Dodaj do ulubionych

beznadziejne oceny na półrocze :(

18.01.11, 10:25
witam wszystkich
jestem mama 11-to latka. w klasach 1-3 syn mial duze problemy z ogarnieciem sie w szkole, byl niegrzeczny i nie pracowal na lekcjach. przy pomocy psychologa uporalismy sie z tym-w 3 klasie bylo juz bardzo dobrze.wczesniej nie mial problemow z nauka-teraz jest w 4 klasie i jak zobaczylam jego oceny na polrocze to rece mi opadly.
zawsze o czyms zapomina, jak odrobi wszystkie lekcje to zapomni nauczyc sie wiersza na pamiec.
jak nauczy sie wiersza to zapomni piornika i z 4 zadan z matematyki odrobi 2.
nie ma wlasciwie dnia zeby o czyms nie zapomnial-widac po ocenach.
w zeszlym roku pani psycholog poradzila zeby uczyc go samodzielnosci-nie sprawdzac zeszytow i plecaka nie kazac sprzatac pokoju-to jego chlewik.
ale teraz sama nie wiem co robic-bo skutek jest zupelnie odwrotny.boje sie ze jak sie za niego nie wezme to sie chlopak zmarnuje, a jest bystry i inteligentny. moze ktos z was byl w podobnej sytuacji i moze mi cos poradzic.
Obserwuj wątek
      • mamusia1999 Re: beznadziejne oceny na półrocze :( 18.01.11, 11:34
        poradz sie pani psycholog, telefonicznie nawet czy dzialac, czy jeszcze poobserwowac.
        po przejsciu do gimnazjum przez pierwszy rok (u nas w D to szkola maturalna, pierwsze dwa lata to troche okres probny) zdecydowanie trzymalam reke na pulsie. ale jakos w tym roku dojrzalam do...niemal biernej obserwacji. Tzn. doradzam nieco jesli chodzi o organizacje czasu i nagradzam smiley za dobre wyniki. oceny spadly srednio o stopien, sa teraz na poziomie uznawanym u nas za...solidna, porzadna ocene (ostatnia, nastepna w dol to juz tylko "zaliczone"). wczoraj przyniosla absolutnie przebablowane dyktando crying ale ze stolka nie spadlam. lepiej zeby teraz zajarzyla, jak sie konczy totalny luz z jej strony. owszem wprowadzilam w zycie konsekwencje, bo umowa byla, ze ponizej oceny "solidnie" nie zejdzie. wiec dzisiaj do kolejnego sprawdzianu musi sie uczyc sama , a nie z psiapsiolka jak do tej pory, skoro wynik byl j.w. no i zanim przyjdzie wieczorem na tv, chce widziec napisane dyktando. odpuszcze jak sie sprawy ustabilizuja wink
        chce powiedziec: moze po odpuszczeniu kontroli moze/musi nastapic faza samodzielnego zarzadzania tematem i czasem konieczne przykre doswiadczenie.
    • dorotakatarzyna Re: beznadziejne oceny na półrocze :( 18.01.11, 11:16
      Byłam w takiej sytuacji, a jestem w jeszcze gorszej.
      Mój syn od zerówki miał problemy z "ogarnięciem się". Siedziałam z nim godzinami nad lekcjami, żeby tylko napisać to, co inne dzieci zrobiły w szkole. Siedziałam zerówkę, pierwszą klasę, drugą, trzecią... Chodziliśmy do poradni, gdzie stwierdzono, że jest inteligentny i ma dysgrafię. Za każdym razem w poradni zalecano mi wizytę u psychiatry. W połowie czwartej klasy wreszcie do tego psychiatry poszliśmy. Pani nawet z młodym nie porozmawiała, na podstawie moich opowieści stwierdziła, że "jest normalny, tylko ma za dobrze" . Zakazała mi odrabiania z nim lekcji, i stwierdziła, że najlepiej by było, żebym poszła do pracy zamiast się zajmować dziećmi. Przyznam, że z ulgą porzuciłam ten kierat, mogłam wreszcie zająć się dwoma córkami, które do tej pory były zaniedbywane, bo cały czas pochłaniały mi lekcje Michała.
      Efekt? Czwartą i piątą klasę jakoś pociągnął. W szóstej miała na koniec kilka dwój, ale tesy napisał na 37 punktów - piąte miejsce w szkole. W gimnazjum nie robi już nic, nawet nie zagląda do książek. Na plastyce nie zrobił ani jednej pracy. Na każde półrocze po 6- 8 zagrożeń, z których z trudem się wyciągał na dwóje. Niestety, tym razem nie dał rady. Druga klasa gimnazjum - i na półrocze ma trzy jedynki - biologia, geografia i plastyka. Z wf-u piątka, a z reszty dwóje. Podobno taki mądry i inteligentny... Tak, wiem, wszyscy powiedzą, że to moja wina, bo go nie dopilnowałam. Ale ja już nie mogę patrzeć na jego zeszyty, nie mogę się rozczytać, robi mi niedobrze na myśl, że miałabym pół dnia z nim siedzieć przy lekcjach. Do niektórych przedmiotów wzięłam mu korepetycje, ale to strasznie dużo kosztuje.
      Moja matka cały czas mi powtarza, że "trzeba ratować człowieka, póki się da". W sumie ma rację, powinnam zrezygnować z własnego życia, zaniedbać chałupę i pozostałe dzieci, i godzinami siedzieć z Michałem, bo jest zbyt leniwy, żeby uczyć sie sam.
      A więc, dopóki jeszcze masz siły i możliwości, siedź, pilnuj, pomagaj, i nie słuchaj przemądrzałych pań psycholog. Bo to twoje dziecko, i ty będizesz cierpieć, że ma złe oceny, że skończy nie taką szkołę, że nie znajdzie dobrze płatnej pracy.
      Ja dla mojego syna nie widzę już żadnej nadziei. Chyba zaczynam dostawać depresji...
      • verdana Re: beznadziejne oceny na półrocze :( 18.01.11, 12:15
        Hm, nie widzisz nadziei? Wyluzuj.
        Mój syn, odebrany po pierwszym półroczu z LO (trzy jedynki, reszta dwóje) , własnie ma kolokwium. Ze studentami. Sprawdza te prace i klnie "dlaczego oni się kompletnie nie uczą".
        Sporo chłopców, szczególnie inteligentnych i z dysfunkcjami tak ma. Wbrew pozorom, to nie jest tylko lenistwo, to o wiele bardziej skomplikowana sytuacja. To czesto sa dziecki, ktore z powdu dysfuncki nawet pracując nie osiagają sukcesów, więc to je zniecheca, w dodatku są zainteresowane czym innym i pechowo - za inteligentne na zwykle lekcje. Nie zawsze oczywiście, zwykle lenie też się zdarzaja, ale o wiele rzadziej, niż dorosli maja tendencję to diagnozować.
        Pilnowanie i pomoc niewiele daje , oprócz spokoju ducha matki. Tego typu dzieci pilnowane w szkole, załamią się w liceum lub na studiach. Nieplnowanie może, wbrew pozorom, być dobra drogą. Tylko, ze trzeba przeczekać szkołę.
        • sion2 nie masz racji Verdano 19.01.11, 15:25
          Nie masz racji Verdano, ciagle na forum forsując przyklad swojej rodziny. Ciagle piszesz wszystkim jakie masz super inteligentne dzieci, na ktorych genialnosci nie poznala sie polska szkola i dlatego przez caly okres nauki dostawaly zle oceny (poza piatkami z j.polskiego twojej cory).
          Otóż z mojego liceum, wszystkie osoby ktore mialy złe oceny, które bimbaly sobie ze szkoly, które zachowywaly sie jak opisywane tutaj dzieciaki - w ogole nawet nie dostaly sie na studia a trzy osoby nie zdaly w ogole matury.
          Nie poszly na studia, nie zdobyly wyższego wykształcenia. Ja nie mówie że wykształcenie średnie źle swiadczy o czlowieku, moj brat ma srednie i jest calkiem porzadnym czlowiekiem smile.

          Mowie tylko żebys nie przesadzala z przykladem swojej rodziny, o ktorej piszesz w kolko to samo w kazdym wątku dotyczącym jakichkolwiek klopotów z nastolatkami. Mozna odniesc wrazenie że gwarancja niezwyklej inteligencji jest roztrzepanie, bałaganiarstwo, złe oceny w szkole i nagminne przepisywanie prac domowych od innych uczniów. Tacy są twoi synowie, prawda?
          I to ma byc według ciebie przepis na sukces?
          I jesli uczen odrabia lekcje, nie nudzi sie w czasie lekcji, ma dobre oceny i nie oklamuje rodzicow to znaczy że jest głupi, tępy i nieciekawy według ciebie?
          • verdana Re: nie masz racji Verdano 19.01.11, 15:37
            Nie, ale załamanie z powodu zlych stopni to fatalna droga - nie ma co się załamywac, bo dziecko z dysfuncją (na co oczywiscie uwagi nie zwracasz) ma problemy w szkole. Te dzieci maja swoiste, typowe problemy, o ktorych nie masz pojęcia. Maja zwykle też inteligencję wyższą niż przeciętna.
            Rozumiem, ze zalamanej matce nalezy napisac - psychiatra się myli, masz zrezygnować z pracy , siedziec z synem, zniszczyć sobie i jemu zycie - to jedyna dobra droga.
            Za dużo widziałam w szkole zalamań nerwowych tak prowadzonych dzieci, aby komukolwiek radzić coś takiego. lepszy facet z dwójami i średnim wykształceniem niż ktos, dla kogo matka poświeciła życie, siedzac i gnojąc przy odrabianiu lekcji.
            Przepisem na sukces bywa czasem akceptavja sytuacji, a nie powiedzenie matce "tak, z twojego dziecka nic juz nie będzie".
            Jesli uczeń nie nudzi sie na żadnej lekcji to oznacza, ze albo jest głupi, albo kompletnie nie zadbany - dziecko powinno, przynajmniej z niektórych przedmiotów wiedzieć więcej, niż dowiaduyje się na lekcji. tak wiec dziecko, dla którego cała nauka szkolna+odrabianie lekcji jest pasjonujace - jest dzieckiem, które ma problemy.
            • judytak Re: nie masz racji Verdano 20.01.11, 12:44
              > Jesli uczeń nie nudzi sie na żadnej lekcji to oznacza, ze albo jest głupi, albo
              > kompletnie nie zadbany

              albo że czyta pod ławką, albo zajmuje się życiem towarzyskim, ewentualnie pisze wiersze ;o)

              pozdrawiam
              Judyta
            • sion2 Re: nie masz racji Verdano 20.01.11, 13:48
              Verdano po pierwsze nie odnioslam sie w ogole do problemu autorki wątku ale do twojej wypowiedzi. Niczego więc nie oceniam co dla niej będzie lepiej, myslę że dla ogółu czytelników bedzie lepiej jesli nie bedziesz ciagle stawiala swojej rodziny za wzór.

              Otóż mylisz sie bardzo, sądząc że nie wiem co to dziecko z problemami. Wiem aż za dobrze z mojego rodzinnego domu.
              Mój brat jest dysgrafikiem, wybitnym umysłem matematycznym, który nie ukonczyl zadnych studiów bo mu sie nie chcialo. Po prostu - nie chciało mu sie. Cała podstawówkę był gnojony przez nauczycieli - to fakt. Nastepnie rodzice sie przeprowadzili sie do obecnego naszego miejsca zamieszkania gdzie brat konczyl podstawowke, oceny w 8 klase nagle mu skoczyly na srednia 4,5. W liceum w tej samej miejscowosci uczyl sie srednio ale nie byl juz gnojony przez nikogo. W kazdym razie studia okazaly poza zasiegiem jego mozliwosci z czystego lenistwa. Do szkoly chodzil bo musial, bo jest obowiazek szkolny, wiec jakies minimum musial wyrabiac i zdawac. Na studiach mimo że studiowal co chcial, zaczynal dwa razy ale systematyczna nauka matematyki do kolokwiów juz nie wchodzila w gre. Przepisal sie na inna uczelnie i to samo. W koncu skonczyl szkole policealna i pracuje jako szczesliwy czlowiek.
              Reasumując - inteligencji mu nie brakowalo, przez szkołę przebrnął. Tyle że dalej po prostu mu sie nie chcialo. Jak widać nie zawsze winna jest "ta beznadziejna polska szkola".

              Po drugie ja sama prawdopodobnie mam dyskalkulię. Kiedys sie o tym nie mowilo wiec ne bylam diagnzowana. Problemy z matematyka mam od 1 klasy podstawówki. Do tej pory mam takie problmey z obliczeniami że az wstydze sie napisac. Na pamiec naucze sie wszystkiego. Gorzej że nie rozumuję prawidłowo, zadania z trescia, chemia i fizyka to byly dla mnie najgorsze męczarnie cala szkole. Moj poziom umiejetnosci to byla zawsze dwója czyli "mierny". Z kazdego scislego przedmiotu. Z wysilkiem wyciagalam sie na tróje a czasami miewalam na półrocze czwórki z tych przedmiotów gdy przerabiane działy bardziej mi "leżały".
              Pamietam swoje gorzkie łzy i poczucie że jestem totalnie głupia bo nie nadążam za klasą. Ja potrzebowalam dobrego metodyka, gdy mialam wytlumaczone indywidualnie u dobrego nauczyciela metodyka - cala 8 klase chodzilam na komplety przygotowawcze do gezaminu do liceum - egzamin do liceum z matematyki zdalam na piątkę. Dodam jeszcze ze z przedmiotów humanistycznych mialam na odwrót - sukcesy bez wysilku.

              I wiesz co jeszcze pamietam? Totalne niezrozumienie jak moi inteligentni przyjaciele ze szkoly, którzy wszystko rozumieli nie dostawali dobrych ocen wyłacznie dlatego że im sie nie chcialo odrabiac lekcji i sie uczyc w domu. Oni mieli w zasiegu reki, bez zadnego wysilku to, co ja zdobywalam dzieki katorżniczej pracy. Im wystarczylo przeczytac rodzdzial z ksiazki do matematyki zeby samodzielnie rozwiazywac zadania na klasowce ale nie robili tego bo woleli bimbac i robic wszystko inne niz sie uczyc.

              Dlatego wlasnie wzdragam sie cala soba gdy czytam twoje wywody jakie masz genialne dzieci tylko polska szkola sie na nich nie poznala. U ciebie lenistwo, olewactwo i oszukiwania na sprawdzianach i sciaganie prac domowych jest synonimem gwarantowanego sukcesu na studiach. I to mnie przeraża.
              • verdana Re: nie masz racji Verdano 20.01.11, 17:48
                A nie chciało mu się, bo był gnojony. Jesli dziecko z dysfunkcją nie otrzyma wsparcia, jesleli rodzicom da się wmówić, ze z niego "juz nic nie będzie" (znam to) to z dziecka nic nie będzie. O ile można tak powiedzieć o kims, kto po prostu nie skońcvzyl studiów, co ostatecznie nie jest kataklizmem.
                Nie ma znaczenia, co dzieje się póxniej. Utrata pewnosci siebie w poczatkach nauki to na ogół koniec ambicji. Ja z takiego marazmu wyciągałam syna latami. Pomogła prywatna szkoła. Ale tez nie do konca, bo moj syn nie jest w stanie dostrzeci żadnych swoich osiągnięć. Twój bran nie tyle był leniwy, co prawdopodobnie nie był w stanie uwierzyć,z ę coś mu się uda - psychologowie latami tłumaczyli mi, ze to, co bierzemy za lenistwo u dzieci z problemami szkolnymi jest pewną wyuczoną strategią. Lepiej nie robić nic i nie mieć sukcesów, niż robić coś i narazać się na klęskę.
                Dlatego własnie postawa rodziców "I tak jesteś wspaniały" moze być lepsza od "Ucz się, bo nic z ciebie nie będzie".
                W wypadku Twojego brata winna była beznadziejna podstawówka, ktora spaczyła dziecku charakter. czego nawet nie zauwazyliscie, bo winne jest zawsze dziecko.
                Cóż, na wielu moich uczniach takze szkoła się nie poznała. Dobrze, ze poznały się uczelnie wyższe.
                • sion2 Re: nie masz racji Verdano 20.01.11, 18:35
                  Nie napisalam ani slowa w jaki sposob moi rodzice sobie radzili z moim bratem wiec bardzo dziwne że wyciagasz tak daleko idace wnioski że moi rodzice "nawet nie zauwazyli" że szkoła spaczyla dziecku charakter oraz nic nie robili żeby mu pomóc. Nie napisalam też że sluchali rad w stylu " z tego dziecka nic nie bedzie".
                  Wrecz przeciwnie, brat mial fachowa pomoc od 5 roku zycia, od przedszkola bo byl jeszcze leworeczny i prawooczny co dodatkowo utrudnialo mu życie. Pamietam stosy pieknych kolorowanek , slicznych jak na gluche lata 80., do ktorych ja nie mialam dostepu - tylko brat bo trudno bylo je zdobyc. Mial mnostwo cwiczen, porad psychologa i stala wspolprace mojej mamy ze specjalistami zeby poprawic mu koordynacje ręka-oko-mózg. Acha i oczywusce nikt go nie przestawial na prawą ręke - bo zaraz napiszesz że pewnie rodzice lewą ręke mu do pleców przywiązywali.
                  Moj brat jako 4-latek operowal liczbami do miliona, jako 6-latek dodawal ułamki. Zawsze zbierał laury za swoj talent matematyczny. Owszem mial beznadziejnych nauczycieli w podstawówce - ale nie wiem czy pamietasz że 1986 roku i przez kolejne lata obowiazywala tzw rejonizacja w szkolnictwie. Mysmy mieszkali na Ursynowie i bylismy wożeni autobusami szkolnymi do środmiescia do konkretnej szkoly bo na Urysnowie nie bylo podstawówek od 4 klasy wzyż, jedynie klasy 0-3. Nie mozna bylo przepisac dziecka a w kazdym razie bylo to niemal niewykonalne i nie mialas wcale pewnosci ze kolejna szkola bedzie lepsza. Moi rodzice zrobili wszystko co bylo w ich mocy zeby ulzyc bratu ale szkoly zmienic mu nie mogli.

                  Poza tym czytaj dokladniej co piszę, proszę. Lenistwo mojego brata na studiach nie mialo żadnego zwiazku z pewnoscia siebie. Sam przeciez wybral sobie studia matematyczne, sam wybieral kolena uczelnie gdy na pierwszej mu nie poszlo. I calkowicie samodzielnie dokonywał wyborów że wolał grać do północy w gry komputeorwe niz przylożyc sie do nauki na kolokwium.

                  Poza tym w liceum krzywda mu sie nie dziala zadna. Mial przyjaciol, pasję i ogromne zdolnosci ktore podkreslali wszyscy nauczyciele matematyki i fizyki. Udzielal korepetycji mlodszym kolegom. I z wlasnych klasowek przynosil troje bo na wiecej mu sie nie chcialo uczyc.
                  • sion2 Re: nie masz racji Verdano 20.01.11, 18:40
                    Dodam jeszcze że przez cała podstawówke rodzice walczyli z nauczycielami o niego, chodzili, bronili, spierali sie i wspierali go psychicznie.

                    I mój brat, majac teraz 31 lat, bardzo żałuje że nie skonczyl studiów. Żałuje że rodzice nie zmuszali go do nauki, że nie byli bardziej stanowczy wobec jego lenistwa. Owszem pogodzil się że nie ma wyzszego wykształcenia, zreszta nikt w rodzinie mu tego nie wypomina. Ale on sam doswiadcza tego że mógłby wiecej zarobic gdyby je miał. I żałuje.

                    A ty jedyne co każesz matkom ktore maja podobne dzieci to "wyluzowac" i "przeczekac szkole". Jasne, po przeslizgiwaniu sie z klasy do klasy przez 12 lat nauki, habilitacja latorośli gwarantowana.
                    • verdana Re: nie masz racji Verdano 20.01.11, 19:17
                      Cóż, być może Twój brat nie był w stanie skonczyć studiów, skoro uznał, ze w wieku całkiem stosownym do tego ich nie podejmuje.
                      Poza tym jednak uwazasz, ze brak studióqw to rzsecz straszna. Że lepiej zrobić dziecku z życia piekło - a tak bywa, gdy nadzoruje sie nastolatak, a nie ma pedagogicznych zdolności - niż dopuscić do takiego horroru, jak barka wyzszych studiow. Bo wiadomo - licza sie studia, nie człowiek. I zarobek, bo kasa, jak wiadomo jest w życiu najwazniejsza.
                      To lepiej nie mieć studiow, bo habilitacja gwarantuje życie w ubóstwie.
                      • joa66 Re: nie masz racji Verdano 20.01.11, 19:42
                        I zarobek, bo kasa, jak wiadomo jest w życiu najwazniejsza.

                        I kolejny mit. Niestety, wystarczy porównac wysokośc pensji minimalnej czy pensję pani na kasie ze średnim utrzymaniem (mieszkanie, jedzenie, ubranie, lekarstwa, podreczniki, nawet bez wakacji) i mit o tym jak niewazne jest wynagrodzenie upada.

                        To jedno wielkei kłamstwo, że ludzie maja wybór między kariera (finansową) i zawodem wynikającym z pasji za PRZYZWOITE pieniądze, pozwalające na utrzymanie. Wiekszośc tego wyboru nie ma. Wiadomo, ze studia raczej pomogą (mimo, ze nie gwarantują tego) znaleźc lepsza prace niż brak studiów.

                        I powiedzmy sobie szczerze - skończenie studiów (do poziomu mgr, a moze i wyzej) wymaga raczej pracowitości niz wybitnego umysłu.
                        • verdana Re: nie masz racji Verdano 20.01.11, 20:56
                          Piszac "zarobek" odnosilam sie do wypowiedzi Sion, ze brat żąłuje, ze nie ma wyksztalcenia, bo zarabiałby więcej.
                          Skonczenie studiów humanistycznych nie wymaga ani jednego, ani drugiegosmile natomiast studia politechniczne, filologie czesto wymagaja jednak zdolnosci. Pracowitość nie wystarczy do zrozumienia matematyki dyskretnejsmile
                          • joa66 Re: nie masz racji Verdano 20.01.11, 21:56
                            Pracowitość nie wystarczy do zrozumienia matematyki dyskretnej


                            Oczywiście, że zdolności, niekoniecznie wybitne , się przydadzą.

                            Ale istotą jest pracowitość, podobno nawet wśród artystów, ale tu nie mam zdania wink

                            Nie trzeba z dzieci robic cyborgów, ale próbowac podsycac/wymuszać tzw pracowitośc, nawet w skromnym zakresie.

                            Pozwolę sobie jeszcze na uwagę osobistą - skąd wiesz, że Twój syn , który chyba teraz jest na poczatku swojej drogi naukowej , osiągnął ten sukces nie tylko z powodu inteligencji, ale przede wszystkim dzięki temu czego teraz żalujesz czyli "znęcaniu" sięnad nim i zmuszaniudo pracy..? wink
                            • verdana Re: nie masz racji Verdano 21.01.11, 13:18
                              Nigdy nie zmuszałam syna do pracy, ponieważ nie mam do tego odpowiedniego temperamentu - dostaję szału, gdy dziecko czegos nie umie.
                              Mój syn zaczął się uczyć lepiej, gdy odpusciłam - zmieniłam szkołe, a dobrze gdy się wyprowadził (po maturze) i w ogóle nie mialam pojęcia czy uczy sie czy niesmile
                      • sion2 Re: nie masz racji Verdano 20.01.11, 21:18
                        Widzę Verdano że nieźle dałam ci popalic na forum Wychowanie w wierze skoro do tej pory się mścisz.
                        Zaimputowalas taka masę kłamstw na temat mojej rodziny i mnie samej w ostatniej wypowiedzi że nawet nie bede sie znizała do poziozmu twojego i bronila i prostowala, o wielka pani profesor.
                    • jakw Re: nie masz racji Verdano 20.01.11, 22:04
                      sion2 napisała:

                      > I mój brat, majac teraz 31 lat, bardzo żałuje że nie skonczyl studiów. Ż
                      > ałuje że rodzice nie zmuszali go do nauki, że nie byli bardziej stanowczy wobec
                      > jego lenistwa.
                      Tak, tak - zawsze wina rodziców...Ale co stoi na przeszkodzie, żeby szanowny brat zaczął studiować w wieku lat 31?
                    • morekac Re: nie masz racji Verdano 20.01.11, 22:59
                      Tak, bo mamusia studenta musi mu chyba notatki prowadzić i umawiać się z wykładowcami na kolokwia wink.
                      Wasz żal z powodu nieukończenia studiów sugeruje przekonanie , że 30-latek nic już nie osiągnie, nic nie zacznie - właściwie pozostaje tylko położyć się w trumnie...
                      BTW: nie prześlizgiwałam się z klasy do klasy nigdy, z matematyki miałam zawsze dobre stopnie,a na studiach matematycznych też nie dałabym rady. Habilitacją też się nie zajęłam.
                      Czy świadczy to o moim lenistwie w trakcie szkolnej nauki?
                  • verdana Re: nie masz racji Verdano 20.01.11, 19:34
                    Czy sugerujesz, ze rodzice mają obowiązek sprawdzać zeszyty studentowi? Nie bardzo wyobrazam sobuie nadzór rodzicielski nad studentem. twój brat był dobrze nadzorowany - w liceum uczył się dobrze, zdał na studia - i co z tego?
                    Rodzicielska kontrola nie trwa wiecznie.
                    • sion2 Re: nie masz racji Verdano 20.01.11, 21:21
                      Niczego takiego nie sugruję. Obrzydliwie kłamiesz, poziom twoich wypowiedzi porownywalny jest z niejakim głupkiem zza ocanu co tu ciagle nowe wątki zakłada. Jak juz wspomnialam, nie bede nawet prostowac bo tylko ty takie wnioski - celowo na opak - wyciagasz z moich wypowiedzi.
                      Rozumiem że to ciagle odwet za straty jakie ponioslas na innym forum gdzie dyskredytowalas wierzacych.
                  • verdana Re: nie masz racji Verdano 20.01.11, 19:08
                    Młodziezy istnieje, powiedziałabym nawet - w 99% wypadkow.
                    natomiast wszyscy znani psychologowie tłumaczyli mi, ze uczeń klas poczatkowych, który sie nie uczy, nie jest leniwy. Tzn. może być, ale jest to lenistwo wyuczone, nie uczy sie nie dlatego, że mu się nie chce, tylko jest jakaś przyczyna, ze mu się nie chce.
                    czym innym jest tez nie odrabianie lekcji, bo sa naprawde zabawniejsze rzeczy - niż postawa młodego człowieka, ktory nie robi nic, nawet jak mu się zaczyna wszystko walić i grozi wyrzucenie ze szkoły. Zwykle takie lenistwo u poza tym "normalnego" mlodego czlowieka ma swoje powody. Od zrowotnych, po ambicjonalne. Nie mówimy tu o uzaleznieniach, ani o rzopuszczonych małolatach, ktorzy wiedza, ze ktos zalatwi i zrobi za nich - tylko o zwyklych, przecietnych ludziach, ktorzy sa w miare ambitni, zainteresowani światem, zainteresowani nawet jakąś dziedzina - tylko w szkole nagle ogarnia ich "lenistwo".
                    • joa66 Re: nie masz racji Verdano 20.01.11, 19:35
                      nie uczy sie nie dlatego, że mu się nie chce, tylko jest jakaś przyczyna, ze mu się nie chce.

                      Bo trudno, bo nudno?

                      Daleka jestem od zachwytu polska szkołą, jednak właśnie dlatego, że jest jaka jest, ważna jest rola rodziców. Nie chodzi o to, żeby dzieciaka w domu uczyli, pilnowali i robili burdy o dwóje. Inną też sprawą sa uczniowie ze zdiagnozowana dysfunkcją, ktorej nie uznają nauczyciele.

                      Ale jest wiele przypadków w młodszych klasach kiedy nauka może nudzić , tęskni się za zabawą, a problemy narastają. Ok - wina nauczyciela. I co? Nic? Chyba lepiej wczesniej pomoc wyrobic nawyki, czasem pomóc, czasem po prostu wymagać.

                      I to wcale nie oznacza, że widzimy we własnym dziecku tylko ucznia, że rozmawiamy tylko o sprawach szkoły, że stosujemy wymyslne kary lub manipulacje , a dziecko potem uczy się 'dla nas" a nie dla siebie.

                      • verdana Re: nie masz racji Verdano 20.01.11, 20:54
                        Bo trudno to jest bardzo powazna przyczyna. dziecko, ktore nie daje sobie rady przestaje robić cokolwiek, bo i tak nie ma szans. Nie dlatego, ze jest leniwe po prostu - ale dlatego,z e jego wysilek nie przynosi rezultatu. Stara się, próbuje - dostaje jedynke. Wystarczy kilka miesięcy, aby przestało sie starać. Czy to jest lenistwo? Nie, raczej bezradność.
                        Nudno to też jest problem, bo dziecko, ktore się nudzi odplywa myslami. tak jak dorosły na nudnym zebraniu - też potem nie pamięta ani slowa. Nie jest leniwy, bo siedzi i próbuje słuchać - tylko nie wychodzi.
                        Winy nie widze wcale tylko w nauczycielach, w duzym stopniu także w rodzicach. Ktorzy mowia "zdolny, ale leń", a nie widzą, ze dziecko wcale nie jest zdolne, ze potrzebuje pomocy. Albo mowia "leń", a nie dostrzegają problemow, dysfunkcji itd.
                        dziecku trzeba pomóc, o ile sobie nie radzi - ale pomoc nie moze polegać na siedzeniu z dzieckiem i systematycznym odrabianiu lekcji i nieustannym pilnowaniu - bo to proteza, nie pomoc.
                        Uczenie się "dla siebie" to mit - wielu rzeczy w szkole, poza nauczaniem początkowym nie warto sie uczyć...
                        • joa66 Re: nie masz racji Verdano 20.01.11, 21:38

                          Nudno to też jest problem, bo dziecko, ktore się nudzi odplywa myslami. tak jak dorosły na nudnym zebraniu - też potem nie pamięta ani slowa. Nie jest leniwy, bo siedzi i próbuje słuchać - tylko nie wychodzi.


                          hmmm siedze tutaj zamiast pozmywac..ale chyab nie jestem leniwa, tylko mi nie wychodzi...wink


                          lenistwo nie zawsze wiąże sie z bezczelnoscią...
                      • jakw Re: nie masz racji Verdano 20.01.11, 21:55
                        joa66 napisała:

                        > nie uczy sie nie dlatego, że mu się nie chce, tylko jest jakaś przyczyna, z
                        > e mu się nie chce
                        .
                        >
                        > Bo trudno, bo nudno?
                        Wiesz, jak dyslektyk dostaje obniżoną ocenę z matematyki za błąd ortograficzny (nie liczbowy) w odpowiedzi to może się zniechęcić, prawda?
                          • jakw Re: nie masz racji Verdano 20.01.11, 22:08
                            joa66 napisała:

                            > Pisałam, że dzieci z dysfunkcjami, których zaświadczeń nauczyciele nie respektu
                            > ja to inna sprawa.
                            Nie wiem, czy to inna sprawa - bo tak czy siak uczeń może dojść do wniosku, że choćby stanął na głowie to i tak będzie miał 3+. A jak nie będzie się specjalnie starał to będzie miał 3-. Na świadectwie na koniec roku obie postawy sprowadzają się do oceny 3. Więc po co się starać?
                            • joa66 Re: nie masz racji Verdano 20.01.11, 22:24
                              Ja nie sprowadzałabym tego do stopni. Tylko do pilnowania, żeby sobie uczen nie odpuszczał. Gdyby nauczyciel był idiotą (ale nie na tyle, zeby dziecko pilnie ze szkoły zabierac) konsultowałabym sie z nauczycielem mądrym, żeby wiedzieć co i jak moje dziecko ma ćwiczyć, czego i jak sie uczyć, może pomyslałabym o korepetycjach (sama do nauczania dziecka sie jednak nie nadaję). To chodzi o prace nad sobą (nie katorżniczą) a nie o stopnie.

                              Jest jeszcze jedna sprawa, którą sie wstydliwie pomija. Co prawda historia jest stara (stary system 8+4), ale nie sądzę , że cos się zmienilo na lepsze. Syn mojej siostry miał wszelkie możliwe dys- za to nie miał legendarnej wśród dyslektyków inteligencji, ba, inteligencja była co najwyżej przeciętna. Był też delikatny, uczynny, życzliwy , z najlepszymi manierami na świecie. Szkoły zmieniał milion razy, moja siostra walczyła razem z nim o każdy stopien, każde zaliczenie, odrabiała z nim lekcje, kupowała dodatkowe podręczniki, itd.

                              Dlaczego? Bo w Polsce nie ma szkoł średnich dla "grzecznych" dzieci z kiepskimi wynikami w nauce.

                              W tej chwili (juz poza PL) jej syn pracuje jako "młodszy podreferent" i pewnie tak juz zostanie. Jest zadowolony z życia.
                          • verdana Re: nie masz racji Verdano 21.01.11, 13:21
                            Zaświadczenie o sysfunkcji nie zawlania z tego, ze w matematyce trzeba przepisac dokładnie - tam gdzie plus ma być plus, nie minus. A dyslektyk się myli. I wynik, miimo dobrego rozumowania, jest zły.
                            A liczy się tylko wynik, bo tak skonstruowane są egzaminy.
          • pepe_99 Re: nie masz racji Verdano 19.01.11, 19:47
            a ja uwazam, ze Veranda bardzo mnie podniosla na duchu-teraz wiem ze nie jestem sama na swiecie smile a ze dzieci roztrzepuchy sa inteligentne, wrazliwe i najjjjjjjlepsze na swiecie wiem z autopsji smile
            choc latwiej byloby zyc gdyby czasem o czyms pamietaly
            dodam tylko ze na wywiodowce nie bylo zle-syn ma swietna wychowawczynie-pocieszyla mnie ze na pewno wspolnie damy rade zeby te oceny podciagnac do gory i tym samym poprawic mojemu roztrzepancowi samopoczucie-on tez po szczerej rozmowie wyrazil checi na poprawe swojej sytuacji
            • verdana Re: nie masz racji Verdano 19.01.11, 21:53
              Problem w tym, ze oceny szkolne w malym stopniu przekladaja się na osiagnięcia w życiu. Zainteresowania, wiedza, ciekawść swiata - tak. Dziecko, ktore ma dwóje , nie uczy się i niczym nie interesuje to rzeczywisty powod do zmartwienia. Dziecko z dwojami, dużo czytające, ze spora wiedzą w jakiejś dziedzinie - nie, choć zawsze rodzicom tak się wydajesmile
              Natomiast dziecko tylko bardzo pilne, uczace się wszystkiego bez wyboru, obdarzone dobra pamięcią, albo nadludzką pracowitością, ale bez szczególnych zainteresowań - stanowi zagadke. Może być później także bardzo dobre, ale niestety - wcale nie jest to przesądzone.
              Jako wieloletnia nauczycielka marnej szkoly i wieloletnia prowadzaca kursy z dobrymi uczniami widzę, ze oceny a wiedza - to dwie rózne sprawy.
              Dobra wychowawczyni to zazwyczaj 3/4 sukcesu.
              • dorotakatarzyna Re: nie masz racji Verdano 19.01.11, 23:54
                Verdano, kocham cię wink Ja osobiście po twoich postach poczułam się podniesiona na duchu. Nawet bardzo. Strasznie mi brakuje kogoś, kto by rozumiał moje problemy. Żadna z koleżanek nie ma takiego dziecka jak ja...
                A mój syn... poza ocenami jest świetnym chłopakiem. Lubiany, sympatyczny. Dużo czyta, uwielbia teatr, gra na gitarze, świetnie gra w szachy, jeździ konno, nurkuje...
                Ale co mnie najbardziej zaskoczyło - chyba udało mi się go wychować. A było tak: był umówiony z kolegami na Sylwestra. Wieczorem oświadczył, że nie idzie. "Bo wiesz, mamo, tam nie będzie nikogo dorosłego, a oni kupili alkohol". Rzeczywiście, rano w Nowy Rok pojawili się koledzy, i radośnie opowiadali jak to się popili, wymiotowali i robili sobie zdjęcia... Jednak moje dziecię jak na czternastolatka jest odporny na wpływy kolegów...
                Tak sobie czasami myślę, że rodzice są od wychowywania, a szkoła od uczenia. Ja wychowałam dobrego człowieka. A szkoła chyba nawaliła...
                • verdana Re: nie masz racji Verdano 20.01.11, 12:05
                  Też mi się wydawało, ze żadna z kolezanek...
                  Po wielu latach okazało się, że ja po prostu bylam prawdomówna, a one ukrywały porazki swoich dziecismile
                  Probem w tym, że za często oceniamy dziecko po ocenach "dobry uczeń - dobre dziecko" - a ja, uczac przez 9 lat w szkole, gdzie większość młodzieży (z moim synem włącznie) to były odpady z innych szkół zrozumiałam, że nic bardziej mylnego. Dobry uczeń może być złym czlowiekiem, albo dobrym - ale zły uczeń podobnie.
                  I jeszcze na pociechę - z tej szkoły kolejny już uczeń robi doktorat, a pewien egzemplarz przysłany nam z ocenami bardzo usystematyzowanymi - same dwóje z wyjątkiem nieodpowiedniego zachowania, pisze habilitacjęsmile
                  • menodo Re: nie masz racji Verdano 20.01.11, 13:40
                    > . Dobry uczeń może być złym czlowiekiem, albo dobrym - ale zły uczeń podobnie.
                    > I jeszcze na pociechę - z tej szkoły kolejny już uczeń robi doktorat, a pewien
                    > egzemplarz przysłany nam z ocenami bardzo usystematyzowanymi - same dwóje z wyj
                    > ątkiem nieodpowiedniego zachowania, pisze habilitacjęsmile
                    >

                    Dlaczego "na pocieche"? Rownie dobrze mozna powiedziec: dr hab. - psychopata...
                  • menodo Re: nie masz racji Verdano 20.01.11, 17:04
                    > I jeszcze na pociechę - z tej szkoły kolejny już uczeń robi doktorat, a pewien
                    > egzemplarz przysłany nam z ocenami bardzo usystematyzowanymi - same dwóje z wyj
                    > ątkiem nieodpowiedniego zachowania, pisze habilitacjęsmile"

                    Przypomnialo mi sie. Ze szkoly mojego syna usuniety zostal diler narkotykow - bardzo zdolny, chyba nawet laureat jakiejs olimpiady; moze to ten? big_grin
                    >
                  • maksimum Re: nie masz racji Verdano 20.01.11, 22:25
                    verdana napisała:

                    > I jeszcze na pociechę - z tej szkoły kolejny już uczeń robi doktorat, a pewien
                    > egzemplarz przysłany nam z ocenami bardzo usystematyzowanymi - same dwóje z wyj
                    > ątkiem nieodpowiedniego zachowania, pisze habilitacjęsmile

                    Sytuacje w Polsce wyglada tak,ze skonczenie studiow polega glownie na uczeszczaniu na uczelnie,a doktoraty ludzie ,ktorzy nie wiedza co z soba zrobic ,robia z nudow.
                    I pozniej ta smietanka,ktora miala same dwoje w szkolach uczy.
    • pepe_99 Re: beznadziejne oceny na półrocze :( 18.01.11, 11:46
      ja wiem ze to moze smieszne, ale jestem na skraju zalamania. najpierw wyszlo ze jestem beznadziejna bo sprawdzam i pilnuje-dodam tylko ze nigdy nie odrabialam lekcji za syna.
      teraz okazuje sie ze jestem jeszcze bardziej beznadziejna i zalamana jestem nie tylko ja ale i moje dziecko. nie wiem juz gdzie przebiega granica miedzy normalnoscia, samodzielnoscia i nadopiekunczoscia.
      dzisiaj wywiadowka-mam sie zglosic do wychowawcy, pani od matematyki i przyrody.
      od trzech dni nie jem i nie spie.dalam du..
      • morekac Re: beznadziejne oceny na półrocze :( 18.01.11, 11:59
        Pepe_99, czy jest mozliwość bieżącej kontroli stopni i innych zapomnień? Czy na poprzednich wywiadówkach nie informowana byłaś o pałach? Bo nie chce mi się wierzyć, żeby aż taka beznadziejna sytuacja zrobiła się przez ostatni miesiąc (z czego przez połowę czasu były ferie).
        • pepe_99 Re: beznadziejne oceny na półrocze :( 18.01.11, 12:14
          poprzednia wywiadowka byla pod koniec pazdziernika.bylo bez zastrzezen tj. mial kilka jedynek ale i duzo 6,5 i 4-w listopadzie syn nie chodzil do szkoly prawie 3 tyg-dosc powaznie chorowal. u nas nauczyciele nie wpisuja ocen do dzienniczkow.pierwszy sygnal ze cos jest nie tak dostalam przed swietami.mial w zeszycie uwage ze nie odrabia prac domowych i nie pracuje na lekcji-oczywiscie dopilnowalam zeby nadrobil zaleglosci. a teraz okazuje sie ze jest totalna masakra.wprawdzie nie jest z niczego zagrozony ale ma prawie same 2 plus 3 z angielskiego i 5 z w-f.
          po swietech powiedzialam mu ze jak przez miesiac nie dostanie zadnej 1 za brak pracy to dostanie nagrode, bardzo sie ucieszyl bo miala to byc gra o ktorej marzyl.po trzech dniach mial juz dwie 1.
          • verdana Re: beznadziejne oceny na półrocze :( 18.01.11, 12:19
            Yyy..
            Dobrze uczace się dziecko choruje. Szkoła nie zwraca uwgi na trzytygodniową nieobecność, nauczyciele nie kiwną palcem, zeby uczniowi pomoc, tylko walą jedynki , a Ty masz retensję do DZIECKA????
            Zlituj się - syn ma problemy, jest dobrym uczniem, ktory najwyraźniej nie był w stanie bez pomocy szkoły nadrobic zaległości. Znając dzisiejsze metody musiał pisać zaległe sprawdziany+bieżace sprawdziany - w ten sposob kazdy w szybkim tempie wypadnie z normalnego rytmu nauki i nie poradzi sobie.
            • pepe_99 Re: beznadziejne oceny na półrocze :( 18.01.11, 12:25
              nie mam pretensji do dziecka-bardziej do siebie
              tu wlasnie lezy moj dylemat-bo juz teraz sama nie wiem czy mam go kontrolowac czy nie.
              czasem sie z nim ucze, ale na jego wyrazna prosbe-zazwyczaj prosi dzien przed sprawdzianem-oczywiscie jak nie zapomni ze go ma.
          • tawananna Re: beznadziejne oceny na półrocze :( 18.01.11, 12:25
            Trzy tygodnie nieobecności w czwartej klasie, która sama w sobie łatwa nie jest, to naprawdę dużo.

            Jeśli chodzi o zapominanie o pracach - może w przypadku Twojego syna sprawdziłby się jeden zeszycik/kalendarz, w którym zapisywałby wszystko, co jest do zrobienia?
            • verdana Re: beznadziejne oceny na półrocze :( 18.01.11, 12:34
              przede wszystkim (mowię Ci to jako matka marnych uczniów) pomysl sobie "Czy za parę lat będę pamiętała oceny syna na pierwszy semestr w tej klasie?
              Poza tym zbadaj w czym problem - w zapominaniu, co jest zadane, w tym, ze jest za dużo zadane i syn nie jest w stanie zrobic wszystkiego, w tym, ze nie umie części rzeczy odrobić? To trzy zupełnie różne problemy. Być moze też umie i wie, ale ma cos zdecydowanie lepszego do roboty. Cóż, taka piękna metoda jak przepisywanie od kolegów na przerwach bywa nieocenionasmile
              Warto zorientować się, czy syn ma zaleglości - jesli ma, znacznie lepsze są korepetycje , niż uczenie sie z rodzicami.
              • pepe_99 Re: beznadziejne oceny na półrocze :( 18.01.11, 12:42
                jak siada i odrabia lekcje-to bardzo rzadko potrzebuje pomocy-lapie wszystko w lot-pod warunkiem ze ma checi.
                tylko z polskiego ma problemy-ortografia i ogolnie pisanie-czekamy na termin badan na dysleksje.
                a jesli chodzi o nieobecnosci to zauwazylam ze po przerwie bardzo ciezko wrocic mu do rytmu i rzeczywistosci.niedlugo po chorobie byly swieta, pozniej 3 dni do szkoly i 3 kroli. za dwa dni ferie.az sie boje co bedzie po nich-nie wiem czy tu tez moze lezec przyczyna.
                • verdana Re: beznadziejne oceny na półrocze :( 18.01.11, 12:47
                  Moim zdaniem powinnaś mu przez pewien czas sprawdzać lekcje - może nie codziennie, ale ze dwa-trzy razy w tygodniu.
                  Powinnas też porozmawiać z nauczycielami i to nie o tym, jaki Twój syn jest okropny, ale jak to sie stało, ze nie udzielili pomocy dziecku, które miało zaległości i wypadło z rytmu. Sprawdź też, ile tak naprawde jest zadawane.
                  Ja w jednej z klas postanowilam nagle, ze będe sumienną matka, zaczęłam sprawdzać, co było zadane i pilnowac wykonania. Po dwoch tygodniach, gdy mój syn kończył dzień pracy o 21 (lekcje, zajęcia dodatkowe, odrabianie wszystkich zadań, ktore zajmowało ok. 3 godzin) - zrozumiałam, ze tak młody człowiek długo nie pociągnie. I odpuscilam.
                • morekac Re: beznadziejne oceny na półrocze :( 18.01.11, 13:17
                  Może z wpadaniem w czarną otchłań rozpaczy i biadaniem nad lenistwem/nierozgarnięciem potomstwa poczekaj do czasu badań. Zawsze zdążysz się poumartwiać.
                  Dzieci dyslektyczne tak mają z zapisywaniem prac domowych i odrabianiem lekcji. A jeśli jeszcze dyslektyk choruje i przez jakiś czas nie chodzi do szkoły - robi się koszmar. Zwłaszcza, że niektórym dyslektykom myli się zawsze Wisła z Odrą , skala, cyfry w dacie historycznej, słówka w angielskim...

                  Po pierwsze wyluzuj.
                  Po drugie: pamiętaj, że w szkole to ty jesteś adwokatem swojego dziecka. Nie daj się zagadać, że to ty nie dopilnowałaś itp. Być może nauczyciele też dali ciała...
                  Po trzecie: usiadźcie spokojnie i zastanówcie się z synem, co tutaj się stało:
                  1. choroba i zaległości
                  2. wpadki na klasówkach: czy nie rozumie czy jest niedouczony
                  3.wpadki z pracami domowymi:
                  - czegoś nie zdąży zapisać: pracy domowej, terminu klasówki itp.?
                  - nie zapisuje prac domowych i terminów klasówek, bo wydaje mu się, że będzie pamiętał
                  - sposób zapisywania pracy domowej
                  Po czwarte: to dopiero półrocze. Do wakacji jest jeszcze sporo czasu. wink
                • jakw Re: beznadziejne oceny na półrocze :( 18.01.11, 19:01
                  pepe_99 napisała:
                  > a jesli chodzi o nieobecnosci to zauwazylam ze po przerwie bardzo ciezko wrocic
                  > mu do rytmu i rzeczywistosci.niedlugo po chorobie byly swieta, pozniej 3 dni d
                  > o szkoly i 3 kroli. za dwa dni ferie.az sie boje co bedzie po nich-nie wiem czy
                  > tu tez moze lezec przyczyna.
                  Ależ oczywiście, że te 3 tygodnie nieobecności mają sporo do rzeczy. Przez 3 tygodnie mogą powstać koszmarne zaległości + pewnie trochę klasówek do napisania niemal natychmiast.
                  A że dzieciak rozkojarzony po feriach to norma - ja przez kilka pierwszych dni po urlopie jestem w "szoku pourlopowym". Może po prostu trochę przypilnuj młodego bezpośrednio po feriach?
          • morekac Re: beznadziejne oceny na półrocze :( 18.01.11, 12:59
            A dlaczego nie było wywiadówki w grudniu? W znanych mi szkołach są.
            Jeśli nie było - sprawdź, kiedy szkoła powinna najpóźniej poinformować cię o zagrożeniu (bo rozumiem, że te beznadziejne oceny to po prostu są jedynki, a nie 2 i 3)?
            Tylko najpierw sprawdź, czy tej wywiadówki rzeczywiście nie było wink.
            • azile.oli Re: beznadziejne oceny na półrocze :( 18.01.11, 13:30
              Też mi się wydaje dziwne, że od października nie było wywiadówki.
              Co do choroby dziecka - owszem, szkoła powinna mu pomóc nadrobić zaległości, ale, niestety, w interesie samego ucznia leży, żeby się o to upomnieć. Naprawdę, nie każdy nauczyciel jest w stanie ogarnąć, że danego ucznia nie było 3 tygodnie, bo on ma wielu uczniów. Czyli dziecko powinno porozmawiać z każdym z nauczycieli, a jeśli samo nie potrafi , to powinien to zrobić rodzic. Moje dzieci po nieobecności w szkole, gdy trzeba było coś zaliczać, układały sobie plan tych zaliczeń i konsultowały to z nauczycielami (chodziło głównie o to, żeby nie zrobiły się zaległości z bieżącego materiału i żeby nie uczyć się do 2 sprawdzianów jednocześnie). Wszystko da się zrobić, ale prawda jest taka, że w szkole trzeba pilnować swoich interesów i upominać się o swoje prawa. To chyba najważniejsza umiejętność, jakiej starałam się nauczyć moje dzieci - pilnowanie swoich spraw.
              A wracając do dziecka autorki - to prawda, co napisała Verdana, że stopnie nie są najważniejsze i za parę lat może nie będziesz ich pamiętać, ale rozumiem, że w danej chwili matkę powala, kiedy ma pójść do nauczycieli i wysluchiwać zarzutów. Nie udowodni, że żadnej winy jej w tym nie ma, nauczyciel , jeśli nie powie, to pomyśli, że dziecko niedopilnowane.
              Ja bym w tym wieku jeszcze dziecię popilnowała, widocznie nie jest na tyle dojrzały, żeby sam wszystkiego dopilnować, a możliwe, że też mu się czasem nie chce czegoś zrobić.
              To jest zupełnie normalne, ale generuje problemy w szkole.
            • andaba Re: beznadziejne oceny na półrocze :( 18.01.11, 13:39
              ...O ile doczytałam to jedynek nie ma, sa dwójki. Dwójka to jeszcze nie zagrożenie.
              Moim zdaniem nalezy dopilnowac, żeby oceny na koniec roku nie były gorsze, żeby nie było wspomnianych zagrożeń. A na razie odpuścić - niech się uczy na bieżąco, na nowy semestr. Wyjątkiem jest matematyka, gdzie jedno z drugiego może wynikać, to powinien nadrobić.
              Ostatecznie to dopiero czwarta klasa, może się otrzasnąć z tego do szóstej, gdzie oceny się juz liczą na przyszłość.

              U nas w szkole w grudniu wywiadówek nie ma, jest dzień otwarty, na który może przyjśc każdy kto chce, ale wzywani sa tylko ci, których dzieci mają właśnie zagrożenie z jakiegoś przedmiotu.
              • b-b1 Re: beznadziejne oceny na półrocze :( 18.01.11, 14:21
                Ja bym pilnowała, kontrolowała zadania, spakowany plecak-chociaż jeszcze przez jakiś czas. Poprosiłabym również nauczycielki o przypilnowanie wpisywania do zeszytu zadań domowych.
                Dla moich dzieciaków przejście do 4 kl. było dośc sporym szokiem samo w sobie-więcej nauczycielek, codziennie sprawdziany, o wiele więcej zadań domowych. Mimo, że dobrze sie uczyły i nadal dobrze się uczą-widzę, że musiały szybko w pewien sposób wydorośleć.
                Nie sprawdzam plecaków, ale stroje gimnastyczne(wcześniej nie miały), prace z plastyki, techniki , pytam o zadania domowe (bo znowu biegają po książkach w tę i nazad) .
                Z tygodnia na tydzień coraz rzadziej czegokolwiek zapominają.

                Nie odpuszczaj -syn wpadnie w pewnym momencie w rytm, a kiedy choruje-postaraj się przynosić mu zeszyty choćby co dwa dni od kolegów/kolezanek-i posiedź z nim przy przepisywaniu-wytłumacz jeśli czegos nie rozumie. nawet nie przerobiwszy wszystkiego dokładnie, bedzie się czul chociaz zorientowany w temacie-kiedy wróci do szkoły.
                • pepe_99 Re: beznadziejne oceny na półrocze :( 19.01.11, 09:24
                  stroj na w-f to jedyna rzecz o ktorej nie zapomina-ma zawsze w plecaku, ale nigdy nie pamieta zeby wymienic go na czysty zawsze w sobote prosze go zeby dal mi do prania a w kazdy poniedzialek on sam pamieta zeby spakowac drugi.
                  moze rzeczywiscie nie powinnam tak tego przezywac, ale nie mam 100 % pewnosci czy dobrze postepuje.
                  ja tez bylam takim roztrzepancem i wiem z autopsji ze dzieci na prawde zapominaja o wielu rzeczach, ze nie zawsze jest to lenistwo.
                  poniewaz wczesniej mielismy problemy innego typu, ktore wynikaly z moich bledow-wiem ze wszystko da sie naprawic. tylko martwie sie ze metoda nie pilnowania nie przyniosla oczekiwanych rezultatow. a moze po prostu musze jeszcze poczekac.
                  • monika19782 Re: beznadziejne oceny na półrocze :( 19.01.11, 11:36
                    Moja córka też miała problem z ogarnięciem się, nauczycielka powiedziała że najczęściej urzywanym słowem przez nią jest zapomniałam, umówiłyśmy się że przez najbliższy miesiąc prace domowe zapisywane w dzienniczku będą podpisywane przez nauczyciela natomiast jak nieodrobi przychodzi godzinę wcześniej do szkoły lub zostaje godzinę po lekcjach i odrabia plus dodatkowe zadanie, podziałało jednakże ja w domu też bardzo pilnowałam.
    • cathy_bum Re: beznadziejne oceny na półrocze :( 19.01.11, 12:45
      Może przejście od skrupulatnego nadzoru do całkowitej wolności okazało się zbyt dużym przeskokiem? Mam w domu roztrzepańca (6 klasa), o ktorym wychowawaczyni żartem mówi, że dobrze byłoby ekwipunek szkolny przyspawać do właścicielki, wtedy by nie uciekałwink Może nie są to tak silne problemy jak u Ciebie, ale są.
      4 klasa była najcięższa, bo dzieć się zachłysnął dorosłością - zabrakło pani nauczycielki stojącej nad głową, w dodatku nigdy wcześniej nie musiała się tak naprawdę uczyć w domu - wystarczało odrabianie prac pisemnych. Wierzyła szczerze, że to co na lekcji wystarczy, a nie zawsze tak było. Odpuszczenie całkowite kontroli nie okazało się dobre, aczkolwiek nie miałam ochoty siedzieć z nią nad lekcjami do matury. Z jednej strony rozumiem, że ciekawa książka, pomysł na rysunek czy opowiadanie są lepsze od zakuwania matmy, a oceny to tylko oceny. Z drugiej wolałam, żeby dzieć nie wpakował się w szkolne tarapaty i jego wyniki nie spędzały mi snu z powiek.
      Początkowo wróciłam do etapu siedzenia nad lekcjami, by coraz bardziej przerzucać na Młodą odpowiedzialność. Robiłyśmy cotygodniowy przegląd lekcji, do zeszytów zaglądałam 2 razy w tygodniu, potem coraz rzadziej. Teraz mi się to właściwie nie zdarza.
      W miejscu publicznym (czyt na lodówce) wisiał plan lekcji i kartka, na którą wpisywałyśmy planowane sprawdziany, wiersze czy prace plastyczne. Początkowo odhaczałyśmy każdy przedmiot po powrocie do domu i zwyczajowej rozmowie o szkole (nie dotyczącej tylko lekcji). Teraz wisi tylko plan lekcji i wyrywkowo pytam o niektóre lekcje. Gadamy raczej o szkolnych miłościach, awanturach i Młoda sama sobie przypomina - "Bo na przyrodzie A. powiedziała M.... A właśnie: sprawdzian z ryb za tydzień." Pytam często o ukochane przedmioty Młodej, gdzie nie ma żadnych problemów (od razu widać, że to ją ciekawi), dając okazję do pochwalenia się kolejnym sukcesem czy zasłyszaną od pani ciekawostką. Wtedy reszta idzie sama z siebie.
      Córka organicznie nie cierpi matematyki. Ma korepetytorkę, wreszcie chyba odpowiednią. Poprzednie traktowała jako automaty do odrabiania nieciekawych zadań i niewiele to wnosiło. Teraz przychodzi do niej studentka, która sama kiedyś miała problemy z matmą. Pokazała, że ta matma też bywa fajna i przydatna.
      Poza tym uczymy się też matmy we dwie - Młoda sama w końcu uznała, że woli ze mną też przysiąść, bo inaczej odrabia zadania mechanicznie wedle wzoru, w ogóle nie mysląc o treści. To jedyny tak nadzorowany przedmiot.

      Na bałaganiarstwo wprowadziłam początkowo zasadę, że codziennie plecak ma być opróżniony do zera. Nie sprawdzam tego już (choć przypominam), ale co jakiś czas jak torba wydaje mi się podejrzanie pękata, proszę wieczorem o pokazanie pustego plecaka przed spakowaniem. O dziwo pakując się od zera córka pamięta niemal o wszystkim, nawet o kostiumie na wf, ekierce na geometrię itd.

      • pepe_99 Re: beznadziejne oceny na półrocze :( 19.01.11, 14:08
        dzisiaj sukces!
        brak jedynek za prace domowe, tylko minus z matematyki za brak cyrkla.
        i tu pytanie czy wasze dzieci w tym wieku 10-11 lat zapisywaly w zeszycie obok pracy domowej co maja przyniesc dodatkowo do szkoly? bo gdyby u nas tak bylo to, mialby dzisiaj ten cyrkiel-wczoraj przejrzalam wszystkie zeszyty i ksiazki i dopilnowalam zeby wszystko spakowal-prawie smile
          • pepe_99 Re: beznadziejne oceny na półrocze :( 19.01.11, 19:40
            zle sprecyzowalam pytanie bardziej mi chodzi o to czy nauczyciel sygnalizuje dzieciom co maja przyniesc na lekcje, bo moj syn powiedzial, ze jeszcze nigdy nie uzywali cyrkla i dzisiaj tez nie byl im potrzebny-pani skontrolowala tylko piorniki i pol klasy nie mialo cyrkla-moj syn po wczorajszej kontroli mial wszystkie inne przybory, wiec dostal tylko jednego minusa.
          • judytak Re: beznadziejne oceny na półrocze :( 21.01.11, 11:51
            > Pamiętaj, ze dzieci przenosza się z klasy do klasy. Na szczegółowe zapisywanie
            > wszystkiego brak czasu.

            we wszystkich podstawówkach, gdzie moje dzieci chodziły dotąd, i w Wawie iw Budapeszcie, obowiązywał dla dzieci, które wykazywały się nieregularnością odrabiania prac domowych, specjalny zeszyt do zapisywania, co jest zadane, w gorszych przypadkach do pokazywania nauczycielowi na koniec kazdej lekcji, czy na pewno wszystko zapisane

            tu w Bp. dodatkowo dzieci ze starszych klas, które nie bardzo odrabiaja lekcji, mają nakaz uczęszczania do świetlicy, skąd sa puszczane do domu, jak mają lekcje odrabiane

            pozdrawiam
            Judyta
      • nika_j Re: beznadziejne oceny na półrocze :( 19.01.11, 14:18
        Tu zgoda - czwarta klasa jest najgorszym momentem do uczenia dziecka samodzielności na zasadzie - a teraz radx sobie sam. Jest wiecej nauczycieli, kazdy ma inny system podawania informacji, trudniej jest dziecku ogarnąć wszystkie przedmioty. Można odpuścic dziecku kontrolę w klasie 5, 6, ewentualnie w drugim półroczu klasy czwartej, jesli widzimy, że dziecko radzi sobie w nowym systemie, ale nie na początku klasy czwartej, tak mi się wydaje.
    • magdatysz Re: beznadziejne oceny na półrocze :( 19.01.11, 21:25
      u mnie w szkole (jak mała byłam) na wszelkie roztrzepanie albo zapomnienie czegoś do szkoły były słowa nauczycieli " ZOSTAJESZ PO LEKCJACH". I nawet największy zapominalski, roztrzepaniec czy po prostu matoł po kilku razach nabywał odświeżenia pamięci do rzeczy związanych ze szkołę. A jak się było niegrzeczyny to do kąta lub wręcz linijką po łapach - tak żeby krzywdy nie zrobić ale poczuć moża było. I wiecie co? Aż szkoda że takich metod obecnie nie ma w szkole. Bo kurcze co? Mamy pamietać o wszystkim za dziecko?? Zawsze? A co będzie za kilka, kilkanaście lat?
      Ja też jeste mamą roztrzepańca i do tego dziecka które ma czelność powiedzieć nauczycielowi że jest niesprawiedliwy przy całej klasie choć ma dopiero 9 lat. Dziś kolejny telefon od pani od angielskiego o braku zeszytu. I to w czasie lekcji bezośrednio do pracy. I co ja niby mam teraz lecieć po zeszyt? On zawinił on musi ponieść konsekwencje - w szkole nie w domu. W domu z nim większych problemów nie mam - lekcje nawet sam odrabia choć przyznaję - zawsze sprawdzam bo błędy robi ortograficzne.
      Mam wrażenie że szkoła i nauczyciele przerzucają wszystko na rodzica. I potem są problemy np. w gimnazjum gdzie uczniowie zakładają kosze na głowę nauczycielom albo ich obrażają. Na autorytet trzeba sobie zasłużyć nawet u małych dzieci. A może zwłaszcza u nich.
      U nas też nie wpisują ocen do dzienniczka, wpisać cokolwiek do niego wogóle jest bardzo ciężko bo nauczyciele biedni czasu nie mają. O czymś takim jak pomoc uczniowi mającemu jakieś zaległości czy choćby zwrócenie rodzicowi na to uwagi należy zapomnieć. O zostaniu z dziećmi "po lekcjach" to chyba nawet nie słyszeli... Szkoła powinna nie tylko nauczać bo o uczeniu czegos to bym tez podyskutowała ale również wychowywać. Na jedne dzieci podziała zwrócenie im grzecznie uwagi, że coś nie tak, na inne niestety nie. Jeżeli coś przekrobało w szkole to karę za to też powinno ponieść w szkole bo przecież mi nic nie zrobił żebym w domu karała za coś o czym niewiem albo prawie nic nie wiem. Spychologia stosowana przez nauczycieli. Zasłaniają sie tym że "im nie wolno": zwrócic uwagi, krzyknąć a już o odesłaniu do kąta to wogóle pomyśleć nie można bo rodzice wniosą skargę. Fakt większoś rodziców postrzega swoje dzieci jako 200% aniołki tylko skrzydełek nie widać... Jakby się przypatrzyli to większości wystają różki. Nie wierzę w grzeczne dzieci. Dzieci są z natury okrutne wględem siebie, względem otoczenia, są nieziemskimi manipulantami którym do pięt nie dorastamy. Pewnie mi tu zaprzeczycie ale zastanówcie się ile razy sami ulegliście prośbom własnego dziecka o coś zupełnie bezsensownego lub niezgodnego z waszymi zasadami, ile razy coś zrobiliscie dla świętego spokoju. Od tego żeby wyrosły na inteligentnych i mądrych ludzi zależy tylko jak je wychowamy. W domu ale i w szkole. Nie możemy wiecznie ich kontrolować , sprawdzać, pamiętać. Jest to zresztą nierealne. Trzeba uczyć samodzielnosći i wymagać. A rolą nauczyciela jest to robić w szkole, wyciągać konsekwencje i to nie tylko za pomocą stawiania złych ocen. Jak trzeba to pomóc, zachęcać, coś podpowiedzieć ale jak dziecko zasłuży na karę to konsekwentnie ją zastosować. Dziecko znające granice będzie wiedziało że jak nie odrobiło czegoś, zapomniało to po lekcjach posiedzi w klasie kolejną godzinę albo będzie miało wiecej zadane. Jak gada na lekcji to po 2 upomnieniu np. "pójdzie do kąta". Poza tym w obecnaj szkole brak współpracy na drodze rodzice - nauczyciel na wszystkich poziomach edukacji.
      Rozpisałam się a teraz czekam na lincz.
      • jakw Re: beznadziejne oceny na półrocze :( 19.01.11, 22:14
        magdatysz napisała:

        > u mnie w szkole (jak mała byłam) na wszelkie roztrzepanie albo zapomnienie czeg
        > oś do szkoły były słowa nauczycieli " ZOSTAJESZ PO LEKCJACH".
        Ale teraz należałoby zapłacić nauczycielowi za nadgodziny ...

        > A jak się było niegrzeczyny to do kąta lub wręcz linijką po łapach - tak żeby krzywdy nie zrobić ale poczuć moża było. I wiecie co? Aż szkoda że takich metod obecnie nie ma w szkole

        A pani nauczycielka to z rozpędu naderwała mojemu mężowi - bo w klasie I miał czelność przepisywać z tablicy z błędami. To były czasy...
        Jakby teraz tak było to dyslektyków poznawałoby się nie po błędach a po naderwanych uszach.


        > Mamy pamietać o wszystkim za dziecko?? (...) Dziś kolejny telefon od pani od angielskiego > o braku zeszytu. I to w czasie lekcji bezośrednio do pracy.
        Najwyraźniej zdaniem pani od angielskiego odpowiedzialna za ten zeszyt jesteś ty. I jeśli nie będziesz pamiętać to nie da ci normalnie pracować wink
        > On zawinił on
        > musi ponieść konsekwencje - w szkole nie w domu.
        I słusznie, że w szkole. Przecież to w szkole nie ma zeszytu - w domu zeszyt jest.

        > Mam wrażenie że szkoła i nauczyciele przerzucają wszystko na rodzica.
        Może nie wszystko - ale sporo.
        > I potem s
        > ą problemy np. w gimnazjum gdzie uczniowie zakładają kosze na głowę nauczycielo
        > m albo ich obrażają. Na autorytet trzeba sobie zasłużyć nawet u małych dzieci.

        Ale nie uważasz, że człowiek w miarę sensownie wychowany w domu powinien wiedzieć, że nikomu nie wkłada się koszy na głowę - nawet jeśli ma się taką osobą gdzieś?



        >Zasłaniają sie tym że "im nie wolno": zwrócic uwagi, krzykną
        > ć a już o odesłaniu do kąta to wogóle pomyśleć nie można bo rodzice wniosą skar
        > gę.
        Był już chyba tu wątek typu 5/6-latka w kącie z rękami w górze. Bodaj za gadanie na lekcji. Nie protestowałabyś gdyby spotkało to twoje dziecko?

        > Nie wierzę w grzeczne dzieci.
        Ale co to są "grzeczne" dzieci?

        > Dzieci są z natury okrutne wględem siebie, względem otoczenia, są nieziemskimi manipulantami którym do pięt nie dorastamy.
        Ech, chyba pracujesz wyłącznie wśród dzieci...

        Pewnie mi tu
        > zaprzeczycie ale zastanówcie się ile razy sami ulegliście prośbom własnego dzie
        > cka o coś zupełnie bezsensownego lub niezgodnego z waszymi zasadami, ile razy c
        > oś zrobiliscie dla świętego spokoju.
        A ty policz ile razy dzieci robią coś całkiem z ich punktu bezsensownego i niezgodnego z ich zasadami - dla świętego spokoju, bo rodzice je zmuszają.

        > Dziecko znające granice będzie wiedziało że jak nie odrob
        > iło czegoś, zapomniało to po lekcjach posiedzi w klasie kolejną godzinę
        I będzie wracało na piechotę bo spóźni się na gimbusa...

        >albo bę dzie miało wiecej zadane.
        Np. 100x napisać "Nie będę rozmawiać na lekcji..." Ech, to były czasy.

        Jak gada na lekcji to po 2 upomnieniu np. "pójdzie do
        > kąta".
        Korzystając z lekji jeszcze w większym stopniu niż dotychczas...

        > Poza tym w obecnaj szkole brak współpracy na drodze rodzice - nauczyci
        > el na wszystkich poziomach edukacji.
        Ale jak wyobrażasz sobie taką idealną współpracę?
        • morekac Re: beznadziejne oceny na półrocze :( 19.01.11, 22:25
          Najwyraźniej zdaniem pani od angielskiego odpowiedzialna za ten zeszyt jesteś t
          > y. I jeśli nie będziesz pamiętać to nie da ci normalnie pracować wink
          > > On zawinił on
          > > musi ponieść konsekwencje - w szkole nie w domu.
          > I słusznie, że w szkole. Przecież to w szkole nie ma zeszytu - w domu zeszyt je
          > st.

          Bo to Magdatysz jest odpowiedzialna za zeszyt - zgodnie z logiką: za teren szkoły odpowiadają nauczyciele, za teren domu - rodzice. Ostatecznie to nie anglistka ma dbać o spakowanie zeszytu do plecaka...

          Ogólnie (to tak w ramach żądanego linczu, po dokonaniu analizy tekstu) - zauważam pewną niespójność w życzeniach wobec grona pedagogicznego: z jednej strony mają informować o dziecku, z drugiej strony irytację wzbudza telefon z informacją od anglistki. wink
    • kanna Re: beznadziejne oceny na półrocze :( 19.01.11, 22:36
      Całe życie wink uwazałam, że odrabianie lekcji jest sprawą DZIECKA. Nie pilnowac, nie nadzorować, niech robi samo (jeżeli jest bystre, słabszemu trzeba pomóc).

      Mój syn jest bardzo bystry. Czyta od 4 roku życia. Dobrze kojarzy itp, itd. Był w znakomitej zerówce i do szkoły poszedł świetnie przygotowany. Odpuściłam więc domowniczek, piosenki, czytanki... wszystko. Młody sobie radził. Dostawałam same dobre zwroty. A nie, nie kolorował rysunków na religii. Nie lubi kolorować.

      W drugiej klasie zaczeły sie cyrki przy modlitwach na religię. Potem - całe puste strony w domowniczku. Nie interweniowałam, uznając że pani wychowawczyni wyciągnie konsekwencjie. Ale ona tez odpusciła. Nie sprawdza pracy domowej.

      Zaczęłam przyglądac się pracy domowej - syn pisze za szybko, wiec brzydko. Czyta polecenia po łebkach. Nie odrabia angielskiego i choć testy pisze na 100 %, to nie czyta.

      I teraz pilnuje - sprawdzam, czasem przypominam, poczytam z nim angielski. Nadzoruje, kontroluje. Sprawdzam. Nie siedze z nim, ale oglądam domowniczek, zeszyty. Zaznaczam błędy. Troche go przytrzymam (postopuje przy pisaniu) i poprawi jakość pisma.

      Dzis mysle, że jakis rodzaj kontroli jest potrzebny. A nawet niezbedny.
      Rzucanie na głęboka wode się sprawdza, ale w skali miesiąca. Potem trzeba przejrzeć tornister i podliczyuc straty wink
      • maksimum Rzygac mnie sie chce. 20.01.11, 00:53
        pepe_99 napisała:

        > jak nauczy sie wiersza to zapomni piornika i z 4 zadan z matematyki odrobi 2.
        > nie ma wlasciwie dnia zeby o czyms nie zapomnial-widac po ocenach.
        > w zeszlym roku pani psycholog poradzila zeby uczyc go samodzielnosci-nie sprawd
        > zac zeszytow i plecaka nie kazac sprzatac pokoju-to jego chlewik.
        > ale teraz sama nie wiem co robic-bo skutek jest zupelnie odwrotny.boje sie ze j
        > ak sie za niego nie wezme to sie chlopak zmarnuje, a jest bystry i inteligentny
        > . moze ktos z was byl w podobnej sytuacji i moze mi cos poradzic.
        ------------
        Rzygac mnie sie chce jak czytam te prymitywne polskie problemy.
        Zaczalbym od tego,ze takich psychologow trzebaby na przydroznych drzewach wieszac razem z verdanami.W Polsce prawie kazdy kto chce studiuje i byle niemota moze zostac psychologiem a pozniej dawac idiotyczne rady.

        Moze przejdzmy do konkretow.
        No wiec w USA jest tak,ze RODZIC przez cala podstawowke i czesto w gmnazjum,bo to uzaleznione jest od szkoly i nauczyciela:
        1-MUSI podpisywac WSZYSTKIE prace domowe swojego dziecka.
        2-Jesli dziecko nie umie odrobic pracy domowej,to rodzic MUSI mu pomoc.

        Tak dziala od dawna szkolnictwo w USA i sie sprawdza,a w Polsce jakis poje.... psycholog z innym poje.... nauczycielem moga zarzadzic calkiem inaczej i skutki sa FA-TAL-NE.
        Wtedy zdezorientowana mama nie wie co jest grane i dlaczego,a przeciez w tej prymitywnej Polsce macie chyba MINISTERSTWO EDUKACJI i cala kupe ludzi ktorzy biora pieniadze za pierdzenie w stolki i nikt nie potrafi wprowadzic w skali kraju,ze rodzic MUSI podpisywac prace domowe dziecka???
        Ludzie,w jakim wy pier..... Ciemnodrodzie zyjecie????
          • maksimum Re: Rzygac mnie sie chce. 20.01.11, 02:29
            To przeciez nie moje nieodrobione prace domowe,zgubione czapki i dlugopisy.
            I ile te czapki i dlugopisy kosztuja,ze mialoby mnie to zdrowie kosztowac?
            Rzeczywiscie moje dzieci zgubily pare czapek i dlugopisow,ale prace domowe zawsze mialy odrobione.
            • pepe_99 Re: Rzygac mnie sie chce. 20.01.11, 10:03
              cos ci powiem-mam jeszcze corke i tak sie sklada ze moje dzieci maja kuzynostwo w stanach-w prawie tym samym wieku.
              moj syn ze swoimi 2 i 3 i masa jedynek za braki prac domowych-jest 100 razy bardziej oczytany niz kuzynostwo, 100 razy wieksza wiedze posiada.moja corka ze swoimi 6 i 5 moglaby pracowac w szkole kuzynow jako nauczycielka ma 10 lat smile
              wole nasza marna edukacje od ktorej i mi czasem chce sie rzygac-niz prymitywna, acz wspolpracujaca z rodzicami szkole- takie jest moje zdanie- ty masz prawo miec inne.
              • maksimum Re: Rzygac mnie sie chce. 20.01.11, 18:46
                pepe_99 napisała:

                > moj syn ze swoimi 2 i 3 i masa jedynek za braki prac domowych-jest 100 razy bar
                > dziej oczytany niz kuzynostwo,

                Tu nie oczytanie chodzi,ale o obowiazkowosc.Tak samo jak w pracy.
                Zwierzchnika nie obchodzi ile ty ksiazek przeczytalas,lecz czy wykonalas prace na czas i na dodatek dobrze.
                Nie jestes w stanie tego pojac,ze tak w szkole jak i w pracy jestes komus podporzadkowana i masz wykonywac polecenia a nie robic to,co cie interesuje?

                > 100 razy wieksza wiedze posiada.moja corka ze sw
                > oimi 6 i 5 moglaby pracowac w szkole kuzynow jako nauczycielka ma 10 lat smile

                Niezle zaczynasz dawac czadu!

                > wole nasza marna edukacje od ktorej i mi czasem chce sie rzygac-niz prymitywna,
                > acz wspolpracujaca z rodzicami szkole- takie jest moje zdanie- ty masz prawo m
                > iec inne.

                Dlatego kuzyni sa w Stanach a ty nie.Nie widze zadnego problemu.Jedni umieje sie przystosowac do wymagan a inni nie i wtedy musza zostac w Polsce.Wiesz po co wizy sa dla Polakow? To jest kolejne wymaganie,ktore masz spelnic.Nie umiesz go spelnic i wizy sa.
                • morekac Re: Rzygac mnie sie chce. 20.01.11, 22:37
                  Zwierzchnika nie obchodzi ile ty ksiazek przeczytalas,lecz czy wykonalas prace na czas i na dodatek dobrze.
                  Nie jestes w stanie tego pojac,ze tak w szkole jak i w pracy jestes komus podporzadkowana i masz wykonywac polecenia a nie robic to,co cie interesuje

                  Od razu zakładasz, że każdy musi mieć zwierzchnika i pracować w korporacji.
                  • joa66 Re: Rzygac mnie sie chce. 20.01.11, 23:05
                    Od razu zakładasz, że każdy musi mieć zwierzchnika i pracować w korporacji.

                    Nie tylko w korporacjach są zwierzchnicy wink są wszędzie, czasami nazywają sie klientami właściciela firmy czy artysty .smile

                    Natomiast założenie, że większość może zachowac całkowitą niezależnośc jest ułudą.
                    • maksimum Re: Rzygac mnie sie chce. 20.01.11, 23:39
                      joa66 napisała:

                      > Natomiast założenie, że większość może zachowac całkowitą niezależnośc jest ułudą.

                      Wszyscy najwieksi artysci pracuja na zamowienie.
                      A jak zaczynal Einstein? Najpierw w jakims biurze a pozniej na uczelni.
                    • morekac Re: Rzygac mnie sie chce. 21.01.11, 09:45
                      Nie tylko w korporacjach są zwierzchnicy wink są wszędzie, czasami nazywają sie k
                      > lientami właściciela firmy czy artysty .smile

                      Oczywiście, że tak. Niemniej założenie, że wszyscy ludzie muszą pracować od...do, być dokładni i dawać z siebie wszystko w każdej dziedzinie (przedmiocie) wcale nie musi być prawdziwe. W realnym życiu jest też miejsce dla trochę tych bardziej zakręconych artystów i glazurników nieco zbyt przedłużających robotę... wink
                  • maksimum Re: Rzygac mnie sie chce. 20.01.11, 23:36
                    morekac napisała:

                    > Od razu zakładasz, że każdy musi mieć zwierzchnika i pracować w korporacji.

                    Kazdy tak zaczyna,a jak nawet otworzysz biznes to bedziesz uzalezniona od popytu itd.
                    Nie ma od tego ucieczki.
                    Jak cie rodzina wsadzi w biznes i bedziesz go prowadzila zle,to biznes padnie.
                • pepe_99 Re: Rzygac mnie sie chce. 22.01.11, 20:38
                  maksimum napisał:

                  > pepe_99 napisała:
                  >
                  > > moj syn ze swoimi 2 i 3 i masa jedynek za braki prac domowych-jest 100 ra
                  > zy bar
                  > > dziej oczytany niz kuzynostwo,
                  >
                  > Tu nie oczytanie chodzi,ale o obowiazkowosc.Tak samo jak w pracy.
                  > Zwierzchnika nie obchodzi ile ty ksiazek przeczytalas,lecz czy wykonalas prace
                  > na czas i na dodatek dobrze.
                  > Nie jestes w stanie tego pojac,ze tak w szkole jak i w pracy jestes komus podpo
                  > rzadkowana i masz wykonywac polecenia a nie robic to,co cie interesuje?
                  >
                  > > 100 razy wieksza wiedze posiada.moja corka ze sw
                  > > oimi 6 i 5 moglaby pracowac w szkole kuzynow jako nauczycielka ma 10 lat
                  > smile
                  >
                  > Niezle zaczynasz dawac czadu!
                  >
                  > > wole nasza marna edukacje od ktorej i mi czasem chce sie rzygac-niz prymi
                  > tywna,
                  > > acz wspolpracujaca z rodzicami szkole- takie jest moje zdanie- ty masz p
                  > rawo m
                  > > iec inne.
                  >
                  > Dlatego kuzyni sa w Stanach a ty nie.Nie widze zadnego problemu.Jedni umieje si
                  > e przystosowac do wymagan a inni nie i wtedy musza zostac w Polsce.Wiesz po co
                  > wizy sa dla Polakow? To jest kolejne wymaganie,ktore masz spelnic.Nie umiesz go
                  > spelnic i wizy sa.



                  wybacz, ale mam wrazenie ze nie doczytales tematu watku-nie pytalam gdzie ten lepszy swiat w ktorym mnie nie ma ,a ze wizy sa to nawet wiem, bo wyobraz sobie, ze w usa bylam-
                  ale nie za chlebem...
                  popatrzec....

                  ...na ten lepszy swiat.
                  a apropos- mojego zwierzchnika bardzo interesuje ile ksiazek przeczytalam-bo sama nim jestem smile
                  • maksimum Re: Rzygac mnie sie chce. 23.01.11, 03:09
                    pepe_99 napisała:

                    > ze w usa bylam- ale nie za chlebem... popatrzec.......na ten lepszy swiat.

                    Ja tez nie za chlebem,bo w Polsce mnie chleba ani samochodow nie brakowalo.
                    Ja przyjechalem tu zyc.

                    > a apropos- mojego zwierzchnika bardzo interesuje ile ksiazek przeczytalam-bo sa
                    > ma nim jestem smile

                    Dziwie sie,ze masz czas na czytanie ksiazek a nie wyczytalas w nich,ze dzieciom trzeba pomagac w pracy domowej,a juz koniecznie sprawdzac czy jest dobrze zrobiona.
                    • pepe_99 Re: Rzygac mnie sie chce. 23.01.11, 13:32
                      w moim watku padlo juz kilka cieplych slow pod twoim adresem-podpisuje sie pod nimi.

                      napisz mi tylko jacy sa amerykanscy psychologowie.
                      i podaj tytul tej slynnej ksiazki o ktorej wspomniales i autora-chetnie przeczytam.
                      • maksimum Re: Rzygac mnie sie chce. 23.01.11, 17:48
                        pepe_99 napisała:

                        > napisz mi tylko jacy sa amerykanscy psychologowie.

                        Pewno ja nim jestem na swoj i rodzinny uzytek,bo w zyciu u psychologa nie bylem,ani moje dzieci nie widzialy zadnego na oczy.
                        Roznica miedzy Polska a USA jest taka,ze w Polsce kazdego wysyla sie do psychologa,bo narozdawalo sie tych dyplomow od groma i ktos musi im jakas prace dac.
                        Syn ma juz gimnazjum za soba a corka wlasnie konczy,a jest to szkola z 1.000. uczniow i nie slyszalem,by ktorykolwiek z nich chodzil do psychologa.
                        W dobrych szkolach tak wlasnie jest,ze NIKT nie potrzebuje psychologa i w dobrych rodzinach jest identycznie.
                        Gorzej sytuacja wyglada w slabszych szkolach i tam moze 1 dzieciak na 100 trafia do psychologa.

                        > i podaj tytul tej slynnej ksiazki o ktorej wspomniales i autora-chetnie przeczy
                        > tam.

                        Czytaj mnie uwaznie,to ci to wiecej da.
                        • kadwa3 Re: Rzygac mnie sie chce. 24.01.11, 14:16
                          wiesz co maksimum-to swietnie ze amerykanskie dzieci z dobrych domow nie potrzebuja psychologa-ale z nazywaniem siebie psychologiem to chyba deczko przesadziles.
                          swoja droga to jeszcze nie slyszalam zeby uczen polskiej szkoly wpadl do niej z bronia i wystrzelal pol grona pedagogicznego i kolegow.
                          moze polski system nie jest taki zly.
                          zastanawiam sie tylko po co logujesz sie na forach dla rodzicow,ktore sa po to zeby ludzie mogli sie poradzic innch-bo psycholog tez czlowiek, moze sie mylic.
                          ja ze swoim dzieckiem tez bylam u psychologa i nie uwazam ze moje dzieci nie sa z dobrego domu.

                          bo dobry dom to taki, w ktorym dzieci sie kocha i wykorzysta sie kazda metode zeby im pomoc-lacznie z chodzeniem do wrozki i znachora jesli zajdzie taka potrzeba.
          • animetka Re: Rzygac mnie sie chce. 20.01.11, 15:15
            Dziwnie piszą niektóre z Was,a właściwie każdy pisze jak mu wygodniej,bo przecież punkt widzenia zawsze zależy od punktu siedzenia.
            Po co gadanie,ze jak dziecko się dobrze uczy z wszystkiego,to coś nie tak,nie ma zainteresowań itd, a jak się uczy źle to tylko dlatego,że jest za inteligentne na szkołę i się w niej nudzi,a oceny nie ważne itd.
            Myślę ,że takie pisanie nie ma sensu. Oceny są ważne,ale nie najważniejsze.Sama zawsze byłam przeciętniakiem w szkole,ale widzę,ze na nic nie ma reguły. Biorąc przykład moich znajomych ze szkoły,to wszyscy,którzy dobrze się uczyli do czegoś doszli są na stanowiskach,dobrze im się wiedzie.Nikt nie pracuje za najniższą krajową.
            Z tych słabszych,którzy ledwo ciągnęli,lub ciągnęli ale na miernych i trójach jest różnie. Niektórzy siedzą za granicą (czytaj w UK),niektórzy radzą sobie całkiem dobrze a niektórzy niestety klepią biedę. Nie ma na nic reguły. Jak dziecko ma możliwość pomocy w nauce,czy ze strony rodziców czy innej,to niech się uczy. Wydaje mi się,że warto tego dopilnować,bo od nadmiaru wiedzy,nikt jeszcze nie zginął,nic nie straci a może tylko zyskać. Jeżeli masz chęć i czas to pomóż swojemu dziecku. I wcale nie musi mieć średniej 5,0 ,nie o średnią chodzi .

    • joasiek.1 Re: beznadziejne oceny na półrocze :( 22.01.11, 18:16
      Pepe, mój syn ma problemy ze wzrokiem i z tego powodu zawsze był trochę niezorganizowany. Problemy ze skupianiem się też były i są. Rozprasza go wszystko dookoła. Przesiedziałam z nim nad odrabianiem lekcji całą jego pierwszą klasę i sporą cześć drugiej. Uczył się dobrze, ale potrzebował pilnowania, bo ciągle zapominał co ma odrobić, przynieść, albo siedział nad książką i bawił się długopisem. Nigdy nie odrabiałam za niego lekcji, ale pilnowałam i przywoływałam do porządku. Czasem siedziałam obok przez trzy godziny, z przerwami na odpoczynek jego i mój wink Wiele wysiłku w to włożyłam, ale zaprocentowało to i opłaciło się. W trzeciej klasie już był bardziej zorganizowany i już nad nim nie siedziałam, bardziej „rozgarnięty” był. Potem przyszła czwarta klasa, zmiana nauczycieli, kolegów, nowe przedmioty i sposobu nauczania i uczenia się. Znów musiałam go pilnować ” dochodząco”, odpytywać i sprawdzać, bo wydawało mu się, że to taka nauka jak w nauczaniu 1-3. Znów potrzebował bata nad sobą. Ale wdrożył się. Teraz jest w piątej klasie, sam odrabia, ale wiem, że muszę go co jakiś czas sprawdzać, odpytywać przed sprawdzianami i kartkówkami, bo jemu się wydaje, że już się nauczył, a tymczasem douczyć się trzeba. Oceny ma bardzo dobre, wysoką średnią, co przy jego problemach jest nie lada wyczynem.
      Nie przekreślaj swojego dziecka, pomóż mu, przypilnuj, bo czwarta klasa to inna nauka niż w trzeciej. Może trzeba mu pokazać jak ma się uczyć? Mój myślał, że jak tylko przeczyta tematy z książki to już do sprawdzianu się nauczył. Zawsze zazdrościłam koleżankom, które mają dzieci same chętnie siadające do lekcji i bez problemu same się przygotowujące. Zresztą ja byłam takim dzieckiem. Nikt nade mną nie musiał siedzieć. Ale moje dziecko tego potrzebuje. Twoje widocznie też. I nie mówię tu o siedzeniu przy dziecku, kiedy odrabia lekcje, tylko o dopilnowaniu, odpytaniu, sprawdzeniu pracy domowej.
      Pokój niech sam sprząta, jak najbardziej, ale kontrolować jeszcze go trochę z lekcjami musisz najwidoczniej.
      • maksimum Re: beznadziejne oceny na półrocze :( 23.01.11, 03:16
        joasiek.1 napisała:

        > Uczył się dobrze, ale potrzebował pilnowania, bo ciągle zapom
        > inał co ma odrobić, przynieść, albo siedział nad książką i bawił się długopisem

        To jest raczej normalne,bo male dzieci sa slabo zorganizowane i nie wolno ich zostawiac samych sobie.
        W USA jest nawet takie prawo,ze dziecka do 12 roku zycia nie mozna zostawic w domu samego.

        > Nigdy nie odrabiałam za niego lekcji, ale pilnowałam i przywoływałam do porzą
        > dku. Czasem siedziałam obok przez trzy godziny, z przerwami na odpoczynek jego
        > i mój wink Wiele wysiłku w to włożyłam, ale zaprocentowało to i opłaciło się.

        Tak to normalnie powinno w kazdym domu wygladac,ale jak do sprawy podlaczymy polskich psychologow,to rozwiazania moga byc diametralnie rozne.


        • morekac Re: beznadziejne oceny na półrocze :( 23.01.11, 08:22
          Tak to normalnie powinno w kazdym domu wygladac,ale jak do sprawy

          Bez przesady. Są dzieci, które tego nie wymagają wcale - znam takie, które zawsze odrabiały lekcje same z siebie, bez żadnego nadzoru. Aczkolwiek na pewno są dzieci, które wymagają pomocy.
        • joasiek.1 Re: beznadziejne oceny na półrocze :( 23.01.11, 10:09
          Ale są dzieci, które już jako sześciolatki są dobrze zorganizowane, rozgarnięte, samodzielne, same lekcje migiem odrabiają, bardzo dobrze uczą się bez żadnego wysiłku. Jednak uważam, że większość pierwszoklasistów i część drugoklasistów potrzebuje pomocy i wdrożenia ich do szkoły, nauki. Podobnie z czwartą klasą, kiedy wszystko jest nowe. Niestety część rodziców uważa, że szkoła ma im dzieci nauczyć i wychować, a oni w domu to już nic nie muszą. I jeszcze się obrażają, że pani taką długą lekturę kazała dzieciom czytać. I prace domowe zadaje. Zaznaczam, że nie mówię o wszystkich rodzicach, czy o autorce wątku, a jedynie o takich, którzy właśnie opisane myślenie mają. A psycholodzy też są różni. Jak rodzice.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka