dorotammc
27.04.10, 09:50
Dziewczynka 11 lat - córka znajomej. Mała... chamka. Przykro używac
takich słów o tak niedużym dziecku, ale to niestety fakt. Znajoma
inteligentna, wyważona rodzicielka, samotna matka, zero przemocy i
krzyków teraz i "za czasów ojca". Córka do matki w różnych
stuacjach, także ne wynikających z konfliktów, ot tak, odzywki dla
sportu: zamknij się, nie drzyj się (nie dzre się), a co mi zrobisz,
tylko nie zacznij ryczeć (po wyrządzonej mamie przykrości), wynoś
się ("wyjdź z mojego pokoju"), nie twoja sprawa... na łzy mamy
śmiech itd. itp. Środowisko niepatologiczne, wręcz przeciwnie...
Bezradność, poczucie porażki, granica depresji. A w domu mały 11-
letni bezczel. Co można jej poradzić oprócz psychologa (jeden już
był, po dziecku wzystko spłynęło jak po gęsi)... Naprawdę dramat.