sugarxxx
28.12.08, 00:25
Powstałe przy wigilijnym stole...
Geneza była taka, że jedna ciocia urodziła się jako wcześniak i wg babci nie
mogła byc zarejestrowana, zameldowana, a szpital nie chciał jej wydac
zaświadczenia o urodzeniu (tak to się nazywa?) dopóki nie osiągnęła 1080g. Nie
wiem ile w tym prawdy a ile zmyślenia, pokrytego patyną czasu (w końcu prawie
40 lat minęło).
Ja na to, że to niemożliwe, bo przecież jak ktoś sobie sam urodzi dziecko w
domu, to tez dziecko zarejestrują i żaden szpital nie musi wydawac
zaswiadczen. No i wtedy zostałam zakrzyczana, że jak to, jak w domu to musi
byc przynajmniej położna lub lekarz kto takie zaswiadczenie wystawi, bo jak
rodzice sami przyjda do urzędu, to przecież mogli zmyślic lub ukrasc dziecko
kolezance.
No wiec jak to jest, moze wiecie? Czy dziecko, które miało unassisted home
birth nigdy nie zostanie zarejestrowane i bedzie przez cale życie wyjęte spod
prawa?
Takie teoretyczne pytanie...