Ile pożytecznych rzeczy można zrobić rodząc w domu

04.06.07, 12:22
Z porodu najmłodszej Tosi:
O 5 rano obudził mnie skurcz. Twardy i z posmakiem bolesności. Podzieliwszy
się tą radosną nowiną z mężem, spędziliśmy chwilę ciesząc się sobą,
dzidziusiem i skurczem. Tyle że to było 2 dni przed terminem, a ja do tej
pory rodziłam 14 dni po wyznaczonej dacie porodu i 10 dni po. Więc zaczęłam
kombinować, co zrobić, żeby się upewnić, że to już: wzięłam odświeżający
prysznic. Potem miła lektura i zabawa z psem.Oczywiście herbata z liści
malin. Skurcze dalej anemiczne co 10-15-20 minut. Zrobiłam śniadanie dla
siebie, męża i starszych dzieciaków. Przygotowałam ich do szkoły,
przedszkola. Zjadłam razem miłe śniadanko. Zawsze zawoziłam Daniela do
przedszkola, ale czułam się zbyt uroczyście, zbyt podekscytowana, żeby i dziś
to robić. Powiedziałam mężowi, że nie czuję się już na siłach, żeby to zrobił
za mnie. Wyjątkowo miał później do pracy, więc mógł to zrobić. Mogliśmy
jeszcze razem pobyć i cieszyć się, że może może... Ale zarzekłam się, żeby
był w każdej chwili gotowy szybko wrócić. Jeszcze żeśmy u dzieci zawieszali
żyrandole w pokojach. Nie powiem, żeby rozgrywanie skurczu na stołku z rękami
w górze trzymającymi żyrandol było łatwe, ale udało się. Żyrandole
powieszone. A skurcze powoli sobie pełzły dalej ślimacząc się. Grześ pojechał
do pracy. A ja sobie na przemian rozgrywałam skurcze, przygotowywałam kominek
do rozpalenia, przyniosłam drewno. Przekąsiłam drugie śniadanko. W
międzyczasie odpoczywałam, krzątałam się po domu, sprzątałam, bo chciałam
mieć piękny dom na tę uroczystą chwilę narodzin Tosiaczka (tak o niej
mówiliśmy, bo jeszcze nie wiedzieliśmy, czy jest chłopcem czy dziewczynką).
No i wreszcie się przekonałam, że zaczynają nabierać regularności skurcze: co
10 minut. Zadzwoniłam około 11 do położnej. Ale jej nie zastałam. Zadzwoniłam
do Grzesia, żeby jednak przyjeżdżał do domu, bo ja jednak nie mogę odebrać
Lidzi ze szkoły (tak się razem obawialiśmy, żeby za wcześnie nie wzbudzić w
sobie płonnych nadziei). No i zaczęłam robić obiadek dla ukochanej rodzinki.
Kasza jęczmienna, schabowy, sałatka. W międzyczasie zadzwoniła nasza
zaprzyjaźniona młoda mama, czy może przyjechać. Powiedziałam, że może, ale że
prawdopodobnie rodzę. Napaliłam w kominku, żeby zrobić super atmosferę.
Wreszcie wrócił Grzesio z Lidzią. Lidka cała w skowronkach: "Ja wiedziałam,
że jak po mnie przyjedzie tata, to znaczy, że ty rodzisz, hura, dzidziuś się
rodzi" Wydawała takie oto płomienne okrzyki z młodych 7-letnich płuc. W
międzyczasie przyjechała jeszcze Ewelinka, pogadałyśmy, herbatkę jej
zrobiłam, kończyłam obiad. Daniela przywieziono nam z przedszkola. Przed 14
zjedliśmy wszyscy obiad, chociaż ja raczej oszczędnie. Pomogli mi już wszyscy
w nakryciu do stołu, bo stwierdziłam, że muszę bardziej się skupić na
oddychaniu. Dzieciaki głaskały Tosiaczka w brzusiu po drodze.
Grześ uczynnie Ewelinkę odwiózł na autobus, a ja w tym czasie
stwierdziłam, że muszę zwolnić tempo,odpocząć, bo położna dalej niedostępna
pod telefonem, a skurcze jakby nabrały rozmachu.
Przyjechał Grzesio i włączył mi śpiewy ptaków, potem grał mi na gitarze,
razem się modliliśmy, i on sam za mnie i okruszynkę. Dzieciaczki masowały
maluszka, co zaczął brykać w brzuchu. Jeszcze podłożyłam sobie podkład pod
prześcieradło (gdybym jednak wolała rodzenie na łóżku od rodzenia w wannie).
Jeszcze świece, już za żadne skarby nie mogłam uleżeć, musiałam się skupić na
Tosiaczku, na oddychaniu, na modlitwie do Anioła Stróża tego maleństwa. Do
Anioła Stróża mojej położnej, która gdzieś się dalej włóczyła. I za tą
kruszynkę, która między skurczami zaczęła mi sama wypychać głowę na świat
znacznie przyspieszając poród. Jeszcze chwila i cudownie ciepła i mokra
istota chlupnęła na czworo naszych rąk. To była Tosia. Mały cud siedzi teraz
u mnie na kolanach i bawi się swoimi paluszkami u nogi.
Mojego porodu nie zamieniłabym na żaden inny. Po prostu był wymarzony (pomimo
pewnego niepokoju związanego z nieobecnością położnej- stąd modlitwa do jej
Anioła Stróża).
A co inne mamy zdziałały rodząc? Dla mnie to był naprawdę pracowity dzień, a
jaki owocny :o)
Pozdrawiam ciepło :o)
    • silije.amj Re: Ile pożytecznych rzeczy można zrobić rodząc w 04.06.07, 16:17
      Fizula dziękujemy za piękną relację - jak ja już bym też chciała być PO i
      dzielić się z Wami naszymi przeżyciami.
    • kasiaimichael Re: Ile pożytecznych rzeczy można zrobić rodząc w 04.06.07, 18:49
      Bardzo ladna relacja. Dziekuje za rozmowe i pozdrawiam
      Kaska
    • hab_ek podziwiam i gratuluję 04.06.07, 22:25
      Nie mogę się podzielić równie wielkimi i licznymi dokonaniami, ale może dlatego,
      że rodziłam o raz pierwszy i sama do końca nie byłam pewna czego należy się
      spodziewaćsmile
      Położna była - przyjechała jeszcze przed czasem stwierdzając, że lepiej u mnie
      niż na konferencji w Warszawie,a poza tym to już weekend się zaczyna to co ona
      biedna będzie robić tak daleko...
      Jeśli miałabym się pochwalić, to powiedziałabym, że jeszcze w piątek do 17:30
      byłam w pracy, a w sobotę (dwa tygodnie przed terminem) o 15:35 przyszła na
      świat Julia. W domu za wiele nie zdziałałam - byłam za bardzo zaaferowana.
      Ale obiecuje, że do następnego porodu się przygotuję... smile)
      pozdrawiam fizunię i maleństwo !
      • fizula Re: podziwiam i gratuluję 04.06.07, 22:53
        Taki temat nasunęło mi przypomnienie książki p. Irenki Hołuj oraz różnych
        książek prof. Fijałkowskiego, gdzie są opisy rodzenia wplecionego w różne
        domowe zwyczajne czynności. Przy starszym Danielku też nie byłam w stanie wiele
        zdziałać, tak byłam zaaferowana. Zresztą wszystko działo się w nocy, nie do
        końca wtedy wierzyłam, że uda mi się w domu urodzić. Ale Tosię rodziłam w ciągu
        dnia, więc coś niecoś mogłam zdziałać. Jeszcze raz przeprasować i dopieścić
        żelazkiem maleńkie cudne ubranka, które oczekiwały wraz ze mną. Ale ostatnie
        dwie godziny 14-16.00 oddałam się niemal wyłącznie rodzeniu i to była tego dnia
        moja największa praca. Skupiłam się wtedy już na rodzeniu Tosieńki, bo inaczej
        już nie mogłam. Ta kochana osóbka, choć początkowo się nie spieszyła z porodem
        na finiszu tak zaczęła galopować, że ledwo mogłam złapać dech. Rodzenie Daniela
        było relaksujące w porównaniu z rodzeniem Tosi, ponieważ przez ostatnie dwie
        godziny między skurczami czułam jak Tosia się wwierca, aktywnie sama
        przyspiesza poród, pcha się po prostu naprzód, kręci głową. I taka jest do dziś
        dnia ;o) Bardzo żywotna osóbka, w wieku 3 miesięcy zaczęła się dźwigać do
        siadania, zaczęła gaworzyć.
        Dziewczyny, życzę Wam cudnych porodów, by to był najpiękniejszy dzień w Waszym
        życiu. I mam nadzieję, że się podzielicie swoimi relacjami :o) Ja namawiam
        swojego kochanego małżonka, żeby opisał, jak to był moim najlepszym położnikiem
        tym razem.
    • juleg Re: Ile pożytecznych rzeczy można zrobić rodząc w 05.06.07, 17:17
      Dzięki za opis- genialny poródsmile

      ja zamierzam- chodzić po lesie, upiec ciastowink
      • fizula Re: Ile pożytecznych rzeczy można zrobić rodząc w 06.06.07, 00:00
        Chodzić po lesie? -czemu nie. Dziewczyna, która przede mną rodziła w domu,
        spacerowała podczas porodu po ogrodzie. Ja rodząc starszego Daniela na początku
        zrobiłam kilka okrążeń wokół bloku (a blok w którym mieszkaliśmy był ogromny)
        razem z psem, żeby skurcze sobie nie poszły w siną dal.
        Ale planować oczywiście sobie można, co się zrobi, ale rzeczywistość zazwyczaj
        jest ciekawsza :o)
        Trzymam kciuki za Was!
        • juleg Re: Ile pożytecznych rzeczy można zrobić rodząc w 07.06.07, 21:05
          Dziękismile mam nadzieję, że się wszystko udabig_grin
    • quin Re: Ile pożytecznych rzeczy można zrobić rodząc w 10.06.07, 02:59
      tak to prawda, podczas porodu domowego można wile zrobić, ja wstawiałam pralkę,
      żeby męzowi koszule do pracy na jutro uprać (jakoś nie dopuszczałam do siebie
      myśli, ze jutro do pracy nie pójdzie) potem wieszałam pranie,odpisywalam na
      maile, szykowalam łóżczko dla maleństwa... nie pamiętam więcej, ale położna i
      mąż mówią, że miałam tysiace pomysłów co robić i troszke mnie hamowali
    • silije.amj Re: Ile pożytecznych rzeczy można zrobić rodząc w 10.07.07, 18:31
      Ja zdążyłam zrobić niewiele, bo poród niedługi i w środku nocy. Po 22 kiedy
      pojawiły się skurcze regularne, ale niezbyt silne, położyłam spać moje córeczki.
      Przez kolejne dwie godziny z przerwą na kąpiel chwaliłam się znajomym i
      przyjaciołom przez internet, że się zaczyna, żeby kciuki trzymali smile. A po
      północy do 2.40 to już myślałam tylko o rodzeniu.
      Zawieszanie żyrandoli pewnie nie przyszłoby mi do głowy smile.
    • pacsirta Re: Ile pożytecznych rzeczy można zrobić rodząc w 18.07.07, 20:51
      Przy pierwszym porodzie niezbyt wiele, bo to była noc, bardzo dłuuuga noc.
      Byłam zmęczona, powalona wręcz siłą skurczów i brakiem postępu porodu. Ale
      byłam na spacerze w Puszczy Kampinoskiej (już rano), potem poszło błyskawicznie.
      Ale przy drugim porodzie wiedziałam już, czego się spodziewać, byłam
      przeszczęśliwa, że nie jestem w szpitalu (14 dni po terminie), a ponieważ
      myślałam, że pójdzie szybciej już o 5.00 rano zdążyłam umyć dokładnie kuchnię
      razem z podłogą, potem powiesiłam pranie na balkonie (jeszcze zdążyłam je
      zdjąć, jak wyschło), posprzątałam resztę mieszkania, ugotowałam zupę,
      nakarmiłam starsze dziecko i wyprawiłam do babci i zostało jeszcze mnóstwo
      czasu, z którym nie wiedziałam co robić, bo córeczka urodziła się dopiero
      wieczorem.
Pełna wersja