pierwsza klasa - niechęć do teorii, przeczekac?

07.10.09, 20:43
Witam

Rozpoczęliśmy w tym roku naukę w szkolę muzycznejz córką 7 lat.
Córka zaczęła grać w wakacje na pianinie, bardzo się spodobało -
stąd szkola muzyczna. Lekcje indywidualne na instrumencie nadal
bardzo jej się podobają, z zapałem ćwiczy w domu natomiast nauka z
kształcenia muzycznego - pełna porażka. Płacz przed lekcjami,
niechęć. Nauczycielka niezadowolona, bo mała nie udziela się na
lekcji i jest wg pani niechętna. Ja wiem, że córka jest też
strasznie niesmiała i na razie ma etap "odpowiadania szeptem". Teraz
też nam się przyznała, że nie bardzo rozumie co pani do niej mówi.
Pytanie więc, czy może na tę szkołę jest za wcześnie ? czy jednak
należy się przemęczyć i z czasem córka zacznie rozumieć teorię i
nabierze chęci na zajęcia. Dodam, że w szkole nie ma kłopotów, czyta
i liczy na poziomie klasy II. A może to normalne zachowanie na
początku. Jak Wasze doświadczenia ?
Pozdrawiam
    • kasiask Re: pierwsza klasa - niechęć do teorii, przeczeka 08.10.09, 07:27
      Wygląda na to,że z panią od teorii jest coś nie tak. Może trzeba z
      nią porozmawiać i przekonać, że dziecko potrzebuje czasu, żeby się z
      tymi lekcjami oswoić. Nie sądzę, żeby miala problemy z nauką na tym
      etapie, tym bardziej, ze pooczątki mocno zazebiają się z nauką na
      instrumencie. Prawdopodobnie i tak ona to wszystko już umie skoro z
      powodzeniem gra na pianinie. Może to jest dla niej za proste i
      podejrzewa, że pani chce od niej czegoś czego ona nie wie??
      • mama_dorota Re: pierwsza klasa - niechęć do teorii, przeczeka 08.10.09, 09:35
        Z panią warto porozmawiać z różnych względów. U nas problemu z
        rozumieniem nie ma, ale z tego, co córka mi opowiadała zawsze po
        rytmice (u nas wszystkie zajęcia teoretyczne w I klasie nazywane są
        rytmiką) miałam wrażenie, że pani ciągle ją upomina, bo przeszkadza.
        Małej się wydawało, że pani jej nie lubi itd. Po miesiącu miałam
        okazję panią spotkać i okazało się, że wiele dzieci w klasie się
        dekoncentruje i ona jest jednym z tych dzieci. Nie przeszkadza innym,
        tylko patrzy w lustra, zamyśla się, ale jednak i tak wie, co się
        dzieje. Pani mnie jeszcze pocieszyła tym, że w ich klasie to jest
        mniejszość, w równoległej klasie za to prawie wszystkie zachowują się
        jak przedszkolaki i przez to nie są zorientowane w tym, co się dzieje
        na lekcji. Zapytałam, czy w takim razie dobrze rozumiem, że moja
        córka nie wyróżnia się specjalnie (myśląc właśnie o zachowaniu), na
        co pani stwierdziła, że owszem, wyróżnia się wyjątkowo czystym
        śpiewem. I od razu wiele się wyjaśniło, mała też inaczej patrzy na
        panią.
        Z drugiej strony wiem od innych rodziców, że niektóre dzieci
        (skądinąd przecież dobrze słyszą, skoro zostały przyjęte do szkoły i
        to jeszcze do tej "mocniejszej" klasy) mają problemy z zaśpiewaniem
        tego, co pani gra na pianinie. Pani mówi, że źle i dzieci się tym
        przejmują. Z relacji mojej córki wynika, że w grupie tylko 3-4 dzieci
        śpiewa zawsze prawidłowo i to jest całkiem prawdopodobne, tym
        bardziej jak dziecko jest nieśmiałe. Mój syn słyszy tak dobrze jak
        córka, ale śpiewa znacznie gorzej, choć odkąd zaczął grać zrobił
        wielki postęp.
        A może pani za cicho mówi? Może niezbyt wyraźnie? Spotkanie wiele
        może pokazać. A może uda się uzyskać pozwolenie na spędzenie w klasie
        kilkunastu minut w czasie zajęć?
        • tijgertje Re: pierwsza klasa - niechęć do teorii, przeczeka 08.10.09, 11:58
          mama_dorota napisała:

          Z drugiej strony wiem od innych rodziców, że niektóre dzieci
          > (skądinąd przecież dobrze słyszą, skoro zostały przyjęte do szkoły
          i
          > to jeszcze do tej "mocniejszej" klasy) mają problemy z
          zaśpiewaniem
          > tego, co pani gra na pianinie.

          To mnie akurat wcale nie dziwi. Jesli pianino jest dla dzieci
          nowoscia, to autentycznie moga nie slyszecwink Nie chodzi o to, ze
          nie slysza wysokosci, ale maja problem z "przetlumaczeniem" barwy
          fortepianiu na glos. Gdyby ta pani to samo zaspiewala i kazala
          powtorzyc, wiekszosc dzieci zrobilaby to bezblednie. Korzystanie z
          fortepianu na ksztalceniu sluchu to w ogole co najmniej "dziwny"
          pomysl. Fotepian/ akordeon/organy to instrumenty o stroju
          rownomiernie temperowanym. To sztuczny wytwor, konstrukcja
          instrumentu wymaga, zeby np fis i ges brzmialo identycznie. Oktawe
          podzielono na rowne kawalki, mimo, ze w stroju naturalnym (jak np na
          skrzypcach) w ktorym slyszymy fis jest zawsze minimalnie wyzsze od
          ges. Niby ten sam dzwiek, ale jakby chor bez akompaniamentu
          fortepianowego spiewal dokladnie wysokosci fortepianowe, to slyszany
          bylby jako falszywy. No dobrze, nie przez wszystkich, ale tych
          slyszacych w miare na pewnowink

          Teoria to czesto problem. Nauczyciele nie wiedza jak trudna w sumie
          wiedze przekazac w przystepny i CIEKAWY sposob dzieciom. Z maluchami
          wielu nauczycieli sobie nie radzi, wymagania maja nie adekwatne do
          wieku i mozliwosci dzieci i jesli dziecku cos nie pasuje, to warto
          porzadnie pogadac najpierw z dzieckiem, zeby dojsc, w czym jest
          problem. Czy chodzi o same zajecia, ktore z gra na ukochanym
          instrumencie nic wspolnego zazwyczaj nie maja, czy dziecko ma
          problemy z rozumieniem materialu albo podejsciem pani. W pierwszym
          wypadku nie ma rady, trzeba przeczekac i tlumaczyc dziecku dlaczego
          ta teoria jest potrzebna (potrzebna jest, na lekcji nstrumntu
          nauczyciel nie musi wowczas tracic czasu na "oczywiste" rzeczy). W
          obu pozostalych przypadkach trzeba by pogadac z pania. Czesto
          problem ley w zlej komunikacji, dzieci nie maja odwagi powiedziec,
          ze np czegos nie rozumieja, albo slowa nauczyciela (zlezaspiewalas!)
          dla dziecka maja inne znaczenie niz nauczyciel chcial nadac swojej
          wypowiedzi. Np. dziecko slyszy: nie umiesz spiewac, do niczego sie
          nie nadajesz, a nauczycielka chciala powiedziec: tym razem ci sie
          nie udalo, kazdy moze popelnic blad, nie od razu Krakow zbudowano,
          ale bardzo sie starasz, nastepnym razem na pewno bedzie lepiejwink
          • villi Re: pierwsza klasa - niechęć do teorii, przeczeka 09.10.09, 10:40
            A nie macie w szkole jakiejś fajnej starszej dziewczynki, nie wiem z 6 klasy? A
            może macie szkołę jak my łączoną z II stopniem?
            Zaraz wytłumaczę o co mi chodzi. Jestem niemuzyczna absolutnie, mąż trochę mniej
            absolutnie ale też. Syn uparł się na muzyczną i na harfę no i chodzi już 2 rok i
            bardzo jest zadowolony. Ale jego zadowolenie znacznie wzrosło od kiedy
            odkryliśmy Jadzię. Jadzia jest licealistką - harfistką. Bierze Micha po lekcjach
            2 razy w tygodniu ze świetlicy. Robią kształcenie słuchu (zadania domowe,
            szlifują to co na lekcji było) i ćwiczą na instrumencie. Młody nabrał pewności
            siebie (śpiewanie przy jednej osobie jest łatwiejsze niż przy całej klasie),
            zrozumiał wreszcie jakieś niejasne dla siebie drobiazgi.
            U nas w szkole to dosyć częsta praktyka, wiele starszych uczniów dorabia sobie
            do kieszonkowego pomagając młodszym. Popatrzcie na tablicy ogłoszeń, albo sami
            takie wywieście smile
            • mama_dorota Re: pierwsza klasa - niechęć do teorii, przeczeka 09.10.09, 10:53
              Łał!!! Ale superpomysł.
    • jankomama Re: pierwsza klasa - niechęć do teorii, przeczeka 10.10.09, 15:41
      u nas też był ten problem
      syn poszedł do 1 klasy popołudniowej muzycznej jako 7-latek
      na kształceniu słuchu znalazł się w jednej klasie z wieloma dużo starszymi
      pierwszakami
      rzeczywiście czasami nie rozumiał, co pani do niego mówi, bo używała typowo
      muzycznej terminologii (starsi rozumieli) i jeśli nie skupił uwagi, nie wiedział
      o czym jest mowa na lekcji - kiedyś po kształceniu powiedział mi, że pani kazała
      się nauczyć takiego czegoś na ''i'' - domyśliłam się, że w 1 klasie to może
      chodzić o interwały

      pani po prostu używała słownictwa, którego nie znał - w domu tłumaczyłam mu
      wszystko jeszcze raz z polskiego na polski smile
      • yotp Re: pierwsza klasa - niechęć do teorii, przeczeka 12.10.09, 14:26
        U nas chyba przede wszystkim jest problem z komunikacją - w szkole
        zwyklej tez pani na początku była zaniepokojona brakiem aktywności
        córki na lekcji i ogólnie brakiem kontaktu, bo córka nawet nie
        odpowiadała na stawiane pytania. Po miesiącu , gdy córka sie oswoiła
        z nowym otoczeniem nie dość, że bierze w lekcji intensywnie udział
        to jeszcze zasypuje panią pytaniami smile i wychowawczyni stwierdziła,
        ze teraz to zupełnie inna dziewczynka. Pani w szkole muzycznej chyba
        trudno to zrozumieć a poza tym rzeczywiście używa bardzo muzycznej
        terminologii. Przerabiamy teraz lekcje w domu na prostszy język,
        moze to coś pomoże. A swoją drogą pomoc starszej koleżanki to chyba
        fajny pomysł. Dziękuję za odzew.
        Pozdrawiam
        • mama_dorota Re: pierwsza klasa - niechęć do teorii, przeczeka 13.10.09, 09:13
          Wydaje mi się, ze to jednak jest sytuacja, w której trzeba pani
          trochę przemówić do wyobraźni. Pomimo, że pomysł ze starszą koleżanką
          jest rewelacyjny, dlaczego masz wydawać pieniądze na dostosowanie się
          do sytuacji, która nie powinna mieć miejsca i płacić za edukację,
          którą dziecko powinno otrzymać w ramach szkoły? Jeśli dziecko z
          jakiegoś szczególnego powodu (np. choroba, nie nadążanie za klasą)
          nie może sobie poradzić, owszem, ale dlatego, że pani nie rozumie, że
          dzieci 6 i 7-letnie nie rozumieją muzycznej teorii nie
          zaangażowałabym płatnej pomocy, tylko próbowała pomóc nauczycielce
          stać się lepszym pedagogiem. Dopiero jak się nie uda, trzeba szukać
          innego rozwiązania.
          Poddanie się w takiej sytuacji powoduje dziwne układy, kiedy to
          wszyscy których na to stać korzystają z korepetytorów, a inni nie
          nadążają, bo "większość klasy prezentuje bardzo wysoki poziom", a
          pani nie wie, że to jej zachowanie powoduje problemy.
Pełna wersja