Dodaj do ulubionych

Dlaczego mniej turystów w Beskidach?

15.06.03, 09:45
Tekstem tym chcę po raz kolejny (z uzasadnionym uporem) sprowokować dyskusję
na temat możliwości wyeliminowania z naszego życia choćby części, najbardziej
realnych zagrożeń dla turystyki kwalifikowanej a zwłaszcza młodzieżowej w
polskich górach, związanych z wprowadzaniem monopolów przewodnickich.

Histeryczna reakcja niektórych moich adwersarzy na moje posty (zablokowanie
strony, usuwanie niewygodnych głosów w dyskusji na Forum PTTK, okresowe
blokowanie dostępu itp.) świadczy o powadze problemu. Dlaczego? Wiadomo. Być
może właśnie teraz ich klienci zastanawiają się nad sensem wydania własnych
pieniędzy na wynajęcie i opłacenie przewodnika; czy nie lepiej pojechać nad
morze i poleżeć sobie na piasku albo na Mazury i popłynąć kajakiem szlakami
wodnymi wzdłuż rzek i jezior (tam nikt nie wymaga zatrudnienia przewodnika,
choć wypadków śmiertelnych - utonięć jest bez porównania więcej niż wypadków
w górach)? Związane jest to z nieoczekiwaną (dla mnie) prawidłowością
socjologiczną. Otóż dla większości Polaków, niezależnie od zajmowanego przez
nich miejsca w hierarchii społecznej, góry kojarzą się niemal wyłącznie z
Tatrami. Dotyczy to w równym stopniu elit umysłowych (twórców, dziennikarzy,
lekarzy itp.), jak i zwalnianych grupowo pracowników PGR, hut i kopalni.
Niemal nikt nie widzi też nic niewłaściwego w nadawaniu przez media programów
o górach pokazujących niemal wyłącznie Tatry i straszących ludzi zatłoczonymi
szlakami i niebezpieczeństwami odnoszącymi się w tym kontekście do wszystkich
polskich gór.

Zainteresowanie społeczeństwa w większości nizinnego kraju, jakim jest
Polska, sprowadza się najczęściej do sensacji, a więc do relacji z wypadków w
górach lub widowiskowych programów o wyprawach wysokogórskich. Początek tego
roku dał kolejną sensacyjną pożywkę dla dziennikarskich hien: w lawinie w
Karkonoszach ginie ratownik, pod Rysami traci życie grupa młodych ludzi,
zimowa wyprawa na K2 wycofuje się tuż spod szczytu... To wszystko jest
perfidnie wykorzystywane przez wąską grupę ludzi - urzędników państwowych
powiązanych ze środowiskami przewodnickimi - jako argument przemawiający za
wprowadzeniem kolejnych restrykcyjnych zarządzeń i monopolistycznych
przepisów dławiących tanią turystykę młodzieżową, nakazujących organizatorom
wycieczek wynajmowanie do ich obsługi zawodowych przewodników, bo tylko to
może zagwarantować - ich zdaniem - bezpieczeństwo i pozwoli zapobiec wypadkom.

Nie będę tu ukrywał, że jestem przekonany, iż kierunek w jakim zmierzają nasi
decydenci w kwestii uregulowania organizacji ruchu turystycznego w polskich
górach dławi społeczne inicjatywy i skłania potencjalnych społecznych
organizatorów wycieczek do rezygnacji z organizacji imprez górskich. Te
przepisy jednocześnie uderzają w szalenie pozytywny model pracy wychowawczej
z młodzieżą, który sprawdzał się przez dziesiątki lat. I to jest zasadnicza
różnica między dawnymi a obecnymi laty. Nie dziwmy się więc, że niektóre
tradycyjne ścieżki i górskie polany powoli zarastają, a schroniska straszą
pustkami. Czy nie warto do nich powrócić?

Tylko niewielka grupa osób kojarzy opisane wyżej zjawisko z działalnością
oszustów medialnych i rozumie związane z tym zagrożenia dla ruchu
turystycznego w naszych górach. Wystarczy przypomnieć dowcip, który do
niedawna co tydzień serwowała nam TV, czyli tzw. energetyzowanie wody
mineralnej przez pana Nowaka.

Logika wskazuje, że spośród dwóch diametralnie różnych sposobów zapobiegania
niebezpieczeństwom w górach (np. zamykanie odcinków niebezpiecznych szlaków
albo chodzenie po tych szlakach z wynajętym przewodnikiem zawodowym) tylko
jeden sposób może być naprawdę skuteczny, jeśli turyści się do niego
zastosują. Drugi jest błędem lub oszustwem (zarówno w Polsce jak i w innych
górach zdarzają się wypadki wycieczek z przewodnikami). Ale jakże łatwo
logikę można obejść lub zlekceważyć. Przykład? Kto mi powie: kiedy członkowie
obecnego lewicowego establishmentu kłamali? Wtedy gdy byli członkami
totalitarnej organizacji o nazwie Polska Zjednoczona Partia Robotnicza i
wspierali społeczną turystykę młodzieżową udzielając dotacji z państwowej
kasy?… czy teraz, kiedy jako socjaldemokraci uchwalali monopolistyczne
przepisy oddające monopol na prowadzenie grup w górach w ręce zawodowych
przewodników górskich? Nie ma przecież dwóch różnych prawd.

Problemu bezpieczeństwa w górach w oparciu o kadrę zawodowych przewodnikow
górskich, tak jak medycyny niekonwencjonalnej i różnych szarlatanów
czyniących chorym ludziom fałszywe obietnice uzdrowienia, nie da się
rozwiązać żadnymi środkami administracyjnymi. Wypadki w górach zdarzały się i
mogą zdarzyć się nawet najlepszym, z przewodnikami włącznie. Jedyne co można
zrobić to publicznie demaskować to oszustwo.
Obserwuj wątek

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka