komplikacje przy porodzie, któraś miała?

30.07.07, 12:10

    • eps Re: komplikacje przy porodzie, któraś miała? 30.07.07, 12:12
      za szybko enter sad
      chce rodzic w domu ale jakoś boję sie ewentualnych komplikacji.
      Podobno nawet jak sie zdarzają to nie są one zagrażające zyciu ani matki ani
      dziecka i spokojnie można dojechać jak cos do szpitala.
      może któraś z Was cos słyszała na ten temat lub sama tego doświadczyła.
      Czy 15 minut drogi samochodem do szpitala to daleko?
      Za kilka dni mamy sie spotkać z polożną która mam nadzieję wszystko wyjaśni ale
      jestem ciekawa jak to było u Was.
      Z góry dziękuje.
      • kaakaa Re: komplikacje przy porodzie, któraś miała? 30.07.07, 19:06
        Myślę, że podstawowa sprawa, to zaufanie do własnego ciała i przekonanie, że
        komplikacji nie będzie. Jeśli bardzo obawiasz się komplikacji, to lepiej rodzić
        w szpitalu.
        Przy dwóch z moich porodów pojawiły się komplikacje a przy trzecim komplikacje
        poporodowe, byłe jednak takiego rodzaju, że położna poradziła sobie na miejscu:
        1. po 2 godzinach parcia zaczęło spadać tętno (maluch się przydusił) - na
        najbliższym skurczu położna dokonała nacięcia, żeby sie urodził, bo dłuższe
        oczekiwanie mogło być niebezpieczne; urodził się duży (>4 kg), zdrowy chłopak.
        2. po kilku skurczach partych akcja się zatrzymała - dostałam oksytocynę i na
        najbliższym skurczu maluch się urodził
        3. 3-4 godziny po porodzie zasłabłam, okazało się, że zapomniałam pić (były
        straszne upały, prawie 40 st.) i się odwodniłam - dostałam kroplówkę z płynu
        wieloelektrolitowego i natychmiast mi się poprawiło.
        • fizula Re: komplikacje przy porodzie, któraś miała? 31.07.07, 23:47
          Ja rodziłam nietypowo dwa razy łożysko. Zazwyczaj rodzi się najpierw błony
          płodowe, a potem łożysko, a ja rodziłam odwrotnie sposobem Duncana: najpierw
          łożysko, potem błony płodowe. Tym sposobem traci się więcej krwi niż normalnie.
          Za drugim razem położna nie była pewna czy całe błony płodowe się urodziły
          (łożysko na pewno całe). Podjęłam decyzję, że zostaję w domu, w razie objawów
          pozostania czegoś w macicy pojechałabym do szpitala na wyłyżeczkowanie.
          Natura szczęśliwie pięknie sobie sama poradziła i ku mojemu zaskoczeniu 11 dni
          po porodzie "urodziłam" resztkę błon płodowych otoczonych skrzepem.
          W szpitalu oczywiście profilaktycznie zostałabym wyłyżeczkowana.
    • kropkaa Re: komplikacje przy porodzie, któraś miała? 01.08.07, 01:31
      Przy rodzeniu łożyska straciłam dużo krwi. Lała się i lała (siedziałam na
      krzesełku porodowym więc widziałam). Przechodząc z łazienki do pokoju na moment
      zemdlałam. Pamiętam jeszcze słowa Ireny, że mnie przeniesie na łóżko i swój
      protest, że absolutnie, przecież nie da rady (jest drobna). Następna chwila to
      zdziwienie, od której strony widzę pokój - nie mogłam skojarzyć w którym rogu
      jestem... Dostałam cztery kroplówki; chyba glukozę i jakieś elektrolity, nic z
      krwią; piłam też wodę z miodem. Leżałam w łóżku z rureczką w ręce i karmiłam (i
      oczywiscie podziwiałam) córeczkę, nawet nie odczuwałam, że jestem słaba.
      Dopiero jak musiałam z łóżka wstać, to faktycznie nie miałam siły. Ale pierwsze
      kroki, trzymając się łóżka, zrobiłam w nocy po pampersa, rano poszłam sama do
      łazienki jeszcze przy ścianie, a po południu już smigałam po domu.
      Nie wiem, czy można to zaliczyć do komplikacji, moim zdaniem nie, ale piszę
      jako przykład, że coś takiego może się zdarzyć, ale nie jest niczym strasznym.
    • silije.amj Re: komplikacje przy porodzie, któraś miała? 01.08.07, 10:51
      Ja komplikacji nie miałam, chciałam sie tylko wypowiedzieć na temat 15-minutowej
      drogi do szpitala. Wydaje mi się, że to niedaleko, mi na takie samo pytanie
      położna odpowiedziała, że niedawno mąż wiózł żonę do szpitala z krwotokiem pod
      koniec ciąży (łożysko się odklejało) 30 kilometrów, zdążyli dojechać,
      przygotować się do cesarki i po cc z mamą i dzieckiem było wszystko w porządku.
      Ja miałam do szpitala 10 minut dojazdu w nocy i około 30 w godzinach szczytu. W
      razie czego wolałam rodzić w nocy smile. Ale wszystko poszło zgodnie z planem i 5
      godzin po porodzie wzięłam się za szorowanie kanapy, bo miała plamkę z krwi wink.
      • housewife1 Re: komplikacje przy porodzie, któraś miała? 04.08.07, 23:03
        nie miałam zadnych komplikacji, urodziłam zupełnie sama, bez połoznej nawet,
        połozna i mąż urodzili ze mną łożysko, do szpitala miałam około 45 min bez
        korków, na pewno bym nie zdązyła nawet gdybym zbiegła do auta w ogóle przy
        1-szym skurczu smile
        (cały mój poród trwał 1 godzinę,)
Pełna wersja