mama_dorota
25.05.09, 13:06
Witam!
Zakładam nowy wątek, bo jak się podczepiłam pod inny, to odpowiadacie osobie,
która zaczęła
Moja 7-letnia teraz córeczka ok. rok temu zapragnęła nauczyć się grać na
instrumencie, potem jednoznacznie wybrała skrzypce. Kiedy okazało się, że nie
jest to chwilowa zachcianka zaniosłam podanie do ogólnokształcącej SM. Od
początku marca chodziła do zerówki muzycznej organizowanej w tej szkole (panie
prowadzące dość oszczędnie w słowach, ale jednoznacznie twierdziły, że świetnie
słyszy). Niedługo potem zorganizowaliśmy jej skrzypce (bardzo fajne,
rozegrane) i lekcje prywatne ze studentką 5. roku.
Prowadzi je bardzo miła osoba, córka ją lubi, ja mocno zaangażowałam się w te
zajęcia i tu chyba problem...
Prawie od początku wygląda to tak, że w każdej chwili, gdy uwaga nie skupia
się na niej mała siada do pianina i gra ze słuchu (nauczycielka twierdzi, że
radzi sobie z tym wyjątkowo dobrze). Trzeba ją stamtąd prawie siłą odciągać.
(W domu panina nie mamy i pewnie długo nie będziemy mieć, ze względu na brak
miejsca i
funduszy.) Ogólnie jest bardzo inteligentna i zdolna, nauczyła się prawie sama
czytać w wieku 5 lat, w domu jak ćwiczy na skrzypcach to postępy są naprawdę
widoczne, ale problem jest na lekcjach. Robi wrażenie, jakby nie mogła się
skupić. Ona wcale nie słucha i tylko pyta, kiedy będzie mogła pograć na
pianinie albo kiedy pójdzie w końcu na rytmikę. Wyeliminowałam już wiele
spraw, które mogły to powodować (głód, pragnienie, nawet w pewnym momencie
moja obecność).
Czasem jest lepiej, ale nie za bardzo. Ostatecznie zostawiamy ją w spokoju i
nauczycielka mi tłumaczy, co i jak ma robić i ja uczę ją w domu, a muzykiem
nie jestem, nawet amatorem. Pytana, czy może wolałaby jednak pianino,
odpowiada, że skrzypce, ostatnio dodaje, że pianino też. Powiedziałam nawet że
jak bardzo chce, to zorganizujemy pianino (choć do tego cudu potrzeba, ale ja
wierzę w cuda!!), ale i tak twierdzi, że skrzypce mają ładniejszy dźwięk.
Ostatnio miałam już kryzys na tym punkcie i nauczycielka zaproponowała,
żebyśmy nie spotykały się na razie i żebym jej nie goniła w domu do skrzypiec,
to zobaczymy, czy sama się o nie upomni.
Tak też zrobiłam, nie ćwiczy już od 10 dni, w trakcie był egzamin do SM (dziś
o 14:00 będą wyniki).
Ja sama zatęskniłam za skrzypcami, zaczęłam ćwiczyć to, co ona powinna, a ona
jak jest w domu słucha mnie, zachęca jak coś nie idzie, zwraca uwagę na fałsze
- komiczna trochę sytuacja - ale sama się nie garnie.
Poradźcie mi, proszę, co robić, jestem pewna, że jak będzie ćwiczyć, to zrobi
postępy, bo nawet jak się opiera, to ostatecznie się cieszy, jak coś wyjdzie i
to nawet bardzo, ale ja boję się najbardziej tego, że jak pójdzie to szkoły,
to znów ja będę nauczycielem - pośrednikiem, a to jest bez sensu.
Zapomniałam dopisać, że jest teraz na etapie, którego ja osobiście nie mogłam
się doczekać - wchodzi praca lewej ręki, a ona na lekcji ledwie zrobiła nam
łaskę, żeby wziąć skrzypce w ręce na 10 minut, stwierdziła, że ona tego nie
umie i nic nie pomogło tłumaczenie, że jasne, że nie umie i po to tu jest,
żeby się dowiedzieć co robić. A na lekcję jechała z radością. Było to dzień
przed egzaminem, więc zapytałam ją czy chce. Najpierw się zastanawiała, potem
bez namawiania stwierdziła, że tak.
Jest bardzo muzykalna. Ma potrzebę wydawania i wydobywania dźwięków różnymi
sposobami, jak widzi pianino, to prawie zawsze próbuje na nim grać.
Poza tym bardzo lubi się popisywać i raczej nie ma tremy. Raz nawet zrobiła
koncert dla rodziny i sąsiadów i zarobiła 2 złote!!!
Może to lenistwo po prostu i tak wygląda kryzys? Ale dlaczego tylko na lekcjach?