Moje dziecko postawiło VETO - kontakt z koleżanką

17.09.10, 12:08
Mam spory problem sad Otóż od około 3 lat w pewien sposób opiekuję się dziewczynką z rodziny patologicznej, która przez pierwsze dwa lata podstawówki chodziła z moją córką do klasy. Po drugiej klasie przeniosłam córkę do innej szkoły (na jej wielkie życzenie, w nowej szkole jest basen, szkoła nowoczesna, dużo zajęć dodatkowych, jest w klasie sportowej) Moja Córka uczy się bardzo dobrze, nie sprawia żadnych problemów. Moja "opieka" nad tamtą dziewczynką to: dawanie jej dużej ilości ciuszków i butów, organizowanie jej pomocy szkolnych, zeszytów, zapraszanie do nas ok. 2 razy w tygodniu, często się u nas kąpała, bo wiecznie niedomyta, starałam się pomagać w lekcjach - dziecko ledwo przechodzi z klasy do klasy... itp. zjadała z nami obiady, kolacje...Moja Córka nigdy nie była z nią bardzo zaprzyjaźniona, ale przez 2 lata, gdy chodziły razem do klasy - akceptowała te kontakty. Chętnie się bawiły - czasem dodatkowo z innymi dziewczynkami z klasy. Gdy w trzeciej klasie nastąpiła zmiana szkoły - kontakt stał sie trochę rzadszy. Jednak raz na tydzień, na dwa - zabierałam dziewczynkę do nas. Bo uważałam i uważam, że potworne jest "zapomnieć o niej". Tym bardziej, ze dziecko z całych sił garnie się, by do nas przychodzić. Niestety, problemem stała się moja Córka sad Stopniowo coraz niechętniej przystawała na przyjście dziewczynki do nas. A teraz już postawiła kategoryczne veto! Nie chce, żeby przyszła i koniec. Doskonale wie jak trudną sytuację ma w domu, starałam się wyrobić w niej jakieś współczucie itp. Porażka! Moje dziecko nie chce i już. Argumenty, że: Sabina jest nudna, nie umie się w nic bawić - tylko się szarpie i bije (wpływ braci), że nie ma z nią o czym gadać, ze jest głupia... . Ręce mi opadły. Jest mi po prostu PRZYKRO, nie wiem jak reagować. ZMUSZANIE córki do zabawy z Sabiną wydaje mi się bez sensu... . Jest mi przykro, ze dziecko nie rozumie, że Sabina poczuje się odrzucona... a może wymagam za dużej empatii od dziesięciolatki??? W każdym razie rozmowy nie pomagają, Córka jest uparta, mówi: "To ją zaproś, ale ja się z nią bawić nie będę. Niech siedzi z Tobą!". Zrobiłam to i córka zachowała się okropnie, nie chciała nawet wyjść z pokoju... .
Co radzicie?
    • morekac Re: Moje dziecko postawiło VETO - kontakt z koleż 17.09.10, 12:34
      Zrozum również swoje dziecko - przedstawiła swoje argumenty i chyba wyraziła się wystarczająco jasno w kwestii swojego udziału w tych kontaktach.
    • triss_merigold6 Re: Moje dziecko postawiło VETO - kontakt z koleż 17.09.10, 12:38
      Ja bym przestała bawić się w matkę Teresę i zajęła własnym dzieckiem. Córka jasno i klarownie wyjaśniła Ci dlaczego nie ma ochoty na kontakty z tą dziewczynką. Oczekujesz empatii od dziesięciolatki, a sama jej nie przejawiasz w stosunku do córki. Zaprosiłaś dziewczynkę wbrew woli córki więc nie możesz być zdziwiona, że nie chciała się z nią bawić. Naprawdę nie zmuszaj swojego dziecka do integrowania się z dzieckiem z kompletnie innego świata.
      • joa66 Re: Moje dziecko postawiło VETO - kontakt z koleż 17.09.10, 12:52
        Córka córką, ale na Twoim miejscu kontynuowałabym (gdybym mogła) dotychczasową pomoc typu odzież, pomoce szkolne. Być może nawet pomoc w lekcjach (a przy okazji lekcji -posiłek)

        Musisz przyjąć do wiadomości, że teraz mała sąsiadka jest tylko Twoim gościem i Ty powinnaś się zastanowić jak Wasze kontakty powinny wyglądać (nie deklarując niczego na wyrost, żeby dziecko znowu nie poczuło straty)
      • samson.miodek Re: Moje dziecko postawiło VETO - kontakt z koleż 18.09.10, 21:20
        Przez dwa lata dziewczynka nie byla nudna a teraz jest bo dziecko zmienilo srodowisko?Dobra - nie musi sie z nia bawic, ale odrobine kultury powinna wykazac - zwykle czesc wystarczy.To ze sie zamknie w pokoju to jedno wytlumaczyc sie moze tez tak ze nie ma ochoty sie bawic, ma lekcje , ma focha i juz.Owszem nie zmuszac dziecka do zabawy z innym dzieckiem ale tez nie odrzucac dziecka bo nasze dziecko strzela focha.moze przedstawic dzieciakowi syt. wytlumaczyc ze sie szarpie bo taka a nie inna syt. u niej w domu.Ze nie kazde dziecko ma takie szczescie jak ona i kochajaca rodzine ktora stac na wszystko.A coreczce nawet 10letniej nic sie nie stanie jak matka poswieci 1-2 popoludnia innemu dziecku.Niech tez wie ze sa inne dzieci ktore potrzebuja pomocy.Owszem jak bedzie syt.ze corka potrzebuje pomocy matki to zawsze owo spotkanie z Sabina mozna przelozyc na inny dzien o tym dziecko powinno wiedziec, ale tez powinno wiedziec ze czasy veta w Polsce sie skonczyly.Szlachcianka kurcze blade...
    • mama_dorota Re: Moje dziecko postawiło VETO - kontakt z koleż 17.09.10, 12:48
      Trochę dostałaś po głowie za dobre serce sad.
      Mnie się wydaje, że najważniejsze jest to, aby przyjrzeć się temu, czy nie oczekujesz od córki zbyt wiele, a od Sabiny za mało. Jeśli chcesz jej pomóc, to powinnaś także stawiać granice, które pozwolą wszystkim czuć się znośnie. Jeśli Sabinie zależy na kontakcie z wami, to powinna dostosować się do wszystkich, także do twojej córki. Myślę, że goszczenie jej raz na kilka tygodni nie będzie dla córki wyrzeczeniem, jeśli Sabina nie będzie jej dokuczać. A nielubienie zdarza się i pomiędzy rodzeństwem, a znosić się nawzajem trzeba i tyle.
      • mama_dorota Re: Moje dziecko postawiło VETO - kontakt z koleż 17.09.10, 12:53
        Zawsze masz prawo do swojego gościa, a córki do zabawy z nią nie zmuszaj. Jeśli Sabinie na tej zabawie zależy, to warto ją nauczyć. Dzieci z rodzin dysfunkcyjnych mają ogromne problemy z respektowaniem granic i jeśli chcesz jej pomóc, to warto właśnie tego ją nauczyć.
      • triss_merigold6 Re: Moje dziecko postawiło VETO - kontakt z koleż 17.09.10, 13:00
        Tylko, że to nie jest rodzeństwo i córka autorki nie ma żadnych zobowiązań wobec dziewczynki, której autorka pomaga. Nie musi jej lubić, tolerować, rozmawiać z nią, bawić się, ani dzielić zabawkami. Zwłaszcza, że dziewczynka jej kompletnie nie odpowiada pod względem towarzyskim.
        To nie jest sporadyczna sytuacja kiedy przychodzą znajomi z dziećmi i wszystkie dzieci są odsyłane do jednego pokoju i mają się sobą zająć przez 3 godziny. Tu mamy zachciankę samarytańską autorki, która bardzo wyraźnie przeszkadza córce.
        • mama_dorota Re: Moje dziecko postawiło VETO - kontakt z koleż 17.09.10, 13:14
          >Tu mamy zachciankę samarytańską autorki, która bardzo wyraźnie przeszkadza córce.

          A czy to coś zdrożnego, jeśli córka nie będzie zmuszana do zabawy z tym "trędowatym" dzieckiem?
          • triss_merigold6 Re: Moje dziecko postawiło VETO - kontakt z koleż 17.09.10, 13:30
            Jesli nie będzie zmuszana do zabawy i rozmów to w porządku. Ale niech autorka nie oczekuje, że córka zrozumie w pełni i powieli jej motywację do pomocy w takim wymiarze i formie.
        • samson.miodek Re: Moje dziecko postawiło VETO - kontakt z koleż 18.09.10, 21:28
          ylko, że to nie jest rodzeństwo i córka autorki nie ma żadnych zobowiązań wobe
          > c dziewczynki, której autorka pomaga. Nie musi jej lubić, tolerować, rozmawiać
          > z nią, bawić się, ani dzielić zabawkami. Zwłaszcza, że dziewczynka jej kompletn
          > ie nie odpowiada pod względem towarzyskim
          Zgadza sie triss, ale odrobina kultury wymaga zeby sie przynajmniej przywitala.Potem niech sie nawet zamknie w pokoju i juz stwierdzajac ze ma focha i prosze mi nie zawracac glowy.
          Bo mamusia tez moze zlozyc VETO jakas jej kolezanka jej sie wydaje nudna i nie zyczy sobie zeby sie z nia przyjaznila, zapraszala do domu czy do niej chodzila - i co?
          • ichi51e Re: Moje dziecko postawiło VETO - kontakt z koleż 21.09.10, 15:56
            No tak -ale zapewne to nie matka ma sie z nia bawic jak juz ja zaprosi. To sie nazywa wyciaganie kasztanow z ognia cudzymi rekami. Dziecko, tak samo jak dorosly ma prawo zadawac sie z kim chce - jesli kogos nie lubi ma tez prawo nie zgadzac sie na zapraszanie.
    • blagajo Re: Moje dziecko postawiło VETO - kontakt z koleż 17.09.10, 13:07
      ma prawo popieram opinie dziewczyn nic na siłę sie nie uda możesz jedynie pomagać w sposób jaki jest zależny od Ciebie czyli ubranka przybory szkolne. Moja córka ma cieżki charakter i nic nie jest jej w stanie zmusic do kontaktów z dziećmi które jej nie odpowiadają chodź w mojej opinii są to fajne dzieci czy też mogła by się ugiąć i poprostu wyciągnąć rękę do osoby która byc może tego potrzebuje. Woli sama przesiedzieć na placu zabaw ze mną
      ( mam jeszcze drugą 3 latkę oprócz opisywanego gagatka prawie 11 letniego) niż bawić się z dziećmi których nie lubi czy tez jak to określa są "dziwne"
      • verdana Re: Moje dziecko postawiło VETO - kontakt z koleż 17.09.10, 13:32
        Dobre uczynki są dobrymi uczynkami, gdy robimy je samemu. Bycie szlachetnym kosztem innych to takie proste, przyjemne i można się lepiej poczuć. Też kiedys miewalam takie zachcianki, po czym zorientowałam się, ze tak nie można. Jeśli chcę komuś pomoc, to mam to robić sama, a nie zmuszać córkę, aby poswięcała się dla nielubianej kolezanki.
        Wystarczy wyobrazieć sobie, ze maż regularnie przyprowadza do domu kolegę z pracy, który jest z jakiegos powodu nieszczęśliwy i wymaga od Ciebie, abyś mu poświęcała jeden dzień w tygodniu - a Ty go z całego serca nie znosisz.
        • verdana Re: Moje dziecko postawiło VETO - kontakt z koleż 17.09.10, 13:34
          Aby dziecko nie czuło się odtrącone - proponuje zapraszać je rzadziej, stopniowo rozluźniając kontakty. Jeden wieczór na trzy tygodnie nie powinien być już szczególnym poświęceniem, a rozluźnienie kontaktów mniej boli od przerwania.
          • triss_merigold6 Re: Moje dziecko postawiło VETO - kontakt z koleż 17.09.10, 13:40
            Tu zgoda (w sensie rozluźnienie kontaktów).
            Niemniej, nie bardzo rozumiem dlaczego dla autorki postawa córki jest rozczarowująca. Zapraszaną dziewczynkę może - zwłaszcza na tyle innych, bardziej odpowiadających jej koleżanek - odbierać jako głupią, nudną, nieumiejącą się bawić ani rozmawiać. I ma do tego prawo. Jestem dorosła i sporo osób postrzegam jako niezbyt ciekawe czy zwyczajnie zbyt odmienne, aby się integrować towarzysko ergo nie utrzymuję relacji poza niezbędnymi np. w pracy.
            • meaby Re: Moje dziecko postawiło VETO - kontakt z koleż 17.09.10, 13:42
              moja Córka - powinno się pisać z dużej litery?

              nic o tym nie wiem
              powinnam?
              • nangaparbat3 Re: Moje dziecko postawiło VETO - kontakt z koleż 17.09.10, 19:58
                meaby napisała:

                > moja Córka - powinno się pisać z dużej litery?
                >
                > nic o tym nie wiem
                > powinnam?


                Nie powinnaś.
                Podobnie jak nie pisze się: Ja, My, Mój, NAsze, NAs, etc, etc.
                Ale ostatnio takie zwyczaje. Forowe.
            • mgla_jedwabna Re: Moje dziecko postawiło VETO - kontakt z koleż 17.09.10, 14:40
              No jak to? Ja taka miłosierna i cudowna, moja córka tez tak powinna, a nie chce! Do tego oczekuję od 10-letniej córki, że w pełni zda sobie sprawę ze swojej uprzywilejowanej pozycji społeczno -ekonomicznej i że ta swiadomość starczy jej na osłodę wymuszonych kontaktów towarzyskich.

              Przykład Verdany z kolegą męża był genialny: mąż wam przyprowadza chamowatego kolegę, na wasze pretensje odpowiada "bo Zdzisiek wychował się w takim domu, trzeba mieć zrozumienie", kupuje mu prezenty, poświęca dużo czssu, a jak kolega was podszczypuje, to próbuje łagodzić sytuację zamiast wyrzucić typa na zbity pysk.
            • samson.miodek Re: Moje dziecko postawiło VETO - kontakt z koleż 18.09.10, 21:33
              Jestem dorosła i sporo osób postrzegam jako nie
              > zbyt ciekawe czy zwyczajnie zbyt odmienne, aby się integrować towarzysko ergo n
              > ie utrzymuję relacji poza niezbędnymi np. w pracy.

              No wlasnie triss - chodzi o to ze corka autorki nie wyszla z pokoju nawet zeby sie przywitac( tak rozumiem z postu i tu rozumiem rozgoryczenie )To sa to niezbedne relacje o ktorych piszeszsmile
        • mama_dorota Re: Moje dziecko postawiło VETO - kontakt z koleż 17.09.10, 13:42
          Dokładnie. Ja kiedyś "zaopiekowałam się" dorosłą osobą, starszą nawet od siebie, która z pewnymi sferami życia totalnie sobie nie radziła. Pomocy ewidentnie potrzebowała i udało mi się jej pomóc, choć czasem czułam się jak jej matka, a sama miałam gdy to się zaczęło jedno dziecko malutkie, a drugie w drodze.
          Potem kontakt się rozluźnił i ostatecznie urwał, a kiedy ostatnio, po latach się odezwała, powiem szczerze, trochę stresu mnie to kosztowało. Jakoś to sobie poukładałam, bo ona też się zmieniła, ale już nie zrobię więcej takiej rzeczy moim dzieciom, bo w czasie kiedy była u mnie była do reszty absorbująca, niemal jak niemowlę. Powinnam była postawić granice, które ochronią mój czas z dziećmi, a ja tego nie zrobiłam zbyt dobrze.
    • sarulja1 No więc tak: 17.09.10, 14:24
      Zgadzam się w 100% z opiniami, że nie mogę zmuszać Córki do przyjaźni z kimś z kim nie chce. Logiczne. I nie będę zmuszała ... . A córka rozczarowała (hm... może za duże słowo) mnie tą upartością, tym, że nie ma w niej śladowej chęci "poświęcenia się" raz na jakiś czas - żeby wzięła pod uwagę "uczucia Sabinki"... OK. Przekonałyście mnie, że moja chęć pomocy Sabinie - nie powinna kolidować z tym, że moja córka jej nie chce. Tylko, ze widzicie ... to łatwo stwierdzić, ale ja jakoś przywykłam, tyle lat to trwało, i moja Mała jakoś nie była z tego powodu nieszczęśliwa... . OK - rozumiem, że teraz się to zmieniło... , że teraz ta koleżanka jej "nie pasi"... . Tylko doszukuję się w tym u mojego dziecka ... jakiś takich "niskich pobudek" - w stylu "że to obciach kolegować się z TAKĄ Sabiną...", to mnie boli i martwi. Pewnie wymagam za dużo... . Sabina jest miłym dzieckiem, spragnionym uwagi, zainteresowania. Ma jednak kolosalne trudności w zabawie, bo umie tylko dziczyć a nie "grzecznie" układać coś itd. Tyle. No cóż - będą ją zapraszała "do siebie" a nie "do córki". Tylko to trudne, bo jak wytłumaczyć Sabinie, że córka siedzi w pokoju i nie chce jej widzieć sad Macie rację, że moja chęć bycia "Matką Teresą" nie powinna angażować w to córki. Tyle tylko, ze tyle lat układ działał - więc teraz "szkoda mi", że córce się odwidziało.
      • triss_merigold6 Re: No więc tak: 17.09.10, 14:51
        Być może faktycznie odbiera to jako obciach. I ma prawo. Ty się kolegujesz z np. ćpunami czy patologią i wprowadzasz w krąg swoich znajomych? (nie sugeruje, że Sabina jest ćpunką, tylko, że istnieją nieprzystawalne światy i nieprzystawalne kręgi towarzyskie).
        Nie sądzę, żeby córce odwidziało się nagle, po prostu jest na tyle duża, że potrafi powiedzieć dokładnie o co jej chodzi.
        Jak byłam w liceum to kontakty z klasy z podstawówki z dzieczynkami, które poszły do zawodówek w naturalny sposób się urwały - nie miałysmy o czym ze sobą rozmawiać, były to kompletnie różne poziomy postrzegania i oceny świata, przyszłości, planów etc.
      • mgla_jedwabna Re: No więc tak: 17.09.10, 14:57
        To może wytłumacz Sabinie, że córka chętnie się z nią pobawi, ale w "grzeczne układanie", bo "dziczenie" jej nie leży. I że warunkiem wspólnej zabawy jest brak szczypania, ciągania za włosy, czy co tam jeszcze twojej córce przeszkadza.

        Co do obciachu: córka wyraźnie powiedziała, co jej nie pasuje, a ty i tak doszukujesz się motywacji "snobistycznych". Przeczytaj jeszcze raz własne posty, a doszukasz się tam prawdziwej motywacji.

        Aha, twoja córka ma prawo do własnych upodobań, w tym również do snobizmu. I jeśli nie chciałaby się z kimś bawić, bo to obciach, też ma do tego prawo. Ma też prawo do zmiany upodobań, czyli do tego, żeby jej się odwidziało i to bez powodu.

        Za to ty masz problem ze stawianiem granic Sabinie. Czy oprócz pomocy materialnej i zapewniania jej rozrywki w postaci towarzystwa córki, zrobiłaś coś, żeby zmniejszyć jej "patologię"? Czy np. próbowałas ją nauczyć zasad panujących w społeczeństwie. Np. tej empatii, której tak wiele wymagasz od córki? Pytasz retorycznie, jak wytłumaczyć Sabinie, że twoja córka siedzi w pokoju. Ja to odbieram jako stwierdzenie, że nie umiesz tego wytłumaczyć. Za tym idzie domyślny wniosek, że skoro nie da się wytłumaczyć, to trzeba córkę zmusić do wspólnej zabawy, żeby koleżance nie było przykro.

        W ogóle w traktowaniu obu dziewczynek za bradzo zwracasz uwage na sprawy materialne, a za mało na psychologiczno-społeczne. Córka ma dobrą sytuację ekonomiczną, więc nie powinna (twoim zdaniem) żądać spełnienia swoich potrzeb emocjonalnych (np. spokoju od nielubianej osoby) tylko "poświęcać się". Sabina ma złą sytuację w domu, więc obdarowujesz ją ubraniami itp., ale usprawiedliwiasz złe zachowanie. To co? Jak komus rodzice fundują zajęcia sportowe, to musi lubić wszystkich? Jak ktoś ma dziurawy sweter, to wolno mu szczypać?

        A że ci przykro, że córka cię nie naśladuje? Trudno, musisz to przełknąć, a nie traktować swojej subiektywnej przykrości jako obiektywnego wskaźnika prawidłowości sytuacji.
        • sarulja1 To nie tak! 17.09.10, 16:44
          Nie usprawiedliwiam żadnych "złych zachowań" Sabiny, bo ... ich nie ma smile, w moich oczach. To, że goni się, siłuje się, jest bardziej rozbrykana - to jeszcze nie jest "złe zachowanie". Moja córka mówi: "Sabina mnie bije" - ale to nie jest "cios" a popchnięcie w gonitwie. Tylko mi proszę nie zacznijcie wmawiać, że pewnie w pokoju za zamkniętymi drzwiami Sabina wali mi dziecko a ja nic o tym nie wiem - upojona swoją misją Matki Teresy... big_grin . Nieee... nic takiego nie ma miejsca. Sabina jest po prostu rozbrykana jak chłopak, bo ma samych braci. A moja córka klepnięcie w ramię w gonianego "masz go!" określa "bije". Raczej powiedziałabym, że jest po prostu nieatrakcyjna dla mojej "księżniczki", bo woli połazić po drzewach niż rysować farbami co uwielbia moje dziecko. Dlatego przykład z kolegą męża nie jest trafiony - w moim pojęciu. No cóż... . Co do pomocy materialnej a bardziej "socjalnej". Hm... oczywiście, ze bardziej pomagam materialnie niż socjalnie. Socjalnie jest trudno cokolwiek uzyskać podczas wizyty raz w tygodniu. Wychodziłam z założenia, że: nie adoptuję jej przecież więc pomogę na tyle na ile mnie psychicznie stać. Wychodziłam i wychodzę z założenia, że miłe jest by Sabina miała "słodsze" dni w tygodniu niż ich nie miała wcale.... . I będę to realizować. Macie rację - koniec z angażowaniem w to mojej córki. HUGH! smile
          A co do tego wytłumaczenia Sabinie dlaczego córka się z nią nie bawi... to mimo wszystko jest trudne, w teorii pewnie nie, ale jak widziałybyście buzię dzieciaka, te zmartwione oczy... no nic.
          • mgla_jedwabna Re: To nie tak! 17.09.10, 18:24
            Dla ciebie to może jest "w zabawie", ale dla twojej córki nie jest to zabawne. Przykład z kolegą nie jest taki zły: wyobraź sobie, że to ciebie kolega męża tak "klepnął", niech będzie, że w ramię, coby treści seksualnych nie wprowadzać. Gdybyś powiedziała mężowi, że jego kolega posuwa się do tak nieprzyjemnych zachowań, a mąż na to "ale on tylko tak po przyjacielsku dla zabawy"? Nie trafiłby cię szlag? Twoja córka nie życzy sobie takich chłopakowatych zachowań wokół swojej osoby, a ty pozwalasz na naruszanie jej nietykalności fizycznej bez jej zgody. Chwileczkę, zapewnienie tej nietykalności córce w domu to chyba twój obowiązek?

            Tłumaczenie się smutnymi oczami jest żałosne. Weź się w garść i powiedz dziewczynie, o co chodzi, bo na razie to chowasz głowę w piasek, a z córki robisz sobka winnego całej sytuacji.

            Ja nie mówię o jakimś wychowywaniu na miarę adopcji, ale tak samo, jak dajesz dziecku raz na jakiś czas kurtkę lub buty, tak samo możesz jej przy okazji wizyty wytłumaczyć, że nie wszyscy lubią zabawy ruchowe albo , że czasem mogłaby się pobawić w to, co chce twoja córka, a nie tylko w to, co ona sama woli. Mogłabyś też sama zaproponować dziewczynkom jakąs zabawę - złoty środek. Ale cóz, łatwiej kupić szmatę, bezpośrednim towarzystwem obarczyć córkę i uważać się za Matkę Teresę.
            • sarulja1 Czemu mam wrażenie... 17.09.10, 18:39
              ... że chcesz mi dokopać...?
              Cytat: "Ale cóż, łatwiej kupić szmatę, bezpośrednim towarzystwem obarczyć córkę i uważać się za Matkę Teresę. " albo: "Chwileczkę, zapewnienie tej nietykalności córce w domu to chyba twój obowiązek?"
              WIELKIE WIELKIE SŁOWA big_grin
              Nigdy nie widziałaś goniących się dzieci... smile Jedne są bardziej rozbrykane inne mniej. I już. Wyobraź sobie, że to ROZUMIEM i zrozumiałam już i ZAAKCEPTOWAŁAM, że moja Córka ma pełne prawo tego nie lubić, że ktoś ją szturchnie. I wyobraź sobie, że zwracam uwagę Sabinie - na zasadzie "nie szalej, nie popychaj". Ależ zwracam.
              OK. Tylko proszę... nie wyolbrzymiaj. Ani się nie uważam za matkę Teresę - powoli zrobisz ze mnie jakiegoś potwora, który KOSZTEM własnego dziecka chce zaspokoić jakieś chore ambicje. No żesz... .


              • mgla_jedwabna Re: Czemu mam wrażenie... 18.09.10, 01:03
                Nie mam powodu, żeby chcieć ci dokopać.

                Nie dziw się, że ludzie (bo nie ja jedna) po tobie jadą: opisujesz trójkącik "miłosierna mamusia, biedna sierotka społeczna, wredna księżniczka", a z podanych faktów wyłania się co innego.

                Taa, wielkie słowa, ale mogę też inaczej: współczuję twojej córce, skoro własna matka stawia dobre samopoczucie obcego dziecka ponad dobre samopoczucie swojej córki. Przy czym twoja córka bynajmniej nie narusza granic Sabiny wtedy, kiedy ta odczuwa przykrość.

                Zrozum, to nie ty masz oceniać, czy konkretny dotyk jest mily, niemiły, wstrętny, niewinny, zabawny czy dokuczliwy. To ocenia wyłacznie osoba dotykana. To, że tobie poklepanie się w czasie zabawy wydaje się przyjemne, nie znaczy, że jest takie dla twojej córki. Ona ma prawo nie chcieć być dotykana nawet czubkiem palca. A ty jesteś od tego, żeby córkę chronić, a nie egzekwować od niej sprawianie przyjemności otoczeniu.

                Twoje zwracanie uwagi jest chyba mało skuteczne, skoro nawet tu usprawiedliwiasz to popychanie i w zasadzie nie widzisz w tym nic złego. A dzieci wyczuwają, czy uwagi są "na odwal" czy komuś naprawdę zależy i wyciągnie konsekwencje w razie niesubordynacji.

                Ja nie robię z ciebie potwora, tylko uważnie czytam twoje posty. A w nich są takie teksty, jak np. ten, że "córka zachowała się wręcz okropnie". Przyjrzyjmy się tym okropieństwom: najpierw oznajmiła, że nie życzy sobie tych wizyt, potem odmówiła wyjścia z pokoju. Jak na 10-latkę, która chce uniknąć wulgarnego towarzystwa, to rzeczywiście szczyt okropności. Pewnie jakby zrobiła awanturę z wrzaskami i płaczem, to określeń by ci zabrakło? A nie byłoby to wcale dziwne zachowanie dla dziecka po raz kolejny zmuszanego do przebywania w obecności osoby, która sprawia jej ewidentną przykrość.

                Przeczytałam sobie jeszcze raz uważnie twojego pierwszego posta. Po raz kolejny rzucił mi się w oczy rozjazd między właściwym źródłem problemu a twoim postrzeganiem go. Źródłem konfliktowej sytuacji są zachowania tamtej dziewczynki, których twoja córka sobie nie życzy, a ty nie potrafisz/nie chcesz poskromić. Ale piszesz: "problemem stała się moja Córka". To do niej masz zastrzeżenia, a nie do dziewczynki, która "szarpie się, bije, nie ma z nią o czym gadać, jest głupia".
                • sarulja1 Re: Czemu mam wrażenie... 18.09.10, 08:14
                  Sabina nie jest wulgarna, być może pilnuje się przy nas... . Aż się dziwię, bo w rodzince język rynsztokowy... .
                  • morekac Re: Czemu mam wrażenie... 18.09.10, 08:26
                    A gdyby był - czy to by coś zmieniło w całej sytuacji? Sabina może być najfajniejsza dziewczyną na świecie, a twoja córka i tak może nie chcieć się z nią spotykać...
                  • mgla_jedwabna Re: Czemu mam wrażenie... 18.09.10, 14:45
                    Wulgarność to nie tylko słownictwo, to również język ciała, nie respektowanie granic, zainteresowania i tematy do rozmowy, a raczej ich brak ("nie ma z nią o czym rozmawiać i jest głupia"). Poza tym na pewno mniej się pilnuje, kiedy ty nie widzisz.
                    • sarulja1 Nakręciłaś się do mnie negatywnie. 19.09.10, 09:00
                      Wiesz, przykro mi, ale naprawdę mało zrozumiałaś z całej sytuacji i wybitnie po mnie jedziesz. Stworzyłaś sobie NIEPRAWDZIWY OBRAZ (matka Teresa, która idealizuje wstrętnego bachora a krytykuje swoją wspaniale asertywną córkę) i co bym już nie powiedziała – Ty i tak swoje wiesz. Najbardziej mnie wiesz co śmieszy w Twojej wypowiedzi? Że słowa mojej córki określające Sabinę traktujesz ŚMIERTELNIE NA POWAŻNIE jako AUTORYTATYWNĄ i jedynie prawdziwą, niepodważalną charakterystykę Sabiny jako dziecka/człowieka. To … nie gniewaj się… śmieszne. Określenie Sabiny przez moją Córkę jako "szarpie się, bije, nie ma z nią o czym gadać, jest głupia" – w pełni zaakceptowałaś i według Ciebie taka właśnie NAPRAWDĘ jest Sabina. Wyyyyyyyyyyyyyyyybacz…. . Już Sabinę ZAKLASYFIKOWAŁAŚ wręcz jako wulgarną: piszesz: „Wulgarność to nie tylko słownictwo, to również język ciała, nie respektowanie granic, zainteresowania i tematy do rozmowy, a raczej ich brak ("nie ma z nią o czym rozmawiać i jest głupia").
                      Komiczne, że ocena Sabiny przez dziesięciolatkę jest dla Ciebie aż tak MIARODAJNA - a co ja bym nie powiedziała to … po prostu nie przyjmujesz do wiadomości. Nie zrozumiemy się. Jesteś niestety strasznie skrajna w wydawaniu osądów mając do dyspozycji śmiesznie małą ilość danych.
              • fugitive Re: Czemu mam wrażenie... 18.09.10, 15:39
                Masz absolutnie słuszne wrażenie, że rozmówczyni chce Ci dokopać i zrobić z
                Ciebie potwora, choć w nastepnym poście będzie się od tego odżegnywać . Dlaczego chce zrobić? A no bo tak. Takie jest to forum. Każdemu kto założy wątek przypisuje się tu intencje najgorsze z mozłiwych wbrew temu co będzie pisał, tak ukazuje się fakty , podkręcając to co trzeba, żeby autor wyszedł na potwora.
                Co do meritum sprawy. Podziwiam Cię za to co robisz. Teraz w modzie nie jest takie wychowanie, żeby dziecko nauczyć ustępować, poświęcic coś dla kogoś, kogoś zrozumieć. Obecny model "nowego człowieka" jest to ktoś asertywny, dbające o swoje sprawy, czerpiący jak najwięcej z życia, umiejący zadbać przede wszystkim o siebie. Dlatego dziewczyny odpisały Ci tak, a nie inaczej, że Twoja córka ma prawo wybrać sobie towarzystow, nie bawić się z dziewczynką bo ona jej nie odpowiada, zamknąć się w pokoju. Ale po Twoim poście widać, że dla Ciebie inne wartości są w życiu ważne i chcesz przekazać je swojej córce. I dlatego jesteś rozczarowana. Moja rada powoli, daj córce sie odseparować , zaczyna dorastać opini koleżanek ma znaczenie, ale Ty swoją postwą wobec Sabiny pokaż jej co w życiu naprawdę ważne. Ja nie angażowałabym córki, ale starała się atrakcyjnie spędzić czas ten jeden wieczór na 3 tyg z Sabiną. Myślę, że córka do was dołączy wkrótce. A póki co wytłumacz Sabinie, że córka ma teraz taki okres, że chce być sama. Tak bym ja zrobiła. I jeszcze raz nie przejmuj się opluwaniem na forum, oni już tak maja nie potrafią inaczej ocenić sytuacji, jak przypisując każdemu najgorsze cechy.
                • sarulja1 To dokopywanie na forum jest zniechęcajace 19.09.10, 09:12
                  Dzięki za zrozumienie.
                  Napisałam na forum, bo szukam rady i pisząc zdaję sobie sprawę z możliwości krytyki. Oczywiście. Tylko wkurza mnie ta łatwość wydawania osądów - przy tak małej znajomości całej sytuacji. Logiczne jest, że w kilku słowach nie da się opisać ponad trzech lat znajomości z Sabiną, ja czytając posty innych dziewczyn mam tego świadomość i "nie jadę" ostro po autorkach. Raczej zadaję dodatkowe pytania, by najpierw wyrobić sobie możliwie najszerszy obraz danej sytuacji. I nie buduję całych gów... wartych teorii, typu wielkie słowa o NIETYKALNOŚCI CIELESNEJ, gdy chodzi o popchnięcie się kilku goniących się dzieciaków ... big_grin
                  I dzięki Ci za Twoje rady. Właśnie tak zrobię.
                • nangaparbat3 Fugitive! 19.09.10, 11:11
                  Ja Cię bardzo przepraszam, ale w definicji asertywności nie mieszczą się ani samolubstwo, ani lekki rys psychopatyczny.
                  • fugitive Re: Fugitive! 19.09.10, 13:34
                    nangaparbat3 napisała:

                    > Ja Cię bardzo przepraszam, ale w definicji asertywności nie mieszczą się ani sa
                    > molubstwo, ani lekki rys psychopatyczny.
                    Nie, nie mieszczą się. Asertywność jest cechą jak najbardziej pozytywną, podobnie jak te inne cechy, które wymieniłam, a które obecnie uważa się za bardzo istotne: umiejętność radzenia sobie w życiu, korzystania z życia pełnymi garściami, decydowania o sobie. To wszystko są cechy pozytywne. Szkopuł w rozłożeniu akcentów. Jest taka ksiązka CS Lewisa "Listy starego diabła do młodego" czy coś podobny tytuł. I tam starszy diabeł poucza młodego, że w konkretnej epoce tak należy kusić ludzi, aby te cechy, które są w niej uznawane za dobre mocno podkreślić, wypaczyć , a o innych zapomnieć. I tak w oświeceniu, gdy hołduje się rozumowi, należy kompletnie zapomnieć o uczuciah i wmówić ludziom, że nia są one zupełnie ważne, natomiast w romantyźmie odwrotnie, gdy ludzie zaczną zwracać uwagę na uczucia należy tym bardziej wyszydzić rozum, żeby o nim zapomniano. A przeciez potrzebna jest równowaga. Abstrahują od kwestii diabelskiego kuszenia dla zdecydowanej większości tu nie do przyjęcia, to czyż tak własnie nie wygląda świat? Gdy wreszcie doceniliśmy wagę asertywności i dbania o siebie samego, to kompletnie zapomieliśmy, że empatia, potrzeba poświęcenia siebie i własnych interesów jest w życiu TAK SAMO ważna.
                    • nangaparbat3 Re: Fugitive! 19.09.10, 13:46
                      Prawda.
            • samson.miodek Re: To nie tak! 18.09.10, 21:48
              JAkas paranoja z ta nietykalnoscia fizyczna.To jak do k..wy nedzy dzieci sie maja bawic w berka?
              Zgadzam sie ze sa takie ktore wola farbami po kartce mazac niz pobiegac po podworku( bez zlosliwosci do corki autorki - moja woli wziac ksiazke i przesiedziec nad ksiazka niz pobiegac po parku - o wlasnie przynajmniej wywalilam na ogrodek i siedzi i czytasmile )Syna staram sie od 2 godzin zagonic do przeczytania ksiazki ktora musi przeczytac i jakos mi sie nie udaje bo ma tysiace zajec na dworze - rower, pilka czy co tam jeszcze jest ciekawego w pobliskim parku.

              • mgla_jedwabna Re: To nie tak! 19.09.10, 15:18
                "To jak do dzieci sie mają bawic w berka?"

                Proste - wszystkie wiedzą, na czym to polega, więc jak któreś nie chce, to należy mu pozwolić się w to nie bawić, zamiast zmuszać do empatii.

                • samson.miodek Re: To nie tak! 19.09.10, 20:32
                  Dalej uwazam ze jest roznica miedzy "ona mnie bije" a "sluchaj ja nie lubie tego typu zabaw i moze dajmy sobie na luz, nie lubie jak ktos mnie tryka" widzisz roznice?
    • alabama8 Re: Moje dziecko postawiło VETO - kontakt z koleż 17.09.10, 14:50
      Dziewczynka jest TWOIM gościem i możesz sobie przyjmować swojego gościa kiedy chcesz, z drugiej strony nie możesz zmusić swojej córki do tego by zabawiała TWOJEGO gościa. Może się ładnie przywitać i pójść do swojego pokoju, a ty zajmiesz się gościem- TWOIM gościem.
      • verdana Re: Moje dziecko postawiło VETO - kontakt z koleż 17.09.10, 15:38
        Próbujesz przerzucić na córkę swoje własne przewinysmile
        Pierwsza - to pozwolenie Sabinie na "dziczenie", a nie grzeczne zabawy. Córka we własnym domu ma prawo przyjmować tylko uprzejmych gosci, nie musi być miła dla osoby, która nie jest mila dla niej - niezależnie czy to córka milionera, czy dziecko z patologicznej rodziny
        Druga - nie zauwazasz, ze Twoje dziecko dorasta i traktujesz je nadal jak malucha. Maluch pobawi się z każdym. Starsze dzieci dobierają sobie towarzystwo, nie są już skłonne przyjaźnić się z kimś, kogo wybrali rodzice
        Trzecia - zupełnie odwrotnasmile Uwazasz, że dziesieciolatka powinna być na tyle rozwinięta i znać realia, zeby wiedzieć, jak ciężkie życie ma dziecko z patologicznej rodziny i jak nalezy się nim zająć.
        Czwarta - dzieci w tym wieku raczej nie utrzymują bliskich kontaktów z kolegami spoza szkoły. W momencie przeniesienia córki trzeba było zacząć rozluźniać kontakty. Nawet, gdyby Sabina byla aniolem z nieba, prawdopodobnie przyjaźń zaczęłaby zamierać - dziewczynki nie mają wspólnych tematów, a dziesieciolatki już nie tylko się bawią, ale przede wszystkim gadają i plotkują
        To wszystko nie jest zarzutem wobce Ciebie, ale raczej próbą wyjaśnienia, dlaczego nie możesz oczekiwać od córki przyjaźni z Sabiną.
        Natomiast zastanawie mnie jedno - czy powiedziałaś po prostu córce o co chodzi? Że świetnie rozumiesz, ze nie lubi Sabiny, że to normalne, ale w tym wszystkim wcale nie chodzi Ci o towarzystwo dla niej, ale wyłącznie o pomoc Sabinie. I że te wizyty, choć nieprzyjemne, śa tylko dla dobra innego dziecka? Czy też namawiałas po prostu corkę, aby nadal przyjaźnila się z Sabiną, jako kolezanką?
        • sarulja1 Ależ powiedziałam... :) 17.09.10, 16:30
          ... tłumaczyłam, że ROZUMIEM, ze nie lubi już Sabiny, ale, że właśnie chodzi mi o pomoc dla niej... i czy nie mogłaby jakoś przeżyć tych wizyt, bo Sabina ma niefajne życie... . Moja Córka wie doskonale w jakich podłych warunkach ona żyje, ze śpi w łóżku z rodzeństwem, że rodzice popijają... . Jednym słowem - "wali ją tą" - i to mnie zmartwiło. Wydaje mi się, że moja córka jest jeszcze na tyle niedojrzała, że nie potrafi wczuć się w cudze nieszczęście. No cóż - z waszych postów widać, że powinnam całkowicie odpuścić i tak zrobię.
          • verdana Re: Ależ powiedziałam... :) 17.09.10, 17:24
            Cóż, byc moze problem tu jest całkiem inny.
            Z Twoich postów wylania się niefajny obraz - Sabiny, która jest bardzo mila, nie "popycha', tylko jest rozbrykana, bo ma braci, na pewno nie można jej nic zarzucić, nawet gdy Ty tego nie widzisz, niechętnie przyjmujesz jakiekolwiek sugestie, ze moze być "winna" tej sytuacji. I corka - pozbawiona empatii, niediojrzała, egocentryczna i samolubna - słowem - nuiesympatyczna "mała księżniczka". W tej trudnej sytuacji stanęłas po stronie nieswojego dziecka, po stronie Sabiny. Owszem, przyznałaś, ze może już Sabiny nie lubić, ale Sabiny winy w tym nie ma żadnej. Obawiam się,z e tak nie bywa - pewnie dziewczynki do siebie nie pasują, a "popychanie", nawet bez agresji, jest wystarczająco uciązliwe, aby zwrócić gosciowi uwagę, a nie wymagać od córki akceptacji.
            Być może - sądzac z Twoich postów - przyczyna tkwi zupełnie gdzie indziej. Twoja córka jest zazdrosna o Sabinę i obawiam się, ze nie bezpodstawnie.
          • bi_scotti Re: Ależ powiedziałam... :) 17.09.10, 17:31
            Nie mam pojecia jak powinnas postapic - nie znam Twojej corki ALE powiem cos z drugiej strony. Mam niepelnosprawnego syna, ktory bywa trudny dla otoczenia (slinienie, trudnosci z kontrolowaniem niektorych odruchow filjologicznych itd.) - gdy byl dzieckiem dla wielu bylo to po prostu obrzydliwe, przez lata On sie nauczyl nad wieloma sprawami panowac ale to nigdy nie bedzie 100%. Jako dzieciak byl dlugo dosc bardzo samotny, szczegolnie w pierwszych latach szkoly. Jego od lat najlepszy przyjaciel (od czasow JK, dzis panowie maja kazdy prawie 23 lata) byl przez swoich rodzicow ZMUSZANY BARDZO AGRESYWNIE do kontaktow z moim synem. Bo z moim synem zadne dzieci nie chcialy przebywac i bawic sie a tamci rodzice mieli misje Matki Teresy wink Zajelo to chyba ze 4 lata wymuszania na chlopaku "przyjazni" z moim synem az przyjazn faktycznie rozkwitla. I trwa, i ja moge z reka na sercu powiedziec, ze tamci rodzice mieli racje widzac cos w swoim synu czego moze On sam wtedy jeszcze nie czul ... Facet mial "postawione zadanie" i sam na tym zyskal, ze sie w jakims momecie przekonal. Dodam, ze ja i moj maz wielokrotnie interweniowalismy zeby odpuscic, zeby nie zmuszac ale tamci rodzice tak wlasnie wychowali swoja czworke dzieci - na super empatycznych i zaangazowanych doroslych. I teraz, gdy Ich dzieci sa dorosle i moglyby nauki domowe olac cieplym moczem, same sa takimi Matkami Teresami i niosa ten kaganek dalej, wiec moze warto ... Ja naprawde nie wiem czy to jest metoda ale nie wiem tez czy zawsze mozna wylacznie czekac na "odruch serca" ...
            • sarulja1 Dziękuję Ci za tę wypowiedź :)))) 17.09.10, 18:08
              Ja w przeciwieństwie do rodziców przyjaciela Twojego syna - NIE chcę NA SIŁĘ zmuszać mojej córki do kontaktów z Sabiną, ale właśnie rozmyślam nad empatią... . Stanowisko praktycznie wszystkich uczestniczek rozmowy stoi po stronie mojej Córki, zaczyna się tworzyć NIEPRAWDZIWY obraz (!!!), że stawiam Sabinę na pierwszym miejscu PRZED córką... co za BZDURA. Przecież Sabina to TYLKO jeden z elementów naszego życia, więc jakże można takie wnioski wysuwać... . No nic... . Pozostaje problem empatii. Jak nauczyć jej nasze dziecko? Bo wrażliwość na los innych jest moim zdaniem bardzo ważna w całokształcie wychowania. Odbiegam teraz od tematu konkretnej sytuacji z Sabiną. Tak się zastanawiam... jak wyrabiać ją w dziecku? I nie taką wrażliwość a priori - że "ooo... jaki biedny kotek..." - tylko jak wychować młodą istotę, która nie będzie egocentryczką. Trudne.
              • 3-mamuska Re: Dziękuję Ci za tę wypowiedź :)))) 17.09.10, 19:05
                Ja mam inne zdanie.
                Mysle ze twoja corka jest rozpieszczona nie w zlym tego slowa znaczeniu,ale zmiana szkoly na lepsza bo ona chciala,bo tam takie atrakcje no i teraz to juz wstyd miec biedna kolezanke.
                Do kontaktow czy zabawy nie mozasz jej zmusiac,ale masz prawo w swoim domu pomagac innym.
                Jak kiedys bedziesz miec np.nowego meza a corka powie nie chce go tu widziec to co wywalisz go?
                Ciekawe jakiby sie corka czula gdybys ty zamknela sie w pokoju jak ktos ja odwiedzi,a ty bedziesz niemila.
                A Sabinie mozesz powiedziec ze corka chce byc sama lub odrabia lekcje a my sobie posiedzimy pomoge ci w lekcjach i pojdziesz do domu.
                Przestac komus pomagac, bo corka tak chce to troche takie podporzadkowanie sie jej.
                • morekac Re: Dziękuję Ci za tę wypowiedź :)))) 18.09.10, 00:00
                  Ciekawe jakiby sie corka czula gdybys ty zamknela sie w pokoju jak ktos ja odwiedzi
                  Ucieszyłaby się?
                  • nangaparbat3 Re: Dziękuję Ci za tę wypowiedź :)))) 18.09.10, 11:41
                    morekac napisała:

                    > Ciekawe jakiby sie corka czula gdybys ty zamknela sie w pokoju jak ktos ja odwi
                    > edzi
                    > Ucieszyłaby się?

                    Ależ oczywiście. Dzieci zresztą same zamykają się w pokoju, kiedy je ktoś odwiedza. Przynajmniej moje tak robiło - teraz mi opowiada, że z koleżanką na przykład skakała z szafy.
                    • triss_merigold6 Re: Dziękuję Ci za tę wypowiedź :)))) 18.09.10, 11:49
                      Wszystko pięknie tylko proponuję, żeby autorka zastanowiła się jak będą wyglądały kontakty dziewczynek za kilka lat, kiedy będą nastolatkami w okresie dojrzewania. Wtedy potrzeba identyfikacji z własną grupą i przynależności jest bardzo duża i córka autorki może znacznie dobitniej dać wyraz niechęci do kontaktów z Sabiną.
                      • mgla_jedwabna Re: Dziękuję Ci za tę wypowiedź :)))) 18.09.10, 14:47
                        Albo też córka w okresie "burzy i naporu" zacznie preferować towarzystwo w rodzaju Sabiny i jej braci, oraz rozrywki na ich poziomie. Wtedy będą pretensje do córeczki, z kim to ona się zadaje.
                        • nangaparbat3 Re: Dziękuję Ci za tę wypowiedź :)))) 18.09.10, 17:19
                          Upraszczasz. Moja córka chodziła do społecznego gimnazjum, ale wolała wtedy się przyjaźnic z blokersami, mówiła: i jedni, i drudzy piją i palą trawę, ale ci z osiedla przynajmniej nie mówią, że to jest dobrze, nie ma w nich takiej złości.
                          Ci ze szkoły z czasem się zmienili, teraz przyjaźni się z jednymi i drugimi. Po prostu chodzi o to, że te tak zwane "poziomy" nie zawsze są tym, czego się po nich spodziewamy.
                • triss_merigold6 Bzdury 18.09.10, 10:59
                  Jeśli rodzic ma mozliwość zmiany dziecku szkoły na bardziej atrakcyjną, z ciekawszymi zajęciami, dobrym zapleczem i wyzszym poziomem nauczania to powinien to zrobić, bo inwestuje w SWOJE geny. Nie chodzi o to, że wstyd mieć biedną koleżankę tylko o to, że z koleżanką nie ma wspólnego obszaru zainteresowan i zabawy.
                  Wybierasz sobie znajomych czy dostajesz z losowania?
                  Porównanie tej sytuacji do sytuacji z nowym mężem jest nieadekwatne, tu mamy relację między dziewczynkami, rówieśnicami.
                  Jesli córka nie chce się kolegować z Sabiną to IMO nie wolno jej zmuszać.
              • nangaparbat3 Re: Dziękuję Ci za tę wypowiedź :)))) 17.09.10, 20:37
                Rozdarta jestem - bo z jednej strony czytając wątek miałam podobne całkiem skojarzenia jak Verdana (że córka jest zazdrosna, że w jakiś sposób bliższa Ci jest Sabina - bo nie "mała księżniczka"), z drugiej strony post Bi zrobił na mnie ogromne wrażenie.
                Sama mam doświadczenia ociupinkę podobne do Twoich - moja córka, mimo że nastoletnia, a dziś już dorosła, jest zazdrosna o dzieci, którym pomagam, które są dla mnie ważne (pracuję w szkole). Mimo że jest bardzo empatyczną dziewczyną, mimo że poglądy ma zupełnie jak moje, odmówiła poświęcenia dwoch godzin w tygodniu (licząc z dojazdem) na pomoc w nauce czy chocby zabawę z cygańskimi dziecmi, wiedząc, ze bardzo mi na tym zależy. Ale cieszę się, że odmówiła wprost i bez robienia uników, nie nalegam, może kiedyś zmieni zdanie, a może nie. Jej wybór.
                Jednak po przeczytaniu postu Bi zaczęłam trochę wątpic - może jednak powinnam nalegac? Nie wiem.
                Czy powinnaś zmuszac córkę do zabawy z Sabiną? Nie sądzę. Jednak nie. Czy można w ogóle mówic o zabawie, kiedy jedna ze stron jest do niej zmuszana? Nie wydaje mi się to możliwe.
                Myślę, że Sabina powinna byc teraz Twoim gościem - zamiast zabawy z córką możecie spędzac czas czytając, grając w coś, rozmawiając, odrabiając lekcje - bedzie OK. Byc może możesz od czasu do czasu zabrac gdzieś obie dziewczynki - zoo, kino, teatr, muzeum - ale tylko wtedy, kiedy Twoja córka się zgodzi - bez nalegania. I tylko pod warunkiem, że będziesz też zabierac tam córkę samą, bez Sabiny. Bo córka prawie na 100% jest zazdrosna, moze jej się wydawac, że Sabina jest dla Ciebie ważniejsza niż ona.
                Ja się bardzo cieszę, że są jeszcze osoby, którym zależy nie tylko na czubku własnego nosa, i dla których "Matka Teresa" nie jest obelgą. Ale mam też pełną świadomosc, że pomaganie jest niesłychanie trudne i najeżone pułapkami. Jest taka piękna książka o dziewczynce, która chciała pomagac - "Druga brama" Haliny Górskiej. O dzieciach, i nawet (kiedyś, teraz już pewnie nie) lektura szkolna, ale nie dla dzieci. To chyba książka autobiograficzna, Górska była wybitną działaczką społeczną - książka gorzka i mądra, bardzo Ci polecam.
              • mama303 Re: Dziękuję Ci za tę wypowiedź :)))) 18.09.10, 08:54
                sarulja1 napisała:

                > Stanowisko praktycznie wszystkich uczestniczek rozmowy stoi po stronie mojej Córki

                Ja bardziej stoję po Twojej stronie. smile Nie mam wątpliwości że postępujesz słusznie i tylko podziawiać taka postawę. I postępuj tak dalej, niech nie odwiedzie Cie od tego mała królewna z fochem.
                Z drugiej strony mała królewna to jednak jeszcze dziecko i nie bardzo wszystko zrozumie. To sa trudne sprawy. Z czasem dotrze do niej, mam nadzieję że jej matka to dobry człowiek i robi coś cennego! Nie nalegaj na jakąs wielką przyjaźń ze strony córki, ale na tolerancję obecności tamtej dziewczynki od czasu do czasu w Waszym domu już bym nalegała i na w miarę kulturalne zachowanie. Zamykanie się wtedy w swoim pokoju niedopuszczalne.
      • kanna alabama8 - święte słowa :) 17.09.10, 22:20
        Autorka wątku powinna je sobie wydrukowac i powiesic nad łóżkiem wink

        Analogicznie jak w przykładzie z burakowatym kolegą męża - kiedy ten wchodzi mowie "dzień dobry" i ide zajmowac sie swoimi sprawami. A mąż niech sobie ogląda mecz z kolegąwink
        • verdana Re: alabama8 - święte słowa :) 17.09.10, 22:41
          Mam mieszane uczucia. Bo z jednej strony post Bi - tylko dzięki zdecydowanej postawie rodziców chore dziecko ma kolegę. To zdecydowany plus. Tylko, niestety, są i minusy - wychowanie człowieka na dorosłą osobę, ktora wybiera sobie znajomych nie z potrzeby serca, ale z punkktu widzenia dobra znajomych - to nie jest dobry pomysł. Z wielu względów - w doroslym zyciu czasem trzeba zdecydowanie przerwać kontakty, nawet z kimś potrzebującym. Sama miałam taką znajoma, ktora w pewnym momencie zaczęła wydzwaniać do mnie praktycznie codziennie, zaczęła pic - bo rzeczywiście w jej życiu wydarzyło się cos trudnego. Teoretycznie powinnam się poswięcić. Po trzech miesiacach poświecania zbuntowałam się i ja i rodzina. Dorosly, wychowany na osobę, ktora cudze dobro stawia przed swoim, zbyt czesto, niestety, jest skłonny poswięcić i siebie i co gorsza najbliższych "czynieniu dobrta". matka mojego przyjaciela zaniedbala go w dzieciństwie w sposób niespotykany - bo zajmowała się biednymi dziećmi.
    • srebrnarybka Re: Moje dziecko postawiło VETO - kontakt z koleż 18.09.10, 00:53
      Jest tu kilka rzeczy, które trzeba rozważyć:
      1. Uważam, że bardzo cenne jest wyrabianie w dziecku empatii, współczucia, gotowości pomocy etc., ale, jak z każdą rzeczą, której uczymy dziecko, jeśli będziemy to zbyt narzucać, to skutek może być odwrotny. W mojej rodzinie panował kult starych, dostojnych matron, musiałam pisywać parę razy w roku listy do przyszywanej prababci, którą widziałam raz w życiu (i ona mnie), ale podobno "bardzo mnie kochała", a moi rodzice i babcia wprost się do niej modlili etc. I pamiętam, że w tej atmosferze, jak miałam 6 lat i wracałam z moim ojcem z jakiegoś miłego spaceru, przechodziliśmy koło domu starców, w którym dożywała swoich dni jakaś czcigodna nauczycielka, która matkowała mojemu ojcu w początkach jego pracy zawodowej, i ojciec uznał, że mamy ją wspólnie odwiedzić, ja też, bo to będzie dobry uczynek ("chorych nawiedzać", tak stoi w katechizmie), a pobożne dziecko w okolicach I Komunii (byłam u takiej wczesnej, przedszkolnej) powinno samo z siebie odczuwać potrzebę odwiedzenia nieznanej mu staruszki. Na myśl, że będę musiala odwiedzić jakąś starą kobietę, do której mój ojciec będzie się modlił, tak, jak do prababci, a tym domu, ponuro wyglądającym z zewnątrz, będzie takich starych kobiet więcej i będe się przez jakąś godzinę nudziła, albo co gorsza, będę musiała bic pokłony przed tą kobietą, zaprotestowałam gorąco. Po moim wybuchu histerii stanęło na tym, że ja zostałam na skwerze przed tym domem starców i czekałam z godzinę, a ojciec poszedł sam. W wieku 6 lat nie miałam praktycznie własnej woli i byłam marionetkę rodziców, jeśli więc się tak zbuntowałam, to widocznie myśl o zrobieniu tego dobrego uczynku musiała być mi nieywobrażalnie wstrętna. W dorosłym życiu przejmuję się bardzo zmartwieniami innych osób, staram się różnym ludziom pomagać, chociaz faktycznie odwiedzanie staruszek nie jest moim ulubionym zadaniem (czasem jednak to robię, ale są to osoby mi znane i powód ich odwiedzania jest zrozumiały). Myślę jednak, że gdybym się wtedy skutecznie nie oparła przed odwiedzinami u tej staruszki, a potem jeszcze ojciec zmusiłby nie do paru podobnych akcji, to nie wykluczam, że miałabym dzisiaj znacznie mniej współczucia dla bliźnich, bo przymusem obrzydzonoby mi jakiekolwiek współczucie i pomoc. Więc niie należy przesadzać ze zmuszaniem do okazywania współczucia.
      2. Można zmusić córkę do jakiejś formy pomocy Sabinie, nawet do wspólnej zabawy, ale boję się, że jeśli córka tego nie lubi i nie odczuwa do Sabiny takiej sympatii, jak do innych koleżanek, to i Sabina może to odczuć i w rezultacie niekoniecznie ta zabawa będzie dla niej terapeutyczna.
      3. Myślę, że dobrym rozwiązaniem jest to, co proponuje Nangaparbat: jakaś forma opieki bez angażowania córki czy w każdym razie przesadnie częstego zmuszania jej do zabawy z Sabiną, czyli np. przekazywanie przyborów szkolnych czy ubrać, pomoc w lekcjach od czasu do czasu, zaproszenie czasem na posiłek, ale bez zmuszania córki do tego, by się przyjaźniła z Sabiną. Nic się oczywiście nie stanie,jeżeli od czasu do czasu córka zasiądzie do posiłku razem z całą rodziną + Sabina.
      4. Sprawa zazdrości: córka może być zazdrosna nie tyle o czas, co o związek emocjonalny. Wspominalaś, ze nie możesz adoptować Sabiny, tak, jakbyś to rozważała. Może córka czuje, że masz z nią zbyt bliski kontakt emocjonalny? Bliższy, niż z osobą spoza rodziny, którą można lubić, przyjaźnić się etc., ale nie kochać.
      5. Sprawa wyważenia proporcji życia rodzinnego i "czynienia dobra". Wychowanie włąsnego dziecka też jest "czynieniem dobra" i każdy z nas powinien wypełniać swoje obowiązki. Co nie znaczy, że ma ograniczać więzi międzyludzkie tylko do rodziny, bo każdy z nas jest też sąsiadem, przyjacielem, kuzynem, pracownikiem, obywatelem, mieszkańcem miasta czy wsi, ewentualnie członkiem parafii, partii politycznej, stowarzyszenia społecznego, klubu sportowego, i ma zobowiązanie także wobec tych innych środowisk. I ważne jest, by wyważyć zobowiązania wobec tych środowisk. Przegiecie w żadną stronę (także np. skupienie się wyłącznie na życiu rodzinnym i własnym dziecku) nie jest dobre, Oczywiście nikt nie jest doskonały, więc różnie się to rozplątuje. Nie martwiłabym się tym, że chcesz pomagać komuś spoza rodziny, natomiast oczywiście Sabina nie może być dla Ciebie ważniejsza, niż Twoje dziecko. Nanga pisała, ze jej córka jest zazdrosna o dzieci szkolne, chociaż posty nangi nie świadczą o tym, by zamierzała zrezygnować z pracy obranej z powołania. Rodzic ma prawo do własnego życia, w tym czynienia dobra innym ludziom, nawet jeśli dziecko jest o to zazdrosne, chyba, że rozwala to całkowicie rodzinę.
      6. Jeżeli nie będziesz zmuszała córki do niechcianych przez nią dobrych uczynków, ale sama wspomagała tę Sabinę w sposób niezaburząjący więzi z córką, to sam przykład może na nią oddziałać wychowawczo.
    • srebrnarybka Re: Moje dziecko postawiło VETO -P.S 18.09.10, 09:02
      Przez sen trochę myślałam dalej, jak odbierałam to jako dziecko, zwłaszcza o niechęci odwiedzenia starej nauczycielki. Myslę, że najbardziej nie lubilam takich wymuszonych dobrych uczynków dlatego, ze były one fałszywe. Nie czułam sympatii do nieznanej mi staruszki, natomiast wiedziałam, że mój ojciec będzie przed nią prawie klękał i będąc z nim będę musiała uczestniczyć w tym akcie kultu i będzie to bardzo fałszywe. Prababcia też była mi szczerze obojętna i pisanie koślawymi literkami pod dyktando czułych listów było dla mnie strasznie fałszywe.
      Natomiast jednocześnie była np. uczona, ze jak sie chodzi na cmentarz na groby bliskich, to trzeba też zapalić znicz na jakimś opuszczonym grobie i pomodlić się za pochowaną w nim osobę. Raz w roku była kościele tzw. Tydzień Miłosierdzia, kiedy zbierano ciuchy "na biednych", i też rodzice prosili mnie o pomoc w przygotowywaniu takich paczek i bardzo to lubiłam. Ale tu nie było fałszu: nie musiałam udawać szczególnej sympatii na nieznanego mi nieboszczyka, tylko się za niego pomodlić, bo nikt już pewnie tego nie robi, nie musiałam udawać osobistej sympatii dla "biednych", którzy bedą chodzic w starych sukienkach mojej mamy, natomiast uczyłam się, że trzeba pamiętać nie tylko o potrzebach naszej rodziny, ale, że istnieją także inne rodziny, nieznajome, które są biedniejsze od naszej, i potrzebują np. ubrań, więc trzeba się z nimi podzielić. Ale gdyby w ramach tego tygodnia miłosierdzia kazano mi sie bawić z jakimiś dziećmi tych "biednych", i udawać, ze je szczególnie lubie, też bym pewnie odmówiła. Zresztą moi rodzice też nie zapraszali "biednych" na swoje imieniny, tylko przekazywali im odzież. I oczywiście proszę nie pisać, że to jest litość i pogarda, czy coś w tym rodzaju, bo tego nie było. Byla chęć pomocy, ale w pewnym tylko zakresie, który nie wymagał fałszywego udawania.
      Oczywiście Twoja pomoc Sabinie polega na czymś więcej, niż dawanie odzieży, i Sabina z pewnością nie tylko odzieży potrzebuje. Problem w tym, że Ty masz z nią rzeczywistą więź emocjonalna, a Twoja córka nie. I nie do tego drugiego nie ma sensu jej zmuszać.
      • verdana Re: Moje dziecko postawiło VETO -P.S 18.09.10, 10:07
        A ja bym zastanowiła się przede wszystkim, jaki jest Twój cel.
        Jeśli pomoc Sabinie, to nie jest istotna opinia Twojego dziecka. Powinnaś dziewczynce pomagać, a córce nie dać możliwosci wyboru. Koniec
        Czy wychowanie swojej córki na osobę empatyczną i pomagającą innym - wtedy należy wychowywać corkę tak, aby z pomagania miała satysfakcję. Pomaganie pod przymusem, z zacisniętymi zębami raczej nie stworzy dorosłego, ktory będzie umiał i chciał pomagać innym. Albo bedzie osobą wewnetrznie zmuszony do pomocy kazdemu, albo to po prostu znienawidzi - zwykle tak bywa z przełamywaniem woli dziecka.
        Niestety, nie da się do konca pogodzić tych dwóch rzeczy. Trudno przestać pomagać dziecku z powodu innego dziecka, ale można zmienić formułę. Zastanów się też - jeśli zdecydujesz się na to, aby Sabina nadal była koleżanką Twojej córki, jak długo zamierzasz to kontynuować. Za parę lat sytuacja stanie się naprawdę trudna.
        Mnie babcia w dzieciństwie zmuszała do oddawania swoich zabawek dzieciom. Efekt - z jednej strony nie lubię dzielić się swoimi rzeczami, z drugiej - jeśli odmowię komukolwiek, kto prosi mnie o moją rzecz - traci ona dla mnie wartość na zawsze.
        • joa66 Re: Moje dziecko postawiło VETO -P.S 18.09.10, 10:47
          " Tak się zastanawiam... jak wyrabiać ją w dziecku? I nie taką wrażliwość a priori - że "ooo... jaki biedny kotek..." - tylko jak wychować młodą istotę, która nie będzie egocentryczką. Trudne. "

          To chyba się zaczyna w domu i szanowaniu potrzeb członków rodziny, na tym, że jest się wrażliwym na to co sie dzieje w domu. W niektóych domach dzieci nie robią nic choćby rodzice na nos padali, w innych robią bo wiedzą, że to ich obowiązek, jeszcze w innych dziecko zauważy, że mam zmeczona i zparoponuje, że zrobi jej herbaty. Niektóre dzieci domagają się kupna najnowszych gadżetów, mimo, że rodzice nie wiedzą czy ich buty wytrzymają najbliższą zimę..i tak dalej.



          W przyrodzie pewnie nie spotyka się takich czystych typów, wszyscy pewnie bywamy na granicy różnych zachowań.


          I jeżeli czujemy, że mamy dziecko wrażliwe na potrzeby innych - rodziny, przyjaciół (wybranych przez siebie), to chyba bardzo martwic sie nie musimy, ale z drugiej strony...


          cały czas myślę o poscie bi- zrobił na mnie ogromne wrażenie.

          Głupia jestem jak but.
          • triss_merigold6 Re: Moje dziecko postawiło VETO -P.S 18.09.10, 11:04
            Nie zmuszać do empatii na siłę.
            Nie widzę nic złego w pewnej dozie egocentryzmu, dbaniu przede wszystkim o interes własny, swojej rodziny i swojego potomstwa. Najpierw krąg najbliższych ludzi, a potem inni.

            BTW ciekawa jestem jak autorka wyobraża sobie kontakty dziewczynek za kilka lat, gdy będą dojrzewającymi nastolatkami. Różnice między nimi staną się jeszcze większe, a córka autorki ma szansę autentycznie sredecznie znienawidzić Sabinę.
          • mgla_jedwabna Re: Moje dziecko postawiło VETO -P.S 18.09.10, 14:52
            "To chyba się zaczyna w domu i szanowaniu potrzeb członków rodziny"

            ...w tym również w poszanowaniu potrzeb własnych dzieci. Bo tak w ogóle to dzieci są bystre i w mig zauważają, kiedy są nierówno traktowane - np. kiedy od jednego wymaga się empatii, a u drugiego patrzy przez palce na nieakceptowalne zachowania.
        • nangaparbat3 Re: Moje dziecko postawiło VETO -P.S 18.09.10, 11:49
          Jestem święcie przekonana, że empatyczna matka wychowa empatyczną corkę, ale pod warunkiem, ze nie będzie robic w tym kierunku nic.
          • verdana Re: Moje dziecko postawiło VETO -P.S 18.09.10, 14:01
            Nie wiem. Rodzeństwa bywają pod tym wzgledem bardzo różne - a powinny być jednakowe.
            Mój najstarszy urodził się empatyczny i chyba nawet krańcowy egocentryzm rodziny nic by na to nie pomógł. A córka - średnio, tak jak ja, podobnie najmlodszy.
            • bi_scotti Re: Moje dziecko postawiło VETO -P.S 18.09.10, 22:46
              verdana napisała:

              > Rodzeństwa bywają pod tym wzgledem bardzo różne - a powinny być jedna
              > kowe.
              >

              Mam podobe obserwacje ze szkoly - wiecie jacy okropni bywaja nauczyciele w porownywaniu mlodszego rodzenstwa do starszego wink Wiec trafiaja do mnie czasem wlasnie tacy mlodsi bracia czy siostry jakiegos urodzonego empatycznego altruisty i okazuje sie, ze ci mlodsi, choc wychowani przez tych samych rodzicow dajacych takie same przyklady, jakos tej ociupinki DNA nie maja zreplikowanej wink W druga strone tez to oczywiscie sie trafia ale wtedy komentarze sa w staff room "pamietacie tego XYZ jaki byl samolub i egoista, a jego mlodszy brat/siostra jak inna rodzina - chetny, pomocny, wolontariusz ..." smile
              Chyba nawet najbardziej zaangazowani rodzice swiadczacy wlasnym zyciem to, czego oczukaja od dzieci, miewaja porazki na linii "empatii", zaangazowania spolecznego czy nawet i politycznego. Dlatego w poprzednim poscie zaznaczylam, ze trudno jest cokolwiek radzic nie znajac corki autorki watku. Truizm, ze "kazde dziecko jest inne" w tej akurat sprawie bardzo sie sprawdza i to mama z tata musza probowac dostosowywac swoje metody do bardzo indywidualnego personality Ich dziewczynki. To jest jeszcze bardzo mloda dziewczynka, wiele mozna Ja nauczyc - warto szukac roznych drog.
              Czesto dobrze tez odpuscic na jakis czas z czysta premedytacja powrotu do tematu po np. miesiacu czy dwoch - dzieci dorastaja, warto im dac czas na to dorastanie smile
        • sarulja1 Verdana... 19.09.10, 10:16
          Zastanawiam się nad tym co napisałaś, nad moim CELEM. I co jest moim celem:
          1. Chcę wychować "dobrego empatycznego człowieka"
          2. Chcę uprzyjemnić życie Sabinie
          Co do celu nr 2 - to właśnie UPRZYJEMNIĆ. Nie biorę sobie na barki ciężaru odpowiedzialności życiowej za Sabinę. Nie biorę odpowiedzialności za jej wychowanie i drogę życiowa jaką pójdzie. Nie stać mnie na to psychicznie. Aż tak nie chcę się angażować. Chcę, tak jak do tej pory, dawać jej MIŁE dni raz na jakiś czas i pomagać jej materialnie.
          Będę obserwować obie dziewczynki, od córki wymagać elementarnej uprzejmości, ale nie starać się na siłę, by Sabina była jej towarzyszką zabaw.
          Co do przyszłości... . Już Ci niżej napisałam... . Chyba lepiej żyć teraźniejszością. Teraz wiem, że Sabinie sprawi przyjemność wycieczka do Zoo - to chyba warto iść... nie?
          Jakie widzisz "zagrożenia" w przyszłości?
          • nangaparbat3 Re: Verdana... 19.09.10, 11:09
            Że się wtrącę: warto isc w trójkę do zoo, jeśli tylko będzie to choc tochę przyjemne i dla Twojej córki.
          • mgla_jedwabna Re: Verdana... 19.09.10, 15:31
            "Będę obserwować obie dziewczynki, od córki wymagać elementarnej uprzejmości"

            Dlaczego tak bardzo razi mnie brak stwierdzenia "a od Sabiny będę wymagać... (trzymania łap przy sobie/ ustępowania czasem w wyborze zabawy/ spokojnego zachowania/itp.)"? Bo na razie to jest tak "będę obserwowac obie, ale wymagać tylko od jednej, a przyjemności dobierać pod tę drugą". Skoro zapraszasz Sabinę do domu/chcesz zabierać na wycieczki, masz prawo również wymagać od niej dobrego zachowania. To wyjdzie jej tylko na dobre.
            • sarulja1 Re: Verdana... 19.09.10, 21:49
              Wyobraź sobie, że wymagam od Sabiny bardzo wiele. Często wręcz mam dylemat czy mam do tego prawo.
              • ichi51e Re: Verdana... 21.09.10, 16:41
                wiesz co? pogadaj ze starymi Sabiny i zamiencie sie dziecmi. "Ksiezniczka" sie nauczy a Sabinke na ludzi wykierujesz (nie mowiac o uszczesliwieniu jej)
    • mfxy Re: Moje dziecko postawiło VETO - kontakt z koleż 18.09.10, 14:15
      nie zmuszac do empatii na sile, ale przekonywac o potrzebie zyczliwosci dla innych i jesli trzeba pomocy. a to robi sie poprzez przyklad a nie pogadankami czy zmuszaniem.
      tu bylo szereg glosow o tym ze trzeba przestawac i identyfikowac sie z wlasnym kregiem. i tak jest, ale jest tez ogromna wartosc w tym, ze dziecko styka sie nie tylko z podobnymi sobie, ze juz na starcie wie, ze ludzie sa rozni.

      moim zdaniem powinnas rozwazyc zeby nie zapraszac regularnie Sabiny do domu (bo wtedy wszystkie trzy bedziecie czuly tego sztucznosc, ze Twoja cora nie chce przyjsc) tylko wziac je obie np. do muzeum historii naturalnej, zoo, na basen, zajecia taneczne, sportowe, wycieczke rowerowa, etc.
      wtedy Ty spelniasz sie w swej pomocy Sabinie, jestes w porzadku wobec corki, a im obojgu latwiej taka neutralna sytuacje zaakceptowac
      • verdana Re: Moje dziecko postawiło VETO - kontakt z koleż 18.09.10, 14:31
        Uważam, że to świetny pomysł, na granicy genialnoscismile
        Bo nawet doroslym ludziom, ktorzy pomagają innym często mowi się, aby nie robili tego u siebie w domu. Mysle, ze takie kontakty - atrakcycjne, poza domem, pod kontrolą, gdzie nie będzie trzeba odgrywać wobec Sabiny roli gospodarza, tyko obie dziewczyny bedą na równych prawach może wypalić.
        Tylko pamietaj, ze za trzy lata sytuacja będzie zupełnie inna...
        • sarulja1 Też uważam, że to naprawdę świetny pomysł:) 19.09.10, 09:46
          Wiesz Verdana – nikt nie wie co będzie za trzy lata. Nie będę teraz myśleć o tym, bo to bez sensu. Uważam, że należy działać tu i teraz. Teraz Sabinka się do nas garnie i mam poczucie, że cieszy się na wizyty u nas, lubi te dni, jest jej dobrze. Należy żyć w myśl zasady Carpe Diem – chyba. A za trzy lata – może być bardzo różnie. Może Sabina sama stwierdzi, że „walą ją” wizyty nas.
      • sarulja1 Mądrze prawisz... 19.09.10, 09:23
        Właśnie tak postanowiłam zrobić – więcej wyjść – mniej nasiadówek w domu. Dzięki !
    • duch_mariana Re: Moje dziecko postawiło VETO - kontakt z koleż 18.09.10, 19:02
      Ty robisz bardzo dobrą rzecz. Nie przechodzisz obojętnie obok problemów innych ludzi i to jest fajne. Natomiast Twoja córka to nie Ty. Jesteście różnymi osobami i ona ma prawo nie mieć ochoty na kontakty z Sabiną. Powód tego jest do ustalenia. Może jest to tylko to, że dla niej Sabina jest nudna, głupia i despetuje, a może coś zupełnie innego. W tej sytuacji przede wszystkim musisz ustalić z córką pewne zasady. Chodzi o to, żeby nie okazywała Sabinie niechęci. Czyli żadnego warczenia, burczenia, fochów, patrzenia wilkiem, trzaskania drzwiami i ataków słownych. Na tyle chyba może się poświęcić smile Bawić się razem, ani nawet rozmawiać nie muszą. Pomagaj Sabinie tak jak pomagałaś do tej pory. Brak zainteresowania jej osobą ze strony córki wytłumacz tym, że są one na tyle różnymi osobami, że chwilowo do siebie nie pasują, a na siłę nie da się zbudować ani przyjaźni, ani miłości, ani nawet sympatii. W międzyczasie próbuj jakoś delikatnie "poukładać" ich wzajemne relacje.

      Ile Sabinka ma wzrostu? Bo mam spodnie nówki, jeszcze z metką. Kupiłem tej mojej panience, ale coś jej w nich nie pasuje. Tylko nie pamiętam czy one są na 134, czy na 140 cm. Jakby coś, to mogę wysłać pocztą, niech dziewczyna ma. U mnie tylko leżą w szafce.
      • sarulja1 Re: Moje dziecko postawiło VETO - kontakt z koleż 19.09.10, 11:01
        Masz rację co do ustalenia z moją Córką pewnych zasad dalszego postępowania. Niegrzecznych fochów nie mam zamiaru akceptować.
        Dziękuję bardzo za propozycję spodenkową smile Sabina ma ok. 140cm, ale jest bardzo chuda w pasie. Jeśli więc spodenki są na szczupła dziewczynkę to byłoby fajnie. Jeśli na grubszą to lepiej, żeby przydały się komuś innemu. Sabinka to typowy szczypiorek smile
        • duch_mariana Re: Moje dziecko postawiło VETO - kontakt z koleż 20.09.10, 12:00
          Te spodenki są na 140 cm. Długość całkowita 84 cm, od kroku 63 cm, w pasie 70-78, jak szczuplejsza, to może nosić pasek. W biodrach 78-90 cm. Jakby co, napisz mi na maila gazetowego gdzie wysłać.
    • guderianka Re: Moje dziecko postawiło VETO - kontakt z koleż 18.09.10, 22:36
      ja pierdaczę, ale Ci co niektore panie pojechały...

      wydaje mi się, że Cię rozumiem. Czujesz się zawiedziona, że mimo prób uczenia dobra -BO TO CO ROBISZ JEST DOBRE I WIELKIE I OGROMNY UKŁON ZA TO- Twoja córka się tego nie nauczła.Może obawiasz się, że jest zła, bo nie ma w niej empatii, bo nie rozumie potrzeb innych, bo zawsze ma pełny brzuch i czysta glowę. A Sabina nie.Wydaje mi sie jednak, że córka może być po pierwsze zazdrosna o Sabinę i o uwagę, jaką jej dajesz, że może przejście do nowej szkoły, emocje, stres który przeżywa wymaga więcej Twojej obecności.
      Uważam, że jesli możesz i chcesz-to pomagaj dalej Sabinie. Córka jesli nie chce , cóż..warto powiedzieć jej co o tym myślisz, zwłaszcza że chyba odrzuciła Sabinę nie dlatego, że któraś z nich się zmienila, ale dlatego że nastąpiły zmiany w otoczeniu, mże ktoś coś jej powiedział?
      Nic na siłę, myślę ze z czasem wszystko się ułoży-czego mocno życzę smile
      • verdana Re: Moje dziecko postawiło VETO - kontakt z koleż 18.09.10, 23:04
        Ale to nie jest takie proste jednak - powiedzieć dziecku, co się "o tym myśli".
        Bo to nie jest tak, ze córka podjęła się opieki nad Sabina, a potem ją odrzucila. To matka podjęła pewne zobowiązanie i włączyła w to córkę. Córka zatem, nie chcąc tego kontynuować, nie zawodzi niczyich nadziei - to matka się przeliczyla, nie biorąc pod uwagę takiej sytuacji.
        Można powiedzieć corce, jak będzie się czula Sabina. Ale nie mozna mieć do córki pretensji, ze nie ma ochoty na coś, na co się nigdy nie godzila, w co została wmanewrowana. Ma prawo powiedzieć, że ma tego dosyć - podobnie jak dorosly, w analogicznej sytuacji. Myslę, ze może być bardzo trudno stwierdzic, dlaczego odrzuciła Sabine - dziewczynki w tym wieku często zmieniają kolezanki, niezaleznie od środowisdka. Podejrzewam, ze najwiekszym problemem jest brak wspólnych tematów, a nie kwestie społeczne.
        I jeszcze jedno, moim zdaniem istotne. Corka traktuje Sabinę jak normalną kolezankę - mam jej dosyc, to przestaje się przyjaźnić. Natomiast matka i sporo osób tu doradzających proponuje, aby dziecko "z gorszej rodziny", potrzebujące, dziecko "uprzywilejowane" traktowało w sposób specjalny. Aby uświadomić dziesięciolatce, ze powinna kontynuować przyjaźń z "takim" dzieckiem, bo ta przyjaźń jest temu dziecku potrzebna, że nie moze jej traktować zwyczajnie. I obawiam się, ze to wcale nie rodzi empatii, tylko cholerne poczucie wyższości.
        • mgla_jedwabna Re: Moje dziecko postawiło VETO - kontakt z koleż 19.09.10, 01:17
          Podziwiam twoją przenikliwość.
        • guderianka Re: Moje dziecko postawiło VETO - kontakt z koleż 19.09.10, 09:04
          Mylisz się. Córka zawodzi nadzieje matki. Wiarę w jej dobro, empatię, chec pochylenia się nad drugim czlowiekiem. Gdyby moja córka wypieła 4litery na osobę w takiej sytuacji równiez byłabym rozgoryczona i mialabym do tego prawo-bo poczułabym że poniosłam porazkę wychowawczą-zamiast dziecka otwatego na los innych , na zło i nieszczęście wychowałam buca. Nie chodzi o to, że córka autorki nie chce sie bawić z Sabina, ani o to, że jej nie lubi. Chodzi o to, ze przez ostatni czas opieki nad tym biednym dzieckiem nie zauważyła i nie nauczyła się, że w zyciu powinno się (moralny obowiazek) wspierać słabszych. Tego własnie chcemy uczyć nasze dzieci od małego, odkąd tylko zaczną poruszac się w świecie pełnym ludzi i różnych sytuacji : Nie ruszaj, nie bij, ustąp miejsca, pomóz pani itp.

          Nie można miec pretensji, że nie ma ochoty na cos, w co została wmanewrowana? W jaki sposób wmanewrowana? Przeciez akceptowała do niedawna sytuację, bawila się z dziewczynką, godziła sie na oddawanie ubrań. A nagle zmiana. Myslisz, że gdyby matka przyniosła do domu zmarznięte bezdomne kocię, domownicy zaczęliby sie nim opiekowac a po jakimś czasie córka zaczęłaby olewać kota a wręcz chciec go oddac/wyrzucić to tez byłoby ok ?Moim zdaniem nie.

          Denerwuje mnie już ciągle chrzanienie o prawach dziecka, dziecko ma prawo do..., dziecko ma prawo wiedzieć. Ale dziecko oprócz praw ma jeszcze powinności i obowiązki. I jeśli do pewnego momentu wywiązuje sie z nich a potem nagle ma focha i zamyka sie w swoim pokoju-to coś jest zdecydowanie nie tak.

          Nie zauważyłam by autorka na siłe próbowała zaprzyjaxnić dziewczynki. Byc może nie doczytałam więc do tej kwestii się nie odniosę.
          • sarulja1 Wmanewrowana... 19.09.10, 10:48
            Słowo "wmanewrowana" ma wydźwięk pejoratywny, co nie? Użycie go sugeruje coś negatywnego co jakoby zrobiłam córce. Absolutnie nie pasuje do naszych kontaktów z Sabiną. Bo bardzo długi czas moja Córka niejednokrotnie była stroną wręcz aktywniejszą w zaproszeniu Sabiny ("Mamusiu - czy Sabina może dzisiaj przyjść, bo nie skończyłyśmy...? Ja: "Sabinka była wczoraj, umówimy się na piątek".)
          • mgla_jedwabna Re: Moje dziecko postawiło VETO - kontakt z koleż 19.09.10, 15:27
            Ale gdyby kocię nagle zaczęło drapać, gryźć i załatwiać się w szafie, to należałoby coś z tym zrobić, a nie tylko pouczać córkę "bo widzisz, to takie biedne maleństwo z ulicy". Przez "coś z tym zrobić" rozumiem oczywiście nauczenie kota czystości oraz pozwolenie córce na zamknięcie się w pokoju bez kota, jeśli nie ma ochoty być drapana, a nie oddanie do schroniska.
      • sarulja1 Chyba faktycznie mnie rozumiesz :) 19.09.10, 10:01
        No w jakimś sensie czuję się zawiedziona... . Moja córka jest jedynaczką, ja też jestem jedynaczką... . Ja bardzo długo miałam kłopoty z empatią, byłam nieźle wredna w stosunku do koleżanek i teraz widzę podobne cechy u mojej córki. Nie jest "Anią z Zielonego Wzgórza", która starała się "nie ranić uczuć drugiej osoby". Pracuję dużo w domu, więc jestem "szoferem" wożącym kilka dzieci do szkoły i odbierającą je... i mam możliwość obserwacji córki w grupie -i widzę jak moja córcia potrafi prosto z mostu walnąć z grubej rury do jakiegoś dziecka. Też taka byłam, więc pocieszam się, że się zmieni. Tak jak ja zmieniłam się. Tak sobie staram to tłumaczyć. Pamiętam bardzo wiele swoich naprawdę nieprzyjemnych zachowań... pamiętam swój całkowity brak empatii i współczucia dla mojej najbliżej przyjaciółki w pierwszej klasie podstawówki, której wtedy zmarła mama - do dziś palą mnie wyrzuty sumienia.
        • nangaparbat3 Re: Chyba faktycznie mnie rozumiesz :) 19.09.10, 11:25
          To może najpierw sobie wybacz? Bo dopóki tego nie zrobisz, możesz w najlepszej wierze strasznie córce namieszac w życiu.
          Powiem Ci na pocieszenie, że dzieci zazwyczaj powtarzają drogę rodziców - więc i corka się zmieni. A na razie jest tak, że im bardzij ona czuje, że Cię zawodzi, tym gorzej będzie traktowac inne dzieci. To błędne koło.
        • mgla_jedwabna Re: Chyba faktycznie mnie rozumiesz :) 19.09.10, 15:35
          Mam wątpliwości, czy stawianie córkiw nieprzyjemnej sytuacji, a potem tlumaczenie, że ma to wytrzymać, bo i tak ma lepiej, nauczy ją jakiejkolwiek empatii. Twoja nauka ma polegać na tym, że po prostu oczekujesz, że córka w pewnym momencie okaże empatię, ponieważ się tego od niej oczekuje? A jak nie okaże, to się jej wytłumaczy, dlaczego jest zobowiązana do empatii, a ona wtedy przyjmie tlumaczenie z pełnym zrozumieniem i sama będzie wiedziała, jak się zastosować?
      • nangaparbat3 Guderianko 19.09.10, 11:20
        wiadomo, że każdy człowiek lubi pomagac innym (bo to sprawia przyjemnosc), byle go to za wiele nie kosztowało. Po prostu podświadomie się przelicza, czy się opłaca.
        To że córka Sarulji nie chce bawic się z Sabiną, nie oznacza wcale, że jej brakuje empatii, ale że cena jest dla niej za wysoka (tak jak piszesz, mogła się do tego przyczynic zmiana szkoły i stres z nią związany).
        Wyobraźmy sobie, że mąż Autorki wątku chce pomóc koleżance z pracy, która jest samotna, przeżyła coś bardzo trudnego, i on ją zaprasza do domu, i chce, by Sarulja się nią zajmowała, a sam - bardzo ją lubi, też dlatego, że jest zupełnie inna niż jego żona.
        W tej sytuacji, gdyby Sarulja postawiła veto, a on był jej postawą rozczarowany - kto by miał problemy z empatią? No kto?
        Ja oczywiście jestem za pomaganiem, już pisałam, że cieszę się, że są jeszcze tacy ludzie - ale trzeba pamietac, że wszystko na świecie rzuca cień, a tu ten cień pada na dziecko. Piszę to wszystko, bo nagle przestraszyłam się, że Sarulja mowiąc córce, "co o tym myśli", mogłaby powiedziec coś, co nie byłoby ani dobre, ani potrzebne.
        • guderianka Re: Guderianko 19.09.10, 18:28
          Nangaparbat-nie.
          Nie wyobrażajmy sobie meża, ani przyjaciólki ani nikogo innego.
          Bo rzecz dotyczy Autorki wątku, Córki, i Dzieciaka z patologicznej rodziny które obie wzięły pod skrzydła.
          Jedna z nich-córka, wuautowała się z tego układu, z różnych względów, nie wiemy tak naprawde jakich. Nie podoba się to, niepokoi matkę-która ma prawo do takich uczuć. Poza tym Córka Autorki odmawiając uczesticzenia w pomocy koleżance zachowuje się jak buc-jest chamska, zamyka sie w pokoju, ignoruje, próbuje rządzić. I to nie jest ok.
          • verdana Re: Guderianko 19.09.10, 19:37
            Nie4, na tym sprawa polega, ze nie OBIE.
            Pod skrzydła wzięła matka i tylko matka. Nie sądzę, aby od poczatku był uklad z siedmiolatką - to biedna Sabinka, my jej pomagamy razem.
            To byla po prostu zapraszana koleżanka i tyle. Teraz córka przestała się przyjaźnic z kolezanka, tak bywa. A okazało się, ze to wcale nie byla przyjaciółka, tylko biedne dziecko, które siedmiolatka zobowiązała sie - z pełnią odpowiedzialnościa, jak wiadomo własciwą dla tego wieku - holubić z poświęceniam tak długo, jak będzie trzeba.
            To absurd. Siedmiolatka nie moze wchodzić w zadne uklady, od których zalezy los innej osoby. Siedmiolatka nie może rowieśnicy "brać pod skrzydła". Nie moze też być zobowiązana do poswięcania przez lata czasu nielubianej dziewczynce, a przede wszystkim - do traktowania koleżanki, do ktorej ma pretensje z wyrozumialoscia, bo ta jest biedna i jako taka zasługuje na przyjaźń niezależnie od wszystkiego.
            Dla mnie to jednak jest wyraz pogardy dla Sabiny - nie traktuje się jej, jako normalnej dziewczynki, z którą można się pokłócić, ktorej można nie lubić, ale jako - z racji biedy - osobe, ktorej nie wolno traktować zwyczajnie.
            • guderianka Re: Guderianko 19.09.10, 20:18
              ja odniosłam inne wrażenie z lektury wątku, a mianowicie takie, że Corka Autorki doskonale wiedziała , że to nie jest zwykle kolezeństwo, że Sabina nie przychodzi do nich do domu bo nawiązała się nić przyjaxni ale przychodzi bo matka jej pomaga. Zauważ, że pomoc dotyczyła aspektów higienicznych-mycia dziecka, dawania ubrań. KAŻDE dziecko wie i widzi, że to nie jest zwykły układ kolezeński.
              Dla mnie to jednak jest wyraz pogardy dla Sabiny - nie traktuje się jej, jako n
              > ormalnej dziewczynki, z którą można się pokłócić, ktorej można nie lubić, ale j
              > ako - z racji biedy - osobe, ktorej nie wolno traktować zwyczajnie.



              ja tak tego nie odbieram. Traktuje się ją normalnie-bo bawi się z Corką autorki . Gdzie jest napisane , że nie można się klócić ani że nie można nie darzyć jej sympatią? Wydaje mi sie, że problem nie leży w braku sympatii ale braku empatii. I braku podstawowych zasad kultury.

              W tej chwili już zwątpiłam, bo być może całkiem na opak zrozumiałam to co pisze autorka, zwłaszcza że interepretacje wielu osób są tak odmienne od mojej.
              • verdana Re: Guderianko 19.09.10, 21:23
                Ja odniosłam wrażenie, ze corka dowiedziała się, ze to nie jest zwykle koleżeństwo dopiero wtedy, gdy chciała znajomość zerwać.
                Wiesz, ja bralam mnóstwo ubrań od dzieci kolezanek (moje zawsze byly niższe od rówieśników), myłam obce dzieci, bo po szkole przysły umazane, dawałam przez pewien czas obiady koledze z II klasy, ktory wracał do pustego domu, oddawałam ubrania znajomym - i to wszystko były jak najbardziej "zwykle" znajomosci. Owszem, pomagałam finansowo dzieciom kolezanki, w największej tajemnicy przed swoim, tak aby wlasnie moje dziecko nie czulo się "lepsze".
                Zwróć uwagę na posty - Sabina jest poza krytyka - to mnie niepokoi. Każde podejrzenie, zę być może Sabina przyczynila się jakoś do tej niechęci, jest oddalane natychmiast. A że dzieci idealnych brak - to chyba syndrom "biednego" dziecka, ktore jest usprawiedliwiane. A nie lubić Sabiny nie można - bo "dobry uczynek" jest sprawowany we własnym domu, a o ile można wymagać od 10-latki grzecznosci, to nie regularniej, zgodnej zabawy z nielubianą koleżanką.
                W tym, co pisze Autorka jest sporo niejasnosci. Dla mnie najbardziej niejasna jest ocena własnej córki - odmawianie jej współczucia i empatii na podstawie tego, zę nie chce bawić się z kolezanką, pupilka mamy. To zdecydowanie za mało, by tak oceniać dziecko. W dodatku Autorka uznała to za swoją porazke wychowawczą - ale z drugiej strony nie jest skłonna nad zastanowieniem się, czy sama nie przyczynila się do tego, ale jakby przerzucając całą wine na "niedobry" charakter córki.
                I dlatego jestem sklonna córce współczuć.
              • morekac Re: Guderianko 19.09.10, 23:03
                Wydaje mi sie, że problem nie leży w braku sympatii ale braku empat
                > ii. I braku podstawowych zasad kultury

                Czyjej empatii i czyjej kultury?
          • mgla_jedwabna Re: Guderianko 19.09.10, 23:09
            Gdzie wyczytałaś, że ta dziewczynka jest chamska i próbuje rządzić?
          • morekac Re: Guderianko 19.09.10, 23:21
            Poza tym Córka Autorki odmawiając uczesticzenia w pomocy koleżance zac
            > howuje się jak buc-jest chamska, zamyka sie w pokoju, ignoruje, próbuje rządzić

            Córka powiedziała, że nie zyczy sobie towarzystwa/wizyt Sabiny w domu. W odpowiedzi mama, zamiast powiedzieć/wytłumaczyć: chcę pomagać Sabinie ale ty nie musisz się nią zajmować / /jakie zasady goszczenia Sabiny byłyby dla ciebie do przyjęcia otrzymała komunikat typu "Jestem tobą rozczarowana".
            Być może młoda nie wyszła z pokoju nie dlatego, że jest chamska, tylko dlatego, że:
            1, była zła na matkę, że ta ją olała i musiała to zademonstrować.
            2, bała się wytknąc nos w obawie, że zostanie dopadnięta przez Sabinkę (doświadczenie może wskazywać, że mama jej nie powstrzyma) albo zostanie wrobiona przez matkę w zajęcie się Sabiną.
            Co może 10-latka powiedzieć matce, żeby to nie zostało odebrane jako chamskie? Czy tylko "Jak ładnie ci po tym botoksie, mamusiu?"
            Piszesz o prawie matki do uczuć, o córce, która ignoruje i próbuje rządzić.
            Do jakich uczuć ma prawo 10-latka?
            A ignorowania i rządzenia może uczyć się od własnej mamy , tak samo jak empatii i dobrych manier.
            • guderianka Re: Guderianko 20.09.10, 18:32
              Masz rację Morekac, o tym nie pomyślałam. Być może Corka Autorki czuje się odrzucona i niekochana i jej niekulturalne zachowanie to próba pokazania tych emocji.
              Trudno zgadywać. Autorka wie najlepiej. Być może za bardzo skupia się na Sabinie a za malo na Córce, byc może Córka jest pokrzywdzona a nie Sabina.
              Mi z opisów ukazał się jednak nieco inny obraz. Byc może tak jak Autorka wątku projektuje swoje nieprzerobione problemy na córke to i ja to robię widząc "winę" Córki Autorki a nie samej Autorki ?
          • nangaparbat3 Re: Guderianko 21.09.10, 00:01
            guderianka napisała:

            >
            > Nie wyobrażajmy sobie meża, ani przyjaciólki ani nikogo innego.

            Dlaczego nie? Nie możemy zapytac corki Sarulii o zdanie, więc dobrze wyobrazic sobie, jak my bysmy się czuły w analogicznej sytuacji.

            > Bo rzecz dotyczy Autorki wątku, Córki, i Dzieciaka z patologicznej rodziny któr
            > e obie wzięły pod skrzydła.
            Nie obie, matka, angażując w to córkę.

            > Jedna z nich-córka, wuautowała się z tego układu

            Nie rozumiem w ogóle.

            z różnych względów, nie wiemy
            > tak naprawde jakich.

            Nie chce się przyjaźnic/bawic z Sabiną. Ma do tego prawo i żadnego obowiązku uzasadniac.

            Nie podoba się to, niepokoi matkę-która ma prawo do takic
            > h uczuć.

            Matka ma prawo do wszelkich uczuc, ale już nie do wszelkich pocznań. Zresztą wie o tym.

            Poza tym Córka Autorki odmawiając uczesticzenia w pomocy koleżance zac
            > howuje się jak buc-jest chamska, zamyka sie w pokoju, ignoruje, próbuje rządzić
            > . I to nie jest ok.

            Tak po prostu jest, kiedy zapraszamy gości na cudze konto. Próby rządzenia nie widzę - raczej opór.
    • oneway9 Re: Moje dziecko postawiło VETO - kontakt z koleż 18.09.10, 23:58
      dzieci sa rozne i w twoim przypadku moze byc inaczej, ale ja mialam b podobna sytuacje .. chyba bylam w wieku twojej corki kiedy moja mama przygarniala do naszego domu dziewczynke, ktorej zmarla mama; dziewczynka byla mlodsza ode mnie i nie chcialam sie z nia bawic, bylam tez chwilami zazdrosna o mame itd; po latach jednak (do dzis utrzymujemy z nia luzny kontakt) po pierwsze b doceniam to co dla niej robila, po drugie wiem, bedac sama dzis matka, ze zrobilabym dokladnie tak samosmile i nie mart sie, ze twoja corka tak teraz reaguje, jest mala dziewczynka; najmadrzejszy rodzicielski wyklad nt empatii jest niczym w porownaniu z realnym przykladem, ktorym ty jestes!
      • monika19782 Re: Moje dziecko postawiło VETO - kontakt z koleż 19.09.10, 00:49
        Podobno wg psychologów już 4 latki dokładnie rozróżniaja co jest dobre a co złe, dlatego moim zdaniem twoja córka dokładnie wie że to co robisz jest słuszne i świetnie wie z jakich pobudek działasz, wydaje mi sie że może nie chce być kojażona w swoim towarzystwie z patologiczna koleżanka plus rzeczywiście moga niepasować charakterologicznie. Zdrowy egoizm ok ale 10 latce naprawde nic sie nie stanie jak zamieni parę zdań miłym tonem z innym dzieckiem i nie bedzie jej okazywac wrogości. Mam wrażenie że ostatnio zapanawała moda na wszechwładztwo dzieci nad nami, sama ostatnio zauważyłam że moje córki wiekiem zbliżone do twojej też zaczynaja wielu rzeczy po prostu rządać bo im sie nalezyi już, szybko doprowadzam panny do pionu. Chcę przez to powiedzieć że nasze dzieci nie muszą zawsze eakceptować naszych wybory, mamy prawo do autonomicznychdecyzji a one powinny to uszanować. Ty podjełaś decyzję o pomocy obcemu dziecku to jest najlepszy rodzaj wychowania jaki można dać dziecku bo przez przykład a nie słowa. Tak jak ty z pewnością szanowałabyś jej gościa i ostentacyjnie nie okazywałabyś mu nniecheci tak i ona może. Dodam że nie zmuszałabym do zabawy i spędzania czasu tylko wymagałabym żeby nie okazywała wrogości. Wyjście z domu na jakieś wycieczki bardzo polecam.
        • joa66 Re: Moje dziecko postawiło VETO - kontakt z koleż 19.09.10, 08:46
          " tylko wymagałabym żeby nie okazywała wrogości."

          Mam wrażenie, że ta "wrogość" nie jest skierowana bezpośrednio do dziewczynki tylko do sytuacji, w której się znalazła. Przypuszczam, że nie jest dla nie problemem zamienić kilka miłych słów z jakimkolwiek dzieckiem, ale nie wtedy kiedy w powietrzu jest presja: "musisz", "powinnaś", "przykro mi, że tego nie robisz", "popatrz jak sabince jest przykro", itd.
          • monika19782 Re: Moje dziecko postawiło VETO - kontakt z koleż 19.09.10, 11:13
            Wymagamy od dzieci grzecznego zachowania wobec babci, dziadka, nielubianej cioci, sąsiadów dlaczego nie możemy wymagać wobec dziecka? Piszemy tu duzo o prawach dziecka do integralności, własnego zdania, że musimy szanowac ich uczucia, Sabina ich nie ma? Dlatego że ma dysfunkcyjną rodzinę w której nie ma szans na normalny rozwój ma przez "fochy pannicy"- tu specjalnie wyostrzam, być pozbawiona nawt tej namiastki normalnośći którą chce dać jej autorka . Rozumiem że dziecku moze sytuacja nie odpowiadać, tak jak pisałam do wspólnego spedzania czasu bym nie zmuszała ale minimum kultury wobec mojego 10 letniego gościa bym wymagała.
            • joa66 Re: Moje dziecko postawiło VETO - kontakt z koleż 19.09.10, 12:17
              Oczywiście, że możemy wymagać uprzejmości dla naszych gości (i innych ludzi też). Ale dziecko musi wiedzieć, że to czego oczekujemy to właśnie uprzejmość i podstawowy szacunek , a nie ukryty przekaz i nacisk na przyjaźń. A ja nie jestem pewna czy córka autorki ma tego świadomość.
              • verdana Re: Moje dziecko postawiło VETO - kontakt z koleż 19.09.10, 13:54
                Ależ tu nie wymaga się "uprzejmosci", tylko poświęcenia jednego dnia w tygodniu nielubianej koleżance - przy czym ma to być robione z usmiechem i chętnie. Cóż, ciekawe ile z Was, krytykujących dziewczynkę za brak empatii poswieca dzień w tygodniu na zajmowanie się kimś, kogo nie lubi?
                Oczywiscie, matka ma jak najbardziej prawo wmagać uprzejmosci wobec Sabiny, ile razy corka będzie się z nią spotykala - co do tego nie ma dwóch zdań. Natomiast czy ma prawo zapraszać córce - bo taka jest prawda - bardzo często gościa, ktorym trzeba się zająć, mimo, ze się go nie lubi? Sporadycznie tak, systematycznie - mam poważne wątpliwosci.
                I jeszcze jedno - zajmując się na tyle intensywnie dzieckiem nie mozna nie myśleć "co będzie za trzy lata'. Zajmując się nim, zapraszając, dając prezenty trzeba mieć świadomość, że dziecko latwo jest skrzywdzić i jak najbardziej zastanawiać się nad perspektywami takiej opieki.
                • monika19782 Re: Moje dziecko postawiło VETO - kontakt z koleż 19.09.10, 15:21
                  Zgadzam się że matka nie powinna dziecu narzucać towarzystwa koleżanki tylko wymagać by szanowała ją jako goscia matki, jezeli nic poza tym nie jest w stanie zrobić.
                  Co do przyszłości, dziewczyna im starsza tym teoretycznie rzadziej bedzie potrzebowała tego typu pomocy. Moim zdaniem te lata są kluczowe, pokazanie jej że istnieje inny swiat niż ten w którym żyje, istnieja inni ludzie rodziny niz takie które mówiąc delikatnie maja gdzieś swoje dzieci, że można uzyskać pomoc i wsparcie od obcych ludzi a nie koniecznie swojej najbliszej rodziny może być cennym doswiadczeniem na przyszłośc które pomoze uniknąć powielenia wzorca. Sama mam prawie 10 latkę i jak na nia patrzę to wydaje mi się kompletnie bezbronna wobec świata i dlatego żal mi tamtego dziecka zwłaszcza że sama wychowywałam się w sytuacji gdzie rodzice zajeci byli wojna ze sobą a ja byłam na 1215 miejscu w hierarchii ich spraw.
            • morekac Re: Moje dziecko postawiło VETO - kontakt z koleż 19.09.10, 18:21

              • monika19782 Re: Moje dziecko postawiło VETO - kontakt z koleż 19.09.10, 19:33
                Oczywiście że trzeba, pomoc ma również polegac na wychowywaniu wskazywaniu błędów a nie ślepemu przykłaskiwaniu, pannica może to było niefortunne określenie, w każdym razie miało raczej okreslić wiek córki autorki niż zabrzmieć negatywnie.
    • menodo Re: Moje dziecko postawiło VETO - kontakt z koleż 20.09.10, 00:09
      Twoja corka ma racje. Ona juz nie chce bawic sie z Sabinka, a jeszcze bardziej nie chce, aby Sabinka byla przyjaciolka jej mamusi.

      Jest normalna dorastajaca dziewczynka, ktora sie rozwija, poznaje swiat; ma prawo do wlasnych uczuc i wyboru , z kim je dzielic. Ma prawo byc takze niezadowolona z tego, ze mama zaprasza do domu jej kolezanke z dziecinstwa, ktora zwyczajnie przestala byc jej bliska, a ktorej byc moze zaczyna juz nienawidzic.

      Dziwi mnie, ze tak bardzo przejmujesz sie patologiczna rodzina Sabinki, a nie rozumiesz - jak niezdrowa jest sytuacja w Twoim domu. Nie wychowasz dziecka na osobe wrazliwa i empatyczna, zmuszajac go do kontaktu z rowiesnikami, ktorych Ty uwazasz za wartych obdarowania przyjaznia .

      Najlepsze co mozesz zrobic dla WLASNEGO dziecka - przestan naciskac.

      Co do Sabinki - jesli chcesz nadal jej pomagac, nie rob tego kosztem wlasnego dziecka. Moze moglabys zorganizowac jej pomoc w nauce? Moze na terenie jej szkoly lub w okolicy organizowane sa jakies sensowne zajecia, ktore moglyby ja zaintertersowac?


    • sarulja1 Dzisiejsze spotkanie z Sabiną 20.09.10, 20:38
      Nie przypuszczałam dziewczyny, że wątek tak się rozwinie i wzbudzi takie emocje smile A życie już dopisało ciąg dalszy… .

      Dzisiaj odbieram córkę ze szkoły, odwozimy dwie inne koleżanki i skręcam do nas… Z tyłu dobiega mnie pytający głos Córki:
      - „To po Sabinę nie jedziemy???”
      (często zabierałam ją do nas w poniedziałki…wink
      Ja: ???
      Córka taki tekst: „Przecież miałyśmy budować tor przeszkód! Tata obiecał nam zawiesić na drzewie koło!!!”
      No i dowiaduję się, że gdy była z mężem w warsztacie samochodowym i trochę czekali na naprawę – spotkali Sabinę jeżdżącą tam na rowerze. Dziewczyny skakały po oponach i umyśliły sobie, że u nas na działce przed domem zbudują sobie ścieżkę zdrowia.
      Więc skręcam po Sabinę – i nie komentuję słowem zachowania Córki. Już w aucie z Sabiną – słucham ich żywiołowej gadki i próśb mojej córki czy mogą zabrać deski z szopki i kilka cegieł, bo zrobią sobie jakieś trasy – równoważnie. Mój mąż zawiesza im tę oponę na linie. Bawiły się razem dobre dwie godziny. Robiły jakieś zawody z kozłowaniem piłką i takie tam. Albo się ścigały obie albo jedna drugiej mierzyła czas. Patrzyłam na nie i wciąż myślałam o tym wątku tutaj na forum. Myślałam jak wiele sama napisałam słów o niechęci mojej Córki do Sabiny, jak wiele padło słów o tym jak moja Córka może czuć się niekomfortowo zmuszana, wmanewrowana przeze mnie w znajomość z Sabiną… . Ile padło słów i dywagacji o moim rozczarowaniu postawą córki, jej brakiem empatii. Dochodzę do wniosku, że ja niepotrzebnie tak wszystko ANALIZUJĘ, rozbieram na czynniki pierwsze, martwię się na zapas itd. A córka jest po prostu jeszcze zupełnie i zwyczajnie dziecinna i zwyczajnie niekonsekwentna w swoich ocenach czy zachowaniach. Nie twierdzę, że nie należy jej brać „na poważnie” ale… NIE tak śmiertelnie poważnie jak ja to zrobiłam. Bo jej zachowanie zmienia się jak w kalejdoskopie. Tyle słów tu na forum o nietykalności cielesnej, o tym, że bagatelizuję wręcz traumę mojej córki, którą Sabina szturcha … . A dzisiaj one tu szalały obie ramię w ramię i jakoś moja pannica nie zgłaszała zastrzeżeń, że została klepnięta w ferworze wyścigu… , jakoś dzisiaj Sabina nie była „głupia” tylko … „wiesz, Sabina umie odliczać sekundy dokładnie jak stoper w komórce”.
      Chyba ja jako dorosła zbyt w dorosłych kategoriach analizowałam zachowanie córki. Na zasadzie „ słowo się rzekło” (słowa Córki: "Mam dość Sabiny, nie lubię jej") – potraktowałam jako bardzo autorytatywne, wiążące, poważne. A jak widać są bardzo jeszcze dziecinne. Moja Córka dzisiaj gada jedno – jutro drugie. I uważam, że z racji wieku ma do tego pełne prawo smile!
      Co mi dał ten wątek na forum?
      Na pewno jedno. Uświadomiłam sobie, że pomoc Sabinie to TYLKO moja sprawa. Moja decyzja i moja sprawa. NIE Córki. Córka jak będzie miała ochotę – może bawić się z Sabinką, jak nie to nie, żadnego narzucania jej koleżanki, ale wymagać będę od niej elementarnego grzecznego zachowania – nie fochów. Od Sabiny wymagam też przyzwoitego zachowania w naszym domu i ogólnie w moim, naszym towarzystwie. Nic ulgowo, że „biedna”. I raczej będę wychodzić gdzieś z dziewczynkami – chyba, że oczywiście obie będą chciały u nas w domu coś razem robić – jak dzisiaj.
      I co jeszcze dał mi ten wątek… . Otóż uważam, że o wiele zdrowsze będzie podejście takie, że moja Córka traktuje Sabinę jak równorzędną koleżankę a nie „biedne dziecko” któremu pomagamy. Myślę, że fajnie byłoby, gdyby niejako po drodze załapała empatię, chęć pomocy, może jakieś współczucie niż żebym jej to klarowała łopatologicznie. Bo przekonywanie do pomocy - rodzi opór. Już teraz to wiem.
      Bardzo dziękuję wszystkim za wypowiedzi w tym wątku. POZDROWIENIA smile
      • mgla_jedwabna Re: Dzisiejsze spotkanie z Sabiną 20.09.10, 22:22
        Fajnie, że się wszystko ułożyło. Tylko się nie zdziw, jak jutro będzie z powrotem foch smile

        Z tą nietykalnością to właśnie tak jest - każdy ma prawo do tego, by jednego dnia mu przeszkadzało szturchanie, a drugiego nie. I problem nie leży w tym, że w ogóle do niego dochodzi, tylko w tym, jeśli dochodzi bez woli obu stron, przy aprobacie opiekuna (u dzieci).

        Jak widzisz, problem bynajmniej nie tkwił w córce, tylko w zachowaniach, które jej nie odpowiadały. Jak dziewczynki znalazły sobie zabawę, która odpowiada obydwu i żadna nie jest do niej zobowiązana w imię "wielkoduszności", to problem zniknął.

        "o wiele zdrowsze będzie podejście takie, że moja Córka traktuje Sabinę jak równorzędną koleżankę a nie „biedne dziecko” któremu pomagamy. Myślę, że fajnie byłoby, gdyby niejako po drodze załapała empatię, chęć pomocy, może jakieś współczucie"

        Lepiej nauczy się empatii i współczucia, jeśli zobaczy, że z dziewczynką z patologicznego domu można się bawić jak z kimś na równym poziomie, niż jeśli będzie jej udzielać swego towarzystwa w imię wyższych ideałów, jakby dawała jałmużnę.

        Jeszcze raz pozdrawiam i cieszę się, że wszystkim wyszła na dobre ta dyskusja.
      • nangaparbat3 Re: Dzisiejsze spotkanie z Sabiną 21.09.10, 00:12
        Jak przyjemnie to czytac!
        Przypomniały mi się słowa mojej mamy, które słyszałam sama jeszcze będąc dzieckiem: nie ma co się wtrącac w kłótnie między dziecmi, bo matki się pokłócą na pięc lat, a dzieci po kwadransie będą się bawic razem.
        Czytając Twój wątek przypomniałam sobie, że moja córka, też lubiąca rysowac, bardzo delikatna i nieśmiała, zawsze dobierała sobie "dzikie" towarzyszki zabaw - ona je nierzadko powstrzymywała przed jakimiś naprawdę niebezpiecznymi przedsięwzięciami, za to dzięki ich towarzystwu nabierała odwagi, swobody i mogła się wyszalec, co zawsze było jej potrzebne, ale potrzebowała do tego wsparcia bardziej żywiołowych koleżanek.
        Nie jest wykluczone, że dziewczynki z czasem autentycznie się zaprzyjaźnią - choc może się rozejdą na zawsze. Nie wiemy, i nie ma co prorokowac, będzie co będzie.
        W każdym razie jeszce raz chce powiedziec, że bardzo mnie ucieszył Twój list, i serdecznie Cię pozdrawiam n.
      • duch_mariana Re: Dzisiejsze spotkanie z Sabiną 21.09.10, 10:55
        No widzisz smile Cieszę się, ze to tak się poukładało. Ale zwróć uwagę na jedną rzecz, którą piszesz:

        > A córka jest po prostu jeszcze zupełnie i zwyczajnie dziecinna i zwyczajnie
        > niekonsekwentna w swoich ocenach czy zachowaniach. Nie twierdzę, że nie należy jej brać
        > „na poważnie” ale… NIE tak śmiertelnie poważnie jak ja to zrobiłam. Bo jej zachowanie
        > zmienia się jak > kalejdoskopie.
        > Moja Córka dzisiaj gada jedno – jutro drugie. I uważam, że z racji wieku ma do tego pełne
        > prawo

        Warto jej uświadomić, że wobec drugiej osoby należy jednak być bardziej stałą i konsekwentną, a nie zmieniać swojego postępowania i podejścia jak chorągiewka na wietrze. Druga osoba też ma uczucia, może poczuć się odrzucona, potraktowana niesprawiedliwie, może być smutna, może przez nią płakać. Niby ludzka rzecz, ale czy sama chciałaby być tak potraktowana? Człowiek to nie zabawka, którą można cisnąć w najciemniejszy kąt i wyciągnąć ją z niego, kiedy przyjdzie ochota na zabawę, po czym z powrotem ją w ten sam kąt cisnąć.
        • kasia25251 Re: Dzisiejsze spotkanie z Sabiną 22.09.10, 14:11
          Ja też uważam,że nie można człowieka odrzucić gdy sie juz wyciągneło do niego rękę.To na pewno nie jest aż taka przepaść między dziewczynkami,przecież mają dopiero 10 lat.
          To wspaniałe,że interesujesz się taką dziewczynką i może dzięki temu będzie miała jakiś wzorzec normalności do którego będzie chciała dążyć.To nie jej wina ,że ma niepoukładanych rodziców,sama jest jeszcze czystą kartą.Córce trzba to jasno i poważnie powiedzieć.
          Często w tzw normalnych domach są również patologiczne relacje i nie sądzę aby kontakt z tą dziewczynką miał zły wpływ na twoje dziecko.Nie wiesz przecież co dzieje się w domach jej koleżanek ze szkoły.
    • a-lfa Re: Moje dziecko postawiło VETO - kontakt z koleż 24.09.10, 07:37
      Typowa sytuacja w przypadku kontaktów osób z dwóch różnych światów. Z jednej strony mamy do czynienia z dzieckiem z rodziny dysfunkcyjnej nie znającym zasad z drugiej strony jest Twoja rodzina i córka - z normalnej rodziny. Trzeba pamiętać iż 3 klasa to początek okresu dojrzewania i Twoja córka zaczyna mieć własne zdanie. Zresztą z chwila przeniesienia do innej szkoły trafiła do innego świata i wobec tego o ile wcześniej Sabina była tolerowana jako koleżanka klasowa to w tej chwili już nie. Dodatkowo Twoja córka może czuć się trochę odrzucona i pokrzywdzona iż Ty poświęcasz czas i środki obcej dziewczynce. Dawniej mogło to nie przeszkadzać teraz z uwagi na wejście w okres dojrzewania i z tym mogą być problemy. Wyjścia nie ma bo oznaczało by ono pozostawienie Sabiny swojemu losowi.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja