Dodaj do ulubionych

Co grozi kobiecie i dziecku w szpitalu

09.03.09, 22:36
Chciałabym w tym wątku zebrać podstawowe informacje, np. glukoza, wit. K,
paciorkowce, gronkowce i inne niebezpieczeństwa szpitalne, których się da
uniknąć w domu. Czasem wiem, że niektóre są złe, np. dopajanie glukozą, ale
nikt mi nigdy nie wyjaśnił czemu. Było w innym wątku o witaminie K i
nowotworze krwi, ale może fajnie by było zebrać to w jednym miejscu.
Obserwuj wątek
    • kaakaa Dopajanie glukozą 09.03.09, 22:43
      Czemu jest złe:
      * dopaja się butelką ze smoczkiem - to zaburza u dziecka odruch ssania
      * dopajając sprawia się, że dziecko nie potrzebuje tyle pokarmu matki przez co
      organizm matki nie otrzymuje właściwych informacji o potrzebach pokarmowych
      dziecka - zmniejsza się (nie zwiększa się prawidłowo) ilość produkowanego pokarmu
      * glukoza jest słodsza od mleka - dziecku może potem nie smakować mleko matki
      * glukoza jest świetną pożywką dla mikroorganizmów patogennych

      To ryle, tak "spod dużego palca"... Ale chyba i tak wystarczy, co? wink
    • monicus dokarmianie mieszanka w ogole 09.03.09, 23:09
      nagminne. jesli dziecko trafi na oddzial noworodkowy - prawie murowane.
      wmawianie matkom ze maja piersi nie dobre do karmienia (to tym co pierwszy raz)
      i ze maja za malo pokarmu. jak ktora uwierzy to potem z karmieniem tylko gorzej
    • karj-oka Re: Co grozi kobiecie i dziecku w szpitalu 09.03.09, 23:14
      Tych zagrożeń szpitalnych chyba całkiem sporo jest, prawda? Także chętnie się z
      nimi rozprawię z waszą pomocą, uświadomię sobie to o czym jeszcze nie wiem i
      ewt. potwierdzę to o czym już wiem bądź co przeczuwam.

      Dla mnie do takich standardowych zagrożeń szpitalnych należą te, które wynikają
      bezpośrednio z oddzielenia dziecka od matki po porodzie tzn.:

      - zaburzenie laktacji u matki
      - zaburzenie odruchu ssania u dziecka
      - kłopoty z urodzeniem łożyska
      - problemy emocjonalne doraźne i długofalowe

      I przy okazji chciałam zapytać tych bardziej doświadczonych:

      - czy trudności z karmieniem (ze strony matki bądź dziecka) mogą się zdarzyć po
      porodzie domowym z normalnym przebiegiem, czyli bez jakichkolwiek komplikacji? a
      jeśli tak to co może je spowodować?
      - czy ta tzw. depresja poporodowa może się zdarzyć po porodzie domowym, który
      przebiagał bez żadnych komplikacji? czy to domena wyłącznie porodów szpitalnych
      czy też może zdarzeń w szpitali generowanych?
      • kaakaa Re: Co grozi kobiecie i dziecku w szpitalu 09.03.09, 23:37
        karj-oka napisała:


        > I przy okazji chciałam zapytać tych bardziej doświadczonych:
        >
        > - czy trudności z karmieniem (ze strony matki bądź dziecka) mogą się zdarzyć po
        > porodzie domowym z normalnym przebiegiem, czyli bez jakichkolwiek komplikacji?
        > a
        > jeśli tak to co może je spowodować?

        Trudności z karmieniem mogą się zdarzyć każdemu sad Oczywiście, są pewne
        doświadczenia okołoporodowe, które w szczególny sposób predysponują do
        wystąpienia problemów ale, niestety, także kobiety po satysfakcjonującym
        porodzie domowym mogą mieć problemy z karmieniem. Postawowa przyczyna to
        nieprawidłowe przystawianie dziecka. Skutkuje ono:
        - uszkadzaniem brodawek
        - bólem i niechęcią do karmienia u matki
        - wiecznie nienajedzonym dzieckiem (czasem nerwowym a czasem, wręcz przeciwnie -
        ospałym i bardzo "grzecznym")
        - słabym pobudzaniem laktacji przez dziecko
        Wszystko to zmierza do coraz większych problemów.
        Inny poważny problem, to kwestie psychologiczne - jeśli otoczenie wmawia matce,
        że nie jest w stanie wykarmić swojego dziecka, to może ona sama utracić taką
        pewność a stres nie wpływa dobrze na laktację.
        Przyczyną problemów może być również zastój pokarmu lub infekcja w obrębie
        gruczołu piersiowego (może być konsekwencją zastoju).
        Rzadko zdarza się u kobiety niedorozwój tkanki gruczołowej - wtedy trudno jest
        jej wyprodukować odpowiednią ilość mleka nawet jeśli właściewie postępuje.
        Bardzo rzadko zdarza się, że dziecko rodzi się bez odruchu ssania.

        > - czy ta tzw. depresja poporodowa może się zdarzyć po porodzie domowym, który
        > przebiagał bez żadnych komplikacji? czy to domena wyłącznie porodów szpitalnych
        > czy też może zdarzeń w szpitali generowanych?

        Może się zdarzyć także po domowym, bo w dużej mierze jest uwarunkowana
        hormonalnie. Jednak po domowym szanse na depresję poporodową są znacznie mniejsze.
        • soldie Re: Co grozi kobiecie i dziecku w szpitalu 12.03.09, 21:43
          Kochane, problem z laktacją może być także spowodowany uciskiem zakończeń
          nerwowych w odcinku piersiowym. Znam 2 przypadki u których to ewidentnie wynik
          skoliozy i zadne cuda do picia i prawidłowe ssanie dziecka nic nie dawały
          (oczywiście dawały rade karmić-jedna nawet dość długo,ale były stale problemy i
          walka o pokarm) Zablokowanie pewnych zakończeń nerwowych powoduje zaburzenie w
          pracy gruczołów mlecznych- jak duże to zależy od stopnia ucisku (jestem w
          temacie problemów kręgosłupa bo tłumaczę materiały medyczne na te tematy)
          • kaakaa Soldie - proszę o szczegóły 12.03.09, 21:52
            To badzo interesujące. Można gdzieś o tym poczytać?
            • soldie Re: Soldie - proszę o szczegóły 12.03.09, 22:56
              Kaakaa- tłumaczyłam opis kręgosłupa, gdzie było pokazane jaki krąg za jaki
              narząd odpowiada. Za laktację odpowiada Th2 i Th3 . Tłumaczę dla firmy
              sprzedającej urządzenia lecznicze, których zasady działania są oparte na wiedzy
              medycyny wschodniej. Mój mąż pracuje z tymi urządzeniami i właściwie u każdego,
              kto korzysta jest poprawa zdrowia i to zauważalna. Kiedy natrafiłam na
              informację,że problemy z laktacja mogą być spowodowane uciskiem na te kręgi, od
              razu pomyślałam o dwóch kobietach, które znam,które miały problem z karmieniem
              (przez cały czas właściwie)i miały skrzywienie kręgosłupa i raczej nie wchodził
              tutaj żaden inny powód braku pokarmu (oby dwie maja bardzo podobne skrzywienie).
              Popytałam ludzi którzy w tym biznesie siedzą na Ukrainie i Białorusi, gdzie
              działa to o wiele dłużej i potwierdzili, ze były przypadki poprawy laktacji po
              masażach.

              A tak w ogóle, jak któraś ma po drodze , to w Łodzi na ul.adwokackiej 7/13
              działa taki salon, gdzie można skorzystać z masażu za free (trzeba tylko
              wysłuchać 40 minutowej pogadanki, ale przychodzic mozna codzienie i codziennie
              sie masować)
              Salon sie nazywa Nuga Best a firma Nuga medical, jakby ci sie kaakaa chcialo
              czegos szukać to jak znasz rosyjski to po rosyjsku się znajda dość ciekawe
              artykuły, aczkolwiek czy o laktacji głowy nie daję. Po polsku- watpię.
              • kaakaa Bardzo ciekawe... 13.03.09, 13:40
                Jeśli mogłabyś na priv przesłać jakieś materiały lub linki, to byłabym baaardzo
                wdzięczna.
                Ja sama mam skoliozę, choć raczej trochę niżej niż Th2 Th3 (chyba), i za każdym
                razem z laktacją mam pod górkę. Niby karmię i to skutecznie, ale zawsze to jest
                walka.
                • soldie Re: Bardzo ciekawe... 13.03.09, 15:03
                  Kaakaa postaram się coś znaleźć dla ciebie, ale może to kilka dni zając-a więc
                  cierpliwoścismile
                  • 987ania Re: Bardzo ciekawe... 13.03.09, 22:05
                    soldie i ja też zainteresowana jestem, jak możesz to też poproszę a może
                    osobiście będzie szybciej, bo ja właśnie w Łodzi jestem.
                    • soldie Re: Bardzo ciekawe... 13.03.09, 22:22
                      A ja już w Zgierzu (właśnie się przeprowadziliśmy- nie polecam przeprowadzek z
                      małymi dziećmi tak na marginesie) smile Ale jak masz blisko to zapraszamsmile
              • andrzejseowebpl Re: Soldie - proszę o szczegóły 01.01.22, 18:53
                Oficjalny przedstawiciel Nugamedical Poland nuga.pl/ Witamy na stronie - wybierz salon w 23 miastach Polski.
    • kropkaa Re: Co grozi kobiecie i dziecku w szpitalu 10.03.09, 00:08
      Moim zdaniem zupełnie niepotrzebne jest badanie prawie natychmiast
      po urodzeniu - czy przez ten czas dziecko urośnie, skurczy się,
      nagle przytyje, gdzieś ucieknie i nie zjawi się na badanie? Nawet
      przystawienie dziecka do piersi nie skutkuje jakimś wielkim
      przyrostem wagi, bo pierwsze karmenie to raczej kilka mililitrów, a
      nie litrów. Do wydalenia smółki zaś i tak trochę minie.
      Straszne jest przemywanie oczu noworodkowi jakimś tam roztworem
      srebra. Myślałam, że to już przeszłość, ale nie - normalnie
      zapuszczają te "kropelki" do oczu.
      I jakoś mnie odstraszają te szczepienia zaraz po urodzeniu. Nie
      można z tym zaczekać? Po co ładować 2 szczepionki, których nota bene
      lepiej nie łączyć, nowonarodzonemu dziecku.
      Glukoza, dokarmianie wywołują we mnie wściekłość. Gdybym urodziła w
      szpitalu, na pół sekundy dziecka bym z oka nie spuściła, a na mój
      widok cały szpital by chyba wołał: "tak, wiemy, nie dokarmiać
      dziecka"...
      Witamina K i inne rzeczy "na wszelki wypadek" też do mnie nie
      przemawiają. Albo jest konieczność podania, albo jej nie ma - co to
      znaczy profilaktycznie?
      No i cała otoczka przedporodowa - oxytocyna, leżenie,
      unieruchomienie przy KTG, nacinanie krocza, czasem dolargan.
      • fraktusia Re: Co grozi kobiecie i dziecku w szpitalu 10.03.09, 09:03
        a z tym roztworem srebra to nie wiedziałam. Chodzi o srebro koloidalne? Ostatnio
        się zastanawiam nad nim, czy działa, bo zapowiada się ciekawie, jeśli chodzi o
        właściwości bakteriobójcze, ale rutynowe przemywanie oczu takim szkrabkom to
        przesada.
    • fraktusia Lewatywa 10.03.09, 08:24
      Znalezione w internecie:
      Negatywne aspekty wykonania lewatywy przed porodem:
      * Zabieg ten może okazać się nieprzyjemny, krępujący, a nawet bolesny,
      zwłaszcza jeśli masz dodatkowo problem z żylakami odbytu (hemoroidy),
      * jest ingerencją w naturalny przebieg porodu,
      * czasem jest zbyteczny, bowiem może dochodzić do samoistnego wypróżnienia
      przed porodem,
      * nieraz występujące wzmożone ruchy płodu podczas lewatywy mogą stać się
      przyczyną zdenerwowania i obaw rodzącej.
    • fraktusia Golenie krocza 10.03.09, 08:26
      Znalezione w internecie:
      Wady golenia krocza:
      * zabieg ten w żaden sposób nie jest uzasadniony medycznie,
      * zbyt brutalnie i szybko wykonany może powodować mikrozranienia, które mogą
      być wrotami dla drobnoustrojów,
      * może stać się dodatkowym ogniskiem bólowym w czasie dezynfekcji, która
      jest niezbędna przed porodem,
      * odrastające włosy powodują nieprzyjemne swędzenie oraz pieczenie tych okolic.
      • monicus Re: Golenie krocza 10.03.09, 08:49
        jak dla mnie golenie to mini pikuś przy reszczie.
    • kaakaa Przegląd zagadnień 10.03.09, 09:24
      Spróbuję poniżej zrobić listę tego, co może spotkać kobietę i jej dziecko z
      okazji porodu w szpitalu. Myślę, że trzeba zacząć od tego, że nie w każdym
      szpitalu te zagrożenia występują w równym stopniu. Żeby przypadkiem kogoś nie
      straszyć niepotrzebnie. Ale warto wiedzieć, o co ewentualnie zapytać i w jakich
      sprawach wykazać czujność. Niektóre wymienione procedury bywają jak najbardziej
      uzasadnione, zasadność innych jest kontrowersyjna, a jeszcze inne są zawsze
      zbędną ingerencją. Nie wymieniam raczej powikłań, które są w szpitalu częstsze
      niż w domu, bo o tym jest w innym wątku.
      Lista – co grozi w szpitalu:
      W czasie porodu:
      I okres:
      • Stres związany ze zbieraniem wywiadu medycznego
      • Lewatywa i golenie (coraz rzadziej)
      • Zbyt częste badanie wewnętrzne
      • Zakłucie wenflonu
      • Nawodnienie dożylne zamiast picia
      • Zakaz jedzenia
      • Glukoza dożylnie zamiast jedzenia
      • Ograniczenie swobody poruszania
      • Kroplówka z oksytocyną
      • Leki rozkurczowe
      • Stały monitoring KTG
      • W przypadku odpływania płynu owodniowego - antybiotyk
      • „Masaż” szyjki macicy
      • Leki przeciwbólowe (głównie dolargan i zzo)
      • Przebicie pęcherza (amniotomia)
      II okres:
      • Przymusowa pozycja leżąca lub „półsiedząca” na łóżku porodowym
      • Zmuszanie do zbyt silnego i przedwczesnego parcia
      • Nacięcie krocza bez wskazań
      • Zabieg Kristellera – wyciskanie przez ucisk na brzuch dziecka – niby w Polsce
      jest zabronione
      • Złośliwe i niegrzeczne komentarze do zachowania rodzącej
      • „manipulacje” rodzącym się dzieckiem – np. ciągnięcie za główkę
      III okres:
      • Oksytocyna „na łożysko”
      • Rutynowe odśluzowanie dziecka
      • Zbyt szybkie odpępnienie
      • Nieuzasadnione oddzielenie dziecka od matki – uniemożliwienie pierwszego
      kontaktu” skóra do skóry”
      • Pociąganie za pępowinę i uciskanie brzucha w celu „przyspieszenia” porodu łożyska
      IV okres (dwie godziny po urodzeniu dziecka lub cztery jeśli poród był powikłany):
      • Rozdzielenie matki i dziecka
      • Nieuzasadnione łyżeczkowanie macicy
      • Zakaz jedzenia
      • Niedelikatne szycie krocza
      Przy badaniu neonatologicznym:
      • Zbyt wczesne badanie zaburzające pierwszy kontakt matki i dziecka
      • Sprawdzanie drożności przełyku za pomocą sondy
      • Sprawdzenie drożności odbytu za pomocą sondy
      • Zabieg Credego – zapuszczenie do każdego oka po kropli 1% azotanu srebra, jako
      profilaktyka rzeżączkowego zapalenia oczu
      • Zastrzyk z Wit. K
      W oddziale położniczym:
      • Codzienna kąpiel dziecka z użyciem popularnych środków myjących
      • Dopajanie glukozą
      • Dokarmianie mieszanką mleko zastępczą
      • Zniechęcające komentarze personelu (szczególnie lekarzy) dotyczące szans
      powodzenia w karmieniu piersią
      • Nieuzasadniona fototerapia przy żółtaczce o miernym nasileniu
      • Antybiotykoterapia
      • Leki uspokajające (luminal) przy fototerapii
      • Rutynowe podawanie matce leków przeciwanemicznych lub antybiotyków
      • Szczepienie noworodka BCG (p/gruźlicy) i p/WZWB w pierwszej dobie
      • Pobranie krwi z pięty na test przesiewowy w kierunku fenyloketonurii i
      hypotyreozy w trzeciej dobie lub później

      Jeśli któreś z tych działań kogoś zainteresuje szczególnie, to chętnie służę
      swoją wiedzą.
      To, co wymieniła karj-oka:
      - zaburzenie laktacji u matki
      - zaburzenie odruchu ssania u dziecka
      - kłopoty z urodzeniem łożyska
      - problemy emocjonalne doraźne i długofalowe
      Uznałabym raczej za potencjalne konsekwencje działań szpitalnych.
      • gustaw.jelen lol, nawet nie wiem, co mnie ominęło :D 10.03.09, 10:51
        Mnie interesują dwa ostatnie punkty:
        • Szczepienie noworodka BCG (p/gruźlicy) i p/WZWB w pierwszej dobie
        • Pobranie krwi z pięty na test przesiewowy w kierunku
        fenyloketonurii i hypotyreozy w trzeciej dobie lub później

        Bardzo proszę---oczywiście w miarę możliwości, a nie natychmiast wink-
        --o wyjaśnienie, co takiego złego jest w tych zabiegach.


        • kaakaa szczepienia 10.03.09, 13:44
          Dla wyjaśnienia - napisałam na początku poprzedniego postu, że wymienione
          procedury nie zawsze i nie dla każdego są złe.

          Dla osób, które nie chcą szczepić swoich dzieci (z różnych przyczyn) dużym
          problemem bywa uniknięcie szczepień w szpitalu - zdarza się nawet zaszczepienie
          bez informowania o tym matki.
          A dlaczego nie chcą szczepić - trzeba by ich szczegółowo podpytać. Mi przychodzą
          do głowy następujące powody:
          * nie wierzą w skuteczność szczeponek (np. skuteczność BCG lekarze szacują na
          ok. 50% - w większości krajów europejskich szczepi się wyłącznie dzieci z grup
          ryzyka)
          * obawiają się wpływu na dziecko zarówno patogenów szczepionkowych jak i
          substancji pomocniczych wśród których znajdują się formaldehyd, związki rtęci i
          aluminium, adjuwanty czyli nieporządanych odczynów poszczepiennych
          * nie chcą by szczepionki zaburzały rozwój układu odpornościowego tak małego dziecka
          * obawiają się, że w pierwszej dobie pewne choroby (np. neurologiczne), przy
          których szczepienie jest ryzykowne, mogą jeszcze pozostawać niezdiagnozowane (w
          wielu krajach europejskich szczepienia zaczyna się w drugim lub trzecim miesiącu
          życia dziecka - por. www.euvac.net/graphics/euvac/vaccination/poland.html)
          * w rodzinie (np. u starszych dzieci lub u samych rodziców) występowały poważne
          odczyny poszczepienne
          Pewnie powodów można wymyślić jeszcze więcej.

          Te zaś osoby, które chcą szczepić powinny mieć możliwość towarzyszenia dziecku w
          tej nieprzyjemnej sytuacji. A tymczasem personel często nie życzy sobie
          obecności rodziców - dzieci są zabierane do szczepienia na oddział noworodkowy.
          Dla dziecka szczepienie nie jest miłe, a kiedy jest z dala od mamy, to jest
          niemiłe jeszcze bardziej.
          Matki powinny też być szczegółowo poinformowane o wszystkim, co wiąże się z
          podaniem szczepionki (postępowanie z blizną po BCG, odporność, zakaźność,
          nieporządane odczyny itp.) a z tym jest bardzo różnie.
        • kaakaa test przesiewowy na hypotyreozę i fenyloketonurię 10.03.09, 13:58
          Ja osobiście w samym teście nie widzę nic złego. Pozwala na wczesne wykrycie
          dwóch poważnych chorób metabolicznych, które niewykryte rujnują organizm
          dziecka. Żałuję, że w Polsce bada się tylko w kierunku tych dwóch chorób. Z
          oszczędności, niestety. A powinno być tak, jak w tym pilotażowym programie w
          Warszawie na Madalińskiego -
          www.rynekzdrowia.pl/Pediatria/Sw-Rodzina-i-jej-pionierskie-przedsiewziecie,4432,15.html
          Test, choć bardzo pożyteczny, bywa jednak pobierany w mało przyjemny sposób.
          Niektórzy mają taką teorię, że jak dziecko głośno płacze, to lepiej krew leci...
          Warto więc wiedzieć, że takie badanie jest zawsze robione przed wypisem i,
          postarać się dotrzymywać przy nim dziecku towarzystwa.
          • gustaw.jelen Re: test przesiewowy na hypotyreozę i fenyloketon 10.03.09, 14:21
            Dziękuję za obszerne wyjaśnienia.

            Jeśli chodzi o pobieranie krwi z pięty---nas położna uczuliła, żeby
            piętka dziecka była rozgrzana (bierzemy pieluchę zamoczoną w ciepłej
            wodzie i przykładamy taki kompres, w razie potrzeby zmieniamy kilka
            razy), dziecko się nawet w czasie nakłucia nie budzi smile
            • fraktusia Re: test przesiewowy na hypotyreozę i fenyloketon 10.03.09, 15:57
              a swoją drogą, pediatra, która była u nas pobierać krew na to badanie,
              powiedziała, że dzieci urodzone w domu mają lepszą krzepliwość krwi, bo czeka
              się z przecięciem pępowiny, aż przestanie tętnić. Ma to właśnie swoje minusy,
              np. takie, że ciężko jest zapełnić te kółeczka, bo krew nie chce lecieć U nas
              właśnie bardzo dużo tych ukłuć było.
              • kaakaa Re: test przesiewowy na hypotyreozę i fenyloketon 10.03.09, 16:33
                Ale lepsza krzepliwość oznacza również, że zastrzyk z wit. K jest im zupełnie
                zbędny.
                Ja tam wolę lepszą krzepliwość, nawet jeśli pobranie krwi ma być trudnijesze.
                Tym bardziej, że są sposoby, żeby sobie z tym pobraniem poradzić nawet przy
                dobrej krzepliwości.
          • imbirka test na inne choroby 10.03.09, 19:30
            Z tej informacji, nie wiem na ile wiarygodnej, wynika, że dzieci są badane w kierunku innych chorób (tylko ich rodzice o tym nie wiedzą, co ciekawe)
            miasta.gazeta.pl/warszawa/1,34889,6254028,Beda_testowac_noworodki_na_dwa_fronty.html
            • kaakaa To ciekawe... n/t 10.03.09, 21:26
      • oldzinka Re: Przegląd zagadnień 10.03.09, 12:51
        Ja nie wiem czy to PMS mnie dopada, czy przesilenie wiosenne, ale
        ryczę jak czytam tą listę. Większość z tych atrakcji nas niestety
        nie ominęła sad I nic nie można było na to poradzić sad Przynajmniej
        tak mi się wydawało.
        Jeśli chodzi o karmienie to mogę dodać, że pomimo cc i długiego
        oddzielenia synek zaskoczył mnie tym, jak strasznie mocno potrafił
        ssać. Siła ciągu porównywalna do średniego odkurzacza. Totalne
        zaskoczenie + brak jakiejkolwiek pomocy laktacyjnej spowodowały, że
        karmienie było niefajne. Położne domowe znają się chyba na laktacji
        i jakby co zawsze pomogą. Kolejny plus domowego smile
    • fraktusia Zabieg Kristellera 11.03.09, 11:41
      Ja nie miałam za bardzo siły przeć i małemu tętno się bardzo wahało i położna
      właśnie mi na górę brzucha naciskała ręką, ale wydaje mi się, że po to, aby
      dziecko mogło się lepiej nogami odepchać. Potem mnie bardzo bolała góra brzucha
      przez kilka tygodni. Czy to był ten chwyt? Rodziłam w pozycji wertykalnej. Czy w
      tej pozycji jest też niebezpieczny?
    • fraktusia Czy żółtaczka fizjologiczna? 17.03.09, 16:19
      Dziewczyny, czy wyższy poziom bilirubiny częściej występuje przy porodach
      szpitalnych? Jeśli tak, to jakie mogą być przyczyny? Np. podana oksytocyna?
      • 987ania Re: Czy żółtaczka fizjologiczna? 17.03.09, 16:38
        oxytocyna ma wpływ ale moim skromnym zdaniem ma na to wpływ również szczepienie
        wzw B w pierwszej dobie.
      • mala_ika Re: Czy żółtaczka fizjologiczna? 18.03.09, 09:31
        Nasz domowy synek, bez wzw b, miał dość silną w pewnym momencie żółtaczkę
        fizjologiczną. Teraz, przed drugim porodem położna zasugerowała, że przyczyną
        mogły być jakieś niezdiagnozowane beztlenowce w pochwie. Pewności nie ma, ale
        sama jestem bardzo ciekawa czy to wpływa rzeczywiście na tempo oczyszczania się
        organizmu z bilirubiny.
      • kaakaa Re: Czy żółtaczka fizjologiczna? 18.03.09, 10:28
        Żółtaczka fizjologiczna jest FIZJOLOGICZNA. I ma fizjologiczne przyczyny - wiąże
        się z rozpoczęciem oddychania i rozkładem nadmiaru zbędnej już hemoglobiny
        płododowej. Nadmierne nasilenie żółtaczki może być związane z:
        * podawaniem oksytocyny w czasie porodu (to żadna tajemnica - piszą o tym w
        ulotce załączonej do oksytocyny)
        * konfliktem w zakresie grup głównych krwi A-B-0 - występuje zazwyczaj, gdy
        matka ma "0" a dziecko po ojcu odziedziczy A (ew. B)
        * wtórnym wchłanianiem bilirubiny z przewodu pokarmowego przy słabym pasażu
        jelitowym i niedostatecznej podaży pokarmu.
        * wcześniactwem

        Wiele poważnych chorób (np. choroby metaboliczne, choroby wątroby, choroba
        hemolityczna noworodków) może objawać się zółtaczką. Nie jest to wtedy żółtczka
        fizjologiczna.

        Nie spotkałam się z opinią, że bakterie mogą nasilać fizjologiczną żółtaczkę ale
        wykluczyć tego nie można...
        • 987ania Re: Czy żółtaczka fizjologiczna? 18.03.09, 16:53
          poziom bilirubiny tydzień po porodzie 20mg%, żadnych problemów z grupa krwi,
          jadła ładnie pierś od początku, nie było oksytocyny, wcześniakiem też nie była.
          • kaakaa Re: Czy żółtaczka fizjologiczna? 18.03.09, 19:27
            Szczepienie p/WZWB może zaburzać pracę wątroby. Producent przyznaje to w ulotce.
    • maj16 urodzenie łożyska - wspomagać czy nie? 19.03.09, 12:22
      Przy okazji wsadzania kija w mrowisko na forum "Ciąża i poród" w wątku
      "Dziewczyny wybierajcie poród domowy" znalazłam typową opowieść o krwotoku w
      szpitalu z powodu długiego oczekiwania na urodzenie się łożyska. W Googlach
      znalazłam artykuł:
      www.mp.pl/artykuly/index.php?aid=1009&_tc=F727301A472740D3AB0F71C88F71C625
      Co Wy na to? Nie chce mi się wierzyć by przyspieszanie w rodzeniu się łożyska,
      podawanie w tym celu oksytocyny zapobiegało krwotokom. Może coś źle zrozumiałam?
      • monicus nie wiem: ale ostatnie zdanie brytyjskich badan 19.03.09, 13:14
        brzmi tak: Wybór sposobu prowadzenia powinien jednak zależeć przede wszystkim od
        potrzeb i oczekiwań rodzącej.
        a w polskim...
      • kaakaa Re: urodzenie łożyska - wspomagać czy nie? 19.03.09, 14:48
        No, to ja spróbuję się odnieść do tego artykułu...
        Nie wiem, jak Wam się spodobają moje uwagi ale, co mi tam?
        1. "Rodzaj prowadzenia III okresu porodu nie wpływał na ryzyko pojawienia się
        masywnych krwotoków z utratą krwi >1000 ml (p = 0,32)" - bardzo ciekawe, że przy
        wszystkich wynikach na niekorzyść wyczekujacego prowadzenia porodu podają u ilu
        procent kobiet z danej grupy problem wystąpił, a tu, gdy różnica jest nieistotna
        nie podają. Może moja podejrzliwość jest zbyt wielka, ale śmiem przypuszczać, że
        procenty były niekorzystne dla aktywnego prowadzenia III okresu, więc ktoś wolał
        je przemilczeć.
        2. Specyficzna to definicja krwotoku: utrata >500 ml krwi w ciągu doby... Czy to
        już na prawdę krwotok??? Jak na moje to tylko obfitsze krwawienie. Krwotok, to
        by był jakby tyle krwi wyleciało w ciągu krótkiego czasu. Nie dziwi mnie
        obfitsze krwawienie u kobiet, które nie dostały sztucznej oksytocyny -
        prawdopodobniej wolniej im się obkurcza macica, to i krwawienie większe.
        3. Nie ma tu ani słowa o powikłaniach w postaci urodzenia niekompletnego
        łożyska, czy urwania pępowiny. Nic też o tym ile procent kobiet z której grupy
        wymagało łyżeczkowania, czy ręcznego wydobycia łożyska. Śmiem podejrzewać, że te
        "aktywne" były łyżeczkowane częściej. A łyżeczkowanie też przyspiesza
        obkurczanie i zmniejsza w efekcie krwawienie.
        4. Zauważcie, że z tych prowadzonych "wyczekująco" ponad 21% jednak też dostało
        oksytocynę, tyle że później niż w 2 minuty po urodzeniu się dziecka. To co to za
        wyczekwanie?
        5. Brak danych na temat karmienia piersią. Śmiem podejrzewać, że nie było go w
        "procedurze". A wiadomo przecież jak wielki jest wpływ karmienia na szybką
        inwolucję macicy a co za tym idzie, ograniczenie krwawienia poporodowego.
        Tyle mam uwag na gorąco.
        Swoją drogą, jak by mi dali te dane, to bym z nich spróbowała wycisnąć dużo
        więcej...
        Jak dla mnie, to klasyczny przykład badania z tezą... - wszakże: są kłamstwa,
        wierutne kłamstwa i statystyki. Uwierzcie, bo statystyk Wam to mówi smile
        Ale może jestem nadmiernie krytyczna...
        • kaakaa Re: urodzenie łożyska - wspomagać czy nie? 19.03.09, 15:06
          W nieco noeszych publikacjach można poczytać o korzystnym wpływie karmienia na
          zmniejszenie ryzyka krwotoku:
          1. Chua S, et al. Influence of nipple stimulation and breastfeeding on
          postpartum uterine activity. Br J Obstet Gynaecol 994;101:804-805.
          2. Levine R, Huffman S. The economic value of breastfeeding, the national,
          public sector, hospital and household levels. A review of the literature.
          Washington, DC: Academy for Educational Development; 1990.
          3. Lee N. Benefits of breastfeeding and their economic impact. East Sandwich,
          MA: Health Education Associates; 2002.
        • maj16 Re: urodzenie łożyska - wspomagać czy nie? 19.03.09, 19:18
          > 5. Brak danych na temat karmienia piersią. Śmiem podejrzewać, że nie było go w
          > "procedurze". A wiadomo przecież jak wielki jest wpływ karmienia na szybką
          > inwolucję macicy a co za tym idzie, ograniczenie krwawienia poporodowego.

          Właśnie!
          • karj-oka balonik foleya 19.03.09, 21:40
            Kilka dni temu miałam wątpliwą przyjemność poczucia atmosfery porodówki i
            wspomnę tylko, iż o ile przed pobytem tam na modlitwy o szczęśliwy poród w domu
            poświęcałam ok. 5 min. dziennie, o tyle obecnie czas ten wzrósł do ok. 30 min.wink
            Ale nie o tym...

            Dziewczynie, która była ze mną w pokoju, 41tc, założono tzw. balonik foleya
            (cewnik foleya, tak?), który miał spowodować, że szyjka zacznie się rozwierać.
            Nie piszecie tutaj o takiej "atrakcji" grożącej w szpitalu, a i ja także
            wcześniej nigdy o takiej metodzie indukcji nie słyszałam. Teraz trochę
            poszperałam i przeczytałam w jednym znalezionym artykule, że metoda ta staje się
            bardzo popularna albowiem jest... tania.

            Wiecie coś więcej o tym? Kaakaa...?
            • kaakaa Re: balonik foleya 19.03.09, 22:10
              Nie mam zdania o tej metodzie. Niby lepsze to niż jakaś parszywa farmakologia
              ale ja jakoś źle jestem nastawiona do wywoływania porodów. Szczególnie gdy powód
              to 41. tydzień.
              Technicznie to się robi tak, że przez pochwę wprowadza się do szyjki macicy
              cewnik Foleya (taki do cewnikowania pęcherza moczowego) po czym wypełnia się
              balonik znajdujący się na końcu cewnika gliceryną lub wodą a drugi koniec
              cewnika podkleja się kobiecie po wewnętrznej stronie uda. I tak sobie ta kobieta
              chodzi, póki jej ten cewnik nie wypadnie. A wypada przy rozwarciu ok. 3-4 cm.
              Zasada jest prosta - balonik na cewniku mechanicznie rozwiera szyjkę macicy.
              Metoda w istocie prosta i tania. Tym bardziej, że na zachodzie robią to również
              ambulatoryjnie - zakładają cewnik, posyłają do domu i każą wrócić na poród jak
              cewnik wypadnie. Bardzo oszczędne.
              Skutki uboczne mogą być w postaci:
              * infekcji
              * bólów brzucha
              * mdłości
              * krwawień
              * obawiam się, że można też przypadkiem uszkodzić pęcherz płodowy i mamy wtedy
              przedwczesne odpływanie płynu...
              • 987ania Re: balonik foleya 19.03.09, 22:26
                > * obawiam się, że można też przypadkiem uszkodzić pęcherz płodowy i mamy wtedy
                > przedwczesne odpływanie płynu...

                a dlaczego sądzisz, że może uszkodzić? Tak głęboko się wkłada ten cewnik? Zawsze
                zakładałam cewnik do pęcherza ale wydaje mi się, że cewnik jest bardzo miękki i
                ciężko nim przebić pęcherz płodowy. W porodach, które widziałam do przebicia
                pęcherza trzeba było użyć czegoś ostrego (i to rzeczywiście może grozić w
                szpitalu!) albo użyć siły palców i to raczej dużej.
                • kaakaa Re: balonik foleya 20.03.09, 21:33
                  Aniu, cewnik wkłada się głęboko. Jego włożenie wiąże się z odklejeniem dolnego
                  bieguna jaja płodowego. Dla niewtajemniczonych: cewnik Foleya wygląda tak:
                  www.olmed.com.pl/files/cewnik_foley.jpg Musi on być wprowadzony tak
                  głęboko, żeby balonik (który się napełnia po wprowadzeniu cewnika) był od strony
                  ujścia wewnętrznego szyjki macicy.
                  Wiem, że sam cewnik jest miękki ale czasam nie trzeba dużo by uszkodzić pęcherz
                  płodowy. Zważ, że takie balonikowanie przeprowadza się w ramach preindukcji,
                  więc "balonikowana" kobieta zazwyczaj nie ma skurczów. Jeśli u niej pęcherz jest
                  z jakiś względów osłabiony (np. przez niezdiagnozowaną infekcję) i pękłby przy
                  pierwszym solidnym skurczu to uszkodzić go łatwo.
                  • abiela odklejenie dolnego bieguna jaj płodowego 24.03.09, 11:46
                    Proszę o więcej informacji na ten temat.
                    Ten to cud wykonała na mnie ginka bez uprzedzenia, na drugi dzień
                    urodziłam. Kobieta najpewniej miała dobre intencje i chciała mi
                    ulźyć (żle znosiłam ciążę) ale ja jej tego do dziś nie wybaczyłam i
                    więcej do niej nie poszłam.
                    • kaakaa Re: odklejenie dolnego bieguna jaj płodowego 24.03.09, 15:56
                      Jest to ddzielenie palcem dolnego bieguna pęcherza płodowego przy badaniu
                      wewnętrznym.
                      Wysokie odklejenie, tzw. high sweeping, polega na oddzieleniu dolnego bieguna
                      pęcherza płodowego od ściany macicy palcem badającego. Dość oczywistym,
                      warunkiem do zastosowania tej metody jest rozwarcie kanału szyjki, co najmniej
                      na palec. Oddzielenie pęcherza powoduje wyzwolenie kaskady reakcji
                      doprowadzających do uwolnienia endogennych prostaglandyn, które wpływają na
                      dojrzewanie szyjki. Dodatkowo samo podrażnienie palcem badającego szyjki macicy
                      wywołuje odruch neurohormonalny z drażnionej szyjki polegający na uwolnieniu
                      endogennej oksytocyny i wywołwniu lub wzmocnieniu skurczów macycy.
                      Należy liczyć się z możliwością pęknięcia pęcherza płodowego w czasie
                      wykonywanie tego zabiegu. Jeśli takie pęknięcie nastąpi, to pojawia się ryzyko
                      różnych komplikacji: infekcji, jeśli poród nie zakończy się w krótkim terminie,
                      wypadnięcia pępowiny lub części drobnych jeśli w czasie zabiegu główka była
                      wysoko nad wchodem.
              • karj-oka Re: balonik foleya 19.03.09, 22:26
                Kaakaa, mój podziw w twoją stronę skierowany rośnie i nie jest to czcze kadzenie
                zapewniam! Czwórka dzieci, szkoła, dom (praca również?) i ciągła gotowość by
                tutaj rozwiewać nasze wątpliwości. Dzięki!

                Wywoływanie porodu budzi i moją niechęć, a w tej konkretnej sytuacji jakże
                blisko poczułam jak działa lęk przed sprzeciwieniem się decyzji lekarza.
                Poczułam jak jest on ogromny! Jak kobieta czuje się bezradna na porodówce!
                Poddana, podporządkowana, ubezwłasnowolniona. Bardzo to przykresad
                • oldzinka wywoływanie 20.03.09, 07:13
                  Jeśli musiałabym wybierać to na pewno wolałabym ten cewnik foleya
                  niż masaż szyjki podczas skurczu na leżąco. Ale na szczęście nie
                  muszę smile
                  Nasunęła mi się jeszcze taka refleksja w związku z wizytą karjoki w
                  szpitalu. Każda kobieta, która ma podejście domowe lub naturalne do
                  porodu, zdając sobie sprawę, że pobyt w szpitalu może okazać się
                  koniecznością, powinna zastanowić się jak wygląda u niej mechanizm
                  sprzeciwiania się autorytetom. Po sobie wiem, że to się łatwo mówi:
                  nie zgodzę się na to czy na tamto. A gdy przychodzi co do czego
                  okazuje się, że baaardzo trudno jest znieść presję jaką wywołuje na
                  rodzącej personel. Może warto by było poćwiczyć wyrażanie własnego
                  zdania i twarde egzekwowanie go w sytuacji stresowej? Np. na lekarzu
                  prowadzącym smile
                  • bonga_dax1 Re: wywoływanie 20.03.09, 07:57
                    Oj, asertywność na porodówce to baardzo trudna sprawa. Lekarze uniemożliwiają
                    to, jak tylko mogą. Kiedy trafiłam w pierwszej ciąży do szpitala z cholestazą,
                    podłączyli mnie do kroplówki z lekiem na rozszerzenie pęcherzyków płucnych u
                    dziecka i tak zostawili. Brali mnie tylko na ktg, gdzie na wszelkie moje
                    pytania, co będzie dalej położne odpowiadały, że nie wiedzą, lekarze przemykali
                    się bokiem. Wieczorem jak pani doktor była na obchodzie, to zajrzała tylko do
                    sali i usiłowała uciec, więc zatrzymałam ją krzykiem niemal (nadal byłam
                    "przywiązana" do kroplówki) z pytaniem, jaki będzie dalszy tok postępowania.
                    Dowiedziałam się, że rano będzie decyzja i uciekła. Rano wzięli mnie na badanie,
                    gdzie pan ordynator oświadczył, że mam wysoką cholestazę, to może grozić dziecku
                    i trzeba robić szybkie cięcie. I tyle gwoli wyjaśnienia. Nie zgodziłybyście się
                    w takiej sytuacji? Potem wszystko szybko, szybko i zanim się obejrzałam byłam
                    już pokrojona... To chyba celowe działanie, że nie dają nam możliwości zadawania
                    pytań, unikają, oczekują szybkich decyzji (o ile w ogóle), a w razie czego
                    wyciągają koronny argument zagrożenia życia dziecka. Na moją korzyść może
                    przemawiać fakt, że zanim trafiłam do szpitala nie słyszałam wcale o cholestazie
                    i uwierzyłam we wszystko co mi powiedzieli... Dopiero potem zaczęłam się
                    spotykać ze zdziwionymi spojrzeniami: cholestaza? i to jedyny powód cięcia? a to
                    pani chciała mieć cięcie? Przy drugiej ciąży byłam nastawiona bardzo walecznie,
                    ale oni wszyscy w szpitalu to jakoś tak załatwiają, żebyśmy nie miały zbyt wiele
                    do powiedzenia... Dla przykładu, po przyjęciu mnie do szpitala, kiedy cała akcja
                    się zatrzymała, w nocy podeszła do mnie pielęgniarka i bach... z zaskoczenia coś
                    mi wstrzykuje w wenflon. Pytam, co to, a ona mi na to, że coś na rozluźnienie,
                    żeby mi się dobrze spało i już skończyła robić zastrzyk. Nie zdążyłam nawet
                    zaprotestować, jak było po wszystkim. Rano skurcze zanikły... Trudno być
                    asertywnym, jak się leży pół nagim na wysokim łóżku i jest się jeszcze
                    przywiązanym do kupy aparatów, kroplówek itp... Choć próbować trzeba i owszem.
                    • fraktusia Re: wywoływanie 20.03.09, 15:38
                      Straszne to jest, co piszesz, że wstrzykują coś bez zgody pacjentki. Kobieta
                      jeszcze się może bronić i domagać informacji, ale co robią dziecku, gdy nie ma
                      mamy w pobliżu, a pielęgniarki chcą mieć spokój? sad
            • kropkaa Karj-oka 23.03.09, 00:33
              > o ile przed pobytem tam na modlitwy o szczęśliwy poród w domu
              poświęcałam ok. 5 min. dziennie, o tyle obecnie czas ten wzrósł do
              ok. 30 min. wink

              To już prawdziwa medytacja!
    • kikakajtek Odsluzowanie 20.03.09, 15:02
      Mam pytanie czy to konieczne? na filmie porod w ekstazie widzialam, ze w domu
      rodzone tez yly odsluzowywane, a to mi sie jakies niehumanitarne wydaje.
      • karj-oka Zagrożenia emocjonalne - tych obawiam się 20.03.09, 15:42
        najbardziej.

        Mnie też naszła reflesja. A jej geneza wypływa i z tego tutaj wątku i z mojego pobytu w na porodówce.

        Kaakaa wymnieniła tutaj w pkt. zagrożenia fizyczne i dzięki jej wielkie za to. Ja jednak cały czas, obawiając się szpitala, najbardziej obawiam się zagrożeń emocjonalnych, takich które zostawiają ślad w psychice. Na pewno mojej i podejrzewam, że także mojego dziecka.

        Jestem osobą pewną siebie i nie mam wątpliwości, że bardzo asertywną. Nigdy nie miałam problemów z jasnym wyrażaniem swojego zdania, nawet gdy zdarzało się, że musiałam powstać sama, gdy sto osób siedziało cichutko i wstrzymując oddech. No i co? No i już po jednej dobie spędzonej w szpitalu zaczynałam się łamać! Mimo iż nie czułam się źle w sensie fizycznym, nie cierpiałam fizycznego bólu. Obawiałam się o dziecko. Po prostu. Fakt, w końcu włączyłam rozsądek, zaczęłam analizować sytuację i po trzecim podejściu kategorycznie zażądałam odłączenia mi pieprzonego ktg i poprosiłam o wypis. Niemniej... nie potrafię odpowiedzieć dzisiaj czy umiałabym wykrzesać z siebie rozsądek i stanowczość gdybym właśnie rodziła. Że nie wspomnę już o sytuacji, gdy bałabym się o moje dziecko... Raczej wątpię. Raczej odgaduję, że jedyny możliwy scenariusz w takiej sytuacji to zacisnąć zęby lub zobojętnieć. Wytrzymać, wytrwać i iść do domu. Z wielkim zapewne niesmakiem. Złamana. Z pewnością z depresją poporodową. Z płaczem. Bezsilna w nowej roli matki. Z wątpliwościami co do siebie w tej roli.

        Tak to widzę. Rozumiem skąd tyle depresji poporodowych. Rozumiem już teraz, czego wcześniej nie rozumiałam, gdy koleżanka po porodzie opowiadała, że była szczęśliwa, gdy zabrali jej dziecko a ona mogła odpocząć. Bo to nie o odpoczynek chodzi. One się czują wyzute z ich kobiecości, pozbawione pewności siebie, bezsilne. Nie czują się na siłach by zająć się dzieckiem, bo w ogóle nie czują się wartościowym człowiekiem.

        Na filmie "Porodowy biznes" wielokrotnie powtarza sie opinia jaką to siłę daje kobiecie poród naturalny. Gdy ufając sobie, instynktom, swojemu ciału, wydaje na świat na dziecko. Na przeciwległym biegunie jest matka po porodzie szpitalnym: nie ufająca ani sobie, ani swemu ciało, bo dziecko z jej brzucha ktoś wydusił, traktując ją samą jak bezużyteczną, nieistniejącą szmaciankę.

        Wyć mi się chce!!! Tym bardziej, że sprawa jest nie do wygrania, gdy nie będzie nas więcej. Więcej tych świadomych krzywdy wyrządzanej w szpitalu. A kobiety najczęściej jednak nie są świadome. Między szpitalnym koszmarem a porodem stawiają znak równości, myśląc, że to jedyny sposób, że zawsze tak było, że tak jest i tak będzie. Że poród równa się cierpienie. Fizyczne i psychiczne. Nie dziwię się nawet, że kobiety decydują się na cc z wyboru. Chcą po prostu zasnąć i nie uczestniczyć w tym, być może by choć w nikłym stopniu ochronić swoją psychikę?

        Wiem, że w czasie porodu będę odczuwała ból. Fizyczny. I ten zniosę, bo ból fizyczny minie bez śladu, gdy skończy się poród. Nie jestem nawet do niego wrogo nastawiona. Jednak ból psychiczny... Tak, tego się obawiam. Ten bowiem nie minie wraz z końcem porodu i jego ślad będę w sobie nosić długo. I mam nadzieję, że tylko ja, nie mój mały Groszek...

        I to jest dla mnie największe zagrożenie wynikające z porodu szpitalnego: psychiczna trauma, którą trzeba będzie dużo dłużej obmywać antyseptykiem niż pocięte krocze.

        No nic. Wracam do moich modłów codziennych o spokojny poród domowy... Hoegh!
        • kaakaa Re: Zagrożenia emocjonalne - tych obawiam się 20.03.09, 20:45
          Karj-oka, słusznie prawisz, hej! Traumatyczny poród może być źródłem różnych
          problemów także w sferze psychiki. O baby-blusie, to nie ma co pisać, bo to w
          zasadzie fizjologia, ale o patologii pozwolę sobie na słów kilka. W końcu jestem
          przecie psychologiem smile
          Specjalnie dla ciebie (ale inni też mogą poczytać wink) trzy najczęstsze
          zaburzenia troszkę przybliżę:
          1. Depresja poporodowa
          Występuje u 10-20% matek małych dzieci, pojawia się na przełomie pierwszego i
          drugiego miesiąca życia dziecka.
          Objawy są typowe dla depresji:
          * obniżony nastrój
          * zaburzenia rytmów dobowych
          * zmiana łaknienia
          * zaburzenia funkcji poznawczych
          * depresyjna ocena siebie i rzeczywistości
          * bierność, izolowanie się, unikanie kontaktów
          * anhedonia, czyli utrata zdolności do przeżywania przyjemności
          * lęki
          * myśli samobójcze
          a także specyficzne dla wczesnego okresu macierzyństwa
          * poczucie bezwartościowości w roli matki
          * zaburzony kontakt z niemowlęciem
          * nawracające myśli o śmierci własnej lub dziecka
          Depresja, zapoczątkowana po porodzie może się ciągnąć przez wiele lat.

          2. Syndrom stresu pourazowego (PTSD)
          Jest to lękowe zaburzenie, występujące po zdarzeniu, które było psychicznie
          wyczerpujące i traumatyczne, zagrażające życiu, takie jak klęska żywiołowa,
          wypadek, wojna, gwałt, czy dramatyczny poród. Występuje po 1,5% do 5,6% porodów.
          Za wystąpienie tego specyficznego zespołu odpowiadają:
          * natężenie i siła stresu związanego z porodem
          * zmienne biologiczne (specyficzne cechy ośrodkowego układu nerwowego i zmiany
          hormonalne)
          * zmienne psychologiczne (cechy osobowości, umiejętności społeczne)
          Objawy obejmują:
          * ponowne przeżywanie urazów w snach – koszmarne sny, dotyczące porodu i
          związanych z nim okoliczności
          * powracające myśli i obrazy – wspomnienia porodu o charakterze intruzywnym;
          ponowne przeżywanie porodu (flashback, halucynacje, iluzje, także przysenne)
          * pewien rodzaj psychicznego odrętwienia przy współwystępowaniu zmniejszenia
          uczucia zaangażowania w sprawy otaczającego świata
          * wzmożenie reakcji przestrachu
          * zaburzenia poznawcze (luki pamięciowe, które przybierają postać psychogennej
          amnezji, trudności w koncentracji uwagi)
          * intensywną reakcję na zewnętrzne czynniki lub wewnętrzne objawy,
          przypominające lub symbolizujące uraz – poród
          * unikanie okoliczności, przypominających poród
          * zaburzenia snu
          * rozdrażnienie; wybuchy gniewu; nadmierną czujność
          Objawy mogą utrzymywać się przez wiele lat i być podłożem chorób psychosomatycznych.

          3. Psychoza poporodowa
          Występuje u 0,1-0,2% położnic. Początek choroby zwykle przypada na pierwsze 2
          tygodnie po porodzie, bywa gwałtowny. Częściej występuje u pierworódek i kobiet
          z chorobą psychiczną w wywiadzie ogólnym bądź rodzinnym.
          Obraz choroby może być różny. Należy podejrzewać psychozę, gdy położnica:
          * jest w obniżonym lub podwyższonym nastroju – płacze lub śmieje się –
          nieadekwatnie do sytuacji
          * ma zaburzenia snu – nie śpi w nocy
          * ma zaburzenia łaknienia, prawie nie je
          * jest pobudzona, bezładnie przemieszcza się w swoim otoczeniu
          * jej zachowanie jest niezrozumiałe, wykonuje niepotrzebne czynności; nie
          poznaje bliskich
          * przeżywa silny niepokój i lęk, chowa się przed ludźmi
          * wypowiada treści urojeniowe
          * ma halucynacje
          * wypowiada myśli samobójcze, nawet jeśli zaprzecza zamiarom samobójczym;
          !!! Choroba ta zwykle wymaga hospitalizacji, ponieważ niesie zagrożenie dla
          życia i zdrowia zarówno matki, jak i dziecka. W ekstremalnych sytuacjach
          istnieje wysokie ryzyko samobójstwa, dzieciobójstwa, lub samobójstwa
          rozszerzonego. Może być konieczne wtedy umieszczenie pacjentki (także wbrew jej
          woli) w zamkniętym oddziale psychiatrycznym.!!!
          • monicus Re: Zagrożenia emocjonalne - tych obawiam się 20.03.09, 21:14
            tia. nie pociesza mnie to
            • kaakaa Re: Zagrożenia emocjonalne - tych obawiam się 20.03.09, 21:20
              Może dlatego, że to nie było na pocieszenie napisane wink
              • monicus Re: Zagrożenia emocjonalne - tych obawiam się 21.03.09, 14:21
                moze smile jakby to byly literki ktore lecza (kiedys w polsacie byly rece, ktore
                leczą - "przygotujcie wiadra z woda...")
      • kaakaa Re: Odsluzowanie 20.03.09, 20:28
        Zazwyczaj niekonieczne. Powinno wynikać wyłącznie ze wskazań.
    • maj16 karj-oka, wyluzuj:) 21.03.09, 16:13
      karj-oka, spokojnie, może jak teraz "przerobisz" lęki, przećwiczysz w myślach możliwe starcia z personelem, nie dasz się zaskoczyć i będziesz potrafiła wyjść z każdej sytuacji obronną ręką.

      Czy na pewno rodzisz w szpitalu? Gdzieś wyczytałam, że w domu. Jeśli w domu to skąd te lęki?

      Gdyby jednak szpital, to w Poznaniu jest ich kilka, więc można trochę powybierać, zorientować się, gdzie jest najbardziej po ludzku.
      Urodziłam 4 dzieci - wszystkie w szpitalu, trzy porody nieźle zmedykalizowane, byłam uziemiona, jedynie czwarty prawie w domu (finał w szpitalu). Moja zwichrowana, nadwrażliwa psychika bardzo źle zniosła te trzy porody. Czułam się na przemian wściekła, upokorzona, bezsilna itp. Jednak żyję, mam się całkiem nieźle, cieszę się rodziną. Mnóstwo kobiet ma podobne odczucia po porodzie, w sumie wychodzi się z tych przejść obronną ręką. W końcu dzieci urodzone nieraz w ciężkich stanach najczęściej szybko dochodzą do siebie, rozwijają się znakomicie, przeróżne nielogiczne działania personelu nie zdołały im zaszkodzićsmile

      karj-oka, mimo wszystko teraz jest lepiej. Jeśli powiesz, że badanie KTG owszem, ale tylko i wyłącznie na stojąco czy siedząco, to nie myślę by ktokolwiek kładł Cię na siłę. I to jest w porodzie szpitalnym najważniejsze - nie dać się uziemić. Różne badania można znieść byle nie na leżąco (jedynie badanie wewnętrzne będzie na plecach bo personel pewnie nie potrafi inaczej).
      Bądź dobrej myśli, poszukaj dobrej położnej, w Poznaniu z pewnością jest taka możliwość.
      Pozdrawiamsmile
      • maj16 Re: karj-oka, wyluzuj:) - c. d. 21.03.09, 21:32
        Jeszcze raz - już uważniej przeczytałam Twój wpis i pojęłam w końcu, że jednak
        planujesz poród domowy:
        "Wracam do moich modłów codziennych o spokojny poród domowy..."

        Porzuć więc wszelkie lęki. Jeśli rodzisz w domu, to nawet gdyby coś szło nie
        tak, w szpitalu znalazłabyś się tylko w finale - wtedy lekarze mają niewielkie
        szanse na popsucie porodu.
        • marianna0077 Re: karj-oka, wyluzuj:) - c. d. 22.03.09, 19:59
          Hmm... Pozwolę sobie się nie zgodzić. Właśnie najwięcej popsuć można
          w finale. Mimo wielu zmian in plus wciąż powszechne jest w polskich
          szpitalach wypieranie w pozycjach horyzontalnych, kładzenie się na
          brzuchu rodzącej, nacinanie krocza, zmuszanie do jak najszybszego
          wyparcia dziecka, potem szarpanie za pępowinę, wyciskanie łożyska i
          inne wątpliwe atrakcje. Co z tego, że w I fazie możesz sobie
          poskakać na piłce ze zdjęcia reklamującego "szpital przyazny mamie i
          dziecku" skoro na finał właśnie przychodzi pół-bóg w białym kitlu i
          spełnia swój medyczny obowiązek. Dlatego oczywiście warto w ciąży
          przelecieć okoliczne szpitale i sprwdzić co w trawie piszczy, tylko
          co mają zrobić kobiety z zadupia, jeśli w okolicy nie ma nic
          sensownego? Być asertywne smile i wiedzieć czego chcąsmile.
          Hmm... z tym równiez pozwolę się nie zgodzić. Szpital to taka
          machina, która może Cię zemleć na miał i nawet się nie spostrzeżesz.
          Tam dobry pacjent, to milczący i posłuszny pacjent, żeby odwalić co
          się ma do zrobienia i następny proszę. A jak bedziesz fikać i źle
          trafisz, bo będzie wrażliwy na swoim punkcie pan doktor albo
          zmęczona i wściekła położna albo cokolwiek innego to Cię spacyfikują
          w sekundę, powiedzą że jest zagrożenie życia dziecka albo cokolwiek
          po łacinie i fiku miku, asertywna pewna siebie pacjentka znika.
          Siedzisz moja droga cichutko jak mysz pod miotłą i przezażona. Nawet
          jak masz dużą wiedzę medyczną, możesz dać się wmanewrować, bo
          przypominam jesteś w finale porodu i Twoje ratio jest raczej na off..
          I nie pomogą tu żadne petycje, srycje, rewolucje. To jest niestety
          powolny proces, wprowadzanie zmian do tej machiny. I choć chętnie
          przystałabym na obowiązkowe obrzezanie (bez znieczulenia) panów
          wchodzących na specjalizację ginekologiczną by uświadomić, czym są
          rutynowe procedury wink to my możemy robić tyle, że będziemy
          uświadamiać swoje córki, przyjaciółki, pokazywać im, jak piękny być
          może poród i że warto wziąć odpowiedzialność a nie cedować jej na
          często nieczuły i średniej jakości zespół fachowców. Ważna jest
          zmiana edukacji położnych, ale się zmienia, więc jest nadzieja.
          Nasza "nawrócona" położna pracuje dwadzieścia pięć lat w szpitalu,
          który jeszcze kilka lat temu był rzeźnią, a teraz przyjmuje porody
          domowe i naucza dziewczęta na położnictwie. Jest nadzieja, jeśli
          takie kobiety jak Kaakaa są połoznymi. Kaakaa bedzie z pewnością
          wspaniałą połozną, która spotka wiele kobiet na swojej zawodowej
          drodze, które "nawróci" albo ulepi od nowa.
          Ja wiedziałam, czego chcę. Przed pierwszym porodem znałam treść
          wszystkich książek po polsku Kitzinger, Balaskas, Odenta, Leboyera,
          książkę Ireny Chołój. Miałam wybrany szpital, w którym można było
          poszaleć ekwilybrystycznie w drugiej fazie, ale... Zaczęłam rodzić w
          36 tygodniu a w naszym szpitalu było 14 rodzących, mąż zadzwonił i
          panie z traktu porodowego odesłały do innego szpitala. Więc na
          prędce podjęłam decyzję, że teraz to mi wszysto jedno, bo w kilku
          pozostałych szpitalach jest tak samo do d... więc pojedźmy do
          kliniki uniwersyteckiej, w końcu to miesiąc przed terminem, tam mają
          super urządzenia robiące bip jakby co (choć nie martwiłam się, byłam
          spokojna o małego mimo tego że było sporo do terminu). Jak się
          okazało błąd strategicczny. Super urządzenia robiące bip nie były
          nam w ogóle potrzebne, Jurek ważył trzy kilo i miał 10 pkt. Pierwsza
          faza była super, pani położna oglądała tv, zosatawiła nas samych,
          uśmiechała się, podpięła raz do ktg, powiedziałam jej żeby więcej
          mnie nie podpinała, bo ciężko mi było leżeć w trakcie skurczu, nie
          podpinała mnie, sprawdzała tętno, już jak było duże rozwarcie
          doplerem, od razu zaczęłam z nią rozmawiać o nacinaniu, pozycji
          parcia, powiedziała że raczej nie ma innej opcji niż leżenie, ale
          była miękka. Jak wybiła godzina zero, stawiła się pani doktor,
          kazała się położyć i przeć. Miałam taki opór przed położeniem się na
          wznak, że wszystkie teoretyczne informacje jakie miałam stały się
          bez znaczenia, bo ja po prostu czułam, że jest to coś co jest
          nienaturalne, czego po prostu nigdy spontanicznie nie wybrałabym,
          najgorsza z możliwych opcji. Panie mnie po prostu położyły,
          docisnęły i leżąc na wznak jeszcze dyskutowałam żwawo, czy nie
          mogłabym się po porostu obrócić, chciałam się wykręcić i kolankowo-
          łokciowo na pieska obrócić, nie mogłam po prostu uleżeć. NIE. W
          końcu płacząc prosiłam je, by pozwoliły mi się choć trochę podnieść,
          do półleżenia. NIE. I nie pomogło, że byłam zdecydowana, wiedziałam,
          czego chcę, że za rękę trzymał mnie mąż, który nie wiedział jak się
          zachować w tej sytuacji, co nie zdarza mu się w innych sytuacjach i
          jak trzeba to rozporządza ludźmi bardzo zdecydowanie. Ostatecznie
          byłam dociśnięta na wznak, nacięta. W trzeciej fazie przyszła pani
          salowa, na oko sto kilkanaście kilo żywej wago prezentująca i bez
          słowa naciska mi na brzuch. Odruchowo, bo strasznie zabolało
          uderzyłam ją w tą rękę i krzyknęłam: sama! Była w takim szoku, że
          się odsunęła
          i urodziłam łożysko sama rzeczywiście. Potem szycie bez
          znieczulenia. Nie polecam.
          Po wszystkim pani położna zapytała męża, skąd w nas taka nieufność,
          bo przecież oni są fachowcami i najlepiej wiedzą jak nam pomóc...
          No tak. I zyjemy, tak jak i Ty przeżyłaś wszystkie swoje porody i
          macie się z dziećmi dobrze. My z Jurkiem też nie jesteśmy jakimiś
          szczególnymi wariatami z tego powodu. Powiem więcej, ofiary gwałtów
          też potem żyją i zapominają, i często mają się dobrze. I co z tego?
          Czy to jest argument za tym by oddawać całą odpowiedzialność za tak
          ważne wydarzenie w życiu rodziny innym? Może się ktoś oburzy za to
          porównanie, ale uważam, że często przemoc stosowana wobec rodzącej
          jest tak ogromna, że się w pale za przeproszeniem nie mieści.
          Moja kuzynka urodziła córkę dwa tygodnie temu. Pierwsze relcje:
          super. (drugi poród to był) Potem: było ciężko, ale super, taki cud,
          takie
          szczęście itd. Po tygodniu z nią gadam (przez telefon, mieszka na
          drugim końcu Polski) i mówi, że jeszcze jej sińce tylko nie zeszły i
          białka ma szare, bo jej naczynka popękały, ale oko już na miejsce
          wróciło, bo jej wyszło. Mówię: o matko! Ona: a, bo za mocno parłam.
          Mówię: mówiłam ci, oszukuj,że już nie możesz, popieraj troszeczkę...
          Ona: no tak, ale nie mogłam, bo mi pani doktor na brzuchu leżała...
          no i łożysko mi już za pępowinę wyciągnęły... Ja: co? Ona: a, bo jak
          parłam to mi się czarno zrobiło i cisza zapadła a jak otworzyłam
          oczy to powiedziałam pani doktor, że ją podwójnie widzę i mi już nie
          pozwoliły przeć i kazały do okulisty iść.
          I co wy na to? Kobieta inteligentna, wykształcona... tylko nie
          zauważyła, że stosowano wobec niej mega przemoc.
          Zatem, pozwalam sobie się nie zgodzić...
          • marianna0077 Re: karj-oka, wyluzuj:) - c. d. 22.03.09, 20:21
            Jeszcze dopiszę, że to doświadczenie pozwoliło mi doprecyzować,
            czego chcę.
            Primo i najważniejszo, położna. Znać, ustalić poglądy, nawet jak nie
            w domu, być umówionym. Tego niestety nie wiedziałam, z nikt mi
            cholera tej cennej rady nie udzielił cztery lata temu.
            Sekundo, spadać 2 godziny po porodzie, tak jak Kaakaa pisała, uważam
            tak samo: nie przyznawać się do tego zamiaru pod groźbą tortur.
            Potem cwanie ustalić stan dziecka i swój (jak kto nie jest w stanie
            sam poczuć smile) i wiać i nie dać się nabrać na teksty o chęci zabicia
            dziecka. Trudno jest mieć tę pewność pewnie przy pierwszym dziecku,
            ja nie wiem jak to się stało, że z tego wariatkowa nie uciekłam, bo
            prawdziwe atrakcje to się dopiero potem zaczęły... Wszystkie badania
            i szczepienia, jeśli chcesz tak szybko czy tam w ogóle, można
            zorganizować w domu czy przychodni bez większych problemów.
            Tertio, za przeproszeniem Maj, wiedziałam już czego kategorycznie
            nie chcę i dlatego nie wyobrażam sobie mieć czwórki szpitalnych
            dzieci, a przynajmniej nie w tym szpitalu. I nie wrzuciłabym na luz,
            mimo tego, że nie miałam depresji, tylko bardzo radosne macieżyństwo
            prawie od początku (prawie, bo procedura w Koperniku jest taka, że
            dziecko się dostaje po 12 godzinach, bo na tyle Cię unieruchamiają
            ze względu na ranę krocza).
            I dlatego właśnie Quatro, sami decydowaliśmy, z pomocą pani
            położnej, w jaki sposób Józik przyjdzie na świat.
            A Ty, Karj-oka wracaj do modlitw, my zostaliśmy wysłuchani w
            najdrobniejszych detalach wink myślę, że Bóg ma słabość do porodów
            domowych, więc polecę i ja Twoją sprawę przy najbliższej okazji.
            Pozdrawiam.
            • maj16 Re: karj-oka, wyluzuj:) - c. d. 22.03.09, 21:24
              Pisząc o finale, chodziło mi o to, że kobieta przybywająca z domu nie jest wyczerpana, nikt jej nie majstrował przy porodzie, nie wymęczył. Najprawdopodobniej znajdzie więc siły by urodzić dziecko, nawet na leżąco, choć oczywiście nie ma reguł.

              A teraz o przeżyciach poporodowych.
              Czy to, że porody w szpitalu nierzadko wiązały się z przemocą, gwałtem, agresją mamy teraz lamentować i płakać? Z tymi przeżyciami trzeba coś pozytywnego zrobić. Starać się zmieniać świadomość szpitalnych położnych. W moim regionie wiele kobiet po poporodowych przejściach doprowadziło do kryzysu na naszej porodówce. Ich opinie o oddziale położniczym spowodowały, że szpital w akcji "Rodzić po ludzku" otrzymał czarne serce... I dobrze. Zaczęła się rewolta, oddział jeszcze do dziś odczuwa wstrząsy, są zmiany na lepsze, w końcu dorobili się trzech serduszek. Kobiety odczuły, że ich zdanie jednak coś znaczy, że napisanie paru słów opinii ma sens. Szkoda, że trzeba publicznej oceny szpitala by ten zaczął czynić zmiany.

              I jeszcze jedno: położna Irena Chołuj również swoje dzieci rodziła w szpitalu. Najprawdopodobniej na leżąco... I co? Czy załamuje ręce nad swym losem? Pewnych rzeczy się nie odwróci. Można tylko starać się by innym się taki los nie przytrafił. Pani Chołuj robi to wspanialesmile Mam nadzieję, że zmiany przez nią zapoczątkowane rozszerzą się w końcu na cały krajsmile
              A my? Uświadamiajmy w rodzinie, wśród znajomych, na forach, piszmy do gazet, bierzmy udział w akcjach, piszmy do decydentów.

              Poza tym chodziło mi o to by karj-oka nie nakręcała się tak przed swoim porodem. To, że wiele kobiet miało fatalne przejścia, nie znaczy, że ona też tak ma mieć. Zamiast znosić męki wyobrażaniem sobie, jakie boje będzie staczać z personelem, lepiej by na wszelki wypadek znalazła dobrą położną na ewentualny poród szpitalny. Nabieranie przekonania, że i tak w starciu z personelem polegnie, do niczego twórczego nie prowadzi.
              Zresztą karj-oka poradzi sobie, jestem pewna. Skoro wbrew personelowi zdjęła KTG i poprosiła o wypis, to już pierwszy krok poczyniła.

              > wiedziałam już czego kategorycznie
              > nie chcę i dlatego nie wyobrażam sobie mieć czwórki szpitalnych
              > dzieci, a przynajmniej nie w tym szpitalu.

              A ja się cieszę, że mam czworo dzieci. Że szpitalne? Jak już napisałam, pani Chołuj też ma szpitalne. Kaakaa również rodziła się w szpitalu, do tego w zamartwicy (jak pisała). Fatalnie byłoby, gdyby Kaakaa nie istniała, nieprawdaż?
              W moim regionie NIE MA wyboru. Jak dotąd ani jednej kobiecie nie udało się namówić żadnej położnej na poród domowy. Ja też usiłowałam i to bardzo mocno. Jakoś jednak nie przyszło mi do głowy by w związku z przymusem rodzenia w szpitalu pozbawić się macierzyństwa.

              • 987ania Re: karj-oka, wyluzuj:) - c. d. 22.03.09, 21:45
                maj16 oczywiście, że ludzie rodzili i będą rodzić się w szpitalu i że mało kto z
                tego powodu umrze. Szkoda maj, że nie pomyślałaś bardziej o kobietach, dla
                których nawet te ostatnie 2-3h w szpitalu spowodowały traume. Nie każda potrafi
                otrząsnąć się i pójść dalej. Dla mnie szpital to była życiowa porażka, nie
                dlatego że ktoś mi zrobił krzywdę, trafiłam do najlepszego szpitala, gdzie
                wszystko co chciałam i o co prosiłam zostało uszanowane. Jednak do końca czułam,
                że to nie to miejsce gdzie być powinnam. Nie chcę nawet myśleć, co by było,
                gdyby w św. Zofii mnie nie przyjęto. Teraz po 9 miesiącach jestem w stanie
                dopiero wyartykułować dlaczego nie udało się w domu, jednak na razie nie będę
                starać się o drugie dziecko, choć miała być ich trójka. Nie mam siły, na razie
                łykam sobie antydepresanty i rozpamiętuje swój poród. I znam wiele kobiet, które
                przez szpitalne przejścia zrezygnowały z drugiego dziecka.
                • maj16 Re: karj-oka, wyluzuj:) - c. d. 22.03.09, 22:07
                  > Szkoda maj, że nie pomyślałaś bardziej o kobietach, dla
                  > których nawet te ostatnie 2-3h w szpitalu spowodowały traume.

                  Jak mogłabym o nich nie myśleć, skoro sama przez to przechodziłam?

                  Co robiłabym na tym i innych forach, po co podpisywałabym się pod petycjami i angażowałabym się w tematykę porodową, gdybym nie miała przejść poporodowych?

                  Chyba nie potrafię jasno napisać o co mi chodzi.
                  A w moich wpisach chodzi o karj-okę. Przeczytaj co napisała, a potem pomyśl, co z tym zrobić.
              • marianna0077 Re: karj-oka, wyluzuj:) - c. d. 22.03.09, 21:57
                Nie zrozumiałyśmy się ewidentnie. Nie lamentuję, nie płaczę.
                Specjalnej traumy też nie am z powodu porodu pierwszego syna. Co nie
                zmienia faktu, że wzbudza to moje emocje (głównie wściekłość) i
                uswiadamiam oczywiście każdą ciężarną napotkaną na mej drodze, by
                mogły uniknąć podobnych przeżyć.
                Że się u was coś zmieniło, to strasznie się cieszę, na zadupiu z
                którego pochodzę też taka porodówka, że o pomstę do nieba wołać, ale
                kobiety nie mają takiej wiary w swoją racie, labidzą i tyle, ale
                lekarz ma rajcję jednak, bo lekarz.
                I zasadniczo nie zrozumiałaś mojej intencji, gdy pisałam o tym, że
                nie wyobrażam sobie czterech porodów szpitalnych smile nie miałam na
                myśli ilości dzieci, bo sama chciałabym również mieć jeszcze dzieci,
                mam nadzieję, że jeszcze wiele przede mną smile, nawet gdybym w
                szpitalu rodzić miała, bo i tak się zdarzyć może. Miałam na myśli
                jedynie to, że po pierwszym powiedziałam dziękuję, poszukam sobie
                innej alternatywy. I znalazłam. To wszystko.
                I rozumiem też, (pisałam zresztą w poście, co a tymi, co sobie
                alternatywy z jakiegoś powodu znaleźć nie mogą?) że czasem nawet jak
                się nie chce (przypominam, że większość jednak chce) to w tym
                szpitalu urodzić trzeba. Też nie dramat. Chyba po prostu nie
                zrozumiałaś inetcji mojej wypowiedzi, bo może się poczułaś
                dotknięta, za co Cię przepraszam, ale nie o to mi chodziło, po
                prostu odnosiłam się do Twojej wypowiedzi. Pozdrawiam raz jeszcze.
                • maj16 marianna, pozdrawiam:) 22.03.09, 22:24
                  Ależ oczywiście, że mnie tez ogarnia wściekłość na to co z kobietami wyprawia się w szpitalach, na to, że większość z nas nie ma wyboru i musi rodzić w szpitalu.

                  Nie chcę tylko by karj-oka z góry zakładała, że świat się zawali, jak urodzi w szpitalu. Chciałam ją tylko uspokoić, może nieudolnie, że człowiek jest w stanie wiele znieść i często staje się silniejszy. Nie chodziło mi w żadnym razie o pogodzenie się z tym co personel wyprawia z rodzącymi kobietami, tylko że można dalej walczyć ze znieczulicą szpitalną - nawet po porodzie, że można przekuć to w coś dobrego dla innych.

                  Powtórzę, że wierzę, iż karj-oka wyjdzie obronną ręką z szpitalnych potyczek, o ile w ogóle znajdzie się w szpitalu.

                  Ulżyło mi, że źle Cię początkowo zrozumiałam w kwestii moich dzieci. Tobie życzę kolejnych udanych porodów domowychsmile
                  Pozdrawiamsmile
                  • joannapoznan wywichnięcie kości ogonowej 24.03.09, 10:07
                    miałam większość "atrakcji" wypisanych powyżej, do listy dopisuję
                    wywychnięcie kości ogonowej którą wstawiła mi na miejscu położna.
                    Bolało przy siadaniu dobre 3 tyg. po poprodzie. Jestem przekonana,
                    że w pozycji wertykalnej przy innym ułożeniu kości nie mialabym tego
                    typu problemu.

                    Kakaa a co z hemoroidami, czy po domowym gdzie nie wymaga się
                    takiego parcia jest szansa na uniknięcie hemoroidów, czy ich
                    pojawienie jest związane nie z wysiłkiem a z naciskiem dziecka na
                    tkanki?
                    • kaakaa hemoroidy 24.03.09, 16:02
                      Przy mniejszym parciu zwiększa się szansa na uniknięcie hemoroidów.
                      Sprawdziłam to na sobie. Po każdym z trzech poprzednich porodów, to był mój
                      główny problem połogowy (czyli, jednak poród domowy nie chroni tak całkowicie
                      przed tą przypadłością wink ale też ja przy każdym poprzednim porodzie zdrowo się
                      napracowałam, bo moje dzieciaki duże - rekordzista 4380 g) a ostatnim razem, gdy
                      II okres porodu sprowadził się do czterech skórczów, przy czym parłam tylko
                      trochę na ostatnim, hemoroidów brak.
                      • joannapoznan Re: hemoroidy 24.03.09, 20:43
                        Dzięki za odpowiedźwink Pocieszające jest to co piszesz, tym bardziej
                        że bałam się że to nawracająca dolegliwość.
                        A wielkości dzieci gratuluję wink
                  • silije.amj Re: marianna, pozdrawiam:) 24.03.09, 12:01
                    Marianno chciałam zwrócić twoją uwagę, że napisałaś powyżej, w sposób
                    niezamierzony, bo w odpowiedzi forumowiczce - fantastyczny tekst, medialny,
                    konkretny, soczysty - powinien się znaleźć w jakiejś gazecie, a przynajmniej
                    zrób nam tę przyjemność i skopiuj go i wyślij mailem do listów fundacji Rodzić
                    po ludzku, może wykorzystają, co ty na to?
                    • abiela Re: marianna, pozdrawiam:) 24.03.09, 12:51
                      Popieram, również zachwyciłam się tym tekstem.
                      • karj-oka Re: marianna, pozdrawiam:) 24.03.09, 14:24
                        Maj, dziękuję za chęć uspokojenia mnie. Tak, urodzę w szpitalu jeśli zajdzie
                        taka konieczność. I pewnie i ja i dziecko, jak wielu innych przed nami, poród
                        przeżyjemy. Jednak poród szpitalny z z wieloma zbędnymi intwerwencjami
                        medycznymi budzi moje obawy i tyle. Tego nie zmienię. Buntuję się przeciwko
                        wszystkim niepotrzebnym interwencjom medycznym. Tym, które mogą się zdarzyć mnie
                        i mojemu dziecku i tym, które zdarzają się tysiącom kobiet każdego dnia, nawet
                        jeśli kobiety te są ich nieświadome.

                        Marianna, dzięki za zrozumienie i za to co napisałaś. Podpisuję się pod tym. Bez
                        wahania. Oburącz.

                        Nie zmienimy tego co oferuje służba zdrowia rodzącym kobietom i rodzącym się
                        dzieciom bazując na tym, iż jednak większości udaje się przeżyć. Bo wszak nie
                        walczę (na szczęście!) o przeżycie porodu dla mnie i dla dziecka, ale o jego
                        jakość, która jest dla mnie bardzo ważna! Tak jak ważna jest dla mnie jakość
                        życia, a nie wyłącznie życie w ogóle i jakiekolwiek.
                        • joannapoznan Re: marianna, pozdrawiam:) 24.03.09, 21:48
                          teraz doczytałam na spokojnie, marianna musisz to gdzieś
                          opublikować - świetny tekst. Podpisuję się pod nim dwoma rękami.
                          Miałam dokładnie tak samo jak Ty.
                    • marianna0077 Re: marianna, pozdrawiam:) 24.03.09, 22:03
                      Dzięki Silije smile
                      Rzeczywiście, w sposób niezamierzony. Co więcej, jedną ręką - drugą
                      opędzając się od dzieci wink- bo mnie ten temat zawsze porywa (jak
                      pewnie większość z was smile).
                      A sam kawałek raczej nie zrozumiały byłby bo wyrwany z kontekstu, a
                      tak zasadniczo to chyba nic odkrywczego, czyż nie? Tak se tylko na
                      wydechu powaliłam w klawiaturę. Od razu lepiej smile
                      • 987ania Re: marianna, pozdrawiam:) 24.03.09, 22:48
                        Tak se tylko na
                        > wydechu powaliłam w klawiaturę. Od razu lepiej smile

                        No to proszę wal częściejsmile

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka