Poród domowy oczami mężczyzny - relacja

24.05.07, 07:08
Jeśli ktoś jest zainteresowany przeczytaniem relacji z narodzin dziecka w domu
(Poznań) to polecam ten link:
www.dobrytato.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=116&Itemid=58
Facet, który napisał tę relację jest szefem całego serwisu
www.dobrytato.pl/. Kontakt do niego można znaleźć w zakładce "Kontakt".
Na pewno chętnie podzieli się informacjami na temat przygotowania i przebiegu
porodu.
    • silije.amj Re: Poród domowy oczami mężczyzny - relacja 02.06.07, 20:00
      Rzeczywiście, mam jego numer gg i zawsze chętnie ze mną rozmawia, a wybralismy
      tę samą położną, co oni smile
    • gfizyk Re: Poród domowy oczami mężczyzny - relacja 2 05.06.07, 23:47
      Witam,
      Co prawda nie potrafię tak barwnie pisać, jak autor pierwszego postu sad, ale
      pomimo to pomyślałem, że chętnie podzielę się swoją porodową relacją.
      Co prawda Fizula już pisała. Ja napiszę jak to wyglądało od tej brzydszej
      (męskiej) strony.
      Noworodkowe odgłosy pojawiać w naszych skromnych progach od 21 listopada
      ubiegłego roku, a zaczęła wydawać je Antonina Cecylia - śliczne czarnowłose
      dziewcze. Jak na Cecylię przystało, odgłos nie powinien nazywać się odgłosem,
      tylko głośnym krzykiem HURRAAAA, który wydała z siebie w chwilę po wskoczeniu
      na nasze ręce.
      Tosia, tak jak planowali rodzice - urodziła się w domu w asyście położnej ...,
      tzn niedokońca w asysćie, bo się asysta spóźniła. Mój kochany teść miał położną
      dowieźć, ale nie zdążyli na czas, więc Tosia (odważne dziewczę - po rodzicach),
      urodziła się na ręce zaskoczonego tatusia (czyt. - mnie ) i mamusi. Jakieś 10-
      15 minut później pojawili się tato Izy i Zosia (położna). Jednym słowem, mój
      teścio nie bardzo zrozumiał:
      miało być - on zajmuje się dzieciakami, a położna nami i dzieckiem, a wyszło
      tak, że on zajął sie położną, ja i Iza dzidziusiem, a dzieci - oglądaniem filmu
      pt Lessie.
      W czasie porodu pobiłem kilka rekordów - usiłując dodzwonić się do położnej
      wykonałem chyba z 60 połączeń, z czego TYLKO jedno skuteczne,
      aby rozładować napięcie, wychodziłem z łazienki i dzwoniłem biegając po
      schodach - GÓRA-DÓŁ (a to po wodę, a to po to, a to po tamto) do tego stopnia,
      że i w nocy i na drugi dzień - okropnie bolały mnie nogi (niektórzy porównują
      poród do maratonu, teraz poczułem smak tego porównania).
      Byliśmy tak zafascynowali dzidziusiem po własnoręcznym porodzie, że dopiero po
      chwili od owinięcia go ręcznikiem nieśmiało powiedziałem:
      - Iza, a może tak sprawdzimy, czy to chłopiec, czy dziewczynka ? wink
      Sprawdziliśmy smile
      Oczywiście nie obyło się bez błędów. W ferworze zgubiliśmy ... czepek naszej
      córci! wink
      Zaraz po porodzie wykonałem telefon do jadących - teścia i położnej, że nie
      muszą się już śpieszyć, bo Tosia przyszła już na światwink

      Tak to było!
      • grochowy_tato Re: Poród domowy oczami mężczyzny - relacja 2 13.06.07, 22:43
        W trakcie tej emocjonalnej dyskusji umknęła mi jedna ważna rzecz - Twoja relacja
        z porodu, drogi gfizyku. Dopiero teraz ją przeczytałem. Bardzo ciekawie
        napisana, a i cała historia trzymająca w napięciu. Próbuję sobie wyobrazić
        sytuację, gdy żona zaczyna rodzić, a tu ani położnej, ani żadnej innej pomocy.
        Tylko Wy dwoje. Z jednej strony - aż ciarki przechodzą na myśl, że zostaliście
        sami, z drugiej zaś strony... zazdroszczę. Odebrać poród własnej żony, przyjąć
        rodzące się dziecko na własne ręce... to chyba przeżycie, z którym nic się nie
        może równać. Najwyższe wtajemniczenie. Gratuluję i podziwiam.
        • gfizyk Re: Poród domowy oczami mężczyzny - relacja 2 20.06.07, 08:04
          Dzięki za miłę słowa.
          Była jazda, to fakt wink W zasadzie to ja tego nie wyobrażałem, ale ...
          przeczuwałem. Ale to dłuższa historia.
          I nie używaj słowa podziwiam, bo w teorii Kropki, nas facetów nie należy
          podziwiać.
    • kropkaa Re: Poród domowy oczami mężczyzny - relacja 12.06.07, 18:55
      No cóż, nawet poetycki język nie przekona mnie, że faceta też poród boli...
      Rozumiem, że ból tworzenia jest ostatnim bastionem, jaki kobietom pozostał
      niezabrany przez mężczyn i mam nadzieję, że jednak nie dojdzie do tego, że
      kobita w pole (czyli dziś do pracy), a facet pod drzewo (dziś do pubu)
      odstresować się po ciężarze porodu.
      Śmieszą mnie opowieści jak to mąż/ partner cierpiał, gdy matka jego dziecka
      wydawała je na świat. Czasem mam wrażenie, że nawet bardziej niż rodząca.
      • mareszka Re: Poród domowy oczami mężczyzny - relacja 12.06.07, 19:25
        Wiesz, to przykre coś takiego czytać.
        Nie wiem jakie są Twoje doświadczenia z mężczyznami, ale na prawdę zdarzają się
        przyzwoici faceci, angażujący się w to wielkie wydarzenie rodzinne. To nie ich
        wina, że fizycznie ich to nie boli. Mogą wszelako zrobić chociaż tyle, że
        wspierają swoje rodzące partnerki. Mam nadzieję jednak, że faceci nie wezmą
        sobie tego głęboko do serca i jednak będą świadomi, ze ich obecność wiele nam
        może dać.
        Wiesz, babcia mojego męża przekonuje go, że nie poradzi sobie przy porodzie, bo
        zgodnie z odwiecznymi prawami chłop do tego się nie nadaje. W trakcie zemdleje
        trzy razy, zerzyga się i wyleci z krzykiem. A dla mnie jego obecność jest czymś
        strasznie ważnym. Wiem jak on bardzo to przeżywa. Nie mam do niego żalu, że mnie
        będzie bolała, a jego nie. To nie on tak zarządził.
        Chłopaki, którzy mają zamiar być przy porodzie! Trzymajcie się! Na pewno są
        kobitki, które to bardzo docenią i będą Was za to podziwiać!
        • kropkaa Re: Poród domowy oczami mężczyzny - relacja 12.06.07, 20:17
          Moje doświadczenia z mężczyznami są bardzo dobre, rodziliśmy w domu i mąż był
          bardzo pomocny. Nie neguję obecności mężczyzn przy porodzie, wręcz przeciwnie,
          uważam, że powinni być, jeśli tylko chcą. Nie wyobrażam sobie, by nie było przy
          mnie męża (zresztą trudno by tak było przy porodzie domowym), ale bez przesady,
          to kobietę boli i rozrywa, a pisanie farmazonów, że przy ścisku ręki mało nie
          zaczął wyć z bólu jest lekką przesadą. Ja też nie mam żalu, że faceta nie boli,
          apeluję tylko o odrobinę zdrowego rozsądku.
          Nie wiem czemu Ci było przykro czytać.
          Podziwiać należy kobietę za ból tworzenia, a nie gościa za to, że raczył przy
          niej być.
          Takie jest moje zdanie i opinia mojego męża również.
          Też przeżywał narodziny naszej córeczki, wcale nie mniej niż ja, ale bliski
          omdlenia z powodu mojego bólu na szczęście nie był.
          • gfizyk Re: Poród domowy oczami mężczyzny - relacja 12.06.07, 23:40
            Kropkaa, odpowiem Ci tak - wątek, do którego się dopisałaś ma konkretny tytuł.
            Mianowicie - poród oczami mężczyzny. Jest on inny nież oczami i ciałem kobiety,
            ale nie znaczy to że możesz sobie po grochowym tacie jeździć jak po burym
            kocie. On w taki sposób to przeżył i opisał to. Nie ma co dyskutować w danym
            temacie. Możesz przyjąć jego relację, ew. pokazać mężowi. POkaż mi ilu facetów,
            na wszystkich ojców uczestniczyło w porodzie wogóle? Jaki procent uczestniczył
            w porodzie domowym? Skoro jest to nikły % całości, to znaczy, że nam też należy
            się szacunek. I tego się będę domagał.

            Nie twierdzę, że każdemu się musi podobać język poetycki. Być może autor
            zastosował jakąś hiperbolę literacką. Chciał opisać swoje odczucia jakie
            towarzyszyły mu. Tylko tyle. Wcale przez to nie umniejszył cierpienia żony.

            A czy szanowna Kropkoo zastanowiłaś się, że może ten opis przekona kilku ojców
            do spełnienia marzenia żony - i porodzie domowym? Zauważyłaś tylko jeden wers z
            całego opisu. To jest dla mnie conajmniej dziwne. I rzeczywiście - tak jak
            napisała Mareszka - przykre.

            pozdrawiam
            Grzesiek - tata (g)fizyk
            • grochowy_tato Re: Poród domowy oczami mężczyzny - relacja 13.06.07, 09:29
              Droga Kropko,
              szkoda, że z całej relacji zauważyłaś tylko jeden wers. Gwoli ścisłości, skoro
              już tak bardzo dosłownie wzięłaś słowa autora, "jęczeć" to nie to samo co "wyć".
              Autor nie napisał, że gdy jego żona rodziła to on wył z bólu. Napisał tylko, że
              wspierał żonę trzymając ją za rękę. A ona ściskała ją bardzo mocno podczas
              skurczów. Zdanie "Ściska mnie podczas skurczu tak bardzo, że przy każdym
              kolejnym razie wydaje mi się, że sam zacznę jęczeć z bólu." odczytuję w ten
              sposób, że autor chciał po prostu pokazać siłę, jaka staje się udziałem kobiety
              podczas porodu. I w żadnym fragmencie tej relacji nie potrafię doszukać się
              jakiegoś podtekstu autora, że niby to on bardziej cierpi. Wprost przeciwnie,
              pokazuje swoją miłość do żony, empatię i wielką chęć pomocy, która w takim
              momencie może się ograniczyć tylko do trzymania jej za rękę.

              Styl pisania jest kwestią indywidualną. Jednemu podoba się styl literacki, a
              innemu suche sprawozdanie w punktach. Przykre jest tylko publicznie wyśmiewanie
              się z uczuć i odczuć, z empatii i miłości. Sam kiedyś miałem podobną sytuację.
              Raz w życiu odważyłem się napisać o swoich uczuciach odnośnie porodu na pewnym
              forum. Panie, które też tam pisały, stwierdziły, że jakim prawem się na ten
              temat wypowiadam, skoro jestem facetem i nigdy tego nie zrozumiem i że w ogóle
              mężczyźni nie mają prawa do uczuć i wzruszeń. Skoro tak, to przestałem tam
              pisać. Moje zdanie jest takie - nie podoba Ci się, nie czytaj. Ale nie
              wyśmiewaj, bo może Tobie się to nie podoba, ale innemu mężczyźnie pomoże przemóc
              się uczestniczyć w porodzie.

              Czy ksiądz musi mieć żonę, żeby wypowiadać się na tematy rodzinne? Czy lekarz
              musi zapaść na chorobę, żeby umieć ją leczyć? Czy mężczyzna nie ma prawa do
              empatii i emocji?

              Do mnie ta relacja przemawia, chociaż moje doświadczenia w tej kwestii nieco się
              różnią.

              • fizula Re: Poród domowy oczami mężczyzny - relacja 13.06.07, 11:44
                Położna, która prowadziła pierwszą szkołę rodzenia, do jakiej chodziliśmy
                uczulała nas, żeby przed porodem obciąć króciutko paznokcie. Znała z autopsji
                sytuacje, że do krwi żony powbijały paznokcie mężom. Także myślę, że uścisk
                rodzącej może być na prawdę bolesny.
      • fizula Re: Poród domowy oczami mężczyzny - relacja 13.06.07, 11:34
        A dlaczego ojca rodzącego ma poród nie boleć?
        Znasz może coś takiego jak współczucie?
        Nie musi boleć fizycznie. Czasem niepokój, lęk, niepewność, troska o ukochaną
        osobę bywa jeszcze trudniejszy do zniesienia. Samo towarzyszenie ukochanej
        osobie, gdy jesteśmy bezradni wobec jej cierpienia bywa bardzo dotkliwe.
        Dlatego tak bardzo byłam wdzięczna mojemu mężowi (gdy rodziliśmy razem, a
        położna nie przyjeżdżała i nie przyjeżdżała) za to, że sam znosił niepokój z
        tym związany. Do mnie przychodził pomocny, spokojny, nie komentował tego faktu.
        Nie zapomnę pewnego ojca, który przyszedł do Szkoły Rodzenia prosto po porodzie
        ze spierzchniętymi ustami, bolącą przeponą. Tak poił swoją żonę, że o sobie
        zapominał, tak oddychał, ziajał razem z nią.
        Dla mnie ta relacja jest piękna, a jeszcze piękniejsza mojego ulubionego
        Fizyka :o)
    • kropkaa Re: Poród domowy oczami mężczyzny - relacja 13.06.07, 21:30
      Spodziewałam się, że wywołam burzę; przynajmniej to ciekawe acz czasem senne
      forum trochę ożyłosmile
      Poetyckość opisu mi nie przeszkadza, a nawet się podoba, czytałam jakbym
      oglądała amerykański film. Takie wszystko romantyczne, piękne i czyste. Do tej
      pory wydawało mi się, że poród ma coś z sensacji - napięcie, akcja, krew i
      szczęśliwy finał; a teraz wiem, że może być romansem.
      Gdzie ja jeżdżę po grochowym tacie??? Wyśmiewam się??? Również nie jeżdżę po
      autorze opisu, po prostu dyskutuję (do tego właśnie służy forum) z czymś, co
      mnie niepokoić zaczyna, mianowicie ze stawieniem na piedestał odważnych
      tatusiów z tego tylko powodu, że raczyli być przy narodzinach potomka, którego
      9 miesięcy wcześniej spłodzili. Czy za ten akt też mamy fanfary puszczać?
      Wśród moich znajomych nie ma par, które rodziły w domu (aczkolwiek może będą,
      bo my gorąco do tego przyjaciół namawiamy); raczej nie ma innej opcji przy
      takiej formie porodu niż być razem. W porodach szpitalnych ojcowie biorą udział
      zawsze, ale nie po to, by być bohaterem, ale by wspomóc partnerkę. I nie robią
      z rzeczy naturalnych wydarzenia o wielkiej skali.
      Na wiele, wiele lat poród został odebrany kobietom przez lekarzy, teraz jest
      jakaś dziwna tendencja, by podziwiać dzielnych, bo towarzyszących, tatusiów.
      Jakoś mało głosów, że kobieta jest dzielna, bo urodziła dziecko, bo ileś godzin
      się męczyła i z bólu wyła, bo ileś miesięcy dźwigała kilkanaście kilo extra, bo
      w czasie porodu spierzchły jej usta, a boli nie tylko przepona, ale cały
      człowiek...
      Oczywiście nie oczekuję pomników dla matek, bo taka jest wynikająca z natury
      kolej rzeczy, ale żeby w chwale i glorii mężczyzna przechodził do historii, bo
      dał podczas porodu rękę potrzymać, a kobieta mu paznokcia wbiła??? Przywróćmy
      rzeczom właściwą ich kolej.
      Rozumiem, że fora tematyczne są na swój sposób zamknięte, ludzie się znają,
      hołdują tym samym bożkom i krytykę takiego cielca odbierają bardzo
      emocjonalnie. Malowany ptak musi być zadziobany. Mnie to nie przeszkadza. A to,
      że spotkałam się z takim odzewem, nawet cieszy. I znaczy, że temat jest gorący.
      Czyli nie tak aż oczywisty, jakby się na początku wydawać mogło. Kropka.
      • gfizyk Re: Poród domowy oczami mężczyzny - relacja 13.06.07, 22:16
        Kropka, sugeruję jeszcze raz spojrzeć na tytuł wątku. Brzmi on - poród oczami
        mężczyzny. Wydaje mi się, że to jest właśnie miejsce, gdzie nie trzeba pisać o
        cierpieniu i mordędze matek. Ten temat jest dość często poruszany.Opisujecie
        swoje przeżycia (te fizyczne też). Oczywiście jesteście godne podziwu. NIe ma w
        tym temacie dwóch zdań.
        Ale my też uczestniczymy w tym wydarzeniu. Mamy swoje odczucia (fizyczne też).
        I właśnie dlatego powstał ten wątek. A poród domowy opisany przez faceta - to
        jednak ewenement na skalę rzekłbym całej Polski, a może (wyłączając Holandie i
        Anglię) Europy.
        Co do ojców i porodach w szpitalach - nie wszyscy faceci w nich uczestniczą,
        co do porodów domowych - bardzo mało kobiet decyduje się na nie, ponieważ nie
        mają wsparcia w mężu.
        A decyzja o porodzie w domu to decyzja wspólna. To wzięcie odpowiedzialności za
        to wydarzenie przez dwójkę osób + położna. Większość facetów boi się wziąć tę
        odpowiedzialność na siebie.
        Opowiem Ci jeden przypadek. Pewien lekarz (dr) zdecydował się na poród domowy
        po wielu namowach żony (też służba zdrowia). Dał się przekonać, choć było
        trudno. Po udanym porodzie, pochwalił się w szpitalu w którym pracował. Został
        tam prawie zmieszany z błotem, wylądował na dywaniku u szefowej swojego
        oddziału i skarcony jak gówniarz. Wręcz potraktowano go jakby złamał jakiś
        nakaz szpitalny. I co ty na to? Może powiesz, że co to za cierpienie?
        Ja osobiście jestem bardzo dumny z obu porodów domowych. Cieszę się, że
        podołałem fizycznie,ale przede wszystkim psychicznie. Przy pierwszym porodzie
        domowym mieliśmy niezbyt dobrze ustawioną wannę do tego celu. Trzymałem więc
        Fizulę przez cały okres parcia i sporo wcześniej, a w moje plecy wbijał się
        kran. Ale tak było wygodnie położnej i mojej żonie. Wcale nie zwracałem uwagi
        na moją niedogodność. Bo cóż to było w porównaniu z bólem żony. Co nie znaczy,
        że mniejsze cierpienie, cierpieniem nie jest.
        I jeszcze jedno - zwróć uwagę co Grochowy napisał. Na innym forum kobietki
        zaszczuły go, gdy przyznał się (a raczej pochwalił, że urodził w domu). WIęc
        gdzie ma o tym pisać. Znalazł tu wątek, bez żadnego OTa, a ty podważasz jego
        przeżycia, że są mało ważne. Zastanó się raz jeszcze.

