Mój poród domowy - i witam się

06.12.07, 20:55
Cześć, dopiero dowiedziałam się o istnieniu tego forum - jaka szkoda, że nie
wcześniej! Poród w domu był naszym marzeniem i mieliśmy szczęście, że nam sie
udało. Stasio urodził się na koniec czerwca 2006 roku, jest ślicznym i zdrowym
dzieckiem.
Wklejam opis naszego porodu (z innego forum "mamowego", w którym uczestniczę)
i serdecznie pozdrawiam wszystkie mamy.

--------------------

Dziewczyny, rok temu o tej porze urodziłam Stasia, u nas w domu. Nigdy nie
było okazji opowiedzieć o tym wydarzeniu! Tak bardzo nie chciałam iść do
szpitala i byłam szczęśliwa, że udało nam się znaleźć lekarkę, która zgodziła
się przyjąć poród w domu. O czwartej rano obudził mnie skurcz. Wstałam cicho,
żeby się zorientować w sytuacji, zamknęłam drzwi za śpiącym mężem. Skurcze
były od razu co pięć-cztery minuty, najpierw takie całkiem znośne. Pierwszą
godzinę przesiedziałam na kibelku (ciesząc się, że obejdzie się bez lewatywy).
Skurcze nie mijały, więc postanowiłam obudzić męża. Marcin był przejęty, ale
bardzo spokojny i przytomny. Zaczęliśmy sprzątać mieszkanie, odkurzać, myć
podłogi - tzn. ja tylko trochę pomagałam, bo mnie bolało. Zapisywałam trochę
skurcze, Marcin słuchał tętna Staszka specjalną trąbką (ćwiczył to od dwóch
tygodni). Zadzwoniłam do lekarki, powiedziała, że się powoli do nas wybiera.
Na podłodze zrobiliśmy z kołder i poduszek wielkie legowisko. Skurcze
stopniowo robiły się coraz bardziej bolesne, siedziałam na tych kołdrach i w
czasie skurczu klęczałam opierając się na Marcinie, w przerwach odpoczywałam
na poduchach. Teraz sama się dziwię na myśl, jak byliśmy spokojni.
O dziesiątej przyjechała lekarka i już wtedy skurcze były naprawdę mocne.
Posłuchała serca malucha, zbadała mnie i usiadła sobie z boku. W pewnym
momencie zaproponowała wejście do wanny, ale było mi tam zimno i niewygodnie.
W tym czasie już ze zmęczenia zasypiałam między skurczami i Marcin musiał mi w
tej wannie podtrzymywać głowę, więc wróciłam na swoje poduchy. Tego dnia był
wielki upał, lekarka i Marcin męczyli się z gorąca, a ja trzęsłam się z zimna!
Bolało mnie mocno, nie mogłam powstrzymać się od krzyku z bólu (na szczęście
uprzedziliśmy sąsiadów). Marcin mocno mnie trzymał w czasie skurczów i
pomiędzy, żebym mogła odpocząć. Koło dwunastej poczułam, że skurcze się
zmieniły, zaczęło się parcie. Pękł pęcherz płodowy i odeszły wody, trochę
zielonkawe. Pani doktor słuchała regularnie tętna Stasia i powiedziała,, że
nie ma powodu do niepokoju. Parcie przeciągało się. Około pierwszej lekarka
powiedziała, że wszystko powinno przyspieszyć w wodzie, poszliśmy więc znowu
do łazienki, ale jakoś nie mogłam sobie znaleźć wygodnej pozycji w tej wannie
i zostałam na stojąco. Zaczęła się już pokazywać główka, ale posuwała się
bardzo powoli. Skurcze były rzadkie, ja była zmęczona. Lekarka trochę bardziej
stanowczo wkroczyła do akcji i kazała mi ukucnąć w wodzie. Wtedy urodziła się
główka Stasia, do wody. Pani doktor wtedy kazała mi wstać i szybko urodziły
się ramionka i cała reszta. Stasinek był trochę fioletowy i oboje, Marcin i
ja, pomyśleliśmy, że nie żyje. Ale lekarka szybko obróciła go na brzuszek i
odezwał się całkiem głośno. Biedaczek był cały wymazany w krwi i smółce.
Wyszłam z wody i osunęłam się na podłogę koło wanny i wtedy przytuliłam
Stasia. Była 13:30. Obydwoje byliśmy goli, zakrwawieni i wymęczeni, ale chyba
oboje czuliśmy ogromną ulgę. Stasio nie płakał, leżał przytulony do mnie,
jeszcze cały czas z pępowiną. Kiedy pani doktor ją przecięła, wzięłam Stasia w
ramiona i jakoś przenieśliśmy się na nasze legowisko. Tam położyłam się z
małym przy piersi i tak sobie odpoczywaliśmy, Stasio ładnie się przysysał.
Dopiero później było szycie (na stole), kąpanie Stasia i mnie (Marcin z
lekarką musieli mnie prawie zanieść do wanny, potem zapakowali mnie do łóżka i
kąpali Stasia), sprzątanie (pani doktor właściwie wszystko posprzątała) i
powoli powrót do rzeczywistości.
Dziś wspominamy tamten dzień z wielkim wzruszeniem.
    • pacsirta Re: Mój poród domowy - i witam się 06.12.07, 21:28
      Daisy, witaj na forum! Miło Cię i tu widzieć.
    • silije.amj Re: Mój poród domowy - i witam się 06.12.07, 21:49
      Daisy miło cię poznać. Dziękujemy za opis narodzin Stasia, ucałuj od nas swego
      już prawie półtoraroczniaczka. Mój Dominik urodził się w domu 29 czerwca ale 2007.
Pełna wersja