rana krocza po porodzie domowym

28.07.08, 03:33
długo nie zaglądałam i wątek o zaniedbaniach położnej mocno się
rozrósł.

Któraś z was pytała co z tym dalej można zrobić.
Mój problem związany jest w sporej mierze z pierwszym nacięciem
szpitalnym. Było duże. Na zewnątrz 7 szwów, w środku pewnie drugie
tyle. Szycie trwało godzinę. Niestety, goiło się długo i słabo.
Bolało cały czas. Lekarze pytani dlaczego boli niedowierzali mi,
mówili, że wszystko ok. Usłyszałam wręcz: no przecież teraz już pani
nie boli!

Nie bolało mnie nic na zewnątrz tylko jakby w środku.

Podczas porodu w domu miałam spore pęknięcie skóry i wydawało się
małe pęknięcie wewnątrz. Lekarz odświeżał ranę na zewnątrz, a
wewnątrz wyciął co zaczęło ziarninować i założył szwy. Miały same
wypaść, ale nie były na tyle uprzejme.

Pierwsza wizyta: szycie w znieczuleniu miejscowym, co nieco było
czuć, ale bez przesady, wizyty u dentysty bywają mniej przyjemne.
Dostałam do domu ketonal i wzięłam raczej na zapas. Lekarz podczas
szycia, kiedy o coś pytałam na początku czy to konieczne mówił: tak,
musimy tak zrobić, żeby było dobrze. Pod koniec stwierdził, ze no
nie powinno być źle, w razie gdyby nie zgoiło się, to można poprawić
w znieczuleniu ogólnym, ale to już będzie dla mnie "większy
komfort". Widać było, że spuścił z tonu i już nie mówi, że "będzie
dobrze"

Druga wizyta: lekarz stwierdza: no, jak się wygoi od środka a na
zewnątrz wyziarninuje to już bedzie dobrze. Na pytania odpowiada
asekurując się, brak konkretów. Wszystko zależy: od skóry, enzymów
itp.

Trzecia wizyta: dwa szwy zewnętrzne wypadły już, ale miejsce po nich
się nie zgoiło, lekarz mówi, ze w sumie nie jest jak sobie
obiecywał, ale reszta powinna się zgoić, a jeśli ta rana zewnętrzna
będzie mi przeszkadzać, to on to zrobi, bo będzie to "drobna
plastyka"

Czwarta wizyta: 3 tygodnie od założenia: szwy nie wypadły, więc
lekarz je ściąga i nie jest bardzo skory do udzielenia informacji
sam z siebie, na moje pytania mówi, że jest dobrzem że niby 2/3 rany
się zgoiło. Problem, że zgoiło się tylko to na zewnątrz. Tam gdzie
wewnątrz pękła blizna po pierwszym cięciu jak się mam niedługo
przekonać nie zgoiło się. Z dwa tygodnie po ściągnięciu szwów rana
wewnątrz boli bardziej niż poprzednio.
Domyślam się, że ziarninuje.

Na razie zamierzam się przejść po kilku lekarzach usłyszeć opinię.
Podejrzewam, że można to zoperować. Kwalifikuje się to pod operację
plastyczną pochwy.
Np. tu: www.chp.pl/ginekologiczne.html
Bynajmniej nie jest to reklama, po prostu są lekarze którzy się w
czymś takim specjalizują i do takiego wolałabym trafić.
No cóż, nie spieszy mi się jakoś bardzo, bo wolałabym uniknąć
pochopnych decyzji. Chcę dokonać mądrego wyboru, który mam nadzieję
pozwoli mi się z tym uporać na dobre. Nie spieszy mi sie też z tego
powodu, że obecnie rana boli niewiele mocniej niż poprzednio.

Lekarz, który mnie szył za lekarstwo na wszelkie zło uważał
nacięcie. Wywnioskować można było: że za pierwszym razem się tnie bo
u pierworódki trzeba. Za drugim razem się tnie, bo może pęknąć
pierwsza blizna.

I to chyba wyjaśnia dlaczego większość rodzin w Polsce jest
dwudzietnych smile

Ja żałuję, że szwy nie zostały założone na czas, ale wcale ni
żałuję, że nie urodziłam w szpitalu z drugim mega nacięciem. Jak już
pisałam, wtedy immunoglobulina nie byłaby mi potrzebna.

Jak już coś postanowię, to napiszę, ale ja nie jestem lwicą forumową
i zaglądam rzadko.
A rodzącym w domu w razie wątpliwości w takiej sytuacji zalecam
pilną wizytę w szpitalu albo u lekarza, koniecznie tego samego dnia.

Pozdrawiam
Pełna wersja