michukichu86
13.12.10, 23:30
Witam, jestem mamą czworga dzieci, trójka dzieci jest już dorosła, pokończyła studia i rozjechała się po świecie. W tym roku najmłodszy syn poszedł do I-ej klasy szkoły podstawowej. Już we wrześniu byłam wstrząśnięta ilością a także treścią uwag jakie przyniósł do domu. Pominę uwagi typu "syn biegał po korytarzu" itd, choć jednego dnia podczas jednej przerwy syn za karę musiał siedzieć na ławce i , że tak powiem podczas odbywania kary postanowił, że zje śniadanie, wstał z ławki żeby wyjąć kanapkę z tornistra i dostał uwagę za "wstawanie bez pytania". Najbardziej wstrząsnęła mną sytuacja w której syn został posądzony o, uwaga, "wyłudzenie 20gr". Syn wraz kolegami szedł do sklepiku szkolnego (jeśli tak można nazwać kanciapę w której nie można kupić: drożdżówki, kanapki,soku, wody natomiast można kupić chipsy i cukierki na sztuki, ceny odpowiednio 5zł i 50gr) i brakło im pieniędzy, więc zapytali się kolegi czy ma jakieś pieniądze a ten dał im 20gr. Następnego dnia rodzic tego chłopca rozpętał taką aferę, że mój syn wylądował u pedagoga, dyrektora, wychowawcy i był straszony policją. Ja o tym fakcie dowiedziałam się dopiero po dwóch dniach, gdy dostałam wezwanie ze szkoły, na które miałam stawić się z synem. Miałam takie przeczucie, że coś się stało bo syn miał przez problemy z zasypianiem i budził się w nocy. Prosiłam wychowawcę aby rozmowa odbyła bez obecności syna, dowiedziałąm się jednak , iż jego obecność jest obowiązkowa. Na owej rozmowie byłą również mama kolegi mojego Filipa, jej syn "wyłudził" kanapkę. Od tamtej pory była kilka mniejszych incydentów. Natomiast dzisiaj miarka się przebrała. Syn przyniósł uwagę ze świetlicy, że "kopał szafkę, aż się przewróciła" Zapytałam go jak to tego doszło, powiedział, że wszedł na szafkę a ona upadła, a dzieci powiedziały Pani, że ją kopał. A ja się pytam gdzie były w tym czasie Panie ze świetlicy? Syn powiedział, że wyszły na chwilę. W piątek, kolażance z klasy zginął portfel, powiedziała wychowawcy, że mój Filip z kolegą zabrai jej portfel, bo tylko oni stali koło jej tornistra. Pani wyciągnęła ich na środek klasy i oskarżającym tonem kazała oddać pieniądze,niesłuchając ich tłumaczeń, zamiast najpierw sprawdzić tornister owej dziewczynki w którym ten portfel cały czas był.
Będąc na rozmowie w szkole powiedziano mi aby zmienić metody wychowawcze. Na co odpowiedziałam, iż nie będę ich zmieniać, gdyż moje metody są bardzo dobre, wychowałam trójkę dzieci, jedno ma już własną rodzinę, wszystkie pokończyły studia w Polsce i za granicą, nie palą, nie mają problemów z prawem.
Brakuje mi już sił... Co robić?