Wątpliwości, miałyście?

23.09.07, 11:06
Jestem na 3 tygodnie przed terminem porodu. Wszystko jest ok, mamy umówioną
położną i tylko czekamy.
Pochopnie pochwalilismy sie mojej mamie i tak wie pół miasta w którym
mieszkam. no i sie zaczęło. Bombardują nas z każdej strony że to
niebezpieczne, że lepiej w szpitlau że to ze tamto. Cały czas coś. Juz jestem
tym zmeczona. Z połozną jestem umówiona tak że gdyby nie mogła przyjechać
pojedziemy my do niej do szpitala gdzie urodze ale zaraz po 2-3 godziinach
wyjdziemy do domu. No i cała rodzinka uczepiła sie tej myśli że skoro możemy
wyjść za 3 godziny to lepiej w szpitalu. Jaz nawet maż zaczął miec wątpliwości
a ja zaczełam sie zastanawiać czy aby dobrze robimy.
Czy Wy tez miałyście takie przeboje i czy którąś z Was nachodziły wątpliwości?
Juz zaczynam fiksować i wczesniej byłam pewna że chce porodu w domu a teraz
zaczynam myśleć dlaczego sobie tak wykombinowałam i czy dobrze robię.
    • nuit4 Re: Wątpliwości, miałyście? 23.09.07, 12:34
      ja wyłączyłam telefon,nie kontaktowałam się z osobami które były mi
      nieprzychylne,i tak z reszta bardzo mało osób wiedziało.
      jak 3 dni po terminie zaczęłam miec regularne skurcze pochwaliłam sie
      kolezanc-ona obiecala trzymac kciuki,mowila ze mnie podziwia i w ogole same
      pozytywy,ale... powiedziala o tym naszej wspolnej znajomej-panikarze.Tamta do
      mnie zadzwonila i zaczela na mnie krzyczeć!! i mowic ze jestem nieodpowiedzialna
      i ze to o dziecko chodzi i...skurcze calkiem sie zatrzymaly.i nie wrocily juz w
      ogole.nawet 18 dni po terminie po oxytocynie.


      unikałambym osob nieprzychylnych,spotkaj sie jeszcze raz z polozna,poczytaj
      opowiesci tutaj na forum i nie daj sie zastraszyc.jesli porodw domu jest czyms o
      czym marzysz i nie masz przeciwskazan to jedyna przekoda sa chyba tylko ludzie
      ktorzy nie maja bladego pojecia o temacie,ale za to "wiedzą lepiej".
    • kropkaa Re: Wątpliwości, miałyście? 23.09.07, 19:05
      Nie miałam żadnych wątpliwości, powiem więcej, była tak nastawiona
      na poród w domu, że nie miałam innej alternatywy. Nie wybrałam
      szpitala, dom narodzin, aczkolwiek idea mi się podoba i bardzo im
      kibicuję, nie wchodził w grę. Mojej dentystce nawet
      powiedziałam: "Nie przewiduję żadnych komplikacji"...
      Bo faktycznie tak bardzo chciałam rodzić w domu, że nie myślałam o
      żadnych możliwych, ewentualnych, potencjalnych, prawdopodobnych czy
      też nie komplikacjach przed czy w trakcie. Jedyną moją schizą było,
      by dziecko się odwróciło, ale to było przed ostatnim usg.
      Eps, żeby się udało, musisz naprawdę tego chcieć i być przekonana o
      słuszności swojej decyzji. Tylko wtedy stawisz czoła bólowi,
      długości porodu, niemożności dostania znieczulnia.
      Moje zdanie jest takie - poród w domu się uda, jeśli ktoś tego chce
      całym sobą. Bo pomijając położną, liczysz tylko na siebie.
      Czy warto? Bardzo, bardzo, bardzo. To jest NIESAMOWITE przeżycie.
      Nawet teraz, gdy to piszę i przypominam sobie, jak pierwszy raz
      zobaczyliśmy naszą córeczkę (jednocześnie i razem, bo mąż siedział
      za mną), jak zaraz po urodzeniu trafiła w nasze ręce, jak powoli, z
      lekkim niedowierzaniem, otworzyła oczka i przyglądała się nam, jak
      Irena zgasiła światło, by ją nie raziło, jak siedzieliśmy sobie
      razem, a czas płynął poza nami, to mam łzy w oczach. W domu możesz
      sobie zaplanować ramy tego, co byś chciała, a świadomość, że
      wyreżyserowałaś swój poród SAMA, jest bardzo budująca.
      Gdy moje koleżanki rodzą dzieci w szpitalu, to jest mi żal, że nie
      przeżyły tego co ja... Każdemu, komu dobrze życzę, życzę, by udało
      mu się urodzić dziecko w domu. Niestety, z moich bliskich, nie ma
      takiego, co by się odważył. A szkoda.
      Ponadto uważam, że nie ma lepszego prezentu na początek dla dziecka,
      niż zafundować mu przyjście na świat w domu. Takie dzieci są na ogół
      spokojniejsze, nie narażone na cudze bakterie, nie dostają na
      powitanie światłami po oczach, a zaraz potem lateksowych rękawic
      lekarza, dwóch szczepionek.
      A ty kładziesz się z maleństwem do swojego łóżka, nikt was nie
      rozdziela, może sobie ssać i ssać. A potem tata dostaje noworodka
      i może sobie go trzymać jak i ile chce.
      W szpitalu masz i świadków swojego zmagania się z bólem (co dla mnie
      byłoby bardzo krępujące) i twoje dziecko jest poddane wszystkim
      zbędnym procedurom, zamiast być przy tobie. Poród w domu wg mnie
      jest bardzo płynnym przejściem pomiędzy światami i dla dziecka i dla
      rodziców. Nie ma tego jechania do szpitala, bycia w szpitalu,
      powrotu. Po prostu - pojawia się mały człowiek i jest. Dla mnie to
      było nie do uwierzenia, gdy moja koleżanka po 10 dniach wróciła ze
      szpitala (żółtaczka) i zaczynali z dzieckiem uczyć się siebie. Po 10
      dniach my nie pamiętaliśmy, że kiedyś byliśmy bez maszej Kruszyny...
      Albo następny dzień po porodzie - leżałam w łóżku i nie mogłam się
      napatrzeć na to Cudo będęce obok mnie. Nie mogłam uwierzyć, że to
      moje dziecko, a urodziłam je sama.
      • eps do kropkaa :) 23.09.07, 20:49
        Dziękuje Tobie bardzo za słowa otuchy!!
        Urodzić w domuy pragnę bardzo i wiem że nic sie nie stanie, po prostu to wiem i
        juz. Jak ktos pyta co jesli beda komplikacje mówię podobnie jak Ty że nie będzie
        i koniec bo ja wiem lepiej.
        Co prawda wtedy patrzą na mnie jak na wariatkę ale wiem swoje.
        Dziękuje za Twój opis bo potrzebowałam wsparcia. Chodź wiem to wszystko co mi
        opisałas to jednak przyjemnie było to przeczytać i podbudowac sie psychicznie. A
        rozmawiać z osobami na nie po prostu nie będe.
    • pacsirta Re: Wątpliwości, miałyście? 23.09.07, 21:50
      Popieram całkowicie to, co napisała kropkaa. Najważniejsze, to mieć
      naprawdę silne przekonanie, że chcę urodzić w domu i że wszystko się
      uda. Nie ma co myśleć nad ewentualnymi komplikacjami. W domu są
      bardzo, bardzo duże szanse, że tych komplikacji nie będzie (na pewno
      większe, niż w szpitalu). Trzeba zamknąć uszy na gadanie
      strachliwych i robić swoje. Polityka nieinformowania rzeczywiście
      sprawdza się najlepiej. Po wszystkim owszem, jak najbardziej, ale
      przed nie ma co się narażać na niepotrzebne stresy.
      Powodzenia.
    • h_o_s_h_i Re: Wątpliwości, miałyście? 24.09.07, 09:03
      Ja też jestem na trzy tygodnie przed terminem porodu smile
      O tym, że chcę rodzić w domu, niektórym po prostu nie mówię.
      Prawdę mówiąc nie wie o tym nawet mój lekarz. O pomyśle rodzenia w domu
      powiedziałam mu na pierwszej wizycie - stwierdził, że już trzeba zacząć wybijać
      mi to z głowy. Od tej pory nie wspominałam więcej o porodzie domowym, a on jest
      przekonany że urodzę "poprawnie" czyli w szpitalu.
      Nie mówię też nic mojej mamie - kiedy usłyszała o domu, stwierdziła, że za
      wszelką cenę chcę być oryginalna, przy okazji zabijając dziecko...
      Po wielu nieskutecznych próbach przekonania jej do mojego pomysłu dałam sobie
      spokój- o tym ,że Hania urodziła się w domu, powiemy jej po fakcie.
      Za to moje koleżanki traktują mnie jak królika doświadczalnego smile - kilka z nich
      rozważało taki poród, ale się nie zdecydowały. Teraz patrza jak nam pójdzie,
      jeśli wszystko będzie dobrze, może przy następnych dzieciach może też zdecydują
      się na poród domowy. Ale przynajmniej wiem, że w nas wierzą i trzymają za nas
      kciuki. I tak naprawdę tylko z takimi osobami staram się o porodzie rozmawiać.
      A najważniejsze i tak jest to, że oboje z mężem jesteśmy przekonani o słuszności
      takiej decyzji i uważamy, że jest to najlepsze, co możemy zrobić dla naszej
      córeczki smile
    • w_oparach_absurdu Re: Wątpliwości, miałyście? 28.09.07, 18:57
      to zacznij odpowiadac ze juz zmadrzalas i przemyslalas cala sprawe...
      mow "wiem wiem... w szpitalu jest bezpiecznie... " w domysle w szpitalu tez
      jest bezpiecznie ale ja rozde w domu smile szybko ci odpuszcza a ty nie sklamiesz
      bo powiesz ze w szpitalu jest BEZPIECZNIE a nie BEZPIECZNIEJ i nie bedziesz
      mowila ze tam urodzisz tylko ze pzremyslalas sprawe a to ze wynikiem przemyslen
      jest porod w domu to juz nikt nie musi wiedziec... a jak beda sie pytac w ktorym
      zspitalu to mow ze w tym w ktorym bedzie miejsce jak TRZEBA bedzie jechac tongue_out no
      chyba ze mieszkasz w malym miescie gzdie nie ma wyboru, ale wtedy to nikt sie
      pewnie pytac nie bedzie smile
      pozdrawiam i zycze wytrwalosci Tobie i Twojemu Mezowi a takze cudownego porodu
      • silije.amj Re: Wątpliwości, miałyście? 28.09.07, 21:21
        TaAAk, ja niewtajemniczonym na pytanie, który szPital, odpowiadałam z błyskieM w
        oku: "TO SIę JESZCZE OKAżE!" smile)
        • w_oparach_absurdu Re: Wątpliwości, miałyście? 28.09.07, 22:30
          ja mowie "zobaczymy" tongue_out
          • sun.pl Re: Wątpliwości, miałyście? 29.09.07, 14:00
            Ja mówiłam, że nie wiem, w którym szpitalu, zależeć to będzie od tego, jak
            szybko będę sie musiała tam dostać. Mówiłam, że torba do szpitala gotowa (prawdę
            mówiąc nie rozpakowałam jej jeszcze do końca smile a to już 2 tygodnie po porodzie
            - w domku) i wszystko to była prawda. Moja mama już po wszystkim powiedziała, że
            bardzo dobrze zrobiłam, że jej nie mówiłam, bo by mi "ględziła". Teraz już po
            wszystkim zrozumiała, że mój wybór był słuszny - rozmawiałyśmy o moim wspaniałym
            porodzie i o jej 2 trudnych porodach w szpitalu... Podsunęłam jej też książkę
            Sheili Kitzinger "Rodzić w domu" - strach wynika z niewiedzy, więc może podsunąć
            przestraszonej rodzinie trochę informacji na ten temat?
            • housewife1 Re: Wątpliwości, miałyście? 29.09.07, 15:55
              ja mówiłam, że w domu i jakos w sumie niewiele osób tak wprost mi cos mówiło,
              raczej meżowi, bo ja mówiłam to bardzo stanowczo i chyba każdy wyczuwał, że
              dyskusja ze mną nie ma sensu smile))
              Zresztą czasem odpowiadałam, "jak ktoś sie boi to niech rodzi w szpitalu, ja sie
              nie boję, pierwszy poród miałam super, a drugi tez taki będzie" , generalnie,
              nie mówiłam jednak, jeśli ktos sam nie zapytał.
              • deigratia Re: Wątpliwości, miałyście? 29.09.07, 18:04
                Ja dopiero będę rodzić.
                Do tej pory powiedziałam na gimnastyce, na którą chodzę, bo
                prowadząca strasznie ciekawa wszystkiego i oczywiście pytała o
                szpital. Dziewczyny wybuchnęły nie najprzyjemniejszym śmiechemuncertain
                Potem usłyszałam jeszcze, że teraz taka moda na rodzenie w domu.

                Powiedziałam też jednej koleżance, ale upewniwszy się w myślach, że
                nie mamy żadnych wspólnych znajomych, którym mogłaby powtórzyć.

                Powiedziałam też prowadzącej szkołę rodzenia, która sama urodziła 6
                dzieci w domu. Jej pierwsze słowa: "tylko nie mów o tym nikomu" smile
                No cóż, ja już nikogo wtajemniczać nie planuję. Ona jednak jest
                dobrą znajomą mojej mamy, która gdyby się dowiedziała, to nie dałaby
                mi żyć.

                Zaczęliśmy szkołę rodzenia i jestem świeżo po filmiku, w którym
                kobieta rodzi na plecach "pod górkę", tną ją a krew ładnie sika,
                wokół stado lekarzy w zielonych kitlach i maskach, wyciągają z niej
                dziecko a potem dyndają nim za nogi (!)... Dla mnie to taki koszmar,
                że obawiam się, że jeśli trafię do szpitala to skończy się prędzej
                cesarką jak u nuit4 niż porodem sn. Dlatego ja gaduła już ani pary
                nikomu! smile))
            • h_o_s_h_i Re: Wątpliwości, miałyście? 30.09.07, 23:46
              Niestety nie zawsze da się podsunąć zestresowanej rodzinie jakieś informacje na
              ten temat. Ja najpierw bardzo chciałam przekonać moją mamę - nie żeby mnie
              poparła, bo wiedziałam, że sam pomysł jej się nigdy nie spodoba, ale nie miałam
              ochoty słuchać, że chcę zabić dziecko...
              Proponowałam jej i książkę Ireny Chołuj i książkę Preeti Agrawal (Kitzinger
              jeszcze wtedy nie miałam), ale stwierdziła że nie zamierza tego czytać, bo i tak
              uważa że to głupota.
              Efekt jest taki,że jest w tej chwili przeze mnie permanentnie okłamywana że będę
              rodzić w szpitalu - dzięki czemu mama czuję się doskonale, a mi jest głupio -
              ale i tak wolę tę sytuację od ciągłych kłótni na temat tego jak i gdzie mam rodzić.
              Nieswojo poczułam się zwłaszcza dzisiaj, kiedy akurat byłam u mamy i zadzwoniła
              moja położna spytać, jak się czuję (to jeszcze tylko dwa tygodnie, a może mniej)
              Powiedziałam, że to koleżanka smile))
              • eps Re: Wątpliwości, miałyście? 01.10.07, 08:19
                tak wiec jak teraz mnie ktoś pyta i próbuje gadać o mojej nieodpowiedzialności
                to tylko przytakuje i mówię: tak, tak wiem, zobaczymy może jednak do szpitala
                pojedziemy". i dyskusja sie ucina. A i tak nie mam najmniejszego zamiaru nigdzie
                jechac smile
    • 987ania Re: Wątpliwości, miałyście? 19.02.08, 20:46
      Mnie mój ojciec powiedział, że jestem ekshibicjonistką i zawsze chcę być w
      centrum uwagi. I wszyscy muszą słyszeć, że ja rodzę, bo pewnie będę się darła.
      Matka mnie prosiła, żebym więcej przy ojcu na ten temat nie mówiła. Ona sama nic
      nie komentuje. Zawsze mówiła rób co chcesz i teraz też nie jest zbyt
      zainteresowana moją ciążą ani porodem. Teściowie nie wiedzą i dowiedzą się
      pewnie po fakcie.
      Ja nie mam żadnych wątpliwości, mój M. też nie. Nikt nie zaczyna ze mną
      dyskusji, bo mówię, że jestem pielęgniarką i wiem lepiej.
      • jola-kropek Re: Wątpliwości, miałyście? 20.02.08, 13:42
        u nas bylo to samo... nieopatrznie puscilam pare z geby i juz stado wron zaczelo
        sie nade mna paastwic... jakby innych tematow na swiecie nie bylo! a najgorsze
        jest to, ze mi meza zmije przechrzcily... w koncu udalo sie, nie do konca tak
        jak chcialam, bo z polozna, ale i tak nie zaluje. Debbie okazala sie byc chyba
        najbardziej wymarzona polozna jaka tylko mozna miec, nic nie natrzucala, jej
        obecnosc byla obecnoscia cienia smile wiec: TRZEBA TRZYMAC BUZIE NA KLODKE!!!
        nestety, taka prawda...
Pełna wersja