Komórka w III kl. szkoły podstawowej?

29.03.04, 12:45
Moja córka, uczennica trzeciej klasy marzy o tym, żeby mieć telefon
komórkowy. Uważamy z mężem, że nie ma takiej potrzeby tak długo, jak długo
nigdzie nie bywa sama. Jak dotąd wszędzie, gdzie wychodzi jest zawsze z
jakimś opiekunem -rodzice koleżanki, instruktor harcerski itp.-z którym w
każdej chwili możemy miec kontakt telefoniczny. Sama wychodzi tylko pod
blok. W szkole jest na korytarzu zwykły automat, zawsze ma ze sobą kartę i
może do nas zadzwonić, zresztą gdyby działo sie coś poważnego, to szkoła
zawsze daje znać rodzicom. Uważam, że kómórka u takich dzieci to szpan. Co
sądzicie na ten temat?

    • neronka Re: Komórka w III kl. szkoły podstawowej? 31.03.04, 12:30
      Moja córka dostała telefon komórkowy na komunię w II klasie.
      Przydał się bardzo kiedy pojechała na wakacje na obóz na 2 tygodnie.
      Telefon jest na kartę więc w razie czego nikt nie wydzwoni więcej niż jest
      naładowane.
      Oczywiście trochę jest to szpan przed dziećmi ale bardzo sie przydaje.
      Kiedy idzie na dwór mam z nią kontakt. W każdej chwili mogę sprawdzić co się z
      nią dzieje. Na dworze nosi go na szyi pod swetrekm więc obcy nie widzą że ma
      telefon.
      Teraz jest w IV klasie i ma zajęcia poza lekcyjne np. angielski gdzie ją wozimy
      i kiedy mamy się spóżnić albo coś się przedłuży to tez możemy zadzwonić.
      Aha
      Do szkoły nie nosi- zakazałam. Tam nie jest potrrzebny.
      Możesz na początek kupić jakiś prosty modl- używany albo za 1 zł w promocji.
      • Gość: agatka_s Re: Komórka w III kl. szkoły podstawowej? IP: *.aster.pl / *.aster.pl 08.04.04, 14:13
        Szpan jest, a dziecku komórka z pewnością nie jest potrzebna. Potrzebna moze
        być tylko rodzicom, no i to rodzice muszą rozważyć czy większy jest strach
        bojąc się co się z dzieckiem dzieje czy większy że dziecko napadną i okradną z
        komórki. Wydaje mi się też, że ja jednak będe wolała powstrzymywać swój strach
        i dam dziecku komórkę kiedy jemu ona bedzie potrzebna. Póki co muszę się
        nauczyć powstrzymywać swoje lęki na wodzy (no cóż miliony dzieci mojego
        pokolenia wychowały się bezpiecznie bez komórek, to moze i moje jeszcze jedno
        też się wychowa).
        • Gość: ja Re: Komórka w III kl. szkoły podstawowej? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.04.04, 19:15
          A przeciez komorki szkodza
          • lch74 Re: Komórka w III kl. szkoły podstawowej? 13.04.04, 13:08
            Gość portalu: ja napisał(a):

            > A przeciez komorki szkodza
            Tzn? W jaki sposób? Może sprecyzuj...
    • dg77 Re: Komórka w III kl. szkoły podstawowej? 24.04.04, 15:20
      Mój syn jest w 3 klasie i na zajączka dostał komórkę na kartę - nie jestem
      zwolenniczką tego typu zabawek, ale w jego klasie większość dzieci miała
      komórki od komunii i w końcu ustąpiłam. tak na prawdę, to ta komórk ajest
      bardziej dla nas rodziców, niż dla dzieci - w każdej chwili mogę skontrolwać
      gdzie jest, itp. Telefon jest na krtę, aparat stary - więc zgrożenie kradzieży
      raczej małe.
      Pozdrawiam,
    • Gość: Iza2 Re: Komórka w III kl. szkoły podstawowej? IP: *.k.mcnet.pl 26.04.04, 10:04
      90% rzeczy, które posiadają nasze dzieci to szpan. Nie rozumiem dlaczego część
      rodziców uwzięło sie akurat na komórki, które akurat dużo bardziej w życiu mogą
      się przydać niż hulajnoga, deska, discman, walkman, aparat fotograficzny, setki
      długopisów, markowe plecaki i tak bym mogła wymieniać w nieskonczoność
      • rispetto Re: Komórka w III kl. szkoły podstawowej? 27.04.04, 15:56
        Chociaż moja firma sprzedaje telefony komórkowe i jestem w to pośrednio
        zaangażowany, to nie wierzę własnym oczom, gdy czytam Wasze wypowiedzi. Ja
        jednak wyrosłem w czasach, gdy z wakacji pisało się do rodziców pocztówki, a
        rodzice po latach zdradzili mi, że dzwonili do wychowawców na koloniach, czy
        wszystko jest ok.
        Czy żadne z rodziców nie pomyślało o tym, jakie zagrożenia nosi ze sobą
        posiadanie przez maleńkie dziecko komórki ? Nie życzę żadnemu z nich
        konfrontacji z jakimś bandziorem, który je sterroryzuje, żeby zabrać ten
        telefon za 50 zł.
        Życzę otrzeźwienia i zadumy nad tym, czy dla dziecka i rodzica korzystniejsza
        jest komórka w rękach malucha, czy jakaś edukacyjna zabawka (na pewno nie
        komputer).
        • neronka Do Rispetto 27.04.04, 20:07
          Wolę aby moja 11 letnia córka miała byle jaką komórkę schowaną głęboko na szyi
          pod swetrem niż żeby nie było z nią kontaktu wogóle kiedy jest na podwórku.
          Ja tez wychowałam się w czasach pocztówek i braku telefonów komórkowych, ale
          czasy bardzo się zmieniły.
          Dzisiaj równie dobrze dziecko może być sterroryzowane czy zaczepione na ulicy
          za to że ma ładne buty czy firmowy plecak.
          A komórka daje mojej córce i mnie jako matce poczucie bezpieczeństwa
          (przynajmniej częściowe). W każdej chwili mogę ustalić gdzie jest i nie muszę
          się denerwować dokąd poszła. Czy jest za domem, czy koło domu koleżanki, a może
          u koleżanki, albo na placu zabaw któy jest jeszcze za innym domem?
          Widać nie masz dzieci bo nie rozumiesz że strata byle jakiej komórki za 50 zł
          jest nieistotna wobec poczucia bezpieczeństwa jakie ona daje.
          Ja żyję w dużym, polskim mieście, na osiedlu blisko lasu i w przypadku mojego
          dziecka nie jest to snobizm czy głupota ale wymóg (niestety).
          Pomyśl tez o tym zanim wystawisz taki osąd na temat rodziców kupujących
          telefony dzieciom.
          A nasze dobre, bezpieczne czasy z dzieciństwa nigdy nie wrócą.........
          • Gość: Rispetto Re: Do Rispetto IP: *.nsm.pl 27.04.04, 22:01
            Na początku proponuję, żebyś nie pisała o mnie rzeczy, o których nie masz
            zielonego pojęcia. Nie mam dzieci ? Uwierz mi, że wiem na pewno bardziej od
            Ciebie, co to znaczy mieć dziecko. Dlaczego tak myślę ? To nie miejsce na
            tłumaczenie tego, ale jeśli Cię to interesuje, to zapraszam na priv. Nie jest
            to oczywiście ocena, które z nas jest lepszym, czy gorszym rodzicem i które z
            nas bardziej o nie dba, czy je kocha. Nie w tym rzecz. Chodzi mi jednak o to,
            że nie liczy się to, że kiedyś nie było komórek, a były pocztówki. Było coś
            jeszcze: jak rodzice powiedzieli mi, że mam się bawić w piaskownicy na
            podwórku, to byłem tam, a nie gdzie indziej. Ufali mi i wiedzieli, że nie
            zawiodę ich zaufania. I to jest wg mnie sedno sprawy. Gdyby, nie daj boże, coś
            się stało Twojej córeczce, to ta komórka nie przyda się absolutnie na nic.
            Odpowiedz sobie na pytanie, co pomyślisz, gdy nagle okaże się, że komórka nie
            odpowiada i słyszysz sygnał "Abonent czasowo niedostepny"? Jak kiedyś
            usłyszałem taki komunikat w komórce żony, to okazało się, że po prostu
            wyczerpała się jej bateria, a gdy usłyszałem taki komunikat dzwoniąc do swojego
            kolegi, to okazało się, że kilka minut zginął pod kołami samochodu. Z tą
            komórką to trochę tak, jak z alarmem w samochodzie. Zabezpiecza Twoje sumienie,
            a nic poza tym.
            Nie uznaj tego, jako analogię dla Ciebie i Twojej córki, gdyż tak zdecydowałaś
            się ją wychować i jest to Twoja sprawa. Mi się to nie podoba i uważam, że dla
            mnie jest to rozwiązanie nie do zaakceptowania. Swojej córeczce pochyliłbym
            nieba, żeby tylko coś to dało i coś jej pomogło, ale kupowanie komórki, czy
            komputera na komunię jest dla mnie tak samo chore, jak robienie z tego
            wydarzenia uroczystości na miarę wesela. Zapomina się o treści promując formę.
            Żeby był blichtr i świecidełka, żeby wszyscy widzieli. A gdzie w tym dziecko ?
            Jego przeżycia ? Gdzie sedno ?
            Wracając do tematu - zgadzam się z Tobą, że czasy są inne, ale nie będę tym
            usprawiedliwiał startu w wyścigu szaleńców, w które powoli przemienia się
            rodzicielstwo. Nie będę kupował dziecku gadżetów tylko dlatego, że to
            jest "trendy" i "wszystkie dzieci w klasie to mają". Mam nadzieję, że jak
            dorośnie, to sama oceni, że jest to jej niepotrzebne do niczego i oddzieli
            ziarno od plew bez mojej pomocy. Na razie radzi sobie z tym nieźle na miarę
            swojego wieku i uważam to za nasz największy sukces "wychowawczy".

            neronka napisała:

            > Widać nie masz dzieci bo nie rozumiesz że strata byle jakiej komórki za 50 zł
            > jest nieistotna wobec poczucia bezpieczeństwa jakie ona daje.
            > Ja żyję w dużym, polskim mieście, na osiedlu blisko lasu i w przypadku mojego
            > dziecka nie jest to snobizm czy głupota ale wymóg (niestety).
            > Pomyśl tez o tym zanim wystawisz taki osąd na temat rodziców kupujących
            > telefony dzieciom.

            Pomyślałem dokładnie i moje zdanie możesz przeczytać wyżej. Nie wierzę, że
            wszyscy rodzice myślą tak samo.

            > A nasze dobre, bezpieczne czasy z dzieciństwa nigdy nie wrócą.........

            Szkoda i bardzo tego żałuję, ale nie dajmy się zwariować. "Za naszych czasów"
            było bezpieczniej, nie ma o czym mówić, ale nie popadajmy w psychozę strachu i
            zagrożenia. Nawet, jesli chodzi o własne dzieci, bo wg mnie robimy im krzywdę
            takim postrzeganiem świata i ucząc je tak go postrzegać.
            • Gość: Rispetto Re: Do Rispetto - dodatek IP: *.nsm.pl 27.04.04, 22:12
              Jedna z moich znajomych powiedziała jakiś czas temu, że żyjemy w tak chorych i
              niebzpiecznych czasach, że ona na pewno nie zdecyduje się na dziecko. Ryzyko,
              że zostanie narkomanem, zostanie napadnięte, zabite, padnie ofiarą pedofila lub
              innego zboczeńca jest zbyt duże, żeby spokojnie myśleć o macierzyństwie. To
              jest dopiero asekuracja i dbanie o bezpieczeństwo własnych dzieci smile
              Póki co trzyma się swojego postanowienia, a czy jest z tego powodu szczęśliwa ?
              Mówi, że jest.
              Neronka nie gniewaj się. Pomimo, że interes "komórkowy" to mój świat, to mam do
              tych urządzeń bardzo krytyczny stosunek. Tak samo, jak do innych
              elektronicznych gadżetów i zabawek typu lalka Barbie, czy Hi-many, Pokemony i
              wyjące pistolety. Wszystkie prezenty tego typu lądują u mnie w domu od razu w
              koszu na śmieci.
              Właściwie to powinienem się cieszyć, bo Twoja troska o dziecko przekłada się w
              jakimś stopniu na wysokość moich zarobków smile Wolę jednak normalność (w moim
              pojęciu).
              Miłego wieczoru
              Paweł
            • neronka Re: Do Rispetto 28.04.04, 10:23
              Ja mimo wszystko pozostanę przy swoim zdaniu i widze że nikt tu nikogo nie
              przekona.
              Może uciszam swoje sumienie ale wolę zabezpieczyć dziecko w każdy możliwy dla
              mnie sposób.
              Wg zasady której hołdujesz nie powinniśmy dzieciom kupować żadnych gadżetów i
              zabawek oprócz drewnianych klocków którymi my się bawiliśmy. Mimo wszystko
              czasy się zmieniły i postęp idzie do przodu.
              Jedni kupują dziecku firmowe adidasy za 300 zł a inni telefon komórkowy dla
              bezpieczeństwa.
              Życzę Ci abyś nigdy nie denerwował się o swoją córkę która poszła na dwór i np.
              bawi się w chowanego........
              pozdrawiam
              • agatka_s Re: Do Rispetto 28.04.04, 14:50
                A ja zgadzam się z Rispetto całkowicie.

                Niebezpieczeństwo komórki u dziecka polega na tym, że istnieje rynek
                kradzionych komórek (a nie istnieje kradzinych adidasów). Dziecko sms-ujące na
                ulicy, w autobusie jest bardzo łatwą ofiarą dla złodzieja, i cały dramat nie
                polega na tym, że straci się komórkę tylko na traumatycznych przezyciach
                dziecka które zostanie napadnięte (nawet jeżeli nie ucierpi fizycznie to
                psychicznie napewno, wiem bo miesiąc temu ukradziono mi samochód i mimo, że nie
                doznałam cielesnej ani finansowej straty bo samochód był w pełni ubezpieczony,
                straszny niesmak i dyskomfort psychiczny po tym wydarzeniu mam wciąż, nie wiem
                jak w takiej sytuacji moze się poczuć dziecko, brrrr).

                Jest jeszcze aspekt szpanerstwa, i tak jak jestem przeciwna szpanowaniu drogimi
                zabawkami itp, tak samo i mam awersję do szpanowania komórkami. Wolę,aby moje
                dziecko skupiło się na szpanowaniu swoja wiedzą, talentem (akurat taki ma), niż
                pozycją materialną swoich rodziców (no bo zaczyna się od najtańszego modelu na
                kartę, a apetyt potem rośnie, musi być tylko Nokia, musi być z kamerą cyfrową-
                wiem bo mam nastoletnią chrześnicę i widzę jak powoli jej się robi woda z
                mózgu). Z moją chrześnicą to jest nawet gorzej bo akurat rodziców nie za bardzo
                stać na takie ekstrawagancje i zaczynają się szantaże , krzyki i pretensje,
                bardzo to przykre jak sie tego słucha.

                Uważam, że komórka dziecku naprawdę jest bardzo długo niepotrzebna i nie należy
                się zbytnio z nia śpieszyć. Awaryjnie może być (są czasem takie ekstremalne
                sytuacje), ale dziecko nie powinno nią dysponować. Dziecko z którym rodzice
                mają dobry kontakt nie wymaga namierzania przez komórkę. Jak mówi, że wróci o
                ósmej to wraca, jak mówi, że jest u Iksińskiego to jest, a ja jako rodzic nie
                muszę go namierzać bo mam zaufanie. Ja używam komórki w sprawach służbowych i
                prywatnie mogę się całkowicie bez niej obejść a mam 30 kilka lat, więc myślę że
                kilkuletnie dziecko tym bardziej.

                Pozdrawiam

                PS

                Na zebraniu przed obozem wakacyjnym mojego syna tydzień temu, widziałam tatę
                jednej z uczestniczek, który wściekał się na organizatorów że w zeszłym roku
                zabronili brać komórek i ich córka była JEDYNĄ(!!!!!!) bez komórki i w tym
                roku "to po moim trupie ona komórki nie zabierze, dlaczego ma się czuć
                NAJGORSZA"...no comments (no moze tyle że mój syn z pewnością nie zabierze,
                moze właśnie aby się tak pozytywnie wyrózniać...)

      • Gość: Iza2 Re: Komórka w III kl. szkoły podstawowej? IP: *.k.mcnet.pl 28.04.04, 13:07
        SMSy od mojej córki z ostatnich dwóch tygodni:
        1.Wracam sama autobusem
        2.Czy moge iść do Asi po lekcjach
        3.Przeszłam do finałów
        Oczywiście mogłaybyśmy obie żyć bez tego, mogłybyśmy w inny sposób się
        komunikować, albo wogóle. Ale jak mi ktoś wytłumaczy, w której literce ten
        diabeł siedzi i się śmieje, to wyrzucę moją własną komórkę do kosza.
        A dodam na marginesie, że w szkole nie ma automatu, a dzwonić można tylko na
        telefony stacjonarne, w pilnych sprawach z sekretariatu
    • verdana Re: Komórka w III kl. szkoły podstawowej? 28.04.04, 22:04
      Siedzę i myślę - kto ma rację? Ja dziecku w III kalsie komórki nie kupiłam, bo
      uważam, ze w tym wieku to za wcześnie. Nie chodzi dalej samo niż na podwórko, a
      i to tylko wtedy, gdy są tam koledzy. I całkowicie popieram krytykę komórek nie
      tylko jako szpanu, ale co dla mnie gorsze - jako elementu nadzoru i kontroli.
      Zupełnie jednak inaczej oceniam komórki dla dzieci, które same już chodza po
      mieście - mogą nap. zadzwonić, ze się spóźnią. Komórki moim nastolatkom kupiłam
      po dniu, gdy mój syn jadąc z bardzo odległej szkoły ugrzązł w śniegu wraz z
      połową komunikacji miejskiej - i spóźnił się o 2 godziny - a do tego dnia nigdy
      nie spóźnił się nawet o minutę. Uważam, ze należy wykorzystywać współczesne
      wynalazki - ostatecznie nasi pradziadkowie telefonu też nie mieli, nie mówiąc o
      samochodach, ale to jeszcze nie powód by je odrzucać.
      Nie mogę też zgodzić się z potępieniem np. komputerów. Nie wiem, czy zdajecie
      sobie sprawę, ze jeszcze przed wojną pedagodzy potepiali prowadzenie dziecka do
      teatru, kina i zbyt wczesne (przed 7 rokiem zycia)czytanie mu książek! Bo to
      rozbudzało wyobraźnię, prowadziło do chorób (od konwulsji do gorączki). A
      znalazłam i opis tego jak pewien chłopczyk po wysłuchaniu opowieści o Czerwonym
      Kapturku usiłował cioci rozpruć brzuch. Czy to czegoś nie przypomina. W dodatku
      mam wrażenia, ze wszelkie bezwzględne zakazy powodują tylko wieksze pragnienie.
      Ja też byłam ich zwolenniczką - np. żadnych zabawek militarnych dla synka. Aż
      do dnia, gdy zastałam w łóżeczku rozmarzonego czterolatka. Na pytanie o czym
      marzy odpowiedział "O karabinie maszynowym". Kupiłam - wolę, by miał i się nim
      znudził (co nastąpiło po 48 godzinach) niż marzył o nim.
Pełna wersja