juleg
17.06.08, 12:31
i z tej okazji wklejam swój świeży opis porodu, który zrobiłam zaraz po, dla koleżanek z forum czerwcowego, dla Was planowałam napisać nieco obszerniejszy, ale niestety w końcu zabrakło mi czasu, ale ten jest całkiem śmiechowy
Dziewczyny jesteśmy tacy szczęśliwi, już za nami poród domowy

Było ciężko, oj bardzo, poród Tulipana to pikuś normalnie, ale opłacało się to przeżyć, teraz mogę chodzić w swoich pieleszach a
Ignaś śpi w swoim łóżeczku

Ale słodki jest, taka kruszynka, ma czarne włoski normalnie, Tula się z jasną czuprynką urodził. Taki kochany spokojny, a jak pije
z piersi, normalnie profesjonalista.
Tak jak Wam pisałam na forum, na bierząco, zaczęło się w nocy z 14 na 15.06, także w nocy prawie nie spałam, potem rano się wyciszyły skurczyki a następnie po 17 zaczęły się uaktywniać, także że po 19oo były już co 3-4 minuty, zadzwoniłam do Ireny, przyjechała przed 21oo, Tul został u babci.Irena poradziła nam iść na spacer do lasu i uaktywnić się, faktycznie tak się stało, po 40minutach łażenia w domu miałam juz mocne skurcze, ale nie powodowały jakiegoś super rozwarcia, już miałam kryzys o godzinie 4oo, bolało jak cholera a tu 4cm i Irena, która mówi, że to nie są jeszcze skurcze
porodowe, no już wtedy się załamałam, bo przy Tulku miałam łagodniejsze

POwiedziała, albo bierzesz nospę i próbujesz iść spać,
albo masaż sutków i na spacer z Szymkiem raz. Nie wiedziałam co zrobić, ale w końcu wybrałam spacer i sutki. Łaziłam ulicami i
masowałam sutki, mijałam imprezowiczów podpitych, co 3 minuty miałam okropny skurcz, stawaliśmy na środku ulicy i Szymek masował
mi kręgosłup aaa, bo miałam krzyżowe, przy Tulku nie miałam. W końcu wróciliśmy do domu, ja już z bólu płakałam, obudziliśmy Irenę
i powiedzieliśmy, że jedziemy do Zofii po zzo, Irenka zgodziła się, ale za chwilę zobaczyła długość mojego skurczu i jego
aktywność i powiedziała, no różnica jest. Więc poszłyśmy zobaczyć rozwarcie i rezultaty były, główka niżej się ustawiła i 5cm. No
to postanowiłam poskakać na piłce jeszcze pół godziny i zobaczyć jak będzie, Irena masowała mi dolny odcinek kręgosłupa i było mi
lepiej. Ok bawiłyśmy się tak do 610, Szymek poszedł się przespać. Około 730 już odjeżdżałam, nie miałam już siły, poprzednie dwie
noce nieprzespane, także koszmar. No ale nic, próbowałam chodzić, jakoś się uaktywnić, płakałam czasami z bólu, oni na przemian
masowali mi kręg. i jakos szło. Po 7oo było 7cm, Irena zrobiła mi sztuczkę z szyjką, bolało strasznie, ale trochę poskutkowało.
Potem dalej w skurczach i następne badanie, w skurczu miałam rozszerzaną szyjkę, jejku jaki ból, ale przyśpieszył naprawdę. To
było jakoś o 735, Irenka kazała mi wejść pod prysznic, ja byłam już tak wyczerpana, że Szymek mnie prowadził a ja nie wiedziałam
co się dzieje, pod tym prysznicem odeszły mi wody- czyste! Ucieszyłam się, poczułam ulgę i jakąś siłę, która kazała mi się ułożyć
na czworaka, próbowałam przeć, ale bolało jak jasna cholera, wyłam! A sama nie mogłam zrozumieć wyjących kobiet rodzących- na ironię
Potem dostałam partego silnego skurczyka, on mi pomógł ale zaraz przycichł i znowu parcie szło mozolnie w moim odczuciu, bo Irena
cały czas krzyczała, że jest świetnie. W końcu rycząc i krzycząc, że nie dam rady i nie urodzę, wypchnęłam Ignasia na świat, nie
wiem jak, przekroczyłam jakąś tajemną barierę nie do przejścia, nigdy czegoś podobnego nie przezyłam, ale warto było. Irenka
położyła Ignasia na moim brzuchu o 810 a ja byłam najszczęśliwsza na świecie, Szymek płakał. Łożysko wyskoczyło ze mnie samo, po 10
minutach.Krocze ochronione, troszkę ramionka rozwaliły mi skórę, więc mam cztery szwy- bez porówania z nacięciem dwa lata temu.