mtomass
04.11.10, 14:25
Mam poważny problem z 12 letnim synem. Chodzi do 1 klasy gimnazjum. Mieszka z matką i jej nowym partnerem (jestem rozwiedziony) oraz młodszą siostrą w małym mieście, kilkadziesiąt km od mojego (mieszkam w dużym mieście). Syn, pomimo tego że wg pedagogów i psychologów jest zdolny, dostaje przeważnie stopnie z zakresu 1-3, rzadko pojawia się 4. Przeważnie wraca ze szkoły o 19-20 bo po szkole idzie do kolegów. Ma jakichś starszych kolegów, którym imponują tylko pieniądze, natomiast pilnych uczniów nazywają kujonami. Była zona często jeździ pod szkołę i musi go ganiać, bo syn ucieka. W domu jest niegrzeczny, odpyskowuje i przeklina. Z nowym partnerem matki ma bardzo złe stosunki, bo facet nie chce tolerowac że chłopak mówi to matki "wyjdź stąd", albo "sp...laj". Żona wybudowała właśnie dom i wszyscy lada chwila mają w nim zamieszkać, jednak jej konkubent mówi że jak mój syn tak bedzie się zachowywał to on nie bedzie tam mieszkał. Natomiast syn rzuca tekstami typu "Przygarnęła jakiegoś biednego dziada i on ma mieszkac w naszym domu za cudze pieniądze". Syn przyjeżdża do mnie co 2 tygodnie na weekendy i wtedy spotykamy się we 4 - z moja nową partnerką i jej 12 letnią córką. Dzieciaki chyba sie lubia, jednak powstaje problem gdy trzeba odrobić z synem lekcje. Robi to tak niechętnie, ze ręce opadają. Natomiast była żona dzwoni co chwila i krzyczy że ma zrobić to i to. Syn skarży się, że ona w domu cały czas mu truje że ma się uczyć i krzyczy, nie potrafi pochwalić tylko ganić. Tu akurat go rozumiem, bo m.i. to było przyczyną rozwodu. Niedawno w szkole przyłapano syna na paleniu papierosów i dyrektorka zagroziłą mu obniżeniem stopnia z zachowania, ale jego chyba to mało obeszło.
Poradźcie co robić, bo ostrzegano mnie juz że to ostatnia chwila aby zmienić syna. Za kilka lat juz będzie za późno. Kocham go i rozumiem jego frustracje, ale nie może być tak aby chodził po ciemku po mieście zamiast wrócić do domu, ignorował naukę i pyskował matce. Boję się, że za moment zacznie się palenie na dobre, alkohol a może i narkotyki.
Byliśmy z byłą zona i synem kilka razy u poradni psychologa rodzinnego w jego mieście, pani radziła aby ograniczać synowi dostęp do komputera i internetu (zapomniałem napisac, że syn potrafi godzinami przesiadywać na kompie i grac w jakieś głupie strzelanki), jednak zabieranie myszy, klawiatury czy modemu konczyło się dzikimi awanturami, rzucaniem rzeczami po pokoju itp.
Czuję że była zona jest bezradna. Ja w sumie na odległośc niewiele mogę zrobić. Co wobec tego zrobic ? Isc na policje? Może zawiadomić szkołę i załatwić kuratora?