Do mam znjących się na nartach

01.12.09, 05:05
Moi teściowie zabierają moje córki w tym roku na narty.Dziewczynki nigdy nie
jeździły,mają 11 i 15 lat.Kupiłam im spodnie narciarskie,kurtki będą miały z
domu.Sprzęt wypożyczą na miejscu.Co mogę zrobić,żeby bez stresu puścić
dzieci.Boję się,że teść je zabije,jest kompletnie nieodpowiedzialny.Czy dadzą
w wypożyczalni nart jakieś kaski dla dzieci?Jak byłam cztery lata temu w
Białce Tatrzańskiej to mnie wyśmiali i dlatego nigdy nie nauczę się jeździć na
nartach.
    • pia_ Re: Do mam znjących się na nartach 01.12.09, 08:53
      Jeśli teść jest kompletnie nieodpowiedzialny, to nie posyłałabym
      dzieci z nim. Dobre wyjście to wysłanie dzieci na zimowisko
      połaczone z nauką jazdy na nartach, albo też sami weźcie dzieci i
      pojedźcie na weekend w góry, wynajmijcie instruktora, który nauczy
      je podstaw. Kaski kupiłabym w sklepie, to dosyć osobista część
      sprzętu, więc raczej nie wypożyczałabym.
      W głowie mi się nie mieści, że jakiś instruktor Cię wyśmiał, ja
      miałam kilku instruktorów, wszyscy cierpliwi i profesjonalni. Moja 6-
      latka śmiga na nartach, aż miło, a pierwszy raz stanęła na nartach w
      wieku 4,5, oczywiście uczył ją doświadczony instruktor.
    • morekac Re: Do mam znjących się na nartach 01.12.09, 09:09
      Kup jeszcze kaski i rękawice narciarskie. Oraz daj im pieniądze na
      lekcje z instruktorem. Pojeżdżą sobie codziennie godzinę/dwie we
      dwie pod jego/jej opieką, poćwiczą w łatwym terenie może jeszcze z
      godzinę, to nierozsądny dziadek nie będzie miał okazji zniechęcić
      wnuczek nart.
    • dorota.konowrocka Re: Do mam znjących się na nartach 01.12.09, 11:08
      Kup im kaski, będziesz spokojniejsza. I niech wypożyczą sobie narty 15-20 cm
      niższe niż same mają wzrostu, łatwiej będzie im nauczyć się jeździć.

      Może z teściem nie jest tak źle smile Najważniejsze, żeby dziewczynki go lubiły.
      Jak lubią, to może jakoś im pójdzie ta nauka. Jak nie, jak jest ostry i
      wymagający, a one uległe i zastraszone, to niewiele może z tego być.

      Niekoniecznie trzeba uczyć się pod okiem instruktora. Mój najstarszy syn nauczył
      się śmigać w wieku 4,5 na alpejskich stokach tylko dzięki mojej pomocy, a sama
      jeżdżę sprawnie, ale nie jakoś świetnie. U nas zadziałało to, że na początek
      była bardzo mała i plaskata górka z takim wyciągiem typu "wyrwirączka", na którą
      on pierwszego dnia wchodził sam, bez wyciągu i zjeżdżał sam takie malutkie
      odcinki, w ogóle nie chciał korzystać z naszej pomocy, tylko się gramolił z
      wysiłkiem i zjeżdżał malutki kawałek. Potem wjeżdzałam razem z nim trzymając go
      na wyciągu między nogami i zjeżdzałam trzymając go za rękę, on jechał obok mnie,
      zawsze mogłam po poderwać w górę, jak mu się nogi plątały i zaczynał się
      wywalać. Oczywiście żadne z nas nie miało kijków. Potem ja zjeżdżałam przed nim
      tyłem, a on samodzielnie zjeżdżał za mną przodem. Potem sam zjeżdżał z samej
      góry tej plaskatej górki. To wszystko działo się w ciągu dwóch-trzech dni.
      CZwartego dnia wyraził chęć pojechania krzesełkiem na dużą górę. Wzięłam go i
      zwiozłam ze sobą "na kijkach:, czyli trzymałam kijki złożone razem w
      wyciągniętych rękach przed sobą za jeden koniec, a on trzymał je za drugi
      koniec, jadąc obok mnie, z nartami równolegle do moich nart. Potem zaczął się
      puszczać tych kijków na łatwiejszych odcinkach i jechać sam, a ja jechałam obok
      niego, by nie zabrakło mu odwagi. W międzyczasie przekazałam mu informację, jak
      skręcać i hamować pługiem, więc bezpiecznie hamował i skręcał. A potem zjeżdżał
      już sam, wyprzedzając mnie, machając rękami i wykrzykując "ale jazda!". Teraz
      głownie go ścigam... Tempo mojej jazdy dzięki niemu wyraźnie wzrosło... Także
      nie taki diabeł straszny, ważne, to wyczuć dziecko, kiedy ma odwagę, a kiedy
      czuje się niepewnie i trzeba je wesprzeć. Moim zdaniem świetna jest ta jazda ze
      złożonymi kijkami, tak oswajaliśmy większe stoki, a on zyskiwał poczucie, że
      wie, "jak to jest", kiedy się jedzie z takiej dużej góry. I chyba rósł mu apetyt
      na tę jazdę. Acha, ustawialiśmy sobie jeszcze kijki do jeżdżenia między nimi
      slalomem, dla zabawy i urozmaicenia.

      A kask chyba rzeczywiście fajna rzecz. Najpierw uważałam, że to jakiś wymysł,
      ale potem zobaczyłam faceta koziołkującego na nartach w dół stoku, te narty były
      wszędzie, on wylądował na głowie, wyglądało to strasznie, a ja wyobraziłam
      sobie, że pod nim jechałby mój syn. I już zakładałam mu kask. One są lekkie, te
      kaski, nie przeszkadzają dziecku z niczym.

      Także: grunt to wyczuć dziecko.
      • morekac Re: Do mam znjących się na nartach 01.12.09, 12:08
        11-czy 15-latki nie wwieziesz wyciągiem i nie będziesz podrywała im
        nóżek, jak się poplączą smile Jednak polecałabym instruktora
        (najlepiej przystojnego smile) - sporo widziałam przerażonych ludzi
        spuszczanych z góry daleko dla nich za trudnej przez domorosłych
        nauczycieli jazdy na nartach (którym każda góra wydaje się łatwa i
        mają stanowczo za mało cierpliwości). Wbrew pozorom - małe dzieci
        łatwiej się uczą jeżdzić na nartach niż te nastoletnie - mają
        mniejsze zachamowania i opory psychiczne.
    • maadzik3 Re: Do mam znjących się na nartach 01.12.09, 11:22
      11 i 15 to duze panny! Kaski bym kupila (zwlaszcza mlodszej), ale zabic sie tak
      latwo w tym wieku nie dadzasmile Nauczylam sie jezdzic jak mialam 11 lat, pierwszy
      sezon konczylam na Kasprowym, moj syn zaczal gdy mial 3,5 roku, pierwszy sezon
      konczyl w Alpach (na oslich laczkachsmile). Nie uwazam sie za nieodpowiedzialna. W
      tym roku, ajk co roku, tez go zabieram w Alpysmile
      • k1234561 Re: Do mam znjących się na nartach 01.12.09, 11:50
        Doskonale autorkę wątku rozumiem.U nas podobna sytuacja.Z tym ,że
        nieodpowiedzialny na nartach (na szczęście tylko tam) jest mój mąż.
        Powiem jak to było u nas.Wyjechaliśmy na narty my,czyli ja,małż i
        nasza 6-letnia wtedy córka i moi rodzice.Wszyscy oprócz mojego męża
        i mojego taty uczyli się dopiero jeździć.Właśnie w Białce.
        Córce wykupiłam 2 godziny nauki jazdy z instruktorką przed południem
        i jedną godzinę po południu.Moim zadanie rewelacyjne
        rozwiązanie.Małż się wyszalał i dziecko przeżyło,bo było pod
        profesjonalną opieką.Polecam zrobic to samo.
        Teraz z kolei drżę,ponieważ w styczniu jedziemy do Austrii (po raz
        pierwszy)jedziemy my i moi rodzice i 12-letni bratanek męża,dość
        dobrze jeżdżący,ale również, chyba po wujku, z ułańską fantazją.
        W Austrii nie mam możliwości zapewnienia córce polskojęzycznego
        instruktora więc dzieci będą przez cały dzień pod opieką męża.Ja
        natomiast powolutku,swoim tempem dostosowanym do warunków a przede
        wszystkim do moich umiejętności będę sobie zjeżdżała razem z moim
        ojcem.
        Polecam kupić kaski dzieciom,porządne rękawice,gogle z
        przyciemnianymi szybkami,może być słonecznie,a wtedy słońce
        odbijające się od śniegu utrudnia jazdę.
        Krem z filtrem też się przyda.

        • hankam Re: Do mam znjących się na nartach 04.12.09, 19:47
          W Austrii jest sporo polskich instruktorow. Ale nie wiem, ile
          biorą : )
    • nomasz Re: Do mam znjących się na nartach 01.12.09, 14:19
      Lekcje z instruktorem koniecznie wykupić.To jest fachowiec.
      • monix123 Re: Do mam znjących się na nartach 01.12.09, 14:43
        Kaski kupić koniecznie, to podstawa.
        I instruktora by sie przydało koniecznie.

        Nasza 3,5 latka zaczynala z instruktorem, w austri byla w
        przedszkolu narciarskim jak miala 3,5 i 4,5 roku. Nikt tam nie znal
        polskiego. W tamtym roku śmigala już jak starawink Dobry instruktor
        naprawdę dobrze nauczy jeździć na nartach.
        • loganmylove Re: Do mam znjących się na nartach 01.12.09, 16:04
          Dopisuję się d tego co już napisały dziewczyny-kaski koniecznie (mieli w tym
          roku wprowadzić nakaz jazdy w kaskach dla wszystkich ale chyba nie przeszło?) bo
          uraz głowy może się niestety przytrafić. Jazda na nartach to super fajny
          rodzinny sport. Szkoda, że się zniechęciłaś-może uczyła Cię rodzina i dlatego
          przeżyłaś że Cię wysmiano? Nie chce mi się wierzyć, że instruktor by się tak
          zachowałsad w zeszłym roku jak byliśmy min w Białce, Małym Cichym to widziałam
          ludzi uczących się jeździć w najróżniejszym wieku i to startujących od
          kompletnego zera a po kilku dniach całkiem dobrze sobie radzącychsmile Ale to off
          topic. Również uważam ,że dziewczyny powinny uczyć się z instruktorem wtedy nie
          będziesz obawiać się nieodpowiedzialności teścia.
          • morekac Re: Do mam znjących się na nartach 01.12.09, 23:37
            Kiedyś znajomi wzięli na Chopok ludzi którzy pierwszy raz przypięli sobie narty.
            Przecież to łatwa trasa wink (w sumie łatwa, ale trzeba przynajmniej umieć
            skręcać i hamować). 100% owych nieszczęśników postanowiło nie przypinać więcej
            nart. Do rozsądku zaawansowanych narciarzy trzeba mieć hmm ograniczone zaufanie
            - niektórym każda trasa wydaje się prosta...
            • jakw Re: Do mam znjących się na nartach 02.12.09, 08:28
              Ja też widziałam już sceny typu: dzieć około 10-letni z
              tatusiem "instruktorem" na szczycie dość sporej, choć niezbyt
              trudnej góry. Dzieć łzami płakał, że się boi, a tatuś puszczał
              teksty, których się nie da zacytować ze względu na ustawę o ochronie
              języka polskiego. Instruktor najpierw uczy na oślej łączce z krótkim
              wyciągiem i gdy delikwent nauczy się hamować i skręcać idzie z nim
              na coś większego. Zaawansowanemu narciarzowi przeciętna polska górka
              z wyciągiem wydaje się całkiem prosta. U osoby stojącej 1-szy raz na
              nartach myśl o zjechaniu na dół może wywołać atak histerii.
    • jakw Re: Do mam znjących się na nartach 01.12.09, 21:31
      Na kaski w wypożyczalni raczej nie licz. Przy czym ten zakup starczy
      dziewczynom na conajmniej kilka lat - z kasków się tak łatwo nie
      wyrasta, zwłaszcza w tym wieku. Rozejrzyj się jeszcze za
      kominiarkami z cienkiego polara - bywają przydatne w razie mrozów.
      Nie wiem jak oceniasz talenty pedagogiczno-narciarskie dziadków, ale
      ja bym wykupiła pannom przynajmniej kilka godzin z instruktorem.
      Jeśli pod fachowym okiem nauczą się skręcać, zatrzymywać i jeździć
      na wyciągu to dziadek im krzywdy nie zrobi. Poza tym babcia też
      będzie na miejscu - nie wpadaj w panikę.
      • myelegans Re: Do mam znjących się na nartach 01.12.09, 21:59
        No to jak ja mam mojego 5-latka przekonac do instruktora? Sprzet
        kupiony, on malo entuzjastyczny, i mi juz zapowiedzial, ze do zadnej
        szkolki i z zadnym instruktorem jezdzil nie bedzie. Ja jezdze bardzo
        dobrze, ale nigdy nikogo nie uczylam. Maz nie jezdzi wcale i uczyc
        tez sie nie chce, zreszta to kot, nie lubi zimy i sniegu.

        Tak samo bylo z plywaniem, zaparl sie tylnymi lapami przed lekcjami
        i instruktorem, uczy go tata i nie powiem skutecznie go uczy.
        Nie wiem, co z tymi nartami. MOje dziecko uparte jak osiol, jak
        sobie cos wbije, to trudno wybic. MOze poczekac jeszcze z rok to
        dojrzeje do tego instruktora?
        • morekac Re: Do mam znjących się na nartach 01.12.09, 23:58
          Jemu- ładną instruktorkę wink ...
          Może instruktor i będziecie jeżdzić razem? Wg mnie przy mniejszych dzieciach
          lepiej jest wziąć pół godziny z instruktorem. Po odpoczynku - możesz przećwiczyć
          z młodym manewry raz jeszcze...
        • evee1 Re: Do mam znjących się na nartach 02.12.09, 00:08
          myelegans napisała:
          > No to jak ja mam mojego 5-latka przekonac do instruktora? Sprzet
          > kupiony, on malo entuzjastyczny, i mi juz zapowiedzial, ze do
          zadnej
          > szkolki i z zadnym instruktorem jezdzil nie bedzie.
          Ja nic nie poradze, bo moje dzieci od momentu postawienia na narty w
          wieku kilku lat zbzikowaly na ich punkcie, wiec mamy radoche, bo
          cala rodzina teraz jezdzi. Rozumiem wiec Twoje rozczarowanie, bo
          sama jezdze od 30 lat i tez bardzo dobrze, i nie ma to jak jezdzenie
          w rodzinnej grupie!
          Moze synkowi jakas fajna szkolka (z hot chocolate wink) by sie
          przydala. Zostaw dziecie mimo protestow i zobacz jaki bedzie
          rezultat po dwoch godzinach. My postawilismy na prywatnego
          instruktora i 2x2 godziny daly dzieciom podstawy. Zapal zrobil
          reszte, ale moje dzieci maja dosc dobra koordynacje i lubia sie
          ruszac.

          Co do 11 i 15 latki - koniecznie kaski, gogle (ja w ogole nie moge
          bez nich jezdzic) i dobre (niestety beda drogie) rekawice. Rekawice
          najlepiej nie te z palcami, tylko lapki, bo one najlepiej chronia
          przed zimnem. Niestety mozna byc mokrym z goraca na plecach, a
          jednoczesnie skutecznie odmrozic sobie dlonie.
          Najgorsza zmora narciarzy jest zimno i ono skutecznie moze do jazdy
          na nartach zniechecic.

          A ja szukam sklepu (gdziekolwiek na swiecie), z ktorego moglabym
          sprowadzic konkretne narty w dobrej cenie wink. Moze ktos moglby
          polecic i poda mi link.
        • hanyah Re: Do mam znjących się na nartach 02.12.09, 09:22
          MMiałam podobną sytuację: nieśmiała 5 latka bojąca się obcych i nie
          lubiąca zimna, a z drugiej strony strasznie napalona na narty starsza. Ze
          wzgledu na starszą zdecydowałam się na naukę jazdy, a na młodszą -
          zrobiłam rozeznanie na wszystkich możliwych forach i namierzyłam super
          instruktorkę, która ponoć dawała sobie radę z opornymi. Pojechaliśmy do
          instruktorki, miejsce nie miało znaczenia. Efekt - jeździmy od 3 lat, a
          młoda już od miesiąca pyta, czy w tym roku tez pojedziemy i tylko do
          naszej pani.
          Namierz polecanego instruktora - może zadziała smile
    • nchyb Re: Do mam znjących się na nartach 02.12.09, 13:00
      ważne pytanie - wyjazd w Polsce, czy np. do Czech? W przypadku
      wyjazdu zagranicznego - niezbędne ubezpieczenie - z zaznaczeniem
      własnie uprawiania nart!!!
      • musam Re: Do mam znjących się na nartach 02.12.09, 22:44
        kaski koniecznie, a jeszcze jezeli mozliwe to ochrone na kregoslop.
        Dla dzieci w tym wieku mozna dostac juz za ok.65 Euro (+-).
        Nie kupowalaym nart jezeli nie jedzicie kilka razy w roku na narty.
        moze dzieci nie beda zachwycone itd. lepiej wynajac.
        • jakw Re: Do mam znjących się na nartach 04.12.09, 22:05
          Co do przydatności ochrony na kręgosłup przy jeździe na nartach to
          mam wątpliwości. Do snowboardu - owszem.
      • musam Re: Do mam znjących się na nartach 02.12.09, 22:44

        kaski koniecznie, a jeszcze jezeli mozliwe to ochrone na kregoslop.
        Dla dzieci w tym wieku mozna dostac juz za ok.65 Euro (+-).
        Nie kupowalaym nart jezeli nie jedzicie kilka razy w roku na narty.
        moze dzieci nie beda zachwycone itd. lepiej wynajac.
    • amandaas Re: Do mam znjących się na nartach 02.12.09, 22:44
      Może wypowiem się jako licencjonowany instruktor:
      (jak sie powtórze wybaczcie)
      1. Kask bez dwóch zdań, i to dobrze dobrany bo za luźny zrobi więcej
      szkody.
      2. Kup dobre google. Nic tak nie zniechęca dziecka jak wieczne
      wycieranie szybki lub to ze gogle parują i nic nie widzi.
      3. Rękawiczki- zimne łapy też zniechęcają, dla dzieci najlepiej
      takie z dyszą do dmuchania w środku, żeby doraźnie ogrzać łapki.
      4. Instruktor- na pierwszy raz polecam młodych, bo mają podejście do
      dzieci i chce im sie wymyślać zabawy, nagrody, zazwyczaj mają
      rękwizyty. Potrafią zainteresować sportem.
      5. Polecam też bardzo bieliznę narciarską, przynajmnej getry bo na
      początku pewnie tyłek przemoknie. A trzeba robić wszystko żeby się
      tylko dzieciaki nie zniechęciły do tego sportusmile

      A propos rad mam których dzieci niby śmigają bez nauki z
      instruktorem- może i śmigają ale jak. Na jajo każdy potrafi. Może
      nie wszyscy muszą mieć idealny skręt krótki czy półdługi NW, ale im
      lepsza technika tym większe bezpieczeństwo i dla dziecka i dla
      otoczenia. I większe prawdopodobieństwo że poradzi sobie gdy
      jakiś "Konował Król Świata" będzie pędził po stoku na nic nie
      patrząc.
      Mówię pewnie nieobiektywnie, ale instruktor nauczy skrętu-stop,
      nauczy elementów freeridu czyli jazdy w trudnym śniegu i innych
      ważnych rzeczysmile


      A z tego który Cię wysmiał, osobiście przepraszam.

      Ps. Teść który jest nieodpowiedzialny i pewnie myśli że jest
      Hermanem Meierem to też nie najlepszy pomysłsmile
      • maksimum Re: Do mam znjących się na nartach 03.12.09, 02:54
        www.rei.com/gear/feature/search/Google_Ski/skis?cm_mmc=ps_google_Action-_-Category%20-%20Ski-_-Ski_Skis_General-_-
        buy%20skis%20broad&mr:adGroup=345654845&mr:ad=3875056565&mr:keyword=buy
        %20skis&mr:placement=&mr:match=b&mr:referralID=NA&gclid=COSQyfqTuZ4CFWp
        d5QodOzTgpQ
      • jagoda2 Re: Do mam znjących się na nartach 03.12.09, 21:06
        A co pod kask może Pani polecić? Jakoś nie wyobrażam sobie, że
        dziecko jeździ bez nakrycia głowy/zatok czołowych. I proszę mi
        powiedzieć, czy kurtka narciarska powinna być raczej gruba czy
        cienka? Dziecko niby się rusza..., ale czasem jednak stoi i marznie,
        prawda? Do tej pory spotykałam raczej cieńsze, ale przyznaję - nie
        były to kurtki firmowe. Może warto jednak zainwestować w kurtkę
        firmową? Będę wdzięczna za odpowiedź. Dziecko ma 7 lat, jest
        strasznym zmarzluchem, wydelikacone - przyznaję i po raz pierwszy
        pojedzie na białą szkołę. Resztę cennych rad przyjęłam do wiadomości
        i z pewnością z nich skorzystam.
        Pozdrawiam.
        • amandaas Re: Do mam znjących się na nartach 03.12.09, 21:49
          Pod kask najczęściej stosuje się takie cienkie oddychające
          kominiarki lub czepki. Zależy jednak jaki to kask, ja mam pełny i
          nie noszę nic pod spodem. Co więcej, czasem jest mi nawet za ciepło
          ale kask ma na szczęście "wywietrzniki" które mogą być otwierane i
          zamykane.
          Co do kurtki- oczywiście że firmowa lepsza, ale to ogromny koszt,
          szczególnie dla dziecka. Polecam więc mniej firmowe, z zeszłego
          sezonu, ale koniecznie szukać takich ze sportowych materiałów-
          goretex(najdroższe, ale może coś się uda taniej) tresstex, terspass
          itd. Teraz takich materiałów jest masa więc powinno się coś znaleźć
          w niższej cenie. Istotne też jest aby miały snowstop- taki dodatkowy
          pas, po wewnętrznej stronie, zapinany ciasno na biodrach który
          zapobiega wpadaniu śniegu pod kurtkę.
          Jestem też przeciwniczką spodni na szelki- lepiej bez szelek a
          dobrze dopasowane. Dam sobie głowę uciąć ze w toalecie te szelki
          wytrą wszystkie siki z podłogi o ile dziecko w ogóle zdąży się z
          nich wyplątaćtongue_out

          Co do grubości- dla dziecka polecam taką lekko ocieploną. Sama mam
          taką do jazdy rekreacyjnej i bardziej mi się podoba, natomiast moja
          instruktorska jest z tych cienkich i wkładam pod nią polar.
          • evee1 Re: Do mam znjących się na nartach 03.12.09, 22:02
            > Jestem też przeciwniczką spodni na szelki- lepiej bez szelek a
            > dobrze dopasowane. Dam sobie głowę uciąć ze w toalecie te szelki
            > wytrą wszystkie siki z podłogi o ile dziecko w ogóle zdąży się z
            > nich wyplątaćtongue_out
            Hi, hi, ja wlasnie napisalam, ze koniecznie na szelki, bo ja nie
            lubie jak mi w nerki wieje, ale masz racje z ta toaleta, bo trzeba
            sie znacznie bardziej gimnastykowac. Ale ja nauczylam swoje dzieci
            chodzenia do toalety w spodniach narciarksich wink.
            • aniaop Re: Do mam znjących się na nartach 13.12.09, 11:54
              evee1 napisała:

              > > Jestem też przeciwniczką spodni na szelki- lepiej bez szelek a
              > > dobrze dopasowane. Dam sobie głowę uciąć ze w toalecie te szelki
              > > wytrą wszystkie siki z podłogi o ile dziecko w ogóle zdąży się z
              > > nich wyplątaćtongue_out
              > Hi, hi, ja wlasnie napisalam, ze koniecznie na szelki, bo ja nie
              > lubie jak mi w nerki wieje,

              Mam tak samo!!! I niestety od 2 lat jestem posiadaczka spodni bez
              szelek, bo wymieniawszy wiekowe spodnie na nowe nie udalo mi sie
              wyszukac modelu z szelkami, ktory bylby w moim guscie. Takze cuda
              teraz wyprawiam, zeby nie swiecic golymi plecamiwink w postaci
              dlugasnych podkoszulek i ciasnych paskow. Ale chyba body czy spiochy
              dla niemowlaka bylyby najlepszebig_grin
              Natomiast nie wyobrazam sobie spodni bez szelek u dziecka. Mloda
              zawsze ma z szelkami. Siuskow z ziemi nie wyciera, nauczona
              odpowiedniej obslugismile
        • evee1 Re: Do mam znjących się na nartach 03.12.09, 21:59
          Ja nie instruktor, ale napisze wink.
          Kask - pod kask sie nic nie zaklada, bo on grzeje jak diabli. Jezeli
          juz, to raczej kupic kask z otwieranymi otworami wentylacyjnymi,
          tak, ze jak pada mokry snieg, albo deszcz, to nie moczy glowy, a jak
          jest cieplej, to wentyleje. Moj syn ma taki: www.giro.com/en-
          ap/products/snow-helmets/g10/#/matte-black/, ktory ma tez zdejmowane
          ochronniki na uszy.
          Ja dzieci byly male, to w obawie o zatoki tez zakladalam dzieciom
          cienkie opask, ale wtedy nie nosily gogli. Teraz nie ma takiej
          potrzby, bo miedzy goglami, a koncem kasku prawie w ogole nie ma
          miejsca.
          My wszyscy mamy tez kominy na szyje, zamiast szalikow i bardzo sie
          one sprawdzaja.
          Co do kurtki, to najwazniejsze zeby nie przemakala, dlatego ja
          osobiscie nie polecam kupna kurtek uzywanych, bo nie wiadomo jak
          byly prane - niektore mozna prac w pralce, inne mozna tylko
          chemicznie, bo przy praniu w wodzie niszczy sie im impregnacja.
          Wiekszosc kurtek narciarskich ma tez zapinane na suwak wywietrzniki
          pod pachami i jak jest za cieplo, to mozna sie troche ochlodzic wink.
          Czy firmowa? Firmowa kurtka narciarska to spory wydatek, wiec jezeli
          dzieci rosna, to ja bym szukala kurtek niekoniecznie firmowych, byle
          spelniajacych warunek nieprzemakalnosci wink.
          I koniecznie spodnie z szelkami, ale takich do pasa to chyba nie ma
          dla tak malych dzieci.
          Moim zdaniem znacznie wazniejsze jest to co sie ma przy samym ciele.
          Najlepiej miec koszulki, ktore przenosza pot na zewnatrz, bo wtedy
          cialo jest suche i nie marznie, jezeli sie stoi w kolejce, czy
          jedzie na wyciagu. Na to welniany sweterek. I ogolnie ubior na
          cebulke, zeby w razie czego lepiej mozna bylo cos zdjac.
          Rekawiczki - koniecznie wiecej niz jedna para!!
        • jakw Re: Do mam znjących się na nartach 04.12.09, 22:11
          Ja też nie instruktor, ale też mogę potwierdzić, że kask jest
          wystarczająco ciepły. Przy dużym mrozie/wietrze sprawdza się
          kominiarka z cienkiego polara. Co do kurtek - chyba lepsza jest
          możliwość ubrania się na cebulkę (np. bluzka z długim rękawem +
          polar + średnio gruba kurtka niż pocenie się w grubej kurtce bo
          akurat jest lekka odwilż,wyjrzało słoneczko, a instruktor wziął
          kursantów w obroty.
      • morekac Re: Do mam znjących się na nartach 03.12.09, 22:03
        4. Instruktor- na pierwszy raz polecam młodych, bo mają podejście do
        > dzieci i chce im sie wymyślać zabawy, nagrody, zazwyczaj mają
        > rękwizyty. Potrafią zainteresować sportem.

        Moja 5-latka (wówczas) zażądała w recepcji szkoły narciarskiej wymiany
        instruktora,bo ten jej był 'stary'. Potem zaś zrobiła casting na swojego
        instruktora wśród obecnych w pomieszczeniu - mam wrażenie, że wybierała 'po
        przystojności' smile
    • myelegans Re: Do mam znjących się na nartach 04.12.09, 14:33
      Czytam, czytam i postanowilam, ze przekupie, a do instruktora posle.

      Mnie tez tak kiedys bacikiem tata na lodowisko, na basen, nie
      chcialam, zapieralam sie, teraz jestem wdzieczna. Bo ja tak jak syn
      z tych jajoglowych, co to w domu wolalam siedziec i ksiazki czytac,
      niz na rowerze jezdzic. Myslalam, ze wydam inne potomstwo, ale coz z
      dwojga jajoglowych moze wyjsc? wink

      Na nartach nauczylam sie jezdzic na studiach, jezdzilam na 2-
      tygodniowe obozy narciarskie z instruktorami, jezdzilam 30-40 dni w
      sezonie. Nauczylam sie jezdzic technicznie i zrobila sie ze mnie
      dobra narciarka, ale uczyc nie podjelabym sie nikogo. Poza tym tu o
      bezpieczenstwo chodzi.

      Bedzie ciekawie.

      Dziekuje za instruktorskie porady, skorzystam
    • beata2502 Re: Do mam znjących się na nartach 09.12.09, 14:40
      jak tak czytam to przypomina mi się jak ja się uczyłam jeździć na nartach...
      pierwszy raz na dużym stoku narty 2m za duże buty masakra zjechałam do połowy
      stoku a od połowy na tyłku ludzie się śmiali i ja "wyłam" ze śmiechu , poszłam
      wypożyczyć odpowiedni sprzęt, mąż mnie uczył i nauczył teraz śmigamy razem, a w
      tym roku mąż będzie uczył synka jeździć, z tym, że mój mąż jeździ rewelacyjnie...
      • 0tolerance Re: Do mam znjących się na nartach 11.12.09, 16:13
        po pierwsze - nigdy nie mów "nigdy się nie nauczę". Nauczyłem się jeździć na
        nartach mając sporą nadwagę. Na początku bałem się zjeżdżać, ale w końcu się
        przełamałem.
        Co do dzieci - maluchy są raczej bezpieczne. Kaski to podstawa - głowa musi być
        chroniona. Tak poza tym mają niżej środek ciężkości, krótsze kończyny, więc
        ryzyko złapania kontuzji jest niemal zerowe. Puszczaj! smile
      • amandaas Re: Do mam znjących się na nartach 12.12.09, 12:54
        nie mysl ze chcę Cię obrazić, bo oczywiście nie wiem jak jeździ Twój
        mąż, ale stoki są zapełnione własnie takimi, którzy jako laicy myślą
        że jeżdżą rewelacyjnie. I ucząc innych hodują kolejne pokraki.
        Oczywiście nie mówie że tak jest w Twoim przypadku ale ważna jest
        sbiektywna ocena i samokrytycyzm.
        Polece Ci to co polecam rodzicom z zapędami pedagogicznymi- niech
        się taki tatuś przejdzie na lekcje do instrutora i usłyszy czy
        rzeczywiście dobrze jeździ czy lepiej zeby sie za szkolenie potomka
        nie brał.
        • aniaop Re: Do mam znjących się na nartach 12.12.09, 13:26
          Nie przesadzasz troszeczke? Pod koniec liceum bylam zaprzyjazniona z
          ludzmi z AWF-u, ktorzy mieli uprawnienia instruktorow narciarskich i
          razem z malymi dzieciakami wyjezdzalismy co weekend na narty. Sama
          pamietam, ze pomagalam koledze przy zjezdzie z nimi z Kasprowego, bo
          ciezko bylo samemu upilnowac gromadke rozbrykanych berbeci.
          Teraz sama mam kilkuletnia corke, ktora od roku chetnie jezdzi na
          nartach podczas ferii. Codziennie na urlopie wykupuje jej godzine
          jazdy z instruktorka (Mloda naprawde swietnie daje juz sobie rade i
          panie wymyslaja jej rozne cuda jak slalomy itp), bo uwazam, ze jest
          to najlepszy sposob na nauke oraz doskonalenie jazdy. Ale po tej
          godzinie jezdzimy juz sobie razem, bo chyba na tym polega rodzinny
          wspolny wypoczynek, prawda?
          • amandaas Re: Do mam znjących się na nartach 12.12.09, 16:06
            A to zależy czego oczekujesz od nart. Kiedy ja byłam małym dzieckiem
            to mój "wspólny rodzinny wypoczynek" wyglądał tak że minimu 4
            godziny spędzałam na stoku z instruktorem.I tylko dzięki temu teraz
            jeżdże tak jak jeżdże. A to już zalezy od człowieka, ja jak coś
            zaczynam robić to robie do końca a nie na pół gwizdka.

            Jak sama napisałaś, pomagałaś tym maluchom zjechać a nie uczyłaś ich
            jeździć.

            Więc jeśli jakaś mama chce żeby jej dziecko umiało ZJEŻDŻAĆ a nie
            JEŹDZIĆ to niech sobie daruje instruktora smile
            • aniaop Re: Do mam znjących się na nartach 12.12.09, 21:48
              Chyba nie czytalas dokladnie, bo ja wyraznie napisalam, ze do nauki
              i doskonalenia jazdy najlepsze sa lekcje z profesjonalista, ale
              chyba nie kazdy moze pozwolic sobie na wykupienie 4 godzin dziennie.
              W renomowanej szkole jest to koszt ok 500PLN. A gdzie inne
              narciarskie i urlopowe wydatki?
              Poza tym wydaje mi sie, ze nie masz wlasnych dzieci, skoro nie
              rozumiesz frajdy z rodzinnego wspolnego uprawiania sportu (ale nie
              wyczynowo!!!) na urlopie, tylko sugerujesz "sprzedanie" dziecka na
              pol dnia instruktorom a samemu jezdzenie osobno. Tak, jezdzenie, nie
              zjezdzanietongue_out, bo nosek chyba troche zadartywink
              • amandaas Re: Do mam znjących się na nartach 13.12.09, 11:49
                Nosek zadarty powiadasz?
                Jakbyś kiedyś reanimowała na stoku 7latka,
                ofiarę "wszystkowiedzącego wujka super narciarza" to może inaczej
                podeszłabyś do sprawy. Narciarstwo to nie jest taki znów bezpieczny
                sport.

                A poza tym wszystko zależy od podejścia. Jak coś juz robię, to do
                końca, perfekcyjnie. Robienie czegoś na pół gwizdka nie sprawia mi
                przyjemności.
                Co do rodzinnych wyjazdów- jeżdziłam z rodzicami i 2 rodzeństwa i ja
                z rodzeństwem trenowałam, rodzice jeździli sami bądź odpoczywali. A
                popołudniami i na jeździe wieczornej mieliśmy dość czasu dla siebie.


                ps. Cena za lekcje mocno przesadzonasmile No chyba że w Zermacie bądź
                Lechu ale chyba nie o takich miejscach rozmawiamy? Poza tym jak ktoś
                jedzie na narty to chyba liczy się wydatami prawdasmile?
                • aniaop Re: Do mam znjących się na nartach 13.12.09, 12:10
                  Ok, porozmawiamy jak dorosniesz, bo juz sie doczytalam, ze jestes
                  studentka, wiec dzieci wlasnych nie posiadaszbig_grin Zobaczysz jak to
                  jest, jak sie intensywnie pracuje zawodowo a na zabawe z dzieckiem
                  na sniegu pozostaja nieliczne weekendy i jedne ferie zimowe w roku.
                  I jeszcze IMO raz powtarzam, (zreszta widze, ze inne forumki tez
                  maja takie zdanie) 1-2 godziny z instruktorem na stoku sa
                  wystarczajace, jesli nie mysli sie o narciarstwie wyczynowym. A
                  potem utrwalanie "dobrych nawykow" pod okiem doswiadczonego
                  narciarsko rodzica.
                  Naprawde, zeby jezdzic na nartach nie trzeba wydawac na to kilkaset
                  zlotych dziennie, to nie jest juz sport elitarny.
                  • amandaas Re: Do mam znjących się na nartach 13.12.09, 12:59
                    Cóż, nie zgadzam się z Tobą i tylesmile Może ja po prostu jestem
                    perfekcjonistką, stąd różnica zdań.

                    Jednakże proszę, odpuść sobie lekceważący ton i frazy o dorośnięciu
                    i zadartym nosku bo do tego aby być specjalistą od nart nie trzeba
                    30 na karku i dwójki dzieci.
                    • jakw Re: Do mam znjących się na nartach 13.12.09, 23:55
                      amandaas napisała:

                      > do tego aby być specjalistą od nart nie trzeba
                      > 30 na karku i dwójki dzieci.
                      Ale do tego, żeby być specjalistą od wypoczynku z własnymi dziećmi -
                      jest to całkiem przydatne.
            • morekac Re: Do mam znjących się na nartach 13.12.09, 08:40
              Z tymi czterema godzinami dziennie to przesada...
              • amandaas Re: Do mam znjących się na nartach 13.12.09, 11:30
                Mając 10 lat na treningach spędzałam 6 godzin dziennie. Na STOKU.
                • morekac Re: Do mam znjących się na nartach 13.12.09, 16:23
                  Skarbie, to że spędzałaś 6 h na treninagach dziennie nie oznacza, że wszyscy tak muszą i że wszystkim to posłuży. Znam osoby, którym wystarczyły 4h jazdy z instruktorem i trochę pracy własnej, aby jeżdzić w miarę poprawnie i bezpiecznie - i w dodatku to lubić.
                  I odradzałabym katowanie młodszych narciarzy wieloma godzinami jazdy - to trzeba lubić, a w dodatku być fizycznie przygotowanym do tego (inaczej łatwo o urazy). Przerwa na czekoladę na gorąco - bezcenna... wink A ostatecznie - niezależnie od wszystkiego - ludzie jeżdżą na narty dla przyjemności...
                • jakw Re: Do mam znjących się na nartach 14.12.09, 00:06
                  amandaas napisała:

                  > Mając 10 lat na treningach spędzałam 6 godzin dziennie. Na STOKU.
                  A ile godzin spędzałaś na treningach poza stokiem? Tak z ciekawości
                  pytam - z powodu tego podkreślania na STOKU.
                  • amandaas Re: Do mam znjących się na nartach 14.12.09, 13:24
                    około 1-2 h. Zależnie od dnia, czasem to były zajęcia
                    ogólnosprawnościowe na sali plus rozciąganie, a czasem tylko poranna
                    przebieżka po lesie.
                    • jakw Re: Do mam znjących się na nartach 14.12.09, 13:42
                      Ale w ośrodkach narciarskich szkoły narciarskie raczej nie oferują
                      przebieżek po lesie czy ćwiczeń na sali w ramach nauki jazdy na
                      nartach...Co innego trening, ewentualnie obóz narciarski, a co
                      innego wyjazd indywidualny. 6 indywidualnych godzin na stoku z
                      intruktorem to wydatek co najmniej 300 złoych dziennie. x 2 dzieci
                      x ,powiedzmy, 7 dni i masz z porfela 4200 złotych. Jest to pewnie
                      więcej niż wyjazd 4-osobowej rodziny na te narty, nie wliczając w to
                      instruktora.
                      • amandaas Re: Do mam znjących się na nartach 14.12.09, 16:10
                        Czy ja przyadkiem nie pisałam powyżej z uporem maniaka, że to były
                        wyjazdy z rodzicami i rodzeństwem?! I owszem, akademickie szkoły
                        narciarskie z licencją A+B oferują takie zajęcia. W chwili
                        wykupienia większej ilości godzin, takie zajęcia są nieodpłatne.

                        Poza tym nie wiem w jakim celu robisz te wszystkie wyliczenia? jeśli
                        to jakiś problem dla Ciebie to wiesz, jazda na nartach nie jest
                        ustawowym obowiązkiem. Wydaje mi się, że rozmawialiśmy o
                        narciarstwie a nie o finansach.
                        • jakw Re: Do mam znjących się na nartach 14.12.09, 17:09
                          Ale wątek tyczy zasadniczo dziecin jadących z dziadkiem, a nie w
                          konkretne miejsce z Akademicką Szkołą Narciarską...A ty z uporem
                          maniaka twierdzisz, że jedyna opcja to instruktor 4 czy 6 godzin
                          dziennie albo lepiej się za narty nie zabierać, więc uświadamiam,
                          ile może taka jedyna opcja kosztować. Teraz ty możesz mnie
                          uświadomić jak tanie jest wykupienie opcji pozbycia się na urlopie
                          dziecka na 8 godzin wink
                          • aniaop Re: Do mam znjących się na nartach 14.12.09, 17:36
                            O wlasnie, a tytul watku brzmi "Do mam znajacych sie na nartach",
                            wiec nic w tym chyba dziwnego, ze wypowiadam sie z punktu widzenia
                            mamy.
                            I owszem nie trzeba byc w srednim wieku, zeby znac sie na nartach,
                            ale wieloletnie doswiadczenie tez procentuje. Kiedy ja szalalam juz
                            na licealnych obozach narciarkich, Ty droga instruktorko biegalas
                            jeszcze w tetrzetongue_out
                            • amandaas Re: Do mam znjących się na nartach 14.12.09, 17:50
                              Natomiast kiedy Ty wchodziłaś w okres wieku średniego to ja
                              zdobywałam Mistrzostwo Polski Demonstratorów. I tak sie możemy
                              licytować co pare lat, do usr..ej smierci. Więc moze dajmy spokój
                              co ?
            • jakw Re: Do mam znjących się na nartach 13.12.09, 23:45
              Moja starszej wystarczyła godzina dziennie razy kilka wyjazdów. W
              tej chwili jeździ prawdopodobnie lepiej niż ja w jej wieku. 4
              godziny dziennie z instruktorem to imho spora przesada na wyjeździe
              rodzinnym.
        • morekac Re: Do mam znjących się na nartach 13.12.09, 08:40
          Poza dobrą techniką - trzeba mieć talent 'pedagogiczno-narciarki" i mnóstwo
          cierpliwości do własnego dziecka. Może przede wszystkim to ostatnie...
          Młodsza córka miała brane 30 minut lekcji z instruktorem, potem zaś ćwiczyła na
          nartach pod opieką taty, który nie jeździł na nartach wcale...
    • olifra Re: Do mam znjących się na nartach 11.12.09, 18:20
      bez kasków nie puszczaj. kup sama i im zapakuj. ja tez kupowałam buty. nie
      wchodzi w gre w moim przypadku wypozyczenie. narty na miejscu w wypozyczalni.
      • kolina01 Re: Do mam znjących się na nartach 14.12.09, 09:29
        Kaski bezwzględnie.
        Sama nie byłam przekonana, sama w kasku nie jeździłam, ale synowi kupiłam. I
        dziękuję Bogu, bo gdyby nie kask, to miałby wstrząs mózgu i uraz, na oślej
        łączce. Po kilkukrotnym wyciąganiu go, razem ze mną na 1 tależyku, postanowił
        wreszcie sam pojechać wyciągiem na oślej łączce w Zawoi. Odetchnełam z ulgą, bo
        6-sciolatek ważył sobie 26kg i moje kosztowało mnie to sporo siły. Niestety na
        samej górce - samiutkim podwyższeniu , wypiał się kilka-centtymetrów za
        wcześnie, zamiast zjechać z górki w dół, zaczą zjeżdżać tyłem po trasie wyciągu.
        Trochę skręcił i zachamował tyłem - uderzając w słup wyciągu. Niby obity jakąś
        pianką, a prędkość nieduża, ale brzdęk kasku o rurę był dosyć mocny. Dzięki temu
        , obeszło się tylko strachem i śmiechemsmile
Inne wątki na temat:
Pełna wersja