Nie wiem o co chodzi - pomóżcie

25.05.09, 13:06
Witam!
Zakładam nowy wątek, bo jak się podczepiłam pod inny, to odpowiadacie osobie,
która zaczęła wink

Moja 7-letnia teraz córeczka ok. rok temu zapragnęła nauczyć się grać na
instrumencie, potem jednoznacznie wybrała skrzypce. Kiedy okazało się, że nie
jest to chwilowa zachcianka zaniosłam podanie do ogólnokształcącej SM. Od
początku marca chodziła do zerówki muzycznej organizowanej w tej szkole (panie
prowadzące dość oszczędnie w słowach, ale jednoznacznie twierdziły, że świetnie
słyszy). Niedługo potem zorganizowaliśmy jej skrzypce (bardzo fajne,
rozegrane) i lekcje prywatne ze studentką 5. roku.
Prowadzi je bardzo miła osoba, córka ją lubi, ja mocno zaangażowałam się w te
zajęcia i tu chyba problem...
Prawie od początku wygląda to tak, że w każdej chwili, gdy uwaga nie skupia
się na niej mała siada do pianina i gra ze słuchu (nauczycielka twierdzi, że
radzi sobie z tym wyjątkowo dobrze). Trzeba ją stamtąd prawie siłą odciągać.
(W domu panina nie mamy i pewnie długo nie będziemy mieć, ze względu na brak
miejsca i
funduszy.) Ogólnie jest bardzo inteligentna i zdolna, nauczyła się prawie sama
czytać w wieku 5 lat, w domu jak ćwiczy na skrzypcach to postępy są naprawdę
widoczne, ale problem jest na lekcjach. Robi wrażenie, jakby nie mogła się
skupić. Ona wcale nie słucha i tylko pyta, kiedy będzie mogła pograć na
pianinie albo kiedy pójdzie w końcu na rytmikę. Wyeliminowałam już wiele
spraw, które mogły to powodować (głód, pragnienie, nawet w pewnym momencie
moja obecność).
Czasem jest lepiej, ale nie za bardzo. Ostatecznie zostawiamy ją w spokoju i
nauczycielka mi tłumaczy, co i jak ma robić i ja uczę ją w domu, a muzykiem
nie jestem, nawet amatorem. Pytana, czy może wolałaby jednak pianino,
odpowiada, że skrzypce, ostatnio dodaje, że pianino też. Powiedziałam nawet że
jak bardzo chce, to zorganizujemy pianino (choć do tego cudu potrzeba, ale ja
wierzę w cuda!!), ale i tak twierdzi, że skrzypce mają ładniejszy dźwięk.
Ostatnio miałam już kryzys na tym punkcie i nauczycielka zaproponowała,
żebyśmy nie spotykały się na razie i żebym jej nie goniła w domu do skrzypiec,
to zobaczymy, czy sama się o nie upomni.
Tak też zrobiłam, nie ćwiczy już od 10 dni, w trakcie był egzamin do SM (dziś
o 14:00 będą wyniki).
Ja sama zatęskniłam za skrzypcami, zaczęłam ćwiczyć to, co ona powinna, a ona
jak jest w domu słucha mnie, zachęca jak coś nie idzie, zwraca uwagę na fałsze
- komiczna trochę sytuacja - ale sama się nie garnie.

Poradźcie mi, proszę, co robić, jestem pewna, że jak będzie ćwiczyć, to zrobi
postępy, bo nawet jak się opiera, to ostatecznie się cieszy, jak coś wyjdzie i
to nawet bardzo, ale ja boję się najbardziej tego, że jak pójdzie to szkoły,
to znów ja będę nauczycielem - pośrednikiem, a to jest bez sensu.

Zapomniałam dopisać, że jest teraz na etapie, którego ja osobiście nie mogłam
się doczekać - wchodzi praca lewej ręki, a ona na lekcji ledwie zrobiła nam
łaskę, żeby wziąć skrzypce w ręce na 10 minut, stwierdziła, że ona tego nie
umie i nic nie pomogło tłumaczenie, że jasne, że nie umie i po to tu jest,
żeby się dowiedzieć co robić. A na lekcję jechała z radością. Było to dzień
przed egzaminem, więc zapytałam ją czy chce. Najpierw się zastanawiała, potem
bez namawiania stwierdziła, że tak.

Jest bardzo muzykalna. Ma potrzebę wydawania i wydobywania dźwięków różnymi
sposobami, jak widzi pianino, to prawie zawsze próbuje na nim grać.
Poza tym bardzo lubi się popisywać i raczej nie ma tremy. Raz nawet zrobiła
koncert dla rodziny i sąsiadów i zarobiła 2 złote!!!

Może to lenistwo po prostu i tak wygląda kryzys? Ale dlaczego tylko na lekcjach?
    • tijgertje Re: Nie wiem o co chodzi - pomóżcie 25.05.09, 14:43
      Odpowiedzialam w tym drugim watkuwink

      mama_dorota napisała:
      Może to lenistwo po prostu i tak wygląda kryzys? Ale dlaczego tylko
      na lekcjach
      > ?

      Tylko na lekcjach? Zdejmij rozowe okulary. Mala nie cwiczy od 10 dni
      i sie nie upomina? Dla mnie sprawa jest jasnawink Moj mlody ma tez
      swietny sluch, uwielbia spiewac, gra na czym popadnie, ostatnio
      odkryl radio z muzyka klasyczna i w samochodzie sam sie upomina,
      zeby mu wlaczyc, wybral sobie juz nauczyciela fortepianu i
      wszystkich zapewnia, ze jak skonczy 6 lat, to pan mu pozwolil
      przyjsc do niego na lekcje, dal koncert w wypelnionej po brzegi
      restauracji (byla z boku impreza i ludzie wynajeli imitatora Elvisa,
      a mlody dopadl mikrofon). Na wiolonczeli gral nawet na Mikolajkach
      przed cala szkola i zero tremy, ALE to on chce decydowac co i jak
      gra. Sama jestem po studiach muzycznych i widze wyraznie, ze nie
      dojrzal do systematycznej gry na instrumencie. Sluchamy muzyki,
      bawimy sie z nia, chodzi na rytmike, czasem cos razem
      eksperymentujemy z pianinem, ma swoje ulubione kawalki, ktore ja
      cwicze, potrafi wylaczyc ulubiona bajke i rpzyjsc posluchac co gram,
      ale nie dorosl do samodzielnej nauki. Jeszcze bedzie miec swoj czas,
      na razie pozwalam mu cieszyc sie muzyka bez przymususmile Jak dziecko
      za bardzo bedziesz naciskac a ono nie jest pewne, ze gra to jego
      najwieksze marzenie, mozesz zniechecic do muzyki na dluuugie lata, a
      szkoda.
      • kasiask Re: Nie wiem o co chodzi - pomóżcie 25.05.09, 16:30
        A ja uważam, że 7-letnie dziecko, które samo garnie się do ćwiczenia
        na instrumencie, to mit. Dziecko trzeba nauczyć systematycznych
        ćwiczeń, a to zajmuje długie lata. Wiekszość dzieci nie lubi
        cwiczyć, co nie znaczy, że nie lubią grać i nie będą muzykami. Z
        resztą to czy zostaną muzykami, to się okaże po latach.
        Pianino jest dużo łatwiesze (przynajmniej z perspektywy dziecka) niż
        skrzypce , więc może dlatego Twoja córka woli na nim grać,bo
        szybciej osiąga zamierzony efekt. Może zniechęciła się do skrzypieć,
        a może po prostu woli pianino. Zapytaj na czym wolałaby grać bedąc w
        szkole. Może wybierze pianino, a może zostanie przy skrzypcach. Ja
        bym dała jej wolne przez wakacje. Nawet jakby nie grała na niczym
        przez najbliższe dwa miesiące to nic jej się nie stanie. Za to od
        września należałoby się brać do roboty i niezależnie od humoru grać
        codziennie. Oczywiście nie na siłe. Gdyby któreś moje dziecko
        płakało podczas ćwiczenia, to zrezygnowałabym ze szkoły muzycznej z
        dnia na dzień. Póki tylko się ociągają, ale grają, póty uważam, że
        jest ok. smile)
    • mama_dorota Re: Nie wiem o co chodzi - pomóżcie 25.05.09, 16:53
      Dostała się i się cieszy. Pytałam, już o tym pisałam, czy na pewno chce grać na
      skrzypcach, ale tak jak powiedziała, chce jak Ida Haendel (po co ja jej o niej
      mówiłam?), która od razu zaczęła grać ze słuchu, potrzebowała tylko korekty.
      Małgosia do OSM się dostała, na liście była w czołówce.
      Pytanie szczególne do tijgertje. Możesz napisać dokładnie co jest dla
      ciebie jasne? Ja jestem umysł ścisły, do mnie trzeba dokładnie. To nie
      złośliwość. Naprawdę nie wiem do końca, co masz na myśli, czy to, że jest
      leniwa, czy niedojrzała do takiego obowiązku, czy coś jeszcze innego smile
      Jeśli chodzi o niedojrzałość, to idzie do szkoły, obowiązki będą tak czy tak, a
      że czyta już teraz jak w 2. klasie, to jak będzie zamiast nauki czytania musiała
      poćwiczyć 30 minut dziennie i w końcu sobie pogra, to chyba świat się jej nie
      zawali. Zresztą jednym z elementów rekrutacji była ocena psychologa i choć na
      tej podstawie niektóre dzieci oddalono, ona pozostała. Faktem jest, że ona
      ogólnie jest chyba nadaktywna, wychowawczyni w szkole mówi, że przeszkadza na
      lekcji, ale i tak zawsze wszystko wie i czasami ona jedna.
      Napisałam, że na lekcji się nie skupia, w domu jest lepiej, a że nie pyta o
      skrzypce teraz, to ją nawet rozumiem, podwórko pełne dzieci, a ona ma 7 lat.
      Całą zimę wygrywała na "cymbałkach", a teraz też jej się nie chce. Już przez 2
      tygodnie ćwiczyłyśmy codziennie (oprócz niedziel) i nigdy nie było łez, raczej
      próby odkładania na potem, ale mam też starsze dziecko (III klasa), które samo z
      siebie do lekcji nie usiądzie, choć stopnie ma niezłe, więc nie mam złudzeń, że
      będzie jak np. Olga (córka Anisr), która "rzuca się z apetytem na co nowe
      utworki". Jak dotąd zbyt wiele przychodziło jej z łatwością.

      Zobaczymy po wakacjach, a na lekcje prywatne i zwykła podstawówkę zawsze możemy
      się zdecydować. Nie muszę mieć muzyka w domu.
      • tijgertje Re: Nie wiem o co chodzi - pomóżcie 25.05.09, 19:07
        Popraw jesli sie myle:
        -twoja mala jest bardzo inteligentna,
        -kreatywna
        -bardzo ambitna
        -ma bardzo szerokie zainteresowania i chcialaby wszystko na raz (?)
        -nadpobudliwosc wynika wedlug mnie z wysokiej inteligencji i
        ogromnej checi odkrywania swiata przy jednoczesnym braku wyzwan
        - ma swietny sluch, ale jej motywacja stoi pod znakiem zapytania, ma
        problemy z narzuconymi strukturami, woli eksperymentowac i odkrywac
        swiat po swojemuwink

        Nie twierdze, ze nie moze grac na instrumencie, albo szkola muzyczna
        sie dla niej nie nadaje. Z tego co piszesz mam wrazenie, ze jakby ja
        troche pourabiac, to kazdy inny instrument by jej spasil, podobaja
        jej sie skrzypce, ale nie ma absolutnego przekonania do nich, bo
        obawia sie trudnosci. Szkola muzyczna to maszynka do produkcji
        muzykow, ma mnostwo zalet, ale dziecko, ktore jest bardzo kreatywne
        nie bedzie miec szansy wystarczajacego eksperymentowania z
        eksperymentem, rozwoju sluchu poprzez improwizajce, wlasne
        wymyslanie melodii i odkrywanie mozliwosci instrumentu. Ma byc od
        kreski do kreski wedlug programuuncertain Nauka ksztalcenia sluchu jest
        strasdznie zteoretyzowana i narzuca z gory jeden sluszny system,
        mimo, ze niekoniecznie najbardziej przystepny i skuteczny w
        ksztralceniu. Nie ma mowy o graniu np melodii z filmow Disneya,
        chyba, ze za plecami nauczyciela. mam nadzieje, ze nie wszystkie
        szkoly takie sa, ale raczej czarno to widze. Szkola muzyczna ma
        niewatpliwe zalety, ale dla dziecka, ktore ma problemy z narzuconymi
        odgornie zasadami to niekoniecznie najlepsze miejsce. Czasem
        wystarczy poczekac kilka lat, dziecko i tak wszystko nadrobi. Nie
        wiem, czy rozumiesz o co mi chodzi? Jestem jak najbardziej za
        szkolami muzycznymi, ale one naprawde nie dla kazdego sie nadaja.
        Czasem kumaty nauczyciel, ktory podaza za zainteresowaniami dziecka
        i mimochodem podrzuca bardziej klasyczny repertuar moze byc znacznie
        lepszym wyjsciem dla dziecka. Zwlaszcza dla 7-latki warto
        przemyslec, czy chcesz rozwijac jej technike i muzykalnosc
        ukierunkowana w waskim kierunku, czy nie lepiej pozwolic dziecku byc
        dzieckiem, pozwolic na samodzielne eksperymenty, ktory madry,
        doswiadczony w pracy z malymi dziecmi nauczycel potrafi odpowiednio
        pokierowac, nawet niekoniecznie uczac nut (nawet przez rok czy 2).
        Szkoly muzyczne sa zbyt "sztywne" pod wzgledem programu. Jasne jest
        dla mnie, ze twoja mala kocha muzyke, ale jednoczesnie myysle, ze
        brakuje jej motywacji ukierunkowanej dosc wasko, na nauke gry na
        jednym instrumencie. Dla takiego dziecka lepsze wydaje mi sie
        rozijanie zainteresowan muzycznych w szeroko pojetym zakresie, np
        zajecia rytmiki z mozliwoscia gry na roznych instrumentach, ruchu
        przy muzyce, tanca, wlasnych eksperymentow i improwizacji, np
        ukladanie akompaniamentu do prostej melodii z wykorzystaniem kilku
        dzwiekow na sluch, "tak, zeby pasilo", niekoniecznie zgodnie z
        teoria muzyki. Czasem kila lat pozwala dziecku dojrzec, zrozumiec,
        ze samo wszystkiego nie wymysli i nie bedzie miec problemow z
        narzucona struktura, a majac dobre podstawy i spory zasob wiary w
        siebie nie tylko dogoni, ale i przegoni rowiesnikow. Nie wiem, czy
        jasno wyrazilam to co mysle, w razie watpliwosci pytaj.
        • tijgertje Re: Nie wiem o co chodzi - pomóżcie 25.05.09, 19:08
          Acha, lenistwo nie ma tu nic a nic do rzeczywink
          • mama_dorota Re: Nie wiem o co chodzi - pomóżcie 25.05.09, 22:11
            Dzięki za odpowiedź i bardzo ciekawy post. Myślę, że masz rację i tak podobnie
            to moje dziecko rozumiem, tylko Ty spojrzałaś na to szerzej i jeszcze masz
            doświadczenie z programem SM, podczas gdy ja nie mam żadnego.
            Ona naprawdę jest kreatywna, choć KREATYWNA nieporównywalnie (a może w kwestii
            muzyki to na razie jest tylko brak środków wyrazu) jest plastycznie. Bardzo
            ładnie rysuje, lepi itp. Po 1,5 godziny w świetlicy wychodzi zawsze z pełnymi
            rękami swoich dzieł i plecak, w którym powinien być tylko piórnik zawsze jest
            pełny. Dlatego mimo SM zamierzam ją zapisać na płatne zajęcia plastyczne, żeby
            tam się wyżyła.
            Ja zdaję sobie sprawę, że moje dziecko wymaga nieprzeciętnego nauczyciela, o
            wyjątkowej cierpliwości i doceniającego kreatywność bardziej niż potulność.
            Dzięki Bogu w zerówce takiego ma. Z tego właśnie powodu wcale nie mam zamiaru
            zdać się na wybór nauczyciela przez szkołę i zaraz po ogłoszeniu wyników
            napisałam podanie o przydzielenie jej do jednego z dwojga konkretnych
            nauczycieli, co do których zrobiłam głębszy wywiad. Jedną osobę poznałam
            osobiście i wiem, że jest to pani, która stara się tak robić, by dzieci nie
            zanudzić, podrzucając ciekawe np. ludowe utworki i szybciej niż to wynika z
            programu organizuje im granie zespołowe. Jest uwielbiana przez dzieci (i ona
            twierdzi, że ma świetną pakę), ale właśnie dlatego trudno się do niej dostać.
            Podobno ten drugi nauczyciel jest m/w taki, ale mimo to zadzwonię do niego
            zaraz, jak tylko zdobędę numer telefonu.
            Dziś znów pytałam Małgosię, czy na pewno chce tam iść i chce uczyć się grać na
            skrzypcach. Na pytanie, czy może ją jednak stamtąd wypisać jest bliska płaczu, a
            instrumenty chciałaby najlepiej 2 (skrzypce i pianino). Panią od rytmiki i
            kształcenia słuchu poznała na zerówce muzycznej, bo to ona głównie prowadziła
            zajęcia i po kilku spotkaniach kiedy zbadała, na co może sobie pozwolić doszło
            do takiej sytuacji, że bardzo lubi ją za poczucie humoru i lubi te zajęcia
            (wiem, w SM będzie trudniej), a to, że czasem za przeszkadzanie dzieciom (np.
            wkładanie dziewczynce warkoczyka za koszulkę żeby dzieci się śmiały) stoi w
            kącie wcale jej nie zraża. Jak widzi panią na korytarzu to macha do niej z
            uśmiechem. Ona jest takim trochę pajacem, chce, żeby się z niej śmiać i to
            przeszkadza w lekcji. Ale pani się nie skarżyła, to co wiem mówiła mi córka.

            Szkołę wybrałam dlatego, że sporo dzieci znajomych tam chodzi i prawie wszystkie
            bardzo ją lubią, poza tym nauczycieli jest sporo i w razie potrzeby łatwiej
            zmienić. Poza tym ma w Gdańsku opinię szkoły przyjaznej indywidualistom,
            szczególnie po ostatniej zmianie dyrekcji. Poziom przedmiotów ogólnych jest wg
            testów 6-klasistów lepszy niż w naszej rejonowej podstawówce.

            Nie zdecydowałabym się na popołudniową właśnie dlatego, że dziecku nie pozostaje
            wystarczająco dużo wolnego czasu, by mogło codziennie pobiegać, pójść na zajęcia
            plastyczne czy zwykłą zabawę. A mnie by to wykańczało, bo mam daleko do pracy, a
            ona idzie do OSM, które mam po drodze.

            Faktycznie, to nie jest lenistwo, to jest chęć robienia tego, co ona chce (takie
            lenistwo indywidualisty). Twój post sobie gdzieś skopiuję i zajrzę do niego raz
            na jakiś czas, żeby sprawdzić, czy małej nikt w ramki nie wkłada.
            • mama_dorota Re: Nie wiem o co chodzi - pomóżcie 25.05.09, 22:12
              A jeśli chodzi o takie twórcze zajęcia o jakich piszesz, to w naszym
              25-tysięcznym miasteczku ich nie spotkałam.
        • anmanika Re: Nie wiem o co chodzi - pomóżcie 26.05.09, 08:52
          Tijgertje ma 100% racji co widzę na przykładzie mojej córki. Po VI latach kończy edukację muzyczną mimo talentu i muzykalności, właśnie dzięki szkole która nie potrafi wyjść poza ramy sztywnego nauczania. Ta szkoła nie kształci artystów tylko rzemieślników, co nie oznacza, że to coś złego w byciu rzemieślnikiem ale zawsze mi się wydawało, że szkoła muzyczna ma kształcić artystów. No ale czego można oczekiwać po szkole gdzie wychowawczyni która powiedziała do mojej córki;"jesteś moją najgorszą uczennicą".
          Załączam ciekawy artykuł gdzie artysta mówi to co mi sie zawsze wydawało:
          "Bo artysta powinien płynąć pod prąd. Jeśli ktoś się boi, niech się nie bierze za sztukę - mówi Dominik."
          kobieta.gazeta.pl/poradnik-domowy/1,63125,6555247,Bylem_tylko_wiolonczelista.html
          • mama_dorota Re: Nie wiem o co chodzi - pomóżcie 26.05.09, 12:33
            Bardzo mi przykro z powodu twojego dziecka. Półtora roku temu widziałam
            koleżankę, której córka uczy się grać na skrzypcach w czasie domowych ćwiczeń.
            Pomyślałam sobie wtedy: "Dzięki Bogu, że moje dzieci nie chodzą do szkół
            muzycznych". Ich pani jest bardzo wymagająca, taki prawdziwy "hodowca
            wirtuozów". Ma sporo uczniów, którzy wygrywają konkursy i sporo takich, którzy
            dokładnie przez nią zrezygnowali ze szkoły. Mój syn w zwykłej podstawówce też
            trafił na panią, której nie zmieścił się w ramki, bo za wolno pracuje i nie
            zgłasza się do tablicy. Jego wrodzona nieśmiałość jest dla niej problemem. Mimo
            świetnych wyników w nauce nie zasługuje na wyróżnienie, bo jest "powolny i mało
            aktywny". Głośnym poganianiem go doprowadziła do tego, że dzieci z klasy
            przestały się z nim bawić "bo jest słabym uczniem i za wolno pracuje" (W teście
            3-klasisty był drugi w klasie, wynik 37/40 pkt, wyprzedził klasowe prymuski).
            Poradziliśmy sobie zapisując go na dodatkowe zajęcia, gdzie był doceniany i
            chwalony oraz prosząc o interwencję panią dyrektor.

            Pomogło. Dziecko się otworzyło i uwierzyło, że jest w porządku, a nawet
            poprosiło o możliwość nauki gry na trąbce. W jego przypadku jednak to nie będzie
            regularna szkoła muzyczna tylko lekcje prywatne instrumentu + w innym miejscu na
            próbę kształcenie słuchu. Jak tego nie polubi przez pierwsze miesiące, to
            zostawimy sam instrument.

            Dlatego dużą wagę przywiązuję do nauczyciela i będę walczyć jak lew o godziwe
            warunki do rozwoju dla moich dzieci. I może się mylę, ale szkoła muzyczna jest
            dla dzieci i nie zgodzę się na to, aby przedpotopowe stereotypy przeszkodziły
            Małgosi realizować marzenia.
            Zresztą nie raz się przekonałam, że ona jest jednocześnie wrażliwa, ale odporna.
            Doskonale zdaje sobie sprawę z tego, co czuje i potrafi to bardzo dobrze wyrazić.
          • mama_dorota Re: Nie wiem o co chodzi - pomóżcie 26.05.09, 13:02
            Artykuł świetny. My z mężem też uczymy dzieci, że odpowiedzi Boga to: "tak",
            "nie" lub "poczekaj" i On wie doskonale, co jest dla nas najlepsze. Dominik jest
            tego doskonałym przykładem. "Przeszkoda to inna nazwa okazji".
          • mama_dorota Re: Nie wiem o co chodzi - pomóżcie 26.05.09, 14:15
            Anmaniko, właśnie przeczytałam wszystkie twoje posty. Na początku byłaś pełna
            zadowolenia z radości i przywiązania twojej córki do szkoły, widziałaś same
            plusy szkoły muzycznej, nawet zachęcałaś innych, a twoja córka miała dobre
            oceny. Nauczyciel pracował z dzieckiem, nie obarczał nauczaniem ciebie.
            W pewnym momencie zaczęły się 4-ki, nięchec corki do nauki, potem 3+ki i teraz
            ten post?
            Jak to sie stalo i dlaczego? Co mowi na ten temat twoja corka?
          • kasiask Re: Nie wiem o co chodzi - pomóżcie 26.05.09, 16:00
            Trudno się z Toba nie zgodzić. sad(
            Moje przemyslenia są podobne i chociaż trzecie moje dziecko
            przytępuje w tym roku do egzaminów do szkoły muzycznej, to moich
            wątpliwości jest coraz więcej.
            • kasiask Re: Nie wiem o co chodzi - pomóżcie 26.05.09, 16:02
              Mój post był odpowiedzią na post anniki. Znów mi wrzuciło nie tam
              gdzie chciałam. Sorki!
    • mama_dorota Re: Nie wiem o co chodzi - pomóżcie 26.05.09, 12:06
      Witam ponownie!
      Sprawa się częściowo wyjaśniła. Dziś w zerówce była uroczystość dla
      mam. Korzystając z tego, że są wszystkie mamy przyszła pani pedagog i
      wręczyła nam wyniki testów, które wcześniej zrobiła dzieciom. Okazało
      się, że mała ma pewne kłopoty właśnie z koncentracją. Podeszłam więc
      do niej, zaniepokojona tym, że nauka gry na instrumencie wymaga
      przecież zwiększonej uwagi. Ona mnie uspokoiła twierdząc, że nauka
      gry na instrumencie stopniowo pomoże jej te kłopoty pokonać,
      pochwaliła mój wybór szkoły. Mówi, że zna tę szkołę i wielu pedagogów
      stamtąd i że wszystko powinno być ok, a jeśli będą kłopoty, to szukać
      pomocy w szkolnej poradni. Poza tym poinformowała wszystkich
      rodziców, że wszelkie "odbieganie" od wzorca w tym okresie życia
      dziecka może nie mieć już miejsca we wrześniu.

      Teraz czekam jeszcze na werdykt w sprawie nauczyciela.

      Dziękuję wszystkim osobom, które wypowiedziały się w tym wątku. Jeśli
      macie jeszcze coś do dodania, zapraszam, piszcie jeszcze.
      • tijgertje Re: Nie wiem o co chodzi - pomóżcie 26.05.09, 20:13
        mama_dorota napisała:

        Poza tym poinformowała wszystkich
        > rodziców, że wszelkie "odbieganie" od wzorca w tym okresie życia
        > dziecka może nie mieć już miejsca we wrześniu.
        >

        No a jesli bedzie mialo??? Dziecku, ktore jest indywidualista trzeba
        podciac skrzydla???
        Jestem za ksztalceniem muzycznym, ale jesli faktycznie ci zalezy, to
        od poczatku do znudzenia urabialabym nauczyciela, zeby jak najdluzej
        uczyl dziecku gry ze sluchu, a nie z nut, zapis nutowy niech
        wprowadzi jak najpozniej. Niech zacheca dziecko do improwizacji, np
        nauczyciel zaczyna merlodie, a dziecko ma ja po swojemu dokonczyc.
        Szkola muzyczna rozwija wrazliowsc na muzyke, a wlasciwie na sztuje
        jako taka, ale czesto zabija wlasna tworczosc i kreatywnosc. Na
        studiach mielismy nauczycielke ksztalcenia sluchu, u ktorej zajecia
        to byla bajka, ale cwiczenie, ktore wydawac mogloby sie banalne:
        spiewanie improwizacji pasujacej do nagrania na tasmie (rozne style,
        skale i epoki) okazywalo sie duuuzo trudniejsze, niz u kogos innego
        granie 2 glosow, a spiewanie trzeciego inwencji Bacha ze zmiana
        ukladu na komende. To drugie mialo sie podane na tacy, trzeba bylo
        tylko wkuc, ale cos samemu wymyslic, to dal wiekszosci ludzi
        wytresowanych w szkolach muzycznych okazywalo sie bardzo trudne. W
        czasie studiow zalapalam sie na prowadzenie zajec muzycznej dla 4-5
        kkalsistow w jednej podstawowce, dzieciaki przede wszystkim
        spiewaly, ale robilam z nimi mase innych rzeczy, np sluchaly
        fragmentow muzyki i musialy namalowac wrazenia wybierajac ciepla
        albo zimana tonacje, przedstawialy muzyke improwizacja ruchowa,
        wymyslaly wlasne uklady taneczne (pelna demokracja, wspolnie
        wybieralismy najciekawszy uklad do piosenki), prowadzilam z nimi
        dialogi muzyczne, pytania zadawalam spiewem i mogli odpowiedziec
        tylko spiewem. Najwieksze problemy w swobodnej tworczosci mialo
        kilkoro dzieci, ktore chodzily za sciana do szkoly muzycznejuncertain Mimo
        doskonalego sluchu mialy opory przed tworczoscia, zeby cos zagrac,
        zadaly zapisu nutowego. Moj 5-latek chodzi na krtokie kursy
        muzyczne, na zakonczenie mielismy pokaz tego, co robili w ciagu 10
        tygodni. Najwieksza furore zrobila perkusjawink Jedno dziecko moglo
        grac , drugie "dyrygowalo": reka wysoko= glosno, nisko=cicho, a
        rozlozone ramiona to talerz. Czyli nic innego, jak nauka dynamiki i
        improwizacja w zadanych ramachwink Zaprezentowali tez kilka ulozonych
        na zajeciach piosenek, na zadany temat pani spiewala jedna fraze, a
        dzieci mogly dokladac cos np o wiosnie czy o niedzwiedziu polarnym,
        po tych zajeciach moj nic tylko chodzi i wymysla piosenki o
        wszystkim co mu do glowy przyjdziewink Na egzaminach z instrumentow
        poza obowiazkowymi etiudami, duetem i utworem z akompaniamentem
        obowiazuje tez gra podanych tematow ze sluchu. Cos jak na
        ksztalceniu sluchu, ale glosem duzo latwiej, na instrumenice trzeba
        sobie umiec wyobrazic to, co sie chce zagrac i moga to kazac
        transponowac do roznych tonacji (w zaleznosci od poziomu i
        instrumentu), ale ktos, kto gra zawsze tylko obowiazkowy program z
        nut nigdy nie posiadzie tej umiejetnoscisad Tak, ze jesli jestes w
        stanie wplynac na nauczyciela, to walcz jak lwica, zeby dziecko
        mialo mozliwosc TWORCZEJ gry na instrumencie, nie tylko odtworczej z
        zadanego materialu.
        • mama_dorota Re: Nie wiem o co chodzi - pomóżcie 27.05.09, 08:58
          Dzięki ze mądre rady. Ostatnio czytałam ciekawy artykuł na ten temat, dotyczący
          szkół w ogóle, co ważne, na stronie związanej ze szkołami muzycznymi.

          szkolymuzyczne.pl/files/Szko%C5%82a%20a%20dziecko%20-%20Gra%C5%BCyna%20E.%20Kwiatkowska.pdf
          Niestety, najgorsze jest to, że bardzo trudno jest znaleźć rozwiązanie w tej
          sytuacji. Pomysły i placówki, które mają na celu wyzwalanie twórczości
          praktycznie nie istnieją, a jeśli już, to pewnie w dużych miastach i są
          kosztowne. Przeszłam to w jakimś stopniu także z synem, który nie lubi rysować,
          zatem jedyne zajęcia oferowane gdziekolwiek dla dzieci w jego wieku to sportowe.
          Lubi to, więc ok, ale to właśnie u niego widzę szczególny potencjał, potrafi
          wymyślać ciekawe rozwiązania techniczne (spotkał ktoś zajęcia dla dzieci w tym
          temacie?), a odkąd zaczął się uczyć grać na trąbce (dopiero kilka tygodni)
          próbuje układać własne melodie. Jedyne, co mogę zrobić, i robię, to chwalić go i
          cieszyć się, bez względu czy brzmi to ciekawie, czy drętwo, bo liczy się twórczość.
          U Małgosi nie widziałam dotąd pędu do improwizacji muzycznej, raczej
          plastycznej, choć pewnie można do tego zachęcić. A jeśli chodzi o granie ze
          słuchu, to chyba najlepszym wyjściem będzie umożliwienie jej regularnego grania
          ze słuchu na pianinie.

          Może ktoś ma namiary na fajne, proste, dziecięce utworki w internecie, których
          można posłuchać i potem próbować?

          Ogniska muzyczne i lekcje prywatne to właściwie żadna alternatywa, tak jak w tym
          artykule, to musi być osoba, która wskaże kierunek i środki. Liczę na możliwość
          współpracy z nauczycielem. Oboje są jednocześnie nauczycielami akademickimi,
          może dlatego mają szersze horyzonty. Podobno potrafią z powodzeniem pracować
          zarówno z dziećmi "konkursowymi", jak i tymi, które po prostu chcą grać, to już
          duży plus, ale jak z twórczością? Na razie nie wiem, nad tym zagadnieniem
          zaczęłam się zastanawiać dopiero po przeczytaniu artykułu p. Kwiatkowskiej.

          Pozdrowienia
          • mama_dorota Re: Nie wiem o co chodzi - pomóżcie 27.05.09, 09:19
            A co do opóźniania edukacji muzycznej mam ogromne opory, bo:
            1. Pomysł wyszedł od mojej córki, sporo zrobiła w tym celu, aby mi pokazać, że
            naprawdę chce, ja na początku byłam przeciwna, mąż jeszcze bardziej, bo co tu
            ukrywać, to kłopotliwe.
            2. Regularnie czytuję ostatnio forum www.skrzypce.art.pl i regularnie, niemal
            codziennie trafiają tam osoby, które skarżą się na rodziców, że nie pozwolili,
            czy nie pomogli im pójść do SM i teraz jest im dużo trudniej, bo na skrzypce
            wszędzie przyjmowane są małe dzieci, a lekcje prywatne dużo kosztują. Oni raczej
            nie chcę tworzyć, chcą po prostu umieć zagrać coś, co im się podoba, wielu z
            nich z wielkim zapałem nadrabia to teraz, w wieku 16-20 lat, płacąc bólami,
            spowodowanymi nieumiejętnością ustawienia aparatu (co za słowo!).
            3. Moja córka właśnie teraz ma 7 lat i tylko teraz może pójść do szkoły
            dziennej, popołudniowe w naszej okolicy są dwie, jedna prywatna, dla mnie za
            droga, druga w miejscu kłopotliwym logistycznie i z niezbyt, moim zdaniem
            ciekawym zestawem nauczycieli, właśnie żądnych sukcesu i zniechęcających dzieci
            "niekonkursowe", więc te "konkursowe" razem z rodzicami stają na głowie, żeby
            podołać wymaganiom. I wspomnę jeszcze o oczywistej sprawie, którą jest
            chroniczny brak czasu na zwykła zabawę u dzieci uczęszczających do szkół
            popołudniowych. A przecież, tak nawiasem mówiąc, to dzieci są najbardziej
            twórcze w zabawie.
Pełna wersja