iwonapa
20.10.09, 11:58
Początek 4 klasy był fajny, nowe klasy, nauczyciele, podobało się. Corka jest
systematyczna, dobrze się uczy, ale ma wolne tempo. Bardzo sie stara i
przykłada do nauki. Ale tak powoli nauczyciele zaczęli zadawać coraz więcej,
albo zapowiadali coraz więcej klasówek. W każdym razie zaległości nie ma, ale
córka przychodzi ze szkoły, zjada obiad, 2 razy w tygodniu ma zajecia
dodatkowe, tańczy, tam może się odstresować. Sedno mojego postu jest takie:
ona powoli chyba wpada w jakąś nerwicę, ciągle płacze, że nie zdąży, że
dostanie dwóję z klasówki. Zadania robi wszystkie, nie ma mowy żeby czegoś nie
zrobiła, nawet jakby miałą siedzieć do póżna, często jest tak, że po kolacji
oglądamy film, a ona w połowie wychodzi bo coś tam jeszcze nie zrobiła, wpada
w jakąś paranoję, a ja razem z nią. Tłumaczę, że nawet jak dostanie dwójkę, to
nic się nie stanie, poprawi. Płacze i płacze, wieczorem i rano. Chyba za
bardzo się przejęła szkołą. Chciałabym ją trochę zrelaksować, ale jak? Często
też dzwoni do mnie ze szkoły z euforią że dostała 5, albo prawie z płaczem, że
np. jest historia, zastępstwo, ona nie wierdziała, nie ma zeszytu ani książek
i co teraz? będzie pani krzyczała. Ogólnie zaczyna się robić nieciekawie, bo
cały czas jest tylko jeden temat - szkoła. co tu robić, jak jej pomóc dopóki
nie jest za póżno? Rozmawiam z nią, tłumaczę
Może iść do szkolnego psychologa? Bo do nauczycieli to chyba nie ma po co,
powiedzą, że oni muszą realizować program
Jak Wy to widzicie?