pia_
27.05.10, 10:04
Moje dziecko chodziło przez 3 lata do przedszkola, które
współpracowało z pobliską szkołą. Obiecano nam, ze wszystkie 5-latki
z naszego przedszkola pójdą do jednej klasy zerowej w szkole.
Później okazało się, że trzeba będzie dzieci rozdzielić, bo było o 1
osobę za dużo. Dokonaliśmy podziału i tak dzieci po połowie trafiły
do dwóch róznych klas. Teraz przechodzą do 1 klasy w tej samej
szkole i okazało się, ze stworzono całkiem nowe klasy - wymieszano
alfabetycznie dzieci z trzech dotyczczasowych klas zerowych plus 15-
tkę nowych dzieci, które zaostały dopiero teraz zgłoszone do 1-
klasy. W ten sposób rozdzielono przyjaźniące się ze sobą od 4 lat
dzieciaki, nie mówiąc już o tym, ze dzielenie się dowożeniem dzieci
do szkoły, na dodatkowe zajęcia, opieki po lekcjach - to co
wypracowaliśmy przez ten obecny rok wziął w łeb. Dyrektorka nie
konsultowała się w tej sprawie nawet z wychowawczyniami, które aż
się za głowę złapały jak zobaczyły listy. Porozmawiać się z Panią
dyrektor nie da, na przenosiny do innej szkoły już teraz za późno.
Aż mi się w głowie nie mieści, że można tak bez naszej zgody
porozdzielać klasy. Kuratorium twierdzi, ze to wewnętrzna sprawa
szkoły i nic im do tego. Załamałam się, tym bardziej, że trzy
tygodnie temu Dyrekcja przyszła do kazdej z klas i gratulowała
dzieciom wspólnego przejścia do 1 klasy, a nam powiedziano, że skład
klas pozostaje taki jak był.