z konieczności w szpitalu...

29.07.08, 06:47
...ale po ludzku.
W środę urodziłam synka. Ciąża i poród należały do maksymalnie
skomplikowanych. Ale mimo to opieka w szpitalu była znakomita. Synek urodził
się szybko, za szybko... Skurcze pojawiły się co 3-4 min., trwały tak przez
przez 2 godz. Dlaczego jednak nie były tak bolesne? Po prostu twardy brzuch,
pobolewanie. Potem lekkie krwawienie, biegunka. Wiedząc co się dzieje, ale
jeszcze chyba mając nadzieję, że to nie to, pojechałam do szpitala. Tam zamęt,
lekarze, położne, ostra wymiana zdań między dwiema położnymi a lekarzem... "To
dziecko musi urodzić się natychmiast" usłyszałam. Kazano mi przeć. Lekarz
zażądał kleszczy. Położna wtedy go odepchnęła i powiedziała, że muszę w
następnym skurczu urodzić. A ja nie wierzyłam że to się dzieje... Synka
zobaczyłam przez sekundę. Maleństwo... Za chwilę położna poprosiła mojego
męża. Co chwila zdawano mi relację co się dzieje z dzieckiem. Potem o
wszystkim mogłam porozmawiać z położną. Wyjaśniono mi wszystko. Jak po 4
godzinach zobaczyłam synka to się rozpłakałam. Maleńkie ciałko i tyle
urządzeń wokół niego...
Planowałam poród domowy, ale od 3 miesiąca wiedziałam, że nic z tego. Mimo to
czytałam to forum, bo chciałam, by mój poród był w miarę po ludzku. I był mimo
wszystko...
    • mamazo Re: z konieczności w szpitalu... 29.07.08, 07:35
      Życzę wytrwałości i optymizmu dla Ciebie i męża.
      Zdrowia dla Maleństwa.
      Jeśli będziesz miała możliwość dostarczania dziecku swojego mleka, kiedy już
      będzie karmione dojelitowo, to warto podjąć ten trud! Twój pokarm to teraz
      najlepsze co możesz dać swojemu Małemu Cudowi.
      On potrzebuje tej całej aparatury medycznej, monitorowania oddechu, pracy serca.
      Potrzebuje też Twojego mleka.
      Ściskam i trzymam kciuki!
    • kaakaa Re: z konieczności w szpitalu... 29.07.08, 08:24
      Ann, przykro mi, że Twój poród nie był taki, jak to sobie wymarzyłaś. Gratuluję
      jednak mimo wszystko pozytywnych doświadczeń i oczywiście synka! Jak ten mały
      cud ma na imię?
      Jeśli masz siłę i chęć, to napisz coś więcej - w którym tygodniu urodził się
      maluch? Gdzie tak przyzwoicie Cię potraktowano? Jak sobie radzicie?
      Jeśli można Ci w jakiś sposób dopomóc, to daj znać.
      • ann_a30 Re: z konieczności w szpitalu... 29.07.08, 08:56
        Synek ma na imię Achilles. Urodził się w 29 tc. Waży 1350g. Był 2 -3 godz. pod
        respiratorem, potem oddychał sam. Żadnych problemów póki co nie ma. Jedynie
        naświetlania z powodu żółtaczki. Karmiony jest moim mlekiem, Oczywiście cały
        czas próbują, bo jest nietolerancja. Często go mam na rękach, mam nadzieję, że
        jak podrośnie to dadzą mi go na dłużej.
        A urodziłam w Anglii. Nawet nie zdążyłam obejrzeć tych wszystkich atrakcji
        (piłki, wanny do porodu w wodzie) jakie mieli na sali porodowej, bo tam nie
        dotarłam. Dzięki za miłe słowa wink
        • kaakaa Re: z konieczności w szpitalu... 29.07.08, 09:07
          Oryginalne i klasyczne imię dostał Twój maluszek! Jak na 29 tydzień to dość
          spory się urodził. Wspaniale, że dzielnie sobie radzi! Życzę wytrwałości i zdrowia.
          Mam wśród dzieci znajomych panieneczkę (obecnie 3,5 roku), też urodzoną w 29
          tygodni. Dziś nikt by nie powiedział, że była wcześniakiem - dziewczynka jak
          sprężynka i przy tym okaz zdrowia.
        • monicus Re: z konieczności w szpitalu... 30.07.08, 20:51
          oj, trzymam za was kciuki i dziekujmy Bogu, ze tak sie skonczylo i ze taki
          dzielny achilles. byleby go w piete na fenylke nie klulismile
          a tobie zycze duuuuzo sily
    • totorotot Re: z konieczności w szpitalu... 01.08.08, 12:54
      Mam nadzieję, że wszystko będzie ok...
      • ann_a30 Re: z konieczności w szpitalu... 15.08.08, 16:51
        Pochwalę się, że Achilles rośnie (prawie 1400g). Ma już 3 tyg. od urodzenia.
        Wiek płodowy 31tyg.+ 5 dni. Jest karmiony dojelitowo moim mlekiem. Niewiele, bo
        źle toleruje ale podobno to normalne. Ale 3 dni temu jak go przytuliłam
        (kanguruję go) to zaczął szukać piersi. I jak mu podałam to ssał! Szybko chyba
        się zmęczył bo zaraz zasnąłsmile
        • monicus Re: z konieczności w szpitalu... 15.08.08, 17:10
          wspaniale! dobrze czytac o takich postepachsmile badz wytrwala w dojeniu mleka. a
          jak wyglada kangurowanie takiej kruszynki?
          • ann_a30 Re: z konieczności w szpitalu... 15.08.08, 18:34
            Wkłada się za bluzkę i przykrywa kocykiem. Najlepiej rozpinaną z przodu i
            niezbyt obcisłą. Trzeba tylko uważać na kabelki i rurki.
            • 987ania Re: z konieczności w szpitalu... 15.08.08, 19:51
              ann to świetnie!! Nim się obejrzysz, dziecię będzie z Tobą w domku. Jak miło się
              czyta takie wiadomoścismile)
            • monicus Re: z konieczności w szpitalu... 15.08.08, 20:34
              zycze ci duzo sily. i wiary. naogladalam sie takich dzieci w inkubatorach i pod
              rurkami, kabelkami i innymi paskudztwami. nie moge o tym myslec nawet. wiec
              naprawde podziwiam cie i ciesze sie, ze nie zostawiasz malucha - bo nie
              wszystkie matki maja tyle sil
              • ann_a30 Re: z konieczności w szpitalu... 16.08.08, 09:18
                No jak mogłabym go zotawić!
                Poza tym, rodzą się dzieci o czasie z różnymi wadami, chorobami.
                Wcześniactwo nie przesądza o kalectwie czy upośledzeniu.
                A zresztą czy matka może zostawić dziecko bo jest 'nie takie' jakie być powinno..?
                • monicus Re: z konieczności w szpitalu... 16.08.08, 09:48
                  nie o to mi chodzilo smile tylko o to ze w ogole bywasz i zajmujesz sie czesto. bo
                  to wymaga sporo sil. wierz mi - mam ciotke neonatologa i nie wszystkie matki
                  daja rade. i to nie ze w zlych intencjach.
                  ja tez bym nie zostawila dziecka, ale w ogole przebywanie w takim miejscu jest
                  straszne.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja