Dodaj do ulubionych

Tyle mam do dziękowania :)

24.10.13, 23:18
Koło mnie leży ponad dwutygodniowe małe szczęście czyli Jędrek Teofil.
Na jego przyjście na świat zapracowali i na moją wdzięczność mogą liczyć:
-mój mąż, który przez kilka godzin masował mi plecy i stopy itd. itp.; był oazą cierpliwości dla nas;
-nasza droga forumowiczka - wzbudzająca najczęściej salwy śmiechu na tym forum, która męczyła się w tym czasie z 2/3 mojego potomstwa i czwórką swojego; która wysłuchiwała mnie cierpliwie w mojej niecierpliwości przedporodowej; która dalej wspiera mnie wielkodusznie jak umie;
-Kaaka, której dziękuję za wysłuchanie moich obaw, lęków;
-tak wiele osób, które się za mnie modliły, a których zadręczałam moimi niepotrzebnymi obawami, że ten poród może być jak "tamten"; cóż, tym razem szczęśliwie policja i lekarze się nie zaangażowała w nasz poród wink
Dzięki, że jesteście!
Relacja w stosownym wątku. Wcześniej nie mogłam jej zamieścić, bo dwa mlekopije na mnie wisiały dzień i noc.
Obserwuj wątek
    • kaakaa Re: Tyle mam do dziękowania :) 28.10.13, 11:16
      Gratuluję Wam serdecznie! Ciesze się, że tym razem udało się urodzić w spokoju.
      A w prezencie z okazji narodzin Jędrka mam dla Ciebie taką historię, która ostatnio bardzo mnie wzruszyła wink:
      W podkarpackiej wsi zapadła jesienna noc. Dwie młode jeszcze kobiety po ułożeniu do snu dziesiątki swoich dzieci (na każdą po pięć) spędzały miły wieczór w kuchni gawędząc, piekąc ciasto na niedzielę, przygotowując półprodukty na śniadanie. Jedna z tych kobiet, gospodyni (nazwijmy ją Mamą), z wydatnym ciążowym brzuszkiem zarządziła w końcu ok. 23.00, że pora iść spać. Na następny dzień miały bogate plany towarzyskie. Udały się więc na nocny spoczynek. Na to przynajmniej wyglądało. Ta, która była gościem w tym domu (nazwijmy ją Położną) po krótkiej toalecie ułożyła się do snu. Czemuś jednak nie mogła zasnąć. Jakiś głos mówił jej, że tej nocy może być bardzo potrzebna. Nasłuchiwała czujnie odgłosów dochodzących z łazienki. Nabierała przekonania, że wielka chwila, na którą od tygodnia obie czekają nadchodzi. Możesz nie uwierzyć ale nagle odczuła w dole brzucha skurcze do złudzenia podobne do tych porodowych. A przecież nie była nawet w ciąży. Nie mogła zasnąć. Modliła się o szczęśliwy poród da swojej koleżanki.
      W pewnym momencie, pchana przeczuciem (i poniekąd przynaglana dźwiękami dochodzącymi z łazienki) postanowiła wstać i się ubrać. W samą porę. Gdy kończyła, jej koleżanka zajrzała dyskretnie do sypialni. Nie musiała nic mówić. Obie wiedziały, że czas nadszedł...
      Skurcze były bardzo silne. Po rodzącej było to wyraźnie widać. Masaż krzyża przynosił jej pewną ulgę. Jeszcze większą ciepła woda w wannie. Po jakiś 10 minutach (3-4 skurcze) na szczycie kolejnego skurczu rodząca wydała z siebie głębokie chrząknięcie.
      - Czy czujesz parcie? - zapytała Położna po skurczu. Mama przyznała, że tak. Na kolejnym skurczu dało się wyczuć główkę pchającą się na świat. Na kolejnym widać już było czarne włoski. Kolejny skurcz i malutka twarzyczka była już po tej stronie. Maleńki człowiek krzywił się i robił miny do pierwszej osoby, jaką spotkał po tej stornie, czyli do swojej Położnej. Zatrzymał się w pół drogi. Czekał na kolejny skurcz. Jeszcze chwila, minuta, dwie i maluch w dostojnym majestatycznym tempie opuścił cały ciało swojej mamy lądując pewnie w mocnym uścisku oczekujących na niego rąk . Absolutnie doskonały, prześliczny maleńki chłopczyk o lekko sinawych nóżkach spoczywał spokojnie w dłoniach Położnej. Ani myślał płakać. Powoli próbował zacząć oddychać. Wcale nie musiał bardzo się starać. Pępowina łącząca go z Mamą tętniła silnie pompując mu krew z łożyska. Rodząca z pomocą Położnej i swojego męża, który obudził się na sam finał (intuicja, czy dźwięki dochodzące z łazienki? wink ) wyszła z wanny. Umościła się wygodnie na podłodze i przytuliła syna. Łazienkę wypełniało ciepło nie tylko z powodu włączonego ogrzewania. Maluch otoczony miłością rodziców powolutku adaptował się do nowych warunków. Początkowo ruszał się bardzo niewiele. Nie płakał. Mruczał cichutko opanowując trudną nową umiejętność - oddychanie. Pępowina tętniła jeszcze przez 40 minut. Mama cierpiała z powodu bardzo silnych skurczy macicy, jednak łożysko ani myślało się urodzić. Nie pomagało przystawianie odpępnionego już dziecka, zmiany pozycji, opróżnianie pęcherza moczowego. Minęły magiczne dwie godziny, a łożyska nie było nadal. Żadnych niepokojących objawów - krwawienie zerowe, mama w dobrym stanie. I tylko to łożysko pozostające w macicy jak wyrzut sumienia po zrobieniu czegoś zakazanego... Jak powiedzieć tym szczęśliwym rodzicom, że mają teraz się ubrać i jechać do szpitala? Czas płynął. Maleńki chłopiec drzemał w ramionach taty zmęczony swoją pierwszą przygodą po tej stronie świata. Zapadła decyzje, że trzeba będzie jednak ruszyć po pomoc szpitalną. Niby przy wszystkich poprzednich porodach Mama zawsze rodziła dość szybko kompletne łożysko ale też zawsze dostawała w szpitalu zastrzyk z oksytocyny oraz personel "pomagał" się temu łożysku urodzić. Położna nie zdecydowałaby się na żadna taką "pomoc" w warunkach domowych. Ustalono, że rodzice jadą do szpitala, a Położna zostaje w domu, by dopilnować jedenastki dzieci. Tuż przed ubraniem się na drogę do szpitala Mama zechciała jeszcze skorzystać z toalety. Na prośbę położnej zgodziła się użyć bidetu zamiast sedesu (ach, ta intuicja wink ). Po ponad 2,5 godzinie po narodzeniu dziecka urodziło się pięknie kompletne łożysko. Od strony matczynej miało wielki twardy skrzep, który wyraźnie wskazywał na to, że jego centralna część oddzieliła się już dawno, a tylko brzegi trzymały się ścian macicy. Po urodzeniu łożyska Mama prawie wcale już nie krwawiła. Jej macica obkurczyła się pięknie do rozmiarów, jakie powinna przybrać zaraz po porodzie. Poczucie ulgi było u wszystkich ogromne.
      Chłopczyk został zmierzony, zważony, obejrzany dokładnie i ubrany. Nakarmiony usnął spokojnie. Dorośli też udali się na nocny spoczynek.
      Wszystko to działo się w noc zmiany czasu z letniego na zimowy wink
      Położna, która miała swój udział w tym wydarzeniu jest Ci znana ale przekornie nie zdradzę jej personaliów wink wink wink
    • gfizyk Re: Tyle mam do dziękowania :) 28.10.13, 22:37
      Mąż Fizuli zapewne chciałby tu i ówdzie sprostować piękną relację z "męskiego punktu widzenia", ale mniej więcej się zgadzało i psuć jej nie będzie smile. No może poza tym "zakwileniem", ponieważ nie było to zakwilenie, ale zdecydowany entuzjastyczny okrzyk JESTEMMMM (od razu widać było, że chłopak charakternyj) smile

      Był nawet pomysł ze strony Fizulowego mężą, czyby nie dokonać jakiejś prowokacji pod szpitalem, aby tradycji stało się zadość i spotkać się z stróżami prawa, ale słusznie odebrany został jako żarcik smile

      Pozdrawiam wszystkie znajome i nieznajome mamy oraz tatusiów, a szczególnie autorkę wątku kiss
      -

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka