Jak doradzić, żeby nie zaszkodzić?

25.09.09, 10:54
Moja córka jest teraz w 3 klasie gimnazjum. Liceum już mniej więcej
wybrała, ale problem z profilem. Doszło nawet do tego, że się
zaczynamy kłócić. Młoda była zdecydowana na profil humanistyczny, w
domyśle studia : prawo, administracja, europeistyka, politologia,
filologia obca. Teraz zaczyna się wahać i zastanawia się nad
profilem z rozszerzoną matematyką i geografią. I ja mam jej doradzić.
A ja nie potrafię, bo nie jestem w stanie stewierdzić obiektywnie,
co byłoby dla niej lepsze. Ma świetną orientację przestrzenną, super
rysuje, uwielbia rysunek techniczny i tu w domyśle byłaby
architektura. Co do matematyki, to trudno mi coś obiektywnie
powiedzieć, bo ja matmy nienawidzę. Przez 3 lata ma 3 różne
nauczycielki, żadnych problemów, ale nie wiem, czy nie ma braków.
Zmysł matematyczny ma na pewno, świetnie pisze Kangury.
Co do geografii - dobra jest w fizycznej, skali, mapie, azymutach
itp. Ale są działy, których nie lubi.
Z polskiego dobra, lubi średnio, ale sukcesy ma. Historię
znielubiła przez nauczycielkę, ale maturę z historii napisała w
ciągu 45 minut na 89%, bez powtórek, bez przerabiania historii po 45
roku (wiedza własna, z literatury, programów telewizyjnych).
Matury z matmy nie ruszyła - funkcji nie przerabiali , trygonometrii
też nie.
Nie jestem w stanie jej doradzić, nie wiem, na jaką matematyczkę
trafi, poziom z geografii jest wyśrubowany.
Tłumaczyłam młodej, że zrobi, jak zechce, ja po prostu nie umiem
przewidzieć pewnych rzeczy. Powiedziałam, że decyzja będzie jej, ze
wszystkimi konsekwencjami.
Dodam jeszcze, że jakiekolwiek studia skończy ma w alternatywie
przejęcie rodzinnej firmy, nie musi się martwić o rynek pracy itd.
Ale nie w tym rzecz. Pyta mnie o zdanie , bo chce, żebym
potwierdziła jej nowy wybór. A ja mam masę wątpliwości.
Ja wiem, co bym zrobiła na swoim miejscu i to jej powiedziałam.
    • asia_2002 Re: Jak doradzić, żeby nie zaszkodzić? 25.09.09, 11:13
      To jej powiedz o wątpliwościach, ale moim zdaniem powinna iść na
      kierunek ścisły. Jak z polskiego jest dobra to jak jej się odwidzi,
      tragedii nie będzie.
      Historia sama jej wchodzi do głowy to też nie będzie kłopotu, a
      fizyka, matma na humanistycznych zawsze traktowane są per noga, więc
      będzie miała dużo więcej do nadrabiania, jakby co.

      Tak myślę.

      Przy okazji mam podobnie, moja też w 3 klasie.... Chce iśc na biol -
      chem, a mnie się włos jeży, jak pomyślę ile rycia przed nią.
      wink
      • takijestlos Re: Jak doradzić, żeby nie zaszkodzić? 25.09.09, 11:19
        Mówią, że od przybytku głowa nie bolismile
        A tu wszechstronność + własna firma i wybór trudny.
        A czego właściwie oczekujesz od forumowiczek?
        Że podejmą decyzję za Twoją córkę?
        • azile.oli Re: Jak doradzić, żeby nie zaszkodzić? 25.09.09, 12:04
          Nie oczekuję, że doradza profil, ale raczej sposób, w jaki z nią
          rozmawiać. Ja już jej powiedziałam, że to jej decyzja, ale ona szuka
          u mnie potwierdzenia swojego wyboru. A ja nie potwierdzę, co
          najwyżej mogę zaakceptować.
          Rzeczywiście przyszło mi do głowy, że po profilu matematycznym może
          zdawać na maturze rozszerzoną historię, a po humanistycznym
          rozszerzonej matmy raczej nie zda. Więc tu ma rację. Z drugiej
          strony, jak pomyślę, że trafi na słabą matematyczkę i ma się męczyć,
          a ja razrem z nią, to coś mnie trafia. poza tym widzę, jaką ma
          naturę, temperament. Doskonale nadaje się na szefa firmy, do pracy z
          ludźmi. Jakoś nie widzę, żeby była szczęśliwa ,robiąc projekty w
          zaciszu pracowni, mimo, że świetnie jej to wychodzi.
          • asia_2002 Re: Jak doradzić, żeby nie zaszkodzić? 25.09.09, 12:50
            azile.oli napisała:
            > Z drugiej
            > strony, jak pomyślę, że trafi na słabą matematyczkę i ma się
            męczyć, a ja razrem z nią, to coś mnie trafia.

            Nie rozumiem na profile matematyczne zwykle dają najlepsze
            matematyczki. Te słabe idą na humanistyczne, a od tego roku matmę na
            maturze zdaja wszyscy, niezależnie od profilu.
            Tym bardziej klasa o kierunku ścisłym wydaje się rozsądniejsza.
            Może to trzeba raczej w tym kierunku przeanalizować.


            >Doskonale nadaje się na szefa firmy, do pracy z
            > ludźmi. Jakoś nie widzę, żeby była szczęśliwa ,robiąc projekty w
            > zaciszu pracowni, mimo, że świetnie jej to wychodzi.

            Wiesz mnie to się zdaje, że co komu pisane.... bez względu na to,
            jaką podejmie decyzje dziś, najwyżej ścieżka będzie bardziej kręta;-
            ).



            • azile.oli Re: Jak doradzić, żeby nie zaszkodzić? 25.09.09, 13:08
              Jak to teraz analizuję, to w zasadzie prawda. Bardziej się obawiam,
              na ile młoda jest dobra z tej matmy i czy w pewnym momencie nie
              będzie miała dość. Jest jeszcze kwestia fizyki, którą córka nie
              bardzo lubi. Akurat z niej jest dobra i ma dobrą nauczycielkę, więc
              się nie obawiam zaległości, ale raczej zniechęcenia.
              Ogólnie jestem zła na córkę, bo np na biol -chem mogłaby pójść, z
              chemii świetna, nie lubi biologii, której akurat wystarczy się
              nauczyć. Po prostu mam obawy, by jej wybory nie były nacechowane
              tylko sympatią, bądź antypatią. No i ciągle obawiam się tego, aby
              nie musiała zaczynać szkoły od korepetycji z matematyki, aby innym
              dorównać. Nie jestem w stanie ocenić obiektywnie jej wiedzy
              matematycznej. W klasie pierwszej - świetna matematyczka, w klasie
              2 - emerytka na zastępstwie, obecnie chemiczka, ucząca matematyki.
              • asia_2002 Re: Jak doradzić, żeby nie zaszkodzić? 25.09.09, 13:13
                Mówię Ci, mam to samo. W ogóle ten rok .... Jeszcze do tego
                bierzmowanie. Sama radość.

                Wracając do meritum. Logicznie rzecz biorąc co do tej matmy to i tak
                pomyśl sama, lepiej żeby w pierwszej klasie wzięła kilka korków i
                nadgoniła (o ile to w ogóle będzie potrzebne bo z tego co piszesz to
                łebska z niej dziewczyna) niż przed maturą wpadła w histerię, że nie
                zda matmy na maturze. Wtedy dopiero będzie stres. A biol - chem?
                Litości, jeśli nie marzy jej się medycyna po co ma ryć biologię?
                Mojej się właśnie zamarzyła i ja z kolei martwię się, że zanadto się
                ograniczy. Potem już tylko medycyna, albo cos związanego z biologią.
                sad
                • azile.oli Re: Jak doradzić, żeby nie zaszkodzić? 25.09.09, 13:34
                  Wszystko to prawda. Najbardziej mnie dziwi, że tak diametralnie
                  zmieniła front - od humanistycznego do matmy. Co ciekawe, ja już
                  dużo wcześniej jej sugerowałam raczej taki ścisły profil, była
                  na ''nie'', jam humanistka, więc ten humanistyczny łatwo
                  zaakceptowałam.
                  A tak ogólnie, to też mam dość - treningi, zawody, wyjazdy, szkoła ,
                  bierzmowanie też (ale przynajmniej ksiądz sensowny).
                  Żeby było ciekawie - za rok powtórka z rozrywki, syn będzie kończył
                  gimnazjum.
                  Młoda olimpijka z polskiego, jak się polonistka dowiedziała o
                  planach profilowych, to się za głowę złapała. Bo tak naprawdę, to
                  moje dziecko ze wszystkiego takie dobre, a mało który przedmiot
                  lubi. A właściwie , nie lubi żadnego. Może oprócz niemieckiego i
                  informatyki. Resztę lubi wybiórczo, matematykę jako taką, owszem,
                  jako przedmiot w szkole - nudzi ją. I tak jest ze wszystkim, p[o
                  prostu szkoła ją nudzi i tyle. Uczy się tylko do konkursów i
                  olimpiad. Do testów i kartkówek - nie uczy się wcale.
                  • asia_2002 Re: Jak doradzić, żeby nie zaszkodzić? 25.09.09, 14:05
                    Ma 15 lat, skoro radzi sobie w każdym kierunku to sama nie wie co
                    powinna wybrać. Wcale się jej nie dziwię.

                    Przeanalizujcie sytuacje pod kątem egzaminów, bilansu zysków i
                    strat. I powiedz jej, że ostateczna decyzję musi podjąć sama. Ważne,
                    żeby młoda dobrze się zastanowiła gdzie się widzi za ileś tam lat.
                    Co i tak może jej się przeciez odwidzieć, bo co człowiek w tym wieku
                    wie o sobie.

                    Mogę Cię pocieszyć, że z mojej klasy licealnej właśnie matematyczno -
                    fizycznej mamy kilku inzynierów, paru architektów, kilku
                    informatyków, prawnika, lekarza i kilku księgowych. Jak widać wybór
                    profilu niczego nie przesądza. big_grin

                    A jak coś mądrego wymyslicie to się podzielcie, chętnie poczytam do
                    jakich wniosków doszłyście razem. wink
                  • tijgertje Re: Jak doradzić, żeby nie zaszkodzić? 25.09.09, 14:08
                    Mysle, ze twoja corka ma problem podobny do tego, ktory ja kiedys
                    mialam. Nie moglam sie zdecydowac, bo np w biol-chem podobala mi sie
                    chemia, a nie cierpialam biologii, w mat-fiz chcialabym sie uczyc
                    matmy, ale za zadne skarby fizyki, bylam swietna z polskiego, ale
                    nie znosilam historii. W sumie stac mnie bylo na to,z eby isc na
                    kazdy z tych dzialow, jakbym przysiadla, to bylam w stanie nauczyc
                    sie wszystkiego. W podstawowce bylam na 5 olimpiadach, w tym polski
                    i matma na szczeblu wojewodzkim, wiec matolem nie bylam, ale ze
                    rodzice pozostawili mi wybor profilu, poszlam na ogolny. Jak ktoras
                    nauczycielka sie dowiedziala i opieprzyla mame, to sie okazalo, ze
                    na mat-fiz bylo tylu chetnych, ze juz nie moglam przeniesc papierow
                    i skonczylam takie nie wiadomo cosad dziewczyny dobrze radza. Scisly
                    profil zawsze jest najlepsza klasa w szkole, ma najwieksze
                    wymagania, ale poziom uczniow jest rowniez wyzszy, bo wiadomo,z e
                    nie kazdy da sobie tam rade , ale nie mysl, ze ludzie wybierajacy
                    ten profil to sami urodzenie matematycy. Wielu jest takich, ktorzy
                    wybieraja najlepsza klase, a nie ulubiony profil, maja szerokie
                    zainteresowania i po liceum otwarta droge w kazdym kierunku. Mozna
                    potem isc na studia humanistyczne, ale po profilu humanistycznym
                    wybor juz jest mocno okrojony. Z tego co piszesz dziewczyna ma glowe
                    na karku i na twoim miejscu lekk bym ja popchnela na scisly profil.
                    W zasadzie bedzie miec miesiac na zmiane klasy, zobaczy jakich ma
                    ludzi w klasie, jakie oni maja wiadomoci i braki i wwczas nawet jak
                    nauczyciele beda straszyc ogromnymi wymaganiami, dziewczyna bedzie
                    mogla zdecydowac, czy zostac w tej klasie, czy przeniesc sie do
                    slabszej. W ta strone zazwyczaj nie ma porblemu, gorzej odwrotnie.
                  • mika_p Re: Jak doradzić, żeby nie zaszkodzić? 25.09.09, 22:38
                    A na jakim poziomie jest informatyka, którą lubi? Teraz i w liceum? Bo jeśli to
                    coś więcej niż podstawowa obsługa programów użytkowych, to może faktycznie ten
                    mat-fiz? Jeszcze parę lat temu często bywało tak, że mat-fiz miał rozszerzoną
                    informatykę. A wyuczona nad matematycznymi zadaniami dyscyplina przydaje się
                    później, bo jest dla człowieka dość oczywiste, że znaczniki w html trzeba
                    zamknąć i dopilnować odpowiedniej ilości nawiasów w formułach excela.
                    No i jak dojdą do całek, to trzeba będzie myśleć twórczo, zanim się taką
                    ugryzie. A i geometria przestrzenna na poziomie mat-fiz z lat 90-tych miała
                    mnóstwo zadań, w których najpierw trzeba było wpaść na dobry pomysł, żeby w
                    ogóle ruszyć, a nie dreptać w miejscu zapisując kartkę kolejnymi niepotrzebnymi
                    obliczeniami.
                    • azile.oli Re: Jak doradzić, żeby nie zaszkodzić? 25.09.09, 22:51
                      Poziom z informatyki znacznie wykracza ponad program gimnazjalny. Ma
                      do tego talent. Ale ma też talent do innych rzeczy. Ogólnie
                      przedkłada praktykę nad teorię, tzn wiedzę teoretyczną ma, ale jest
                      ona narzędziem, a nie celem samym w sobie.
                      A zadania z geometrii przestrzennej sa jej ulubionymi. I zazwyczaj
                      rozwiązuje je najprostszym sposobem, co bylo wspierane przez jedną z
                      nauczycielek, bo podziwiała nieszablonowe myślenie. A przy obecnej
                      matematyczce nie może w zapisie zabraknąć żadnego obliczenia. Bo
                      tak. Zresztą, na testach też jest to wymagane, więc się nauczycielce
                      nawet nie dziwię.
                      • morekac Re: Jak doradzić, żeby nie zaszkodzić? 25.09.09, 23:04
                        Mam wrażenie, że ludzie dobrzy z matematyki (ale nie wybitni do
                        bólu), geografii i przedmiotów humanistycznych dobrze się czują na
                        uczelniach ekonomicznych. Geografia z matematyką wcale nie muszą być
                        takie głupie...
                        • azile.oli Re: Jak doradzić, żeby nie zaszkodzić? 25.09.09, 23:10
                          Właśnie taki profil jest w tym liceum. Mat-fiz z rozszerzoną
                          geografią. I tak, to dobry profil dla wybierajacych się na kierunki
                          ekonomiczne.
                          • morekac Re: Jak doradzić, żeby nie zaszkodzić? 25.09.09, 23:33
                            Jeśli ma zmysł matematyczny, to sobie bez większego trudu poradzi z
                            matematyką... Matematyka nie jest aż tak diabolicznie trudna jak się
                            wydaje - nawet dla osób niecierpiących zapisu typowo
                            matematycznego... Co do tej roszerzonej informatyki- same studia
                            informatyczne ( nie wiem, czy to miałaś na myśli pisząc o
                            informatyce) w bardzo dużej mierze składają się z matematyki.
                            Rzekłabym, że z matematyki w wersji dla zboczeńców matematycznych.
                            wink
          • hankam Re: Jak doradzić, żeby nie zaszkodzić? 26.09.09, 15:08
            Architektura to nie tylko samotne robienie projektów w zaciszu
            pracowni.
            To mnóstwo kontaktów z ludźmi - klientami, branżystami,
            podwykonawcami, przedstawicielami urzędów. Nadzory na budowie (wbrew
            mniemaniu bardzo ważna część projektu, trzeba być przy tym twardą i
            umieć egzekwować swoje pomysły i rozwiązania). Wszystkimi ludźmi w
            procesie inwestycyjnym trzeba umieć sterować i kierować - to
            podstawa sukcesu.
            A przyzwoita pracownia rzadko jest jednoosobowa.

