soldie
16.11.08, 11:27
Urodziłam! od tego zacznę
Jak co niektórzy wiedzą, jestem po cc 1,5 roku, co było dla mnie wielka trauma.
(im więcej wiem tym bardziej to widzę)i bardzo chciałam urodzić silami
natury,a może nawet w domu. Co prawda nasza położna domowego się nie podjęła...
termin minął 8.11.08 i się powoli już zaczęłam stresować,że nie dam rady
urodzić i nie urodzę sama,ale codziennie jakieś
symptomy się pojawiały- obniżył się brzuch, rozpierało mi miednice, 2 dni
przed porodem zaczęły się skurcze przepowiadające, na drugi dzień silniejsze a
w piątek 14.11 jakoś przycichły- położyłam się wiec na krótka drzemkę i jak
wstałam około 19 to się zaczęło coś dziać. O 22 zadzwoniliśmy po położna,która
była u nas przed 23, rozwarcie było na 2,5 palca.Około 1 kazała nam się
zbierać do szpitala, bo były już 3 palce- czyli tak jak się umawialiśmy na
szpital. Ogólnie na Izbie przyjęć strasznie się uśmialiśmy z mężem,
szczególnie w pań, które miały wszelkie oznaki sztywniactwa.
Później szliśmy takim długim korytarzem,ze gdyby poród postępował szybko to
urodziłabym w podziemiach hehe. No ale dojechaliśmy razem na gore, gdzie
spotkaliśmy się z położną. Bylo po 1 w nocy, porodówka może nie marzenie,ale
pusta i tylko dla nas- na oddziale cisza, pusto, cicho, rewelacja. Pani doktor
tez mnie rozbawiała pytaniami o datę pierwszej miesiączki przy jakimś większym
skurczu i tym podobnymi.Około 2.30 pękł pęcherz, ale rozwarcie mi stanęło na 8
cm

(Okazało się, ze pękła mi jedna powłoka pęcherza, co dopiero przy badaniu
odkryła położna, bo wód było duuuuuzo i chlusnęły porządnie).Po jakiś 2
godzinach, kiedy nic się nie działo szczególnego, zaproponowała przebicie
pecherza, znaczy tej pozostałej części i ja jeszcze poprosiłam o coś na
przeczyszczenie. Po tych zabiegach coś się ruszyło lekko i ta szyjka,
powoli,powoli sie zmniejszała.W reszcie dopadły mnie takie skurcze, ze bez
krzyku nie
dałabym rady ich przejść ( i tu zrozumiałam jęczące i pokrzykujące rodzące, bo
wcześniej mnie to przerażało z lekka) Położna ucieszyła się na ten dźwięk, ale
i tak jakoś mało efektywne były

około 7 przyszła lekarka z wizja oksytocyny
brrr, co by mi pomoc.Moj dzielny, myślący trzeźwo mąż, wybłagał dla nas czas
do 8 i wtedy jak nic sie nie ruszy to to sie zdecydujemy. Nie muszę chyba
mowic ze oblała mnie panika na sama mysl o oksytocynie i silniejszych
skurczach,no i tym ze znowu nie dam rady sama bez wspomagaczy... O 8 się
okazało ze jeszcze trochę jest tej szyjki i położna już kroplówkę wyjmowała,
już ja stawiała... W ogóle jeszcze wczesniej zaczęłam krwawić no i to jest
ponoć normalne, ale w moim przypadku po cc to nawet ja nie byłam pewna czy to
nie ta blizna, chociaz nic mnie nie bolało tam- a chyba bym poczuła jakby
pękała, wiec to wzmagało zniecierpliwienie. Wtedy własnie położna podłączyła
mi wenflon, który mi się wbić nie chciał dodatkowo i miły też nie był.No więc
było od razu gdzie tą oxy podłaczyć

No wiec oxy stoi obok mnie a ja sie kłade na badanie szyjki i co sie okazuje?
Jeszcze trochę jest
Ale tu Dorotka dostała objawienie z nieba

powiedziała ze poczekamy kilka
skurczów i ona postara się coś z nia zrobić, wiec tak sobie leżałam z nogami w
gorze, co
bylo nieszczególne na skurczu,ale przy drugim czy trzecim skurczu kiedy kazała
mi poprzeć trochę poczułam
jak główka się wcisnęła

i zlazłam zaraz na podłogę i błagałam żebym mogła
tam zostać na kucki. Dorotka jednak zaproponowała mi łóżko, bo bardziej miękko
i ułożyła mnie w kolankowo- łokciowej ale z tego względu ze, jak to
zinterpretowałam, z kucznej nie umiałaby odebrać i nie widziała czy jest
potrzeba nacięcia krocza, a może po prostu nigdy tak nie odbierała jeszcze. I
sie zaczęła teraz nowa jazda, te parte to cos niesamowitego- taka moc ( i ból).
Starałam się nie przeć, bo strasznie mi zależało na kroczu, ale położna super
sie tutaj spisała i cudownie mnie prowadziła w tym, kilka razy parłam i
wstałam na kolana, bo już chciałam żeby ta główka przestała się chować i w
koncu wylazła. I na kleczkach zjechała niżej i juz sie nie cofnęła, wiec
został juz malutki odcinek i teraz z całych sił powstrzymywałam parcie i
dmuchałam jak szalona bo skurcze mna szarpały na potegę i poczułam straszne
pieczenie jakby mnie ktoś chochlował ryżowa szczotą albo wyciorem,ale nic poza
tym. Nie było to przyjemne,ale sie zaparłam bo wiedziałam ze tak czy siak
musze to znieść.
Wreszcie główka wyszła,pieczenie sie skonczyło i tylko dmuchałam jak szalona
zeby nie wyprzeć barków.Maluszek delikatnie się wysunął i zaraz go dostałam
miedzy nogi i na brzuch. Nikt nie
próbował mi go zabrać,pani doktor komuś tam nawet powiedziała, ze dziecku nie
jest zimno i ma ze mną zostać

, mój mąż przeciął pepowine, potem poszedł z
malym na wazenie a ja urodzilam łożysko, Kacperek w ogóle nie płakał, tylko
troszkę, bo chyba mu było zimno,ale na badaniu był cichutko, wiec czułam się o
niego spokojna. Potem zbadała mnie lekarka, oceniajac te nieszczesna bliznę,
ktora jak sie okazało pozostała nieczuła na wszelkie skurcze i ani jej sie
widziało pękać czy coś

Krocze okazało się calusieńkie, tylko obtarte, wiec
od razu mogłabym skoczyć na nogo tyle, ze po tych akrobacjach w ciągu nocy
wszystkie mięśnie mi się trzęsły.
Mój synuś ważył 4050 kg, 56 cm, dostał cyca i szczerze mówiąc siły więcej nie
miałam go trzymać wiec poszedł do łóżeczka i leżał obok nas przez następne 2
godziny i całą porodówka była pod wrażeniem naszej determinacji, żeby urodzić
własnymi siłami i położna była tez w szoku, ze na takich jak to określiła
"słabych " skurczach doszliśmy do końca.
Tak więc oksytocyna przegrała z moimi naturalnymi
siłami

Musze przyznać,ze położna, chociaż czułam chwilami, że może wielu
rzeczy nie przeszła tak jak sie czyta to w ksiazce Irenki Chołuj-pomogła mi
ogromnie i bez niej nie dałoby rady. A pani doktor na koniec spisała tytuł
książki Ireny Chołuj i
powiedziała ze sobie kupi

Wiec oby więcej takich lekarzy, myślę ze przy
następnej rodzącej po cc będzie spokojniejsza. I z oksytocyna moze tez nie
bedzie sie tak spieszyć.
Ze szpitala wyszliśmy po 8 godzinach, bo ja się czułam i czuje fantastycznie,
także jesteśmy już w domku
Poród bez porównania lepiej przeszłam psychicznie niż poprzedni, kończący się
cieciem i późniejsza depresją poporodową.Nie ma wręcz porównania, chociaż ból
i myśli jakich doświadczałam w czasie porodu, zwłaszcza jak nic nie szło, to
mi pokazało ze ciecie to była niezła łatwizna i że guzik wiedziałam o
porodzie. No naprawdę jestem taka szczęśliwa teraz ze się rozpływam