        PS
        W pierwszej chwili myślałem, że tekst literacki jest Twojego autorstwa Grochowy
        Ojcze wink, ale później załapałem, że nie.

        Grzesiek - tata - (g)fizyk
      • grochowy_tato Re: Poród domowy oczami mężczyzny - relacja 13.06.07, 22:22
        Chyba zaczynam rozumieć Twój tok myślenia. Spotkałem się z czymś takim, gdy
        trafiłem na forum feministek - przekonanie, że rola mężczyzny kończy się na
        "spłodzeniu potomka", a po tym fakcie odmawia mu się prawa do uczestniczenia w
        ciąży i porodzie, bo "przecież to, co się dzieje w ciele kobiety należy tylko do
        niej i wara mężczyźnie od tego".

        W relacji nie ma ani słowa o tym, że to mężczyzna jest bohaterem. Nie ma ani
        słowa o tym, że autor uważa się za dzielnego, bo był przy żonie. Każde słowo w
        tej relacji jest stawianiem KOBIETY na piedestał, nie mężczyzny. Każde słowo
        mówi o tym, jak żona autora była dzielna, odważna, silna, cierpliwa, wytrzymała.
        W żadnym miejscu autor nie wystawia sobie pomnika. No chyba, że czyatliśmy dwie
        różne relacje.

        Kropko, piszesz: "(...)ale żeby w chwale i glorii mężczyzna przechodził do
        historii, bo dał podczas porodu rękę potrzymać, a kobieta mu paznokcia wbiła???
        Przywróćmy rzeczom właściwą ich kolej." Gdzie tu masz glorię i chwałę mężczyzny?
        Że miał odwagę napisać o tak intymnych sprawach i każdym zdaniem wielbić swoją
        żonę? Gdzie w tej relacji widzisz niecny podstęp autora, żeby otrzymać fanfary?

        Co do "jeżdżenia po Grochowym_Tacie", to akurat nie czuję się urażony, bo to nie
        moja relacja.

        Pozdrawiam
    • fizula Re: Poród domowy oczami mężczyzny - relacja 18.06.07, 12:40
      A ja Was proszę, drodzy panowie, nie zrażajcie się tym incydentem (wtrętami
      nie na temat kwestionującymi waszą zdolność do bólu), tylko relacjonujcie
      własne przeżycia. Macie do nich prawo!
      Jest to dla mnie zawsze bardzo pouczające, dające do myślenia, gdy ktoś zechce
      uchylić rąbka swoich przeżyć dotyczących tak ważnego momentu życia.
      • kropkaa Re: Poród domowy oczami mężczyzny - relacja 18.06.07, 15:04
        Incydentem???
        Nie na temat?
        Szkoda, że panowie, Twoim zdaniem oczywiście, mają prawo do wyrażania opinii, a
        panie niestety nie.
        Dla mnie też zawsze bardzo pouczające jest, że ta prawda jest ponadczasowa -
        wrogami kobiet są przede wszystkim kobiety.
        Masz rację Fizula, kobiety do rodzenia, mężczyźni do cierpienia.
        • gfizyk Re: Poród domowy oczami mężczyzny - relacja 18.06.07, 20:14
          kropkaa napisała:
          > Nie na temat?


          oczywiście, że nie na temat. Czy Kropka jesteś w stanie opisać poród "oczyma
          mężczyzny" ? Albo jaką opinię możesz koleżanko wyrazić o czyichś uczuciach??
          Możesz je przyjąć albo nie. Komentować możesz zachowanie, lub sposób ich
          wyrażania, ale to co ktoś czuje i przeżywa - nie. Dlatego twoje komentarze są
          zupełnie nie w temacie.
          Wcale się nie dziwię, że faceci nie opisują swoich przeżyć zbyt często, kiedy
          nawet w miejscu, gdzie można by się było spodziewać zrozumienia i aprobaty
          czyta się coś zupełnie innego.
          Prawdę mówiąc wolałbym przeczytać tutaj przeżycia innych facetów, niż twoje
          komentarze (OTy). Ale w zasadzie, to się nie zdziwię, jeżeli żaden z nas już
          nic nie napisze. Mnie zdecydowanie zniechęciłaś, choć po jednym porodzie
          szpitalnym i dwóch porodach domowych (w tym jeden bez położnej) - mam się czym
          dzielić. Nawet jeśli jestem TYLKO facetem.

          Grzesiek
        • fizula Re: Poród domowy oczami mężczyzny - relacja 19.06.07, 00:43
          Panie moim zdaniem mają prawo do wyrażania opinii. Potwierdza to wiele wątków
          już tu założonych. Ale co do tematu "poród domowy oczami mężczyzny" chętniej
          słucham niż pouczam mężczyzn.
          > wrogami kobiet są przede wszystkim kobiety.
          Ale ja nie jestem wrogiem żadnej kobiety
          • embro1 Re: Poród domowy oczami mężczyzny - relacja 03.07.07, 01:21
            przy 1 szym porodzie rodziłam w szpitalu i męzula bardzo się przydał,
            przy drugim rodziłam w domu sama

            (opis obu porodów na tym forum
            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=45447&w=65249919 )

            i musze powiedzieć, ze jakos nie odczuwałam nieobecności męza, nawet cieszyłam
            sie , że dane mi jest to przeżyc tak absolutnie tylko ja i dziecko i natura.

            tak wiec kobiety, wcale mężczyzna nie jest niestety niezbedny,
            ale do trzeciego porodu chciłabym miec męzula obok,
            niech ma mozliwość udziału w tych pieknych chwilach smile))

            opisy tatusiów bardzo mi się podobaja, jak dla mnie moga nawet i pisać że wyli z
            bólu, przeciez to chyba nie licytacja?

            ja z kolei mam wrażenie , że kobiety sie licytuja, która bardziej bolało...
            Osobiście stwierdziłam, że nie boli az tak strasznie, zdecydowanie bardziej mnie
            bolało, gdy sie kiedyś wywróciłam na rolkach i stłukłam kosc ogonową, tamten ból
            sprawił, że przez chwilę nic nie widziałam i nie mogłam oddychać, a poród, jak
            dla mnie da zię znieść. Oczywiście rozumiem, że inne kobiety może nie maja tak
            dobrze, no ale tez nie przesadzajmy, ani męzczyźni, ani kobiety,
            przesada nie jest dobra niezaleznie od płci.
            • adriane Re: Poród domowy oczami mężczyzny - relacja 08.07.07, 15:36
              Fajnie tatusiowie piszeciesmile
              Może moderator mógłby wydzielić osobno tę dyskusję o tym ile mężczyzna cierpi i
              czy bardziej od kobiety jako osobny wątek? Może to zniechecać innych ojców do
              dzielenia swoimi refleksjami, a są one bardzo cenne smile)
Pełna wersja