Dodaj do ulubionych

Smutek, żal, wsciekłość

04.11.13, 22:33
Drogie Mamusie, proszę podzielcie się swoimi odczuciami, emocjami, doświadczeniami dotyczącymi poporodowego smutku. Jestem, która zrobiono cesarkę wbrew mojej woli z powodu ułożenia pośladkowego. Cesarka na zimno. Przed zabiegiem kiepski stan psychiczny, po zabiegu depresja poporodowa starannie przeze mnie ukrywana. Dziewczyny jak radziłyście sobie z negatywnymi uczuciami dot. porodu. Największy żal mam do siebie, że podpisałam te cholerne papiery, że dałam się zmanipulować, zastraszyć, że uwierzyłam w słowa o dziecku z MPD, że nie byłam asertywna. Czy była w was nieodparta chęć poprawienia kolejnego porodu? Może znacie jakieś wartościowe książki , które poruszają temat poporodowych żalów. Czy czas leczy rany? Jak oswoić lęk przed następną ciążą? Próba rozmowy innymi skończyła się stwierdzeniem, że mnie nie obchodziło chyba dziecko tylko moja d...a, że jestem rozkapryszoną panienką, która coś chciała i nie dostała.
Obserwuj wątek
    • kaakaa Re: Smutek, żal, wsciekłość 05.11.13, 12:21
      Myślę, że znajdziesz na forum przynajmniej kilka dziewczyn, którym Twoje przeżycia nie będą obce. Po pierwsze, warto żebyś miała świadomość, że wszystko, co przeżywasz, jest zupełnie normalną reakcją na nienormalną sytuację, w której zostałaś postawiona. Nie ma w tym Twojej winy. Przykry jest brak zrozumienia ze strony bliskich. Niestety, trudno go znaleźć nawet u profesjonalistów - czy to ginekologów, czy położnych, czy nawet psychologów. Przytłaczająca większość z nich każe w takiej sytuacji cieszyć się zdrowym dzieckiem i zapomnieć o rzekomych fanaberiach. Ja nie uważam, że marzenie o niezaburzonym naturalnym porodzie, najlepszym dla kobiety i jej dziecka, to fanaberia. Może dlatego łatwo mi zrozumieć Twój żal, mimo, że sama uniknęłam tak przykrych doświadczeń.
      Gdybym mogła Ci jakoś pomóc, to polecam się do usług.
    • kropkaa Re: Smutek, żal, wsciekłość 11.11.13, 17:53
      Niestety, wiele nie mogłaś zrobić - praktycznie nie przyjmuje się porodów pośladkowych sn. A zwłaszcza, gdy jest to pierwsza ciąża.
      Wiele dziewczyn jest tu właśnie dlatego, że pierwszy poród był nieciekawy. Można się żalić do woli.
    • ikka135 Re: Smutek, żal, wsciekłość 11.11.13, 22:11
      Dzięki za słowa zrozumienia i wsparcia. W swoim otoczeniu nie znalazłam zrozumienia. Mąż się stara, ale i nie bardzo potrafi mi pomóc. Człowiek to ciało i dusza. Lekarze widzieli tylko ciało. Czułam się jak przedmiot. Miałam siedzieć cicho i wszystkich całować po rękach. Szczerze nikt pom ludzku ze mną nie porozmawiał, nie pytał o to, czego ja chce. Żadnego kompromisu. Chciałam chociaż poczekać do rozpoczęcia akcji. Cesarka jawi się jako najlepsze rozwiązanie. Połóg miałam trudny, powikłany. Dziecko już dwa razy miało zapalenie oskrzeli. Bardzo mnie boli, że w moim otoczeniu kilka osób miało cc na życzenie. Nikt ich nie potępiał. Spotkały się z zrozumieniem. W szpitalu przyjmował mnie doświadczony lekarz, który przyjął wiele porodów pośladkowych. Dziwne, że kiedyś takie porody były na porządku dziennym, ale dzisiaj już nie. Dodam, że spełniałam wszystkie warunki (2 poród, położenie miednicowe zupełne, waga poniżej 3500, moja zgoda). Nie potrafię tego zrozumieć. Domyślam się, że chodzi o ewentualną odpowiedzialność lekarza. W formularzu zgody na cc wymienione są komplikacje. W razie czego, pani wie, co podpisywała. Straciłam zaufanie do lekarzy. Żałuję, że pozwoliłam się tak potraktować, że tak bardzo przejmuję się opinią innych. Szukam jasnych stron. Dziecko zdrowe, karmię bez problemu (nie dałam się przy pierwszym dziecku), mały był praktycznie cały czas ze mną, od razu po wyciągnięciu z brzucha położyli mi go na piersi i karmiłam, opieka położnicza bez zarzutu. Żal pozostał. O domowym mogę raczej zapomnieć.
    • as23779 Re: Smutek, żal, wsciekłość 12.11.13, 14:08
      Polecam książkę Pam England and Rob Horowitz "Birthing from Within: An Extra-Ordinary Guide to Childbirth Preparation" , niestety po angielsku.

      Jest ona w kontekście przygotowania do (następnego) porodu, ale mówi trochę o przepracowywaniu traum/lęków wywołanych przez poprzednie porody.
    • anita.maja Re: Smutek, żal, wsciekłość 12.11.13, 17:28
      Wiem, co czujesz. Przechodziłam przez coś podobnego jak Ty. Mój poród nie zakończył się cesarką, ale zamiast naturalnego aktywnego porodu o jakim marzyłam kazano mi leżeć na plecach i obrażano mnie. Niby nic złego się podczas porodu nie wydarzyło, dziecko zdrowe, nie było problemów z karmieniem piersią, ale jednak to nieludzkie traktowanie podczas porodu wywołało we mnie traumę. Tak jak Ty, byłam traktowana jak przedmiot, również długo nosiłam w sobie żal do personelu prowadzącego mój poród. Mogę Cię pocieszyć, że prawdą jest że czas leczy rany. Jeszcze rok po porodzie płakałam po nocach na samo wspomnienie porodu, wciąż wszystko było w mojej pamięci tak wyraźne jakby poród był dzień wcześniej. Ale potem zaczęło przechodzić. Również spotkałam się z niezrozumieniem ze strony tych którzy nie mieli podobnych przeżyć. Mój mąż też próbował mi pomagać, ale nie wiele to dawało. Na szczęście jedna z moich przyjaciółek miała także ciężki poród, więc żaliłyśmy się sobie nawzajem i to bardzo pomagało. Mówienie o swoich uczuciach bardzo pomaga, nawet jeśli będziesz to opowiadać dziewczynom na forum.
      Bałam się jak to będzie gdy ponownie zajdę w ciążę, czy trauma nie powróci. Jestem w ciąży i póki co jest ok smile Pamiętam mój pierwszy poród ale nie wywołuje już tak silnych emocji. Marzę oczywiście o porodzie domowym, ale sądzę że nie mam na niego szans. Boję się rodzenia w szpitalu, tego że znowu trafię na ludzi bez serc.
    • ikka135 Re: Smutek, żal, wsciekłość 12.11.13, 20:37
      Podstawą skutecznego leczenia jest komunikacja między personelem medycznym a pacjentem. W położnictwie sytuacja jest nieco inna. Kobieta w ciąży, rodząca nie jest de facto pacjentem. Ciąża nie jest chorobą. Poród jest czynnością fizjologiczną. Ból w czasie porodu otwiera nam drzwi do innego życia. Nic już nie będzie takie jak dawniej. O chorobie można próbować zapomnieć, o narodzinach się nie da, bo jest dziecko. Dla lekarzy, położnych przyjmowanie porodów to praca, a dla kobiet oczekujących potomstwa niezwykła chwila. Mam wrażenie, że dla współczesnych położnych i położników położnictwo jest rzemiosłem a nie sztuką. Procedury, rekomendacje, zalecenia służą czemuś, ale po drugiej stronie jest człowiek ze swoimi emocjami, lękami, oczekiwaniami. W mojej historii zabrakło po prostu szczerej rozmowy. Może gdyby lekarz usiadł przy moim łóżku i normalnie porozmawiał, to nie byłoby we mnie tyle goryczy. Ja nie bałam się rozmowy, ale druga strona unikała jej. Z jednej strony procedurę wykonano poprawnie, nikt po chamsku do mnie się nie odnosił. Miałam wrażenie, że te postawy były wyuczone, niejako automatyczny, poprawne politycznie. Ale z drugiej strony nie czułam się potraktowana po ludzku. Usłyszałam, że powinnam cieszyć się dzieckiem, że jest zdrowe. To prawda, doceniam ten szczególny dar. Ja zdrowie interpretuję szeroko. Dziecku jest potrzeba szczęśliwa matka, bo tylko rodzic, który jest wewnętrznie spójny jest w stanie ten spokój przekazać dziecku. Matka i dziecko stanowią jedność, nie tylko w czasie ciąży, ale długo jeszcze po nim. Bycie położną to służba mamie i dziecku, a to oznacza pochylenie się nad drugim człowiekiem, to czuwanie przy rodzącym się życiu, to szacunek dla natury, a nie narzucanie swojego zdania. Każda osoba będąca przy rodzącej wnosi do aktu narodzin swoje doświadczenie, wiedzę, emocje. Ja do swojego porodu nie wniosłam nic. Mój głos był niemy.
    • hortensjaaaa Re: Smutek, żal, wsciekłość 12.11.13, 22:47
      Przy pierwszym porodzie zostałam zmuszona do porodu kleszczowego i całej masy nie fajnych rzeczy. Nie byłam zła, nie byłam smutna, dopiero trauma nastąpiła jakieś półtora-dwa miesiące po porodzie i trwała pewien czas. Mocno w sobie przepracowałam ten poród. Na pytanie lekarza w drugiej ciąży, że jak to ja chcę rodzić w domu a pierwszy skończył się kleszczami, doskonale umiałam mu powiedzieć dlaczego tak się skończył. Przyznał mi rację i już nie oponował.

      Dzisiaj jestem już mamą trójki dzieci z czego dwójka urodziła się w domu i tylko mam mały żal, że jednak przy pierwszym podzieliłam obawy mojego męża i nie zdecydowaliśmy się na poród w domu.
    • bonga_dax1 Re: Smutek, żal, wsciekłość 13.11.13, 08:41
      Doskonale Cię rozumiem. Moja trauma po pierwszym porodzie cc trwała dwa lata - do drugiego cc, który tylko ją pogłębił sad Miałam ogromny żal do siebie, że się zgodziłam na cesarkę, dałam zmanipulować - mogłabym powtórzyć dokładnie Twoje słowa. Byłam wściekła na męża, że był tam przy mnie i nic nie zrobił, nie obronił nas w jakiś sposób przed tym "gwałtem na stole operacyjnym", jak to ktoś kiedyś określił. Wiem, że to irracjonalne, ale w zranionych uczuciach trudno się dopatrywać racjonalności. Im dłużej rozpatrywałam mój drugi poród, tym więcej uwag miałam do personelu - do położnej, że prawdopodobnie dała mi coś na wstrzymanie porodu, bo skurcze ustały niemal natychmiast po zastrzyku. Pewnie chciała mieć spokój w nocy. Do lekarzy, że chcieli pójść wreszcie na niedzielny obiadek i przekonali mnie, że "i tak się nie uda", "tak będzie lepiej dla dziecka" itd. itp. chociaż żadnego zagrożenia nie było. Płakałam kolejne dwa lata na każde wspomnienie, a wspomnienia powracały często i w najmniej spodziewanych momentach. Na zrozumienie męża też musiałam trochę poczekać. Z początku sama nie potrafiłam wyartykułować, dlaczego jest we we mnie ten żal i smutek, skoro "mam przecież zdrowe dziecko". Znasz to prawda? Nikt nie rozumiał, dlaczego się nie cieszę "że się nie nacierpiałam". A przecież moje cierpienie było dużo gorsze, głębsze, bardziej długotrwałe niż jakiekolwiek niedogodności fizyczne związane z porodem siłami natury. Przestałam więc o tym próbować rozmawiać z kimkolwiek. Dopiero to forum, na które trafiłam zupełnie przypadkowo, stało się dla mnie oazą ciepła i zrozumienia. Gdy czytałam piękne opisy porodów naturalnych, płakałam jak bóbr. Wreszcie trafiłam na osoby, które traktują poród jako coś naturalnego, trudnego ale pięknego, które potrafią się nim cieszyć. Z jednej strony było mi tak strasznie przykro, że ja tego nie doświadczyłam, ale z drugiej cieszyłam się szczęściem kolejnych mam witających swoje maleństwa w domowej atmosferze. Poczułam, że jednak jestem normalna w swoim pragnieniu Urodzenia dziecka. Zaczęłam więcej rozmawiać z mężem, próbować mu wytłumaczyć, co czułam i czuję, podsuwałam mu opisy porodów naturalnych, żeby zrozumiał, dlaczego nasze porody cudem nie były. Co mi pomogło? Pewnie wszystko po trochu - znalezienie wspaniałej grupy kobiet, które myślą podobnie jak jak, możliwość wygadania się przed nimi, szczerość w rozmowach z mężem no i czas. Nie wiem, co by było, gdyby za trzecim razem nie udało mi się urodzić naturalnie. Pewnie zależałoby to trochę od okoliczności. Starałam się przygotować psychicznie na każdą ewentualność i uczynić ten poród pięknym niezależnie od zakończenia. Byłam zdeterminowana, żeby pozwolić na cesarkę tylko w przypadku gdy naprawdę i ja i personel medyczny uznamy ją za konieczną i ani chwili wcześniej. Dzięki wiedzy zdobytej na tym forum, wsparciu i przekonaniu o słuszności mojego wyboru również w dużej części wyniesionemu z tego forum, udało mi się urodzić naturalnie. Mój poród, choć w połowie szpitalny, miał kilka magicznych chwil. I to chyba stety, niestety on najbardziej mnie uzdrowił. Poczułam wielką siłę, przekonanie że "jednak jestem pełnowartościową kobietą" i spokój. O ile dobrze zrozumiałam, to był twój drugi poród, więc wiesz już że potrafisz, możesz, jesteś silną kobietą. Nie obwiniaj się za drugi poród, w polskich warunkach pewnie niemal niemożliwością było przeprowadzenie tego porodu sn. Żal nie minie od razu, ale kiedyś przycichnie na pewno.
      • soldie Re: Smutek, żal, wsciekłość 17.11.13, 16:47
        Ja też cię rozumiem...Pół roku po cc nie mogłam słuchać jak koleżanki urodziły sn...Rozkminiałam mój poród non stop, oczywiście wiele rzeczy wynikło z mojego nieprzygotowania i niewiedzy,ale gniew we mnie wzbiera di dziś na przedmiotowe traktowanie rodzącej kobiety i późniejszy brak zrozumienia innych, że traumatyczny poród to problem, którego nie da się zagłuszyć tym,że dziecko jest zdrowe...Mnie też stety czy niestety uzdrowił kolejny poród, który był dla mnie zwycięstwem, ogromną satysfakcją,że tym razem przygotowana merytorycznie wiedziałam o co walczę. Rodziłam drugie dziecko w szpitalu i moje lęki wychodziły na każdej rozmowie z położną, która wciąż mi powtarzała,że ten poród nie będzie taki sam- znaczy,że musiałam go mocno wspominać...Po udanym sn przeszło jak ręka odjął i dziś bardzo cenię to moje przykre doświadczenie.
        • ikka135 Re: Smutek, żal, wsciekłość 17.11.13, 21:45
          W ostatnim czasie kilka osób próbowało mi wmówić, no może nie bezpośrednio, ale między wierszami, że jestem chyba nienormalna i z mojego porodu robię tragedię. Dobijają mnie twierdzenia, że lekarze wiedzą najlepiej i że dla dziecka takie przyjście na świat jest niebezpieczne. Dla ścisłości przeczytałam mnóstwo i o wpływie cesarki na zdrowie dziecka też. Bonga ty wiesz, że ból duszy jest gorszy niż ból fizyczny. Ja to wiedziałam przed narodzinami. Z tych łez i żalu nie rodzi się nic pozytywnego. Poród to nie wycięcie wyrostka. Wytniemy i życie będzie wyglądało tak samo. Czy tego chcemy czy nie, dziecko będzie nam o tym przypominało. Pierwsze dziecko urodziłam sn, choć poród był zmedykalizowany (było to zasadne). Wtedy szanowano moją wolę. Myślę, że dzięki położnym urodziłam sn. Lekarze optowaliby za cięciem. Pielęgnuję te piękne wspomnienia, szukam w nich siły. Bonga napisałaś, że masz żal do męża o to, że nie ochronił cię przed „gwałtem na stole operacyjnym”. Wiesz, może to dziwne, ale ten zabieg odebrałam tak samo. Czekanie na cc w mojej podświadomości to nie czekanie na narodziny nowego życia, ale na przykre doświadczenie. Być może na taki odbiór sytuacji miały wpływ moje przykre doświadczenia z dzieciństwa. Wydawało mi się, że to zamknięty rozdział. Przed porodem wypełniałam plan porodu i utkwiło mi jedno zdanie, że w przypadku cc nie decydujesz o jego przebiegu. Cieszę się, że maleństwo położono mi na piersi, że mogłam się z nim przywitać, wycałować, że na sali operacyjnej już karmiłam. Jest we mnie dużo lęków dot. kolejnej ciąży. Pragnę spokojnej ciąży i dobrego porodu. Mam nadzieję, że z tych przykrych wspomnień narodzi się coś dobrego.
    • 987ania Re: Smutek, żal, wsciekłość 20.11.13, 20:39
      Po pierwsze nie na wszystko mamy wpływ. Pomyśl że może lepsza ta cesarka niż lekarz i położna, którzy nigdy miednicowego porodu nie poprowadzili i sami się bali. Mimo iż o cc nie mam dobrego zdania, to w Twojej sytuacji, pewnie zrobiłabym to samo co Ty. Trudno znaleźć lekarza, który podejmie się porodu miednicowego u pierworódki. Przecież nie wymusisz na nim zgody na taką procedurę. Tak jak mówię, nie na wszystko mamy wpływ. Żal możesz mieć do lekarza, szpitala, procedur ale nie do siebie. Przecież Ty nie zrobiłaś nic złego.
      Czas leczy rany, wiem, trywialne ale niestety prawdziwe. Ja potrzebowałam 4 latach na kolejną ciąże. Lepiej się przygotowałam do porodu, wiedziałam czego chcę, byłam przygotowana na różne możliwości, popracowałam nad sobą i swoim lękiem. Czy drugi poród mnie uzdrowił? Zmył pierwsze niepowodzenie? Nie wiem, ta rana w sercu pewnie zostanie na zawsze, choć na pewno zabliźniła się i jest coraz bledsza ale dalej myślę, co by było gdyby. Ale nie mam już do siebie pretensji, takie osoby stanęły wtedy na mojej drodze i tak wyszło, nie miałam na to wpływu. Z perspektywy czasu zrobiłabym inaczej ale jak mówią, gdybym wiedziała że się przewrócę, to bym usiadła.
      Ludzie niestety nie rozumieją o co nam chodzi. Sukces porodowy, to zdrowa matka i dziecko w sensie fizycznym, psychicznym nikt się nie interesuje. Ja tylko u forumowych koleżanek znalazłam zrozumienie, opowiedziałam o swoim porodzie ze szczegółami kilkanaście razy. Wygadaj się, wypłacz, wysłuchamy. Też zaliczyłam depresję poporodową, leki brałam przez rok.
    • mamamada Re: Smutek, żal, wsciekłość 31.12.13, 23:02
      Ikka, te uczucia, o których piszesz, długo w człowieku siedzą. Ile to lat minęło, gdy wylądowałam na patologii ciąży z moim drugim dzieckiem? Ponad 10. Pierwsze rodziłam w domu. Drugie musiałam w szpitalu, poród był wywoływany oksytocyną, nikt nie zamierzał pytać mnie o zdanie, tylko straszyli konsekwencjami, gdybym się dłużej upierała, że nie. I miałam takie totalne poczucie klęski, uprzedmiotowienia, że ryczałam non stop, nie wściekałam się, nie awanturowałam, tylko nie mogłam przestać płakać. Moja położna nie była w stanie zrozumieć, ani znieść tego mojego płaczu, przysłała drugą, bardziej empatyczną, i ta mnie taką zaryczaną zwyczajnie pogłaskała po głowie, jak jej powiedziałam, dlaczego płaczę. I to był jedyna ludzka reakcja, jaka mnie spotkała. Nie żeby lekarze/położna pastwili się nade mną - oni stosowali te swoje procedury i kompletnie nie rozumieli mojej rozpaczy. Świadomość upokorzenia, jakim był dla mnie ten poród, w którym pełniłam funkcję maszyny do rodzenia według wskazówek personelu (leżeć pod KTG bo tak trzeba, co to za fanaberie, że narzekam boli najbardziej jak lezę i co ja mogę wiedzieć o wpływie tego leżenia na tętno dziecka - przecież oni wiedza lepiej i robią wszystko, co trzeba, żeby dziecko urodziło się zdrowe, a ja powinnam grzecznie słuchać i współpracować, przecież zależy mi na zdrowiu mojego dziecka) i to poczucie skrajnej bezradności i poddania się manipulacji zaowocowało wściekłością i poczuciem krzywdy. Przez dwa lata płakałam za każdym razem, gdy o tym mówiłam, długo sądziłam, że po tej traumie nigdy już się nie zdecyduję na dziecko. Mój trzeci poród nie był idealny, ale był wystarczająco dobry. Nie pamiętam, kiedy przestałam się bać - sporo czasu już upłynęło, mój najmłodszy to teraz już siedmiolatek. Na pewno pomogło wsparcie bliskich mi osób, ich cierpliwe i pełne współczucia słuchanie. I czas pomógł. Nadal uważam ten poród za najtrudniejsze doświadczenie w życiu. Ale wypłakałam go, a wspomnienia zblakły. Dzieci rosną, towarzyszenie im w ich drodze przynosi tyle doświadczeń, zapełnia świadomość mnóstwem innych wspomnień, i ten koszmar oddala się ode mnie coraz dalej. I odpuściłam sobie poczucie, że coś powinnam była zrobić, tzn. nie dać się - jak napisała już któraś z forumowiczek, są sytuacje, na które nie mamy wpływu. Nie warto, by miały niszczący wpływ na resztę naszego życia. Trzymam kciuki, żeby udało Ci się z tym uporać i żeby zabliźniły się w Tobie te uczucia.
    • bea-luz Re: Smutek, żal, wsciekłość 19.02.14, 21:36
      Jak sobie radzić? Rozmawiać z psychologiem, nie z ludźmi. Bo o ile decyzja o cesarce była właściwa lub nie, Twoje uczucia mogą nie trzymać się tak zwanej logicznej kupy i nikt ze znajomych lub rodziny, o ile sam tego nie przeżył, nie zrozumie i koniec.

      Mnie poród, z kolei naturalny od a do z, bez znieczulenia, w wodzie, utwierdził w przekonaniu, że Matka Natura nienawidzi kobiet i za coś się na nas mści.
      • ikka135 Re: Smutek, żal, wsciekłość 19.02.14, 22:21
        Skorzystałam z pomocy psychologa. I niestety, to co pisała kaakaa to prawda. Wiedza psychologów na temat szeroko rozumianych zaburzeń emocjonalnych po porodzie jest delikatnie mówiąc znikoma. Niby mnie wysłuchała, ale patrzyła na mnie jak na ufoludka. Wychodziłam z gabinetu rozczarowana. Rady psychologa, podobnie jak moje emocje, nie trzymały się kupy. Z rodziną nie rozmawiam. Nie wiem czy nie widzą czy nie chcą widzieć. Mąż zna moje stany emocjonalne, stara się. Czas mija, chwilami jest lepiej, ale tylko chwilami. Stare emocje i nowe doświadczenia nałożyły się na siebie. Najgorszy jest lęk przed ty, że następny poród skończy się tak samo. Blizna na brzuchu każdego dnia przypomina mi, że nigdy nie zapomnę. Na myśl, że ktoś gmerał mi w brzuchy robi mi sie niedobrze. Najgorsze, że ktoś zdecydował za mnie, że wmawiał mi, że to dla mojego dobra, że chce mi dobrze, że cc to chwila i po krzyku. Te słowa słyszałam ponad dwadzieścia lat temu. Wydawało mi się, że sobie poradziłam. Tylko wydawało. Przepraszam, ale muszę to z siebie wyrzucić. Dla mnie to ulga.
        • anita6maja Re: Smutek, żal, wsciekłość 20.02.14, 12:02
          Mi się też wydawało, że problem mam już za sobą, ale właśnie zbliża się termin mojego kolejnego porodu i wspomnienia wracają. Boję się. Ogromnie liczę na to, że jeśli ten drugi poród będzie lepszy od pierwszego to zatrze wspomnienia po pierwszym. Tym razem wynajmuję sobie położną, o której mówi się, że jest bardzo empatyczną, miłą osobą.
          • bea-luz Re: Smutek, żal, wsciekłość 20.02.14, 14:06
            Może właśnie to by była droga do tego aby drugi poród przeszedł, w miarę możliwości, zgodnie z oczekiwaniami? Bo tu jeszcze istnieje takie ryzyko, że w przypadku kolejnego cesarka byłaby rzeczywiście basolutną koniecznościa a Ty w swoim stanie tego nie zaakceptujesz bo skąd masz to wiedzieć.
            A co do psychologa ikki, to konował, nie psycholog.
            Próbowałyście konsultacji z lekarzem ginekologiem, który może lepiej by to wszystko, po ludzku przetłumaczył?
            • kaakaa Re: Smutek, żal, wsciekłość 20.02.14, 16:53
              Ale co tu tłumaczyć? Co tłumaczyć osobie, która ma poczucie porażki związane z porodem, którego doświadczyła? Tu nie są potrzebne żadne medyczne argumenty, że tak było bezpieczniej dla dziecka, czy inne tego typu kawałki. Kobieta po takim przeżyciu potrzebuje akceptacji dla jaj przeżyć. Niestety, tak, jak pisałam wcześniej, bardzo trudno znaleźć lekarza, położną, czy nawet psychologa, który zrozumie, że można czuć smutek, żal i wściekłość po porodzie zakończonym urodzeniem zdrowego dziecka i brakiem komplikacji u matki. Niestety, powszechne podejście do porodu jest takie, że chodzi w nim jedynie o bezpieczne wyjęcie dziecka z brzucha matki. Cała reszta, jest mało ważna i należy o niej zapomnieć zaraz po porodzie i cieszyć się zdrowym dzieckiem. Ja rozumiem żal autorki wątka, bo często stykam się z kobietami, których poród nie wyglądał tak, jak ich zdaniem powinien lub mógł wyglądać. I tłumaczenie, że tak było lepiej, a matka powinna szybko zapomnieć o tym, co było dla niej w tym porodzie przykre i cieszyć się dzieckiem wcale nie pomaga uporać się z tym psychicznie trudnym doświadczeniem. Ba, często pogrąża w jeszcze czarniejszych myślach, bo do pierwotnej traumy dochodzi jeszcze problem niezrozumienia w otoczeniu.
              • ikka135 Re: Smutek, żal, wsciekłość 20.02.14, 20:17
                Masz w 100% rację. Dla położników dobry poród to bezpieczne wyjęcie dziecka z brzucha. Poród przez cc może mieć negatywne skutki dla dzieci. Dodatkowo po cc przyplątała się poważna infekcja. W wszelkich statystykach mój poród skończył się sukcesem. Tego, że przez wiele tygodni nie mogłam funkcjonować normalnie nikt nie uwzględnia. Wiem, że na swoje emocje nie miałam wpływu. Im bardzie wszystko racjonalizowałam, tłumaczyłam sobie, tym gorzej. Depresje lekarze tłumaczą przeciążeniem obowiązkami, zmęczeniem, tempem życia.
                Wiem, że z medycznego punktu widzenia ja miałam rację. Potwierdził to mój lekarz i znajoma położna. No cóż lepiej postraszyć niż pomóc. Potniemy brzuch i za godzinę posprzątane. Gdzieś przeczytałam, że poród dla kobiety jest jednym z fundamentalnych doświadczeń, że dobre przeżycie porodu jest podwaliną świadomego macierzyństwa. Niedawno na pewnym spotkaniu jeden z lekarzy powiedział, że zachodni świat protestuje przeciw okrutnym praktykom obrzezania kobiet w Afryce. I do dobrze. Tylko dlaczego nikt głośno nie mówi o nadużywaniu cesarskiego cięcia. To też okaleczanie kobiet. Czy się różni? Tym , że cięcie robi się czystym nożem pod znieczuleniem, a nie kawałkiem szkła w slamsach? To nadużywana procedura, której ja stałam się ofiarą. Nie chciałam rodzić sn za wszelką cenę. Chciałbym, żeby ktoś dał szanse mi i dziecku. CC powinno być ostatnim wyjściem, a w ostatnich czasach staje się jednym wyjściem. Mam nadzieję, że trzeci dziecko uda mi się urodzić "po mojemu".
                • kaakaa Re: Smutek, żal, wsciekłość 20.02.14, 21:22
                  ikka135 - mogę Ci napisać tylko tyle, że, moim zdaniem, wszystko co czujesz jest jak najbardziej normalną reakcją wrażliwej kobiety na przeżycie, na które wewnętrznie nie było w niej zgody. Myślę, że dobrze, żebyś miała świadomość, że masz pełne prawo czuć cały ten smutek, żal i wściekłość. Ktoś Cię oszukał i nadużył. Nie dał szansy Tobie i Twojemu dziecku przez co zrobił Wam krzywdę. Nie chcę wnikać w motywy tego kogoś, bo łatwo innych skrzywdzić pomówieniem, chciałabym wierzyć, że wynikało to z dobrych chęci. Mimo to, jak mawiają, "dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane"...
                  A jak już się wysmucisz, wyżalisz (warto żalić się dobrze wybranym osobom, które zrozumieją Twój żal) i wywściekasz, to może uda Ci się to nieakceptowane doświadczenie jakoś konstruktywnie przepracować. Nie odstanie się to, co już się zdarzyło. Ty i Twoje dziecko macie za sobą taki poród, jaki macie, teraz możesz tylko starać się, by jego przyszłe konsekwencje były dla Was jak najmniej przykre. Czasem takie negatywne doświadczenie i traumę po nim można przekuć w coś konstruktywnego i pożytecznego dla Ciebie, Twoich bliskich lub nawet obcych Ci osób. Wymaga to dużo pracy i dużej dojrzałości, a często także sporo czasu ale się da.
                  Gdybym mogła Ci w jakiś sposób pomóc, to pisz śmiało tu lub na priw.
                • anita6maja Re: Smutek, żal, wsciekłość 21.02.14, 12:33
                  Moim zdaniem użyłaś bardzo trafnego porównania obrzeżania kobiet do praktyk stosowanych (w rzekomo cywilizowanym świecie) podczas porodu. Ja właśnie tak to czuję, że takie naruszenie cielesności kobiety bez jej zgody, które może mieć potem negatywne konsekwencje w przyszłości i nie zawsze jest uzasadnione (bo robi się je aby było szybciej, albo z przyzwyczajenia że tak trzeba), bardzo przypomina obrzeżanie - bezsensowną, krzywdzącą praktykę. Mówię tu nie tylko o cc, ale także o nacięciu krocza, które mnie spotkało. Bardzo Ci współczuję tej blizny na brzuchu, która nie daje zapomnieć o tym przez co przeszłaś. Rozumiem Cię, bo mam bliznę w kroczu, która też nie daje zapomnieć, bo choć może nie jest widoczna to sprawia ból przy współżyciu (pytanie: czy ten ból ma szansę kiedyś minąć skoro blizna jest bez zarzutu, według lekarzy wszystko się dobrze zagoiło).
                  Uczucia jakie przeżywasz, pewnie zdarzają się większej ilości kobiet niż ktokolwiek by się spodziewał. Z mojego otoczenia znam co najmniej 2 kobiety (nie licząc siebie), które czują żal i wściekłość z powodu tego jak przebiegały ich porody: jedna tak jak ja po porodzie drogami natury z nacięciem krocza, druga po cesarce. A przecież wiele kobiet nie mówi o takich uczuciach otwarcie. Marzę o tym, że kiedyś wreszcie zrobi się głośno o problemie traumy poporodowej, że będzie się mówiło o tym, że kobieta ma prawo urodzić dziecko tak jak czuje i tym samym ma prawo być wściekła gdy ktoś ją tego prawa pozbawi. Pisałam już do Fundacji Rodzic Po Ludzku aby zwrócić ich uwagę na to, że jest problem, z którym trzeba coś zrobić, by kolejne kobiety nie musiały przechodzić przez to co ja.
                  Chociażby zakładanie wątków na ten temat na forach internetowych może pomóc otworzyć się kolejnym kobietom i zbudować wirtualne grupy wsparcia. Przyznam, że od kiedy trafiłam na ten wątek jest mi łatwiej żyć z moimi wspomnieniami z pierwszego porodu. Dziękuję Wam smile
                  • beniutka_bo Re: Smutek, żal, wsciekłość 21.02.14, 22:29
                    Dopisuje się i ja...
                    Dzięki za Wasze opisy. Wreszcie widzę, ze nie jestem odszczepieńcem. Chociaż poród miałam koszmarny w moim mniemaniu, była potraktowana jak worek na dziecko, zakończyło się cc, to chciałabym mieć kolejne dziecko kiedyś, może itd. Na razie muszę się uporać sama ze sobą i zdaje się, że depresją. Bo płacz dziecka budzi we mnie nie bezradność, ale złość...
                  • ikka135 Re: Smutek, żal, wsciekłość 21.02.14, 22:54
                    Pocieszające jest to, że inni myślą i czują podobnie. Kultura zachodnia uważa się za lepszą, wyższą. Tak naprawdę nie wiele się różni od tzw. ludów niecywilizowanych. Problem jest dość złożony, wieloaspektowy. Obawiam się, że niedługo zabrniemy, albo już zabrnęliśmy w ślepy zaułek. O konsekwencje nieuzasadnionych praktyk jakoś głośno się nie mówi. W naszej kulturze nie istnieje pozytywny przekaz pokoleniowy dotyczący ciąży, porodu i karmienia. Fizjologię sprowadzono do choroby. Jak słucham niektórych to mam wrażenie, że przeszczep serca jest bezpieczniejszy niż poród. Jak widzę statystki dot. cc, nacięć, indukcji to krew mnie zalewa. W niektórych szpitalach powiatowych 60% porodów to cesarki, nacięcia 80-90%, porody naturalne to ewenement. Wiele kobiet mówi już nigdy więcej. Nowomowa położników i położnych to temat na doktorat. frazy typu "w ostatniej chwili uratowaliśmy pani dziecko", "gdyby nie cc, to dziecko by się udusiło", "chce pani urodzić kalekę" (to ja słyszałam), "nie ma o co się mazać", "jest pani nieodpowiedzialna" itp, itd. No cóż łatwiej zmienić kafelki niż swoje myślenie. Nawet jeśli położne myślą inaczej niż szef to raczej siedzą cicho z wiadomych względów. Nie twierdzę, że personel polskich porodówek to ludzie, którzy chcą źle. W moi przypadku niby wszyscy chcieli, aby było dobrze. No cóż, było inaczej. Położne i lekarze raczej nie uczestniczą w szkoleniach z zakresu psychologii ciąży i porodu, generalnie opieki nad kobietą. Wszystko zależy od tego, kto uczył fachu, co przekazał innym. Ciąża i poród wpływają na odbiór macierzyństwa, na relacje z dzieckiem, z partnerem. Gwoli ścisłości nie twierdzę, że w tym fachu pracują same konowały, ludzie bez serca. Wiem, że to trudny zawód, obarczony dużym poziomem stresu. W głowie niejednego lekarza kłębią się myśli, że lepiej nie ryzykować, lepiej naciąć, zrobić cc niż potem włóczyć się po sądach. I jeszcze jedna refleksja, że jeśli przy porodzie sn coś pójdzie nie tak, to odpowiedzialność ponosi lekarz, w przypadku cc pacjentka podpisuje formularze, gdzie wymieniono wszystkie możliwie komplikacje. Odpowiedzialność przenosi się na pacjenta. Zresztą nie słyszałam o żadnym procesie sądowym o zbędną cesarkę czy nieuzasadnione nacięciem. Myślę, że pisanie do Fundacji Rodzić po Ludzku jest fajnym pomysłem. Może coś się w tej kwestii ruszy. Gdzieś ostatnio czytałam, że problem szeroko rozumianej traumy dotyczy ok. 30% kobiet. W skali roku to 100.000 kobiet. Wstyd, poczucie winy, nie pozwalają mówić głośno o swoim problemie. Prawo do dobrego porodu to nie żaden przywilej, to nasze prawo i naszych dzieci. My dorosłe kobiety możemy mówić, nasze dzieci nie. One powinny przychodzić na świat bez przemocy, w otoczeniu życzliwych ludzi. I w całym tym problemie nie chodzi o oskarżanie kogoś, ale o zwrócenie uwagi, o zatrzymanie się i refleksję.
              • kropkaa Re: Smutek, żal, wsciekłość 22.02.14, 18:55
                Kaakaa, a Ty jako fachowiec nie myślałaś, by się zająć zawodowo takimi sprawami? Serio pytam. Niestety, czasem dobre intencje życzliwych osób to za mało, profesjonalne podejście zaś naprawdę jest w tej dziedzinie bardzo rzadkie.
                • kaakaa Re: Smutek, żal, wsciekłość 22.02.14, 20:15
                  @kropkaa - nawet bym się mogła zająć. Kto wie, może nawet lada dzień skrystalizuje mi się możliwość podejmowania takiej działalności w ramach zatrudnienia...
                  Jednak to niszowe bardzo jest. Niby problem powszechny ale bardzo niewiele kobiet próbuje coś z tym robić. Depresję poporodową się pomału zaczyna dostrzegać i leczyć ale problem traumy poporodowej to wciąż terra incognita.
                  • kropkaa Re: Smutek, żal, wsciekłość 22.02.14, 21:46
                    To prawda, że nadal traktuje się temat jako fanaberię, ale też jak widać są osoby, które chcą, by psycholog im pomógł, tylko psychologów brak. Mamy głowy naładowane morzem banałów i nawet jestem skłonna uwierzyć, że i psycholog w dobrej wierze mówi, że "najważniejsze, że ma pani zdrowe dziecko". A Ty byś tak nie pocieszała smile
                        • ikka135 Re: Smutek, żal, wsciekłość 22.02.14, 23:07
                          Rady, które otrzymałam od psychologa. 1. A co by było gdyby... 2. Może mąż nakarmi dziecko ? (karmię piersią, dziecko nie zna butelki, mąż pracuje poza miejscem zamieszkania). 3.Może pójdzie pani na zakupy z koleżankami. 4. Czy jestem zadowolona z pracy? ( Nie widzę związku). Pani zdziwiona, że nie korzystam z pomocy niani. Moja odwiedź, że nie ma takiej potrzeby. Dowiedziałam kilka "prawd"o sobie, że jestem zbyt perfekcyjna, że nie studiowałam medycyny i się nie znam, że jestem zachłanna, że wszystko musi być po mojemu, że nie jestem elastyczna. Ta prawda przebiła wszystko: Dzięki temu cięciu pani nie cierpiała i "na dole" jest cała, a nie w strzępach. Wiele kobiet pani zazdrości.
                          Dzięki za odzew, zrozumienie, refleksje. Chętnie włączę się w jakiś projekt.
                          I jeszcze jedno nikt w szpitalu nie zapytał mnie o moje samopoczucie psychiczne. niech jak najszybciej idzie do domu.
                          • kaakaa Re: Smutek, żal, wsciekłość 23.02.14, 10:14
                            @ikka135 - a kogo w szpitalu ma obchodzić Twój stan psychiczny? Toż ludzie tam pracujący mają za cel urodzić dziecko i w krótkim terminie wypisać matkę i dziecko w stanie ogólnym (fizycznym) dobrym do domu. Dobrostan psychiczny (zarówno matki, jak i dziecka) zupełnie nie leży w obszarze ich zawodowych zainteresowań.
                            Pani psycholog nawet do skomentowania się nie nadaje. Aż mnie korci, żeby jakieś miejsce w sieci założyć i publikować tam nazwiska takich "specjalistów" od siedmiu boleści. To, co opisałaś zakrawa na kabaret jakiś, a nie na próbę diagnozy psychologicznej, czy psychoterapii.
                            W przyszłym tygodniu mam szansę porozmawiać o stworzeniu jakiejś platformy pomocy dla kobiet po traumatycznym porodzie. Zamelduję, co uda mi się osiągnąć.
              • bea-luz Re: Smutek, żal, wsciekłość 22.02.14, 22:41
                Nie musisz mi doprawdy tłumaczyć na czym polega aż takie rozczarowanie całym doświadczeniem. Szczególnie kiedy każdy skurcz w drodze do szpitala traktuje się jako jeden krok bliżej do poznania swojego ukochanego dziecka a potem... tylko płacz i zgrzytanie zębów. Wiem akurat jak to jest ale wydaje mi się, że bez jakiegoś przepracowania tej traumy (jak to ktoś tu nazwał) nie będzie możliwa radość z kolejnej ciąży a na pewno będzie ona przepełniona lękiem przed porodem.
                • ikka135 Re: Smutek, żal, wsciekłość 22.02.14, 23:14
                  Bea, ale jak to przepracować? Nad czym się skupić, co przemyśleć. Pisałam wyżej, że byłam u psychologa i jakie "rady" otrzymałam. Wiem, że to się już stało i nic nie zmienię. Ale najgorszy jest lęk przed kolejną ciążą i porodem. Nie wyobrażam sobie takiego samego finału. Moje ciąże nie były idealne, ale czułam się dobrze, pozytywnie odbierałam swój stan.
                  • kaakaa Re: Smutek, żal, wsciekłość 23.02.14, 10:18
                    @ikka135 - są różne metody pracy z traumą. Dużą skuteczność mają te z nurtu psychologii poznawczo-behawioralnej. Niestety, tego się nie da zrobić za pośrednictwem forum.
                    Można próbować pracować "metodami domowymi" (np. opowiadając o swoim traumatycznym przeżyciu osobom, które zrozumieją Twoje doświadczenie) - niektórym to wystarcza. Niebagatelne znaczenie ma też czas - on leczy tego rodzaju rany, choć zwykle działa bardzo powoli.
    • stanpo2cc Re: Smutek, żal, wsciekłość 23.02.14, 23:48
      Witajcie,

      chcę dołączyć do grona mam z blizną na duszy. Moja jest jeszcze świeża. I podwójna. 5 miesięcy temu wyjęli mi z brzucha (nigdy nie powiedziałam, że urodziłam) dziecko, z tego samego powodu co autorce wątku - ułożenie pośladkowe. Nikt nawet nie chciał rozmawiać ze mną o sn (dziecko ponad 4 kg, stan po cięciu). W szpitalu, rzekomo najbardziej nastawionym na naturę, usłyszałam, że się "naczytałam", że chcę czekać na naturalne rozpoczęcie porodu, lekarz chciał mnie "ciąć" od razu, z ulicy, tak jak przyszłam. Uciekłam. Dwa dni później, już w innym szpitalu, podczas ktg odeszły mi wody...
      Nie brzmi traumatycznie, traumę mam w głowie po pierwszym. Wiem, że to wszystko, to konsekwencja tamtego. Chociaż też pojawiają się myśli, że mogłam jeszcze poszukać lekarza, który by się podjął miednicowego.. że mogłam uciec do parku pod szpitalem i tam czekać na skurcze (wiem, brzmi idiotycznie).
      A wtedy... poród wywoływany z powodu zaniku tętna płodu przy ktg. Jak teraz o tym myślę, to gdy mnie przyjmowali to nie byłam gotowa na rozpoczęcie akcji. Ani fizycznie ani psychicznie, choć fizjologia lepiej sobie poradziła... Wszystko działo się w tempie ekspresowym. Po pierwszej oxy i przebiciu pęcherza (nie wiem, jak mnie namówili, moja położna jeszcze nie dojechała) od razu miałam skurcze co 2 min. Wołałam o znieczulenie, po nim (nie wiem, ile to trwało, cała akcja 3,5 h) miałam pełne rozwarcie, ale nie czułam partych, tętno cały czas leciało, zrobiło się zamieszanie, szybka decyzja i ciach. Samo cięcie było okropne, bardzo źle zniosłam spadek ciśnienia, byłam pewna, że zejdę na stole. Synek 9 pkt owinięty pępowiną jak baleron, podobno nóżka się wplątała i nie pozwoliła mu zejść.
      Po wszystkim nawet nie dociekałam co poszło nie tak, byłam wdzięczna, że jest ok. Dopiero potem zaczęły się schody...
      Odtwarzanie w głowie, żal do lekarzy (chyba nie powinni zgodzić się na znieczulenie skoro były spadki tętna), losu (przecież dzieci z pępowiną wokół szyi się rodzą!!!), położnej (przyjechała za późno, nie wsparła, jak się jeszcze zastanawiałam, czy zamiast znieczulenia nie wskoczyć do wanny), personelu ("proszę się tak nie drzeć"), męża a przede wszystkim do SIEBIE. Że nie dałam rady, że nie byłam na tyle silna, poinformowana, asertywna...Poczucie, że zawiodłam jako kobieta jest nie do zniesienia. Położna jeszcze powiedziała po, że mam idealne warunki do rodzenia... Gdy przy 2. ciąży okazało się, że Mała jest ułożona tyłkiem byłam zdruzgotana, choć w głębi wierzyłam, że się obróci, stawałam na głowie etc...
      Droga Założycielko Wątku - nie wiem, jak sobie z tym poradzić. Co noc siedzę w necie do 3,4 i czytam o vbac-ach i płaczę, płaczę, płaczę... Chęć posiadania jeszcze jednego dziecka bije się z obawą przed trzecim cięciem. Pewna mądra mama z tego forum poradziła mi, żeby nie robić zawodów, niczego nie próbować sobie udowadniać, rozmawiać z osobami o podobnych przeżyciach, płakać, wybaczać. To jest chyba najtrudniejsze. Jak wybaczyć sobie durnotę, że nie wyciągnęło się nic z pierwszej lekcji? Jak wyciągnąć z tego coś dobrego/ budującego? Co zmienić w sobie? Jeszcze do tego nie doszłam. Podczas pisania tego postu uświadomiłam sobie, że najgorsze wspomnienia uaktywniły się podczas drugiej ciąży. Dopiero wtedy byłam ŚWIADOMA, w miarę przygotowana na to, co mnie może czekać i jak się przed tym bronić (przebicie pęcherza, oxy, podejście lekarzy etc.) Za pierwszym razem miałam pełną ufność do instytucji i siebie.
      Dobra, koniec marudzenia. Wierzę, że możemy sobie pomóc, mamy z podobnym zwichnięciem. Czuję się wysłuchana, choć nie wiem, czy ktoś dotrwał do końcawink

      • ikka135 Re: Smutek, żal, wsciekłość 24.02.14, 17:09
        Przytulam wirtualnie, nie jesteś sama. Ile mamy ze sobą wspólnego. Tak, też nie czuję, że urodziłam, też największy żal mam do siebie, że zwyczajnie dałam się wkręcić, że nie powiedziałam nie, że głupia liczyłam, że jakoś to będzie, że robię to dla dobra nie wiem kogo, chyba lekarza i położnej. Też stałam na głowie, dosłownie, spalam na klęcząco, błagałam, prosiłam, świeciłam latarką, akupresura, masaże , cuda wianki. I nic. Może obróci cl by się w ostatniej chwili.... Żałuję, że zwyczajnie nie zwiałam, że nie wymyśliłam czegoś. Też zabrano mnie z ulicy. Przyszłam umówić się na niby cc, a doktor juto cięcie, proszę się kłaść. Ja po torbę do domu. Wkurzona na maxa jechałam 130km/h. Też ze mną nikt w szpitalu nie rozmawiał, nawet nie wysilił się, aby uzasadnić swoją decyzję, choć prowadzący był za sn, ale uprzedził mnie, że nikt nie będzie ze mną dyskutował. Czułam się worek, który rozpruto i zaszyto, a potem wysuwaj... I zdanie oddziałowej za odchodne : "JUż po wszystkim, a tak Pani by du..ą jeszcze trzęsła". Te które rodziły w domu są szczęściarami. Kiedyś, ktoś napisała, że polskie odziały położnicze to szpitale ginekologiczno-rzeźnicze.
        • stanpo2cc Re: Smutek, żal, wsciekłość 24.02.14, 23:47
          Ikka - straszne to wszystko. I smutne.
          Czy ja dobrze zrozumiałam, że to Twoje pierwsze dziecko?
          W tym wszystkim trzeba chyba pamiętać o kompetencjach lekarskich... Nie wiem, jak Ty, ale ja nie mam w ogóle związku z medycyną, nikt z mojej rodziny nie jest lekarzem. Po prostu, skoro wszyscy z którymi rozmawiałam nie dawali szans na psn, to uwierzyłam... Przestraszyli. Wokół nie było nikogo o podobnym przypadku, w necie też nie znalazłam historii pośladkowego po cc. W wyniku otrzymanych informacji wybrałam jednak możliwość kolejnego potomka niż ryzyko pęknięcia i wycięcia wszystkiego. (oczywiście teraz wiem, że statystyki są po naszej stronie ale ciąża to jednak stan odmienny, także psychiczniesmile
          Niestety (i jednocześnie stety) żyjemy w takich czasach a nie innych. Moja lekarka z długoletnim stażem w szpitalu mówiła, że przyjęła bardzo dużo pośladkowych. Teraz nikt nie ma na to czasu (w związku z tym i doświadczenia). Ona już skończyła praktykę w szpitalu. Żartowałam, że przyjadę do niej do przychodni a ona z pobłażliwy uśmiechem kręciła głową, że nie sądzi, żeby ktoś się tego podjął... Wykrakaławink Coraz mniej mam zaufania do lekarzy i ich kompetencji... Ale jednak ktoś ten poród przyjmuje... Jeśli wszystko jest dobrze, to położna, ale jeśli nie? Jeśli będzie mi dane mieć trzecie, to najchętniej najdłużej jak się da zostałabym w domu.... Nawet jeden lekarz, u którego byłam na kontrolnym usg, jak spytałam, czy mam szanse na poród naturalny, to powiedział, że jedynie jeśli urodzę w domu (co odradza), albo przyjadę z dużym rozwarciem... Marzenia na bokwink
          Jeszcze jedną mam zadrę w sercu. Jak na usg w 36 tc lekarz stwierdził ułożenie pośladkowe (niestety było takie od 32 tc) to od razu podsumował "jeśli byłaby pani moją żoną to w 37 tc bym panią CIĄŁ". Może jestem nadwrażliwa, ale to określenie pasuje mi do rzeźnika a nie do lekarza. Wtedy też pierwszy raz pomyślałam, że mężczyźni-położnicy nie mają pojęcia co robią. (Pewnie są i kobiety-barbarzyńcy, ale wtedy taka była moja pierwsza myśl). Kurcze, tak niewiele trzeba by nie spieprzyć komuś wspomnień... Może to kwestia czasu, może kiedyś to wszystko odejdzie.. Moja mama jedyne, co mi opowiadała o porodach to, że ból po zobaczeniu dziecka się zapomina... Żadnych szczegółów ani zadr, a pewnie było ich duuużo więcej (w końcu to lata 80-te, ale przynajmniej ominęło mnie karmienie co 3 hwink
          Dziękuję za wsparcie. Bliscy, pełni chęci, naprawdę nie rozumieją.... a najbliższy- umysł ściśnięty;P to już w ogóle.
          • stanpo2cc Re: Smutek, żal, wsciekłość 25.02.14, 02:16
            Właśnie (nie żartowałam, że siedzę w nocysmile dotarłam do wątku sprzed 5 lat o odpowiedzialności za życie i śmierć. Za pozostawienie jej lekarzom. Za wzięcie jej na swoje barki. Mocne. Trzeba przemyśleć. Może w takie rewiry nie zapędziłabym się po cudownym, naturalny porodzie... Myślę, że to dobre hasło dla mnie. Odpowiedzialność w ogóle. Za siebie. Swoje decyzje i wybory.
            • hortensjaaaa Re: Smutek, żal, wsciekłość 25.02.14, 09:59
              Ano właśnie! Ja jak spotykam znajomą w ciąży i pytam się czy nie chciałaby rodzic w domu (wiem, że zna moją historię rodzenia w domu, nie napadlam każdej) to jakos żadna nie chce. Ale ja mam jakoś nieustające wrażenie, że im się wydaje że pojadą do szpitala i tam za nie wszystko ktoś inny zrobi...

              Sama mam za sobą traumę (jak dobrze że już za mną) pierwszego nie udanego kleszczowego porodu, a blizna po nacięciu przeszkadza do dziś.
          • ikka135 Re: Smutek, żal, wsciekłość 25.02.14, 22:32
            Nie, cc to mój drugi poród. Pierwszy wywoływany z powodu sączących się wód. Od odpłynięcia wód do sali porodowej minęło ponad 20 godzin i 0 skurczów. Udało się. Na porodówce byłam 14 godzin. Położna myślała, że skoczy się cc, ale się udało. Jeżeli mogę cię jakoś pocieszyć, to w Polsce nie praktykuje się pośladkowych po cc. Mój lekarz, podobnie jak twój, też był za sn, ale to gość po pięćdziesiątce i trochę takich dzieci przyjął. Też mam uczulenie na słowo "cięcie" obojętnie w jakim kontekście. Mnie do szału doprowadziła twierdzenie położnej "masz ładną bliznę". Kurcze, która blizna jest ładna. Blizna to blizna. Pocieszam, że po 6 miesiącach widziała światełko w tunelu. Moja rada, Przestań czytać na temat cc, vbaców, szczęśliwych porodów i nieszczęśliwych. Daj sobie choćby tydzień. Spójrz na dzieci. One też cierpiały na swój sposób w podczas swoich narodzin. Nigdy się nie obwiniaj. Ty chciałaś najlepiej dla swoich maluchów. Teraz one są najważniejsze.
            • stanpo2cc Re: Smutek, żal, wsciekłość 25.02.14, 23:30
              To przynajmniej wiesz, że możesz urodzićsmile
              Masz rację. Gdy jestem już bardzo na dnie to mój instynkt samozachowawczy podsuwa mi pocieszenie, że w ogóle one SĄ. Nie było to takie pewne, bo mam endometriozę i operację jajnika za sobą. Może za bardzo w tym grzebię i doszukuję się znaczenia. Staram się jednak to jakoś przepracować, żeby te doświadczenia dały mi moc na przyszłość. (teraz przypomniał mi się tekst jednej życzliwej cioci, która stwierdziła, że jestem "jakaś felerna". Ciotka męża, dodamwink
              Czytałam, że u wieloródek pośladkowe są przyjmowane.. ale to widać teoria. Boją się, nie potrafią. oJ to wszystko stoi na głowie (szkoda, że nie nasze dziecismile
              hortensja - Przy pierwszym w ogóle nie brałam pod uwagę domowego. Przy drugim Dom Narodził mnie pogonił po cc. Teraz dopiero rozumiem głęboki sens domowego. Opisy i filmy jakoś mnie nie przekonywały - czyste emocje, uczestnictwo starszych dzieci (???!!! to tak można?). Dopiero teraz to czuję.
    • kaakaa Re: Smutek, żal, wsciekłość 28.02.14, 21:06
      Mam od pracodawcy zielone światło na tworzenie grupy wsparcia dla kobiet z traumą poporodową.
      Niniejszym chętnie poznam Wasze przemyślenia na temat organizacji takiej grupy. Chętnie przeczytam wszystko, co Wam przychodzi do głowy na ten temat.
      • ikka135 Re: Smutek, żal, wsciekłość 28.02.14, 21:59
        Po pierwsze wielkie dzięki za zaangażowanie. Pytasz o przemyślenia. Tak na ciepło. Jestem z poza Warszawy, więc spotkania w realu raczej odpadają. Przydałaby się jakaś fachowa strona internetowa poświęcona temu zagadnieniu. Fajna jest strona naturalniepocesarce. Przynajmniej nikt mnie nie namówi na kolejce cc strasząc peknięciem macicy. Przydałby się ktoś, kto pełniłby rolę swego rodzaju mentora ( nie wiem czy to dobre określenie). Kogoś, kto studziłby emocje, chłodnym okiem "oceniałby" sytuację. Mam nadzieję, że będziesz to ty.
    • mamamada Re: Smutek, żal, wsciekłość 04.03.14, 19:41
      Dziewczyny, nie ma jednego leku dla wszystkich, ale jeśli to Wam pomoże - jestem żywym (no, czasem ledwo żywym wink dowodem na to, że się da. Da się wypłakać, przegadać, przerobić tę traumę, zdecydować się na trzecie dziecko i szczęśliwie je urodzić - prawie jak w domu. To "prawie" robiło oczywiście kolosalną różnicę, ale z traumą nie miało nic, ale to nic wspólnego.
      Inna sprawa, że temat zostaje w człowieku. W końcu z jakiegoś powodu przez tyle lat zaglądam na to forum. I ściska mnie w gardle, kiedy czytam Wasze historie w tym wątku.. Będę kibicowała Twojemu, Kaakaa, przedsięwzięciu - na pewno jest bardzo potrzebne, niestety.
      Posyłam ciepłą, wspierająca myśl wszystkim Wam, które nadal szukacie swoich dróg wyjścia z tej traumy. I życzenie, żeby udało się Wam skutecznie stanąć psychicznie na nogi.

      Kaakaa, pomysł strony internetowej i czegoś w rodzaju internetowej grupy wsparcia do mnie przemawia. Może np. z opcją: podziel się informacją o psychologu/ lekarzu, który pomógł ci uporać się z problemem.
    • anita6maja Re: Smutek, żal, wsciekłość 18.03.14, 11:42
      Dziewczyny, chcę się z Wami podzielić moją radością. Udało mi się wynająć położną do kolejnego porodu (poród będzie w szpitalu bo mam przeciwwskazania do porodu domowego). Okazało się w rozmowie, że pani położna także przeżyła traumatyczny poród. Złe wspomnienia z racji wykonywanego zawodu ciągle wracały i nie dawały jej spokoju przez lata, dlatego bała się kolejnej ciąży i zdecydowała się na nią dopiero po 9 latach. Myślę, że lepiej nie mogłam trafić skoro zajmie się mną ktoś kto mnie rozumie i myśli podobnie jak ja. Czuję teraz spokój wewnętrzny. Jeśli któraś z Was boi się kolejnego porodu polecam to rozwiązanie - znaleźć empatyczną położną. Mój poród już tuż tuż, dam Wam znać czy to rozwiązanie się sprawdziło.
        • anita6maja Re: Smutek, żal, wsciekłość 10.04.14, 09:35
          Zgodnie z obietnicą chciałabym krótko opowiedzieć o moim porodzie. Niestety rodziłam wcześniaka i w związku z tym cesarka wisiała w powietrzu, a z marzeniem o zupełnie naturalnym porodzie mogłam się pożegnać. Poród był przyspieszany. Jednak mimo wszystko był nieporównywalnie piękniejszy od poprzedniego. Nie chcę się zagłębiać w szczegóły, ale właśnie posiadanie przy sobie zaufanej osoby, ludzkie traktowanie (takie z poczuciem humoru i szacunkiem dla przekonań rodzącej) sprawiły, że pomimo tego iż ten poród był obiektywnie trudniejszy od pierwszego to będę go dobrze wspominać. Wiem, że każda interwencja w naturalny przebieg porodu była uzasadniona (bo chodziło o uniknięcie cesarki), dlatego tym razem nie mam żalu do nikogo o nic. Ponieważ każda decyzja była ze mną konsultowana miałam poczucie, że to mój poród, że ja za niego odpowiadam, kontroluję go, a nie jak podczas tego pierwszego, że jestem tylko elementem sali porodowej.
          Wydaje mi się, że to nowe doświadczenie porodowe zupełnie zamknęło tamten rozdział pod tytułem "Trauma poporodowa".
          Mogę więc Wam polecić rodzenie z własną położną. Jestem pewna, że skończyłoby się cc gdyby nie moja położna. To ona kontaktowała się z resztą personelu medycznego i dbała o to aby się nie wtrącali. Uchroniła mnie prawdopodobnie przed kolejnym traumatycznym doświadczeniem.
          • ikka135 Re: Smutek, żal, wsciekłość 10.04.14, 19:21
            Serdecznie gratuluję narodzin dzieciątka. Mój pierwszy poród też był przed terminem, ale wiem, że wszystkie interwencje były zasadne, że położne robiły wszystko, aby nie skończyło się cięciem. Mam podobne odczucia jak ty. Teraz wiesz, że jeśli personel chce, to potrafi zachować się po ludzku, normalnie. Rodzące nie są zawsze na "nie" jeśli chodzi o jakieś interwencje. Tylko każde działanie medyczne musi być uzasadnione. Trzymaj się cieplutko ty i twój skarb.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka