Dodaj do ulubionych

Może wreszcie gadamy o żywieckich gliniarzach?

05.02.03, 15:48
Chyba już wiecie o co chodzi? Zginął młody człowiek, a do jego śmierci
przyczyniła się żywiecka policja. Nie dość, że jakichś dwóch głąbów nie
udzieliło mu pomocy, to jeszcze spałowało i pozwoliło umrzeć w poczekalni,
mimo, że chłopak był już poszukiwany przez swoją rodzinę. To jest po prostu
wstrząsające.
Obserwuj wątek
    • fufek Re: Może wreszcie gadamy o żywieckich gliniarzach 05.02.03, 15:54
      Policjanci nie pomogli pobitemu mężczyźnie

      ZOBACZ TAKŻE


      • Komentuje Krzysztof Orszagh (31-01-03, 20:27)


      Żywieccy policjanci uderzyli pałką pobitego mężczyznę i nie zainteresowali się
      nim, choć kilka godzin wcześniej żona zgłosiła jego zaginięcie. 27-latek zmarł.
      Sprawę wyjaśnia komenda wojewódzka
      czytaj dalej »
      r e k l a m a



      Beata Hajduga została sama z pięcioletnim synkiem Michałem. Chłopiec wie, że
      tata zasnął i anioły zabrały go do nieba, ale wciąż tęskni. Beata w miesiąc
      schudła 10 kg, bo codziennie rano jeździ między Tychami a Żywcem, próbując
      rozwikłać zagadkę śmierci męża, a potem biegnie do pracy.

      Kilka dni temu odkryła, że ciężko pobitego Arka wyrzucono z pociągu. - Gdy
      przeczytałam zeznania kierownika pociągu, myślałam, że zwymiotuję z
      przerażenia. Mój mąż był trzeźwy, tylko ranny, nie potrafił podać daty
      urodzenia. Spisali jego dane z książeczki wojskowej, uderzyli pałką i poszli.
      Potem tego samego dnia drugi raz legitymowano go na dworcu w Żywcu - widziała
      to kasjerka. Jakiś człowiek wezwał pogotowie. Arek zmarł w szpitalu - opowiada
      Hajduga.

      Arkadiusz Hajduga spotkał się 27 grudnia ze znajomą w Katowicach. Miał wrócić
      do Tychów nocnym pociągiem. Dzwonił do żony, wysyłał SMS-y. Nagle jego komórka
      zamilkła. Następnego dnia Hajduga zawiadomiła policję. Komunikaty z danymi Arka
      trafiły do jednostek w całym województwie. Jednak policjanci, którzy tego dnia
      legitymowali go w Żywcu, nie zabrali Arka do komendy, jak się to robi w
      przypadku osoby zaginionej, tylko kazali mu wysiąść z pociągu. - Policjanci
      uderzyli mężczyznę pałką w pośladki, bo nie chciał opuścić wagonu. Nie są
      medykami, nie wiedzieli, co mu dolega. A ponieważ na nic się nie skarżył, nie
      wezwali pogotowia - tłumaczy komisarz Jacek Rozumek, rzecznik żywieckiej
      policji.

      Dlaczego Hajduga nie figurował jako zaginiony? Pod koniec roku w policji
      zmieniano system rejestracji danych. Stary już nie działał, a nowy jeszcze nie
      był do końca sprawny.

      Wątpliwości w tej sprawie jest jednak więcej. Policjanci nie zabezpieczyli
      śladów z ławki w dworcowej poczekalni, gdzie znaleziono Arka, ani z jego
      ubrania. Przez miesiąc śledztwa nie ustalili też, gdzie spędził ostatnie
      godziny życia, czy ktoś pobił go w pociągu, co robił w Żywcu oraz jaki patrol
      legitymował go po raz drugi na dworcu.

      - Czekamy na dokładną opinię biegłego, która ukierunkuje nasze działania. Wtedy
      będziemy wyjaśniać, czy to pobicie, czy nieszczęśliwy wypadek. Poza tym rodzina
      może złożyć wniosek o dopuszczenie dowodu z ubrań - tłumaczy Rozumek.

      Beata Hajduga była wczoraj w tyskiej prokuraturze. Złożyła doniesienie na
      policjantów z Żywca. - Nie dość, że pobili męża pałką, to jeszcze nie udzielili
      mu pomocy. Miał poważne obrażenia głowy, ale może udałoby się go uratować,
      gdyby wcześniej trafił do szpitala - twierdzi.

      Komendant żywieckiej policji, który dotąd utrzymywał, że zachowanie jego
      podwładnych było odpowiednie, polecił wczoraj wszcząć postępowanie w sprawie
      interwencji w pociągu. Wyjaśnienie sprawy zapowiada też komisarz Grzegorz
      Olejniczak, rzecznik śląskiej policji.

      Stowarzyszenie Przeciwko Zbrodni im. Jolanty Brzozowskiej wyznaczyło 5 tys. zł
      nagrody dla osoby, która wskaże sprawców śmierci Arka. Jego szef Krzysztof
      Orszagh złożył w piątek w komendzie głównej skargę na żywiecką policję.

      • fufek Re: Może wreszcie gadamy o żywieckich gliniarzach 06.02.03, 10:45
        Buta i arogancja żywieckiego komendanta nie mają swojego odbicia nawet w
        najgorszych zomowsko-komunistycznych czasach. Jego podopieczni to
        prawdziwi "bohaterowie", którzy potrafili spałować umierającego człowieka, bo
        to przecież dużo łatwiejsze, niż udzielenie mu pomocy.
        • Gość: Adam Re: Może wreszcie gadamy o żywieckich gliniarzach IP: *.bci.net.pl 07.02.03, 12:52
          Komendant żywieckiej policji Pan I.K. został przyniesiony do Żywca w teczce
          przez poprzedniego Komendanta Wojewódzkiego (tego od benzyny). Nominacji tej
          nie poparł samorząd powiatowy gdyż konkurs wygrał kto inny, ale policyjnych
          włodarzy w Katowicach to nie interesowało. Wybrano więc człowieka, który nie
          jest związany z Żywiecczyzną itd. Jego wypowiedzi w sprawie są oburzające, Panu
          Komendantowi chyba się pomyliły lata, a może przypomniał sobie początki swojej
          milicyjnej kariery?

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka