ann_a30
29.07.08, 06:47
...ale po ludzku.
W środę urodziłam synka. Ciąża i poród należały do maksymalnie
skomplikowanych. Ale mimo to opieka w szpitalu była znakomita. Synek urodził
się szybko, za szybko... Skurcze pojawiły się co 3-4 min., trwały tak przez
przez 2 godz. Dlaczego jednak nie były tak bolesne? Po prostu twardy brzuch,
pobolewanie. Potem lekkie krwawienie, biegunka. Wiedząc co się dzieje, ale
jeszcze chyba mając nadzieję, że to nie to, pojechałam do szpitala. Tam zamęt,
lekarze, położne, ostra wymiana zdań między dwiema położnymi a lekarzem... "To
dziecko musi urodzić się natychmiast" usłyszałam. Kazano mi przeć. Lekarz
zażądał kleszczy. Położna wtedy go odepchnęła i powiedziała, że muszę w
następnym skurczu urodzić. A ja nie wierzyłam że to się dzieje... Synka
zobaczyłam przez sekundę. Maleństwo... Za chwilę położna poprosiła mojego
męża. Co chwila zdawano mi relację co się dzieje z dzieckiem. Potem o
wszystkim mogłam porozmawiać z położną. Wyjaśniono mi wszystko. Jak po 4
godzinach zobaczyłam synka to się rozpłakałam. Maleńkie ciałko i tyle
urządzeń wokół niego...
Planowałam poród domowy, ale od 3 miesiąca wiedziałam, że nic z tego. Mimo to
czytałam to forum, bo chciałam, by mój poród był w miarę po ludzku. I był mimo
wszystko...