Dodaj do ulubionych

walki z dzieckiem o naukę

12.02.11, 15:56
Toczę ciągły bój z córką o lekcje. Jest w II klasie i najchętniej nic by nie robiła, do lekcji jakby jej nie pogonić to nie wiem czy by usiadła do wieczora. Niczego, co z jakąśkolwiek nauką związane nie lubi. Do szkoły głównie z powodów towarzyskich chodzi. Nie zależy jej na ocenach, na wynikach z klasówek. To znaczy bardzo sie cieszy jak jej się piątka zdarzy /rzadko/ ale żeby cos w tym kierunku zrobić? nie warto.
Już nie wiem, czy całkiem odpuścić i patrzeć co się dziać będzie, czy dalej walczyć. Nauczycielka doradza dodatkową prace w domu a mi już sił brak.
Co mi poradzicie?
Obserwuj wątek
      • najma78 Re: walki z dzieckiem o naukę 12.02.11, 17:02
        Szczerze - dziecko powinno uczyc sie przede wszystkim w szkole. Jesli nauczycielka teraz poleca dodatkowa prace domowa to co bedzie pozniej i co to za nauczycielka? Oczywiscie w domu mozna pocwiczyc, stymulowac dziecko zwlaszcza w tym gdzie wykazuje zdolnosci i kuleje ale bez przesady to wciaz dziecko i czas na zabawe i dodatkowe zainteresowania tez miec musi. Moja corka ma 8l i jest w 3 klasie, zadania domowe sa raz w tygodniu (w tym akurat nie bylo) ktorych wykonanie nie zajmuje jej wiecej niz godzine-dwie, a ma na to kilka dni. Cwiczy za to 10-15 minut dziennie tabliczke mnozenia i ot tak w wolnym czasie daje jej zadania pamieciowe np. ile to jest 157 dodac 48 lub 217 odjac 30 lub z zegara albo prosze ja aby odmierzyla mi skladniki do potrawy/ciasta itp. Oprocz tego robi zadania online - nie wiecej niz 15 minut dziennie. Zauwazylam, ze takie praktyczne zadania albo dla zabawy mobilizuja ja bardziej niz gdyby ktokolwiek wymagal sleczenia nad ksiazkami. Dodam, ze czyta codziennie jedna ksiazke z biblioteki szkolnej. Powinna czytac 20 minut dziennie, ale ona czyta wiecej bo lubi.
        • verdana Re: walki z dzieckiem o naukę 12.02.11, 17:07
          Czasami taka praca jest konieczna, bo dziecko musi "wyćwiczyć" umiejetnosci. Mój najstarszy miał zadawane codziennie dodatkowe zadanie domowe z pisania. Ale rzeczywiście porada typu "to niech się nauczy w domu", hm...
        • zofijkamyjka Re: walki z dzieckiem o naukę 12.02.11, 19:35
          Córka ma prace domowa codziennie - raz bardzo mało raz więcej, różnie. Grzebie się z tym niemiłosiernie. Na jakies dodatkowe stymulowanie własciwie czasu nie starcza a córka niestety kuleje z umiejetnosciami. Pani polecała prace dodatkowa z córką, nie jest tak że wymaga tego bezwzględnie. Raczej z troski o dziecko podpowiadała co moge robić dodatkowo - chodzi o doskonalenie czytania i pisania głównie. Ja sama widze że powinna trochę popracować w domu, sama szkoła to dla niej niestety za mało.
          • oliwija Re: walki z dzieckiem o naukę 13.02.11, 09:00
            moja jest w 4 kalsie. w klasach 1-3 nie musial sie specjalnie uczyc bo wszytsko umiała. teraz sam sobie ćwiczy trudniejsze słowa prtograficzne- jak zauwazy ze zaczyna robić idiotyczne błedy. Matematyke - coż robi sporo zadań sama z siebie, uczy sie tez angielskiegoi hioszpańskiego- tego drugiego sama z siebie. Mysle,ze dziecko potrzebuje motywacji i wsparcia rodzica. Zrob kalendarz posrtępów i nagradzaj dziecko za to ze np przez tydzień codzinnie przez 20 minut czyta, pisze itd....
            • kkokos Re: walki z dzieckiem o naukę 13.02.11, 11:22
              oliwijo, masz wyjątkowe dziecko - to po prostu nienormalne, by czwartoklasista zaczął sam z siebie ćwiczyć ortografię, bo zauważył, że błędy robi.
              albo zmyślasz.

              w każdym razie twoje rady to trochę gadał ślepy o kolorach, bo jeśli nie zmyślasz (nie mam pewności), to nie masz cienia pojęcia o tym, jak walczyć z niechęcią do odrabiania lekcji.
              • canuck_eh Re: walki z dzieckiem o naukę 13.02.11, 19:18
                Dlaczego zmysla?JA w rodzinie mam przypadek ze juz w wieku okolo 13 lat dzieciak SAM Z SIEBIE sie nauczyl 4 dodatkowych jezykow( juz znal 3) w tym stwierdzil ze koniecznie chce przeczytac Biblie w oryginale wiec nie pozostalo mu nic innego jak sie owego jezyka nauczyc - biegle wlada owym jezykiem w pismie i mowie, a nie powiesz mi ze owy jezyk jest latwiejszy niz hiszpanki.Nauczyl sie go sam.
                To ze dziecko zdolne i siega po slownik ortograficzny bo go wkurzaja bledy nie znaczy ze rodzic musi zmyslac.Sa takie przypadki.
                To takie moje skromne zdanie
                    • joa66 Re: walki z dzieckiem o naukę 13.02.11, 20:53
                      Czyli nastolatek w sumie zna biegle siedem języków , w tym aramejski, grecki i hebrajski ("nauczyl 4 dodatkowych jezykow( juz znal 3) " ) ?

                      Nieźle. Gratuluję smile
                      smilesmile

                      p.s. w sieganie do slownika ortograficznego wierzę, w sumie dlaczego nie-tyle, że to ma mały związek z problemami dzieci, które do nauki zagonic trudno.
                    • canuck_eh Re: walki z dzieckiem o naukę 14.02.11, 16:16
                      verdana - trzy jakie znal i zna nadal to polski angielski i francuski.Ile mu zajelo nauczenie sie hebrajskiego nie wiem - wiem ze nim operuje doskonale i jest z nim za pan brat na codzien.Kolejne inne jezyki - nie mam pojecia jakie to.Na mnie wrazenie zrobilo to ze chcial poznac Biblie w oryginale wiec postanowil sie nauczyc sam bo w domu nikt by mu nie pomogl.Jego matka a moja ciotka stwierdzila ze tyle pieniedzy ile oni wydali na ksiazki to mogliby pewnie dom za to kupic.Syn sie wyprowadzal i 90% ksiegozbioru poszlo razem z nim i nie byl to Harry Pottersmile
                      • menodo Re: walki z dzieckiem o naukę 14.02.11, 16:36
                        Ja rozumiem, ze wsrod nastolatkow zdarzaja sie wybitne dzieci, ale w swoim wczesniejszym poscie zasugerowalas, ze nastolatek przeczytal w oryginale Biblie; nie wiem, czy zdajesz sobie sprawe, jak wielkie to moze budzic zdumienie wsrod osob, ktore choc troche sie na Biblii znajasmile
                        • canuck_eh Re: walki z dzieckiem o naukę 14.02.11, 21:02
                          Przeczytal w oryginale Biblie majac nascie lat - wlasnie na mnie to zrobilo najwieksze wrazenie.NAuczenie sie jakiegokolwiek innego jezyka juz nie bo sama bedac nastolatka kolega z klasy nauczyl sie sam chyba ze 2 czy 3 jezykow.Nie w rok oczywiscie.
                          Czytajac jeszcze raz posta faktycznie mozna zrozumiec ze w wieku 13 lat nauczyl sie 4rech jezykow w tym hebrajskiego i przeczytal dodatkowo Bible.No wiec moze wyjasnie w wieku okolo 13 lat zaczal sie sam z siebie uczyc dodatkowych 4rech jezykow w tym wlasnie hebrajskiego.Ile mu to czasu zabralo - nie wiem, wiem ze wlada nimi plynnie.
                      • kkokos Re: walki z dzieckiem o naukę 14.02.11, 20:19
                        canuck_eh napisała:

                        > verdana - trzy jakie znal i zna nadal to polski angielski i francuski.

                        rozumiem, że któryś z nich to język ojczysty, więc tak naprawdę zna dwa. umiejętnością opanowania czynności fizjologicznych też się chwalisz?
                        a dwa przyzwoicie opanowane języki u dwudziestokilkulatka to niespecjalna rzadkość i powód do dumy z wyjątkowości.

                        hebrajski, samodzielnie nauczony - tak, niewątpliwie jest się czymś chwalić.

                        >>>>Kolejne inne jezyki - nie mam pojecia jakie to.
                        bo pewnie ich nie ma, tylko usiłujesz wybrnąć z głupoty, jaką palnęłaś. albo chwalisz się kuzynem, o którym tak naprawdę nic nie wiesz - więc nie ma się czym chwalić.
                          • morekac Re: walki z dzieckiem o naukę 15.02.11, 00:07
                            Właśnie sobie uświadomiłam, że ja też znam jedną nieletnią, co sobie ze słownikami po domu spaceruje... A jest tych słowników chyba z 7- wyłącznie języka polskiego(ortograficzny, frazeologiczny, poprawnej polszczyzny, wyrazów obcych itp). Skutek tego jest taki, że bez przerwy mówi mi, że coś niepoprawnie powiedziałam, bo 'tak się nie mówi'. Nie wiem czy nie jest to jakaś forma agresji albo manii - to poprawianie i ciąganie ze sobą słowników nawet na wakacje. wink
                            • canuck_eh Re: walki z dzieckiem o naukę 15.02.11, 05:38
                              Well, jak to mowia Indianie...eee aboryginal people raczej, nie zauwazylam zeby poprawial tych ktorzy robia bledysmile
                              PAmietam z opowiesci ciotki jak to przebywal na naukach w NYC i byl gdziesik na stancji czy gdzie i dosc czesto odwiedzal jakas biblioteke czy jakowes zbiory - jak prosil w jezyku angielskim o drabine bo musial siegnac wyzej niz jego wzrost to mial spotkania z kobitka nie majaca zielonego pojecia o jego pochodzeniu i ze zna nie tylko angielski i sobie uzywala w jezyku polskim na nim i wielu innych.Zegnajac sie jak konczyl nauke piekna polszyzna do niej zagadal a pani sie lekko dziwnie zrobilo bo lekko rasistowskie teksty walila.Jemu to zwisalowink

                              Co do owej nastolatki - to moze nie agresja ale jakis fanatyzm slownikowysmile
                      • limes1 Re: walki z dzieckiem o naukę 20.02.11, 21:21
                        Nie moógł w hebrajskim przeczytać Biblii, bo nie była tłumaczona tongue_out W hebrajskim tylko Stary Testament smile i też nie cały, a jedynie wybrane Księgi. Niektórych Żydzi po prostu nie uznają, podobnie jak do pisma św. nie weszły wszytskie znane księgi, np. Ewangelia Filipa. Nowy był częściowo w aramejskim (Kodeks z Qumrann), a reszta po łacinie i po grecku. Potem dla celów kościelnych całośc przetłumaczono na łacinę (Vulgata) i grekę (Septuaginta).
                        • mgla_jedwabna Re: walki z dzieckiem o naukę 04.03.11, 00:03
                          Stek bzdur.

                          Stary Testament był spisany głównie w języku hebrajskim, więc pisanie W hebrajskim tylko Stary Testament smile i też nie cały, a jedynie wybrane Księgi to jakaś kpina.

                          Nowy Testament spisany był po grecku, z wyjątkiem Ewangelii Św. Mateusza, która -jako przeznaczona głównie dla niewkształconych Żydów - była spisana w aramejskim, czyli języku, którym posługiwali się potocznie.
                          Hmm, a która księga Nowego Testamentu była niby pisana po łacinie?

                          Septuaginta to pierwsze tłumaczenie Starego Testamentu na grekę. Zresztą nie istniało wtedy pojęcie "Starego Testamentu" bo tłumaczenia dokonano w II wieku p.n.e. więc nie było żadnego "Nowego Testamentu". Tym bardziej więc Septuaginta nie mogła powstać na zamówienie kościelne.

                          Nie rozumiem też fragmentu: Nowy był częściowo w aramejskim (Kodeks z Qumr
                          > ann), a reszta po łacinie i po grecku.


                          Teraz o Qumran (przez jedno n). Znaleziono tam fragmenty ksiąg starotestamentowych oraz teksty pozabiblijne, ale nic z Nowego. Zresztą manuskrypty z Qumran zawierają oprócz tekstów aramejskich również greckie i hebrajskie. Nie wiem też, skąd okreslenie "Kodeks z Qumran" bo znaleziska nie zawierały jednolitego tekstu, lecz wiele fragmentów różnych tekstów.
        • penelopa40 Re: walki z dzieckiem o naukę- do najmy 14.02.11, 12:47
          z całym szacunkiem, ale niektóre dzieci muszą się uczyć i w szkole i w domu... nauczycielka jest zwyczajna zapewne, a dziecko bywa po prostu mniej zdolne, z jakimiś zaburzeniami lub deficytami ...
          dajesz przykład swojego dziecka, które najwyraźniej wspaniale i szybko uczy się głównie na lekcjach, ot tak cwiczy tabliczkę mnożenia, zadania online i odpowiada na twoje pytania z arytmetyki oraz czyta książkę dziennie! ciesze się z tobą, ale wyobraź sobie, ze dziecko nie łapie wszystkiego na lekcji, nie chce odpowadać na pytania o liczeniu, do czytania można go ewentualnie zmusić z zegarkienm w ręku (na wyraźny nakaz nauczycielski) i co chwila pyta ile jeszcze minut! nie ma ochoty, nie rozumie, nie chce, nie umie sie skoncentrować, odkłada na potem, żadne zadania dla zabawy, ani zabawy dla zadań... trafiają się egzemplarze oporne, uparte, nie lubiące sie uczyć, nienawidzące czytać itd itp a nauczycielka ma ich 30 w klasie i z pewnością nie jest w stanie z każdym pracować indywidualnie...
          i zapewniam, iz praca w domu, włożona przez rodzica, rodzicow i/czy kogoś z zewnątrz - mozolna i wieloletnia, przynosi efekty! albo się to zaakceptuje i tę pracę włoży, albo nie, nie każdemu trafia się bezproblemowe dziecko pod względem szkolnym...
          • najma78 Re: walki z dzieckiem o naukę- do najmy 14.02.11, 14:08
            penelopa40 napisała:

            > z całym szacunkiem, ale niektóre dzieci muszą się uczyć i w szkole i w domu...
            > nauczycielka jest zwyczajna zapewne, a dziecko bywa po prostu mniej zdolne, z j
            > akimiś zaburzeniami lub deficytami ...

            Wymagania musza byc dostosowane do mozliwosci dzieci tych zdolnych, sredniakow i najmniej zdolnych co nie zmienia faktu, ze uczyc powinno sie w szkole a w domu pocwiczyc np. czytanie czy liczenie ale w rozsadnych ilosciach i czasie. Jesli szkoly tego nie spelnia to problem wielogodzinnego odrabiana lekcji (a ma go wielu rodzicow) wciaz bedzie. Kiedy czytam rady o zatrudnieniu osoby do odrabiania z dzieckiem lekcji to jestem zddziwona i lekko zszokowana, bo to dziecko jest dopiero w szkole podstawowej a po za tym ilez musi byc tych lekcji skoro jest tak zniechecone. Moje a corka ma zadania raz w tygodniu i to nie dluzej niz na godzine lub dwie (ta druga to gdy z wlasnej inicjatywy robi rysunek itp.) i 5 dni na to (robimy zazwyczaj w weekend) wiec reszta to nasza inicjatywa, dlatego cwiczymy ale raczej w sposob nieuciazliwy i niezniechacajacy dziecka a przynoszacy efekty - a corka nie jest genialna, ma silne i slabe strony, talenty ale nie jest najlepsza we wszytkim.

            > dajesz przykład swojego dziecka, które najwyraźniej wspaniale i szybko uczy się
            > głównie na lekcjach, ot tak cwiczy tabliczkę mnożenia, zadania online i odpowi
            > ada na twoje pytania z arytmetyki oraz czyta książkę dziennie! ciesze się z tob
            > ą, ale wyobraź sobie, ze dziecko nie łapie wszystkiego na lekcji, nie chce odpo
            > wadać na pytania o liczeniu, do czytania można go ewentualnie zmusić z zegarkie
            > nm w ręku (na wyraźny nakaz nauczycielski) i co chwila pyta ile jeszcze minut!

            Dlatego wazne aby dzieci zachecac i proponowac a nie zmuszac. Cwiczy tabliczke mnozenia nie codziennie a np. 2-3 razy w tygodniu i nie dluzej niz 10-15 minut, czyta codziennie min. 15 minut (tyle wymaga szkola) a reszta to nasza inicjatywa i przymus. Corka jest w szkole od pn-pt od 8.50-15.00 we wtorki do 16.15 ma klub wyszywania, zaraz po tym jedziemy na basen na nauke plywania w domu jestesmy o 17.30. Czyta ok. 20 minut (ona decyzduje kiedy) a reszta to jest jej czas wolny, we srody po szkole idzie do kolezanki i sie bawia a o 17.30 maja godzine gimnastyki w centrum sportowym, w domu jest o 19.00, czyta 20 min. przed snem zazwyczaj. We czwartki konczy o 16.15 bo od 15 maja godzinne przygotowanie do komunii sw. tak wiec 20 minut czytania obowiazkowego plus np. 10-15 minut tabliczki mnozenia, a zadania arytmetyczne w samochodzie kiedy np. jedziemy na zakupy itp. ogolnie pokazanie dziecku mozliwosci wykorzystania wiedzy w zyciu a nie siadanie i sleczenie. Corka ma wiele pomyslow i sama wykonuje rozne rzeczy, ktore zabiera do szkoly, ma na to checi i czas, nie wyobrazam sobie gdyby miala codziennie sleczec 2-3 godziny zmuszana do lekcji. Wolalabym uczyc ja sama, bo co szkola skoro drugie tyle trzeba zrobic w domu?

            > nie ma ochoty, nie rozumie, nie chce, nie umie sie skoncentrować, odkłada na po
            > tem, żadne zadania dla zabawy, ani zabawy dla zadań...

            Nie dziwie sie skoro juz od pierwszej klasy jest tego za duzo, malo interesujace i jest przymus. Dodatkowo wymagania nauczycieli sa wygorowane czesto nie dostosowane do mozliwosci dzieci, wymagania rodzicow podobnie.

            trafiają się egzemplarze oporne, uparte, nie lubiące sie uczyć, nienawidzące czytać itd itp a nauczycielka ma ich 30 w klasie i z pewnością nie jest w stanie z każdym pracować indywi
            > dualnie...

            Tu wlasnie rola szkoly, osob, ktore pisza te programy i organizuja prace - 30 osob w klasie i jeden nauczyciel...


            > i zapewniam, iz praca w domu, włożona przez rodzica, rodzicow i/czy kogoś z zew
            > nątrz - mozolna i wieloletnia, przynosi efekty! albo się to zaakceptuje i tę pr
            > acę włoży, albo nie, nie każdemu trafia się bezproblemowe dziecko pod względem
            > szkolnym...

            Oczywiscie, ze rola rodzicow jest bardzo wazna, ale wszystko zalezy od tego jak sie do tego zabierze i w jaki sposob bedzie dziecko stymulowac. Gdyby moje dziecko mialo codziennie prace domowa do odrobienia i zajmowaloby jej to godzine plus ja dawalabym jej jeszcze dodatkowe zadania do nauczenia to pewnie szybko by to znienawidzila.
            W szkole sa dzieci slabsze i takie ktore maja problemy i pracuje sie z nimi w szkole, indywidualnie lub w malych grupach np. 4-osobowych, ja np. to robie, cwiczymy matematyke albo czytanie itp. to obowiazek szkoly, na rodzicow nie liczymy.
          • morekac Re: walki z dzieckiem o naukę- do najmy 14.02.11, 14:18
            Kiedy czytam narzekania rodziców na to, że szkoła nie pracuje z ich zdolnymi dziećmi, tylko zajmuje się dziećmi poniżej przecietnej, to już nie wiem, dla jakich dzieci jest polska szkoła? Dla przeciętnie przeciętnych? Bo takich nie ma...
            owszem, sa dzieci z deficytami, ale to, co nauczyciele mogą minimalnie zrobić, to zasugerować rodzicom udanie się z dzieckiem do poradni pedagogicznej. Jeśli nauczycielka sądzi, że dziecko nie tyle ma deficyty, co jakieś braki, powinna umowić się dzieckiem i rodzicami na jakieś dodatkowe ćwiczenia. Na pewno łatwiej jest egzekwować pracę domową niż ćwiczenia wymyślone przez rodziców.
            • najma78 Re: walki z dzieckiem o naukę- do najmy 14.02.11, 15:07
              morekac napisała:

              > Kiedy czytam narzekania rodziców na to, że szkoła nie pracuje z ich zdolnymi d
              > ziećmi, tylko zajmuje się dziećmi poniżej przecietnej, to już nie wiem, dla jak
              > ich dzieci jest polska szkoła? Dla przeciętnie przeciętnych? Bo takich nie ma..

              Ja czesto czytam i slysze od znajomych w PL, ze szkola nie pracuje z dziecmi tak jak powinna, ze zbyt wiele trzeba zrobic w domu, bo w szkole nie ma warunkow, nie uwazaja, za duzo dzieci itd. wiec to na rodzica spada duza czesc pracy.

              > owszem, sa dzieci z deficytami, ale to, co nauczyciele mogą minimalnie zrobić,
              > to zasugerować rodzicom udanie się z dzieckiem do poradni pedagogicznej.

              I co ta poradnia pedagogiczna ma zrobic?

              Jeśli nauczycielka sądzi, że dziecko nie tyle ma deficyty, co jakieś braki, powinna u
              > mowić się dzieckiem i rodzicami na jakieś dodatkowe ćwiczenia. Na pewno łatwiej
              > jest egzekwować pracę domową niż ćwiczenia wymyślone przez rodziców.

              Hm, jesli nauczecielka stwierdza iz dziecko nie przyswoilo w stopniu wystarczajacym minimum jakie powinno to przede wszystkim szkola powinna to poprawic. Jesli natomiast dziecko moze miec jakiegos rodzaju zaburzenia to nalezy skonsultowac to z rodzicami i zdiagnozowac problem a potem wspolnie opracowac metody pracy z dzieckiem.
              A jak mozna egzekwowac prace domowa? Jak widac to wcale nielatwe nawet dla rodzicow. Cwiczenia, rozmowy w czasie jaki rodzic poswieca dziecku sa ciekawsze i bardziej rozwijajace dla dziecka niz sleczenie nad dwiema kartkami zadan z matematyki, wypracowaniem i jeszcze paru innymi zadaniami po kilka godzin dziennie. Zazwyczaj jest to ciezki kolejny obowiazek rodzica, a dziecko z jednej pracy przychodzi do drugiej i nie ma juz czasu na nic innego - stad bunt i niechec.
              • morekac Re: walki z dzieckiem o naukę- do najmy 14.02.11, 16:44
                To, ze szkoła nie pracuje tak jak powinna- w każdym razie nie zawsze , to ja wiem.
                Poradnia jako taka nic nie załatwi, ale w przypadku takiej dysleksji chociażby typowe metody stosowane przy nauczaniu są z reguły nie dość że nieskuteczne, to jeszcze bywają szkodliwe. Nauczyciele nie zajmują się diagnozowaniem, niekoniecznie się na tym znają, ale uważam, że łatwiej jest im wyłapać dzieci odstające od normy.
                Co do tego, że jeśli dziecko nie opanowało minimum w wystarczającym stopniu to szkoła powinna się tym zająć - stąd moje zdziwienie, że w szkole nie ma zajęć wyrównawczych. A skoro szkoła nie organizuje tego - to może chociaż nauczycielka powinna się zastanowić, co konkretnie można zrobić...
                BTW: łatwiej jest egzekwowac pracę domową zadaną przez osobę obcą wink. Przynajmniej można usiąść razem z dzieckiem i razem z nim pomarudzić...
                • najma78 Re: walki z dzieckiem o naukę- do najmy 14.02.11, 18:01
                  morekac napisała:

                  > To, ze szkoła nie pracuje tak jak powinna- w każdym razie nie zawsze , to ja w
                  > iem.
                  > Poradnia jako taka nic nie załatwi, ale w przypadku takiej dysleksji chociażby
                  > typowe metody stosowane przy nauczaniu są z reguły nie dość że nieskuteczne, to
                  > jeszcze bywają szkodliwe. Nauczyciele nie zajmują się diagnozowaniem, niekonie
                  > cznie się na tym znają, ale uważam, że łatwiej jest im wyłapać dzieci odstające
                  > od normy.

                  Zgadzam sie z toba. Nauczyciele jako osoby z odpowiednim wyksztalceniem sa w stanie zauwazyc niepokojace symptomy np. dysleksji czy innych zaburzen, diagnozuja specjalisci.

                  > Co do tego, że jeśli dziecko nie opanowało minimum w wystarczającym stopniu to
                  > szkoła powinna się tym zająć - stąd moje zdziwienie, że w szkole nie ma zajęć w
                  > yrównawczych. A skoro szkoła nie organizuje tego - to może chociaż nauczycielka
                  > powinna się zastanowić, co konkretnie można zrobić...

                  Niezaleznie od sytuacji osiagniecie pewnego targetu przez dzieci powinno sie odbywac w szkole bez liczenia na odpowiednia stymulacje przez rodzicow bo to akurat jest ryzykowne (jedni nie beda mieli odpowiednich mozliwosci a inni checi) wiec jesli nie w szkole to gdzie? Niestety metoda rownania wszystkich do jakiejs tez nie metoda, bo np. Zosia uzdolniona humanistycznie powinna dostawac zadania odpowiednie dla jej poziomu i rozwijajace a Stasiu nie radzacy sobie z matematyka nie moze rozwiazywac zadan o np. srednim stopniu trudnosci, ale dostosowanym do swoich umiejetnosci i odpowiednio stymulowanym aby dac mu mozliwosc przejscia na wyzszy poziom. To niestety nie jest standardem czy wymogiem tylko zalezy od nauczyciele i tego czy mu sie chce.

                  > BTW: łatwiej jest egzekwowac pracę domową zadaną przez osobę obcą wink. Przynajm
                  > niej można usiąść razem z dzieckiem i razem z nim pomarudzić...

                  smile
                  • morekac Re: walki z dzieckiem o naukę- do najmy 14.02.11, 22:09
                    Ależ oczywiście, że wyrównywanie braków powinno odbywać się w ramach zajęć wyrównawczych... Tylko że 'pani w tym roku nie prowadzi' takich... Ma też zdaje się jakąś mglistą wizję tego, że jeśli dziecko popracuje w domu więcej (kwadrans? godzinę?) nad pewnymi rzeczami, to z pewnością będzie cudnie.
            • canuck_eh Re: walki z dzieckiem o naukę- do najmy 14.02.11, 16:26
              A dlaczego szkola nie moze pracowac zarowno z tymi ponizej przecietnej jak i tymi zdolnymi?Mam dwojke - jedno zdolne i jakos szkole i nauczycielom nie przeszkadza zorganizowanie dodatkowych zajec na lekcji dla tegoz jak i jedno z dysleksja i temu tez potrzebna pomoc i szkola to potrafi zalatwic.
              I nie liczylabym az tak bardzo na to ze nauczyciele rozpoznaja dysfunkcje u dziecka - im latwiej stwierdzic ze dziecko jest leniwe.Nie mowie ze kazdy nauczyciel taki jest , ale dosc spora ich wiekszosc.
            • jakw Re: walki z dzieckiem o naukę- do najmy 14.02.11, 23:20
              morekac napisała:

              > to już nie wiem, dla jak
              > ich dzieci jest polska szkoła? Dla przeciętnie przeciętnych?
              No więc właśnie - szkoła jest dla dzieci przeciętnie przeciętnych. Dzieci przeciętnie przeciętne nie istnieją. Z czego wynika wniosek : szkoła nie jest dla dzieci...
          • zofijkamyjka Re: walki z dzieckiem o naukę- do najmy 20.02.11, 22:33
            penelopa40 napisała:

            >wyobraź sobie, ze dziecko nie łapie wszystkiego na lekcji, nie chce odpo
            > wadać na pytania o liczeniu, do czytania można go ewentualnie zmusić z zegarkie
            > nm w ręku (na wyraźny nakaz nauczycielski) i co chwila pyta ile jeszcze minut!
            > nie ma ochoty, nie rozumie, nie chce, nie umie sie skoncentrować, odkłada na po
            > tem, żadne zadania dla zabawy, ani zabawy dla zadań... trafiają się egzemplarze
            > oporne, uparte, nie lubiące sie uczyć, nienawidzące czytać itd itp
            O to jest właśnie o mojej córce. Pasuje jak ulał.
    • psycholog.agnieszka.misiak Re: walki z dzieckiem o naukę 12.02.11, 21:42
      Moja koncepcja dotycząca odrabiania lekcji w klasach 1 -3 a szczególnie 1 -2 chyba nie należy do najpopularniejszych. Ale jest poparta doświadczeniem w codziennej pracy terapeutycznej z dziećmi, które nie cierpią się uczyć i są gotowe na wszystko żeby uciec od biurka, tudzież nie dotrzeć do niego wcale.

      Z mojego punktu widzenia (psychologa dziecięcego ale też agnieszki misiak po prostusmile najważniejsze na świecie w początkowym etapie edukacji czyli 1 -3 jest wyrobienie pozytywnego skojarzenia z ... biurkiem, tornistrem, podręcznikami i cała procedurą odrabiania lekcji. Dziecko będzie się uczyć jeszcze wiele lat, fajnie żeby chciało, chciało bo lubi, bo to fajne, ostatecznie nie takie strasznesmile. Jeśli dziecko skojarzy odrabianie lekcji z męczarnią, nudą, krytyką, orką - w szkole 5 h a po szkole kolejne 4, z poczuciem klęski, braku wpływu i sukcesu. To mamy problem, bo na etapie podstawówki możemy dopilnować, ciut przymusić do nauki najbardziej oporne dziecko, które nie lubi i protestuje ale co z gimnazjalistą, który ma zero motywacji wewnętrznej i chęci? Dopilnować i zmusić czternastolatka jest dosyć trudno. Zaręczam, przychodzą do mnie rodzice, którzy wypróbowali róznorodne metody zachęty łącznie z finansowymi (co działa ale środków trzeba miec sporosmile

      Dlatego dla mnie ważniejsze, żeby dziecko było dumne ze swojego szlaczka zamiast ścierania i poprawiania go 4 razy aż będzie idealny. Żeby usłyszało 15 pochwał w ciągu 40 minut odrabiania lekcji zamiast 'o czym ty myślisz', 'po co to piszesz', 'ile jeszcze będziesz siedzieć nad tym'. Nawet jesli naprawdę idzie mu dzisiaj tak sobie. Fajnie jeśli jest dyplom, pochwała, gratulacje - 'Michalina 6 linijek zapisanych, szał i rewelacja, gratuluję ja, pies i chomik'.

      Po drugie: moja koncepcja nie wyklucza faktu, że lekcje są obowiązkiem, który nie zniknie przez najbliższe kilka lat. Więc muszą stać się czynnością nawykową - chodzę do szkoły - odrabiam lekcje.

      jeśli dziecko ma duzy problem żeby usiąść do lekcji (zadanych, nie mówię o dodatkowych - trudno rozważac dodatkowe kiedy jest problem ze zrobieniem opcji podstawowej), prosze spróbowac metody:
      te dzieci, które usiadły do biurka przed 16.00 oglądają wieczorem 30 minut bajki, a wszystkie inne tylko 10 minut. Bajka jest przykładem, zlimitowac można to co dla dziecka ważne, czyli motywujące.

      Fajnie byłoby zadbać o to, żeby nie wołac dziecka do lekcji kiedy jest w połowie ulubionej gry, zabawy - kiedy ja jestem w połowie gotowych na wszystko też mniej chętnie robię zainteresowanym naleśniki.

      Jesli chce Pani zacząć o 16.00 - dyskretnie dbamy żeby od 15.30 wygaszać atrakcyjne zajęcia - łatwiej usiąść do biurka od rozmowy z mamą niz od lego.

      Pisze Pani, że córce nie zależy
      naprawdę rzadko jest tak, że dzieciom nie zależy, szczególnie kiedy wiedzą, ze rodzicom zalezy bardzo, nikt nie chce rozczarować mamy. Ale kiedy czuję,

      że mi nie idzie, że zazwyczaj rozczarowuję wszystkich, że innym idzie lepiej ... to zaczynam zachowywac się tak jakby mi nie zależało. Wtedy odnoszę porażki nie dlatego, że jestem słabsza, że nie umiem tylko dlatego że mi się nie chce. Przyzna Pani, że łatwiej myślec o sobie: nie uczę się, nie dostaję piątek, nie odrabiam lekcji bo tak, bo mi się nie chce, bo mi nie zalezy niż bo nie daję rady.

      pozdrawiam

      Agnieszka Misiak, Łódź
      • zofijkamyjka Re: walki z dzieckiem o naukę 12.02.11, 22:13
        Dziękuję bardzo za cenne uwagi. Byłoby pięknie gdyby córka wracała do domu o 15.30. Ale niestety przed 16.00 bywa w domu sporadycznie. Tak że lekcje zaczynamy /jak dobrze pójdzie po szeregu namów, przekonywań, że juz późno/ok.17.00 a kończymy niejednokrotnie nie wcześniej niż o 20.00. I to nie dlatego, że jest tak duzo zadane! Przy tym wszystkim córcia jest mistrzynią świata we wszelkiego rodzaju manipulacjach, wymówkach, udawaniu, że coś robi, udawaniu że zmęczona, że pić się strasznie chce, albo jeść, albo coś jeszcze innego. Nigdy od poczatku edukacji nie zależało jej na tym, żeby zrobić szybko i mieć spokój. W tej sytuacji naprawdę trudno mi jest ją pochwalić, chociaz bardzo bym chciała. My toczymy ciągłe wojny o czas.
        • morekac Re: walki z dzieckiem o naukę 12.02.11, 23:14
          Przy tym wszystkim córcia jest mistrzynią świata we wszelkiego rod
          > zaju manipulacjach, wymówkach, udawaniu, że coś robi, udawaniu że zmęczona, że
          > pić się strasznie chce, albo jeść, albo coś jeszcze innego

          Skoro dziecko wraca do domu po 16-tej, ma chyba prawo być zmęczone, głodne i złe?
          A odrabianie lekcji przez 3h mija się z celem i nie ma prawa być przyjemne dla padniętego 8-latka.
          A skoro wraca do domu o 16-tej, chyba należy jej się chwila na powitanie z lalkami i misiami i ogólną regenerację?
          • zofijkamyjka Re: walki z dzieckiem o naukę 20.02.11, 21:12
            morekac napisała:

            > A skoro wraca do domu o 16-tej, chyba należy jej się chwila na powitanie z lalk
            > ami i misiami i ogólną regenerację?

            Dokładnie tak! Przecież napisałam że nie siada wcześniej niz o 17.00, często później a im póżniej tym gorzej niestety
        • psycholog.agnieszka.misiak Re: walki z dzieckiem o naukę 12.02.11, 23:22
          hmm, na początek proponuję taki przepis:

          1. przed lekcjami info: wiem, że czasem nam nie idzie to odrabianie i się złościsz ale ja lubię z tobą posiedzieć i być, nawet jak się czasem się złościmy obie, i tak lubię'

          2. przerwa w trakcie odrabiania lekcji albo a. kiedy zauważy pani pierwsze objawy zmęczenia (rozglądanie się , kombinowanie, zagadywanie itp - doskonale znane komunikaty) b. co określony czas - na oko proszę ocenić ile dziecko pracuje we względnym skupieniu, jeśli 15 minut - przerwa co 15 minut. przerwa trwa 4 minuty i można na niej do wyboru: kanapka (wczesniej przygotowana), konkurs na najgłupszą minę, sikanie i 5 przysiadów. Wymyślam teraz, chodzi o to zeby dziecko dostało ograniczony wybór i w trakcie przerwy nie dopadło komputera.

          3. kiedy Pani jest blisko czerwonej kreski - wkurzona dość - przerwa.

          4. ma Pani przed sobą pustą kartkę i za każdą pochwałę stawia pani sobie kropkę - 2 h odrabiania lekcji - 20 pochwał - 2o kropek.
          Nie wychwala Pani pod niebiosa, nie zmyśla - jest adekwatna. Pochwała nie za super odrobione zadanie ale za to, że zaczęła, że fajnie powiedziała, że coś wymysliła, ZA DROBIAZGI, to jest Pani praca domowa, 20 drobnych pochwał bez ironii i sarkazmu

          fajną kredkę dobrałaś, lubie twoje wyczucie koloru
          sama przeczytałas polecenie
          zostało juz tylko pół zadania, bardzo jestem dumna, że tak to fajnie machnęlaś
          jesteś dzielna dziewczyna, wiem, żę nie lubisz literek - i dzielnie smarujesz
          fajnie, że sama decydujesz co odrabiamy

          5. wprowadzamy zasadę: od dzis masz jedną bajkę wieczorem, za każde 10 minut bez wiercenia i kombinowania dodtakowe 3 minuty bajki / komputera. Albo inny wariant za każde 10 minut faktycznej pracy (na mairę możliwości Pani córki oczywiście) masz 1 punkt, punkt możesz wymienic na 5 minut TV, komputera, kostkę czekolady.
          Punkty mozna zbierać i za 15 uzbieranych jest wieczorem super pochwała i nagroda w postaci... (nie proponuję finansowych raczej zwiększony dostęp do przywilejów)

          Proszę spróbować przez tydzień i powiedziec gdzie były trudności.
          jeśli dziecko w 2 klasie odrabia lekcje codziennie przez 3 godziny - to nie rokuje dobrze, bo okropnie zniechęca do nauki i zastanawia mnie co można zadac ośmiolatce na 3 godizny pracy?

          I jeszcze jedna uwaga, używa pani określenia 'walczymy' proszę pomyśleć jakie nastawienie za tym idzie i jaki zestaw uczuć. Ja nie oceniam, jestem daleka od oceniania i wyobrażam sobie Pani zmęczenie
          Ale jak idzie Pani na spotkanie z myślą 'muszę z nim walczyć' albo 'chcę się dogadać' to ma Pani pewnie inne nastawienie, innych słów uzywa i ma też inną energię i ... cierpliwośc.
          smile
          pozdrawiam

          Agnieszka Misiak, Łódź
          • zofijkamyjka Re: walki z dzieckiem o naukę 20.02.11, 21:53
            Dzięki za konkretne przykłady, szczególnie ten z kropkami mi się spodobał, bo naprawdę bardzo chciałabym ją chwalić ale czasem po jednej pochwale muszą wystąpic ze dwie nagany lub pośpieszenie czy sprowadzenie na ziemię z jakichś obłoków.
            Teraz ferie - mamy luz smile
            • morekac Re: walki z dzieckiem o naukę 20.02.11, 22:15
              muszą wystą
              > pic ze dwie nagany
              a kto powiedział, że muszą? Dlaczego uważasz, że musisz ją ganić? Za co?
              jeśli chcesz pośpieszyć - możesz włączyć stoper i niech się córka wyrabia w czasie. Chwalisz, jak się wyrobi, chwalisz, że dzisiaj jedna linijka zajęła jej mniej czasu niż wczoraj. Jeśli się nie wyrabia - trudno, pomijasz milczeniem, ale nie ganisz.
              Jeśli coś tam naknociła w zadaniu - to też możesz powiedzieć: tu jest dobrze, tu super... ojej, ale chyba tutaj się pomyliłaś.
              • zofijkamyjka Re: walki z dzieckiem o naukę 20.02.11, 22:27
                morekac napisała:

                > muszą wystą
                > > pic ze dwie nagany
                > a kto powiedział, że muszą? Dlaczego uważasz, że musisz ją ganić? Za co?

                np. za to że nagle odmawia jakiejkolwiek współpracy i zmienia zasady przed chwilą wprowadzone.
                • morekac Re: walki z dzieckiem o naukę 20.02.11, 23:16
                  nagle odmawia jakiejkolwiek współpracy
                  trucie raczej nic nie da - mam wrażenie,że być może twój model ucznia się zawiesza i wymaga restartu... Moja starsza córka przez długie lata zawieszała się po jakimś kwadransie odrabiania lekcji. Dostawała 3 minuty 'postoju technicznego' , trochę poskakała i wracała do lekcji.Potem wyrosła...

                  zmienia zasady przed chwi
                  > lą wprowadzone.
                  tu zamiast ganić, mówisz po prostu "umawiałyśmy się inaczej'.
                  Przy czym lepiej jest ustalić (tj.przedyskutować je z dzieckiem - może ma swoje pomysły na odrabianie lekcji - wcale nie muszą być gorsze niż twoje) raz zasady (z mozliwością niewielkich modyfikacji w początkowym okresie ich stosowania), a nie ustalać jej 'przed chwilą'. Bo to jest raczej brak konsekwencji jak zasady.
                  • zofijkamyjka Re: walki z dzieckiem o naukę 21.02.11, 20:08
                    > Przy czym lepiej jest ustalić (tj.przedyskutować je z dzieckiem - może ma swoje
                    > pomysły na odrabianie lekcji - wcale nie muszą być gorsze niż twoje) raz zasad
                    > y (z mozliwością niewielkich modyfikacji w początkowym okresie ich stosowania),
                    > a nie ustalać jej 'przed chwilą'. Bo to jest raczej brak konsekwencji jak zasa
                    > dy.

                    no ustalamy właśnie wspólnie po zorientowaniu sie ile tego ma co robi najpierw, za jaki czas przerwa itd. Niestety nasze umowy są przez nią często ignorowane.
                    • morekac Re: walki z dzieckiem o naukę 21.02.11, 22:01
                      tego ma co robi najpierw,
                      > za jaki czas przerwa itd. Niestety nasze umowy są przez nią często ignorowane.
                      IMHO: to nie są żadne zasady. Zasady są stałe, a tu jest tylko na bieżąco ustalana strategia odrabiania bieżących lekcji. Strategia jak strategia - ma być skuteczna, a nie- niewzruszona.
                      Mam wrażenie, że za bardzo się wtrącasz dziecku w jego pracę - bo to jest jej praca i to ona powinna to zrobić. Sama. Co z tego, że ustalacie, że najpierw robi to czy tamto, skoro ona w trakcie zmęczy się liczeniem i wskazana byłaby albo wcześniejsza przerwa albo zmiana charakteru rozwiązywanych zadań. Być może za bardzo jest sterczysz nad głową.
                      A tak wogóle to zajrzyj na ten wątek - wprawdzie dziecko ciut starsze, ale zdaje się, że dobrze się skończyło.
                      forum.gazeta.pl/forum/w,575,100280773,,Masakra_pt_Witaj_Szkolo_.html?v=2
                      • zofijkamyjka Re: walki z dzieckiem o naukę 22.02.11, 18:30
                        morekac napisała:

                        > IMHO: to nie są żadne zasady. Zasady są stałe, a tu jest tylko na bieżąco ustal
                        > ana strategia odrabiania bieżących lekcji. Strategia jak strategia - ma być sku
                        > teczna, a nie- niewzruszona.

                        Ale co Ty w zasadzie uważasz za stałe zasady przy odrabianiu lekcji?

                        > Mam wrażenie, że za bardzo się wtrącasz dziecku w jego pracę - bo to jest jej p
                        > raca i to ona powinna to zrobić. Sama. Co z tego, że ustalacie, że najpierw rob
                        > i to czy tamto, skoro ona w trakcie zmęczy się liczeniem i wskazana byłaby albo
                        > wcześniejsza przerwa albo zmiana charakteru rozwiązywanych zadań. Być może za
                        > bardzo jest sterczysz nad głową.

                        Włąśnie problem w tym, że ja nie chciałabym jej sterczeć w ogóle nad głową ale im mniej się wtrącam tym jest gorzej. Lekcje ciągna się w nieskończonośc, w trakcie jest dużo ważniejszych rzeczy do zrobienia - a to pić, a to jeść, a to kupa, a to zatemperowanie kredek, a to ułożenie flamastrów, a to zajrzenie do jakiegoś schowka w biurku itd. itp...... zadane ćwiczenia? są w danej chwili najmniej ważne. Jak już nad nimi zasiądzie to tempo ma żółwia, ziewa, robi się natychmiast zmęczona i śpiąca wink
                        • morekac Re: walki z dzieckiem o naukę 22.02.11, 19:40
                          Jest jedna podstawowa zasada: lekcje muszą zostać odrobione. Zasadą nr 2 może być, że do lekcji dziecko siada o stałej godzinie.

                          > Włąśnie problem w tym, że ja nie chciałabym jej sterczeć w ogóle nad głową ale
                          > im mniej się wtrącam tym jest gorzej
                          A gdybyś jej wcale nie sterczała nad głową? Z tego co pisałaś, to raczej niekomfortowo się czuje z nieodrobionymi lekcjami... Pojdzie z nieodrobionymi raz czy drugi to może dotrze do niej, że jednak nie jest to takie fajne? A może ocknie się i odrobi lekcje szybciutko, bo nie będzie miała więcej czasu?
                          A to że odrabia 3 godziny? Jeśli sposoby z minutnikiem czy stoperem nie pomogą - to ja bym to zostawiła. Może ona po prostu musi sobie znaleźć swój sposób na odrabianie lekcji. To zajmuje trochę czasu...

                          w tra
                          > kcie jest dużo ważniejszych rzeczy do zrobienia - a to pić, a to jeść, a to kup
                          > a, a to zatemperowanie kredek, a to ułożenie flamastrów, a to zajrzenie do jaki
                          > egoś schowka w biurku itd
                          To nie są ważniejsze rzeczy, to raczej sposób na odwleczenie w czasie nielubianej czynności.
                          Mam znajomą, która na zdawanie egzaminu na studiach brała 3 dni wolnego - pierwszego sprzątała cały dom, drugiego gotowała obiady na kilka dni, a trzeciego wreszcie zabierała się za naukę...
                          • zofijkamyjka Re: walki z dzieckiem o naukę 22.02.11, 19:58
                            morekac napisała:

                            > Jest jedna podstawowa zasada: lekcje muszą zostać odrobione. Zasadą nr 2 może b
                            > yć, że do lekcji dziecko siada o stałej godzinie.

                            Toś wymyśliła mądrość z tą zasadą nr 1 wink jesli chodzi o zasadę nr 2 to włąsnie pisze o tym że ta zasada jest notorycznie łamana przez moje dziecko, naginana, przesuwana. Co mam zrobić? uwiązać ja o 17.00 do krzesła??? to zresztą i tak nic nie da.

                            > A gdybyś jej wcale nie sterczała nad głową? Z tego co pisałaś, to raczej niekom
                            > fortowo się czuje z nieodrobionymi lekcjami...

                            Gdybym jej nie kontrolowała to ona ok.20.30 jakby poczuła sie juz zmęczona przypomniałaby sobie że ma lekcje nieodrobione.... Szybkie odrobienie lekcji w jej przypadku nie wchodzi w ogóle w grę wink Byłby płacz, histeria i autentyczna rozpacz. Przetestowałam, wiem, dziękuję, wolę pokontrolować!!

                            > To nie są ważniejsze rzeczy, to raczej sposób na odwleczenie w czasie nielubian
                            > ej czynności.

                            Ja akurat wiem to najlepiej, tego mi nie tłumacz. Wiem że robi co może żeby odwlec lekcje. Acha, i jest w tym niezła naprawdę wink
                            • jakw Re: walki z dzieckiem o naukę 06.03.11, 08:28
                              zofijkamyjka napisała:

                              > Gdybym jej nie kontrolowała to ona ok.20.30 jakby poczuła sie juz zmęczona przy
                              > pomniałaby sobie że ma lekcje nieodrobione.... Szybkie odrobienie lekcji w jej
                              > przypadku nie wchodzi w ogóle w grę wink Byłby płacz, histeria i autentyczna roz
                              > pacz. Przetestowałam, wiem, dziękuję, wolę pokontrolować!!
                              >
                              Gdy kiedyś moja starsza , wtedy bodaj w II czy III klasie, nagle o 21:30 "przypomniała sobie", że jednak było coś zadane (wcześniej na pytanie o lekcje uparcie twierdziła, że nic nie było; możliwe, że nie chciało jej się sprawdzić) - i to dość dużo, po prostu kazaliśmy jej iść spać, informując, że to nie jest pora do odrabiania lekcji. Polała łzy, że będzie miała nieodrobione lekcje (dla niej to był obciach totalny) i zaczęła wyciągać wnioski na przyszłość...
                              Zna się twoja córka na zegarku?
                • yula Re: walki z dzieckiem o naukę 21.02.11, 00:27
                  W takim przypadku, lepiej usiąść razem z córką i raz ustalić zasady które będą przestrzegane przez dłuższy czas, napisać je na kartce i powiesić nad biurkiem. Jak w praniu wyjdą jakieś modyfikacje, to zmodyfikować i znowu powiesić. Masz wtedy podstawę do powiedzenia, umowa była inna i jej przestrzegamy. Mam synka który również nie garnie sie do szkoły, wręcz jej nie cierpi, i jedyne co działa na niego to ustalone zasady.
                    • morekac Re: walki z dzieckiem o naukę 21.02.11, 21:45
                      Mam wrażenie, że młoda ma za dużo. Siedzi 'w pracy' dłużej od ciebie, wraca późno, czasem ma angielski. Stąd zapewne było też pytanie o nocny wypoczynek. Ona nie ma czasu na pobawienie się i pobycie w domu, po prostu jest zmęczona.
                      Czy jest jakakolwiek opcja, że ktoś może ją odbierać wcześniej?
                      • zofijkamyjka Re: walki z dzieckiem o naukę 22.02.11, 18:18
                        morekac napisała:

                        > Mam wrażenie, że młoda ma za dużo. Siedzi 'w pracy' dłużej od ciebie, wraca pó
                        > źno, czasem ma angielski.

                        Za dużo? Myślę że ma mniej niz jej koleżanki, rówieśniczki. Większość dzieci z jej klasy wraca do domu o podobnej porze, rodzice pracują do 16, 17. Z zajęc dodatkowych ma tylko 2 godziny angielskiego tygodniowo, który zresztą bardzo lubi. W świetlicy nie pracuje cięzko tylko bawi się z koleżankami. Zresztą ona ma ogólnie sporo energii w domu po szkole. Jedynie lekcje powodują u niej totalne znużenie i znudzenie.
            • jakw Re: walki z dzieckiem o naukę 06.03.11, 08:19
              zofijkamyjka napisała:
              > naprawdę bardzo chciałabym ją chwalić ale czasem po jednej pochwale muszą wystą
              > pic ze dwie nagany lub pośpieszenie czy sprowadzenie na ziemię z jakichś obłokó
              > w.
              Ale w przykładach chyba nie było nic o ganieniu, prawda? Ogranicz się do chwalenia. "Widzisz, ostatnio idzie nam to odrabianie lekcji ciut szybciej i masz więcej czasu, prawda?" zamiast "Znowu odrabiałaś lekcje przeszło 1,5 godziny".
        • morekac Re: walki z dzieckiem o naukę 13.02.11, 09:23
          W tej sytuac
          > ji naprawdę trudno mi jest ją pochwalić, chociaz bardzo bym chciała.
          Szkoda, że tak myślisz. Bo pochwalić można nawet za to, że zasiadła do lekcji po 5 minutach twojego gderania, a nie po 15-tu wink.
          Myślę, że możesz się zastanowić nad:
          1.poprawą odrabiania lekcji w domu
          2. odrabianiem lekcji w ramach świetlicy
          3. znalezieniem osoby, która odbierze dziecko ze szkoły wcześniej i odrobi z nim lekcje
          Ad 1: być może inny domownik byłby lepszy jako nadzorca niewolniczej pracy polegającej na odrabianiu lekcji.
          Jeśli dziecko wraca ze szkoły o 16-tej, ma prawo być zmęczone i należy jej się godzina odpoczynku. Podejrzewam, że również podwieczorek. Zamiast zapędzać ją do lekcji od 16-tej do 17-tej zostaw jej chwilę na regenerację sił i zabawę.
          Jeśli dziecko łatwo się rozprasza, biuro powinno być puste.
          Jeśli widzisz, że dziecko przestaje kontaktować, zarządzasz krótką przerwę.
          Pozwalasz dziecku zrobić zadanie i dopiero potem sprawdzasz. Nie wtrącaj się co chwilę z "a jest koślawe, popraw", "hałas pisze się przez samo h", "ja bym to zdanie napisała tak"
          To rozprasza i demotywuje.
          Co do dodatkowych ćwiczeń czytania i pisania - zapytaj nauczycielkę, jak ona to sobie wyobraża. Moim zdaniem nie powinno to przekraczać kwadransa.Czytanie można przenieść na wieczór - czytasz córce książkę, ale część czyta ona. Czytajcie to, co ona chciałaby czytać.
          • zofijkamyjka Re: walki z dzieckiem o naukę 20.02.11, 22:04
            morekac napisała:

            > Myślę, że możesz się zastanowić nad:
            > 1.poprawą odrabiania lekcji w domu

            Włąśnie się zastanawiam

            > 2. odrabianiem lekcji w ramach świetlicy

            Jest podobny problem, wymiguje się, ma inne ciekawsze zajęcia a jak wspomniałam jest niezłą manipulantką.

            > Ad 1: być może inny domownik byłby lepszy jako nadzorca niewolniczej pracy pole
            > gającej na odrabianiu lekcji.

            Zostałam sama na tym placu boju smile Innym idzie jeszcze gorzej

            Ponadto biurko jest puste, przerw to ja jej zarzadzać nie musze bo ona sobie sama je robi, ja je raczej je skracam, te trzy godziny lekcji wynikaja właśnie z licznych przerw.
        • jakw Re: walki z dzieckiem o naukę 13.02.11, 09:48
          Ja w podobnej sytuacji ze starszą (2 semestr I klasy) zastosowałam metodę: "masz 2 minuty na napisanie tej linijki". Włączyłam minutnik i siedziałam obok. I chwaliłam jak się zmieściła w tym czasie. Pomiędzy pisaniem kolejnych linijek mogła trochę pomarudzić. Dość szybko czas odrabiania lekcji skrócił się z 2-3 godzin do pół godziny. A potem miała czas wolny i zaczęła doceniać to, że szybko uporała się z lekcjami.
          Acha, jeśli córka wraca do domu o 16 to daj jej trochę odsapnąć po szkole. Zamiast przez godzinę męczyć ją marudzeniem "lekcje!" ustalcie, że np. o 17.15 za te lekcje się bierzecie - i o np. 17.10 je jabłko, popija, robi siusiu (żeby mniej wymówek było) i do tych lekcji siada.
          Btw nie ma w świetlicy (o ile korzystacie) żadnego zorganizowanego odrabiania lekcji?
          • zofijkamyjka Re: walki z dzieckiem o naukę 20.02.11, 22:09
            Chyba będę musiała popróbować z tym minutnikiem a odsąpnąć po szkole jej daję ale zaczęłam się zastanawiać czy tego włąsnie nie zmienić bo to sie wszystko potem tak odwleka w czasie a im później tym jest gorzej.
        • katriel Re: walki z dzieckiem o naukę 21.02.11, 00:23
          > Dziękuję bardzo za cenne uwagi. Byłoby pięknie gdyby córka wracała do domu o 15
          > .30. Ale niestety przed 16.00 bywa w domu sporadycznie.

          A co ona robi tyle czasu poza domem? Bawi się na podwórku, siedzi w świetlicy,
          ma zajęcia dodatkowe?

          O której wstaje i o której chodzi spać?

          Ja w tym wieku wracałam ze szkoły o 13, a do lekcji siadałam o 19:30. Bo wcześniej
          szkoda dnia na naukę: trzeba było się wybawić na dworze, póki jasno, obejrzeć
          popołudniowe programy dla dzieci, pomóc przy kolacji. Do odrabiania lekcji brałam
          się wypoczęta, ze świeżą głową, to i mogłam to zrobić szybko i sprawnie. Jakby mnie
          ktos zmuszał do siadania do książek w godzinę czy dwie po powrocie ze szkoły,
          zmęczoną i stęsknioną za zabawą, to też bym pewnie siedziała w nieskończoność
          i pracowała nieefektywnie.

          • zofijkamyjka Re: walki z dzieckiem o naukę 21.02.11, 20:18
            katriel napisała:

            > A co ona robi tyle czasu poza domem? Bawi się na podwórku, siedzi w świetlicy,
            > ma zajęcia dodatkowe?

            Jest w świetlicy po szkole i nie opuszcza jej wcale jako ostatnia. W świetlicy lubi przebywać wink i dobrze sie tam bawi, jest bardzo towarzyska

            > O której wstaje i o której chodzi spać?

            Jak idzie na ośmą to wstaje ok 7.30. Chodzi spać ok.21.00. Czemu pytasz?
            • katriel Re: walki z dzieckiem o naukę 23.02.11, 23:41
              > Czemu pytasz?
              O której chodzi spać - bo byłam ciekawa, ile jej zostaje na "życie w domu", jak
              posiedzi nad lekcjami do 20. O której wstaje - chyba z rozpędu (a trochę po to,
              żeby ocenić, jak bardzo może być zmęczona i śpiąca wieczorem).

              Rozumiem, że towarzyskość wyklucza odrabianie lekcji w świetlicy (naprawdę
              rozumiem). W takim razie serio sugerowałabym opcję przeciwną, to znaczy
              odrabianie lekcji w ostatnim możliwym momencie. Nie wiem, ile ma zadawane,
              ale to dopiero druga klasa, więc pewnie godzina powinna wystarczyć. A skoro
              tak, to równie dobrze może je odrabiać np. od 19 do 20, prawda? Może do tego
              czasu ochłonie, wyciszy się i bedzie jej łatwiej. Tylko potrzeba, żebyś przez te
              trzy godziny od 16 do 19 nie wspominała ani słowem o lekcjach. Ewentualnie
              jedno kontrolne pytanie na początku, czy ma cos specjalnego zadane (co akurat
              wyjatkowo zajmie więcej czasu albo wymaga skoczenia do sklepu).

              To nie musi rozwiazać problemu, ale moze warto wypróbować. Przez tydzień,
              moze dwa. Jeśli w godzinę nie skończy - trudno. Mozna dać jeszcze kwadrans,
              potem idzie do szkoły z nieodrobionymi. (Dokładnie tak: odrobić lekcje to jej
              obowiazek, a mieć odrobione to jej interes. Jak się guzdrze odrabiając, to ty jej
              za karę zabraniasz dalszego odrabiania lekcji. Tobie zalezy żeby ona sprawnie
              i starannie pracowała, a nie żeby miała odrobione lekcje.)
      • vatum wydrukowałam sobie 10.03.11, 13:40
        i powieszę przy biurku.. bo po pracy często jest sie zbyt zmęczonym i rozdrażnionym z głodu czy problemów by pamiętać o naszym kochanym biedactwie i jego codziennych biurkowych torturach wink
        Moja zrobi wszystko byle by tylko nie robić lekcji. Przede wszystkim jest zmęczona, zbyt zmęczona by dotrzeć do biurka...
        Dziękuję.
    • mamusia1999 Re: walki z dzieckiem o naukę 13.02.11, 17:28
      do wielu madrych i sprytnych uwag dodam swoje trzy grosze - w temacie siadania do lekcji.

      w szkole nauczycielka na pewno ma jakis system konsekwencji za nieodrobione zadania - u nas (1kl. 6latkow) sa to smutne buzki, za trzy buzki z tego samego przedmiotu trzeba zostac po lekcjach i odrobic wszystkie zaleglosci.

      mysle, ze szkola to jeden z ulubionych tematow na probe sil miedzy rodzicami a dzieciakiem. bo rodzicom zalezy i dzieci to wiedza. i nie ma to jak...odpuscic. jak w przeciaganiu liny - jak sie nagle poddasz to przeciwnik sobie pupe mocno potlucze wink sek w tym, zeby sobie pupe jakos potlukl. wiec upewnij sie, ze COS w szkole spotka twoja corke jesli nie odrobi zadania, mozesz nawet sie umowic z nauczycielka, ze odpuszczasz na probe. i luzik (chociazby pozorny) : nie chcesz, to nie odrabiaj. u nas dziala jak z podrecznika: dopoki naciskam to Mlody sie jezy, jak odpuszczam to zgrzytajc zebami jednak siada.

      w temacie czytania u nas jest "formalna" umowa na papierze miedzy uczniem a nauczycielka: kazdy uczen podpisal, ze bedzie czytal od 5 do ponad 15min. dziennie. na umowie jest kalendarz, kazdy dzien sie koloruje w zaleznosci od dlugosci czytania (5, 10, 15, wiecej niz 15). pod koniec miesiaca za kazde 7 dni jest listek z imieniem dziecka przypinany do drzewa wywieszonego w klasie. w tym koncepcie jest wiele czynnikow motywojacych - ale rowniez zero pozywki do spierania sie z rodzicami, uklad redukuje sie do "uczen-nauczyciel", a to zawsze lepiej niz trojkat z udzialem mamy.

      i nie dziw sie czasem, ze bedzie ci trudno o ten luzik wink mnie to zabralo 5 lat kariery szkolnej Mlodej, a i tak matematyki nie odpuszczam....tak dalece jakbym mogla.
      • zofijkamyjka Re: walki z dzieckiem o naukę 20.02.11, 22:21
        mamusia1999 napisała:

        > u nas dziala jak z podrecznika: dopoki naciskam to Mlody
        > sie jezy, jak odpuszczam to zgrzytajc zebami jednak siada.
        Cos w tym jest tylko że moja córka nie chce iśc do szkoły z nieodrobionymi lekcjami, bała by się. Więc będzie przeciągać ile sie da to odrabianie lekcji a potem płacz i histeria /całkiem szczera/bo ona ma lekcje nie zrobione.

        System z drzewkiem fajny pod warunkiem, że dzieci uczciwie kolorują tyle ile czytają, inaczej moga się nauczyć że np. kłamstwo im się opłaca wink
        • mamusia1999 Re: walki z dzieckiem o naukę 23.02.11, 11:42
          booosze, nie chce isc do szkoly bez odrobionych lekcji? toz to cudownie ! moje jednak musialy wyprobowac ta opcje, zanim sie pogodzily z losem.
          nie wiem jaki macie tryb zycia, ale kiedys przeciez konczycie dzien?
          owszem takiemu pocztakujacemu uczniowi nalezy sie jeszcze "ramowka" od rodzicow - wskazowki : teraz jest czas na lekcje, robi sie pozno...., o 17.00 idziemy na basen i potem jest za pozno na lekcje itp. ale goraco namawiam: nie wiecej. w sezonie dobrze dziala: mozesz wyjsc na plac zabaw po odrobieniu lekcji. moje mogly siedziec cale popoludnie za biurkiem. na histerie musisz zamknac uszy, pocieszyc: przykro mi, ze ci nie wyszlo, jutro wez moje wskazowki pod uwage i bedzie OK , a teraz idz spac. wytrzymaj ten lament i juz. moja rzucala zeszytem prze caly korytarz jak jej po 19.00 matematyka nie wychodzila.
          jesli twoja pomoc jest absolutnie konieczna, to tym bardziej mozesz sie uprzec: teraz mam czas dla ciebie, teraz juz czasu nie mam
          uwierz mi, cale to brimborium z namawianiem i histeria podswiadomie satysfakcjonuje dziecko i tej satysfakcji trzeba je pozbawic.
          organizacja czasu to kluczowa kompetencja zdobywana na pocztaku ksztalcenia.

          drzewko: na tym poziomie dzeiciaki maja czytac glosno, wiec rodzic ma oglad ile czytalo a ile pokolorowalo.
    • allija Re: walki z dzieckiem o naukę 15.02.11, 01:03
      II klasa to nie jest jeszcze jakis specjalnie wyrafinowany program. To co dzieci tam robią na pewno tobie nie sprawi żadnej trudności i z latwoscią możesz małej pomoc - zrób z tego zabawę. Myslę, ze wtedy córka chętniej bedzie się do tych lekcji zabierała - wspólnie z tobą. Myślę też że i wyniki po jakimś czasie będzie miała lepsze co moze ją jeszcze bardziej zmotywować a tobie z czasem wycofywać się z tego rodzaju pomocy.
      Przy okazji będziesz widziała gdzie mała ma braki /o ile ma/, gdzie potrzebuje pomocy, jakiej.
      I oczywiscie - chwalić, za wszystko i cokolwiek sie uda.
      • mamusia1999 Re: walki z dzieckiem o naukę 15.02.11, 11:15
        z osobistego doswiadczenia poddaje pod rozwage: jak sie raz zacznie taka wspolna nauke, to pozniej nie bardzo wiadomo kiedy skonczyc. im blizej "dalszej" szkoly tym wazniejsze sa efekty i wtedy trudno sie wylaczyc. potem w tej dalszej szkole warto dobrze wystartowac, stres zwiazany ze zmiana i tez wydaje sie matce, ze akurat teraz to musi wspierac.

        ja oczywiscie sprawdzam 6latkowi zrobione zadania, pokazuje ew. co policzyl zle. jesli widze kompletne niezrozumienie tematu (tak bylo z dzialaniami odwrotnymi) to raz tlumacze. ale nie siadam z nim na fest, regularnie do zadan. jesli czegos by kompletnie nie jarzyl, albo zacial sie na amen (ostatnio za nic nie mogl wymyslic, ze na obrazku jest sluzacy a nie kelner) to wole poslac do szkoly bez zadania - zeby nauczyciel widzial, ze jest kwestia
        • allija Re: walki z dzieckiem o naukę 16.02.11, 00:42
          osobiście to ja nigdy z dziećmi nie siedziałam przy lekcjach, ani w I klasie, ani w VI czy wyższych. Ale moje dzieciaki same brały sie za lekcje, im nizsza klasa tym chętniej, bez zaganiania.
          Tu chęci nie ma więc jakos trzeba dziecko zmotywować a poza tym znaleźć powód tej niechęci. Będąc tylko obok chyba trudniej to zrobić.
        • yula Re: walki z dzieckiem o naukę 21.02.11, 00:37
          Jak szkoła nie radzi sobie z uczeniem to niestety rodzic musi to przejąć w ten czy inny sposób. Bo jak teraz dziecko nie załapie podstaw to później będzie mu ciężko. Ja staram sie pilnować by rozumiał materiał, ale mój starszak to osobna historia, tak naprawdę zwykłego ucznia będę miała za rok, zobaczymy jak to będzie smile
          • mamusia1999 Re: walki z dzieckiem o naukę 23.02.11, 14:52
            sama jestem ofiara tego dylematu, niestety. zaczelam czuwac nad matematyka na rok przed "selekcja" ( u nas 4kl.) teraz - 2 lata po, w nowej szkole dalej jestem wspolautorem tej oceny. Mloda wlasnie po raz drugi od 3,5 lat samodzielnie przygotowala sie do klasowki, pierwsze podejscie skonczylo sie... srednio na jeza, ale i tak ja pochwalilam za ta samodzielna nauke. i jakby co, to pogodze sie z ocena srednia na jeza - chociaz wiem, ze pod nadzorem i naciskiem potrafi lepiej opanowac material. i o dziwo wcale mi tak trudno nie bedzie, bo widze, ze te nieszczesne klasowki z matmy przestaly byc plachta na byka.
    • jola_ep Re: walki z dzieckiem o naukę 22.02.11, 20:26
      Piszesz, że nie masz jej za co pochwalić... To źle. Naprawdę.

      Czy trzy godziny zajmuje jej odrabianie lekcji zadanych przez panią? Ile tego jest?
      Moja córa w pierszej/drugiej klasie odrabiała średnio 10 minut, przy czym około pół godziny zajmował jej ryk: jak jej się nie chce, jakie to potwornie trudne i dlaczego musi... Im zadanie wydało jej się trudniejsze, tym dłużej ryczała.

      Czytanie: nie ćwiczyliśmy czytanek. Wiem. Źle... Ale pani była dość sensowna, a moja córa miała bardzo duże problemy z nauką czytania. Dlatego ćwiczyłam z nią czytanie w ramach wieczornej lektury fajnych książek (głównie razem wybieranych w bibliotece). ja czytałam większość, ona proste słowa (taka trochę modyfikowana przeze mnie metoda struktur wyrazowych stosowana dla dzieci z dysleksją). Patrząc z perspektywy czasu najważniejsze było w tej metodzie to, że ona czuła się doceniona smile Ja nie czytałam z nią, aby ona się uczyła. O nie. Osobiście nie znoszę czytania na głos, więc mi pomagała: ja się zmuszałam, bo dzięki jej pomocy szło mi łatwiej.
      Pamiętam, jak chwaliła się pani w zerówce, że "ona z mamą gazety czyta". Jaka była dumna - choć czytała tylko wyrazy typu "na", "po" wink

      Więc chwal, to pomaga smile

      Wyniki z klasówek w II klasie SP? Dlaczego ma zależeć? Albo inaczej: jak coś jest za trudne do osiągnięcia, to lepiej przekonać siebie, że to nieistotne.
      Może zresztą coś w tym jest.

      Czy te lekcje są dla niej trudne? Nudne? Ile czasu efektywnego zajmują? Z czym ma trudności? Gdzie możesz odpuścić, a co jest najważniejsze?

      Pozdrawiam
      Jola
      • verdana Re: walki z dzieckiem o naukę 23.02.11, 14:09
        Innymi slowy - dziecko wstaje rano, idzie do szkoły, jest w szkole do 16-17, dwa razy w tygodniu ma dodatkiowe lekcje. Świetlica nie jest miejscem odpoczynku, można się tam nieźle bawic, ale odpocząc nie można.
        Po wielu godzinach pracy, zmęczona wraca do domu i o dziwo - nie ma sily ani motywacjio by dale j intensyuwnie pracować. Dlacsego? rzeczywiście, to bardzo dziwne, normalny dorosly człowiek po powrocie z pracy nie mialby przecież zadnych prob,emow, aby zasiąść do biurka i sprawnie, nie odrywając się od zadań pracować dalej.
        Dziecko ma z tym problemy bo jest leniwe, marudne itd. Dzieci nie bywaja zmeczone, sa po prostu złe.
        Wynika z tego, ze corka po powrocie ze szkoły resztę dnia spędza na przepychankach - ma odrobić lekcje zgodnie z planem, a nie odrabia. Nie ma jej za co chwalić, więc jest nieustannie ganiona.
        Nie wierze umowy ustalane z dzieckiem. Sa to zawsze plany i umowy narzucane przez rodziców, ktore dziecko ma zaakceptować z usmiechem, a gdy się do nich nie stosuje jest ganione podwojnie - bo nie tylko nie robi czegoś, co do niego nakezy, ale w dodatku nie przestrzega umowy, ktorą rzekomo samo zaakceptowało. problem jednak w tym, ze dziecko jest na tyle słabszą strona układu, ze nie moze jej nie zaakceptować w całości i powiedzieć "chcę nadal siedzieć trzy godziny nad lekcjami, robic w tym czasie mnóstwo innych rzeczy, a Ty mamo to zaakceptuj".
        Przedw wszystkim córka potrzebuje wypoczynku po lekscjach, akceptacji, pochwał i pozwolenia jej na to, by odrabiała lekcje jak chce. Nie zdąży - trudno, niech płacze i histeryzuje. Lepsze to, niż zrobienie z domu drugiej szkoły z rodzicem w roli niechętnie nastawionej do ucznia nauczycielki.
        • mamusia1999 Re: walki z dzieckiem o naukę 24.02.11, 09:03
          "Dziecko ma z tym problemy bo jest leniwe, marudne itd. Dzieci nie bywaja zmeczone, sa po prostu złe."

          mysle, ze pochopnie insynuujesz kobiecie brak madrej milosci do dziecka. tymczasem IMO kazda matka doswiadcza kiedys, ze dziecku bardzo potrzeba do rozwoju granic, ze sprawdza ich polozenie, probujac je przekroczyc. bardzo czesto nawet jest tak, ze im bardziej regula jest wodnista, slaba, tym ostrzej dziecko sie burzy - bo podswiadomie bardzo jasnej granicy potrzebuje. i kazda matka musi sobie zadac wtedy pytanie: czy ta granica faktycznie ma uzasadnienie? a jesli ma, to nic nie daje cwierkanie, tylko trzeba sie stanowczo okreslic.

          dla mnie: jesli dziecko cale popoludnie w jakims swoim dowolnym rytmie bawi sie i wykonuje swoje obowiazki, a na koniec dnia ma sensownie odrobione zadanie, to widocznie daje sobie rade z organizacja czasu. mysle, ze 2klasista jeszcze potrzebuje ramowki czasowej, bo jego osobiste poczucie czasu moze byc niewystarczajace.
          ale jesli wieczorowa pora uderza w lament, bo zadanie lezy odlogiem, to trzeba sie zastanowic czy realnie byl czas i energia na to zadanie, czy tez trzeba jasno okreslic ta akurat relacje, bo dzieciak bez orientacji.


        • zofijkamyjka Re: walki z dzieckiem o naukę 24.02.11, 20:43
          A czy ja gdzie napisałąm że moje dziecko jest złe??? wymyślasz jakieś bzdury. Ja chcę jej pomóc żeby miała więcej właśnie czasu na odpoczynek, na miłe wspólne spędzanie tych kilku godzin wieczornych które nam zostają.
          Nie ukrywam , że ja równiez chciałąbym mieć troche czasu dla siebie i dla niej też a nie ślęczeć z nią nad lekcjami i ciągle ją poganiać w niemiłej atmosferze.
          Jej prace domowe "rządzą" naszym życiem rodzinnym i to musimy koniecznie zmienić.
          • morekac Re: walki z dzieckiem o naukę 25.02.11, 07:28
            To nie ślęcz. Serio piszę. Jak przestałam stać nad dzieckiem jak kat nad dobrą duszą, to zaczęła lekcje odrabiać. W swoim tempie, po swojemu i nie zawsze wszystkie - ale sama.Zastanów się jeszcze, czy przypadkiem nie poprawiasz jej każdej literki, każdego błędu i każdego zdania.
            Miała potem jeszcze kryzys w IV klasie - ale był on raczej związany z niezapisywaniem prac domowych.
            • zofijkamyjka Re: walki z dzieckiem o naukę 25.02.11, 20:03
              morekac napisała:

              > To nie ślęcz. Serio piszę.

              To ja Ci serio tez pisze już po raz kolejny: moim marzeniem jest nie ślęczeć nad córką i staram się ją nauczyć za wszelka cenę żeby odrabiała sama! Tymczasem jak ją samą zostawiam jest masakra.
              • morekac Re: walki z dzieckiem o naukę 25.02.11, 20:46
                To nie ślęcz. Na razie to ty martwisz się jej lekcjami i tym, że dziewczę nie odrobiło. A to powinno być zmartwienie uczennicy.

                Tymczasem
                > jak ją samą zostawiam jest masakra.
                Zatyczki w uszy i coś na uspokojenie. wink
                • zofijkamyjka Re: walki z dzieckiem o naukę 26.02.11, 08:21
                  morekac napisała:

                  > To nie ślęcz. Na razie to ty martwisz się jej lekcjami i tym, że dziewczę nie o
                  > drobiło. A to powinno być zmartwienie uczennicy.

                  A Ty swoje, juz Ci napisałam że nie moge jej zostawić bez nadzoru bo jest jeszcze gorzej. Bardzo bym chciała ale jeszcze nie mogę!
                  Zatyczki mi nie sa potrzebne. Przepraszam Cię ale Ty kompletnie nie rozumiesz naszego problemu.
                              • morekac Re: walki z dzieckiem o naukę 27.02.11, 10:11
                                Przyjęłam za pewnik, że odrabianie lekcji jest obrzydliwym zajęciem. Dzieliłam z córką jej ból z tego powodu. smile
                                Moje dziecko zaś uznało, że lekcje odrabiać musi, bo inaczej pani jest niezadowolona. Ale żeby się przekonać o nieprzyjemnych konsekwencjach nieodrobionych lekcji, musiała do tej szkoły z nieodrobionymi lekcjami raz czy drugi dotrzeć.
                                Trochę pomogło rozdzielenie odrabiania tych lekcji pomiędzy innych domowników 9 w sensie nadzoru oczywiście). Ponieważ nie było to już tak duże obciążenie czasowe, dorośli wykazywali bez porównania dużo więcej cierpliwości.
                                Córka była w domu dużo wcześniej niż o piątej - w sumie coś tam skrobnęła na świetlicy (było odrabianie lekcji pod opieką nauczyciela), coś tam skrobnęła pod opieką opiekunki/babci/dziadka, kończyła zaś wieczorem. Czyli nie odrabiała lekcji metodą - siada raz, a dobrze. Jak już musiała je skończyć, to trzeba było pozwalać jej na przerwę co 15-20 minut.
                                Czasami coś tam robiła w kuchni, a córka tam przenosiła się z lekcjami w pobliże.
                                Czyli metoda odrabiania lekcji została dostosowana do specyfiki dziecka. Odrabianie trwało całkiem sporo czasu, ale ja już nie stresowałam się z tego powodu.
                                Myślę, że z tym problemem lekcyjnym możesz pójść do psp niezależnie od badań w kierunku dysleksji (albo dopytać się, co z tym zrobić przy okazji tych badań). Ogólnie jesli chodzi o samą naukę - są dzieci które przy uczeniu się siedzą na pupie i czytają, inne wolą słuchać, jeszcze inne robią notatki, a inne muszą poskakać/poodawać się aktywności ruchowej.
                                Był jeszcze problem z odrabianiem lekci w klasie IV - ale wynikał z niezapisywania prac domowych, a nie z niechęci do odrabiania lekcji jako takich.
                                • verdana Re: walki z dzieckiem o naukę 27.02.11, 20:00
                                  To ja walczylam nie pół roku, ale pięć lat. Wystarczy?
                                  Po pieciu latach miałam - pogarszające się dramatycznie wyniki w nauce, moją opinię, ze dziecko jest leniwe i średnio inteligentne, samoocenę dziecka poniżej zera, atmosfere w domu jak w rodzinnym grobowcu, nerwicę serca 12-latka. Wystarczy?
                                  Kolejny, rozsadny psycholog po przebadaniu dziecka stwierdził zdecydowanie, ze to nie dziecko jest tępe , nieinteligentne i leniwe, ale ja jestem głupia, wredną zołzą. Że niszczę dziecko.
                                  Dziecko nie zaczęło się lepiej uczyć, gdy odpuscilam - nie zaczęło, bo już nie wierzyło, ze potrafi. Zaczęło się uczyć o wiele lepiej, gdy po maturze wyprowadziło sie z domu i nie miałam pojęcia, czy chodzi na zajęcia i uczy się do egzaminu. Elementem toksycznym w jego nauce bylam ja.
                                  Mam zreszta, co się rzadko zdarza, "grupę kontrolna" - czyli niemal identycznego klona mojego syna, 11 lat mlodszego brata. Ta sama dysfunkcja, ten sam wspólczynnik inteligencji, zbliżone oceny w pierwszych klasach.
                                  Temu odpuscilam. Ma nerwy jak postronki, wysoka samoocenę, średnie oceny i ogromną wiedzę.
                                • zofijkamyjka Re: walki z dzieckiem o naukę 28.02.11, 21:37
                                  morekac napisała:

                                  > Przyjęłam za pewnik, że odrabianie lekcji jest obrzydliwym zajęciem. Dzieliłam
                                  > z córką jej ból z tego powodu. smile

                                  Ja podobnie, usilnie chcę żeby zrobiła i miała z głowy. Cały czas mam przeświadczenie że traci kupę czasu na rzeczy niepotrzebne i tak naprawdę przez to jest bardziej znużona, zmęczona tym siedzeniem nad smętnymi ćwiczeniami.

                                  > Ogólnie jesli chodzi o samą naukę - są dzieci które przy uczeniu się siedzą na
                                  > pupie i czytają, inne wolą słuchać, jeszcze inne robią notatki, a inne muszą po
                                  > skakać/poodawać się aktywności ruchowej.

                                  Ale ona jest w II klasie, jeszcze nie ma takiej potrzeby uczenia się w sensie dosłownym. Chodzi o wykonanie zadanych ćwiczeń. Próbuję róznych metod, przerwy tez są tyle że ona np. wydłuża je w nieskończoność i cały czas łanie nasze umowy. Np. umawiamy się że zrobi dane ćwiczenie a potem przerwa, po czym ..... nie ruszyła tego zadania w ogóle bo np układała kredki w pudełku. To jest totalny brak jakiekolwiek planu w tym jej działaniu i jednoczesna negacja wszelkich moich propozycji działania.
                                  • dorry Re: walki z dzieckiem o naukę 28.02.11, 23:18
                                    >To jest totalny brak jakiekolwiek planu w tym jej działaniu i jednoczesna negacja wszelkich moich propozycji działania.

                                    Ja się wcale nie dziwię. Chyba za bardzo jesteś zaangażowana w to odrabianie lekcji. Jeśli dziewięcioletnie dziecko może przez trzy godziny dziennie kręcić mamą we wszystkie strony, to tak łatwo z tego nie zrezygnuje.

                                    Spójrz na te wasze szkolne problemy z innej strony - moim zdaniem, nie jest tak źle. Twoja córka:
                                    1. lubi chodzić do szkoły ze względów towarzyskich - mój młodszy syn (też w drugiej klasie) nie cierpi szkoły ale i kolegów też, godziny spędzone w szkole to dla niego jak najgorsza kara;
                                    2. lubi przebywać na świetlicy - mojego i wołami się tam nie zaciągnie, już w pierwszej klasie kategorycznie odmówił przebywania tam;
                                    3. boi się konsekwencji nieodrobionej pracy domowej - mój konsekwencje "zlewa" całkowicie, mógłby w ogóle nie odrabiać.

                                    Twoja corka lekcji nie lubi odrabiać? Ja nie znałam i nie znam wiele dzieci, które w tym wieku to lubią.
                                    Poza tym, moim zdaniem te trzy godziny, które, jak opisujesz Twoja corka odrabia lekcje, to moim zdaniem stanowczo za dużo. Odrabianie lekcji w tym wieku nie powinno zabierac więcej niż godzinę.
                                    Może pani jednak przesadza z ilością zadawanego materiału?
                                    Jeśli nie, to ja bym wyznaczyła jej czas np 1,5h w którym musi się zmieścić z tym odrabianiem. Najlepiej niech odrabia sama. Jeśli nie robi zbyt wiele błędów i, jak piszesz, nie potrzebuje wsparcia dla kruchego poczucia własnej wartości, to nie przesadzałabym też z tymi pochwałami, gdyż to wymaga nieustannego siedzenia przy niej - a im mniej będziesz się w ten proces angażować, tym lepiej.
                                    Mój starszy syn do połowy trzeciej klasy urządzał straszne cyrki - codziennie przed odrabianiem lekcji wył pół godziny. A teraz - piąta klasa - uczy się sam, prosi o zakupienie dodatkowych książek, walczy o świadectwo z paskiem, bierze udział w konkursach.
                                    Być może dlatego, że postawiłam na naukę wyciąganą z logicznych konsekwencji - jeśli nie odrobił lekcji w wyznaczonym terminie, to szedł z nieodrobionymi.
                                    Z młodszym jest trochę gorzej. Jedyne co działa to świadomośc, że po odrobieniu lekcji, codziennie czeka coś bardzo dla niego atrakcyjnego. I tak zmotywowany, potrafi sam odrobić lekcje w średnim tempie. On ma swoją ulubioną, wąską dziedzinę, która jest jego pasją (nie ma nic wspólnego z programem szkolnym) i NIC poza tym go nie interesuje. Więc wykorzystuję to jako "motywator".


                                    • verdana Re: walki z dzieckiem o naukę 28.02.11, 23:26
                                      Nie bardzo się dziwię, że ona neguje Twoje plany. Poczytaj tę dyskusje - na wszelkie propozycje twardo mowisz - nie, ja robię dobrze, mojej winy w tym nie ma, wszystko jest winą tego,z e dziecko nie stosuje się do moich poleceń. Podejrzewam, ze z córką jest podobnie - Tty mówisz i oczekujesz, ze córka będzie robiła dokladnie to i w taki sposób, jaki zaplanowałas. Jesteś kompletnie nieelastyczna - albo jest "po twojemu", albo jest źle.
                                      • zofijkamyjka Re: walki z dzieckiem o naukę 01.03.11, 07:26
                                        verdana napisała:

                                        > Nie bardzo się dziwię, że ona neguje Twoje plany. Poczytaj tę dyskusje - na wsz
                                        > elkie propozycje twardo mowisz - nie, ja robię dobrze

                                        Wcale nie twierdze że robię wszystko dobrze. Poszukuje dobrego wyjścia ale niektóre wasze rady kompletnie nie pasują do naszej sytuacji.
                                    • zofijkamyjka Re: walki z dzieckiem o naukę 01.03.11, 07:22
                                      dorry napisała:

                                      > Ja się wcale nie dziwię. Chyba za bardzo jesteś zaangażowana w to odrabianie le
                                      > kcji. Jeśli dziewięcioletnie dziecko może przez trzy godziny dziennie kręcić ma
                                      > mą we wszystkie strony, to tak łatwo z tego nie zrezygnuje.

                                      No więc właśnie mój dylemat i zresztą pytanie zasadnicze z początku wątku jest takie: Czy agnażować się w te lekcje czy olać? Niektórzy radząc żebym dała sobie spokój jednocześnie wskazują na ciągłe chwalenie, ustalanie planu, organizowanie przerw....itd.To dla mnie sprzecznośc jakaś.

                                      > Poza tym, moim zdaniem te trzy godziny, które, jak opisujesz Twoja corka odrabi
                                      > a lekcje, to moim zdaniem stanowczo za dużo. Odrabianie lekcji w tym wieku nie
                                      > powinno zabierac więcej niż godzinę.
                                      > Może pani jednak przesadza z ilością zadawanego materiału?

                                      Czasem pani przesadza rzeczywiście, ale nawet jak ma mało to i tak siedzi parę godzin. Jej się nigdy nie śpieszy. ja własnie wiem, że to za dużo i stąd to moje całe zaangażowanie głównie nad skróceniem męk smile jeszcze przed nadejsciem zmęczenia