Dodaj do ulubionych

Czym się straszy kobiety chcące rodzić w domu?

09.02.09, 15:56
Natchnęło mnie na innym wątku i przyszło mi do głowy, że chyba tego
zagadnienia w żadnym miejscu na forum nie mamy zebranego...
Jakimi komplikacjami Was straszono?
Może spróbujmy się z tymi strachami publicznie rozprawić.
Ja zaczynam poniżej od przedwczesnego oddzielenia łożyska, bo tym chyba
straszą najczęściej.
Obserwuj wątek
    • kaakaa Przedwczesne oddzielenie łożyska 09.02.09, 16:35
      Łac. Ablatio placentae praecox - gdyby ktoś chciał szukać w literaturze
      zagranicznej.
      Chyba najczęściej podawany przykład poważnego powikłania, z który można sobie
      poradzić tylko w szpitalu.
      Jakie są fakty?
      Częstość występowania - 0,2-1,4% porodów (zależnie od źródła danych)
      Ale, żeby nie było tak strasznie, nie zawsze przebieg jest tak dramatyczny jak
      mogłoby się wydawać:
      30% przypadków, to st. "0" - rozpoznanie jest dokonywane po porodzie przy ocenie
      łożyska
      45% to st. "I" - jedynym objawem jest krwawienie z dróg rodnych
      15% to st. "II" - występuje krwawienie lub nie, wzrasta napięcie macicy,
      pojawiają się objawy zagrożenia płodu (zaburzenia akcji serca)
      10% to st. "III" - objawia się wstrząsem i zaburzeniami krzepnięcia u matki oraz
      śmiercią płodu.
      Czyli - 75% przypadków nie wymaga interwencji. Szpital może pomóc jedynie w
      przypadku oddzielenia II lub III stopnia. Przy czym w przypadku III stopnia
      można pomóc tylko matce.
      Patomechanizm: zmiany uszkadzające w środbłonku naczyń włosowatych, wzrost
      przepuszczalności, pękanie naczyń włosowatych, a w efekcie wynaczynienie krwi do
      przestrzeni między łożyskiem, a miejscem jego przyczepu. Wszystkie stany mogące
      wpływać na uszkodzenie śródbłonka (toksyczne badź mechaniczne) mogą doprowadzić
      do przedwczesnego odklejenia łożyska.
      Przyczyny:
      1. Zaburzenia ukł. krążenia u matki:
      A.Nadciśnienie indukowane przez ciążę
      B.Stan przdrzucawkowy, rzucawka
      C.Nadciśnienie
      D.Choroby nerek z zaburzeniami układu krążenia
      E.Zespół żyły głównej dolnej (to od leżenia na wznak głównie...)
      F.Palenie tytoniu
      2. Czynniki mechaniczne:
      A.Uraz brzucha
      B.Bardzo krótka pępowina
      C.Nagłe zmiany ciśnienia w jamie macicy (spadek ciśnienia po amniotomii w
      wielowodziu lub po porodzie pierwszego bliźniaka)
      D.Stan po licznych porodach lub po wielu wyłyżeczkowaniach jamy macicy
      3. Inne:
      A.Jatrogenna hiperkinetyczna czynność skurczowa macicy (czyli to, co się dzieje
      popodaniu kroplówki naskurczowej)
      B.Nieznane przyczyny

      Czyli, jak widać powyżej, większość przyczyn można rozpoznać już przed porodem
      lub uniknąć ich (1E, 3A) rodząc w domu.
      Jeśli wiecie coś ciekawego o tym powikłaniu, lub coś jeszcze Was interesuje to
      się dopisujcie.


    • sugarxxx Pęknięcie macicy 09.02.09, 18:14
      Zakładam podwątek. Szczególnie dla tych po cc.
      I liczę na wypowiedź eksperta smile

      Położne i lekarze straszą, że po 1cc to pewnie pęknie, a po 2cc to pęknie na
      bank. A jak się pobuszuje po necie to się okazuje, że rodzą i po 1cc i po 3
      nawet. Bez pęknięć.

      Z linków, które podesłała mi monicus wynika, że to w ogóle bardzo marginalna sprawa.
      • oldzinka Re: Pęknięcie macicy 09.02.09, 19:25
        Mnie straszyli tak ogólnie śmiercią dziecka, że jest duże tego
        prawdopodobieństwo. Ale trzeba pamiętać, że lekarze (większość)
        postrzegają poród jako bardzo niebezpieczne przedsięwzięcie, w
        którym komplikacje mogą się zdarzyć w każdej sekundzie i wtedy liczą
        się minuty aby uratować życie matki i dziecka. Taki oto
        optymistyczny obraz porodu dają lekarze ciężarnej. Do tego mój
        lekarz prowadzący jak się dowiedział o moich planach porodowych,
        zaczął podejrzewać u mnie chorobę psychiczną. A gdy nie zgadzałam
        się na to, co proponował, stwierdził, że stanowię zagrożenie dla
        życia dziecka.
        A o pęknięciu macicy przy porodzie sn po cc też bym chętnie
        poczytała smile
        • jola-kropek Re: Pęknięcie macicy 09.02.09, 19:33
          pamietam ze straszyli tym, ze dziecko utknie ramionkami w kanale rodnym...
          --
          www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/wsldaenc5fqo0tp9.html

          b3.lilypie.com/3F1zm6.png""
          target="_blank">b3.lilypie.com/3F1zm6.png"</a> alt="Lilypie 3rd Birthday Ticker"
          border="0" /></a>
          • marianna0077 Re: Pęknięcie macicy 09.02.09, 20:37
            Mnie zasadniczo nikt niczym nie straszył, a głównie dlatego, że nie
            chwaliłam się nikomu jak jestem nieodpowiedzialna. A te nieliczne
            osoby co wiedziały to tylko stwierdzały, że nie odważyłyby się, bo
            przecież zawsze COŚ się może wydarzyć smile
            Ale proponuję pójść tropem lęków Profesora Radowickiego wink. W
            Tygodniku mówi właśnie o odklejeniu łożyska i jeszcze:
            "Jeśli mamy do czynienia z dystocją barkową, czyli zaklinowaniem
            barku dziecka w miednicy matki już po urodzeniu głowy, interwencja
            powinna być przeprowadzona w ciągu 10 minut. Dlatego rodzenie poza
            szpitalem zawsze będzie obarczone ryzykiem. Stąd też moje wytyczne,
            które nie są żadną zemstą wobec położnych, tylko wynikają z
            przekonania, że trzeba ryzyko zminimalizować."
            Kaakaa, co Ty na to?

            • monicus Re: Pęknięcie macicy 09.02.09, 21:40
              taaa. temat przekopalam bardzo.
              mozna zaczac od malinowskiego www.hyppocrates.pl, u ktorego wyczytalam
              (juz mi sie nie chce szukac) ze skurcze macicy u kobiet po cc sa zupelnie inne
              niz u tych bez ran cietych rzeźniczych. i ze takie porod moze trwac i kilka dni,
              bo wsyztsko toczy sie tak, zeby miesien dal rade.
              druga sprawa, ze czytajac angielsko jezyczne badania na ten temat trafilam na
              bodajze plussize pregnancy na istotna uwage. nalezy dokladnie czytac "abstract"
              tych badan, poniewaz jak sie dokladnie doczyta okazuje sie ze w statystyce
              umieszczona jest szersza grupa kobiet niz tylko po cc, sa takze po jakichs
              zabiegach, sa po ostrej indukcji (zwlaszcza tu jest najwiekszy problem). i nagle
              okazuje sie ze ryzyko mie wynosi zalozmy 3% a 0,3% (rzucam tak na rybe, bo
              dokladnie nie pamietam), moge podeslac zainteresowanym linki
              • monicus link do malinowskiego 09.02.09, 22:12
                www.hyppocrates.pl/index.php/Streszczenia_wykladow_i_prac_naukowych/Rozne/Powrot_do_porodow_naturalnych.html
                na koncu. taka wiedze maja a nie pozwalaja kobietom rodzic 3 dni smile
                • kaakaa W sprawie Malinowskiego... 09.02.09, 22:46
                  ... w środowisku położniczym z wypiekami na twarzy przekazywana jest informacja,
                  że na łożysko swojej wnuczki czekał 12 godzin. Potym czasie urodziło się
                  kompletne. Powikłań nie było smile
                  Hardcorowiec!
                  • donkaczka Re: W sprawie Malinowskiego... 10.02.09, 17:57
                    a to moja polozna miala ciezarowke z fantazja, ktora gdy sie lozysko
                    niekompletne urodzilo, stwierdzila, ze ona sobie poczeka i lyzeczkowac sie nie
                    bedzie

                    urodzila w ciagu kilku dni kolejne trzy kawalki, ostatni po szybkim powrocie do
                    domu ze sklepu z bielizna, gdzie odczula niepohamowana ochote na swojego
                    malzonka smile a w domu pooszlo
                    niezla co?


                    --
                    "tak jak siano ma się suszyć na grabiach, tak dziecko ma rosnąć na rękach" by
                    prababcia Luśki
      • kaakaa Re: Pęknięcie macicy 09.02.09, 21:40
        To bardzo specyficzne powikłanie. Można nim straszyć kobiety planujące poród
        domowy w zasadzie tylko w przypadku, gdy są one po cięciu cesarskim lub innych
        operacjach pozostawiających blizny na macicy.
        Częstość występowania: ok 0,07% najczęściej pęknięcie blizny (nie tylko po cc
        ale również po innych operacjach, np. usunięcie jajowodu, czy plastyka macicy
        przy wadach wrodonych).
        Przyczyny tego powikłania to:
        1. Przeszkoda porodowa (pęknięcie z rozciągnięcia)
        A. niewspółmierność porodowa (płód za duży względem miednicy)
        B. nieprawidłowe położenie (poprzeczne) lub wstawianie się (twarzyczkowe,
        czołowe) płodu
        C. poważne wady płodu (wodogłowie)
        D. mechaniczne zamknięcie kanału rodnego (guzy narządu rodnego, rak szyjki)
        Wszystkie te przyczyny można rozpoznać odpowiednio wcześnie, by w porę znaleźć
        się w szpitalu.
        2. Pęknięcie urazowe - przyczyny jatrogenne, uszkodzenia podczas operacji
        położniczych
        W oczywisty sposób nie dotyczy porodów domowych.
        3. Leki kurczące macicę we wlewie dożylnym, tak długo, jak dziecko pozostaje w
        macicy
        W oczywisty sposób nie dotyczy porodów domowych.

        W sprawie szczególnych "smaczków" zostawiam pole Monicus, bo pewnie wie znacznie
        więcej ode mnie smile
    • kaakaa Dystocja barkowa 09.02.09, 20:47
      Na życzenie smile
      Na razie w wielkim skrócie, to, co moim zdaniem najważniejsze. Więcej
      "pikantnych" szczegółów podam jak moje dziecię łaskawie zwolni mi drugą rękę.
      Częstość występowania: 0,1-0,6% porodów sn - silnie związana z wielkością
      dziecka, przy dzieciach o masie >5000g w 40% porodów.
      A teraz główny smaczek, specjalnie dla Was: dystocja zdarza się dużo rzadziej w
      pozycjach wertykalnych. I jeszcze lepszy smaczek: dystocja praktycznie się nie
      zdarza w pozycji kolankowo łokciowej.
      • sugarxxx Re: Dystocja barkowa 09.02.09, 21:15
        A jaką to interwencję zrobią w szpitalu która uratuje matkę i dziecko w
        przypadku dystocji? Chyba na cc już za późno bo główka na zewnątrz. Zresztą, po
        doświadczeniu cc nie bardzo mi się widzi, że daliby w 10 minut. No, chyba żeby
        mnie na żywca chlastali.

        Z tego co wiem, to interwencje w takim przypadku to położna zrobi. Takie różne
        chwyty, nie pamiętam nazw. Najbardziej skuteczny to chyba włąsnie przestawienie
        w pozycję kolankowo-łokciową.
        • marianna0077 Re: Dystocja barkowa 09.02.09, 21:30
          Drogi nasz ekspercie forumowy, jestem wstrząśnięta szybkością
          reakcji smile widząc oczyma wyobraźni ten kłębący się za plecami
          Waszemi tłum petentów domowych do obsłużenia, podziwiam szczerze.

          Pomyślałam jeszcze że pewnie podstawowym straszakiem jest
          magiczne "owinięcie pępowiną". Było tu co prawda conieco w różnych
          miejscach, ale w tym wątku też powinno się chyba znaleźć antidotum
          na ten powszechny strach.
          I jeszcze jedna rzecz przy okazji mi się przypomniała, która to mnie
          kiedyś świdrowała. Znajomej zrobili cc, bo tętno spadało a potem
          oznajmili, że uratowali (jak zawsze, kiedy robią cc oczywiście)
          dziecko, bo miało "za krótką" pępowinę. Zastanawiałam się co to
          znaczy, że jest za krótka i czy to brdura jakaś czy nie. Ale ok,
          założyłam że różne rzeczy się zdarzają, dziecko ręki może nie mieć
          to czemu pępowina nie może być za krótka. Dobra, w takim razie jakie
          to ma znaczenie w porodzie? Jeśli główka się urodzi i dziecko
          wyszarpie ze sobą łożysko, to oddech może już złapać. No chyba, że
          pępowina jest tak krótka, że ta główka nawet się nie urodzi i
          dziecko umrze w kanale po oddzieleniu się łożyska. Nie wiem, na ile
          głupie jest to moje łopatologiczne myślenie, alem ciekawa, jak
          sprawa w istocie ma się.
          • goblin.girl Re: Dystocja barkowa 09.02.09, 21:40
            > Pomyślałam jeszcze że pewnie podstawowym straszakiem jest
            > magiczne "owinięcie pępowiną".

            fakt, tez pamietam jakies marudzenia o owinięciu pępowiną. Rada bym się
            dowiedzieć, w jakiej sytuacji połozna nie mogłaby sobei z tym poradzic i
            niezbędny bylby szpital. O dystocji barkowej tez bym chciala sie dowiedziec - z
            tego co pamietam, to niezmiernie rzadko jest to powikłanie na tyle powazne, ze
            trzeba mechanicznie "cofnać" dziecko w kanale rodnym i wykonac cc.
          • monicus Re: Dystocja barkowa 09.02.09, 21:42
            aa o owinieciach i suplach to czytalam, ze bardzo trudno jest zasuplac pepowine,
            bo jest tak skonstruowana przez Pana Boga. i ze macica "to wyczuwa" i zwalnia,
            tak zeby nie zaszkodzic. to chyba w ksiazce naszej guru bylo.
          • kaakaa Re: Dystocja barkowa 09.02.09, 21:47
            Dobrze kombinujesz - krótka (ekstremalnie) pępowina to jedna z przyczyn
            przedwczesnego oddzielenia łożyska (patrz wyżej). Jeśli łożysko się nie
            oddzieli, to może się oderwać przyczep pępowiny a wtedy dziecko ma małe szanse,
            nawet jeśli główka już na wylocie, bo wykrwawi się błyskawicznie.

            P.S. O tej porze moi "domowi petenci" są już dawno w łóżkach. Z jednym
            wyjątkiem, który jeszcze nie poddał się zabiegom wychowawczym wink
      • kaakaa Re: Dystocja barkowa - postępowanie w szpitalu 09.02.09, 22:06
        Padło pytanie, co mogą poradzić w szpitalu w przypadku dystocji. Już Wam piszę,
        bo potwora dała się odłożyć do łóżka i korzystam z chwilowej swobody smile
        Po pierwsze, stwierdzenie dystocji jest równoznaczne z natychmiastowym wezwaniem
        lekarza - to sytuacja patologiczna i położna (specjalistka od fizjologii) nie
        powinna próbować poradzić sobie sama!
        Jeden ze standardów postępowania jest następujący
        H - all for hepl - wezwanie pomocy
        E - episiotomy - rozległe nacięce krocza
        L - legs - matewr Mc Robertsa, czyli zarzucenie prostych nóg ciężarnej na brzuch
        w celu zniesienia lordozy i powiększenia wchodu miednicy
        P - puprapubic pressure - ucisk nadłonowy w celu wprowadzenia barku do wchodu
        E - enter maneuvers - manewry wewnętrzne
        R - remove the posterior arm - uwolnienie tylnego barku
        R - roll the patient - pozycja kolankowo-łokciowa

        Wg Polskiego Towarzystwa Ginekologicznego postępowanie powinno być następujące:
        1. wezwać pomoc
        2. założyć cewnik do pęcherza
        3. wykonać rozległe nacięcie
        4. odśluzować noworodka
        5. ucisk nadłonowy z jednoczesnym pociąganiem główki w dół
        6. manerw Mc Robertsa (ten z nogami)
        7. manewr Woodsa (obrócenie dziecka o 180 st z jednoczesnym "wykręceniem"
        tylnego barku
        8. próba urodzenia tylnego ramienia
        9. pozycna kolankowo-łokciowa
        10. umyślne złamanie przedniego obojczyka lub ramienia płodu
        11. manewr Zavanellego - wyłącznie w ostateczności - wepchnięcie główki
        spowrotem jako przygotowanie do cc

        Zwracam uwagę na "smaczek": zauważcie jak późno we wszystkich tych działaniach
        pojawia się pozycja kolankowo-łokciowa...
        • hab_ek Re: Dystocja barkowa - postępowanie w szpitalu 09.02.09, 22:16
          no niesamowite; czyli najpierw cewnik, żeby bolało; potem pociąć rodzącą na
          maksa, podduszenie dziecka (ugniatanie, uszkadzanie ramienia) a potem do lekarza
          "ale przecież Ona (rodząca) nie chce współpracować w pozycji kolankowo-łokciowej"

          sorry, troszkę nie na temat, a na poznańskim forum jedna dziewczyna ostatnio
          pytała o pozycje w czasie porodu i napisała "Rozmawiałam dziś z położną ze św.
          Rodziny i ona, ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu, powiedziała, że jak najbardziej
          można w jej szpitalu
          urodzić w pozycji wertykalnej i ona osobiście nawet skłania do tego rodzące, ale
          jeszcze ani razu nie widziała takiego przypadku. Twierdziła, że po prostu
          kobiety nie chcą. Wymiękają, bo do takiej pozycji trzeba mieć kondycje i silne
          nogi."
          no więc faktycznie tak pewnie jest, że jak już im pozwolą to nie mają siły...
          pozdrawiam
        • madeleine.passerelle Re: Dystocja barkowa - postępowanie w szpitalu 10.06.09, 12:11
          Ja mialam dystocje i u mnie nie bylo ani rozleglego naciecia, nazwalabym je bardzij symbolicznym...

          Mimo, ze wpisano mi w karte zastosowanie zabiegu mcRobertsa, to nic w porodzie nie dzialo sie co mogloby przypominac ten zabieg
          Po prostu musialam urodzic prąc, a na koncu lekarz nacisnal mi brzuch i to wcale nie bylo w ok. nadlonowej, tylko w gornej czeci brzucha, czyli wiele wskzuje na zabroniony chwyt Kristellera...

          Oto, co robia w szpitalach... Teoria sobie, a praktyka sobie.

          --
          Możesz mi pomóc, wiesz. Wydajesz się dobrym i prawym człowiekiem...
      • madeleine.passerelle Re: Dystocja barkowa 10.06.09, 12:04
        Zmartwie Cie kaakaa
        Spora czesc porodu bylam wlasnie w tej pozycji, nawet czesc II etapu. I tak mnie
        to nie uchronilo...
        U mnie wiele wskazuje na to, ze byl brak plynnosci porodu...

        Pozdrawiam

        --
        Możesz mi pomóc, wiesz. Wydajesz się dobrym i prawym człowiekiem...
        • kaakaa Re: Dystocja barkowa 11.06.09, 11:23
          No, to się pomądrzę... wink
          Klasyczna dystocja barkowa występuje w przypadku:
          - dziecka o dużej masie urodzeniowej (pow. 4000 g a jeszcze częściej pow. 4500
          g), szczególnie gdy obwód klatki piersiowej dziecka jest większy niż obwód głowy
          - matki z nadwagą
          - końcówki II okresu porodu (wypieranie dziecka) w pozycji na wznak
          - zbyt aktywnej "pomocy" osoby prowadzącej poród - pociąganie za główkę dziecka
          zaraz po jej pojawieniu się na zewnątrz, bez dania czasu na prawidłową rotację
          barków w kanale rodnym
          - przy niezaburzonej czynności skurczowej macicy - czyli dziecko ma głowę
          już na zewnątrz, ramiona utkwione wewnątrz mamy a skurcze są dalej i nie dają
          efektu, bo przedni bark jest zahaczony o spojenie łonowe mamy

          Twoja historia wydaje mi się raczej "niestandardowa" i chyba faktycznie związana
          z zaburzeniem w dostarczaniu oksytocyny, które wpłynęło na płynność porodu. W
          warunkach fizjologicznych, to właśnie w okresie wypierania dziecka wydziela się
          więcej oksy. Jeśli miałaś poród wywołany i stymulowany, to wydzielanie
          endogennej oksytocyny było u Ciebie mocno zaburzone. W II okresie porodu powinno
          się zwiększyć podaż oksytocyny a nie ją odstawić, bo przy stymulowanym porodzie
          nie można liczyć na oksytocynę endogenną.

          A co do pozycji kolankowo-łokciowej - to ma ona znaczenie w przypadku
          zapobieganiu dystocji, wyłącznie w momencie wypierania dziecka. Kobieta może
          stać na czworakach przez cały poród ale jeśli na koniec położą ją na wznak, to
          szanse na dystocję barkową rosną, bo niekorzystnie zmienia się kształt i wymiary
          wychodu miednicy.

          A dla ścisłości - dystocja, to nie tylko uwięźnięcie barków (to jest dystocja
          barkowa) ale każde zatrzymanie postępu porodu. Dystocja może więc mieć różne
          przyczyny - nieprawidłowe rozwieranie szyjki macicy (dystocja szyjkowa),
          nieprawidłowe położenie lub wstawianie się płodu (foetal dystocia),
          nieprawidłowa czynność skurczowa (dystocja czynnościowa).
          • abiela foetal dystocia do kaakii 11.06.09, 11:49
            Mogłabyś więcej napisać o przyczynach i zapobieganiu. Mnie się owo niewstawianie
            się dziecka trafiło (vide mój wątek) i cięgle nie daje mi spokoju myśl: dlaczego
            i co jeszcze mogłam zrobić w trakcie porodu, żeby się jednak dalej naturalnie
            potoczyło?
            --
            O książkach.
            • kaakaa więcej o dystocji 12.06.09, 15:58
              Dystocja – ( z gr. „dys-” trudny, bolesny, niepoprawny, nienormalny oraz
              „tokos” poród) – utrudniony, nieprawidłowy poród.
              Można wyróżnić:
              Dystocję szyjkową – utrudnienie, zatrzymanie porodu związane z
              nieprawidłowym skracaniem i rozwieraniem się szyjki macicy
              Dystocję czynnościową – zahamowanie, zatrzymanie, brak postępu porodu
              związane z nieprawidłową czynnością skurczową macicy
              Dystocję płodową (fetal dystonia) - zahamowanie, zatrzymanie, brak
              postępu porodu związane z czynnikami płodowymi :
              – wielkością (makrosomia)
              – kształtem (np. wodogłowie, duże guzy)
              – pozycją:
              – położeniem (poprzeczne, skośne)
              – ułożeniem (odgięciowe: wierzchołkowe, twarzyczkowe, czołowe)
              – wstawianiem (wysokie proste stanie główki, niskie poprzeczne stanie główki,
              asynklityzm tylny, dystocja barkowa)
              Dołożyłabym tu jeszcze tzw. niewspółmierność porodową, czyli za wąską miednicę
              matki w stosunku do rozmiaru dziecka.

              Często przypadki dystocji mają pochodzenie jatrogenne, czyli wynikają z
              postępowania szpitalnego. Nieprawidłowe wstawianie się może wynikać z
              niewłaściwej pozycji rodzącej i zbyt małej aktywności w I okresie porodu.
              Kroplówka z oksy, czy przebicie pęcherza płodowego też mogą prowadzić do
              dystocji. Ale bywa i tak, że stan taki nie ma przyczyn w postępowaniu szpitalnym.

              Trudno mi wypowiadać się o Twoim porodzie, bo mnie przy nim nie było, więc nie
              znam żadnych szczegółów.
              • abiela Re: więcej o dystocji 12.06.09, 17:36
                kaakaa napisała:

                > Trudno mi wypowiadać się o Twoim porodzie, bo mnie przy nim nie było, więc nie
                > znam żadnych szczegółów.

                Mnie temat juź 3,5 roku męczy i jeslibyś się podjęła jakies hipotezy byłabym
                wdzięczna za jakieś wskazówki. Na pewno przyczyną nie była aktywność, niemal
                pełne rozwracie było b. szybko (2-3h), potem ruszałam się bardzo dużo, najpierw
                głównie klęczałam oparta o łóźko, potem kaxdy skurcz w innej pozycji (wisząc na
                chuście, raz jedna noga w górze, raz druga, na stólku porodowym, w lexeniu na
                boku itd), nic nie pomagało. Dopiero potem nastąpiło wspomaganie, najpierw
                homeopatia, potem dopiero przebicie pęcherza, potem znów wanna, potem próby
                lekkiego parcia i po kilku godzinach w końcu zzo.
                Bardzo długo walczylam i ja i poloźna, która przy kaźdym badaniu stiwerdzała, źe
                dziecko "tańczy" i główka ciągle w innej pozycji. W sumie przekonana była, źe
                dziecko będzie patrzeć w gwiazdy jak to po niemiecku sie mówi (czyli twarz w
                górę) ale urodziła się w sumie w normalnej pozycji. Po porodzie nikt mi nie
                powiedział jaka byla przyczyna. Równiez pod czas partych cofala sie po kaźdym
                skurczu z powrotem, w sumie bez wyraźnej przyczyny.
                Moja domowa połóżna podrzuciła pomysł niewspółmierności dziecka i miednicy.
                Temat coraz bardziej mnie męczy, bo za jakies 20 tyg znow rodzę.
                Z góry bardzo, bardzo dziękuję.

                --
                O książkach.
                • kaakaa Re: więcej o dystocji 12.06.09, 22:13
                  Hmmm, chętnie bym pomogła, ale ciągle mało danych sad
                  Nie znam nawet wymiarów Twojej miednicy ani wymiarów córeczki (to bardzo istotne
                  dane). Że nie wspomnę o takich drobiazgach jak ilość wód płodowych, czynność
                  skurczowa, czy kształt główki dziecka po porodzie. No, a najlepiej, to by było
                  być tam na miejscu i widzieć, jak to wszystko, po kolei się działo...
                  Z Twojego opisu wynika, że nie było problemu z rozwieraniem szyjki - poszło
                  sprawnie - ale ze wstawianiem się dziecka. Jak rozumiem, przy pełnym rozwarciu
                  główka wciąż jeszcze balotowała nad wchodem i zmieniała pozycje. Zmiany pozycji
                  dziecka mogły wynikać z Twojej aktywności. Ale dlaczego dziecko się nie
                  wstawiało prawidłowo? Bardzo trudno mi powiedzieć. Gdyby zachodziła rzeczywista,
                  poważna niewspółmierność porodowa (główka dziecka za duża w stosunku do wymiarów
                  Twojej miednicy kostnej), to poród drogami natury nie byłby możliwy. W każdym
                  razie, żywe dziecko by się nie urodziło.
                  Cofanie się główki po skurczu jest akurat, szczególnie w przypadku pierwszego
                  porodu, bardzo powszechne i nie musi mieć żadnej przyczyny.
                  • abiela Re: więcej o dystocji 12.06.09, 22:31
                    Podrążę jeszcze trochę, jeśli jestem zbyt nachalna, daj znaćsmile

                    kaakaa napisała:

                    > Hmmm, chętnie bym pomogła, ale ciągle mało danych sad
                    > Nie znam nawet wymiarów Twojej miednicy ani wymiarów córeczki (to bardzo istotn
                    > e
                    > dane).

                    waga urodzeniowa 3770 g, dł. 52 cm, obwód głowy 35 cm.
                    O mojej miednicy wiem mało, na zew. nie wygląda wąsko ale wiem, że to nie ma
                    znaczenia. Generalnie jestem wysoka i dość szczupła.


                    Że nie wspomnę o takich drobiazgach jak ilość wód płodowych, czynność
                    > skurczowa, czy kształt główki dziecka po porodzie.

                    Z tego co ja wiem ilość wód chyba normalna (nigdy nic innego nikt nie mówił).
                    skurcze miałam bonstop, przyjechałam ze skurczami co ok. 3-5 min. przez ostatnie
                    5 h skurcze niemal nonstop, bardzo krótkie pauzy, kształt był chyba normlany,
                    mimo próżnociągu. NIkt nic nie mmówił, żeby coś było nie tak. Mam zdjęciasmile


                    No, a najlepiej, to by było
                    > być tam na miejscu i widzieć, jak to wszystko, po kolei się działo...

                    To jasne.

                    > Z Twojego opisu wynika, że nie było problemu z rozwieraniem szyjki - poszło
                    > sprawnie - ale ze wstawianiem się dziecka. Jak rozumiem, przy pełnym rozwarciu
                    > główka wciąż jeszcze balotowała nad wchodem i zmieniała pozycje.

                    Wg położnej rozwarcie było niemal pełne, mały brzeg został ale ona twierdziła,
                    że to żadna przeszkoda.
                    Co do główki, to dokładnie tak to opisała.


                    Zmiany pozycji
                    > dziecka mogły wynikać z Twojej aktywności. Ale dlaczego dziecko się nie
                    > wstawiało prawidłowo? Bardzo trudno mi powiedzieć. Gdyby zachodziła rzeczywista
                    > ,
                    > poważna niewspółmierność porodowa (główka dziecka za duża w stosunku do wymiaró
                    > w
                    > Twojej miednicy kostnej), to poród drogami natury nie byłby możliwy. W każdym
                    > razie, żywe dziecko by się nie urodziło.

                    Rozumiem, w efekcie wyciągnięto ją vacuum. Czyli po tym mogę sądzić, że jednak
                    niewspółmierności nie ma?


                    > Cofanie się główki po skurczu jest akurat, szczególnie w przypadku pierwszego
                    > porodu, bardzo powszechne i nie musi mieć żadnej przyczyny.

                    Dzięki, tego nie wiedziałam, w sumie parłam blisko 5 godzin.

                    Czy myślisz, że bardzo mocne rozejście się spojenia łonowego mogło mieć wpływ? W
                    czasie porodu oprócz skurczy potwornie właśnie bolało mnie spojenie, o czym
                    wiedziałam oczywiście wcześniej.

                    Bardzo, bnardzo dziękuję za wysłuchanie. Temat męczy mnie coraz bardziej i mam
                    wraźenie, że muszę go przewałkować wewnętrznie we wszystkie strony.
                    --
                    O książkach.
          • madeleine.passerelle do Kaakaa 12.06.09, 10:05
            Kaakaa, dziekuje Ci bardzo za podzielenie się wiedzą! Mądra kobieta z Ciebie
            Przeczytałam z uwagą, co napisałaś i jeszcze bardziej utwierdziłam sie w tym, ze
            u mnie wine za cale zajscie spowodowała ta nieszczesna oksytocyna, a w zasadzie
            jej brak.
            Dzieki raz jeszcze!

            No żesz! Az mi sie cisna brzydkie wyrazy na usta pod adresem poloznej (grr....)

            Ja spora czesc II etapu mialam w poz. kolana-łokcie, i dobrze szlo, dopoki nie
            przylazła polozna i narobila paniki (moze juz ta dystocje zauwazyla?), i tylko
            sama koncowkę mialam na siedząco, nie dalam sie polozyc, zlozyli mi fotel do
            siedzenia i jeszcze poduche wielka dostalam pod plecy.

            Juz prawie 2 lata minely, a ja wciaz o tym mysle...

            --
            Możesz mi pomóc, wiesz. Wydajesz się dobrym i prawym człowiekiem...
    • hab_ek extra wątek:) 09.02.09, 22:10
      przyda się każdej rodzącej; do zawiązanej pępowiny, szerokich barków, pęknięcia
      macicy, oddzielenia się łożyska dołożyłabym jeszcze;
      - 'na pewno pękniesz aż do odbytu i się wykrwawisz ponieważ położna sobie nie
      poradzi'
      - 'z bólu zrobisz sobie krzywdę i w ogóle nie poradzisz sobie bez lekarza i
      znieczulenia'...
      i humorystycznie:
      - "po porodzie domowym to przecież mieszkanie będziesz CAŁE musiała malować" smile)
      dwa razy rodziłam i nie malowałam, a ja u Was?
    • kaakaa Problemy z pępowiną 09.02.09, 22:41
      Tytuł dałam ogólny
      Po pierwsze długość pępowiny. Zazwyczaj pod koniec ciąży jest to 30-70 cm.
      * Pępowina zbyt krótka (<30) cm faktycznie może być przyczyną poważnych powikłań
      włącznie z przedwczesnym oddzieleniem łożyska.
      * Pępowina zbyt długa (>100 cm) stwarza wiele możliwości straszenia rodzącej
      zdecydowanej na poród domowy.
      A. Dziecko może się nią owinąć - i zdarza się to bardzo często >10 porodów.
      Jeśli poród nie jest sztucznie przyspieszany, to owinięcie rzadko ma przykre
      następstwa. W przypadku wyjątkowo "fikuśnego" owinięcia (np. trzy razy ciasno
      wokół szyi, lub "szelki" w kroku i na ramionach) może nastąpić zatrzymanie
      postępu porodu i wahania czynności serca dziecka. Irena Ch. twierdzi, że
      niezaburzana natura świetnie sobie radzi nawet z takimi problemami.
      B. Pępowina może się zawiązać - węzeł prawdziwy zdarza się bardzo rzadko. Jego
      zaciśnięcie w czasie ciąży bywa przyczyną zgonu wewnątrzmacicznego. W czasie
      porodu zaciskający się węzeł będzie powodował zaburzenia czynności serca.
      C. Pępowina może wypaść - poświęcę temu osobny podwątek (w wolnej chwili), bo
      to, obok przedwczesnego oddzielenia łożyska, ulubiony temat przeciwników porodów
      domowych.
      • maj16 Re: Problemy z pępowiną 09.02.09, 23:46
        "C. Pępowina może wypaść - poświęcę temu osobny podwątek (w wolnej chwili), bo
        to, obok przedwczesnego oddzielenia łożyska, ulubiony temat przeciwników porodów
        domowych."

        Właśnie, właśnie! Też o tym nieraz słyszałam. Nie wiem, czy dobrze kombinuję,
        ale czy tu również pozycja leżąca nie sprzyja takiemu powikłaniu? Mimo, że w
        wodzie stan nieważkości, to jednak trochę ciasno i pierwsza powinna "pakować
        się" główka, tak czy nie?
      • kaakaa Wypadnięcie pępowiny 10.02.09, 10:11
        Wypadnięcie pępowiny to, obok przedwczesnego oddzielenia łożyska, ulubiony
        straszak ginekologów. Nie dziwne o tyle, że przy porodach szpitalnych mają wiele
        okazji doprowadzić do tego groźnego powikłania angry
        Częstość występowania: 0,14-0,7% porodów
        Mechanizm: Pępowina może wypaść wyłącznie wtedy, gdy między wchodem miednicy a
        częścią przodującą występuje „nieszczelność”. Często wypadnięcie pępowiny (po
        pęknięciu pęcherza płodowego) poprzedzone jest jej przodowaniem (przed
        pęknięciem pęcherza). Można sobie wyobrazić, że gdy pępowina jest bardzo długa i
        cienka, to nie potrzebuje specjalnych earunków fo tego by jej pętla znalazła się
        przed główką. Pępowinę przodującą można rozpoznać na USG lub w badaniu
        palpacyjnym. Odpowiednie ułożenie matki może doprowadzić do cofnięcia się
        przodującej (ale nie wypadniętej, czyli przy zachowanym pęcherzu) pępowiny.
        W związku z tym, że pępowina do wypadnięcia potrzebuje odpowiednich warunków, to
        powikłanie będzie się szczególnie chętnie pojawiać w następujących przypadkach:
        1. Niewspółmierność porodowa – główka za duża do miednicy (makrosomia,
        wodogłowie, wąska miednica) nie może się wstawić więc pozostaje nieszczelność, w
        którą może wpaść pępowina – poród sn jest niemożliwy, bo główka nie zmieści się
        do kanału rodnego
        2. Główka bardzo mała w stosunku do miednicy (wcześniactwo, wielorództwo)
        3. Nieprawidłowe położenie płodu – poprzeczne, miednicowe
        4. Ciąża mnoga
        5. Przyczyny związane z pępowiną – bardzo długa i cienka lub łożysko nisko
        schodzące lub brzeżnie przodujące z przyczepem pępowiny od strony ujścia szyjki
        macicy
        6. Przedwczesne pęknięcie (przebicie!) pęcherza płodowego, gdy główka nie jest
        jeszcze ustalone we wchodzie miednicy.
        Podana w którejś wcześniejszej wypowiedzi informacja, że leżenie na plecach
        zwiększa prawdopodobieństwo wypadnięcia pępowiny, w kontekście nieszczelności
        między główką a miednicą wydaje się całkiem logiczne.
      • 987ania Re: Problemy z pępowiną 10.02.09, 14:24
        No mnie powiedziała położna, że mam krótką pępowinę i dopóki nie urodziłam
        łożyska to mała nie mogła nawet się na mnie położyć. Leżała mi właściwie na
        spojeniu łonowym i szukała cyca na brzuchu. Ale ile miała ta pępowina tego nie wiem.
        • kropkaa Re: Problemy z pępowiną 21.02.09, 01:43
          ?
          Dopóki się łożysko nie urodzi, to dziecko nie może być wyżej od
          niego, czyli na wysokości spojenie - pępek to gdzieś będzie.
          Podniesienie dziecka wyżej powoduje jakieś problemy z tlenem i
          zaczyna płakać.
          Obrazek pt. dziecko zaraz po porodzie przytulane, uniesione do góry
          i słodko ssące pierś, podczas, gdy łożysko się jeszcze nie urodziło
          to chyba z amerykańskich filmów - sama się nabrałam i też tak
          chciałam... Na komendę położnej opuszczone natychmaist powróciło do
          stanu ciszy.
          • kaakaa Re: Problemy z pępowiną 21.02.09, 12:49
            Niby dobrze piszesz... ale nie do końca wink
            W pierwszych chwilach faktycznie tak jest - działa zasada naczyń połączonych -
            krew płynie z tego, co wyżej do tego, co niżej. Ale dość szybko tężejąca w
            pępowinie galareta Wartona doprowadza do zamknięcia naczyń pępowinowych i
            ryzyko, że krew z dziecka ucieknie do łożyska przestaje istnieć.
            Moja Irenka pożywiała się u piersi nieodpępniona z nieurodzonym łożyskiem przez
            ponad pół godziny. I nie zaszkodziło jej to smile Ale pierwsze chwile spędziła
            przykładnie leżąc na podłodze a potem na "memłonie" wink
            • kropkaa Re: Problemy z pępowiną 21.02.09, 13:08
              Aha. Czyli z tego wynika, że ja podniosłam za wcześnie. Faktycznie -
              było to tuż po urodzeniu się i zareagowała płaczem/krzykiem.
              Opuszczona znowu była cicho.
              "Memłona" to ten rzadki brzuch po zmianie swiatów?
              • kaakaa O "memłonie" ;-) 21.02.09, 13:15
                To jest ten memłon nie ta memłona wink
                Wiesz, to taki kawał był - myślałam, że wszyscy znają, bo on z tych z dłuuuugą
                brodą. Ale jak nie znasz, to sobie pozwolę...
                Pewnego razy synek pyta taty:
                - Tato, a co to jest "memmłon"?
                Tata na to:
                - Nie wiem synku, a skąd ci to przyszło do głowy?
                - Bo jak się Jolka wczoraj ze swoim chłopakiem w pokoju zamknęli, to słyszałem
                jak mówiła do niego "Połóż głowę na mem łonie".

                A swoją drogą, na określenie sflaczałego poporodowego brzucha to bardzo
                odpowiednie określenie smile
                • oldzinka Re: O "memłonie" ;-) 21.02.09, 13:24
                  Ja dokładnie 15 miesięcy temu przeżywałam bóle krzyżowe jako
                  najgorszą niespodziankę sad Na Dobrym porodzie czytałam, że to
                  wiązadła przytrzymujące macicę są bardzo mocno aksploatowane i to
                  one dają te odczucia bólowe.
                  Mam nadzieję, że przy kolejnym porodzie 1. Nie będzie bóli
                  krzyżowych 2. Nikt mnie nie położy wbrew woli.
                  A memłon stary, ale celny smile
      • kaakaa do kejzi-mejzi 10.02.09, 09:41
        kejzi-mejzi napisała:

        > Kaakaa, kiedy mam w ciązę
        > zachodzić? smile)))) Mogę się trochę wstrzymać smile)

        A czemóż to ja miałabym decydowaź o treminie poczęcia Twojego dziecka? Co ja
        astrolog jestem? wink
        BTW wg badań Brytyjskich ponoć dzieci urodzone późnym latem i wczesną jesienią
        są silniejsze i wyższe:
        www.roik.pl/dzieci-urodzone-latem-silniejsze-i-wyzsze/ . Kiedyś to samo
        twierdził ś.p. Klimuszko. Może to jest jakiś trop? wink
          • kaakaa Re: do kejzi-mejzi 10.02.09, 11:19
            Zapamiętaj na zawsze - moim powołaniem jest DAWAĆ mam nadzieję nic nigdy nikomu
            nie odbierać...
            A porody, szczególnie domowe, należy PRZYJMOWAĆ.
            Rzeczywistość jest taka, jaką ją stwarzamy. A stwarzamy ją także przez
            słownictwo jakiego używamy.
            Powiedz sobie te dwa słowa: "odebrać" i "przyjąć" i wyobraź sobie siebie jako
            kogoś, komuś coś się odbiera albo od kogo coś się przyjmuje.
            I jak wrażenia po takim ćwiczeniu? Czy rozumiesz dlaczego nie zamierzam nigdy
            odbierać porodów? smile
            A przechodząc do meritum - do samodzielnego przyjmowania przeze mnie porodów to
            jeszcze daleka droga... smile
            • oldzinka Re: do kaakii 10.02.09, 12:37
              Spoko, spoko. Ja też czekam na Twój dyplom smile Pierwsza silije, bo
              idealna kandydatka na pierwszy domowy. Ja się zgłaszam zaraz po
              niej smile
              Kaakaa a powiedz, te dane o częstości występowania powikłań to przy
              porodach szpitalnych były zebrane czy jak? I czy kobiety rodziły na
              leżąco?
              I jeszcze mam pytanko. Miałaś już praktyki w szpitalu?
              • kaakaa Re: do kaakii 10.02.09, 13:15
                > Kaakaa a powiedz, te dane o częstości występowania powikłań to przy
                > porodach szpitalnych były zebrane czy jak? I czy kobiety rodziły na
                > leżąco?
                A jakże by inaczej?

                > I jeszcze mam pytanko. Miałaś już praktyki w szpitalu?
                Miałam, w różnych szpitalach (nawet jedną naszą forumowiczkę świeżo po porodzie
                spotkałam smile). I kolejne przede mną lada moment.
                  • kaakaa Re: do kaakii 10.02.09, 14:02
                    Rodzaj oddziału (patologia, sala porodowa, położnictwo etc.) oraz liczba godzin
                    - z przydziału. W czasie semestru praktyki w wyznaczonym miejscu (w zeszłym roku
                    trafiłam na porodówkę chyba do najgorszej warszawskiej mordowni), w wakacje
                    praktyki indywidualne gdzie się chce - byłam w Pucku smile
      • karj-oka Re: Czym się straszy kobiety chcące rodzić w domu 10.02.09, 18:27
        Moja pierwsza wypowiedź tutaj, więc witam serdeczniesmile

        Mnie mój gin straszył pozycją fizjologiczną twierdząc, że taka pozycja jest niebezpieczna dla dziecka. Nie dopytywałam dlaczego, bo to była kolejna z wielu głupot jakie usłyszałam, więc wiedziałam, że racjonalnej odp. na to nie da, bo takowej nie ma.

        Kobiety które już rodziły w szpitalu straszą bólem nie do zniesienia i niedotlenieniem dziecka. Ja wtedy pytam o pozycję przy porodzie, o indukcję no i zawsze kiwanie głową, czyli standard: leżenie -> oksy -> znieczulenie.
    • gustaw.jelen A mnie nikt nie straszył :) 10.02.09, 14:51
      Jedyna reakcja, poza obojętną, którą można pominąć, to wysoko
      uniesione brwi i pytanie: a ty się nie boisz?

      Osoby zadające to pytanie nie miały pojęcia, czego mogłabym się bać.
      Po prostu miały zakodowane, że rodzi się w szpitalu, gdyż tylko tam
      rodzenie jest bezpieczne. Mantrą tego podejścia było "no bo gdyby
      COŚ się działo". Na szczęście COŚ nie było sprezycowane, nie
      musiałam się więc wdawać w zbędne dyskusje.
      • donkaczka Re: A mnie nikt nie straszył :) 10.02.09, 18:08
        mnie podobnie straszono, ogolnie pojetymi komplikacjami, bo przeciez zawsze cos
        sie moze zdarzyc
        kwitowalam krotko, ze komplikacje z krzakow nie wyskakuja i mozna je przewidziec
        i przeciwdzialac i tyle


        choc raz mnie powalil komentarz, ze dla wlasnej wygody i zabawy ryzykuje zyciem
        dziecka i jestem niedopowiedzialna smile z takim mysleniem wrecz szkoda dyskutowac..
        --
        "tak jak siano ma się suszyć na grabiach, tak dziecko ma rosnąć na rękach" by
        prababcia Luśki
        • karj-oka do Donkaczka 11.02.09, 21:01
          Tak, podobni głupi komentarz jak ty usłyszałam od mojego prowadzącego: "to
          niedojrzałe i nieodpowiedzialne". Też nie polemizowałam, bo wszak sensu chyba
          brak, prawda?wink
    • kaakaa Pęknięcie krocza 10.02.09, 18:22
      Pęknięcie krocza (na życzenie hab._ek)
      Łac. ruptura perinei, ang. perineal tears
      Pęknięcia zdarzają się częściej w przypadku:
      • pierworódek
      • rodzących w pozycji na wznak
      • dużych dzieci, nieprawidłowego ułożenia lub wstawiania się (np. ułożenie
      potylicowe tylne)
      • stanów zapalnych pochwy
      • indukcji porodu
      • znieczulenia zewnątrzoponowego
      Pęknięcia I i II stopnia zdarzają się w porodach domowych znacznie częściej niż
      w szpitalu w dostępnym mi źródle niemieckim podają, że zdarza się to w prawie
      40% porodów domowych – ja przypuszczam, że nawet częściej. Częstość spowodowana
      jest sporadycznym stosowaniem nacięcia w porodach domowych w porównaniu ze
      szpitalnymi. Położna nie powinna mieć najmniejszych trudności by w warunkach
      domowych zaopatrzyć takie pęknięcie.
      Pęknięcie III stopnia czyli takie, gdy naruszony jest mięsień zwieracz odbytu
      występuje w 0,1–9% porodów (wg różnych autorów – bardzo interesująca
      rozbieżność…wink w najnowszych badaniach z bazy Cochrana ocenia się to ryzyko na
      ok. 1%,. Czynniki zwiększające ryzyko to (w nawiasie podano do jakich wartości
      wzrasta ryzyko):
      1- poród kleszczowy (do 7%),
      2- niewspółmierność barkowa (do 4%),
      3- czas trwania drugiej fazy porodu >1 h (do 4%),
      4- pierwszy poród (do 4%),
      5- nacięcie krocza w linii środkowej (do 3%),
      6- przetrwałe ułożenie potylicowe tylne (do 3%),
      7- indukcja porodu (do 2%),
      8- znieczulenie zewnątrzoponowe (do 2%),
      9- masa urodzeniowa >4 kg (do 2%),
      Pozycje wertykalne w II okresie porodu zmniejszają ryzyko poważnych uszkodzeń
      krocza.
      • goblin.girl Re: Pęknięcie krocza 13.02.09, 07:27
        > Pęknięcie III stopnia
        Czynniki zwiększające ryzyko to (w nawiasie podano do jakich wartości
        > wzrasta ryzyko):
        > 3- czas trwania drugiej fazy porodu >1 h (do 4%),

        a to mnie zdziwilo, na logikę wydaje sie, ze wydluzony czas trwania 2 fazy
        sprzyja stopniowemu rozciaganiu i dopasowywaniu sie tkanek krocza. Chyab ze to
        ryzyko jest oceniane dla pozycji leżacej. Albo ze chodzi o "zmęczenie materiału".
        • kaakaa Re: Pęknięcie krocza 13.02.09, 15:51
          To są wyniki badań korelacyjnych, więc nie można na ich podstawie stwierdzić, że
          pęknięcie JEST SPOWODOWANE tym, że II faza trwa długo - po prostu zaobserwowano,
          że te porody, w których druga faza trwa ponad godzinę częściej są związane z
          poważnymi uszkodzeniami krocza. A przecież faza parcia trwa zazwyczaj dłużej
          przy pierwszym porodzie a także gdy dziecko jest duże lub nieprawidłowo się wstawia.
          A swoją drogą, to zapewne większość analizowanych porodów odbywała się w pozycji
          na plecach.
          Co do tego, że na logikę wydaje sie, ze wydluzony czas trwania II fazy sprzyja
          stopniowemu rozciaganiu i dopasowywaniu sie tkanek krocza, to prawda bo żadne
          przegięcie nie jest dobre - jeśli II faza ogranicza się do jednego lub dwóch
          skurczy a dziecko wyskakuje jak korek z butelki to marne szanse by krocze
          zostało całe. Jednak musi to być raczej nieduże dziecko więc i obrażenia pewnie
          nie rozległe smile
          • 987ania Re: Pęknięcie krocza 13.02.09, 19:06
            a nie jest tak, że przy przedłużającej II fazie stosuje się częściej zabiegowe
            zakończenie porodu i wtedy vacuum lub kleszcze, co wiąże się z mocnym
            ciachnięciem i obrażeniami?
                  • aniulka.d Re: Pęknięcie krocza 14.09.16, 13:40
                    ja urodziłam dwoje dzieci za pomocą dwóch skurczy (tzn dwa porody o podobnej drugiej fazie miałam). pierwszy syn 4,150 (zdecydowanie jak korek z butelki, bałam się że w ścianie dziurę wybije jak go nie złapią), druga córa 3,600 (nie złapała połozna, bo zakładała właśnie rękawiczki, myslała że zdąży, na szczęście wystrzeliła na łóżko, pozycja kolankowo-łokciowa, walnęła główką, ale nic jej nie było). żadnych pęknięć (mimo że pierwszy na fotelu ginekologicznym, za to z ochroną krocza), lekkie otarcia śluzówki. in your face!!
    • fraktusia Poród domowy nielegalny 12.02.09, 11:04
      A musi być tylko o komplikacjach poporodowych? Mnie tym najbardziej straszyli
      przed i po porodzie, w tym położna środowiskowa z przychodni, która ponoć
      chciała się tym zajmować, ale "wydawało jej się to nielegalne". Do tej pory się
      z tego z mężem śmialiśmy. Teraz na innym wątku Kaakaa napisała, że być może nam
      to grozi...o zgrozo...
      • fizula Re: Śmierć, choroba dziecka 13.02.09, 00:25
        Mnie chyba najbardziej straszyli:
        *że COŚ się może stać;
        *a co w razie problemów z dzieckiem;
        *no i jeszcze moim krwotokiem oczywiście.

        --
        Dzieci pięknie wyrastają z karmienia piersią, jeśli im się na to pozwoli
        Spotkania mam karmiących piersią- Lublin
        • pawimi455 Re: Śmierć, choroba dziecka 13.02.09, 07:27
          tak, dokladnie zgadzam sie, najwazniejsze jest to "COS", wlasciwie
          blizej nieokreslone ale strach przed tym czyms paralizuje wszystkich
          do stopnia blokady umyslowej. W zasadzie nie da sie tego pokonac
          zadnymi slusznymi argumentami sad Nie pomagaja nawet zywe przyklady
          dzieci juz urodzonych szczesliwie w domciu...problemy z dzieckiem sa
          tez klasyczne na liscie.
    • kaakaa Śmiertelność okołoporodowa dzieci 13.02.09, 09:16
      Nie ma różnicy pomiędzy bezpieczeństwem planowanego porodu domowego a porodem w
      szpitalu w wypadku kobiet rodzących po raz pierwszy, natomiast w przypadku
      kobiet rodzących kolejne dziecko poród domowy jest znacznie korzystniejszy.
      (Wynik badań Netherlands Institte of Prymary Health Care)
      Z badań Institute for Social and Preventive Medicine of the University of Basle,
      Zurich Canton, Zurich Study Team wynika, że liczba zgonów dzieci przedstawia się
      następująco:
      * przy porodach domowych - 2,3/ 1000 porodów
      * przy porodach szpitalnych - 7,9/ 1000 porodów
      Z badań R. E. Anderson i P. A. Murphy (USA), śmiertelność okołoporodowa:
      * 2,5 / 1000 dla kobiet, które planowały urodzić w domu
      * 0,9 / 1000 dla kobiet, które urodziły w domu
      Z badań Norhern Region Perinatal Mortality Survey Coordinating Group, Wielka
      Brytania – śmiertelność okołoporodowa:
      * Matki, które zaplanowały poród domowy i urodziły w domu - 1,7/1000
      * Matki, które zaplanowały poród domowy niezależnie od ostatecznego miejsca
      porodu - 4,8/1000
      * Wszystkie porody w regionie – 9,7/1000
      Statystyki podaję na podstawie wystąpienia położnej Katarzyny Oleś na
      konferencji Fundacji Rodzić po Ludzku w 2003 r.
      Oczywiście, dane są trochę tendencyjne, bo przy porodach szpitalnych
      uwzględnione są też osoby, które z powodu ryzyka nie miałyby szans na
      kwalifikację do porodu domowego.
    • kaakaa Ból porodowy 20.02.09, 15:39
      Korzystając z wolnej chwili powracam do rozpoczętego wcześniej wątku i realizuję
      kolejny zamówiony przez koleżanki temat smile

      Ból porodowy nie do zniesienia bez znieczulenia pojawił się w Waszych
      wypowiedziach jako ulubiony straszak nie tylko lekarzy ale, przede wszystkim,
      innych kobiet, które rodziły w szpitalu. No, to parę słów o tym osławionym bólu.
      Dlaczego poród boli?
      Zazwyczaj ból sygnalizuje nam, że w organizmie dzieje się coś złego – uraz,
      choroba. W przypadku porodu jest wręcz przeciwnie – ból sygnalizuje, że wszystko
      jest w porządku smile Fakt, że poród boli naukowcy wiążą z tym, że ludzkie
      dziecko ma wyjątkowo dużą głowę w porównaniu do rozmiaru miednicy matki, która
      wskutek pionowej pozycji ciała jest dość długa i wąska – urodzenie czegoś tak
      dużego przez taką miednicę nie może przyjść łatwo wink. Odczuwany ból związany
      jest z:
      * Skurczami mięśnia macicy (kogo kiedyś złapał skurcz, ten wie, że skurcz z
      natury jest bolesny), które są niezbędne do rozwarcia szyjki
      * Rozwieraniem się szyjki macicy (rozciąganie tkanek miękkich nie należy do
      przyjemności)
      * Rozciąganiem się i uciskaniem tkanek miękkich kanału rodnego przez
      przeciskającą się główkę dziecka
      * Ograniczeniem przepływu krwi przez mięsień macicy (wskutek skurczy i
      ewentualnie nieprawidłowego oddychania) i niedotlenieniem tego mięśnia
      (szczególnie w pozycji na wznak)
      Reasumując – poród raczej musi boleć. Nie ma co się nastawiać, że będzie to sama
      przyjemność wink Ale zazwyczaj normalny ból porodowy jest do wytrzymania,
      szczególnie, gdy kobieta jest dobrze przygotowana by sobie z nim radzić. A teraz
      przejdę do konkretu, czyli to tego, dlaczego poród może boleć tak bardzo, że
      trudno to wytrzymać.
      Co powoduje, że poród boli bardziej?
      * Czynniki fizyczne – mała elastyczność tkanek miękkich, duże dziecko, znaczna
      wrażliwość na ból – na to niewiele da się poradzić, może to być przyczyną
      silniejszego odczuwania bólu niezależnie od tego, czy rodzi się w domu, czy w
      szpitalu
      * Lęk – potęguje odczuwanie bólu. Mamy tzw. błędne koło Reada – lęk powoduje
      napięcie, napięcie jest przyczyną bólu, ból potęguje lęk, lęk wzmaga napięcie,
      napięcie zwiększa ból, ból jest przyczyną jeszcze silniejszego lęku itd… Kobieta
      świadomie wybierająca poród w domu, ufająca sobie i swojej położnej, dobrze
      przygotowana do porodu ma zazwyczaj niższy poziom lęku niż osoba, która nie wie,
      co się z nią dzieje a do tego trafia do obcego sobie miejsca między obcych, nie
      zawsze miłych, ludzi
      * Hormony – w naturalnie przebiegającym porodzie wydziela się znaczna ilość
      endorfin, które w naturalny sposób uśmierzają ból. Jeśli kobieta w czasie porodu
      nie czuje się komfortowo to spada poziom endorfin a wzrasta poziom adrenaliny,
      która zakłóca przebieg porodu, wydłuża go, w efekcie czego kobieta jest zmęczona
      i silniej odczuwa ból. Na wzrost poziomu wydzielania adrenaliny mają wpływ:
      zimno, intensywne światło, głód, hałas, brak intymności, lęk, aktywacja procesów
      korowych.
      * Brak poczucia kontroli – poczucie, że nie panuje się nad tym bólem i nie można
      nic zrobić, by go zmniejszyć. Bardzo sprzyja temu rutyna szpitalna –
      ograniczenie swobody ruchu, monitoring KTG – a także wcześniejsze przygotowanie
      rodzącej na to, że ten ból nie da się wytrzymać i bez znieczulenia nie można
      sobie z nim poradzić
      * Dożylny wlew oksytocyny (indukcja/stymulacja czynności skurczowej) – skurcze
      są wtedy bardziej bolesne, co wynika z braku pełnej relaksacji mięśnia macicy
      pomiędzy skurczami, w efekcie czego mięsień jest stale niedotleniony i nie są z
      niego na bieżąco usuwane zbędne produkty przemiany materii, kwas mlekowy
      powoduje podrażnienia nerwów i stąd boli dużo silniej
      * Pozycja na wznak – powoduje bardzo niekorzystny ucisk na duże naczynia
      krwionośne zaopatrujące i odbierające krew z okolic macicy, w efekcie prowadzi
      do niedotlenienie macicy i wzmaga ból. Ograniczenie swobody ruchu też zwiększa
      odczuwanie bólu
      Jak się zapewne domyślacie w domu szanse na doświadczenie tych czynników
      zwiększających intensywność odczuwania bólu są znacznie mniejsze wink
        • monicus Re: a bóle krzyzowe? 20.02.09, 21:54
          z tego co ja wiem, chodzi o to, ze relaksyna rozluznia wiazania w odcinku
          ledzwiowym, ktory wydaje sie zwartym kawalkiem. musi sie on rozluznic, i stac
          sie ruchomy w kilku plaszczyznach (nie tylko przdo tyl jak przy schylaniu, ale
          jeszczwe przod tyl ale os w pionie), dlatego w pologu pozniej tez bardzo boli,
          bo sie znowu zchodzi i zespala.
          • kaakaa Re: a bóle krzyzowe? 20.02.09, 22:51
            Na życzenie Ani smile
            Bóle krzyżowe są wynikiem ucisku na korzenie nerwowe splotu krzyżowo –
            lędźwiowego. Ucisk powoduje dziecko wstawiając się do miednicy. Ponoć bóle
            krzyżowe są bardzo uciążliwe u kobiet z tyłozgięciem macicy (one mają też
            zazwyczaj takie bóle w czasie miesiączki) – ale tę rewelację znam ze źródeł
            raczej plotkarskich, w książkach się na nic takiego nie natknęłam, ale też nie
            szukałam. Silne bóle krzyżowe mogą być związane z nieprawidłowym wstawianiem się
            dziecka – głównie z ułożeniem potylicowym tylnym. Wielu kobietom na bóle
            krzyżowe bardzo pomaga TENS – taki elektryczny stymulator nerwów.
            Oczywiście na "intensywność doznań" również w przypadku bólów krzyżowych wpływa
            większość wymienionych wcześniej czynników.
            Acha, i jeszcze - ponoć bóle krzyżowe najczęściej pojawiają się u pierworódek -
            u mnie były tylko przy pierwszym porodzie, więc jestem przykładem na
            potwierdzenie tej teorii smile
            Jeśli zaś chodzi o wpływ relaksyny – to zupełnie inna para kaloszy i inne
            doznania bólowe wink
            • 987ania Re: a bóle krzyzowe? 20.02.09, 22:58
              Kaakaa czyli przepowiadasz, że następnym razem poczuję skurcze z przodu a nie z
              tyłu. 2h przed rozwiązaniem mówili (wg ktg), że nie mam żadnych skurczy! Mam
              tyłozgięcie, które mi się nie wyprostowało po porodzie (a powinno wg
              niektórych!) i dalej mam bóle miesiączkowe.
            • kropkaa Re: a bóle krzyzowe? 21.02.09, 01:15
              Nie mam tyłozgięcia (a przynajmniej jeszcze nikt mnie nie oświecił,
              że mam), miesiączki nie bolą, dziecko chyba dobrze się wstawiło (od
              początku pomagałam tym, co było w "Dziecku" i na rysunkach fundacji
              RpL), ale jak sobie przypomnę jak mnie krzyż naper... O mamo! Nie
              pomagał prysznic, pozycje i inne zalecenia, które wtedy tylko mnie
              jeszcze bardziej wkurzały. Na ułamek sekundy bardzo mocny ucisk
              (byłam sama, więc mój), krzyk w poduszkę, zgięcie się pod kątem
              prostym tak, by leżeć na lodówce czy stole. Bóle krzyżowe
              zniwelowały dopiero skurcze parte (przy tym okazało się, że jednak
              bóle krzyżowe aż tak nie bolały big_grin). Kaakaa, dzięki za pocieszenie -
              do tej pory czytałałam, że jak były przy pierwszym porodzie, to przy
              kolejnych też mogą być.
              • kaakaa Re: a bóle krzyzowe? 21.02.09, 13:09
                No, to się jeszcze pomądrzę wink
                Relaksyna, która wydziela się w ciąży, ma za zadanie przygotować miednicę do
                porodu poprzez rozluźnienie tkanek miękkich i połączeń między kośćmi. Działa
                oczywiście na cały organizm a nie tylko na miednicę. Dlatego w ciąży często
                kobietom "rosną" stopy - w stopach jest po 26 kości połączonycg licznymi
                stawami, wystarczy, że każdy staw rozlużni się minimalnia a już buty się nie
                mieszczą smile Z tego samego powodu w ciąży łatwo o problemy z kręgosłupem.
                A wracając do wpływu relaksyny na miednicę, to rozlużnia ona tam połączenia
                między kośćmi, które zazwyczaj pozostają nietuchome - stawy krzyżowo-biodrowe,
                spojenie łonowe, chrząstkozrost krzyżowo-guziczny. Tu:
                www.anatomia.kaviorek.com/szkielet/big/dolna/07.jpg można zobaczyć, o co
                chodzi. Nadmierne rozluźnienie, w istocie, jest przyczyną bólów (czasem bardzo
                dokuczliwych) miednicy w zaawansowanej ciąży i po porodzie. Jednak bóle
                krzyżowe, to coś zupełnie innego - występują w czasie porodu (a także w czasie
                miesiąśczki) a potem zaraz znikają jak sen złoty - na szczęście.
                • maj16 Re: a bóle krzyzowe? 21.02.09, 15:57
                  Nic nie wiem, abym miała tyłozgięcie macicy, mimo to w każdym z czterech porodów miałam bóle krzyżowe. Podczas leżenia jest to koszmar. W moim przypadku zmiana pozycji zdecydowanie pomagała. Najlepsza była "na czworaka"smile. Rewelacyjnie działało polewanie prysznicem po lędźwiach. Jednak te metody mogłam sprawdzić dopiero przy ostatnim porodzie, kiedy to przybywając do szpitala na ostatnią chwilę, raczyłam się w domu nieograniczoną swobodą w doborze sposobów na zmniejszenie bólusmile
                  • madeleine.passerelle Bole krzyzowe a pozycja 12.06.09, 10:18
                    Poczytalam wasze wpisy o tych bolach krzyża.
                    ja uniknelam ich. Zupelnie nie przypominam sobie jakiegokolwiek innego bolu oprocz napiecia miescni macicy i odczuwalam je zdecydowanie z przodu.
                    W pierwsze chwili pomyslalam, ze pewnie nawet nie wiem co to sa te bole, jak sie je odczuwa i... przypomnialam je sobie... Mialam je przez kilka sekund, kiedy zmeczona chcialam sie na chwilke polozyc na boku, bo wczesniej tylko na zgietych nogach oparta o kolana meza albo kolana-lokcie. Polozylam sie, bo sie nasluchalam o tym, ze podczas I etapu dziewczyny przysypiaja miedzy skurczami i ja tez zapragnelam.
                    Natychmiast po polozeniu zerwalam sie niemal do pionu, bo bol sie pojawil jakis straszliwy jakby mi sie obrecz dookola ciala zacisnela, jednoczesny bol dookola calego tulowia. I teraz mysle, ze to byl smaczek tych krzyzowych drani.
                    jesli to bylo to, to ja potwierdzam: za nic nie wolno lezec!


                    --
                    Możesz mi pomóc, wiesz. Wydajesz się dobrym i prawym człowiekiem...
    • kropkaa Re: Czym się straszy kobiety chcące rodzić w domu 21.02.09, 01:35
      Konkretnymi medycznymi rzeczami nikt mnie nie raczył, bo nie
      wiedzieli pewnie czym straszyć, ale oczywiście każdy się dziwił, że
      jak COŚ się stanie, to przecież NIKT mi nie pomoże. Na pytanie, co
      konkretnie miałoby się niby stać, odpowiedź była równie pojemna: no
      COŚ z dzieckiem (jak widac matką-wariatką nikt się zbytnio nie
      martwił).
      Jedna koleżanka mówiła, że to jest pierwsze dziecko, nie wiem, jak
      to jest, co mnie czeka, jak i czy boli, jak sobie poradzę, na co się
      porywam ogólnie. Były to przynajmniej obawy, powiedzmy, w miarę
      rzeczywiste no i pojawiała się troska o mniesmile
      Przykre było jedno zdanie koleżanki, która miała termin obok mojego -
      wg mnie najważniejsze jest zdrowie dziecka, nie wygoda matki.
      Ponieważ jest to forum otwarte, nie będę porównywać kto i jak na
      czym wyszedł...
      Zaś po porodzie ciotka ściszonym tonem powiedziała, że ona nie
      chciała nic mówić, ale to była bardzo nierozsądna decyzja... Ona ma
      koleżankę lekarkę i ta koleżanka to takie przypadki widziała... (nie
      wiem jakie, bo jest pediatrą), a poza tym jej córka (lekarki), to
      naprawdę - dobrze, że w szpitalu rodziła, bo nie wiadomo, co by z
      dzieckiem było... No ale na szczęście u nas wszystko dobrze się
      skończyło (u rzeczonej córki niestety nie, jakieś rehabilitacje czy
      coś), naprawdę mieliśmy szczęście. No ale to jednak było ryzyko. I
      to spore. Ach, że też to wszystko się tak udało, to Bogu dziękować.
      • hab_ek Re: Czym się straszy kobiety chcące rodzić w domu 04.03.09, 22:25
        Najbardziej mnie denerwują takie lekarki (lekarze) którzy "takie przypadki
        widzieli". Jak byłam w pierwszej ciąży to doprowadziła mnie niemal do porodu w
        ósmym miesiącu lekarka w szkole rodzenia, która jak się zorientowała że chcę w
        domu stwierdziła autorytatywnie, że "porozrywa Cię aż do odbytu" i "nie takie
        rzeczy widziałam". Po moim pytaniu ile miała takich przypadków, stwierdziła, że
        w szpitalu ani jednego, ale w książkach czytała, no bo przecież w domu się
        INACZEJ nie da.
        Dziewczyny, ja nie chcę uświadamiać, pouczać czy nauczać. Ja bym chciała, ażeby
        lekarze oddawali się temu do czego zostali powołani... "przede wszystkim nie
        szkodzić".
        Dużo chcę, no nie ?
        pozdrawiam
    • sun.pl Re: Tyłozgięcie macicy a joga :) 21.02.09, 15:44
      Nie jest mi znane "specjalne" ćwiczenie prostujące macicę smile Natomiast praktyka
      jogi zmniejsza dolegliwości spowodowane tyłozgięciem. Sama takowe "wygięcie"
      posiadam. W pierwszym trymestrze pierwszej ciąży wyprostowało się, po porodzie
      powrót na swoje dawne miejsce. Od kilku lat nie mam żadnych dolegliwości z tego
      tytułu (czy to podczas miesiączki, czy stosunków płciowych, czy ciąży wink),
      właśnie dzięki praktyce ashtanga jogi, która wyregulowała mi cykle i skróciła
      czas krwawień do 3 przyjemnych dni (startowałam z bolesnych 7). Pozdrawiam
        • kaakaa Re: Bóle krzyżowe a przodozgięcie 21.02.09, 20:44
          Myślę, że sprawę należałoby ująć tak:
          Tyłozgięcie macicy zdaje się w szczególny sposób predysponować do wystąpienia w
          czasie miesiączki i porodu bólów krzyżowych. Czyli, jak ktoś ma tyłozgięcie, to
          ma większe szanse na doświadczenie tej wątpliwej przyjemności. Nie oznacza to
          jednak, że (a) każda kobieta z tyłozgięciem musi zaraz mieć bóle krzyżowe, (b)
          żadna kobieta bez tyłozgięcia nie może mieć bólów krzyżowych. Same bóle krzyżowe
          występują w związku z uciskiem na sploty nerwowe - a przyczyny tego ucisku mogą
          być różne - związane z anatomią matki (np. wspomniane tyłozgięcie) lub
          przebiegiem porodu (np. wspomniane niewłaściwe wstawianie się dziecka).
          Reasumując - nikt nie jest w stanie zagwarantować Ci, że nie doświadczysz
          kolejnym razem bólów krzyżowych. Choć ja, na Twoim miejscu, raczej bym się ich
          nie spodziewała smile
          • marianna0077 Re: Bóle krzyżowe a przodozgięcie 21.02.09, 22:29
            Hmm, to u mnie nawet by się zgadzało... Mam tyłozgięcie i dwa
            porody, w których ino w krzyżu rąbało. I to jak smile jak se wspomnę te
            dwadzieścia minut między kibelkiem a wanną jak mi się z trzech
            dziesięć zrobiło, to do tej pory ciarki na plecy mi wskakują smile
            Ciekawe jak będzie następnym razem?
            • petisu Re: Bóle krzyżowe a przodozgięcie 19.06.09, 16:38
              Tyłozgięcie+ Mila rodziła się twarzyczką. Myślałam, że mi całą miednicę rozsadzi
              na drobne. uncertain
              --
              www.gugu-gaga.pl-eko kosmetyki, miękkie buciki i inne rzeczy, ale przede wszystkim:
              DIDYMOS w Polsce.
              Doradca po kursie podstawowym Die Trageschule ® Dresden
    • kaakaa Niedotlenienie u dziecka 25.02.09, 15:31
      Niedotlenienie, to chyba to "COŚ" czego często boją się różne osoby
      zniechęcające nas do porodu w domu.
      Żeby mówić o niedotlenieniu trzeba opisać trzy ważne w tym kontekście terminy -
      hipoksemię, hipoksję i asfiksję.

      Hipoksemia to prowadzące do hipoksji obniżenie ciśnienia cząstkowego tlenu we
      krwi tętniczej. Jest to początkowe stadium deficytu tlenowego. Płód radzi sobie
      z nią zmniejszając aktywność (spada wtedy zużycie tlenu) a gdy hipoksemia trwa
      długo (wiele dni, tygodnie) dochodzi do wewnątrzmacicznego zahamowania wzrostu.
      Równowaga energetyczna organizmu jest utrzymana jednak płód, który przez długi
      czas funkcjonował w stanie hipoksemi będzie gorzej sobie radził w sytuacji
      niedotlenienia przy porodzie.

      Hipoksja (niedotlenienie) to niedobór tlenu w tkankach obwodowych. W stanie
      przedłużającego się niedotlenienia organizm dziecka centralizuje krążenie tak,
      aby maksymalna ilość tlenu trafiała do organów kluczowych dla funkcjonowania.
      Wiąże się to z obniżeniem obwodowego przepływu krwi i rozpoczęciem metabolizmu
      beztlenowego w tkankach obwodowych. Wydzielane są też hormony stresu. W
      warunkach hipoksji, pomimo deficytu tlenowego, płód może funkcjonować przez
      szereg godzin, jednak w oczywisty sposób jego kondycja jest znacznie osłabiona.

      Asfiksja (zamartwica) jest to stan niedoboru tlenowego w organizmie związany z
      niedotlenieniem narządów centralnych. Wiążę się z metabolizmem beztlenowym także
      w narządach centralnych i poważnymi zaburzeniami w rytmie serca. Przy braku
      natychmiastowych czynności ratowniczych (w ciągu kilku minut od wystąpienia
      asfiksji) prowadzi do utraty przytomności i śmierci lub do uszkodzenia mózgu, co
      grozi mózgowym porażeniem dziecięcym. Przyczyny asfiksji u osób oddychających to
      zablokowanie dróg oddechowych, oddychanie w środowisku ubogim w tlen, zatrucia,
      bezdech. W przypadku płodu, który nie oddycha samodzielnie, asfiksja jest
      związana z niedostateczną podażą tlenu z krwią otrzymywaną przez łożysko.
      Przyczyny mogą być bezpośrednio związane z porodem (odklejenie łożyska,
      zaciśnięcie pępowiny, wypadnięcie pępowiny, zespół żyły głównej dolnej –to od
      leżenia na plecach, niedotlenienie u matki – może być wynikiem hiperwentylacji
      przy nieprawidłowym oddychaniu lub stresie) albo z wcześniejszymi długotrwałymi
      nieprawidłowościami (niewydolność łożyska, zaburzenia krążenia u matki, palenie
      papierosów, stan deficytu tlenowego u matki).
      W przypadku zdrowego płodu, który wcześniej nie doświadczał wielokrotnego lub
      długotrwałego niedotlenienia, naturalne mechanizmy obronne pozwalają dziecku
      skutecznie poradzić sobie z chwilowymi przerwami w dostawie tlenu w czasie
      porodu (zmniejszony przepływ łożyskowy w trakcie skurczów, przejściowy ucisk na
      pępowinę gdy jest ona owinięta wokół szyi). Ryzyko uszkodzenia wskutek
      niedotlenienie związanego z fizjologicznym przebiegiem porodu jest, w przypadku
      zdrowego płodu prawie zerowe. Kwestia przedstawia się znacznie mniej
      optymistycznie w przypadku dzieci, które już w ciąży doświadczały deficytu
      tlenowego. U takich dzieci mechanizmy kompensacyjne mogą być już na wyczerpaniu
      i nawet krótkotrwałe niedotlenienie w czasie porodu może mieć tragiczne skutki.
      Dlatego ważne jest (szczególnie gdy myślimy o porodzie domowym) by
      zainteresować się stanem dziecka przed porodem. Palenie papierosów (także
      bierne) bardzo źle wpływa na stan dotlenienia płodu. Ważne jest też
      skontrolowanie stanu łożyska na ostatnim USG – najlepiej z badaniem przepływów
      metodą Dopplera. Wiele cennych informacji może przynieść badanie KTG (test
      niestresowy – po prostu pół godziny zapisu). Każdej matce można też polecić
      liczenie ruchów płodu w ostatnim miesiącu ciąży (trzy razy dziennie po godzinie
      o stałych porach). Choć wydaje się banalne, to bardzo skutecznie pozwala
      stwierdzić, czy dziecko funkcjonuje w komfortowych warunkach. W razie
      wątpliwości powinno się zrobić zapis KTG lub test Manninga (służy do okreslania
      profilu biofizycznego dziecka, W badaniu USG bada sie 4 parametry - ruchy
      oddechowe, ruchy płodu, napięcie mięśni płodu, objętość płynu owodniowego i,
      dodatkowo analizuje się wyniku testu niestresowego. Ocenę przedstawia sie w
      punktach. za każdą cechę płód otrzymuje 0, 1 lub 2pkt. w sumie max wynosi 10).

      Na pocieszenie, w ramach plotki, napiszę Wam, że pisząca te słowa urodziła się w
      zamartwicy (skutek polskiego betonowego położnictwa, a jakże), widać jednak, że
      miała niezaburzone mechanizmy kompensacyjne, bo jakoś szczęśliwie funkcjonuje do
      dziś bez szczególnych uszczerbkuów na fizyczności, czy intelekcie.
      • maj16 Re: Niedotlenienie u dziecka 25.02.09, 20:55
        > Na pocieszenie, w ramach plotki, napiszę Wam, że pisząca te słowa urodziła się w
        > zamartwicy (skutek polskiego betonowego położnictwa, a jakże), widać jednak, że
        > miała niezaburzone mechanizmy kompensacyjne, bo jakoś szczęśliwie funkcjonuje do
        > dziś bez szczególnych uszczerbkuów na fizyczności, czy intelekcie.

        Oj, widać, że nie dałaś zrobić sobie krzywdysmile
        Wierzę, że jeszcze skutecznie zawalczysz z szpitalnym betonemsmile
        • karj-oka "A jeśli coś ci pęknie?" 02.03.09, 19:17
          Takie pytanie zadała mi moja skądinąd bardzo inteligentna przyjaciółka. Pytam
          "Ale co niby?" Ona na to "No nie wiem... Np. tętnica? Albo pępowina?" Mówię do
          niej "Wiesz, idę z tobą w takie absurdy bo naprawdę cię lubię, inaczej bym
          zignorowała. Ale zastanówmy się. Jeśli pęknie mi tętnica (inna rzecz, że ogromny
          pech by w ogóle tak ni stąd ni zowąd pękła i na dodatek przy porodzie! no ale
          niech tam!) to w szpitalu także raczej nie zdołają mi pomóc bo wykrwawię się nim
          wszyscy szczęki z podłogi pozbierają i pewnie najpierw będą ratować dziecko. A
          pępowina? Hmm... No niby od czego miałaby pęknąć? Granat? Strzał z pistoletu?"

          Czy równie dobrze nie mogłoby paść pytanie "A co jeśli akurat usłyszysz alarm
          przeciwlotniczy i będziesz natychmiast musiała udać się do schronu?"???

          Są gdzieś granice absurdalnych przypadków wymyślanych dla straszenia tych, które
          chcą rodzić w domu? Co jeszcze się może stać?! To wręcz niewiarygodne jak postęp
          wiedzy medycznej wpływa na wtórną infantylizację społeczeństwa.
    • kaakaa Krwotok poporodowy 03.03.09, 22:52
      Wśród wymienianych przez Was straszaków pojawił się za sprawą Fizuli również
      krwotok poporodowy.
      Według statystyk, jakie udało mi się znaleźć w necie, krwotok poporodowy zdarza
      się w ok. 4% porodów (szpitalnych oczywiście). To dużo. Jednak częściej dotyczy
      on porodów przez cc niż drogami natury.
      Obfite krwawienie (krwotok) w trzecim okresie porodu – już po urodzeniu dziecka
      – może mieć różne źródła:
      * pęknięcie szyjki macicy (częste, gdy w czasie porodu kobieta bardzo silnie
      prze w momencie, gdy nie ma jeszcze pełnego rozwarcia)
      * pęknięcie naczyń krwionośnych macicy (np. przy żylakach macicy)
      * pęknięcie macicy (szczegóły tu:
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=45447&w=91098399&a=91115544 )
      * uszkodzenie tkanek miękkich krocza z pęknięciem większego naczynia
      krwionośnego (częstrze poważne uszkodzenia przy porodach szpitalnych, związane z
      nacięciem lub porodami zabiegowymi lub z nieprawidłowym prowadzeniem porodu)
      * zaburzenia krzepnięcia

      Najczęściej jednak – i tym straszy się nas najchętniej – krwotok wiąże się z
      nieprawidłową inwolucją (zwijaniem się) macicy po urodzeniu dziecka. Może być
      to powiązane z zatrzymaniem całości lub części łożyska albo nie. Intensywne
      obkurczanie się macicy po porodzie sprawia, że zamykają się naczynia
      krwionośne, którymi krew matki przedostawała się do łożyska i krwawienie
      poporodowe bardzo szybko się ogranicza. W przypadku zbyt słabej czynności
      skurczowej inwolucja macicy postępuje zbyt wolno a przez to utrata krwi jest
      znacznie większa. Duża utrata krwi jest bardzo groźna dla zdrowia a nawet życia
      matki.

      Dlaczego może się zdarzyć, że macica nie będzie się prawidłowo obkurczać?
      Po pierwsze, może się to wiązać z nieoddzieleniem (lub niecałkowitym
      oddzieleniem) łożyska. To, z kolei może wynikać z nieprawidłowego zagnieżdżenia
      się łożyska w doczesnej – łożyska przyrośniętego, wrośniętego lub
      przerośniętego. Zdarza się to bardzo rzadko – znalazłam informację, że raz na
      10 000 porodów. Przyczyny takich problemów to:
      * zapalenia błony śluzowej macicy przed ciążą
      * łyżeczkowanie macicy
      * blizny pooperacyjne na macicy (np. po cc)
      Powyższe należy więc traktować jako czynniki ryzyka wystąpienia krwotoku
      poporodowego związanego z nieprawidłowo zagnieżdżonym łożyskiem.

      Może być też tak, że łożysko jest zagnieżdżone prawidłowo ale ma inne wady
      utrudnające jego urodzenie – np. jest usytuowane w rogu macicy, jest bardzo małe
      lub pierścieniowate. Moim zdaniem (MOIM – nie wiem, co na to różni mądrale, a
      nie bardzo mam źródła fachowe, żeby zacytować) takie łożysko przytwierdzone,
      często jest przyczyną problemów w porodach szpitalnych, gdy łożysko rodzi się
      „na czas”. Przypuszczam, że jeśli na takie łożysko cierpliwie poczekać, to
      urodzi się samo – a jak zaczniemy nerwowo pociągać za pępowinę tudzież ugniatać
      macicę, to w efekcie uzyskamy kolejną przyczynę niewłaściwego kurczenia się
      macicy – czyli krwawienie związane z atonią macicy wynikającą z zatrzymania
      części łożyska. W domu nie rodzi się łożyska na czas, nie podaje się rutynowo
      oksytocyny mającej przyspieszyć odklejenie i wydalenie łożyska i nie wykonuje
      się żadnych zabiegów mających na celu „ułatwienie” jego urodzenia. Przypadki,
      gdy w domu łożysko rodzi się niekompletne należą do rzadkości. Ze znanych mi
      statystyk pewnej położnej – dwa przypadki na 500 porodów domowych. Przy czym
      pierwszy przypadek na początku kariery, gdy położna miała jeszcze złe szpitalne
      nawyki.

      Może być również tak, że krwotok z macicy pojawia się już po urodzeniu łożyska –
      łożysko się rodzi, jest kompletne a macica się nie kurczy lub kurczy się bardzo
      słabo. Jest to tzw. atonia lub hipotonia macicy. A jej przyczyny to:
      * nadmierne rozciągnięcie macicy – przy ciąży bliźniaczej, wielowodziu (można
      rozpoznać wcześniej i wybrać poród w szpitalu)
      * zbyt szybkie opróżnienie macicy – cesarskie cięcie (!), kleszcze, próżno ciąg,
      obrót wewnętrzny z wydobyciem płodu (żadnej z tych procedur nie stosuje się przy
      porodach w domu)
      * wiotka macica po długotrwałym znieczuleniu lub po lekach rozkurczowych
      podawanych na krótko przed porodem (w porodzie domowym się nie stosuje)
      * osłabienie czynności skurczowej macicy po długotrwałym wlewie oksytocyny w
      celu stymulacji czynności skurczowej (w domu się nie stosuje)
      * wady i choroby macicy – przegroda, macica łukowata, mięśniaki, gruczolistość
      (można rozpoznać przed porodem)
      * zmęczenie macicy – po bardzo długim porodzie z silnymi skurczami dającymi
      słaby postęp, np. przy niewspółmierności matczyno płodowej, gdy główka jest za
      duża w stosunku do miednicy (dlatego w sytuacji rozpoznania w czasie porodu
      nieprawidłowego postępu, lub przy podejrzeniu niewspółmierności poród należałoby
      ukończyć w szpitalu, bo ryzyko powikłań rośnie).
      Krwotok poporodowy w wywiadzie (przy poprzednim porodzie) powinien być
      traktowany jako poważne przeciwwskazanie do porodu domowego.

      To teraz zastanówcie się, szczerze, czy przy zaplanowanym porodzie domowym
      faktycznie należy się bardzo obawiać krwotoku…
      • kropkaa Re: Krwotok poporodowy 04.03.09, 12:04
        Aha, czyli nie dla mnie ew. unassisted birth...
        Czy w takim razie mój przypadek to był krwotok poporodowy? Wraz z
        łożyskiem (które było duże) lała się krew i lała (czyli był to
        przypadek "krwotok z macicy pojawia się już po urodzeniu łożyska" -
        komplentego). Ale więcej niż pół litra nie było - położna oceniła na
        jakieś 400 - 500 ml.
        Żadnych przypadków z listy wymienionych nie miałam. No i jakoś jak
        się o tym czyta, to naprawdę groźnie to brzmi, w rzeczywistości aż
        tak nie ma (to piszę z mojego punktu widzenia). Do następnego dnia
        do rana byłam bardzo słaba, ale 2 razy opierając się o ścianę i tak
        sama do łazienki poszłam. Po niecałych 24 h było już normalnie.
        Ciekawa jestem co by mi zrobili w szpitalu?
        A co przy następnym porodzie? - położyć się po urodzeniu? -
        siedziałam na krzesełku, czy to nie ma znaczenia?
        • kaakaa Re: Krwotok poporodowy 04.03.09, 17:24
          Nie znam szczegółów Twojego porodu, więc trudno mi cokolwiek napisać poza tym,
          że taki krwotok jest z miejsca po łożysku. Utrata krwi, jak piszesz nie była
          szokująco duża - przy porodach szpitalnych to standard. Mogło być też tak, że
          łożysko oddzielało się sposobem Dunkana (najpierw z brzegu) to się zawsze wiąże
          z obfitszym krwawieniem. Ale o to, jak było, trzeba by pytać Twoją położną.
          W orzypadku krwawienia z miejsca po łożysku, im szybciej więc obkurcza się
          macica, tym szybciej to miejsce się zmniejsza a krwawioenie się ogranicza.
          Leżenie niewiele pomoże. W szpitalu podaliby oksytocynę. W domu można przystawić
          dziecko (będzie wyrzut naturalnej oksytocyny). Można też stosować chłodny okład
          na brzuch.
            • fraktusia Re: Krwotok poporodowy 05.03.09, 15:51
              Byłam straszona krwotokiem poporodowym przez położną środowiskową, która nas
              nawiedziła po porodzie i była chyba strasznie zdziwiona, że takowego nie
              dostałam. Ciekawe też, co powiedziała, że teraz we wszystkich szpitalach kobiety
              po porodzie są łyżeczkowane, żeby uniknąć krwotoku w czasie połogu. Nie wiem,
              skąd ona ma takie dziwne informacje. No ale przyznam, że przez chwilę mnie nawet
              przestraszyła. Dobrze, że to już było PO, a nie PRZED porodem.

              A co do tej położnej, to ona nam dużo dziwnych rzeczy naopowiadała, m.in. jak
              synek płakał, bo pomagała nam zmienić mu pieluszkę, to powiedziała, że dziecko
              powinno płakać, bo się dotlenia, a mi się nóż w kieszeni otwierał, jak widziałam
              moje płaczące dziecko i ją, której widać, że było wszystko jedno...
              • kaakaa Re: Krwotok poporodowy 05.03.09, 16:06
                No, to Pani wygląda mi na klasyczną przedstawicielkę betonowego położnictwa.
                Fakt, że były takie koncepcje, żeby każdą kobietę po psn profilaktycznie
                skrobać, bo się szybciej potem macica obkurcza. Były też takie miejsca, gdzie te
                światłe idee wcielano w życie sad
                A pomysł, że podczas płaczu dziecko się dotlenia też ma długą tradycję,
                niestety. Wg klasycznej skali APGAR noworodek dostaje 2 pkt za czynność
                oddechową wyłącznie wtedy, gdy płacze - jak nie płacze, znaczy nie może być
                prawidłowo dotlenione.
                • 987ania Re: Krwotok poporodowy 05.03.09, 16:46
                  Całe szczęście, że trafiłam do św. Zofii, bo moje dziecko nie płakało wcale a i
                  na wstępie powiedziałam, że nie zgadzam się na oxy przed, ani po. Jakbym trafiła
                  gdzie indziej, to jeszcze by mnie wyłyżeczkowali w promocji!!
                    • kaakaa Re: Krwotok poporodowy 05.03.09, 17:20
                      Wg "standardu" łożysko ma na urodzenie się 30 minut. Jednak jeśli podają
                      rutynowo oksytocynę na trzeci okres porodu, to obawiają się, że ujście macicy za
                      bardzo się obkurczy i łożysko uwięźnie. Dlatego przy tzw. "aktywnym prowadzeniu
                      trzeciego okresu" rzadko chcą czekać dłużej niż wspomniane 10 minut...
                      Znów stara prawda - jedna interwencja pociąga za sobą kolejne.
                      Kaskada:
                      - podanie oksy w III okresie
                      -> niecierpliwe oczekiwanie na łożysko = "pomoc" (pociąganie za łożysko,
                      uciskanie drzucha)
                      -> urodzenie niekompletnego łożyska
                      -> łyżeczkowanie
                      -> ewentualnie komplikacje po łyżeczkowaniu...
                      • goblin.girl Re: Krwotok poporodowy 11.06.09, 19:29
                        u mnie po porodzie nie było aż krwotoku, ale macica nie obkurczała się
                        prawidłowo, mimo że dostałam dożylnie oksytocynę i miałam też synka przy piersi;
                        przy naciśnięciu brzucha wciąz krwawiłam. Okazało sie, ze w kanale rodnym
                        zostały skrzepy i dopiero po usunięciu ich przez połozna macica "załapała". W
                        sumie utraty krwi bylo ok. 500 ml. Z tego tylko powodu wstalam z łozka dopiero
                        na drugi dzien, po wstaniu pozbylam sie jeszcze jednego duzego skrzepu, a potem
                        juz bez problemów. Łozysko bylo jednak wg połoznej całe.
                        Niemniej ejdnak w szpitalu byłby to wystarczajacy powód do zafundowania mi
                        łyżeczkowania.
          • kaakaa Re: zapomnialas dodac ze w 3 minuty 04.03.09, 22:25
            Aniu, w przypadku krwotoku poporodowego to już trochę na cesarkę za późno wink
            ale zawsze można przeprowadzić w trybie "citissimo" histerektomię ratującą życie...
            A z tymi trzema minutami, w ciągu których miałabym się wykrwawić, to mnie tak
            naprawdę lekarz na szkole rodzenia straszył. Tyle, że nie chodziło o poród
            domowy (oj, gdyby tylko wiedział, że mam taki plan, to pewnikiem wytoczyłby
            jeszcze cięższy kaliber) ale o możliwość uniknięcia podania oksytocyny w trzecim
            okresie porodu. Pan doktor powiedział mi, że oczywiście mogę się nie zgodzić,
            ale wtedy, jeśli mi tej oksytocyny nie podadzą, to grozi mi wykrwawienie się w
            ciągu trzech minut. A tak w ogóle to ja się mogę na wszystko nie zgodzić a oni
            tu w szpitalu i tak zrobią, co będą uważali za słuszne... Bardzo to było budujące...
            • 987ania Re: zapomnialas dodac ze w 3 minuty 04.03.09, 23:15
              ja tak napisałam o tych 3 minutach, bo to bardzo popularne stwierdzenie. Całe
              mnóstwo kobiet twierdzi, że gdyby nie cesarka w ciągu 3-5 minut to dziecko by
              nie żyło i całe szczęście rodziły w szpitalu. A dobrze wiemy, że od momentu
              podjęcia decyzji o cc do wyjęcia dziecka mija więcej niż te 3 minuty.
              • kaakaa Re: zapomnialas dodac ze w 3 minuty 05.03.09, 07:36
                Ja znam przypadek, gdy w istocie minęły 3 minuty od momentu rozpoznania
                poważnych problemów (wystąpiły bez żadnych sygnałów ostrzegawczych) do wydobycia
                dziecka - taki szczęśliwy zbieg okoliczności - kobieta rodziła tuż przy sali
                operacyjnej, która akurat była gotowa do operacji a stosowny personel kręcił się
                akurat w pobliżu. Niestety, dziecku to i tak nie pomogło sad
                Są więc różne przypadki i nie wszystkiego da się uniknąć, nawet przy cesarce w
                ciągu 3 minut. Można to przyjąć do wiadomości i pogodzić się z tym albo nie
                dopuszczać do siebie takiej myśli i całą odpowiedzialnością za szczęśliwy
                przebieg porodu obarczyć innych...
      • basik85waw Re: Krwotok poporodowy 02.02.11, 19:27
        Powiem tak, nie rodziłam jeszcze, ale zastanawia mnie fakt, dlaczego kobiety opowiadają jak to strasznie jest w szpitalu a poród domowy wychwalają pod niebiosa. Po pierwsze nikt nie może Wam obiecać, ze w domu nic się nie stanie, bo może i zdarza się do rzadziej, ale jeżeli się już zdarzy to może być juz za późno, po drugie nie mówcie, że każdy szpital jest "fe" bo moja siostra rodziła niedawno córeczkę,. Nie była faszerowana oksytocyną, nie musiała non stop leżeć, mogła rodzić w pozycji jakiej chciała, więc jak widać można. No i wreszcie, dlaczego kobiety bez wykształcenia medycznego wyrażają opinię na temat potrzeby wykonywania niektórych zabiegów. Wiadomo, ze istnieją w Polsce konowały a nie lekarze, ale na Boga, nie każdy lekarz to konował, i niekiedy użycie kleszczy jest widocznie potrzebne, skoro takie coś wynaleźli. Owszem, są idioci, którzy robią mnóstwo rzeczy niepotrzebnie, ale nie popadajmy w skrajności. Bo niestety i szpital i poród domowy ma swoje minusy. W każdym bądź razie, co zrobicie jeśli rzeczywiście cos podczas porodu się stanie i położna nie będzie w stanie udzielić Wam pomocy, do kogo będziecie mieć pretensje?
          • aneta871 Re: Krwotok poporodowy 02.02.11, 22:16
            Chciałabym być winna za to co mnie spotkało..
            Kaakaa jest wykształcona i osobiście cenię jej zdanie, bo nie zawsze piszę to co chciałabym przeczytać. Prosto z mostu co i jak.

            Tak bardzo bym chciała mieć drugie dziecko..sadNajgorsze w tym wszystkim jest to, że możemy sobie na to pozwolić finansowo, mogę zostać z dzieckiem w domu, wszystko jest na tak, oprócz mnie... Tak strasznie boję się porodu, że znowu może mnie spotkać to co wtedy. Za miesiąc minie 5 lat, a ja nadal mam blokadęsad Ehh wiem, że nie na temat ale chciałam się wyżalićsad
          • donkaczka Re: Krwotok poporodowy 03.02.11, 15:02
            ewangelizatorka zbladzila? wink
            gdybys czytala uwaznie to forum, to nie napisalabys posta tak bardzo niezgodnego z tym, co tu sie pisze
            a jak wpadlas, rozejrzalas sie i chcesz nam cos uswiadamiac, to szkoda czasu

            --
            "tak jak siano ma się suszyć na grabiach, tak dziecko ma rosnąć na rękach" by prababcia Luśki
        • lilabe1 Co do krwotoku ...do poczytania 07.02.11, 18:12
          http://www.google.pl/url?sa=t&source=web&cd=9&sqi=2&ved=0CFEQFjAI&url=http%3A%2F%2Fginekologia.medicalproject.com.pl%2Fdownload.php%3Fplik%3DArt_03_GIP_03_09_reron.pdf&rct=j&q=wska%C5%BAniki%20umieralno%C5%9Bci%20oko%C5%82oporo&ei=sxdQTd2lBYvOswbfwPCTDQ&usg=AFQjCNFTQtIioJVl0JIX3u6f4AaqO37azg&cad=rja
      • aniulka.d Re: Krwotok poporodowy 19.09.16, 12:43
        ja znalazłam dane (przegląd menopauzalny 4/2010), że wg who w 2010 krwotok występuje w 10% porodów, jest najczęstszą przyczyn zgonów młodych kobiet i że da się przewidzieć w 40% wypadków... nie brzmi to optymistycznie sad
    • madeleine.passerelle Re: Czym się straszy kobiety chcące rodzić w domu 10.06.09, 12:16
      Mnie straszono (ginekolodzy i dentystka):
      - owinieciem pepowiną.
      - naglą i i calkowiecie nieprzewidywalną zamartwicą (na pytanie, z jakiego
      powodu ta zamartwica ginekolożka powiedziala, ze w porodzie w kazdej sekundzie
      moze do tego dojsc i to bez powodu...)
      - brakiem anestezjologa (" aco jak pani nagle poczuje taki bol, a nie bedzie kto
      mial dac znieczulenia)
      - krwotok i w jego wyniku wykrwawienie sie na smierc

      Z ciekawostek: pozytywnie przyjeli to ortopeda i okulista, oraz liczne pielegniarki

      --
      Możesz mi pomóc, wiesz. Wydajesz się dobrym i prawym człowiekiem...
      • szczur.w.sosie Re: krwotok 10.06.09, 12:59
        Mnie może nie tyle "straszono" co powiedziano o zwiększonym ryzyku krwotoku ze
        względu na mięśniaki. To już wystarczyło, by było przeciwwskazanie do porodu
        domowego. Jeszcze liczyłam, że zanikną, bądź zmniejszą się pod koniec ciąży...
        Rodziłam w szpitalu z innego powodu. Krwotoku nie miałam. Utrata krwi normalna,
        cokolwiek by to znaczyło - wg położnej.
        --
        https://suwaczki.maluchy.pl/li-31506.png
      • kawo-szka straszenie - ciąg dalszy 30.10.09, 21:10
        Ufff, przeczytałam wszystko, choć niektóre medyczne kwestie
        poruszane przez kaakaa omijałam, czytając jedynie pobieżnie, bo
        chciałam ogarnąć cały temat smile

        Mnie natomiast znajome straszą na innym nieco poziomie, na poziomie
        własnych, bolesnych doświadczeń z własnymi porodami (a właściwie ich
        komplikacjami), wszystkie wręcz twierdzą jednogłośnie, że gdyby nie
        miały tych przeżyć, to byłyby za porodem domowym, a tak proszą abym
        dobrze przemyślała ten pomysł ze względu na możliwość wystąpienia
        następujących komplikacji:

        - zatrzymaniem akcji porodowej (przypadek z autopsji jednej z nich,
        który zakończony został wyciągiem próżniowym dziecka)
        - bardzo złym stanem dziecka na skutek nieprzewidzianych
        okoliczności porodowych (reanimacja na skutek zatrzymania akcji
        serca dzieciątka, konieczność leżenia dziecka w namiocie tlenowym i
        inkubatorze - również przypadek z autopsji jednej z nich)
        - zielone wody płodowe i zatrucie dziecka podczas porodu z takimi
        wodami
        - wielokrotne owinięcie pępowiną wokół szyjki dziecka i ryzyko
        uduszenia
        - przy porodzie domowym brak specjalistów, którzy w razie nagłej
        potrzeby mogliby się pojawić w trymiga i ratować dziecko lub podjać
        względem niego odpowiednie zabiegi medyczne.

        Co o tym sądzicie?
        • kaakaa Re: straszenie - ciąg dalszy 31.10.09, 17:41
          Rano przed wyjęciem do ciężkiej pracy napisałam wypaśnego posta w odpowiedzi,
          zaglądam, a tu - niespodzianka - posta wcięło sad Spróbuję odtworzyć to, co
          wypracowałam rano, ale nie wiem, czy mam taką wenę wink

          kawo-szka napisała:

          > możliwość wystąpienia
          > następujących komplikacji:
          >
          > - zatrzymaniem akcji porodowej (przypadek z autopsji jednej z nich,
          > który zakończony został wyciągiem próżniowym dziecka)
          Takie sytuacje sfinalizowane wyciągaczem lub kleszczami zdarzają się wcale nie
          rzadko w szpitalu. Zatrzymanie akcji porodowej jest bardzo częste szczególnie
          przy pełnym rozwarciu przed rozpoczęciem się skurczy partych. W domu położna po
          prostu nadzoruje stan matki i dziecka i jeśli nic złego się nie dzieje, to czeka
          się na powrót czynności skurczowej. Warto o tym poczytać w książce Ireny Chołuj
          "Urodzić razem i naturalnie". Generalnie, warto poczytać tę książkę.

          > - bardzo złym stanem dziecka na skutek nieprzewidzianych
          > okoliczności porodowych (reanimacja na skutek zatrzymania akcji
          > serca dzieciątka, konieczność leżenia dziecka w namiocie tlenowym i
          > inkubatorze - również przypadek z autopsji jednej z nich)
          Może pytanie wydadzą Ci się od rzeczy ale zapytałabym, czy kobieta w opisanym
          przypadku rodziła na łóżku porodowym? jakie leki dostawała? czy miała
          znieczulenie zewnątrzoponowe? czy był przebity pęcherz płodowy? Każda z tych
          interwencji zwiększa ryzyko dla dziecka. W domu się tego nie stosuje.

          > - zielone wody płodowe i zatrucie dziecka podczas porodu z takimi
          > wodami
          No, to są akurat jakieś duby smalone, bo nie może się dziecko "zatruć zielonymi
          wodami". Zielone wody są o tyle niebezpieczne, że wskazuję na to, że w jakimś
          momencie porodu albo przed jego rozpoczęciem dziecko było niedotlenione i oddało
          smółkę. A sama smółka trująca nie jest. Natomiast z niektórych badań wynika, że
          aspiracja smółki do płuc może być przyczyną zapalenia płuc, więc dzieci urodzone
          z zielonymi wodami płodowymi powinny być szczególnie dokładnie zbadane przez
          neonatologa. A wizytę pediatry po porodzie domowym i tak wypadałoby zamówić.
          Jeśli we wczesnym I okresie porodu pęka pęcherz i okazuje się, że wody są
          zielone, to jest to wskazaniem do trensferu rodzącej do szpitala ale nie ma
          szczególnego pośpiechu. Jeśli zielone wody ujawnią się dopiero w finale porodu a
          wcześniej w monitoringu tętna płodu nie było nic niepokojącego, to nie jest to
          powód do wielkiego niepokoju.
          > - wielokrotne owinięcie pępowiną wokół szyjki dziecka i ryzyko
          > uduszenia
          O tym było już w tym wątku - radzę jednak poczytać moje posty wink Pisze o tym
          też Irena Chołuj.

          > - przy porodzie domowym brak specjalistów, którzy w razie nagłej
          > potrzeby mogliby się pojawić w trymiga i ratować dziecko lub podjąć
          > względem niego odpowiednie zabiegi medyczne.
          Położna ma odpowiednie przeszkolenie by udzielić fachowej pomocy noworodkowi w
          razie nagłej potrzeby, może prowadzić resuscytację, wentylować, podać tlen.
          >
          > Co o tym sądzicie?

          Z Twoich wypowiedzi na forum wnioskuję, że jesteś osobą o silnej potrzebie
          kontroli, myślącą bardzo racjonalnie. Silna koncentracja na sposobach uniknięcia
          wszelkich możliwych patologii nie jest dobrym podejściem w przypadku planowania
          porodu w domu. W porodzie domowym trzeba odpuścić kontrolę i zdać się na
          intuicję i naturę. Myślę, że przede wszystkim musisz zapytać sama siebie, czy
          znajdujesz w sobie zasoby by samodzielnie urodzić – czy uważasz, że fizycznie,
          psychicznie i psychologicznie jesteś wystarczająco kompetentna do urodzenia
          swojego dziecka. Przekazanie kontroli nad porodem personelowi medycznemu jest,
          paradoksalnie, pewną formą sprawowania kontroli. Położna w porodzie domowym nie
          przejmuje jednak tej odpowiedzialności od rodzącej – to rodząca jest główną
          decyzyjną osobą w tym procesie. Jeśli nie jesteś w stanie zaufać swojemu
          organizmowi, jeśli paraliżuje Cię lęk o to, co mogłoby się zdarzyć, to lepiej
          wybierz poród w dobrym szpitalu z zaufaną położną. Tak też można dobrze urodzić.
          Ważne, żeby rodzić bez lęku, bo lęk jest podstawowym czynnikiem generującym
          różne patologie okołoporodowe.

        • kropkaa Re: straszenie - ciąg dalszy 02.11.09, 22:38
          Ja bym pytam koleżanki wtedy jak rodziły (nie usłyszałam jeszcze, że
          nie na leżąco), czy miały podawane leki, czy poród był przyspieszany
          (zwykle dwa razy "tak", w sumie drugie wynika z pierwszego). Zielone
          wody na początku - jak pisała Kaakaa sa wskazaniem do przeniesienia
          się do szpitala.
          Generalnie te wszystkie opowieści dziwnej treści nie robią na mnie
          większego wrażenia, bo:
          a) są skutkiem interwencji medycznych, których w domu nie ma;
          b) wychodzę z założenia, że jeśli nastąpi coś bardzo niebezpiecznego
          w trakcie porodu (a takie naprawdę poważne rzeczy to nie jest jakaś
          powszechna sprawa) to nawet w szpitalu nie będzie czasu na ratunek -
          takie przypadki były tu opisywane.

          > Co o tym sądzicie?
          Idąc na operację człowiek raczej powiniem nastawiać się, że zabieg
          mu pomoże i po będzie mu łatwiej i lepiej żyć, a nie skupiać się na
          tym, czy obudzi się z narkozy. Przed porodem myślałam jak tu dobrze
          urodzić dziecko, a nie jakie niebezpieczeństwa nam grożą. Jak
          wsiadam do auta, to myślę o celu, a nie o tym, że do niego nie
          dojadę, choć przecież świadomość wypadków mam. Oczywiście nie
          namawiam nikogo do olewactwa i myślenia "jakoś to będzie", ale na
          podstawie tego, co przeczytałam i usłyszałam, stwierdziłam, że jeśli
          chodzi o mnie, nie widzę u siebie wyższości szpitala nad domem.