Dodaj do ulubionych

spóźnienie na "zerówkę"

12.10.10, 19:17
W naszym przedszkolu "zerówka" rozpoczyna się o 8.00 i trwa 45 min. (jest to grupa łączona ze wszystkich zerówkowiczów przedszkolnych). Później dzieci maja normalne zajęcia w swoich grupach (są mieszane wiekowo).
Wczoraj spóźniliśmy się z dzieckiem dosłownie o 5 min. na tę zerówkę i pani prowadząca nie wpuściła już dziecka na zajęcia, musiało iśc do swojej sali (gdzie w tym czasie są dzieci młodsze).

Czy pani postąpiła słusznie?

Ja sama mam mieszane uczucia. Z jednej strony, takie spóźnienia dezorganizują pracę. Z drugiej strony - zajęcia są dla dzieci a nie odwrotnie.

A co wy myślicie?
Obserwuj wątek
    • indigo_kid Re: spóźnienie na "zerówkę" 12.10.10, 19:35
      Wg mnie pani postapiła prawidłowo.
      Zajęcia owszem są dla dzieci ale dla wszystkich, dlaczego reszta ma się wybijać z rytmu, bo Twoje dziecko się spóźniło?
      O 8 zaczynają, pani widzi ile ma dzieci, łączy w pary/grupy, rozdaje pomoce, dołączenie kolejnego dziecka po czasie dezorganizuje i reszta dzieci musi czekać zamiast realizować program.
      U nas szkoła jest zamykana na czas lekcji i spóźnienie oznacza w ogóle odczekanie do następnej przerwy, albo wizyta u dyrektora.
      Tam gdzie chodzę na fitness nawet przyjście o godzinie zero jest traktowane jako spóźnienie i nie wpuszczą mnie na zajęcia (bo już nie mam czasu na przebranie, wchodząc na trwające zajęcia rozpraszam, ktoś musi przerwać ćwiczenia, żeby się przesunąć i zrobić mi miejsce etc).
      Jeżeli spóźnianie zdarza ci się notorycznie to przeanalizuj co robisz nie tak, jeżeli okazjonalnie to cóż się stało, ze dziecko odczekało tej jeden raz w innej sali z innymi dziećmi.
    • panda74 Re: spóźnienie na "zerówkę" 12.10.10, 19:41
      Co to znaczy "zajęcia są dla dzieci, a nie odwrotnie"? To znaczy, że można wpadać, o której się chce, bo to "tylko" zerówka? Rodzice nie zdają sobie sprawy z tego, że dzieci w klasie jest 25-30 i jak każde zacznie się spóźniać, to naprawdę ciężko prowadzić zajęcia. Wystarczy, że codziennie spóźni się po kilkoro... a to - niestety - często się zdarza. Dają zły przykład innym dzieciom, tracą część zajęć, a nauczyciele czują się lekceważeni przez rodziców.
      Osobiście rozumiem tę panią.
      • massami Re: spóźnienie na "zerówkę" 12.10.10, 19:56
        U nas jest 10 dzieci w zerówce.

        Spóźniliśmy się po raz pierwszy i stąd moje zaskoczenie sytuacją.

        A pisząc że zajęcia są dla dzieci miałam na myśli np. taką sytuację, że wszystkie 10-ro dzieci się spóźnia 5 min. - i co wtedy? Nie będzie zajęć? wink

        Dodatkowo muszę napisać, że wszystkie dzieci są dojeżdżające i spóźnienie to nie kwestia lekceważenia zajęć czy nauczyciela, ale nieprzewidywalnej sytuacji na drodze (np. u mnie dzisiaj dodatkowy korek z powodu stłuczki).
        I chodzi mi o to, że w takiej sytuacji dziecko zostaje ukarane brakiem możliwości uczestniczenia w zajęciach, chociaż jeśli już mówimy o "winie", to jest to wina rodzica a nie dziecka.
        • panda74 Re: spóźnienie na "zerówkę" 12.10.10, 20:12
          Wy spóźniliście się po raz pierwszy, ale inni? Być może zdarza się to nagminnie i nauczycielka w końcu zmuszona była przyjąć taką postawę. Ma prawo.
          Myślę, że bardzo ważnym argumentem przeciwko spóźnianiu się jest nie tylko brak szacunku dla drugiego człowieka, ale też to, o czym napisała forumka powyżej - dezorganizacja zajęć, niejednokrotnie podzielenie już grupy na pary, rozdanie materiałów.
          Ale nie przejmuj się aż tak, każdemu się zdarza smile
          Pozdrawiam smile
          • verdana Re: spóźnienie na "zerówkę" 12.10.10, 22:19
            A dla mnie to karanie dziecka za winy rodzica. Dziecko jest pozbawione zajęć, zawstydzone - bo mama wyszła za późno, albo utknęła w korku.
            W szkole, gdy dzieci dojeżdżaja, a nawet i to niekoniecznie, nikogo nie odsyla się do świetlicy, bo spóźnił się 5 minut na lekcję. Dla mnie to absurd, wystarczy nauczyć spóźnione dziecko, ze ma wchodzic cicho, nie witać sie z kolegami i nie przeszkadzać.
            Nie przesadzajmy też z tym, ze nauczyciel nie moze poswięćić ok 30 sekund by wskazać dziecku miejsce i dać kredki i stronę do wypełnienia.
            Rozumiem też, ze dzieciom nie wolno wyjść do lazienki, bo to dezorganizuje lekcję?
            • afrikana Re: spóźnienie na "zerówkę" 12.10.10, 23:04
              Mam takie samo zdanie jak Verdana. No bez przesady - każdemu sią może zdarzyć. Nie wszystko jesteśmy w stanie przewidzieć. Co innego, gdyby to było nagminne - ale jeden raz 5 minut i odrazu wielki problem ???!!! Wam się nigdy nie zdarzyło spóźnić do pracy te pare minut ??? Odrazu out za drzwi albo dywanik u dyrektora ? Dla mnie to nie do przyjęcia. Jesli ktoś się spóźnia notorycznie - to rozumiem ostrzeżenie i jakieś umówione wcześniej konsekwencje. Ale odrazu taka kara i to dla małego dziecka ? czy możecie sobie wyobrazić jak ono mogło się czuć w tej sytuacji ? Dla mnie to szok. Trochę zrozumienia i wyrozumiałości.
              • magotka11 Re: spóźnienie na "zerówkę" 12.10.10, 23:35
                też uwazam, że to nie w porządku wobec dziecka. W końcu zajęcia są po to by czegoś nauczyć te dzieci, więc dlaczego z powodu 5 min ma tracić cale zajęcia? Bo Pani nie wygodnie? to jej praca żeby uczyć a nie odsyłać gdzieś indziej.
                Nie znaczy to, że można się spóźniać i przychodzić jak się chce - te same zasady co w szkole, w pracy, a jednak każdemu się zdaży.
              • scher Re: spóźnienie na "zerówkę" 13.10.10, 01:12
                afrikana napisała:

                > czy możecie sobie wyobrazić jak ono mogło się czuć w tej sytuacji ?

                No jak znów mogło się czuć? Chyba korona mu z głowy nie spadła?
                • afrikana Re: spóźnienie na "zerówkę" 13.10.10, 13:27
                  Czyli muszę ci to zobrazować, skoro sama nie potrafisz sobie tego zwizualizować....
                  Więc wyobraź sobie siebie jak pędzisz na zbity pysk z ręką na ramieniu do pracy, zdając sobie sprawę, że nie unikniesz 5 minutowego spóźnienia, które NIE WYNIKA Z TWOJEJ WINY, ZŁEJ WOLI CZY ZANIEDBANIA, ale jedynie siły wyższej, a Twój szef zatrzaskuje Ci drzwi przed nosem w obecności innych pracowników. Nie - korona ci z głowy nie spadnie. Ale komfortowo czuć się z pewnością nie będziesz.
                  • indigo_kid Re: spóźnienie na "zerówkę" 13.10.10, 14:05
                    afrikana napisała:
                    > Więc wyobraź sobie siebie jak pędzisz na zbity pysk z ręką na ramieniu do pracy
                    > , zdając sobie sprawę, że nie unikniesz 5 minutowego spóźnienia, które NIE WYNI
                    > KA Z TWOJEJ WINY, ZŁEJ WOLI CZY ZANIEDBANIA, ale jedynie siły wyższej,


                    Korek z powou kolizji nie nie należy do siły wyższej smile
                    To jest zdarzenie częste i do przewidzenia. Nie wychodzi się z domu na styk, modląc się, żeby nic po drodze nie wypadło i żeby tylko zdążyć na czas.

                    afrikana napisała:
                    a Twój s
                    > zef zatrzaskuje Ci drzwi przed nosem w obecności innych pracowników. Nie - koro
                    > na ci z głowy nie spadnie. Ale komfortowo czuć się z pewnością nie będziesz.


                    No mój szef mi nie zatrzaśnie drzwi przed nosem, ale nie policzy mi tej godziny (całej, choćbym się spóźniła 5 min) w wypłacie, lub będę musiała ją odpracować, czyli zostać w pracy o godzinę dłużej. Spóźniłam sie i ponoszę konsekwencje, świetnie to rozumiemy.
                    Co chciałaś zobrazować?
                    • afrikana Re: spóźnienie na "zerówkę" 13.10.10, 14:17
                      Naprawdę WSZYSTKO jesteś w stanie przewidzieć ??? Czyli mam rozumieć, ze NIGDY ci się nie zdarza spóźnić ?!? Jasnowidz ?

                      Ale twój szef cie nie wywali za drzwi z powodu jednorazowego spóźnienia !
                      Zostajesz dłużej w parcy ? OK! To niech dziecko zostanie 5 minut dłużej aby odrobić te "straszne zaległości" ! Ale wywalać i pozbawiać przysługującej mu edukcji ?! I to po jedym razie ? Skoro dziecku korona z głowy nie spadnie ,to tym bardziej nie spadnie biednej pani nauczycielce jak poświęci mu 5 minut. A jeśli się będzie powtarzać, to wtedy można działać kategoryczniej. Ale nie po jednym razie. Takie jest moje zdanie.
                      • indigo_kid Re: spóźnienie na "zerówkę" 13.10.10, 14:46
                        uff widzę, że Cię naprawdę ruszyła ta historia, bo zaczynasz krzyczeć i twój post ma agresywny ton.

                        afrikana napisała:

                        > Naprawdę WSZYSTKO jesteś w stanie przewidzieć ??? Czyli mam rozumieć, ze NIGDY
                        > ci się nie zdarza spóźnić ?!? Jasnowidz ?


                        Owszem zdarza mi się spóźnić, ale tak bardzo rzadko, ze pamiętam takie przypadki: pół roku temu miałam kolizję, wiec się spóźniłam do pracy (bo jednak załatwienie formalności typu spisanie protokołu kolizji zabierają trochę czasu). Zadzwoniłam do pracy i uprzedziłam, że nie przyjdę na czas, potem zostałam godzinę dłużej w pracy i tyle.
                        Spóźniłam się i poniosłam konsekwencję.
                        Wg Ciebie powinnam była się wykłócać z szefem, ze to nie była moja wina, że ktoś we mnie wjechał?

                        > Ale twój szef cie nie wywali za drzwi z powodu jednorazowego spóźnienia !
                        > Zostajesz dłużej w parcy ? OK! To niech dziecko zostanie 5 minut dłużej aby odr
                        > obić te "straszne zaległości" ! Ale wywalać i pozbawiać przysługującej mu edukc
                        > ji ?! I to po jedym razie ?


                        Trochę się pogubiłaś:
                        dziecko ten jeden raz nie uczestniczyło w zajęciach, nie było mowy o tym, że już w ogóle nie może przychodzić na zerówkę.
                        No i jak jest sens, żeby dziecko zostawało dłużej i odrabiało stracone zadania, kiedy inne dzieci przenoszą się już gdzie indziej do innych zajęć? To powoduje, ze znów będzie gdzie indziej spóźnione i tak się to spóźnienie jak domino pociągnie przez cały dzień.

                        A w ogóle gadanie o tej konkretnej sytuacji w kategoriach: "wywalać i pozbawiać przysługującej mu edukc> ji" jest dużą przesadą.

                        Skoro dziecku korona z głowy nie spadnie ,to tym ba
                        > rdziej nie spadnie biednej pani nauczycielce jak poświęci mu 5 minut.

                        Nie tylko pani, ale cała grupa traci.


                    • a.nancy Re: spóźnienie na "zerówkę" 13.10.10, 14:39
                      > Korek z powou kolizji nie nie należy do siły wyższej smile
                      > To jest zdarzenie częste i do przewidzenia. Nie wychodzi się z domu na styk, mo
                      > dląc się, żeby nic po drodze nie wypadło i żeby tylko zdążyć na czas.

                      nie wiem, gdzie mieszkasz, ale są miasta i dzielnice, gdzie taki korek może oznaczać obsuwę rzędu 30 minut. o której trzeba by wychodzić?
                      • indigo_kid Re: spóźnienie na "zerówkę" 13.10.10, 14:51
                        Jak często w drodze do pracy mijasz wypadki, które robią obsuwę 30 min?
                        • grocholica Re: spóźnienie na "zerówkę" 13.10.10, 15:40
                          Przynajmniej kilka razy w roku w Warszawie na każdej dojazdówce zdarzają się takie sytuacje. Znam osobiscie ludzi, którzy np. dojeżdżają z Radomia na spotkania i zdarzyło im się jechać zamiast 2 godzin - 5. Czy zawsze zatem mają wychodzić 5 godzin wcześniej?

                          A dodatkowo w Warszawie jest taki główny inzynier ruchy, który potrafi tak przeregulować światła na jednym skrzyzowaniu, że droga wydłuża się o 30 minut bez żadnej kolizji?

                          A w jakim mieście tak się nie dzieje, że zapytam odwrotnie?
                          • indigo_kid Re: spóźnienie na "zerówkę" 13.10.10, 16:00
                            grocholica napisała:

                            > Przynajmniej kilka razy w roku...

                            to taki wielki dramat, jeżeli kilka razy w roku spóźnisz się i poniesiesz w związku z tym konsekwencje? Tj dziecko autorki wątku?

                            Uważam, że dziecko, które nie potrafi sobie emocjonalnie poradzić z taką sytuacją (pomimo, ze rodzić wytłumaczył co się stało, i co będzie dalej w związku z tym) powinno się przejść do psychologa, bo to nie jest normalne podejście.



                            • ib_k Re: spóźnienie na "zerówkę" 13.10.10, 16:37
                              indigo_kid napisała:

                              > grocholica napisała:
                              >
                              > > Przynajmniej kilka razy w roku...
                              >
                              > to taki wielki dramat, jeżeli kilka razy w roku spóźnisz się i poniesiesz w zwi
                              > ązku z tym konsekwencje? Tj dziecko autorki wątku?
                              >
                              > Uważam, że dziecko, które nie potrafi sobie emocjonalnie poradzić z taką sytuac
                              > ją (pomimo, ze rodzić wytłumaczył co się stało, i co będzie dalej w związku z t
                              > ym) powinno się przejść do psychologa, bo to nie jest normalne podejście.


                              wiesz, głupoty piszesz takie że aż boli! sytuacja tego dziecka ma się nijak do sytuacji twojego pracownika, nikt nie ma prawa pozbawić dziecka możliwości uczestniczenia w zajęciach, ta prowadząca (trudno mi ją nazwać nauczycielką) wykazała się nie tylko brakiem elementarnej wiedzy z zakresu swoich obowiązków jak i zwykłą głupotą, na miejscu autorki po prostu złożyłabym na nią skargę...
                              • indigo_kid Re: spóźnienie na "zerówkę" 13.10.10, 16:44
                                przeczytałaś wątek? czy dla sportu wtrącasz swoje 3 grosze?
                                Nigdzie nie pisałam o swoim pracowniku smile
                              • scher Re: spóźnienie na "zerówkę" 16.10.10, 10:27
                                ib_k napisała:

                                > nikt nie ma prawa pozbawić dziecka możliwości uczestniczenia w zajęciach

                                W opisanej sytuacji moim zdaniem szkoła ma takie prawo. Uczy to dzieci obowiązkowości i punktualności, ma ważny cel wychowawczy. A treści zajęć uczeń uzupełni sobie w inny sposób.

                                Wyobrażam sobie nawet taki zapis w umowie w prywatnej szkole językowej:
                                Osoba spóźniająca się na zajęcia może nie zostać wpuszczona decyzją prowadzącego. W takim przypadku zwrot opłat nie przysługuje.
                  • scher Re: spóźnienie na "zerówkę" 16.10.10, 10:20
                    afrikana napisała:

                    > Więc wyobraź sobie siebie jak pędzisz na zbity pysk z ręką na ramieniu do pracy

                    No więc właśnie tak myślałem, że dokonujesz projekcji, przypisując każdemu bez wyjątku dziecku swoje odczucia, jakie myślisz, że miałabyś w takiej sytuacji.

                    Tym czasem dzieci raczej tak nie rozumują. Dziecko jest pod opieką matki i jeśli razem z nią spóźnia się do szkoły, to nie czuje za to odpowiedzialności i zdaje się na decyzje matki. Tak więc jeśli pani nie wpuszcza spóźnionych na zajęcia, to dziecko nie analizuje tego, tylko czeka, co matka mu każe zrobić w takiej sytuacji. A potem to robi - i tyle.
                    • afrikana Re: spóźnienie na "zerówkę" 16.10.10, 15:23
                      Tym czasem dzieci raczej tak nie rozumują. Dziecko jest pod opieką matki i jeśl
                      > i razem z nią spóźnia się do szkoły, to nie czuje za to odpowiedzialności i zda
                      > je się na decyzje matki. Tak więc jeśli pani nie wpuszcza spóźnionych na zajęci
                      > a, to dziecko nie analizuje tego, tylko czeka, co matka mu każe zrobić w takiej
                      > sytuacji. A potem to robi - i tyle.

                      Cos jak robot czy manekin ?

                      Jak rozumiem, piszesz o swoim dziecku, które najwidoczniej jest totalnie pozbawione swoich własnych odczuć. Mojej córce byłoby strasznie przykro, gdyby pędziła na swoje ukochane zjęcia, a pani wyrzuciałby ją za drzwi. Może twoje dziecko nie potrafi odczuwac albo wyrażać uczuć ? Niczego nie przezywa ? Nic nie jest dla niego ważne ? Nigdy nie jest niczym rozczarowane czy zawiedzione ? Zawsze czuje to co ty i robi dokładnie to co Ty mu mówisz, każesz ? Mojej jednak na wielu rzeczach zależy bardziej niż mi. I brak wstępu na swój ukochany balet czy inne zajęcia z powodu kilkuminutowego spóźnienia, byłby dla niej ogromną przykrością. Nie twierdzę, że WSZYSTKIM dzieciom na czymś zalezy, ale chyba jednak większości TAK. I wbrew pozorom, one tez przeżywają...nie mają już 2 lat, ale 6 i wszystko rozumieją. Mojemu dziecku zależy, Twojemu najwidoczniej nie. Tak też bywa...
            • iwoniaw Wina rodzica, owszem. I co z tego? 13.10.10, 09:32
              Niechże więc rodzic bierze to na klatę, a nie zwala na panią, że wredna.
              U nas w szkole dyrektor jeszcze na zebraniu przed wakacjami podkreślał, że owszem, szkoła jest sprawą dziecka a nauczanie zadaniem szkoły, ale rodzice nie mogą zrzucać z siebie odpowiedzialności, zwłaszcza za całkiem małe dziecko zaczynające edukację. I to na nich spoczywa obowiązek takiego zaplanowania i zrealizowania wyjścia z domu, żeby dziecko dotarło na czas. I oni powinni zadbać o to, by dziecko miało np. odpowiedni strój czy potrzebne przybory. Jeśli nie mają koncepcji, jak je wdrażać do np. pakowania tornistra, to szkoła może pomóc udzielając jakichś wskazówek, ale wszak wychowawczyni nie będzie codziennie wieczorem odwiedzać Jasia i Kasi i sprawdzać, czy zabrali kredki i zeszyty. Podobnie jak dyrektor ani pani z sekretariatu nie ma możliwości odpowiednio wczesnego obudzenia rodziny, przygotowania ubrań poprzedniego wieczora itd.
              Oczywiście, sytuacje awaryjne się zdarzają i każdy to rozumie, ale "awaryjny" to nie oznacza "na zakorkowanej codziennie 20h/dobę głównej arterii miasta znowu był korek o 7.00, co za niespodzianka i szok" ani "no wstajemy o 7.00 i tak się staramy, że naprawdę ciężko zrozumieć, jak to możliwe, że nie zdążamy na autobus o 7.05."

              I o ile na "normalne" lekcje pewnie dziecko byłoby bez problemu wpuszczone, o tyle w opisywanym przypadku jest to bardzo krótki czas - 45 minut i "dosłownie 5 minut" (w realu będące często raczej 8 minutami, więc uczciwiej wspomnieć o 10...) to już niemała jego część.
              Co do wychodzenia do toalety, to do tego służą, zdaje się, przerwy? Zdrowe dziecko 45 minut wytrzyma, chore powinno się leczyć, nieprawdaż?
              • afrikana Re: Wina rodzica, owszem. I co z tego? 13.10.10, 13:31
                Co do wychodzenia do toalety, to do tego służą, zdaje się, przerwy? Zdrowe dzie
                > cko 45 minut wytrzyma, chore powinno się leczyć, nieprawdaż?
                >
                A to chore, leczące sie dziecko ma również prawo chodzić do przedszkola czy szkoły, nieprawdaż ? Czy nie może ? skoro 5 minutowe wyjście do toalety ma zaburzyc całą lekcję całej klasie ??? Może indywidualny tok nauczania ?
                • indigo_kid Re: Wina rodzica, owszem. I co z tego? 13.10.10, 13:41
                  cudowna przypadłość forum, rozpatrujemy konkretny przypadek ale przytaczane są wszystkie możliwe odmienności i teoretyzowanie co było gdyby gruszki rosły na wierzbie, żeby tylko "moje było było na wierzchu".
                  Jest przedstawiona konkretna sytuacja i wypowiadamy się co o tej sytuacji myślimy.

                  Spóźnianie się jest ogólnie przyjęte jako w złym tonie, wyjście w trakcie zajęć to już inna kategoria i śmiem zauważyć, że tej sytuacji nie dotyczy. Ale też wszyscy (kto uczęszczał do szkoły itp) wiemy jak to jest traktowane przez prowadzących zajęcia.

                  Jeżeli dziecko jest chore, to przynosi karteczkę od lekarza, albo rodzic wyjaśnia pani, że dziecko musi często do toalety i wtedy uważam że jest załatwione.
                  • afrikana Re: Wina rodzica, owszem. I co z tego? 13.10.10, 14:23
                    cudowna przypadłość forum, rozpatrujemy konkretny przypadek ale przytaczane są
                    > wszystkie możliwe odmienności i teoretyzowanie co było gdyby gruszki rosły na w
                    > ierzbie, żeby tylko "moje było było na wierzchu".
                    odpowiedziałam na czyjeś teoretyzowanie. Nie ja poruszyłam tą kwestię jako pierwsza.

                    Jeżeli dziecko jest chore, to przynosi karteczkę od lekarza, albo rodzic wyjaśn
                    > ia pani, że dziecko musi często do toalety i wtedy uważam że jest załatwione.

                    czyli jak dziecko wyjdzie do toalety, to wtedy lekcja nie jest "zepsuta" i to 5 minut nie stanowi dramatu dla całej klasy, ale jak już przyjdzie te 5 minut później, to wszystko się wali ??? No normalnie cała lekcja legnie w gruzachbig_grin Łoo jeeejku...toż to wielki dramat.
                    • iwoniaw Re: Wina rodzica, owszem. I co z tego? 13.10.10, 14:56
                      Moje teoretyzowanie było odpowiedzią na teoretyzowanie Verdany, która pociągnęła problem spóźnienia do rozważania o wyjściu w trakcie do wc; co nie zmienia faktu, że dziecko chore albo siedzi w domu na zwolnieniu, albo ma kartkę od lekarza o konieczności specjalnego traktowania i problemu nie ma.

                      Czy lekcja legnie w gruzach od 5-minutowego spóźnienia? Otóż tak, jeśli nie ukróci się spóźnień odczuwalnymi karami do tego stopnia, aby były one rzeczywiście rzadkie i na skutek nagłych wypadków, wkrótce w gruzach legnie cała seria lekcji, a nie tylko jedna, bo jak widać zastęp mamuś, co to uważają, że to "tylko" chwilka (ponad 10% czasu), "tylko" raz (one, a pozostałe 20 osób?) itd., jest doprawdy imponujący.
                      • verdana Re: Wina rodzica, owszem. I co z tego? 13.10.10, 15:21
                        To nie jest teoretyzowanie - dzieci w zerówce i w pierwszych klasach są zdrowe, a mimo to wychodzą w czasie lekcji do wc - taki wiek. Nikt jakos nie twierdzi, ze nie sposób wobec tego prowadzić zajęć w najmłodszych klasach.
                        Powiem więcej, nawet moim uczniom-licealistom, zapewne zdrowym zdarzało się wyjscie do wc. I widzę, ze jakos całkiem doroslym ludziom też zdarza sięw wyjść do toalety z godzinnego zebrania, a jakoś nikt zebrania nie przerywa, ani nie zamyka sali na klucz.
                        • zuzanka79 Re: Wina rodzica, owszem. I co z tego? 13.10.10, 19:59
                          Właśnie przypomniała mi się lekcja pokazowa w klasie mojego syna. Jakieś 7 minut po przerwie pierwsze dziecko poszło do WC.
                          W ciągu lekcji tych dzieci było chyba czworo. Lekcja o dziwo się odbyła tongue_out
                          Nawet na końcu był krótki sprawdzianik ze zbiorów.
                        • asia_i_p Re: Wina rodzica, owszem. I co z tego? 16.10.10, 17:00
                          No, moi licealiści też czasem muszą iść do toalety w czasie lekcji. Tylko mnie już spada poziom tolerancji, ponieważ kiedy się zorientowali, że wypuszczam, to dużą przerwę przed moją lekcją zaczęli poświęcać na bilarda i nie marnowali jej na takie głupstwa jak pójście do toalety.
                    • indigo_kid Re: Wina rodzica, owszem. I co z tego? 13.10.10, 14:57
                      Tak, uważam, ze wyjście w trakcie zajęć jest mniej dezorganizujące i mniej nietaktowne niż spóźnienie się na te zajęcia.
                      Nie widzę sensu dalszego roztrząsania tego tematu i rozpisywania dla ciebie algorytmów na każdą ewentualność.
                      • verdana Re: Wina rodzica, owszem. I co z tego? 13.10.10, 15:22
                        Nietaktowne? Czy dziecko ma jakikolwiek wplyw na to, czy zostanie przyprowadzone taktownie o czasie, czy nietaktownie 5 minut później. Nie mowimy tu o ukaraniu rodzica, tylko dziecka - kompletnie przecież niewinnego i nie odpowiedzialnego za wlasne spóźnienie.
                        • jakw Re: Wina rodzica, owszem. I co z tego? 14.10.10, 12:49
                          Czasami jednak dzieci mają wpływ - zwykle negatywny - na czas dotarcia na zajęcia ...
                    • jakw Re: Wina rodzica, owszem. I co z tego? 14.10.10, 12:05
                      Afrikana, dzieci 5-6-letnich nie mogących "wytrzymać" 45 minut jest pewnie zdecydowanie mniej niż potencjalnych spóźnialskich z winy rodziców.
                      • afrikana Re: Wina rodzica, owszem. I co z tego? 14.10.10, 13:51
                        Mam inne doświadczeniabig_grin
                        Spóźnialscy to naprawdę odosobnione, pojedyńcze i sporadyczne przypadki, nikt przecież nie robi tego specjalnie i z premedytacją. Nie mam na lekcjach plagi spóźnialskich, raczej przychodzą wcześniej i czekają już pod drzwiami. Dzieciom (rozmawiamy o maluchach, nie gimnazjalistach) jest już i tak wystarczająco głupio kiedy wchodzą do sali po dzwonku. Naprawdę bardzo przepraszają i są zawstydzone. I zazwyczaj wpadają zdyszane biedactwawink
                        Natomiast wytrzymać siusiu dla takich maluchów, podczas gdy zjadły i napiły się podczas przerwy, jest czasmi trudno. Lecą do kibelka zaciskając kolanawink Co więcej, zdarzają sie przypadki, kiedy dziecko jest zmuszone wyjśc do toalety na kupkę a wtedy, to już chyba dramat wg niektórych, te biedactwa tracą może i z 10 mint lekcji ! No straszne...naprawdęsmile
                        • blfr Re: Wina rodzica, owszem. I co z tego? 14.10.10, 13:58
                          Mówimy, jak się zdaje, o dwóch sprawach. Pierwsza to wyjście do toalety, druga punktualność i poczucie obowiązku.
                          Trudno kwestionować wyjścia do ubikacji, choć dzieci w wieku 6-7 lat powinny już wiedzieć, że m.in. od tego są przerwy. Oczywiście nie dotyczy to osób chorych na zapalenie pęcherza czy żołądek.
                          Natomiast spóźnianie się nie powinno być akceptowane. Potem mamy spóźnialskich w teatrach, na wycieczkach, niepunktualnie przychodzących do pracy lekarzy, godzinami czekamy na kontrahentów itd.
                          Czym skorupka za młodu nasiąknie.........znacie?
                          • verdana Re: Wina rodzica, owszem. I co z tego? 14.10.10, 14:30
                            dzieci wiedzą. Tylko ich organizm jakos nie.
            • indigo_kid Re: spóźnienie na "zerówkę" 13.10.10, 12:54
              erdana napisała:

              > A dla mnie to karanie dziecka za winy rodzica. Dziecko jest pozbawione zajęć, z
              > awstydzone - bo mama wyszła za późno, albo utknęła w korku.


              nie przesadzasz?
              Jakie karanie?
              Wystarczy dziecku wytłumaczyć: "kochanie nie zdążyliśmy, zajęcia już się zaczęły, dzisiaj wyjątkowo pobawisz się tutaj z innymi dziećmi a potem dołączysz do swojej grupy".
              Uważam, ze to jak dziecko będzie się czuło w takiej sytuacji, w dużym stopniu zależy od tego, jak rodzić mu przedstawi zaistniałą sytuację. A ponadto dziecko ma lekcję: spóźniając się coś tracimy.
              Owszem spóźnienie nie zależało od niego ale to nie znaczy, ze cała grupa ma płacić za gapiostwo jednego rodzica.


              Dla mnie to absurd, wystarc
              > zy nauczyć spóźnione dziecko, ze ma wchodzic cicho, nie witać sie z kolegami i
              > nie przeszkadzać.


              Uważam, ze ta sytuacja jest bardziej zawstydzająca dla dziecka, wszyscy zwracają na niego uwagę, ze się spóźnił. Ja właśnie spóźniając sie na zajęcia na studiach w ogóle z nich rezygnowałam, bo nie znosiłam tego wejścia smoka (niby cichutko i niepostrzeżenie, ale jednak publiczność była a i wykładowcy często lubili taką osobą napiętnować, bo jednak wybijali się z rytmu).
              • indigo_kid Re: spóźnienie na "zerówkę" 13.10.10, 12:59
                a polecam obejrzenie filmu: "Kobieta na Marsie, Mężczyzna na Wenus" francuska komedia, tam trochę w krzywym zwierciadle jest pokazane jak traktuje się spóźnialskich smile
                Nie wiedziałam, żeby tamte dzieci były zestresowane. czy zawstydzone sytuacją.
    • blfr Re: spóźnienie na "zerówkę" 13.10.10, 09:48
      W czasie wakacji byłam na zorganizowanej wycieczce objazdowej i..... ten się spóźnił minutkę, tamten 5, jeszcze inny zagapił się i przez kwadransik czekał na niego cały autokar. Niby drobiazg, tylko kilkanaście minut.
      Dziś dziecko spóźnia się - z winy rodziców, korków, marudzenia- do przedszkola i "tylko" przeszkadza, jutro nie szanuje innych tak jak na tej wycieczce. Czego Jaś się nie nauczy tego Jan nie będzie umiał.
      Więc zamiast się oburzać warto wcześniej wstać biorąc pod uwagę róznego rodzaju przeciwności losu.
      Pozdrawiam. Belferka
    • lena99 Re: spóźnienie na "zerówkę" 13.10.10, 10:07
      IMO pani przesadziła z reakcją. Tym bardziej, że nie mówimy o notorycznym spóźnianiu się ale o sytuacji jednostkowej.

      W szkole mojego syna była podobna nauczycielka, za każde spóźnienie minus, za 3 minusy jedynka. Też same dowożone przez rodziców dzieci.
      Dodam, że pani mieszkała 3 przystanki tramwajem od szkoły; kto mieszka w polskim dużym mieście ten wie, o czym piszę.
      I tak wstawiała te jedynki aż pewnego tygodnia sama spóźniła się 3 razy pod rząd! Oczywiście nie z własnej winy, no ale przecież "nie tolerujemy spóźnień!", "trzeba wyjść z domu wcześniej!", "trzeba przewidzieć że będzie korek!" - to słowa pani sprzed własnych spóźnień wink - wszystko prawda, ale czasami pewnych sytuacji sie po prostu nie da zaplanować czy przewidzieć! Od tej pory pani już nie dawała minusów za spóźnienia - na własnej skórze doświadczyła, że życie nie jest takie czarno-białe.

      Na miejscu autorki poszłabym tę sprawę wyjaśnić. Zdaje się że nie ma żadnej podstawy prawnej aby spóźnionego dziecka nie wpuścić na zajęcia?
      • ib_k Re: spóźnienie na "zerówkę" 13.10.10, 10:22
        lena99 napisała:
        > W szkole mojego syna była podobna nauczycielka, za każde spóźnienie minus, za 3
        > minusy jedynka.

        zasadniczo nie ufam takim historyjką, ale jeżeli jest ona prawdziwa to kto zaakceptował taki WSO? nauczyciel nie powinien mieć prawa obniżać oceny z przedmiotu z powodu spóźnień, od tego jest ocena ze sprawowania
        • lena99 Re: spóźnienie na "zerówkę" 13.10.10, 10:31
          Historyjka, jak ją nazwałaś, jest na 100% autentyczna.
          To było w I klasie podstawówki mojego najstarszego syna - i mój debiut w roli rodzica ucznia. To tak gwoli wyjaśnienia, że coś takiego miało miejsce i żaden z rodziców nie protestował. Teraz jestem "weteranką" i już sie nauczyłam czytać i żądać przestrzegania wszelkich statutów i regulaminów szkolnych big_grin

          A obniżanie oceny za złe zachowanie na lekcji jest nadal praktykowane w szkole syna - to też chyba nie w porządku, prawda?
    • ib_k Re: spóźnienie na "zerówkę" 13.10.10, 10:19
      > W naszym przedszkolu "zerówka" rozpoczyna się o 8.00 i trwa 45 min. (jest to gr
      > upa łączona ze wszystkich zerówkowiczów przedszkolnych)

      nie rozumiem tego stwierdzenia, jeżeli jest to obowiązkowe roczne przygotowanie przedszkolne, to podstawa programowa powinna być realizowana 5 godz. dziennie, jeżeli tak jest, są to zajęcia obowiązkowe i nauczyciel nie ma prawa pozbawić dziecka uczestnictwa w nich

      napisz proszę co miałaś na myśli pisząc "zerówka"

      • afrikana Re: spóźnienie na "zerówkę" 13.10.10, 13:21
        nie rozumiem tego stwierdzenia, jeżeli jest to obowiązkowe roczne przygotowanie
        > przedszkolne, to podstawa programowa powinna być realizowana 5 godz. dziennie,
        > jeżeli tak jest, są to zajęcia obowiązkowe i nauczyciel nie ma prawa p
        > ozbawić dziecka uczestnictwa w nich
        DOKŁADNIE.
        > napisz proszę co miałaś na myśli pisząc "zerówka"
        Też się zastanawiam co to za godzinna "zerówka".

        • mamabasia Re: spóźnienie na "zerówkę" 13.10.10, 13:59
          Na początku było wyjaśnione. Grupy są mieszane rocznikowo. Zbierane sa sześciolatki realizujące program zerówkowy.
          • afrikana Re: spóźnienie na "zerówkę" 13.10.10, 14:27
            > Na początku było wyjaśnione. Grupy są mieszane rocznikowo. Zbierane sa sześciol
            > atki realizujące program zerówkowy.
            Co było wyjaśnione ? to, że mieszane nie ma nic do tego.
            Podstawa programowa dla "zerówek" to 5 godzin, nie 1. Więc zebrane 6-latki powinny mieć 5 godzin zajęć dziennie.
      • mamabasia Re: spóźnienie na "zerówkę" 13.10.10, 13:57
        W czasie owych 5 godzin dzieci musza też odbyć np. spacer, gimnastykę, angielski, plastyke. Dzieci nie siedzą 5 godzin przy książkach.
        • ib_k Re: spóźnienie na "zerówkę" 13.10.10, 14:11
          mamabasia napisała:

          > W czasie owych 5 godzin dzieci musza też odbyć np. spacer, gimnastykę, angielsk
          > i, plastyke. Dzieci nie siedzą 5 godzin przy książkach

          masz rację, przy dobrej organizacji jest to do zrobienia w tej formie
          • afrikana Re: spóźnienie na "zerówkę" 13.10.10, 14:31
            Już wiem o co chodzi, ale tym bardziej nie rozumiem zamieszania o te 5 minut.
    • massami Re: spóźnienie na "zerówkę" 13.10.10, 13:39
      Odpowiadam w jednym poście.

      Nie wiem czy to jest "obowiązkowe przygotowanie przedszkolne". Czy w ogóle jest w tym roku coś takiego, czy to nie będzie dopiero od 2012?
      To nie jest przedszkole publiczne, grupy są mieszane wiekowo (3-6 lat). Przed "reformą" był to autorski program "zerówkowy". I wyglądał tak samo tzn. poranne zajęcia dla 6-latków. Nie wiem jak to wygląda od strony formalnej.

      Moje dziecko było b. zawiedzione ponieważ uwielbia tę "zerówkę". Oczywiście wytłumaczyłam jak umiałam najlepiej.

      Spóźniliśmy się dokładnie, z zegarkiem w ręku (sprawdzałam czas na bieżąco!) 4 minuty.

      • ib_k Re: spóźnienie na "zerówkę" 13.10.10, 14:09
        massami napisała:
        > To nie jest przedszkole publiczne, grupy są mieszane wiekowo (3-6 lat). Przed
        > "reformą" był to autorski program "zerówkowy".

        szczerze mówiąc nie jestem pewna czy autorski program może być aż tak czasowo odmienny od podstawy programowej, obowiązkowe roczne przygotowanie przedszkolne (popularnie nazywane zerówką) dotyczyło i dotyczy wszystkich dzieci 6 letnich (od przyszłego roku5l)

        skoro jest to przedszkole niepubliczne tym bardziej nie rozumiem takiego zachowania prowadzącej, w tej sytuacji nie tylko pozbawiła twoje dziecko możliwości realizowania programu ale również pobrała opłatę za niezrealizowane zadanie, ja bym tego tak nie zostawiła...
        • afrikana Re: spóźnienie na "zerówkę" 13.10.10, 14:35
          skoro jest to przedszkole niepubliczne tym bardziej nie rozumiem takiego zachow
          > ania prowadzącej, w tej sytuacji nie tylko pozbawiła twoje dziecko możliwości r
          > ealizowania programu ale również pobrała opłatę za niezrealizowane zadanie, ja
          > bym tego tak nie zostawiła...
          Też tak uważam i z pewnością bym tego tak nie zostawiła.
    • mim288 Re: spóźnienie na "zerówkę" 13.10.10, 15:53
      Spóźnianie ocywiście nie jest chwalebne i dezorganizuje pracę, ale sie zdarza i nauczyciel powinien sobie z tym radzić - dzieciaka w pierwszej klasie i nastepnych chyba nie wyrzuci na cały dzień za drzwi z powodu spóźnienia. W przypadku spóźnień właściwa reakcja jest zwrócenie uwagi (w szkole przy powtarzających sie spóźnieniach obniżenie oceny z zachowania) a nie robienie przedstawienia na lekcji.
      Poza tym sory ale nie przekonują mnie argumenty o strasznej dezorganizacji pracy w przypadku spóźnienia jednego ucznia (częścia umiejętności nauczyciela powinno być radzenie sobie z takimi "dramatami").
      • grzalka Re: spóźnienie na "zerówkę" 13.10.10, 16:56
        Nienormalna kobieta- rozumiem niewpuszczenie na zajęcia notorycznie spóźniającego się licealisty, ale 6-latka? Żaden z podanych tu argumentów nie wydaje mi się wystarczająco sensowny, żeby tak postąpić- co w czasie tych 4 minut zrobili? Rozdali książki i kredki, ewentualnie usadzili dzieci przy stolikach. Faktycznie zajęcia zostałyby doszczętnie zdezorganizowane gdyby dołączyło spóźnione dziecko.....może ta pani ma jakieś zaburzenia i jak ktoś ją wytrąci z rytmu to już nie potrafi się pozbierać?
    • massami ciąg dalszy... 13.10.10, 19:08
      Rozmawiałam dzisiaj z przedszkolanką prowadzącą grupę mojego dziecka (to inna pani niż ta opisana wyżej) i okazuje się, że niewpuszczanie na zerówkę dzieci spóźniających się jest regułą ustaloną przez panie przedszkolanki.
      Na moją uwagę, że dziecku było przykro i że to ukaranie dziecka za winę rodzica, pani powiedziała "no trudno" i na tym rozmowa się skończyła.

      Nie wiem czy ciągnąć ten temat w przedszkolu dalej, czy też sobie odpuścić. Z jednej strony - nam się zdarza spóźnienie naprawdę sporadycznie więc wielkiej straty dla dziecka nie będzie. Z drugiej strony - takie ustalenie wydaje mi się niewłaściwe i "dla zasady" należałoby sprawę wyjaśnić.
      • verdana Re: ciąg dalszy... 13.10.10, 19:57
        Ja bym wyjasniła.
        Rozumiem nawet kary za spóźnianie się - ale na litość boska, dla RODZICA, nie dla dziecka, ktore jest absolutnie niewinne. Nie można stosować odpowiedzialnosci zbiorowej.
        Karanie np. finansowe za spóxnienia byłabym sklonna uznać. Nie wpuszczanie dziecka na zajęcia, a co za tym idzie pozbawianie go lekcji to zwykly skandal.
        • mrowka75 Re: ciąg dalszy... 15.10.10, 00:25
          ja bym pewnie wyjasniała dalej drogą kolejnych instancji
          n-l, dyrekcja przedszkola, kuratorium. Niech ktoś ustali, czy takie postępowanie n-la, czy też całej placówki przedszkolnej ma uzasadnienie w prawie oświatowym.
          Osobiście uważam to za przegięcie. Umowa między n-lkami, zamiast między n-lami i rodzicami, to już w ogóle IMHO granda. Bo się n-lki umówiły? A któż tu jest podmiotem nauczania? N-l w szkole nie ma prawa nie wpuścić ucznia na lekcję, ma święte prawo wpisać spóźńienie, a później przy ocenie ze sprawowania rozliczać z tych spóźnień. Nawet notorycznie spóźńiającemu sie licealiści. Spóźnienia mają nawet swoje graficzne oznaczenie w dzienniku szkolnym
      • magotka11 Re: ciąg dalszy... 13.10.10, 20:25
        Jeżeli jest to reguła ustalona przez wszystkie panie przedszkolanki to wypadałoby to wyjaśnić na zebraniu trójek klasowych, bo jedną osobę łatwiej zbyć aniżeli zastanowić się jak to rozwiązać inaczej.
      • anndelumester Re: ciąg dalszy... 14.10.10, 12:40
        A ja uważam, ze takie ogólne zasady są ok.
        W sumie trochę głupio, że panie w przedszkolu muszą wychowywać i uczyć zasad współżycia społecznego dorosłych ludzi. Rozumiem, że spóźnianie może się zdarzyć. Sporadycznie.
        Ale generalna zasada jest taka, że obowiązuje punktualność i szanowanie cudzego czasu i pracy.
        Nie wyobrażam sobie ani jako pracownik, ani jako pracodawca, buntu i fochów w ww. sprawie, (bo pracownik ma fantazję się spóźniać).

        Ale czego Jaś się nie nauczy itd.
        • magotka11 Re: ciąg dalszy... 14.10.10, 12:59
          Ale tu nie chodzi o spóźnianie przez całe życie do pracy czy wszędzie indziej tylko o te konkretne zasady w zerówce. Przez to, że dziecko się spóźniło parę min to ma nie uczestniczyć w zajęciach? Rozumiem olewa sobie, przychodzi na pół lekcji bo mu się nie chce, to niech nie chodzi, ale tu akurat jest inaczej. Dziecko jest w takim wieku, że jeszcze się nauczy. Zajęcia rozpoczęte, grupy podzielone to niech np. siedzi sam przy stoliku ale nie może tracić przez to zajęć. W końcu chodzi tam po to żeby się uczyć.
          • blfr Re: ciąg dalszy... 14.10.10, 13:11
            W jaki sposób się nauczy? Moim zdaniem nauczy się, ale olewania zasad punktualności. Niewpuszczenie na zajęcia jest przykrością i dla dziecka i dla rodziców. Następnym razem wstaną kwadrans wcześniej.
            • verdana Re: ciąg dalszy... 14.10.10, 13:53
              Dziecko nie wstanie kwadrans wczesniej, nie wyjdzie z domu wczesniej, jesli matka nie będzie chciala. szesciolatek nie decyduje o sobie.
              I punktualnosci to go nie nauczy, bo dziecko nie moze być w tym wieku punktualne, samo do zerówki nie pójdzie. Nauczy się natomiast, że istnieje zbiorowa odpowiedzalność - mama wyszła za późno, to wolno ukarać jej dziecko.
              • blfr Re: ciąg dalszy... 14.10.10, 14:00
                A może mama następnym razem wstanie wcześniej i wyjdzie wcześniej?
                Albo 6 latek nie będzie przez kwadrans zastanawiał się czy zielony czy czerwony szalik albo wieczorem spakuje plecak.
              • scher Re: ciąg dalszy... 16.10.10, 10:33
                verdana napisała:

                > Nauczy się natomiast, że istnieje zbiorowa odpowiedzialność - mama wyszła za późno,
                > to wolno ukarać jej dziecko.

                Moim zdaniem warto by też zreformować kolej. Jak mama wyszła za późno na pociąg, to maszynista powinien ją na peronie zostawić, ale dziecko wziąć.
                • verdana Re: ciąg dalszy... 16.10.10, 17:04
                  A jak pociąg się spóźnia, to nie pasażerowie dostaja zaswiadczenia do pracy - bowiem kolej nie uznaje za stosowne, aby pracodawca karał pasazerów za winy kolei.
                  dziwne, prawda? Mogli przeciez pojechać poprzednim pociagiem...
        • afrikana Re: ciąg dalszy... 14.10.10, 13:59
          ale w tym wątku nie chodzi o notoryczne spóźnianie się, tylko o jednorazowy przypadek. Jas powinien nauczyć się odróżniać te dwie sytuacje, bo potem Jan nie będzie umiał.
          A na dodatek, Jaś powinien nauczyć się także wyrozumiałości i zrozumienia dla szczególnych przypadków w pewnych sytuacjach. Bo potem Jan nie będzie potrafił zrozumieć innych i wyrośnie na kategorycznego zimnego człowieka pozbawionego empatii.
          • blfr Re: ciąg dalszy... 14.10.10, 14:17
            Czy w związku z tym należy uważać, że spóźnianie się jest ok?
            Że mama Jasia może z czystym sumieniem być niezorganizowana, bo empatyczna nauczycielka przymknie oko na spóźnienie?
            Jestem nauczycielką w liceum. Uczę nielubianego przedmiotu. Uczniowie wiedzą czego nie toleruję: ściągania, kłamstwa i niepunktualności. Uczeń, który nie rozumie może 20 razy przychodzić na konsultacje, poprawiać klasówki . Złapany na ściąganiu ma ciężkie życie. Nie wpuszczam na zajęcia spóźnialskich. I .... dwukrotnie zostałam nagrodzona uczniowską nagrodą Nauczyciela Roku. Jestem kategoryczna ale również empatyczna.
            • verdana Re: ciąg dalszy... 14.10.10, 14:50
              Alw o malych dzieciach nie masz zielonego pojecia.
              • blfr Re: ciąg dalszy... 14.10.10, 14:57
                Jakieś jednak mam. Jestem także matką. Co prawda nie malucha, ale nikt nie rodzi się nastolatkiem.
                • verdana Re: ciąg dalszy... 14.10.10, 15:03
                  I rozumiem, zę Twoje dziecko amo chodzilo do zerówki? I jesli Ty cos zawaliłaś, to mając lat sześć potrafilo samodzielnie to naprawić.
                  • blfr Re: ciąg dalszy... 14.10.10, 15:27
                    Gdy moje dziecko chodziło do zerówki i młodszych klas podstawówki nie pracowałam. Nie zawalałam terminów, nie spóźniałam się. Był to nasz wybór- skutkujący niższą emeryturą itd, ale coś za coś.
                    • verdana Re: ciąg dalszy... 14.10.10, 16:50
                      Ach, ach.
                      Rozumiem, ze wobec tego matki małych dzieci po prostu powinny wziąć z Ciebie świwetlany przyklad i zrezygnować z pracy, bowiem pieciominutowe spóźnienie co pewien czas jest tak istotne, ze kobieta nie powinna nawet mysleć o kontynuowaniu pracy zawodowej.
                      I wtedy dziecko zostanie ukarane na przyklad za brak kredek, na ktore niepracującej mamusi nie stać.
                      • blfr Re: ciąg dalszy... 14.10.10, 18:20
                        Pytasz co ja robiłam - odpowiadam. Nikogo nie namawiam do powielania tych czy innych wzorców, bo każda rodzina jest inna. Natomiast mam prawo wymagać i będę to robić respektowania ma moim poletku moich wymagań.
            • jakw Re: ciąg dalszy... 14.10.10, 19:11
              blfr napisała:

              > Że mama Jasia może z czystym sumieniem być niezorganizowana, bo empatyczna nauc
              > zycielka przymknie oko na spóźnienie?
              > Jestem nauczycielką w liceum.
              W przypadku Twoich uczniów mama Janka ma prawo być totalnie niezorganizowana...
            • afrikana Re: ciąg dalszy... 14.10.10, 22:06
              No widzisz i to tłumaczy dlaczego nie rozumiesz problemu. Ty masz doświadczenie z licealistami, od których pewnych rzeczy możesz wymagać, bo mają oni na to realny wpływ i sami muszą się wywiązywać ze swoich obowiązków. W takiej sytuacji postępuję podobnie. Od starszych dzieci i młodziezy wymagam więcej, postępuję surowiej i bardziej konsekwentnie. Młodszych dzieci nie karzę za przewinienia rodziców, bo uwazam że to nie fair. Spóźnienie jest dla nich karą samą w sobie. One z reguły to przezywają i odczuwają zawstydzenie. Zaznaczam, ze nie piszemy o NOTORYCZNYCH spóźnialskich, tylko o pojedyńczych, wyjątkowych przypadkach. W gorszych przypadkach rozmawiam sobie z rodzicami, ustalam powody nieustannych spóźnień, ostrzegam jakie będą konsekwencje i dopiero wtedy je wdrażam. Uważam, że wywalenie kogoś za drzwi z powodu 4 minut bez uprzedzenia, wyjasnienia i ustaleń w tej kwestii, jest grubą przesadą. Każdemu trzeba dać szansę...

              Ja mam doświadczenie w nauczaniu zarówno małych dzieci jak i gimnazjalistów czy licealistów. I widzę między nimi diametralną różnicę. I wiem, że maluchów nie można traktować jak kilkunastolatków. Oni się dopiero uczą i trzeba im tłumaczyć, ale też dać szansę a nie skreslać na wejściu za coś na co nie mają żadnego wpływu. To niesprawiedliwe.
          • anndelumester Re: ciąg dalszy... 14.10.10, 17:31
            Nie. Tu chodzi o zdziwienie zasadą , ze się nie spóźnia do zerówki.
            Oraz o wyjatkowy tupet mamusi, która zamiast się zawstydzić, że punktualność nie jest jej mocną stroną, i powiedzieć przepraszam, biegnie na skargę do kuratorium.Sic! Bo panie w przedszkolu stosują głupia zasadę - nie wolno się spóźniać i przeszkadzać.
            Ja nie wiem, czy zasady (bardzo elementarne) SV to jakaś wielka tajemnica? Sztuka jakaś?
            • verdana Re: ciąg dalszy... 14.10.10, 17:55
              Mamusia spóżniajaca się pierwszy raz, ktorej dziecko zostało za to pozbawione obowiazkowych zajęć ma prawo zapytać się kuratorium, czy jest to dozwolone.
              I nie jest.
    • ona30buntownik Re: spóźnienie na "zerówkę" 13.10.10, 21:14
      sad Niezły hardkor sad
      Też mam zerówkowiczkę w domu. Notorycznie spóźniamy się do szkoły (jestem kiepsko zorganizowana).
      Czasem wpadamy na śniadanie (zajęcia są zawsze po). Nikt nas nie wywala, nikt nie jest chamski.
      Gdyby spotkała nas taka przygoda jak autorkę wątku, poszłabym porozmawiać z dyrektorem.

      A potem bym miała wyrzuty sumienia, że byłam zbyt ostra....

      P.S.
      Moja córcia chodzi do placówki państwowej. To szkoła najlepsza w mieście i w czołówce w rankingu wojewódzkim. Akurat nasz rejon. Co za peszek tongue_out
      • blfr Re: spóźnienie na "zerówkę" 14.10.10, 12:10
        To może warto lepiej się zorganizować? Notoryczne spóźnianie się świadczy o tym, że lekceważysz innych- dziś przeszkadzasz pani w zerówce, jutro zmusisz wycieczkę, aby czekała na Ciebie w autokarze itd.
        Jestem nauczycielką matematyki w liceum. Nie znoszę spóźniania się bez względu na powód. Nie wpuszczam na klasówkę ucznia, który spóźni się choćby minutę- tłumaczenia korki itd nie przekonują mnie. Były skargi do dyrekcji i.....dyrektorka stanęła po mojej stronie. W zaprzyjaźnionej szkole ucznia nie wpuszczono na egzamin maturalny, bo spóźnił się o 3 minutki.
        Piszę o tym dlatego, że spóźnianie się jest wyjątkowo paskudną cechą, powszechną niestety i pobłażaną.Nie spóźnialskim, nie spóźnieniom. Spóźniając się uczysz tego samego córkę. Może się spóźniać inni poczekają.
        Przepraszam, że jestem niemiła, ale zastanów się.i
        • ib_k Re: spóźnienie na "zerówkę" 14.10.10, 14:21
          blfr napisała:
          Nie wpuszczam na klasówkę ucznia, który spóźni się choćby minutę- tłu
          > maczenia korki itd nie przekonują mnie. Były skargi do dyrekcji i.....dyrektork
          > a stanęła po mojej stronie.



          na szczęście takie [piii] nauczycielki i takie [piii] dyrektorki są w zdecydowanej mniejszości
          • blfr Re: spóźnienie na "zerówkę" 14.10.10, 14:25
            Czy na szczęście tego nie wiem. Obawiam się, że w ogólnym rozrachunku niestety.
            • verdana Re: spóźnienie na "zerówkę" 14.10.10, 14:55
              Akurat nie wpuszczenia na klasówkę LICEALISTY rozumiem. Licealista wie, że ma klasówkę, może tego dnia wstać na poprzedni autobus.
              Sześciolatek wczesniej z domu nie wyjdzie, choćby nie wiem jak był gorliwy.
    • duch_mariana Re: spóźnienie na "zerówkę" 13.10.10, 21:54
      Pani przesadziła. W końcu to nie pociąg, że ma rozkład i musi się go ściśle trzymać. Chociaż w polskich realiach nawet z tym bywa różnie. Przecież to tylko parę minut. Jakbyście się spóźnili na połowę lekcji to faktycznie nie ma się co wbijać, tylko przeczekać.
    • oneway9 Re: spóźnienie na "zerówkę" 13.10.10, 22:38
      klasyczne wariactwo... po pierwsze argument pani, ze to dzieci rozprasza jest bez sensu, one na szczescie w wiekszosci maja do tego jeszcze wlasciwy, luzny stosunek; to pania to rozprasza! po drugie jesli owa pani-cudnauczycielka ma wymyslona lekcja na 45 min to niech ja zaczyna o 10, a nie o 8; jesli uwaza zas, ze tym sprytnym sposobem przygotowuje dziecko do rygoru szkolnego to krotko - sloneczko za obrzydzenie dziecku szkoly juz w tym momencie i krzeselko zadumy coby sobie przemyslala; nadgorliwosc gorsza od faszyzmu
      • blfr Re: spóźnienie na "zerówkę" 14.10.10, 12:15
        Pozwól, że będę miała odmienne zdanie. Jest to nie tyle nadgorliwość co próba nauczenia punktualności. Czy "właściwy, luźny stosunek" do obowiązków , w tym punktualności, jest czymś dobrym? Nie!
        Tak samo punktualnie jak na pociąg czy samolot należy przychodzić na lekcje czy spotkanie z koleżanką.
        • jakw Re: spóźnienie na "zerówkę" 14.10.10, 12:45
          blfr napisała:
          > Tak samo punktualnie jak na pociąg czy samolot należy przychodzić na lekcje czy
          > spotkanie z koleżanką.
          No nie, nie tak samo. Na samolot należy przyjść 2 czy 3 godziny wcześniej ;-/
          • blfr Re: spóźnienie na "zerówkę" 14.10.10, 13:01
            A wiesz dlaczego? Dlatego, że muszą być zachowane procedury a na spóźnialskich nikt czekać nie będzie. Pociąg także odjedzie bez czekania na niepunktualnego pasażera, a koleżanka....poczeka. Może więc warto cenić tak samo własny bilet jak i czas koleżanki?
        • magotka11 Re: spóźnienie na "zerówkę" 14.10.10, 13:04
          Ale to jest dopiero zerówka a nie żaden pociąg czy liceum i można inaczej dziecko nauczyć punktualności a nie wywalać z zajęć.
          A na maturę nie mogą tak wpuścić żeby nie było podejrzeń o przecieki smile
          • blfr Re: spóźnienie na "zerówkę" 14.10.10, 13:09
            Obawiam się, że nie nauczysz punktualności w żaden inny sposób. Pogadanki, że to nieładne, niekulturalne nic nie dadzą. Człowiek albo punktualność wynosi z domu albo jest uczony w sposób bardzo drastyczny.
            Dlaczego licealista, który całe szkolne życie się spóźniał ma być o czasie na maturze?
            • magotka11 Re: spóźnienie na "zerówkę" 14.10.10, 13:52
              Dodrze licealista niech stoi za drzwiami bo inaczej się nie da i tak w większości spóźniają się z własnej winy, ale małe dziecko można nauczyć inaczej.
              A jak w waszej szkole spóźni się 5 min nauczuciel to rozumiem że lekcje są odwołane?
              Tylko nie pisz że się nie spóźnia żaden bo w to nie uwierzę.
              • blfr Re: spóźnienie na "zerówkę" 14.10.10, 14:04
                Tak jak pisałam - spóźnienia są powszechnie akceptowane i dotyczy to tez nauczycieli. Boleję nad tym, bo sama należę do ludzi punktualnych.
                Nie znam sposobu, aby przy niepunktualności rodziców w jakikolwiek inny sposób nauczyć punktualności 6-7 latka. Jeśli znasz to podziel się tą wiedzą.
                • jakw Re: spóźnienie na "zerówkę" 14.10.10, 19:59
                  Blfr, ja do dzisiaj pamiętam (a miałam wtedy lat 4 czy 5, a teraz przeszło 40) jak 2 kolegów z przedszkola płakało, bo "pani" krzycząc na nich kazała im się wytłumaczyć dlaczego się spóźnili. A potem jeszcze chyba w kącie stali. Twoje metody są być może akceptowalne w przypadku 16-latków, w przypadku 6-latków miałabym wątpliwości. Zresztą można sobie wyobrazić, że nauczyciel nie wpuszcza do klasy spóźnionego 10-latka (zwykle chodzi do szkoły sam). 10-latek zaczyna ślizgać się po korytarzu i trafia głową w kaloryfer. Nauczyciel będzie miał na karku nawet nie kuratora, a prokuratora...
                  • blfr Re: spóźnienie na "zerówkę" 14.10.10, 20:05
                    Po co krzyczeć? W życiu nie podniosłam na ucznia głosu.
                  • scher Nie jest to takie oczywiste 16.10.10, 10:45
                    jakw napisała:

                    > Zresztą można sobie wyobrazić, że nauczyciel nie wpuszcza do klasy spóźnionego 10-latka
                    > (zwykle chodzi do szkoły sam). 10-latek zaczyna ślizgać się po korytarzu i trafia głową
                    > w kaloryfer. Nauczyciel będzie miał na karku nawet nie kuratora, a prokuratora...

                    Przestań opowiadać głupoty, jakoby był tu jakiś automatyzm. Dziecko dostaje polecenie, że ma iść na świetlicę, a nie ślizgać się po korytarzu.
                    Nie widać tzw. normalnego (przeciętnego) związku przyczynowego między zachowaniem nauczyciela, a wypadkiem.
                • magotka11 Re: spóźnienie na "zerówkę" 14.10.10, 21:48
                  Jesteś pewna, że 6latka trzeba uczyć punktualności? on się nawet nie zna na zegarku. A do szkoły prowadza go rodzic.
                  • afrikana Re: spóźnienie na "zerówkę" 14.10.10, 22:12
                    > Jesteś pewna, że 6latka trzeba uczyć punktualności? on się nawet nie zna na zeg
                    > arku. A do szkoły prowadza go rodzic.

                    big_grin big_grin big_grin Cudownie to wszystko skwitowałaśbig_grin

                    Problem w tym, że niektórzy nie widzą kompletenie żadnej różnicy pomiędzy 6-latkiem a 16-latkiemsad
            • jakw Re: spóźnienie na "zerówkę" 15.10.10, 09:09
              A wiesz, że ja chodząc do podstawówki czy liceum nie spóźniłam się chyba ani razu? I nie miałam "bata" pt nauczyciel mnie nie wpuści.
              Co nie wpłynęło wcale na moją niepunktualność w późniejszym życiu.
    • massami Re: spóźnienie na "zerówkę" 14.10.10, 12:35
      Postanowiłam wyjaśnić tę sytuację.

      Zadzwoniłam więc do kuratorium i dowiedziałam się że choć nie ma zapisu w prawie oświatowym "wprost" nt. spóźniania się uczniów/zerówkowiczów, to jednak przedszkole/szkoła ma obowiązek umożliwić dziecku realizację podstawy programowej.

      Czyli innymi słowy, przedszkole nie może "nie wpuścić" na zajęcia z obowiązkowego programu.
      Może natomiast "nie wpuścić" na zajęcia dodatkowe - to może być uregulowane np. w statucie.

      Reasumując - porozmawiam z dyrektorką przedszkola, mam nadzieję że wykaże się zrozumieniem i obejdzie się bez straszenia skargą do kuratorium.
      • blfr Re: spóźnienie na "zerówkę" 14.10.10, 12:58
        Pozorne zwycięstwo. Postawiłaś na swoim, pokazałaś, że można się spóźniać.
        Porozmawiasz z dyrektorka przedszkola, ona z nauczycielkami. Będą prośby, żeby jednak wpuszczać spóźnialskich, bo choć kuratorium nic nie może zrobić to żaden dyrektor nie lubi się tłumaczyć, a żadna ( prawie) nauczycielka nie chce mieć wroga w swojej przełożonej.
        Tak więc pokazałaś, że "racja" leży po Twojej stronie.
        Spóźniłaś się 4 minuty, mama Kasi spóźni 10 - bo jej braciszek rano marudził, mama Antosia 15, bo jest słabo rano zorganizowana, tata Basi 20 bo stał w korku, babcia Julki 30 bo uciekł jej autobus. Oczywiście każde dziecko będzie wchodziło na zajęcia i czy nam się to podoba czy nie, dezorganizowało pracę na pierwszej lekcji.
        Jeśli można się spóźnić z dzieckiem to czemu nie można później przyjść po dziecko? Ty tylko 4 minutki, mama Kasi 10- bo zagadała się z inna mama na placu zabaw, mama Antosia 15, bo za późno wyszła od kosmetyczki, tata Basi 20 bo zatrzymał go szef, babcia Julki 30, bo przeciągnęła się msza. Więc pani Dorotka czy Emilka zamiast w domu o 16.00 będzie odpowiednio później. Czyli czas pani Dorotki czy Emilki jest mniej ważny bez względu na to czy czeka na nią chore dziecko, czy sama ma wywiadówkę, lekarza, fryzjera. Co więcej - Twoja mała, Kasia, Basia, Julka, Antoś juz wiedzą, że można się spóźniać, że to nic takiego.
        I tylko może spotkać je przykrość gdy spotkają się ze mną na maturze. I nie pomogą tłumaczenia, że to tylko pół minutki. Zostaną za drzwiami z perspektywą zdawania egzaminu w terminie późniejszym i oczywiście możliwością pisania wszelkich możliwych skarg.
        Belferka
        • lena99 Re: spóźnienie na "zerówkę" 14.10.10, 13:15
          blfr napisała:

          > Pozorne zwycięstwo. Postawiłaś na swoim, pokazałaś, że można się spóźniać.

          Ja tak wcale tego nie odbieram.
          IMO autorka stara się wyjaśnić, szuka przepisów zanim pójdzie na rozmowę - imo bardzo ok. Przecież mogło się okazać, że spóźniać się nie wolno, i co? Ogłosiłabyś wtedy swoje "pozorne" zwycięstwo"? wink

          > Jeśli można się spóźnić z dzieckiem to czemu nie można później przyjść po dziec
          > ko?

          To imo chybione porównanie.

          > mama Kasi 10- bo zagadała się z inna mama na placu zabaw, mama Antosia 15, bo za późno wyszła od kosmetyczki, tata Basi 20 bo zatrzymał go szef, babcia Julki 30, bo przeciągnęła się msza.

          Dawno nie czytałam tak seksistowskiej wypowiedzi. I Ty jesteś nauczycielką?
          Wstyd!

          > I tylko może spotkać je przykrość gdy spotkają się ze mną na maturze.

          Nie można porównywać matury do zajęć przedszkolnych! Troszkę zdrowego rozsądku.
          • blfr Re: spóźnienie na "zerówkę" 14.10.10, 13:47
            Są rzeczy zdawałoby się oczywiste, o których nie warto mówić. I do takich rzeczy należy to, że nie wolno się spóźniać. Brak punktualności - cecha paskudna - świadczy o lekceważeniu innych. Wiadomo, że spóźniać się nie wolno. Jednak ta , zdawałoby się, nie budząca wątpliwości prawda jest kwestionowana.
            Jeśli dopuszczamy spóźnienie poranne to czemu nie popołudniowe? Nie widzę różnicy.
            Wstydzić powinny się osoby spóźniające i akceptujące takie zachowania a nie piętnujące.
            I może właś5 mnie dlatego, że mam sporo zdrowego rozsądku i jako matematyk myślę logicznie potrafię przewidzieć konsekwencje. Oczywiście 5 minutowe spóźnienie na lekcję do przedszkola nie jest brzemienne w skutkach tu i teraz, ale jeśli wejdzie to w krew, a wejdzie jeśli nie będzie zdecydowanej reakcji, po latach takie samo spóźnienie może okazać się bardzo przykrym doświadczeniem. Tak więc nie brońmy niepunktualnych, nie pobłażajmy ich i piętnujmy olewanie czasu innych.
            • verdana Re: spóźnienie na "zerówkę" 14.10.10, 14:00
              Dzieko w tym wieku nie moze być punktualne, bo samo sie nie spóźnia. Nie powinno być karane za to, co kaze mu zrobic rodzic - za to, ze mama wstała za późno, za to, ze zapomniała przygotować białą bluzeczkę, za to, ze nagadała dyrektorce.
              Uznajesz odpowiedzialność zbiorową - chcemy zdyscyplinowac rodzica, WOLNO nam ukarać niewinne dziecko. czy uznałabys, ze jeśli Jaś się spóźnia, to wolno Ci ukarać Stasia, ktory sie z nim przyjaźni? Nie. A dziecko wolno ukarać, bo sprawiedliwość wobec dzieci nie działa. Karzemy dziecko, zeby zrobić mu przykrość, aby mama sie tym zmartwila i żeby za posrednictwem krzywdy dziecka zdyscyplinować mamę. IMO - obrzydliwość.
              • blfr Re: spóźnienie na "zerówkę" 14.10.10, 14:07
                No to dalej pobłażajmy sad jeśli nie możemy karać. Czy uważasz, że spóźnianie się jest eleganckie? Czy nie drażni Cię, że musisz czekać na osoby będące na bakier z zegarkiem i tracić swój czas? Jaś spóźniając się karze Stasia tylko jeszcze o tym nie wie. I nie wiedzą odpowiedzialni za jego spóźnienia.
                • verdana Re: spóźnienie na "zerówkę" 14.10.10, 14:13
                  W wypadku malego dziecka nie jest ani eleganckie ani nie. Jest zachowaniem kompletnie od dziecka niezaleznym. Podobnie można ukarać Malgosię, jesli na uroczystosci zerowkowe mama nie kupila jej białej bluzeczki. Niech się dziecko uczy, ze na uroczystosci trzeba przychodzić w stosownym stroju. A że nie ma na to zadnergo wplywu - cóż, to nie ma znaczenia. Ukarać warto zawsze. Nie pobłqażajmy dzieciom za winy rodziców - dzieci sa bezbronne i ich ukaranie jet łatwe i przyjemne - ukaranie rodziców jest trudniejsze, a porozmawianie z rodzicami zabiera - jakze cenny - nauczycielski czas.
                  Nie WOLNO karac nikogo za to, na co nie ma wplywu. Nie WOLNO karać nikogo za to, co jest winą kogo innego. Nie ma tu mowy o poblazaniu, bo jesli nawet nie wpuscisz dziecka ani razu na zajęcia, to ona o tak nie będzie mogło nic zmienić w swoim zachowaniu.
                  • blfr Re: spóźnienie na "zerówkę" 14.10.10, 14:23
                    Są dwie możliwości - karania lub pobłażania. Trzeciej nie widzę. I nie jest prawdą, że dzieci nie mają wpływu na spóźnienia.
                    Uogólniasz. Bardzo chętnie rozmawiam z rodzicami, bo mam rzadki luksus wolnego czasu. Nie mam dzieci w wieku szkolnym, nie muszę biec na korepetycje.
                • joa66 Re: spóźnienie na "zerówkę" 14.10.10, 14:18
                  A ja rozumiem belferkę. Spóźnianie się to brak podstawowego szacunku, a jeśli ktoś jeszcze pisze beztrosko, że spóźnia się notorycznie, bo jest niezorganizowany, to ręce opadają.

                  Pytanie tylko co można z tym zrobić w młodszych klasach, kiedy odpwoiedzialność za to ponoszą rodzice. Jakieś pomysły?
                  • blfr Re: spóźnienie na "zerówkę" 14.10.10, 14:24
                    Też chciałabym poznać te pomysły.
                    • verdana Re: spóźnienie na "zerówkę" 14.10.10, 14:29
                      W przedszkolu prywatnym po prostu dawałabym kary finansowe za czeste spóźnianie się. Jestem osobą, ktora nienawidzi spóźnień - i uwiezcie lub nie - nigdy! w zyciu się nie spóźniła. Ani razu. Jednak jestem w stanie zrozumieć, ze są korki, sytuacje losowe, ze małe dziecko ubrane do wyjscia czasem chce do toalety. Bez przesady - sporadyczne, naprawdę rzadkie spóźnienia nie są kataklizmem.
                      W innych przedszkolach nie zaczynałabym zajęć z zerówki punktualnie o ósmej, gdy sa korki.
                      Szkola mojego dziecka przesunęła poczatek zajęć na 8.15 likwidując zarazem większość spóźnień w klasach najmłodszych.
                      Ale karać dzieci za to, na co nie mają wpływu - po prostu nie wolno.
                      • blfr Re: spóźnienie na "zerówkę" 14.10.10, 14:36
                        U mnie w szkole lekcje zaczynają się o 8.15 i... nie ma to żadnego przełożenia na spóźnienia. Uczniowie nie spóźniają się natomiast na moje lekcje - w tym zerówki, które są o 7.25. Domyślasz się dlaczego?
                        • verdana Re: spóźnienie na "zerówkę" 14.10.10, 14:45
                          Dlatego, ze się Ciebie boją, bo dajesz kary za niewinność. Oczxywiscie, robienie krzywdy dziecku, aby zdyscypliniować rodzica działa doskonale. Tylko co z tego? Uczysz dzieci nie punktualnosci, a tego, ze sprawiedliwość nie istneje i ospowiedzialniość zbiorowa jest OK. To ja już wolę społeczństwo spóźnialskich, niż spoleczeństwo wychowane w takim nieposzanowaniu godności i prawa.
                          Nie ma z czego być dumnym, naprawdę.
                          • verdana Re: spóźnienie na "zerówkę" 14.10.10, 14:53
                            Doczytałam, ze uczysz licealistów.
                            Zlituj się, nie umiesz odróżnić 16-latka, ktory sam wstaje, sam przychodzi do szkoły i sam jest odpowiedzialny za swoje spóźnienie od szesciolatka, kompletnie zaleznego od mamy, tak samo odpowiedzialnej jak i nieodpowiedzialnej?
                            Licealistę można ukarać za spóxnienie, choć karanie za sporadyczne spóxnienia tych, co dojeżdżaja z daleka uwazam za absurd. Sześciolatka nie można ukarać za coś, na co nie ma żadnego wplywu.
                            • blfr Re: spóźnienie na "zerówkę" 14.10.10, 14:56
                              16-19 latek będzie bardzo zdziwiony, że ktoś ośmielił się go ukarać, bo przez wiele lat w przedszkolu, podstawówce, gimnazjum spóźniał się i uchodziło mu to na sucho. A tu- klapa.
                              • verdana Re: spóźnienie na "zerówkę" 14.10.10, 16:54
                                No oczywiscie. I daltego należy także wymagać od szesciolatków, aby same kupowały sobie zeszyty i książki, pamiętały, kiedy mają szczepienia, wracały samodzielnie do domu, płaciły regularnie za nadprogramowe wycieczki - bo potem w liceum będzie zdziwienie, ze tego nie potrafią. Wiadomo, ze szesciolatek powinien umieć to samo i być tak samo samodzielny jak licealista. I za to samo karany.
                                • blfr Re: spóźnienie na "zerówkę" 14.10.10, 18:24
                                  Albo nie rozumiesz, albo się ze mną droczysz dla zasady.
                                  6 latek powinien z rodzicami kupować książki i zeszyty, ale także wiedzieć, że zeszyt mu się kończy i będzie potrzebny następny.
                                  Jeżeli nie nauczymy odpowiedzialności w skali mikro nie nauczymy w makro. I nie dziwmy się, że potem są problemy w szkole, na studiach, w pracy.
                                  • mama_kotula Re: spóźnienie na "zerówkę" 14.10.10, 18:34
                                    Cytat
                                    6 latek powinien z rodzicami kupować książki i zeszyty, ale także wiedzieć, że zeszyt mu się kończy i będzie potrzebny następny.


                                    A czytala cokolwiek o rozwoju 6-latka, czy już od studiów zapomniała?

                                    Ja też byłam taka mundra i takie światłe idee kultywowałam. A potem miałam na stanie siedmiolatka, który owszem, starał się pamiętać, ale pamiętanie o wszystkim w przypadku siedmiolatka jest niefizjologiczne i niemożliwe. I owszem, to RODZIC jest odpowiedzialny za to, aby PRZYPOMNIEĆ dziecku, że kończy mu się zeszyt. Aczkolwiek długo musiałam się do tego przekonywać. Przypominam, mówimy o 6-latkach.
                                    Moja sześciolatka sama pakuje plecak do szkoły. Sprawdzam wieczorem, jeśli czegoś nie ma, to rano dopakowuje. Nie puszczam już do szkoły na zasadzie "ha, nie pamiętała o kredkach, niech ponosi konsekwencje". To jest SZEŚCIOLATEK. Który dopiero STOPNIOWO się wdraża do obowiązkowości.
                                    • joa66 Re: off topic 14.10.10, 18:42
                                      A nie wystarczy mieć zapasu zeszytów w domu - nie psują się, jeść nie wołają...smile
                                      • mama_kotula Re: off topic 14.10.10, 18:53
                                        joa66 napisała:

                                        > A nie wystarczy mieć zapasu zeszytów w domu - nie psują się, jeść nie wołają...
                                        > smile

                                        Joa, to nie jest problem, ja zapas mam.

                                        Problemem jest to, że Blfr wymaga od 6-LATKA aby pamiętał o tym, że kończy mu się zeszyt.
                                        Cały wic w tym, że ten 6-latek musi również pamiętać o tym, że na dzisiaj ma przynieść kredki, zrobić szlaczek, przygotować jesienne liście i nauczyć się opowiadać o zawodzie swojej mamy. Oraz o tym, że trzeba mieć strój na wf, farby...
                                        Blfr wymaga, aby ten sześciolatek o tym pamiętał. SAM. Bo czym skorupka za młodu...

                                        A ten sześciolatek się UCZY obowiązkowości. I zaręczam ci, większość sześciolatków nie zwróci uwagę na to, że kończy im się zeszyt. Od tego jest rodzic, aby zwrócił na to uwagę sześciolatka, aby mu przypomniał i aby dał mu ten cholerny zeszyt.
                                        • joa66 Re: off topic 14.10.10, 19:02
                                          Wymiana mysli jest nieco ..hmm chaotyczna poniewaz belfer nawet kiedy pisze o 6latkach ma w głowie swoich uczniów czyli licealistów.

                                          Ale w jednym ma rację , niestety - panuje zbyt duże przyzwolenie na spóźnianie, jest to wada niemal "twarzowa". A nauczyciele są bezradni.

                                          • blfr Re: off topic 14.10.10, 19:26
                                            Po lekturze tego wątku dochodzę do wniosku, że zasada "róbta co chceta" chyba wszystkim najbardziej odpowiada. Dostosowanie się do jakichś norm jest postrzegane jako zamach na wolność, brak empatii, tolerancji, posiadanie wyjątkowo autorytatywnego, wrednego usposobienia itd.
                                            Nikt nie wymaga od dzieci w zerówce planowania z miesięcznym wyprzedzeniem, ale można wymagać pamiętania, że trzeba przynieść kredki czy kolorowy papier. Bo jeśli tego nie będzie się wymagać uczeń dojdzie do wniosku, że może nie pamiętać o wypracowaniu w IV klasie czy zadaniach w gimnazjum. Wymagania są zwykle stopniowane w zależności od wieku.
                                            Przeczytajcie jakie jest zezwolenie na brak poszanowania cudzej własności intelektualnej, kupowanie prezentacji maturalnych, ściąganie, plagiaty. Podoba Wam się to? Jesteście dumne, że Wasze dziecko dostało 6 za Wasz rysunek, wypracowanie, zadanie zrobione przez tate po politechnice? To tylko pozornie inne sprawy.
                                            • jakw Re: off topic 14.10.10, 19:46
                                              blfr napisała:
                                              .
                                              > Nikt nie wymaga od dzieci w zerówce planowania z miesięcznym wyprzedzeniem, ale
                                              > można wymagać pamiętania, że trzeba przynieść kredki czy kolorowy papier. Bo j
                                              > eśli tego nie będzie się wymagać uczeń dojdzie do wniosku, że może nie pamiętać
                                              > o wypracowaniu w IV klasie czy zadaniach w gimnazjum.
                                              Litości, moja starsza o rzeczach typu plastelina, farby, kredki, blok, nowy zeszyt (bo stary się skończył) notorycznie przypomina sobie pakując plecak na następny dzień. Na szczęście młodsza używa niektórych ww gadżetów wink. O wypracowaniach czy zadaniach moja starsza latorośl nie ma zwyczaju zapominać. A od kiedy do szkoły chodzi sama - praktycznie się nie spóźnia (może ze 3 razy przez 3 lata). Gdy odprowadzał ją tata w II/III klasie - spóźniała się dość często. Tata sam do pracy się nie spóźnia. Ciekawe, prawda?


                                              > zadanie zrobione przez tate po politechnice?
                                              A ja pamiętam jak przeszło 20 lat temu koleżanka z klasy dostała 3 za rysunek techniczny zrobiony przez mamę architekt wink. A w tzw. referaty na tematy techniczne niektórzy wpisali kawałki Pana Tadeusza i dostali 5 - znaczy się, nikt tych prac tak naprawdę nie czytał i nie oceniał.
                                              • blfr Re: off topic 14.10.10, 19:57
                                                I co chcesz mi udowodnić, że są głupi nauczyciele? Są. Nie przeczę. Że tata może spóxniac się do pracy? Widocznie ma szefa, który to toleruje, jak przyjdzie inny może być gorzej.
                                                • jakw Re: off topic 14.10.10, 20:37
                                                  blfr napisała:

                                                  > I co chcesz mi udowodnić, że są głupi nauczyciele? Są
                                                  Jest gorzej: byli, są i będą. W dodatku do tego zawodu przeważa, niestety, selekcja negatywna.
                                            • mama_kotula Re: off topic 14.10.10, 19:52
                                              Cytat
                                              Przeczytajcie jakie jest zezwolenie na brak poszanowania cudzej własności intelektualnej, kupowanie prezentacji maturalnych, ściąganie, plagiaty. Podoba Wam się to? Jesteście dumne, że Wasze dziecko dostało 6 za Wasz rysunek, wypracowanie, zadanie zrobione przez tate po politechnice? To tylko pozornie inne sprawy.


                                              Ok. Jestem prosta, autystycznie zaburzona - pewnych rzeczy nie rozumiem i nie wiążę.
                                              Wyjaśnij mi proszę co to ma wspólnego z tematem wątku.
                                              • verdana Re: off topic 14.10.10, 19:55
                                                Bo jak ktoś spóźni się raz na pół roku o pięć minut, to znaczy, ze jest niemoralny.
                                                Proste.
                                                • mama_kotula Re: off topic 14.10.10, 20:00
                                                  verdana napisała:

                                                  > Bo jak ktoś spóźni się raz na pół roku o pięć minut, to znaczy, ze jest niemora
                                                  > lny. Proste.

                                                  Aha, faktycznie proste. Bo ja myślałam, w mojej naiwności, że Blfr zabraklo argumentów i zaczyna coś w rodzaju "a u was Murzynów biją, a każdy Polak to złodziej".
                                                  No, ale jak mówiłam, ja autystyczna jestem i niekumata.
                                                  • blfr Re: off topic 14.10.10, 20:06
                                                    Wątek się rozrósł , piszemy nie tylko o spóxnianiu ale i o wymaganiach. Kumasz?
                                                  • mama_kotula Re: off topic 14.10.10, 20:40
                                                    blfr napisała:

                                                    > Wątek się rozrósł , piszemy nie tylko o spóxnianiu ale i o wymaganiach. Kumasz?

                                                    Nie kumam, ale jak już pisałam, prosta jestem i mam zaburzenia ze spektrum autyzmu. EOT z mojej strony, jeśli chodzi o ten podwątek.
                                                    Równie dobrze mogłabym napisać o tym, że wymagać sie powinno od dziecka mycia zębów, nierzucania papierków na ulicy, a od dorosłego płacenia podatków. Niemniej, nie widzę potrzeby mnożenia bytów ponad miarę. Dlatego proszę o trzymanie się konkretów i nie wywlekanie kolejnych dział.
                                                • jakw Re: off topic 14.10.10, 20:38
                                                  verdana napisała:

                                                  > Bo jak ktoś spóźni się raz na pół roku o pięć minut, to znaczy, ze jest niemora
                                                  > lny.
                                                  Kiedys takich niemoralnych to się chyba u pręgierza stawiało?
                                              • blfr Re: off topic 14.10.10, 19:58
                                                To pomyśl.
                                                • jakw Re: off topic 14.10.10, 21:01
                                                  Wiesz, w I klasie LO miałam strasznie wymagającą nauczycielkę z matematyki. Grono pedagogiczne i rodzice uważali ją za świetną nauczycielkę, bo podobno dobrze przygotowywała do matury i miała iluś tam laureatów i finalistów olimpiad. Po prostu niezastąpiony w szkole człowiek-instytucja...
                                                  Jeśli chodzi o nasz punkt widzenia to myślę, że ucieszyłby przewielebnych - bo chyba każdy w klasie, zamiast myśleć nad zadaniem, modlił się o to, żeby jego nie spytała.
                                                  Mniej więcej pod koniec I czy na początku II klasy pani owa zapadła poważnie na zdrowiu, w końcu przeszła na emeryturę. A my mieliśmy jeszcze 4 nauczyciel matematyki, m.in szurniętego profesora z politechniki i panią nauczycielkę, która lubiła popijać to i owo na zapleczu. Fakt, trochę osób brało korki. Ale jakoś ta "super" nauczycielka nie była mi niezbędna do zdania matury czy dostania się na studia. Za to podejrzewam, że gdybym jeszcze trochę miała z nią lekcje matematyki to na studia wybrałabym kierunek zdecydowanie humanistyczny.
                                                  To tak odnośnie super nauczycieli uwielbianych przez grono pedagogiczne i rodziców wink
                                    • blfr Re: spóźnienie na "zerówkę" 14.10.10, 18:44
                                      Albo nie wdroży nigdy, gdy będą stale w tle rodzice.
                                      • mama_kotula Re: spóźnienie na "zerówkę" 14.10.10, 18:55
                                        blfr napisała:

                                        > Albo nie wdroży nigdy, gdy będą stale w tle rodzice.

                                        No i wracamy do punktu wyjścia.
                                        Sześciolatek, któremu rodzic pomaga pakować plecak, wyrośnie na nieodpowiedzialnego lenia, obiboka i niebieskiego ptaszka.
                                        Heloł. Świat nie jest czarno-biały.

                                        Swoją drogą, to ciekawe - na tym forum wielokrotnie zauważyłam, że osoby które wyrażają bardzo kategoryczne, generalizujące, uogólniające sądy, to przeważnie nauczyciele. Co więcej, nawet gdybys nie napisała, że jesteś nauczycielką, po lekturze kilku postów dałabym sobie obie ręce uciąć, że nią jesteś.
                                      • verdana Re: spóźnienie na "zerówkę" 14.10.10, 18:57
                                        Miedzy "stale w tle", a rodzicem, ktory wspomaga szesciolatka w początkach zerowki jest - delikatnie mówiąc - przpaść.
                                        Szesciolatek, zaczynający naukę ma zerowe doswiadczenie z radzeniem sobie. zakladasz, ze powinien od razu być odpowiedzialny za całkoształt swojej nauki, pamiętać o wszystkim, samodzelnie dążyć na czas, niezaleznie od zachowania matki i być karany, jesli rodzic czegos nie dopełni?
                                        Dzieci trzeba wdrazać do obowiązków, a nie zakladać, ze nauczy się je czegoś wymaganiami absolutnie niedostosowanymi do etapu rozwojowego.
                                        • blfr Re: spóźnienie na "zerówkę" 14.10.10, 19:03
                                          Uważam, że wychowywać dziecko trzeba od zawsze. Uczy się naśladując bliskich.
                                  • verdana Re: spóźnienie na "zerówkę" 14.10.10, 18:54
                                    Cóz, rodzic decyduje kiedy kupuje ksiązki. Zreszta kupowanie książek "razem" naprawde nic nie wnosi do wychowania. Zesztt - powinien powiedzieć, ze mu się konczy, ale jeśli mama zapomni kupic - to szesciolatek nic na to nie poradzi.
                                    • mama_kotula Re: spóźnienie na "zerówkę" 14.10.10, 18:58
                                      Verdano, na litość - myślisz że 6-latek który musi pamiętać o 150 różnych rzeczach w związku ze szkołą, będzie ZAWSZE pamiętał, aby przypomnieć rodzicowi, że mu się kończy zeszyt? No bez jaj. Rodzic jest od sprawdzenia i przypomnienia dziecku o tym. Przynajmniej w tym wieku.
                                      • verdana Re: spóźnienie na "zerówkę" 14.10.10, 19:36
                                        Nie, ale uwazam, ze przy spełnionym warunku "rozsadny nauczyciel" mozna to akurat zostawić szesciolatkowi. Najwyżej raz będzie pisał na kartce. Po trzech dniach sobie przypomni - a to akurat dobra nauka na przyszłość.
                                        Przy nauczycielu typu "wymagam, nie patrzac na to ile dziecko ma lat" oczywiscie sprawdzać trzeba.
                                        • mama_kotula Re: spóźnienie na "zerówkę" 14.10.10, 19:50
                                          O tak, odnośnie nauczycieli rozsądnych i nierozsądnych - u nas sytuacja była taka - kupiłam dziecinie box podręczników, nie doczytałam na liście, że potrzebne są jeszcze karty pracy. Mea culpa.
                                          Nauczycielka napisała mi w zeszycie prośbę o dokupienie. Do czasu dostarczenia (napisałam, że zamawiam przez net i że to kwestia tygodnia) - dziecko korzystało z kserówek. Dziecko lat 6.
                                          Myślę, że nauczyciel typu Blfr regularnie stawiałby mojemu dziecku minusy, do momentu dostarczenia kart pracy - taki mi się obraz z postów jawi, nic na to nie poradzę, być może się mylę. Stawiałby, co by skorupka za mlodu nasiąkała.
                                          • verdana Re: spóźnienie na "zerówkę" 14.10.10, 19:57
                                            Minusy to wersja optymistyczna. Jedynki+ nagana, oraz posadzenie dziecka oddzielnie, aby wiedziało, ze nioe przygotowuje się do lekcji, to jest wersja prawdopodobna. Bo szesciolatek ma być przygotowany do lekcji, inaczej zaburza prowadzenie zajęć.
                                            Przez wiele lat byłam nauczycielka - i zastanawiam się, co jest takiego w tym zawodzie, zę przyciąga sadystów.
                                            • blfr Re: spóźnienie na "zerówkę" 14.10.10, 20:01
                                              O sobie piszesz?
                                            • jakw Re: spóźnienie na "zerówkę" 14.10.10, 20:06
                                              verdana napisała:

                                              > - i zastanawiam się, co jest takiego w tym zawodzie, zę przyciąga sadystów.
                                              Władza...
                                              • blfr Re: spóźnienie na "zerówkę" 14.10.10, 20:07
                                                Oj nie kochana. Władzę i znacznie większe pieniądze to miałabym w firmie mojego męża.
                                              • jakw Re: spóźnienie na "zerówkę" 14.10.10, 20:19
                                                A czy ja twierdzę, ża akurat ty
                                                a) jesteś sadystką
                                                b) nauczycielką zostałaś dla poczucia władzy
                                                ????
                                                Nie sądzę, żebyś mogła przeprowadzić dowód takiego twierdzenia.
                                                Uważam cię za to za ( być może świetną) nauczycielkę licealistów, która jednak nie ma zielonego pojęcia o przeciętnych 6-7- czy 13-latkach...
                                          • blfr Re: spóźnienie na "zerówkę" 14.10.10, 20:00
                                            Nie, po prostu zaproponowałabym , aby matka za własne pieniądze skserowała karty pracy i byłoby po problemie. Natomiast nie kserowałabym sama za pieniądze szkoły, chyba, że jest na ten cel jakiś fundusz.
                                            • mama_kotula Re: spóźnienie na "zerówkę" 14.10.10, 20:37
                                              blfr napisała:
                                              > Nie, po prostu zaproponowałabym , aby matka za własne pieniądze skserowała kart
                                              > y pracy i byłoby po problemie. Natomiast nie kserowałabym sama za pieniądze szk
                                              > oły, chyba, że jest na ten cel jakiś fundusz.

                                              Nie ma specjalnego funduszu.
                                              Szkoła mi poszła na rękę, nie uznając tego za problem. Priorytetem było dobro dziecka - aby mogło pracować na lekcjach z innymi. Inna sprawa, że parę kserówek więcej to dla naszej szkoły splunięcie jakoby, ale nie w tym rzecz.

                                              Co robisz w przypadku, kiedy matka mówi, że nie ma pieniędzy na kserowanie (i faktycznie ich nie ma)? Karzesz dziecko za niewydolną finansowo matkę?
                                        • blfr Re: spóźnienie na "zerówkę" 14.10.10, 19:55
                                          Wymagam - adekwatnie do wieku. Nigdy nie uczyłam w podstawówce czy gimnazjum, ale nawet przedszkolaka można nauczyć pewnych pojęć matematycznych - nawet abstrakcyjnych - typu ułamki czy zbiory i potem wymagać tej wiedzy.Oczywiście na poziomie przedszkolaka i w sposób dla niego zrozumiały.
                                          Jeśli się tego nie zrobi, nie będzie wymagało już w przedszkolu to potem nie kto inny tylko uczniowie będą zbierać żniwo.
                                          Miałam przyjemność sprawdzać tegoroczne matury- wyjątkowo proste, bo matematyka po raz pierwszy była przedmiotem obowiązkowym. I choć wypadła lepiej niż można się było tego spodziewać wielu uczniów miało problemy z.....dodawaniem ułamków.
                                          Czy o to chodzi?
                                          • verdana Re: spóźnienie na "zerówkę" 14.10.10, 19:59
                                            Tak, bo jak wiadomo dodawanie ułamków bezposrednio wiąże sie z poblazaniem szesciolatkowi, ktorego matka nie dąży wyjść na czas z domu. Ulamki znają tylko dzieci matek zdyscyplinowanych i karnych.
                                            Szkoda, ze moje, choć jestem matką zdyscyplinowaną i karną - ulamków nie znają. Może dlatego,z ę do matematyki zniechęcił ich nauczyciel?
                                            • blfr Re: spóźnienie na "zerówkę" 14.10.10, 20:03
                                              To mieli pecha i złych nauczycieli, którzy nie potrafili wymagać, tłumaczyć. Być może byli mistrzami w pobłażaniu i empatycznymi ludźmi. A może sami spóźniali się i lekcje były farsą. Nie wiem.
                                              • verdana Re: spóźnienie na "zerówkę" 14.10.10, 20:10
                                                Nie, uczniowie się ich bali. Po prostu.
                                              • black_halo Re: spóźnienie na "zerówkę" 15.10.10, 08:24
                                                Tak jakos sie sklada, ze po przejsciu wszelkich etapow edukacji moge stwierdzic, ze mialam moze ze dwoch nauczycieli autentycznie z powolania gotowych do pracy z mlodzieza. Znacza czesc nauczycieli nienawidziala swojej pracy, niektorzy wprost powtarzali, ze ich sam pan pokaral taka glupia mlodzieza.

                                                Niestety ale nauczyciele sami sobie zapracowali na brak szacunku. Nauczycielem moze byc kazdy, naprawde kazdy niedorozwoj psychiczny, ktory jakos przejdzie przez studia a potem zrobi kurs pedagogiczny i braku lepszych pespektyw po biologii czy historii jakos po znajomosci dostanie sie do pracy w szkole. Idzie potem taki i sie cieszy. Mialam historyczne, mloda cizie zaraz po studiach ktora na pierwszej lekcjii w liceum rzucila dziennik i powiedziala, ze zapoznienie jedynka, za brak pracy domowej jedynka, za gadanie jedynka. Pol biedy bo mozna jakos sie nie spozniac. Za to gdy wzywala do odpowiedzi potrafila wyzywac ludzi od kretynow bo nie wiedzieli czyja kolonia byly Antyle.
                                          • jakw Re: spóźnienie na "zerówkę" 14.10.10, 20:13
                                            blfr napisała:


                                            > Jeśli się tego nie zrobi, nie będzie wymagało już w przedszkolu to potem nie kto inny tylko
                                            > uczniowie będą zbierać żniwo.
                                            Czy sugerujesz, że całą wiedzę aż do matury uczniowie mają opanować w przedszkolu wink))??


                                            > Miałam przyjemność sprawdzać tegoroczne matury-(...) wielu uczniów miało problemy
                                            > z.....dodawaniem ułamków
                                            A ja pamiętam jak na II roku studiów jak najbardziej ścisłych nagle okazało się, że około 20 studentów (oraz pan asystent) ma problem ze sprowadzeniem ułamków do wspólnego mianownika...Wszystkie te osoby zdały i maturę z matematyki i egzamin pisemny oraz ustny (chyba że ktoś był laureatem olimpiady matematycznej - tacy też tam byli wink )
                                            Nie sądź ludzi po okazywanej znajomości ułamków...
                          • blfr Re: spóźnienie na "zerówkę" 14.10.10, 14:54
                            Boją? Nie, raczej szanują. Młodzież, dzieci, zresztą dorośli też mają poczucie bezpieczeństwa wtedy gdy są im znane jasne zasady- co wolno czego nie, co jest dopuszczalne a co nie.
                            Moi uczniowie mogą sto razy źle odrobić pracę domową jeśli nie rozumieją- i nie zostaną ukarani pałą, natomiast pała będzie w 100% jeśli zadanie zostanie zrobione w zeszycie bez błędu a przy tablicy już nie. I chyba inaczej rozumiemy poszanowanie godności i prawa. Nikogo nie obrażam i nie pozwalam aby mnie ktoś obrażał. Nie spóźniam się i tego samego wymagam od innych. Mam prawo czegoś nie wiedzieć i daję to prawo innym.
                            • verdana Re: spóźnienie na "zerówkę" 14.10.10, 15:02
                              Tak, takie poczucie bezpieczeństwa mają osobowosci autorytarne. Młodziez i dorosli, bez autorytarnych zapędów potrafią być elastyczni i rozumieć, ze w zyciu zdarzaja się rózne sytuacje i jedna ocena dla wszyskich, jedno niewzruszone prawo, niezaleznie od okolicznosci - nie jest ani dobre, ani sprawiedliwe.
                              Wymagac od innych tego co od siebie? Cóż, na pierwszy rzut oka brzmi nieźle, na drugi - swiadczy o traktowaniu siebie jako wzorca, idealu, do ktorego kazdy powinien dążyć. Trzeba mieć wyjątkowo wygórowane mniemanie o sobie, by uznać sie za człowieka bez wad i uznać, ze wszyscy powinni być tak samo wspaniali. masz zaletę - OK. Nie wszyscy musza ją mieć. mają zapewne inne - na przyklad spóźnili się, bo mama poprosila o odprowadzenie brata do przedszkola.
                              Szczerze - nienawidze spóźnień, ale z dwojga zlego wolałabym dla moich dzieci nauczyciela, ktory nie nauczył by ich punktualnosci, ale nauczył elastyczności w myśleniu, a nie trzymania się sztywnych wzorcow i bezkrytycznego poszanowania władzy.
                              • blfr Re: spóźnienie na "zerówkę" 14.10.10, 15:23
                                Nigdy nie twierdziłam, że jestem bez wad. Natomiast są rzeczy, których nie akceptuję. I jest to m.in. poczucie obowiązku, punktualność, prawdomówność, uczciwość. Dużo? Jak widać we współczesnym świecie aż za wiele.
                                Odprowadzenie brata do przedszkola to rzecz chwalebna, ale albo trzeba to zrobić wcześniej, tak, aby się nie spóźnić, albo ponieść konsekwencje spóźnienia. Wybór należy do delikwenta.
                                • verdana Re: spóźnienie na "zerówkę" 14.10.10, 16:49
                                  Ale konsekwencji nie ponosi winny, tylko niewienne dziecko.
                                  Cenię w życiu bardzo wiele rzeczy, a sprawiedliwość chyba najbardziej. Cóż wart ideał, ktory nie ma poczucia sprawiedliwosci i sklonny jest ukarać jedną osobe dla zdyscyplinowania drugiej.
                                • ona30buntownik Re: spóźnienie na "zerówkę" 14.10.10, 18:13
                                  No tak.
                                  Skoro my się spóźniamy to na pewno moja 6letnia, niegrzeczna córka kłamie, nie ma poczucia obowiązku i nie jest uczciwa big_grin Zapewne zostanie galerianką, a potem młodocianą bandytką wink No bo to zła córka była tongue_out
                                  Powinna sama zasuwać do szkoły, żeby pani nie rozpraszać.
                                  Znam za to PUNKTUALNĄ dziesięciolatkę obgadującą do mnie koleżanki zanim te wyjdą z domu i kłamiącą własnej mamie prosto w oczy.
                                  Tak, z całą pewnością punktualność to sprawa priorytetowa i należy "dokopać" każdemu gnojowi co się spóźnia (matce się nie da, bo się broni skubana, no strach).

                                  Przepraszam, ale nie mogłam się powstrzymać. Sprawa dotyczy małej dziewczynki, która pierwszy raz spóźniła się 4 minuty na zajęcia w zerówce.
                                  Autorka zadała pytanie o to spóźnienie, a wątek rozrósł się do gigantycznych rozmiarów. Nauczycielka matematyki ze zbyt bujną wyobraźnią (albo coś palącą wink ) ma apokaliptyczne wizje.
                                  Troszeczkę więcej dystansu, zrozumienia i uśmiechu na co dzień życzę.
                                  Pozdrawiam smile
                                  • joa66 Re: spóźnienie na "zerówkę" 14.10.10, 18:31
                                    Nie.

                                    Ale jeżeli:

                                    "Też mam zerówkowiczkę w domu. Notorycznie spóźniamy się do szkoły (jestem kiepsko zorganizowana).
                                    Czasem wpadamy na śniadanie (zajęcia są zawsze po). Nikt nas nie wywala, nikt nie jest chamski.
                                    Gdyby spotkała nas taka przygoda jak autorkę wątku, poszłabym porozmawiać z dyrektorem.

                                    A potem bym miała wyrzuty sumienia, że byłam zbyt ostra.... "


                                    to jest to problem. Przede wszystkim w tym, że winny nie widzi problemu, który stwarza innym ( bo jest "niezorganizowany" ) ...ehhhh
                                  • blfr Re: spóźnienie na "zerówkę" 14.10.10, 18:37
                                    Dlaczego od razu bandytką czy galerianką? Może po prostu osobą nieliczącą się z innymi, z cudzym czasem, cudzymi sprawami?
                                    Jakże często tracimy czas - i nerwy- bo ktoś przyjdzie spóźniony na umówione spotkanie, wyczekujemy w kolejce na niepunktualnego lekarza czy cała grupa czeka na turystę-guzdrałę. Widząc Wasze wypowiedzi jeszcze bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że istnieje jakaś dziwna tolerancja dla braku punktualności a tym samym szacunku wobec innych.
                                    I brak umiejętności przyznania się do własnych błędów.
                                    Czy rodzice stawią się na dywaniku u dyrektora? Wątpię, bo brak punktualności to dla nich żaden problem. Kary finansowe też nie poskutkują, bo nie mają "umocowania" prawnego. Pozostawienie za drzwiami - jak najbardziej.
                                    Co więcej, gdyby spóźniający się turysta musiał wrócić do hotelu za własne pieniądze nie narażałby innych na oczekiwanie w autokarze aż on raczy przyjść.
                                    • joa66 Re: spóźnienie na "zerówkę" 14.10.10, 18:41
                                      " Kary finansowe też nie poskutkują, bo nie mają "umocowania" prawnego. Pozostawienie za drzwiami "

                                      pozostawianie za drzwiami tez nie ma umocowania prawnego...
                                      • blfr Re: spóźnienie na "zerówkę" 14.10.10, 18:47
                                        Czyli pat? Jeśli tak to jestem skłonna zacząć stosować takie same metody: spóźniać się, gubić klasówki, kłamać, przychodzić na lekcje nieprzygotowana itd. Wyrzucą mnie ze szkoły? Trudno. I tak, na szczęście, nie żyję z nauczycielskiej pensji. Tylko kto na tym straci? Uczniowie, którzy albo słabo zdadzą maturę albo popędzą na korepetycje.
                                        • jakw Re: spóźnienie na "zerówkę" 14.10.10, 19:32
                                          Blfr, wybacz, ale czy nie czujesz się przypadkiem zbyt niezastąpiona?
                                    • mama_kotula Re: spóźnienie na "zerówkę" 14.10.10, 18:44
                                      Cytat
                                      Kary finansowe też nie poskutkują, bo nie mają "umocowania" prawnego. Pozostawienie za drzwiami - jak najbardziej.


                                      To ja tu teraz skopiuję to, co mi napisała znajoma nauczycielka w temacie:

                                      Nauczyciel nie tylko jest nauczycielem ale i opiekunem dziecka, które akurat wg planu ma z nim zajęcia, więc nie ma czegoś takiego dla mnie jak nie wpuszczanie albo 'wyrzucanie' z klasy. Na takiego belfra jest kochana sposób, dziecko po wyproszeniu z klasy niech się 'przewróci' na schodach/korytarzu, oczywiście tak by nic się nie stało... i do dyry z tym się leci i do kuratorium... z kim dziecko miało lekcje? ano z panią X, pani X widziała dziecko, uczniowie potwierdzą, że chciało wziąć udział a pani nie wpuściła...
                                      • blfr Re: spóźnienie na "zerówkę" 14.10.10, 18:53
                                        Czyli według Ciebie godzić się na dyktaturę? Każdy przychodzi kiedy chce, na lekcjach nie ma porządku itd. Wiesz, może to i lepiej. Znacznie prościej jest przymknąć oko, byc empatycznym, tolerancyjnym, miłym i nie przepracowywać się. Ostatecznie maturę z matematyki - podstawowej- na 40% może zdać każdy idiota. Na 90 z rozszerzonej trzeba się trochę napracować a do tego potrzebne są pewne cechy.
                                        • mama_kotula Re: spóźnienie na "zerówkę" 14.10.10, 18:59
                                          No. Czyli znowu wracamy do punktu wyjścia. Albo czarne, albo białe. Żwirem o czołg.
                                          • verdana Re: spóźnienie na "zerówkę" 14.10.10, 19:37
                                            I jak widać - nieumiejetność dostrzezenia róznicy między szesciolatkiem, a pełnoletnim maturzystą jest jednak nie do przeskoczenia...
                              • ib_k Re: spóźnienie na "zerówkę" 14.10.10, 16:54
                                verdana napisała:
                                ......

                                mądre rzeczy....smile
                          • mama_kotula Re: spóźnienie na "zerówkę" 14.10.10, 16:37
                            verdana napisała:

                            > Dlatego, ze się Ciebie boją

                            Touché! smile
                            • joa66 Re: spóźnienie na "zerówkę" 14.10.10, 17:55
                              A jednak nikt (poza verdaną - kary finansowe za notoryczne spóźnienia w placówkach niepublicznych) nie podał rozwiązania problemuwink

                              Zgadzam się z tym co piszecie o tym czego robic nie należy w przypadku małych dzieci.

                              Ale co należy robić w przypadku notorycznego spóźniania? wink

                              Przyznam się, że ja pomysłow nie mam, a i pomysł verdany wątpliwy raczej...


                              To zadam pytanie pomocnicze. Czy szkoła/przedszkole może wymagać punktualności, czy jednak nie ma takiego prawa?
                              • verdana Re: spóźnienie na "zerówkę" 14.10.10, 18:02
                                Jako fanatyczka puntualnosci ja "wzywałabym" rodziców na dywanik. Może, wzywani do szkoly po raz dziesiaty, zastanowili by się, czy nie wychodzić wczesniej. Karty finansowe w przypadku przedszkoli prywatnych chyba bylyby możliwe - częśc przedszkoli ma takie kary dla rodziców, którzy spóxniają się po odbiór dzieci. W państwowych - niemożliwe, niestety.
                                Ale to dotyczy tylko notorycznych spóźnialskich - dałabym spokój osobom, ktorym zdarzy sie spóźnic raz na pół roku.
                                W klasie mojego syna jest chłopak, ktory ma do wyboru - być codziennie 40 minut wczesniej (kiedy szkoła jeszcze zamknięta), albo codziennie spóźniać się 10 minut. Pozwolono mu na spóźnienia, za wyjątkiem dni, gdy na pierwszej godzinie jest klasówka.
                                • joa66 Re: spóźnienie na "zerówkę" 14.10.10, 18:13
                                  Przypuszczam, że formalnie za spóźniony odbiór dzieci to nie kara tylko opłata dodatkowa. (tak jak za nadgodziny)

                                  Dywanik za notoryczne spóźnialstwo może byłby niezłym sposobem gdyby rodzice się stawiali. Ale jeżeli ktos wychodzi z założenia (notabene słusznego, ale naduzywanego), że szkoła jest dla dziecka a nie dziecko dla szkoły, to wątpię, że przejmie się wzywaniem przez dyrektorkę.


                                  Niestety tacy ludzie istnieją i bagatelizują problem , często sprawiając innym wiele kłopotu i psując im nerwy.

                                • mama_kotula Re: spóźnienie na "zerówkę" 14.10.10, 18:13
                                  Cytat
                                  Karty finansowe w przypadku przedszkoli prywatnych chyba bylyby możliwe - częśc przedszkoli ma takie kary dla rodziców, którzy spóxniają się po odbiór dzieci. W państwowych - niemożliwe, niestety.


                                  Jak niemożliwe? Czyżby nasze przedszkole działało niezgodnie z prawem?
                                  W naszym państwowym przedszkolu za notoryczne spóźnianie się po odbiór dziecka rodzic bulił 35zl za każdą rozpoczętą godzinę. Oczywiście, najpierw proponowano mu przedłużenie deklarowanego czasu przebywania dziecka w przedszkolu (np. nie do 16, a do 17) - jak nie chciał, to nie było zmiłuj.
                            • prosiaczekpl Re: spóźnienie na "zerówkę" 14.10.10, 18:04
                              Ponieważ temat mnie dotyczy jako matki i nauczycielki postanowiłam zabrać głos. Opinie Państwa są bardzo skrajne...
                              Z moich obserwacji wynika, że spóźniają się wciąż te sam dzieci. Z rozmów ze spóźnialskimi rodzicami wynika, że po protu rano się nie mogą ogarnąć- cieszę się, że są szczerzy przynajmniej smile. Dzieci, które spóźniają się przez wypadki losowe to góra 2 razy na semestr i to oczywiście nie ma wpływu na zajęcia, każdemu się zdarza i tyle.
                              Ja jestem z tych łagodnych i nigdy problemu nie udało mi się rozwiazać, cóz zaakceptowałam fakt, bo jak Państwo słusznie zauważyli nauczyciel nie ma rzadnych pomysłów jak sobie z tym poradzić. Rozmawiałam, prosiłam, tłumaczyłam nic, no może jeden się poprawił.
                              A piszę, żeby uświadomić. Problem jest duży i bardzo denerwujący- co dzień co najmniej 5 spóźnialskich - dziennik wypełniam dłużej- obecności, na pierwszej lekcji nie mogę zrobić pracy grupowej, sprawdzianu, dyktanda..a dzieci wtedy najlepiej pracują. Nie wspomnę, że tym spóźnialskim trzeba wytłumaczyć co aktualnie robimy, rozprasza kolegę z ławki, który już pracuje.
                              Jeśli maja Państwo pomysły jak to rozwiązać proszę napisać. Ja nie wiem.
                              Płacenie, pomysł kiepski dopiero by się zaczęli spóźniać na zasadzie płacę to mogę.
                              Jedyny skuteczny pomysł miał moja koleżanka po fachu przy akceptacji dyrektora. Powiedział rodzicom, że jak nie wyrabiają się na 8, to są miejsca w klasie na druga zmianę. Nie ma spóźnialskich. A jak czytam komentarze, ze spóźnianie to nic wielkiego to ręce opadają. Przepraszam, że się tak rozpisałam, ale temat mnie poruszył. Pozdrawiam.
                              • prosiaczekpl Re: spóźnienie na "zerówkę" 14.10.10, 18:15
                                oczywiście "żadnych" przepraszam, zbyt emocjonalnie podchodzę do takich postów i stąd błedy sad
                              • ona30buntownik Re: spóźnienie na "zerówkę" 14.10.10, 18:35
                                Ja mogę odpowiedzieć za siebie.
                                Skoro nauczycielka już pierwszego dnia wrzeszczy, na zebraniu ciągle krzyczy i zarzuca rodzicom kłamstwo, to ja nie szanuję takiej osoby. Jej pracy też. Jesteśmy dorosłymi ludźmi. Może jestem dziwna, ale oczekuję szacunku, rzeczowej rozmowy i wymiany argumentów.
                                A jak traktuje się mnie jak gó...arza, to rewanżuję się tym samym. Brakiem szacunku.
                                Pozdrawiam smile
                                • joa66 Re: spóźnienie na "zerówkę" 14.10.10, 18:38
                                  " Może jestem dziwna, ale oczekuję szacunku,"

                                  Wiesz, może warto zacząć od okazywania szacunku innym , np przez puntkualnośc, bez tłumaczenia się niezorganizowaniem....
                                  • ona30buntownik Re: spóźnienie na "zerówkę" 14.10.10, 19:24
                                    joa66 napisała:


                                    > Wiesz, może warto zacząć od okazywania szacunku innym , np przez puntkualnośc,
                                    > bez tłumaczenia się niezorganizowaniem....

                                    Byłam taktowna, kulturalna i miła. Baaaa, na początku przychdziłam przed czasem.
                                    Tylko nie widzę powodu traktowania z szacunkiem kogoś, kto nie rewanżuje się tym samym. Pani nauczycielka to jest jakiś lepszy gatunek człowieka? Szacunek się należy i już?
                                    Pani jest chamska, to i ja będę. Szybko się uczę wink jestem pojętna.

                                    P.S.
                                    Nauczycielki są tak "miłe", że niektórzy rodzice przenieśli swoje dzieci z tej zerówki.
                                    • blfr Re: spóźnienie na "zerówkę" 14.10.10, 19:29
                                      Piszesz o jednej konkretnej osobie. Nie znam jej, nie mam czegoś takiego jak chęć obrony nauczyciela tylko dlatego, że jest nauczycielem. Są różni. Ja nie mam zwyczaju zachowywać się po chamsku, natomiast wymagam.
                                      • ona30buntownik Re: A wracając do meritum sprawy 14.10.10, 20:57
                                        Malutka dziewczynka rozpoczynająca przygodę ze szkołą, spóźnia się po raz pierwszy 4 minuty, nie ze swojej winy. Zostaje wywalona z zajęć. To kara dla dziecka i w dodatku wielka niesprawiedliwość. (Na pewno szalenie polubi szkołę, panią.)
                                        Jak już uczymy zasad to nich WINNI zostaną ukarani. A kara niech będzie adekwatna do przewinienia. Nie może być tak, że z byle powodu ktoś jest okrutny w stosunku do dziecka (bo np. dziecku łatwiej dowalić i dorobić do tego ideologię).
                                        Tak się po prostu nie robi.
                                        Pani musiała wyprosić z sali mamę i dziecko. Naprawdę nie lepiej by było jakby mała usiadła przy stole, a pani za chwilę wszystko jej cichutko wytłumaczyła? Myślisz, że stosując nadmierny rygor i represje w stosunku do (niczemu nie winnego) dziecka sprawisz, że będzie fajną i uczciwą osobą? A porozmawiać z mamą na osobności nie można?

                                        Co do mnie.
                                        Piszę o "swojej" Pani, bo tylko ją znam i mogę się odnieść do sytuacji.
                                        Chcę rozwiać twoje wątpliwości: nie mam problemu z dotarciem na czas do pracy, na imieniny czy inne ważne uroczystości. I jakąś straszną patologią nie jestem.
                                        Ot, kwestia priorytetów.
                                        • mama_kotula Re: A wracając do meritum sprawy 14.10.10, 21:04
                                          Właśnie tak sobie pomyślałam, że u nas w szkole jest podobna sytuacja w pewnej kwestii.
                                          Dziecko, które nie ma mundurku, dostaje punkt ujemny (w szkole jest system punktowy zachowania, na wstępie 20p, można zbierać dodatnie i ujemne za określone rzeczy).

                                          I teraz myślę sobie - ten punkt ujemny dziecko dostaje za niewydolność rodzica, zgadza się? Bo sześciolatek może mamie przypomnieć, że mundurek ma być, ale sobie sam nie upierze, nie uprasuje...
                                          Pytanie - czy to jest w porządku, czy nie? Bo mam dylemat teraz. Serio.
                                          Z jednej strony - ok, regulamin szkolny mówi, że mundurek ma być. Z drugiej strony - niech no będzie sytuacja losowa, dziecko zapaprze kamizelkę od mundurku, matka wypierze, zima, wilgoć, kamizelka na rano nie wyschła. Druga, zapasowa, również wisi mokra na sznurku, wyprana dnia poprzedniego. Uwaga: nie mówię o notorycznym niedbalstwie pt. "a g...o mi zrobicie, zapomniałam dziecku wyprać mundurek, mam was gdzieś".
                                          I za co dziecko dostaje minus? Za niedopełnienie punktu regulaminu. Ale też za to, że matka nie wstała pół godziny wcześniej rano i nie dosuszała kamizelki żelazkiem. Cóż, niektórzy musieliby wstawać o 5. Ale może to jest ta KARA.
                                          Serio, nie wiem.
                                          • menodo Re: A wracając do meritum sprawy 14.10.10, 22:02
                                            I teraz myślę sobie - ten punkt ujemny dziecko dostaje za niewydolność rodzica,
                                            > zgadza się? Bo sześciolatek może mamie przypomnieć, że mundurek ma być, ale so
                                            > bie sam nie upierze, nie uprasuje...
                                            > Pytanie - czy to jest w porządku, czy nie? Bo mam dylemat teraz. Serio."

                                            To na pewno uderza w dzieci z niewydolnie wychowawczo rodzin.
                                            Z drugiej strony - daje to jakies pole do pracy z takimi rodzinami. Zawsze mozna zapytac mame jak to z tymi mundurkiem jest, co wlasciwie przeszkadza jej w tym, aby dziecko ten mundurek mialo codziennie; w czym jej pomoc?
                                            Moze te dwa -trzy minusiki na semestr nie waza bardzo na pozytywnej ocenie; moze jakimis "plusikami" ma szanse je odrobic? Jesli jest ich wiecej - trudno tu mowic o nieszczesliwym zbiegu okolicznosci; raczej - ze rodzice olewaja, ale w takiej sytuacji wychowawca powinien zapytac ich, dlaczego krzywdza swoje dziecko.
                                            • mama_kotula Re: A wracając do meritum sprawy 14.10.10, 22:14
                                              Cytat
                                              Moze te dwa -trzy minusiki na semestr nie waza bardzo na pozytywnej ocenie; moze jakimis "plusikami" ma szanse je odrobic?


                                              Problem w tym, że minusiki zdobyc jest bardzo łatwo, natomiast na plusiki trzeba się jednakowoż natyrać.

                                              Moje dziecko dostalo dzisiaj 2 minusiki za to, że powiedziało do kolegi "ciekawe, czy przyjdzie ta gruba Ala?". W uzasadnieniu było, uwaga, "przezywanie koleżanki". Że tak powiem, facepalm.

                                              Żeby zarobić jeden plusik, dzieciątko musi np. wziąć udział w konkursie szkolnym. Albo wykazać się "szczególną pomocą koleżeńską". Albo, przygotować nadprogramowe materiały na lekcję (wio, rodzicu, do roboty, z dnia na dzień masz dziecku przygotować zdjęcia budowli znanych architektów... jak znalazł będzie jako rekompensata za ten nieszczęsny minus za mundurek). Caly wic w tym, że ja szkołę kończyłam dość dawno i nie życzę sobie, aby MNIE ktoś wychowywał poprzez konsekwencje uderzające w MOJE DZIECKO.
                                              • joa66 Re: A wracając do meritum sprawy 14.10.10, 22:21
                                                Ciekawe też czy rodzice, przez których dzieci dostają uwagi, sa wypraszane z lekcji przepraszają swoje dzieci? I czy powinni?smile
                                                • mama_kotula Re: A wracając do meritum sprawy 14.10.10, 22:32
                                                  joa66 napisała:
                                                  > Ciekawe też czy rodzice, przez których dzieci dostają uwagi, sa wypraszane z le
                                                  > kcji przepraszają swoje dzieci? I czy powinni?smile

                                                  Ja przeważnie piszę w zeszycie do korespondencji, kiedy z czymś nawalę - że dziecię nie ma czegoś tam z mojej winy, bo zostałam zbyt późno poinformowana (zbyt późno = dzień wcześniej, dzieci ze szkoły wracają o 16, cały plan popołudnia mi się rozpi... przez to, że dziecko musi znaleźć na jutro zdjęcia budowli). I twardo, do upadłego proszę, aby informować o takich akcjach wcześniej. Naiwna optymistka jestem widocznie, bo powinnam zrobić wszystko, aby dziecku pomóc wink

                                                  Co do przepraszania - tłumaczę dziecince, gdzie leży problem, czasem fakt - przepraszam. Ale powoli się zaczynam łamać. Niestety. Bo u nas kwestia "obrywania" z reguly leży w nieprzygotowaniu materiałów jakichś tam.
                                                  • joa66 Re: A wracając do meritum sprawy 14.10.10, 22:39
                                                    Wg mnie to jest dosyć proste - moja wina (wiedziałam co JA powinnam zrobić -np uprać mundurek) to przepraszam dziecko. Jeżeli wina dziecka (bo np. zapomniało powiedzieć, że zgubiło kredki i potrzebuje nowych) - nie przepraszam. To wszystko przy założeniu, że zasady są znane.

                                                    p.s. Fakt, że większośc podobnych problemów nie mam, bo dziecko chodzi i chodziło do normalnej szkoły , a na dodatek przez ponad 8 lat ANI razu się nie spóźniło.
                                              • lena99 Re: A wracając do meritum sprawy 14.10.10, 22:26
                                                W szkole mojego syna jest identyczna sytuacja, i w kwestii mundurków, i w kwestii minusów.

                                                Mnie osobiście to strasznie denerwuje.

                                                I nie znalazłam jeszcze na to rady. Chyba nie ma żadnego sensownego rozwiązania jak tylko zdrowy rozsądek nauczycieli,ale to towar deficytowy więc niestety muszę o tym cho...m mundurku pamiętać. I to z wyprzedzeniem, bo co jak nie wyschnie?

                                                Żeby było weselej u nas można kupic mundurki tylko raz w roku więc jak dziecko trwale pobrudzi to z taką plamą chodzi, a jak wyrośnie to wygląda komicznie w takiej za małej bluzeczce big_grin
                                                • mama_kotula Re: A wracając do meritum sprawy 14.10.10, 22:36
                                                  Cytat
                                                  Żeby było weselej u nas można kupic mundurki tylko raz w roku więc jak dziecko trwale pobrudzi to z taką plamą chodzi, a jak wyrośnie to wygląda komicznie w takiej za małej bluzeczce big_grin


                                                  To witamy w klubie.
                                                  Kupiłam dzieciom mundurki rozmiar za duże, rękawy podszyłam. O ile rzeczy szyte na miarę można w ciągu roku u krawcowej domówić, o tyle np. kamizelek i polówek już nie. O ile polówkę mogę ewentualnie w necie znaleźć, to znalezienie JEDNOLITEJ granatowej NIESZTUCZNEJ kamizelki graniczy z cudem.
                                                  • lena99 Re: A wracając do meritum sprawy 14.10.10, 22:48
                                                    He, he, a ja w swej naiwności sądziłam, że nasza szkoła jest JEDYNA tak idiotycznie (nie)zorganizowana.

                                                    My nic nie możemy dokupić poza szkołą niestety, na bluzkach jest logo wyszywane.

                                                    Ale radzimy sobie jak umiemy kupując bluzki o rozmiar większe. I chyba wszyscy inni rodzice też tak robią.

                                                    I tak - na początku roku szkolnego dzieci chodzą z podwiniętymi rękawami i koszulki kończą się gdzieś w okolicach kolan.
                                                    Zimą mamy okres względnej stabilizacji - większość już "dorosła" do zakupionego rozmiaru.
                                                    Następnie wita nas wiosna - i gromadka uczniów w zbyt krótkich, by nie powiedzieć kusych, i dość obcisłych bluzeczkach.

                                                    Bo dodatkowo - te bluzki kurczą się w praniu!! AAAAAA!
                                                    Gdzie my żyjemy?!
                                                  • mama_kotula Re: A wracając do meritum sprawy 14.10.10, 22:59
                                                    Cytat
                                                    > He, he, a ja w swej naiwności sądziłam, że nasza szkoła jest JEDYNA tak idiotyc
                                                    > znie (nie)zorganizowana.


                                                    U nas na szczęście można logo do naszycia dokupić w szkole. To zawsze jakis plus wink

                                                    Za to np. szkoła nie przewidziła w swym geniuszu, że będą do niej uczęszczać 5- i 6-latki, które czasem, niespodzianka, noszą małe rozmiary. I koszulki na wf z drukowanym logo są od rozmiaru 122, które są DUŻE - akurat idealne na mojego dość sporego 7-latka. Natomiast moja mikrocórcia lat 6 nosi 104-110. W jej klasie jest mikrodziewczę lat 5, rozmiar 104. Ergo, panny nie mają koszulek regulaminowych - choć pani sprzedająca bardzo namawiała, aby wziać 122, która mojej córce wisi do kolan i może się nią 2 razy owinąć ;P
                                                    Koszulki szkoła zamawiała PRZED wakacjami, kiedy również były zamówienia na mundurki szyte na miarę, zatem szkoła ZNAŁA wymiary uczniów. Ot, idiotyzm. Albo i kasa - zapewne nie opłacało się zamówić kilku mniejszych sztuk. A szkoda. Ja osobiście wzięłabym z 5, bo te koszulki są ze świetnej bawełny i ładne są po prostu.
                                                • jakw Re: A wracając do meritum sprawy 15.10.10, 08:38
                                                  Jak dla mnie sprawa jest prosta. Są minusy za brak mundurka?- są. Są za chodzenie w brudnym mundurku?
                                                  • mama_kotula Re: A wracając do meritum sprawy 15.10.10, 08:41
                                                    jakw napisała:
                                                    > Jak dla mnie sprawa jest prosta. Są minusy za brak mundurka?- są. Są za chodzen
                                                    > ie w brudnym mundurku?

                                                    Jakw, no ja cię proszęęęę... big_grin
                                                    Dla idei mam puszczać brudne dziecko do szkoły? ;>
                                                    Chyba spróbuję big_grin. O ile z młodym to przejdzie, bo on ma w rzyci, o tyle córka nie będzie już tak chętna wink
                                              • menodo Re: A wracając do meritum sprawy 15.10.10, 08:45
                                                mama_kotula napisała:
                                                "Moje dziecko dostalo dzisiaj 2 minusiki za to, że powiedziało do kolegi "ciekawe, czy przyjdzie ta gruba Ala?". W uzasadnieniu było, uwaga, "przezywanie koleżanki". Że tak powiem, facepalm.

                                                Żeby zarobić jeden plusik, dzieciątko musi np. wziąć udział w konkursie szkolnym."

                                                Czyli co - jesli bedzie aktywny w wielu konkursach moze dalej pytac o gruba Ale? smile

                                                Moje dzieci w klasach 1-3 mialy dosc sensowne nauczycielki tzn. wymagajace, egzekwujace przestrzegania zasad, ale sprawiedliwe, dajace szanse na poprawe etc.; w sumie cieple i dobre kobietysmile
                                                Dzieci bardzo latwo sie ucza obowiazkowosci i tzw. kindersztuby jesli towarzyszy temu szacunek dla nich i tzw. ludzkie traktowanie; w kazdym razie akurat w przypadku moich dzieci takie metody okazaly sie skuteczne.

                                                W 4 klasie pojawily sie jednak nowe nauczycielki i mnostwo wychowawczych absurdow np. okazalo sie, ze dzieciak, mol ksiazkowy, mial obnizona ocene z zachowania za niekorzystanie z biblioteki szkolnej ( w domu jest spory ksiegozbior), co - jak uslyszylam- mialo go zmotywowac do czytania ksiazek...I syna, i po kilku latach sporo mlodsza corke, przenioslam do innej szkoly, bo w pewnym momencie granice mojej spolegliwosci zostaly przekroczone.

                                                • mama_kotula Re: A wracając do meritum sprawy 15.10.10, 09:11
                                                  Cytat
                                                  Żeby zarobić jeden plusik, dzieciątko musi np. wziąć udział w konkursie szkolnym."
                                                  Czyli co - jesli bedzie aktywny w wielu konkursach moze dalej pytac o gruba Ale? smile


                                                  Gwoli sprawiedliwości, w kryteriach przyznawania plusików jest punkt:
                                                  "Aktywna praca nad poprawą swojego zachowania".
                                                  Jak dla mnie mętny, niejasny - tym bardziej dla dziecka. Bo co oznacza "aktywna praca nad poprawą swojego zachowania"? CO ma dziecko zrobić?
                                                  Ok, konkretny przypadek, z Alą - czy jak dziecko więcej nie powie, że idzie gruba Ala, to dostanie plusik? Kiedy dostanie? Przez jaki czas ma nie nazywać Ali grubą? A może tak, hmm, plusik za przeproszenie Ali i zrobienie jej jakiejś przyjemności? Chyba naiwna jestem jednakowoż.

                                                  Cały ten system jest jak dla mnie mało motywujący. W kryteriach przyznawania plusów są bodaj 2 punkty wyjaśnione JASNO i KONKRETNIE. Udział w konkursie i przygotowanie nadprogramowych materiałów na lekcję.
                                                  "Nienaganne zachowanie podczas wyjść poza teren szkoły" - wyjścia, jak widać, w liczbie mnogiej. Ile razy dzieci muszą wyjść aby zarobić na plusik? Przezwać Alę wystarczy raz, aby dostać minusik, a ile razy trzeba wyjść, aby dostać plus? Tego dziecko nie wie. Ja też nie.

                                                  "Właściwe zachowanie na stołówce" - heloł? system punktowy to system punktowy, niech to będzie doprecyzowane - przez tydzień, dwa tygodnie, miesiąc?

                                                  Dla mnie to jest bez sensu. Z założenia ma to być tak, że dziecko nie wiedząc dokładnie, kiedy ma dostać plus i za co, będzie starać się zachowywać poprawnie ZAWSZE. A tu mina, proszę państwa. Zauważyłam wielokrotnie, że natychmiastowa motywacja pozytywna o wiele bardziej działa na dziecko, niż "zapracowywanie na punkty", czyli staranie się CIĄGŁE z niepewnością nagrody.
                                                  Czyli - dziecko zachowuje się dobrze na stołówce (podczas gdy wcześniej zachowywało się źle) - momentalnie, za ten jeden dzień dobrego zachowania dostaje plus. Dlaczego? Ano dlatego, że to dziecko ma lat 6 czy 7. I to dziecko nie myśli kategoriami "jak jeszcze 4 dni będę zachowywać się dobrze, to zarobię na plusik". Myśli "oo, dostałem plus, bo dzisiaj dobrze się zachowywałem. fajnie byłoby jutro też plus dostać". A w sytuacji, kiedy dziecko musi tydzień pracować na 1 plus - ok, poniedziałek jest super, wtorek jest super, w środę dziecko dostaje nagle małpiego rozumu i jest kupa. Co myśli dziecko? Ano myśli "w tym tygodniu już nie dostanę plusa za stołówkę, po cholerę mam się starać jutro i pojutrze".

                                                  Punkt kolejny "dbałość o czystość i porządek na terenie klasy i szkoły". Co to znaczy?

                                                  Dalej mamy "uważne słuchanie rozmówcy". WTF?

                                                  Kolejno "przestrzeganie zasad gier i zabaw" - nie zauważyłam, aby moje dziecko przyniosło choć jeden plus z tego tytułu, a wiem, ze przestrzega (mam to w mailu kontrolnym od nauczyciela) - jeszcze raz pytam: za co DOKŁADNIE jest ten plus?

                                                  A tu, proszę, lista na minusiki (wybrane fragmenty):
                                                  - spóźnienie się na zajęcia
                                                  - rozmowa która przeszkadza podczas lekcji
                                                  - niewykonanie polecenia nauczyciela
                                                  - mówienie bez prawa głosu
                                                  - zabawa podczas lekcji
                                                  - jedzenie podczas lekcji
                                                  - bałagan wokół siebie (rozrzucone przybory, śniadanie, śmieci)

                                                  Nie podoba mi się ten system. Zwyczajnie mi się nie podoba. Nie podoba mi się system motywacji negatywnej. Zamierzam sprawę poruszyć na zebraniu, ale obawiam się, że nikt więcej głosu w temacie nie zabierze, systemem jedzie cała szkoła od lat kilku i jakoś nikt do tej pory nie zauważył, że system jest nie halo.
                                                  A może wcale nie jest, tylko ja się czepiam zwyczajnie - też taką możliwość dopuszczam.
                                                  • menodo Re: A wracając do meritum sprawy 15.10.10, 09:43
                                                    > Nie podoba mi się ten system. Zwyczajnie mi się nie podoba. Nie podoba mi się s
                                                    > ystem motywacji negatywnej. Zamierzam sprawę poruszyć na zebraniu, ale obawiam
                                                    > się, że nikt więcej głosu w temacie nie zabierze, systemem jedzie cała szkoła o
                                                    > d lat kilku i jakoś nikt do tej pory nie zauważył, że system jest nie halo.
                                                    > A może wcale nie jest, tylko ja się czepiam zwyczajnie - też taką możliwość dop
                                                    > uszczam."

                                                    No, ten system nie jest doskonaly, ale jakis przynajmniej jest.
                                                    Ja bym go nie bojkotowala w calosci, raczej bym sie probowala wlaczyc w jego udoskonaleniesmile

                                                    Wiele tez zalezy od wychowawczyni - czy ogolnie rzecz biorac jest sensowna osoba - i od "zasobow ludzkich" w klasie dziecka czy w ogole w szkole. Moze restrykcyjnosc tego systemu wynika z doswiadczen szkoly z dziecmi, ktore z domu nie wyniosly zadnych zasad?

                                                    Bo z jednej strony mowi sie, ze szkoly sa restrykcyjne, a z drugiej - ze z podstawowek wychodza "mali bandyci" a w gimnazjach tylko rozwijaja swoje patologie.

                                                    Osobiscie ciesze sie, ze mam juz syna na studiach a corke w liceum, bo podobno kolejne roczniki milusinskich trafiajacych do szkol sa "coraz gorsze" a na otrzymany minusik potrafia faka pani pokazac i dodac zeby poszla na drzewo, bo jej miejsce jest miedzy malpami...



                                                  • mama_kotula Re: A wracając do meritum sprawy 15.10.10, 10:32
                                                    Cytat
                                                    Ja bym go nie bojkotowala w calosci, raczej bym sie probowala wlaczyc w jego udoskonaleniesmile


                                                    Nie zamierzam bojkotowac w całości. Spisuję argumenty za i przeciw, żeby je przedstawić do ewentualnej dyskusji. Szkoła z definicji jest nastawiona na współpracę z rodzicem, więc będzie okazja sprawdzenia, czy to wyłącznie deklaracja na papierze, czy realna obietnica smile.

                                                    Głównym argumentem przeciw są "te same wymagania dla 7- i 13-latków" (ja bym od siebie dodała jeszcze "przywalanie się do nieistotnych niuansów", ale się dzielnie powstrzymam).

                                                    Moje dziecko nie ma w tym momencie ŻADNEJ motywacji, aby się dobrze zachowywać. Minusy już teraz zlewa ciepłym siurem ;-(, natomiast z każdym plusem (dostał 2 sztuki, w tym jeden za materialy, które mu w bezsilnej rozpaczy przygotowała, a jakże, mamusia powoli się łamiąca - dla porównania, minusów zgarnął ok. 12) - widzę, jak mi dziecko rośnie w oczach wink. Odkąd dostał 1(słownie: jeden) plus za "aktywną pracę na religii" - przygotowuje się do lekcji jak szalony i twierdzi, że to jego ulubiony przedmiot...

                                                    Prawdę mówiąc, szkoła mnie w tym roku zaskakuje niemile - o ile w zerówce dzieciaki miały wyłącznie system motywacji pozytywnej, o tyle po wprowadzeniu tego systemu od 1 klasy zrobił się syf, przez który poczucie wartości mojego dziecka spada na łeb na szyję (i obawiam sie powtórki z przedszkola).
                                                    Mile mnie natomiast szkoła zaskakuje tym, że szkolne brudy pierze w szkole, że tak to ujmę wink - dziecko nawaliło w szkole, w szkole jest sprawa wyjaśniana, rodzic nie jest angażowany (w kwestiach mniej istotnych oczywiście), a tylko informowany.
                                • blfr Re: spóźnienie na "zerówkę" 14.10.10, 18:41
                                  I ja odpowiadam za siebie. Na pierwszym zebraniu bardzo dokładnie przedstawiam swoje wymagania, mówię o sobie kilka słów, podaję swój adres mailowy i komórkę. Nie krzyczę, nie podnoszę głosu, nie zakładam a priori , że jesteśmy po dwóch stronach barykady i że uczeń/rodzic kłamią. Gdy złapię na kłamstwie zmieniają się zasady gry. I ludzie to cenią.
                                  • oneway9 Re: spóźnienie na "zerówkę" 14.10.10, 20:16
                                    pani profesor (bo tak pani lubi jak ja nazywac prawda?), przeczytalam wnikliwie wszystkie pani wypowiedzi i tym razem to ktos czyli ja pania ocenie; po pierwsze autorytet formalny (bo tylko taki pani posiada!) jaki dostala pani obierajac zawod nauczyciela naduzywa pani karygodnie; po drugie - wyglada na to, ze punktualnosc to jedyna cecha pani charakteru jaka mozna przypisac do zbioru 'pozytywne'; po trzecie jest pani winna, ze co roku ok 90 osob konczy swoj kontakt z matematyka z poczuciem, ze ta jest trudna, nie dla nich, itd itd czyli gdybym mogla takich jak pani stawialabym przed sadem i odbierala prawa do wykonywania zawodu!!!! matematyka jest krolowa nauk, ale tak jak krolowa - wymaga specjalnego traktowania!!!! z samej punktualnosci NIC nie wynika, podobnie jak z dyscypliny; szkola to nie dworzec !! skad to samozadowolenie ba! samouwielbienie? bo mam zastrugane olowki, znam dwie ksiazki na pamiec i jestem pierwsza w klasie ?! boze uchowaj od takich nauczycieli !
                                    to ze mlodziesz siedzi cicho na pani lekcjach to zaden powod do dumy!!
                                    • scher Re: spóźnienie na "zerówkę" 16.10.10, 11:22
                                      oneway9 napisała:

                                      > pani profesor (bo tak pani lubi jak ja nazywac prawda?)

                                      Myślę, że to nie kwestia lubienia, ale pewnego zwyczaju. Do każdego lekarza mówi się per Panie doktorze! Uważam oba zwyczaje za dobre, i te dotyczące lekarzy, i te dotyczące nauczycieli w liceum.

                                      > po pierwsze autorytet formalny (bo tylko taki pani posiada!)

                                      Nie zgadzam się. Dla mnie to doskonały przykład nauczycielki, która w znakomity sposób prędko zastępuje autorytet formalny autorytetem osobistym, tak więc twoja ocena jest wielce krzywdząca. Nauczycielka, która nie unika rozmowy, perswazji, przekonywania do swoich racji, ma przy tym wpojone określone wartości, których przestrzegania wymaga od swoich uczniów - i stanowczo, ale spokojnie, bez wdawania się w internetowe kłótnie tych wartości i swoich wymagań potrafi bronić.

                                      Nauczycielka, która dla mnie jest bardzo wiarygodna w tym, co opisuje. Nie mam cienia wątpliwości, że zarówno uczniowie, jak i ich rodzice uważają te wymagania za zrozumiałe. Najlepszym sprawdzianem dla wymagań danego nauczyciela jest to, że do ich sensowności potrafi uzyskać akceptację uczniów, nie podlizując się im i nie kupując ich aprobaty rezygnacją z wymagań, czy też tanimi pochlebstwami.

                                      > po trzecie jest pani winna, ze co roku ok 90 osob konczy swoj kontakt z matematyka
                                      > z poczuciem, ze ta jest trudna, nie dla nich, itd itd czyli gdybym mogla takich jak pani
                                      > stawialabym przed sadem i odbierala prawa do wykonywania zawodu!!!!

                                      Najtrudniej polemizować z argumentacją głupią. Poniżej poziomu, poniżej krytyki.

                                      > to ze mlodziesz siedzi cicho na pani lekcjach to zaden powod do dumy!!

                                      Obniżenie poziomu szkolnictwa najszybciej następuje wtedy, gdy krytycznie o nauczycielach mają prawo wypowiadać się osoby należące - metrykalnie lub mentalnie - do młodzieszy i nie spotyka je za to żaden społeczny ostracyzm.
                                      • afrikana Re: spóźnienie na "zerówkę" 16.10.10, 15:42
                                        Nie zgadzam się. Dla mnie to doskonały przykład nauczycielki, która w znakomity
                                        > sposób prędko zastępuje autorytet formalny autorytetem osobistym, tak więc two
                                        > ja ocena jest wielce krzywdząca. Nauczycielka, która nie unika rozmowy, perswaz
                                        > ji, przekonywania do swoich racji, ma przy tym wpojone określone wartości, któr
                                        > ych przestrzegania wymaga od swoich uczniów - i stanowczo, ale spokojnie, bez w
                                        > dawania się w internetowe kłótnie tych wartości i swoich wymagań potrafi bronić
                                        Jest to przykład nauczycielki liceum. O życiu w pierwszych klasach szkoły podstawowej, o dzieciach w tym wieku, nie wie zbyt wiele. Jej metody mogą sie sprawdzać przy pracy z młodzieżą i nikt tego nie zaprzecza. Ale takie postępowanie z 6-latkami to już nieporozumienie. A wątek jest o maluchach a nie o prawie dorosłych ludziach. Czy uważasz, ze z jednymi i drugimi powinno sie postępować tak samo ? Że nie ma między nimi różnicy ? Że można zasady z liceum swobodnie przenieśc do podstawówki i będą zrozumiłe i sprawiedliwe ?

                                        Nauczycielka, która dla mnie jest bardzo wiarygodna w tym, co opisuje. Nie mam
                                        > cienia wątpliwości, że zarówno uczniowie, jak i ich rodzice uważają te wymagani
                                        > a za zrozumiałe

                                        Znowu muszę przypomnieć - może w liceum. Zasady te mogą być zrozumiałe dla młodzieży, która samostanowi o sobie i bierze odpowiedziałność za własne czyny. W podstawówce realia są inne. Naprawdę nie widzisz różnicy ?


                  • jakw Re: spóźnienie na "zerówkę" 14.10.10, 21:06
                    joa66 napisała:

                    > Pytanie tylko co można z tym zrobić w młodszych klasach, kiedy odpwoiedzialność
                    > za to ponoszą rodzice. Jakieś pomysły?
                    Rodzic pisze 100x w dzienniczku rodzica: "Będę wstawać 5 minut wcześniej"?
                    • menodo Re: spóźnienie na "zerówkę" 14.10.10, 21:21
                      joa66 napisała:
                      >
                      > > Pytanie tylko co można z tym zrobić w młodszych klasach, kiedy odpwoiedzi
                      > alność
                      > > za to ponoszą rodzice. Jakieś pomysły?"

                      Przejmowanie opieki nad dzieckiem do rozpoczecia nastepnej lekcji ? smile
                      • joa66 Re: spóźnienie na "zerówkę" 14.10.10, 21:31
                        Nie da się, bo szkoła ma obowiązek przyjęcia dziecka na zajęciasmile

                        I mało mnie dziwi to, że w kwestii punktualności w szkole panuje wolna amerykanka i pomysły w stylu pomysłowego Dobromira i emocje.

                        • menodo Re: spóźnienie na "zerówkę" 14.10.10, 21:45
                          joa66 napisała:
                          >
                          Nie da się, bo szkoła ma obowiązek przyjęcia dziecka na zajęciasmile"

                          To, nie wiem- moze w swietlicy dziecko moze poczekac?


                          • joa66 Re: spóźnienie na "zerówkę" 14.10.10, 21:56
                            Tak naprawde jedynym skutecznym sposobem to brak społecznego przyzwolenia na notoryczne spóźnianie. Każdemu się może zdarzyc spóźnienie , nawet z powodu tak głupiego jak zaspanie.

                            Ale dominuje lekceważenie tego problemu, a punktualnośc traktuje się jako zbędny konwenans. A ma przecież tacy fajni , tolerancyjni i z fantazją ...
    • hellulah Re: spóźnienie na "zerówkę" 14.10.10, 18:48
      Nie przebrnęłam przez cały wątek, ale tak z połowę zmogłam smile. Jestem zgodna z mamami, które uważają, że to trochę za dużo tak odesłać dziecko spóźnione 5 minut precz.

      Moim zdaniem, wystarczyłoby tak jak np. na treningu pewnej sztuki walki - gwoli nauczenia dyscypliny - przyuczać dzieci, że gdy są spóźnione, mają cichutko usiąść i czekać na zalecenia nauczyciela. Na treningu jest trochę ostrzej smile ale generalnie, jestem za nauczeniem 1. że spóźnienie dezorganizuje pracę, 2. ale nie jest tragedią narodową tylko maciupeńkim, maleńkim kryzysem, z którym trzeba dać sobie radę.
      • joa66 A mnie zastanawia to, że... 14.10.10, 20:16
        Mamy na topiku dwie skrajne postawy : Spóźniam się notorycznie, bo jestem niezorganizowana i tylko spróbujcie mi coś zrobic oraz Niech się wali, pali a dziecko ma 6 lat i gorączkę -wymagania muszą być spełnione.

        Ale tylko jedna z tych skrajnych postaw jest krytykowana....
        • afrikana Re: A mnie zastanawia to, że... 14.10.10, 23:00
          > Ale tylko jedna z tych skrajnych postaw jest krytykowana....
          Sprawdźmy to:

          Spóźniam się notorycznie, bo jestem niezo
          > rganizowana i tylko spróbujcie mi coś zrobic

          Nie ma tutaj zwolenniczek takiego postępowania (jesli przeoczyłam - wklej)
          Nikt tego nie pochwala.
          Była jedna mama, która się przyznała i już jej pare osób napisało co o tym myśli.
          Gdyby ktoś otwarcie pisał, że takie zachowanie jest słuszne i chwalebne, z pewnością dużo osób zareagowałoby sprzeciwem.

          Niech się wali, pali a dzieck
          > o ma 6 lat i gorączkę -wymagania muszą być spełnione.
          Jest tutaj gorliwa zwolenniczka takigo traktowania i dlatego wiele mam z nią polemizuje.
    • menodo Re: spóźnienie na "zerówkę" 14.10.10, 21:11
      > Wczoraj spóźniliśmy się z dzieckiem dosłownie o 5 min. na tę zerówkę i pani pro
      > wadząca nie wpuściła już dziecka na zajęcia, musiało iśc do swojej sali (gdzie
      > w tym czasie są dzieci młodsze).
      >
      > Czy pani postąpiła słusznie?"

      Slusznie - jesli rodzice byli wczesniej uprzedzeni o konsekwencjach spoznienia. Po prostu : "o godzinie osmej zamykamy drzwi a spoznialskich zapraszamy do sal dla mlodszych dzieci; powody spoznienia mnie nie interesuja."

      Nieslusznie - jesli byl to tylko foch; wczoraj pani wpuszczala 15- minutowych spoznialskich, dzisiaj nikogo, a jutro - to zalezy od pogodysmile






    • kanna Ja wpuszczam i nie robie cyrków z odsyłaniem 14.10.10, 21:49
      Prowadze grupy dla dzieci, szkolenia dla dorosłych. Ludzie sie spóźniają, dzieci też.

      Wprowadzam zasade odnośnie spóźnień: jezeli komus się zdarzy, ma usiąść na wolnym krześle i zacząć uczestniczyć.
      Przyjmuję krótkie "przepraszam", ale nie znosze długich tłumaczeń - mnie nie interesuje, czemu osoba się spóźnia. Chce, żeby dołaczyła do pracy grupy, robiąc jak najmniej zamiesznia.

      Mnie spóźnianie, jako takie, nie rozprasza, rozprasza szum - nawet nie mnie, a grupę - jaki spóźniający wokół siebie robią. Zasada dotycząca szybkiego i cichego wejścia na zajęcia ułatwa wszystkim pracę.

      Z drugiej strony - zaczynam zawsze o czasie, okazując w ten sposób szacunek tym, co jednak zdążyli.
      • magotka11 Re: Ja wpuszczam i nie robie cyrków z odsyłaniem 14.10.10, 22:29
        kanna napisała


        > Mnie spóźnianie, jako takie, nie rozprasza

        otóż to. Jak ktoś jest dobrze zorganizowany to byle co nie dezorganizuje jego pracy smile zwłaszcza 6letnie dziecko smile

        > Zasada dotycząca szybkiego i ciche
        > go wejścia na zajęcia ułatwa wszystkim pracę.

        I tego też powinno się uczyć przedszkolaków nie wywalając za drzwi smile
        W końcu chodzi o naukę dobrych manier a nieprzeszkadzanie innym do nich należy, natomiast punktualności trudno nauczyć kogoś kto nie zna się na zegarku i jest pod tym względem uzależniony od innych smile
        • mrowka75 Re: Ja wpuszczam i nie robie cyrków z odsyłaniem 15.10.10, 23:30
          A mnie naszła tylko jedna refleksja:
          Odwróciwszy sytuację;
          n-l też człowiek i może mu się zdarzyć spóźnienie (ot - korki, wypadek, albo i zwykłe zaspanie etc). Wszyscy byliśmy uczniami i dobrze wiemy, że n-lom takowe spóźnienia (nawet więcej niż 4-minutowe) się zdarzają - klasa po 4 minutach odwraca się na pięcie i odchodzi. W moim odczuciu - nie powinna zostać ukarana - powinna zgłosić fakt spóźnienia n-la dyrekcji szkoły, a dyrektor powinien n-la wywalić z reszty zajęć i za tę godzine mu nie zapłacić.

          Jestem pewna, że klasa zostanie ukarana za ucieczkę z zajęć.
      • mak-111 Re: Ja wpuszczam i nie robie cyrków z odsyłaniem 16.10.10, 00:12
        "Ludzie sie spóźniają, dzieci też."
        z takim podejsciem do dzieci to moze lepiej zajec dla nich nie prowadzic?wink
        co do blfr...przeraza mnie mysl, ze moje dziecko moze trafic kiedy na taka nauczycielke, ktora jest przekonana o swej nieomylnosci .byc moze swietnie uczy licealistow matematyki, ale nie ma zielonego pojecia o psychologii rozwojowej dzieci, a niestety zabiera glos w dyskusji na temat wychowywania ich. nie zaproponowala zadnego rozwiazania aby nauczyc RODZICOW punktualnosci.
        smiem twierdzic, ze z takim podejsciem dziecko nie nuczy sie punktualnoci, ale za to jego samoocena i poczucie bezpieczenstwa zostana mocno nadszarpniete.
        a co jesli spozniac sie bedzie dziecko, ktorego rodzice nie przejma sie jego smutnym doswiadczeniem, zbagatelizuja sprawe i nie poprawia swojego zachowania, a co za tym idzie nie zaczna go punktualnie przyprowadzac?bo po co? przeciez w nich to nie uderza. takie dziecko nie bedzie realizowac obowiazku szkolnego/przedszkolnego i nauczy sie, ze nauka nie jest dla niego.ono jest i tak za slabe zeby robic cokolwiek i na nic nie ma wplywu.
    • panda74 Re: spóźnienie na "zerówkę" 14.10.10, 23:12
      Czytam Wasze wypowiedzi i oczom nie wierzę. Byłam drugą osobą, która wypowiedziała się w tym temacie, więc nie będę ponownie przytaczała swoich słów.
      Jestem nauczycielką klas 0-3, więc mam typowe dla nauczycieli wink poglądy na sprawę spóźnień i kilku innych poruszonych tu kwestii. Moje spostrzeżenia po przeczytaniu wszystkich wypowiedzi:

      Panuje w naszym kraju niemal 100-procentowe (o zgrozo) przyzwolenie na spóźnianie. Powód zawsze się znajdzie. A to korki, a to pęknięta opona, wypadek, itd. Zauważyłam jednak, że nieszczęścia owe przytrafiają się wiecznie tym samym rodzicom... i to tym mieszkającym NAJBLIŻEJ szkoły big_grin Mówimy tu o dzieciach chodzących do podstawówki, a więc w większości przypadków obowiązuje rejonizacja, czyż nie? Skąd wobec tego posty o dojeżdżaniu na drugi koniec miasta? Są to pojedyncze przypadki, więc nie uogólniajmy.
      Osobom, które piszą, iż nauczyciel powinien wykazać się zrozumieniem dla spóźnialskich, bo "przecież" są korki przypominam nieśmiało, iż są miasta czy miejscowości, gdzie korki są normą i nie są niczym niezwykłym, wobec czego należy po prostu pogodzić się z tym faktem i codziennie wychodzić z domu odpowiednio wcześniej, a tym samym zaoszczędzić dziecku tego straszliwego wstydu, do którego przyczynia się ten wredny, sfrustrowany nauczyciel, który oczywiście przez przypadek trafił do zawodu i tylko marzy o tym, by wyżyć się na dziecku i rodzicach.
      Tak na marginesie - gdyby każdy pracownik dostawał comiesięczną premię w wysokości 10 swoich pensji za niespóźnianie się, bylibyśmy niewątpliwie najbardziej punktualnym narodem.

      Niedługo dojdzie do absurdalnej sytuacji, iż nauczycielowi nic nie będzie wolno - postawić minusa, wpisać uwagi, postawić kropki za zachowanie, bo to przecież też krzywdzące dla dziecka, nieprawdaż? Paranoja zupełna, naprawdę. Rodzic ma prawo i obowiązek wiedzieć, że dziecko zachowuje się niewłaściwie; jeżeli w szkole obowiązują mundurki, to dotyczy to wszystkich uczniów, jeżeli dziecko nie ma nożyczek, to wpisuję tę informację, gdyż dziecko może zapomnieć przekazać rodzicom, by kupili mu nowe. Ale od razu podnoszą się głosy, że to "uwaga" i dziecku jest przykro...

      A więc chciałabym jako nauczycielka zaapelować do rodziców: czytajcie dzienniczki i zawarte w nich informacje dla rodziców, dbajcie o to, by wyposażenie plecaka dziecka było kompletne i zgodne z wcześniejszymi wytycznymi szkoły, współpracujcie z nauczycielem i nie traktujcie go jak wroga!! Naprawdę nikt nie chce skrzywdzić dzieci, niejednokrotnie zaś krzywdzą je rodzice narażając je na spóźnienie bądź nieprzygotowanie do zajęć.
      Ja wklejam na kilka dni wcześniej informacje z prośbą o przyniesienie danych materiałów na zajęcia, a i tak znajdą się dzieci, które przyjdą nieprzygotowane. Na ogół te same. Czy to też wina nauczyciela, że rodzic nie przeczytał informacji w dzienniczku albo zlekceważył prośbę?



      • mama_kotula Re: spóźnienie na "zerówkę" 14.10.10, 23:34
        panda74 napisała:
        > jeżeli dziecko nie ma nożyczek, to wpisuję tę informację, gdyż dziecko może zapomnieć przekazać rodzicom, by kupili mu nowe. Ale od razu podnoszą się głosy, że to "uwaga" i dzie
        > cku jest przykro...

        Eno. Jest różnica między
        "Proszę zadbać o to, aby Szymon nosił potrzebne przybory szkolne"
        a
        "Szymon dostaje minus za brak nożyczek".
        O ile to pierwsze jest informacją, o tyle drugie jest uwagą, si?


        > A więc chciałabym jako nauczycielka zaapelować do rodziców: czytajcie dziennicz
        > ki i zawarte w nich informacje dla rodziców, dbajcie o to, by wyposażenie pleca
        > ka dziecka było kompletne i zgodne z wcześniejszymi wytycznymi szkoły, współpra
        > cujcie z nauczycielem i nie traktujcie go jak wroga!!

        Czytamy, dbamy i współpracujemy. Jeno NA MIARĘ NASZYCH MOŻLIWOŚCI. Jestem na ten przykład niezmotoryzowana, do szkoły nie dojeżdża żaden autobus - ot, można z centrum Karpacza wziąć taksówkę. Dlatego NIE będę współpracować w kwestii pomocy np. przy przygotowaniach do imprezy, bo dla mnie to za duży wysilek energetyczno-finansowy. Niemniej mogę na tę imprezę przekazać ciasto, które przewiezie rano kierowca busa szkolnego, oraz inne gadżety. Kto dostaje podziękowania? Pani x i pan y, którzy byli na miejscu imprezy, bo, zbieg okoliczności, mieszkają w Karpaczu (ja mieszkam 27 km dalej) i nie pracują na etacie, mają samochód, takie tam. Amen.



        > Naprawdę nikt nie chce skrzywdzić dzieci, niejednokrotnie zaś krzywdzą je rodzice
        > narażając je na spóźnienie bądź nieprzygotowanie do zajęć.

        Powiedz to naszej wychowawczyni.
        Która z dnia na dzień zadaje zadania, wymagające w najlepszym przypadku posiadania kolorowej drukarki i cnm. godzinnego grzebania w necie (ofkors grzebie rodzic). W przypadku ekstremalnym - obdzwaniania całej rodziny i organizowania szybkiego przewozu potrzebnych przedmiotów.
        I nie chrzań mi, że to JA krzywdzę moje dziecko, bo w ciągu 3 godzin nie jestem w stanie zorganizować mu "zabawki należącej do jego dziadka". Oraz, dlatego, ze nie wstaję o 5 rano i nie suszę mu suszarką/żelazkiem mundurka. Heloł. Jestem człowiekiem. Nie robotem, który ma na głowie tylko szkołę dzieciątka.

        Ja bardzo chętnie powspółpracuję ze szkolą, jeśli ta szkoła zechce współpracować ze mną. Natomiast NIE ŻYCZĘ sobie, aby za mój brak chęci/możliwości współpracy na warunkach szkoły obrywało moje dziecko.


        > Ja wklejam na kilka dni wcześniej informacje z prośbą o przyniesienie danych ma
        > teriałów na zajęcia, a i tak znajdą się dzieci, które przyjdą nieprzygotowane.
        > Na ogół te same. Czy to też wina nauczyciela, że rodzic nie przeczytał informac
        > ji w dzienniczku albo zlekceważył prośbę?

        Mowa była o zadaniach ekstremalnych zadawanych z dnia na dzień, za które to zadania dziecko dostaje dodatkowe plusy. Ergo, dziecko dostaje plusy, kiedy rodzic się wyrobi. Dziecko nie ma plusów, bo rodzic się nie wyrobił? rodzicu, krzywdzisz swoje dziecko. Wstydź się. Dla mnie IDIOTYZMEM jest nagradzanie dziecka za pracę rodziców. A niestety, do tego często sprowadza się szukanie materiałów z dnia na dzień - bo nie ma czasu, siedmiolatek wraca o 16 i ma do odrobienia inne lekcje (angielski, niemiecki, warsztaty), w domu jest młodsze dziecko, a i jeść coś trzeba... taa, jestem niezorganizowana i krzywdzę dzieci, bo mi sie nie chce o 17 rzucać wszystkiego i z wywieszonym jęzorem gnać do biblioteki tudzież uruchamiać pogotowia rodzinnego. Lajf.
        • iwoniaw O ile się zgodzę, że szkoła 15.10.10, 00:09
          nie powinna mieć wymagań od czapy i znienacka - w stylu właśnie żądania czegoś, co należy kupić/ znaleźć/ wymaga działań osób trzecich - z dnia na dzień, o tyle wymóg przybywania na lekcje o czasie i posiadanie określonych wcześniej przyborów nie jest jakimś dziwowiskiem i owszem, w przypadku małego dziecka rodzic za to jest odpowiedzialny. I powinien się poczuwać do współdziałania ze szkołą w normalnym zakresie.
      • afrikana Re: spóźnienie na "zerówkę" 14.10.10, 23:43
        Czy w swoim opisie sytuacji nie skupiłas się na zbyt wielu wątkach naraz ?
        To, że uważam, że wywalenie za drzwi 6 -latka, który PIERWSZY raz spóżnił się na zajęcia o 4 minuty (i to nie z własnej winy), musi oznaczać iż pochwalam te wszystkie inne kwestie które poruszyłaś w swojej wypowiedzi ??? Nie przesadzasz ? Co ma piernik do wiatraka ???

        No a teraz odpowiedz konkretnie i zgodnie z prawdą:
        Czy ucząc w klasie 0 po miesiącu czy póltora nauki wyrzucasz 6-letnie dziecko za drzwi z powodu PIERWSZEGO, JEDNORAZOWEGO spóżnienia o 4 minuty ? Naprawdę tak postępujesz i uważasz to za jedyne słuszne i sprawiedliwe rozwiązanie ?
        Jest mi to cięzko sobie wyobrazić...
        • panda74 Re: spóźnienie na "zerówkę" 15.10.10, 06:56
          Africano, spokojnie. Napisałam o kilku rzeczach naraz podsumowując cały wątek, bo nie mam czasu na dopisywanie się do poszczególnych wypowiedzi, wybacz.

          Ja nie wyrzucam dziecka z sali, ale bardzo wyraźnie podkreślam na pierwszym zebraniu, jak ważne są punktualność i obowiązkowość wpajane dzieciom od małego. Uważam, że to wręcz mój obowiązek jako nauczyciela - osoby dającej przykład dzieciom. Nigdy w życiu ie spóźniłam się do pracy, a też nie raz i nie dwa dojeżdżałam kawał drogi. Czyli da się? Może szkoła nie jest dla Ciebie najważniejszym obowiązkiem, bo masz inne, ale prawda jest taka, iż rodzicom jakoś często trudno pogodzić się z faktem, że tak - właśnie szkoła POWINNA BYĆ NAJWAŻNIEJSZYM obowiązkiem dziecka, reszta schodzi na drugi plan. Dopóki tego nie przyswoją i będą ignorować wytyczne i oczekiwania szkoły, niestety będą żyli w stresie i zakodowanej być może od dziecka nienawiści od szkoły.
          Skoro rodzice nie umieją wychować dzieci na obowiązkowych i punktualnych ludzi, to niech nie winią za to szkoły. Żaden nauczyciel nie będzie tolerował spóźnialstwa i lekceważenia obowiązków szkolnych, czy to przez dziecko, czy to przez rodzica. Może dać temu taki lub inny wyraz, ale na pewno nie będzie obojętnie na to patrzył.
          • panda74 Re: spóźnienie na "zerówkę" 15.10.10, 06:58
            Poza tym moja wypowiedź nie była skierowana tylko do Ciebie, a tak odebrałaś mój post.
            Strasznie się emocjonujesz.
            • oneway9 Re: spóźnienie na "zerówkę" 15.10.10, 09:46
              ktos powiedzial, ze 'zaden nauczyciel nie bedzie tolerowal spoznien', a to ciekawe.. to ja nie powinnam przez te wiele, wiele lat tolerowac indolencji nauczycieli; czasy sie zmienily i dzis coraz czesciej rodzic ma lepsze wyksztalcenie, wiedze i doswiadczenie od nauczyciela i co wtedy? oczekuje, ze dziecko z domu ma przyniesc odrobione lekcje w glowie i w zeszycie, nozyczki i takietam powinny byc w szkole; drazni mnie gdy slysze, ze nauczycielom bardziej zalezy na wychowaniu dzieci niz rodzicom; moze w niektorych sytuacjach tak, ale nie mowimy tu o patologii; dzieci i mlodziez odbieraja swiat zerojedynkowo i jesli nauczyciela nie lubia (male) lub nie sznuja (starsze) to jest to wina nauczyciela; nie jestem przeciwniczka kar, ale te zeby mialy skutek wychowawczy musza byc sprawiedliwe po prostu i dzieci to doskonale wyczuwaja, podobnie zreszta jak my; i niestety tak jest, ze do tego zawodu 95% osob trafia z powodow innych niz powinno!
            • afrikana Re: spóźnienie na "zerówkę" 15.10.10, 15:04
              >Poza tym moja wypowiedź nie była skierowana tylko do Ciebie
              a gdzie ja to napisałam ? była skierowana również do mnie, więc odpowiadambig_grin

              >Strasznie się emocjonujesz
              a jak ty się musisz emocjonować jak ci dziecko spóźnione o 4 minuty lekcję rozwaliwink
              aż strachbig_grin Podłe te dzieciaki...
          • mama_kotula Re: spóźnienie na "zerówkę" 15.10.10, 07:37
            Cytat
            prawda jest taka, iż rodzicom jakoś często trudno pogodzić się z faktem, że tak - właśnie szkoła POWINNA BYĆ NAJWAŻNIEJSZYM obowiązkiem dziecka, reszta schodzi na drugi plan.


            O, dobrze że to napisałaś.
            Obowiązkiem dziecka. DZIECKA. Nie rodzica. (to w kontekście tej, ekhem, współpracy ze szkołą, szeroko rozumianej).
            Oraz NAJWAŻNIEJSZYM. Nie - jedynym. I nie - szkoła, a - NAUKA.
            • mama_kotula Re: spóźnienie na "zerówkę" 15.10.10, 07:42
              Ale jak już tak twoją tezę, o tym najważniejszym obowiązku, to ja sobie od dzisiaj ustalam, że moim najważniejszym obowiązkiem jest PRACA. Najważniejszym, czyli w sumie jedynym.
              A zatem, hmm, żądam podporządkowania życia domowego i organizacji wolnego czasu członków rodziny mojej pracy. Co sobie, kurde, myślą.

              Pando - większość nauczycieli wychodzi z założenia, że skoro szkoła jest najważniejszym obowiązkiem dziecka, a rodzic ma to dziecko wspierać - to całe życie domowe i wolny czas rodziny ma się kręcić wokół szkoły tegoż dzieciątka. I skutecznie ten czas wolny i życie domowe dzieciątku i jego rodzicom wypełnia, nieprawdaż. Organizując takie szopki, o jakich wcześniej pisałam.
          • mama_kotula Re: spóźnienie na "zerówkę" 15.10.10, 07:44
            CytatŻaden nauczyciel nie będzie tolerował spóźnialstwa i lekceważenia obowiązków szkolnych, czy to przez dziecko, czy to przez rodzica

            Pandusiu, heloł. Rodzic kończył szkołę jakieś 15 lat temu. On NIE ma obowiązków szkolnych smile
          • jakw Re: spóźnienie na "zerówkę" 15.10.10, 08:25
            panda74 napisała:
            Żaden nauczyciel nie będzie tolerował spóźnia
            > lstwa i lekceważenia obowiązków szkolnych, czy to przez dziecko, czy to przez r
            > odzica.
            No dobra, to jako rodzic jakie mam obowiązki szkolne?
            • mama_kotula Re: spóźnienie na "zerówkę" 15.10.10, 08:39
              jakw napisała:

              > panda74 napisała:
              > Żaden nauczyciel nie będzie tolerował spóźnia
              > > lstwa i lekceważenia obowiązków szkolnych, czy to przez dziecko, czy to p
              > rzez r
              > > odzica.
              > No dobra, to jako rodzic jakie mam obowiązki szkolne?

              No jak to jakie.
              Przyprowadzić dziecko do szkoły, odebrać dziecko ze szkoły, dbać o to, aby miało potrzebne przybory i materiały, podpisywać uwagi, płacić składki, zapewnić mundurek, zapewnić podręczniki, hmm, co jeszcze... ale to nie są obowiązki "szkolne".

              To tak oficjalnie.
              Nieoficjalnie, jak napisałam - dostosować swój czas wolny i organizację życia rodzinnego do szkółki dziecięcia. Stać murem za nauczycielem, aby dziecko nie miało sprzecznych autorytetów. Zwolnić się z pracy, bo dziecko ma a) ślubowanie, b) dzień nauczyciela, c) jakiekolwiek inne święto wymyślone przez szkołę i trzeba dziecko odebrać wcześniej ze szkoły. Itd. Aaaa, jeszcze - wyciągać w domu konsekwencje za zachowanie dziecka w szkole.

              W ogóle dla mnie "obowiazki szkolne" w odniesieniu do rodzica brzmią bardzo poniżająco i jakoś, przepraszam, protekcjonalnie. Sroga pani profesor krzycząca na rodziców ex cathedrae. Nie tędy droga, nie tędy.
          • verdana Re: spóźnienie na "zerówkę" 15.10.10, 14:10
            Cóż, jesteś nauczycielka, ktora uwaza, ze uczenie dzieci polega na tym, ze rodzice mają pracować za nie. Dziecko ma być przygotowane do lekcji - to oznacza, ze rodzic w domu ma praktycznie spakować mu tornister. Czego to uczy dziecko? Szkoła to sprawa mamusi, ja mogę byc niedbały, mamusia i tak dopilnuje, abym miał wszystko. Nauczyciel jest zadowolony, bo dzieci nie dezorganizują lekcji, sa przygotowane - szkoda tylko, ze nie one uczą się samodzielności, a rodzice - pilnowania i nadzorowanie. Najlepiej też, aby w domu siedzieli nad lekcjami, bo wtedy sa dobrze odrobione.
            Nie na tym polega naka dziecka. Polega na tym, aby dziecko nauczyć samodzielmności - i w pakowaniu, i w pamietaniu i w odfrabianiu lekcji. Pewnie, ze dzieci będą poczatkowo umiały mniej, a polowa zapomni czegoś. nie szkodzi, po pewnym czasie się nauczą. Nadzorowane przez rodziców - naucza się tylko tego, ze doroslym bardziej zalezy na szkole niz im samym.
            nauczyciele w szkole najbardziej pilnuja wojej wygody - dla nich jest ideałem, gdy wszystkie dzieci są przypilnowane, wyposażone i nauczone. Tyle, ze szkoła nie jest dla wygody nauczyciela, jet dla dzieci. I nie jest miejscem, które ma wychowywać rodziców.
            przez wiele lat bylam nauczycielką, teraz wykladam na wyższej uczelni. Ofiar "troskliwych rodziców" i takich wlasnie wymagań jest na uczelni bardzo dużo.
            • panda74 Re: spóźnienie na "zerówkę" 15.10.10, 14:56
              verdana napisała:

              > Cóż, jesteś nauczycielka, ktora uwaza, ze uczenie dzieci polega na tym, ze rodz
              > ice mają pracować za nie. Dziecko ma być przygotowane do lekcji - to oznacza, z
              > e rodzic w domu ma praktycznie spakować mu tornister.

              Verdano, gdzie ja napisałam coś takiego?? Z całym szacunkiem, lubię Twoje wypowiedzi i szanuję poglądy, ale nie wkładaj mi w usta słów, których nie wypowiedziałam. Uważam, że plecak powinno spakować dziecko, ale to rodzic ma SPRAWDZIĆ, czy wszystko zostało spakowane i uzupełnione, jeśli zostało zgubione lub zużyte. Przecież samo nie kupi nowych kredek i nikt tego od niego nie oczekuje. Do tego służą informacje w dzienniczku, które rodzice często traktują jak uwagi i atak na nich, jak nauczyciel w ogóle śmiał napisać coś takiego.



              • verdana Re: spóźnienie na "zerówkę" 15.10.10, 15:03
                Moim zdaniem rodzic NIE ma sprawdzić, przynajmniej nie po pierwszym półroczu.
                To dziecko ma pamiętac o rzeczach do szkoły. Sprawdzanie oznacza wlasnie to - ze może zapomniec, roodzić dopakuje. Dziecko techniczxnie pakuje tornister, a rodzic- aby skontrolować - przeglada go i wklada zapomniane rzeczy - to nazywam pakowaniem tornistra...
                • joa66 Re: spóźnienie na "zerówkę" 15.10.10, 15:12
                  W tych sprawach uważam, że najlepsze było podejście "naszej" nauczycielki. Poprosiła rodziów, żeby nie pomagali dzieciom w lekcjach, w pakowaniu plecaków , w niczym "szkolnym", bo chciała poznać dzieci i ich nauczyć, nie tylko materiału szkolnego .

                  I dopiero kiedy sama uzna to za stosowne porozmawia z rodzicami dzieci, które jej zdaniem pomocy potrzebują.

                  Moje dziecko samo się zdyscyplinowało do poziomu całkiem przyzwoitego w ciągu kilku -kilkunastu tygodni.
                • mama_kotula Re: spóźnienie na "zerówkę" 15.10.10, 15:12
                  verdana napisała:
                  > Dziecko techniczxnie pakuje tornister, a ro
                  > dzic- aby skontrolować - przeglada go i wklada zapomniane rzeczy - to nazywam p
                  > akowaniem tornistra...

                  Ok, ja sprawdzam jak dzieciątka pójdą spać, jak czegoś nie ma, każę dzieciątku rano sprawdzić, czy ma wszystko i dopakować. Czy to też jest pakowanie za dziecko? (dzieci 6 i 7 lat)
              • mama_kotula Re: spóźnienie na "zerówkę" 15.10.10, 15:11
                panda74 napisała:

                > Uważam, że plecak powinno spakować dziecko, ale to rodzic ma SPRAWDZIĆ,
                > czy wszystko zostało spakowane

                No to to jest to samo, co napisała Verdana. Dziecko nie musi pamiętać, że potrzeba na jutro farby, nie musi zaglądać np. do zeszytu korespondencji, gdzie takie informacje są wklejone - mamusia zajrzy i dziecku przypomni.
                W sumie niewielka różnica między tym, a pakowaniem plecaka przez mamusię.

                PS. Jestem w stanie to zrozumieć u 6,7-latka, kiedy stres w związku z "niemaniem" czegoś w szkole jest naprawdę bardzo dużym przeżyciem.
            • aka10 Re: spóźnienie na "zerówkę" 15.10.10, 21:51
              Verdana, masz swieta racje. Mam kolezanke, ktorej dziecko na drugi rok pojdzie do gimnazjum i bedzie musialo wybrac jezyk. Ona juz teraz mowi, ze MUSI wybrac rosyjski, bo z tego jezyka ona bedzie w stanie dziecku pomoc. Chodzi oczywiscie o to, zeby maly mial 5-tke lub 6-tke. Z francuskiego czy niemieckiego kolezanka nie pomoze, wiec widoki na najwyzsze oceny i pasek na swiadectwie marne. A ONA ma ambicje na pasek dziecka.
          • afrikana Re: spóźnienie na "zerówkę" 15.10.10, 14:54
            Ja nie wyrzucam dziecka z sali, ale bardzo wyraźnie podkreślam na pierwszym zeb
            > raniu, jak ważne są punktualność i obowiązkowość wpajane dzieciom od małego

            Czyli widzisz różńicę pomiędzy tłumaczeniem a wywaleniem za drzwi. Bo w swoim poprzednim poście dałas do zrozumienia, że pochwalasz działania belferki i uważasz je za słuszne. No, ale sama nie działasz w ten sposób i rozwiązujesz sprawę inaczej. Czyli DA SIĘ i nie trzeba odrazu stawiać sprawy na ostrzu noża. Przecież nikt tutaj nie pisze, ze spóźnianie się jest ładne. Każdy wie, ze jest to problem i trzeba z nim walczyć, ale nie takimi niesprawiedliwymi i brutalnymi metodami.

            Uważam, że to wręcz mój obowiązek jako nauczyciela - osoby dającej przykład dziec
            > iom. Nigdy w życiu ie spóźniłam się do pracy, a też nie raz i nie dwa dojeżdżał
            > am kawał drogi. Czyli da się?
            Również uważam to za swój obowiązek. Nie ma to jednak nic wspólnego z wywalaniem zerówkowicza za drzwi. Mam inne metody, które uwazam za skuteczniejsze.
            I równiez nigdy w życiu nie spóźniłam się do pracy, a mimo to jestem w stanie zrozumieć pewne wyjątkowe okoliczności i to, że prędzej czy później może się to zdarzyć KAŻDEMU. Nie mów hop...bo wszystkiego w zyciu nie przewidzisz.

            Może szkoła nie jest dla Ciebie najważniejszym ob
            > owiązkiem, bo masz inne, ale prawda jest taka, iż rodzicom jakoś często trudno
            > pogodzić się z faktem, że tak - właśnie szkoła POWINNA BYĆ NAJWAŻNIEJSZYM obow
            > iązkiem dziecka, reszta schodzi na drugi plan. Dopóki tego nie przyswoją i będą
            > ignorować wytyczne i oczekiwania szkoły, niestety będą żyli w stresie i zakodo
            > wanej być może od dziecka nienawiści od szkoły.
            Nie wiem, moje dziecko do szkoły narazie nie chodzi. Patrzę z perpektywy nauczyciela, a mimo wszystko wiem, że NIE ZAWSZE akurat szkoła W DANYM DNIU jest najważniejsza. Bo na przykład dzieciak akurat w danym dniu miał bardzo ważną, długooczekiwaną wizytę lekarską w stolicy oddalonej o kilkadzisiąt km, pociąg się spóźnił i mimo, że lekcje były na popołudnie, chłopak spóżnił się te pare minut. Wielkie mi halo. Mama wytłumaczyła wyjątkową sytuację i tyle. Czasami tak bywa. Dlaczego dzieciak MUSI przez te pare minut stracić całą godzinę ??? Bo mi korona z głowy spadnie ?
            Zresztą ja nie zaczynam lekcji od strasznie ważnych i najpilniejszych kwestii. Przynajmniej przez pare minut robimy "rozgrzewkę", zabawy powtórzeniowe czy proste, łatwe i przyjemne wprowadzenie do tematu lekcji. Przeciez nikt z marszu w pierwszych minutach lekcji nie tłumaczy nie wiadomo jak trudnego materiału. Nie u małych dzieci.

            Żaden nauczyciel nie będzie tolerował spóźnia
            > lstwa i lekceważenia obowiązków szkolnych, czy to przez dziecko, czy to przez r
            > odzica.
            Mów za siebie, bo ja usprawiedliwione, jednorazowe i sporadyczne spóźnienia toleruję i nie robię z nich wielkiego dramatu. Jesteśmy tylko ludźmi i jestem wyrozumiała w tym względzie, w granicach rozsądku oczywiście.
            Lekceważenie obowiązków szkolnych to inny temat. Na to tez nie pozwalam, ale z nieodrobionej pracy domowej dwa razy w semetrze dramatu róznież nie robię, wg zasady powyżej. Interweniuję kiedy ktoś zaczyna przeginać.
            • panda74 Re: spóźnienie na "zerówkę" 15.10.10, 15:15
              afrikana napisała:

              > Mów za siebie, bo ja usprawiedliwione, jednorazowe i sporadyczne spóźnienia tol
              > eruję i nie robię z nich wielkiego dramatu. Jesteśmy tylko ludźmi i jestem wyro
              > zumiała w tym względzie, w granicach rozsądku oczywiście.

              U mnie nie ma sporadycznych spóźnień. Też bym nie robiła z nich dramatu. Mam w klasie dwoje NOTORYCZNIE spóźniających się dzieci - oczywiście przez NIEREFORMOWALNYCH rodziców mieszkających w bloku obok szkoły. Notabene żadna patologia. I dzień w dzień podnosi mi się ciśnienie, kiedy dziecko wchodzi do klasy 20min po ósmej. Ciekawe, że kiedy w końcu powiedziałam jednemu ojcu, iż sprawę przekażę pedagogowi szkolnemu (po wielokrotnych wcześniejszych upomnieniach i uwagach), spóźnienia się skończyły. I wcale nie jestem zadowolona z takiego obrotu sprawy, gdyż z mojego punktu widzenia rodzic mnie nie szanował, miał gdzieś moje delikatne prośby, dopiero - jak by tego nie nazwać - szantaż zadziałał. Po prostu świetnie.
              • afrikana Re: spóźnienie na "zerówkę" 15.10.10, 21:39
                > U mnie nie ma sporadycznych spóźnień. Też bym nie robiła z nich dramatu.
                Czyli sie zgadzamy w tym temacie i w jakimś tam, przyzwoitym stopniu jednak spóźnienie tolerujesz. A to oznacza, że jednak nie wywaliłabyś malucha za drzwi za jednorazowe 4-minutowe spóźnienie, a o tym w tym wątku jest głównie dyskusja. Tak postąpiła nauczycielka dziecka autorki i dlatego potrzebowała w tej kwestii opinii i większość uznała, że wywalenie za drzwi to przesada. A ty w końcu jak uważasz ? Może się zdarzyć czy też NIE ?

                Mam w
                > klasie dwoje NOTORYCZNIE spóźniających się dzieci - oczywiście przez NIEREFORMO
                > WALNYCH
                A to już temat na inną dyskusję. Dyskusję na temat notorycznych spóźnialskich, których jak sądzę, większość jednak piętnuje, a już na pewno nikt nie pochwala. Wiadomo, że są granice akceptowalności i że co za dużo, to niezdrowo. Z takimi trzeba działać konsekwentnie i stanowczo. Nikt chyba nie ma wątpliwości.

                I
                > dzień w dzień podnosi mi się ciśnienie, kiedy dziecko wchodzi do klasy 20min p
                > o ósmej. Ciekawe, że kiedy w końcu powiedziałam jednemu ojcu, iż sprawę przekaż
                > ę pedagogowi szkolnemu (po wielokrotnych wcześniejszych upomnieniach i uwagach)
                > , spóźnienia się skończyły
                Takich trzeba tępić, to oczywiste. I moim zdaniem, bardzo dobrze załatwiłaś tą sprawę. Nie musiałaś się posuwać do wywalania za drzwi, załatwiłaś to o wiele sprytniej.

                I wcale nie jestem zadowolona z takiego obrotu spra
                > wy, gdyż z mojego punktu widzenia rodzic mnie nie szanował, miał gdzieś moje de
                > likatne prośby, dopiero - jak by tego nie nazwać - szantaż zadziałał. Po prostu
                > świetnie.

                Ale dlaczego ? Byłabyś bardziej zadowolona z siebie wywalając ucznia za drzwi ? Moim zdaniem rozwiązałaś to na miarę możliwości, właściwie. I nie nazywałabym tego szantażem. To było OSTZREŻENIE. Dałaś stanowczy komunikat, ze miarka Twojej cierpliwości i wyrozumiałaości się przebrała, rodzice wiedzieli na czym stoją i jak się to może skończyć. Na szczęście skończyło się dobrze, więc tym bardziej mozesz być zadowolona, że wyczułaś że TO może w tym przypadku zadziałaćsmile
                Czyli MOŻNA INACZEJsmile
                • verdana Re: spóźnienie na "zerówkę" 16.10.10, 15:42
                  Przy notorycznych spóźnialskich mam ochotę wyciagnąć karabin maszynowy. Ale dyskusja nie toczy się tu o notorycznym spóźnianiu, ktore niewątpliwie jest zwyklym, obrzydliwym lekcewazeniem.
                  Tylko o spóxnieniu sporadycznycm, rzadkim, wynikajacym ze zdarzeń losowych. Aby uniknąć takich spóźnień trzeba by - w przypadku dojazdów, przychodzić na przyklad zawsze na poprzedni autobus i byc w szkole 20 minut przed czasem. Czyli tracic tygodniowo niemal dwie godziny - bez sensu. To już lepiej przyjechac za póżno raz na dwa miesiące.
                  Przypominam sobie teraz taką czytankę z podrecznika dla 2-3 klasy. dziewczynka, idąc do szkoły, zobaczyla staruszkę, której wysypały sie zakupy. Zatrzymała się i zaczęła pomagać no i oczywiscie spóźniła się do szkoły. Weszła do klasy, oczekując bury - ale pani przez okno widziała, co się stało i pochwalila dziewczynke przed całą klasą.\
                  Przyjmując opcję "Uczeń nie ma prawa późnić się nigdy" - ta dziewczynka powinna zostać ukarana. A jak widać, nawet podreczniku uczą, ze jest pewna hierarchia wazności spraw.
      • lena99 Re: spóźnienie na "zerówkę" do panda74 15.10.10, 11:35
        Czuję się niejako wywołana do tablicy, bo to ja pisałam i o dojeżdżaniu, i o mundurkach, i o spóźnianiu się.

        Czyli po kolei - u nas dojeżdża 90% dzieci (szkoła muzyczna), my niestety akurat z drugiego konca miasta.
        I wierz mi, korki owszem są normą i z grubsza wiadomo gdzie się tworzą.

        ALE niemal codziennie są sytuacje nie do przewidzenia na drodze - z autopsji : radosna twórczość miejskiego inż. ruchu (reguluje długość świateł) - tu można by poemat napisać i jeszcze byłoby mało!
        Następnie malowanie pasów o 7 rano - korek gigant!
        Parkowanie na jezdni (tylko na chwilę przecież!), przejazd kolejowy zamknięty o innej porze niż zwykle, remonty (nagłe i niespodziewane), zawalidrogi lub przeciwnie - tarasujący skrzyżowania itp.itd. Mogę wymieniać w nieskończoność.

        Ja jestem z siebie dumna, że w tak niesprzyjających warunkach, przez parę lat dowożenia dziecka spóźniliśmy się może z 5 razy big_grin

        Piszesz o współpracy szkoły z rodzicami.
        Cóż, z mojego doświadczenia wynika, że szkoła nie rozumie słowa współpraca.
        Szkoła chciałaby aby rodzic szybko i bez szemrania wykonywał wszelkie, nawet idiotyczne, polecenia. Szkoła wcale nie lubi tzw. rodziców zaangażowanych w proces edukacji dziecka, nie lubi pytań, nie toleruje rzeczowej rozmowy (bo rodzic podważa kompetencje nauczyciela!).
        Rodzic ma siedzieć cicho, dyscyplinować swoje dziecko w domu, przynosić co pani każe, pomagać na basenie, upiec ciasto, pomalować klasę i pojechać na wycieczkę jako opiekun, a i płacić składki. I to tyle w kwestii "współpracy".

        Jeśli szkoła wymaga bezwzględnego noszenia mundurków, to powinna zadbać o podstawowe minimum w tej sprawie. Czyli - można kupować mundurki częściej niż raz na rok, i są one w przyzwoitej cenie. Jeśli szkoła nie jest w stanie tego zapewnić, to nie powinna karać za sporadyczny brak mundurka.
        • blfr Re: spóźnienie na "zerówkę" do panda74 15.10.10, 14:27
          Jako nauczyciel: zawsze pytam czy uczniowie rozumieją polecenie i czy mają pytania. Na zebraniach przedstawiam rodzicom swoja rację, rację szkoły ( nie zawsze się to pokrywa) mowię co jest realne a co nie i proszę o uwagi. Bardzo lubie rodziców angażujących się np. pomagających w organizowaniu Studniówki, zainteresowanych postepami w nauce, ale nie tydzień przed zakończeniem roku szkolnego.
          Remonty mnie nie interesują, podobnie jak wycieczki czy ciasto.
          Lubię rzeczowe rozmowy i jak ktoś chce mi wytknąc błędy, niekompetencje - nie mam nic przeciwko temu. Tylko niech to będzie rzeczowe a nie emocjonalne.
          • oneway9 Re: spóźnienie na "zerówkę" do panda74 15.10.10, 15:18
            b ciekawie czyta mi sie wypowiedzi dwoch nauczycielek verdeny i blfr - zupelnie roznych w podejsciu do mlodziezy..; blfr ciekawa jestem jak czesto uczniowie zglaszaja, ze nie rozumieja tego co wlasnie tlumaczylas? swoja edukacje od przedszkola do studiow przebylam w Polsce, potem wiele lat spedzilam za granica na roznych uczelniach i pierwsza rzecza jaka wspolnie z mezem (odrebne uczelnie i kierunki) zauwazylismy to sposob w jaki studenci/uczniowie odnosza sie do nauczycieli i vv; dla mnie to byl szok! jak bardzo tam nauczycielowi zalezalo zeby wytlumaczyc, zainteresowac! i jak uczniowie domagali sie wyjasnien! tu oczywiscie zawsze bylo 'czy sa jakies pytania' itp frazesy, ale nie przypomniam sobie zeby ktos sie odwazyl; potem do szkol polskich trafili moi synowie i mimo, ze uplynelo tyle lat to widze, ze praktycznie nic sie nie zmienilo od moich czasow;
        • panda74 Re: spóźnienie na "zerówkę" do panda74 15.10.10, 15:34
          lena99 napisała:
          >
          > Ja jestem z siebie dumna, że w tak niesprzyjających warunkach, przez parę lat d
          > owożenia dziecka spóźniliśmy się może z 5 razy big_grin
          >
          No widzisz? smile A u mnie spóźniają się codziennie dzieci mieszkające w bloku obok szkoły. Jest to w pewnym momencie potwornie irytujące.

          > Piszesz o współpracy szkoły z rodzicami.
          > Cóż, z mojego doświadczenia wynika, że szkoła nie rozumie słowa współpraca.
          > Szkoła chciałaby aby rodzic szybko i bez szemrania wykonywał wszelkie, nawet id
          > iotyczne, polecenia. Szkoła wcale nie lubi tzw. rodziców zaangażowanych w proce
          > s edukacji dziecka, nie lubi pytań, nie toleruje rzeczowej rozmowy (bo rodzic p
          > odważa kompetencje nauczyciela!).
          > Rodzic ma siedzieć cicho, dyscyplinować swoje dziecko w domu, przynosić co pani
          > każe, pomagać na basenie, upiec ciasto, pomalować klasę i pojechać na wycieczk
          > ę jako opiekun, a i płacić składki. I to tyle w kwestii "współpracy".

          U nas trochę szerzej rozumiane jest słowo "współpraca"... I nigdy w życiu nawet nie pomyślałabym, że rodzic "ma siedzieć cicho" jak napisałaś. Wręcz przeciwnie, zawsze na pierwszym zebraniu informuję rodziców, że jestem otwarta na sugestie, zawsze mogą przyjść z pytaniami, propozycjami itd. Przy czym faktycznie jestem otwarta na owe sugestie, nie są to czcze słowa wink
          >
          > Jeśli szkoła wymaga bezwzględnego noszenia mundurków, to powinna zadbać o podst
          > awowe minimum w tej sprawie. Czyli - można kupować mundurki częściej niż raz na
          > rok, i są one w przyzwoitej cenie. Jeśli szkoła nie jest w stanie tego zapewni
          > ć, to nie powinna karać za sporadyczny brak mundurka.

          U nas rodzice kupują mundurki nieco na wyrost, bo też akcja "mundurek" organizowana jest raz w roku. Wymagamy noszenia ich, ale nie piętnujemy, kiedy zdarzy się dziecku zapomnieć. Są jednak dzieci, które nie noszą i w takich sytuacjach szkoła reaguje.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka