Moja córka a nowy związek.

25.10.09, 16:33
Witam. Od roku mam ogromny problem z moją dwunastoletnią córka. Nie
chce lub nie potrafi zaakceptować nowej sytuacji w jakiej się
znalazła. Sprawa dotyczy głównie mojego obecnego partnera. W chwili
obecnej wygląda to tak, że właściwie powinnam się spakować, zabrać
córkę i wyjechać. Moja córka weszła w okres buntu, nie muszę pisać na
czym polega takie zachowanie. Nie potrafi zrozumieć, że mieszkając w
nowym domu musi przyjąć panujące tam zasady. Swoim krnąbrnym
zachowaniem doprowadza do awantur a te bardzo negatywnie wpływają na
całą atmosferę w domu.
Piszę bardzo ogólnie, trudno pozbierać mi myśli, czuję że jestem
bliska załamania.
Może od początku. Po rozwodzie w zasadzie zostałam bez dachu nad
głową z niewielkimi oszczędnościami. Siłą rzeczy córka została ze
swoim ojcem, ustaliliśmy że ma być z nim do momentu gdy moja sytuacja
ustabilizuje się. Wyjechałam za granicę tam poznałam mojego obecnego
partnera, jest Polakiem. Jego związek rozpadł się po wielu latach.
Bardzo to przeżył. Pod jego opieką została dwójka również
nastoletnich dzieci. Kiedy zamieszkałam z nimi mogłam na co dzień
widzieć jak funkcjonują i podjąć ostateczną decyzję o przyjeździe
mojej córki.
Z moją córą nie widziałam się parę miesięcy, kiedy dzwoniłam mówiła
że wszystko jest dobrze. Między czasie jej ojciec poznał i zamieszkał
z inną kobietą. Podobno akceptowały się nawzajem jednak po pewnym
czasie córka zrobiła się o nią zazdrosna, twierdziła że ojciec
poświęca nowej partnerce więcej czasu. Trochę zaczęło między nimi
zgrzytać. Nie mogłam od razu zabrać córki do siebie, ponieważ
chciałam aby ukończyła rok szkolny. Aby dokładnie poznać sytuację
zorganizowałam jej przylot na dziesięć dni do mnie. Były akurat
ferie. Była to również okazja aby mój partner i jego dzieci poznały
córkę. Po jej wizycie zapadła decyzja o przyjeździe na stałe, kiedy
tylko rozpoczną się wakacje.
Gdy córka po powrocie do ojca oznajmiła mu że zamieszka ze mną,
trafił go szlak. Dla mnie sprawa była jasna bo tak się umawialiśmy.
Nie wiem co się stało. Może jednak miał nadzieję że będzie miał córke
przy sobie. Teraz jestem pewna że przede wszystkim chodziło o
płacenie alimentów, to obrzydliwy sknera ale to inny temat, jeden z
wielu powodów naszego rozwodu.
Od tego momentu stał się dla córki chłodny i po prostu odpuścił sobie
jej wychowywanie, w zasadzie miała wolna rękę. Czując się odrzucona
robiła co chciała, opuściła się w nauce, wracała do domu kiedy
chciała. Dobrze, że nieopodal mieszkała babcia która przejęła opiekę.
Ja tylko liczyłam dni, kiedy znowu będę miała ją przy sobie. Tak się
też stało. Po jej przyjeździe widziłam że się zmieniła, zrobiła się
pyskata, zbyt pewna siebie. Myślałam że uda mi się to wyprostować.
Wiedziałam, że przede mną trudny okres. Liczyłam na wsparcie mojego
partnera. On początkowo tylko nas obserwował, również widział problem
ale zbytnio nie ingerował. Do pewnego momentu.
Któregoś dnia moja córka wyskoczyła do jego syna z tekstem „debilu”.
Od tej chwili się zaczęło. Każda wpadka córki typu trzaskanie
drzwiami, zbyt długa kąpiel, szuranie kapciami, nie umycie naczyń
etc. kończyło się krzykiem. Zmieniły się na gorsze relacje między
naszymi dziećmi. Któregoś dnia mój partner również posunął się do
groźby, że jak się jej nie podoba to won z powrotem do ojca. Własnym
oczom i uszom nie wierzyłam, patrząc na to wszystko. Od tamtej pory
trwa stan napięcia, minął rok od jej przyjazdu. Próbuję do niej
dotrzeć ale ...no właśnie nie wiem co robię nie tak. Staram się
oceniać to wszystko obiektywnie, choć bardzo trudno komuś, kto stanął
między młotem a kowadłem. Kocham moją córkę ale kocham też mojego
partnera, mam rozdarte serce, czuję że coś się zaczyna sypać. Nie
wiem czy to wytrzymam, czy jest jeszcze nadzieja, że wszystko się
ułoży. Staram się być twarda i konsekwentna. Nie wyobrażam sobie
rozpadu, czuję że się nie podniosę.
    • pestkaa2 Re: Moja córka a nowy związek. 25.10.09, 20:40
      Ty i Twój partner musicie zrozumieć córkę.Jest w trudnym wieku,do tego rodzice
      się rozeszli,mają nowych partnerów.Ona zmieniła miejsce zamieszkania do tego
      obcy kraj.Córka czuje się nie kochana,nie potrzebna.Jej świat się
      zawalił.Pogubiła się.Ona nie jest krnąbrna,jest nieszczęśliwa.To naturalne
      zachowanie dziecka w takiej sytuacji.Ty boisz się być sama.Co dla Ciebie jest
      najważniejsze?Czy poświęcisz córkę dla bycia z kimś?Oboje musicie okazać jej
      miłość,pokazać że chcecie być razem ale to w niczym nie zmienia Twojej miłości
      do niej.Trudne zadanie przed Tobą.Ale wszystko można.
    • angazetka Re: Moja córka a nowy związek. 25.10.09, 20:48
      Czekaj, czekaj... Twój partner mówi do twojej córki: "won do ojca", czepia się szurania kapciami i zbyt długiej kapieli, a ty do niej chcesz docierać? Może najpierw dotrzyj do niego, to on jest podobno dorosły, niech zmieni swoje zachowanie względem dziecka. Inaczej będzie coraz gorzej.
      • mgurniak Re: Moja córka a nowy związek. 26.10.09, 10:29
        czy poswięcisz córkę dla bycia z kims? napisała poprzedniczka ..... hmmm córka
        nie jest małym dzieckiem, lada chwila wyfrunie z domu, a matka ? zostanie sama
        ???? o nie !!! jak kocha tego faceta to niech dąży do tego, zeby nadal byc z
        nim, zeby było dobrze. Fakt -> won do ojca , troche nie na miejscu , trzeba
        porozmawiać ..... cieżko bedzie, ale wierzę, ze sie uda.
        Czy córka ma jakieś towarzystwo ? jak sobie radzi z nauką , z jezykiem ? jaki ma
        stosunek do dzieci ? oprócz tego incydentu z debilem ? bylo cos jeszcze ?
        • majerasek Re: Moja córka a nowy związek. 26.10.09, 11:19
          Trudna jest Twoja sytuacja.Troche dziwny jest twoj facet.Jesli zalezy mu na
          Tobie powinien Cie wspierac a nie takimi tekstami rzucac.Jego dzieci sa wazne a
          twoje nie z dziecmi bywa roznie wychowanie to nie jest prosta sprawa.Mysle ze
          wiesz ze to wy dorosli zgotowaliscie jej pieklo i musicie jej pomoc.Ona nie
          miala wyboru jak Ty nie wybrala sobie rodzicow ojczyma rodziny...Musicie jej
          pomoc.Ja nie pozwolila bym aby jakis kolo z moim dzieckiem tak postepowal.A jak
          go tak kochasz bardzo to odeslij corke i wychowuj cudze dzieci jak Twoje
          przeszkadza wam w budowaniu szczescia.Ale nie zapominaj ze to tylko facet ktory
          moze kiedys cie zostawi bo bedziesz miala jakies jakies problemy i bedziesz
          zawadzala.Walcz o corke napewno Ci sie uda!!Pozdrawiam
    • emsalla Re: Moja córka a nowy związek. 26.10.09, 13:17
      Bardzo dziękuję Wam za głosy w mojej sprawie. Jest mi trudno, ponieważ na obczyźnie w zasadzie nie ma prawdziwych przyjaciół, z którymi można szczerze porozmawiać na takie tematy. W niedużej społeczności ludzie lubią plotkować, a ja chcę tego uniknąć. Wracając do sprawy. Mój partner tak jak wspominałam, wychowuje swoje dzieci w dużej dyscyplinie. W zasadzie to pozostało mu młodsze (14l), ponieważ starsze (19l) rozpoczęło studia i mieszka samodzielnie wracając do domu tylko w weekendy.
      Skąd ten rygor? Otóż mój partner wziął sobie za punkt honoru wychowanie swoich dzieci w duchu starych dobrych zasad. Nienawidzi głupoty, marnotrawstwa, niechlujstwa, niesłowności etc. Nie znajduje tolerancji dla „wypindżonych” małolat, którym tylko ciuchy i zabawa w głowie. Po prostu nie może zaakceptować tego, co obserwuje na co dzień.
      Ja również uważam, że nie można przesadzać z rozpieszczaniem dzieci ponieważ często wykorzystują miłość swoich rodziców. Ale z drugiej strony wiem, że zbyt ostry rygor powoduje bunt. Jest to oczywiście kwestia charakteru dziecka jedno jest spolegliwe i ustępuje drugie natomiast mimo wszystko walczy o swoje. Moja córka należy do tej drugiej kategorii. To nie jest złe, ale sposób w jaki walczy. Piszę tu o jej pyskówkach w moim kierunku. Jej aroganckie odzywki działają jak płachta na byka, gdy słyszy to mój partner. On zna takie zachowanie, ponieważ jego starsza córka była podobna i nigdy tego nie tolerował. Z młodszym synem nie ma tego typu problemów, ponieważ młody należy do „spolegliwych lizusków” tak bym go określiła.
      Jeżeli chodzi o relacje mojej córki z dziećmi partnera, w zasadzie są w stanie zawieszenia, ponieważ przestali ze sobą rozmawiać.
      Stało się tak po którejś z awantur, gdy moja córka została posądzona o zabranie bez pytania jakiejś rzeczy. Okazało się, że wcześniej mogła brać to i owo, ale nazwała dorosłą panienkę że jest „dziecinna” z jakiegoś tam powodu no i obraza majestatu gotowa. Młodszy brat wziął stronę siostry, zawiązali koalicję, choć jakiś czas temu było to nie do pomyślenia. Nawet kiedyś to głośno skomentowałam, że nie ma tego złego.. moga od tej chwili nazywać się rodzeństwem w pełnym tego słowa znaczeniu.
      Moja córa nie cierpi z powodu cichej wojny, ponieważ jest bardzo towarzyska i ma wielu znajomych. Nie ma problemów językowych. Jest bardzo bystra i w ciągu roku nauczyła się mówić biegle po angielsku w dodatku z tubylczym dialektem. Jej największą wadą wg dorosłych jest to, że ich głośno krytykuje a tym czasem powinna odnosić się z szacunkiem. Tłumaczyłam jej nie raz, że o takich sprawach należy rozmawiać, ale na wszystko jest czas i miejsce. Brak pokory utrudnia jej życie. Jestem jednak pełana nadziei że z czasem to zrozumie. @pestkaa2 napisał: „czy poswięcisz córkę dla bycia z kims?” To chyba nie tak, gdybym zostawiła ją z ojcem wtedy znaczyłoby, że swój nowy związek cenię bardziej.Wiem że moja córka może czuć się zagubiona w tym co stało się w ostatnim czasie. Z drugiej strony otrzyma lekcję, która przyda się jej w życiu. Chodzi o umiejętność dostosowywania do nowych sytuacji. Sama wie że jeżeli chce tu zostać musi zaakceptować to miejsce i że nie jest ostatnim w jej życiu.
      • srebrnarybka Re: Moja córka a nowy związek. 26.10.09, 14:08
        Generalnie nie jestem zwolenniczką rozpieszczania dzieci i ulegania
        im we wszystkicm, ale wychowywanie zgodnie z d"obrymi, starymi
        zasadami", z których wiele uważam nawet za słuszne, nie musi odbywać
        się w drodze rygoru, ale poprzez szacunek do dziecka, traktowanie go
        poważnie i pielęgnowanie więzi emocjonalnej z nim (co nie znaczy
        obsypywanie go czułościami i spełnianie każdej zachcianki). Szacunek
        i rozpieszczanie to dwie różne rzeczy. Trudno stwierdzenie "won do
        ojca" uznać za przejaw szacunku, a także za przykład praktykowania
        tych dobrych starych zasad. Coś tu nie sztymuje.
        A po drugie - Twoja córka jest w dużo trudniejszej sytuacji, niż
        inne dzieci. Straciła normalny dom, środowiska, nie wybrała sobie
        ojczyma ani przyrodniego rodzeństwa. Jej świat się rozsypał i stało
        się tu zupełnie bez jej woli. Ona jest w tym najsłabsza. Jeśli Ty
        potrzebujesz wsparcia, to jeszcze bardziej potrzebuje go ona. I
        potrzebuje odnowienia więzi emocjonalnej z Tobą, nadwerężonej przez
        czas pobytu u ojca. Poza tym dziecko, które dostaje sprzeczny
        przekaz na temat systemu wartości: inny od ojca, inny od Ciebie,
        inny od Twojego partnera, głupieje i ma do tego prawo. Jeśli nie
        spróbujecie, Ty i Twój Towarzysz, nawiązać kontaktu psychicznego z
        dzieckiem, to żaden przekaz systemu wartości nie będzie skuteczny, a
        dziecko odpłynie w siną dal. Psychicznie, a wkrótce fizycznie.
        Dziecko to nie jest paczka przerzucana sobie między rodzicami, jak
        im wygodniej.
        Oczywiście, że dziecko może wykorzystywać tę sytuację do
        manipulowania dorosłymi, wyciągania od każdego tego, co chce
        dziecko. Trudno, jest to lepsze, niż utrata kontaktu psychicznego z
        dzieckiem, a to Ci grozi. Jeżeli myślisz o związaniu się na stałe z
        nowym partnerem, musicie uzgodnić między sobą sprawy wychowawcze.
        Inaczej zrobisz córce wielką krzywdę.
        • majerasek Re: Moja córka a nowy związek. 26.10.09, 17:37
          Ja wnioskuje,ze jestes w tym "nowym świecie na obczyźnie "zagubiona bardziej jak
          Twoja córka.Myśle ze zyjesz w cieniu swojego partnera ktory Ci dyktuje metody
          wychowawcze.Moze jego dzieci sa inne jak Twoja corka.Nie kazde dziecko wychowuje
          sie tak samo Ty sama powinnas wiedziec jak trafic do corki.A ty chyba z gory
          wiesz ze jego metody sa ok.Mysle ze sie mu poddalas.Uwazaj zeby Cie nie
          styranizował.Nie zmarnuj córki.Spedzajcie troche czasu same nie wiem wyjscie
          jakies kino spacer zakupy...Pokaż jej jak jest dla Ciebie ważna,postaraj sei aby
          nie byla tylko nikłym cieniem w waszym super rodzinnym gniazdku.Nie pozwól sobie
          dyktowac wszystkiego.Obawiam sie,ze jestes troche zalezna od tego faceta i stad
          te problemy.Uwazaj aby i Ciebie nie wychowywał a moze juz wychowuje tylko tego
          nie widzisz.Trzymam kciuki za was.
    • kkokos Re: Moja córka a nowy związek. 26.10.09, 18:32
      ja bym na miejscu twojej córki też się awanturowała, i to dramatycznie.
      straciła rodzinę
      straciła ojca - na własnej 12-letniej skórze przekonała się, że dla ojca nowa
      pani ważniejsza, i nawet olewanie szkoły i włóczenie się nie wiadomo z kim i
      gdzie nie spowodują, by ojciec się na nowo zainteresował dzieckiem.
      u matki miało być lepiej, tymczasem nowy pan matki okazał się domowym tyranem. a
      matka? twoja córka sprawdza, po czyjej jesteś stronie. czy nie zawiedziesz jej
      tak jak ojciec.
      dziewczyna ma 12 lat, nagle dostała brata - rodzeństwo wychowywane od zawsze
      razem potrafi się kłócić dramatycznie, a wy oczekujecie, ze dwójka obcych sobie
      dzieciaków, którym narzucono nawzajem ich towarzystwo, będzie sobie z dziubków
      wyjadać?
      tatuś rzeczywiście w lizuska zapatrzony, jeśli "debilu" tak go zabolało. ale
      cóż, ty lizuska ewidentnie też nie lubisz, więc dlaczego masz pretensje do
      córki, że się z nim kłóci?

      skąd ten pomysł, że 12-latka musi akceptować nowego faceta własnej matki? facet
      daje się jak gó...arz sprowokować szuraniem butami, no zlituj się, kto tu ma być
      dorosły?

      >>>>Staram się być twarda i konsekwentna.
      ale właściwie w stosunku do kogo?
      • monika9920 Re: Moja córka a nowy związek. 26.10.09, 23:02
        hmmm.... spojrz na to ze strony swojej corki.... matka wyjezdza - tam poznaje
        nowego faceta, corka zostaje z ojcem, ktory ma nowa laske... hmmm.... z kim
        pogadac, komu sie wyzalic, dla kogo dziecko jest naprawde wazne ?
        to, ze sie buntuje to normalne w jej sytuacji (do tego nalezy tylko dodac
        normalny bunt nastolatki)... to ze sie zwraca do "brata" " debilu" to ani mile
        ani grzeczne, ale sorry, wez przecietne rodzenstwo w podobnym wieku i mozesz
        uslyszec to samo

        wez pod uwage to, ze w "normalnej" sytuacji, tzn., jakbys mieszkala z dzieckiem
        i poznala kogos to odbywalo by sie to stopniowo, corka bylaby swiadkiem
        rozwijania sie waszej znajomosci i moglaby sie w tym jakos odnalezc... twoj
        partner tez mialby szanse poznac corke.

        na twoim miejscu wynajelabym bym jakakolwiek kawalerke, zamieszkala tam z corka
        i kontunuowala zwiazek z mezczyzna...

        teraz jestes miedzy mlotem a kowadlem i na pewno nikomu nie wychodzi to na dobre
        ani tobie, ani twojemu zwiazkowi, a przede wszystkim twojej corce (nawiasem
        mowiac dla dzieci partnera to pewnie tez nie jest latwa sytuacja)
        • mmk9 Re: Moja córka a nowy związek. 27.10.09, 10:24
          monika9920 napisała

          na twoim miejscu wynajelabym bym jakakolwiek kawalerke, zamieszkala
          tam z corka
          > i kontunuowala zwiazek z mezczyzna...

          Amen. Bo cale zycie wisisz na facetach, a cierpi dziecko
    • emsalla Re: Moja córka a nowy związek. 27.10.09, 16:12
      Ciekawe sformułowanie: „całe życie wisisz na facetach, a cierpi dziecko”
      Wychodzi na to, że w zasadzie kobiety dla dobra swoich dzieci powinny funkcjonować samodzielnie i niezależnie przez całe życie– ilu kobietom się to udaje? Nie bądźmy takie wyemancypowane. I co to znaczy wisieć na facetach, przecież nikt tu nie jest obłożnie chory. Każdy w związku pełni jakąś funkcję a to, że ktoś u kogoś mieszka jest jakby normalną i częsta sytuacją.
      Nie do końca jestem przekonana o tym, że gdybym mieszkała oddzielnie moja córka miałaby szanse odnaleźć się w nowej sytuacji. Zawsze pojawia się moment zazdrości o matkę czy ojca, gdy w ich otoczeniu pojawia się nowy partner.
      Dzieci mojego partnera poznawały mnie we własnym otoczeniu, gdzie mogły czuć się zupełnie bezpiecznie a mimo to wystąpił moment zazdrości. Szczególnie ze strony starszej córki. Jest ona bardzo związana z ojcem. Słyszałam od niej i jej ojca, że z rodzoną matką miała wiele scysji, kłóciły się. Mimo tego, że okazuję tej dziewczynie dużo serca zdarzały się momenty próby charakterów. Myślę, że gdyby nie czuła respektu przed ojcem pokazałby, na co ją stać. Nie czuję z tego powodu jakiejś urazy czy niechęci.
      Gdyby nawet ją poniosło to wiedziałabym jak z tego wybrnąć.
      Z jego synem nie ma takiego problemu a nazwałam go „spolegliwym lizuskiem” nie dlatego że go nie lubię tylko taki naprawdę jest. Ma sposób na ojca, bo czuje że jest jego oczkiem w głowie. Nie raz od taty usłyszał „jesteś albo ze mną albo przeciwko, tylko pierwszy wariant spowoduje że wiele zyskasz”. Dla tego czternastolatka największa kara jest brak dostępu do komputera i telewizji. Chłopak w zasadzie po powrocie ze szkoły rzadko sięga do książek, mimo że za kilka lat matura. Ewidentnie nie lubi się uczyć. Co oczywiście nie cieszy ojca ale skoro jest miły nie pyskuje, nie marudzi, żyje we własnym najczęściej wirtualnym świecie to duży plus. Nie zgadzam się z tym do końca, wiem jednak, że mój sprzeciw tu nic nie zmieni. Do mnie chłopak w zasadzie też jest miły.
      Miałam nadzieję, że skoro potrafię zrozumieć różne zachowania ze strony jego dzieci mogę liczyć na to samo, gdy moja córka zachowa się podobnie.
      Niestety skala tolerancji w jej wypadku jest niższa, wobec czego czuję się dyskryminowana. Gdyby wykazała się większą inicjatywą, starała się, pokazała z dobrej strony zyskałaby wiele, myślę że mój partner czeka na to z utęsknieniem.
      Niestety jest na odwrót. Spędzam z nią wiele czasu, wychodzimy, rozmawiamy i dopóki moje słowa są zgodne z tym co myśli jest ok, kiedy wyrażam swoja opinię albo ewidentnie krytykuję pojawia się bunt. To akurat bez względu na okoliczności jest normalne u nastolatków. Ufam, że to co słyszy ode mnie mimo wszystko dojrzeje za jakiś czas w jej głowie.
      Był taki okres (tuż po przyjeździe) gdy miała możliwość oswojenia się z nowym domem i jego mieszkańcami. Nikt jej niczego nie narzucał od samego początku, nie stawiał barier, nakazy zakazy, nie, tego nie było. Zaczęły się, gdy ewidentnie przegięła. Myślała, że wszystko to, co robiła przez ostatni czas jeszcze w Polsce będzie mogła spokojnie kontynuować tutaj. Rozumiem, że gdyby nawet przeskrobała, przyszłaby, powiedziała przepraszam, wzięłaby poprawkę na to co zrobiła, nikt by się nie czepiał.
      Kiedyś nie było problemu ze słowem przepraszam, teraz to wysiłek.
      Kilka przkładów jej postępowania. Wyszła z domu, nikomu nic nie mówiąc. Nie wzięła telefonu, bo jest obciachowy (tylko z odpowiednim modelem można pojawić sę wśród znajomych). Wróciła i bez słów na górę do swojego pokoju.
      Po jakim czasie schodzi na dół coś zjeść, mówię że obiad jest na kuchence. Nie, ona woli cos innego i stoi przez pięć minut przy otwartej lodówce. Na uwagę „że jedzenie jest na kuchence a lodówka nie służy do wietrzenia” wychodzi z kuchni na górę i łup drzwiami.
      Następny przykład. Trzeba kupić mundurek do szkoły i m.in. dres, obuwie.
      Mundurek i dres to strój określony przez szkołę opatrzony jej emblematem. Taki ma być i koniec. Przy mierzeniu zaczyna się. Sweter jest za szeroki mimo odpowiedniego rozmiaru, spodnie obciachowe, bo nie opinają pupę i w stanie są po pachy (nie biodrówki) Kurtka zbyt obszerna, buty – jak to? takie zwykłe czarne, takie „babciowe”? To był ostatni raz gdy mój partner wszedł z nami do sklepu.
      To cud, że w ogóle w tym chodziła. Na szczęście w tutejszych szkołach dzieci maja niewiele do powiedzenia na temat fasonu mundurka, moim zdaniem to bardzo mądre.
      Następna sprawa. Powroty ze szkoły. Miała wracać prosto do domu a wszelkie wyjścia tylko po zrobieniu lekcji. Tu również postawa „mam was w nosie” jak będę to będę.
      Ile trzeba mieć lat aby zrozumieć tak proste zasady? Myślę że nie są to wygórowane wymagania a mimo to walczy i powtarzam, gdyby jeszcze nie było pyskowania. Czy nie zdaje sobie sprawy że sama sobie robi na złość?
      • verdana Re: Moja córka a nowy związek. 27.10.09, 16:53
        Aby zrozumieć proste zasady, trzeba się z nimi zgadzać. Twoja corka
        zostala wyrzucona z domu przez ojca i trafila do domu, z ktorego
        także może wylecieć. Twój partner jej nie akceptuje, prawdę mowiac -
        Ty także nie. Twoja crka moze naciebie liczyć pod warunkiem,z e
        będzie taka, jak sobie zyczysz - czyli pokorna. Sa teraz dwie drogi -
        albo zlamiecie corce charakter iz e strachu przed utratą domu
        stanie się pokorna - i taka pozostanie - bedzie poem tyranizowana
        przez męża, szefa, dzieci. No, ale stare, dobre zasady to wlasnie
        przewiduja - ze dzieczyna, a potem kobieta nie ma wyrazać wlasnych
        pogladow tylko sluchać. Tego dokladnie wymagacie od corki. Albo
        córka się nie podda tyrenii ojca - i obawiam się Twojej już także -
        i pozostanie soba. Bedzie wówczas przez Was nieakceptowana i jedyne
        co może zrobić - to znaleźć sobie jakiekolwiek towarzystwo, gdzie
        będzie się czula akceptowana i swobodna. A jakie to będzie
        towarzystwo - trudno powiedzieć.
        Prawde mowiac, nie ukrywam - w dniu , gdy ktokolwiek chciałby
        wyrzucić moje dziecko z domu, zakonczylabym zwiazek.
      • kkokos Re: Moja córka a nowy związek. 27.10.09, 20:30
        Nie raz od taty usłyszał „jeste
        > ś albo ze mną albo przeciwko, tylko pierwszy wariant spowoduje że wiele zyskasz"

        nie byłabym w stanie szanować człowieka, który tak mówi do własnego dziecka.
        obrzydliwe uczenie koniunkturalizmu, oportunizmu i łazidupstwa. ohyda.


        Gdyby wykazała się większą inicjatywą, starała się, pokazała z dobr
        > ej strony zyskałaby wiele, myślę że mój partner czeka na to z utęsknieniem.
        > Niestety jest na odwrót.

        oczekujesz od córki, by to ona starała się akceptację twojego faceta??? to dla
        mnie chore

        > Kiedyś nie było problemu ze słowem przepraszam, teraz to wysiłek.

        to normalne, nie rozumiem, co cię dziwi

        > Kilka przkładów jej postępowania. Wyszła z domu, nikomu nic nie mówiąc. Nie wzi
        > ęła telefonu, bo jest obciachowy (tylko z odpowiednim modelem można pojawić sę
        > wśród znajomych). Wróciła i bez słów na górę do swojego pokoju.
        > Po jakim czasie schodzi na dół coś zjeść, mówię że obiad jest na kuchence. Nie,
        > ona woli cos innego i stoi przez pięć minut przy otwartej lodówce. Na uwagę &#
        > 8222;że jedzenie jest na kuchence a lodówka nie służy do wietrzenia” wych
        > odzi z kuchni na górę i łup drzwiami.


        nie widzę w tym nic nienormalnego, typowe zachowanie zbuntowanej nastolatki.
        żadna patologia, żaden powód do niepokoju.
        jedyna rzeczywiście istotna rzecz to, że nie mówi, dokąd idzie i kiedy wróci. to
        są rzeczy, których od mojego syna wymagam bezwzględnie i zawsze. a wietrzenie
        lodówki i trzaskanie drzwiami to są po prostu pierdoły niewarte uwagi. myślisz,
        że jedna twoja córka tak się zachowuje? tylko trzeba odróżniać rzeczy ważne od
        nieistotnych. i nie dać się prowokować duperelami - a dałaś się sprowokować,
        prawda?

        Przy mierzeniu zaczyna się. Sweter jest za szeroki mimo odpowi
        > edniego rozmiaru, spodnie obciachowe, bo nie opinają pupę i w stanie są po pach
        > y (nie biodrówki) Kurtka zbyt obszerna, buty – jak to? takie zwykłe czarn
        > e, takie „babciowe”?

        normalne, nastolatka na zakupach, nastolatka, która uważa, że mundurek szkolny
        zabija jej indywidualność. wymaga od rodzica duuuużej cierpliwości, ale żadna to
        patologia, nie ty jedna się z tym zmagasz. odpuść sobie i nie rób z igły widły.
        są rzeczy warte wykłócania i nieistotne.


        To był ostatni raz gdy mój partner wszedł z na
        > mi do sklepu.

        a po jaką cholerę w ogóle ciągasz swojego faceta na babskie zakupy ciuchowe? nie
        lepiej było pójść razem, córka z matką? to on jest wyrocznią także w sprawach mody??


        Powroty ze szkoły. Miała wracać prosto do domu a wszelkie wyjś
        > cia tylko po zrobieniu lekcji. Tu również postawa „mam was w nosie”
        > jak będę to będę.

        to oczywiste - jak wróci zaraz po szkole, będzie awantura o jakieś duperele,
        która eskaluje do rozmiarów III wojny światowej i szans na wyjście z domu już
        nie będzie. więc lepiej wrócić do domu najpóźniej jak się da....


        • verdana Re: Moja córka a nowy związek. 27.10.09, 21:01
          A ktoregos dnia po prostu nie wróci... I ja ja zrozumiem.
      • sturbow Re: Moja córka a nowy związek. 27.10.09, 21:39
        No nie moge, aż mną zatrzęsło, jak to przeczytałam. To są takie straszne
        przykłady problemów z nastolatką???
        Nastolatką już nie jestem od bardzo, bardzo dawna, ale takie problemy mam na
        porządku dziennym.

        Pomijam sprawę z obciachowym telefonem, bo z tego akurat wyrosłam kilkanaście
        lat temu (jak miałam 12 lat, to nawet długopis potrafił być dla mnie
        obciachowy), ale jeśli chodzi o jedzenie i ubranie, to wielu dorosłych ludzi
        przy tym jęczy. Ja codziennie "wietrzę" lodówkę, nawet jesli mam trzy dania do
        wyboru. Bo czasami nie mam ochoty na te trzy dania. A przy zakupie ubrań code
        dressowych myślałam, że sobie w głowę strzelę. To jest NORMALNE zachowanie nie
        tylko nastolatek, ale dorosłych osób. Oczywiście, nie kazdy musi mieć z tym
        problemy, ale wiele osób jednak ma. A ty tu je przedstawiasz jako przykłady??
        Robota chcesz mieć w domu? Twoja córka ma totalny kocioł w głowie - dorosły
        człowiek by miał i trudno by mu było z tym sobie poradzić. Przy takim podejściu
        do córki szybko możesz doprowadzić do tego, że znienawidzi totalnie twojego
        partnera, a także ciebie, a im będzie starsza, tym problemy z nią mogą się
        zrobić naprawde powazne. Trochę zrozumienia dla jej uczuć!


        > 8222;że jedzenie jest na kuchence a lodówka nie służy do wietrzenia” wych
        > odzi z kuchni na górę i łup drzwiami.
        > Następny przykład. Trzeba kupić mundurek do szkoły i m.in. dres, obuwie.
        > Mundurek i dres to strój określony przez szkołę opatrzony jej emblematem. Taki
        > ma być i koniec. Przy mierzeniu zaczyna się. Sweter jest za szeroki mimo odpowi
        > edniego rozmiaru, spodnie obciachowe, bo nie opinają pupę i w stanie są po pach
        > y (nie biodrówki) Kurtka zbyt obszerna, buty – jak to? takie zwykłe czarn
        > e, takie „babciowe”? To był ostatni raz gdy mój partner wszedł z na
        > mi do sklepu.
        > To cud, że w ogóle w tym chodziła. Na szczęście w tutejszych szkołach dzieci ma
        > ja niewiele do powiedzenia na temat fasonu mundurka, moim zdaniem to bardzo mąd
        > re.
        > Następna sprawa. Powroty ze szkoły. Miała wracać prosto do domu a wszelkie wyjś
        > cia tylko po zrobieniu lekcji. Tu również postawa „mam was w nosie”
        > jak będę to będę.
        > Ile trzeba mieć lat aby zrozumieć tak proste zasady? Myślę że nie są to wygórow
        > ane wymagania a mimo to walczy i powtarzam, gdyby jeszcze nie było pyskowania.
        > Czy nie zdaje sobie sprawy że sama sobie robi na złość?
      • chalsia Re: Moja córka a nowy związek. 28.10.09, 00:42
        > Był taki okres (tuż po przyjeździe) gdy miała możliwość oswojenia się z nowym d
        > omem i jego mieszkańcami. Nikt jej niczego nie narzucał od samego początku, nie
        > stawiał barier, nakazy zakazy, nie, tego nie było. Zaczęły się, gdy ewidentnie
        > przegięła.

        toście popełnili kardynalny błąd. I się teraz mści. Teraz ona będzie postępowała
        zgodnie tylko z takimi zasadami, jakie zaakceptuje. A w momencie przyjazdu
        przyjęłaby wszystkie zasady bez problemu. Daliście jej całą rekę, a teraz
        chcecie to ograniczyć do palca.

        >Myślała, że wszystko to, co robiła przez ostatni czas jeszcze w Pol
        > sce będzie mogła spokojnie kontynuować tutaj.

        nic dziwnego, skoro od początku nie było zasad funkcjonowania w nowym układzie.
    • triss_merigold6 Niedobrze mi 28.10.09, 09:11
      Autentycznie niedobrze mi się zrobiło po przeczytaniu Twoich postów.

      Z perspektywy 12-latki: dziewczyna jest w potrzasku. Ojciec ją olał
      i wycofał z wychowywania oraz opieki a matka wprowadziła do
      kompletnie obcej rodziny, w ktorej dziewczyna nie jest akceptowana.
      Odzywki, polemiki z dorosłymi (tu uznawane za brak szacunku), próby
      wywalczenia swojej przestrzeni, niechęć do funkcjonowania w rygorze
      są absolutną normą w okresie dojrzewania. Nie BUNTEM tylko NORMĄ.
      Odzwywanie się do rowieśników oraz rodzeństwa różnymi wyrazami także
      jest normą - o ile oczywiście nie jest to jeden bluzg.

      Twój partner preferuje najwyraźniej model wychowawczy autorytarny i
      córka nie musi go akceptować. Nie jest jej ojcem, jest obcym facetem
      narzucającym mocno wydumane zasady (zakaz szurania kapciami, lania
      wody w łazience, po szkole natychmiast do domu, ograniczenia etc.).

      Zmarnujesz dziecko. Teraz to lajcik, za kilka lat dziewczyna
      zwyczajnie ucieknie Ci z domu i zasadniczo będzie miała rację.

      Żeby nie było - sama mam nowego partnera ale eks jest ojcem jak
      najbardziej kontaktowym i zaangażowanym. Gdyby aktualny spróbował
      fuknąć, że jesli mojemu dziecku coś się nie podoba ma spadać do ojca
      to bysmy się rozstali w trybie natychmiastowym.
    • emsalla Re: Moja córka a nowy związek. 28.10.09, 12:03
      No tak, w zasadzie po tym, co przeczytałam powinnam czym prędzej
      rozstać się z moim partnerem. A czy takie rozwiązanie dobrze wpłynie
      na moją córkę?
      Pomyśli „no proszę, poświęciła się dla mnie”. Ciekawe czy to zadziała
      kiedyś w drugą stronę. Może odnieśliście wrażenie, że jest biedną
      zahukaną dziewczynką. Jesteście w dużym błędzie. Gdybym tłumiła ją od
      najmłodszych lat być może miałaby w sobie więcej pokory. Jej
      wcześniejszy dom nie był normalnym domem. Na początku mieszkaliśmy z
      dziadkami, między którymi panowały czasami bardzo ciężkie klimaty, co
      miało ogromny wpływ na nas. Gdy mieliśmy dosyć tej sytuacji
      trafiliśmy do wynajętego mieszkania. Potem okazało się że ojciec
      mojej córki ma własne priorytety i nie mają one nic wspólnego z
      rodziną. Gdyby się teraz nad tym zastanowić to córkę wychowywałam
      sama. Nigdy nie była rozpieszczana. Nauczyłam ja cieszyć się z
      drobnych rzeczy, była zawsze odważna, towarzyska, lubiana przez
      rówieśników. Wiem, że popełniłam ogromny błąd zostawiając ją na tak
      długo z ojcem. Naprawdę nie miałam innego wyjścia.
      Nie przypuszczałam, że w takiej sytuacji okaże się bezwzględny dla
      własnego dziecka. Osiem miesięcy wystarczyło żeby odczuła dosadnie
      jak świat i ludzie (nawet najbliżsi) mogą być podli. Zauważyłam
      zmiany w jej zachowaniu po tym, gdy wreszcie miałam ją przy sobie.
      Byłam przerażona, ale wierzyłam że mam szanse wszystko naprawić.
      Nadal w to wierzę, rozumiem że córka weszła w trudny okres, gdzie
      wszystko nie jest takie jak powinno wg jej mniemania oczywiście. Wiem
      również że mimo wszystko powinnam stawiać jej granice, żeby wiedziała
      na co może sobie pozwolić a na co nie. I nie po to by w przyszłości
      dała sobą manipulować ale również dlatego by sama nie nabrała tej
      umiejętności.
      • verdana Re: Moja córka a nowy związek. 28.10.09, 12:19
        Co ty z tą pokora? chcesz miec automat odpowiadajacy 'tak mamo, nie
        mamo, jak sobie zyczysz mamo", a nie normalne dziecko. Cóz, jeśli
        dla Ciebie poswięceniem jest zrobienie cos z wlasnym partnerem,
        przesladujacym i terroryzujacym Twoje dziecko - to cos w Twoich
        relacjach jest bardzo nie w porzadku. Bo ja po prostu nie rozumiem,
        ze Ty chcesz byc z kims, kto gnoi Twoje dziecko... Fakt, ludzie dla
        Twojej corki sa podli, wszyscy jej najblizsi, niestety.
        • majerasek Re: Moja córka a nowy związek. 28.10.09, 12:54
          Opadaja mi cycki jak to czytam.Fajnie ze rozumiesz zwe dziewczynie jest trudno
          znajdujesz swoje winy wspaniale.To jesli ja rozumiesz i wiesz zczego to wynika
          to do cholery pomóż jej jakos masz obowiazek sie poswiecic i nadrobic bleduy i
          czas stracony.Ty za to myslisz co bedzie za pare lat?Po to wychowujesz corke i
          ja urodzilas zeby Cie do domu starcow nie oddala?Uwierz mi ze ona raczej zerwie
          z Toba kontakty jak tak bedziesz podchodzila do tematu.Mysle ze jestes
          egoistka.Nie chodzi tu o partnera ze masz z nim skonczyc.Nie o to chodzi ale
          widzialy galy co braly...sam jest ojcem doroslym czlowiekiem.Obyle co awantury
          sa a kazde dzieci w tym wieku maja jakies odpaly.Ja mysle ze Twoja corka zawadza
          tej rodzinie a moze sie okazac ze za pare lat i Ty bedziesz przeszkadzala.
          • marla8 Re: Moja córka a nowy związek. 28.10.09, 14:25
            Oj, nie zazdroszczę Ci sytuacji,jest b. trudna, nie chcę Cię krytykować bo łatwo
            takie opinie wydawać gdy samemu nie jest się w danej sytuacji. Uważam, że jesteś
            rozsądną i troskliwą mamą gdyby było inaczej temat nie męczyłby Cię tak bardzo i
            nie szukałabyś pomocy na forum i czujesz się trochę rozerwana między własnymi
            pragnieniami miłości, oparcia a miłością matczyną.
            Z obserwacji i własnych odczuć osobiście stawiam na to drugie. Partnera dziś
            masz - jutro, za rok , za 5 możesz nie mieć bardzo trudno wtedy będzie Ci
            odzyskać zaufanie córki a tę będziesz miała całe życie i to Ty jesteś w dużej
            mierze odpowiedzialna za to jakim będzie człowiekiem, jaką kobietą, jaką matką.
            Piszesz że nie wiesz czy będziesz mogła liczyć na to że córka odpłaci ci tym
            samym, ja nigdy nie szacuje czy dziecko mi odpłaci za moją miłość, jeśli coś
            robię to dlatego że czuję że tak ma być.
            Moje dziecko ma 5 lat, trudne czasy jeszcze przede mną ; są 2 podstawowe metody
            wychowawcze ; rygor który reprezentuje twój partner i miłość i tłumaczenie bez
            końca, nie wiem która lepsza ale osobiście stawiam na to drugie. Na twoim
            miejscu rozmawiałabym z córką jak z dorosłym, jest bystrą dziewczynką z
            pewnością ostatnie doświadczenia spowodowały że dojrzalszą, tłumaczyłabym, że
            jest najważniejsza ale jest mi samej trudno, powiedziałabym wszystko co czuję,
            jeśli Ty się otworzysz ona może też, szczera rozmowa oczyszcza atmosferę.
            Zawsze bym dawała córce do zrozumienia że jestem po jej stronie ; nawet jeśli
            robi źle, nawet jeśli mi się to nie podoba, krytykowałabym samo zdarzenie ale
            dziecko musi wiedzieć, że jesteś po jej stronie. Dla mnie zawsze najważniejsza
            byłabym ja + ona , partner przychodzi i odchodzi, jesteś dojrzałą kobietą "po
            przejściach" wiesz, że pierwsze lata w związku są fajne ale potem trzeba się
            napracować. Nie zawsze obydwu stronom się chce.
            A na 10 minutowe stanie przy otwartej lodówce powiedziałabym z lekkim uśmiechem
            "kochanie błagam zdecyduj się bo zapłacimy fortunę za prąd". Wietrzenie ma
            rozdźwięk trochę cyniczny, sarkastyczny. Gdyby tak Ci powiedziała przyjaciółka ,
            sprawa zostałaby obrócona w żart ale gdyby tak Ci powiedziała często z ciebie
            niezadowolona teściowa - gwarantuję, ze zareagowałabyś tak samo.
            I myślę, ze najlepszą radą dla Ciebie będzie jeśli posłuchasz sama siebie,
            zapytaj samą siebie czy partner jest sprawiedliwy dla twojego dziecka, czy jest
            taki jak chciałabyś żeby dla niej był ? czy czujesz się komfortowo w tej
            sytuacji, kto jest ważniejszy , kto bliższy sercu, odpowiedz sobie tak z głębi,
            z trzewi, może
            wtedy znajdzie się jakieś rozwiązanie. Ja wierzę w intuicję, w jakąś mądrość
            którą człowiek w sobie nosi ale niestety ją zagłusza a potem sobie mówi " tak
            naprawdę zawsze wiedziałam, że to się uda albo nie uda" .
            • marla8 Re: Moja córka a nowy związek. 28.10.09, 14:40
              muszę jeszcze coś dopisać, temat jest dla mnie bardzo żywy - mój teść jest
              nieformalnym ojczymem teraz już prawie 19 letniej dziewczyny. Były ciężkie
              chwile w tej rodzinie. Często wysłuchiwałam jaka to ta dziewczyna okropna, jaka
              głupia, jak źle postępuje, jak się zachowuje i historie, że trzeba było przed
              nią nawet ciastka chować bo taka egoistka, że zjadała wszystko sama etc. I tak
              szczerze mi było tej biednej dziewczyny żal.
              Partnerka teścia bardzo nim oczarowana, bo czy ona nie ma prawa sobie ułożyć
              życia, czy ma być skazana na bycie już zawsze samą, czy jej się nic już w życiu
              nie należy ?
              I tak przez 3 lata - w tym roku dziewczyna skończyła 18 lat i w tym samym dniu
              się wyprowadziła, kilka tygodni temu wplątała się w jakąś sprawę związaną z
              handlem narkotykami. Teść się wyprowadza bo miedzy nim przestało się układać. To
              nie jest analogiczna sytuacja do Twojej ale rzuca pewne światło.
Pełna wersja