierować
      ułożeniem pośladkowym, bo dziecko może obrócić się w czasie skurczów
      porodowych. Tylko co by mi to dało, gdybym była już w szpitalu???
      Też ten obrót czułam, ale nie było to jakieś ekstremalne doznanie -
      silniej niż kopanie. Ćwiczyć zaczęłam, ale szybko zarzuciłam, bo
      wyniknęły nam niespodziewane problemy i nie miałam ani sił ani czasu
      na zajmowanie się obracaniem uparciucha.
      Ale potwierdzenie ułożenia główkowego było jedną z najradośniejszych
      wiadomości w ciążysmile
      Także wszystko przed Tobą! 3mamy kciuki, myślę, że się udasmile

    • edytadk Re: 37tc. i uparcie na pupie siedzi:( 08.07.10, 11:08
      Trzymam kciuki i współczuję stresu. Ja przez cały ostatni trymestr ciąży miałam
      schizę, że młoda wywinie mi taki numer i rozsiądzie się na pupie. I chociaż
      kolejne wizyty potwierdzały, że pupa w górze, to dziewczę w moim rozciągniętym
      po pierwszej ciąży brzuchu miało dużo miejsca i każde kopnięcie czy czkawka
      odczuwana w nietypowym miejscu wzbudzało mój niepokój...

      W kolejnej ciąży jest znacznie większe prawdopodobieństwo późnego obrotu, niż w
      pierwszej. Pewnie to już znasz i stosujesz, ale dla spokoju sumienia wspomnę o
      pozycji "na hamak" - tzn. w pochylonej do przodu. Wtedy dziecko ma takie
      odczucie, jakby leżało buzią we wnętrzu hamaku i dąży do obrócenia się. Poleca
      to dr Agrawal...
    • prikazka Re: 37tc. i uparcie na pupie siedzi:( 08.07.10, 22:42
      Karj-oka, nie wiem dlaczego, ale mam przeczucie, że wszystko jeszcze
      się obróci tak, jak tego chcesz. Trzymam w każdym razie kciuki za
      młodego i za Was wszystkich i będę intensywnie myśleć, dobre fluidy
      wysyłając smile
      • karj-oka Re: 37tc. i uparcie na pupie siedzi:( 09.07.10, 00:38
        Dzięki wielkie dziewczyny! Myślę sobie, że Wasze ciepłe myśli mogą więcej niż niejeden lekarz, moksa (można kupić przez internet), refleksologia i 5 x dziennie 20 min. zadzierania tylnej części ciała!wink

        Dam Wam znać jak tylko Gucio się obrócismile
        • karj-oka 38tc i chyba fiknął... 12.07.10, 22:31
          Tak mi się wydaje. Że fiknął. Bo bicie serca dopplerem znajduję wyłącznie tuż
          przy spojeniu łonowym, niemalże pod tym wielkim już brzuchem, z prawej strony...
          Nie jest to złudzenie. Obszukałam cały brzuch i tylko tam słyszę głośno i
          wyraźnie ok. 138-140 uderzeń na minutę. Więc...? Fiknął, prawda?
          • kaakaa Re: 38tc i chyba fiknął... 12.07.10, 22:50
            Wygląda na to, że fiknął smile
            Jakby miał głowę w górze to czynność serca powinno być słychać znacznie wyżej
            (zakładam, że tak było wcześniej). Spróbuj sobie jeszcze pomacać, co masz w dnie
            macicy (pod żebrami) a co nad spojeniem łonowym. Główka ma to do siebie, że
            "balotuje" - można ją jakby odbijać ręką a ona wraca. Z pośladkami to nie
            wychodzi, są miękkie i się tak ładnie nie odbijają.
            Mam nadzieję że jest jak trzeba smile
            • annairam Re: 38tc i chyba fiknął... 13.07.10, 01:17
              smile Nie zapeszając cieszę się z Wami, że fiknał! Właśnie w taki sposób i ja
              sprawdzałam ułożenie Konrada. Pozdrowienia smile
              • karj-oka Re: 38tc i chyba fiknął... 13.07.10, 07:42
                No ja nie wiem... Serducho nadal na samym dole, z prawej słyszę, ale ten okrągły
                kształt, który mam za główkę (i który się odbija a nie ustępuje) jest ciut
                powyżej pępka z prawej. Był wyżej, centralnie. Wiem, że trudno coś na odległość
                stwierdzić, ale dzięki za podpowiedzi Kaakaa. W przyszłym tygodniu mam spotkanie
                z położną. Ona zapewne ustali w którą stronę maluch się skierowałsmile
                • kaakaa Re: 38tc i chyba fiknął... 13.07.10, 10:43
                  Kurcze, odpisałam Ci już raz ale gdzieś wcięło posta... Może to znak, że nie
                  powinnam się mądrzyć? wink
                  Fakt, że na odległość trudno cokolwiek stwierdzić, ale moja wyobraźnia działa i
                  na odległość wink I z tego, co piszesz, to wyobrażam sobie, że maluch może
                  układać się poprzecznie i stąd ten kształt co się odbija po prawej stronie oraz
                  czynność serca wysłuchiwana nisko (może znaczyć, ze grzbiet na dole, ale może
                  też znaczyć, że grzbiet na górze (czy przyszło Ci do głowy szukać czynności
                  serca w dnie macicy?) a na dole biegnie pępowina, z której naczyń dobrze
                  słychać). Możesz spróbować pomacać się po brzuchu, żeby stwierdzić, czy nie
                  nabrał on bardziej poprzecznego kształtu - tzn. góra brzucha jakby bardziej
                  spłaszczona i trochę niżej a za to boki rozdęte i zawierające dość duże elementy
                  - z jednej strony głowę a z drugiej pośladki.
                  Tak, czy inaczej, jeśli lokator jest w poprzek to może oznaczać, że:
                  * ma dość dużo miejsca, żeby fikać, co dobrze rokuje na obrót
                  * znudziło mu się być głową do góry, co j.w.
                  * jest w trakcie wykonywania obrotu (jak się obraca dziecko w szpitalu, to
                  zazwyczaj poprzez "przewrót w przód", czyli przechodząc grzbietem od strony dna
                  macicy, ale czasem robi się przewrót w tył, więc można i tak i tak), co j.w.
                  Ja byłabym dobrej myśli, wierzę, że małe wie co robi smile
                  • soldie Re: 38tc i chyba fiknął... 13.07.10, 12:14
                    No mój tak był ułożony przy obrocie- przyznam,że już byłam zdezorientowana gdzie
                    co masmileI tak sobie pobył jakiś czas, zdecydowanie odczułam,że sie obrócił do
                    wyjścia, bo znacznie sie zwiększył nacisk na szyjkę- trudno mi było chodzić w
                    porównaniu z tym, kiedy siedział na pupie.
                    • karj-oka Re: 38tc i chyba leży w poprzek... 13.07.10, 13:11
                      Tak Kaakaa, to dokładnie tak wygląda: dwa wybrzuszenia na tym samym poziomie zaraz nad pępkiem. Z prawej główka, z lewej bardziej miękko - pupa. I doppler też znalazł ok. 140 uderzeń między tymi dwoma wybrzuszeniami - teraz sprawdzałam. Więc pewnie masz rację, że tutaj serce, na dole zaś pępowina (nie miałam pojęcia, że tętnienie w niej też możemy słyszeć; nie pomyślałam o tym...). No ale wobec tego można wysnuć jak najbardziej realny wniosek, że młodzieniec faktycznie się obraca. I mam nadzieję, że to dopiero połowa drogi. Jeszcze kilka dni temu wyraźnie i widziałam i czułam główkę wyżej i centralnie. A teraz dużo niżej i z prawej.

                      Ale wobec tego chyba mogę potwierdzić, że jednak ćwiczenia działają. Poświęciłam im dużą część soboty i niedzieli no i proszę - młodzian ruszył. Śmigaj dalej mały! Jeszcze tylko kawałeczek i możesz być pewien że zaraz po narodzinach dostaniesz świeżo sparzoną, pachnącą, domową herbatęwink
                      • kaakaa Hi, hi... 13.07.10, 13:29
                        Wychodzi na to, że na odległość, jednak też się coś da wink
                        No, to ćwicz dalej, skoro taki dobry skutek to przynosi smile I niech sobie maluch
                        wędruje tą głowiną we właściwym kierunku. Można mu trochę pomagać naprowadzjąc
                        go delikatnym masażem ukierunkowującym na przewrót w przód (skoro ustaliłyśmy,
                        że plecki ma jednak na górze). Tylko z tym masażem bez przesady, żebyś skurczy
                        za silnych nie dostała.
                        A w kwestii słyszalności tętnienia w pępowninie - słychać i to jak, ale dźwięk
                        jest nieco inny, niż jak się osłuchuje serce (taki bardziej szumiący jakby).
                        Choć częstotliwość się zgadza, więc nmożna nie wyczuć różnicy. To jest duży
                        kłopot jak się robi KTG bliźniakom (jeszcze gorzej jak trojaczkom) bo pępowina
                        jednego może być słyszalna po stronie tego drugiego i są dwa zapisy od tego
                        samego dziecka.
                        A tak z ciekawości - tego Dopplera to masz prywatnego?
                        • karj-oka Re: Hi, hi... 13.07.10, 13:47
                          Kaakaa, tak przydajesz się na odległość, oj przydajesz! Wiesz o tym dobrze. Jakieś forum eksperckie? Żeby Panią Kasię ciut odciążyć? Cokolwiek wymyślicie w kwestii strony, o której gdzieś coś było - trzymam kciuki z wielką mocą!smile Niemniej... kierunek na Poznań, o którym pisałaś też brzmiał całkiem nieźle i choć ja tym drugim maluchem już mój limit na to życie wyrobiłam (bo ja już teraz jak upały to nie wiem czy to upał faktycznie czy menopauza... hehehehe... ale dzisiaj upał, prawda?smile), to jednak znam wiele dziewczyn w Poznaniu, młodszych ode mnie, które mają wielkie rodzinne planywink

                          A doppler tak, prywatny. Do odstąpienia za niedługo - gdybyś znała jakąś miłą ciężarną, której przyda się dzieciątka od czasu do czasu posłuchać. W ramach pomocy międzykobiecianej oczywiście = nieodpłatnie.
                          • kaakaa Re: Hi, hi... 13.07.10, 14:11
                            karj-oka napisała:

                            > Jakieś forum eksperckie? Żeby Panią Kasię ciut odciążyć?
                            Że niby JAKIE??? A skąd eksperta weźmiemy?! Bo jeśli o mnie chodzi, tom pani
                            Kasi niegodna butów czyścić...

                            > Cokolwiek wymyślicie w kw
                            > estii strony, o której gdzieś coś było - trzymam kciuki z wielką mocą!smile

                            A, doping zawsze wskazany smile

                            > bo ja już teraz jak u
                            > pały to nie wiem czy to upał faktycznie czy menopauza...

                            Upał, upał... Jeśli by nie, to by znaczyło, że i mnie menopauza dosięgła, w co
                            za nic nie uwierzę. Swoją drogą, przy Twoim imponującym tempie to byś jeszcze ze
                            troje przynjamniej przed menopauzą zdążyła urodzić wink

                            > A doppler tak, prywatny. Do odstąpienia za niedługo - gdybyś znała jakąś miłą c
                            > iężarną, której przyda się dzieciątka od czasu do czasu posłuchać. W ramach pom
                            > ocy międzykobiecianej oczywiście = nieodpłatnie.
                            Dobry z Ciebie człowiek... Myślę, że na tym forum niejedną zainteresowaną
                            ciężarną spotkasz i to nawet może być, że z Poznania lub okolic smile
                            • bonga_dax1 Re: Hi, hi... 14.07.10, 07:43
                              Ja w okolicach porodu - pewnie koniec listopada chętnie bym wypożyczyła, coby
                              uspokoić siebie i męża, że możemy jak najdłużej w domku siedzieć. Oj sporo by to
                              pomogło na pewno.
    • kaakaa Re: 37tc. i uparcie na pupie siedzi:( 14.07.10, 11:59
      Jak tam ewolucje małego akrobaty?
      • karj-oka 1) Doppler 2) Podniósł się znowu... 14.07.10, 12:44
        DOPPLER.
        Mam taki pomysł z moim dopplerem, że chętnie po narodzinach mojego synka przekażę go zupełnie gratis innej, znanej tutaj, oczekującej "forumce". Ona zaś niech przekaże go dalej trzymając się tych samych zasad tzn. 1) gratis i 2) kobiecie z tego forum. Niech ten doppler zbiera bicia serc i dobrą energię i przekazuje dalej. Uważam, że szkoda by został dany tylko raz, a potem być może, po porodzie, schowany gdzieś na dno szafy i zapomniany, gdy może służyć innym.

        Bonga, więc ja chętnie Ci ten doppler wyślę (podaj adres na priva) jeśli Ty obiecasz, że podasz go dalej, i na tych samych zasadach, po narodzinach Twojego dziecka. Może być? Umowa stoi?

        AKROBATA
        A mały akrobata wierci się, wierci, ale niestety obrał kierunek odwrotny od tego o jaki prosimy tj. podniósł znowu głowę do góry i teraz mam ten okrągły kształt 10 cm nad pępkiem z prawej tj. tak jak było przed weekendemsad Wrócił sobie do poprzedniej pozycji. Hm.

        Pozostaje mi ćwiczyć i dyskutować z młodzieńcem nadal a jeśli będzie uparcie siedział z głową w górze to pozostaje mi wierzyć, że ma w tym jakiś, tymczasem sobie tylko znany cel.
        • aldakra Re: 1) Doppler 2) Podniósł się znowu... 14.07.10, 15:24
          Co za uparciuch z tego Twojego malucha, może on sobie jakoś tak
          nogami drogę toruje by się w ostatecznym momencie właściwie
          usadowić wink
          trzymam kciuki by się dziecina obróciła i wszystko poszło zgodnie z
          planem!

          A pomysł z tym dopplerem naprawdę wspaniały masz, że tak się chcesz
          podzielić smile aż mi się łezka w oku zakręciła, że może i ja kiedyś
          jeszcze w swoim brzuchu usłyszę jak bije maleńkie serduszko.
        • soldie Re: 1) Doppler 2) Podniósł się znowu... 14.07.10, 16:32
          Jak bonga urodzi to zaraz rodzę ja,a że mieszkamy blisko siebie to chętnie sie
          pisze na jego użytkowanie do porodu smile
          • bonga_dax1 Re: 1) Doppler 2) Podniósł się znowu... 14.07.10, 23:50
            Właśnie to samo chciałam zaproponować, soldie jest chyba następna "w kolejce" po
            mnie. Chyba że wcześniej jeszcze komuś mógłby się przydać. Serdecznie dziękuję
            za propozycję. Przesyłam moc pozytywnych fluidów, coby akrobata wybrał jedynie
            słuszny kierunek smile
        • prikazka Re: 1) Doppler 2) Podniósł się znowu... 15.07.10, 01:13
          Karj-oka, świetny pomysł z dopplerem! Och, oby i mnie się przydał za
          niedługo...smile
          • bonga_dax1 Re: 1) Doppler 2) Podniósł się znowu... 15.07.10, 07:27
            Nie wiem, czy doszła moja wiadomość na priva, bo w wysłanych jej nie mam.
            • karj-oka Wiadomość doszła 15.07.10, 13:43
              Bonga, wiadomość doszła. Dziękuję. Odpowiem wieczorem, a przynajmniej się
              postaram (bo mały, bo brzuch, bo upały, bo praca i bo... opiekunka na wakacjach
              - UFF). Ale dopplera wyślę! To już załatwione!
              • karj-oka 2,5 cm rozwarcia i mały z głową w górze... 20.07.10, 15:48
                Nadal jednak mam nadzieję, że będzie ok., że Leoś wie co robi i albo fiknie jeszcze kozła, albo... po prostu chce najpierw zaprezentować nam swoją zapewne zgrabniutką dupeczkęwink

                Ech... no wierzę że uda nam się cudnie urodzić bez związku z miejscem porodu. Położna namawia na poród naturalny nawet jeśli maluch nie zmieni pozycji. Wtedy jednak oczywiście w szpitalu. Długo dziś rozmawiałyśmy o takiej możliwości, o realiach takiego porodu. Myślę, że się zdecyduję... Proszę abyście nie straszyły! Zero komentarzy do tej decyzji, dobrze? Z góry dziękujęsmile

                Natomiast bardzo proszę o Wasze kciukasy w intencji pomyślnego obrotu Leośka...
                • monicus Re: 2,5 cm rozwarcia i mały z głową w górze... 20.07.10, 16:30
                  kochana tu chyba nikt cie nie bedzie straszyc smile czekamy na leona nawet jesli
                  mialby nam pokazac co sadzi o tym swiecie wychodzac pupą. ciesze sie, ze masz
                  fajna polozna.
                  • prikazka Re: 2,5 cm rozwarcia i mały z głową w górze... 20.07.10, 18:03
                    Ja prawdopodobnie podjęłabym taką samą decyzję. Poza tym tak jak
                    pisałam, mam poczucie, że przewróci się w trakcie lub tuż przed.
                    Trzymam kciuki i myślę o Wassmile
                    P.S A to nie miał być Gucio? Nie wiem dlaczego tak mi się wydawało.
                    • karj-oka Re: 2,5 cm rozwarcia i mały z głową w górze... 20.07.10, 18:26
                      No ja wiem Monicus, że wy wszystkie jesteście kochane i trudno byłoby znaleźć lepsze towarzystwo do wsparciasmile I za to Wam bardzo, bardzo dziękuję!

                      Dzięki Prikazka! A Gucio to takie pieszczotliwe imię, którym obdarzamy naszych chłopaków bez względu na prawdziwe imiona, którymi są Roch i Leonsmile
                      • kaakaa Re: 2,5 cm rozwarcia i mały z głową w górze... 20.07.10, 19:20
                        Kochana, ostatnio w szpitalu, w którym miałam praktyki dziewczyna (BTW studentka
                        położnictwa) urodziła pośladkowo bez nacięcia smile Fakt, że miała
                        szczęście do fajnego doktora, który akurat był na dyżurze. Ale dla mnie jest
                        dowodem, że można i pośladkowo urodzić całkiem sympatycznie. Zresztą, poród
                        pośladkowy, przy którym zdarzyło mi się asystować też wypadł całkiem miło, choć
                        urodzony młodzieniec okazał się ważyć prawie 4 kg zamiast przewidywanych 3. Tak
                        więc, bądź dobrej myśli. Chociaż wciąż jeszcze jest nadzieja, że młody fiknie i
                        urodzi się w domu, czego Wam życzę smile
                        A imię piękne facetowi wybraliście!
                        • deigratia Re: 2,5 cm rozwarcia i mały z głową w górze... 20.07.10, 22:17
                          Mi niedawno znajoma z osiedla opowiadała, jak rodziła w maju na Karowej
                          drugiego syna. Otóż pośladkowo i podobno nogi wyszły pierwsze (całe
                          sine). Dziewczyna absolutnie tematami porodowymi niezainteresowana;
                          zachęcili, żeby spróbowała, to spróbowała smile Ja na jej miejscu pękłabym
                          z dumy smile
                          Powodzenia i dobrego porodu Ci życzę!
                          • karj-oka Re: 2,5 cm rozwarcia i mały z głową w górze... 20.07.10, 23:07
                            Dziękuję za słowa otuchy i dobre opowieści. Sama też rozmawiałam z dziewczyną z forum "dobry poród", która urodziła niedawno synka 3800 g pośladkowo i bez nacięcia. Zależało jej na sn i znalazła wsparcie w lekarzu prowadzącym, w szpitalu MSWiA w Bydgoszczy, który to szpital, jak twierdzi, jest nastawiony głównie na porody naturalne i nawet preferują pozycje wertykalne! Łałć! No cieszy, gdy się o takim czymś czyta, oj cieszy!

                            Długo rozmawiałam także z moją położną, która uważa, że mam super warunki by taki poród się udał bez problemu, ale jednak... i w szpitalu i z nacięciem, które w takich przypadkach wykonują rutynowouncertain Hm. No jak widać jednak nie wszędzie.

                            Dokształcam się na szybko z wiedzy nt porodów pośladkowych, więc jeśli coś macie, jakieś linki gdzie można coś sensownego poczytać to podrzućcie proszę.

                            Kaakaa, dlaczego poród pośladkowy jest uważany za bardziej niebezpieczny? Co tak naprawdę nam zagraża? Na co trzeba zwrócić uwagę? Położna i zaprzyjaźniona lekarka (nie ginekolog, ale zainteresowana temat i mająca własne ciekawe doświadczenia) mówią, że chodzi wyłącznie o to iż wyjście główki może się opóźnić i jest ryzyko niedotlenienia dziecka (przyciśnięta pępowina). Jak duże to ryzyko? Widziałam film w internecie gdzie pupa wyszłą pierwsza, wyszły nóżki i jest przerwa - czekanie na kolejny skurcz. Faktycznie wyglądało to w moich oczach (laika) dość niesamowicie i... chyba troszkę bym się obawiała o dziecko, którego główka uwięziona w kanale rodnym czeka na kolejny skurcz party, gdy reszta już na wierzchu. Ale poród wyglądał na bardzo spokojny. I był taki do końca.

                            Nic, idę leżeć z zadem na wyżynach...wink
                            • kaakaa Re: 2,5 cm rozwarcia i mały z głową w górze... 21.07.10, 11:02
                              karj-oka napisała:


                              > Kaakaa, dlaczego poród pośladkowy jest uważany za bardziej niebezpieczny? Co ta
                              > k naprawdę nam zagraża? Na co trzeba zwrócić uwagę?

                              Kochana, i jak tu z Tobą gadać? W poprzednim poście chcesz, żeby Cię nie
                              straszyć a teraz pytasz o zagrożenia? wink Dobra, potraktuj to, co napiszę
                              poniżej jako informacje fizjologiczne a nie emocjonalne, OK? Nie wystraszaj się,
                              bo nie chodzi o straszenie, tylko postaraj się uzyskać wgląd w pewne mechanizmy.
                              Podstawowe zagrożenia płodu charakterystyczne dla porodu w położeniu
                              miednicowycm są następujące:
                              1. Zwiększone ryzyko niedotlenienia, z dwóch przyczyn:
                              A. Ucisk pępowiny - od momentu gdy dziecko urodzi się po dolne kąty łopatek,
                              a jego główka zstąpi do wchodu miednicy dochodzi do zaciśnięcia pępowiny, która
                              jest w tym momencie przyciśnięta przez główkę do ściany kanału rodnego; stąd do
                              momentu urodzenia się dziecka po dolne kąty łopatek poród pośladkowy się
                              przyhamowuje (powstrzymując dziecko przez kontrnacisk), żeby tkanki kanału
                              rodnego lepiej się adaptowały, a od momentu urodzenia po dolne kąty łopatek robi
                              się wszystko, by poród zakończył się w ciągu najbliższych 3-5 minut; ale to i
                              tak mnóstwo czasu (więc jak lekarz nie panikarz, to można poczekać na kolejny
                              skurcz).
                              B. Zmniejszenie się powierzchni przylegania łożyska - gdy w macicy pozostaje
                              już tylko główka, to w znacznym stopniu macica się obkurcza, co zmniejsza
                              powierzchnię na jakiej łożysko przylega do jej ściany a to zmniejsza wydolność
                              łożyska.
                              2. Urazy porodowe wewnątrz czaszki i krwotoki wewnątrzczaszkowe związane głównie
                              z urazowymi technikami pomocy w rodzeniu się główki; problem dotyczy raczej
                              wcześniaków albo dużych dzieci, które mają trudność z przedostaniem się przez
                              kanał rodny; obecnie problem zmarginalizowany w związku z powszechnością cc w
                              przypadkach zarówno porodów wcześniaczych jak i dużej szacowanej masy płodu, czy
                              dużego obwodu główki.
                              3. Trudności w pokonywaniu części miękkich kanału rodnego - miękkie pośladki są
                              znacznie gorzej przystosowane do "przecierania szlaku" niż twarda główka, w
                              dodatku mają mniejszy obwód, więc mogą zacząć zstępować w dół kanału rodnego
                              przy niepełnym rozwarciu i potem główka, która jest nieco większa może mieć
                              problem z przejściem przez niedostatecznie rozszerzone ujście szyjki macicy; to
                              zależy w dużej mierze od szczegółów położenia malucha - jeśli jest to tzw.
                              położenie miednicowe zupełne (gdy dziecko jakby siedzi po turecku i do wchodu
                              ładują się na raz pośladki ze stópkami), to obwód jest podobny jak główki i
                              problem jest mniejszy, jeśli natomiast maluch pcha się samymi stópkami
                              (położenie stópkowe), to przygotowanie tkanek miękkich do przejścia następującej
                              główki jest najsłabsze, przy położeniu pośladkowym (przodują pośladki a nóżki są
                              ułożone wzdłuż tułowia) jest sytuacja pośrednia.
                              4. Zwiększone ryzyko przedwczesnego pęknięcia pęcherza płodowego, a akurat w
                              położeniach miednicowych trzeba dbać o to, by pęcherz był jak najdłużej
                              zachowany - nie dać się namówić na amniotomię i każdą osobę zamiarującą wykonać
                              badanie wewnętrzne uprzedzać, że sobie przebijania pęcherza nie życzysz a jak to
                              zrobią, to do sądu podasz i w samych gaciach puścisz wink
                              5. Przy przedwczesnym pęknięciu pęcherza zwiększone ryzyko wypadnięcia pępowiny,
                              bo nie ma na wylocie główki, która mogłaby szczelnie zamknąć wyjście; ale za to
                              w przypadku porodów miednicowych można kontynuować poród drogami natury z
                              wypadniętą pępowiną, bo dopóki dziecko nie urodzi się po dolne kąty łopatek, to
                              pępowina ma szanse byc drożna, dopiero od tego momentu ucisk główki ją zamyka.

                              Na co, Ty sama (tudzież z pomocą położnej) możesz zwrócić uwagę, żeby czuć się
                              bezpieczniejsza:
                              1. Do momentu gdy dziecko nie urodzi się po dolne kąty łopatek (to lepiej będzie
                              wiedzieć położna, niż Ty) najlepiej nie ingerować lub jako jedyna ingerencja
                              przytrzymywanie pośladków, żeby nie przechodziły przez kanał rodny zbyt szybko.
                              Spokojnie może to sobie trwać przez kilka skurczów, bo dziecko jest stale
                              zaopatrywane w tlen przez pracującą (nieuciśniętą) pępowinę. Oczywiście
                              monitorowanie czynności sera po każdym skurczu. Pozycja horyzontalna może być
                              nawet wskazana, bo spowolni proces przechodzenia pośladków przez kanał rodny.
                              Powolny proces rodzenia się pośladków zwiększa szanse na to, że rączki pozostaną
                              przywiedzione do klatki piersiowej i nie zarzucą się na główkę a główka
                              pozostanie przygięta do klatki piersiowej. Zarzucenie rączek lub odgięcie główki
                              (które mogą być skutkiem, zbyt szybkiego przechodzenia dziecka przez kanał
                              rodny) mogłoby znacząco utrudnić poród główki, bo zwiększyłoby jej obwód w
                              płaszczyźnie jaką pokonuje kanał rodny.
                              2. Nie dać sobie przebić pęcherza płodowego. Im dłużej jest zachowany, tym
                              lepiej chronione dziecko i tym mniejsze ryzyko wypadnięcia pępowiny.
                              3. Dobrze by było wcześniej móc pogadać z lekarzem z tego szpitala o tym, jak
                              się tam prowadzi taki poród, żeby wiedzieć, na co się przygotować. Zazwyczaj "w
                              standardzie" jest nacięcie a bywa, że i inne atrakcje.
                              4. Nacięcie, szczególnie u wieloródki, nie jest konieczne, choć zazwyczaj
                              przeprowadzane rutynowo - może da się negocjować? Szczególnie, jeśli zobowiążesz
                              się pisemnie do nie roszczenia pretensji jeśli nie natną bez wskazań a "coś" się
                              zdarzy (np. krocze pęknie). Gdybyś chciała uniknąć nacięcia, to wskazanym
                              sposobem postępowania jest baaaaardzo powolne wytaczanie główki od momentu, gdy
                              już urodzone są usta. Dziecko może wtedy zacząć oddychać, więc jest
                              bezpieczniejsze ale największa część główki (stanowiąca największe zagrożenie
                              dla całości krocza) jest jeszcze nie urodzona. Lekarz prowadzący poród używa
                              wtedy obu rąk do trzymania dziecka więc nie ma ręki by chronić krocze, może
                              mogłaby się tym zająć położna? Jeśli masz taką możliwość i dobry kontakt z
                              położną, to można popróbować negocjacji.

                              O, to się pomądrzyłam wink Pamiętaj, że według położników każdy poród jest
                              zagrożeniem dla zdrowia i życia matki i dziecka i w takim kontekście czytaj o
                              przedstawionych powyżej zagrożeniach.
                              • karj-oka Re: 2,5 cm rozwarcia i mały z głową w górze... 22.07.10, 00:05
                                Ano pytam, bo najpierw dojrzałam do decyzji, ale nie chciałam jej roztrząsać - musiała się "uleżeć" - a potem jednak dojrzałam i do racjonalnego i świadomego jej... przemyśleniawink W razie porodu pośladkowego (modlę się by się obrócił uparciuch jeden!) nie chcę zielona do szpitala jechać. Chcę wiedzieć co nam ewt. zagraża, a co można zakwalifikować jako czcze straszenie lekarzy, chcę wiedzieć na co należy zwrócić uwagę, na co się nie zgodzić, co zaakceptować. Ot, po prostu chcę być przygotowana do porodu i jużsmile I bardzo, bardzo dziękuję Ci za pomoc w tym przygotowaniu. Będę jednak trochę drążyć, bo coś mi się nie zgadza...

                                M. Odent pisze, że nigdy nie zalecałby pozycji siedzącej, półsiedzącej czy leżącej przy porodzie pośladkowym. Zaleca za to wypieranie dziecka w pozycji kucznej albowiem wtedy kanał rodny bardzo się skraca (skraca się czas wyłaniania się dziecka a na tym nam zależy przy porodzie pośladkowym, prawda?) i rozszerza się maksymalnie krocze, kość ogonowa może się odsunąć nawet o 2 cm robiąc tym samym dużo więcej miejsca dla dziecka (można uniknąć w ten sposób nacięcia). Ty zaś piszesz, że pozycja leżąca jest wręcz zalecana by spowolnić proces wyłaniania się dziecka.

                                Pytanie: czy najpierw spowalniamy i np. pozycja leżąca, a potem, gdy już ukażą się łopatki można przyjąć pozycje kuczną, by główka wyłoniła się szybciej? Czy zmiana pozycji tak szybko zadziała? Np. na jednym skurczy wyłania się powolutku całe ciałko (rodząca leży), w przerwie zmiana na kuczną i następnym skurczem rodzi się główka?

                                Piszesz, że gdy w macicy zostaje już tylko główka ta zaczyna się dość szybko obkurczać. Czy obkurcza się też szyjka zmniejszając światło przejścia niżej dla główki?

                                Czy ewt. urazy czaszki spowodowane kleszczami? Czy samym uciskiem na główkę zamykającej się po przejściu tułowia szyjki?

                                Piszesz o trudności w pokonywaniu kanału rodnego przez części miękkie (tutaj tułów dziecka, nie główkę). Czy wobec tego jednak pozycja wertykalna, i właśnie ta proponowana przez Odenta kuczna, nie byłaby jednak bardziej zasadna? Bo pomoc siły ciężkości? Grawitacja?

                                I dziękuję za wypunktowanie na co mam zwrócić baczną uwagę, na co się nie zgodzić, co jest ważne z tego na co ja mogę mieć wpływ. To bardzo istotne informacje! I gdyby jeszcze Ci coś wpadło to proszszszę... napiszsmile

                                Pogadanie z lekarzem przed? Hm. Też o tym myślałam. Chciałam jechać do szpitala. Położna (ta domowa, która przyjedzie do mnie gdy się zacznie poród i jeśli wtedy nadal młodzieniec będzie z tyłkiem na dole to pojedziemy razem do szpitala) mówi jednak, że to nie ma najmniejszego sensu albowiem lekarzy tam jest kilkunastu z czego połowa to "kawał ....." wobec czego z tą połową nie da się rozmawiać, a reszta jest w miarę ok., ale i tutaj każdy będzie chciał taki poród na swój własny sposób prowadzić.

                                Ja mam zamiar napisać na kartce o co proszę i czego sobie nie życzę, podpisać i wręczyć lekarzowi prowadzącemu. I tutaj Twoje rady są baaaaardzo pomocne. Jak zwykle Kaakaasmile

                                Jeszcze raz dzięki! Za poświęcony czas (u Ciebie ciągnie się on pewnie jak guma, co? bo innego wytłumaczenia nie mam dla faktu, że zawsze znajdujesz dla nas tutaj czas mimo czwórki dzieci) i podzielenie się wiedzą. Pozdrawiam najserdeczniej!
                                • kaakaa Re: 2,5 cm rozwarcia i mały z głową w górze... 22.07.10, 10:09
                                  karj-oka napisała:

                                  > M. Odent pisze, że nigdy nie zalecałby pozycji siedzącej, półsiedzącej czy leżą
                                  > cej przy porodzie pośladkowym. Zaleca za to wypieranie dziecka w pozycji kucznej
                                  No, z Odentem to mi raczej nie wypada dyskutować... wink Na pewno facet wie, co
                                  pisze, bo doświadczenie ma ogromne. Jednak obawiam się, że w polskim szpitalu
                                  nie znajdziesz lekarza, który zgodziłby się na poród miednicowy inaczej niż na
                                  łóżku porodowym sad

                                  > albowiem wtedy kanał rodny bardzo się skraca (skraca się czas wyłaniania się
                                  > dziecka a na tym nam zależy przy porodzie pośladkowym, prawda?)

                                  I tak i nie. Zależy od tego, o którym etapie rodzenia się dziecka mówimy. Na
                                  początku pośpiech jest wręcz niewskazany, bo może doprowadzić do zarzucenia
                                  rączek lub odgięcia główki, co by w znaczący sposób utrudniło poród w tym
                                  najbardziej niebezpiecznym dla dziecka momencie i zwiększyło konieczność użycia
                                  niebezpiecznych rękoczynów. Podobnie, na samym końcu, gdy usta są już wolne,
                                  zbyt szybkie rodzenie się największej części główki zwiększa urazowość krocza.

                                  > i rozszerza się
                                  > maksymalnie krocze, kość ogonowa może się odsunąć nawet o 2 cm robiąc tym samy
                                  > m dużo więcej miejsca dla dziecka (można uniknąć w ten sposób nacięcia).

                                  To, w istocie byłoby pożądana ale obawiam się, że trudno będzie do tego
                                  przekonać lekarza sad

                                  > Ty zaś
                                  > piszesz, że pozycja leżąca jest wręcz zalecana by spowolnić proces wyłaniania
                                  > się dziecka.

                                  Myślę, że, nie tyle "zalecana", co "może nie szkodzić w takim stopniu jak w
                                  porodzie główkowym". A obawiam się, że może się okazać nie do uniknięcia, więc
                                  pomyślałam sobie, że dobrze, żebyś wiedziała, że to wcale nie jest tak, że jak
                                  poród miednicowy, to najlepiej, żeby dziecko przeleciało jak burza i ta pozycja
                                  leżąca będzie dla niego szczególnie niebezpieczna.

                                  > Pytanie: czy najpierw spowalniamy i np. pozycja leżąca, a potem, gdy już ukażą
                                  > się łopatki można przyjąć pozycje kuczną, by główka wyłoniła się szybciej?
                                  Może to by i nie było głupie (chociaż mam wątpliwości, o których niżej) ale
                                  obawiam się, że lekarz na to nie pójdzie.

                                  > Czy
                                  > zmiana pozycji tak szybko zadziała?

                                  Zmiana pozycji działa dość szybko, bo powoduje natychmiastowe zmiany w kanale
                                  rodnym.

                                  > Np. na jednym skurczy wyłania się powolutku
                                  > całe ciałko (rodząca leży), w przerwie zmiana na kuczną i następnym skurczem r
                                  > odzi się główka?

                                  Oj, chyba lepiej, żeby to całe ciałko nie przeleciało na jednym skurczu. I, tak,
                                  jak już pisałam wcześniej, nie bardzo sobie wyobrażam, żeby lekarz pozwolił na
                                  taką ekwilibrystykę. A tak na moje czucie, to chyba wolałabym nie zmieniać
                                  pozycji w czasie wypierania dziecka, gdy jest już w połowie urodzone. Myślę
                                  sobie, że w kucki można całkiem skutecznie powstrzymywać pośladki przed zbyt
                                  szybkim rodzeniem się. Więc, jak na moją intuicję (bo tylko to mam w tym
                                  przypadku - nie widziałam żadnego porodu miednicowego inaczej niż na wznak), to
                                  poród miednicowy w kucki mógłby być całkiem fajny. Tylko, co na to lekarz?
                                  Obawiam się, że żaden z pracujących w wybranym przez Ciebie szpitalu nie widział
                                  porodu miednicowego w innej pozycji niż na wznak. W miednicowym wykonuje się w
                                  ściśle określony sposób tzw. pomoc ręczną i do tej pomocy lekarz siada sobie
                                  kulturalnie na stołeczku w kroczu rodzącej rozłożonej na łóżku porodowym i
                                  wykonuje, co do niego należy. Nie wiem, czy przy rodzącej w kucki (nawet, gdyby
                                  kucała na łóżku porodowym) umiałby sobie poradzić.

                                  > Piszesz, że gdy w macicy zostaje już tylko główka ta zaczyna się dość szybko ob
                                  > kurczać.

                                  W zasadzie, to ta macica obkurcza się "na bieżąco" wraz z "ubywaniem z niej"
                                  kolejnych części ciała dziecka. Po prostu opina się na tej główce, przez co
                                  zmniejsza się jej wewnętrzna powierzchnia, a co za tym idzie, zmniejsza się
                                  powierzchnia przylegania łożyska i, w konsekwencji, wymiana krwi między matką i
                                  dzieckiem.

                                  > Czy obkurcza się też szyjka zmniejszając światło przejścia niżej dla g
                                  > łówki?

                                  Nie, szyjka nie ma z tym nic wspólnego. Problem z szyjką polega raczej na tym,
                                  że pupa może przez nią przejść, gdy nie jest w pełni rozwarta a głowa zmieścić
                                  się nie bardzo może. Ale to nie dlatego, że się obkurczyło ale dlatego, że się
                                  nie do końca rozwarło.

                                  > Czy ewt. urazy czaszki spowodowane kleszczami? Czy samym uciskiem na główkę zam
                                  > ykającej się po przejściu tułowia szyjki?

                                  Szyjka główki nie uszkodzi. Problemem są raczej wykonywane interwencje (w tym
                                  kleszcze). Ale, tak jak wcześniej pisałam, ten problem w ostatnich latach został
                                  bardzo silnie ograniczony przez właściwą kwalifikację do porodów miednicowych
                                  drogami natury.

                                  > Piszesz o trudności w pokonywaniu kanału rodnego przez części miękkie (tutaj tu
                                  > łów dziecka, nie główkę). Czy wobec tego jednak pozycja wertykalna, i właśnie t
                                  > a proponowana przez Odenta kuczna, nie byłaby jednak bardziej zasadna? Bo pomoc
                                  > siły ciężkości? Grawitacja?

                                  Pewnie by była, tylko nie wiem, jak to przeforsować w szpitalu...

                                  > I dziękuję za wypunktowanie na co mam zwrócić baczną uwagę, na co się nie zgodz
                                  > ić, co jest ważne z tego na co ja mogę mieć wpływ. To bardzo istotne informacje
                                  > ! I gdyby jeszcze Ci coś wpadło to proszszszę... napiszsmile

                                  Obawiam się, że za wiele mi nie wpadnie, bo nie bardzo mam własne doświadczenia
                                  z porodami miednicowymi. Ich się w ogóle niewiele odbywa. A jeszcze trafić
                                  gdzieś, żeby chcieli taki poród w miarę naturalnie potraktować, to już bardzo
                                  wielkie szczęście trzeba mieć.

                                  > Ja mam zamiar napisać na kartce o co proszę i czego sobie nie życzę, podpisać i
                                  > wręczyć lekarzowi prowadzącemu.

                                  To jest jakiś plan. Papier jest cierpliwy i wiele zniesie wink Tylko nie mam
                                  pojęcia, jak taki lekarz może na to zareagować. Czy aby się nie rozsierdzi i nie
                                  będzie Ci chciał na siłę udowodnić, że to on jest tu Pambukiem a Ty się nie
                                  znasz, bo medycyny nie studiowałaś i nie masz nic do powiedzenia... Rozmowa na
                                  spokojnie przed porodem miałaby tę zaletę, że można pogadać nie martwiąc się
                                  atakującymi Cię seryjnie boleściami, ale jeśli tam każdy lekarz działa po
                                  swojemu, to, w istocie, kiepska sprawa i pozostaje zdać się na próby rozmów jak
                                  już przyjdzie co do czego.

                                  Przyszło mi jeszcze do głowy, że może dobrze by było, żebyś spróbowała się
                                  skonsultować mailowo z Ireną Ch. (jest jej mail na stronie "Dobrze urodzonych").
                                  Ona jest bardzo życzliwa, a do tego nie jedno w życiu widziała. W tym także
                                  poród pośladkowy w domu i to u pierwiastki i to niemłodej. Jak już będziesz
                                  miała względnie przemyślane swoje "życzenia na kartkę", to może warto zapytać
                                  ją, co o tym sądzi? Można by jeszcze skonsultować się z p. Kasią Oleś ale ona
                                  jest teraz na urlopie chyba do 27.07.
                                  Jestem z Tobą myślami. Jeśli mogę w jakikolwiek sposób pomóc, to bardzo się
                                  polecam - jeśli chciałabyś nr telefonu do ewentualnej pilnej konsultacji, to
                                  napisz na priv. Gdybyś planowała poród w Warszawie, to mogłabym zrobić więcej.
                                  Niestety, w Poznaniu znam tylko Izę i nie bardzo mogę coś rozsądnego doradzić sad
                • gos85 Re: 2,5 cm rozwarcia i mały z głową w górze... 20.07.10, 23:13
                  ja uważam że to super pomysł big_grin i trzymam kciuki!!!
                  • marianna0077 Re: 2,5 cm rozwarcia i mały z głową w górze... 21.07.10, 09:17
                    Ja też.
                    Dwa lata temu kuzynka mojej mamy urodziła chłopaka 3,5 kilograma
                    pośladkowo. Żadnych komplikacji. Nikt jej chyba nawet cesarki nie
                    proponował (mały szpital w małym mieście), ona nie miała lęków z tym
                    związanych bo nikt jej nie straszył. Poszła rodzić, ot i tyle smile.
                    • soldie Re: 2,5 cm rozwarcia i mały z głową w górze... 21.07.10, 09:37
                      No niesamowite,ze sama położna wyszła z taką propozycja- nie ma to jak wsparcie,
                      na pewno sie uda jakkolwiek mały sie nie zdecyduje wyjść, aczkolwiek życzę aby
                      fiknąłsmile
                      • karj-oka Kaakaa... 21.07.10, 11:31
                        ... tymczasem przesyłam tylko wirtualne uściski z podziękowaniami, później się jeszcze odezwę (robota mnie pochłania: by wypchnąć jak najwięcej się da przed porodem, by potem mieć luźniej, bo macierzyński u mnie odpada:/)
                        • kaakaa Re: Kaakaa... 21.07.10, 11:36
                          Pracuj, pracuj... póki Leoś pozwala wink
                          Wiem, jak to jest z macierzyńskim, jak się na swoim robi...
                          • joannapoznan Re: Kaakaa... 21.07.10, 12:28
                            Kar-joka ja też baaardzo Ci kibicuję, mam nadzieję na spacer w
                            sierpniu z naszymi chłopakami i księżniczkąsmile
                            Będzie dobrze, pamiętasz że wybrałaś 21,22 lipca?smile
                            • karj-oka 21-22 lipca... 21.07.10, 13:59
                              Tak, Joasiu, pamiętamwink I tak się nawet śmialiśmy wczoraj z Iwoną, bo jej jutro
                              pasuje, jutro pierwszy dzień zodiakalnego Lwa no i 22, czyli tak jak Roszek,
                              tyle że Roszek z maja... Hm. Czekamy.

                              A na spacer z chłopakami i Twoją małą księżniczką chętniesmile
                              • karj-oka Po USG - bez zmian 22.07.10, 12:51
                                Właśnie wróciłam z USG - położenie miednicowe. Trafiłam na fajną lekarkę, która uspokajała, że taki poród też może być jak najbardziej naturalny ale... jej słowa "tylko dobry, doświadczony położnik, spokój i cierpliwość". Taaa...

                                Kaakaa dzięki wielkie!

                                Idę poleżeć w pozycji wiadomej (nie poddaję się, po południu akupunktura) i pomyśleć. Pomysłów jest kilka i tylko czas się kurczy... Biorę także pod uwagę przetransportowanie się do Bydgoszczy lub do Łodzi, gdzie jest prywatna i chwalona klinka Salve. No i może jednak rozmowa z lekarzami w szpitalu...? Hm. Musze pogadać z położną.

                                No nie chcę się skarżyć, bo to nie pomaga w takiej chwili i potrzebna raczej mobilizacja psychiczna, ale tylko po cichutko sobie westchnę i tylko Wam: kurna, dlaczego znowu mamy pod górkę...???
                                • hortensjaaaa Re: Po USG - bez zmian 23.07.10, 09:49
                                  trzymam kciuki żeby wszystko było dobrze!!!

                                  I będzie... smile
                                  • gos85 Re: Po USG - bez zmian 23.07.10, 10:23
                                    będzie dobrze, trzymam kciuki bardzo mocno!
                                    • annairam Re: Po USG - bez zmian 23.07.10, 11:06
                                      Trzymamy kciuki za dobre zakończenie. Cały czas czuję, że tak właśnie będzie -
                                      jakkolwiek Leoś się ostatecznie ustawi. Pozdrawiamy.
                                      • karj-oka Dziękuję Wam za kciuki:) 23.07.10, 15:23
                                        I proszę jeszcze nie puszczaćsmile Bo on nadal nie fiknął.

                                        Annairam, też tak myślę, że w końcu będzie dobrze, bo przecież Leosiek się
                                        urodzi bez względu na to jak, to jednak innej możliwości nie ma: musi się
                                        urodzić. A gdy go przytulę to będziemy już po prostu szczęśliwi i tylesmile Już
                                        bardzo, bardzo tęsknię za jego małym ciałkiem...smile
                                        • kropkaa Re: Dziękuję Wam za kciuki:) 24.07.10, 00:49
                                          Nie zapominaj, że on jeszcze podczas skurczy porodowych może fiknąć!
                                          • bonga_dax1 Re: Dziękuję Wam za kciuki:) 25.07.10, 18:29
                                            U mnie na urlopie (tzw. bo pracować trzeba) internet słabo chodzi, ale podglądam
                                            rozwój sytuacji i kciuków nie puszczam - choć trochę trudno się na kompie wtedy
                                            pisze, więc wysyłam pozytywne fluidy coby młody jak najszybciej fiknął smile
                                            • eps co z naszą założycielką wątku? Zniknęła?? 28.07.10, 09:42
                                              jak w temacie, czy ktos cos wie czemu sie nie odzywa??
                                              • kaakaa Nic nie wiem 28.07.10, 10:18
                                                Ale też się wczoraj intensywnie zastanawiałam...
                                                Może poznanianki coś wiedzą i zdradzą? A może karj-oka się odezwie?
                                                • joannapoznan Re: Nic nie wiem 28.07.10, 13:37
                                                  ja też nic nie wiemcrying
                                                  • karj-oka Jestem 28.07.10, 15:23
                                                    I nadal z Leosiem w brzuchu. Trochę się przyczaiłam, bo... no cóż... jestem ciut
                                                    zestresowana. Muszę sobie sama w głowie poukładać czego ja chcę a raczej, bo że
                                                    chcę Leośka zdrowego to primo!, co uważam za słuszne i bardziej bezpieczne: cc
                                                    czy sn?

                                                    Laicy, którzy o porodach naturalnych wiedzą niewiele znają - jak się okazuje -
                                                    wiele historii, którymi mnie strasząsad A ja jestem zbyt słaba w sobie - póki co
                                                    - by te strachy odpędzać a raczej by ich zupełnie nie słyszeć. By być silna w
                                                    swoim postanowieniu. By czuć, że jest słuszne. Kurcze no...
                                                  • kawo-szka Re: Jestem 28.07.10, 16:23
                                                    karj-oka - strasznie mi przykro.. ale powiem Ci jedno - urodzić siłami natury dziecko położone miednicowo - to dziś wielka odwaga kobiety rodzącej i.. olbrzymia wiedza prowadzącego. Moim skromnym zdaniem - te historie, jakkolwiek dyktowane troską o Ciebie i dziecko, są chyba jednak historiami lekarzy, którzy przyjmowali porody najprawdopodobniej nie do końca umiejąc panować nad porodem pośladkowym (tak mi się przynajmniej wydaje, jeśli się mylę, to przepraszam).

                                                    Zorientuj się, który lekarz / położna jest doświadczony/a i wyspecjalizowany w przyjmowaniu właśnie porodów pośladkowych siłami natury, porozmawiaj z nim/nią i.. utrzymuj sprawę, że wszystko skończy się dobrze! smile W naturze takie porody to też normalność.

                                                    W moim przypadku o cc zadecydował jednak strach (podlewany oliwą do ognia przez "cudownego" lekarza z wojewódzkiego - pisałam o tym) oraz fakt, że lekarz we Wrocławiu, który przyjmował takie porody był tylko jeden, polecany przez Grażynę, i w dodatku człowiek starej daty - co jakoś mnie zniechęciło nawet do wykonania telefonu i umówienia się na spotkanie.. może źle zrobiłam? Nie wiem.. Dziś trudno mi to ocenić. Wiem jedno: dla przyszłości mojego porodu w domu po cc na zimno mam teraz gorzej, bo akcji porodowej nie było..

                                                    A jakbyś potrzebowała się wygadać, wyżalić - pisz śmiało smile
                                                    Któż inny lepiej zrozumie kobietę z pośladkowym położeniem dziecka, jak inna kobieta, która przeszła to samo? wink

                                                    Trzymaj się!
                                                    A ja - trzymam mocno kciuki smile
                                                  • kaakaa Re: Jestem 28.07.10, 18:23
                                                    No, nie masz, dziewczyno, lekko, oj, nie...
                                                    Pewnie mi się łatwo mądrzyć, bo nie mnie ta trudna decyzja dotyczy
                                                    ale jest również wiele historii o porodach miednicowych, które wcale
                                                    nie były truniejsze niż główkowe. Podstawa to właściwa kwalifikacja -
                                                    sprawdzenie miednicy matki (Twoja już sprawdzona doskonale w
                                                    pierwszym porodzie) i właściwa ocena rozmiarów malucha. No a potem,
                                                    przy samym porodze, grunt to spokój i nie pchanie się z łapami póki
                                                    nie ma takiej potrzeby.
                                                    Z historii budujących:
                                                    - słyszałam o miednicowym unassisted - takie niezaplanowane, pani
                                                    nie zdążyła do szpitala, wezwała karetkę ale ta przyjechała już w
                                                    zasadzie po fakcie, tzn, jak dziecko było na świecie;
                                                    - inna moja ulubiona historia to miednicowy w domu opisany przez
                                                    Irenę w starej książce w rozdziale Jagoda i Bogdan (książka jest na
                                                    Chomiku i w innych miejscach w necie).
                                                    Główne problemy, jekie widzę w kwestii dokonania odpowiedzialnego
                                                    wyboru to:
                                                    * mało jest teraz specjalistów od porodów miednicowych, bo większość
                                                    rozwiązuje się profilaktycznie przez cc i lekarze z młodego
                                                    pokolenia po prostu nie mają doświadczenia, bo są nauczeni, że
                                                    bezpieczniej jest zrobić cc i do tego prą
                                                    * nikt nie opowiada o szczęśliwych porodach miednicowych sn, bo to
                                                    żadna sensacja jak się zdrowe dziecko urodzi, a postraszyć
                                                    komplikacjami to każdy lubi, więc jak się coś zdarzy dramatycznego,
                                                    to chętnie się o tym opowiada
                                                    * nie mówi się o negatywnych konsekwencjach cc a tylko o tym, jakie
                                                    ono jest ostatnimi czasy bezpieczne dla matki i dziecka
                                                  • karj-oka Re: Jestem 29.07.10, 03:07
                                                    Puściłam szybko posta, bo musiałam biec młodego ukołysać - tego, który już od ponad roku na wierzchu i któremu zęby wychodzą i marudny ostatnio trochę, choć nadal na całkiem fajnego starszego brata się szykującysmile No i nie zdążyłam...

                                                    Ano nie zdążyłam podziękować Kawo-szce za słowa otuchy: DZIĘKUJĘ! Wiem, że pewnie jesteś jedną z tych, która najlepiej rozumie moje dylematy.

                                                    No i dziękuję Kaakaa, że znowu Ci się chciało poświęcić trochę czasu. Od początku widzę ten sam problem co Ty tj. brak doświadczonych ludzi, którzy mogliby przy porodzie asystować, takich, którym mogłabym zaufać i na których z mogłabym się spokojnie wesprzeć. Jeśli zaś chodzi o dobrą kwalifikację, o której piszesz, to właśnie dziś, chyba w czasie, gdy pisałaś swojego posta, umawiałam się z położną, z którą rodziłam Roszka (czyli z Twoją znajomą; czyżby opatrzność pchała nas znowu w jej stronę?) na spotkanie w szpitalu, w czasie gdy ona ma dyżur dziś wieczorem. Mamy właśnie zmierzyć mi miednicę i, jeśli się uda, zrobić usg by ocenić wagę dziecka. Moja miednica nie bardzo przetestowana, bo Roch ważył tylko 2550g, mała główka - drobniutki był... Leoś już 4 tygodnie temu był oceniany przez usg na ok. 2500g i zapewne przybrał od tamtej pory - widzę to choćby po rozmiarze brzucha. Napiszę jak się sprawa przedstawia po powrocie tj. pewnie późnym wieczorem w czwartek.

                                                    No i dzięki Monicus za budujący przykład. Wiem, że jest takich przykładów mnóstwo. Nie zmienia to jednak faktu, że są także inne przykłady. Cały czas brakuje mi jednak statystyk. Znalazłam jednak dziś te wyniki badań, o których pisałam wyżej. No i tutaj cyfry przemawiają jednak za cc...

                                                    I dziękuję Wam wszystkim, które jeszcze śledzicie ten wątek, myślicie o nas i trzymacie kciuki - to bardzo miłe i wspierające!

                                                    Dam znać dziś wieczorem (chyba że coś bardzo ważnego mi przeszkodzi) jak tam po rozmowach z położną i badaniach już na oddziale szpitalnym.

    • karj-oka Zaiste trudna decyzja... 28.07.10, 23:32
      Siedzę, szukam, czytam, dyskutuję, rozmawiam, dopytuję, no i myślę, myślę,
      myślę... Trudna decyzja. By nie powiedzieć, że zaje..... trudna decyzja!

      Właśnie znalazłam artykuł na jednej z angielskich stronie
      (birth.com.au/Breech-baby/Recent-research-vaginal-birth-vs-Caesarean.aspx#),
      w którym piszą o przeprowadzonych w 2000 roku badaniach "cc versus sn przy
      położeniu miednicowym dziecka". No i z badań tych, w których wzięło udział ponad
      2000 kobiet, ponad 100 szpitali z 26 krajów, wynika jasno, że uszkodzenia bądź
      nawet śmierć dziecka zdarzyła się przy 1,6% porodów przez cc i przy 5% porodów
      sn. Dlatego dzieci położone miednicowo mają 98,4% szans na narodziny bez ryzyka
      uszkodzenia bądź śmierci wobec 95% szans na to samo przy porodzie waginalnym.

      Puste cyfry, suche fakty. A w brzuchu wierci się Leoś, którego ponad wszystko
      chcę uchronić przed tym przed czym mogę i na tyle na ile mogę...

      Gdybym tak mogła rodzić w asyście M. Odenta...smile To jednak niemożliwe. Mało! Nie
      mogę nawet wybrać lekarza, który chciałabym by asystował przy porodzie! Raz, że
      tych doświadczonych przy takich porodach jest mało, dwa nie mam możliwości
      dowolnego wyboru lekarza. Mam czekać aż zacznie się akcja porodowa i wtedy
      ruszyć do ewt. wybranego wcześniej szpitala i ewt. liczyć na to, że akurat tak
      się zdarzy, że będzie miał dyżur jakiś świetny i doświadczony w porodach
      miednicowych lekarz. Hm. No jest szansa, ale... trochę grę w lotto przypomina, co?

      Na domiar złego moja umówiona położna domowa, która miała ewt. - jeśli młody się
      nie obróci w ostatniej chwili - jechać ze mną do szpitala, z ważnych i
      nieoczekiwanych powodów prywatnych, przez najbliższe kilka dni, nie będzie mi w
      stanie asystować ani w domu, ani w szpitalu. Gmatwa się wszystko nieźle, prawda?

      Więc ja, wbrew pragnieniom większości kobiet na etapie ciąży, modlę się by
      Leosiek jeszcze w brzuchu siedział. NIech siedzi ejszcze tydzień, dwa a nawet
      trzy...
      • monicus Re: Zaiste trudna decyzja... 29.07.10, 00:03
        powiem ci tak - znam conajmniej 2 osoby urodzone posladkowo. w dodatku przez te
        sama matke. po wojnie, w domu. nic im nie brakuje smile
        • jola-kropek Re: Zaiste trudna decyzja... 29.07.10, 04:33
          www.unhinderedliving.com/breech.html
          uwielbiam ta strone. sama czerpalam z niej sporo, jak oczekiwalam na moja domowa
          coreczke.
          z tego co czytalam na temat porodow posladkowych, to jedna z podstawowych zasad
          jest BRAK asysty przy takich porodach. nie powinno sie dzieckiem absolutnie
          manipulowac, gdyz wlasnie wtedy wystepuje ryzyko odgiecia glowki i wyrzutu
          raczek... moro? jak dla mnie jest to jak najbardziej logiczne.

          najbardziej potrzebna jest jednak pewnosc siebie, a moze raczej ufnosc i wiara w
          to ze bedzie dobrze. widzialam juz nie raz i live i na tym forum, ze dziewczyny,
          ktore tuz przed porodem dawaly sie zastraszyc, lub zaczynaly miec watpliwosci
          konczyly w szpitalach, czesto z cesarka.

          takze, dziewczyny, glowy do gory! smile nie dajmy sie zwariowac! to od nas tak
          naprawde wszystko zalezy...

          "Mali zawistnicy chcieliby zapanowac nad tworczyniami swiata, a poprzestac musza
          na wbuchach zlosci." by Jolanta Brach-Czaina


          nie dajmy sie im ... tzn panbukom, heh.
          • soldie Re: Zaiste trudna decyzja... 29.07.10, 08:59
            jola absolutnie masz rację, jeśli nie ma wewnętrznej decyzji i zdecydowania to
            najczęściej kończy się mało satysfakcjonującym rozwiązaniem. dlatego karj-oka to
            ty ostatecznie decydujesz, nie fakty i statystyki ani nawet solidna i fachowa
            pomoc (chociaż to daje dużo więcej pewności) i jeśli ty wewnętrznie nie zgodzisz
            sie na któreś rozwiązanie to będziesz zadawać sobie tysiące pytań przez długi
            czas potem. Twoja kobieca intuicja wie co robić, musisz sie wsłuchać i podjąć
            decyzje zgodna z twoim sercem i przekonaniami. Ty musisz sie na to zgodzić a
            twój synek przyjmie to samo rozwiązanie co ty- wierz mismile
            Ja osobiście doświadczyłam konsekwencji niezdecydowania, strachu i zachwiania
            własnych przekonań- to na prawdę najgorsze co może być.
      • kaakaa Re: Zaiste trudna decyzja... 29.07.10, 09:37
        Przeczytałam sobie ten podlinkowany przez Ciebie artykuł i mam kilka
        uwag. Oczywiście wyjdzie, że jestem tendencyjna i zawsze dostrzegam
        więcej zalet rozwiązania naturalnego... ale, co tam, podzielę się wink
        1. Wysoce irytujące jest dla mnie wkładanie do jednego wora
        uszkodzeń dzieci wraz ze zgonami okołoprodowymi. To jednak trochę
        różny kaliber powikłań. Same uszkodzenia też mogą być bardzo drobne
        (np. niewielkie skaleczenie, czy naciągnięcie nerwu) albo poważne
        (np. niedotlenienie mózgu, wylew wewnątrzczaszkowy). Nie ma tam
        wyłączonych danych dotyczących zgonów okołoporodowych, a to byłoby
        moim zdaniem najbardziej istotne, ponieważ - pkt 2.
        2. Piszą wyraźnie, że w wieku 2 lat dzieci z obu grup nie wykazywały
        różnic w zdrowiu i rozwoju nwurologicznym. Czyli, jeśli różnicy w
        liczbie zgonów nie było (a tego nie wiemy), to ta zaobserwowana
        różnica w uszkodzeniach okołoporodowych nie wpływa istotnie na
        dalszy rozwój dzieci.
        3. No i piszą wprost, że odsetek komplikacji u matek był większy po
        cc. A to mnie jakoś nie dziwi.
        4. Zupełnie nie zajmują się (w każdym razie nic nie piszą)
        zaburzeniami u dzieci charakterystycznymi dla porodu przez cc - np.
        trudności w karmieniu pieresią, problemy z czuciem głębokim
        (objawiające się np. niechęcią do kontaktu fizycznego), czy problemy
        rozwojowe w późniejszym wieku (np. dysleksja, dysgrafia, zaburzenia
        integracji sensorycznej).

        A odchodząc od samego artykułu, też myślę, że niemożność wybrania
        sobie lekarza, do którego ma się zaufanie, to poważny problem. Nie
        da się tego u was zrobić nawet za pieniądze? W Warszawie by się
        dało. Pewnie kupę kasy by chciał doktór ale układ możliwy do
        wynegocjowania.
        A nie da się zrobić tak, żebyś osteteczną decyzję odwlekła do
        momentu pojawienia się w szpitalu? Tzn. poczekać aż się zacznie i
        zobaczyć, kto wtedy będzie na dyżuże - jak się trafi ktoś rozsądny,
        to rodzić dołem a jak nie, to w razie jakichkolwiek wątpliwości,
        narobić paniki i żądać kategorycznie cc. Dla rozwoju dziecka cc jest
        zdrowsze jak się je robi, gdy poród już się zacznie. Że nie wspomnę
        o macicy, dla której stopień rozciągnięcia dolnego bieguna przed cc
        jest bardzo istotny. Tylko, czy taki wariacki plan byłby dla Ciebie
        do zaakceptowania?
        No i pewnie wiele zależy od wyników tych nocnych badań. Czekam z
        niecierpliwością, co nam napiszesz. I myślę o Was bardzo ciepło,
        wierzę, że podejmiesz najbardziej odpowiednią decyzję, a może
        jeszcze Leoś się zdecyduje i łebkiem się nastawi.
        • karj-oka Re: Zaiste trudna decyzja... 29.07.10, 10:20
          Jola-kropek, tekst na stronie, do której zamieściłaś link połknęłam jednym
          haustem. Takie teksty do mnie trafiają, przekonują mnie ponieważ w głębi duszy
          bezgranicznie wierzę, że to natura ma wszystko poukładane i zaplanowane z sensem
          i to my ludzie stwarzamy problemy tam gdzie ich nie ma...

          Kaakaa, nie przeczytałam jeszcze Twojego postu, zaraz to zrobięsmile

          Ze strony, którą dała Jola-kropek poszłam na inną
          www.unassistedchildbirth.com/birthvideos.html a tam... Rozsądek, spokój i
          jakże piękne porody! I budzi się we mnie taka tęsknota za siłą kobiet, za
          wsparciem z ich strony, za korzeniami od których tak cholernie skutecznie
          zostałam (zostałyśmy) odcięte przez cywilizację i jej - w tym aspekcie - jakże
          wątpliwe osiągnięcia.

          Wiecie, gdy patrzę w siebie to widzę, że to czego w porodzie miednicowym obawiam
          się najbardziej to... ingerencja i nieadekwatność zachowań innych ludzi. Tego
          obawiałam się od początku najbardziej. Nie własnej paniki, ale paniki tych co
          będą obok... Od takich myśli tylko krok do UC ale... jednak, mimo iż asertywna i
          pewna siebie, nie znajduję w sobie dość siły by taką decyzję podjąć. A zegar
          tyka... Chciałabym móc wyjechać gdzieś całkiem sama na jakiś czas, odciąć się od
          tego wszystkiego i... wróciłabym z Leosiemsmile

          No i idę poczytać co tam Kaakaa...smile
          • karj-oka Re: Zaiste trudna decyzja... 29.07.10, 10:39
            Ech, no masz rację Kaakaa, że tekst jest tendencyjny (choć napisałaś chyba, że tendencyjna jesteś Ty...). A raczej może nie do końca oddający rzeczywistość, bo by tę oddać trzeba by dużo bardziej danych zebrać i rzetelnie przedstawić.

            "Kupę kasy" gdybym miała dać doktorowi to już go nie lubię, co oznacza, że nie mógłby być dla mnie żadnym wsparciem, bo wszak zaufanie bez sympatii i zrozumienia jest na poziomie zero. Z drugiej strony... położnej zapłacę chętnie. Hm. Kolejna sprawa do przemyślenia...

            Kurcze, że ja jeszcze tę chol.... robotę mam, która nie pozwala się choć na jeden dzień na sobie skupić!

            Nic, odezwę się wieczorem po spotkaniu z położną w szpitalu.
            • bonga_dax1 Re: Zaiste trudna decyzja... 29.07.10, 11:25
              ech, robota która nie pozwala się na sobie skupić - jak ja to znam.
              Własnie mija mój drugi tydzień "wakacji" podczas których nie miałam
              ani jednego dnia tudzież nocy bez komputera - solidaryzuję sie w
              bólu i nadal trzymam kciuki za obrót malucha, choćby już nawet w
              trakcie porodu. Czekamy na wieści ze spotkania z położną, ale jak
              pisały dziewczyny najważniejsze chyba jest wewnętrzne przekonanie, a
              nie opinia innych. Ja wierzę, że Wam się uda naturalnie, bo niby
              dlaczego nie wink W końcu tak nas stworzyła natura.
              • karj-oka Wieczór a słońce świeci:) 29.07.10, 22:55
                Jakby jaśniej się zrobiło. Duuuużo jaśniejsmile

                Miednica moja ok. tj. z pomiarów wynika, że nie ma przeciwwskazań do sn przy położeniu miednicowym. Leosiek 3400g, czyli jego gabaryty też współpracująsmile

                No i najważniejsze... Choć zupełnie nieoczekiwane: spotkałam się z lekarzem, który jest bardzo przyjaźnie nastawiony do porodów naturalnych, w tym domowych! Bardzo sympatyczny, miły i ciepły człowiek.

                Porozmawialiśmy sobie o tym jak może wyglądać poród miednicowy, on odpowiedział na moje pytania, ja powiedziałam jak chciałabym by wyglądał mój poród (zero interwencji na wyrost, dowolna pozycja także w II okresie, cisza i spokój, zaufanie dziecku i naturze) i... on to wszystko zaakceptował! Ot tak. Z uśmiechem. Powiedział mi, że dla niego to także będzie interesujące doświadczenie i cieszy się, że są kobiety, które chcą rodzić naturalniesmile

                Umówiliśmy się, że będzie mi asystował. Odpłatnie i za mniej niż "kupa kasy"wink Ale... by nie było całkiem komfortowo... on w przyszłym tygodniu wyjeżdża na wakacje więc jeśli zacznę rodzić do środy dzwonię i przyjeżdża do szpitala (tak samo położna, ta z którą rodziłam Roszka); jeśli do środy mały nie będzie chciał wyjść to ten sam lekarz postara się umówić mnie ze swoją koleżanką z tego samego szpitala i z podobnym nastawieniem. Czy ona się zgodzi mi asystować w taki sposób w jaki bym chciała będę wiedziała w poniedziałek. Mam nadzieję, że odpowiedź będzie "tak"...

                Uff! Wreszcie słońce, co? Jestem już spokojniejsza. Chcę rodzić naturalnie. Z taką asystą się nie obawiam, bo wiem że tych dwoje ludzi (lekarz, którego dziś spotkałam i położna, którą już znam) zapewnią mi spokój, który, jak wszystkie wiemy, przy porodzie jest jednym z najważniejszych elementów.

                Mam nadzieję, że dziś po raz pierwszy od dwóch tygodni uda mi się noc całą przespać bez spacerów po domu i rozmyślańsmile
                • kaakaa Ufff... 29.07.10, 23:26
                  No, to i ja dziś spokojniej zasnę. Bo na razie siedziałam jak na szpilkach i
                  czekałam na jakieś wieści od Ciebie.
                  Może faktycznie jest tak, że różne rzeczy w życiu nie zdarzają nam się
                  przypadkiem - myślę o nieoczekiwanych problemach Twojej "domowej" położnej...
                  Cieszę się, że trafiłaś na odpowiedniego człowieka, oby dalej wszystko szło już
                  z góreczki smile
                • kropkaa Re: Wieczór a słońce świeci:) 29.07.10, 23:26
                  Cóż za dobre wieści! smile
                  • bonga_dax1 Re: Wieczór a słońce świeci:) 29.07.10, 23:34
                    Oj super, jak się cieszę. Obyś dała im wszystkim piękny przykład,
                    jak można urodzić naturalnie nawet pośladkowo. Gorąco w to wierzę.
                • anionka Re: Wieczór a słońce świeci:) 30.07.10, 00:09
                  uff...

                  ja tak cicho siedzę, ale bardzo się przejmuję i gorąco kibicuję!

                  swoją Maszkę rodziłam tydzień po Tobie i nawet nie wiesz jak mnie
                  wtedy uskrzydliły dobre nowiny o Roszku - czuję ogromny dług
                  wdzięczności...

                  (a Maszeńka też miała być Leonemsmile)
                  • soldie Re: Wieczór a słońce świeci:) 30.07.10, 10:11
                    Super wieścismile oby wszystko się udało jak najbardziej naturalnie, spokojnie i
                    szczęśliwie.
                    • hab_ek Re: Wieczór a słońce świeci:) 30.07.10, 10:56
                      trzymam kciuki;
                      wszystko się na pewno udasmile

                      a swoją drogą jak wiele może dać upór i silne przekonanie o konieczności
                      poszukiwania właściwej drogi...
                      • karj-oka Zielone światło dla Leośka:) 30.07.10, 11:36
                        Do tej pory mówiłam cały czas do małego "nie, proszę, jeszcze nie teraz...". Ale wczoraj włączyłam zielone światło i naprawdę pogodziłam się z tym, że Leosiek chce się pupą pchać. Zaakceptowałam jego wybór. I on o tym wiesmile Spokojnie czekamy. No... może trochę w ten weekend pomożemywink

                        Dziewczyny dziękuję Wam BARDZO za wsparcie, ciepłe myśli, trzymanie kciuków. Mam nadzieję, że kiedyś uda się może zorganizować Ogólnopolskie Spotkanie Forumek PD bym mogła Was także uściskaćsmile

                        Tymczasem uściski wirtualne ślę i, poza chwilami przerwy na aktywności ... hm, nazwijmy je okołoporodowewink, będę Was updejtować.
                        • kawo-szka Re: Zielone światło dla Leośka:) 30.07.10, 12:28
                          Alez cudne wiesci!!! smilesmilesmile
                          Karj-oka - wspaniale! I ze lekarz i ze Ty sama zaakceptowalas i dalas Malemu
                          zielone swiatlo - bomba smile
                          Teraz bede trzymac kciuki, by wszystko potoczylo sie wlasciwie i pieknie dla Was
                          obojga smile

                          (sorki za brak polskich ogonkow ale pisze jedna reka, bo w drugiej mam hamak z
                          chusty i usypiam Olusia - drugi zabek mu wlasnie idzie...)

                          buziaki!
                        • kaeira Re: Zielone światło dla Leośka:) 30.07.10, 16:19
                          Super. Życzę miłego "pomagania smile
                          • joannapoznan Re: Zielone światło dla Leośka:) 30.07.10, 16:27
                            kciuki w takim razie zaciśnięte, Leon czekamy na Ciebie!
                        • kaakaa Re: Zielone światło dla Leośka:) 30.07.10, 22:06
                          Kochana, tak sobie dziś rano o Was myślałam i przyszło mi do głowy, że może Wam
                          trzeba do porodu tylko tego, żebyś Ty sama już dała na niego zgodę. Skoro więc
                          piszesz, że dajesz Leośkowi zielone światło, to myślę sobie, że najdalej do
                          poniedziałku wszystko będzie jasne smile Co daj Boże. smile
                          A popomagać można, dlaczego nie? wink
                • monicus Re: Wieczór a słońce świeci:) 30.07.10, 20:00
                  czuje twoja ulgę. i wierzę, ze bedzie dobrze
                  • eps Re: Wieczór a słońce świeci:) 30.07.10, 21:16
                    no to niech ten Twój Leosiek w końcu wychodzi i to pupą skoro mu tak wygodniej!!
                  • gos85 Re: Wieczór a słońce świeci:) 30.07.10, 21:18
                    to się nazywa przyciąganie. Dzięki Bogu,że znaleźli się ludzie którzy Cie chcą wesprzeć w Twoim postanowieniusmile

                    Trzymam kciuki, i strasznie się cieszęsmile
                    • eps na kiedy termin? 02.08.10, 09:27
                      Karjoka na kiedy Ty masz dokladnie termin porodu?
                      A tak na marginesie to znów jesteś "przyczajona" czy juz pojechałaś do szpitala
                      na spoktanie z Leoskiem?
                      • kaakaa Re: na kiedy termin? 02.08.10, 11:30
                        Ja mam nadzieję, że Leosiek już szczęśliwie po tej stronie. Ale to tylko
                        nadzieja a nie żadna wiedza, więc bardzo proszę lepiej poinformowanych, żeby
                        ujawnili, co wiedzą smile
                        • kaakaa Oby... 03.08.10, 13:20
                          ... to przedłużające się milczenie karj-oki było dobrym znakiem smile Czekam z
                          niecierpliwością na jakiś sygnał.
                          • annairam Re: Oby... 03.08.10, 22:26
                            Racja... jestem na wakacjach a myślę co u nich cały czas. Oby było dobrze.
                      • prikazka Re: na kiedy termin? 02.08.10, 12:48
                        Termin z tego co kojarzę to właśnie na dzisiaj smile Roszek wyszedł
                        wcześniej, to może i Leosiek już z nami. Ach, mocno dobre fluidy
                        wysyłam, żeby wszystko ułożyło się po myśli Karj-oki.
                        • karj-oka Dziękuję za myśli o nas 03.08.10, 22:33
                          Dziękuję Wam za myśli o nas. Leoś nadal w brzuchu. A nie odzywałam się, bo z soboty na niedzielę w nocy wylądowaliśmy w szpitalu z Roszkiemsad Dostał drgawek gorączkowychsad Koszmarne przeżycie! Nie jestem jeszcze w stanie o tym ani rozmawiać, ani myśleć, a klatki z filmu tych nocnych wydarzeń jakie mam w głowie chciałabym wykasować na zawsze. No nic, w każdym razie już w domu z naszym ukochanym Okruszkiem...

                          Leosia błagałam przez te ostatnie dni, by nie wychodził, bo jestem potrzebna starszemu bratu i posłuchał słodziak. Nadal błagam go by wytrzymał jeszcze kilka dni, aż sytuacja się ustabilizuje i wszyscy to poczujemy.

                          Znowu nie mam lekarza, który chciałaby asystować i wesprzeć przy porodziesad Ten, z którym byłam umówiona jedzie jutro na wakacje. Miał znaleźć zastępstwo, ale nie znalazł tzn. próbował, ale nikt nie chciał się zgodzić. Więc... albo Leosiek się zdecyduje odwrócić i będziemy rodzić w domu z umówioną położną domową, albo jednak czeka nas szpital i znowu walka o godny, spokojny i naturalny poród. Ostatnio się udało. Może i tym razem mamy szanse...?

                          Obiecuję, że na pewno się odezwę jak Leoś się urodzi!

                          Jeszcze raz dziękuję Wam wszystkim za kciuki i ciepłe myśli. Nadal potrzebne!smile
                          • kaakaa Re: Dziękuję za myśli o nas 03.08.10, 22:45
                            No, tylko drgawek gorączkowych było Wam teraz potrzeba sad Mogę się domyślać, co
                            przeszłaś, bo mi też onegdaj roczniak zaserwował drgawki gorączkowe.
                            Stwierdziłam wtedy, że takiego doświadczenie nie życzę najgorszemu wrogowi.
                            Przez chwilę, która trwał wieczność, byłam przekonana, że moje dziecko umiera a
                            ja nie mogę mu w żaden sposób pomóc. Traumatyczne.
                            W sprawie Leośka, tak mi się jeszcze przypomniało - jak się nie brzydzisz
                            homeopatią, to ponoć Pulsatilla działa cuda w kwestii obracania dzieci głową do
                            świata, tylko trzeba by się z jakimś mądralą skonsultować w sprawie potencji.
                            Myślę o Was często i mam nadzieję, że pomimo wszelkich przeciwności poród
                            będziecie mieć piękny.
                          • bonga_dax1 Re: Dziękuję za myśli o nas 04.08.10, 07:18
                            To nadal ślemy ciepłe myśli. Odpoczywajcie sobie i nabierajcie sił.
    • kaakaa Zdradzę tylko tyle... 04.08.10, 10:11
      ...że dostałam cynk, że Leoś już po tej stronie smile
      Szczegóły zostawię Karolinie i mam nadzieję, że się nie obrazi, że napisałam
      Wam, że się dziś rano urodził, ale musiałam się z Wami tym podzielić.
      • kaakaa Re: Zdradzę tylko tyle... 04.08.10, 10:23
        Właśnie dostałam oficjalne przyzwolenie od karj-oki, więc wiem już, że się nie
        obrazi, a skoro tak, to zdradzę Wam jeszcze, że młody wylazł drogą naturalną a
        łatwe to nie musiało być, bo waży - UWAGA! - 3885 g!
        Więcej to już tylko Karolina może nam zdradzić, bo ja i tak już nic więcej nie
        wiem smile
        Ach, i oczywiście, szczęśliwa mama pozdrawia Was wszystkie za moim pośrednictwem smile
        • bonga_dax1 Re: Zdradzę tylko tyle... 04.08.10, 10:31
          Ach pysznie, czekamy na relację.
          • soldie Re: Zdradzę tylko tyle... 04.08.10, 11:10
            Wow, super wieści, super, ze naturalnie i tez czekam niecierpliwie na relacje smile
            • joannapoznan Re: Zdradzę tylko tyle... 04.08.10, 11:54
              Cudownie!!!!! Karolina czekamy na relację! Waga piękna.
              • prikazka Re: Zdradzę tylko tyle... 04.08.10, 18:55
                Ojej, jak fajnie. Bardzo się cieszę, że jednak udało się naturalnie i
                mam nadzieję, że Karolina znajdzie chwilkę na podzielenie się z Nami
                szczegółami. Ciekawa jestem, czy się obrócił w trakcie porodu...
        • kawo-szka Re: Zdradzę tylko tyle... 04.08.10, 15:17
          O jejku, jejku!!!
          Wiadomość przewspaniała!!!
          Mam nadzieję, że Karj-oka nie tylko szczęśliwa, ale i zdrowa w pełni smile
          Niech teraz szybko wracają do domku z Leosiem smile
          Buziaki dla Dwójki, ale w szczególności dla Karj-oki za piękną odwagę i dzielną
          postawę - przejdzie do historii jak mało która smile))
          • annairam Re: Zdradzę tylko tyle... 04.08.10, 21:53
            Wielkie gratulacje i kamień z serca, że wszystko w porządku. Bardzo się cieszymy
            i całą rodziną ślemy pozdrowienia smile.
            • jola-kropek Re: Zdradzę tylko tyle... 05.08.10, 03:58
              czekamy czekamy.... smile
      • iw1978 Gratulacje 05.08.10, 11:31
        Gratuluję. Waga faktycznie spora, jak na poród sn przy ułożeniu miednicowym. Stasznie się cieszę, że się sn udało, bo wiem jak straszna wydaje się cesarka, gdyz człowiek o domowym marzy.
      • hortensjaaaa Re: Zdradzę tylko tyle... 05.08.10, 12:23
        SUPER ! Gratuluje Mamie..przede wszystkim samozaparcia do tego porodu
        naturalnego..smile))
        • karj-oka A ja zdradzę ciur więcej...:) 05.08.10, 12:52
          Dziękuję Wam wszystkim za ciepłe myśli, wsparcie, wasze kciuków trzymanie i gratulacje!smile

          Leoś już w domku. Urodził się jak już wiecie wczoraj,kilka minut po ósmej rano. I czyż nie pięknie wyczekał aż wrócimy ze szpitala ze starszym bratem do domku? Dał nam kilka dni na zajęcie się Roszkiem i jak tylko sytuacja się unormowała, położyliśmy się we wtorek we własnym łóżku, Leoś się uaktywnił i postanowił dołączyć do nas na zewnątrz...

          Trochę więcej o samym porodzie w weekend mam nadzieję mi się uda a teraz tylko najważniejsze...

          Pytacie czy się odwrócił. Nie. Jak postanowił, tak się urodził, znaczy pupą wyszedł. Ale jak! Pupa w czepku urodzona i myślę, że to mu wiele szczęścia wróży!big_grin

          Poród w szpitalu,tym samym gdzie rok temu urodził się Roszek. Bez wsparcia umówionego lekarza albowiem ten wyjeżdżał tego ranka na wakacje i nie mógł nam asystować. Za to była przy nas ta sama położna, która była przy porodzie Leośka starszego brata, nasz wykły upór, nasza świadomość, asertywność i niezłomna determinacja. To wszystko razem pomnogło nam przeforsować poród absolutnie naturalny i dla mnie i dla Leosia. W szpitalu zebraliśmy wiele "szeptanych" gratulacji od personelu ("ale im pokazaliście!", "super! oby więcej takich porodów!", "gratuluję odwagi!" itp.)smile W domu byliśmy już 4 godz. po porodzie.

          A dziś? A dziś Roszek, jak to ma we zwyczaju, czaruje już swoimi pięknymi ślepiami co oznacza, że zdrowieje w szybkim tempie. Leoś zaś leży teraz u mnie na kolanach, czasami posysa, czasami postękuje a najczęściej śpi kołysany stukaniem w klawiaturęsmile Myślę, że mogę dołączyć wobec tego i jeden mały klik - pozdrowienie - od Leośkasmile

          Najserdeczniejsze uściski dla Was wszystkich! Odezwiemy się za kilka dni...
          • kaakaa Re: A ja zdradzę ciur więcej...:) 05.08.10, 13:10
            Karolino, nie masz pojęcia, jak wielką radość czuję czytając wiadomość od
            Ciebie!!! smile smile smile
            Pupa w czepku, to jedna z lepszych rzeczy, jaka może się przytrafić maluchowi,
            który wybrał taki sposób wyjścia na świat - na pewno wróży mu to wiele pomyślności.
            Gratuluję raz jeszcze - urodzić miednicowo położonego faceta o takiej masie to
            na prawdę wyczyn nie lada. A jak przy tym jeszcze dałaś szkołę lokalnym
            pambukom, to już w ogóle szcuneczek, że ho, ho smile
            Roszkowi - szybkiego powrotu do pełnej formy życzę a Leośkowi samych miłych
            wrażeń po tej stronie brzucha smile
          • bonga_dax1 Re: A ja zdradzę ciur więcej...:) 05.08.10, 13:18
            Wow, to pięknie "pupa w czepku urodzona". Chyba faktycznie nie pozwoliliście
            sobie przeszkadzać wink Czekam na relację.
          • monicus Re: A ja zdradzę ciur więcej...:) 05.08.10, 13:31
            łiiihuuu! leos pokazal im pupe, a ty powinnas zrobic trabke na nosie smile
            wielkie gratulacje. dajesz sily innym dziewczynom.
          • juleg Re: A ja zdradzę ciur więcej...:) 05.08.10, 13:53
            O kurczę jestem w szoku i podziwiam ogromnie!!! Chyba musiało bardziej boleć
            przez tę pupę a zresztą nie wiem, gratulacje przeogromnie najdzielniejsza
            kobieto świata!!!!!!!!!!!!!smilekiss
            • deigratia Re: 06.08.10, 15:44
              Wiara i upór czynią cuda smileWzruszyłam się. Ależ to musiał być wspaniały
              poród! Jesteś naprawdę wielka smile syn również smile)
          • kawo-szka Re: A ja zdradzę ciur więcej...:) 05.08.10, 13:54
            Karj-oka - to już w ogóle fenomen! smile
            Nie dość że psn, nie dość że miednicowy, nie dość że w pełni naturalny i to w
            szpitalu, nie dość że spory wagowo, to jeszcze w czepku urodzony!!! smile
            CUDOWNIE!!! smile I jeszcze tak szybko w domku? Genialna sprawa - wielka, wspaniała
            wiadomość!
            Co tu dużo mówić - gratulujemy raz jeszcze i z serca mocno ściskamy! Roszkowi -
            szybkiego powrotu do zdrowia, a Leosiowi - pięknego życia po tej stronie brzucha smile
            Karj-oka - byłaś pięknie dzielna, wiesz o tym? smile
            Będą jeszcze o Tobie pieśni śpiewać, zobaczysz! wink
          • hab_ek Re: A ja zdradzę ciur więcej...:) 05.08.10, 14:47
            GRATULUJĘ!!!
            Wspaniała wiadomość.
            Całej rodzince życzę wszystkiego NAJ, NAJ...
            no i udało się jak chciałaśsmile

            pozdrowionkasmile
          • sugarxxx Re: A ja zdradzę ciur więcej...:) 05.08.10, 15:24
            Czuję się uskrzydlona tym postem!!!
            Oczy mi zawilgotniały a jak przeczytam opis porodu (czekam z niecierpliwością)
            to chyba będę wyła jak bóbr.

            Naprawdę jesteście wielcy.
            I uważam, że ten wątek powinien być przyszpilony. A to dlatego, żeby pokazać co
            może zdziałać solidarne i stanowcze trio mama-wspierający tata-dziecko. Nie ma
            dla nich beznadziejnych sytuacji!

            Karolina, szacun dla Ciebie i Twojego męża.
            • soldie Re: A ja zdradzę ciur więcej...:) 05.08.10, 15:48
              karj-oka,ale musieliście, zwłaszcza ty-czuć satysfakcję, ja po moim zwycięstwie
              nad personelem szpitalnym chodziłam nabuzowana tak,że spać nie mogłam smile Piękny
              poród, dostałaś wspaniałą nagrodę za cały stres, ćwiczenia i cierpliwość- bardzo
              się cieszę i śle ucałowania dla dwóch smyków
          • kropkaa Re: A ja zdradzę ciur więcej...:) 06.08.10, 00:52
            Przeogromne gratulacje! Jesteś wielka! Tym bardziej podziwiam, że
            sama byłam długo w podobnej sytuacji i tak sobie myślę, co by było,
            gdyby... I nie znam odpowiedzi.
            Dla dzielnej mamy i synka życzenia, byście nadal tak odważnie i
            świadomie szli przez życie!
            No i te 4 godz. w szpitalu, wow!
          • kaeira Re: A ja zdradzę ciur więcej...:) 06.08.10, 09:09
            Super!! smile smile
            • prikazka Re: A ja zdradzę ciur więcej...:) 06.08.10, 11:34
              Karolino, ogromnie się cieszę, że tak wszystko się ułożyło. Jesteście
              wielcy! I również bardzo się cieszę, że pokazałaś tam, na Lutyckiej,
              jak można i trzeba rodzić. Mam nadzieję, że zapamiętalismile Tymczasem
              ucałowanie ślę dla dwóch synków tak dzielnej mamy. Wszystkiego dobrego!
              • joannapoznan Re: A ja zdradzę ciur więcej...:) 06.08.10, 20:00
                GRATULACJE!!! to niesamowite, że tak szybko wylądowaliście w domu!
                Roszek nawet pewnie nie zauważył Waszego znikniecia? a jak reaguje
                na brata?
                Jak się czujesz? Jak porównujesz swoje 2 porody, jak ochłoniecie to
                napiszcie jak najwięcej.
                • karj-oka Morze miłości 06.08.10, 21:28
                  Jejka dziewczyny, kobiety kochane... Dziękuję bardzo, bardzo za gratulacje!
                  Jesteście naprawdę cudne! Niemniej... Wiecie... Ja nie czuję się jakąś
                  bohaterką. Cieszę się bardzo, że zdecydowałam się na poród naturalny! Cieszę
                  się, że się udało. Cieszę się, że Leoś zdrowy. Cieszę się, że nie złamaliśmy się
                  pod naporem personelu i nie zgodziliśmy na to i na owo...

                  I cieszę się, że Roszek coraz lepiej się czuje... Że wszyscy w czwórkę w domku...

                  A teraz siedzę sobie, piszę do Was, spoglądam na leżącego obok Leośka i
                  zastanawiam się skąd u licha bierze się tak nagle takie ogromne morze miłości?!
                  Któraś z Was wie?!

                  No ale żebyście nie ryczały wzruszone to zapytam także...

                  Dlaczego u licha kapusta na piersiach tak potwornie cuchnie?!wink
                  • deigratia Re: Morze miłości 06.08.10, 23:05
                    Z tego morza potem już tylko ocean smile)
                    A zamiast kapusty polecam pieluchy tetrowe moczone w zimnej wodzie.
                    Kilka godzin w pozycji horyzontalnej, najczęściej przespanych i po
                    nawale nie było śladu.
                  • ladetre Re: Morze miłości 06.08.10, 23:23
                    Ogromne gratulacje! Tak skromnie piszesz o sobie, a jesteś naprawdę wielka! Podziwiam Twoje samozaparcie, to, że wiedziałaś, czego chcesz i uparcie do tego dążyłaś, na przekór wszystkim i wszystkiemu.
                    Dużo zdrówka i szczęśliwości w tym ocenaie miłości - dla dzieciaków i dla Was.
                  • annairam Re: Morze miłości 07.08.10, 09:44
                    Jesteś niesamowitą kobietą i dajesz innym siłę do walczenia o swoje prawa.

                    Jeszcze raz gratulacje.

                    Na piersi polecam jeszcze delikatny masaż, takie głaskanie smile
                    • eps Re: Morze miłości 07.08.10, 09:54
                      ja także gratuluej bo nie miałam okazji.
                      Z okładów to kapusta faktycznie cuchnie.
                      Ja takze używałam pieluch. moczyłam i taką wilgotną wkładałam do zamrażarki, a
                      po karmieniu robiłam z niej okład na pierś ale poniżej brodawek (tak od spodu) i
                      po 2 dniach laktacja sie ustabilizowała.
                  • kaakaa Re: Morze miłości 07.08.10, 13:06
                    Karj-oka - Ty nam tu oczu nie zamydlaj morzem miłości (wiadomo, że miłość to z
                    hormonów się bierze i nie ma się nad czym zastanawiać) ani smrodliwą kapustą
                    (no, śmierdzi i tyle, kto się okładał ten sam wie dobrze, że śmierdzi - sok z
                    kapusty z wyciekającym mleczkiem daje wyjątkowy efekt - a w dodatku okład pod
                    samym nosem, więc dobrze ten smród czuć), tylko szukaj wolnej chwili, żeby nam
                    tu piękny i kompletny opis (z pikantnymi szczegółami!) zaserwować, bo wszystkich
                    na forum ciekawość zżera.
                    O! Żeby nie było, że my tylko takie słodkie, kochane i cudne. Opryskliwe też
                    potrafimy być, jak się w nas najgorsze babskie instynkty odezwą - czyli, w tym
                    przypadku, żądza wiadomości z pierwszej ręki...
                    wink wink wink
                    Hłe, hłe - groźnie zabrzmiało? Chociaż troszkę groźnie? Przejęłaś się i
                    napiszesz nam piękną relację? Wiem, że będzie to kosztem chwili wykradzionej z
                    domowej sielanki, ale może jednak uda Ci się w miarę bezboleśnie taką chwilkę
                    uskubnąć... smile
                    • annairam Re: Morze miłości 07.08.10, 14:48
                      Kaaka, dobrze prawisz. Pękamy wszystkie z niecierpliwości czekając na ten opis.
                      Dodam, że nie tylko my - kobiety. Właśnie mój małżonek zapytał czy jest już opis
                      porodu Karjoki smile
                      • soldie Re: Morze miłości 07.08.10, 15:09
                        Dokładnie, jak szybko nie napiszesz to przestanie być tak sodko wink A co do morza
                        miłości, skąd sie bierze- miłość ma to do siebie że sie nie dzieli,ale mnoży i
                        chyba to to smile
                        • bonga_dax1 Re: Morze miłości 07.08.10, 22:12
                          No właśnie, dawaj, dawaj. Czekam na porcję inspiracji, jak można być asertywnym
                          w szpitalu wink
                          • aldakra Re: Morze miłości 08.08.10, 17:40
                            No wróciłam z wakacji i takie piękne wspaniałe wieści!!!!!!!!!!!
                            Karolina, wielkie gratulacje smile cięszę się że się udało naturalnie i
                            w ogóle po prostu wspaniała wiadomość smile aż mi się łezka w oku
                            zakręciła! Wszytskiego dla was naj!!!
                            • karj-oka Re: Morze miłości 08.08.10, 22:58
                              Kaakaa... Litości! Ja się postaram. Już się staram. Napiszę choćby w odcinkach. Nie wiem jednak czy dziś dam jeszcze radę cokolwiek... Bo kurcze pranie jeszcze muszę powiesić... Bo wcześniej dzieciaki kąpałam i usypiałam, zaczyn na chleb robiłam, kuchnię sprzątałam, górę dziecięcych ciuszków prasowałam i... No nie daję rady no! Tzn. jakoś daję, ale dla siebie trudno mi chwilkę znaleźć poza tą... w toalecie spędzonąwink

                              No dobra, idę wieszać pranie, a potem może zacznę skrobać...
                              • kaakaa Re: Morze miłości 09.08.10, 08:41
                                karj-oka napisała:

                                > No dobra, idę wieszać pranie, a potem może zacznę skrobać...
                                O, i to jest właściwa postawa! A nie jakieś rozczulanie się nad sobą. wink
                                BTW, ciuszki i pieluchy przestałam prasować już, gdy pierwszy wyszedł z wieku
                                wczesnoniemowlęcego. Jako niegroźne i nieczasochłonne zboczenie zostało mi
                                pranie w płatkach mydlanych ale prasowanie - precz! Tylko wyjątkowo eleganckie
                                sztuki (jakieś koszulki z kołnierzykiem, czy wizytowe kiecki).
                                A z intymnością w toalecie, to i tak masz dużo szczęścia. Za mną wiecznie któreś
                                wlezie i nawet tam nie dadzą posiedzieć w spokoju wink
                                Pierwszego odcinka wyczekuję z utęsknieniem.
                  • ramje Re: Morze miłości 11.08.10, 22:14
                    Wielkie gratulacje! Wyrazy podziwu dla wytrwałości w szukaniu
                    rozwiązań i dzielnym znoszeniu przeciwności losu, no i przede
                    wszystkim za odwagę. Poród sn - naprawdę niesamowite, w dodatku w
                    betonowym środowisku lekarskim w Poznaniusmile super!
                    • karj-oka Re: Morze miłości i morze roboty;) 12.08.10, 22:43
                      Dziewczyny, proszę jeszcze o chwilkę cierpliwości. Obiecuję napisać w weekend!

                      Nie chcę się skarżyć, bo generalnie jest ok. i daję radę, ale nie chcę też
                      byście myślały, że mi się nie chce napisać. Dlatego tłumaczę moją opieszałość:
                      ja po prostu normalnie, bez chwili przerwy pracuję zawodowo. Mało. Ten czas
                      teraz to w mojej branży (turystyka) akurat szczyt sezonu więc pracy jest
                      mnóstwo. Poza tym Roszek po swoim pobycie w szpitalu się zaktywizował jako ssak
                      (ssał już tylko na wieczór, przed spaniem) i teraz mam dwóch pełnoetatowych
                      ssaków, co także zabiera mnóstwo czasu. Jest jednak światełko w tunelu:
                      przyjechała odsiecz, czyli moja starsza siostra. Zostaje dwa tygodnie by pomóc
                      mi trochę w tym w czym zdoła i tym sposobem ja zyskam czas m.in. i na to by
                      wysmarować do końca opis narodzin Słodziaka Leosia, któremu właśnie pięknie
                      żółtaczka schodzismile

                      Uściski najserdeczniejsze! I do usłyszenia w weekend!
                      • kaakaa Re: Morze miłości i morze roboty;) 13.08.10, 08:20
                        Fajnie mieć pomocną starszą siostrę smile Trochę zazdroszczę, bo ja siostry nie
                        mam a zawsze chciałam...
                      • kawo-szka Re: Morze miłości i morze roboty;) 13.08.10, 09:38
                        Karj-oka - my Tobie wszystko wybaczymy smile Masz u nas tak wielki medal za piękny
                        wybór, że "aż aż" - jak mawia moja Teściowa smilesmilesmile
                        Spokojnie, cierpliwie poczekamy, a Ty rób swoje.
                        Mogę tylko się domyślać jak wielkiego zaangażowania oczekuje od Ciebie to obecne
                        Życie, i fajnie, że masz siostrę, która chce pomóc - ucałuj jednak Leosia i
                        Roszka w czółko smile

                        Jejciu, wciąż Ci zazdroszczę, wiesz? smile
          • gos85 Re: A ja zdradzę ciur więcej...:) 15.08.10, 15:55