szymanka
09.01.04, 19:32
"Dziennik Łódzki": Połamane ręce i nogi, kilkanaście omdleń, to m.in. efekt
niecodziennej akcji dwóch łódzkich hipermarketów, które w czwartek o godz.
24 ogłosiły wyprzedaż. Tuż po północy sklepy te szturmowało kilka tysięcy
osób
"Czegoś takiego jeszcze w życiu nie widziałem" - powiedział "Dziennikowi
Łódzkiemu" jeden z Łodzian oczekujący na otwarcie sklepu w centrum miasta.
Według "Dziennika Łódzkiego", w marketach działy się dantejskie sceny. O
mały włos nie doszło do tragedii. Ludzie tratowali się, aby dostać się do
wewnątrz. Tuż po północy, w ciągu kwadransa wezwano pięć karetek pogotowia
ratunkowego. Powód: omdlenia. W sklepie w centrum miasta poturbowano
dziecko. Zabrało je pogotowie. Wielu klientów nie wytrzymywało naporu tłumu.
Ochrona sklepów wzywała więcej karetek, ale jak powiedział dyspozytor
pogotowia, musiałby wycofać z miasta większość załóg, tylko do obsługi akcji.
Przez megafony bezskutecznie nawoływano do zachowania spokoju. Jeszcze przed
rozpoczęciem wyprzedaży zgubiło się kilkoro dzieci, które płakały szukając
rodziców. Chwilowo zaopiekowali się nimi obcy ludzie. Rodziców wywoływano
przez głośniki.
W opinii klientów ochrona sklepów nie była przygotowana na taki szturm.
W dodatku natychmiast stworzyły się gigantyczne kolejki. Trzeba było
zarezerwować co najmniej dwie godziny, aby dostać się do sklepów, wybrać
jeden z produktów i w końcu trafić do następnej wielkiej kolejki do kasy -
opisuje "Dziennik Łódzki".
Chciałam jakoś skomentować rodziców zabierających małe dziecko do
supermarketu na wyprzedaz o 12 w nocy, ale słów mi brakło.