Witam się i ja... (długie)

08.11.07, 01:57
To mój pierwszy post na tym forum, chociaż podczytuję od dawna. Jestem mamą
już prawie półrocznej Emilki, która (niestety) przyszła na świat przez CC.
Powodem był spadek jej tętna i szybka cesarka, chociaż, jak się zastanowię, to
chyba za szybka. No, ale staram się wierzyć, że mój lekarz prowadzący, który
akurat wtedy miał dyżur, wiedział, co robi.
W każdym razie, cesarkę zrobiono, przy okazji uszkadzając mi jakieś nerwy w
nodze, przez co żadnego bólu "pocesarkowego" nie pamiętam tak, jak tego, że
nawet otarcię koszulą nogi powodowało, że płakałam z bólu. Najgorsze jednak
było to, że w szpitalu, w którym rodziłam, po cesarce rozdziela się matkę i
dziecko, matka leży 12 godzin w sali pooperacyjnej, a dziecko samo, na
oddziale noworodków. Nie wiedziałam, że to tak jest, nie dowiadywałam się, bo
opcji cesarki nie brałam pod uwagę. Może trzeba było? Wtedy ważniejsze byłoby
pozostanie z dzieckiem, niż łatwy dostęp do zzo, przez który zdecydowałam się
na ten konkretny szpital.
Na dobitkę, ja leżałam nie 12, a 24 godziny, z powodu tej nogi (anestezjolog
tak zarządził). Myślałam, że umrę z żalu. Przez to później nabawiłam się
porządnego baby bluesa. Mam filmik, który nagrał mąż (dobrze, że poszedł
zrobić zdjęcia, to mogłam sobie popatrzeć, bo absolutnie nie było mowy o
żadnym przystawieniu do piersi po wydobyciu z brzucha, pokazali tylko, dałam
całusa i zabrali mi Emilkę... ) Na tym filmiku moja malutka córeczka tak
strasznie szuka piersi, ssie paluszki..Ech, już wolę o tym nie myśleć, bo
serce mnie boli znów.

W każdym razie, po wielu przemyśleniach doszłam do wniosku, że mimo, iż
położne były bardzo miłe, to jednak to rozdzielenie nas było okrucieństwem i
przy następnym dziecku od tego nie dopuszczę. A po przeczytaniu pięknego opisu
porodu domowego Silje też zaczęłam o takim marzyć... Następne dzieciątko
planujemy za ok 8 miesięcy. Mam nadzieję, że będę mogła z Wami być i czytać o
wielu pięknych, domowych porodach. Bo bardzo boję się, że żadna położna nie
zgodzi się przyjąć takiego porodu, ze względu na moje CC...Długo by jeszcze
pisać, co mi w duszy gra. Ale musiałam to wreszcie z siebie wyrzucić, mężowi
już nie chcę truć, poza tym, on chyba już woli do tego nie wracać. A mi tak
ciągle żal, że nie tak powinno być.

Mam nadzieję, że nie zanudziłam Was na śmierć.
    • pacsirta Re: Witam się i ja... (długie) 08.11.07, 15:47
      Witaj. Nie zanudziłaś. Może mimo wszystko będziesz mogła dołączyć
      do "mam domowych", czego Ci z całego serca życzę.
    • w_oparach_absurdu Re: Witam się i ja... (długie) 08.11.07, 16:45
      Witaj !

      Ja jestem mama ktora prawie ze urodzila w domu po cesarce i to po duzo krotszej
      przerwie... mysle ze nie powinno byc problemu ze znalezieniem takiej poloznej
      tylko ze trzeba sie liczyc z tym ze w razie nawet minimalnych watpliwosci co do
      stanu blizny pojedziecie do szpitala. Dlaczego "prawie" w domu? no coz nie kazda
      ekipa pogotowia jest przygotowana na domowy porod tongue_out mozesz sobie przeczytac o
      moim porodzie w watku "urodzilam-czyli jak sie rodzi w windzie..."
      • mama-emilki Re: Witam się i ja... (długie) 08.11.07, 17:16
        Dziękuję Wam. W_oparach_absurdu, czytałam Twoją relację z porodu, była
        niesamowita. Pokazałam nawet mężowi, i potem długo rozmawialiśmy. Doszliśmy do
        wniosku, że powinni byli Panowie sanitariusze wziąć parę głębokich oddechów i
        pomóc przyjąć poród w domu, a nie ciągnąć Cię do szpitala. No,ale tekst o
        oksytocynie świadczył o nich nie najlepiej. Czytałam sporo na tym amerykańskim
        forum o porodach domowych i o takowych po cesarce. Podobno pęknięcie blizny po
        cc jest bardzo rzadkie. Dlatego tego się nie obawiam. Bardziej tego, że znów
        zacznie spadać tętno dziecka, z niewiadomych powodów-bo w przypadku Emilki w
        sumie NIC się nie stało, dostała 10 punktów! A była malutka, 2690 g i 49 cm-w
        sam raz do rodzenia naturalnie wink Mój mąż jest jak najbardziej za porodem w
        domu, bo on też przeżył bardzo tą cesarkę. Dużo, dużo czytam, mam nadzieję, że
        wszytko uda się, tak jak wymarzyłam sobie. No i jeszcze mam sporo czasu wink
        • mama-emilki Re: Witam się i ja... (długie) 08.11.07, 17:20
          Jeszcze dodam, że przez miesiąc przed porodem piłam herbatę z liści malin i nie
          wiem, chyba to tego zasługa, że przyjechałam do szpitala z 4 cm rozwarcia, a
          wody nie odeszły. Więc jak to się mówi, "dobrze żarło i zdechło"... sad
Pełna wersja