fizula
22.11.08, 00:17
Bardzo lubimy wspominać z mężem poród naszej córci. Właśnie mija dwa
latka, a my dalej o tym lubimy gadać. Patrząc na nią, widzimy ten
wulkan energii.
To było niezwykłe przeżycie.
W samej końcówce porodu, kiedy już czułam popieranie. Już jęczenie
samo się ze mnie wydobywało. Nagle w pozycji kolankowo- łokciowej
poczułam wielką ulgę. Czuję, że nie ma skurczy.Uff, wreszcie ulga.
Może doczekam na przyjazd położnej- jeszcze mam nadzieję. Długa
chwila w klęku podpartym bez skurczy, ale co to? Czuję, jak moje
dziecko kręci głową. Co z tego, że nie ma skurczy, jak dziecko
bierze na siebie wysiłek rodzenia i wkręca się z całych sił, pcha
się naprzód, jak mocno. Daje to taki efekt, że jeszcze bardziej
czuję się "niemożliwie do wytrzymania".
Od dwóch godzin mój mąż wydzwania do położnej, a jej telefon
milczy. Przez dwie godziny dom wymuskaliśmy na przybycie naszej
kruszyny: nowa pachnąca pościel, świece, śpiew ptaków- muzyka. Mąż
gra na gitarze w modlitwie, ale też dla mnie i dla dzidzi. Kominek,
by po przyjściu na świat miała cieplutko. Wanna pełna wody. I jak
przyszło co do czego, to mąż nie wiedział o co mi chodzi.
"Pomóż"- stękam i wyciągam ręce. Nie wiedział mój małżonek w czym ma
mi pomóc (tak potem mówił, że się nie spodziewał, że to już), ale
intuicyjnie zrobił to samo co ja czyli wyciągnął ręce. Ja pierwsza
wyciągam moje ręce i moje wielkie zdziwienie. Coś miękkiego,
wilgotnego, bardzo miękkiego, cudownie miękkiego (jak balonik
wypełniony wodą). I sekunda przestrachu: "O Boże, a gdzie czaszka
mojego dziecka? Co to?" Ale sekunda tak krótka, bo kolejny wysiłek w
pozycji kucznej i oto na naszych dłoniach żywy cud naszej miłości.
Wyślizgnęła się spokojnie, delikatnie, niemal w tym momencie
bezboleśnie. Cała, różowa, cudowna istota. Oczy mamy pełne zachwytu.
Łez, niedowierzania. Nawet stóp i dłoni nie ma sinych- dziwię się.
Głośno woła do nas: "Jestem! Jestem z wami". Och- jak tu nie cieszyć
się i nie płakać ze wzruszenia. W naszych dłoniach skarb nieopisany,
miękki, delikatny, ruchliwy i kochany. Po raz drugi woła nasze
dziecko- ale ma donośny głos, aż mnie to dziwi, bo ani Lidzia ani
Danio nie wołali tak głośno. "A może byśmy zobaczyli czy to chłopiec
czy dziewczynka?"- trzeźwo zauważa mój mąż. Dziewczynka!
No i nasza mała królewna ma już 2 lata.
Nie mogłam się powstrzymać, żeby nie opowiedzieć choć kawałka naszej
historii po raz kolejny. To nie był spokojny poród jak młodszego
Danielka, kiedy tyle zaufania, spokoju, pewności wnosiła obecność
położnej. Ale to była fascynująca przygoda naszego życia.
Jak była niemowlaczkiem zachowywała się identycznie ta nasza
królewna. Noszona w chuście kangurce tak szybko i długo kręciła
głową aż sama sobie ją wyjęła na zewnątrz, żeby wszystko
podpatrywać :o)
Pozdrawiam ciepło!