Dodaj do ulubionych

Jak oduczyć ojca ciągłej krytyki

16.02.10, 09:30
Potrzebuję porady nie tyle w sprawie dziecka, co postępowania męża
wobec dziecka.
Mamy dwójkę dzieci córę prawie 9 lat i syna 3,5 roku. Córa to żywe
srebro, lubiana w szkole, łatwo nawiązuje kontakty, były co prawda
kłopoty w pierwszej klasie z powodu nadpobudliwości, ale teraz jest
wg mnie spokojniejsza. Z powodu nadpobudliwości ma kłopoty z
koncentracją, ale i tak uważam, że naprawdę nieźle sobie radzi w
szkole.
Koszmar zaczyna się w domu. Sama czasem chciałabym mieć chwilę dla
siebie lub zwyczajnie mam obowiązki domowe. Ponieważ mała się
rozprasza i nie umie usiedzieć w jednym miejscu dłużej, to
odrabianie lekcji trwa dłużej. Kiedy proszę męża, żeby pomógł jej
przy lekcjach zawsze kończy się to tak samo – ja się denerwuję, a
dziecko płacze, że ojciec się z niej śmieje lub ją irytuje.
Najwięcej kłopotu sprawia jej matematyka i ja to doskonale rozumiem,
bo sama nie cierpiałam matmy. Według mnie nie każdy musi być ze
wszystkiego orłem. Mąż niestety tego nie może pojąć – sam jest
zdolny, nie miał kłopotów z nauką, poza tym był bardzo wspierany
przez rodziców, jest najmłodszy, więc całe życie był oczkiem w
głowie całej rodziny.
Tym bardziej nie rozumiem jak można gnębić dziecko i mówić, że jest
matołem czy głąbem. Ciągle ją gania za dosłownie wszystko: za buty
nie tak postawione w przedpokoju, za ubrania na podłodze, ręcznik
nie tak zostawiony w łazience i sto innych pierdół. Wyśmiewa się,
gdy mała coś źle policzy czy przeczyta przekręcając wyrazy. Wymaga
od niej samych piątek, a gdy trzeba z dzieckiem powtórzyć np. słówka
z angielskiego to trzeba go poprosić, żeby był łaskaw poświęcić swój
czas, a nawet jak już zacznie to za moment jest dogryzanie i płacz.
Szkoda mi dziecka, bo ona naprawdę marzy o dobrym kontakcie z tatą,
a on mówi, że ona mu działa na nerwy, że wykorzystuje sytuacje, że
wchodzi na głowę itp. A wg mnie ona tak bardzo potrzebuje uwagi, że
nawet za cenę kary robi głupie rzeczy.
Kiedy próbuję postawić się w jej sytuacji to jest mi przykro, bo
syna tatuś traktuje zupełnie inaczej. Można to zauważyć bardzo
szybko. W stosunku do młodego zawsze używa zdrobniale jego imienia,
a do córy „ona” czy ironicznie np. powiedz, żeby „twoja córeczka”
zrobiła coś. Co robić? Tłumaczenie mężowi, że jest niesprawiedliwy i
robi dziecku krzywdę pomaga na chwilę.
Jak przemówić tacie do rozumu?
A może ja jestem w błędzie?
Obserwuj wątek
    • annakate Re: Jak oduczyć ojca ciągłej krytyki 16.02.10, 09:51
      zlec mu cos, w czym nie jest najlepszy - może prasowanie? drobne zakupy w
      pasmanterii? cos w kuchni? jak cos pójdzie nie tak to zwymyslaj go od głąba. No
      bo w końcu czy to jest taka filozofia kupić spinki do pościeli albo zatrzaski?
      uprasować koszulę? zrobic kopytka? kazdy głupi to potrafi!!!
      • mamusia1999 Re: Jak oduczyć ojca ciągłej krytyki 16.02.10, 10:58
        1. meza od razu zwyzywaj od glaba, skoro wbrew doswiadczeniu nie
        kapuje, ze jego metoda jest do d....i skoro nie kapuje, ze dopoki
        bedzie corce poswiecal wylacznie "negatywna" uwage, to ona sie
        chociaz o ta negatywna uwage bedzie starac.
        2. w temacie nauki z dziecmi o obnizonej koncentracji: nie znam
        rodzin, ktore to "lykaja". po prostu rodzic nie ma koniecznego
        dystansu, za bardzo mu zalezy, dzeicko za bardzo chce sie wykazac
        bo chodzi o milosc rodzicow. kociol nie do przeskoczenia. moi
        znajomi zdecydowali sie na okrojona forme korepetycji - dwa razy w
        tygodniu ich mloda uczy sie z gimnazjalista, oni troche czuwja nad
        planem pracy. wszyscy bardzo, ale to bardzo odetchneli, Mloda ma 4
        i 5 i jest zadowolona.

        z wlasnego podworka: mam (prawie 6letnie) dziecko z opoznieniem
        rozwoju mowy wlasnie na tle niedoborow koncentracji. logopedzi
        kazali mi go uczyc czytac, zeby mial kolejny kanal rozwoju mowy i
        trening koncentracji. no, to jest trening: mojej cierpliwosci.
        musze bardzo, ale to bardzo sie skupiac, zeby odpuszczac w
        odpowiednim momencie, zanim mnie werbalnie szlag trafi. tyle ze ja
        moge, bo Mlody jeszcze nie w szkole i jak w jeden dzien nie
        zalapie "rz" to za dwa dni tez bedzie OK.
        • niedobramatka Re: Jak oduczyć ojca ciągłej krytyki 16.02.10, 11:59
          Próbowałam już tak tłumaczyć, że są rzeczy, które jego dziecko umie
          znacznie lepiej niż on np. świetnie tańczy, a on nie umie wcale. Ale
          to nic nie daje, niestety. Na argumenty, że jemu nikt w lekcjach nie
          pomagał tłumaczę, że niektóre rzeczy, których on się uczył w 4
          klasie ona ma w 2, więc porównywać nie może.
          Najgorsze jest to, że ona pamięta taki czas, kiedy nie było na
          świecie braciszka, a ona była wtedy uwielbiana przez tatę. Mała
          tęskni za tym i obawiam się, że po cichu może się denerwować na
          młodego konkurenta. Fakt mały jest urokliwy, ale to nie powód, żeby
          nie traktować dzieci z podobną miłością i uwagą. A ja mam wrażenie
          że mąż znalazł sobie kozła ofiarnego, na którym można się wyżyć.
            • irneriusz Re: Jak oduczyć ojca ciągłej krytyki 17.02.10, 18:44
              Czytajac czesc wypowiedzi zaczynam sie troche obawiac, wymienie w punktach o co:
              1)Maz ciagle krytykuje dziecko. oczywiscie nie moze byc tak, ze caly czas
              wyzywal, obrazal lub cos w tym stylu. Ale niestety nie wiemy co autorka ma na
              mysli mowiac "ciagle". Krytyka dla dziecka jest wazna i potrzebna. Rodzic musi
              umiec skrytykowac swoje dziecko, niestety czesc przewrazliwonych mam nie rozumie
              tego (oczywiscie nie moze byc to krytyka ciagla i wyzywanie od glabow tak jak to
              przedstawila autorka. Nie mozna krytykowac dziecka jesli tez samemu sie nie chce
              mu najpierw pomagac [przyklad abstrakcyjny: nie mozemy wyzywac dziecka, gdy
              dostaje 1 jesli dziecko przed testem przychodzi do nas, a my nie mamy czasu bo
              telewizja i tym podobne])
              2)Problem matematyki, matematya to bardzo latwy przedmiot (mowi to osoba, ktora
              miala w liceum 3) opiera sie ona na dosc logicznych zasadach, najtrudniejsze
              rzeczy zostaly z programu usuniete (tylko na rozszerzeniu mozna jeszcze spotkac
              pare trudnosci). Problem jest prosty, mowimy dziecku, ze matma jest trudna i ono
              w to wierzy, rodzice widza potem zle oceny dziecka i szukaja jakis sposobow
              obejscia problemu, nie chca dziecku pomoc, bo matma jest przeciez trudna. Przez
              to dziecko krzywdzicie naprawde bardzo mocno, bo w liceum trzeba miec dobrze
              opanowane podstawy matmy, by uznawac ja za latwy przedmiot. Dotego warto dodac,
              ze zadania z matmy sa POWTARZALNE wystarzy nauczyc sie schematu i miec dobre
              podstawy z poprzednich lat (mowie tu juz o liceum). Teraz odpowiem dlaczego
              mialem na koniec liceum piekna 3. JEstem leniwy i nie lubie sie uczyc, gdy
              powtarzalem sobie caly material przed sprawdzianem to dostawalem oceny miedzy 4
              minus, a 5. Natomiast gdy nie powtarzalem (a z racji mego lenistwa + zasady, iz
              nie trace czasu na glupoty, ktorych nie bede mial na maturze) czesciej
              zaczynalem sie uczyc przed testem, wiec odstawalem 3.
              3)Krytyka nie jest zla, ale musi byc z glowa pamietajmy o tym.
              4)Nawet 9 letnie dziecko musi wiedziec, ze sa jakies normy, ktorych nie wolno
              przekroczyc, a im wczesniej zaczniemy wychowywac dziecko tym lepiej.
              5)Jesli nie ma przesady w tym co mowi autorka i ojciec za bardzo nie poswieca
              czasu dziecku, nie chce mu pomoc z problemem szkolnym, ktory ma to nie moze
              potem narzekac/wyzywac, ze jest zle. W tym wieku dziecku jeszcze trzeba w nauce
              pomagac.


              6)Nie dotyczy watku, ale mam pytanie dla mam i tatusiow. Czy jestescie z tych
              rodzicow, ktorzy usprawiedliwiaja kazda nieobecnosc dziecka (chodzi o wagary)
              lub tez pozwalacie mu raz w miesiacu wziasc wolne? Zaczelo mnie to zastanawiac,
              bo ostatnio czesto spotykam sie ztaka sytuacja. Nie rozumiem jej w ogole, bo
              osoby, ktore korzystaly z takiej rodzicielskiej pomocy nie skonczyly w zyciu za
              dobrze (oczywiscie znam tylko 3 wiec nie moge formulowac zbyt wielkich opinii).
              Jesli sa tacy rodzice, to czy moga mi napisac co nimi kieruje? Jaki to ma cel?

              7)Wracajac do matematyki, to w japonii byl taki serial Dragon Zakura, czy jakos
              tak sie nazywal. Mieli tam podobno dobry sposob nauki matmy (wiem to od mojej
              kolezanki, ktora podobno dzieki temu serialowi uznala, ze musi isc na studia).
              Co to za sposob nie wiem, ale jak komus sie nudzi to moze sprawdzictongue_out

              Pozdrawiam

              Aha nie napisze ojciec glab tylko dlatego, ze wolalbym wysluchac najpierw
              drugiej strony i zaobserwowac sytuacje. Jesli jednak ojciec zachowuje sie
              dokladnie tak jak w watku, to jak juz wyzej wspomnailem dziala co najmniej
              niewporzadku wobec dziecka. Nie uwazalbym, iz zawsze najmlodszy jest
              rozpieszczany z tego co zauwazylem to czesto najstarszy dziedziczy dom z
              rodzicami i rodzice chca miec zapewniona szklanke wody na starosc, dlatego
              pracuja z pierworodnymitongue_out (oczywiscie nie zawsze tak jest)

              Pozdrawiam
              • verte34 Re: Jak oduczyć ojca ciągłej krytyki 17.02.10, 19:35
                >Ale niestety nie wiemy co autorka ma na
                >mysli mowiac "ciagle". Krytyka dla dziecka jest wazna i potrzebna.
                Niewątpliwie. Natomiast nie wolno krytykować drwiąc i przezywając,
                bo to nie krytyka lecz przemoc. I nieważne, co autorka ma na
                myśli mówiąc "ciągle" - istotne jest to, że jej mąż niszczy córkę
                psychiczniesad
          • basia172 Re: Jak oduczyć ojca ciągłej krytyki 18.02.10, 09:05
            Kupcie sobie książkę "Jak mówić, żeby dzieci słuchały...". Niech mąż przeczyta i
            stosuje w praktyce. Jak nie będzie postępował podręcznikowo, zaraz zwyzywać od
            głąbów i nieuków. Wyśmiewanie dziecka świadczy o tym, ze dorosły rodzic jest
            niedojrzały i tępy, duże braki w inteligencji emocjonalnej.
    • monis250 Re: Jak oduczyć ojca ciągłej krytyki 16.02.10, 12:34
      Daj mu do przeczytania posta, którego napisałaś.
      A tak na marginesie to dziwie się, bo z tego co piszesz wydaje się,
      że Twój mąż to człowiek wykształcony, oczytany, inteligentny, a w
      rzeczywistości to po prostu GŁĄB, któremu wydaje się, że jest
      pępkiem świata.
      Mam wrażenie, że Twój mąż to dwulatek, któremu nic nie można
      wytłumaczyć.

      P.S. Tego posta też mozesz dać mu poczytać smile
      • niedobramatka Re: Jak oduczyć ojca ciągłej krytyki 16.02.10, 13:19
        Zakochałam się w nim, bo był wrażliwy, czuły i miał dystans do
        siebie. Byłam przekonana, że będzie cudownym ojcem dla naszych
        dzieci.
        Faktycznie jest bardzo zdolny i inteligentny. W pracy
        profesjonalista. Wiele osób liczy się z jego zdaniem, ma wiedzę i
        jakby tego było mało urok osobisty. W pracy uczynny - nikomu nie
        odmówi pomocy czy porady.

        I tak sobie próbuję uświadomić przyczynę takiego stanu rzeczy. To
        chyba przerost ambicji. I nie umie tych wymagań dostosować do
        możliwości i wieku dziecka. Ciężko mu pojąć, że dzieci mają ochotę
        czasem się powygłupiać i pobawić, że nie wszystko muszą wiedzieć.
        Dorośli też nie są chodzącymi encyklopediami.
        No i druga przyczyna to brak cierpliwości. Nie umie czasem odpuścić,
        a takie niezadowolenie szybko psuje atmosferę w domu. Niestety na
        nasz związek też ma to negatywny wpływ. Krytykę ciężko znosi (pod
        tym względem są do siebie bardzo podobni - tatuś i córka mają wbrew
        pozorom podobne charaktery).
        • annakate Re: Jak oduczyć ojca ciągłej krytyki 16.02.10, 13:54
          ale skoro on sam NIE ROZUMIE pewnych zalezności i za skuteczna metodę uważa
          poniżanie i wyzwiska to może na niego właśnie takie metody zadziałają?
          Nie trzeba byc Einsteinem żeby wiedzieć, że to, co dla jednych jest proste
          innym sprawia trudności i na odwrót. Chwalebne, że jako człowiek dorosły radzi
          sobie z czytaniem i matematyką na poziomie nauczania poczatkowego, mina mu
          zrzednie jak sie okaże, że dziecko obsłuzy w telefonie cztery razy tyle funkcji
          jak kształcony tatuś.
          • bi_scotti Re: Jak oduczyć ojca ciągłej krytyki 17.02.10, 01:03
            Dobrze jest patrzec razem na na spiace dzieci i wzruszac sie, i
            rozczulac. To dobrze robi zbyt ambitnym albo niecierpliwym rodzicom -
            pozwala nabrac perspektywy smile
            Zamiast napominac meza i tez Mu wypominac raz na jakis czas, ze
            wedlug Ciebie, nie jest najlepszym na swiecie rodzicem, lepiej sie
            we dwoje skupic na dzieciach. Ale nie w sensie stawiania Im
            kolejnych oczekiwan a takim zwyczajnym, codziennym zachwycie, ze po
            prostu sa. Pogadaj czasem z mezem tak od serca o tym "cudzie
            stworzenia", o tym, ze Wasza dziewczynka tak szybko rosnie i juz
            niedlugo, juz za chwile ... Ale jeszcze jest mala, jeszcze jest
            Wasza ksiezniczka, jeszcze mozna Ja rozbawic laskotkami i naprawic
            krzywdy wyprawa na lody - takie rozmowy naprawde ogrzewaja serca
            nawet najbardziej wymagajacych/upierdliwych/niereformowalnych
            rodzicow smile
            Zakladam, ze Twoj maz kocha Wasze dzieci i tylko czasem nie bardzo
            wie jak te milosc okazac, jak wymagac nie niszczac self-esteem
            Waszej coreczki, jak pokazac droge bez niepotrzebnej krytyki, jak
            pochwalic nawet za malo-znaczace cos, co sie udalo. On to musi
            znalezc w sobie sam ale latwiej Mu bedzie jak znajdziecie czas na
            przezywanie rodzicielstwa smile
            Poza tym dobrze jest rozmawiac o marzeniach i wizji: jaka kobiete
            chce spotkac na progu Waszego domu za 15 lat? Jakiego czlowieka
            kreujecie? Radosnego, odwaznego, ciekawego swiata, zyczliwego
            ludziom? Poslusznego, przywiazanego do regul i obowiazkow,
            niechetnego zmianom? Trzeba o tym gadac i wspolnie szukac
            najlepszych sposobow zeby sie Wam spelnilo i zebyscie za tych nascie
            lat mieli przed soba fascynujaca mloda kobiete, z ktorej bedziecie
            dumni i o ktorej bedziecie mogli ze spokojem w sercu powiedziec, ze
            wie jak byc szczesliwa.
          • rock73 Re: Jak oduczyć ojca ciągłej krytyki 17.02.10, 12:32
            annakate napisała:

            > Nie trzeba byc Einsteinem żeby wiedzieć, że to, co dla jednych jest proste
            > innym sprawia trudności i na odwrót.

            Nie znałem osobiście Einsteina, ale z tego co o nim słyszałem, to on by jednak
            takich rzeczy nie pojął. Twoje zdanie przerobiłbym na: "Nie da się być
            Einsteinem, i jednocześnie wiedzieć, że...".

            > Chwalebne, że jako człowiek dorosły radzi
            > sobie z czytaniem i matematyką na poziomie nauczania poczatkowego, mina mu
            > zrzednie jak sie okaże, że dziecko obsłuzy w telefonie cztery razy tyle funkcji
            > jak kształcony tatuś.

            Ciekawe jaki ma zawód ten tatuś. Podejrzewam, że jest specjalistą od telefonów
            komórkowych i dziecko mu nie podskoczy również i na tym polu. Nie doceniasz
            ludzi czasami.
            • kukurydzazpuszki12345 Re: Jak oduczyć ojca ciągłej krytyki 17.02.10, 12:47
              Żal mi się zrobiło Twojej córki po przeczytaniu Twójego postu. Mój
              ojciec też całe życie się ze mnie wyśmiewał, specjalnie mnie
              denerwował, doprowadzał do płaczu - to go bawiło! Wyśmiewał się z
              mojego wyglądu - uważał, że jest wtedy bardzo zabawny. Mama wiele
              razy interweniowała, ale poprawa była chwilowa. Kiedy stałam się
              nastolatką zaczęły sie między nami dzikie awantury. Tata nie mógł
              zrozumiec, że nie nie myślę tak jak on i nie będę robiła wszystkiego
              tak jak on sobie życzy. Z mamą świetnie się dogadywał, tak samo z
              licznymi znajomymi i przyjaciółmi; mnie traktował inaczej. Dziś
              właściwie nie utrzymujemy kontaktów.
              Postawa mojego ojca wpłynęła bardzo negatywnie na moje życie - byłam
              nieśmiała, niepewna siebie, unikałam mężczyzn bo myślałam, że każdy
              widzi mnie tak jak ojciec - głupią i brzydką.
              Niestety nie wiem jak Ci pomóc, obawiam się, że rozmowa, prośba i
              groźba nic nie da - trudno zmienić czyjś charakter. Szczególnie tak
              parszywy. Przede wszystkim kiedy widzisz, że córka jest smutna, mów
              jej, że to nie jej wina! Że tata ma zły dzień w pracy dlatego jest
              zdenerwowany i niecierpliwy itp. Mała nie może mieć poczucia, że
              jest gorsza. Pozdrawiam.
        • samson.miodek Re: Jak oduczyć ojca ciągłej krytyki 17.02.10, 15:14
          A zeby sie tatus ktoregs dnia nie zdziwil, jak coreczka mu wypali
          zeby sie poszedl i pobawil ze swoim synkiem a jej dal swiety spokoj.
          Moj maz przez jakis czas nie mogl zalapac ze jednak dyslektyczne
          dziecko jest troszeczke inne niz nazwijmy to normalne i inaczej
          odbiera swiat, inaczej ta nauka mu idzie i nie mozna go brac ta sama
          miarka.Jak w koncu do niego to dotarlo , jak przestal sie dziwowac ze
          ciagle w wieku 6 lat dzieciak mial problemy z zapamietaniem dni
          tygodnia w kolejnosciale jak powstaje plazma to zadnych, jak zobaczyl
          ze sa rzeczy ktore jak mu sie zupelnie inaczej wytlumaczy to zalapuje
          w mig a jak tradycyjnie to patrzy na ciebie jak psychiatra na
          pacjenta - przestal sie miotac i zaakceptowal dzieciaka takim jakie
          jest.Moze musisz malzonowi podobny kursik zrobic.Ze ma dziecko jakie
          ma i tego nie zmieni.Jedno co moze zmienic to to ze w koncu dzieciak
          przezstanie sie starac zabiegac o kontak z tatusiem i wtedy bedzie
          sie mial z pyszna.
    • dymscha Masz męża idiotę 17.02.10, 12:10
      Niech już zawczasu założy lokatę w banku i deponuje na niej środki. Córce,
      kiedy dorośnie z pewnością się przyda. Na terapię, bo z niskim poczuciem własnej
      wartości nie będzie sobie radzić w relacjach z ludźmi, w pracy w związkach. Nóż
      mi się otwiera w kieszeni, jak czytam takie rzeczy.
      • theorema Re: Masz męża idiotę 17.02.10, 14:22
        wiecej, obawiam sie ze to temat zastepczy - moze jest wsciekly (podswiadomie) na
        Ciebie o to ze to dziecko bylo za wczesnie, nie wyszalal sie, albo ze nie syn,
        albo ze...cholera wie co, a odgrywa sie na dziecku. Sama mam ojca, ktory nigdy
        nam nie poswiecal czasu, utrzymyal dom, chyba ze przychodzil zlac mnie i siostre
        pasem jak juz mama nie dawala rady - choc bylysmy dosc grzeczne i swietnie sie
        uczylysmy. A tak naprawde to on dopiero po 30 latach probuje dorosnac do roli
        ojca, tylko, ze ciezko sie nadrabia tyle lat wzajemnej wrogosci. Jesli on juz
        sie przyzwyczail do tego, ze wolno mu tak traktowac dziecko, to zwyczajnie moze
        byc mu trudno i glupio zaczac sie inaczej do niej odnosic - w kazdym razie
        uswiadom mu, ze swoim systemem wychowawczym osisgnie tyle, ze mu kiedys coreczka
        przywali, bedzie pyskata i zlosliwa - ja z natury taka nie jestem, a ojciec jest
        jedyna osoba do ktorej potrafie sie ordynarnie odzywac a nawet podniesc reke na
        niego. W najlepszym wypadku moze liczyc na pieszczotliwe "czepiasz sie jak stara
        pie...", a w najgorszym, coz...nie zacytuje. Moj ojciec panicznie boi sie tej
        specyficznej kobiecej ligi w domu i za wszelka cene probuje rozbic te koalicje
        matczyno-dziecieca, czasem mu sie udaje przeciagnac mame na swoja strone - wtedy
        czuja sie wspolnota przeciwko bachorom. Uwazaj zeby i Ciebie nie wciagnal w
        takie gierki, wykorzystujac moment Twojej slabosci i zmeczenia - bo wtedy
        dziecko czujac sie samo na swiecie, nie majac oparcia w nikim, moze zrobic cos
        glupiego, jak ucieczka z domu, a nawet tragicznego jak samobojstwo. I wszyscy
        sie beda dziwic - dobry dom, pelna rodzina, nie jacys alkoholicy i
        zwyrodnialcy...ja tez mam "dobry dom" i lata natretnych mysli samobojczych p.t.
        "skoro im tak ze mna zle, to ich od siebie uwolnie". Pokaz moj post madremu
        tatusiowi, jak nie oprzytomnieje, to uciekaj - znecanie sie psychiczne, jest
        czasem gorsze od fizycznego...
        • flasska Re: Masz męża idiotę 17.02.10, 19:40
          Jakbym swoją historię czytała. To jest bardzo bolesne. Lata bólu (i terapii) miną zanim człowiek się po takim sku...-tatusiu pozbiera.

          Do autorki wątku: twój mąż, mimo przyzwoitego poziomu intelektualnego, ma łeb zakuty do tego stopnia, że nie wzrusza go krzywda wyrządzana własnemu dziecku. I pewnie nie wzruszy już nigdy. Jeżeli nie rozumie, jak jego zachowanie wpływa na psychikę całkowicie uzależnionej od niego (i ciebie) córki, to znaczy, że nie chce zrozumieć. Taki kozioł ofiarny jest mu po prostu potrzebny. Nie wiem, co możesz w takiej sytuacji zrobić. Ja bym go kopnęła w dupę, ale to zapewne wypływa z moich doświadczeń. Po prostu wiem, jaką krzywdę on wyrządza temu dziecku, bo sama takim dzieckiem byłam.

          PS Na miejscu tatusia na miłość dziecka nie liczyłabym już specjalnie.
          • abccbaabccba Re: Masz męża idiotę 18.02.10, 08:54
            Flasska, nie zgadzam się z tobą. Ten "tatuś" to nie jest przyzwoity i
            miły człowiek, jego poziom intelektualny jest po prostu żałosny.

            Facet najwyraźniej odgrywa wyuczoną rolę - w pracy, wobec żony, wobec
            przyjaciół. I tylko w kontaktach z córką pokazuje jaki jest
            naprawdę... być może myśląc że nikt tego nie zauważa, być może
            odwrotnie - używając tej córki jako narzędzia do wywierania presji na
            żonę.

            Facet lubi przemoc, w dość wysublimowanej formie. W firmie, w domu, w
            środowisku w jakim się obraca - nie ma nikogo, kto przejrzałby go
            jakim jest w istocie miernotą. Wziąć go pod lupę - a okazałoby się,
            że nie jest ani tak atrakcyjny, ani takim dobrym pracownikiem. A na
            matematyce nie zna się pewnie więcej niż przeciętny księgowy.
            • rock73 Re: Masz męża idiotę 18.02.10, 11:03
              Chyba dobrze myślisz, tylko złych słów używasz. Facet ma poziom intelektualny w
              porządku, problem ma z emocjami, uczuciami czy czymś tam jeszcze. Nie mylcie
              tego z intelektem, wiedzą, wykształceniem itp.
              • abccbaabccba Re: Masz męża idiotę 18.02.10, 19:52
                Bo dla mnie intelekt to całokształt.

                Był taki okres, gdy próbowano wybielać: "taki a taki towarzysz to co
                prawda alkoholik, ale świetny fachowiec."

                Dla mnie jeżeli ktoś ma "problemy z" - to oznacza po prostu że jego
                mózg źle pracuje. A jeżeli ktoś ma źle pracujący mózg - to nie mogę
                udawać, że jest on w najwyższej formie intelektualnej. Bo nie jest.
    • kalam07 Debil 17.02.10, 12:37
      Twój mąż to za przeproszeniem jakis debil !!! Jak najszybciej
      działaj, bo zniszczy córke, wpędzi ja w kompleksy, złamie psychike,
      pewnośc siebie, zniszczy zycie (co można osiągnąc z kompleksem
      niższości!?), w przyszłości moga pojawic sie z tego powodu duże
      problemy, subkultury, narkotyki i co najgorsze córka zarzuci tobie,
      że jej nie broniłaś !

      Walnij go w jego głupią łepetynę i niech spada na drzewo, lepiej już
      żeby nic nie robił, nie pozwalaj mu wręcz na zajmowanie sie córka,
      sama z nią rób tą matme i słówka, chorń córke, przez tym
      patologicznym paskudnym tyranem !!!

      Modelowy toksyczny ojciec, niby wykształcony, a tak na prowde ćwok i
      palant.

      Daj mu mój post do przeczytania.
    • sohee Re: Jak oduczyć ojca ciągłej krytyki 17.02.10, 12:41
      Niech on przestanie tak robić!! Mój ojciec robi tak samo i jest to gehenna!! Teraz mam 24 lata i potrafię sobie radzić, odgryźć się mu a jak i mnie już coś trafia to karzę mu się zamknąć ale wcześniej nie było o tym mowy. Zawsze byłam głąbem i matołem co się nadaje tylko do sprzedawania grochówki w barze, dlaczego nie miałam 5tki tylko 4ki, dlaczego w ogóle mam ochotę robić coś innego niż uczyć się po 6-7 godzin dziennie i przecież to wszystko taaakie proste a ja nie rozumiem. Miałam problemy z chemią i nauka z ojcem to była masakra, płacz, krzyk... szkoda gadać. A on tak jak twój mąż, pracowity, sukcesy zawodowe, dokształca się, ale w kontaktach międzyludzkich ze mną kompletne zero (bo w pracy to oczywiście wspaniały jest). Z czego im jest starszy tym bardziej to widać. Twoje dziecko może teraz zabiega o uwagę ojca bo jest małe ale jak trochę podrośnie i trochę więcej zrozumie to go po prostu znienawidzi za to ciągłe gnębienie i wyśmiewanie. Ja z moim ojcem mam kontakt raczej kiepski, pogadamy o tzw. dupie-marynie ale to wszystko. Jedyne co się dla niego liczy to to jak mi idzie na studiach, w nosie ma inne aspekty mojego życia.
      Zrób wszystko żeby się ta sytuacja skończyła bo twoja córka będzie cierpieć, będzie się bała porażki i reakcji ojca. Oczywiście nie musi się to potoczyć tak jak w moim przypadku ale schemat jest praktycznie identyczny.
    • rumianek88 Re: Jak oduczyć ojca ciągłej krytyki 17.02.10, 12:46
      surprised
      Mój ojciec postępował podobnie.
      Mam 22 lata i do dziś odczuwam tego skutki.
      Tylko, że ja nie byłam nadpobudliwa, byłam cichą i grzeczną
      dziewczyną i świetnie się uczyłam. No ale niestety nigdy nie byłam
      dość dobra dla mojego ojca,popełniałam niewybaczalne przestępstwa
      typu zapomnienie kluczy lub krzywe ułożenie butów. Oczywiście na
      prośbę typu"tatusiu, a jak jest cośtam po angielsku" zwykle
      otrzymywałam wykład, jaka jestem leniwa, egoistyczna i tak dalej. Bo
      przecież mogę sprawdzić sama w słowniku. I ze do niczego w życiu nie
      dojdę. I że ja przecież podobno nie mam przyjaciół i kto by mnie
      chciał. Ech.. Ratuj dziecko, póki możesz.
    • aguchniak86 córka 14 lat później 17.02.10, 12:48
      No to może ja sie wypowiem, nie jestem mamą, ale jestem córką któa
      ma takiego ojca. Przez całe życie mnie gnoił, wyśmiewał się z błędów
      ( też miałam problemy z matmą ), wrzeszczał, cały czas byłam głupia
      i chamska, nie miała prawa mieć własnego zdania bo jestem tylko
      dzieckiem ( nadal jestem TYLKO dzieckiem) - mam 23 lata, kończe 2
      kierunki, znam 2 jezyki biegle ale dalej jestem głupia. Za każdym
      razem gdy chciałam zrobić coś inaczej niż on chciał słyszałam że
      jestem samolubem i że nikt mnie nie będzie lubiał. Nigdy w życiu nie
      usłyszałam od niego że jestem wspaniała mądra ładna, cały czas
      słyszałam tylko przykrości. Do tej pory tak jest. Efekt jest taki że
      nie mam żadnego kontaktu z ojcem, mieszkamy tylko pod jednym dachem,
      nie rozmawiamy ze sobą, a mnie drażni sama jego obecność w drugim
      pokoju. Mam kompleksy, problemy z komunikacją z ludźmi, boję się
      świata. Aha no i mam ubywające pieniądze na rachunku bankowym bo od
      1,5 roku jestem na terapii. Tak wycofywałąm swoje emocje że aż
      wreszcie wpadłam w depresje. POkaż swojemu mężowi mojego posta. Ale
      jeżeli jest podobny do mojego ojca to obawiam się że i tak nie
      poskutkuje. Aha ja jestem jedynaczką
      • titta Re: córka 14 lat później 17.02.10, 13:41
        Nie przejmuj sie ojcem. Sam widocznie byl tak traktowany i znalazl
        sobie sposob odreagowania. sluchaj innych, ze ojca.
        Wiem, ze latwo mowic:
        Kochajacy skad innad rodzice jakos uznali, ze najlepsza metoda
        dopingu jest straszenie: zobaczysz, nie zdasz, pojdziesz do
        zawodowki (ta...bo mialam dysleksje i srednia 5.1 a nie 5.5 jak
        sasiad), nikt cie nie bezie lubil. Problem w tym, ze kiedys tak sie
        dzieci wychowywalo, zupelnie bez refleksji jaki moze to miec wplyw.
        Co ciekawe oni dobrze wiedzieli, ze tak nie jest, tylko
        chcieli "zmotywowac". Do dzisiaj zreszta nie rozumieja. Pozostaje
        puszczac mimo uszu i robic swoje, choc strasznie trudno, co samemu
        przejmuje sie ten sposob postrzegania swiata: widzi sie
        niedociagniecia, a nie postepy sad
        • rock73 Re: córka 14 lat później 18.02.10, 00:41
          titta napisała:

          > Problem w tym, ze kiedys tak sie
          > dzieci wychowywalo, zupelnie bez refleksji jaki moze to miec wplyw.

          Strasznie mnie męczy ten problem, jak to jest: miliony lat ewolucji, w tym chyba
          100000 lat istnienia człowieka na Ziemi, przez cały ten czas tak się dzieci
          wychowywało i nagle całkiem niedawno w skali geologicznej, bo chyba w moim
          pokoleniu, okazało się, że to jest zła metoda. Zobaczcie, nawet taki three-gun-max
          uważa, że gnojenie człowieka jest niezbędne do prawidłowego rozwoju, a jak ktoś
          nie lubi gnojenia, to widocznie jest cienias albo rozwydrzony dzieciak i dobrze mu
          tak. Wręcz nie wyobraża sobie życia bez gnojenia, boi się po prostu co się stanie,
          jak ludzie przestaną się gnoić nawzajem.
    • smartbonnie Re: Jak oduczyć ojca ciągłej krytyki 17.02.10, 12:49
      Jakbym czytała o sobie i tacie te x lat temu...
      Tata wychowywał się w bardzo tradycyjnej rodzinie, był krótko trzymany, zakup
      np. szachów lub gitary (za własne pieniądze) uważano u dziadków za fanaberię
      (prawdopodobnie nawyk z ich własnego, biednego dzieciństwa). Z natury mówi, co
      myśli. Ja też. Jakoś tak się składa, że ja, starsza córka - zdolna i wygadana -
      miałam przez to bardzo wysoko ustawioną poprzeczkę. Dopiero ostatnio nawiązując
      do tematu... "ale dlaczego mnie krytykujesz?" usłyszałam... "ależ wcale nie
      krytykuję. Ja tylko zwracam uwagę." i po chwili zastanowienia padło
      nieśmiertelne "dla twojego dobra".
      Tata, jak się okazuje, w ogóle nie zauważa, że krytykuje. A jak ja się
      przejmowałam! Do czasów studenckich byłam przekonana, że jestem brzydka i gruba...
      Oto moja rada - niech mąż nie pomaga córce w nauce. Trzeba korepetycji, płatnych
      albo po znajomości. Nie zmieni swojej natury, będzie się denerwował i tyle.
      Nadpobudliwa córka ma prawdopodobnie charakter po tacie... i lepiej, żeby nie
      nauczyła się od niego skłonności do krytykowania i niskiej samooceny, z czym
      walczę. Żeby to rozbroić, trzeba dużo cierpliwości, najlepiej się dopytać
      jakiegoś psychologa, co mówić córce i jak nie wpadać w konflikty z mężem.
      Poza tym bardzo cenię tatę, jest wspaniałym, dobrym człowiekiem, niesamowicie
      pracowitym i potrafi pokazać, że wszystko w życiu jest do zrobienia, jeżeli się
      tego chce. Jeżeli potrzeba pomocy, zawsze można na nim polegać. Jak na Zawiszy.
      Jedna wada nie przekreśla czlowieka. Naprawdę.
    • rock73 Re: Jak oduczyć ojca ciągłej krytyki 17.02.10, 12:49
      Twój mąż może mieć lekkie zaburzenia osobowości, normalnie nie rzucające się w
      oczy. Wstępnie poczytaj sobie spis:
      pl.wikipedia.org/wiki/Zaburzenia_osobowości i dobierz jakieś pasujące.
      Konsultacje z psychologiem też by nie zaszkodziły. Przyjrzyj się też dzieciom,
      bo mogły odziedziczyć po nim pewne cechy. Nadpobudliwość córki może mieć tu
      swoją przyczynę. Proszę o nieubliżanie facetowi od idiotów i głąbów, to nie jest
      prawidłowe postępowanie wobec człowieka z problemami.

      Czy jest na tym forum lekarz? Poważnie pytam, bo temat jest poważny.
    • bogiemslawiena Ciekawe, co mu powie córka, gdy będzie stary... 17.02.10, 12:51
      i będzie potrzebował opieki. Pewnie mala nawet nie będzie się czuła
      zobowiązana do pomagania osobie, z która nie ma żadnej więzi
      emocjonalnej.
      Nie przeszkadza ci to, że mąż mówi "twoja córeczka"? To tak jak by
      ci powiedział, że wszystkie ułomności w myśleniu dziecko
      odziedziczyło po tobie...
      Straszne to, uciekłabym z takiego związku. Strasznie zakompleksiony
      musi być twój mąż.
        • fotel_bujany Re: Ciekawe, co mu powie córka, gdy będzie stary. 17.02.10, 13:39
          Zaskoczony może nie będzie. Twój ojciec. Za to wszyscy wasi sąsiedzi będą
          wiedzieli jaką ma wyrodną córkę, bo on dla Ciebie wszystko i kochał Cię nad
          życie, a na stare lata Ty się na niego wypięłaś i okazałaś skrajną
          niewdzięczność. On tego nie widzi i nie rozumie, że wyszydzanie i znęcanie się
          nad dzieckiem robi mu krzywdę, sam był tak traktowany i inaczej nie potrafi.
          takie coś głęboko ryje psychikę i robiąc takie rzeczy nie kontroluje tego, bo
          się dzieje za szybko.
      • theorema Re:a wiesz , co powie tatus? 17.02.10, 14:32
        - nie potrzebuje Twojej opieki, nie prosze sie o nia, najwyzej rzuce sie do
        Wisly, ale nie bede zebral o pomoc...to wersja harda
        - dzieci maj obowiazek alimentacyjny wobec rodzicow - to wersja straszaca
        -przeciez ty samam sobie nie umiesz pomoc, jestes bezradna, wiec co bredzisz o
        pomaganiu innym - to wersja pogardliwa
        - skoro tak, to dzis wyprowadzasz sie z domu - wersja szantaz

        najchetniej wyprowadzilabym sie, ale i tak mu pomagala - to by bylo w zgodzie z
        moim sumieniem i swiatopogladem - moze kiedys uda mi sie to zrealizowac - dla
        wspolnego dobra
    • leute Re: Jak oduczyć ojca ciągłej krytyki 17.02.10, 13:15
      Twój mąż nie akceptuje córki taką, jaka jest i uważa, że to jest OK, bo "ona
      działa mu na nerwy". Nie wiem, czy to jest problem który mogłabyś rozwiązać
      jedynie przez rozmowę z nim. Sądzę, że wskazana byłaby współpraca ze
      specjalistą, tylko twój mąż musiałby wykazać chęć ku temu, a wcześniej przyznać,
      że w ogóle ma problem. A on pewnie uważa, że problem leży w dziecku, a nie w nim.

      > Kiedy próbuję postawić się w jej sytuacji to jest mi przykro
      Twojej córce nie jest jedynie przykro, ona CIERPI, czując się odrzucona przez
      ojca. Dziecko potrzebuje akceptacji rodziców do prawidłowego rozwoju.
    • soraya1967 Re: Jak oduczyć ojca ciągłej krytyki 17.02.10, 13:23
      I jeszcze się pytasz co masz robić ?! Masz co do tego wątpliwości ?!
      Odizolować dupka od córki, to jest po prostu cham, który ją wpędzi w
      kompleksy ! Jak można się naśmiewać z dziecka, ubliżać mu,
      poniżać ?! Co to za ojciec !!!! Dupek jakiś, napawa mnie
      obrzydzeniem, naprawdę mnie poniosło ! Ratuj dzieciaka póki możesz i
      się nie zastanawiaj, zafunduj jej korki, dowoź na nie, rób ty z nią
      lekcje, a nim się nie wyręczaj ! Obiad nie musi być ugotowany i
      podany pod nos, a mieszkanie nie musi być sprzątnięte, psychika
      córki, jej poczucie własnej wartości i jej dobre samopoczucie w
      waszym domu są najważniejsze. Piszesz ze córka była dla niego
      oczkiem w głowie, jak była maa, teraz oczkiem w głowie jest syn. A
      jak mały pódzie do szkoły to pewnie też mu będzie dogryzał, że nie
      jest dobry i się naśmiewał, ten typ tak ma. A i ciebie krytykuje i
      poniża, czyżbyś tego nie zauważyła ? Mój ojciec się ze mnie
      naśmiewał, że gruba, do niczego, itd, że tylko "wyjść za mąż i
      dzieci rodzić", nie mieliśmy dobrego kontaktu, dopiero w dorosłym
      życiu się to zmieniło.A mężulka wyślij przymusowo na terapię bo
      bardzo mu to jest potrzebne !
    • sikorka68 Re: Jak oduczyć ojca ciągłej krytyki 17.02.10, 13:23
      Nie każdy jest pedagogiem. Mój syn jest dyslektykiem i lekcje odrabiam z nim ja.
      To ja rozmawiam ze specjalistami i znam "chytre sposoby" na problemy. Przecież
      mąż może pozmywać, odkurzyć itd. Ja uszanowałabym to, że nie ma podejścia do
      nauczania dziecka.
      Natomiast, jak kiedyś coś jemu nie wyjdzie- skwituj: widzisz, ty też czegoś nie
      potrafisz. Jednego na pewno: odrabiania z dzieckiem lekcji.
      P.S. Pewnie w domu tak go traktowano i nie zna innego modelu postępowania z
      dzieckiem.
    • iszaki Re: Jak oduczyć ojca ciągłej krytyki 17.02.10, 13:32
      Porozmawiaj i z mężem i z córką. To bardzo ważne żeby jemu wytłumaczyć co robi
      źle i jakie są i mogą być tego skutki, a córce powiedzieć że tacie zależy żeby
      jak najlepiej sobie radziła.

      Miałam kiedyś podobną sytuację - mimo, że przynosiłam do domu prawie same
      piątki, byłam grzeczna i pojętna, ojciec zawsze wymagał więcej. Dostałam piątkę?
      A dlaczego nie szóstkę? Dostałam szóstkę z angielskiego? A dlaczego nie z
      matematyki? I kółko się zamykało. W pewnym momencie doszło do mnie, że zawsze
      będzie źle i przestało mi zależeć. Nie przejmowałam się nawet złymi ocenami.
      Uważam że mój ojciec miał własne niespełnione ambicje i próbował je zrealizować
      za pomocą mnie. Później krytykował już wszystko - wybór butów, bluzki,
      przyjaciół, chlopaka, książek które czytam, planów na życie.

      Nie rozmawiamy od siedmiu lat. Na początku było mi bardzo ciężko, ale teraz mam
      świadomość że było mi to potrzebne i zaczynam spełniać swoje a nie jego plany na
      życie.

      Twojej córce życzę lepszego scenariusza. Ma jeszcze Ciebie. U nas zabrakło mamy
      - tej równowagi, która bardzo pomaga.
    • titta Re: Jak oduczyć ojca ciągłej krytyki 17.02.10, 13:33
      -Zapytaj sie meza co chce przez to osiagnac?
      -Zapytaj sie czy sam chcial by byc tak traktowany. Wytlumacz na
      przykladzie - np. jak by sie czul, gdyby naprawiajac samochod
      (cokolwiek, co robi ale sobie genialnie w tym nie radzi) jakis
      kumpel, ktory jest specjalista sie z niego wysmiewal, zamiast pomoc.
      (Jak nie dotrze, bo np. uzna, ze sam jest tak geialny, ze zadnych
      klopotow nie ma, to wybiez cos w czym jednak sie niespecjalnie
      sprawdza i zademonstruj mu jak to jest.).
      -Znajdz jakiegos innego korepetytora, zanim corka uwierzy, ze jest
      matolem i sie zablokuje na dobre.
    • fotel_bujany Re: Jak oduczyć ojca ciągłej krytyki 17.02.10, 13:43
      Kilka osób podało radę, abyś Ty zajęła się pomocą córce w lekcjach, może jest to
      jakiś sposób. Mąż w tym czasie mógłby przejąć Twoje obowiązki i zrobić obiad,
      uprasować czy posprzątać. Ale nie wydaje mi się żeby bez specjalisty problem sam
      się rozwiązał.
      Dobrą stroną sytuacji jest to, że chociaż Ty widzisz że źle się dzieje i
      próbujesz zaradzić. Trzymaj się tego i nie daj córki zmarnować.
      Pozdrawiam i życzę powodzenia.
    • 4v a jak wyglądały jego relacje w domu 17.02.10, 13:51
      Ciekaw jestem, czy sam był gnojony (może przez mamusię dla odmiany), czy też
      może miał siostrę (oczywiście obowiązkowo STARSZĄ) która przejmowała na siebie
      całą frustrację rodzica lub rodziców.

      Jeśli opcja "rodzice" odpada, to kolejną może być praca. Ktoś lub coś
      wykorzystuje go w pracy, a on złogi frustracji przelewa na dziecko. Po prostu
      odreagowuje. Jest to opcja o tyle mało prawdopodobna, że wtedy raczej i Tobie, i
      młodszemu synowi też by się obrywało. Przynajmniej "odłamkami".

      No i jeszcze może być tak, że Twój mąż chce koniecznie wychować kobietę jako
      typową lalkę dla facetów. Koniecznie piszę "dla facetów" bo to się na jednym nie
      skończy. Każdy ją będzie miał, jak Twój mąż się nie opamięta: zaniżony poziom
      własnej wartości bardzo często kończy się puszczalskim charakterem. Bo chłopcy
      są tacy mili i potrafią choć na chwilę wybawić z kompleksów.

      Więc przy kolejnym skandalicznym zachowaniu Twojego męża, spytaj się go
      po prostu, czy życzy sobie, by jego córka była puszczalską dajką.

      PS. cieszy mnie, że Ty nie bierzesz udziału w niszczeniu starszej córki - nawet
      nie wiesz jak często "starsze siostry młodszych braci" są tak wychowywane przez
      oboje rodziców!!!
      • zuzukak Re: a jak wyglądały jego relacje w domu 17.02.10, 14:14
        jesli chodzi o słowa pan z postem powyzej, to jest w tym troche
        racji... chociaz juz ta generalizacja z "puszczalskim" trubem zycia
        corki jest przesadzona


        powiem tak
        w momencie kiedy zaczelam dojzewac, okolo 13 lat, sporo utylam
        i wtedy moj tata zaczal mnie bardzo drastycznie sporwadzac do
        parteru...
        przez wiele lat bylam zawstydzana i maltretowana psychicznie slowami

        "jestes za gruba" "wygladasz ochydnie" "wstyd mi za taka corke" itd

        moj tata sczzegolnie sie lubowal w takich komentarzach w
        towarzystwie obcych ludzi, moich kolezanek albo gosci
        na przyklad kiedy ktos do niego przychodzil, mowil tak "zobaczcie
        jaka moja corka jest gruba, wasza jest piekna i szczopla, a moja
        wyglada jak swinia" itd
        albo przy kolezankach " wy jestescie szczoplejsze od niej, zobacz
        jakie one sa ladne a ty taka gruba"

        doszlo do takiego momentu , ze w pewnym momencie przestalam
        wychodizc z pokoju keidy on byl w domu, nie mowiec juz o zblizaniu
        sie do kuchni... nic nie jadlam kiedy ojciec byl w poblizu, glownie
        ze strachu przed kolejnymi slowami

        wynikiem tego byla nerwica, bardzo niska samoocena z ktora borykam
        sie do tej pory (na szczescie od paru lat, teraz mam 25, pracuje nad
        soba i ten stan powoli mija )
        w liceum doszly stresy ziwazne z brakiem pewnosci siebie, slabymi
        wynikami w nauce,

        wpadlam w zle towarzystwo, zaczelam pic duzo wodki... jak mialam 16
        lat chodzilam po szkole sie napic ze znajomymi, duzo uciekalam z
        lekcji

        skonczylo sie to depresja ktora leczylam wpierw u psychiatry (mialam
        lęki, ktore nie pozwalaly mi wyjsc z domu, wydawalo mi sie ,ze
        ludzie sie ze mnie smieja na ulicy)potem u psychologa
        wszystko w ukryciu przed ojcem

        raz kiedy juz bylo lepiej moja mama wposmniala tacie ,ze mam problem
        z depresja, on mnie wtedy wysmial, ze jestem czubek, nie czul w tym
        zadnej swojej winy

        teraz jestem juz na ostatnim roku studiow, mam za soba dluga droge
        analizowania samej siebie u psychologow
        wybaczylam ojcu, chociaz jak o tym wspominam, dalej mnie sciska w
        gradle
        obecnie nosze rozmiar 40, podobam sie facetom, niby figore mam ladna
        bo porporcjonalna, jestem swiadoma swej atarkcyjnosci, ale czasem
        dalej jakas czesc mnie mowi ,,ze jednak wcale tak dobrze nie jest,
        ze mogloby byc lepiej... prawda jest taka ,ze dopoki do konca nie
        pozbede sie tego poczucia winy za swoj wyglad, to nigdy nie poczuje
        sie atrakcyjna osoba, chocby za mna latał supeer model wink

        nie zyccze twojej corce takich przejsc, a z drugiej strony wiem ,ze
        to dla ciebie trudne o nia walczyc... moja mama walczyla i jej
        sie nie udalo.... najwazniejsze ,zebys jej powtarzala zawsze,
        kazdego dnia, ze ojciec nie ma racji, ze jest madra, zdolna, piekna
        najpiekniejsza, i zawsze taka bedzie

      • titta Re: a jak wyglądały jego relacje w domu 17.02.10, 14:23
        Niekoniecznie.
        Spodkalam sie z przypadkiem:
        Najsarsze dziecko w rodzinie, zawsze madre, piekne ladne i
        doceniane. I kurcze, wyrosl z tego syndrom narcyza. Czlowiek tak
        bardzo pragnal byc w cenrum uwagi i poczebowal podkreslenia swojej
        wyjatkowosci, ze byl w stanie wysmiewac sie z kazdego, kto jego
        zdaniem byl gorszy od niego, z wszystkimi rywalizowal. (Na szczescie
        swoich dzieci jeszcze nie mial, gdy zaczelo mu switac, ze chyba ma
        problem, ale kilka nieudanych zwiazkow juz tak).
    • three-gun-max Re: I pewnie ma racje 17.02.10, 14:00
      Prawdopodobnie córka faktycznie "wykorzystuje sytuacje i
      wchodzi na głowę" no i to co nazywasz "kłopotami z koncentracją" najprawdopodobniej oznacza że najzwyczajniej w świecie nie jest zbyt bystra tylko ty to ubrałaś w ładne słowa. Mówiąc o twoich kłopotach z matematyką przyznajesz po kim to odziedziczyła i najpewniej stawiasz się w jej sytuacji. Jeśli mała ma wyjść na ludzi to trzeba zaufać ojcu, on ma rację.
      • sikorka68 Re: I pewnie ma racje 17.02.10, 14:17
        Nie takimi metodami. Jeżeli dziecko ucieka od lekcji- to trzeba znaleźć tego
        przyczynę. Jest jeszcze jedno- mężczyzna ma tak skonstruowany głos, że nie musi
        krzyczeć. Wystarczy poważny, stanowczy ton.
      • sebalda Re: Nie ma racji 17.02.10, 14:23
        My tak mamy na każdym kroku. My, to znaczy ja i dzieci. Mąż i tatuś wiecznie
        niezadowolony, wiecznie w pretensjach, wiecznie za mało, za słabo, za rzadko, za
        często i tak w kółko. Przez wszystkie lata bycia z nim wypracowaliśmy swoje
        metody radzenia sobie: schodzimy z drogi, przemilczamy, mataczymy, ukrywamy. I
        żeby nie było: dzieci mają zawsze świadectwa z czerwonym paskiem, chodzą do
        naprawdę dobrych szkół, są wszechstronnie uzdolnione. Ale ciągle nie dość.
        Pamiętam wszystkie etapy zdawania do poszczególnych szkół i motywację negatywną:
        jak się nie weźmiesz do roboty, to się nie dostaniesz. A ja tyle razy mu
        tłumaczę, że motywacja pozytywna jest dużo lepsza: jak się bedziesz uczyć, na
        pewno się dostaniesz. Ale nie trafia. U nas problemem jest to, że dzieci bardzo
        malo się uczą, ale mają bardzo dobre oceny. Są bystre, ale leniwe i męża to
        denerwuje.
        Ja jednak na Twoim miejscu nie zmuszałabym męża do odrabiania lekcji z córką,
        skoro to taka trauma dla obojga. W życiu lepiej unikać sytuacji stresogennych.
        Co nie znaczy, że namawiam do poddawania się. Stój zawsze murem za dziećmi, ja
        tak robiłam i na szczęście mężowi nie udało się tak calkowicie zabić w nich
        poczucia swojej wartości. A przeciez na tym powinno nam zależeć, dlaczego
        niektorzy faceci tego nie rozumieją? Wieczna ostra i raniąca uczucia krytyka
        nigdy nie jest konstruktywna i prędzej czy później doprowadza małego, a poźniej
        doroslego człowieka do wielu kompleksów.
        • three-gun-max Re: Ma rację 17.02.10, 14:28
          Zamiast tak przejmować się uczuciami i głaskać po główce lepiej wychować dziecko tak, żeby widziało swoje ograniczenia i nauczyło się je przezwyciężać. Matka histeryczka w tym nie pomoże.
          • titta Re: Ma rację 17.02.10, 14:36
            Jak wysmiewajac sie, chcesz aby dziecko przezwyciezalo ograniczenia?

            Jesli nie pokazesz mu, ze mozna i warto je przezwyciezac, bydzie je
            widzialo (pewnie znacznie wiecej niz w rzeczywistosci) i bedzie go
            to przygniatac. To co najbardziej motywuje, to radosc z
            przezwyciezenia. Jak dziecko ma odczuwac radosc jak rodzic widzi
            tylko przeszkody?
          • geehee co za głupota 17.02.10, 14:38
            Jasne, nie należy się przejmować niczyimi uczuciami, nawet uczuciami
            najbliższych osób, i walić między oczy - naprawdę świetny sposób na zdobycie
            dozgonnej nienawiści i pogardy swojego otoczenia. A stałe przypominanie o tym,
            że grubas jest gruby, mało zdolne dziecko jest matołem a niepełnosprawny
            niezdarnym kaleką jest według ciebie doskonałą nauką przezwyciężania życiowych
            problemów - czyżbyś sam był tak wychowany i teraz odreagowujesz na forach?
              • geehee Re: co za głupota 17.02.10, 14:51
                jesteś debilem i idiotą z rozwojem emocjonalnym na poziomie pantofelka - oto
                cała prawda o tobie walnięta prosto w oczy! w czymś ci to pomogło?
                  • geehee Re: co za głupota 17.02.10, 15:06
                    i tu się zgadzam - za stary już jesteś aby ktokolwiek albo cokolwiek ci pomogło,
                    więc łaskawie nie przeszkadzaj swoimi postami w dyskusji jak pomóc takiej jednej
                    dziewczynce mającej podobnego do ciebie ojca. z góry dziękuję.
                      • geehee Re: co za głupota 17.02.10, 15:27
                        cóż, niech nas bóg broni przed taką pomocą i takim rodzicem. całe szczęście że
                        matka jest bardziej empatyczna i lepeij obeznana z psychologią, bo dwoje takich
                        rodziców mogłoby doprowadzić do rodzinnej tragedii. niech chce mi się dłużej
                        toczyć jałowych sporów o pietruszkę - jak sam przyznałeś problemu nie rozumiesz
                        i zrozumieć nie chcesz, więc po co tracić czas i energię, inni już to chyba
                        zrozumieli i olali twoje wpisy. życzyć ci chyba trzeba więcej sympatii do ludzi
                        i zrozumienia ich problemów, bo postawa Katona raczej w niczym nie pomaga.
                          • fotel_bujany Re: co za głupota 17.02.10, 19:20
                            three-gun-max napisał:

                            > całe szczęście, że ta dziewczynka ma porządnego ojca. matka skupiająca się na j
                            > armarcznej psikologii to dopiero potrafi doprowadzić do tragedii.

                            Czego najlepszy przykład mamy w powyższych słowach. Twoja matka musiała być
                            nieźle psychiczna, skoro zrobiła z Ciebie psychopatę. I pewnie dlatego tatuś was
                            zostawił. Jednak nie jest to coś, czym warto chwalić się publicznie. Idź lizać
                            rany na kozetkę, jakiś psychiatra pewnie chętnie Cię przygarnie, skrzywdzona
                            istotko.
                          • niedobramatka Re: co za głupota 17.02.10, 19:24
                            nie sądziłam, że rozpętam taką burzę swoim postem
                            czytając wypowiedzi wielu osób widzę, że wcale nie tak mało osób ma
                            podobne doświadczenia z dzieciństwa

                            co do słów które napisał three-gun-max
                            nie powiedziałam, że ojciec nie jest porządny wręcz przeciwnie,
                            a ja z pewnością nie jestem rozhisteryzowaną mamuśką, która na
                            wszystko pozwala
                            z czystym sumieniem mogę stwierdzić, że jestem wymagająca i dzięki
                            temu moje dziecko jest nad wyraz samodzielne jak na swój wiek, nie
                            przechwalam, tłumaczę dlaczego nie spełniam większości zachcianek i
                            staram się, żeby dziecko szanowało innych, szczególnie starszych i
                            słabszych, staram się uczyć wrażliwości na krzywdę i biedę. Dumna
                            jestem, że moje dziecko pomaga mało zdolnemu koledze podczas lekcji -
                            mimo własnego roztargnienia i często kosztem swoich ocen.
                            Post napisałam, bo wiem jak ważna jest miłość i uwaga poświęcana
                            dziecku. Chcę, żeby mąż szanował odrębność dziecka i zrozumiał, że
                            jego metody są nieskuteczne i zwyczajnie bolesne dla dziecka. Zdaję
                            sobie sprawę, że jeżeli nie zmieni swojego postępowania to nie
                            będzie autorytetem dla dziecka tylko wrogiem.
                            • verte34 Re: co za głupota 17.02.10, 20:24
                              > co do słów które napisał three-gun-max nie powiedziałam, że ojciec
                              > nie jest porządny wręcz przeciwnie, a ja z pewnością nie jestem
                              > rozhisteryzowaną mamuśką, która na wszystko pozwala
                              Dokładnie to wynika z Twojego pierwszego postu - sytuację
                              przedstawiłaś rzeczowo i jasno.
                              Nie musisz tłumaczyć się przed Maxem o trzech... - to przecież
                              hobbysta mizogin i troll. Wiesz: Nie dyskutuj, bo ściągnie Cię do
                              swojego poziomu itd.
                            • czarna_zoska Re: co za głupota 17.02.10, 22:35
                              Jestes bardzo dobra matka i nie pozwol męzowi na takie traktowanie corki. Bardzo
                              dobrze odczytujesz jej sygnaly. Mysle, ze Twoj mąż tez chce w gruncie rzeczy
                              dobrze, ale nie umie sobie poradzic z faktem, ze corka potrzebuje wiecej czasu
                              na nauke. Jego zachowanie okresla stopien bezradniosc wobec sytuacji. Jego
                              irytacja i szkalowanie dziewczynki, to taka forma obrony przed bezradnoscia.
                              Jesli nie zmieni zachowania, dziewczynka w doroslym zyciu moze byc pelna
                              kompleksow, moze sie zawsze czuc gorsza od innych. Moze wybralabys sie z mezem
                              do psychologa dzieciecego i porosila o rade w jaki sposob pracowac z dzieckiem.
                              Psycholog zapewne zgodzi sie z Twoja linia i moze bedzie to sygnal dla męża.
                              Dzieci nadpobudliwe sa trudne w wychowaniu, ale konsekwencja i cierpliwosc
                              przynosza bardzo dobre rezultaty. Agresja slowna i irytacja nie sa dobrymi
                              metodami. Pozdrawiam i przytul coreczkesmile
                          • zefiryna.czarna 100 % racji 18.02.10, 03:10
                            nic tak w zyciu nie pomaga jak kompleksy i deprecha smile w zycie powinno sie
                            startowac z pelna swiadomoscia ze jest sie beznadziejnym, mniej niz przecietnym
                            czlowiekiem, ktorego nawet rodzice nie docaniaja smile i jako ulomny umyslowo oraz
                            emocjonalnie, przygotowac sie na prace przy tasmie big_grin. albo kupic sobie sznurek!
                            precz z miernota! wiwat swiatle ojce!
                              • abccbaabccba Re: 100 % racji 18.02.10, 09:34
                                Gdyby twoi rodzice byli mniej debilni, to stosowaliby gumkę. Niestety
                                debilizm się dziedziczy - co idealnie widać po poziomie twoich
                                wypowiedzi. Trudno się dziwić - mały ptaszek, mózg w zaniku i za mocne
                                zioło - zdolności jakichkolwiek brak.


                • uknown dobre :) 17.02.10, 15:01
                  chyba szkoda polemiki, gość jest zacięty jak stara żyletka smile
                  a co do toksycznych rodziców - to pojęcie jest nadużywane przez
                  pseudopsychologiczne poradniki i kolorową prasę, ale to nie znaczy, że taki
                  problem nie istnieje, takich rodziców jest bardzo dużo, chociażby dlatego, że
                  styl wychowywania przez krytykę i stawianie nadmiernych wymagań był bardzo długo
                  uważany za właściwy, stąd wielu naszych rodziców odziedziczyło taki styl
                  wychowawczy po swoich rodzicach i bardzo trudno im z niego zrezygnować - tyle,
                  że to psychologia z XIX wieku głosiła takie "nauki" a problem pokutuje do dziś
                  niszcząc kolejne pokolenia, niestety.
                  • three-gun-max Re: psikologia 17.02.10, 15:04
                    Akurat osoby wychowywane w XIX w. wychodziły na ludzi: prawdziwych mężczyzn i kobiety a nie zniewieściałe istotki które chowają się pod stół bo ktoś na nie krzyknął smile
                    • uknown Re: psikologia 17.02.10, 15:18
                      tak, masz rację, kiedyś XIX - wieczni ludzie wierzyli w boga, w honor i w
                      ojczyznę, umieli narąbać drzewa i upolować jelenia, walczyć w powstaniach i iść
                      na Sybir albo żyć o chlebie i wodzie w nieogrzewanej izbie i doskonale dawali
                      sobie radę! tylko że czasy się zmieniły i nikt już takich umiejętności nie
                      potrzebuje, za to bardzo przydaje się empatia, inteligencja, wytrwałość,
                      stabilność psychiczna, elastyczność, umiejętność pracy w grupie i inne takie
                      dyrdymały, które nabywa się w procesie socjalizacji, między innymi w domu i od
                      rodziców. a od kogoś takiego jak ty i ojciec tej dziewczynki niczego takiego
                      nauczyć się nie można, można się dowiedzieć co najwyżej jak kogoś zdzielić po
                      łbie ręką lub słowem albo jak znęcać się nad innymi aby bolało.
                    • you_can_write Re: psikologia 17.02.10, 15:30
                      no tak, wtedy to mozna było lać kobiety i dzieci, zeby sie
                      zachowywaly, teraz ten wymysl zwany psychologia poprzewracal ludziom
                      w glowach

                      czyz nie, oszołomie?...
                      • nonameuno właśnie 17.02.10, 15:39
                        Nie ma to jak grzmotnąć dziecko pięścią za niesubordynację albo przylać pasem za
                        nie dość dobre stopnie - wyniki wychowawcze będą na zawołanie! A potem się
                        dziwić że domy starców pełne są nikomu niepotrzebnych staruszków, którzy
                        przecież wychowali gromadkę dzieci - widocznie stosowali podobną psikologię jak
                        tree gun max i doszli do świetnych efektów w zakresie stosunków z bliskimi czyli
                        żywą wzajemną nienawiść smile
                        • you_can_write Re: właśnie 17.02.10, 15:49
                          ....ale teraz juz nie wolno zachowywac sie prawdziwie po mesku, co
                          za czasy! Ewentualnie pokrzyczec, powyzywac i nasmiewac sie, to
                          jedyne, co pozostalo w kwestii ustawiania do pionu, bo na dawne,
                          prawdziwie skuteczne metody wychowawcze typu pas jakis nowomodny
                          wymoczek moglby doniesc.
                    • rock73 Re: psikologia 18.02.10, 01:32
                      three-gun-max napisał:

                      > Akurat osoby wychowywane w XIX w. wychodziły na ludzi:

                      Świetny argument z tymi osobami wychowywanymi w XIX w., wymieńmy kilka:
                      Bismarck, Lenin, Stalin, Hitler, Dzierżyński, Mao Zedong - oto "prawdziwi
                      mężczyźni" w rozumieniu three-gun-maksa, tacy co to nie boją się dokopać i
                      walnąć prawdę prosto w oczy.
                        • rock73 Re: psikologia 18.02.10, 18:02
                          Oczywiście, że nie. Jeszcze były miliony innych, zafascynowanych tamtymi i
                          podobnych do nich. Byli też nieliczni inni, ale szybko zakwalifikowano ich do
                          zniewieściałych fajfusów i dostali w łeb, a w razie wojny rozstrzelano ich za
                          dezercję i tchórzostwo.
                    • morekac Re: psikologia 18.02.10, 10:00
                      Akurat osoby wychowywane w XIX w. wychodziły na ludzi: prawdziwych
                      mężczyzn i k
                      > obiety a nie zniewieściałe istotki które chowają się pod stół bo
                      ktoś na nie kr
                      > zyknął smile
                      No, akurat XIX wieczne kobiety mdlały przy większych emocjach wink,
                      może być, że i pod stołem.
                      A zasadniczo ci prawdziwi mężczyźni, urodzeni w XIX wieku byli u
                      władzy, gdy wybuchały I i II wojna światowa.
          • leute Re: Ma rację 17.02.10, 14:38
            three-gun-max napisał:

            > Zamiast tak przejmować się uczuciami i głaskać po główce lepiej wychować dziecko
            > tak, żeby widziało swoje ograniczenia i nauczyło się je przezwyciężać. Matka
            > histeryczka w tym nie pomoże.

            Ojciec krytykant też nie. Nie tędy droga.
          • black_halo Re: Ma rację 17.02.10, 15:54
            Bo tatusia boli, ze sam musial siedziec i zakuwac po nocach na trojki a
            dzieci posiedza pol godzinki dziennie i maja piatki? Mojego ojca boli,
            ze pracuje od 9 do 17, moge sie wyspac, moge pozno chodzic spac i lezec
            do gory brzuchem przed telewizorem. Bo wedlug niego tylko ten kto
            wstaje o 5 rano pracuje prawdziwie.