Dodaj do ulubionych

moze ktos by mial czas odwiedzic nasza kolezanke?

27.07.10, 21:55
konfietka zostala wczoraj drugi raz pocieta. jest w wawie na madalinskiego.
wesolo jej nie jest. moze ktoras mialaby czas i checi posluchac buczenia i
pocieszyc? bo ja niestety na pomorzu sad
Obserwuj wątek
    • kaakaa Re: moze ktos by mial czas odwiedzic nasza koleza 27.07.10, 22:42
      Jakby ktoś się chciał wybrać, to odwiedziny na Madalu są popołudniami. Po 15.00
      chyba. W innych godzinach nie zawsze chcą wpuszczać - zależy na jaką zmianę się
      trafi.
      Szkoda wielka, że tak jej się przytrafiło sad Czy jakieś szczegóły znasz,
      monicus? U mnie mąż wraca dopiero na weekend, więc się raczej nie ruszę, bo mam
      swoją ekipę na głowie, a w weekend, to mam nadzieję, że będą już szczęśliwie w
      domu własnym.
    • deigratia Re: moze ktos by mial czas odwiedzic nasza koleza 28.07.10, 08:43
      Ja mam jak zawsze dwa ogony, bez których się nie ruszam. Nawet jeśli
      jednego sprzedam, to z półrocznym bobasem nikt mnie na porodówkę chyba
      nie wpuści, prawda? Nie, na pewno nie, bo przecież moglibyśmy jakąś
      chorobę przywlec uncertain (raczej wywlec, ale to już moje zdanie). Płakałabym
      z konfietką jak bóbr, więc też chyba z tego powodu się nie nadaję sad
      (mam chyba jakąś zmianę hormonalną).
    • kawo-szka Re: moze ktos by mial czas odwiedzic nasza koleza 28.07.10, 14:52
      Bidna.. sad Wyobrażam sobie, co czuje.. Wiem bowiem sama ile nadziei w człowieku
      się gromadzi na samą myśl o porodzie w domu, nawet po pierwszej cesarce. Ach, aż
      i mnie zabolała taka świadomość, że i w moim przypadku więcej znaków zapytania
      niż pewności sad

      Jeśli któraś z Was ma z nią kontakt - to przekażcie jej mnóstwo ciepłych i
      serdecznych myśli, łączę się z nią w bólu po cięciu, tulę mocno te wszystkie
      żale nieutulone, i nade wszystko, całuję po stópkach i rączkach i czółku to
      zdrowe i kochane Maleństwo! Życzcie jej szybkiego powrotu do domu i pełnej
      sprawności!

      --
      Moja strona: www.porod-w-domu.pl/
      https://www.suwaczki.com/tickers/relganliwf5ue0xk.png
      • konfietka.14 Re: moze ktos by mial czas odwiedzic nasza koleza 30.07.10, 21:26
        nic nie straciliscie bo nie bylo co ogladac.nawet przez telefon nie
        moglam o tym gadac a co juz mowic o spotkaniu.rycze i juz,ale kiedys
        to pzejdzie.
        Dziekuje za cieple slowa.bardzo rzadko tu pisze ale sprawdzam co
        na forum dosc czesto.taka skrbnica wiedzy i mila atmosfera.
        Urodzil sie nam synek Mateusz 3 230 i 54 ,jest zdrowy,mama
        zalamana i udaje ze wszystko ok.
            • konfietka.14 Re: moze ktos by mial czas odwiedzic nasza koleza 20.08.10, 00:22
              Może napisze o swoim nieudanym porodzie.
              Wiecie jakie mialam nastawienie do spitali wiec wymyslilam sobie że
              umowie sie z domowa polozna nawet do tych szczesliwych 6 sm domowo a
              pozniej podziekuje jej i zostane sama rodzic w domu,strasznie sie
              balam ze dziecie znowu ulozy sie nieprawidlowo a ja nie bede
              wiedziala co zrobic.mąz, o dziwo,tez na to sie zgodzil.polozna nic
              oczywiscie o moich planach nie wiedziala.ale stalo sie wszystko
              zupelnie inaczej.
              W ciągu 2 tygodni męczyli mnie skurcze w nocy,wiec kiedy przyszla
              pora ja jak zwykle o 1 w nocy wstalam i w trakcie skurczy chodzilam
              po domu,a w przerwach spalam na fotelu.ale kiedy o 6 nad ranem
              skurczy sie nasilily to nie moglam uwiezyc ze to juz.no i doszly
              inne przyjemnosci rodzienia jak biegunka i wymioty(tego sie tym
              razem nie spodziewalam bo liczylam ze jak nie ma kroplowki z oksy to
              i te przyjemnosci mnie omina )
              wiec czekam az sytuacja sie rozwinie.chodze i jęcze.aż w koncu po
              ktoryms ze skurczow chlupnela krew.ale sie przerazilam.tego w moich
              planach nie bylo.wiec stwierdzam ze juz czas zadzwonic do
              poloznej.trochy klamie jej z tąailoscią krwi majac jednak nadzieje
              ze do nas przyjedzie.ona na to ze spokojnie ,to pewnie z szyjki,i
              prosi zadzwonic za 2 godziny.po 2 godzinach jednak prosi nas zebysmy
              skontaktowali z polozna ze szpitala.ta z kolei wysyla nas do
              szpitala.po namowach męza jednak jade.po raz kolejny wierze w to ze
              mnie nie pokroją i nie zjedzą.
              Na IP kompletnie mnie zamurowalo na widok czarnoskurego pana
              doktora-wszystko mnie przestalo bolec..badanie -5 sm.jakies
              kombinacje z odeslaniem do innego szpitala ale jednak
              zostawiaja.jedziemy na porodowke.
              A tam wpadam w szal-nie che rodzic z kims(chodzilo mi o sale),nie
              chce rodzic,a moze pojedziemy do domu ?Przyjezdza umowiona
              polozna.badanie -6 sm.robia usg bo sie zastanawia skąd tyle krwi?na
              sczescie to nie blizna.no i wyszlo ze pewnie to z szyjki .a ja tak
              sie balam ze beda straszyc ze blizna mi sie rozchodzi i trzeba
              natychmiast wykonac cc. probuja mnie polozyc a ja jestam w stanie
              tylko chodzic,wiec kiedy jednak robia zapis ktg na lezaco -ja pekam
              i blagam o znieczulenie.po czym go dostaje i przestaje czuc ze
              rodze.jak ja teraz zaluje ze go wzielam!
              I tak o 2 mamy pelne rozwarcie.wiec rodzimy ,mamy na to az 2
              godziny.i co sie dzieje ?kompletnie nic.ale mamy czas probujemy
              dalej.moze tak na stojąco?niestety tak tez dziecko nie przesuwa sie
              ni na centymetr.polozna proponuje oksytocyne,no i ja glupia sie
              zgadzam i dziecku zaczyna spadac tętno.jednak wierze ze sie uda i
              nikogo nie slysze.tylko slowa meza jakos docieraja do mojego
              zatumanionego umyslu-oddychaj,oddychaj.wkoncu polozna macha reka-
              dziecko prawidlowo ustawione ale nie presuwa sie na dol i 2 godziny
              minely -niestety czeka nas cc.ja sie nie zgadzam,prosze o jeszcze
              polgodziny.probuje prec jak szalona a i tak to nie daje
              rezultatow.nie chce cięcia,placze.caly czas placze.jak widze w
              lampach jak mnie tnia to sie zalewam lzami i mysle ze to wszystko
              straszny sen,ze sie obudze i urodze normalnie,naprzyklad jutro.pan
              doktor tnacy informuje chyba studentke -rozpoczynajaca sie
              zamartwica.dla mnie to brzmi groznie i niezrozumoiale,wiec powinnam
              pewnie dziekowac ze uratowali moje dziecko.wyjmuja dziecko(a moze
              rodze dziecko?)zadnego odlgosu,odsluzowuja,zawijaja w jakies
              pieluchy i dostaje go nia piersi.cos do niego mowie,pytam dlaczego
              tak charczy ,dlaczego nie placze,dlaczego ma takie sine rączki i
              nozki .
              Laduje na sali pooperacyjnej,o matko jedyna ,alez tu kobiet!epoka
              kobiet nie mogacych urodzic wlasne dzieci?no i od tej pory zaczynamy
              szczesliwe zycie.dziecko dostaje na piersi i juz go nikomu nie
              oddaje.i tak spimy sobie do rana.razem.
                • bonga_dax1 Re: moze ktos by mial czas odwiedzic nasza koleza 20.08.10, 07:19
                  Faktycznie koszmar. Dzielna byłaś naprawdę. Podziwiam Cię szczerze za tyle ducha
                  walki. Jak oni się cholernie spieszą z tymi interwencjami. Jak się poczyta opisy
                  porodów, kiedy ludzie cierpliwie czekają po kilka, kilkanaście godzin od pełnego
                  rozwarcia na wstawienie się dziecka i porówna z naszymi warunkami, to się nóż w
                  kieszeni otwiera. Płakać mi się chce. Współczuję bardzo.
                  • hab_ek Re: moze ktos by mial czas odwiedzic nasza koleza 20.08.10, 10:28
                    Hej,
                    Nie jestem ani położną, ani lekarzem więc nie potrafię ocenić ile z tego trzeba było zrobić ile poszło na zasadzie "co nie zabije to wzmocni" i "pozbądźmy się tej Pani i jej problemu jak najszybciej"...
                    Wiem tylko dzięki jednym z ostatnio opisanych porodów - pośladki - że wola kobiety jest na prawdę WIELKA i jeżeli tylko personel szpitala chce współpracować to się musi udać. Bardzo mi przykro, że tyle przeszłaś i wiem, że z pewnością BARDZO długo będziesz o tym myśleć i przeżywać raz za razem. Nie chcę pisać pocieszeń w stylu "masz zdrowe dziecko, to najważniejsze, wszystko się ułoży", bo wiem, że to nie o to chodzi. Planowałaś właściwie, walczyłaś, a na Twojej drodze zabrakło ludzi gotowych choć troszkę Ci pomóc, podać dłoń aby przejść krok dalej. Mam nadzieję, że zdołasz sobie to jakoś poukładać. Oby jak najmniej z nas - Mam - musiało tak ja Ty walczyć z bezsensowym i niezrozumiałym oporem źle nastawionych pambuków.
                    Trzymam za Ciebie kciuki,
                    pozdrawiam
                    • prikazka Re: moze ktos by mial czas odwiedzic nasza koleza 20.08.10, 13:09
                      Bardzo mi przykro i przytulam wirtualnie. Chociaż nie jestem po cc,
                      to dokładnie rozumiem ten Twój szał w szpitalu. Kiedy ja tam
                      wylądowałam, zupełnie tego nie planując, już w ostatniej fazie
                      porodu, miałam poczucie, że to po prostu jest walka wręcz, z
                      położnymi, z lekarzami. Jak na ringu. Jeszcze nigdy nie przeżywałam
                      takiej burzy emocji, takiej agresji do personelu szpitala. Wszystko
                      po to, żeby mnie nie kładli na ktg. Mogłam pogryźć, pobić, wydłubać
                      oko...Udało się, ale to nie są emocję, które powinny towarzyszyć tak
                      wspaniałej chwili jaką jest poród. Mam nadzieję, że sobie jakoś to
                      wszystko poukładasz i poczujesz kiedyś spokój. Jeszcze raz mocno
                      przytulam.
                      • marcy_83 Re: moze ktos by mial czas odwiedzic nasza koleza 20.08.10, 22:31
                        Kofinetko - popłakałam się czytając Twojego posta. Jesteś bardzo dzielna i
                        odważna i bardzo mi przykro, że ci się nie udało zrealizować swojego marzenia o
                        porodzie sn. Ja też po 2 cc jestem, za drugim razem blizna mi się rozeszła, choć
                        przyznam się szczerze, że nadal nie mogę uwierzyć w to, co powiedział mi lekarz
                        i cały czas chodzi mi po głowie czy aby na pewno ta blizna się rozchodziła...
                          • deigratia Re: moze ktos by mial czas odwiedzic nasza koleza 22.08.10, 20:54
                            Straszne. Nie umiem sobie nawet tego wszystkiego wyobrazić.

                            Kaakaa, możesz trochę wyjaśnić?
                            Dlaczego dzieci nie schodzą do kanału rodnego? Co można zrobić, żeby
                            jednak zeszły (w historii niedawno wklejonej przez Monicus, po 12
                            godzinach od zarejestrowanych 10cm przebito pęcherz i coś tam się
                            wreszcie ruszyło)? Ile u nas się na to czeka? bo rozumiem, że
                            oksytocyna to był nienajlepszy pomysł.
                            • kaakaa Re: moze ktos by mial czas odwiedzic nasza koleza 22.08.10, 21:41
                              deigratia napisała:


                              > Kaakaa, możesz trochę wyjaśnić?
                              > Dlaczego dzieci nie schodzą do kanału rodnego?

                              O rany, mnóstwo mogą mieć powodów... Z grubsza można by to podzielić tak:
                              1. Nie schodzą, bo ich głowa jest za duża w stosunku do rozmiarów kanału rodnego
                              matki - czyli występuje tzw. niewspółmierność porodowa. To sytuacja bardzo
                              niebezpieczna i dla matki i dla dziecka i najlepszym rozwiązaniem dla obojga
                              jest wykonanie cc. Oczywiście, zawsze jest pytanie, czy w istocie to jest
                              niewspółmierność. Żeby zawczasu ocenić ryzyko mierzy się na USG główkę dziecka
                              oraz miednicę kobiety na początku porodu.
                              2. Nie schodzą, bo choć jest pełne rozwarcie, to rodząca nie ma skurczów, które
                              "wcisnęłyby" dziecko do kanału rodnego. W takiej sytuacji należałoby się
                              zastanowić, czy w istocie rozpoczął się II okres porodu. O takich przypadkach
                              pisze Irena Ch. w swojej książce.
                              3. Nie schodzą, mimo, że głowa nie jest za duża w stosunku do miednicy a skurcze
                              są - i to jest sytuacja najbardziej zagadkowa. W takiej sytuacji brak postępu
                              wiąże się zazwyczaj z nieprawidłowym wstawianiem się dziecka do kanału rodnego
                              (np. usatwienia odgięciowe różnego stopnia, wysokie proste stanie główki,
                              asynklityzm) albo z niezdiagnozowanym nieprawidłowym położeniem (skośnym a nie
                              podłużnym główkowym). Oczywiście tu można zadać pytanie, z czego wynika, ze
                              dziecko wstawia się nieprawidłowo i co można by zrobić, żeby jednak się
                              prawidłowo wstawiło. W niektórych przypadkach pomaga aktywność rodzącej i
                              przyjmowanie odpowiednich pozycji, co może skłonić malucha do lepszego
                              wstawienia się. Oksytocyna nie musi być najlepszym pomysłem, bo wciskanie na
                              siłę do kanału rodnego dziecka, które nie jest właściwie wstawione może
                              przynieść więcej szkody niż pożytku.
                              W polskich szpitalach jest przyjęte, że II okres porodu (czyli od osiągnięcia
                              pełnego rozwarcia) może trwać 2 godziny u pierwiastki i godzinę u wieloródki. Po
                              tym czasie lekarze uważają, że wskazane jest wykonanie cc ze względu na brak
                              postępu w II okresie porodu. Jeśli wszystko wskazuje na to, że (po upływie tych
                              przepisowych godzin) w krótkim czasie dziecko jednak przyjdzie na świat drogami
                              natury, to jest szansa, że pozwolą kobiecie kontynuować ale to już kwestia
                              bardzo indywidualna.
              • kawo-szka Konfietka.14 - poryczałam się! 21.08.10, 12:50
                Przeczytałam jednym tchem.. i serce mi pękło z wielkim donośnym BUM! sad
                Poryczałam się, wiesz...? crying Owszem, wzruszają mnie historie porodów domowych,
                ale takie historie jak Twoja przeszywają mnie wpół jakimś trudnym do opisania
                lękiem i te wszystkie chłodne Emocje chwytają za kolana, ściągając mnie w dół crying
                Cholernie mi przykro.. to co przeżyłaś to koszmar..
                Żałuję, że nie mieszkamy w jednym mieście, bo miałabyś mnie już dawno na karku
                wink Wprosiłabym się na bank smile
                Ech..
                Przytulam mocno kiss

                I wiesz co?
                Fajnie, że masz zdrowego dzieciaczka - to chyba z tego wszystkiego jest
                najcudowniejsze. Bo z tą zamartwicą to i ja zamarłam.. Dobrze że się wszystko
                pozytywnie jednak skończyło.

                Aha, i jeszcze coś.
                Zabrzmię pewnie dziwnie, ale dla mnie cc to nie był poród, może dla innych to
                nim jest, ale moja cesarka, jeszcze niemal na zimno, to była kobieca porażka..
                poczucie winy wypełnia mnie do dziś po brzegi, szczególnie po tym pięknym i
                odważnym czynie Karj-oki.. mi niestety zabrakło tej odwagi.. długo będę to
                jeszcze przeżywać..

                I chyba dlatego tak doskonale rozumiem Cię, dobra kobieto..
                No nic.. trzymaj się tam, proszę i myśl tylko o dziecku - ono wynagradza
                wszystko.. z resztą.. sama to pewnie doskonale wiesz smile
                --
                Moja strona: www.porod-w-domu.pl/
                https://www.suwaczki.com/tickers/relganliwf5ue0xk.png
                • prikazka Re: Konfietka.14 - poryczałam się! 22.08.10, 23:39
                  Kawo-szko, nie obwiniaj się, proszę. To był jednak drugi poród Karj-
                  oki. Wiedziała jak to jest, co się czuję, znała siebie w podobnej
                  sytuacji. Myślę, że nie można porównywać Waszych sytuacji. Co,
                  oczywiście, nie umniejsza czynu Karj-oki, którą bardzo bardzo
                  podziwiam.
                  • marcy_83 Re: Konfietka.14 - poryczałam się! 23.08.10, 21:49
                    Kawoszko - strasznie trudno pozbyć się poczucia winy... Ja 1 cc miałam właściwie
                    na własne życzenie i 2,5 roku temu naprwdę myślałam, że dobrze wybrałam. Dużo
                    osób z mojego otoczenia tak mnie straszyło powikłaniami u dzieci po porodzie sn,
                    że byłam prawie pewna, że ratuję swojego Alexa conajmniej od nieodtlenienia, ba
                    prawie do pewnej niepełnosprawności... Lekraz prowadzący też zwolennikiem cc był
                    i dałm się pokroić na zimno, myśląc, że to najlepsze, co mogę dać swojemu
                    nienarodzonemu dziecku. gdybym wiedziała choć 1/3 o porodach sn i domowych
                    pewnie to wszystko skończyło by się inaczej... A że nie wiedziałam, muszę jakoś
                    żyć ze swoim wyborem i ciężko mi bardzo. Tym bardziej, że miałam ogromną
                    nadzieję że za 2 razem 'odkupię' swoje winy i uda mi się poród sn a skończyło
                    się tak jak się skończyło... Cały czas jednak kołacze mi się w gowie, że może ta
                    blizna wcale się nie rozchodziła, może mi tak powiedziano, bo taka była pierwsza
                    diagnoza kiedy zaczęłam mocno krwawić, a który lekarz się przyzna, że się
                    pomylił? Cały czas mam ogromny niedosyt i marzę sobię cichutko o 3 porodzie sn....
                    Ale po moich dziciach widzę jak ogrona różnica jest kiedy cc jest robiopne na
                    zimno i kiedy rozpoczęła się już akcja skurczowa... Aż trudno mi sobie wyobrazić
                    jaka byłaby różnica gdyby to jednak był poród sn....
                    • kawo-szka Re: Konfietka.14 - poryczałam się! 24.08.10, 10:25
                      marcy_83 napisała:


                      > Ale po moich dziciach widzę jak ogrona różnica jest kiedy cc jest robiopne na
                      > zimno i kiedy rozpoczęła się już akcja skurczowa... Aż trudno mi sobie wyobrazi
                      > ć
                      > jaka byłaby różnica gdyby to jednak był poród sn....

                      A możesz rozwinąć temat? Jestem ciekawa na czym te różnice polegają.. Bo mam
                      swoją teorię, ale opieram ją tylko na Synku w porównaniu do.. mojej Intuicji,
                      która coś mi tam szepce.. ale pewnie Ty możesz napisać bardziej wiarygodnie.

                      --
                      Moja strona: www.porod-w-domu.pl/
                      https://www.suwaczki.com/tickers/relganliwf5ue0xk.png
                      • soldie Re: Konfietka.14 - poryczałam się! 24.08.10, 11:19
                        marcy ja tez jestem ciekawa jakie różnice widzisz? Powiem szczerze, że moje
                        dziecko po sn jest łatwiejsze niż to po cc,ale nie umiem do końca stwierdzić czy
                        to rodzaj porodu czy ich osobowość... Starszy 8 godzin był beze mnie ( cc miałam
                        pod narkozą,wiec nawet go nie dotknęłam po urodzeniu) jest bardziej
                        płaczliwy,humorzasty, a ja wkładam dużo wysiłku w to jak go traktuję (mam
                        tendencję,żeby surowiej niż młodszego) Z młodszym czuję,że nasza więź jest
                        bardziej naturalna. No, ale obydwaj są też zupełnie inni od siebie, więc może po
                        prostu ten młodszy potrafi mnie podejść wink
                  • kawo-szka Re: Konfietka.14 - poryczałam się! 24.08.10, 10:30
                    prikazka napisała:

                    > Kawo-szko, nie obwiniaj się, proszę. To był jednak drugi poród Karj-
                    > oki.

                    Prikazka - wiem, że różnica pomiędzy sytuacją porodową Karj-oki a moją istnieje,
                    ale mimo wszystko, jak pisała marcy_83, poczucie winy po prostu jest.. nie
                    potrafię się go pozbyć.. tkwi zbyt mocno, bo zbyt wiele wiedziałam o tym, jak
                    powinno przyjść na ten świat nasze Dziecko.. Chociaż, z drugiej strony, po tym
                    czego się ostatnio dowiedziałam o p.Grażynie, to może lepiej się stało jak się
                    stało?


                    --
                    Moja strona: www.porod-w-domu.pl/
                    https://www.suwaczki.com/tickers/relganliwf5ue0xk.png
                    • bonga_dax1 Re: Konfietka.14 - poryczałam się! 24.08.10, 11:07
                      Różnica jest przede wszystkim u mnie, przy pierwszym cięciu na zimno odczuwałam
                      w stosunku do córki wielką potrzebę opiekowania się nią, chronienia, ale nie
                      było takiego "zwierzęcego zauroczenia", miłości od pierwszego wejrzenia. Nawet
                      jak mi ją pokazali na sali operacyjnej, to nie odczuwałam jakiegoś zalewu
                      czułości. Niby się nią zachwycałam, przytulałam, ale prawdziwa miłość przyszła
                      później. Przy synku urodzonym po odejściu wód i wywoływaniu porodu oksytocyną
                      "wpadłam po same uszy" od pierwszej chwili. Wyłam jak bóbr ze wzruszenia, jak
                      tylko go usłyszałam, a potem zobaczyłam. Nie uwierzyłabym, że może być taka
                      różnica, gdybym sama tego nie przeżyła. Co do samych dzieci, z córką miałam
                      olbrzymie trudności z karmieniem, ale to chyba bardziej przypisać można temu, że
                      dostałam ją na stałe dopiero po ponad półtorej doby, a synka miałam gdzieś po 18
                      godzinach i nie zdążył jeszcze przyzwyczaić się do butelki.
                          • marcy_83 Re: Konfietka.14 - poryczałam się! 24.08.10, 13:08
                            Różnicę widzę przede wszystkim u dzieci, choć u siebie też. Adaś (młodszy) jest
                            o wiele spokojnieszy, łatwiej się adaptuje do zmieniającego się otoczenia, nie
                            jest aż tak wrażliwy na bodźce. Alex kiedy był mały płakał godzinami, nie
                            potrafiłam go uspokoić, był bardzo wrażliwy na każde odstępstwa od rutyny, każdy
                            wyjazd czy większą ilośc osób 'odchorowywał' Wiadomo, że część z tych zachowań
                            to cechy osobnicze, ale że minęły po ok 6 miesiącach, więc obstawiam że to
                            jednak niedojrzałość układu pokarmowego i nerwowego była. Tym bardziej że do 3
                            miesiąca miał drżenia niemowlęce, nawet u neurloga byliśmy...Tak naprawdę
                            macierzyństwo zaczęło mnie cieszyć dopiero jak Alex miał ok 6 miesięcy i mineły
                            powoli jego bardzi długie sesje płaczu.Z tego pierwszego okresu pamiętam tylko
                            nasz długi korytarz w mieszkaniu przemierzany godzinami, zwłaszcza w nocy, z nim
                            na rękach i z 30 różnych sposobów na kolkę. I jestem pewna że fakt, że się dałam
                            pokroić po skonczonym 38 tc, kiedy jeszcze nie było żadnych zwiastunów porodu
                            miał na top wpływ. Alex po prostu nie był jeszcze gotowy, żeby się urodzić, tym
                            bardziej, że nic złego się nie działo, wszystkie wyniki były prawidłowe itp.
                            Adaś do szczęscia tylko i aż mamy potrzebuje - jak ja jestem obok to mu wszystko
                            jedno gdzie jest i ile jest osób w otoczeniu. Chustę uwielbai pasjami, rzadko
                            płacze tak, żeby go było trudno uspokoić. Generalnie dla mnie jest dzieckiem
                            'łatwiejszym' i dopiero teraz zrozumiałam, że te pierwsze miesiące z dzieckiem
                            mogą być przyjemne.
                            Natomiast wrażenia jak ich po raz pierwszy zobaczyłam - podobne. Tylko za drugim
                            razem byłam bardzie świadomoa pewnych rzeczy i bolało mnie, że Adaś się tak a
                            nie inaczej urodził. Przy Alexie cc akceptowałam, tylko fakt, że mi go zabrali
                            na noc był nie do zniesienia - słyszałam płaczące dzieci w innych salach i cały
                            czas mi się wydawało, że to on płacze, więc w końcu ubłagałam moją mamę, żeby o
                            7 rano przyjechała i go zabrała od pielęgniarek. W tym szpitalu, w którym ja
                            rodziłam nie można było mieć dziecka przy sobie, dopóki się nie wstało. Jak
                            tylko mi pozwolili, to byłam tak szcęśliwa że małym się mogę zająć, że od razu
                            wstałam i nawet ból mi nie przeszkadzał...
                            Wiem jedno - że jeśli 3 dziecka nie będę mogła sn urodzić to zrobię wszystko,
                            żeby mi nie zrobili cc na zimno.
                          • hatchalit Re: Konfietka.14 - poryczałam się! 24.08.10, 13:12
                            Ja miałam cc po 2 h od pełnego rozwarcia (główka nie wstawiała się, transport z
                            domu do szpitala, i z ip prosto na stół). Żadnego zakochania, wręcz uczucie
                            totalnej obcości, pustki, osamotnienia. Nie dawał się przytulić, wyrywał się,
                            napinał całe ciało, nie chciał ssać (wrzeszczał cały czas ku niezadowoleniu
                            personelu, ja siedziałam z laktatorem i ryczałam, patrząc na wciąż pustą
                            butelkę, bo nie wyobrażałam sobie, jak mogłabym karmić modyfikowanym, w końcu
                            musiałam), miał wnm (ja od początku coś podejrzewałam, personel nie widział NIC,
                            ciekawe). Potem pół roku depresji, wiele tygodni minęło, zanim mogłam szczerze
                            powiedzieć, że go kocham (wiem, okropnie to brzmi. Miał ok 11 miesięcy, jak
                            pierwszy raz dał się porządnie, bez oporu przytulić (wcześniej nie lubił, nie
                            tolerował,zdawał się kompletnie nie potrzebować takiej bliskości), chociaż więź
                            między nami już się wytworzyła, ale nie na takim podstawowym, atawistycznym
                            poziomie.
                            Teraz jestem w 17 tc i MARZĘ o sn, najlepiej w domu. Ale jeśli się nie uda, to
                            bardziej niż samo cc, przeraża mnie perspektywa tych koszmarnych początków...
                            Tak bym chciała przeżyć takie matczyne zakochanie, karmić, tulić z radością i
                            czułością, a nie czuć się odrzuconą przez własne dziecko jeszcze bardziej
                            brutalnie niż przez szpitalny personel sad
                            • bonga_dax1 Re: Konfietka.14 - poryczałam się! 24.08.10, 13:25
                              hmmm, ja takie odrzucenie przez córkę odczuwałam przez pierwsze 2 tygodnie, póki
                              nie nauczyła się jeść (przez kapturki zresztą dopiero), też było odpychanie się,
                              bronienie przede mną, ech koszmar. Ale tyle miesięcy? Serdecznie współczuję...
                              • monicus Re: Konfietka.14 - poryczałam się! 24.08.10, 15:40
                                u nas podobnie. pierwszy bez akcji, dwie doby rozlaki - pierwsze miesiace
                                wspominam jako pasmo wrzasku, nieprzespanych nocy, problemow z karmieniem... na
                                poczatku nie dawal sie poglaskac - jakby uciekal. nerwus, niestabilny. drugi
                                inny start (mimo, ze przez cc), wyrwany zolzom po niespelna 8h - stabilniejszy.
                                • marcy_83 Re: Konfietka.14 - poryczałam się! 24.08.10, 20:56
                                  Monicus u mnie pierwszy syn był oddzielnie 8 godzin a drugi ok 10, ale róznica
                                  ogromna. Obaj się lubili przytulać, może dlatego, że karmieniem nie było
                                  problemów, ale różnica naprawdę jest odczuwalna.
                                  Strasznie, ale to strasznie mnie wkurza że nikt nie pisze o takich właśnie
                                  skutkach cc - wszędzie mówi się że to poważna opercaja, ale trzeba dopiero tafić
                                  na takie forum jak to, żeby zobaczyć jakie skutki emocjonalne u matki i u
                                  dziecka cc może powodować. że już nie wspomnę jak ważne jest dla dziecka
                                  przeciskanie się przez kanał rodny i dostymulowanie zakończeń nerwowych.... A
                                  nikt o tym nie mówi...
                                  • kaakaa Re: Konfietka.14 - poryczałam się! 24.08.10, 21:11
                                    marcy_83 napisała:

                                    > A nikt o tym nie mówi...

                                    Eeee, no bez przesady, specjaliści o tym mówią. Nikt tego nie ukrywa. Problem
                                    polega raczej na tym, że ani większość rodzących ani większość lekarzy nie chce
                                    o tym słyszeć, więc temat pozostaje przy specjalistach, niestety sad Jak
                                    poszukasz, to znajdziesz sporo informacji także o późnych skutkach cc u dzieci -
                                    i to też nie jest tajemnica, tylko mało kogo to obchodzi sad
                                    Za to o dobrodziejstwach zzo się trąbi i choć pojawiają się też głosy krytyczne
                                    wobec tej cudownej metody, to też nikt ich nie chce słuchać i nikną w fali
                                    entuzjazmu i pomysłów typu - zrefundujmy zzo na życzenie, bo każda kobieta ma
                                    prawo urodzić bez bólu.
                                    • soldie Re: Konfietka.14 - poryczałam się! 24.08.10, 21:38
                                      ech no właśnie. Tu chodzi o to ,że kobiety z reguły nie wnikają w świat swoich
                                      dzieci i nawet nie są w stanie zobaczyć różnicy, Moja mama, mimo, że urodziła
                                      mnie sn dostała mnie po 18 godz!i nie widzi w tym do dziś nic złego (mogła sobie
                                      odpocząć) ja natomiast bym tego nie wytrzymała. Nawet nie dostała mnie do rak
                                      po urodzeniu. Z reszta problem wykracza dużo bardziej poza sposób porodu i okres
                                      niemowlęcy, jak popatrzę na metody wychowawcze większości rodziców to płakać mi
                                      sie chce nad dzieciakami...
                                    • mimi_p Re: Konfietka.14 - poryczałam się! 24.08.10, 21:39

                                      > Problem
                                      > polega raczej na tym, że ani większość rodzących ani większość lekarzy nie chce
                                      > o tym słyszeć, więc temat pozostaje przy specjalistach, niestety.

                                      Dodam jeszcze, że nawet jak słyszeli, to lekceważące: ciesz się, przecież
                                      dziecko jest z d r o w e załatwia wszystko - tak jakby aspekty psychologiczne
                                      zdrowia w ogóle się nie liczyły...

                                      Nie mam porównania, bo dziecię na stanie mam jedno cesarkowe (i to w dodatku
                                      jakiś łatwy egzemplarz), ale z dzisiejszej perspektywy zastanawia mnie jak
                                      mogłam w pierwszej dobie życia Młodego wrócić do czytania kryminału, podczas gdy
                                      on spoczywał w szpitalnej kuwetce - zero kontaktu cielesnego. Miałam potrzebę,
                                      by był obok, ale już nie na tyle, by go po prostu tulić. Tego nauczyłam się
                                      później...
                                    • marcy_83 Re: Konfietka.14 - poryczałam się! 24.08.10, 22:03
                                      Kaakaa - ale wg mnie mówienie na poziomie specjalistów to zdecydowanie za
                                      mało.Ja się dowiedziałam o pewnych rzeczach właśnie od specjalistki od
                                      wspomagania wczesnodziecięcego m.in o problemach z czuciem głębokim, SI itd. Ale
                                      dopeiro po fakcie...Zainteresowałaś mnie tymi późnymi skutkami - możesz podać
                                      jakieś źródła gdzie mogłabym się dokształcić w tym temacie?
                                        • kaakaa Jednak się skusiłam... 25.08.10, 13:18
                                          ... żeby troszkę grzebnąć w temacie...
                                          Poza tym, co możesz usłyszeć od specjalisty SI (a co będzie wynikało z
                                          niedostumulowania receptorów czuciowych) mam takie propozycje:
                                          - zwiększone ryzyko
                                          astmy

                                          [url=http://celiachometest.typepad.com/celiac_home_test/2010/05/children-born-via-csection-more-likely-to-develop-celiac-disease.html
                                          www.eurekalert.org/pub_releases/2008-08/qub-cbm082608.php]- zwiększone
                                          ryzyko cukrzycy[/url]
                                          -
                                          a może mają większą skłonność do chorób psychicznych

                                          Naukowcy są już zgodni, że dzieciom po cc bardzo nie służy to, że ich organizm
                                          nie jest kolonizowany bakteriami pochodzącymi od matki. Druga rzecz, na którą
                                          zwracają uwagę, to fakt, że większość dzieci cesarkowych rodzi się przed
                                          terminem (cięcia elektywne) a to też rzutuje na ich późniejszy rozwój i stan
                                          zdrowia - no, trudno nie odmówić racji... confused
                      • kawo-szka Do Aajjaa 24.08.10, 17:25
                        aajjaa napisała:

                        > Czego sie dowiedzialas??????
                        > Bo ja "zaraz" bede z nia rodzic...???

                        Napisałam Ci wiadomość, sprawdź maila.

                        --
                        Moja strona: www.porod-w-domu.pl/
                        https://www.suwaczki.com/tickers/relganliwf5ue0xk.png
                          • hatchalit Re: Do Aajjaa 25.08.10, 10:01
                            No okropne jest to, że zwolennicy i zwolenniczki cc na takie
                            psychologiczno-emocjonalne argumenty popukają się w głowę. A ja doskonale wiem,
                            że to zaważyło okrutnie na naszych początkach. Pocieszam się, że może przy
                            drugim dziecku, nawet jeśli skończy się cc, będę po prostu świadoma, że tak może
                            być i że trzeba dziecku próbować pomóc. Bo wtedy wpadłam w czarny dół oskarżeń,
                            że jestem do niczego, najgorsza matka na świecie, a moje dziecko mnie nienawidzi
                            i pokazuje to całym sobą. Gdyby jeszcze ktoś wpadł na to, że mamie też trzeba pomóc.
                            Bo był przy mnie wspierający mąż (choć i on się trochę załamał, jak widział mnie
                            ciągle płaczącą, a potem płacząco-wycofaną), doradcy laktacyjni i nie byli w
                            stanie pomóc.
                            • 987ania Re: Do Aajjaa 07.09.10, 20:28
                              Pierwsze miesiące mojego macierzyństwa minęły na lekach antydepresyjnych. mnie przy życiu trzymało KP. Miłość też przyszła późno. Na szczęście miałam mądrego psychiatrę i psychologa. A ile kobiet nie wie, że depresja poporodowa to choroba i trzeba ją leczyć?


                              hatchalit napisała:

                              > No okropne jest to, że zwolennicy i zwolenniczki cc na takie
                              > psychologiczno-emocjonalne argumenty popukają się w głowę. A ja doskonale wiem,
                              > że to zaważyło okrutnie na naszych początkach. Pocieszam się, że może przy
                              > drugim dziecku, nawet jeśli skończy się cc, będę po prostu świadoma, że tak moż
                              > e
                              > być i że trzeba dziecku próbować pomóc. Bo wtedy wpadłam w czarny dół oskarżeń,
                              > że jestem do niczego, najgorsza matka na świecie, a moje dziecko mnie nienawidz
                              > i
                              > i pokazuje to całym sobą. Gdyby jeszcze ktoś wpadł na to, że mamie też trzeba p
                              > omóc.
                              > Bo był przy mnie wspierający mąż (choć i on się trochę załamał, jak widział mni
                              > e
                              > ciągle płaczącą, a potem płacząco-wycofaną), doradcy laktacyjni i nie byli w
                              > stanie pomóc.
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka