szkoła gnębi moje dziecko

13.12.10, 23:30
Witam, jestem mamą czworga dzieci, trójka dzieci jest już dorosła, pokończyła studia i rozjechała się po świecie. W tym roku najmłodszy syn poszedł do I-ej klasy szkoły podstawowej. Już we wrześniu byłam wstrząśnięta ilością a także treścią uwag jakie przyniósł do domu. Pominę uwagi typu "syn biegał po korytarzu" itd, choć jednego dnia podczas jednej przerwy syn za karę musiał siedzieć na ławce i , że tak powiem podczas odbywania kary postanowił, że zje śniadanie, wstał z ławki żeby wyjąć kanapkę z tornistra i dostał uwagę za "wstawanie bez pytania". Najbardziej wstrząsnęła mną sytuacja w której syn został posądzony o, uwaga, "wyłudzenie 20gr". Syn wraz kolegami szedł do sklepiku szkolnego (jeśli tak można nazwać kanciapę w której nie można kupić: drożdżówki, kanapki,soku, wody natomiast można kupić chipsy i cukierki na sztuki, ceny odpowiednio 5zł i 50gr) i brakło im pieniędzy, więc zapytali się kolegi czy ma jakieś pieniądze a ten dał im 20gr. Następnego dnia rodzic tego chłopca rozpętał taką aferę, że mój syn wylądował u pedagoga, dyrektora, wychowawcy i był straszony policją. Ja o tym fakcie dowiedziałam się dopiero po dwóch dniach, gdy dostałam wezwanie ze szkoły, na które miałam stawić się z synem. Miałam takie przeczucie, że coś się stało bo syn miał przez problemy z zasypianiem i budził się w nocy. Prosiłam wychowawcę aby rozmowa odbyła bez obecności syna, dowiedziałąm się jednak , iż jego obecność jest obowiązkowa. Na owej rozmowie byłą również mama kolegi mojego Filipa, jej syn "wyłudził" kanapkę. Od tamtej pory była kilka mniejszych incydentów. Natomiast dzisiaj miarka się przebrała. Syn przyniósł uwagę ze świetlicy, że "kopał szafkę, aż się przewróciła" Zapytałam go jak to tego doszło, powiedział, że wszedł na szafkę a ona upadła, a dzieci powiedziały Pani, że ją kopał. A ja się pytam gdzie były w tym czasie Panie ze świetlicy? Syn powiedział, że wyszły na chwilę. W piątek, kolażance z klasy zginął portfel, powiedziała wychowawcy, że mój Filip z kolegą zabrai jej portfel, bo tylko oni stali koło jej tornistra. Pani wyciągnęła ich na środek klasy i oskarżającym tonem kazała oddać pieniądze,niesłuchając ich tłumaczeń, zamiast najpierw sprawdzić tornister owej dziewczynki w którym ten portfel cały czas był.
Będąc na rozmowie w szkole powiedziano mi aby zmienić metody wychowawcze. Na co odpowiedziałam, iż nie będę ich zmieniać, gdyż moje metody są bardzo dobre, wychowałam trójkę dzieci, jedno ma już własną rodzinę, wszystkie pokończyły studia w Polsce i za granicą, nie palą, nie mają problemów z prawem.
Brakuje mi już sił... Co robić?
    • marcin.slawski Re: szkoła gnębi moje dziecko 13.12.10, 23:46
      CytatW piątek, kolażance z klasy zginął portfel, powiedziała wychowawcy, że mój Filip z kolegą zabrai jej portfel, bo tylko oni stali koło jej tornistra. Pani wyciągnęła ich na środek klasy i oskarżającym tonem kazała oddać pieniądze,niesłuchając ich tłumaczeń, zamiast najpierw sprawdzić tornister owej dziewczynki w którym ten portfel cały czas był.
      Pani mocno "przegięła" i nie odpuściłbym tego. A w incydencie z szafką zapytałbym co jeśli pod nieobecność Pań w świetlicy Filip spadając z szafki zrobiłby sobie krzywdę ?

      Strasznie dużo tych małych "bo on..."
      Masz dwa wyjścia: Albo drążyć temat albo zmienić szkołę. Nie ma się co śpieszyć z tym drugim, ale znam trzy podobne przypadki. W jednym dziecko "dociągnęło" do gimnazjum, jednak z przypiętą "łatką". W dwóch pozostałych była zmiana szkoły i efekt był pozytywny.
      • michukichu86 Re: szkoła gnębi moje dziecko 13.12.10, 23:56
        Sama dziwie się, że Filip nie robi problemów i chce chodzić do szkoły. Niektóre dzieci robią sceny na schodach, płaczą, jedna dziewczynka raz nawet zwymiotowała. Pani wychowawczyni strasznie faworyzuje dzieci które skarżą. Kiedys Filip dostał uwagę za to, że z kolegą (jego mama juz we wrześniu go przeniosła do innej szkoły) pod nieobecność Pani stukali rękami w ławkę, jak Pani wróciła dzieci naskarżyły i chłopcy dostali uwagi.
        • michukichu86 zapomniałam dodać 14.12.10, 00:00
          zapomniałam dodać, że od incydentu z porfelem Filip siedzi sam w ławce, wcześniej siedzial z tą dziewczynką, co jej niby porfel zginął, Pani wychowawca przesadziła go.
          • marcin.slawski Re: zapomniałam dodać 14.12.10, 00:11
            Czyli poniósł dwie kary niewinnie. Przesadzenie oraz oskarżenie przed całą klasą...
            Wrrr...
            A jak ma się dziecko tej mamy, która we wrześniu już przeniosła swoją pociechę ? Może to dobra alternatywa, bo zapewne dzieci już się znają ?
            • michukichu86 Re: zapomniałam dodać 14.12.10, 00:14
              podobno lepiej, Filipa dalismy do tej klasy bo cała jego grupa z przedszkola tam szła, tylko chyba 8-ro dzieci doszło z innych przedszkoli
        • analist73 Re: szkoła gnębi moje dziecko 14.12.10, 07:25
          Zdaje mi się że nie tylko on ma pełno uwag. To nie jest normalne co piszesz. Dzieci z pierwszej klasy boją się chodzić do szkoły. Może warto byłoby z rodzicami tych dzieci porozmawiać z dyrekcją o zmianie wychowawczyni?
          • zuzanka79 Re: szkoła gnębi moje dziecko 15.12.10, 11:16
            analist73 napisała:

            > Zdaje mi się że nie tylko on ma pełno uwag. To nie jest normalne co piszesz. Dz
            > ieci z pierwszej klasy boją się chodzić do szkoły. Może warto byłoby z rodzica
            > mi tych dzieci porozmawiać z dyrekcją o zmianie wychowawczyni?

            Ja myślę, że dobrym rozwiązaniem byłoby też spotkanie rodzice - wychowawca- dyrekcja - pedagog. Ale rodzice muszą chcieć mówić. Bo jeśli nie to autorka może wyjść na czepialską pieniaczkę. A raczej na pewno wyjdzie.
            • janana Re: szkoła gnębi moje dziecko 17.12.10, 23:23
              Pierwszym krokiem powinno być spotkanie albo dwa samych rodziców.

              Jak rodzice pogadają i okaże się, że mają zbieżne zdanie, łatwiej będzie rozmawiać z wychowawczynią/dyrekcją. Często większość rodziców siedzi cicho, a przy takim milczącym wsparciu jeden rodzic wychodzi na pieniacza.

              Skoro jest to prawie ta sama grupa, co w przedszkolu, to większość rodziców się pewnie zna.
              Załóżcie listę mailową dla klasy. Komunikacja i informacja wiele moga ulatwić.
        • a.nancy Re: szkoła gnębi moje dziecko 15.12.10, 11:35
          sorry, ale co to za szkoła? nie kumam metod i zasad
          że biega na przerwie? a kiedy ma biegać?
          że stuka w ławkę? jezu, może nie jest to najbardziej inteligentne zachowanie, ale mnóstwo dzieci tak robi. w dodatku pod nieobecność pani, no sorry. jeszcze rozumiem jakby stukał przeszkadzając w prowadzeniu lekcji. ale pamiętam z własnego dzieciństwa, że jak pani wychodziła z klasy, to się zaczynała sodoma i gomora smile to chyba normalne w tym wieku smile
      • an99na Re: szkoła gnębi moje dziecko 17.12.10, 20:01
        Moim zdaniem powinnaś ostatni raz zdecydowanie porozmawiać z wychowawcą albo zmienić szkołę, niestety. Pierwszoklasista to za młody wiek na takie kłopoty - co będzie dalej? Życie z niesłuszną łatką rozrabiaki i łobuza może źle wpłynąć na dziecko ,
    • yula Re: szkoła gnębi moje dziecko 14.12.10, 00:03
      Rozejrzyj sie za inną szkołą albo przynajmniej inną klasą, może inna wychowawczyni będzie normalniejsza? To jakiś horror to co piszesz
      • michukichu86 Re: szkoła gnębi moje dziecko 14.12.10, 00:12
        Myśleliśmy nad zmianą szkoły, ale to dopiero byłby dla niego wstrząs. Starsze dzieci też są wstrząśnięte, jeden z synów powiedział, że ten jego zeszyt uwag to na Demotywatory się nadaję. Nie mogą pojąć jak szkołą tak może zniechęcać dziecko. Nawet nie wiedzą jak go pocieszyć. Oni mieli, żadnych uwag ich koledzy też nie. I co, mają kłąmać 7-o latka, że oni też nie mogli biegać i bawić się na przerwach?
        • yula Re: szkoła gnębi moje dziecko 14.12.10, 00:33
          Chyba lepszy jest chwilowy wstrząs na zapoznanie sie z nowymi kolegami niż takie traktowanie przez 6 lat uncertain Jak zacznie wierzyć w te uwagi i że jest do niczego jak z nich wynika to dopiero będziesz miała problem uncertain U mnie taka "wspaniała" wychowawczyni była w przedszkolu, to co zdołała zrobić w ciągu kilku mies, odkręcałam z rok czasu, chodzi o samoocenę dziecka.
          • michukichu86 Re: szkoła gnębi moje dziecko 14.12.10, 00:42
            Filipa kolega został przeniesiony do innej szkoły, w innej miejscowości, ma się dobrze, ale tam dyrektorką jest jego ciociasmile ja również mogę przenieść Filipa do szkoły do której uczęszczały moje starsze dzieci,jednak nie chciałabym tego robić przez wzgląd na to,że zmieniliśmy miejsce zamieszkania i chcielibyśmy z mężem aby miał kolegów ze swojej dzielnicy
            chodził z nimi do przedszkola od 2,5 roku życia, nie chcemy tego niweczyć pochopną decyzją. sprawę ułatwia jedynie to, że Filip ma bardzo odporną naturę przeciw wszystkim ,pomimo trudności umie walczyć ...a to tylko 116 cm wzrostu, no i lubi swoją klasę... W szkole nie lubi tylko swojej wychowawczyni, nie lubi jej dlatego i tu cytuję " bo wiem, że ona mnie też nie lubi i w ogóle mnie nie słucha"
            • lolinka2 Re: szkoła gnębi moje dziecko 14.12.10, 02:42
              zabieraj dzieciaka i dawajcie nogę z tej szkoły...
              betony niereformowalne tam tkwią

              serio, zgarnij go stamtąd, a sama zobaczysz jak ci dziecko odżyje.... dopóki jeszcze mu się cokolwiek chce. Nie ma co w imię czegokolwiek fundować mu 6 przerąbanych lat w towarzystwie imbecyli na stanowisku n-la.

              Ja przeniosłam dziecko po 2 latach. Różnica KOSMICZNA (choć w poprzedniej szkole p.wzgl. wyników było w zasadzie bardzo dobrze... tylko młoda jakaś "przygaszona" zdarzeniami i zdemotywowana mocno).
              • baba06 Re: szkoła gnębi moje dziecko 14.12.10, 08:28
                "zgarnij go stamtąd, a sama zobaczysz jak ci dziecko odżyje..."

                ale z postu autorki wynika,że Filip daje radęsmile
                zanim przeniesiesz dziecko musisz się upewnić,że w innej szkole będzie lepiej,a tego niestety nikt ci nie zagwarantujesad, bo jak wychowawczyni będzie super to pani od religii, "świetliczanka" lub ktoś inny okaże się upiorny...
                Może trzeba porozmawiać z innymi rodzicami, jakie jest ich zdanie i może wystarczy zmiana wychowawczyni....
                Argument o tym,że ma się trójkę dorosłych, dobrze wykształconych i ułożonych dzieci niekoniecznie może być przekonywujący...zdarza się, nawet w najlepszej rodzinie, że ktoś może wybrać inną drogę....nie twierdzę,że tak jest u Ciebie, ale były na forum takie wątki,że jedno dziecko świetnie poukładane, drugie stoi nad krawędziąsad

                I tak z ciekawości, co 7latek robił na szafce?
                • azile.oli Re: szkoła gnębi moje dziecko 14.12.10, 09:05
                  Wychowawczyni jest jak widać niereformowalna, mój syn miał taką samą, on nie przynosił uwag, bo był bardzo zdyscyplinowany (nie biegał, bo nie było wolno , z uwagi na bezpieczeństwo), ale była to klasa wychowana na donosicielstwie. O każdą pierdołę. Do tego stopnia, że jak im się wychowawczyni zmieniła w czwartej klasie, to pod pokojem nauczycielskim stały istne pielgrzymki z doniesieniami, a cała szkoła z nich się śmiała. W końcu któraś nauczycielka im wytlumaczyła absurdalność tego postępowania.
                  Co do Twojego syna - jak na razie jedyną winę widzę w tym, że na szafkę wszedl - no niestety, to, że nikt ich nie pilnował, to prawda , ale to, że po szafkach się nie chodzi, to druga strona medalu.
                  Inne uwagi są bez sensu - za bieganie został ukarany, więc nie widzę powodu, aby pisać uwagę. Tu jest taka sprzeczność - ja wiem, że dzieci potrzebują ruchu, ale po prostu bieganie po korytarzach jest niebezpieczne ( w podstawówce moich dzieci chłopczyk wylądował w szpitalu ze wstrząsem mózgu).
                  Kwestia oskarżenia o kradzież - skandaliczna. Kto wykrył, że koleżanka ma jednak portfel? Czy syn został przeproszony przez panią? Jeśli nie, zrobiłabym awanturę. Jak można zrobić z dziecka złodzieja bez dowodów? Tu bym wychowawczynię ostro postraszyła, poszła na skargę do dyrektora, bo pomówienie, to już poważna sprawa.
                  Ja bym zmieniła szkołę, ale jeśli syn się nie zniechęca, to po prostu chodzić do pani w sprawie każdej bzdurnej uwagi, może jej się znudzi pisanie.
            • jakw Re: szkoła gnębi moje dziecko 14.12.10, 09:48
              A jest jakaś inna klasa I z inną (lepszą) wychowawczynią w tej szkole? To może też być jakieś wyjście.
            • morekac Re: szkoła gnębi moje dziecko 14.12.10, 09:53
              Zmieniaj szkołę - natychmiast. Bo z tego co piszesz, to możesz.
              Tutaj skargi do dyrekcji nic nie pomogą, bo to raczej nie jest kwestia jednej pani, tylko całego środowiska szkolnego, a zanim zrobisz coś w kuratorium, to ci dzieciaka zgnoją.
    • malila Re: szkoła gnębi moje dziecko 14.12.10, 08:51
      A jak się skończyła ta afera o 20 gr?
      • michukichu86 Re: szkoła gnębi moje dziecko 14.12.10, 11:21
        W liście ze szkoły było napisane żeby przynieść ową kwotę na zebranie, no to zabrałam ze sobą 20gr zapakowane w kopertęsmile
        • malila Re: szkoła gnębi moje dziecko 14.12.10, 11:32
          Kiedy czytałam Twój post zastanawiałam się, dlaczego w odpowiedzi na rozpętaną przez innego rodzica aferę i reakcję szkoły, Ty nie rozpętałaś własnej? Bo odnoszę wrazenie, że nie bronisz swojego syna - wnioskuję tak wyłącznie na podstawie postu, nie widzę tu tego. Czy możesz wyjaśnić, jak to jest? Czy reagowałaś, protestowałaś przeciwko temu, co się dzieje?
          • michukichu86 Re: szkoła gnębi moje dziecko 14.12.10, 12:00
            Na zebraniu oprócz mnie były dwie mamy ze swoimi pociechami. Jedna nic się nie odzywała, ponieważ już postanowiła, że przeniesie syna. Druga tuliła swoje dziecko i szlochała krzycząc: " Rafałku jak ty mogłeś mi to zrobić! Jak ty mogłeś mi to zrobić! Ja cię tak kocham... Rafałku!..." Po monologu wychowawcy, chciałam z nią porozmawiać, wtedy naprawdę uwierzyłam Filowi, że ona go nie słucha. Powiedziałam jej, że trochę pomylili kolejność, że najpierw to ja powinnam być powiadomiona jako pierwsza, po to zostawia się nauczycielom numer komórki i numer do pracy. Pytałam dlaczego syn miał rozmowę z pedagog i dyrektorką bez mojej wiedzy. Powiedziałam również, że za moich czasów i gdy moje starsze dzieci chodziły do szkoły to "wyłudzenie kanapki" nazywało się "dzieleniem" a "wyłudzenie pieniędzy" pożyczką. Poruszyłam temat śmieciowego żarcia w sklepiku szkolnym oraz astronomicznych cen. Ale nie uzyskałam żadnej odopowiedzi...
            • malila Re: szkoła gnębi moje dziecko 14.12.10, 12:05
              Ok. W takim razie ja bym dziecko przeniosła do innej szkoły robiąc rozróbę w obecnej.
            • blfr Re: szkoła gnębi moje dziecko 15.12.10, 09:52
              Z częścią rzeczy masz rację- o wykroczeniach dziecka powinien być w pierwszej kolejności informowany rodzic, choć nie uważam, żeby rozmowa z pedagogiem wymagała Twojej zgody czy obecności, natomiast między "wyłudzeniem" a "dzieleniem" czy 'pożyczką"jest płynna granica. Nauczyciele muszą być czujni.
              Jeśli nie zgadzasz się, żeby Twoje dziecko jadło za astronomiczne ceny coś co określasz jako "śmieciowe żarcie" rób w domu kanapki i nie dawaj pieniędzy.
              • michukichu86 Re: szkoła gnębi moje dziecko 02.01.11, 22:33
                Jeśli nie zgadzasz się, żeby Twoje dziecko jadło za astronomiczne ceny coś co o
                > kreślasz jako "śmieciowe żarcie" rób w domu kanapki i nie dawaj pieniędzy.


                To jest właśnie niewłaściwa postawa nauczycieli i dyrekcji szkoły-to Wy a nie rodzice macie wpływ na to jakiemu ajentowi wynajmujecie szkolny sklepik-można wtedy jasno określić czego oczekujecie Wy jako pedagodzy i czego oczekują rodzice- walka ze szkolnymi sklepikami oferującymi dzieciom same słodycze(czyli dodatkową dawkę energii,która musi być gdzieś wyzwolona)za granicami naszego kraju trwa od 7-dmiu lat,u nas w ogóle jej nie ma.Podałam 28 pozycji ze sklepiku w sanepidzie i byli zaskoczeni, że dyrekcja nie interweniuje w tej sprawie...
                Osobiście uważam,że większość rodziców tak jak ja dałaby z chęcią dzieciom pieniążki na sok ze świeżo wyciśniętych warzyw czy owoców,na kanapkę,na pączka czy drożdżówkę,na zapomniany ołówek czy gumkę do usuwania błędów- a tam mamy tylko chipsy,cukierki pudrowe,gumy rozpuszczalne,cukierki na sztuki ,niezdrowe batoniki itp.itd
    • beatulek Re: szkoła gnębi moje dziecko 14.12.10, 09:15
      A co oznacza 86 przy Twoim nicku?? Ja patrzyłam na to jak na rok urodzenia ale nijak mi wychodzi bys mogła mieć już troje odchowanych dzieci??? No ale moze się mylę... W każdym razie jeśli nie jesteś trollem to poproś panią o rozmowę - wypytaj ze szczegółami o wszystkie bzdury tak aż sama pani będzie miaął dosyć.... opowiadaj jak to syn się skarży i co Ty o tym sądzisz a jak nie pomoze to zmień chłopakowi klasę lub szkołę. Jesli zotanie w tej klasie to pewnie aż do 3 klasy owa pani będzie z nim.
      • morekac Re: szkoła gnębi moje dziecko 14.12.10, 10:12
        Może to, że poprzednich 85 michukichu było zajętych? wink
        • michukichu86 Re: szkoła gnębi moje dziecko 14.12.10, 11:23
          dokładnie tak byłosmile samo michu kichu było zajęte a w podpowiedziach nicku 86 najbardziej mi przypadło do gustu
    • jakw Re: szkoła gnębi moje dziecko 14.12.10, 09:46
      Ty się wogóle nie zastanawiaj tylko zmieniaj szkołę.
    • lila1974 Re: szkoła gnębi moje dziecko 14.12.10, 11:39
      Poszłabym do poradni w rejonie i poprosiła o rozmowę z jakąś sensowną babeczką.
      To nie jest tak, że szkoła jest wszechwładna.
      Psycholog z poradni ma mozliwość obserwowania klasy, często doskonale zna sytuację w danej szkole lub klasie a osoba jakiegoś nauczyciela też jest mu znana.

      Uwierz, współpraca z poradnią może być bardzo pomocna.
    • michukichu86 jutro będzie Pani psycholog 14.12.10, 11:48
      Jutro przyjedzie do nas Pani psycholog, porozmawia z Filipem i udzieli nam jakiś wskazówek jak porozmawiać z dyrekcją i wychowawcą (te dwie Panie to naj naj przyjaciółki). Dzisiaj małż wypisał Fila z wszystkich zajęć dodatkowych, bo jak się dowiedziałam zajęcia te prowadzone są po to aby na koniec roku przypiąć dziecku łatkę "problemowego". W zeszłym tygodniu przyniósł uwagę, za brak książki do angielskiego. Dzień wcześniej nauczycielka napisała, że będą skrócone zajęcia, że lekcje skończą się o 11.30 a nie o 15. Fil miał mieć angielski od 14 więc małż nie dał mu książki. Niestety Pani nie napisała, że tego dnia będą wszystkie lekcje po 25minut...

      Dzisiaj małż poszedł wyjaśnić sprawę "kopania szafki w celu rozładowania agresji", i Pani ze świetlicy przyznała, że uwierzyła dzieciom i troche przekolorowała tą sytuację.
      Co do wsparcia z naszej strony, to on ma duże wsparcie. Problem jest w tym, że my dowiadujemy się o wszystkim po fakcie, z tygodniowym nawet opóźnieniem. A Filu nie jest zbytnio wylewny i nie płacze po powrocie ze szkoły.
      • azile.oli Re: jutro będzie Pani psycholog 14.12.10, 13:23
        Uczul dziecko, żeby Ci o wszystkich nietypowych sytuacjach mówiło. To, że jesteś zaskakiwana informacjami niestety działa na niekorzyść syna. Z boku wyglada to tak : dziecko było winne, więc nie powiedziało w domu, niewinne by się poskarżyło.
        A co zrobiłaś w sprawie rzekomej kradzieży portfela? Dlaczego syna rozsadzono ? To wygląda tak, jakby był wciąż podejrzany. Nie możesz pozwolić na coś takiego.
        Odnoszę jeszcze wrażenie, że Ty się bardziej przejmujesz ta sytuacją, niż syn , bardzo łatwo zwalać na takie dziecko wszelkie sprawy nieprzyjemne, bo inne poszłoby do domu z płaczem, a rodzic następnego dnia byłby w szkole z pretensjami i zaskoczyłby panią.
      • ankagoz Re: jutro będzie Pani psycholog 14.12.10, 13:46
        Dokładnie to samo przechodzę z moją córką, dziecko jest grzeczne i nieśmiałe i też nie wylewne.
        Mało tego zawsze wpajałam że Pani ma rację. Doszło do tego że wszystko było na nią a ona nic nie mówiła. Pod koniec nie dostała dyplomu, bo podobno rozmawia nalekcji (dziwne - to czemu nie potrafiła się bronić).Np. była oskarżona o wylanie picia i przy całej grupie miała sprzątać - ona poprostu wyszła i pochwaliła się mi - ja mądra matka naskoczyłam na nią - to nic że nie Ty Pani trzeba słuchać. Było coraz gorzej. A jak dowiedziałam się o dyplomie pokątnie - bo u nas nie ma informacji uwag itp. Poszłam zła do wychowawczyni - dziecko przynosi same 6. I wtedy dowiedziałam się że zrobiła to tamto itd, pytam się Pani czy rozmawiała z dzieckiem - spojrzała tylko. Dopiero wtedy zdałam sobie sprawę co zrobiłam. Nie broniłam jej tylko szukałam w niej winy. Przysiadłam na mojej córci i wreszcie zrozumiałam co się działo, wsparałam ją mocno i prosiłam by poszła z tym do wychowawczyni. Bez jej wiedzy ja również poszłam jeszcze raz i poprosiłam - by pokazała uwagi (nie było - dziennik był w domu sad Wytłumaczyłam wszystko i poprosiłam by jej pomogła i z nią porozmawiała i wytłumaczyła. Koniec roku był sukcesem, bez dyplomu. Teraz II klasa, dziecko już wie że musi mi mówić od razu nie po czasie - bym mogła pomóc i tak było. Aż przynosi 1 raz uwagę w dzienniczku - że poprowadziła dzieci do bicia chłopca. Szok - ze łzami w oczach opowiadała, że to nie prawda. Wyszłam wściekła z domu i zadzwoniłam do Pani - z pytaniem na jakiej podstawie tak twierdzi - znowu tekst bo inne dzieci tak mówiły - więc pytam czy rozmawiała z moją (nie). Wytłumaczyłam co mi mała opowiada i jak się czuje - a ona że powinnam ją okrzyczeć i dać nałuczkę. Więc uparcie mówię, że nie mam podstawy do tego by jej nie wierzyć i ona chyba też powinna z nią porozmawiać. Obiecała, że to zrobi - na dugi dzien wszyscy widzieli skreśloną na czerwono uwagę smile Mała sama musiała pójść do Pani nie wiedząc o mojej rozmowie. Teraz już wie że musi się bronić. Nie zawsze to wychodzi ale u nas najważniejsze jest wsparcie i niestety to ja muszę o nią walczyć.
      • theorema Re: jutro będzie Pani psycholog 17.12.10, 20:54
        metody sa dwie - uprzedzac atak, zaczac donosic do dyrekcji na nauczycielki i swietliczanki - za nieobecnosc, nie taki ton, nudne zajecia, brak opieki - w tonie najwyzszej urazy, niespelnienia oczekiwan stawianych szkole(tak, tak - to rodzice stawiaja wymagania szkole - oddaja w koncu pod opieke i na wychowanie swoje wlasne dziecko, warto o tym pamietac) i rozczarowania postawa "pań".
        Oprocz tego mozna w trakcie lekcji pojawic sie w klasie(woźne omamic historyjka o zapomnianej pracy domowej doniesionej dziecku "na sygnale" )i powiedziec dzieciom, ze pani nauczycielka niesprawiedliwie ukarala chlopca i zachecic pania, aby w obecnosci wszystkich dala przyklad, co sie robi w takich sytuacjach - to znaczy przeprosila. Moj ojciec kiedys tak zrobil - wbrew pozorom akcja choc dotkliwa spowodowala szacunek u tej pani, a na pewno duzy strach przed powtorzeniem akcji.
        metoda druga - zabrac dziecko ze szkoly - to dla tych mniej przebojowych rodzicow. Przepraszam najmocniej, ale - JESLI TE DZIECI SKARZA, TO TO NIE SA PRZYJACIELE.
        Trzeba zapomniec o tym, ze od 3 roku zycia razem sie bawily w przedszkolu, bo jak widac, nie spowodowalo to u nich braterskiej, honorowej postawy, wrecz przeciwnie, slowo "skarzyc" pojawia sie tak czesto, ze sugeruje koniecznosc natychmiastowego odseparowania wlasnego dziecka od tej lizusowskiej bandy. To nie sa kandydaci na przyjaciol i nie ma powodu, zeby syn utrzymywal kontakt z dziecmi ze swojej dzielnicy po lekcjach. To smieszne... Po co??? po co ma sie spotykac, czy kolegowac z nielojalnymi dziecmi, ktore skarza i donosza? Bo chodzil z nimi do przedszkola????
        ja chodzilam do szkoly, gdzie kazde dziecko mieszkalo gdzie indziej, z calej Warszawy i okolic. Ci, co sie chcieli przyjaznic i spotykac - i tak to robili. A dwoch chlopcow, ktorzy jezdzili tym samym autobusem zawsze przyjezdzalo i odjezdzalo w innyjm czasie - bo ten slabszy bal sie byc sam na sam z tym silniejszym, ze go nabije. To tyle o wiezach spowodowanych mieszkaniemj w tej samewj dzielnicy. Pozdrawiam i zycze jak najszybszego zdecydowanego rozwiazania tej sytuacji. Uczylam kiedys gnebionego chlopca - czasem mowil ze smutkiem "bo ja juz po prostu jestem taki zly", albo "niewazne, jak sie zachowuje, nie musze sie starac, bo i tak to ja oberwe za wszystkich"...za pare lat bedzie to samo z bohaterem watku.
      • wj_2000 Re: jutro będzie Pani psycholog 17.12.10, 21:00
        michukichu86 napisał:
        > Dzisiaj małż wypisał Fila z wszystkich zajęć dodatkowych

        Osobom, które męża nazywają "małż", a dziecko "młody" ("młoda") nie daję za grosz zaufania. Może to niesprawiedliwe, ale tak już mam.
        • kurczak1 Re: jutro będzie Pani psycholog 17.12.10, 21:05
          Osobom, które mówią nie po polsku "tak już mam" nie daje za grosz zaufania. Też nie wiem dlaczego smile
          • aniani7 Re: jutro będzie Pani psycholog 18.12.10, 12:29
            Ha, ha, ha, dokładnie! Cóż to za nowy związek frazeologiczny "dawać zaufanie", chyba pora podstawówkę powtórzyć.
        • michukichu86 Re: jutro będzie Pani psycholog 02.01.11, 22:41
          a dziecko "młody" ("młoda") nie daję za grosz zaufania. Może to niesprawiedliwe, ale tak już mam.

          Ale mój małż jest już małżęm od początkusmile
          a na mojego żadnego syna nie powiedziałam nigdy,, młody,, ponieważ młody to mój brat smile
    • blfr Re: szkoła gnębi moje dziecko 14.12.10, 13:59
      Uporządkujmy to wszystko.
      1. Nie jest ważne czy wychowałaś 1 dziecko 2, 3 czy 4 i czy są po studiach czy nie, w Polsce czy za granicą. To nie ma żadnego związku ze sprawą.
      2. Nie podoba mi się treść uwag "syn biega po korytarzu". Jeśli biega to trzeba reagować natychmiast, żeby nie zrobił sobie krzywdy a nie w domu. Jesli mimo zwróconej uwagi przez nauczyciela syn by go "olał" i dalej rozrabiał - uwaga jest jak najbardziej zasadna, ale o nieco innej treści.
      3. Kolejna rzecz, której nie pojmuję- karanie poprzez unieruchomienie w ławce 7 latka ( jest to kręcenie na siebie bicza) i afera z faktu, że zjadł śniadanie.
      I W TYM MOMENCIE NALEZAŁO ZDECYDOWANIE DZIAŁAĆ.
      4. Bedę broniła szkoły w sprawie "wyłudzenia". W jakims stopniu zachowano się jak słoń w składzie porcelany, ale nauczyciele muszą być wyczuleni na pytanie "czy masz jakieś pieniądze". Nauczyciel woli dmuchać na zimne, zwłaszcza jeśli w szkole były przypadki wyłudzeń. I to nieważne czy 20 groszy czy 100 zł. Tym nie mniej starszenie policją , wizyta u dyrektora były reakcją przesadzoną. Natomiast czujność mnie nie oburza.
      5. Rozmowa w obecności dziecka jest jak najbardziej ok. Nic o nas bez nas, bez względu na wiek. Dziecko nie może mieć przeświadczenia, że ktoś coś knuje za jego plecami. Musi mieć możliwość obrony - i to natychmiastowej, spojrzenia wychowawcy w oczy. Dorosły tez nie będzie kłamał przy dziecku.
      6. Szafka - mogło być różnie. Nie robiłabym afery, choć szlag mnie trafia jak uczniowie cokolwiek niszczą. Ostatecznie karą jest ból nogi kopiącego.
      7. Panie w świetlicy - powinny być nawet ze względu na własne bezpieczeństwo. Natomiast ludzie są tylko ludźmi. Mogło się tak zdarzyć i też nie robiłabym draki.
      8. Karygodne zachowanie nauczycielki w sprawie rzekomej kradzieży portfela! Ale nie miała prawa również rewidować teczki koleżanki - co sugerujesz żeby zrobiła.
      9. Nie rozumiem też ostatniej kwestii a mianowicie żądania zmiany Twoich metod wychowawczych. Konkrety - czego domaga się wychowawczyni.
      _________________________________________________________________
      Dziecko w konflikcie ze szkoła trzeba mądrze wspierać. Nie wolno stać za nim murem i iść w zaparte, że mój syn nie jest niczemu winny tylko kolega- łobuz. Trzeba taktownie sprawę wyjaśnić, gdy zawinił niech przeprosi ( niekoniecznie na forum całej klasy, ale czasem właśnie w obecności wszystkich), jesli został niewinnie oskarzony niech zostanie przeproszony ( także przez dorosłego). Nie wolno pozwolić, aby był upokorzony, ale i on nie ma prawa deptać cudzej godności.
      Dziecku - w obecności wychowawcy- trzeba wytłumaczyć, że owe 20 groszy, które bez problemu da dziadek czy starszy brat w szkole może być rozumiane opacznie. A dorosłym uświadomić brak zrozumienia przez dziecko pewnych zachowań.
      Trzeba być w kontakcie ze szkoła tak, zeby nauczyciele widzieli w Was partnerów a nie wrogów.
      I jeszcze jedna istotna uwaga: jesteś matką już nie najmłodszą ze wszystkimi obciążeniami związanymi z tym faktem. Przyjrzyj się sobie.
      Rozmowa z psychologiem jak najbardziej pożądana. Natomiast jeśli na zimno okaże się, że coś szwankuje na linii Wy- szkoła, nie walczyć, bo nic to nie da natomiast zmienić szkołe.
      • kurczak1 Re: szkoła gnębi moje dziecko 14.12.10, 14:06
        Chyba trochę przegięłaś z tym tłumaczeniem ludzkiej głupoty
        • wymiatator1 Re: szkoła gnębi moje dziecko 17.12.10, 17:24
          Głupi zawsze głupiego wesprze, tacy już polscy nauczyciele-nieudacznicy.
          • kurczak1 Re: szkoła gnębi moje dziecko 17.12.10, 21:08
            Nie uogólniaj. To ze nie spotkałeś dobrego nauczyciela nie znaczy ze takich nie ma. Ja jestem
            • wymiatator1 Re: szkoła gnębi moje dziecko 17.12.10, 22:25
              Ależ spotkałem, w podstawówce 3, i co najmniej 5, którzy nie powinni pracowac z dziećmi. W liceum 3 dobrych + 6 nie nadających się nawet do pasania kóz. Trochę lepiej było na polibudzie ale ogólnie rzecz biorac zbyt wysokiego mniemania o nauczycielach nie mam.
              • kurczak1 Re: szkoła gnębi moje dziecko 21.12.10, 10:24
                Hm...Idąc tym tropem mogę powiedzieć, ze nie mam zbyt wielkiego mniemania o tych, którzy ukończyli polibude, ponieważ znam kilku takich, z którymi nie można o niczym prócz seksu porozmawiać. A znam. Jak ci się wrżnei w umysł jakiś stereotyp to potem już trudno się go pozbyć, no nie?
      • morekac Re: szkoła gnębi moje dziecko 14.12.10, 14:37
        . Karygodne zachowanie nauczycielki w sprawie rzekomej kradzieży portfela! Ale nie miała prawa również rewidować teczki koleżanki - co sugerujesz żeby zrobiła

        Koleżanka było tuż obok, pewnie we łzach i można było ją poprosić: Aniu/Kasiu - sprawdźmy jeszcze raz, czy w teczce nie ma portfela.
        Zamiast tego pani rozpętała aferę.
      • jakw Re: szkoła gnębi moje dziecko 15.12.10, 12:04
        No dobrze, ale w przypadku zgłoszenia wyłudzenia czy zaboru kanapki
        nauczycielowi, nauczyciel ten ma trochę więcej możliwości rozwiązania sprawy niż rozpętywanie afery z policją, dyrekcją i psychologiem.
        Pewnie wystarczyłoby zwrócenie "winowajcom" uwagi na niewłaściwość takieo postępowania, prośba o zwrot pieniędzy - może to być poparte wpisem w dzienniczku, żeby i rodzic wiedział o co chodzi i mógł wytłumaczyć dziecku, że ma tak nie robić.
      • michukichu86 Re: szkoła gnębi moje dziecko 02.01.11, 23:10
        1. Nie jest ważne czy wychowałaś 1 dziecko 2, 3 czy 4 i czy są po studiach czy
        > nie, w Polsce czy za granicą. To nie ma żadnego związku ze sprawą.

        Owszem ,ma.

        > 2. Nie podoba mi się treść uwag "syn biega po korytarzu". Jeśli biega to trzeba
        > reagować natychmiast, żeby nie zrobił sobie krzywdy a nie w domu. Jesli mimo z
        > wróconej uwagi przez nauczyciela syn by go "olał" i dalej rozrabiał - uwaga jes
        > t jak najbardziej zasadna, ale o nieco innej treści.

        Uważam,że dzieciom w pierwszej klasie trzeba powtarzać dość często regulamin-nie biegaj ,ponieważ możesz zrobić sobie krzywdę
        nie biegaj,ponieważ może ktoś na ciebie wpaść
        ze zrozumieniem dla siedmiolatka..
        samo nie biegaj nie wystarczy

        3. Kolejna rzecz, której nie pojmuję- karanie poprzez unieruchomienie w ławce 7
        > latka ( jest to kręcenie na siebie bicza) i afera z faktu, że zjadł śniadanie.
        > I W TYM MOMENCIE NALEZAŁO ZDECYDOWANIE DZIAŁAĆ.

        no...odpuściliśmy....i to była nasza wina.
        Wiem to już po konsultacji z psychologiem-brak wsparcia..

        4. Bedę broniła szkoły w sprawie "wyłudzenia". W jakims stopniu zachowano się j
        > ak słoń w składzie porcelany, ale nauczyciele muszą być wyczuleni na pytanie "c
        > zy masz jakieś pieniądze". Nauczyciel woli dmuchać na zimne, zwłaszcza jeśli w
        > szkole były przypadki wyłudzeń. I to nieważne czy 20 groszy czy 100 zł. Tym nie
        > mniej starszenie policją , wizyta u dyrektora były reakcją przesadzoną. Natomi
        > ast czujność mnie nie oburza.

        Mnie oburza zachowanie rodziców,a w szczególności mam ,które nie pracują zawodowo i całą swoją energię skupiają na tym aby udowodnić pracującym matkom,jak to one byle jak zajmują się dziećmi...
        Poza tym wykorzystywanie układów i znajomości też mnie oburza...
        nie tak bardzo jak te 0,20 gr

        5. Rozmowa w obecności dziecka jest jak najbardziej ok. Nic o nas bez nas, bez
        > względu na wiek. Dziecko nie może mieć przeświadczenia, że ktoś coś knuje za je
        > go plecami. Musi mieć możliwość obrony - i to natychmiastowej, spojrzenia wycho
        > wawcy w oczy. Dorosły tez nie będzie kłamał przy dziecku.

        Mój najstarszy syn powiedział,że do dzisiaj traumatycznie wspomina wezwanie z rodzicem do szkoły(w sprawie,w której nie zawinił) a miał wtedy 17 lat....
        Moje 7-letnie dziecko było mocno zdezorientowane całą sytuacją...uważam,że ta konsutacja nie wniosła nic dobrego,poza tym ,że wszyscy byliśmy podenerwowani


        6. Szafka - mogło być różnie. Nie robiłabym afery, choć szlag mnie trafia jak u
        > czniowie cokolwiek niszczą. Ostatecznie karą jest ból nogi kopiącego.

        Nieszczęsna szafka,od której zaczęła się nasza interwencja...trochę póżno ,ale lepiej póżno niż wcale

        Kolega mu powiedział:jesteś za mały,aby tam wejść-no i ujawnił się syndrom MacFlaya-z powrotu do przeszłości smile
        wszedł,szafka się przewróciła.....
        Po powrocie Pani do sali dzieci powiedziały,że kopał..
        Pani powiedziała małżowi,że wyładowywał agresję...

        na drugi dzień,przeprosiny,że może coś tam dodała od siebie..ze chyba tak nie było....
        Filuś mówił,że wszedł i spadł razem z szafką...

        8. Karygodne zachowanie nauczycielki w sprawie rzekomej kradzieży portfela! Ale
        > nie miała prawa również rewidować teczki koleżanki - co sugerujesz żeby zrobił
        > a.

        Nie musiała rewidować teczki,wystarczyłoby aby na samym początku powiedziała;Aniu ,sprawdż w tornistrze...co zrobiła póżniej...ale o wiele za póżno...mój syn niestety tam stał ,na środku klasy i nie odzywał się nic,bo jak powiedział potem Pani psycholog :i tak go Pani nie słucha...

        > 9. Nie rozumiem też ostatniej kwestii a mianowicie żądania zmiany Twoich metod
        > wychowawczych. Konkrety - czego domaga się wychowawczyni.

        Powiedziałam,że wychowałam troje dzieci na porządnych ludzi,takimi samymi metodami wychowawczymi jak Filipa,i Pani stwierdziła to samo co Ty,że to o niczym nie świadczy,oraz że muszę zmienić metody wychowawcze....smile...bez konkretów....



















        • morekac Re: szkoła gnębi moje dziecko 02.01.11, 23:37
          Powiedziałam,że wychowałam troje dzieci na porządnych ludzi,takimi samymi metodami wychowawczymi jak Filipa,i Pani stwierdziła to samo co Ty,że to o niczym nie świadczy,oraz że muszę zmienić metody wychowawcze.......bez konkretów....

          Moim zdaniem tu nauczycielka może mieć trochę racji - to o niczym nie świadczy. Dzieci są różne i metody rewelacyjnie sprawdzające się przy jednych dzieciach, niekoniecznie dadzą ten sam rezultat przy innym dziecku.
          • michukichu86 Re: szkoła gnębi moje dziecko 02.01.11, 23:51

            > Moim zdaniem tu nauczycielka może mieć trochę racji - to o niczym nie świadczy.

            Myślę,że nie ma racji..Filip jest normalnym dzieckiem..no może ma trochę wybujałą fantazję oraz jest bardzo ruchliwy ..ale i tak nie robi takich rzeczy jakie robiłam ja w jego wieku. no i jeszcze do tej pory nie powtórzył wyczynów jego braci... smile Denis i Kevin wysiadają ... chyba teraz wylądowałabym w poprawczaku,bez żadnych szans na ukończenie jakiejkolwiek szkoły oprócz przygotowania do zawodu..smile

    • kurczak1 Re: szkoła gnębi moje dziecko 14.12.10, 14:03
      Po pierwsze to ja bym tam zrobiła taką rozpier...chę, że skry by szły. Po drugie zaraz po interwencji Wydziału Oświaty czy Bóg wie czego jeszcze zmieniłabym dziecku szkołę. I najważniejsze - należy wytłumaczyć dziecku dlaczego ludzie tak się zachowują ( jak działa system donosicielstwa, dlaczego dzieci donoszą i co im to daje, jak to o nich swiadczy; że pani wychowawczyni ma problem psychologiczny z osobowoscia , bo albo ma problemy w życiu osobistym i je przenosi na dzieci, albo nie panuje nad klasą, co wynika ze strzachu lub niechęci do dzieci, czyli nie nadaje się na nauczycielkę). To wszystko powiedzialabym dziecku i jeszcze to, że DOROŚLI NIE ZAWSZE MAJĄ RACJĘ I NIE ZAWSZE WOLNO ICH SŁUCHAĆ
      • ankagoz Re: szkoła gnębi moje dziecko 14.12.10, 14:15
        Popieram i dodałam bym jeszcze, że głośno musi mówić - to nieprawda i donosić tak samo jak koleżeństwo.
        Z walką - fakt nie ma sensu, ale może dogadać się wychowawczynią i zadziałać odwrotnie by ona - pomogła dziecku - to inaczej się słyszy
        • misieczek Re: szkoła gnębi moje dziecko- 14.12.10, 14:45
          A co to za szkoła. Bo z opisu metod wychowaczych i wszechogarniającej głupoty zaczynam się zastanawiać, czy nie 203 w Warszawie.
          Nie daj niszczyć dziecka i zabieraj go czym prędzej do normalnej szkoły. Na szczęście są jeszcze takie.
      • blfr Re: szkoła gnębi moje dziecko 14.12.10, 16:50
        Jestem bardzo ostrożna jeśli chodzi o ocenianie, gdy znamy tylko jeden punkt widzenia- relacje pochodzą tylko z jednej strony. Staram się spojrzeć na to szerzej.
        Bardzo mi się nie podoba robienie tzw. "rozpierduchy" - gdziekolwiek, bo świadczy to nie o silne a o słabości.
        Owszem - trzeba bronić dziecka, ale nie za wszelką cenę udowadniać, że jest pokrzywdzone, biedne, niewinne w sytuacji gdy najczęściej bywa różnie.
        O wiele, wiele więcej zdziała spokojna i rzeczowa rozmowa niż wspomniana "rozpierducha", pisanie pism do Wydziału Oświaty itd.
        W każdym urzędzie jest komórka skarg, która bardzo ostrożnie podchodzi do pism- zwłaszcza tych pisanych pod wpływem emocji. Najczęściej oddelegowany urzędnik odpowiada w sposób standardowy i wysyła pismo, które nic nie załatwia.
        Trzeba się zastanowić co się chce osiągnąć. Czy dać upust swoim emocjom czy coś załatwić ( niekoniecznie tylko w szkole).
        Jeśli chodzi o załatwienie sprawy- w tym przypadku spowodowanie, żeby dziecko czuło się w szkole dobrze- trzeba rozmawiać. Rozmawiać z nauczycielami, psychologiem, pedagogiem, dyrekcją - tak, właśnie w tej kolejności i koniecznie z własnym dzieckiem.
        Nie twierdzę, że nie zdarzają się sytuacje wymagające interwencji np. w kuratorium czy organie prowadzącym szkołę, ale gros spraw można załatwić wewnątrz szkoły.
        I działa to w obie strony.
        Miałam kiedyś uczennicę, która dopuściła się czynów delikatnie mówiąc usprawiedliwiających wyrzucenie jej ze szkoły a nawet powiadomienia prokuratury o popełnieniu przestępstwa. A ponieważ była pełnoletnia nie byłoby z tym większych kłopotów. Na papierach mucha nie siadała. Postanowiłam rozmawiać. Wezwałam rodziców, poprosiłam o pomoc psychologa, poprosiłam o mediację pedagoga. A przede wszystkim przeprowadziłam długą rozmowę z poszkodowanym nauczycielem- najpierw sama, potem w obecności dyrektora. Z czasem okazało się, że można się dogadać i winna spróbuje naprawić szkodę ( materialną i moralną) no i oczywiście przyjmie do wiadomości, że jest to jedyna i ostatnia szansa. Skorzystała z niej. Nauczyciel odstąpił od swoich żądań- przystąpiła do matury, zdała ją, dziś jest rok po studiach. Bardzo wstydzi się swojego czynu, jest porządnym człowiekiem, pracuje. Gdybym zgodziła się na "rozpierduchę" - pewnie zostałaby wyrzucona ze szkoły i miała sprawę sądową zakończona najprawdopodobniej wyrokiem w zawieszeniu. Oznacza to, że w "papierach" figurowałaby jako osoba skazana prawomocnym wyrokiem - ze wszystkimi tego konsekwencjami.
        Dlaczego o tym piszę- choć sprawa dotyczy w zasadzie innej sytuacji? Dlatego, że namawiam do rozmów, mediacji a nie awantur. I zapewniam, że sprawa była o wiele poważniejsza niż to o czym pisze mama Filipa.
        • kurczak1 Re: szkoła gnębi moje dziecko 14.12.10, 17:13
          To fakt, ze zawsze warto spojrzec z 2 stron, ale tu mamy do czynienia z klasycznym szczuciem, niewinne dziecko zostało oskarżone o 2 przestępstwa: kradzież i wyłudzenie. W szkole mojego syna zdarzyl sie przypadek kradziezy, a poszklodowany - moj syn - zawolal swiadkow - 2 panie z szatni i komisyjnie przeszukali kieszsenie złodzieja. Widzial wczesniej ze chlopak ma jego przedmiot, a jednak nie zrobil tego sam. To co, czyz dorosla wyksztalcona osoba nie mogla tego zrobic w ten sposob\? I nie przy klasie. On juz ma łatke złodzieja.
          Gwoli przyzwoitosci przyznaję, że też jestem nauczycielką, ale też rzecznikiem praw ucznia i wiem ze niektorych spraw nie warto rozdmuchiwac, bo...nie warto. Co bynajmniej nie świadczy dobrze o tych, z którymi nie warto smile
          Jeśli nie wolno, a musisz, to trzeba
          • blfr Re: szkoła gnębi moje dziecko 14.12.10, 17:53
            Nie do końca się zgadzam. Przeszukania może robić jedynie policja - żaden nauczyciel komisyjnie czy nie. I gdyby rodzice czy opiekunowie chcieli dochodzić swoich praw - nauczyciel dokonujący przeszukań mógłby miec kłopoty - także prawne.
            • kurczak1 Re: szkoła gnębi moje dziecko 15.12.10, 08:42
              Ale pisałaś o szansie, którą dano jakiejś dziewczynie za co mogła siedzieć. To też było niezgodne z prawem, bo powinna ponieść konsekwencje. Rzecz w tym, ze jak się kogoś oskarza to nalezy mu to udowodnić, tymczasem chłopcom właściwie kazano udowodnić swoją niewinnosć, co jak wiadomo nie jeste możliwe. Zgodnie z prawem nauczycielka powinna wezwać policję, zarzadzic rewizję, a potem konsekwentanie wymagać przeprosin chłopca i jego rodziców przez dziewczynke i jej rodziców.
              • blfr Re: szkoła gnębi moje dziecko 15.12.10, 09:18
                I tu mamy do czynienia z sytuacją, gdy opisuje się przypadek bez konkretów i całego kontekstu. Do więzienia by nie trafiła, dostałaby wyrok w zawieszeniu. Dużo zależało od decyzji poszkodowanego - sprawa była czysta pod względem prawa. Tyle o tym - więcej nie napiszę, bo nie chcę , żeby ktokolwiek cokolwiek zidentyfikował.
                Tak, jesli nauczycielka zdecydowała się na przeszukanie powinna zawiadomić policję - i dalej tak jak piszesz.
        • morekac Re: szkoła gnębi moje dziecko 14.12.10, 18:39
          O wiele, wiele więcej zdziała spokojna i rzeczowa rozmowa niż wspomniana "rozpierducha", pisanie pism do Wydziału Oświaty itd.
          W każdym urzędzie jest komórka skarg, która bardzo ostrożnie podchodzi do pism- zwłaszcza tych pisanych pod wpływem emocji. Najczęściej oddelegowany urzędnik odpowiada w sposób standardowy i wysyła pismo, które nic nie załatwia.

          Czyli najlepiej nie pisać, nie protestować...
          I też uważam, że lepiej rozmawiać niż robic rozpierduchę. Ale wybacz - nauczyciele inaczej rozmawiają z rodzicami, którzy znają swoje prawa i wiedzą, co mogą zrobić (i informują o tym nauczycieli), niż z rodzicami, co to szlochają "Rafałku, jak mogłeś mi to zrobić".
          • menodo Re: szkoła gnębi moje dziecko 14.12.10, 18:51
            Ale wybacz - nauczyci
            > ele inaczej rozmawiają z rodzicami, którzy znają swoje prawa i wiedzą, co mogą
            > zrobić (i informują o tym nauczycieli), niż z rodzicami, co to szlochają "Rafał
            > ku, jak mogłeś mi to zrobić".

            Z moich doswiadczen wynika, ze szkoly inaczej rozmawiaja z rodzicami wyksztalconymi, swiadomywmi wlasnych praw i praw dzieci niz z potulnymi matkami, zaleznymi od humorow nauczycieli.
            Gdyby nie kilka pism, ktore napisalam do dyrekcji gimnazjum, ktore konczyla moja corka - moje dziecko chodziloby w tej chwili do jakiegos technikum krawieckiego, a nie do jednego z najlepszych warszawskich ogolniakow. Przy czym dodam, ze moja interwencja dotyczyla na przyklad propozycji wystawienia dziecku, ktore bylo finalista konkursu, trojki na swiadectwie z przedmiotu, ktorego dotyczyl konkurs.
            • blfr Re: szkoła gnębi moje dziecko 15.12.10, 09:45
              W mojej klasie( maturalnej) był chłopak praktycznie dwujęzyczny. Wrócił do Polski po kilkuletnim pobycie w Anglii i rodzice nie pracowali tam na zmywaku. Chłopak zadbany, bardzo inteligentny. Angielski .......był jedynym przedmiotem, z którego miał 3, bo.....nie uczył się 200-250 (!) słówek na klasówkę. Nauczycielka - zła i leniwa szła po linii najmniejszego oporu. Klasówka to sprawdzian ze słówek z podręcznika-repetytorium. I to nie jakieś popularne słówka a np. dziurkacz, paralotniarstwo, miejsce startu rakiety, obsunięcie ziemi itd.
              Matka miała dwa wyjścia: albo robić drakę, pokazywać certyfikaty językowe itd, albo "olać" sprawę albo.....rozmawiać. Przyszła do mnie jako do wychowawcy w pierwszej kolejności. Poprosiłam koleżankę anglistkę, ale ta była nieprzejednana i wymachiwała kartkówkami. Nie interesowały ja inne sprawności językowe chłopaka, który znał zapewne angielski lepiej niż ona. Zaproponowałam rozmowę w obecności dyrektora. I......anglistka wycofała się, bo nie chciała, żeby przy okazji wyszło, jak wyglądają klasówki.
              1. Klasówki się zmieniły
              2. Chłopak miał z angielskiego 4
              3. Na maturze ( rozszerzonej) 100%
              Dziś studiuje w języku angielskim.
              Czy awantura by coś więcej dała - wątpię.
              • menodo Re: szkoła gnębi moje dziecko 15.12.10, 10:24
                > Czy awantura by coś więcej dała - wątpię. "

                W opisywanym przeze mnie przypadku nie wchodzila w gre mediacja wychowawcy, poniewaz wychowawcy ta sprawa bezposrednio dotyczyla (nauczyciel przedmiotu)...A sprawa byla formalnie czysta - po prostu laureatom i finalistom celujace oceny naleza sie "z urzedu".
                Tymczasem nauczyciel uznal, ze kuratoryjny konkurs jest prywatna sprawa ucznia, tak jakby to byl zewnetrzny certyfikat albo wrecz dyplom z tanca na rurze.
                Pomijajac juz fakt jak bardzo bylo to przykre (okazywanie niecheci, ironiczne komentarze w stylu, podwazanie kompetencji ucznia itd.) - bylo to po prostu niesprawiedliwe i niezgodne z prawem.

                Ogolnie rzecz biorac zgadzam sie z Toba - wiele spraw w szkole mozna wyjasnic spokojna rzeczowa rozmowa. Ale czasami nie mozna - na przyklad wtedy, gdy mamy do czynienia z nauczycielskim fochem, emocjami siegajacymi zenitu albo zwykla zla wola.
                I wtedy nalezy odwolac sie do prawa - bo w koncu po to ono jest.
                • blfr Re: szkoła gnębi moje dziecko 15.12.10, 14:00
                  W tym przypadku rzeczywiście nie było innego wyjścia, bo trudno zrozumieć motywację nauczyciela. Zamiast zachęcić- usiłował zniechęcić. Ciekawa jestem , o ile nie jest to tajemnica, czy była to szkoła publiczna czy prywatna - wbrew pozorom ważne- i jakich argumentów używał nauczyciel.
                  • menodo Re: szkoła gnębi moje dziecko 15.12.10, 15:20
                    "Ciekawa jestem , o ile
                    > nie jest to tajemnica, czy była to szkoła publiczna czy prywatna - wbrew pozor
                    > om ważne- i jakich argumentów używał nauczyciel."

                    Zwykla publiczna.
                    Nie chce wchodzic w szczegoly, bo nie chce identyfikowac szkoly ani osoby.
                    Sprawa byla wieloplaszczyznowa, a najwieksza role odegraly tu skomplikowane emocje po obu stronach.
                    Nauczycielka tlumaczyla sie, ze corka ja lekcewazy, corka - ze chyba nikt w historii szkoly nie dostal tylu jedynek na jednej lekcji itd. - i to "za glupoty"; z klasowek miala same 6. Poza tym corka miala do niej zal - ze nie otrzymala od niej zadnego wsparcia w przygotowywaniu sie do konkursu, ze uczyla sie sama - nocami, a znajome dzieci w innych szkolach mialy kolka olimpijskie, indywidualne konsultacje, "urlopy" w szkolach przed kolejnymi etapami etc.; ze nauczycielka (merytorycznie swietna) kompletnie ja "olala".

                    Proponujac ocene koncowa (3 klasa gim.) nauczycielka uzyla argumentu, ze nikt jej nie zmusi do wystawienia corce oceny wyzszej niz 3, poniewaz taka jest srednia z ocen czastkowych. Konkurs konkursem, ale ona jest nauczycielem i poza wiedza ocenia takze "stosunek do przedmiotu oraz do nauczyciela".
                    Starsznie glupie i emocjonalne byly te argumenty - zwlaszcza ze dotyczyly uczennicy, ktora w gruncie rzeczy ta nauczycielka bardzo lubila i cenila, do czego sie zreszta na koniec sama przyznala.
                    Po ludzku jakos ja rozumiem, nauczyciel tez czlowiek a zbuntowana nastolatka moze doprowadzic do szalu najbardziej dojrzalego doroslego, ale poniewaz chodzilo o moje dziecko - moim obowiazkiem bylo go bronic.


                    • blfr Re: szkoła gnębi moje dziecko 16.12.10, 16:06
                      Sama przyznajesz, że doszło do emocji z obu stron.
                      Wierzę, że córka potrafiła zachować się w sposób lekceważący wobec nauczycielki - zwłaszcza, gdy była pewna 6 z przedmiotu "konkursowego". Być może nawet nie zdajesz sobie sprawy jak niegrzecznie, uwłaczająco i po chamsku się zachowywała. I nawet jeśli na co dzień w domu tego nie robi - w szkole mogła. Nawet jeśli dziś sie do tego nie przyznaje - kiedyś mogła tak się zachowywać.
                      Nauczycielka dostała po nosie, a córka? Dobrze jeśli jest myślącą dziewczyną i zrozumiała, że lekceważyć nie wolno nikogo - ani woźnej, ani bezdomnego, ani nauczyciela. Gorzej jeśli doszła do wniosku, że utarła głupiej nosa.
                      Czy córka przeprosiła nauczycielkę za lekceważące zachowanie? Wątpię.
                      Są rózni nauczyciele- jedni wspierają i pomagają w przygotowaniu się do olimpiad i konkursów, inni nie. Mogą koncentrować się na uczniach słabszych, mogą po prostu solidnie prowadzić lekcje. Ale to nie znaczy, że są źli. Rozmowę o przygotowaniu do olimpiady warto przeprowadzić wczesniej razem z wychowawcą czy jak w Waszym przypadku ( gdy nauczyciel danego przedmiotu jest również wychowawcą) dyrekcji. Urlopu też udziela dyrektor szkoły.
                      Mój syn - dziś już dorosły człowiek- także nie miał wsparcia i pomocy ze strony nauczyciela. Do olimpiady przygotowywał się sam i pomagała mu moja dawna koleżanka. I szkoła, inna niż ta, w której pracuję, przypisała sobie wszelkie zasługi gdy odniósł 2 spektakularne sukcesy ( jeden w Polsce drugi na arenie międzynarodowej). I też urlopy były załatwiane lewą reką tj pisałam usprawiedliwienie nieobecności bez podawania przyczyn.
                      I na koniec smutna refleksja - udało Wam się zastraszyć nauczycielkę. Nie chodzi już o ocenę, bo pewnie córce należała się z definicji 6, ale o to, że "na koniec przyznała, że lubiła i ceniła córkę". Podejrzewam, że ani nie lubiła ani nie ceniła. Trudno lubić kogoś kto zachowuje się w sposób lekceważący i cenić za to, że zostało się sprowadzonym do parteru. Nauczycielka po prostu została zgnojona. Ty- broniłaś swoje dziecko, dyrektor nie obronił pracownika. Nauczycielka dla świętego spokoju powiedziała to co chciałaś usłyszeć.
                      Moim zdaniem mediacja dałaby więcej - córka zrozumiałaby, ze nie jest chodzącym aniołkiem, a nauczycielka wyszła z twarzą.
                      • menodo Re: szkoła gnębi moje dziecko 16.12.10, 18:00
                        blfr napisała:

                        > Sama przyznajesz, że doszło do emocji z obu stron.
                        > Wierzę, że córka potrafiła zachować się w sposób lekceważący wobec nauczycielki
                        > - zwłaszcza, gdy była pewna 6 z przedmiotu "konkursowego". Być może nawet nie
                        > zdajesz sobie sprawy jak niegrzecznie, uwłaczająco i po chamsku się zachowywała
                        > . I nawet jeśli na co dzień w domu tego nie robi - w szkole mogła. Nawet jeśli
                        > dziś sie do tego nie przyznaje - kiedyś mogła tak się zachowywać.
                        > Nauczycielka dostała po nosie, a córka? Dobrze jeśli jest myślącą dziewczyną i
                        > zrozumiała, że lekceważyć nie wolno nikogo - ani woźnej, ani bezdomnego, ani na
                        > uczyciela. Gorzej jeśli doszła do wniosku, że utarła głupiej nosa."

                        Napisalam bardzo ogolnie o tej sytuacji, napisalam tez, ze sytuacja byla wieloplaszczyznowa i skomplikowana w sensie emocjonalnym - po obu stronach. Ale dla Ciebie jest prosta, wiesz lepiej. Niech Ci bedzie.
                        W "akcji" bral udzial takze szkolny psycholog i inni nauczyciele. O chamstwie mojego dziecka slysze po raz pierwszy w zyciu - od Ciebie. Corka nie miala obnizonej oceny z zachowania; nie uslyszalam nawet, aby byla "niegrzeczna".

                        > I na koniec smutna refleksja - udało Wam się zastraszyć nauczycielkę. Nie chodz
                        > i już o ocenę, bo pewnie córce należała się z definicji 6, ale o to, że "na kon
                        > iec przyznała, że lubiła i ceniła córkę". Podejrzewam, że ani nie lubiła ani ni
                        > e ceniła. Trudno lubić kogoś kto zachowuje się w sposób lekceważący i cenić za
                        > to, że zostało się sprowadzonym do parteru. Nauczycielka po prostu została zgno
                        > jona. Ty- broniłaś swoje dziecko, dyrektor nie obronił pracownika. Nauczycielka
                        > dla świętego spokoju powiedziała to co chciałaś usłyszeć."

                        Znowu wiesz lepiej. Juz nawet nie ode mnie, ale nawet od samej "poszkodowanej".
                        Poza tym na czym niby polegalo to zastraszanie - na pokazaniu "ofierze" przepisow?

                        Rozmawialam z nia juz po zakonczeniu roku. Nie wygladala na osobe "zgnojona". Raczej na kogos, kto cos z tej sprawy zrozumial.
                        Zreszta, z corka tez rozstala sie calkiem milo. Jesli uwazala ja za prymitywnego debila - musiala to bardzo starannie ukrywac przez ponad dwa lata, choc niby po co mialaby to robic?

                        Nie wspominam tej sytuacji jako jakiegos swojego zwyciestwa, wolalabym zalatwic ja inaczej , ale - mozesz wierzyc lub nie - po prostu sie nie dalo.

                        Poza tym zwroc uwage, ze mowimy tu o sytuacji, w ktorej mamy osobe dorosla i dziecko.
                        I ta dorosla osoba ma ogromna przewage nad tym dzieckiem, bo jest jego nauczycielem i wychowawca. Wydaje mi sie, ze nauczyciele maja ogromna liczbe metod i narzedzi, aby dyscyplinowac swoich uczniow. Ale musza to robic w ramach prawa - tak, czy nie?
                        Jesli to prawo probuje naruszyc a rodzic dziecka przypomina mu, ze tego mu robic nie wolno - to o jakim gnojeniu my tu mowimy?
                        I co w tym demoralizujacego dla dziecka?
                        Czy lepiej byloby dla niego gdyby zostalo ukarane niezgodnie z prawem?




                        • blfr Re: szkoła gnębi moje dziecko 16.12.10, 19:24
                          Nie, nie wiem lepiej. Nie było mnie przy tym. Sama piszesz, że sytuacja była skomplikowana- wielopłaszczyznowa. To nie moje słowa. Moim zdaniem uczeń , który w sposób lekceważący zachowuje się wobec kogokolwiek - nie tylko nauczyciela- jest chamem.
                          Podejrzewam, że sytuacja wyglądała tak, że córka - pewna 6 z " konkursowego" przedmiotu lekceważyła go a przy okazji nauczycielkę. Ironiczne uśmieszki, uwagi, brak prac domowych itd mogą utrudniać prowadzenie lekcji. Wystarczy. I za brak pracy domowej nauczyciel ma prawo postawić pałę. Nie wiem co robiła Twoja córka - sama przyznajesz, że też wina była po jej stronie.
                          A propos rozmowy na zakończeniu roku - co miała robić nauczycielka - płakać? Nie, dla świętego spokoju powiedziała, że zrozumiała. A jak miała się rozstać z Twoją córką? Powiedzieć, że czuje ulgę, że nie będzie musiała z nią obcować? Jest dorosła.
                          Czy wiesz jaka była rozmowa między nią a dyrekcją czy kuratorium?
                          Czy wiesz jakie poniosła konsekwencje?
                          Nauczyciel ma w dzisiejszej szkole bardzo ograniczone prawa. Uczeń i jego rodzice- zwłaszcza ci roszczeniowi, przeświadczeni o genialności potomka, jego niewinności i wszelkich racjach potrafią skutecznie zgnoić nauczyciela. Znam naprawdę wybitnych, którzy po takich akcjach odeszli ze szkoły.
                          Uczniowie mają zaś prawa, rzecznika, możliwość skarżenia się i koronny argument - są młodzi, niedoświadczeni, nieświadomi.
                          Czy słyszał ktoś o rzeczniku praw nauczyciela?
                          Czy uczniowie ponoszą prawne konsekwencje za np. naruszenie nietykalności osobistej nauczyciela?
                          Czy rodzice maluchów ponoszą jakąkolwiek odpowiedzialność gdy ich dziecko np. zniszczy ubranie nauczyciela?
                          Pytań jest bardzo dużo. Praktyka wykazuje, że jedna strona ma prawa ( uczeń i jego rodzice), druga zaś obowiązki. I jeśli naruszane są prawa jednej strony ( ucznia) podnosi się larum - z kuratorium włącznie i na czele. Jeśli zaś uczeń narusza prawa ( i tak mizerne) nauczyciela - pozostaje proces w sądzie cywilnym.
                          Jeśli przyjrzymy się bliżej szkole- nie tylko przez pryzmat własnego dziecka - obraz jest marny. A do tego zawodu selekecja niestety coraz bardziej negatywna.
                          • joa66 Re: szkoła gnębi moje dziecko 16.12.10, 19:37
                            Czy słyszał ktoś o rzeczniku praw nauczyciela?

                            Tak, nazywa się Karta Nauczyciela i ZNP

                            Czy uczniowie ponoszą prawne konsekwencje za np. naruszenie nietykalności osobi
                            > stej nauczyciela


                            Zapewne tak w ramach obowiązującego kodeksu i wtedy kiedy nauczyciel to zgłasza na policji
                          • jakw Re: szkoła gnębi moje dziecko 16.12.10, 21:32
                            blfr napisała:
                            > Czy uczniowie ponoszą prawne konsekwencje za np. naruszenie nietykalności osobi
                            > stej nauczyciela?
                            wiadomosci.onet.pl/regionalne/torun/torun-wyzwal-nauczyciela-stanie-przed-sadem,1,3773446,wiadomosc.html
                          • menodo Re: szkoła gnębi moje dziecko 16.12.10, 22:48
                            blfr napisała:

                            > Nie, nie wiem lepiej. Nie było mnie przy tym. Sama piszesz, że sytuacja była s
                            > komplikowana- wielopłaszczyznowa. To nie moje słowa. Moim zdaniem uczeń , który
                            > w sposób lekceważący zachowuje się wobec kogokolwiek - nie tylko nauczyciela-
                            > jest chamem. "

                            Tak, byla skomplikowana i wieloplaszczyznowa, ale wydaje mi sie, ze ani poziomu tych plaszczyzn, ani poziomu ich wewnetrznego skomplikowania nie jestes w stanie pojac.
                            Zastanawiam sie, czy Ty w ogole jestes nauczycielka, zwlaszcza w "dobrym" jak piszesz liceum, bo moje dziecko chodzi do naprawde dobrego liceum i osoby o mentalnosci podobnej
                            do Twojej tam nie pracuja. Wiem, ze lansujesz sie tu jako pani z wielkiego swiata, ktora z nudow zostala nauczycielka, ale sorry - na mnie naprawde nie robi to zadnego wrazenia.

                            Czym chcesz zaimponowac na tym forum? Tym, ze masz wiecej pieniedzy od innych nauczycielek i dlatego jestes kims lepszym w "nauczycielskim stanie"? Zenada.

                            Sorry, ale wlasnie pieke pierniczki ze swoim "chamem" - jesli znajde chwile czasu - jutro "glebiej" odpowiem Ci na ten wyjatkowo chamski post.
                            • menodo Re: szkoła gnębi moje dziecko 16.12.10, 23:23
                              jesli znajde chwile cza
                              > su"

                              Jesli znajde chwilesmile
                          • menodo Re: szkoła gnębi moje dziecko 17.12.10, 11:37
                            blfr napisała:

                            > Nie, nie wiem lepiej. Nie było mnie przy tym. Sama piszesz, że sytuacja była s
                            > komplikowana- wielopłaszczyznowa. To nie moje słowa. Moim zdaniem uczeń , który
                            > w sposób lekceważący zachowuje się wobec kogokolwiek - nie tylko nauczyciela-
                            > jest chamem.
                            > Podejrzewam, że sytuacja wyglądała tak, że córka - pewna 6 z " konkursowego" pr
                            > zedmiotu lekceważyła go a przy okazji nauczycielkę. Ironiczne uśmieszki, uwagi,
                            > brak prac domowych itd mogą utrudniać prowadzenie lekcji."

                            No wiec Twoje podejrzenia nie sa trafne. Corka nie byla pewna 6 z przedmiotu, jedynki dostala przed ogloszeniem wyniku konkursu. Zarzutow "chamstwa" czy nawet niegrzecznego zachowania z jej strony nie uslyszalam, szkole skonczyla z bardzo dobra ocena z zachowania. Ale czytaj dalej w swojej "szklanej kuli' to moze jeszcze cos wyczytasz, bo mnie sie nie chce tlumaczyc Ci sprawy, ktora dawno juz dla mnie zostala wyjasniona i zamknieta.

                            > A propos rozmowy na zakończeniu roku - co miała robić nauczycielka - płakać? Ni
                            > e, dla świętego spokoju powiedziała, że zrozumiała. A jak miała się rozstać z T
                            > woją córką? Powiedzieć, że czuje ulgę, że nie będzie musiała z nią obcować? Je
                            > st dorosła.'

                            Zdziwilabys sie. Wiem, ze trudno Ci w to uwierzyc, ale sa na swiecie ludzie, ktorych stac na odwage, szczerosc i przyznanie sie do wlasnej slabosci - i dla mnie swiadczy to o ich sile i klasie, ale Ty wolisz "isc w zaparte".
                            Zwroc uwage, ze ja wcale nie uwazam tej nauczycielki za "czarny charakter" w zyciu mojego dziecka.

                            > Czy wiesz jaka była rozmowa między nią a dyrekcją czy kuratorium?
                            > Czy wiesz jakie poniosła konsekwencje?"

                            O mojej interwencji w kuratorium to Ty chyba znow w swojej szklanej kuli przeczytalas, bo na pewno nie w moich postach.
                            Natomiast wiem, ze szkolny psycholog w pokoju dyrekcji pokazal nauczycielce stosowne przepisy - i tyle.
                            Mysle, ze nie byla to rozmowa sympatyczna, bo nikt nie czuje sie komfortowo w sytuacji, gdy ktos uniemozliwia mu realizacje jego planow.
                            Nie wiem, czy i jakie konsekwencje sluzbowe poniosla nauczycielka. Podejrzewam, ze zadnych, bo to w sumie byla blaha sprawa w hierarchii szkolnych problemow.W kazdym razie nauczycielka nadal w tej szkole pracuje.

                            Dalszych Twoich wypowiedzi - o bezbronnosci nauczycieli - nawet nie chce mi sie komentowac, zwlaszcza ze zrobili to juz inni.
                            Slyszalas o ZNP, Karcie Nauczyciela albo o statusie urzednika panstwowego przyznanego nauczycielom? Blfr, zaczynam powaznie watpic, czy Ty w ogole pracujesz w szkole?




                      • jakw Re: szkoła gnębi moje dziecko 16.12.10, 18:34
                        Hm, przypomnienie nauczycielom, że istnieje coś takiego jak statut szkoły czy WSO to gnojenie nauczycieli?
                        Skąd wiesz, że córka Menodo rzeczywiście zachowywała się lekceważąco i za co dostawała te jedynki? Mój mąż kiedyś dostał 3 2-je na jednej lekcji matematyki. 1-szą z klasówki, 2-gą za to, że nie potrafił rozwiązać zadania z tej klasówki, a 3-cią za ..."bezmyślne patrzenie się na tablicę".
                        • blfr Re: szkoła gnębi moje dziecko 16.12.10, 19:02
                          O lekceważeniu Menodo napisała sama. Poszukaj.
                          Nie bronię nauczycieli z definicji. Nie mam zwyczaju stawiania dwóch ocen niedostatecznych za to samo ani za zachowanie w czasie lekcji - nawet jeśli jest skandaliczne. Mam na to inne metody.
                          • jakw Re: szkoła gnębi moje dziecko 16.12.10, 20:21
                            blfr napisała:

                            > O lekceważeniu Menodo napisała sama.
                            Lekceważenie nauczycielki przez uczennicę to było tłumaczenie nauczycielki. Nie wiemy co powodowało takie odczucie i czy było ono w 100% uzasadnione. Może uczennica zajęta przygotowaniem do konkursu nie chciała tracić czasu na drobiazgi typu odrabianie prostych prac domowych albo zasnęła na lekcji, a nauczycielka odebrała to jako lekceważenie swojej osoby.
                            Równie dobrze można też powiedzieć, że w tym przypadku nauczyciel lekceważył ucznia, więc w "najgorszym" przypadku lekceważenie było dwustronne.
                            • nazwakontajuzzajeta Re: szkoła gnębi moje dziecko 17.12.10, 17:42
                              jakw napisała:

                              > blfr napisała:
                              >
                              > > O lekceważeniu Menodo napisała sama.
                              > Lekceważenie nauczycielki przez uczennicę to było tłumaczenie nauczycielki. Nie
                              > wiemy co powodowało takie odczucie i czy było ono w 100% uzasadnione. Może ucz
                              > ennica zajęta przygotowaniem do konkursu nie chciała tracić czasu na drobiazgi
                              > typu odrabianie prostych prac domowych albo zasnęła na lekcji, a nauczycielka o
                              > debrała to jako lekceważenie swojej osoby.
                              > Równie dobrze można też powiedzieć, że w tym przypadku nauczyciel lekceważył u
                              > cznia, więc w "najgorszym" przypadku lekceważenie było dwustronne.

                              o qrwa! to jest mocne "nie chciała tracić czasu na drobiazgi typu odrabianie prostych prac domowych"
                              faktycznie, wybitnej konkursantki nie obowiązują prace domowe, w ogóle łaskę robi że na lekcje przychodzi.... takie podejście (jeśli miało miejsce, bo wszak nie o twoim dziecku piszesz) to nie jest okazywanie lekceważenia nauczycielowi, to jest chamstwo w stosunku do całej reszty klasy (róbcie głąby zadania, ja nie muszę, bom olimpijka)
                              • menodo Re: szkoła gnębi moje dziecko 17.12.10, 18:31
                                > o qrwa! to jest mocne "nie chciała tracić czasu na drobiazgi typu odrabianie pr
                                > ostych prac domowych"
                                > faktycznie, wybitnej konkursantki nie obowiązują prace domowe, w ogóle łaskę ro
                                > bi że na lekcje przychodzi.... takie podejście (jeśli miało miejsce, bo wszak n
                                > ie o twoim dziecku piszesz) to nie jest okazywanie lekceważenia nauczycielowi,
                                > to jest chamstwo w stosunku do całej reszty klasy"

                                Oj, nienawidzilo sie tych "konkursantow" w dziecinstwie, co? I coz, teraz pozostaje tylko qrwic na dzieci w necie? Uczysz w szkole jak rozumiem? ZALbig_grin
                                PS. W opisywanym przypadku nie chodzilo o prace domowe, aczkolwiek to powszechna praktyka, ze olimpijczycy maja sporo ulg w zwyklych obowiazkach szkolnych i poza frustratami takimi jak ty nikt nie ma do nich o to watow.EOT
                                • szala-wila Re: szkoła gnębi moje dziecko 17.12.10, 21:16
                                  Też byłam olimpijczykiem i nigdy nikomu nie strzeliło do głowy dawać mi fory w czymkolwiek, bo konkursy nie są obowiązkowe, natomiast wypełnianie podstawy programowej przewidzianej w roku szkolnym - owszem.
                                  • jakw Re: szkoła gnębi moje dziecko 18.12.10, 00:25
                                    szala-wila napisała:

                                    > Też byłam olimpijczykiem i nigdy nikomu nie strzeliło do głowy dawać mi fory w
                                    > czymkolwiek, bo konkursy nie są obowiązkowe, natomiast wypełnianie podstawy pro
                                    > gramowej przewidzianej w roku szkolnym - owszem.
                                    a najważniejsze jest wypełnianie podstawy programowej z przedmiotu "olimpijskiego"...
                                • basic.woman222 Re: szkoła gnębi moje dziecko 18.12.10, 09:13
                                  menodo napisała:


                                  > Oj, nienawidzilo sie tych "konkursantow" w dziecinstwie, co? I coz, teraz pozos
                                  > taje tylko qrwic na dzieci w necie? Uczysz w szkole jak rozumiem? ZALbig_grin
                                  > PS. W opisywanym przypadku nie chodzilo o prace domowe, aczkolwiek to powszechn
                                  > a praktyka, ze olimpijczycy maja sporo ulg w zwyklych obowiazkach szkolnych i p
                                  > oza frustratami takimi jak ty nikt nie ma do nich o to watow.EOT

                                  Ulżyło? Ulałaś żólci? Czytam ten wątek i normalnie ciarki po plecach przechodzą, a nie jestem nauczycielka bynajmniej. A cóż to takiego wielkiego jest olimpiada szkolna, że robisz z tego takie halo? Ja w czasach szkolnych byłam finalistką trzech, po zadnych nocach sie nie uczyłam (olimpiady są dla dzieci o większych niż przeciętne zaintersowaniach przedmiotem, i co za tym idzie, większej wiedzy na temat). Nikt tez mnie nie zwalniał z obowiązków szkolnych, a moja mama pewnie wiedziała o tych olimpiadach i cieszyła sie z sukcesów, ale na pewno nie żyłą tym tematem miesiącami...

                                  Czyżbys zmusiła córunię do tych olimpiad, zeby jakies własne kompleksy z lat szkolnych leczyć? Tumanem sie było?

                                  Nauczycielka pokazałą na koniec klasę, bo pewnie z ulgą odetchnęła, że cię już więcej na oczy nie będzie oglądała i że pozbywa się wreszcie twojej "genialnej" latorośli.
                                  Zedź na ziemię, zrozum, że masz zwyczajne dziecko z muchami w nosie, które źle wychowałaś - i tyle.
                                  Zajmij się sobą, teraz też możesz sie jakoś dokształcać czy czytać, nie żyj zyciem dzieciaka, bo to chore.
                              • jakw Re: szkoła gnębi moje dziecko 17.12.10, 20:34
                                nazwakontajuzzajeta napisał:

                                > o qrwa! to jest mocne "nie chciała tracić czasu na drobiazgi typu odrabianie pr
                                > ostych prac domowych"
                                > faktycznie, wybitnej konkursantki nie obowiązują prace domowe,
                                Takie postępowanie wiąże się z pewnym ryzykiem. Jeśli nie zostanie się tym finalistą czy laureatem to te pały złapane za brak prac domowych będą się potem liczyć do oceny końcowej tak jak w przypadku każdego innego ucznia.

                                > w ogóle łaskę robi że na lekcje przychodzi....
                                Jesteś pewien, że taki laureat ma jeszcze po co na lekcje przychodzić? Jeśli nauczyciel wymyśli mu coś do ciekawego do roboty - to i owszem.

                                > takie podejście (jeśli miało miejsce, bo wszak n
                                > ie o twoim dziecku piszesz) to nie jest okazywanie lekceważenia nauczycielowi,
                                > to jest chamstwo w stosunku do całej reszty klasy (róbcie głąby zadania, ja nie
                                > muszę, bom olimpijka)
                                Mogli jeszcze robić takie zadania jak ona - ktoś im zabraniał?
                          • kurczak1 Re: szkoła gnębi moje dziecko 16.12.10, 20:36
                            Ona napisała, ze nauczycielka tak twierdzila, anie ze dziewczyna sie tak zachowywała. Będę okropna i zadam osobiste pytania: czy masz szkolne dzieci? czy lubisz swoje szkolne dzieci? czy lubisz swoją prace? Ostatnio z kolega na korytarzu szkolnym licytowaliśmy się kto ma gorzej, w pewnym momencie zaśmiałam się na myśl o tym co robimy i powiedziałam: Ty masz rację, po co ty w ogole robiłeś ta germanistykę
                            Ja znam podłych nauczycieli. Znam nauczycieli ktorzy sobie nie radzą w pracy. Znam nauczycieli ktorzy są bardzo wymagaj ący, a uczniowie ich kochają. Znam takich, których nienawidza i maja za co. uczniów też znam różnych i rodziców. Hm... Ludzi
            • morekac Re: szkoła gnębi moje dziecko 15.12.10, 10:00
              Kiedyś dogadałam się z dyrekcją w jakieś 5 minut, kiedy powiedziałam, że będę pisała pismo do kuratorium, bo złamali - moim zdaniem - statut. Dwie poprzednie próby ustalenia pewnych rzeczy z nauczycielką były bezskuteczne, niestety.
              • annes67 Re: szkoła gnębi moje dziecko 15.12.10, 10:55

                wiecie co rodzice...to straszne jak sami musimu walczyc i szukac jakie mamy prawa, ale warto je znac,...u mnie kuratorium chetnie i z przyjemnoscia rozmawia z rodzicem, ...na nawet drobne problemy, ...to taki telefon zaufania...


                ============0=0=0=080=0=0=0==========
              • blfr Re: szkoła gnębi moje dziecko 15.12.10, 14:02
                Nikt nie lubi się tłumaczyć. A jesli by się okazało, że Ty nie miałaś racji i niesłusznie oskarzyłaś nauczyciela to co by Cię spotkało? Czy miałabyś na tyle cywilnej odwagi aby to wszystko odwołac w pismie do kuratorium? Czy przeprosiłabyś nauczyciela? Jak znam życie to niestety większość skarżących tego nie robi.
                • annes67 Re: szkoła gnębi moje dziecko 15.12.10, 15:30
                  skarżących.?
                  .to nie było złośliwe..to było wołanie o pomoc. podpisane wszelkimi danymi z tel włąCZNIE. JASNE ,ZE BYM PRZEPROSIŁA..kuratorium bardzo pomaga odnalesc sie w przepisach, ciagle sie zmieniajacych. dlaczego sie tego bac?..kazdy powinien tak pracowac by umieć się obronic, ..
                  nikt nie lubi sie tłumaczyć.?.jasne ,
                  i co z tego czasem trzeba...
                  • blfr Re: szkoła gnębi moje dziecko 16.12.10, 15:46
                    To jesteś bardzo chlubnym wyjątkiem, jednym z nielicznych rodziców, którzy potrafią przyznać się do błędu, przeprosić. Gratuluję - nie jest to złośliwe. Zdecydowana większość będzie wmawiała, że białe jest czarne, a gdy udowodni się, że jednak białe to nie przeprosi, nie przyzna się do błędu tylko będzie odwracać kota ogonem.
                    Sztuką jest wymagać od siebie tego samego czego wymaga się od innych.
                    Szkoła jest specyficznym miejscem - spotykają się ludzie dorośli i dzieci/młodzież. Rodzice nie dopuszczają, że ich dziecko może się nie nauczyć, może kłamać, może manipulować - bo jest dobre, bo w domu się nie kłamie, bo zostało tak wychowane. A tymczasem nie zawsze tak jest. Piszą więc skargi, często podkoloryzują, nauczyciela stawiają w złym świetle, robią z niego idiotę, nieuka, a raz spotkałam się z fałszywym oskarżeniem o molestowanie seksualne. Piszą skargi. Nauczyciel jest proszony o wyjaśnienia, musi się tłumaczyć. Czasem ponosi jakąś winę, czasem nie, najczęściej zawinią obie strony. Nauczyciel ponosi konsekwencje służbowe- najczęściej nieadekwatne do przewinienia, bo dyrektor czy kuratorium nie chce zadzierać z czupurnym rodzicem, szczególnie gdy jest on na świeczniku. Uczniowi zwykle włos z głowy nie spadnie, bo tłumaczy się młodością, brakiem doświadczenia i wspomnianym lękiem przed ustosunkowanymi rodzicami.
                    Efekt fatalny. W skrajnych przypadkach nauczyciel godzi się na wszystko, byle się nie narazić ( czasem młodzież to wykorzystuje i na głowie nauczyciela ląduje kosz), uczy marnie - lepiej postawić 5 niż się znów narazić, tłumaczyć, pozbawiać premii czy nagrody. Na wycieczce lepiej nie widzieć i nie słyszeć itd. Naga prawda wychodzi na egzaminach zewnętrznych i w pracy. Młody człowiek przyzwyczajony, że może gnoić innych robi to ( udało się w szkole to można w biurze). Bywa, że trafia na silniejszych, bardziej przebojowych i mniej spolegliwych. A wtedy nie jest już tak miło.
                    Zwykle mam dobre stosunki z uczniami i rodzicami chociaż nie należę do łagodnych nauczycieli. Mam ten komfort, że mogę się uśmiechnąć, gdy rodzice próbują mnie zastraszyć na zasadzie " pani mnie popamięta" czy "mój mąż wywali panią z pracy"bo..... nawet gdybym została wyrzucona z pracy na skutek niesłusznego oskarżenia miałabym nie tylko na bułkę, ale i masło do niej i szynkę. Co więcej miałabym na dobrego adwokata, który udowodniłby w sądzie brak mojej winy.
                    • ankagoz Re: szkoła gnębi moje dziecko 17.12.10, 12:05
                      Czytam i jestem w szoku.
                      Pani walczy z dziećmi. Pewnie nauczyciel musi mieć rację - nawet przed sądem. Dziecko, które nie umi się bronić w śród równieśników obroni się przed nauczycielem - dziwne i jeszcze zaszkodzi.
                      Ja też pracuję z ludzimi - dorosłymi i też mnie gnoją i skarżą do szefa. Dorośli - nie dzieci. Nie chodze do sądu - po prostu wiem jak powinnam pracować. Moim zeszytem są ustawy i nie ważne czy ktoś głośniej krzyczy.
                      A Pani ma obawy przed wytłumaczeniem się przed rodzicem, dyrektorem - dlaczego - skoro robi się coś tak jak powinno - to skąd te obawy????
          • blfr Re: szkoła gnębi moje dziecko 15.12.10, 09:25
            Powtarzam - lepiej rozmawiać! Sama w sytuacjach trudnych informuję rodziców i starszych uczniów o ich prawach. Natomiast jesli rodzic wpada do pokoju nauczycielskiego i od progu robi drakę to rzeczywiście inaczej się z nim rozmawia. Ja- w obecności świadków ( na szczęście zdarzyło mi się to tylko raz).
            Uważam, że pisać należy tylko wtedy gdy wyczerpie się inne możliwości porozumienia. Nie tylko zresztą w szkole.
            Jako wychowawca staram się nauczyć moich uczniów jakie mają prawa i jak je egzekwować. Ale niech wiedzą także, że do biura Rzecznika Praw Obywatelskich nie biegnie się gdy lekarz w przychodni był nieuprzejmy czy nawet chamski- jest droga służbowa najczęściej o wiele bardziej skuteczna.
    • michukichu86 Re: szkoła gnębi moje dziecko 14.12.10, 18:31
      Uważam,że fakt iż wychowałam porządnie trójkę dzieci jest jak najbardziej istotny,chodziło mi o to że miałam już wcześniej kontakt ze szkołą zarówno podstawową jak gimnazjum i liceum.Nigdy nie byłam matką robiącą awantury w szkole,zawsze starałam się podchodzić do problemów spokojnie,wysłuchiwałam i wersji nauczyciela i wersji chłopców.Różne etapy w życiu przechodzili ,czasami było pod górkę ale jakoś zawsze można było znaleźć rozwiązanie.
      • kozauwoza Re: szkoła gnębi moje dziecko 14.12.10, 18:36
        Ale chyba róznica wieku między najmłodszym a pozostałymi dziećmi spora. Może mały "ciut" rozpieszczony wink
      • marcin.slawski Re: szkoła gnębi moje dziecko 14.12.10, 19:12
        Oczywiście, że fakt, iż bezkonfliktowo wychowałaś trójkę dzieci ma znaczenie.
        Czytając Twój opis postępowania nauczycielki skojarzyłem tą osobę do typu, z którym spotykam się często. Jednym z podobnych spotkała się moja znajoma (a propos również nauczycielka), która walczyła przez rok. Ciągłe uwagi nauczycielki do jej syna, brak przyswajania argumentów rodzica łączyły się z jej "ja mam zawsze rację" uncertain Zmiana szkoły przyniosła dobry rezultat.
        A uwagi "Syn biega po korytarzu" są dowodem na niski poziom kontroli nauczyciela nad dziećmi. I nie chodzi mi tu o kwestię wpojenia tego dziecku, ale o kontrolę samych korytarzy. A jeśli ktoś wymaga, aby 7 latek miał samokontrolę i nie biegał, dąży do pacyfikacji. A chyba nie tędy droga. Pewnie, że nie wolno. Tłumaczy się, stosuje kary, jednak nie znam przypadku, aby rodzic miał na to wpływ. Najlepszą metodą jest dozór korytarza ( oczywiście jeszcze lepiej jest zajęcie dziecka, lecz tu zapewne chodzi o przerwy).
        Widzę, że już dużo zrobiliście z "małż" (kurcze, żeby moja żona nie wpadła na takie słowo wink ).
        Warto szybko działać, a jak okaże się, że zmiana postępowania nauczycielki jest trudna, szkoda "prądu". Jak piszesz, mały nie ma jakiś problemów emocjonalnych w tych sprawach, więc podejrzewam, że zmiana szkoły przejdzie bezstresowo.
        A że nie skarży się ? Wyrośnie na zaradnego, optymistycznego człowieka smile
    • joanka-r Re: szkoła gnębi moje dziecko 14.12.10, 18:57
      W każdej klasie znajdzie się jakieś dziecko , którego zachowanie pozostawia wiele do życzenia. I o dziwo rodzice tych dzieci zawsze maja do szkoły podobne pretensje, ze sie uwzięła, ze uczepili się dziecka, ze pani go nie lubi, ze wszystkie dzieci są przeciwko jemu, ze kłamią i ze ona było grzeczne a każdy jest przeciw....Z doświadczenia wiem, ze wystarczy troszkę poobserwować dziecko i okaże sie, ze jednak większość ma rację. W klasie syna (5 klasa) jest taki delikwent. Doszedł w drugiej klasie i trwa od tamtej pory horror. Mamusia na wywiadówkach robi sceny,ze synek taki dobry, grzeczny a wszyscy coś do niego chcą. Uderzył dziewczynkę ....bronił się bo go napadła, pyskuje nauczycielowi=sprowokował go, dzieci nie chcą się z nim bawić= bo mu zazdroszczą zabawek, na każdą skargę mamusia i tatuś ma argumenty usprawiedliwiające syna. Lekcji nie odrobił, z winy kolegi, bo mu nie powiedział co jest zadane, to nic ze chłoptaś ma obowiązek sobie sam zapisywać....i tak to trwa 4 lata. Rodzice tak go kochają , ze na wakacje wykupują mu 2 turnusy kolonii pod rząd, bo mają go w domu po prostu dość. Na wywiadówki nie przychodzą juz 2 rok, kontaktują się ze szkoła telefonicznie. Jeszcze rok, dwa sami zaczną płakać z bezsilności, bo za rok szkoła się go pozbędzie, odejdzie do gimnazjum a problem wychowawczy pozostanie z rodzicami do końca. Sami sobie na siebie kręcą bicz....
      • menodo Re: szkoła gnębi moje dziecko 14.12.10, 19:16
        joanka-r napisała:

        > W każdej klasie znajdzie się jakieś dziecko , którego zachowanie pozostawia wie
        > le do życzenia. I o dziwo rodzice tych dzieci zawsze maja do szkoły podobne pre
        > tensje, ze sie uwzięła, ze uczepili się dziecka, ze pani go nie lubi, ze wszyst
        > kie dzieci są przeciwko jemu, ze kłamią i ze ona było grzeczne a każdy jest prz
        > eciw.."

        A to tez prawda.
        Alw moj post dotyczyl sytuacji, w ktorej dziecko traktowane jest niesprawiedliwie. Nie jest niegrzeczne, inni nauczyciele nie maja do niego zatrzezen, bardzo dobrze sie uczy, jest lubiane - ale z jakichs powodow pozostaje w konflikcie z jednym z nauczycieli. Takie przypadki naprawde czasem sie zdarzaja.
      • kozauwoza Re: szkoła gnębi moje dziecko 14.12.10, 19:23
        joanka-r napisała:

        > W każdej klasie znajdzie się jakieś dziecko , którego zachowanie pozostawia wie
        > le do życzenia. I o dziwo rodzice tych dzieci zawsze maja do szkoły podobne pre
        > tensje, ze sie uwzięła, ze uczepili się dziecka, ze pani go nie lubi, ze wszyst
        > kie dzieci są przeciwko jemu, ze kłamią i ze ona było grzeczne a każdy jest prz
        > eciw....

        O to, to. W klasie mojej córki jest pewna dziewczynka, z opowieści mojej córki wynika że ta mała to niezły ancymon i kombinator. Bywa wulgarna, agresywna, niegrzeczna. Jakże byłam zdziwiona jak ostatnio na wywiadówce pani poprosiłą mamę tej dziewczynki na rozmowe a mama... popłakała się twierdząc że jej córka jest bardzo wrażliwym dzieckiem...... Pomyślałam sobie, jak bardzo rodzice mogą inaczej postrzegać dziecko niż całe otoczenie.....i jak bardzo potrafią być nieobiektywni.
        Nie twierdzę że tak napewno jest z Twoim synem ale może warto czasem popatrzec także bardziej krytycznie na swoje dziecko.
      • jakw Re: szkoła gnębi moje dziecko 15.12.10, 11:53
        Ale tu mamy trochę inną sytuację.
        Chłopiec został oskarżony o kradzież porfela , który cały czas był w plecaku oskarżającej.
        2-ga sprawa to z tym wyłudzeniem 20 groszy czy kanapkli. Ja na tej zasadzie to chyba mogłabym ciągać po prokuratorach z pół klasy mojej starszej córki. Zamiast tego powiedziałam "Jeśli Zosia czy Kacper (imion fikcyjne) pożyczają od ciebie ciągle kasę i ci nie oddają to nie musisz im przecież pożyczać". Na co moja panna stwierdziła coś w tym stylu: "Ale wiesz, na te lizaki to fajniej pójść z Zosią niż samemu".
    • michukichu86 Re: szkoła gnębi moje dziecko 14.12.10, 19:08
      w tej szkole dość trudno nawiązuje się rozmowę z wychowawczynią,zobaczę jak będzie teraz.Dla mnie najbardziej istotną rzeczą jest to,że po podejrzeniu o kradzież Pani nie powiedziała koleżance syna:teraz przeproś za to,że niesłusznie oskarżyłaś Filipa,a chyba powinna to zrobić właśnie przy całej klasie.Poza tym jak byliśmy na zebraniu w listopadzie,to Pani nie miała żadnych zastrzeżeń do dziecka,stwierdziła że jest aktywny na lekcjach i nie ma problemów z nauką,testy napisał bardzo dobrze,jedynie ma ćwiczyć pismo co też z nim robię ,no i żeby mniej szalał na przerwach.Faktem jest ,że młody jest bardzo energiczny!!!! ale ja nad tym umiem zapanować, w jego przypadku pochwały,że coś dobrze zrobił ,albo ładnie posprzątał są jak balsam kojący ranysmile
      Filip nie jest żadnym małym cudem i nie jest rozpieszczony,oboje z mężem pracujemy,normalna rodzina jakich wiele .Pomimo różnicy wieku nie przejawia żadnych cech jedynaka, w klasie jest lubiany ,ma wielu kolegów na podwórku.No i na pewno nie ma żadnych modnych chorób typu adhd ,poza tym chodził do przedszkola od 2,5 roku życia i nie stwarzał żadnych istotnych problemów.Nigdy nie skarżył,pomimo że też nieraz dostał.
      • ankagoz Re: szkoła gnębi moje dziecko 15.12.10, 10:10
        Jeśli dziecko mówi prawdę - to dlaczego mu nie wierzyć???
        Ja zawsze patrzyłam z innej strony, bo myślałam, że dziecko widzi świat inaczej. I tak jest ale robiłam źle nie stawiając się w jej sytuacji. Gdyby mnie ktoś powiedział w pracy sprzątaj, bo rozlałaś - ja mówię że nie ja rozlałam i nikt by mnie nie słyszał - a wszyscy by się śmiali - Też bym wyszła. Mało tego jak to powiedziałam jej (po 3 miesiącach) to z mojego dziecka spadły głazy - rozpłakała się i pytała czy zawsze może mnie prosić o pomoc. I co dobrego zrobiłam - własnemu dziecku??? Staram się teraz naprawić błąd a mała nigdy nie kłamała - umi sie przyznać i przeprosić. - Czemu tego nie brałam pod uwagę - nie wiem. Ja jestem za rozmową, bo ucieczka do nikąt nie prowadzi i koniecznie prośba o pomoc właśnie tą nauczycielkę.
      • lucyna_n Re: szkoła gnębi moje dziecko 17.12.10, 23:42
        wszystkim którzy uważają adhd za modną acz nieistniejącą chorobą życzę 24/7 opieki nad takim dzieckiem, i tylko w sumie z litości nad dzieckiem nie umiem tego życzyć szczerze.
    • michukichu86 do: blfr 15.12.10, 11:04
      szkoła wybierając ajenta powinna pewne rzeczy określić jasno:drożdżówki,pączki,kanapki,soki ze świeżych owoców powinny być w każdym sklepie a nie tylko chipsy,żelki i tym podobne.To po pierwsze.Po drugie dla pierwszoklasistów taki sklepik to wrota do raju,nie daję synowi astronomicznych kwot i nie robię tego codziennie,dostaje do szkoły kanapki i coś tam może sobie kupić.Poza tym blfr namawiasz do spojrzenia z dwóch stron na tę sprawę a Ty masz spojrzenie zdecydowanie jednostronne.Spróbuj się przez chwilę poczuć tak jak czuł się mój 7-letni syn oskarżony niesłusznie o kradzież portfela .........niezbyt to fajne co? stoisz na środku klasy,próbujesz coś powiedzieć ale nikt Cię nie słucha....no i nagle portfel odnajduje się tam gdzie powinien być czyli w plecaku właścicielki.A Ty masz od Pani pozwolenie,że możesz usiąść.Koniec .Żadnych przeprosin ,nie było tematu.Otóż dla mnie jako dla matki temat nadal istnieje.Dzisiaj idę z dzieckiem do psychologa właśnie w tej sprawie,chcę aby mi pomógł naprawić to co zepsuła( moim zdaniem i go nie zmienię pomimo Twoich licznych postów)wychowawczyni.Na rozmowę do szkoły pójdę ,chociaż mniej więcej wiem jak ona bedzie przebiegać.Acha,na pewno nie należe do grupy dobrze znanych mi matek,które z byle powodu latają do szkoły na skargę i robią awantury.A zeszyt uwag mojego syna rozśmieszył i poirytował wychowawczynię moich starszych synów u której byłam po radę.Sprawę z wyłudzeniem kanapki i 20 groszy skwitowała krótko:skandal i porażka wychowawcza.
      • blfr Re: do: blfr 15.12.10, 14:26
        W którym miejscu napisałam, że wychowawczyni postąpiła słusznie w sprawie oskarżenia o kradzież? W żadnym! Nie miała prawa oskarżać, nie miła prawa rewidować, i powinna przeprosić i przy okazji uświadomić dzieci jakie skutki niesie za sobą niesłuszne czy fałszywe oskarżenie.
        Co do "wyłudzeń" pieniędzy nie zmienię zdania- to co dla Ciebie było dzieleniem się, dla innego mogło być własnie wymuszaniem.
        • prakseda2 Oczywiście, że tak! 17.12.10, 19:25
          "Pożyczył" 20 gr - tylko, że matka musiała odnieść "pożyczone" pieniądze po uwadze nauczyciela?

          Niektórzy rodzice sądzą, że szkoła jest przechowalnią dzieci i ma odpowiadać za wszystko. Jeśli matka uczy syna, który wyłudził od innego dzieciaka 20 gr, że to tylko pożyczka - to nic dziwnego, że "szkoła gnębi syna".

          Czy tak ciężko zrozumieć, że jeśli wyszła sprawa z wyłudzeniem, to znaczy, że jakieś inne dziecko zostało poszkodowane? Przecież skoro wyszła afera i matka musiała zwrócić te 20 gr, to znaczy, że jednak była to "pożyczka" bez zgody właściciela, w przeciwnym razie dziecko, które "pożyczyło" te 20 groszy zapomniałoby o tym fakcie zaraz na drugi dzień.

          Tak samo z kanapką.

          No gdyby moje dziecko przyszlo do domu glodne, bo musiało oddac komuś kanapkę, to sorry - ale żądałabym wyjasnienia, dlaczego moje dziecko jest okradane z drugiego śniadania.

          Zawsze dzieci są niewinne, najlepsze, cudowne - w domu. W szkole wstępuje w nie diabeł - albo szkoła sie czepia. Jesli mamusia w domu obgada i skrytykuje jeden raz i drugi nauczycielkę, podkopuje bezpowrotnie autorytet tego nauczyciela - bo dla dziecka matka jest najmąrzejasza i najważniejsza. Więc choćby pani byla mądra i fajna, to skoro mama powiedziała, że jest be - to jest be. Nie warto więc słuchać jej. Kiedy się ma karę, to sie "postanawia zjeść kanapkę", a co! Jak brakuje pieniędzy, to się weźmie 20 gr od kolegi, a jak w sklepiku nie ma nic ciekawego, to kolega da kanapkę. Może niekoniecznie z własnej woli.

          I te pytania - kogo jeszcze droga Mamo nie pytałaś o opinię w tej sprawie? Ministra Edukacji chyba jedynie, bo już nawet stare wychowawczynie swoich cudownie wychowanych dorosłych dzieci zamęczasz swoim problemem - które zresztą mówią Ci to, co chcesz usłyszeć. jaki porzadny nauczyciel wyda opinię o sprawie, znając ją tylko z jednej strony?

          Mamo, bierz się za wychowanie synalka i weź do głowy wszystkie uwagi szkoły, chwytaj każdy sygnał i dziękuj Bogu, że tak wcześnie jest to wykryte. Może nie urośnie na degenerata, który w przyszlości zapoluje na kogoś w ciemnej uliczce - po bezstresowym wychowaniu bezkrytycznie zakochanej w nim mamusi.
          • prakseda2 Dodam jeszcze... 17.12.10, 20:27
            ....że jeśli autorka wątku tak samo trafnie ocenia słowa wychowawczyni, innych ludzi, którzy się wypowiadali w tej sprawie - tak jak oceniła słowa użytkowniczki blfr, to śmiem przypuszczać, że z jej historyjki zgadza się tylko imię jej syna, jego wiek i kwota wyłudzonych 20 groszy, to wszystko. Blfr rzeczowo zaprezentowała swój punkt myślenia, opierając się na podanych faktach, sprawiedliwie punktując błędy KAŻDEJ ze stron sporu, tymczasem autorka wątku zarzuciła jej jednostronność. Sami oceńcie, czy warto pluć na szkołę Filipa, metody itd, skoro sprawa mogła wyglądać zupełnie inaczej.

            Ech, ludzie, ludzie...
            • michukichu86 Re: Dodam jeszcze... 18.12.10, 01:06
              .Według ciebie prakseda co jest takie rzeczowe i logiczne w wypowiedziach blfr chyba tylko to,że obydwie uczycie w jakiejś szkole(no ale blfr ma więcej kasy niż Ty, daleko gdzieś ma uwagi rodziców i straszenie ,że zwolnią Ją z pracy(niezła z niej musi być .......-niech każdy sobie tam pomyśli co chce), poza tym skąd wiadomo e blfr pomogła jakiiejś uczennicy-to wynika tylko z jej wypowiedzi,może to była taka zwykła fanaberia nadzianej panienki-kwestionujesz to co ja napisałam a można zakwestionować rownież to co piszesz Ty i blfr.Teraz zniżyłam się do Waszego poziomu pragnąc udowodnić Wam,że jednak myślicie i piszecie jednostronnie.W moim poprzednim kulturalnym poście nadmieniłam to tylko że potraficie tak zmienić temat aby nikt nie wypowiadał się na ten właściwy...jakie to typowe.ja mogę podać ci mojego maila i numer telefonu,nie mam nic do ukrycia ponieważ to co piszę to prawda,to Ty nie wiedząc nic o mnie ani o moim dziecku wypowiadasz się bezczelnie.Wychowawczyni moich chłopców nie zadręczam,po prostu,przyjażnimy się wychowała moich trzech synów ,dała im konkretne podstawy,dowartościowała wtedy kiedy było trzeba,wierzyła w ich możliwości...ta kobieta wycierała im nosy,przytulała gdy byli nieszczęśliwi,ma teraz 68 lat i jestem Jej wdzięczna,że kiedyś nasz e ścieżki życiowe skrzyżowały się ,poza tym jest bardziej życiowa niż wy obydwie,chociaż sądzę że jesteście młodsze ode mnie
          • theorema ktos cie kiedys okradl, tak sie rzucasz? 17.12.10, 21:34
            Dzieci niestety bywaja rozrzutne i wspanialomyslne - oddaja wartosciowe kanapki za smieciowe chipsy, rozdaja pieniadze, zamieniaja samochod na baterie za gume do zucia.
            I to jest ich prawo! Mozna po fakcie wytlumaczyc dziecku, albo z gory uprzedzic, ze taki samochod to drozsza rzecz niz guma, ale i tak ono moze miec taka fantazje i ujawnic wrodzona filantropie.
            ja sama chetnie oddawalam dzieciom kanapki i nie wyobrazam sobie, zeby moja mama oskarzyla ktorekolwiek z tych dzieci o kradziez. Co to za slownictwo?! Rodem z PiSu! Dalam, to dalam, nie bylam glodna, a kolega tak. Nawet jesli mamie bylo przykro, bo w domu bylo bardzo biednie i wolalaby karmic juz tylko swoje dziecko, a nie bogatszych kolegow przy okazji.
            takie wredne mamuski, co licza kazdy grosz i jada z morda o kradziez, zabijaja w dzieciach potrzebe dzielenia sie, mozliwosc poznania wartosci pieniadza i przedmiotow - na wlasnej skorze i doswiadczeniach.
            ja mialam kiedys taki przypadek - podnioslam z podlogi juz po lekcjach olowek. kolega, taki zabijaka, co bil wszystkich i szantazowal, powiedzial, ze on wie, czyj to i ze jutro odda tej dziewczynce. Ja powiedzialam, ze oddam jutro sama, bo on pewnie zlosliwie polamie, albo wyrzuci. I pech chcial, ze potem w swietlicy zlamal mi sie moj, wiec zaczelam rysowac tamtym, a potem zostawilam i zeszyt i olowek i gdzies polecialam, a przypomnialam sobie o tym nastepnego dnia, kiedy zobaczylam te dziewczynke. Sama do niej poszlam, zeby powiedziec, ze ja znalazlam jej olowek (wyrachowanie od zawsze bylo cecha mi obca), tylko, ze on pewnie jest w tej swietlicy. Poszlysmy po niego razem i - tu zaczyna sie dramat. Olowek zniknal, zeszyt tez. Dziewczynka mi uwierzyla, bylo jej smutno, bo byl bardzo ladny, ale trudno, nie mozna bylo ustalic, kto sie nim "zaopiekowal".
            Natomiast matka zrobila karczemna awanture, z konfrontacja na forum calej klasy, obecnoscia obojga moich rodzicow. Oczywiscie zadala zwrotu tamtego, co bylo niemozliwe, bo moglam jej odkupic kazdy inny, rozumiejac, ze za roztrzepanie ponosi sie konsekwencje, ale nie wlasnie taki. w koncu z bogatych zbiorow mojego taty dostala jakis i nawet sie jej podobal, ale matka dziewczynki scigala mnie jeszcze przez pare lat (!) z wrzaskiem zeby oddac "skradziony" olowek.
            Dla rownowagi podam inna historie - rodzice wlozyli mi w nocy do piornika nowy sliczny olowek, a ja sie strasznie w szkole zdziwilam i odnioslam go wychowawczyni 'bo to nie moj, nie wiem, skad sie wzial". Nie mialam wiec zapedow do przywlaszczania sobie cudzych olowkow ani innych rzeczy, ale w oczach skretynialej, zaslinionej furia mamuski - i owszem. Wygladasz mi na identyczny egzemplarz sad
            i przemysl sobie swoje oskarzenia, bo cos co wydaje ci sie "normalne" - np. ze dziecko nigdy nie odda dobrowolnie kanapki albo pieniedzy - dla dzieci bardzo czesto wlasnie norma jest.
            A dziecko raz nieslusznie oskarzone o kradziez moze zaczac krasc wlasnie dlatego, ze uzna za niewazne, czy robi dobrze czy zle - bo kara i tak jest.
            A gdybym ja byla dyrektorka szkoly, to bym normalnie kary cielesne za skarzenie wprowadzila. Najgorszy, najwstretniejszy zwyczaj - potem takie wredne cholery donosza do skarbowki, bo nie moga przelknac, ze sasiadka ma nowy samochod, donosza ksiedzu w parafii, ze sasiad ma kochanke, a w pracy donosza, ze ktos ma zastrzezenia do organizacji firmy, choc sam zainteresowany woli milczec.
            W skrajnych przypadkach tacy ludzie sypia na przesluchaniach, wspolpracuja z tajnymi sluzbami i zasluguja na jedno - calkowity ostracyzm spoleczny.
            i to mamuski tych skarzypyt powinny sie zastanowic nad swoimi dziecmi, bo TO SA NIEPOKOJACE SYGNALY! I trzeba sie cieszyc, ze wychodza na jaw tak wczesnie, zanim urocze skarzypyty z kokardkami we wlosach wyrosna na moralny margines.
            • michukichu86 Re: ktos cie kiedys okradl, tak sie rzucasz? 18.12.10, 02:32
              theorema,dzięki.Zupełnie jakbym czytała o moim dzieciństwie i o sposobie wychowywania moich rodziców i przeze mnie moich dzieci.Przez mój dom przewinęłą się masa moich kolegów i koleżanek,na tzw,,żywieniu zbiorowym,,jak mawiała moja babcia i moja mama.Non stop ktoś przesiadywał,kuchnia czynna 24 godz.To samo miałam ze starszymi chłopcami i to samo mam z Filipem,chyba taka nasza karma,nasz dom przyciąga wszystkich w porze jedzenia,zresztą ja sama nigdy nie przyzwyczaiłam się do gotowania mniejszych ilości,nadal gotuję na 6 osób +dwie chociaż w domu jest nas trójka.Dzieci,które nauczone są dawać mają w życiu ciężej od tych,które słyszą w domu:nie ma nic za nic zawsze jest coś za coś.
              • prakseda2 tak, jasne 18.12.10, 03:05
                Mówię o kradzieży i wyłudzeniu, a nie o dzieleniu się - bo nazywam rzeczy po imieniu i nie używam eufemizmów.

                jeśli jakieś dziecko przyszło do domu z płaczem lub wyznało rodzicowi, że musialo oddac kanapke czy 20 gr (może było zastraszone), to jest to ZŁO i trzeba to tępić w zarodku.

                NIKT, kto SAM dzieli się kanapką, nie ma traumy z tego powodu i nie leci na skargę do nauczycieli, drogie mamusie.


                michukichu86 napisał:

                > Wychowawczyni moich chłopców nie zadręczam,po prostu,przyja
                > żnimy się wychowała moich trzech synów ,dała im konkretne podstawy,dowartościow
                > ała wtedy kiedy było trzeba,wierzyła w ich możliwości...ta kobieta wycierała im
                > nosy,przytulała gdy byli nieszczęśliwi,ma teraz 68 lat

                Przecież to są zadania matki, a nie nauczyciela. Kiedy dziecko idzie do szkoły, powinno samo umieć się wysmarkać. Obca kobieta wychowała Ci dzieci? Heh, może dlatego są ok, a Twój najmłodszy ma takie problemy, bo sama się tym zajmujesz?

                Nie wiem, skąd wniosek, że jestem nauczycielką, rozbawiaś mnie. Jestem matką i dobrze wiem, jak wredne potrafią być rozpieszczone dzieci starszych matek, którym to dziecko wyskoczyło na starość i które widzą w nim ósmy cud świata, nie dostrzegając problemów wychowawczych. Wystarczy, że mam taką sąsiadkę - już jej współczuję, bo za kilka lat, będzie miala sajgon w domu. Dziwne, ja tam nie mam problemów ze swoimi dzieciakami, nikt mnie jakoś do szkoły nie wezwał, nie miał pretensji o nic, a dzieci mają szerokie grono przyjaciół, są lubiane i dobrze się uczą (na czwórkach).

                Tak, przenieś go do innej szkoły - niech inne dzieci nie będą narażone od małego na wyłudzenia i chamstwo.

                Jesteś strasznie rozczeniowa, bez żadnej kompletnie refleksji na temat swój i dziecka. Z góry zakładasz, że wszyscy się mylą, tylko Ty masz rację i to zgubi Twoje dziecko - wspomnisz moje słowa. Ono teraz niczemu nie jest winne, jest malutkie i do Ciebie należy tłumaczenie mu od podstaw, kiedy robi źle: np, pamiętaj synku, że cudzych pieniędzy nie dotykaj.

                w jednym z miasteczek gdzieś w północnej Polsce, szesnastoletni brat zabił siostrę lat 11, bo nie chciala mu dać 50 groszy. Możliwe, że rodzice przymykali oczy na to, kiedy robił to w szkole, wyłudzając drobne od dzieci, bagatelizując problem i psiocząc, jakie to szkoły niedobre, nauczyciele itd.

                I powiem Ci jeszcze jedno. Szkoła ma z Twoim dzieckiem do czynienia kilka lat. ta wychowawczyni najwyżej trzy - a Ty całe życie. Pomyśl o tym, bo to Ty będziesz zbierać owoce swojej nieudolności wychowawczej. Pani wychowawczyni wraca do domu i zapomina o Twoim dziecku, a ty bedziesz musiala z nim żyć jeszcze kilkanaście lat.

                Przenieś dzieciaka - a za miesiąc założysz nowy wątek - że kolejna szkoła gnębi twoje dziecko, jaka ta dzisiejsza oświata jest do niczego.

                Swoją drogą - szukać pomocy, rady i wskazówek dotyczących wychowania dzieci na forum jakiegoś portalu i opierać się na niefachowych poradach - może ktoś tylko taki jak Ty, co wyłudzenie nazywa pożyczką. Taka złakniona jesteś pochwały swojego zachowania - dziękujesz za każdą pozytywną opinię na temat tej sprawy - widać podskórnie czujesz jednak, że nie jest tak czyściutko, jak sądzisz.

                Przemyśl to sobie, bo szkoda dzieciaka.

                To, że dyscyplina w szkołach upada, to, że rodzi się przemoc od najmłodszych, to, że dzieciaki nie mają podstawowego systemu wartości jest winą tylko i wyłącznie rodziców. Szkoła jest bezradna, bo potem przyjdzie taka jedna, bez zadnych podstaw merytorycznych i krytykuje szkole za wszystko.

                Ja nie wierzę, że szkoła wzywala policję dla 20 groszy - wyssałaś sobie to z palca. A jeśli nie - to podaj numer tej szkoły, sprawdzimy - taka jesteś chętna do podania swojego numeru telefonu, twierdzisz, że nic nie ukrywasz - ale ja tylko Twoją wersję znam. Może zaproś drugą stronę do dyskusji, pani prawdomówna?

                Zresztą rób, co chcesz, co mnie to obchodzi - to Twoje dziecko i ty będziesz musiała z nim żyć.

                Powodzenia.
                • michukichu86 Re: tak, jasne 18.12.10, 03:30
                  prakseda,przeczytaj cały wątek.Poza tym śmieszą mnie zarzuty typu :młoda matka ,stara matka.Co Ty przez to rozumiesz?Matka to matka,niezależnie od wieku.Twoje argumenty:szkoła wychowała ci dziecko,itp.itd
                  są typowe dla pewnego typu nauczycielek, stąd moje domniemania skądinąd chyba raczej słuszne,że nią jesteś.No i ten jad...
                • michukichu86 Re: tak, jasne 18.12.10, 03:33
                  poza tym szkoła nie wzywała policji,tylko tatuś to zgłosił i teraz wydzwania na policję co w tej sprawie....może to Twój nadgorliwy mąż?
                • michukichu86 Re: tak, jasne 18.12.10, 05:08

                  > Przecież to są zadania matki, a nie nauczyciela. Kiedy dziecko idzie do szkoły,
                  > powinno samo umieć się wysmarkać. Obca kobieta wychowała Ci dzieci? Heh, może
                  > dlatego są ok, a Twój najmłodszy ma takie problemy, bo sama się tym zajmujesz?

                  Wychowawca w pierwszych latach jest od wszystkiego,od smarkania,wiązania butów i przytuania wtedy kiedy dziecku jest żle.Nie ma mamy ale jest Pani i jest ok
                • michukichu86 Re: tak, jasne 18.12.10, 05:15
                  jestem matką i dobrze wiem, jak wredne potrafią być rozpieszczone dzieci starszych matek, którym to dziecko wyskoczyło na starość i które widzą w nim ósmy cud świata, nie dostrzegając problemów wychowawczych. Wystarczy, że mam taką sąsiadkę - już jej współczuję, bo za kilka lat, będzie miala sajgon w domu. Dziwne, ja tam nie mam problemów ze swoimi dzieciakami, nikt mnie jakoś do szkoły nie wezwał, nie miał pretensji o nic, a dzieci mają szerokie grono przyjaciół, są lubiane i dobrze się uczą (na czwórkach).

                  Mam młodą sąsiadkę.Od jakiegoś czasu ostro baluje w poszukiwaniu nowego partnera.Parę razy zdarzyło się,że jej najmłodszy synek zasnął na schodach.Małż go przygarnął.Po jakimś czasie dołączyła dwójka jej dzieci.Agnieszka uczy się ze mną .Ma w szkole prawie same czwórki.Mariuszek dzięki nam skończył drugą klasę i przystąpił do komunii.
                  Mama nie jest wzywana do szkoły bo i tak wiadomo,że nie przyjdzie
                  Zaznaczam,osoba na stanowisku,nie żaden margines
                  • dorry Re: tak, jasne 19.12.10, 18:54
                    Jeśli to prawda co napisałas (a bardzo w to wątpię, bo trochę za mocno to Musierowiczową zalatuje, te obiadki, przygarnianie cudzych dzieci - coraz mocniej upewniam się że trollujesz tutaj i masz z tego niezłą zabawę....) to postępujecie z mężem źle i bardzo nieodpowiedzialnie. Takie przypadki (poważnego zaniedbywania dzieci przez matkę) trzeba zgłaszać na policję i do szkoły. Kiedyś Was zabraknie i (wyjedziecie, wyprowadzicie się) i co te dzieciaki zrobią?
                    • michukichu86 Re: tak, jasne 29.12.10, 02:36
                      oj,
                      dorry
                      czasami nie można na policję,dlatego, że ojciec jest ok tylko matka byle jaka.Musiałabyś tu być i to widzieć....oprócz nas jest wielu sąsiadów ,którzy nie widzą niczego....a może nie chcą widzieć.....hmm
                      sama nie wiem...może faktycznie lepiej się odciąć... sad
                • michukichu86 Re: tak, jasne 18.12.10, 05:18
                  Jesteś strasznie rozczeniowa, bez żadnej kompletnie refleksji na temat swój i dziecka. Z góry zakładasz, że wszyscy się mylą, tylko Ty masz rację i to zgubi Twoje dziecko - wspomnisz moje słowa. Ono teraz niczemu nie jest winne, jest malutkie i do Ciebie należy tłumaczenie mu od podstaw, kiedy robi źle: np, pamiętaj synku, że cudzych pieniędzy nie dotykaj.


                  Nie zakładam,że się mylą,ja i mój synek zostaliśmy przeproszeni
                • michukichu86 Re: tak, jasne 18.12.10, 05:22
                  w jednym z miasteczek gdzieś w północnej Polsce, szesnastoletni brat zabił siostrę lat 11, bo nie chciala mu dać 50 groszy. Możliwe, że rodzice przymykali oczy na to, kiedy robił to w szkole, wyłudzając drobne od dzieci, bagatelizując problem i psiocząc, jakie to szkoły niedobre, nauczyciele itd.



                  Chłopczyk, który niesłusznie został oskarżony o kradzież paczki chipsów, dostanie 7.5 tys. euro odszkodowania.

                  Tania sieć sklepów Lidl niesłusznie oskarżyła 5-letniego chłopca o kradzież paczki chipsów. Za chłopcem murem stanęli rodzice i wnieśli sprawę do sądu o zniesławienie.

                  Do zdarzenia doszło w czerwcu zeszłego roku, w Braemore Drive koło Dublina. Chłopiec, Tadhg Mooney, był w sklepie ze swoją mamą 28-letnią Rachel, kiedy to pracownik sklepu złapał chłopca za ramię oskarżając o kradzież paczki czipsów, podaje Irish Times.

                  Adwokat chłopca, Alison McIntyre, twierdzi, że został on niesłusznie oskarżony, a całe zdarzenia miało na niego bardzo negatywny wpływ.

                  Firma Lidl zaproponowała zapłatę 7.5 tys. euro za zniesławienie i pokrycie kosztów rozprawy, na co zgodził się irlandzki sąd.

                  Mój syn został oskarżony o kradzież portfela,a portfel znajdował się w plecaku właścicielki.o czym chyba nie doczytałaś.....
                • michukichu86 Re: tak, jasne 18.12.10, 05:39
                  Swoją drogą - szukać pomocy, rady i wskazówek dotyczących wychowania dzieci na forum jakiegoś portalu i opierać się na niefachowych poradach - może ktoś tylko taki jak Ty, co wyłudzenie nazywa pożyczką. Taka złakniona jesteś pochwały swojego zachowania - dziękujesz za każdą pozytywną opinię na temat tej sprawy - widać podskórnie czujesz jednak, że nie jest tak czyściutko, jak

                  Starszy brat Filipa założył to forum trochę za porywczo,dlatego musiałam interweniować,ale muszę przyznać trochę się wciągnęłam.....zastanawiam się czy nie odpisuję mojej sąsiadce,której dzieci uczę i żywię...no i mają czwórki..a ona święty spokój.. nigdy nikt jej do szkoły nie wzywał .wiem,że moja ciąża ją troszkę zbulwersowała no i wiem,że jest chamska i złośliwa,zupełnie jak Ty
                  • jakw Re: tak, jasne 18.12.10, 08:53
                    Ech, tak to jest jak wątek trafi na główną...
                  • prakseda2 Jesteś niezrównoważona psychicznie. :) 19.12.10, 01:28
                    michukichu86 napisał:


                    > Starszy brat Filipa założył to forum trochę za porywczo,dlatego musiałam interw
                    > eniować,ale muszę przyznać trochę się wciągnęłam.....zastanawiam się czy nie o
                    > dpisuję mojej sąsiadce,której dzieci uczę i żywię...no i mają czwórki..a ona św
                    > ięty spokój.. nigdy nikt jej do szkoły nie wzywał .wiem,że moja ciąża ją troszk
                    > ę zbulwersowała no i wiem,że jest chamska i złośliwa,zupełnie jak Ty


                    ----

                    LOL. big_grin

                    Tak, syn założył, a Ty się logujesz na konto syna, by pisać? Jesteś trollem.

                    Już jestem nauczycielką, teraz też Twoją sąsiadką, której żywisz i ubierasz dzieci. big_grin
                    Widzenie rzeczy, których nie ma, to schizofrenia. smile
                    Jesteś niezrównoważona psychicznie i emocjonalnie, świadczą o tym Twoje wpisy wklejane jeden po drugim co minutę, co jeden to głupszy. big_grin

                    • prakseda2 W dodatku posty dodawałaś CAŁĄ NOC. 19.12.10, 01:35
                      Jesteś matką kilkulatka, a cała bitą noc siedziałaś na forum i dodawałaś posty w swoim wymyślonym temacie. Widzę wpisy o pierwszej, trzeciej, piątej. W ciągu dnia odsypiałaś, a dziecko co w tym czasie robi, Mamusiu Doskonała? Kiedy Ty masz czas na wychowywanie, uczenie, karmienie dzieci sąsiadki. big_grin

                      Lecz się.

                      Szkoda tylko ludzi, którzy się naprodukowali w wątku, chcąc Ci pomóc. smile
                      • michukichu86 Re: W dodatku posty dodawałaś CAŁĄ NOC. 29.12.10, 02:26
                        Prakseda
                        Jak mi przykro,znowu w nocy piszę,no i ta schizofrenia....nie wiem czy ją mam czy nie....Nie wiem co z tym zrobić......
                        Boże,kobieto,jak jesteś kobietą,bo równie dobrze możesz byś mężczyzną....ile jadu...po co?
                        Miałam w pracy dyżur całą noc,dlatego odpisywałam(dzis też mam)....na samym dole tego forum podałam maila,napisz,pomogę Ci bo widzę,że masz jakiś wielki żal do ludzi,wkurza Cię,że kobieta rodzi młodo,wkurza Cię że kobieta rodzi póżno,wkurza Cię,że zajmuje się dziećmi sąsiadów,no ogólnie to wkurzona jesteś na wszystko ...tak nie można żyć...
                        Wszystkiego najlepszego w Nowym Roku dla Ciebie i Twojej rodziny
                        z całego serca smile
                      • michukichu86 Re: W dodatku posty dodawałaś CAŁĄ NOC. 29.12.10, 03:18
                        prakseda2 napisała:

                        > Jesteś matką kilkulatka, a cała bitą noc siedziałaś na forum i dodawałaś posty
                        > w swoim wymyślonym temacie. Widzę wpisy o pierwszej, trzeciej, piątej. W ciągu
                        > dnia odsypiałaś, a dziecko co w tym czasie robi, Mamusiu Doskonała? Kiedy Ty ma
                        > sz czas na wychowywanie, uczenie, karmienie dzieci sąsiadki. big_grin
                        >
                        > Lecz się.
                        >
                        > Szkoda tylko ludzi, którzy się naprodukowali w wątku, chcąc Ci pomóc. smile

                        Praksedo.
                        w tym czasie kiedy ja odsypiam dyżur,(mam go trzy razy w miesiącu)mój syn jest w szkole albo na świetlicy,napisz mi koniecznie czy to naganne,jeżeli tak no to chyba się zwolnię
                        smile
                        Rozbawiłaś mnie do łez..
                        jeszcze raz pozdrawiam i życzę samych dobrych chwil...

                    • michukichu86 Re: Jesteś niezrównoważona psychicznie. :) 29.12.10, 02:39
                      No tak,bo monopol na mądrość to Ty dostałaś....
                • basia8.93 Re: tak, jasne 18.12.10, 09:28
                  prawda, racja... ,ale ja chociażby tu widać -może być różnie. jedna sprawa: wyobraź sobie, że ktoś oskarża o kradzież osobę dorosłą, załóżmy w pracy. po dwóch dniach okazuje się, że nic nie zginęło, ale nie przeprasza nawet publicznie. myślisz, że to by przeszło. zdajesz sobie sprawę jak opinia o człowieku wpływa na jego późniejsze funkcjonowanie? słyszałam o dziecku, do którego rodziców szkołą zadzwoniła, że właśnie znowu on, że narozrabiał, a jego nawet w szkole nie było w tym dniu!! Osoba dorosłą na, miejscu syna autorki wątku, zwróciłaby się do sądu, a co może dziecko???? nic, znielubi Panią, stanie się chłopcem do bicia
            • mama303 Re: ktos cie kiedys okradl, tak sie rzucasz? 18.12.10, 19:58
              theorema napisała:


              > A gdybym ja byla dyrektorka szkoly, to bym normalnie kary cielesne za skarzenie
              > wprowadzila. Najgorszy, najwstretniejszy zwyczaj - potem takie wredne cholery
              > donosza do skarbowki.

              A Ci nauczeni że skarżenie jest takie strasznie złe zawsze cierpia w milczeniu i nie zareaguja także jak komus innemu krzywda sie dzieje. Potem jak dorosna to obok sasiad zatłucze żonę lub dziecko a oni nie doniosą nigdzie bo to nie ładnie. To takie polskie.
              Ja tam ucze dziecko swe: jak dzieje się krzywda Tobie lub komuś innemu natychmiast szukaj pomocy u dorosłych. Nigdy nie siedź cicho! Już nie raz przytomnie zareagowała czyli o zgrozo naskarżyła np. jak starsi tłukli jej kolegę z klasy. Jako jedyna pobiegła po nauczyciela.
    • zuzanka79 Re: szkoła gnębi moje dziecko 15.12.10, 11:14
      Kurcze, czytam i oczom nie wierzę. Też jestem mamą pierwszaka o imieniu Filip smile I też nie raz przyniósł ( no, może trzy razy) uwagę w zeszycie, ale sobie na nią zasłużył, i o tym wiedział. Gdyby za bieganie po korytarzu dostawało się uwagę to Fil, i z resztą nie tylko on, nie miał by już na nie miejsca. Jego wychowawczyni to chodząca cierpliwość i wyrozumiałość w jednym ( pedagog z wieloletnim doświadczeniem). Wiem, kiedy coś zbroi bo znam swoje dziecko. Ale w życiu bym nie pozwoliła na to by ktoś w szkole bezpodstawnie moje dziecko oskarżał np. kradzież czy zniszczenie książek, zeszytów itp. oraz psychicznie dręczył, bo uwaga typu "wstał bez pozwolenia" to przegięcie. Szczególnie że przerwa właśnie po to jest by z ławki wstać i zjeść. Prawda? Jeśli istnieje jakaś komitywa między dyrektorką a wychowawczynią to porozmawiałabym z obydwiema razem w obecności np. pedagoga i zapowiedziała, że jeśli takie ( czy. absurdalne) sytuacje będą miały miejsce opiszesz wszystko i zgłosisz sprawę w kuratorium. Bo ty nie masz nic do stracenia. No może komfort psychiczny swój i dziecka.
      Byłam ostatnio na lekcji pokazowej w klasie syna. Dwie dziewczynki zaczęły skarżyć na kolegę, że ten kiedyś tam za mocno odkręcił kran w toalecie i kogoś tam ochlapał. Pani na to mniej więcej tak: takie sprawy zgłaszamy nauczycielowi na dyżurze to raz, ochlapany się nie skarżył więc i wy nie skarżcie bo ja o sprawie nie wiem i jej nie rozwiążę. Nie ładnie tak skarżyć.
      I koniec.
      Moim zdaniem trzeba odróżnić sytuacje stwarzające zagrożeniu od tych absurdalnych, a zadaniem wychowawcy jest by dzieciom wytłumaczyć najlepiej na przykładach czym jest skarga w trosce o bezpieczeństwo innych a czym zwykłe donosicielstwo. Bo często jest tak, że widzi się właśnie taki błahostki a duże sprawy uciekają uncertain. I to za równo wśród dzieci jak i wśród nauczycieli.
      • zuzanka79 Re: szkoła gnębi moje dziecko 15.12.10, 11:49
        I jeszcze, w klasie mojego syna za brak książek ( nie notoryczny oczywiście) nie dostaje się uwag. Dorosłemu się zdarza, a co dopiero dziecku. Poza tym ta uwaga to też jakiś kosmos, bo komunikat nie był jasno zrozumiały.
        Nie rozumiem też wypisana syna z zajęć dodatkowych ." Dzisiaj małż wypisał Fila z wszystkich zajęć dodatkowych, bo jak się dowiedziałam zajęcia te prowadzone są po to aby na koniec roku przypiąć dziecku łatkę "problemowego". A dlaczego problemowego? Bo chce robić coś ponad to co musi? Kto prowadzi te zajęcia? Może zapytaj czy na nich też jego zachowanie jest " podejrzane". Szczególnie jeśli są to zajęcia, które nauczyciele realizują w ramach godzin dodatkowych tak, jak u nas w szkole. Nauczyciele prześcigali się w wymyślaniu przeróżnych form tych zajęć tworząc bogatą ( i bezpłatną) ofertę dla dzieci.
        W szkole mojego syna zajęcia dodatkowe są po to, by dzieci mogły się DODATKOWO rozwijać w obszarach wykraczających poza ramy programowe( taniec, teatr, szachy, gotowanie, konstrukcje). Kiedyś kolega Fila poskarżył , że Fil przeszkadza na kółku teatralnym. Porozmawiałam z nauczycielką prowadzącą koło, potwierdziła, że rzeczywiście jest trochę niesubordynowany ale ma talent jest kreatywny i przebojowy, i w sumie jej to za bardzo nie przeszkadza, bo to są zajęcia dodatkowe. Ja za to powiedziałam Filowi, że jeśli nie poprawi swojego zachowania, to go z zajęć wypiszę. I pani na teraz luzik wink
      • joanka-r Re: szkoła gnębi moje dziecko 17.12.10, 10:25
        ''Byłam ostatnio na lekcji pokazowej w klasie syna. Dwie dziewczynki zaczęły skarżyć na kolegę, że ten kiedyś tam za mocno odkręcił kran w toalecie i kogoś tam ochlapał. ''
        a co robiły dziewczynki w chłopięcej toalecie?
        • zuzanka79 Re: szkoła gnębi moje dziecko 18.12.10, 00:02
          joanka-r napisała:

          > ''Byłam ostatnio na lekcji pokazowej w klasie syna. Dwie dziewczynki zaczęły sk
          > arżyć na kolegę, że ten kiedyś tam za mocno odkręcił kran w toalecie i kogoś ta
          > m ochlapał. ''
          > a co robiły dziewczynki w chłopięcej toalecie?

          Przypuszczam, że one o tym zdarzeniu dowiedziały się od innych dzieci.
          A że właśnie ci inni dawno o incydencie zapomnieli, to może chciały się przypodobać wychowawczyni.
      • michukichu86 Re: szkoła gnębi moje dziecko 18.12.10, 01:14
        Trochę miałam na głowie dlatego nie pisałam ale dzisiaj mam trochę czasu i postaram się rzeczowo i w miarę zwiężle opowiedzieć co się wydarzyło.Wizyta u pani psycholog trwała ponad 2 godziny najpierw syn sam,potem my z małżęm .Dowiedzieliśmy się,że trochę za długo czekaliśmy i narażaliśmy dziecko na przeżycia z którymi 7-latkowi będzie teraz ciężko się uporać,jednak biorąc pod uwagę jego charakter powinniśmy sobie z tym poradzić......,tak więc osoba która zarzuciła nam słabe wsparcie dziecka niestety miała rację sad nad czym ubolewam ...przykro mi,że zawiodę osoby,które negatywnie wypowiadały się na tym forum o moim dziecku ale wina kompletnie nie leży po jego stronie
        • michukichu86 Re: szkoła gnębi moje dziecko 18.12.10, 01:21
          Za radą psycholog poszłam do szkoły i rozmawiałam z wychowawczynią.I tu duże zaskoczenie:ja mówiłam przeszło 20 minut a ona słuchała,na koniec preprosiła i przyznała mi rację ......potem wysłuchałam jej.....ustaliłyśmy wspóny plan działania i liczę na to,że odniesie on sukces
          • michukichu86 Re: szkoła gnębi moje dziecko 18.12.10, 01:33
            Wracając do historii z wyłudzeniem wyglądała ona następująco:-masz jakieś pieniądze ?-mam -a dasz mi? tak. Od tego chłopczyka wzięła jeszcze dwójka dzieci-nie wiem po ile bo mnie to nie interesowało.Rodzic chłopca poszedł do dyrekcji a ponieważ jest to osoba z tak zwanymi koneksjami,afera ruszyła odgórnie i nabrała impetu Owszem ,nie powinien brać tych pieniędzy ale jeszcze raz go wytłumaczę tym razem bez emocji i wzburzenia,które towarzyszyło moim pierwszym postom.W ogóle nie zdawał sobie sprawy z tego ,że to jest złe,( zawsze był uczony,że trzeba się dzielić,w porywach na,, żywieniu zbiorowym,, u nas w domu jest zawsze od dwóch do czterech kolegów syna smilenigdy wcześniej nie miał parcia na jakiekolwiek zakupy nawet jak był z nami w sklepie,poza tym o tym że istnieje produkt o nazwie chipsy dowiedział się dopiero w szkole,niektórym może wydawać się to śmieszne ale taka jest prawda.Z tego co się dowiedziałam rodzic od tego ,,wyłudzenia,,zawiadomił policję pomimo tego,że szkoła wyjaśniała w swoim zakresie tę sprawę i wydawałoby się,że jest ona już zakończona.No cóż są ludzie i taborety ,jak mawia mój Filip.......... (oczywiście wzorując się na małżu)
      • michukichu86 Re: szkoła gnębi moje dziecko 18.12.10, 02:19
        Zuzanka,no to mamy dwóch Filipów.Czy Twój jest też taki żywiołowy?Czy też jest nastawiony na przyjażń z całym światem?(mój mnie tym wykańcza..)Pozdrawiam i dziękuję za wsparcie.
        • zuzanka79 Re: szkoła gnębi moje dziecko 18.12.10, 22:02
          michukichu86 napisał:

          > Zuzanka,no to mamy dwóch Filipów.Czy Twój jest też taki żywiołowy?Czy też jest
          > nastawiony na przyjażń z całym światem?(mój mnie tym wykańcza..)Pozdrawiam i dz
          > iękuję za wsparcie.

          Cóż, hmmm .... napiszę tak - nudzić się przy nim nie można choć ostatnio jakby spowolniał big_grin
          Trochę o moim Filu tu : forum.gazeta.pl/forum/w,43710,71816265,71816265,A_Filip_powiedzial_.html

          Nie wiem czy cię pocieszyłam big_grin
    • mama_dorota Re: szkoła gnębi moje dziecko 17.12.10, 11:51
      Ja bym szkołę zmieniła i to jak najszybciej, bo wygląda na to, że problem nie jest tylko w wychowawcy, ale i w dyrekcji itd.
      Swojemu, w podobnej sytuacji, (podobne uwagi, informowanie mnie, że jest dziwny) zmieniłam szkołę dopiero w IV klasie i teraz jest w końcu normalnie, choć szkoła wymagająca i roboty co niemiara, syn (V klasa) siedzi nad lekcjami dość często do 21:30, a i do 23:00 się zdarza, to CZUJE SIĘ DOBRZE W SZKOLE I LUBI DO NIEJ CHODZIĆ.
      Pokłosie tamtego okresu w postaci słabego poczucia własnej wartości i różnych tego konsekwencji ciągle zbieramy, ale po trochu to się zmienia. Dociąganie do IV klasy lub gimnazjum to nie tylko okres do przemęczenia, to okres, który prawdopodobnie ukształtuje twoje dziecko w sposób, którego nie chcesz i niestety, musisz mieć świadomość tego, skoro masz troje starszych dzieci, że dla twojego syna to, co myśli o nim pani nauczycielka ma jednak większe znaczenie, niż to, co myślą o nim rodzice. Ja przekonałam się o tym na własnym dziecku, a nie było warto.
      • joanka-r Re: szkoła gnębi moje dziecko 17.12.10, 13:21
        ''siedzi nad lekcjami dość często do 21:30, a i do 23:00''
        mamo doroto wiesz, ze odrabianie lekcji przez dziecko o tej porze nie ma sensu? nie możesz wczesniej zorganizować synowi odrabiania lekcji? Mój syn jest w klasie 5 i w zyciu do 20 lekcji nie odrabia, a ma średnią ponad 5.
        • mama_dorota Re: szkoła gnębi moje dziecko 20.12.10, 10:21
          Niestety. Nie mogę, choć pracuję na 3/4 etatu. W poprzedniej szkole wracał do domu o 12:30 i mnóstwo czasu marnował. Teraz codziennie oprócz odrabiania lekcji ma godzinę grania na trąbce i kilkanaście-30 minut na pianinie (przynajmniej staramy się, żeby tak było). Jeśli to cię szokuję, to wiedz, że mnie też kiedyś szokowało, ale mój syn tak wybrał i nie żałuje i to nie tylko dlatego, że tamta szkoła była kiepska, ale tez dlatego, że ta jest fajna. Ale to nie wątek o moim synu...
      • piotrs Re: szkoła gnębi moje dziecko 17.12.10, 23:03
        > oła wymagająca i roboty co niemiara, syn (V klasa) siedzi nad lekcjami dość czę
        > sto do 21:30, a i do 23:00 się zdarza

        U mnie (syn 7 lat, trzeci rok w szkole) nigdy na to nie pozwolę. Mimo, że tu (UK) pracę domową zadają raz w tygodniu (w czwartek, sprawdzają we wtorek) nie pozwalamy, żeby spędzał nad tym więcej niż godzinę dziennie - nawet, jeśli się to odbija na wynikach. Czytanie książek, aktywność fizyczna, odpoczynek i rozmowy są ważniejsze i bardziej rozwijające niż program szkolny.
    • mt1313 Re: szkoła gnębi moje dziecko 17.12.10, 15:51
      zmienić powinno się wychowawcę albo szkołę.
      Porozmawiaj z dzieckiem i poproś go aby opowiadał Ci co robili w szkole każdego dnia, tak będzie prościej reagować w porę. Dobrze by było jeżeli mu ufasz zapewnić go o tym, aby mieć pewność, że będzie mówił prawdę, bo to jest najważniejsze. W takiej sytuacji jak z tym portfelem powinnaś pójść do dyrekcji i powiedzieć, że nie życzysz sobie robienia z Twojego syna kozła ofiarnego dla Pani wygody. Zasugerować nawet jak ta sprawa powinna być rozwiązana i poprosić dyrekcję o rozmowę z tym nauczycielem. Jeżeli to nie pomoże to poprosić o przeniesienie syna do innej klasy, jeżeli jest kilka równorzędnych. Ważne abyś nie zostawiła tego bez odzewu, bo będzie tylko gorzej. Ale myślę, że z Twoim doświadczenie sama to wiesz, to ja tylko to potwierdzam. Powodzenia smile
    • nazwakontajuzzajeta Re: szkoła gnębi moje dziecko 17.12.10, 17:17
      a propos incydentu z szafką
      zapytałaś "gdzie były panie?"
      ale nie zapytałaś "co robiłeś na szafce"
      a może ty wychowujesz małpę a nie dziecko i łażenie po szafkach to dla ciebie oczywista rzecz
      • yula Re: szkoła gnębi moje dziecko 17.12.10, 18:16
        > ale nie zapytałaś "co robiłeś na szafce"
        > a może ty wychowujesz małpę a nie dziecko i łażenie po szafkach to dla ciebie o
        > czywista rzecz
        To jest pierwsza klasa szkoły podstawowej i obowiązkiem pani jest pilnowanie dzieci. Dla mnie łażenie po szafkach nie jest oczywistą rzeczą, ale dla mojego syna tak, jeszcze zanim nauczył sie chodzić i niestety nadal, mimo że ma już 7-lat i ciągle jest upominany by tego nie robił i tłumaczone że to niebezpieczne. Raz wywalił na siebie regał z książkami i mimo to nadal wiesza sie na szafkach włazi na regały. Po prostu o tym nie pamięta, a chce coś dosięgnąć czy gdzieś sie dostać. W domu ja odpowiadam za bezpieczeństwo dzieci, w szkole szczególnie podstawówce - wychowawczyni.
        • michukichu86 Re: szkoła gnębi moje dziecko 18.12.10, 01:57
          Dzięki Yula
          ja też mu to powtarzam,ale cóż potrzeba udowodnienia koledze,że nie jest taki mały i da radę wejść była dla niego silniejsza smile
      • michukichu86 Re: szkoła gnębi moje dziecko 18.12.10, 02:06
        zapytałam w pierwszej kolejności po co tam wlazł....ale skoro Pani mówi małżowi,że kopał i chciał wyładować agresję no to proste,że ja pytam gdzie była Pani. i skąd ta agresja..Poza tym na drugi dzień małż rozmawiał z Panią i ona sama przyznała,że nie była przy tym obecna i być może dzieci skłamały a było tak jak mówi Filip,no i przepraszam jednak padło ,więc nie staraliśmy się nie robić z tego problemu tym bardziej ,że świetliczanka młoda...a dziecku nic się nie stało.
        a Twój post jest zwyczajnie chamski,można czasami się wysilić i napisać coś z sensem
        • przechlapany_czas Re: szkoła gnębi moje dziecko 18.12.10, 08:23
          przeczytałem z uwagą cały Twój wątek, zapewne, powtarzam zapewne racja w sporze ze szkołą lezy po Twojej stronie i wychowawczyni i dyrekcja popełniły błędy. jak napisałaś rozmowa zasadnicza z wychowawczynią jakoś pomogła. Mam nadzieje że długotrwale czego Ci życzę.
          Ale nie o tym chciałem napisać. Chcę Ci zwrócić uwage na jedną rzecz, Pewien aspekt tego wątku który dotyczy Ciebie. Jak napisałem przeczytałem go z uwagą i zauwazyłem pewną rzecz. Na Twoj opis sytuacji ludzie odpisują Ci w rózny sposób, jedni popierają, inni proponuja zastanowić się i spojzeć z drugiej strony. Jeszcze inni sugerują że być może sytuacja wygladała inaczej jak opisałaś. Powtarzam sugrują, nie twierdzą nic na pewno. Wszyscy robia to w sposób cywilizowany. Niektórzy nawet bardzo delikatny. Nawet sugestie o naopiekuńczej mamie która urodziła dziecko w kwiecie wieku są (w porównaniu z innymi forami) stosunkowo grzeczne.
          Powiem wiecej, sugestie Twojej głównej dyskutantki blfr, jednak okazały się jakoś prawdziwe. Sugestie że nalezy najpierw ROZMAWIAĆ w szkole. Szkoła nie jest rajem. Nie pracują w niej aniołowie, ale również aniołki do niej nie przychodzą. Pracują zwykli ludzie i przychodza zwykłe dzieci.
          A teraz do rzeczy. Na grzeczną (kolejną) propozucję, uwagę, trochę inny punkt widzenia odpowiadasz OBRAZAJĄC interlokutora. Bo czym innym jest zarzucenie chamstwa???
          I nie robisz tego raz, zrobiłaś to w tym wątku kilka razy!.
          Dlatego powtórzę raz jeszcze, ZAPEWNE racja w tym sporze ze szkołą lezy po Waszej (Twojej i syna) stronie ale... ale propozycja z mojej strony (grzeczna bardzo) abyś zastanowiła się jednak nad SWOIMI reakcjami.
          Wybacz ale post Twojej poprzedniczki nie jest chamski, za to nieodpowiednia jest Twoje odniesienie do niego.
          Przepraszam, ale moim zdaniem pownnaś przeprosić. Najpierw wymagajmy wiecej od siebie potem od innych.

          Czym kończąc życzę Ci dużo szcześcia a Filipowi sukcesów na swej drodze. Przeszkód nie uniknie, ale to dobrze chyba. Stres, czy tego chcemy czy nie, jest elementem naszego żywota na tym swiecie i bezrefleksyjne usuwanie go z zycia naszych dzieci prowadzi do wychowania roslinek a nie ludzi z krwi i kości.
          • michukichu86 Re: szkoła gnębi moje dziecko 29.12.10, 02:51
            Witam.
            Moje odpowiedzi nie zawsze były zamieszczane tam gdzie chciałam,może to mój błąd-nie wiem.Do blfr pisałam tylko ,że ma jednostronne spojrzenie,a odpowiedż dotycząca chamskich wypowiedzi tyczyła autora postu,że wychowuję małpę a nie dziecko,bo to mnie uraziło niezmiernie...
            Jeżeli ktoś uważa ,że urodzenie dziecka w wieku 37 lat to jest urodzenie w kwiecie wieku to jest w błędzie,leżałam z kobietami które rodziły pierwsze dziecko a były starsze ode mnie,my z małżem po prostu wcześnie zaczęliśmy smile
    • asdi Re: szkoła gnębi moje dziecko 17.12.10, 17:29
      A ja mam wrażenie, że twój syn to niezłe ziółko.
      A ty jesteś rodzicem, który przyjmuje bezwarunkowo wszystkie tłumaczenia syna.
      I jeszcze coś... każde dziecko jest inne. To, że dwoje jest w porządku nie znaczy, ze to trzecie będzie takie samo.
      • michukichu86 Re: szkoła gnębi moje dziecko 18.12.10, 01:54
        To masz błędne wrażenie....sorry,że Cię rozczarowałam.Poza tym wychowałam trzech synów przed nim a nie dwóch
    • valana Re: szkoła gnębi moje dziecko 17.12.10, 17:54
      I jak poszło? Bo to już, jeśli dobrze liczę, przynajmniej pełny dzień po rozmowie z fachowcem.
      Natomiast cała sprawa nie jest tak prosta, jak się zdaje:
      1) mamy relację tylko jednej strony, nie twierdzę, że fałszywą - jednak jednostronne relacje zawsze skażone są subiektywizmem,
      2) bezspornie fatalne było rozegranie kwestii rzekomej kradzieży - i ja bym tego nie odpuścił. Przeproszenie dziecka przed całą grupą to absolutne minimum zadośćuczynienia w tej sprawie,
      3) co do tych "20 groszy", to jeszcze z czasów szkolnych pamiętam (dawno to było, jeszcze za Gierka), że wszyscy ci duzi i silni wyłudzacze nieodmiennie zagajali do nas, maluchów, 'pożycz 20 groszy' (tak, wtedy 20 groszy też miało swoją wartość, to były jeszcze lata 70te), więc wcale a wcale nie dziwię się postawie szkoły, że woli w tej sprawie dmuchać na zimne,
      4) jakkolwiek nie patrzeć, bieganie po szkolnych korytarzach nie jest bezpieczne ani dla biegającego, ani dla pozostałych uczniów, więc szkoły zakazują takich rozrywek (skądinąd zupełnie słusznie). Zamiast więc rozczulać się, jakie to mrowie uwag syn znosi ze szkoły, wypadałoby wpoić mu, żeby po korytarzach nie biegał. Prywatnie nie sądzę, by te uwagi dostawał za nic, więc naprawdę bym się nad tym zastanowił, zamiast upatrywać kolejny przejaw szkolnych szykan.
      • michukichu86 Re: szkoła gnębi moje dziecko 18.12.10, 01:53
        Lepiej niż się spodziewałam,chociaż czuję po tej rozmowie żal do siebie,że tak póżno się na nią zdecydowałam....małż mnie też obwinia...ale cały czas myśłałam,że jakoś to się ułoży....naiwna..
    • titta Re: szkoła gnębi moje dziecko 17.12.10, 18:20
      Tego portwela bym nie przepuscila. O ile wychowawczyni nie przeprosila dziecka przed cala klasa. Bez tego na twoim miejscu zrobila rozrube z dyrektorem, pedagogiem i kuratorium jak trzeba.
      • michukichu86 Re: szkoła gnębi moje dziecko 18.12.10, 01:47
        Załatwiłam to grzecznie chociaż stanowczo
    • setlers5 Re: szkoła gnębi moje dziecko 17.12.10, 18:43
      Zwyczajnie olej tych pajaców.
    • szala-wila Re: szkoła gnębi moje dziecko 17.12.10, 21:09
      No okej, wszyscy pojechali po wychowawcy, a ja mam inne pytanie. Koledzy i koleżanki skarżą na Twojego syna, że hałasuje uderzając w ławkę, a innym razem kłamią opiekunowi, że kopał szafkę, choć wcale tego nie robił. Zdaje się, że chłopiec nie jest szczególnie lubiany wśród dzieci. A co dopiero musiał nagadać ten dzieciak od 20 groszy swoim rodzicom, że zrobili o to tak ciężką aferę? To Cię nie zastanawia?
      • michukichu86 Re: szkoła gnębi moje dziecko 18.12.10, 01:46
        No tak,zastanawiające...aferę 20-gr opisałam poniżej a co do lubienia w klasie_jest lubiany i lubi swoją klasę,problem wynika właśnie z tego,że on nie skarży
        • szala-wila Re: szkoła gnębi moje dziecko 18.12.10, 11:31
          Żebyś nie miała wątpliwości, michukichu, nie bronię wychowawcy, który moim zdaniem ewidentnie źle sobie radzi z sytuacją - incydent z portfelem był absolutnie skandaliczny i w ogóle postępowanie nauczycielki trąci lekko paranoją. Nie mogę się jednak oprzeć wrażeniu, że Twój opis sytuacji jest bardzo jednostronny (co zrozumiałe), dlatego zwracam uwagę na to, co wydaje mi się dziwne.

          Piszesz wciąż, że syn jest lubiany w klasie, tymczasem przytoczone historie tego raczej nie potwierdzają. Z tego co opowiadasz wynika, że syn zarobił parę uwag dlatego, że doniosły na niego inne dzieci lub, co więcej, kłamały opiekunom, żeby mu się dostało. Wprawdzie podstawówkę skończyłam kilkanaście lat temu, ale za moich czasów skarżenie na fajnych kolegów nie zdarzało się raczej. Tak samo nieszczęsne 20 groszy - rodzic nie idzie do szkoły z "fochem" tylko dlatego, że może, chyba dziecko musi się najpierw poskarżyć, bo mało prawdopodobne, żeby pod koniec dnia ojciec rozliczał dziecko z kieszonkowych z dokładnością do kilkudziesięciu groszy i tym sposobem wpadł na trop "afery".

          Możliwe, że Twój syn został kozłem ofiarnym - na początku podpadł raz czy drugi nauczycielce, a potem dzieci zaczęły wszystko "zwalać" na niego, bo wiedzą, że wychowawca to kupi. Wydaje mi się, że w takiej sytuacji najlepsza byłaby rzeczywiście zmiana szkoły, bo życie uczy, że zazwyczaj etykiety łobuza nie da się już odczepić i dzieci, które podpadły w pierwszej klasie stają się pierwszymi podejrzanymi w każdej sytuacji aż do ostatniego dnia w szkole. Nie jestem jednak psychologiem, ani pedagogiem, być może specjaliści od dzieci mają inne zdanie i lepsze dla chłopca rozwiązanie w tej sytuacji.
    • gk010101 Re: szkoła gnębi moje dziecko 17.12.10, 22:12
      Po pierwsze wychowawca/nauczyciel NIE MA PRAWA przeszukac czyjegos plecaka, nawet jesli to jest plecak malego dziecka.

      Po drugie argument, ze wychowawalam iles tam dzieci, ktore nie pija, pala, itd NIE JEST ZADNYM argumentem. Sa rodziny gdzie iles rodzenstwa nie mialo konfliktu z prawem a ten jeden jest "czarna" owca.

      Po trzecie jednak roznica wieku pomiedzy trojka wczesniej wychowanych a obecnym jest duza. Inne czasy, inne metody wychowawcze...

      Po czwarte i NAJWAZNIEJSZE - radzilbym jednak spojrzec na swoje dziecko. Moge sie mylic (nie zaprzeczam, ze jest taka mozliwosc smile), ale taka duza ilosc skarg od wychowawcow, "kolegow" ze szkoly itd swiatczy jednak, ze cos jest nie tak. Ze dziecko jednak swiete nie jest. Kazda matka mowi - moje dziecko jest "swiete", by czegos takiego nie zrobilo. Jak przychodzi co do czego, to okazuje sie, ze jest inaczej. A mama z tatusia nadal ida w zaparte. Przykro mi to mowic, ale nie wydaje mi sie, aby z Twoim synkiem bylo inaczej. Istnieje male prawdopodobienstwo, ze wszyscy sie wokol myla.... Radze posluchac glosu szkoly i zmienic metody wychowawcze. I nie dla kogos widzi mi sie. Tylko dla dobra Twojego dziecka i Ciebie

      Pozdrawiam

      Kow
      • titta Re: szkoła gnębi moje dziecko 17.12.10, 22:26
        Nawet jak dziecko ma "ADHD", gryzie, bije i lezy pod stolem na lekcji, to nie tak sie takie sprawy zalatwia.
        • titta Re: szkoła gnębi moje dziecko 17.12.10, 22:29
          Inna sprawa, ze jesli dziecko chetnie chodzi do szkoly, to moze nic sie nie dzieje?
          Za moich czasow biegajacy dostawali pasem przez plecy, a uciekinier z karnej lawki chyba by zostal do niej przybity wink Nie mowie, ze bylo dobrze, tylko ze wszyscy przezyli i to bez wiekszych zwichrowan.
          • michukichu86 Re: szkoła gnębi moje dziecko 18.12.10, 01:38
            Chodzi bo lubi się uczyć,no i twardy jest...po mamiesmile(małż twierdzi,że po nim ,ale ja to kwestionuję)
        • michukichu86 Re: szkoła gnębi moje dziecko 18.12.10, 01:39
          Wiem,akurat mój nie ma żadnych modnych chorób,SPRAWDZONE PRZEZ SIŁY FACHOWE
          • dorry Re: szkoła gnębi moje dziecko 19.12.10, 18:44
            @michukichu
            Nie po raz pierwszy w tym wątku wyrażasz się lekceważąco o poważnych nieraz chorobach, które dotykaja dużą liczbę dzieci i ich rodziców. W słowach "modne choroby" ukryta jest duża dawka lekceważenia, pogardy, chęci wywyższenia się, bycia tą lepszą, mądrzejszą. Nie podoba mi się Twoja postawa i to co piszesz. Nie ma w tym chęci dyskusji jest tylko myślenie w stylu "moje jest mojsze" i jestem taka super. Brrr, nie dziwię sie, ze Twoje dzieci "rozjechały się po świecie" z taką matką może być trudno wytrzymać...
      • michukichu86 Re: szkoła gnębi moje dziecko 18.12.10, 01:35
        no widzisz,jednak się mylili,co mnie jako matkę ucieszyło..
      • michukichu86 Re: szkoła gnębi moje dziecko 18.12.10, 01:37
        poza tym nie musi przeszukiwać,wystarczy,że powie:sprawdż w plecaku czy masz.....i po problemie,prawda?
    • scarlet_s Re: szkoła gnębi moje dziecko 17.12.10, 22:42
      Rany! Ja się boje jak to będzie dalej u nas. Szkoła jest okrutna a nauczycielki często bezmyślne.
      • red.geralt Wybielanie wrednego bachora przez bezradną mamuśkę 17.12.10, 23:17
        Ja bym takiemu porządnie przetrzepał pasem cztery litery i szybko by mu przeszło i bieganie po korytarzu i wyłudzanie pieniędzy. Serdecznie współczuję nauczycielom, że takie mamuśki i ich koszmarne pociechy muszą znosić. Na szczęście nauczyciel musi męczyć się z takim tylko kilka lat. Mamuśka będzie go miała do końca życia. Może się zdarzyć, że będzie go utrzymywać z marnej renty. Bo tak często kończy się pobłażliwość dla wybryków synalka. Nawiasem mówiąc, jesli dokładniej przyjrzeć się tym "dobrze wychowanym" starszym dzieciom, to często okazuje się, że liceum, które skończyły, to najgorsza szkołą w mieście, a delkwent miał na świadectwie większość dopuszczających, a z matury jakieś 32%. Studia często okazują się zaocznymi w jakiejś prywatnej szkółce i kończą się licencjatem ściągniętym z internetu. Raczej byłbym ostrożny i nie traktował poważnie osób takich, jak założycielka wątku.

        • michukichu86 Re: Wybielanie wrednego bachora przez bezradną ma 18.12.10, 01:16
          no i cóż można powiedzieć??????biedne te Twoje dzieci,jak je masz
        • analist73 Re: Wybielanie wrednego bachora przez bezradną ma 18.12.10, 09:00
          Rodzaj skończonej szkoły nie mówi nam o "dobrym wychowaniu". Osoba kończąca zawodówkę i studia może być tak samo wychowana.
          Nie wiesz jak, jak było z wyłudzeniem pieniędzy. Może było było pytanie, brakło mi dołożysz mi (tak samo jakby chłopiec zapytał się mamy, brata...). Mój syn też dał kiedyś koledze, bo tamtemu brakło, a potem nie mógł sobie nic kupić. Czy to jest powód do robienia awantury? Jeżeli tamten mu nie zabrał, nie zmuszał.
          Po korytarzach biegają prawie wszystkie pierwszaki, zapraszam do szkoły do przeprowadzenia obserwacji.
          Za co chcesz przylać chłopakowi, za to że ma pełno energii? Za niesłuszne oskarżenia? Za to że nauczycielka nie mogła sobie z nim poradzić?
          • yula Re: Wybielanie wrednego bachora przez bezradną ma 18.12.10, 11:51
            U nas jest mała szkoła a i tak po dzwonku strach stać na korytarzu, bo przenosi sie tornado w pierwszej chwilismile Dzieci rozpiera energia po godzinie siedzenia w ławkach i muszą jakoś sie rozładować.
        • setlers5 Re: Wybielanie wrednego bachora przez bezradną ma 18.12.10, 19:31
          Twoje dzieci to przyszłe ofiary przemocy szkolnej. Dzieci w tym wieku mają być aktywne i łamać reguły narzucane przez dorosłych, a podany przez ciebie przykład to właśnie typowa miernota, która siedzi cicho, a później lata jest na utrzymaniu rodziców. Ci którzy mieli "wybryki" najczęściej szybko się usamodzielniają.
        • michukichu86 Re: Wybielanie wrednego bachora przez bezradną ma 29.12.10, 02:12
          Poniżej masz podanego mojego maila.ja chyba nie traktowałabym takich osób jak Ty poważnie masz w ogóle dzieci ?wiesz o czym piszesz ? bicie to przemoc,ja mam 156 cm wzrostu ale nigdy przemocy wobec dzieci nie stosowałam,może kiedyś obejrzymy dokument o Tobie i Twojej rodzinie......? no ale cóż,jak mawia mój najmłodszy syn ,,są ludzie i parapety,,zabawne-prawda?
          Mogę skserować wyniki matur-ostatnia na 86 % w najlepszym liceum w naszym mieście ,wcześniejsze też niczego sobie-głąby nie dostają stypendium zagranicznego-trzeba znać język i mieć dobrą średnią.
Pełna wersja