            Przepraszam, że mało składnie piszę, ale jestem po całonocnej
            balandze archiktonicznej.
    • the_ukrainian Re: Jak doradzić, żeby nie zaszkodzić? 25.09.09, 14:43
      Przede wszystkim niech odpuści sobie te wszystkie administracje,
      europeistyki, politologie, socjologie i inne papierkowe
      specjalizacje. Niech się nauczy coś konkretnego robić, niech ma
      jakiś fach. Fach jest ponad tymi wszystkimi papierkowo -
      krawaciarskimi bzdetami bo to co aktualne teraz to za parę lat może
      już nie być aktualne i do dupy z takim papierem. Niech idzie na
      przykład do technikum elektrycznego a potem na architekturę. Wtedy
      ma fach po technikum - technik elektryk i po studiach - inżynier
      architekt. A po liceum będzie mieć gowno a po europeistyce nasrane.
      Przepraszam za dosłowność ale tak to właśnie widzę. Kiedyś skończy
      się zapotrzebowanie na papierkowych magistrów tak ja się skończyło
      zapotrzebowanie na absolwentów zarządzania. W połowie lat 90tych
      każdy chciał na zarządzanie, napłodziło się tych wydziałó, szkół i w
      końcu więcej było zarządzających niż tego czym można zarządzać smile A
      dla elektryka czy architekta praca zawsze będzie.
      • verdana Re: Jak doradzić, żeby nie zaszkodzić? 25.09.09, 14:47
        Idealny moment, aby nauczyć corkę, ze pewne decyzje trzeba
        podejmować samemu i że nikt - nawet mama - jej nie jest w stanie
        poradzić.
        A co do wyboru dalszego zawodu - to nie mamusia będzie wybierala,
        tylko maturzystka. Lepiej miec nas.. po ukochanej europeistyce, niż
        cale zycie pracowac w dochodowym, acz nielubianym zawodzie.
        • azile.oli Re: Jak doradzić, żeby nie zaszkodzić? 25.09.09, 14:58
          No właśnie, verdana. Też jej mówię, że sama wybierze i poniesie
          konsekwencje swego wyboru. Jak jej podaję plusy i minusy tych
          wyborłów ( bo sama chce), to się złości, że mam jakieś obiekcje , co
          do jej nowego wyboru. A to nie obiekcje, tylko po prostu obiektywna
          prawda.
      • azile.oli Re: Jak doradzić, żeby nie zaszkodzić? 25.09.09, 14:54
        Szkoda mi jej do technikum. Ona jest w takiej sytuacji, że nie musi
        mieć zawodu już po szkole średniej. Po studiach dobrze, gdyby miała.
        Ale kończyć ciężkie studia (architektura), gdy można z dużym
        prawdopodobieństwem założyć, że się w zawodzie nie będzie pracowało.
        Ona jest w sytuacji, gdy może kichać na rynek pracy i jego wszelkie
        zmiany i preferencje. Studia humanistyczne nie są ''papierkowe''.
        Takie studia na dobrej uczelni zawsze rozwijają. Pewnie, że lepiej ,
        gdy przy okazji ma się ''fach'', ale każde studia mają swoją
        specyfikę.
        • the_ukrainian Re: Jak doradzić, żeby nie zaszkodzić? 26.09.09, 01:38
          > Szkoda mi jej do technikum. Ona jest w takiej sytuacji, że nie musi
          > mieć zawodu już po szkole średniej. Po studiach dobrze, gdyby miała.

          Ja mam w rodzinie takich ludzi którzy nie muszą w ogóle mieć niczego bo są
          ustawieni na parę pokoleń naprzód. Jeśli Twoja córka tak ma to niech uczy się
          tego co ją interesuje w tym momencie cokolwiek to jest. Ale jak jest inaczej no
          to musicie się zastanowić co tak naprawdę jest ważne. I nie mów że szkoda jej do
          technikum bo liceum przy technikum to jest małe miki. W dobrym technikum trzeba
          coś umieć. Wykuć się prawie każdy umie ale tu chodzi o praktykę czyli chociażby
          zaprojektowanie i wykonanie instalacji elektrycznej we własnym domu. elektryk,
          mechanik, spawacz, ślusarz, tokarz, murarz, stolarz to są zawody. To jest fach w
          ręku. A co daje ogólniak> Nic nie daje. Przygotowuje tylko na studia z dupy
          wzięte bo na inżynierskie to bardziej technikum przygotuje. Ja nie potrafię
          doradzić Tobie ani Twojej córce. To ona musi wiedzieć czego chce. Szczerze
          mówiąc to jej zazdroszczę bo nie musi gonić za kasą tylko może sobie wybrać co
          ją interesuje na dzień dzisiejszy. I w takim wyborze ją wspieraj.
        • croyance Re: Jak doradzić, żeby nie zaszkodzić? 02.10.09, 01:07
          Nie badz taka pewna, Azile.Oli, cholera wie, jak bedzie wygladala
          sytuacja za 5-6 lat - moze Wasza rodzinna firma splajtuje, moze Was
          szlag trafi, a moze bedzie wojna tongue_out Lepiej, zeby miala swoj niezalezny
          zawod na wszelki wypadek.
    • pam_71 Re: Jak doradzić, żeby nie zaszkodzić? 25.09.09, 14:48
      Nie wiem jak rozmawiać z nastolatkiem wink Jeszcze ... ale :
      1) za moich czasów szkolnych największą zdawalność egzaminów na medycynę mieli
      absolwenci mat-fiz (biol-chem rozkładał się na zadaniach z matmy)
      2) mat-fiz prowadziły najlepsze nauczycielki w szkole (zwykle)
      3) zmienność nastrojów jest wpisana w ten wiek wink Ja byłam ze wszystkim
      "opóźniona" ... i taki zwrot miałam przed maturą. Biol-chem i plany na biologię,
      zoologię (ew. podchody na anglistykę). I jakieś 5mc przed maturą zmiana frontu -
      idę na matematykę. Moja Mama myślała, że żartuję ... studia matematyczne
      skończyłam w terminie. wink

      Mat-fiz nie jest takim złym pomysłem wink
      Pozdro
      • azile.oli Re: Jak doradzić, żeby nie zaszkodzić? 25.09.09, 15:04
        Zdaję sobie sprawę, że to wiek poszukiwań. Nawet nie jestem o to na
        nią zła. Bardziej mnie złości to, że chce rady, ale szuka
        potwierdzenia słuszności swoich wyborów. Uświadomiłam ją zatem, że
        ja maturę już zdałam, studia skończyłam i wybory podejmowałam sama.
        Tyle, że ja nie zrzędziłam, jeśli coś było potem nie po mojej myśli.
        A primadonna lubi stwarzać problemy.
    • angazetka Re: Jak doradzić, żeby nie zaszkodzić? 25.09.09, 16:14
      Znam osoby, które po biol.-chemie szły na polonistykę, znam takie,
      ktore po klasie humanistycznej wybierały architekturę. Profil
      licealny nie determinuje aż tak bardzo, uświadamiaj to córce. Może
      latwiej bedzie jej podjąć decyzję ze świadomością, że wybór profilu
      nie przesądza o dalszym życiu.
      • verdana Re: Jak doradzić, żeby nie zaszkodzić? 25.09.09, 16:53
        Bo ona nie chce rady - chce albo zebys powiedziala "tak, masz
        rację", albo - moze jeszcze bardziej- "masz iść do tej klasy i
        koniec dyskusji".
        Dlatego tez uwazam, ze powinnas po prostu przestać radzić cokolwiek.
        Tym bardziej, ze tak naprawdę nie ma tu jednej dobrej rady.
    • przeciwcialo Re: Jak doradzić, żeby nie zaszkodzić? 25.09.09, 20:00
      Wybór profilu niczego nie przesadza.
      Znam lekarza który skończył technikum mechaniczne.
      • verdana Re: Jak doradzić, żeby nie zaszkodzić? 25.09.09, 20:35
        Moj syn jest psychologiem po Liceum Kupieckim, a jego dziadek -
        malarzem po ASP i polonistą po Technikum Handlowym. Moja kolezanka -
        socjologiem po technikum elektrotechnicznym, a znajomy profesor
        historii skonczyl szkołę samochodową.
        • azile.oli Re: Jak doradzić, żeby nie zaszkodzić? 25.09.09, 21:06
          Tu też się zgodzę. Nie chcę po prostu, aby wybrała ten profil na
          wyrost i się później męczyła lub zmieniała profil. Na studia idą już
          osoby dorosłe, które wiedzą, czego chcą, jak popełnią błąd, to same
          to rozwiązują. Po prostu przeraża mnie ta rozszerzona matematyka,
          nie umiem obiektywnie ocenić wiedzy , umiejętności, zdolności córki
          w tym zakresie. Nie mam zielonego pojęcia, czy przy zmieniających
          się nauczycielkach będzie miała zrealizowaną podstawę programową z
          gimnazjum. Nie pomogę jej, nie wytłumaczę, nie [podsunę
          podręczników. Mogę załatwić korepetycje, choć nie bardzo będzie je
          gdzie zmieścić.
          Przyznam, że dużo bardziej odpowiadał mi stary system, gdzie na
          studia były egzaminy, wówczas wybór profilu był mniej ważny.
          I tak, jak napisała Verdana - córka oczekuje, że podejdę z
          entuzjazmem do każdego jej pomysłu, co utwierdzi ją w tym, że robi
          dobrze. Natomiast ona nie oczekuje, że ja wybiorę za nią, chyba, że
          ten wybór będzie się zgadzał z jej.
          Wytłumaczyłam dziewczynie, że jedyne, co mogę zrobić, to
          zaakceptować jej wybór, natomiast nie mogę jej zagwarantować, że
          będzie on dobry. W ostatecznym rozrachunku i tak pewne konsekwencje
          poniosę, bo trudno nie pomóc własnemu dziecku, gdy będzie tego
          potrzebowało.
          A wogóle, to młoda mnie trochę drażni swoją niekonsekwencją - jak
          się decyduje na taki profil, to mogłaby pochodzić na kółko z fizyki,
          fizyczka kompetentna, widziałaby córkę na olimpiadzie. Gdy
          uświadamiam, że na mat-fiz nie ucieknie od fizyki, to się wścieka,
          że chcę ją zniechęcić.
          • deszcz.ryb Re: Jak doradzić, żeby nie zaszkodzić? 25.09.09, 21:45
            W sumie to byłam podobna do twojej córki - też ze wszystkiego byłam dobra, wszechstronna i jakbym przysiadła, to wszystkiego bym się mogła nauczyć. I też, tak jak ona, nie uczyłam się regularnie - z lekcji na lekcję. Tak samo - nie wiedziałam, jaki profil wybrać. Siłą inercji poszłam za przyjaciółką na bio-chem. I tu dopiero życie dało mi w kość. wink Te trzy lata to była masakra. I jeżeli mogłabym cokolwiek doradzić - uświadom córce, że mat-fiz czy bio-chem wymagają codziennej, regularnej nauki [studia po tych kierunkach też]. I jeżeli nie jest na to gotowa, to niech na to nie idzie, bo będzie męczyć się straszliwie. I masz rację - niech wybiera sama. Powodzenia. smile
            • azile.oli Re: Jak doradzić, żeby nie zaszkodzić? 25.09.09, 22:12
              Na razie się nie uczy, bo po prostu, co raz usłyszy, zostaje jej w
              głowie. Doczytuje tylko do konkursów i oczywiście masę innych
              rzeczy, które ją interesują. Właśnie starałam się jej uświadomić, że
              mat-fiz to też żmudne rozwiązywanie sporej ilości zadań, i to nie
              zawsze takich ambitniejszych, ale czasem monotonnych.
              I mało jest tu miejsca na własna inwencję, możliwości wyrażenia
              swoich poglądów. Córka lubi np rozwiązywać zadania w
              niekonwencjonalny sposób, nie ma gwarancji, że trafi na
              matematyczkę, która nie myśli schematami.
              Ja skończyłam profil humanistyczny i takież studia. Opowiadałam
              córce, jak w połowie liceum dostała mi się koszmarna polonistka,
              tępiąca mój sposób pisania prac, kobieta, która omawiając lekturę
              opierała się na opracowaniach, gotowcach, które ja też przeczytałam
              i wiedziałam, co baba za chwilę powie. Odpuściła mi po olimpiadzie,
              ale to już było w czwartej klasie. Córka zraziła się do nauczycielki
              historii i przez to trochę do samego przedmiotu, ale akurat w tym
              liceum są świetne historyczki. Nie chcę jej namawiać na profil
              humanistyczny, ale uważam, że jest on tym, który najtrudniej
              obrzydzić.
              Ja byłam ''ukierunkowana'', córka dobra ze wszystkiego. Chyba jej
              jedynym ''mankamentem'' jest brak słuchu muzycznego. Świetnie pisze,
              uzdolniona językowo, plastycznie, super z informatyki,wyobraźnia
              przestrzenna ogromna, co pomaga jej w geometrii, nawet z wf-u
              najlepsza. Jest dobra nawet z przedmiotów, których nie lubi, bo po
              prostu uczy się w expresowym tempie. Ale jednocześnie potrafi
              pyskować, bo musi zrobić coś, na co nie ma chęci, co jest nudne. A
              matematyka potrafi być nudna. Ma wiele działów, o niektórych córka
              nie ma jeszcze pojęcia. Na mat-fiz nic nie zostanie jej oszczędzone,
              nawet, jeśli uzna, że dany dział jest nudny i czasem kompletnie do
              niczego nieprzydatny.
              • morekac Re: Jak doradzić, żeby nie zaszkodzić? 25.09.09, 22:49
                Kończyłam mat-fiz tyle lat temu, że wstyd się przyznać... Masz chyba
                trochę spaczone pojęcie o matematyce - to że dla ciebie to ciemna
                magia, to nie znaczy, że ona sobie nie poradzi.

                że
                > mat-fiz to też żmudne rozwiązywanie sporej ilości zadań, i to nie
                > zawsze takich ambitniejszych, ale czasem monotonnych.
                Przesadzasz.

                Kończyłam mat-fiz tyle lat temu, że wstyd się przyznać...
                Po moim matfizie ludzie poszli na kierunki humanistyczne, społeczne,
                ekonomiczne, medyczno-przyrodnicze i typowo ścisłe...
                Wiem, że teraz jest nowa matura- ale i w moich czasach żeby się
                dostać na studia trzeba było się bardzo mocno douczać poza szkołą -
                jeśli nie były to przedmioty kierunkowe...
                • azile.oli Re: Jak doradzić, żeby nie zaszkodzić? 25.09.09, 23:02
                  NO, za moich czasów też trzeba było douczać się poza szkołą. Ale
                  wtedy człowiek już wiedział, czego chce. Ja matematyki nie lubię,ale
                  młodą starałam się raczej odwodzić od kierunku humanistycznego. Sama
                  się na niego nastawiła. Nie wiem, może się mylę, ale po prostu
                  uważam, że trudno się uczy przedmiotu ścisłego, gdy zbrzydnie i ma
                  się go dość. Wolę rozszerzoną historię, niż rozszerzoną matmę ,
                  pierwsza opcję córka już przetestowala, jest gotowa na taki profil,
                  bo wyprzedza program.
            • ma.pi Re: Jak doradzić, żeby nie zaszkodzić? 16.12.09, 03:31
              deszcz.ryb napisała:

              - uświadom córce, że mat-fiz czy bio-chem wymagają codz
              > iennej, regularnej nauki [studia po tych kierunkach też].


              Zdeczko przesadzasz smile
              Skonczylam klase matematyczno-fizyczna, a pozniej studia
              matematyczne i w zyciu nie uczylam sie niczego regularnie. Na
              studiach to wiadomo, zakuwanie przed sesja i nic wiecej.
              W ogolniaku to codziennie ciezko pracowali Ci co do klasy
              matematyczno-fizycznej trafili przez "przypadek" (czyt. ambicje
              rodzicow) i nie mieli smykalki do tych przedmiotow. Reszta dawala
              sobie rade bez specjalnego wysilku.
          • morekac Re: Jak doradzić, żeby nie zaszkodzić? 25.09.09, 22:10
            Pozostaje losowanie...
    • kanna test Hollanda 25.09.09, 22:15
      Jest to test preferencji zawodowych okreslający predyspozycje i
      cechy osobowiści. Podpowiada możliwe zawody do wyboru, ale niczego
      nie determinuje.
      Jest trafny, pozwala zorientowac się w mozliwościach człowieka.

      Gimnazjalistka jest trochę młoda na niego, ale pewnie dało by sie
      zrobic.

      Polecam.

      ----
      Jak można taką podłą być i mieć tak ładny biust
      USS Phoenix - Where No Man Has Gone Before
      • azile.oli Re: test Hollanda 25.09.09, 22:24
        Może to i dobry pomysł. Nie chcę jej do niczego namawiać, ale
        jednocześnie nie zamierzam też przyklaskiwać jej kolejnym p[omysłom,
        zwłaszcza, gdy widzę pewne ich mankamenty. Taki test córka
        potraktowałaby jako obiektywną ocenę i ja zresztą też. Może to ja
        się mylę, a ona ma rację. Dzięki.
    • rycerzowa Re: Jak doradzić, żeby nie zaszkodzić? 25.09.09, 22:28
      Prawda jest taka, że uczniowie z klas mat-fiz są świetni również w przedmiotach
      humanistycznych (z nielicznymi wyjątkami).
      Natomiast na odwrót - nie za bardzo.

      W "ścisłych" klasach jest zwyczajnie ogólnie wyższy poziom, gdyż tam idzie
      inteligentniejsza młodzież (bez obrazy nikogo).
      Miej to na uwadze.

      Nie rozumiem, dlaczego obawiasz się, że córka nie poradzi sobie z rozszerzoną
      matematyką. Inni sobie radzą, więc czemu ona nie?
      I w ogóle kto powiedział, że matematyka jest nudna?
      • azile.oli Re: Jak doradzić, żeby nie zaszkodzić? 25.09.09, 22:42
        dla mnie matematyka jest piekielnie nudna. Nie jest też prawdą, że
        uczniowie z mat-fiz są świetni np z polskiego. Ale zgadzam się, że
        rzeczywiście humaniści gorzej sobie radzą z matmą. Nie uważam też,
        że do klas mat-fiz idzie zdolniejsza i inteligentniejsza młodzież.
        Są różne rodzaje inteligencji. Poza tym znam bardzo wiele osób z mat-
        fiz, które niewiele czytają, a analizę wiersza uważają za paranoję,
        bo nie da się czegoś udowodnić.
        • verdana Re: Jak doradzić, żeby nie zaszkodzić? 25.09.09, 22:56
          To mit, że matematycy sa dobrzy z polskiego.Sa wystarczajaco dobrzy,
          zeby sobie z polskim poradzic, ale bardzo czesto jednak mają klopoty
          z czymkolwiek wiecej poza suchym sprawozdaniem z lektury 9oczywiscie
          to jest przecietna, nie prawo bezwzgledne). takie myslenie jest
          powszechne, bo znacznie latwiej matematykowi nauczyc się polskiego,
          niz odwrotnie.
          Jesli chodzi o preferencje zawodowe i uzdolnienia, to ja miałam
          takie badanie przed liceum. Powiedziano mi, ze moge wybrac wszystko,
          co nie wiąże sie z mmatematyka, bo do ttego nie mam cienia
          zdolnosci. Miesiąc później zostałam laureatka oimpiady matematycznej
          i od tego czasu mam watpliwosci co do wartosci takich badań.
          Ale do klasy matematycznej nie poszłam - bo wiedziałam, ze nigdy nie
          zainteresuje sie matematyka zawodowo.
          • azile.oli Re: Jak doradzić, żeby nie zaszkodzić? 25.09.09, 23:07
            To tak, jak ja. Nie byłam słaba z matematyki, tylko jej po prostu
            nie lubiłam. Natomiast potwierdzam, że osoby z mat-fiz bardzo rzadko
            sa dobre z polskiego, chyba, że trafi się osoba, która jest po
            prostu dobra ze wszystkiego (albo dobra z matematyki, a jeszcze
            lepsza z polskiego).
      • angazetka Re: Jak doradzić, żeby nie zaszkodzić? 26.09.09, 00:42
        A masz jakieś dowody na te cudne tezy od wyższości intelektualnej
        mat-fizów czy tak Ci się tylko wydaje? wink
        • azile.oli Re: Jak doradzić, żeby nie zaszkodzić? 26.09.09, 09:31
          A to nie ja. Jestem daleka od takich wniosków.
    • morekac Re: Jak doradzić, żeby nie zaszkodzić? 25.09.09, 23:41
      poziom z geografii jest wyśrubowany

      IMHO geografia jest jednym z najłatwiejszych przedmiotów do
      nauczenia się. To, co lubi to podstawa z geografii, gospodarczej się
      jakoś nauczy - wiem, że nudne, ale dla niektórych łatwiejsze niż
      rozbiór wiersza na części pierwsze.
      • bi_scotti Re: Jak doradzić, żeby nie zaszkodzić? 26.09.09, 03:23
        Sorry, ze sie wtracam zza granicy - polskie realia wspolczesnej
        szkoly sa mi obce, ale watek przeczytalam z zainteresowaniem. Czy to
        jest naprawde az takie wazne jaki profil Ona teraz wybierze? Z tego,
        co piszesz, dziewczyna jest inteligentna, umie sie uczyc, umie sie
        zmobilizowac do dodatkowych wyzwan - najprawdopodobniej poradzi
        sobie w kazdej konfiguracji. A na studia ... to moze chciec w koncu
        pojsc na AWF albo teologie wink I jak juz zacznie studia to moze
        chciec w polowie zmieniac kierunek - normalka! Czy to nie jest tak,
        ze to Ty sie jakos podswiadomie boisz jakichs ewentualnych zmian,
        zwrotow na obranej sciezce nauki? Gdzie to jest powiedziane, ze ta
        sciezka musi byc prosta od punktu A do B do C, i ze uczen/student
        nie moze sobie pozwolic na modyfikacje wyborow? Ona teraz jest
        zapalona do mat-fiz. No i fajnie. Kto to moze wiedziec co Ja bedzie
        rajcowac za rok, dwa, cztery? Inteligentna jest, jak przyjdzie
        reewaluowac wybory to bedziecie reewaluowac, a poki co to moze
        nalezy uciac dyskusje, bo nikt z fusow nie wywrozy tej jednej
        idealnej odpowiedzi. No i bladzic jest rzecza ludzka wink
        • azile.oli Re: Jak doradzić, żeby nie zaszkodzić? 26.09.09, 09:26
          Ja nawet nie patrzę na ten profil z perspektywy przyszłych studiów,
          bo wtedy będzie dorosła, może studiować i na 2 kierunkach, jest
          zdolna. Nawet, jak w trakcie będzie coś zmieniała, to już jej
          sprawa, bo będzie dorosłą osobą, być może nawet nie będzie mieszkać
          z nami. Chodzi mi raczej o to, aby w liceum nie była zmuszona
          zmieniać profilu. Albo nie zmieniać, ale przez 3 lata narzekać.
          Zobaczymy jeszcze, jak będzie z rozszerzonymi językami na tym
          kierunku. W tym roku jest angielski i niemiecki, ale w poprzednich
          był tylko angielski. Młodej zależy na rozszerzonym niemieckim i tym
          też się będzie kierowała przy wyborze profilu.
          • przeciwcialo Re: Jak doradzić, żeby nie zaszkodzić? 26.09.09, 19:47
            wydumany problem robisz. Liceum dla ludzi, nie uczą tam cudów, a
            powiedziałabym że uczą nawet mniej niz za naszych czasów.
        • joa66 Re: Jak doradzić, żeby nie zaszkodzić? 26.09.09, 09:32
          Może po prostu powiedz jej , że ten wybór nie determinuje jej przyszłości i
          jedyne co jej grozi jeśli wybór okaże się zły parę tygodni korepetycji z
          jakiegoś przedmiotu. To naprawdę nie tragedia dla zdolnej dziewczyny.

          To jest dobry moment na uczenie, że czasami nie da się zaplanować przyszłości do
          "drugiego miejsca po przecinku" i być zawsze zadowolonym. Czasami podejmujemy
          decyzje, których żałujemy, ale na szczęście w wielu przypadkach da się "szkody"
          naprawić.

          A jeżeli Twoja córka lubi zdobywać wiedzę z rożnych dziedzin, ale lekcje
          (program) ją nudzą...to nie ma znaczenia jaki profil wybierze. Poza tym w każdej
          klasie , w liceum też może nagle się zmienić nauczyciel i w związku z tym poziom
          nauczania.
          • azile.oli Re: Jak doradzić, żeby nie zaszkodzić? 26.09.09, 10:36
            O to właśnie chodzi, żeby zrozumiała, że nie da się wszystkiego
            przewidzieć. I jeszcze zapytam ją, dlaczego brała udział w
            olimpiadach ze wszystkich przedmiotów, oprócz matematyki i fizyki.
            Matematykę jeszcze zrozumiem - w pierwszej klasie za wcześnie, w
            drugiej - nauczycielka na zastępstwie. Ale z fizyki odmawia już
            trzeci rok. A przydałoby się, choćby dla rozszerzenia wiedzy,
            sprawdzenia się.
            • morekac Re: Jak doradzić, żeby nie zaszkodzić? 26.09.09, 11:01
              azile.oli napisała:

              > O to właśnie chodzi, żeby zrozumiała, że nie da się wszystkiego
              > przewidzieć. I jeszcze zapytam ją, dlaczego brała udział w
              > olimpiadach ze wszystkich przedmiotów, oprócz matematyki i fizyki.
              > Matematykę jeszcze zrozumiem - w pierwszej klasie za wcześnie, w
              > drugiej - nauczycielka na zastępstwie. Ale z fizyki odmawia już
              > trzeci rok. A przydałoby się, choćby dla rozszerzenia wiedzy,
              > sprawdzenia się.

              Nie przesadzasz trochę? Z fizyką poradzi sobie i bez rozszerzenia wiedzy... Z matematyką tak samo - lepiej niech dobrze nauczy się tego, co w programie.
              • azile.oli Re: Jak doradzić, żeby nie zaszkodzić? 26.09.09, 11:16
                Może i trochę przesadzam. Ale dziwne jest, że unika akurat
                przedmiotów, które chce wybrać jako kierunkowe. Co do fizyki nie mam
                wątpliwości, że podstawa programowa zostanie zrealizowana. W
                przypadku matematyki nie mam już tej pewności . No i wlaściwie czemu
                nie chce startować w tej fizycznej olimpiadzie? Bo trzeba zrobić
                masę ''durnych'', jej zdaniem zadanek. A przecież jak pójdzie na
                taki profil, to będzie musiała to robić, więc wprawa by jej się
                przydała. Zresztą, w czasie przygotowń do olimpiady wyszłyby na jaw
                ewentualne braki czy luki w wiedzy. Uczeń nie jest się w stanie sam
                przygotować do olimpiady z przedmiotu ścisłego, więc nauczyciel by
                szybko wychwycił takie rzeczy.
                • joa66 Re: Jak doradzić, żeby nie zaszkodzić? 26.09.09, 11:50
                  Ale po co Twoja córka ma brać udział w konkursach?

                  Jeżeli po to, żeby zdobyć punkty potrzebne do rekrutacji do liceum - wynik
                  konkursu jest istotny, a co za tym idzie solidne przygotowanie.

                  Jeżeli tylko po to, żeby sprawdzić wiedzę - niech idzie na konkurs z marszu, to
                  tylko kilkugodzinna nieobecność na lekcjach.
                  • azile.oli Re: Jak doradzić, żeby nie zaszkodzić? 26.09.09, 12:17
                    Uważam, że powinna iść po to, aby sprawdzić wiedzę. Punkty jej nie
                    są specjalnie potrzebne. Wolałabym, aby szło po jakimś
                    przygotowaniu, bo powtórka też coś daje. Ale , choć teoretycznie
                    może iść z marszu, to jednak nauczyciele wymagają uczestnictwa w
                    przygotowaniach. Gdyby bez nich napisała rewelacyjnie, to nie ma
                    problemu, ale małe szanse, olimpiady wykraczają poza program, więc
                    jakim cudem napisałaby bezbłędnie? Nie ma sensu, aby wdawała się w
                    ostatniej klasie w jakieś wojny z fizyczką. Albo pracuje i startuje,
                    albo mówi, że już obiecała pani x i y i nie wyrobi się czasowo.
                    Jedynym przedmiotem , z którego córa idzie na olimpiadę z marszu i
                    bez przygotowań jest niemiecki, ale uczy się go od kilku lat i dawno
                    wyszła poza program licealny.
                    Nie chodząc na przygotowania z fizyki i piszac na tyle, na ile umie
                    naraża się na zarzut, że lekceważy nauczyciela. A nie jest w stanie
                    umieć z przedmiotu ścisłego tego, czego nie przerobiła, to jasne.
                    • morekac Re: Jak doradzić, żeby nie zaszkodzić? 26.09.09, 12:51
                      > Uważam, że powinna iść po to, aby sprawdzić wiedzę.

                      Ale co ona uważa? IMHO olimpiady można pisać z kilu powodów:
                      1.punkty,zwolnienia z egzaminów itp - ale wtedy opłaca się naprawdę pouczyć i
                      skupić się na jednym przedmiocie - i to także powinien być przedmiot z punktu 2.
                      2.bo lubi się jakiś przedmiot, ma się wiedzę i chce się ja wykorzystać. Jakby
                      była zakochana w fizyce, to już dawno byłaby na poziomie liceum.
                      Startowanie we wszystkim sprawia, że człowiek rozmienia się na drobne.

                      IMHO pisanie olimpiady dlatego, że życzy sobie nauczyciel bądź mama - jest bez
                      sensu. Można doskonale funkcjonować w mat-fizach bez udziału w olimpiadzie. Może
                      dlatego musisz potwierdzać swojej córce wybór profilu, bo zawsze uważasz, że
                      wiesz, co jest dla niej lepsze?
                      Przyklep to co ona uważa za stosowne. Czy myślisz, że w tym mat-geogr będą sami
                      olimpijczycy z matematyki czy fizyki? Oni raczej idą do Staszica, a nie na
                      mat-geogr...
                    • morekac Re: Jak doradzić, żeby nie zaszkodzić? 26.09.09, 13:43
                      A nie jest w stanie
                      umieć z przedmiotu ścisłego tego, czego nie przerobiła, to jasne.

                      Azile - to jest argument za tym, że iść do klasy "ścisłej". Jeśli coś jej się
                      odmieni - łatwiej jest samemu przerobić materiał z historii/polskiego niż z
                      matematyki czy fizyki...
                • morekac Re: Jak doradzić, żeby nie zaszkodzić? 26.09.09, 12:07
                  Zresztą, w czasie przygotowń do olimpiady wyszłyby na jaw
                  > ewentualne braki czy luki w wiedzy. Uczeń nie jest się w stanie sam
                  > przygotować do olimpiady z przedmiotu ścisłego, więc nauczyciel by
                  > szybko wychwycił takie rzeczy.

                  Braki i luki w wiedzy matematycznej na tym poziomie wychodzą i bez przygotowań -
                  w normalnym "użytkowaniu". Jest tak, że jeśli ma się dziurę na wcześniejszym
                  etapie edukacji, trudno jest potem poradzić sobie z następnymi etapami. Dlatego
                  matematyka jest tak trudna - wystarczy, że ktoś nie złapie ułamków i nie jest w
                  stanie pojąć tysiąca innych rzeczy... Z fizyką i chemią jest podobnie, niestety.
                  • verdana Re: Jak doradzić, żeby nie zaszkodzić? 26.09.09, 12:19
                    Niechęć do udziału w olimpiadzie nie musi sie rownac niecheci do
                    przedmiotu. Mozna nie miec ochoty na chodzenie na nudne zajecia
                    dodatkowe (często wymagane), czy robienie zadań - tez wymaganych,
                    ktore sie umie zrobic i tak.
                    Mozna bać sie reakcji nauczycielki w razie niepowodzenia. Moja corka
                    miała taka nauczycielke, ktora bardzo xle przyjmowała
                    wszelkie "wpadki" na konkursach.
                    Mozna tez znać przedmiot, ale nie miec pewność, czy aż tak dobrze.
                    Olimpiada nie jest dla osó dobrze przygotowanych, tylko dla tych, co
                    interesują się czyms szczególnie.
                    • azile.oli Re: Jak doradzić, żeby nie zaszkodzić? 26.09.09, 12:32
                      Otóż to. Olimpiada nie jest dla osób dobrze przygotowanych, ale dla
                      zainteresowanych przedmiotem. Więc czemu brała udział we wszystkich,
                      oprócz matematycznej i fizycznej? Dodam, że strach przed
                      niepowodzeniem odpada. Być może te nudne przygotowania.
                      Zadam jej to pytanie, kiedy wróci ze zgrupowania. Bo chyba startuje,
                      kiedy przedmiot lubi, czy się nim interesuje. Np historia ją
                      interesuje, nie lubi jej w wydaniu szkolnym, co rozumiem, bo znam
                      nauczycielkę. Polski lubi tak sobie, ale startuje, bo świetnie się
                      bawi na testach gramatycznych (co stanowi podstawę olimpiady), lubi
                      niemiecki, więc startuje. Cop więcej, dała się przekonać
                      nauczycielce i raz wystartowała w olimpiadzie z nielubianej
                      biologii, nieco wbrew sobie, ale z niezłuym skutkiem. Ale tu ja
                      rozumiem, nauczycielka wywierała presję.
                      • morekac Re: Jak doradzić, żeby nie zaszkodzić? 26.09.09, 13:00
                        W podstawówce startowałam w ol. polonistycznej i nawet jakieś wyróżnienie
                        dostałam - nie musiałam zdawać polskiego do LO. Na szczęście szłam na kolejne
                        etapy z marszu - jakbym miała chodzić na przygotowania, nie startowałabym.
                        Kolega z klasy został laureatem olimpiady chemicznej... a skończył polonistykę -
                        z którego to przedmiotu miał naciąganą tróję...
                        Poszłam do mat-fizu - z tych przedmiotów miałam czwórki, ale w moim wewnętrznym
                        przekonaniu umiałam te przedmioty lepiej niż chemię, biologię czy niektóre
                        humanistyczne - z których miałam piątki...
                  • azile.oli Re: Jak doradzić, żeby nie zaszkodzić? 26.09.09, 12:23
                    Czyli, biorąc pod uwagę , że bez problemu radzi sobie z kolejnymi
                    działami z matematyki należałoby przyjąć, że nie ma żadnych
                    zaległości. Zresztą, teraz wszyscy mają obowiazkową godzinę
                    tygodniowo tzw powtórki przed egzaminem. Nauczycielka leci od
                    podstaw, a młoda się nudzi. Zresztą, wcale się nie dziwię. Mimo, że
                    z matematyką miałam ostatnio niewiele do czynienia i jej nie lubię,
                    to sama bym się nudziła, takie oczywistości powtarzając.
                    • joa66 Re: Jak doradzić, żeby nie zaszkodzić? 26.09.09, 12:42
                      Jeżeli nieobecność na zajęciach przygotowujących do konkursu grożą
                      nieprzyjemnościami, to faktycznie trudna sprawa.

                      U nas to trochę inaczej wygląda, bo nawet nie ma takich zajęć - nauczyciele są
                      po prostu "do dyspozycji" uczniów, którzy chcą wziąć udział w konkursie i tyle.
                      Moje dziecko uznało, że nie będzie się przygotowywać do konkursu historycznego
                      tylko bazować na posiadanej wiedzy, którą ma ogromną ale nie nie wiem czy akurat
                      pokrywająca się z materiałem na konkurs. Bierze też udział w konkursie
                      matematycznym z ...ciekawości, może z lekką z nadzieją, że może się uda, ale też
                      bez przygotowań, tyle, że trudno jego wiedzę matematyczna nazwać ogromnąwink

                      Tylko nie czekają go żadne sankcje w szkole za porażkę (a stałych zajęć
                      dodatkowych przygotowujących do konkursów i tak nie ma).

                      • azile.oli Re: Jak doradzić, żeby nie zaszkodzić? 26.09.09, 12:51
                        U nas są takie zajęcia, nie ze wszystkich przedmiotów, ale z tych
                        ścisłych są. Odbywają się w ramach kółek zainteresowań i zawsze jest
                        ileś tam zadań do zrobienia w domu. Z historii w zasadzie nie ma
                        przygotowań, jest zakres materiału i udostępnienie podręczników. Z
                        polskiego - radź sobie sama, bo jesteś dobra.
    • rycerzowa Re: Jak doradzić, żeby nie zaszkodzić? 26.09.09, 12:42
      angazetka napisała:

      > A masz jakieś dowody na te cudne tezy od wyższości intelektualnej
      > mat-fizów czy tak Ci się tylko wydaje? wink

      Po prostu "ścisłowcy" lepiej piszą również część humanistyczną wszelakich egzaminów.
      Nauczyciele, również przedmiotów humanistycznych, zdecydowanie wolą uczyć w
      klasach mat-fiz.
      Do klas humanistycznych wcale nie idą ludzie uzdolnieni w tym kierunku, ale ci,
      którzy gdzie indziej by sobie nie poradzili.
      • verdana Re: Jak doradzić, żeby nie zaszkodzić? 26.09.09, 12:52
        Czyli ludzie dzielą się na matematykow i idiotów?
        To błąd w rozumowaniu.
        Część humanistyczna testów jest o wiele łatwiejsza od matematycznej
        i nie wymaga żadnych humanistycznych zdolności - sprawdza raczej
        brak zdolnosci humanistycznych, czyli umiejetność stereotypowego
        myślenia o sprawach niestereotypowych. Jest dla mnie jasne, ze
        matematyce test z polskiego oparty na tym, ze nie nalezy podawać
        żadnej odpowiedzi "nie z klucza", tylko takie, ktore znajdują sie w
        brykach. Humanista - nie uczeń dobry z polskiego czy historii, ale
        prawdziwy humanista nie ma szans. Szymborska nie zmiescila się
        w "kluczu" do własnego wiersza na maturze i sama z siebie by nie
        zdała... Nie zgadła bowiem, co miała na myśli.
        Nauczyciele, niestety, zawzwyczaj tez nie szaleja za tworczymi
        uczniami i wola klasy mat-fiz. Przygotowane, sumienne i
        przewidywalne.
        • morekac Re: Jak doradzić, żeby nie zaszkodzić? 26.09.09, 13:20
          Bo ogólnie testy łatwiej się sprawdza w naukach ścisłych - jakiej metody
          rozwiązania zadania się nie użyje - wynik jest jeden. IMHO: na testach
          humanistycznych można sprawdzać gramatykę, naukę o języku, historię literatury,
          daty...
          Co do odpowiedzi z klucza - MEN powinno wydać jedynie słuszne i dopuszczalne
          interpretacje lektur. I tak będzie wiadomo, że Słowacki wielkim poetą był i co
          Mickiewicz miał na myśli pisząc "a imię jego czterdzieści i cztery". Oraz jak
          powinno interpretować się wiersze Szymborskiej - niechże i Ona wreszcie się
          dowie smile.
      • azile.oli Re: Jak doradzić, żeby nie zaszkodzić? 26.09.09, 12:55
        A to też trochę wydumana teza. Co do części humanistycznych
        egzaminów, to , z całym szacunkiem, ale są one beznadziejne. Typowy
        ścisłowiec wyłożyłby się na dawnej maturze, gdzie trzeba było
        napisać coś ''od siebie'', a nie to, co powinno się tam znaleźć wg
        klucza. Te testy są odtwórcze.
    • rycerzowa Re: Jak doradzić, żeby nie zaszkodzić? 26.09.09, 13:23
      verdana napisała:

      > Czyli ludzie dzielą się na matematykow i idiotów?
      > To błąd w rozumowaniu.

      Owszem, błąd. W twoim.

      Azile.oli, ja piszę przede wszystkim o rzeczywistości starej matury, starych egzaminów, bo nowe znam tylko ze słyszenia.
      Ale ponoć pod tym względem nic się nie zmieniło.

      Najciekawsze prace na maturze z polskiego w liceum mojej córki pisali ci z klas mat-fiz-inform. Większość uczniów tych klas stanowili olimpijczycy ze szkoły podstawowej, połowa z polskiego, sporo z innych, nieścisłych przedmiotów.
      W klasie mat-fiz w liceum mego syna już w II klasie była laureatka olimpiady polonistycznej, która równolegle z nauką w liceum studiowała polonistykę.
      Po prostu - zdolni, w różnych przedmiotach, również humanistycznych, raczej wybierają klasy mat-fiz, by być wśród zdolnej, ciekawej młodzieży. Zdolny ze wszystkim sobie poradzi, zatem i rozszerzoną matematykę przełknie, na zasadzie "zaliczenia".
      To tylko 3 lata.
      Zresztą, jak ona teraz rozszerzona, skoro ponoć nie ma nawet podstaw rachunku różniczkowo-całkowego.

      Powiem ci, co bym powiedziała córce.
      "Wybierzesz, jak chcesz.
      Panuje jednak opinia, że do klas mat-fiz idzie "lepsza" młodzież, zatem będzie tam wyższy poziom.
      W przyszłości najprawdopodobniej obejmiesz firmę, zatem przyda ci się ćwiczenie w logicznym myśleniu, byś kiedyś mogła rozumieć bankowość, giełdę, i tym podobne sprawy".

      PS.Nie przeczę, istnieją ludzie uzdolnieni w jednym wybranym kierunku, którzy z niczym innym sobie nie radzą.
      • verdana Re: Jak doradzić, żeby nie zaszkodzić? 26.09.09, 14:46
        Wybacz, ale piszesz rzeczy, ktore mnie w glowie się nie mieszczą.
        jakby jedynym powodem pojscia do klasy humanistycznej był brak
        innego wyboru. Bo jak ktos ma cokolwiek w głowie, to idzie do innej
        klasy?
        Wobec tego, ze nie znasz realiów obecnej szkoly, trudno Ci sie
        wypowiadac na ten temat - natomiast w realiach poprzedniej
        matematyce naprawde NIE pisali wypracowań na maturze z polskiego
        lepiej. Nie wykluczone, ze w jedne szkole - tak. Ale jedna szkola to
        trochę mało na wyciaganie ogólnych wniosków. Na socjologie, gdzie
        obowiazkowy był polski i matematyka lub historia do wyboru *bardzo
        dobry sprawdzian) NIE dostawalo się wiecej mlodziezy zdającej
        matematykę - choć wg. Twojego rozumowania powinno.
        Dlaczego osoby zdolne maja wybierac matematykę , choc są
        zainteresowane humanistyka - tego naprawde nie wiem. Ja bylam
        laureatką olimpiady matematycznej, a do klasy matematycznej nie
        poszłam i nie jestem wyjątkiem. W mojej szkole zresztą najlepsza
        byla klasa z rozerzonym jezykiem - humanistyczna. Co o niczym nie
        świadczy.
        • przeciwcialo Re: Jak doradzić, żeby nie zaszkodzić? 26.09.09, 15:12
          Teraz matematyka jest obowiazkowa na maturze i na humanistycznych
          kierunkach tez beda ja brac pod uwage w rekrutacji na studia- chyba
          w Trójce niedawno były wypowiedzi na ten temat.
          • azile.oli Re: Jak doradzić, żeby nie zaszkodzić? 26.09.09, 15:24
            No, raczej na humanistycznych kierunkach matematyki nie będą brać
            pod uwagę. Ona ma być zdana i tyle. Przedmioty , brane pod uwagę
            przy rekrutacji są różne na różnych uczelniach. Zawsze brany jest
            pod uwagę język obcy. Co do innych przedmiotów - istnieje wybór
            wśród kilku, podanych przez uczelnię. Nawet, jeśli matematyka będzie
            w wykazie nikt nie zmusi studenta, aby ją wybrał, gdy będzie mógł
            się [pochwalić lepszym wynikiem z historii czy vos-u.
            • przeciwcialo Re: Jak doradzić, żeby nie zaszkodzić? 26.09.09, 19:26
              No to filozofia to wydział scisły w takim razie bo min na filozofię
              maja brać pod uwagę maturę z matematyki.
              • przeciwcialo Re: Jak doradzić, żeby nie zaszkodzić? 26.09.09, 19:26
                aaaaa... i na prawo tez matematyka bedzie brana pod uwage.
                • morekac Re: Jak doradzić, żeby nie zaszkodzić? 26.09.09, 20:31
                  przeciwcialo napisała:

                  > aaaaa... i na prawo tez matematyka bedzie brana pod uwage.

                  Rozszerzona? Bo podstawową i tak Młoda musi zdawać.
                  • przeciwcialo Re: Jak doradzić, żeby nie zaszkodzić? 27.09.09, 08:45
                    Pewnie na konkretnej uczelni trzeba sie dowiadywac bo tam były
                    informacje z kilku uniwersytetów.
                    Chodzi o to ze matma potrzebna do logiki a logika do paru innych
                    rzeczy wink
                    • azile.oli Re: Jak doradzić, żeby nie zaszkodzić? 27.09.09, 09:12
                      Jestem po studiach humanistycznych. Miałam logikę i zdałam ją na 5.
                      Nie zdawałam matury z matmy i , o zgrozo, w ostatniej klasie
                      przeprowadzono u nas pewien eksperyment , polegający na tym, że w
                      drugim półroczu były tylko przedmioty maturalne, więc z matematyką
                      pożegnałam się wscześniej. Dodam, że matematyczkę miałam fatalną, a
                      w klasie mat-fiz w moim roczniku też uczyła ona. Współczułam tym
                      ludziom bardzo.
                      • przeciwcialo Re: Jak doradzić, żeby nie zaszkodzić? 27.09.09, 13:58
                        Ja przepraszam, to watek o tobie czy twojej córce?
                        • azile.oli Re: Jak doradzić, żeby nie zaszkodzić? 27.09.09, 15:26
                          O córce naturalnie. Ale dając rady nie unikniemy nawiazania do
                          własnych doświadczeń.
                          • przeciwcialo Re: Jak doradzić, żeby nie zaszkodzić? 27.09.09, 16:48
                            Szkoła z naszych czasów "se ne vrati".
                            Boleję nad tym bo poziom kształcenia spada.
                            Szkoła przeznaczona jest dla sredniaków, zdolny poradzi sobie w
                            każdej klasie.
                            • azile.oli Re: Jak doradzić, żeby nie zaszkodzić? 27.09.09, 17:01
                              I tu masz rację. Ja też uważam, że poziom kształcenia spada, a
                              dzieciaki ucza się rozwiązywania testów. I fakt, jeśli moja córka
                              miałaby mieć kłopoty, to większość powinna po miesiącu wylecieć.
                              Takie mnie nachodzą refleksje, oparte na własnych obserwacjach i
                              rozmowach z innymi nauczycielami. Dzieci z ''otwartymi głowami''
                              jest zaledwie garstka. Wśród nich jest jeszcze część znudzona
                              szkołą, co mnie wcale nie dziwi.
        • azile.oli Re: Jak doradzić, żeby nie zaszkodzić? 26.09.09, 15:17
          No właśnie, w mojej szkole też najlepsza była klasa humanistyczna,
          98% dostało się na studia dzienne, wtedy po egzaminach wstępnych.
          Ogólnie, jeśli ktoś jest wszechstronnie uzdolniony, to będzie super
          w każdej klasie, natomiast całe mnóstwo osób, które wybrało mat-fiz
          polskiego nie cierpiało, a w swoich wypowiedziach nie wychodziło
          ponad schematy (patrz- ''mądrości'' przeczytane we wstępie do
          lektury).
          Od kiedy zniesiono profile ogólne, to wcale ta słabsza młodzież nie
          wybietra profilu humanistycznego, bo ''będzie łatwiej''. Jeśli ktoś
          nie lubi czytać, nie lubi poezji i jej nie rozumie, to prędzej
          wybierze mat-fiz i pójdzie na korepetycje w razie potrzeby.
          Obserwuję młodzież kilka lat starszą od córki i wcale ta młodzież
          najzdolniejsza nie trafia na ten ścisły profil.
          Te klasy są może uważane za najtrudniejsze, ale wcale niekoniecznie
          takie są. Jak ktoś nie jest tępy z matmy, to sobie poradzi.
          Jak ktoś nie ma jakiegokolwiek wyczucia literackiego, to przy
          wymagającej polonistce będzie biedny. Ale jeśli ktoś ma to wyczucie,
          dużą wiedzę historyczną i zdolności językowe, to w klasie
          humanistycznej rozwinie skrzydła, będzie to dla niego przyjemny etap
          nauki. Zresztą, dla mnie okres studiów był niezwykle rozwijającym
          intelektualnie i przyjemnym czasem. A ja uważam, że nauka powinna
          być przyjemna, bo wtedy więcej daje.
          • morekac Re: Jak doradzić, żeby nie zaszkodzić? 26.09.09, 16:25
            98% dostało się na studia dzienne, wtedy po egzaminach wstępnych.

            Ale nie przekonasz mnie, że w większości poszli na kierunki ścisłe wink
            Azile - myślę, że po prostu zastanówcie się, co córka chciałaby ewentualnie
            robić, co studiować... To,że jeszcze jej się to zmieni - trudno - najwyżej
            "odpuści" wtedy te przedmioty, które nie będą do niczego potrzebne, będzie
            zaliczała na państwową dwóję czy tróję i znajdzie czas na douczenie się
            potrzebnych. Znam ludzi, którzy szli po mat-fizie na kierunki humanistyczne,
            medycynę i kierunki przyrodnicze , kierunki społeczne i ekonomiczne. Znam też
            ludzi, którzy pokończyli kierunki humanistyczne i zrobili studia podyplomowe z
            kierunków ekonomicznych... Ty się boisz 'obrzydzenia' matematyki, ale wierz mi,
            że przedmioty humanistyczne też można znielubić - jak się trafi na głupiego
            nauczyciela i człowiek w żaden sposób nie będzie mógł się wpasować w jego
            'klucz'. Znam urodzonych humanistów, którzy przeszli piekło z tego powodu.
            Jeśli wybrała profil mat-geogr - wierz mi, powinna sobie poradzić bez zbytniego
            jęczenia.
            • azile.oli Re: Jak doradzić, żeby nie zaszkodzić? 26.09.09, 16:54
              Oczywiście większość wybrała studia zgodne z profilem:filologie
              obce, polonistyka , historia, filozofoia bibliotekoznawstwo; był też
              marketing, hotelarstwo oraz stomatologia.
              Zgadzam się, że każdy przedmiot da się obrzydzić, ale w liceum można
              już rozróżnić dziedzinę wiedzy od szkolnego przedmiotu z koszmarnym
              nauczycielem.
              Co do córki - pewnie, że sobie poradzi, raczej mi chodzi, aby nie
              cierpiała przez ten wybór, bo i po co. Niby to tylko 3 lata,
              zresztą, zrobi, jak zechce. Nie ma nic gorszego, niż wybieranie
              szkoły , czy profilu przez rodzica. Ale sama pyta o zdanie.
              A moje jest nieco inne, niż jej, w dodatku nie wyrażam go dobitnie,
              bo nie chcę, żeby uznała to za presję. Zresztą, ona i tak zrobi, co
              chce. To, że pyta oznacza, że absolutnie nie jest pewna słuszności
              swojego wyboru. I to najbardziej mnie martwi.
              • verdana Re: Jak doradzić, żeby nie zaszkodzić? 26.09.09, 17:20
                Nie, nie mozna.
                Mnie w liceum obrzydzono matematykę, ktorą kochalam pierwsza
                milością.
                A co do "wyrazania dobitnie" to zaczynam rozumiec, gdzie jest pies
                pogrzebany - corka jednak świetnie widzi, ze masz swoje zdanie,
                niezgodne z jej i zamiast powiedzieć to wprost "dyskretnie"
                podwazasz jej wybor. Nie ma nic bardziej denerwującego.
                Powiedz otwartym tekstem co myslisz i już.
                • morekac Re: Jak doradzić, żeby nie zaszkodzić? 26.09.09, 20:34
                  > Powiedz otwartym tekstem co myslisz i już.

                  I zaakceptuj decyzję córki.
              • wieczna-gosia Re: Jak doradzić, żeby nie zaszkodzić? 26.09.09, 21:20
                to jej powiedz otwarcie co uwazasz- jako jedna z opcji. Presja to
                akurat jest najbardziej upierdliwa w takij wlasnie formie- nie
                otwarcie wyrazonej opinni ale takiego podpuszczania- zrobisz co
                zechcesz ale.....

                zreszta dziecko masz madre dlaczego opinie ma potraktowac jak presje?
      • angazetka Re: Jak doradzić, żeby nie zaszkodzić? 26.09.09, 21:40
        > Po prostu - zdolni, w różnych przedmiotach, również
        humanistycznych, raczej wybierają klasy mat-fiz, by być wśród
        zdolnej, ciekawej młodzieży

        Nie zauważyłam. Poszłam do humanistycznej, miałam fantastyczną
        klasę, pełną ludzi fenomenalnie oczytanych, inteligentnych, z
        pasjami. Mat-fizy... cóż, to byli raczej chłopcy niewidzący świata
        poza kompem i mający problem ze zrozumieniem wiersza smile Takie mole
        komupterowe.
    • mamusia1999 Re: Jak doradzić, żeby nie zaszkodzić? 26.09.09, 17:29
      zycie jest baaardzo ryzykowne samo w sobie wink jedna z cech
      dojrzalosci jest akceptowanie pewnego stopnia ryzyka bo 100%
      pewnosc nie istnieje. nie dziwie sie, ze mloda dziewczyna wolalaby
      miec pewnosc - kazdy by wolal. cala branza ubezpieczen zyje z
      wyimaginowanego poczucia bezpieczenstwa. wiec rowniez mamie sie nie
      dziwie.

      stwierdzenie, ze bedzie musiala poniesc wszytskie konsekwencje jest
      absolutnie prawdziwe ale brzmi dosc groznie. moze wlasnie tego sie
      obawia - ze nie podola tym konsekwencjom.

      ja w obliczu "ryzykownych" zyciowych decyzji rozmawiam sama ze soba
      mniej wiecej w ten sposob: 100% pewnosci ze wszystko pojdzie
      gladko nie bede miala nigdy. ale nawet gdyby moja decyzja okazala
      sie falszywa to tez nie katastrofa, bede sie msuiala wysilic ale
      jak najbardziej w granicach moich mozliwosci.

      w przypadku twojej Mlodej widze to tak: kazdy profil moze okazac
      sie nie do konca trafiony - albo juz w trakcie liceum albo w
      obliczu wymagan stawianych przez wymarzona uczelnie. gdyby tak sie
      stalo to to nie bedzie dramat - braki zawsze mozna uzupelnic.
      przeciez bedziesz ja wpsierac (i o tym ja zapewnij, nie bedzie z
      problemami sama jak palec). liecealista uczy sie samodzielnej pracy
      umyslowej. kazdy z profili w jej wypadku zawiera dziedzine mniej
      lubiana/trudniejsza - i to tez swietny trening wytrwalosci.
      jestescie w tej komfortowej sytuacji, ze nie dojdzie do problemow
      egzystencjalnych i w razie brakow (do "nowych" wymarzonych studiow)
      zmieszcza sie w budzecie jakies dodatkowe lekcje itd.
      mialam w liceum dwie kolezanki zdecydowane na medycyne - a bylismy
      owczesna klasa ogolna (czyli nijaka). dziewczyny musialy byc
      swietne z biol., chemii i fizyki - i daly rade.

      zdejmij z niej troche ciezaru - jej decyzja jakos tam wplynie na
      przyszlosc ale te skutki zawsze beda odwracalne i w granicach jej
      mozliwosci.
    • rycerzowa Re: Jak doradzić, żeby nie zaszkodzić? 26.09.09, 18:04
      azile.oli napisała:

      . Zresztą, ona i tak zrobi, co
      > chce. To, że pyta oznacza, że absolutnie nie jest pewna słuszności
      > swojego wyboru. I to najbardziej mnie martwi.

      Moim zdaniem, tym RÓWNIEŻ martwisz się niepotrzebnie.
      Mądry człowiek chce znać zdanie innych, kto pyta, mniej błądzi, nawet
      najważniejsi mają doradców.
      Im szerszy masz ogląd , tym lepiej, tym więcej przesłanek do podjęcia słusznej
      decyzji.
      Co dwie głowy, to nie jedna.
      A decyzję przecież każdy podejmuje sam.

      Sama też nie jesteś pewna swoich racji, zatem chcesz sprawę obgadać na forum. I
      słusznie czynisz.
      • bi_scotti Re: Jak doradzić, żeby nie zaszkodzić? 26.09.09, 20:55
        Przeczytalam kolejnych 30 postow i wydaje mi sie, ze Ty naprawde za
        duza wage przywiazujesz do watpliwosci i do wyboru jaki dokona Twoja
        corka. Verdana chyba ma racje stwierdzajac, ze Ty masz dokladna
        wizje tego, co bys chciala zeby Mloda zrobila tylko nie chcesz Jej
        tego wprost powiedziec udajac, ze zaakceptujesz kazdy wybor. A nie
        zaakceptujesz, bo to Cie ewidentnie dreczy. Wiec powiedz Jej co bys
        chciala zeby Ona zrobila. Tylko wtedy Ty musisz sie liczyc z
        konsekwencjami Twojej deklaracji: jesli zrobi jak chcesz i nie
        bedzie z tego wyboru zadowolona, wypomni Ci to nie raz i nie
        czterdziesci! Jesli nie zrobi tego, co Ty chcesz, Ty Jej to bedziesz
        przypominac i wypominac przy jakimkolwiek niepowodzeniu badz checi
        kolejnych zmian. Teraz Twoja kolej na doroslosc i na ponoszenie
        konsekwencji tejze doroslosci wink

        Do Rycerzowej: w ogole nie rozumiem tego, co piszesz o mat-fiz vs.
        humanisci. Ja chodzilam do klasy mat-fiz, mialam wylacznie swietne
        stopnie z matematyki, fizyki, chemii ale w polowie 10 klasy
        uswiadomilam sobie, ze interesuja mnie przedmioty humanistyczne i ze
        moi "super inteligentni" koledzy z mat-fiz nudza mnie smiertelnie
        podobnie zreszta jak i lekcje z przedmiotow humanistycznych
        prowadzone przez niby "najlepszych" nauczycieli w renomowanym
        wowczas warszawskim liceum. Zmienilam wiec profil, musialam odrobic
        dwa lata laciny i "udowodnic" polonistce, ze myslenie abstrakcyjne
        nie jest dla mnie abstrakcja. Klasa humanistyczna okazala sie byc
        bez porownania ciekawsza i bardziej "kolorowa" intelektualnie niz ta
        niby "najlepsza" klasa mat-fiz. Pozniej na emigracji odkrylam
        jeszcze jedna prawidlowosc - humanisci radza sobie z adaptacja
        lepiej niz "scisli", latwiej jest im wykorzystac czesc umiejetnosci
        dodajac cos nowego i tworzyc nowa jakosc w nowej profesji niz np.
        inzynierom chemikom, ktorzy juz do konca zycia potrafia byc
        tylko ... inzynierami chemikami sad Oczywiscie, sa wyjatki ale wcale
        nie tak liczne. Utrzymuje kontakty z kolegami z Polski i
        prawidlowosc jest podobna: ci, ktorzy pokonczyli studia
        humanistyczne, zmieniaja zawody, ucza sie nieustannie, od poczatku
        zdaja sobie sprawe z tego, ze musza byc elastyczni i otwarci na nowe
        wyzwania - dzieki temu raczej nie starzeja sie duchowo wink ; ci, po
        studiach opartych na mat-fiz, glownie inzynierskich ale i
        uniwersyteckich w tych kierunkach, cierpia gdy im zamkna fabryke czy
        biuro konstrukcyjne, traktuja swoje wyksztalcenie jako jedyna
        mozliwa droge zyciowa. Smutne to ale wygada na to, ze nieuleczalne.

        Reasumujac, jesli mozna wspierac humanistyczne, elastyczne myslenie
        u dziecka, to jest to moim zdaniem duzo korzystniejszy ladunek niz
        ukierunkowanie mat-fiz, ale z opisu Azile wynika, ze akurat Jej
        corka ma otwarta glowe i jest chetna probowac. Niech wiec probuje a
        jak sie pomyli to sprobuje jeszcze raz. Co jest zlego w zmianie
        profilu w szkole sredniej? Nawet jakby miala z tego powodu stracic
        semestr czy rok to w czym problem?
        • azile.oli Re: Jak doradzić, żeby nie zaszkodzić? 27.09.09, 09:06
          ja bym wolała, żeby córka została przy profilu humanistycznym.
          Powiedziałam jej to, co spotkało się z ostrym sprzeciwem, bo moja
          młoda pokorna nie jest i nie zrobi tego, co jej powiem.
          Mogę jej powiedzieć tylko, że jakikolwiek profil wybierze, to jej
          pomogę, ale np na zasadzie korepetycji. To, czy znajdzie na nie czas
          i kosztem czego, to już jej problem, bo życia za nią nie przeżyję.
          Ja mam akurat taką wizję klas mat-fiz jak angazetka, bi_scotti,
          częściowo verdana. Nie wynika to z jakichś opowieści , ale z
          bezpośredniej obserwacji.
          Córka jest zdolna, kreatywna, więc pewnie da sobie radę, ale
          atmosfera w klasach humanistycznych jest specyficzna, dla mnie
          bardzo rozwijąjaca i jakaś taka przyjazna.
          Chodzi o to, że córka wymaga ode mnie entuzjazmu, spowodowanego jej
          nowym pomysłem, a tego się nie doczeka. To jest z kolei źródłem jej
          frustracji i żywiołowego okazywania swojego niezadowolenia.
          • verdana Re: Jak doradzić, żeby nie zaszkodzić? 27.09.09, 09:54
            Nie, nie - bez przesady. Atmosferaklasy, poziom młodziezy itd NIE
            zależą od profilu. Humanisci nie musza być bardziej kreatywni od
            matematyków i odwrotnie. Wysyłanie do jakiejkolwiek klasy pod kątem
            atmosfery, "przyjazności" czy tego czy sa bardziej czy mniej
            rozwijające jest błędem w rozumowaniu.
            Czy klasa bedzie fajne czy nie po prostu nie zalezy nawet w
            minimalnym stopniu od profilu.
            • azile.oli Re: Jak doradzić, żeby nie zaszkodzić? 27.09.09, 10:16
              Fakt, że tego się nie przewidzi. Natomiast generalnie łatwiej się
              egzystuje w grupie, która ma podobne zainteresowania. Ale tu już
              zależy wiele od tego, z jakich powodów kmtoś wybiera dany profil.
              Bo jeśli tylko dlatego humanistyczny, że jest kompletnie zielony z
              matmy, albo mat-fiz, bo analiza wierszy to dla niego horror, to
              rzeczywiście wybory mogą być przypadkowe. Pomijam już fakt, gdy
              dziecko jest ''pchane'' przez rodzica lekarza czy prawnika, bo ten
              nie wyobraża sobie, aby dziecko nie powieliło jego drogi życiowej.
              U nas tego problemu nie ma na szczęście.
          • morekac Re: Jak doradzić, żeby nie zaszkodzić? 27.09.09, 10:24
            Z punktu widzenia mat-fizu ptofil mat-geo czy mat-hist specjalnie
            ścisły nie jest... Wszystkie osobniki z matematycznym skrzywieniem
            osobowości idą IMHO raczej na mat-fiz-info.

            Mogę jej powiedzieć tylko, że jakikolwiek profil wybierze, to jej
            > pomogę, ale np na zasadzie korepetycji.
            Podobno wielu maturzystów bierze korki przed maturą... i jakoś
            znajdują czas.

            > atmosfera w klasach humanistycznych jest specyficzna, dla mnie
            > bardzo rozwijąjaca i jakaś taka przyjazna.
            Twierdzenie tak samo prawdziwe, jak to, że na profile idą lepsi
            uczniowie niż na profil humanistyczny. Nie patrz na świat poprzez
            swoją fobię matematyczną.

            Chodzi o to, że córka wymaga ode mnie entuzjazmu, spowodowanego jej
            > nowym pomysłem, a tego się nie doczeka. To jest z kolei źródłem
            jej
            > frustracji i żywiołowego okazywania swojego niezadowolenia.
            Qrcze... Ty też jesteś sfrustrowana i okazujesz swoje niezadowolenie.


            Młoda była zdecydowana na profil humanistyczny, w
            domyśle studia : prawo, administracja, europeistyka, politologia,
            filologia obca.
            Sprawdzałaś, jakie przedmioty są potrzebne przy przyjęciach?
            • azile.oli Re: Jak doradzić, żeby nie zaszkodzić? 27.09.09, 10:36
              Sprawdzałyśmy obie. Wszędzie polski i język obcy. Na pozostałych:
              historia i vos, na europeistyce dodadkowo geografia (ale do wyboru,
              jako opcja zamiast historii lub vos-u).
              Profilu typu mat-historia nie spotkałam nigdzie. Profil, który chce
              wybrać córka to normalny mat-fiz, tyle, że dochodzi jeszcze
              rozszerzona geografia. Jest też opcja (klasa dzielona na grupy),
              gdzie nie ma rozszerzonej geografii, to normalny mat- fiz.
              • verdana Re: Jak doradzić, żeby nie zaszkodzić? 27.09.09, 10:57
                Towarzystwo osob o innych zaiteresowaniach może być fantastyczne.
                Moja corka chodzila do specyficznej szkoły, gdzie nie bylo klas
                profilowanych, tylko kazdy wybierał dodatkowe zajecia. Niemal
                wszyscy w klasie wybrali biologie i chemie - ona polski i historię.
                Mówi, ze to bylo inspirujace, pogadac z ludxmi, ktorzy wlasnie mieli
                inne zainteresowania, i opowiadali rzeczy, o ktrych nie miala
                pojecia.
                szkoda, ze już tego systemu nie ma.
                • joa66 Re: Jak doradzić, żeby nie zaszkodzić? 27.09.09, 11:07
                  Dlaczego już nie ma?
                  • verdana Re: Jak doradzić, żeby nie zaszkodzić? 27.09.09, 14:02
                    Bo nie wolno...
                    • bi_scotti Re: Jak doradzić, żeby nie zaszkodzić? 27.09.09, 14:59
                      To, ze nie mozesz Jej zaoferowac entuzjazmu to jest jak najbardziej OK i to Jej
                      powinnas wylozyc prosto, ze o ile akceptacja Jej wyborow to jest dla Ciebie
                      normalka, o tyle zachwyt i entuzjazm to juz zupelnie wewnetrzne uczucia, ktorych
                      kontrolowac sie nie da smile
                      Przy okazji: czy w Polsce sa szkoly alternatywne? Moj sredni skonczyc
                      alternatywne high school. Wlasnie (miedzy innymi) dlatego, ze byl bardzo
                      rozstrzelony w swoich zainteresowaniach, normalna szkola Go nudzila i wkurzala,
                      potrzebowal towarzystwa podobnych sobie - nie za bardzo przystajacych do ogolu
                      wink Sam sobie te szkole znalazl gdy w polowie 9 klasy stwierdzil, ze ma dosc. Nie
                      dlatego zreszta, ze mial zle wyniki ale glownie dlatego, ze mial poczucie
                      "uwiazania intelektualnego" jak to okreslil jeden z Jego nauczycieli
                      wspierajacyh jego decyzje o zmianie szkoly.
                      • azile.oli Re: Jak doradzić, żeby nie zaszkodzić? 27.09.09, 15:30
                        O ile wiem, to w Polsce nie ma szkół alternatywnych. Nawet, jeśli
                        gdzieś są ich odpowiedniki, to na pewno nic o tym nie wiem, czyli
                        wniosek- w naszym województwie takich szkół brak.
                        Szczerze powiedziawszy, nie ma też odpowiadajacych nam szkól
                        społecznych czy prywatnych,tzn są, ale mało zachęcające. A mieszkamy
                        w dużej aglomeracji.
              • morekac Re: Jak doradzić, żeby nie zaszkodzić? 27.09.09, 18:55
                Azile, może nie warto ograniczać się do jednej szkoły.
                Profil mat-hist, mat-hist-geogr, mat-geogr występuje w przyrodzie.
                Żmichowska, Modrzewski,Zamoyski ... i na pewno wiele innych. Może
                znajdzie się coś dojazdowo-językowo dostępne?
                • azile.oli Re: Jak doradzić, żeby nie zaszkodzić? 27.09.09, 19:06
                  Nie jesteśmy z Warszawy. Córce bardzo zależy na profilu z
                  rozszerzonym niemieckim, a taki jest tylko w 2 szkołach w naszym
                  regionie, w tej drugiej profile są podobne, tylko tam jest klasyczny
                  mat-fiz. Poziom w tej drugiej szkole też nieco niższy. Córka chce
                  zdawać na maturze niemiecki i mimo, że uczy się go już długi czas i
                  bardzo dobrze umie, to nie chce trafić na opcję : poszerzony
                  angielski 6razy w tygodniu , a niemiecki tylko 2 razy. Wiem, że
                  szkoła niby języka nie nauczy, ale przynajmniej będzie w stanie
                  wykazać się wiedzą, wziąć udział w olimpiadzie itd.
                  • wieczna-gosia Re: Jak doradzić, żeby nie zaszkodzić? 27.09.09, 19:08
                    w olimpiadzie moze brac udzial nawet nie majac tego jezyka w szkole w
                    ogole no nie?
                    • azile.oli Re: Jak doradzić, żeby nie zaszkodzić? 27.09.09, 19:18
                      Owszem, może. Ale ona chce mieć ten rozszerzony niemiecki. Jego
                      znajomość to jeden z jej atutów, bez sensu, aby trafiła na grupę
                      początkujacą. Jeśli ktoś wybiera rozszerzony język , to zazwyczaj
                      coś z niego umie, praca w słabej grupie to strata czasu. Z kolei bez
                      sensu, aby w liceum zaczynała trzevci język, a na maturze zdawała
                      ten, którego nie uczy się w szkole.
                      • przeciwcialo Re: Jak doradzić, żeby nie zaszkodzić? 27.09.09, 20:05
                        Języka mozna się uczyc poza szkoła.
                        W mojej licealnej klasie była dziewczyna która mature napisała z
                        języka którego sie uczyła poza szkoła,musiał miec tylko jakis
                        papierek z kuratorium. Potem poszła na filologie i doktorat zrobiła.
                        • maksimum Re: Jak doradzić, żeby nie zaszkodzić? 28.09.09, 02:20
                          W Zlym kraju mieszkasz!
                          U nas jest tak,ze po kilku miesiacach( w szkole Kowalskiej) lub po
                          pierwszym roku(w szkole syna) jest przesiewka i poza normalnymi
                          klasami
                          sa klasy honor i AP.
                          Trzeba miec ponad 90% z danego przedmiotu,zeby byc skierowanym do
                          klasy na wyzszym poziomie.
                          Starsza Kowalska ma chyba dwie lub trzy klasy na wyzszym poziomie a
                          moj syn ma dwie takie.
                          Syn wlasnie z angielskiego i historii jest w klasach na wyzszym
                          poziomie i mowi,ze rzeczywiscie sa tam bardziej rozgarniete
                          dzieciaki.

                          PS.Mysle jednak ,ze w Polsce nie da sie skopiowac systemu
                          amerykanskiego,skoro mozna na miejscu cos glupiego wymyslec.
                        • azile.oli Re: Jak doradzić, żeby nie zaszkodzić? 28.09.09, 09:00
                          Owszem , można. Ale po pierwsze, to utrudnienie, po drugie,
                          problemem nie tyle jest wybór szkoły, co profilu. Jak już pisałam sa
                          3 zasadnicze profile, wzbogacane jakąś nowością, tu akurat dołożono
                          geografię. W żadnym z liceów w promieniu 30 kilometrów nie ma opcji,
                          łączącej matematykę z historią na przykład. Dalszych liceów nie
                          sprawdzałam, a to dlatego, że nie chcę, aby dziecko spędzało cały
                          dzień poza domem, w dodadku rezygnując z lekcji języków, treningów,
                          bo na to już nie byłoby czasu.
                          • asia_2002 Re: Jak doradzić, żeby nie zaszkodzić? 28.09.09, 10:30
                            Nie słyszałam, żeby gdziekolwiek u nas była klasa matematyczno -
                            historyczna. Zwykle kierunki są humanistyczne, przyrodnicze, ścisłe
                            albo językowe.

                            Co do języka to wiem, że plany ministerstwa sa takie, że od
                            przyszłego roku języki mają zostać zgrupowane. Co oznacza, że
                            dzieciaki będą się uczyły języka w grupach tworzonych nie z klasy,
                            ale ze wszystkich klas w zależności od stopnia ich zaawansowania.
                            Nie wiem, jak to wyjdzie w praniu, ale tak ma być.
                            • pam_71 Re: Jak doradzić, żeby nie zaszkodzić? 28.09.09, 14:13
                              > Nie słyszałam, żeby gdziekolwiek u nas była klasa matematyczno -
                              > historyczna. Zwykle kierunki są humanistyczne, przyrodnicze, ścisłe
                              > albo językowe.


                              A wiecie, że wielu wybitnych matematyków interesowało się historia lub sztuką
                              (jako hobby) wink Nie jest to więc takie niecodzienne połączenie jakby się wydawało.
                              • wieczna-gosia Re: Jak doradzić, żeby nie zaszkodzić? 01.10.09, 07:00
                                jak z odpowiedniego kata popatrzec to humanistyczne kierunki sa
                                zaskakujaco scisle a w scislych jest poetyki ze hej smile

                                a jezyki juz sie grupuje w gimnazjach- moje dzieci tak mialy ze
                                parami dwie klasy ialy laczonae jezyki i matematyke chyba- jezykow
                                bylo 6 poziomow a matematyki 4- czyli dosyc duze rozpoziomowanie. I
                                to dziala smile
                  • morekac Re: Jak doradzić, żeby nie zaszkodzić? 27.09.09, 19:34
                    Rzeczywiście problem - trochę ten język ogranicza...
                    • azile.oli Re: Jak doradzić, żeby nie zaszkodzić? 27.09.09, 19:51
                      Język ogranicza, ale nawet, gdyby odrzucić to kryterium, to w
                      okolicznych gimnazjach są główne trzy profile, wzbogacane np o
                      profil dziennikarski (to humanistyczny z elementami dziennikarstwa),
                      biol-chem z zajęciami z pierwszej pomocy, generalnie najrzadziej
                      wzbogacany jest o rozszerzony przedmiot właśnie mat-fiz. Najwięcej
                      opcji mają, o dziwo, profile humanistyczne, z łaciną, teatrologia,
                      elementami sztuki czy kultury.
                      W wybranym liceum na profilu humanistycznym jest rozszerzony
                      polskilub vos, historia rozszerzona w obu grupach.
                      Niemiecki rozszerzony zależnie od rocznika. Zazwyczaj był zawsze na
                      profilu humanistycznym, w tym roku wyjątkowo na wszystkich innych.
                      To zależy chyba od preferencji kandydatów, którzy po raz pierwszy
                      pisali egzamin gimnazjalny z języka obcego.
                      W drugim obstawianym liceum niemiecki jest rozszerzony na wszystkich
                      profilach.
                      • morekac Re: Jak doradzić, żeby nie zaszkodzić? 28.09.09, 10:45
                        Jeżeli sytuacja jest taka, to nie martwiłabym się, że na mat-fiz
                        pójdą ludzie zainteresowani wyłącznie matematyką i fizyką. Pójdą też
                        tam ludzie zainteresowani tylko matematyką albo
                        matematyką/geografią/historią - czyli również tacy, z którymi
                        będzie się można porozumieć za pomocą języka innego niż języki
                        programowania. Tak więc nie rozpaczałabym nad atmosferą...

                        Najwięcej
                        > opcji mają, o dziwo, profile humanistyczne, z łaciną, teatrologia,
                        > elementami sztuki czy kultury.
                        Nie twierdzę, że to nie rozwija i nie jest potrzebne, natomiast z
                        punktu przyjęcia na późniejsze studia - jakie ma to znaczenie? Na
                        prawo, administrację czy studia językowe nie liczy się teatrologia
                        czy wok - tak samo jak nie liczy się to, że te rozszerzenia podobają
                        się tobie, jeśli nie podobają się córce... A opcja z matematyką i
                        geografią to studia nie tylko typowo ścisłe, ale i kierunki
                        ekonomiczne (chociaż akurat te kierunki jest najłatwiej studiować
                        podyplomowo..). Macie jeszcze kilka miesięcy - więc może niech
                        młoda zastanowi się jeszcze nad ewentualnym zawodem/studiami: czy
                        będzie to raczej architektura czy raczej prawo czy raczej ekonomia i
                        pokrewne. Sprawdżcie, jak to jest z tą jej matematyka i rysunkiem,
                        moze przejdżcie się do poradni - nawet jeśli nie potrafią określic,
                        w jakich zawodach córka będzie czuła się dobrze, to może potrafią
                        określić w jakich będzie czuła się źle...
                        • azile.oli Re: Jak doradzić, żeby nie zaszkodzić? 28.09.09, 11:30
                          Z rysunkiem jest super, sprawdzone. Gdyby tak nie było, to raczej
                          starałabym się jej wybić z głowy myślenie o architekturze. Z tym, że
                          to właściwie jedyny kierunek studiów, jaki podaje po tym ścisłym
                          profilu. O studiach ekonomicznych raczej nie myślała i znając ją,
                          mam wrażenie, że byłyby dla niej strasznie nudne, aczkolwiek
                          poradziłaby sobie. Ja oczywiście doceniam studia inżynierskie, ale
                          to jest dziewczyna. Jeśli skończy jakiekolwiek inne, poza
                          architekturą, to raczej w zawodzie pracować nie będzie. Oczywiście
                          wiem, że jest cała masa kierunków, pewnie interesujacych, może trafi
                          na swój. I jak najbardziej w czasie, gdy matematyka jest obowiązkowa
                          na maturze nie odżegnuję się od tego profilu, bo zapewne łatwiej
                          nadrobić historię, niż matematykę.
                          Ja się tylko niepokoję, bo córka jest uparta, bezkompromisowa i zły
                          wybór będzie u niej powodował ogromną frustrację. To taki typ
                          człowieka, który jest zdolny toczyć boje o byle drobiazg z
                          nauczycielką, u której ma 6. I jest bardzo pewna siebie. Moim
                          zdaniem, aż za bardzo.
                          • morekac Re: Jak doradzić, żeby nie zaszkodzić? 28.09.09, 12:30
                            Qrcze - toż dziewczę nie może iść na studia ścisłe ze względu na
                            płeć?! Czy ty jej za bardzo nie pchasz na ten humanistyczny - bo
                            dziewczyna?
                            A jak skończy studia humanistyczne to będzie pracowała w zawodzie?
                            Np. po teatrologii/administracji/europeistyce? Jesteś tego pewna?
                            Bo najwięcej znajomych nie pracujących w wyuczonym zawodzie mam
                            właśnie po kierunkach humanistycznych i mało konkretnych - po
                            ścisłych też się zdarzają (ale częściej na zasadzie - jednak mnie to
                            nie interesowało niż nie miałam pracy/nie można za to wyżyć) - więc
                            nie powinien być argument. Poza tym niemal każdy z nas zmienia zawód
                            w ciągu życia. A i tak kwestia ewentualnej pracy nie ma w końcu
                            wielkiego znaczenia w tym konkretnym przypadku.
                            BTW: co można robić po europeistyce, administracji i politologii?
                            Tak z ciekawości pytam? IMHO nie wydaje mi się, żeby były to rzeczy
                            bardziej interesujące (bądź mniej nudne) niż praca po kierunkach
                            ekonomicznych... wink
                            • morekac Re: Jak doradzić, żeby nie zaszkodzić? 28.09.09, 12:43
                              I jeszcze- europeistykę i administrację można studiować na SGH
                              chociażby. A tam - matematyka i geografia/historia/wos...
                              • azile.oli Re: Jak doradzić, żeby nie zaszkodzić? 28.09.09, 12:57
                                Wiem , wiem. Młoda to sprawdziła i też mi to powiedziała.
                            • azile.oli Re: Jak doradzić, żeby nie zaszkodzić? 28.09.09, 12:56
                              Totez ja jej nie chcę wypchać na kierunek humanistyczny wbrew jej
                              woli. Po prostu, jeśli i tak prawdopodobnie nie będzie pracowała w
                              zawodzie, to studia humanistyczne sa po prostu przyjemniejsze.
                              Wyjątkiem jest tu ta architektura, bo choć niełatwa, to zawód nie
                              jest zły, a jak ktoś to lubi, to może okazać się twórczy. Po tamtych
                              humanistycznych kierunkach może pracować w instytucjach państwowych,
                              u nas jest akurat ciągłe zapotrzebowanie na pracowników ds kontaktów
                              z zagranicą. Po europeistyce czy nawet politologii + super języki
                              (może się nauczyć jeszcze kilku, jest w tym kierunku wybitnie
                              uzdolniona) miałaby duże szanse. Zresztą, podawałam też przykład
                              filologii obcej, z opcja tłumacza przysięgłego.
                              To były plany córki, nie moje. Myślała jakiś rok temu o
                              architekturze, po czym odrzuciła sama ten pomysł, teraz do niego
                              wróciła.
                              A ja na dobrą sprawę pogodziłam się już z tym profilem
                              matematycznym, nawet jej załatwię teraz już tzw korepetycje
                              sprawdzające, ale w dalszym ciągu nie wyrażam swojego poparcia. Nie
                              opowiadam się teraz za żadnym profilem, przestanę z nią na razie to
                              analizować. Powtórka z matmy jej się przyda, a na profil
                              humanistyczny może pójść po prostu ''z marszu'', jeśli, oczywiście
                              zmieni zdanie.
                              • morekac Re: Jak doradzić, żeby nie zaszkodzić? 28.09.09, 13:25
                                to studia humanistyczne sa po prostu przyjemniejsze

                                A to już zależy od studiującego.Niektórzy umierają na studiach
                                humanistycznych przy czytaniu Historii filozofii, tudzież
                                innych "Wstępów do..."


                              • pam_71 Re: Jak doradzić, żeby nie zaszkodzić? 28.09.09, 14:10
                                Po prostu, jeśli i tak prawdopodobnie nie będzie pracowała w
                                zawodzie, to studia humanistyczne sa po prostu przyjemniejsze.


                                Przyjemnniejsze ... Hihi ... zależy dla kogo. Dla Niej prawdopodobnie tak ...
                                Ja cierpiałabym na takowych katusze wink
                                A poważnie to powinniście z mężem jednak popracować nad scenariuszem, w którym
                                jednak Córa nie poprowadzi rodzinnego interesu ... ma do tego prawo wink
                                • azile.oli Re: Jak doradzić, żeby nie zaszkodzić? 28.09.09, 17:12
                                  Pewnie, że ma do tego prawo. Tyle, że ona sama chce. I raczej żadna
                                  inna praca nie da jej takich dochodów. No, chyba, że zostanie
                                  prezesem jakiejś spółki, ze świetną odprawą (żart).
                                  Raczej ma traktować firmę jako koło ratunkowe na wypadek, gdyby jej
                                  pomysł na karierę zawodową nie wypalił. Zreszta, ma jeszcze brata,
                                  więc albo firmę sprzedają (chyba musieliby zgłupieć), albo się
                                  podzielą i któreś weźmie pieniądze.
                                  W każdym razie w dzisiejszych czasach mają zabezpieczenie na
                                  przyszłość dla siebie i swoich rodzin. Mój mąż jest sporo starszy,
                                  zanim dzieci ukończa studia będzie w wieku, w którym może się udać
                                  na zasłużona emeryturę, firmę możemy sprzedać i siedzieć na Kanarach
                                  cały rok.
                                  Dzieci nie maja obowiązku przejmować firmy, maja taka szansę. Tym
                                  bardziej, że prócz tego mogą realizować się w innych zawodach.
                                  Mam jednak nadzieję, że założą swoje rodziny, doczekam się wnuków, a
                                  ich rodzice nie popadna w pracoholizm i poświęcą im odpowiednią
                                  ilość czasu.
                                  Prowadzenie firmy nie wyklucza innej działalności.
                                  Właściwie jedynym zawodem, jakiego nie mogliby wykonywać
                                  jednocześnie jest zawód lekarza, ale jak dotąd oboje się od tego
                                  odżegnują. Wszelkie inne przedsięwzięcia nie musza ze sobą kolidować.
                                  Ale wybór będzie należał do nich.
                          • wierzba_b Re: Jak doradzić, żeby nie zaszkodzić? 01.10.09, 01:45
                            Ja oczywiście doceniam studia inżynierskie, ale
                            > to jest dziewczyna. Jeśli skończy jakiekolwiek inne, poza
                            > architekturą, to raczej w zawodzie pracować nie będzie.
                            Że coo??? A dlaczego? Jestem inżynierem po budownictwie, pracuję w biurze
                            projektowym, konkretnie - projektuję konstrukcje żelbetowe. Biuro około
                            20-osobowe, mniej więcej po połowie pań i panów. Jedna z moich koleżanek z roku
                            pracuje na budowie (jako majster, tzn. kandydat na kierownika budowy), ze dwie w
                            nadzorze, jeszcze ze dwie w innych firmach projektowych... Z tego, co widzę w
                            firmach współpracujących z naszą firmą (architekci, wykonawcy, instalatorzy,
                            elektrycy...) wszędzie jakieś panie są, i nie są to sekretarki. Pracy dla
                            inżynierów naprawdę nie brakuje.
                          • wieczna-gosia Re: Jak doradzić, żeby nie zaszkodzić? 01.10.09, 07:15
                            > Z rysunkiem jest super, sprawdzone. Gdyby tak nie było, to raczej
                            > starałabym się jej wybić z głowy myślenie o architekturze. Z tym,
                            że
                            > to właściwie jedyny kierunek studiów, jaki podaje po tym ścisłym
                            > profilu. O studiach ekonomicznych raczej nie myślała i znając ją,
                            > mam wrażenie, że byłyby dla niej strasznie nudne, aczkolwiek
                            > poradziłaby sobie. Ja oczywiście doceniam studia inżynierskie, ale
                            > to jest dziewczyna. Jeśli skończy jakiekolwiek inne, poza
                            > architekturą, to raczej w zawodzie pracować nie będzie.

                            Azile no prosze cie smile)) naprawde jestem w stanie wymienic bez
                            zastanowienia wiele kobiet po studiach inzynierskich i zadna z nich
                            nie miala klopotow z praca w zawodzie- chyba ci sie ze spawaczami
                            pomylilo, to faktycznie bardzo hermetyczne stanowisko smile

                            Kolezanki po geologii na AGH, ktora daje tytul inzyniera (ja jestem
                            tylko magistrem, nnzynier byl opcjonalny) pracuja jako geologowie w
                            kopalniach, w firmach jako ekspertki. Kraje arabskie maja nadal
                            problem z przyjmowaniem kobiet jako geologow na pola naftowe, ale
                            podobno sie to zmienia smile a no i platformy wiertnicze chyba srednio
                            smile Poza tym mozna zostac na uczelni smile Wiele uczelni technicznych ma
                            wrecz teraz taka akcje zeby dziewczyny na polibudy zachecic smile

                            W osobistym gronie mam inzynierke smile budownictwa ( w zawodzie),
                            automatyka ( w zawodzie) dwie po MELu (w okolicach zawodowych),
                            inzynierek srodowiska znam ze 3- wszystkie mniej lub bardziej w
                            zawodzie, inzynierke elektryczke ( w zawodzie), informatyczek-
                            wszystko w zawodzie- to nawet nie zlicze smile

                            Odrzuc moja droga stare poglady i spojrz na sprawe swiezym okiem-
                            inzynierowie zawze mieli latwiej z praca a brakuje ich coraz wiecej
                            wiec jak dziecko ma zaciecie to nie hamuj tylko zachecaj.
                            • azile.oli Re: Jak doradzić, żeby nie zaszkodzić? 01.10.09, 08:20
                              Ja sobie zdaję sprawę, że po studiach inżynierskich nie jest tak
                              ciężko o pracę, dla kobiety również. Chodzi mi raczej o to, że firmę
                              architektoniczną może sobie założyć i pracować, będąc szefem,
                              jednocześnie nadzorując pracę rodzinnego interesu. Tu branża taka,
                              że zapotrzebowanie będzie zawsze. Oczywiście może też założyć
                              przedsiębiorstwo budowlane, aczkolwiek tu już ryzyko jest większe.
                              Oczywiście, że może poszukać zatrudnienia w przedsiębiorstwie, ale
                              musiałaby to lubić i , jak pisalam, to nieopłacalne ekonomicznie dla
                              niej będzie. Bez sensu szukać pracy u kogoś, za dużo mniejsze
                              pieniądze, gdy ma się tę pracę u siebie.
                              To właśnie miałam na myśli, pisząc o pracy po studiach inżynierskich
                              innych, niż architektura. Bo rozumiem, że to może być jej pasja i
                              dlatego dopuszczam możliwość, że będzie robiła swoje. Zresztą, może
                              połączyć obie działalności , może to funkcjonować jako jedno
                              przedsiębiorstwo.
                              Ja generalnie chcę, aby była szczęśliwa i realizowala się w tym, co
                              ją pasjonuje. Dodam, że w jej wypadku nie jest wykluczona też
                              samorealizacja w sporcie, nikt nie jest w stanie przewidzieć, jak
                              się rozwinie jej kariera.
                              Tak młoda, jak i jej brat mają stworzone warunki do tego, aby
                              rozwijać te dziedziny, które ich interesuja. I niespecjalnie muszą
                              ogladać się na rynek pracy.
                              A, co ciekawe, mąż ścisłowiec jest zdania, że młoda powinna wybrać
                              profil humanistyczny i dać sobie spokój z architekturą, a skończyć
                              po prostu studia i korzystać z życia, co jemu się nie udało i nie
                              udaje. Ale oczywiście powiedział córce, że to jej wybór.
                              • hankam Re: Jak doradzić, żeby nie zaszkodzić? 01.10.09, 09:01
                                Mając w perspektywie przejęcie firmy Twoja córka powinna obowiązkowo
                                zrobić MBA.
                                A studia - wybrać takie, jakie jej sprawią przyjemnosć,
                                architekturę, czy jakiekolwiek humanistyczne. Może powinna rozważyć
                                studia za granicą skoro problem finansowy odpada.
                                Fajnie mieć tyle otwartych możliwości.
                  • m_regina Re: Jak doradzić, żeby nie zaszkodzić? 04.10.09, 16:02
                    Azile, ale w sumie dlaczego tak jej zależy na tym niemieckim?
                    Kojarzę z Twoich wpisów, że niemiecki zna doskonale i maturę już
                    dziś jest w stanie napisać bezbłędnie. Domyślam się, że z prywatnych
                    konwersacji chyba nie zrezygnujecie... Czy w tej sytuacji nie lepsza
                    byłaby klasa z rozszerzonym angielskim i francuskim (którego
                    przecież chce się uczyć) od podstaw plus niemiecki na jej poziomie w
                    domu? Bo istnieje spore prawdopodobieństwo, że nawet w wersji
                    rozszerzonej, niemiecki w szkole nie będzie na jej poziomie, a wtedy
                    nudzić się będzie przeraźliwie... Kilka lat temu wybierając liceum
                    szukałam klasy humanistycznej z interesującymi mnie zajęciami, ale
                    koniecznie BEZ francuskiego, po to, żeby nie tracić czasu na
                    lekcjach z grupą o niższym poziomie. Poza tym takie niedopasowane do
                    poziomu ucznia lekcje nie zawsze korzystnie odbijają się na poziomie
                    języka. Maturę można zdać ucząc się w domu, w konkursach też można
                    spokojnie brać udział na tej zasadzie...
                    A co do samego wyboru profilu, to może warto zwrócić uwagę na
                    ogólny, nieoficjalny profil szkoły, na to które klasy mają opinię
                    lepszych... Wbrew temu, co piszą niektóre osoby, są szkoły typowo
                    ścisłe, ale są też świetne szkoły humanistyczne. Informacji o tym,
                    jaka jest dana szkoła trzeba poszukać wśród uczniów, absolwentów..
                    Jeżeli w szkole typowo ukierunkowanej wybierze się odwrotny profil,
                    może on być traktowany trochę po macoszemu. Chyba nie tak wiele
                    jest szkół gdzie i human, i mat-fiz są równie dobrze prowadzone.
                    I jeszcze jedna kwestia - zgadzam się z Verdaną, że profil nijak nie
                    wpływa na to, czy klasa będzie fajna. Ale czasem zdarza się tak, że
                    jakiś profil w określonej szkole jest promowany przesadnie i
                    młodzież znajduje się pod ogromną presją. Jedna z moich koleżanek
                    mimo świetnych wyników zrezygnowała z elitarnego mat-fizu w modnym
                    liceum, bo młodzież, która wciąż odnosiła sukcesy, wygrywała
                    konkursy i miała najlepsze średnie w szkole w pewnym momencie
                    zaczęła odnosić się do siebie nawzajem z agresją... I to nie był
                    problem tylko kiepsko dobranego zespołu, ale zbyt dużych oczekiwań
                    kierowanych do uczniów tej klasy. Może się zdarzyć i tak, dlatego
                    przy wyborze trzeba kierować się różnymi względami.
                    Azile, powiedz córce koniecznie, że profil można zmienić... Ta
                    decyzja, choć niewątpliwie ważna, nie musi być obciążona stygmatem
                    najważniejszej w życiu. I na pewno nie warto się kłócić...
    • rycerzowa Re: Jak doradzić, żeby nie zaszkodzić? 28.09.09, 10:35
      bi_scotti napisała:

      >
      > Do Rycerzowej: w ogole nie rozumiem tego, co piszesz o mat-fiz vs.
      > humanisci.

      I ja nie chciałabym, by z tego zrobiła się dyskusja o wyższość świąt Bożego
      Narodzenia nad świętami Wielkiej Nocy.
      Po prostu jest taka statystyczna prawidłowość, że klasy mat-fiz od zawsze cieszą
      się lepszą opinią wśród nauczycieli, rodziców i uczniów.
      Chyba nieprzypadkowo.


      > Ja chodzilam do klasy mat-fiz,
      ....
      > moi "super inteligentni" koledzy z mat-fiz nudza mnie smiertelnie

      To bywa częsty argument w dyskusjach: "a ja...".
      Mogłabym i ja napisać,że mój syn z mat-fizu, urodzony inżynier, przeczytał
      więcej z literatury pięknej , niż cała klasa humanistyczna razem wzięta (żart
      nauczycielki).
      Nie postawie jednak tezy, że "ściśli" czytają więcej,niż "humaniści".
      Po prostu - dobry ścisły interesuje się humanistyką, natomiast nawet dobry
      humanista zwykle nie ma pojęcia o pięknie "ścisłego" świata, np. nie rozumie
      zjawisk z fizyki, chociaż to poezja w czystej postaci.

      Nawiasem mówiąc, dlaczego jako kryterium humanistycznych zdolności podajecie
      wszyscy umiejętność "interpretacji wiersza"? Jednej, jedynie słusznej? Widać to
      też w obecnych kryteriach egzaminacyjnych, które są przecież dziełem "humanistów".
      Żaden logicznie myślacy człowiek by tego nie wymyślił.
      A potem zdziwienie,że tacy "humaniści" nie mają u "ścisłych" dobrej opinii.



      , ktorzy pokonczyli studia
      > humanistyczne, zmieniaja zawody, ucza sie nieustannie, od poczatku
      > zdaja sobie sprawe z tego, ze musza byc elastyczni i otwarci na nowe
      > wyzwania - dzieki temu raczej nie starzeja sie duchowo wink

      Gdybym chciała być podobnie złośliwa, napisałabym,że faktycznie, ci po wszelkich
      politologiach, socjologiach i historiach zmieniają profesje: raz zajmują się
      kserowaniem, innym razem reklamą proszków do prania albo podpasek, następnie
      organizacją jakichś konferencji.


      ; ci, po
      > studiach opartych na mat-fiz, glownie inzynierskich ale i
      > uniwersyteckich w tych kierunkach, cierpia gdy im zamkna fabryke czy
      > biuro konstrukcyjne,

      Tylko jakimś cudem w tzw. międzyczasie wymyślili i wymyślają telefonię
      komórkową, komputery i internet, jambo jety, telewizję satelitarną, tomografy i
      PET-y, dbają o to, by bezpiecznie podróżować i mieć w domu elektryczność.
      Praca twórcza znaczy nie tylko dzieło literackie lub muzyczne.
      Na pewno nie jest nią interpretacja wiersza, nawet dokładnie wstrzelona w klucz.
      Poezję każdy ma prawo rozumieć inaczej.

      > traktuja swoje wyksztalcenie jako jedyna
      > mozliwa droge zyciowa. Smutne to ale wygada na to, ze nieuleczalne.

      I bardzo dobrze,że tak jest. Niech każdy robi to, do czego ma powołanie.
      Inżynier to z samej definicji ktoś, kto całe życie musi "zmieniać zawód", czyli
      stale uczyć się nowych rzeczy, by nadążyć za rozwojem nauki, techniki.

      Na pewno swoje zdanie każdy opiera na osobistym doświadczeniu.
      Obecna tu na forum profesor historii szacownego uniwersytetu sama przyznaje,że
      gros jej kolegów za przyczynę wszelkiego zła uznaje... wiadomo, jaką nację.
      Nigdy nie spotkałam się z podobną opinią w moim, "ścisłym" środowisku. A poglądy
      ci ludzie mają różne, niektórzy nawet skrajnie prawicowe.
      Oni po prostu umieją logicznie myśleć.

      • verdana Re: Jak doradzić, żeby nie zaszkodzić? 28.09.09, 14:34
        Czy na tym forum jest inny profesor historii?

        Bo ja nie jestem z "szacownego uniwersytetu", a gros moich kolegow
        nie moze z przyczyn oczywistych uznawać innej (wiadomo jakiej) nacji
        za przyczyne wszelkiego zła. A jesli ta reszta uznaje, to na pewno
        MNIE tego nie powie.
    • ewa_mama_jasia Hollanda już nie ma w Polsce 01.10.09, 08:52
      MPiPS już nie odnowiło licencji. Ale jest Kwestionariusz
      Zainteresowań Zawodowych podobny do Hollanda choć nieco bardziej
      wchodzący w kwestię upodobań i zainteresowań niż Holland. Badanie
      KZZ robione jest w urzędach pracy (wersja dla dorosłych) oraz w
      Centrach Edukacji i Pracy Młodziezy OHP (wersja dla młodziezy - od
      15 roku zycia). Adresy i telefony CEiPM masz na stronie www.ohp.pl.
      Polecam.
    • pieskuba Re: Jak doradzić, żeby nie zaszkodzić? 05.10.09, 11:21
      Starałam się prześledzić wątek, ale jest dość długi i mogło mi coś
      umknąć. Chciałabym zapytać, co córka LUBI robić, czym zajmuje się w
      swoim wolnym czasie, jakie ma hobby?

      pies
      • azile.oli Re: Jak doradzić, żeby nie zaszkodzić? 05.10.09, 18:33
        Córka zajmuje się sportem, nie wiem, czy mogę powiedzieć, że robi
        to w wolnym czasie, bo trenuje wyczynowo. W wolnym czasie w pełnym
        tego słowa znaczeniu czyta, rysuje i maluje, rozwiazuje zadania
        matematyczne z testów konkursowych, robi strony internetowe. Czyta
        pozycje z zakresu historii oraz podręczniki gramatyki niemieckiej i
        francuskiej. Ogólnie ma cały czas moc nowych pomysłów, ale nie jest
        tak, że coś zaczyna i nie kończy, czasem tylko odsuwa w czasie, bo
        ma bardzo mało wolnego. Świetnie maluje i jest bardzo dobra z
        geometrii, lubi zagadki logiczne, lubi się uczyć obcych języków i
        przychodzi jej to łatwo. Tłumaczy teksty piosenek z angielskiego. Ma
        świetną pamięć. Interesują ją zjawiska społeczne i polityczne.
        Ona sama nie potrafi powiedzieć, co lubi najbardziej. Wszystko
        zależy od tego, jaki ma nastrój, na co ma ochotę. Jak ją najdzie
        twórcza wena, to potrafi przez miesiąc malować, po czym kolejny
        miesiąc pędzla nie tknie.
        • pieskuba Re: Jak doradzić, żeby nie zaszkodzić? 05.10.09, 19:21
          Do licha! Też mam w domu wszechstronne dziecko (druga klasa
          gimnazjum), ale odkąd spędziła trzy czwarte wakacji pomagając w
          Ptasim Azylu mogę przynajmniej mieć nadzieję, że zechce zostać
          weterynarzem :o)))
        • morekac Re: Jak doradzić, żeby nie zaszkodzić? 05.10.09, 21:46
          IMHO: niech idzie na ten ścisły mat-fiz-geo skoro nie ma w okolicy
          mat-hist z rozszerzonym językiem. Humanistyczny może ją trochę za
          bardzo oganiczyć. Zresztą nigdzie nie napisałaś, że lubi (i umie)
          pisać przeróżne wypracowanka z polskiego.
          • mama_2009 Re: Jak doradzić, żeby nie zaszkodzić? 15.12.09, 21:21
            Witam,
            Zaznaczan, ze nie mialam czasu czytac calego watku - wszystkich
            wypowiedzi. A moje zdanie jest nastepujace:

            Niech wybierze kierunek, ktory jest jej blizszy, z przedmiotami,
            ktorych chetniej sie uczy i, ktore sprawiaja jej wieksza
            satysfakcje. Ja bym sie nie kierowala tylko i wylacznie jezykiem
            obcym chyba, ze corka zamierza zdawac na studia jezykowe. W
            dzisiejszym swiecie znajomosc jezykow obcych jest bardzo potrzebna
            ale samo w sobie generalnie nie wystarcza do osiagniecia sukcesu w
            zyciu. Poza tym, kto powiedzial, ze potem trzeba skonczyc tylko
            jeden kierunek studiow.

            Powiem o sobie. W liceum bylam w klasie mat-fiz chociaz w
            podstawowce mialam takie same bardzo dobre oceny i z przedmiotow
            humanistycznych. Matma jednak mi byla blizsza. Skonczylam matematyke
            na UW. Angielskiego uczylam sie tylko w liceum (2xtydz) a potem na
            kursach (certyfikaty Cambridge). Potem studiowalam drugi kierunek -
            Italianistyke na UW; przerwalam po dwoch latach tylko dlatego, ze
            musialam wyjechac do Nowego Jorku. Pracuje w bardzo dobrej
            miedzynarodowej firmie na Manhattanie, oczywiscie musialam znac
            angielski, ale bez przygotowania jakie dala mi klasa mat-fiz i
            studia matematyczne bym sie tu raczej nie utrzymala. Zaznaczam, ze
            moja praca nie wiaze sie bezposrednio z matematyka.

            PS. Studiowanie italianistyki bylo dla mnie zdecydowanie latwiejsze
            od studiowania matematyki. Byly to jedne z najpiekniejszych 2 lat
            mojego zycia.

            Nie mysle, zeby Pani w jakikolwiek sposob mogla zaszkodzic corce smile
            • beatulek Re: Jak doradzić, żeby nie zaszkodzić? 16.12.09, 22:35
              Nic bym nie doradzała. Niech sama podejmuje decyzję. Po pierwsze nie
              wypomni Ci po 15 latach, ze przez Ciebie jest nieszczęśliwa bo
              kazałaś jej iśc na takie studia a ona myślała o innych. (wiem, ze
              nie każesz ale moze to kiedyś przekręcić) Po drugie -jest dorosła
              więc niech się uczy samodzielnie podemowac decyzje. POzdrawiam
Pełna wersja