walki z dzieckiem o naukę

12.02.11, 15:56
Toczę ciągły bój z córką o lekcje. Jest w II klasie i najchętniej nic by nie robiła, do lekcji jakby jej nie pogonić to nie wiem czy by usiadła do wieczora. Niczego, co z jakąśkolwiek nauką związane nie lubi. Do szkoły głównie z powodów towarzyskich chodzi. Nie zależy jej na ocenach, na wynikach z klasówek. To znaczy bardzo sie cieszy jak jej się piątka zdarzy /rzadko/ ale żeby cos w tym kierunku zrobić? nie warto.
Już nie wiem, czy całkiem odpuścić i patrzeć co się dziać będzie, czy dalej walczyć. Nauczycielka doradza dodatkową prace w domu a mi już sił brak.
Co mi poradzicie?
    • verdana Re: walki z dzieckiem o naukę 12.02.11, 16:24
      Jeżeli Cie stać - poleciłabym wynajecie kogoś, kto ze 3 razy w tygodniu będzie odrabiał z dzieckiem lekcje.
      • najma78 Re: walki z dzieckiem o naukę 12.02.11, 17:02
        Szczerze - dziecko powinno uczyc sie przede wszystkim w szkole. Jesli nauczycielka teraz poleca dodatkowa prace domowa to co bedzie pozniej i co to za nauczycielka? Oczywiscie w domu mozna pocwiczyc, stymulowac dziecko zwlaszcza w tym gdzie wykazuje zdolnosci i kuleje ale bez przesady to wciaz dziecko i czas na zabawe i dodatkowe zainteresowania tez miec musi. Moja corka ma 8l i jest w 3 klasie, zadania domowe sa raz w tygodniu (w tym akurat nie bylo) ktorych wykonanie nie zajmuje jej wiecej niz godzine-dwie, a ma na to kilka dni. Cwiczy za to 10-15 minut dziennie tabliczke mnozenia i ot tak w wolnym czasie daje jej zadania pamieciowe np. ile to jest 157 dodac 48 lub 217 odjac 30 lub z zegara albo prosze ja aby odmierzyla mi skladniki do potrawy/ciasta itp. Oprocz tego robi zadania online - nie wiecej niz 15 minut dziennie. Zauwazylam, ze takie praktyczne zadania albo dla zabawy mobilizuja ja bardziej niz gdyby ktokolwiek wymagal sleczenia nad ksiazkami. Dodam, ze czyta codziennie jedna ksiazke z biblioteki szkolnej. Powinna czytac 20 minut dziennie, ale ona czyta wiecej bo lubi.
        • verdana Re: walki z dzieckiem o naukę 12.02.11, 17:07
          Czasami taka praca jest konieczna, bo dziecko musi "wyćwiczyć" umiejetnosci. Mój najstarszy miał zadawane codziennie dodatkowe zadanie domowe z pisania. Ale rzeczywiście porada typu "to niech się nauczy w domu", hm...
        • zofijkamyjka Re: walki z dzieckiem o naukę 12.02.11, 19:35
          Córka ma prace domowa codziennie - raz bardzo mało raz więcej, różnie. Grzebie się z tym niemiłosiernie. Na jakies dodatkowe stymulowanie własciwie czasu nie starcza a córka niestety kuleje z umiejetnosciami. Pani polecała prace dodatkowa z córką, nie jest tak że wymaga tego bezwzględnie. Raczej z troski o dziecko podpowiadała co moge robić dodatkowo - chodzi o doskonalenie czytania i pisania głównie. Ja sama widze że powinna trochę popracować w domu, sama szkoła to dla niej niestety za mało.
          • morekac Re: walki z dzieckiem o naukę 12.02.11, 21:09
            A pani nie mogłaby młodej trochę pouczyć w ramach tzw. zajęć wyrównawczych?
            • zofijkamyjka Re: walki z dzieckiem o naukę 12.02.11, 21:40
              W tym roku Pani nie prowadzi tego typu zajęć.
              • morekac Re: walki z dzieckiem o naukę 12.02.11, 23:18
                A być może powinna. Osobiście uważam, że fachowcami od uczenia czytania i pisania są nauczyciele, a rodzice - cóż, niekoniecznie.
                • przeciwcialo Re: walki z dzieckiem o naukę 13.02.11, 18:32
                  Od tego roku zajęć wyrównawczych w szkołach nie ma.
                  • morekac Re: walki z dzieckiem o naukę 14.02.11, 06:57
                    Naprawdę? To co robią nauczyciele w ramach tzw.godziny karcianej? Wyłącznie rozwijają pasje i talenty lepszych uczniów?
                    A zajęcia wyrównawcze bywają.
                  • joanna_poz Re: walki z dzieckiem o naukę 14.02.11, 11:29
                    przeciwcialo napisała:

                    > Od tego roku zajęć wyrównawczych w szkołach nie ma.

                    w szkole syna są.
                    • przeciwcialo Re: walki z dzieckiem o naukę 14.02.11, 17:03
                      A u nas nie ma. W ramach godzin "karcianych" robią inne rzeczy, czasem pracują z uczniami wyrównawczo ale jako takich godzin wyrównawczych nie ma.
                    • vatum za zgodą szanownej dyrekcji 10.03.11, 13:32
                      może wychowawca posiedzieć dłużej z uczniem. I, przynajmniej u nas, potrzebna jest opinia psychologa...
                  • zuzanka79 Re: walki z dzieckiem o naukę 14.02.11, 20:36
                    Jak nie ma jak są . I to całkiem sporo w naszej szkole splesnica.wodip.opole.pl/Artykuly/20102011/plan%20zajec%20pozalekcyjnych.html
          • oliwija Re: walki z dzieckiem o naukę 13.02.11, 09:00
            moja jest w 4 kalsie. w klasach 1-3 nie musial sie specjalnie uczyc bo wszytsko umiała. teraz sam sobie ćwiczy trudniejsze słowa prtograficzne- jak zauwazy ze zaczyna robić idiotyczne błedy. Matematyke - coż robi sporo zadań sama z siebie, uczy sie tez angielskiegoi hioszpańskiego- tego drugiego sama z siebie. Mysle,ze dziecko potrzebuje motywacji i wsparcia rodzica. Zrob kalendarz posrtępów i nagradzaj dziecko za to ze np przez tydzień codzinnie przez 20 minut czyta, pisze itd....
            • kkokos Re: walki z dzieckiem o naukę 13.02.11, 11:22
              oliwijo, masz wyjątkowe dziecko - to po prostu nienormalne, by czwartoklasista zaczął sam z siebie ćwiczyć ortografię, bo zauważył, że błędy robi.
              albo zmyślasz.

              w każdym razie twoje rady to trochę gadał ślepy o kolorach, bo jeśli nie zmyślasz (nie mam pewności), to nie masz cienia pojęcia o tym, jak walczyć z niechęcią do odrabiania lekcji.
              • canuck_eh Re: walki z dzieckiem o naukę 13.02.11, 19:18
                Dlaczego zmysla?JA w rodzinie mam przypadek ze juz w wieku okolo 13 lat dzieciak SAM Z SIEBIE sie nauczyl 4 dodatkowych jezykow( juz znal 3) w tym stwierdzil ze koniecznie chce przeczytac Biblie w oryginale wiec nie pozostalo mu nic innego jak sie owego jezyka nauczyc - biegle wlada owym jezykiem w pismie i mowie, a nie powiesz mi ze owy jezyk jest latwiejszy niz hiszpanki.Nauczyl sie go sam.
                To ze dziecko zdolne i siega po slownik ortograficzny bo go wkurzaja bledy nie znaczy ze rodzic musi zmyslac.Sa takie przypadki.
                To takie moje skromne zdanie
                • joa66 Re: walki z dzieckiem o naukę 13.02.11, 19:46
                  Bardzo ciekawe- którego z trzech języków (hebrajski, aramejski, grecki) nauczył się sam ten nastolatek ( biegle w mowie i piśmie ) ?
                  • verdana Re: walki z dzieckiem o naukę 13.02.11, 19:55
                    Wszystkich - bo sadzac z postu nauczył się czterechm, nie czwartego. I to w rok.
                    • joa66 Re: walki z dzieckiem o naukę 13.02.11, 20:53
                      Czyli nastolatek w sumie zna biegle siedem języków , w tym aramejski, grecki i hebrajski ("nauczyl 4 dodatkowych jezykow( juz znal 3) " ) ?

                      Nieźle. Gratuluję smile
                      smilesmile

                      p.s. w sieganie do slownika ortograficznego wierzę, w sumie dlaczego nie-tyle, że to ma mały związek z problemami dzieci, które do nauki zagonic trudno.
                      • a.nancy Re: walki z dzieckiem o naukę 14.02.11, 15:10
                        najbardziej mi się podoba ten aramejski (w mowie i piśmie)
                        ale chyba jeszcze czwartego brakuje?
                      • canuck_eh Re: walki z dzieckiem o naukę 14.02.11, 16:18
                        Juz nie nastolatek - dorosly facet z rodzina i dwojka dzieci.
                    • canuck_eh Re: walki z dzieckiem o naukę 14.02.11, 16:16
                      verdana - trzy jakie znal i zna nadal to polski angielski i francuski.Ile mu zajelo nauczenie sie hebrajskiego nie wiem - wiem ze nim operuje doskonale i jest z nim za pan brat na codzien.Kolejne inne jezyki - nie mam pojecia jakie to.Na mnie wrazenie zrobilo to ze chcial poznac Biblie w oryginale wiec postanowil sie nauczyc sam bo w domu nikt by mu nie pomogl.Jego matka a moja ciotka stwierdzila ze tyle pieniedzy ile oni wydali na ksiazki to mogliby pewnie dom za to kupic.Syn sie wyprowadzal i 90% ksiegozbioru poszlo razem z nim i nie byl to Harry Pottersmile
                      • menodo Re: walki z dzieckiem o naukę 14.02.11, 16:36
                        Ja rozumiem, ze wsrod nastolatkow zdarzaja sie wybitne dzieci, ale w swoim wczesniejszym poscie zasugerowalas, ze nastolatek przeczytal w oryginale Biblie; nie wiem, czy zdajesz sobie sprawe, jak wielkie to moze budzic zdumienie wsrod osob, ktore choc troche sie na Biblii znajasmile
                        • canuck_eh Re: walki z dzieckiem o naukę 14.02.11, 21:02
                          Przeczytal w oryginale Biblie majac nascie lat - wlasnie na mnie to zrobilo najwieksze wrazenie.NAuczenie sie jakiegokolwiek innego jezyka juz nie bo sama bedac nastolatka kolega z klasy nauczyl sie sam chyba ze 2 czy 3 jezykow.Nie w rok oczywiscie.
                          Czytajac jeszcze raz posta faktycznie mozna zrozumiec ze w wieku 13 lat nauczyl sie 4rech jezykow w tym hebrajskiego i przeczytal dodatkowo Bible.No wiec moze wyjasnie w wieku okolo 13 lat zaczal sie sam z siebie uczyc dodatkowych 4rech jezykow w tym wlasnie hebrajskiego.Ile mu to czasu zabralo - nie wiem, wiem ze wlada nimi plynnie.
                      • kkokos Re: walki z dzieckiem o naukę 14.02.11, 20:19
                        canuck_eh napisała:

                        > verdana - trzy jakie znal i zna nadal to polski angielski i francuski.

                        rozumiem, że któryś z nich to język ojczysty, więc tak naprawdę zna dwa. umiejętnością opanowania czynności fizjologicznych też się chwalisz?
                        a dwa przyzwoicie opanowane języki u dwudziestokilkulatka to niespecjalna rzadkość i powód do dumy z wyjątkowości.

                        hebrajski, samodzielnie nauczony - tak, niewątpliwie jest się czymś chwalić.

                        >>>>Kolejne inne jezyki - nie mam pojecia jakie to.
                        bo pewnie ich nie ma, tylko usiłujesz wybrnąć z głupoty, jaką palnęłaś. albo chwalisz się kuzynem, o którym tak naprawdę nic nie wiesz - więc nie ma się czym chwalić.
                        • canuck_eh Re: walki z dzieckiem o naukę 14.02.11, 21:09
                          Wiesz wisi mi czy mi wierzysz czy nie.NApisalam o tym bo troche mnie wkurzyl wpis kogos niedowierzajacego ze dzieciak sam z siebie moze sie chwycic za slownik ortograficzny jak zauwazy ze wiecej bledow robi.
                          • morekac Re: walki z dzieckiem o naukę 15.02.11, 00:07
                            Właśnie sobie uświadomiłam, że ja też znam jedną nieletnią, co sobie ze słownikami po domu spaceruje... A jest tych słowników chyba z 7- wyłącznie języka polskiego(ortograficzny, frazeologiczny, poprawnej polszczyzny, wyrazów obcych itp). Skutek tego jest taki, że bez przerwy mówi mi, że coś niepoprawnie powiedziałam, bo 'tak się nie mówi'. Nie wiem czy nie jest to jakaś forma agresji albo manii - to poprawianie i ciąganie ze sobą słowników nawet na wakacje. wink
                            • canuck_eh Re: walki z dzieckiem o naukę 15.02.11, 05:38
                              Well, jak to mowia Indianie...eee aboryginal people raczej, nie zauwazylam zeby poprawial tych ktorzy robia bledysmile
                              PAmietam z opowiesci ciotki jak to przebywal na naukach w NYC i byl gdziesik na stancji czy gdzie i dosc czesto odwiedzal jakas biblioteke czy jakowes zbiory - jak prosil w jezyku angielskim o drabine bo musial siegnac wyzej niz jego wzrost to mial spotkania z kobitka nie majaca zielonego pojecia o jego pochodzeniu i ze zna nie tylko angielski i sobie uzywala w jezyku polskim na nim i wielu innych.Zegnajac sie jak konczyl nauke piekna polszyzna do niej zagadal a pani sie lekko dziwnie zrobilo bo lekko rasistowskie teksty walila.Jemu to zwisalowink

                              Co do owej nastolatki - to moze nie agresja ale jakis fanatyzm slownikowysmile
                              • morekac Re: walki z dzieckiem o naukę 15.02.11, 09:45
                                Akurat to moje dziecko wink. Zaczynam się martwić, bo ciaga te słowniki nawet na wakacje. Może jest uzależniona?
                                • canuck_eh Re: walki z dzieckiem o naukę 15.02.11, 14:16
                                  Eee uzaleznienie...Dziecko chlonie wiedze.Byle potem zbyt wydumanymi slowami w szkole sie nie poslugiwala bo jeszcze nauczycielka jej nie zrozumiesmile
                      • limes1 Re: walki z dzieckiem o naukę 20.02.11, 21:21
                        Nie moógł w hebrajskim przeczytać Biblii, bo nie była tłumaczona tongue_out W hebrajskim tylko Stary Testament smile i też nie cały, a jedynie wybrane Księgi. Niektórych Żydzi po prostu nie uznają, podobnie jak do pisma św. nie weszły wszytskie znane księgi, np. Ewangelia Filipa. Nowy był częściowo w aramejskim (Kodeks z Qumrann), a reszta po łacinie i po grecku. Potem dla celów kościelnych całośc przetłumaczono na łacinę (Vulgata) i grekę (Septuaginta).
                        • mgla_jedwabna Re: walki z dzieckiem o naukę 04.03.11, 00:03
                          Stek bzdur.

                          Stary Testament był spisany głównie w języku hebrajskim, więc pisanie W hebrajskim tylko Stary Testament smile i też nie cały, a jedynie wybrane Księgi to jakaś kpina.

                          Nowy Testament spisany był po grecku, z wyjątkiem Ewangelii Św. Mateusza, która -jako przeznaczona głównie dla niewkształconych Żydów - była spisana w aramejskim, czyli języku, którym posługiwali się potocznie.
                          Hmm, a która księga Nowego Testamentu była niby pisana po łacinie?

                          Septuaginta to pierwsze tłumaczenie Starego Testamentu na grekę. Zresztą nie istniało wtedy pojęcie "Starego Testamentu" bo tłumaczenia dokonano w II wieku p.n.e. więc nie było żadnego "Nowego Testamentu". Tym bardziej więc Septuaginta nie mogła powstać na zamówienie kościelne.

                          Nie rozumiem też fragmentu: Nowy był częściowo w aramejskim (Kodeks z Qumr
                          > ann), a reszta po łacinie i po grecku.


                          Teraz o Qumran (przez jedno n). Znaleziono tam fragmenty ksiąg starotestamentowych oraz teksty pozabiblijne, ale nic z Nowego. Zresztą manuskrypty z Qumran zawierają oprócz tekstów aramejskich również greckie i hebrajskie. Nie wiem też, skąd okreslenie "Kodeks z Qumran" bo znaleziska nie zawierały jednolitego tekstu, lecz wiele fragmentów różnych tekstów.
        • penelopa40 Re: walki z dzieckiem o naukę- do najmy 14.02.11, 12:47
          z całym szacunkiem, ale niektóre dzieci muszą się uczyć i w szkole i w domu... nauczycielka jest zwyczajna zapewne, a dziecko bywa po prostu mniej zdolne, z jakimiś zaburzeniami lub deficytami ...
          dajesz przykład swojego dziecka, które najwyraźniej wspaniale i szybko uczy się głównie na lekcjach, ot tak cwiczy tabliczkę mnożenia, zadania online i odpowiada na twoje pytania z arytmetyki oraz czyta książkę dziennie! ciesze się z tobą, ale wyobraź sobie, ze dziecko nie łapie wszystkiego na lekcji, nie chce odpowadać na pytania o liczeniu, do czytania można go ewentualnie zmusić z zegarkienm w ręku (na wyraźny nakaz nauczycielski) i co chwila pyta ile jeszcze minut! nie ma ochoty, nie rozumie, nie chce, nie umie sie skoncentrować, odkłada na potem, żadne zadania dla zabawy, ani zabawy dla zadań... trafiają się egzemplarze oporne, uparte, nie lubiące sie uczyć, nienawidzące czytać itd itp a nauczycielka ma ich 30 w klasie i z pewnością nie jest w stanie z każdym pracować indywidualnie...
          i zapewniam, iz praca w domu, włożona przez rodzica, rodzicow i/czy kogoś z zewnątrz - mozolna i wieloletnia, przynosi efekty! albo się to zaakceptuje i tę pracę włoży, albo nie, nie każdemu trafia się bezproblemowe dziecko pod względem szkolnym...
          • najma78 Re: walki z dzieckiem o naukę- do najmy 14.02.11, 14:08
            penelopa40 napisała:

            > z całym szacunkiem, ale niektóre dzieci muszą się uczyć i w szkole i w domu...
            > nauczycielka jest zwyczajna zapewne, a dziecko bywa po prostu mniej zdolne, z j
            > akimiś zaburzeniami lub deficytami ...

            Wymagania musza byc dostosowane do mozliwosci dzieci tych zdolnych, sredniakow i najmniej zdolnych co nie zmienia faktu, ze uczyc powinno sie w szkole a w domu pocwiczyc np. czytanie czy liczenie ale w rozsadnych ilosciach i czasie. Jesli szkoly tego nie spelnia to problem wielogodzinnego odrabiana lekcji (a ma go wielu rodzicow) wciaz bedzie. Kiedy czytam rady o zatrudnieniu osoby do odrabiania z dzieckiem lekcji to jestem zddziwona i lekko zszokowana, bo to dziecko jest dopiero w szkole podstawowej a po za tym ilez musi byc tych lekcji skoro jest tak zniechecone. Moje a corka ma zadania raz w tygodniu i to nie dluzej niz na godzine lub dwie (ta druga to gdy z wlasnej inicjatywy robi rysunek itp.) i 5 dni na to (robimy zazwyczaj w weekend) wiec reszta to nasza inicjatywa, dlatego cwiczymy ale raczej w sposob nieuciazliwy i niezniechacajacy dziecka a przynoszacy efekty - a corka nie jest genialna, ma silne i slabe strony, talenty ale nie jest najlepsza we wszytkim.

            > dajesz przykład swojego dziecka, które najwyraźniej wspaniale i szybko uczy się
            > głównie na lekcjach, ot tak cwiczy tabliczkę mnożenia, zadania online i odpowi
            > ada na twoje pytania z arytmetyki oraz czyta książkę dziennie! ciesze się z tob
            > ą, ale wyobraź sobie, ze dziecko nie łapie wszystkiego na lekcji, nie chce odpo
            > wadać na pytania o liczeniu, do czytania można go ewentualnie zmusić z zegarkie
            > nm w ręku (na wyraźny nakaz nauczycielski) i co chwila pyta ile jeszcze minut!

            Dlatego wazne aby dzieci zachecac i proponowac a nie zmuszac. Cwiczy tabliczke mnozenia nie codziennie a np. 2-3 razy w tygodniu i nie dluzej niz 10-15 minut, czyta codziennie min. 15 minut (tyle wymaga szkola) a reszta to nasza inicjatywa i przymus. Corka jest w szkole od pn-pt od 8.50-15.00 we wtorki do 16.15 ma klub wyszywania, zaraz po tym jedziemy na basen na nauke plywania w domu jestesmy o 17.30. Czyta ok. 20 minut (ona decyzduje kiedy) a reszta to jest jej czas wolny, we srody po szkole idzie do kolezanki i sie bawia a o 17.30 maja godzine gimnastyki w centrum sportowym, w domu jest o 19.00, czyta 20 min. przed snem zazwyczaj. We czwartki konczy o 16.15 bo od 15 maja godzinne przygotowanie do komunii sw. tak wiec 20 minut czytania obowiazkowego plus np. 10-15 minut tabliczki mnozenia, a zadania arytmetyczne w samochodzie kiedy np. jedziemy na zakupy itp. ogolnie pokazanie dziecku mozliwosci wykorzystania wiedzy w zyciu a nie siadanie i sleczenie. Corka ma wiele pomyslow i sama wykonuje rozne rzeczy, ktore zabiera do szkoly, ma na to checi i czas, nie wyobrazam sobie gdyby miala codziennie sleczec 2-3 godziny zmuszana do lekcji. Wolalabym uczyc ja sama, bo co szkola skoro drugie tyle trzeba zrobic w domu?

            > nie ma ochoty, nie rozumie, nie chce, nie umie sie skoncentrować, odkłada na po
            > tem, żadne zadania dla zabawy, ani zabawy dla zadań...

            Nie dziwie sie skoro juz od pierwszej klasy jest tego za duzo, malo interesujace i jest przymus. Dodatkowo wymagania nauczycieli sa wygorowane czesto nie dostosowane do mozliwosci dzieci, wymagania rodzicow podobnie.

            trafiają się egzemplarze oporne, uparte, nie lubiące sie uczyć, nienawidzące czytać itd itp a nauczycielka ma ich 30 w klasie i z pewnością nie jest w stanie z każdym pracować indywi
            > dualnie...

            Tu wlasnie rola szkoly, osob, ktore pisza te programy i organizuja prace - 30 osob w klasie i jeden nauczyciel...


            > i zapewniam, iz praca w domu, włożona przez rodzica, rodzicow i/czy kogoś z zew
            > nątrz - mozolna i wieloletnia, przynosi efekty! albo się to zaakceptuje i tę pr
            > acę włoży, albo nie, nie każdemu trafia się bezproblemowe dziecko pod względem
            > szkolnym...

            Oczywiscie, ze rola rodzicow jest bardzo wazna, ale wszystko zalezy od tego jak sie do tego zabierze i w jaki sposob bedzie dziecko stymulowac. Gdyby moje dziecko mialo codziennie prace domowa do odrobienia i zajmowaloby jej to godzine plus ja dawalabym jej jeszcze dodatkowe zadania do nauczenia to pewnie szybko by to znienawidzila.
            W szkole sa dzieci slabsze i takie ktore maja problemy i pracuje sie z nimi w szkole, indywidualnie lub w malych grupach np. 4-osobowych, ja np. to robie, cwiczymy matematyke albo czytanie itp. to obowiazek szkoly, na rodzicow nie liczymy.
            • zofijkamyjka Re: walki z dzieckiem o naukę- do najmy 20.02.11, 22:37
              najma78 napisała:

              > Dlatego wazne aby dzieci zachecac i proponowac a nie zmuszac.

              Uwierz że bardzo bym chciała mieć taki komfort aby móc zachęcac i proponować ale trafił mi sie egzemplarz, który trzeba pozmuszać.
              • black_halo Re: walki z dzieckiem o naukę- do najmy 02.03.11, 09:28
                Wcale nie trzeba zmuszac - jesli nie lubi sie uczyc to nie polubi i tyle a jesli bedziesz zmuszac to zwyczajnie znienawidzi. Naprawde nie kazdy musi konczyc studia.
                • zofijkamyjka Re: walki z dzieckiem o naukę- do najmy 03.03.11, 19:19
                  black_halo napisała:

                  > Naprawde nie kazdy musi konczyc studia.

                  Zgadza się, ale swoje obowiązki powinna jednak wypełniać. I w tym chcę jej pomóc.
          • morekac Re: walki z dzieckiem o naukę- do najmy 14.02.11, 14:18
            Kiedy czytam narzekania rodziców na to, że szkoła nie pracuje z ich zdolnymi dziećmi, tylko zajmuje się dziećmi poniżej przecietnej, to już nie wiem, dla jakich dzieci jest polska szkoła? Dla przeciętnie przeciętnych? Bo takich nie ma...
            owszem, sa dzieci z deficytami, ale to, co nauczyciele mogą minimalnie zrobić, to zasugerować rodzicom udanie się z dzieckiem do poradni pedagogicznej. Jeśli nauczycielka sądzi, że dziecko nie tyle ma deficyty, co jakieś braki, powinna umowić się dzieckiem i rodzicami na jakieś dodatkowe ćwiczenia. Na pewno łatwiej jest egzekwować pracę domową niż ćwiczenia wymyślone przez rodziców.
            • najma78 Re: walki z dzieckiem o naukę- do najmy 14.02.11, 15:07
              morekac napisała:

              > Kiedy czytam narzekania rodziców na to, że szkoła nie pracuje z ich zdolnymi d
              > ziećmi, tylko zajmuje się dziećmi poniżej przecietnej, to już nie wiem, dla jak
              > ich dzieci jest polska szkoła? Dla przeciętnie przeciętnych? Bo takich nie ma..

              Ja czesto czytam i slysze od znajomych w PL, ze szkola nie pracuje z dziecmi tak jak powinna, ze zbyt wiele trzeba zrobic w domu, bo w szkole nie ma warunkow, nie uwazaja, za duzo dzieci itd. wiec to na rodzica spada duza czesc pracy.

              > owszem, sa dzieci z deficytami, ale to, co nauczyciele mogą minimalnie zrobić,
              > to zasugerować rodzicom udanie się z dzieckiem do poradni pedagogicznej.

              I co ta poradnia pedagogiczna ma zrobic?

              Jeśli nauczycielka sądzi, że dziecko nie tyle ma deficyty, co jakieś braki, powinna u
              > mowić się dzieckiem i rodzicami na jakieś dodatkowe ćwiczenia. Na pewno łatwiej
              > jest egzekwować pracę domową niż ćwiczenia wymyślone przez rodziców.

              Hm, jesli nauczecielka stwierdza iz dziecko nie przyswoilo w stopniu wystarczajacym minimum jakie powinno to przede wszystkim szkola powinna to poprawic. Jesli natomiast dziecko moze miec jakiegos rodzaju zaburzenia to nalezy skonsultowac to z rodzicami i zdiagnozowac problem a potem wspolnie opracowac metody pracy z dzieckiem.
              A jak mozna egzekwowac prace domowa? Jak widac to wcale nielatwe nawet dla rodzicow. Cwiczenia, rozmowy w czasie jaki rodzic poswieca dziecku sa ciekawsze i bardziej rozwijajace dla dziecka niz sleczenie nad dwiema kartkami zadan z matematyki, wypracowaniem i jeszcze paru innymi zadaniami po kilka godzin dziennie. Zazwyczaj jest to ciezki kolejny obowiazek rodzica, a dziecko z jednej pracy przychodzi do drugiej i nie ma juz czasu na nic innego - stad bunt i niechec.
              • morekac Re: walki z dzieckiem o naukę- do najmy 14.02.11, 16:44
                To, ze szkoła nie pracuje tak jak powinna- w każdym razie nie zawsze , to ja wiem.
                Poradnia jako taka nic nie załatwi, ale w przypadku takiej dysleksji chociażby typowe metody stosowane przy nauczaniu są z reguły nie dość że nieskuteczne, to jeszcze bywają szkodliwe. Nauczyciele nie zajmują się diagnozowaniem, niekoniecznie się na tym znają, ale uważam, że łatwiej jest im wyłapać dzieci odstające od normy.
                Co do tego, że jeśli dziecko nie opanowało minimum w wystarczającym stopniu to szkoła powinna się tym zająć - stąd moje zdziwienie, że w szkole nie ma zajęć wyrównawczych. A skoro szkoła nie organizuje tego - to może chociaż nauczycielka powinna się zastanowić, co konkretnie można zrobić...
                BTW: łatwiej jest egzekwowac pracę domową zadaną przez osobę obcą wink. Przynajmniej można usiąść razem z dzieckiem i razem z nim pomarudzić...
                • najma78 Re: walki z dzieckiem o naukę- do najmy 14.02.11, 18:01
                  morekac napisała:

                  > To, ze szkoła nie pracuje tak jak powinna- w każdym razie nie zawsze , to ja w
                  > iem.
                  > Poradnia jako taka nic nie załatwi, ale w przypadku takiej dysleksji chociażby
                  > typowe metody stosowane przy nauczaniu są z reguły nie dość że nieskuteczne, to
                  > jeszcze bywają szkodliwe. Nauczyciele nie zajmują się diagnozowaniem, niekonie
                  > cznie się na tym znają, ale uważam, że łatwiej jest im wyłapać dzieci odstające
                  > od normy.

                  Zgadzam sie z toba. Nauczyciele jako osoby z odpowiednim wyksztalceniem sa w stanie zauwazyc niepokojace symptomy np. dysleksji czy innych zaburzen, diagnozuja specjalisci.

                  > Co do tego, że jeśli dziecko nie opanowało minimum w wystarczającym stopniu to
                  > szkoła powinna się tym zająć - stąd moje zdziwienie, że w szkole nie ma zajęć w
                  > yrównawczych. A skoro szkoła nie organizuje tego - to może chociaż nauczycielka
                  > powinna się zastanowić, co konkretnie można zrobić...

                  Niezaleznie od sytuacji osiagniecie pewnego targetu przez dzieci powinno sie odbywac w szkole bez liczenia na odpowiednia stymulacje przez rodzicow bo to akurat jest ryzykowne (jedni nie beda mieli odpowiednich mozliwosci a inni checi) wiec jesli nie w szkole to gdzie? Niestety metoda rownania wszystkich do jakiejs tez nie metoda, bo np. Zosia uzdolniona humanistycznie powinna dostawac zadania odpowiednie dla jej poziomu i rozwijajace a Stasiu nie radzacy sobie z matematyka nie moze rozwiazywac zadan o np. srednim stopniu trudnosci, ale dostosowanym do swoich umiejetnosci i odpowiednio stymulowanym aby dac mu mozliwosc przejscia na wyzszy poziom. To niestety nie jest standardem czy wymogiem tylko zalezy od nauczyciele i tego czy mu sie chce.

                  > BTW: łatwiej jest egzekwowac pracę domową zadaną przez osobę obcą wink. Przynajm
                  > niej można usiąść razem z dzieckiem i razem z nim pomarudzić...

                  smile
                  • morekac Re: walki z dzieckiem o naukę- do najmy 14.02.11, 22:09
                    Ależ oczywiście, że wyrównywanie braków powinno odbywać się w ramach zajęć wyrównawczych... Tylko że 'pani w tym roku nie prowadzi' takich... Ma też zdaje się jakąś mglistą wizję tego, że jeśli dziecko popracuje w domu więcej (kwadrans? godzinę?) nad pewnymi rzeczami, to z pewnością będzie cudnie.
            • canuck_eh Re: walki z dzieckiem o naukę- do najmy 14.02.11, 16:26
              A dlaczego szkola nie moze pracowac zarowno z tymi ponizej przecietnej jak i tymi zdolnymi?Mam dwojke - jedno zdolne i jakos szkole i nauczycielom nie przeszkadza zorganizowanie dodatkowych zajec na lekcji dla tegoz jak i jedno z dysleksja i temu tez potrzebna pomoc i szkola to potrafi zalatwic.
              I nie liczylabym az tak bardzo na to ze nauczyciele rozpoznaja dysfunkcje u dziecka - im latwiej stwierdzic ze dziecko jest leniwe.Nie mowie ze kazdy nauczyciel taki jest , ale dosc spora ich wiekszosc.
            • jakw Re: walki z dzieckiem o naukę- do najmy 14.02.11, 23:20
              morekac napisała:

              > to już nie wiem, dla jak
              > ich dzieci jest polska szkoła? Dla przeciętnie przeciętnych?
              No więc właśnie - szkoła jest dla dzieci przeciętnie przeciętnych. Dzieci przeciętnie przeciętne nie istnieją. Z czego wynika wniosek : szkoła nie jest dla dzieci...
          • zofijkamyjka Re: walki z dzieckiem o naukę- do najmy 20.02.11, 22:33
            penelopa40 napisała:

            >wyobraź sobie, ze dziecko nie łapie wszystkiego na lekcji, nie chce odpo
            > wadać na pytania o liczeniu, do czytania można go ewentualnie zmusić z zegarkie
            > nm w ręku (na wyraźny nakaz nauczycielski) i co chwila pyta ile jeszcze minut!
            > nie ma ochoty, nie rozumie, nie chce, nie umie sie skoncentrować, odkłada na po
            > tem, żadne zadania dla zabawy, ani zabawy dla zadań... trafiają się egzemplarze
            > oporne, uparte, nie lubiące sie uczyć, nienawidzące czytać itd itp
            O to jest właśnie o mojej córce. Pasuje jak ulał.
            • morekac Re: walki z dzieckiem o naukę- do najmy 20.02.11, 23:40
              A może po prostu nie umiecie motywować? wink
    • psycholog.agnieszka.misiak Re: walki z dzieckiem o naukę 12.02.11, 21:42
      Moja koncepcja dotycząca odrabiania lekcji w klasach 1 -3 a szczególnie 1 -2 chyba nie należy do najpopularniejszych. Ale jest poparta doświadczeniem w codziennej pracy terapeutycznej z dziećmi, które nie cierpią się uczyć i są gotowe na wszystko żeby uciec od biurka, tudzież nie dotrzeć do niego wcale.

      Z mojego punktu widzenia (psychologa dziecięcego ale też agnieszki misiak po prostusmile najważniejsze na świecie w początkowym etapie edukacji czyli 1 -3 jest wyrobienie pozytywnego skojarzenia z ... biurkiem, tornistrem, podręcznikami i cała procedurą odrabiania lekcji. Dziecko będzie się uczyć jeszcze wiele lat, fajnie żeby chciało, chciało bo lubi, bo to fajne, ostatecznie nie takie strasznesmile. Jeśli dziecko skojarzy odrabianie lekcji z męczarnią, nudą, krytyką, orką - w szkole 5 h a po szkole kolejne 4, z poczuciem klęski, braku wpływu i sukcesu. To mamy problem, bo na etapie podstawówki możemy dopilnować, ciut przymusić do nauki najbardziej oporne dziecko, które nie lubi i protestuje ale co z gimnazjalistą, który ma zero motywacji wewnętrznej i chęci? Dopilnować i zmusić czternastolatka jest dosyć trudno. Zaręczam, przychodzą do mnie rodzice, którzy wypróbowali róznorodne metody zachęty łącznie z finansowymi (co działa ale środków trzeba miec sporosmile

      Dlatego dla mnie ważniejsze, żeby dziecko było dumne ze swojego szlaczka zamiast ścierania i poprawiania go 4 razy aż będzie idealny. Żeby usłyszało 15 pochwał w ciągu 40 minut odrabiania lekcji zamiast 'o czym ty myślisz', 'po co to piszesz', 'ile jeszcze będziesz siedzieć nad tym'. Nawet jesli naprawdę idzie mu dzisiaj tak sobie. Fajnie jeśli jest dyplom, pochwała, gratulacje - 'Michalina 6 linijek zapisanych, szał i rewelacja, gratuluję ja, pies i chomik'.

      Po drugie: moja koncepcja nie wyklucza faktu, że lekcje są obowiązkiem, który nie zniknie przez najbliższe kilka lat. Więc muszą stać się czynnością nawykową - chodzę do szkoły - odrabiam lekcje.

      jeśli dziecko ma duzy problem żeby usiąść do lekcji (zadanych, nie mówię o dodatkowych - trudno rozważac dodatkowe kiedy jest problem ze zrobieniem opcji podstawowej), prosze spróbowac metody:
      te dzieci, które usiadły do biurka przed 16.00 oglądają wieczorem 30 minut bajki, a wszystkie inne tylko 10 minut. Bajka jest przykładem, zlimitowac można to co dla dziecka ważne, czyli motywujące.

      Fajnie byłoby zadbać o to, żeby nie wołac dziecka do lekcji kiedy jest w połowie ulubionej gry, zabawy - kiedy ja jestem w połowie gotowych na wszystko też mniej chętnie robię zainteresowanym naleśniki.

      Jesli chce Pani zacząć o 16.00 - dyskretnie dbamy żeby od 15.30 wygaszać atrakcyjne zajęcia - łatwiej usiąść do biurka od rozmowy z mamą niz od lego.

      Pisze Pani, że córce nie zależy
      naprawdę rzadko jest tak, że dzieciom nie zależy, szczególnie kiedy wiedzą, ze rodzicom zalezy bardzo, nikt nie chce rozczarować mamy. Ale kiedy czuję,

      że mi nie idzie, że zazwyczaj rozczarowuję wszystkich, że innym idzie lepiej ... to zaczynam zachowywac się tak jakby mi nie zależało. Wtedy odnoszę porażki nie dlatego, że jestem słabsza, że nie umiem tylko dlatego że mi się nie chce. Przyzna Pani, że łatwiej myślec o sobie: nie uczę się, nie dostaję piątek, nie odrabiam lekcji bo tak, bo mi się nie chce, bo mi nie zalezy niż bo nie daję rady.

      pozdrawiam

      Agnieszka Misiak, Łódź
      • zofijkamyjka Re: walki z dzieckiem o naukę 12.02.11, 22:13
        Dziękuję bardzo za cenne uwagi. Byłoby pięknie gdyby córka wracała do domu o 15.30. Ale niestety przed 16.00 bywa w domu sporadycznie. Tak że lekcje zaczynamy /jak dobrze pójdzie po szeregu namów, przekonywań, że juz późno/ok.17.00 a kończymy niejednokrotnie nie wcześniej niż o 20.00. I to nie dlatego, że jest tak duzo zadane! Przy tym wszystkim córcia jest mistrzynią świata we wszelkiego rodzaju manipulacjach, wymówkach, udawaniu, że coś robi, udawaniu że zmęczona, że pić się strasznie chce, albo jeść, albo coś jeszcze innego. Nigdy od poczatku edukacji nie zależało jej na tym, żeby zrobić szybko i mieć spokój. W tej sytuacji naprawdę trudno mi jest ją pochwalić, chociaz bardzo bym chciała. My toczymy ciągłe wojny o czas.
        • morekac Re: walki z dzieckiem o naukę 12.02.11, 23:14
          Przy tym wszystkim córcia jest mistrzynią świata we wszelkiego rod
          > zaju manipulacjach, wymówkach, udawaniu, że coś robi, udawaniu że zmęczona, że
          > pić się strasznie chce, albo jeść, albo coś jeszcze innego

          Skoro dziecko wraca do domu po 16-tej, ma chyba prawo być zmęczone, głodne i złe?
          A odrabianie lekcji przez 3h mija się z celem i nie ma prawa być przyjemne dla padniętego 8-latka.
          A skoro wraca do domu o 16-tej, chyba należy jej się chwila na powitanie z lalkami i misiami i ogólną regenerację?
          • zofijkamyjka Re: walki z dzieckiem o naukę 20.02.11, 21:12
            morekac napisała:

            > A skoro wraca do domu o 16-tej, chyba należy jej się chwila na powitanie z lalk
            > ami i misiami i ogólną regenerację?

            Dokładnie tak! Przecież napisałam że nie siada wcześniej niz o 17.00, często później a im póżniej tym gorzej niestety
            • morekac Re: walki z dzieckiem o naukę 20.02.11, 22:07
              Ale widzisz: jest jednak niewielka różnica, jeśli co chwila marudzisz dziecku, że ma siadać do nauki (i robisz to przez godzinę pomiędzy 16 a 17-tą) a pozwoleniem mu na zabawę/zjedzenie posiłku bez popędzania i przypominania o lekcjach.
              • zofijkamyjka Re: walki z dzieckiem o naukę 20.02.11, 22:12
                Ale ja jej nie marudzę do 17.00. Moje Marudzenie a jej kombinowanie zaczyna się od godziny "W".
                • morekac Re: walki z dzieckiem o naukę 20.02.11, 22:25
                  Ustalcie wspólnie, o której godzinie córka siada do lekcji - ty zakreślasz ramy czasowe, córka ma wybór +/- kwadrans. Poza tym myślę, że jej to kombinowanie trochę minie, jeśli odrabianie lekcji nie będzie aż tak czasochłonne... Może na razie skuo się na skróceniu czasu odrabiania?
                  Ale wydaje mi się, że najlepiej byłoby, gdyby była możliwość odrobienia przynajmniej części lekcji na świetlicy.
                  • zofijkamyjka Re: walki z dzieckiem o naukę 20.02.11, 22:29
                    morekac napisała:

                    >Może na
                    > razie skuo się na skróceniu czasu odrabiania?
                    Tak, to jest właśnie główny problem, z którym się borykamy. Włąśnie się skupiam na tym ale słabo mi idzie.
                    • morekac Re: walki z dzieckiem o naukę 20.02.11, 23:18
                      Widocznie problem ze skupianiem się to rodzinna przypadłość. wink
                      • zofijkamyjka Re: walki z dzieckiem o naukę 21.02.11, 20:10
                        morekac napisała:

                        > Widocznie problem ze skupianiem się to rodzinna przypadłość. wink

                        Nie, ja tego problemu własnie nigdy nie miałam w szkole i dlatego tak trudno mi może ją zrozumieć wink
                        • morekac Re: walki z dzieckiem o naukę 21.02.11, 21:48
                          Trudno, musisz się z tym pogodzić i być może zmienić swoje nastawienia do całej sprawy. Twoje dziecko nie jest twoim klonem i nie musi być tak świetne jak ty. Wiem z własnego doświadczenia, że to nie jest łatwe - ale warto spróbować.
        • psycholog.agnieszka.misiak Re: walki z dzieckiem o naukę 12.02.11, 23:22
          hmm, na początek proponuję taki przepis:

          1. przed lekcjami info: wiem, że czasem nam nie idzie to odrabianie i się złościsz ale ja lubię z tobą posiedzieć i być, nawet jak się czasem się złościmy obie, i tak lubię'

          2. przerwa w trakcie odrabiania lekcji albo a. kiedy zauważy pani pierwsze objawy zmęczenia (rozglądanie się , kombinowanie, zagadywanie itp - doskonale znane komunikaty) b. co określony czas - na oko proszę ocenić ile dziecko pracuje we względnym skupieniu, jeśli 15 minut - przerwa co 15 minut. przerwa trwa 4 minuty i można na niej do wyboru: kanapka (wczesniej przygotowana), konkurs na najgłupszą minę, sikanie i 5 przysiadów. Wymyślam teraz, chodzi o to zeby dziecko dostało ograniczony wybór i w trakcie przerwy nie dopadło komputera.

          3. kiedy Pani jest blisko czerwonej kreski - wkurzona dość - przerwa.

          4. ma Pani przed sobą pustą kartkę i za każdą pochwałę stawia pani sobie kropkę - 2 h odrabiania lekcji - 20 pochwał - 2o kropek.
          Nie wychwala Pani pod niebiosa, nie zmyśla - jest adekwatna. Pochwała nie za super odrobione zadanie ale za to, że zaczęła, że fajnie powiedziała, że coś wymysliła, ZA DROBIAZGI, to jest Pani praca domowa, 20 drobnych pochwał bez ironii i sarkazmu

          fajną kredkę dobrałaś, lubie twoje wyczucie koloru
          sama przeczytałas polecenie
          zostało juz tylko pół zadania, bardzo jestem dumna, że tak to fajnie machnęlaś
          jesteś dzielna dziewczyna, wiem, żę nie lubisz literek - i dzielnie smarujesz
          fajnie, że sama decydujesz co odrabiamy

          5. wprowadzamy zasadę: od dzis masz jedną bajkę wieczorem, za każde 10 minut bez wiercenia i kombinowania dodtakowe 3 minuty bajki / komputera. Albo inny wariant za każde 10 minut faktycznej pracy (na mairę możliwości Pani córki oczywiście) masz 1 punkt, punkt możesz wymienic na 5 minut TV, komputera, kostkę czekolady.
          Punkty mozna zbierać i za 15 uzbieranych jest wieczorem super pochwała i nagroda w postaci... (nie proponuję finansowych raczej zwiększony dostęp do przywilejów)

          Proszę spróbować przez tydzień i powiedziec gdzie były trudności.
          jeśli dziecko w 2 klasie odrabia lekcje codziennie przez 3 godziny - to nie rokuje dobrze, bo okropnie zniechęca do nauki i zastanawia mnie co można zadac ośmiolatce na 3 godizny pracy?

          I jeszcze jedna uwaga, używa pani określenia 'walczymy' proszę pomyśleć jakie nastawienie za tym idzie i jaki zestaw uczuć. Ja nie oceniam, jestem daleka od oceniania i wyobrażam sobie Pani zmęczenie
          Ale jak idzie Pani na spotkanie z myślą 'muszę z nim walczyć' albo 'chcę się dogadać' to ma Pani pewnie inne nastawienie, innych słów uzywa i ma też inną energię i ... cierpliwośc.
          smile
          pozdrawiam

          Agnieszka Misiak, Łódź
          • zofijkamyjka Re: walki z dzieckiem o naukę 20.02.11, 21:53
            Dzięki za konkretne przykłady, szczególnie ten z kropkami mi się spodobał, bo naprawdę bardzo chciałabym ją chwalić ale czasem po jednej pochwale muszą wystąpic ze dwie nagany lub pośpieszenie czy sprowadzenie na ziemię z jakichś obłoków.
            Teraz ferie - mamy luz smile
            • morekac Re: walki z dzieckiem o naukę 20.02.11, 22:15
              muszą wystą
              > pic ze dwie nagany
              a kto powiedział, że muszą? Dlaczego uważasz, że musisz ją ganić? Za co?
              jeśli chcesz pośpieszyć - możesz włączyć stoper i niech się córka wyrabia w czasie. Chwalisz, jak się wyrobi, chwalisz, że dzisiaj jedna linijka zajęła jej mniej czasu niż wczoraj. Jeśli się nie wyrabia - trudno, pomijasz milczeniem, ale nie ganisz.
              Jeśli coś tam naknociła w zadaniu - to też możesz powiedzieć: tu jest dobrze, tu super... ojej, ale chyba tutaj się pomyliłaś.
              • zofijkamyjka Re: walki z dzieckiem o naukę 20.02.11, 22:27
                morekac napisała:

                > muszą wystą
                > > pic ze dwie nagany
                > a kto powiedział, że muszą? Dlaczego uważasz, że musisz ją ganić? Za co?

                np. za to że nagle odmawia jakiejkolwiek współpracy i zmienia zasady przed chwilą wprowadzone.
                • morekac Re: walki z dzieckiem o naukę 20.02.11, 23:16
                  nagle odmawia jakiejkolwiek współpracy
                  trucie raczej nic nie da - mam wrażenie,że być może twój model ucznia się zawiesza i wymaga restartu... Moja starsza córka przez długie lata zawieszała się po jakimś kwadransie odrabiania lekcji. Dostawała 3 minuty 'postoju technicznego' , trochę poskakała i wracała do lekcji.Potem wyrosła...

                  zmienia zasady przed chwi
                  > lą wprowadzone.
                  tu zamiast ganić, mówisz po prostu "umawiałyśmy się inaczej'.
                  Przy czym lepiej jest ustalić (tj.przedyskutować je z dzieckiem - może ma swoje pomysły na odrabianie lekcji - wcale nie muszą być gorsze niż twoje) raz zasady (z mozliwością niewielkich modyfikacji w początkowym okresie ich stosowania), a nie ustalać jej 'przed chwilą'. Bo to jest raczej brak konsekwencji jak zasady.
                  • zofijkamyjka Re: walki z dzieckiem o naukę 21.02.11, 20:08
                    > Przy czym lepiej jest ustalić (tj.przedyskutować je z dzieckiem - może ma swoje
                    > pomysły na odrabianie lekcji - wcale nie muszą być gorsze niż twoje) raz zasad
                    > y (z mozliwością niewielkich modyfikacji w początkowym okresie ich stosowania),
                    > a nie ustalać jej 'przed chwilą'. Bo to jest raczej brak konsekwencji jak zasa
                    > dy.

                    no ustalamy właśnie wspólnie po zorientowaniu sie ile tego ma co robi najpierw, za jaki czas przerwa itd. Niestety nasze umowy są przez nią często ignorowane.
                    • morekac Re: walki z dzieckiem o naukę 21.02.11, 22:01
                      tego ma co robi najpierw,
                      > za jaki czas przerwa itd. Niestety nasze umowy są przez nią często ignorowane.
                      IMHO: to nie są żadne zasady. Zasady są stałe, a tu jest tylko na bieżąco ustalana strategia odrabiania bieżących lekcji. Strategia jak strategia - ma być skuteczna, a nie- niewzruszona.
                      Mam wrażenie, że za bardzo się wtrącasz dziecku w jego pracę - bo to jest jej praca i to ona powinna to zrobić. Sama. Co z tego, że ustalacie, że najpierw robi to czy tamto, skoro ona w trakcie zmęczy się liczeniem i wskazana byłaby albo wcześniejsza przerwa albo zmiana charakteru rozwiązywanych zadań. Być może za bardzo jest sterczysz nad głową.
                      A tak wogóle to zajrzyj na ten wątek - wprawdzie dziecko ciut starsze, ale zdaje się, że dobrze się skończyło.
                      forum.gazeta.pl/forum/w,575,100280773,,Masakra_pt_Witaj_Szkolo_.html?v=2
                      • zofijkamyjka Re: walki z dzieckiem o naukę 22.02.11, 18:30
                        morekac napisała:

                        > IMHO: to nie są żadne zasady. Zasady są stałe, a tu jest tylko na bieżąco ustal
                        > ana strategia odrabiania bieżących lekcji. Strategia jak strategia - ma być sku
                        > teczna, a nie- niewzruszona.

                        Ale co Ty w zasadzie uważasz za stałe zasady przy odrabianiu lekcji?

                        > Mam wrażenie, że za bardzo się wtrącasz dziecku w jego pracę - bo to jest jej p
                        > raca i to ona powinna to zrobić. Sama. Co z tego, że ustalacie, że najpierw rob
                        > i to czy tamto, skoro ona w trakcie zmęczy się liczeniem i wskazana byłaby albo
                        > wcześniejsza przerwa albo zmiana charakteru rozwiązywanych zadań. Być może za
                        > bardzo jest sterczysz nad głową.

                        Włąśnie problem w tym, że ja nie chciałabym jej sterczeć w ogóle nad głową ale im mniej się wtrącam tym jest gorzej. Lekcje ciągna się w nieskończonośc, w trakcie jest dużo ważniejszych rzeczy do zrobienia - a to pić, a to jeść, a to kupa, a to zatemperowanie kredek, a to ułożenie flamastrów, a to zajrzenie do jakiegoś schowka w biurku itd. itp...... zadane ćwiczenia? są w danej chwili najmniej ważne. Jak już nad nimi zasiądzie to tempo ma żółwia, ziewa, robi się natychmiast zmęczona i śpiąca wink
                        • morekac Re: walki z dzieckiem o naukę 22.02.11, 19:40
                          Jest jedna podstawowa zasada: lekcje muszą zostać odrobione. Zasadą nr 2 może być, że do lekcji dziecko siada o stałej godzinie.

                          > Włąśnie problem w tym, że ja nie chciałabym jej sterczeć w ogóle nad głową ale
                          > im mniej się wtrącam tym jest gorzej
                          A gdybyś jej wcale nie sterczała nad głową? Z tego co pisałaś, to raczej niekomfortowo się czuje z nieodrobionymi lekcjami... Pojdzie z nieodrobionymi raz czy drugi to może dotrze do niej, że jednak nie jest to takie fajne? A może ocknie się i odrobi lekcje szybciutko, bo nie będzie miała więcej czasu?
                          A to że odrabia 3 godziny? Jeśli sposoby z minutnikiem czy stoperem nie pomogą - to ja bym to zostawiła. Może ona po prostu musi sobie znaleźć swój sposób na odrabianie lekcji. To zajmuje trochę czasu...

                          w tra
                          > kcie jest dużo ważniejszych rzeczy do zrobienia - a to pić, a to jeść, a to kup
                          > a, a to zatemperowanie kredek, a to ułożenie flamastrów, a to zajrzenie do jaki
                          > egoś schowka w biurku itd
                          To nie są ważniejsze rzeczy, to raczej sposób na odwleczenie w czasie nielubianej czynności.
                          Mam znajomą, która na zdawanie egzaminu na studiach brała 3 dni wolnego - pierwszego sprzątała cały dom, drugiego gotowała obiady na kilka dni, a trzeciego wreszcie zabierała się za naukę...
                          • zofijkamyjka Re: walki z dzieckiem o naukę 22.02.11, 19:58
                            morekac napisała:

                            > Jest jedna podstawowa zasada: lekcje muszą zostać odrobione. Zasadą nr 2 może b
                            > yć, że do lekcji dziecko siada o stałej godzinie.

                            Toś wymyśliła mądrość z tą zasadą nr 1 wink jesli chodzi o zasadę nr 2 to włąsnie pisze o tym że ta zasada jest notorycznie łamana przez moje dziecko, naginana, przesuwana. Co mam zrobić? uwiązać ja o 17.00 do krzesła??? to zresztą i tak nic nie da.

                            > A gdybyś jej wcale nie sterczała nad głową? Z tego co pisałaś, to raczej niekom
                            > fortowo się czuje z nieodrobionymi lekcjami...

                            Gdybym jej nie kontrolowała to ona ok.20.30 jakby poczuła sie juz zmęczona przypomniałaby sobie że ma lekcje nieodrobione.... Szybkie odrobienie lekcji w jej przypadku nie wchodzi w ogóle w grę wink Byłby płacz, histeria i autentyczna rozpacz. Przetestowałam, wiem, dziękuję, wolę pokontrolować!!

                            > To nie są ważniejsze rzeczy, to raczej sposób na odwleczenie w czasie nielubian
                            > ej czynności.

                            Ja akurat wiem to najlepiej, tego mi nie tłumacz. Wiem że robi co może żeby odwlec lekcje. Acha, i jest w tym niezła naprawdę wink
                            • morekac Re: walki z dzieckiem o naukę 22.02.11, 20:31

                            • jakw Re: walki z dzieckiem o naukę 06.03.11, 08:28
                              zofijkamyjka napisała:

                              > Gdybym jej nie kontrolowała to ona ok.20.30 jakby poczuła sie juz zmęczona przy
                              > pomniałaby sobie że ma lekcje nieodrobione.... Szybkie odrobienie lekcji w jej
                              > przypadku nie wchodzi w ogóle w grę wink Byłby płacz, histeria i autentyczna roz
                              > pacz. Przetestowałam, wiem, dziękuję, wolę pokontrolować!!
                              >
                              Gdy kiedyś moja starsza , wtedy bodaj w II czy III klasie, nagle o 21:30 "przypomniała sobie", że jednak było coś zadane (wcześniej na pytanie o lekcje uparcie twierdziła, że nic nie było; możliwe, że nie chciało jej się sprawdzić) - i to dość dużo, po prostu kazaliśmy jej iść spać, informując, że to nie jest pora do odrabiania lekcji. Polała łzy, że będzie miała nieodrobione lekcje (dla niej to był obciach totalny) i zaczęła wyciągać wnioski na przyszłość...
                              Zna się twoja córka na zegarku?
                              • zofijkamyjka Re: walki z dzieckiem o naukę 06.03.11, 16:05
                                jakw napisała:


                                > Zna się twoja córka na zegarku?

                                W zasadzie sie juz zna ale mam wrażenie że nie do końca rozumie zjawiska upływu czasu.
                • yula Re: walki z dzieckiem o naukę 21.02.11, 00:27
                  W takim przypadku, lepiej usiąść razem z córką i raz ustalić zasady które będą przestrzegane przez dłuższy czas, napisać je na kartce i powiesić nad biurkiem. Jak w praniu wyjdą jakieś modyfikacje, to zmodyfikować i znowu powiesić. Masz wtedy podstawę do powiedzenia, umowa była inna i jej przestrzegamy. Mam synka który również nie garnie sie do szkoły, wręcz jej nie cierpi, i jedyne co działa na niego to ustalone zasady.
                  • zofijkamyjka Re: walki z dzieckiem o naukę 21.02.11, 20:21
                    Ogólne zasady mamy ustalone a reszta wymaga bieżacych modyfikacji bo jednego dnia ma więcej, innego mniej, w niektóre dni tygodnia wychodzi dodatkowo na angielski itd.
                    • morekac Re: walki z dzieckiem o naukę 21.02.11, 21:45
                      Mam wrażenie, że młoda ma za dużo. Siedzi 'w pracy' dłużej od ciebie, wraca późno, czasem ma angielski. Stąd zapewne było też pytanie o nocny wypoczynek. Ona nie ma czasu na pobawienie się i pobycie w domu, po prostu jest zmęczona.
                      Czy jest jakakolwiek opcja, że ktoś może ją odbierać wcześniej?
                      • zofijkamyjka Re: walki z dzieckiem o naukę 22.02.11, 18:18
                        morekac napisała:

                        > Mam wrażenie, że młoda ma za dużo. Siedzi 'w pracy' dłużej od ciebie, wraca pó
                        > źno, czasem ma angielski.

                        Za dużo? Myślę że ma mniej niz jej koleżanki, rówieśniczki. Większość dzieci z jej klasy wraca do domu o podobnej porze, rodzice pracują do 16, 17. Z zajęc dodatkowych ma tylko 2 godziny angielskiego tygodniowo, który zresztą bardzo lubi. W świetlicy nie pracuje cięzko tylko bawi się z koleżankami. Zresztą ona ma ogólnie sporo energii w domu po szkole. Jedynie lekcje powodują u niej totalne znużenie i znudzenie.
                        • morekac Re: walki z dzieckiem o naukę 22.02.11, 19:43
                          W świetlicy nie pracuje cięzko tylko bawi się z koleżankami
                          ale w świetlicy jest hałas - moja młodsza córka wracała ze szkoły zmęczona hałasem, gwarem i późnym powrotem do domu.
                          • zofijkamyjka Re: walki z dzieckiem o naukę 22.02.11, 20:00
                            Pisałam już że moja córka lubi "świetliczane klimaty i hałasy" Taka towarzyska dusza.
                            • jola_ep Re: walki z dzieckiem o naukę 22.02.11, 20:06
                              > Pisałam już że moja córka lubi "świetliczane klimaty i hałasy" Taka towarzyska
                              > dusza.

                              Intensywność bodźców męczy. Nawet jeśli jest przyjemna.

                              Pozdrawiam
                              Jola
                              • zofijkamyjka Re: walki z dzieckiem o naukę 24.02.11, 20:01
                                jola_ep napisała:


                                > Intensywność bodźców męczy. Nawet jeśli jest przyjemna.

                                I co w związku z tym?
                                Mam jej na siłe tę męcząca przyjemność ograniczać? Zresztą nawet jakbym chciała to nie mam takiej możliwości. Na świetlice póki co musi chodzić, na szczęście lubi tam przebywać.
                                • jola_ep Re: walki z dzieckiem o naukę 24.02.11, 20:35
                                  > I co w związku z tym?

                                  Rozumieć, że po godzinie ma prawo być jeszcze niegotowa na wysiłek.

                                  Pozdrawiam
                                  Jola
                                  • zofijkamyjka Re: walki z dzieckiem o naukę 24.02.11, 20:50
                                    jola_ep napisała:

                                    > Rozumieć, że po godzinie ma prawo być jeszcze niegotowa na wysiłek.

                                    Może.... spróbujemy przesunąć jeszcze w czasie i zobaczymy co z tego wyjdzie.
                                    • jakw Re: walki z dzieckiem o naukę 06.03.11, 08:32
                                      Spróbuj jeszcze pogadać z paniami w świetlicy nt odrabiania lekcji. W szkole mojej starszej w świetlicy były godziny odrabiania lekcji i po wyjściu ze szkoły panna miała te lekcje jak nie całe, to w dużej mierze odrobione. A i jak koleżanki też mają w tym czasie odrabianie lekcji to mniej "boli".
                                      • zofijkamyjka Re: walki z dzieckiem o naukę 06.03.11, 16:09
                                        jakw napisała:

                                        > Spróbuj jeszcze pogadać z paniami w świetlicy nt odrabiania lekcji.

                                        Właśnie poszłam w tym kierunku i mamy jakies efekty pozytywne wink chociaż podobno córka staraszne opory stawia w świetlicy, zwłaszcza jak jej najbliższe koleżanki nie odrabiają.
              • black_halo Re: walki z dzieckiem o naukę 02.03.11, 09:35
                Za postawienie mi stopera przed nosem przy odrabianiu lekcji dozgonnie znienawidzilam matke i do konca zycia nie wybacze jej tego gderania, kwekania itd.
            • jakw Re: walki z dzieckiem o naukę 06.03.11, 08:19
              zofijkamyjka napisała:
              > naprawdę bardzo chciałabym ją chwalić ale czasem po jednej pochwale muszą wystą
              > pic ze dwie nagany lub pośpieszenie czy sprowadzenie na ziemię z jakichś obłokó
              > w.
              Ale w przykładach chyba nie było nic o ganieniu, prawda? Ogranicz się do chwalenia. "Widzisz, ostatnio idzie nam to odrabianie lekcji ciut szybciej i masz więcej czasu, prawda?" zamiast "Znowu odrabiałaś lekcje przeszło 1,5 godziny".
        • morekac Re: walki z dzieckiem o naukę 13.02.11, 09:23
          W tej sytuac
          > ji naprawdę trudno mi jest ją pochwalić, chociaz bardzo bym chciała.
          Szkoda, że tak myślisz. Bo pochwalić można nawet za to, że zasiadła do lekcji po 5 minutach twojego gderania, a nie po 15-tu wink.
          Myślę, że możesz się zastanowić nad:
          1.poprawą odrabiania lekcji w domu
          2. odrabianiem lekcji w ramach świetlicy
          3. znalezieniem osoby, która odbierze dziecko ze szkoły wcześniej i odrobi z nim lekcje
          Ad 1: być może inny domownik byłby lepszy jako nadzorca niewolniczej pracy polegającej na odrabianiu lekcji.
          Jeśli dziecko wraca ze szkoły o 16-tej, ma prawo być zmęczone i należy jej się godzina odpoczynku. Podejrzewam, że również podwieczorek. Zamiast zapędzać ją do lekcji od 16-tej do 17-tej zostaw jej chwilę na regenerację sił i zabawę.
          Jeśli dziecko łatwo się rozprasza, biuro powinno być puste.
          Jeśli widzisz, że dziecko przestaje kontaktować, zarządzasz krótką przerwę.
          Pozwalasz dziecku zrobić zadanie i dopiero potem sprawdzasz. Nie wtrącaj się co chwilę z "a jest koślawe, popraw", "hałas pisze się przez samo h", "ja bym to zdanie napisała tak"
          To rozprasza i demotywuje.
          Co do dodatkowych ćwiczeń czytania i pisania - zapytaj nauczycielkę, jak ona to sobie wyobraża. Moim zdaniem nie powinno to przekraczać kwadransa.Czytanie można przenieść na wieczór - czytasz córce książkę, ale część czyta ona. Czytajcie to, co ona chciałaby czytać.
          • zofijkamyjka Re: walki z dzieckiem o naukę 20.02.11, 22:04
            morekac napisała:

            > Myślę, że możesz się zastanowić nad:
            > 1.poprawą odrabiania lekcji w domu

            Włąśnie się zastanawiam

            > 2. odrabianiem lekcji w ramach świetlicy

            Jest podobny problem, wymiguje się, ma inne ciekawsze zajęcia a jak wspomniałam jest niezłą manipulantką.

            > Ad 1: być może inny domownik byłby lepszy jako nadzorca niewolniczej pracy pole
            > gającej na odrabianiu lekcji.

            Zostałam sama na tym placu boju smile Innym idzie jeszcze gorzej

            Ponadto biurko jest puste, przerw to ja jej zarzadzać nie musze bo ona sobie sama je robi, ja je raczej je skracam, te trzy godziny lekcji wynikaja właśnie z licznych przerw.
        • jakw Re: walki z dzieckiem o naukę 13.02.11, 09:48
          Ja w podobnej sytuacji ze starszą (2 semestr I klasy) zastosowałam metodę: "masz 2 minuty na napisanie tej linijki". Włączyłam minutnik i siedziałam obok. I chwaliłam jak się zmieściła w tym czasie. Pomiędzy pisaniem kolejnych linijek mogła trochę pomarudzić. Dość szybko czas odrabiania lekcji skrócił się z 2-3 godzin do pół godziny. A potem miała czas wolny i zaczęła doceniać to, że szybko uporała się z lekcjami.
          Acha, jeśli córka wraca do domu o 16 to daj jej trochę odsapnąć po szkole. Zamiast przez godzinę męczyć ją marudzeniem "lekcje!" ustalcie, że np. o 17.15 za te lekcje się bierzecie - i o np. 17.10 je jabłko, popija, robi siusiu (żeby mniej wymówek było) i do tych lekcji siada.
          Btw nie ma w świetlicy (o ile korzystacie) żadnego zorganizowanego odrabiania lekcji?
          • zofijkamyjka Re: walki z dzieckiem o naukę 20.02.11, 22:09
            Chyba będę musiała popróbować z tym minutnikiem a odsąpnąć po szkole jej daję ale zaczęłam się zastanawiać czy tego włąsnie nie zmienić bo to sie wszystko potem tak odwleka w czasie a im później tym jest gorzej.
        • przeciwcialo Re: walki z dzieckiem o naukę 13.02.11, 18:34
          A dlaczego nie odrabia lekcji w szkole na swietlicy? U syna sporo dzieci siada z jedna z pań i odrabia lekcje.
        • katriel Re: walki z dzieckiem o naukę 21.02.11, 00:23
          > Dziękuję bardzo za cenne uwagi. Byłoby pięknie gdyby córka wracała do domu o 15
          > .30. Ale niestety przed 16.00 bywa w domu sporadycznie.

          A co ona robi tyle czasu poza domem? Bawi się na podwórku, siedzi w świetlicy,
          ma zajęcia dodatkowe?

          O której wstaje i o której chodzi spać?

          Ja w tym wieku wracałam ze szkoły o 13, a do lekcji siadałam o 19:30. Bo wcześniej
          szkoda dnia na naukę: trzeba było się wybawić na dworze, póki jasno, obejrzeć
          popołudniowe programy dla dzieci, pomóc przy kolacji. Do odrabiania lekcji brałam
          się wypoczęta, ze świeżą głową, to i mogłam to zrobić szybko i sprawnie. Jakby mnie
          ktos zmuszał do siadania do książek w godzinę czy dwie po powrocie ze szkoły,
          zmęczoną i stęsknioną za zabawą, to też bym pewnie siedziała w nieskończoność
          i pracowała nieefektywnie.

          • zofijkamyjka Re: walki z dzieckiem o naukę 21.02.11, 20:18
            katriel napisała:

            > A co ona robi tyle czasu poza domem? Bawi się na podwórku, siedzi w świetlicy,
            > ma zajęcia dodatkowe?

            Jest w świetlicy po szkole i nie opuszcza jej wcale jako ostatnia. W świetlicy lubi przebywać wink i dobrze sie tam bawi, jest bardzo towarzyska

            > O której wstaje i o której chodzi spać?

            Jak idzie na ośmą to wstaje ok 7.30. Chodzi spać ok.21.00. Czemu pytasz?
            • katriel Re: walki z dzieckiem o naukę 23.02.11, 23:41
              > Czemu pytasz?
              O której chodzi spać - bo byłam ciekawa, ile jej zostaje na "życie w domu", jak
              posiedzi nad lekcjami do 20. O której wstaje - chyba z rozpędu (a trochę po to,
              żeby ocenić, jak bardzo może być zmęczona i śpiąca wieczorem).

              Rozumiem, że towarzyskość wyklucza odrabianie lekcji w świetlicy (naprawdę
              rozumiem). W takim razie serio sugerowałabym opcję przeciwną, to znaczy
              odrabianie lekcji w ostatnim możliwym momencie. Nie wiem, ile ma zadawane,
              ale to dopiero druga klasa, więc pewnie godzina powinna wystarczyć. A skoro
              tak, to równie dobrze może je odrabiać np. od 19 do 20, prawda? Może do tego
              czasu ochłonie, wyciszy się i bedzie jej łatwiej. Tylko potrzeba, żebyś przez te
              trzy godziny od 16 do 19 nie wspominała ani słowem o lekcjach. Ewentualnie
              jedno kontrolne pytanie na początku, czy ma cos specjalnego zadane (co akurat
              wyjatkowo zajmie więcej czasu albo wymaga skoczenia do sklepu).

              To nie musi rozwiazać problemu, ale moze warto wypróbować. Przez tydzień,
              moze dwa. Jeśli w godzinę nie skończy - trudno. Mozna dać jeszcze kwadrans,
              potem idzie do szkoły z nieodrobionymi. (Dokładnie tak: odrobić lekcje to jej
              obowiazek, a mieć odrobione to jej interes. Jak się guzdrze odrabiając, to ty jej
              za karę zabraniasz dalszego odrabiania lekcji. Tobie zalezy żeby ona sprawnie
              i starannie pracowała, a nie żeby miała odrobione lekcje.)
              • zofijkamyjka Re: walki z dzieckiem o naukę 24.02.11, 20:46
                Węzmę pod uwagę taką opcję z tym późnym odrabianiem lekcji, dziękuję bardzo.
      • vatum wydrukowałam sobie 10.03.11, 13:40
        i powieszę przy biurku.. bo po pracy często jest sie zbyt zmęczonym i rozdrażnionym z głodu czy problemów by pamiętać o naszym kochanym biedactwie i jego codziennych biurkowych torturach wink
        Moja zrobi wszystko byle by tylko nie robić lekcji. Przede wszystkim jest zmęczona, zbyt zmęczona by dotrzeć do biurka...
        Dziękuję.
    • mamusia1999 Re: walki z dzieckiem o naukę 13.02.11, 17:28
      do wielu madrych i sprytnych uwag dodam swoje trzy grosze - w temacie siadania do lekcji.

      w szkole nauczycielka na pewno ma jakis system konsekwencji za nieodrobione zadania - u nas (1kl. 6latkow) sa to smutne buzki, za trzy buzki z tego samego przedmiotu trzeba zostac po lekcjach i odrobic wszystkie zaleglosci.

      mysle, ze szkola to jeden z ulubionych tematow na probe sil miedzy rodzicami a dzieciakiem. bo rodzicom zalezy i dzieci to wiedza. i nie ma to jak...odpuscic. jak w przeciaganiu liny - jak sie nagle poddasz to przeciwnik sobie pupe mocno potlucze wink sek w tym, zeby sobie pupe jakos potlukl. wiec upewnij sie, ze COS w szkole spotka twoja corke jesli nie odrobi zadania, mozesz nawet sie umowic z nauczycielka, ze odpuszczasz na probe. i luzik (chociazby pozorny) : nie chcesz, to nie odrabiaj. u nas dziala jak z podrecznika: dopoki naciskam to Mlody sie jezy, jak odpuszczam to zgrzytajc zebami jednak siada.

      w temacie czytania u nas jest "formalna" umowa na papierze miedzy uczniem a nauczycielka: kazdy uczen podpisal, ze bedzie czytal od 5 do ponad 15min. dziennie. na umowie jest kalendarz, kazdy dzien sie koloruje w zaleznosci od dlugosci czytania (5, 10, 15, wiecej niz 15). pod koniec miesiaca za kazde 7 dni jest listek z imieniem dziecka przypinany do drzewa wywieszonego w klasie. w tym koncepcie jest wiele czynnikow motywojacych - ale rowniez zero pozywki do spierania sie z rodzicami, uklad redukuje sie do "uczen-nauczyciel", a to zawsze lepiej niz trojkat z udzialem mamy.

      i nie dziw sie czasem, ze bedzie ci trudno o ten luzik wink mnie to zabralo 5 lat kariery szkolnej Mlodej, a i tak matematyki nie odpuszczam....tak dalece jakbym mogla.
      • psycholog.agnieszka.misiak Re: walki z dzieckiem o naukę 14.02.11, 00:07
        za koncepcje z drzewkiem i całym systemem motywującym:
        czapki z głów smile
      • zofijkamyjka Re: walki z dzieckiem o naukę 20.02.11, 22:21
        mamusia1999 napisała:

        > u nas dziala jak z podrecznika: dopoki naciskam to Mlody
        > sie jezy, jak odpuszczam to zgrzytajc zebami jednak siada.
        Cos w tym jest tylko że moja córka nie chce iśc do szkoły z nieodrobionymi lekcjami, bała by się. Więc będzie przeciągać ile sie da to odrabianie lekcji a potem płacz i histeria /całkiem szczera/bo ona ma lekcje nie zrobione.

        System z drzewkiem fajny pod warunkiem, że dzieci uczciwie kolorują tyle ile czytają, inaczej moga się nauczyć że np. kłamstwo im się opłaca wink
        • mamusia1999 Re: walki z dzieckiem o naukę 23.02.11, 11:42
          booosze, nie chce isc do szkoly bez odrobionych lekcji? toz to cudownie ! moje jednak musialy wyprobowac ta opcje, zanim sie pogodzily z losem.
          nie wiem jaki macie tryb zycia, ale kiedys przeciez konczycie dzien?
          owszem takiemu pocztakujacemu uczniowi nalezy sie jeszcze "ramowka" od rodzicow - wskazowki : teraz jest czas na lekcje, robi sie pozno...., o 17.00 idziemy na basen i potem jest za pozno na lekcje itp. ale goraco namawiam: nie wiecej. w sezonie dobrze dziala: mozesz wyjsc na plac zabaw po odrobieniu lekcji. moje mogly siedziec cale popoludnie za biurkiem. na histerie musisz zamknac uszy, pocieszyc: przykro mi, ze ci nie wyszlo, jutro wez moje wskazowki pod uwage i bedzie OK , a teraz idz spac. wytrzymaj ten lament i juz. moja rzucala zeszytem prze caly korytarz jak jej po 19.00 matematyka nie wychodzila.
          jesli twoja pomoc jest absolutnie konieczna, to tym bardziej mozesz sie uprzec: teraz mam czas dla ciebie, teraz juz czasu nie mam
          uwierz mi, cale to brimborium z namawianiem i histeria podswiadomie satysfakcjonuje dziecko i tej satysfakcji trzeba je pozbawic.
          organizacja czasu to kluczowa kompetencja zdobywana na pocztaku ksztalcenia.

          drzewko: na tym poziomie dzeiciaki maja czytac glosno, wiec rodzic ma oglad ile czytalo a ile pokolorowalo.
          • zofijkamyjka Re: walki z dzieckiem o naukę 24.02.11, 20:29
            mamusia1999 napisała:

            >wytrzymaj ten lament i juz.

            Niestety mój małżonek, który córke odstawia do szkoły nie wytrzymał. Były bóle brzucha i mdłości, płacz i szloch i.....odrabianie lekcji w ostatniej chwili.....rano.
            Dziękuje nigdy więcej nie zrobię jej, sobie i małzonkowi tego typu eksperymentów na wytrzymałość. To u nas nie wchodzi w grę.
            • morekac Re: walki z dzieckiem o naukę 25.02.11, 07:29
              To znaczy co zrobił?
              Sama piszesz, że dziecko inteligentne - znalazła na was haka z tymi lekcjami...
              • zofijkamyjka Re: walki z dzieckiem o naukę 25.02.11, 20:09
                morekac napisała:

                > To znaczy co zrobił?

                Napisałam przeciez - robili lekcje rano w strasznym pośpiechu przed wyjściem pod dyktando męża. Spóźnili sie do szkoły, mąż do pracy. Był rozstrój żołądka.
                • morekac Re: walki z dzieckiem o naukę 25.02.11, 20:44
                  i to był błąd. bo byłabym skłonna się założyć, że gdyby się na to nie zgodził, tylko odtransportował dziecko do szkoły, do małej dotarłoby,że jak nie odrobi lekcji wieczorem, to nie będzie miała odrobionych.
                  • zofijkamyjka Re: walki z dzieckiem o naukę 26.02.11, 08:16
                    Błędem było narażenie dziecka na taki stres w ramach eksperymentów wychowawczych. Ta metoda w przypadku mojego dziecka poprostu odpada.
                    • morekac Re: walki z dzieckiem o naukę 26.02.11, 08:22
                      No to narażaj ją i siebie na długotrwały stres związany z odrabianiem lekcji. Codziennie do 18 roku życia. Twoje dziecko, twój wybór.
    • allija Re: walki z dzieckiem o naukę 15.02.11, 01:03
      II klasa to nie jest jeszcze jakis specjalnie wyrafinowany program. To co dzieci tam robią na pewno tobie nie sprawi żadnej trudności i z latwoscią możesz małej pomoc - zrób z tego zabawę. Myslę, ze wtedy córka chętniej bedzie się do tych lekcji zabierała - wspólnie z tobą. Myślę też że i wyniki po jakimś czasie będzie miała lepsze co moze ją jeszcze bardziej zmotywować a tobie z czasem wycofywać się z tego rodzaju pomocy.
      Przy okazji będziesz widziała gdzie mała ma braki /o ile ma/, gdzie potrzebuje pomocy, jakiej.
      I oczywiscie - chwalić, za wszystko i cokolwiek sie uda.
      • mamusia1999 Re: walki z dzieckiem o naukę 15.02.11, 11:15
        z osobistego doswiadczenia poddaje pod rozwage: jak sie raz zacznie taka wspolna nauke, to pozniej nie bardzo wiadomo kiedy skonczyc. im blizej "dalszej" szkoly tym wazniejsze sa efekty i wtedy trudno sie wylaczyc. potem w tej dalszej szkole warto dobrze wystartowac, stres zwiazany ze zmiana i tez wydaje sie matce, ze akurat teraz to musi wspierac.

        ja oczywiscie sprawdzam 6latkowi zrobione zadania, pokazuje ew. co policzyl zle. jesli widze kompletne niezrozumienie tematu (tak bylo z dzialaniami odwrotnymi) to raz tlumacze. ale nie siadam z nim na fest, regularnie do zadan. jesli czegos by kompletnie nie jarzyl, albo zacial sie na amen (ostatnio za nic nie mogl wymyslic, ze na obrazku jest sluzacy a nie kelner) to wole poslac do szkoly bez zadania - zeby nauczyciel widzial, ze jest kwestia
        • allija Re: walki z dzieckiem o naukę 16.02.11, 00:42
          osobiście to ja nigdy z dziećmi nie siedziałam przy lekcjach, ani w I klasie, ani w VI czy wyższych. Ale moje dzieciaki same brały sie za lekcje, im nizsza klasa tym chętniej, bez zaganiania.
          Tu chęci nie ma więc jakos trzeba dziecko zmotywować a poza tym znaleźć powód tej niechęci. Będąc tylko obok chyba trudniej to zrobić.
        • yula Re: walki z dzieckiem o naukę 21.02.11, 00:37
          Jak szkoła nie radzi sobie z uczeniem to niestety rodzic musi to przejąć w ten czy inny sposób. Bo jak teraz dziecko nie załapie podstaw to później będzie mu ciężko. Ja staram sie pilnować by rozumiał materiał, ale mój starszak to osobna historia, tak naprawdę zwykłego ucznia będę miała za rok, zobaczymy jak to będzie smile
          • mamusia1999 Re: walki z dzieckiem o naukę 23.02.11, 14:52
            sama jestem ofiara tego dylematu, niestety. zaczelam czuwac nad matematyka na rok przed "selekcja" ( u nas 4kl.) teraz - 2 lata po, w nowej szkole dalej jestem wspolautorem tej oceny. Mloda wlasnie po raz drugi od 3,5 lat samodzielnie przygotowala sie do klasowki, pierwsze podejscie skonczylo sie... srednio na jeza, ale i tak ja pochwalilam za ta samodzielna nauke. i jakby co, to pogodze sie z ocena srednia na jeza - chociaz wiem, ze pod nadzorem i naciskiem potrafi lepiej opanowac material. i o dziwo wcale mi tak trudno nie bedzie, bo widze, ze te nieszczesne klasowki z matmy przestaly byc plachta na byka.
    • jola_ep Re: walki z dzieckiem o naukę 22.02.11, 20:26
      Piszesz, że nie masz jej za co pochwalić... To źle. Naprawdę.

      Czy trzy godziny zajmuje jej odrabianie lekcji zadanych przez panią? Ile tego jest?
      Moja córa w pierszej/drugiej klasie odrabiała średnio 10 minut, przy czym około pół godziny zajmował jej ryk: jak jej się nie chce, jakie to potwornie trudne i dlaczego musi... Im zadanie wydało jej się trudniejsze, tym dłużej ryczała.

      Czytanie: nie ćwiczyliśmy czytanek. Wiem. Źle... Ale pani była dość sensowna, a moja córa miała bardzo duże problemy z nauką czytania. Dlatego ćwiczyłam z nią czytanie w ramach wieczornej lektury fajnych książek (głównie razem wybieranych w bibliotece). ja czytałam większość, ona proste słowa (taka trochę modyfikowana przeze mnie metoda struktur wyrazowych stosowana dla dzieci z dysleksją). Patrząc z perspektywy czasu najważniejsze było w tej metodzie to, że ona czuła się doceniona smile Ja nie czytałam z nią, aby ona się uczyła. O nie. Osobiście nie znoszę czytania na głos, więc mi pomagała: ja się zmuszałam, bo dzięki jej pomocy szło mi łatwiej.
      Pamiętam, jak chwaliła się pani w zerówce, że "ona z mamą gazety czyta". Jaka była dumna - choć czytała tylko wyrazy typu "na", "po" wink

      Więc chwal, to pomaga smile

      Wyniki z klasówek w II klasie SP? Dlaczego ma zależeć? Albo inaczej: jak coś jest za trudne do osiągnięcia, to lepiej przekonać siebie, że to nieistotne.
      Może zresztą coś w tym jest.

      Czy te lekcje są dla niej trudne? Nudne? Ile czasu efektywnego zajmują? Z czym ma trudności? Gdzie możesz odpuścić, a co jest najważniejsze?

      Pozdrawiam
      Jola
      • verdana Re: walki z dzieckiem o naukę 23.02.11, 14:09
        Innymi slowy - dziecko wstaje rano, idzie do szkoły, jest w szkole do 16-17, dwa razy w tygodniu ma dodatkiowe lekcje. Świetlica nie jest miejscem odpoczynku, można się tam nieźle bawic, ale odpocząc nie można.
        Po wielu godzinach pracy, zmęczona wraca do domu i o dziwo - nie ma sily ani motywacjio by dale j intensyuwnie pracować. Dlacsego? rzeczywiście, to bardzo dziwne, normalny dorosly człowiek po powrocie z pracy nie mialby przecież zadnych prob,emow, aby zasiąść do biurka i sprawnie, nie odrywając się od zadań pracować dalej.
        Dziecko ma z tym problemy bo jest leniwe, marudne itd. Dzieci nie bywaja zmeczone, sa po prostu złe.
        Wynika z tego, ze corka po powrocie ze szkoły resztę dnia spędza na przepychankach - ma odrobić lekcje zgodnie z planem, a nie odrabia. Nie ma jej za co chwalić, więc jest nieustannie ganiona.
        Nie wierze umowy ustalane z dzieckiem. Sa to zawsze plany i umowy narzucane przez rodziców, ktore dziecko ma zaakceptować z usmiechem, a gdy się do nich nie stosuje jest ganione podwojnie - bo nie tylko nie robi czegoś, co do niego nakezy, ale w dodatku nie przestrzega umowy, ktorą rzekomo samo zaakceptowało. problem jednak w tym, ze dziecko jest na tyle słabszą strona układu, ze nie moze jej nie zaakceptować w całości i powiedzieć "chcę nadal siedzieć trzy godziny nad lekcjami, robic w tym czasie mnóstwo innych rzeczy, a Ty mamo to zaakceptuj".
        Przedw wszystkim córka potrzebuje wypoczynku po lekscjach, akceptacji, pochwał i pozwolenia jej na to, by odrabiała lekcje jak chce. Nie zdąży - trudno, niech płacze i histeryzuje. Lepsze to, niż zrobienie z domu drugiej szkoły z rodzicem w roli niechętnie nastawionej do ucznia nauczycielki.
        • mamusia1999 Re: walki z dzieckiem o naukę 24.02.11, 09:03
          "Dziecko ma z tym problemy bo jest leniwe, marudne itd. Dzieci nie bywaja zmeczone, sa po prostu złe."

          mysle, ze pochopnie insynuujesz kobiecie brak madrej milosci do dziecka. tymczasem IMO kazda matka doswiadcza kiedys, ze dziecku bardzo potrzeba do rozwoju granic, ze sprawdza ich polozenie, probujac je przekroczyc. bardzo czesto nawet jest tak, ze im bardziej regula jest wodnista, slaba, tym ostrzej dziecko sie burzy - bo podswiadomie bardzo jasnej granicy potrzebuje. i kazda matka musi sobie zadac wtedy pytanie: czy ta granica faktycznie ma uzasadnienie? a jesli ma, to nic nie daje cwierkanie, tylko trzeba sie stanowczo okreslic.

          dla mnie: jesli dziecko cale popoludnie w jakims swoim dowolnym rytmie bawi sie i wykonuje swoje obowiazki, a na koniec dnia ma sensownie odrobione zadanie, to widocznie daje sobie rade z organizacja czasu. mysle, ze 2klasista jeszcze potrzebuje ramowki czasowej, bo jego osobiste poczucie czasu moze byc niewystarczajace.
          ale jesli wieczorowa pora uderza w lament, bo zadanie lezy odlogiem, to trzeba sie zastanowic czy realnie byl czas i energia na to zadanie, czy tez trzeba jasno okreslic ta akurat relacje, bo dzieciak bez orientacji.


        • zofijkamyjka Re: walki z dzieckiem o naukę 24.02.11, 20:43
          A czy ja gdzie napisałąm że moje dziecko jest złe??? wymyślasz jakieś bzdury. Ja chcę jej pomóc żeby miała więcej właśnie czasu na odpoczynek, na miłe wspólne spędzanie tych kilku godzin wieczornych które nam zostają.
          Nie ukrywam , że ja równiez chciałąbym mieć troche czasu dla siebie i dla niej też a nie ślęczeć z nią nad lekcjami i ciągle ją poganiać w niemiłej atmosferze.
          Jej prace domowe "rządzą" naszym życiem rodzinnym i to musimy koniecznie zmienić.
          • morekac Re: walki z dzieckiem o naukę 25.02.11, 07:28
            To nie ślęcz. Serio piszę. Jak przestałam stać nad dzieckiem jak kat nad dobrą duszą, to zaczęła lekcje odrabiać. W swoim tempie, po swojemu i nie zawsze wszystkie - ale sama.Zastanów się jeszcze, czy przypadkiem nie poprawiasz jej każdej literki, każdego błędu i każdego zdania.
            Miała potem jeszcze kryzys w IV klasie - ale był on raczej związany z niezapisywaniem prac domowych.
            • zofijkamyjka Re: walki z dzieckiem o naukę 25.02.11, 20:03
              morekac napisała:

              > To nie ślęcz. Serio piszę.

              To ja Ci serio tez pisze już po raz kolejny: moim marzeniem jest nie ślęczeć nad córką i staram się ją nauczyć za wszelka cenę żeby odrabiała sama! Tymczasem jak ją samą zostawiam jest masakra.
              • morekac Re: walki z dzieckiem o naukę 25.02.11, 20:46
                To nie ślęcz. Na razie to ty martwisz się jej lekcjami i tym, że dziewczę nie odrobiło. A to powinno być zmartwienie uczennicy.

                Tymczasem
                > jak ją samą zostawiam jest masakra.
                Zatyczki w uszy i coś na uspokojenie. wink
                • zofijkamyjka Re: walki z dzieckiem o naukę 26.02.11, 08:21
                  morekac napisała:

                  > To nie ślęcz. Na razie to ty martwisz się jej lekcjami i tym, że dziewczę nie o
                  > drobiło. A to powinno być zmartwienie uczennicy.

                  A Ty swoje, juz Ci napisałam że nie moge jej zostawić bez nadzoru bo jest jeszcze gorzej. Bardzo bym chciała ale jeszcze nie mogę!
                  Zatyczki mi nie sa potrzebne. Przepraszam Cię ale Ty kompletnie nie rozumiesz naszego problemu.
                  • morekac Re: walki z dzieckiem o naukę 26.02.11, 08:24
                    Tak ci się tylko wydaje. Mnie też się tak wydawało... I przepraszam, ale rozumiem wink.
                    • zofijkamyjka Re: walki z dzieckiem o naukę 26.02.11, 15:59
                      morekac napisała:

                      >I przepraszam, ale rozumi
                      > em wink.

                      Tak Ci się tylko wydaje wink
                      • morekac Re: walki z dzieckiem o naukę 26.02.11, 19:20
                        Spędziłam pół roku usiłując walczyć z dzieckiem o sprawy szkolne:począwszy od odrabiania lekcji po naukę. wink Doskonale wiem, o czym piszesz.
                        • zofijkamyjka Re: walki z dzieckiem o naukę 27.02.11, 08:34
                          morekac napisała:

                          > Spędziłam pół roku usiłując walczyć z dzieckiem o sprawy szkolne

                          Tylko pół? wink Sorry ale każdy dzieciak jest inny
                          • morekac Re: walki z dzieckiem o naukę 27.02.11, 08:46
                            hmmm, potem zmieniłam metodę: z walki na współpracę smile
                            • zofijkamyjka Re: walki z dzieckiem o naukę 27.02.11, 08:50
                              morekac napisała:

                              > hmmm, potem zmieniłam metodę: z walki na współpracę smile

                              Jak to zrobiłaś?
                              Bo moja córka walczy chyba czasem dla samej sztuki walki, dobra jest w tym wink
                              • morekac Re: walki z dzieckiem o naukę 27.02.11, 10:11
                                Przyjęłam za pewnik, że odrabianie lekcji jest obrzydliwym zajęciem. Dzieliłam z córką jej ból z tego powodu. smile
                                Moje dziecko zaś uznało, że lekcje odrabiać musi, bo inaczej pani jest niezadowolona. Ale żeby się przekonać o nieprzyjemnych konsekwencjach nieodrobionych lekcji, musiała do tej szkoły z nieodrobionymi lekcjami raz czy drugi dotrzeć.
                                Trochę pomogło rozdzielenie odrabiania tych lekcji pomiędzy innych domowników 9 w sensie nadzoru oczywiście). Ponieważ nie było to już tak duże obciążenie czasowe, dorośli wykazywali bez porównania dużo więcej cierpliwości.
                                Córka była w domu dużo wcześniej niż o piątej - w sumie coś tam skrobnęła na świetlicy (było odrabianie lekcji pod opieką nauczyciela), coś tam skrobnęła pod opieką opiekunki/babci/dziadka, kończyła zaś wieczorem. Czyli nie odrabiała lekcji metodą - siada raz, a dobrze. Jak już musiała je skończyć, to trzeba było pozwalać jej na przerwę co 15-20 minut.
                                Czasami coś tam robiła w kuchni, a córka tam przenosiła się z lekcjami w pobliże.
                                Czyli metoda odrabiania lekcji została dostosowana do specyfiki dziecka. Odrabianie trwało całkiem sporo czasu, ale ja już nie stresowałam się z tego powodu.
                                Myślę, że z tym problemem lekcyjnym możesz pójść do psp niezależnie od badań w kierunku dysleksji (albo dopytać się, co z tym zrobić przy okazji tych badań). Ogólnie jesli chodzi o samą naukę - są dzieci które przy uczeniu się siedzą na pupie i czytają, inne wolą słuchać, jeszcze inne robią notatki, a inne muszą poskakać/poodawać się aktywności ruchowej.
                                Był jeszcze problem z odrabianiem lekci w klasie IV - ale wynikał z niezapisywania prac domowych, a nie z niechęci do odrabiania lekcji jako takich.
                                • verdana Re: walki z dzieckiem o naukę 27.02.11, 20:00
                                  To ja walczylam nie pół roku, ale pięć lat. Wystarczy?
                                  Po pieciu latach miałam - pogarszające się dramatycznie wyniki w nauce, moją opinię, ze dziecko jest leniwe i średnio inteligentne, samoocenę dziecka poniżej zera, atmosfere w domu jak w rodzinnym grobowcu, nerwicę serca 12-latka. Wystarczy?
                                  Kolejny, rozsadny psycholog po przebadaniu dziecka stwierdził zdecydowanie, ze to nie dziecko jest tępe , nieinteligentne i leniwe, ale ja jestem głupia, wredną zołzą. Że niszczę dziecko.
                                  Dziecko nie zaczęło się lepiej uczyć, gdy odpuscilam - nie zaczęło, bo już nie wierzyło, ze potrafi. Zaczęło się uczyć o wiele lepiej, gdy po maturze wyprowadziło sie z domu i nie miałam pojęcia, czy chodzi na zajęcia i uczy się do egzaminu. Elementem toksycznym w jego nauce bylam ja.
                                  Mam zreszta, co się rzadko zdarza, "grupę kontrolna" - czyli niemal identycznego klona mojego syna, 11 lat mlodszego brata. Ta sama dysfunkcja, ten sam wspólczynnik inteligencji, zbliżone oceny w pierwszych klasach.
                                  Temu odpuscilam. Ma nerwy jak postronki, wysoka samoocenę, średnie oceny i ogromną wiedzę.
                                  • zofijkamyjka Re: walki z dzieckiem o naukę 28.02.11, 22:11
                                    Moje dziecko jak wspomniałam jest wyluzowane pomimo mojego nerwu. Pyskate jest i pewne siebie. Raczej nie wyrzadzam jej specjalnej krzywdy w kwestii posiadanej niezachwianej dobrej samooceny smile. To raczej ja mam nadszarpniętą cierpliwość i zastanawiam się, co ze mną nie tak.
                                    • morekac Re: walki z dzieckiem o naukę 28.02.11, 23:35
                                      To raczej ja mam nadszarpniętą cierpliwo
                                      > ść i zastanawiam się, co ze mną nie tak.

                                      To po co odrabiasz z córką lekcje i doznajesz szkód psychicznych? wink
                                      Tak na serio: mam wrażenie, że usiłujsz osiągnąć na raz dwie rzeczy: niejęczenie i szybkie dorabianie lekcji. To może być za dużo.
                                      • morekac Re: walki z dzieckiem o naukę 28.02.11, 23:51
                                        tfu, odrabianie, nie dorabianie.
                                    • morekac Re: walki z dzieckiem o naukę 28.02.11, 23:49
                                      Jak jeszcze trochę jej pojojczysz w towarzystwie pani nauczycielki to sytuacja może być całkiem inna.
                                      Przy czym zestresowane dziecko może być jak najbardziej pyskate.
                                      • zofijkamyjka Re: walki z dzieckiem o naukę 01.03.11, 07:32
                                        Moje dziecko nie jest zestresowane. Nigdy tez nie krytykowałabym jej w obecnosci osób trzecich a już napewno nie jej nauczycielki.
                                        • morekac Re: walki z dzieckiem o naukę 01.03.11, 10:01
                                          Ale rozmawiałaś z nią, że pani uważa, że powinna więcej ćwiczyć? Może pani z nią rozmawiała? Marudzisz, że mogłaby więcej ćwiczyć/szybciej odrabiać prace domowe/lepiej się uczyć? Czasami wystarczy do złapania doła.
                                          • zofijkamyjka Re: walki z dzieckiem o naukę 03.03.11, 18:55
                                            morekac napisała:

                                            > Czasami wystarczy do złapania doła.

                                            Nie złapała doła
                                • zofijkamyjka Re: walki z dzieckiem o naukę 28.02.11, 21:37
                                  morekac napisała:

                                  > Przyjęłam za pewnik, że odrabianie lekcji jest obrzydliwym zajęciem. Dzieliłam
                                  > z córką jej ból z tego powodu. smile

                                  Ja podobnie, usilnie chcę żeby zrobiła i miała z głowy. Cały czas mam przeświadczenie że traci kupę czasu na rzeczy niepotrzebne i tak naprawdę przez to jest bardziej znużona, zmęczona tym siedzeniem nad smętnymi ćwiczeniami.

                                  > Ogólnie jesli chodzi o samą naukę - są dzieci które przy uczeniu się siedzą na
                                  > pupie i czytają, inne wolą słuchać, jeszcze inne robią notatki, a inne muszą po
                                  > skakać/poodawać się aktywności ruchowej.

                                  Ale ona jest w II klasie, jeszcze nie ma takiej potrzeby uczenia się w sensie dosłownym. Chodzi o wykonanie zadanych ćwiczeń. Próbuję róznych metod, przerwy tez są tyle że ona np. wydłuża je w nieskończoność i cały czas łanie nasze umowy. Np. umawiamy się że zrobi dane ćwiczenie a potem przerwa, po czym ..... nie ruszyła tego zadania w ogóle bo np układała kredki w pudełku. To jest totalny brak jakiekolwiek planu w tym jej działaniu i jednoczesna negacja wszelkich moich propozycji działania.
                                  • dorry Re: walki z dzieckiem o naukę 28.02.11, 23:18
                                    >To jest totalny brak jakiekolwiek planu w tym jej działaniu i jednoczesna negacja wszelkich moich propozycji działania.

                                    Ja się wcale nie dziwię. Chyba za bardzo jesteś zaangażowana w to odrabianie lekcji. Jeśli dziewięcioletnie dziecko może przez trzy godziny dziennie kręcić mamą we wszystkie strony, to tak łatwo z tego nie zrezygnuje.

                                    Spójrz na te wasze szkolne problemy z innej strony - moim zdaniem, nie jest tak źle. Twoja córka:
                                    1. lubi chodzić do szkoły ze względów towarzyskich - mój młodszy syn (też w drugiej klasie) nie cierpi szkoły ale i kolegów też, godziny spędzone w szkole to dla niego jak najgorsza kara;
                                    2. lubi przebywać na świetlicy - mojego i wołami się tam nie zaciągnie, już w pierwszej klasie kategorycznie odmówił przebywania tam;
                                    3. boi się konsekwencji nieodrobionej pracy domowej - mój konsekwencje "zlewa" całkowicie, mógłby w ogóle nie odrabiać.

                                    Twoja corka lekcji nie lubi odrabiać? Ja nie znałam i nie znam wiele dzieci, które w tym wieku to lubią.
                                    Poza tym, moim zdaniem te trzy godziny, które, jak opisujesz Twoja corka odrabia lekcje, to moim zdaniem stanowczo za dużo. Odrabianie lekcji w tym wieku nie powinno zabierac więcej niż godzinę.
                                    Może pani jednak przesadza z ilością zadawanego materiału?
                                    Jeśli nie, to ja bym wyznaczyła jej czas np 1,5h w którym musi się zmieścić z tym odrabianiem. Najlepiej niech odrabia sama. Jeśli nie robi zbyt wiele błędów i, jak piszesz, nie potrzebuje wsparcia dla kruchego poczucia własnej wartości, to nie przesadzałabym też z tymi pochwałami, gdyż to wymaga nieustannego siedzenia przy niej - a im mniej będziesz się w ten proces angażować, tym lepiej.
                                    Mój starszy syn do połowy trzeciej klasy urządzał straszne cyrki - codziennie przed odrabianiem lekcji wył pół godziny. A teraz - piąta klasa - uczy się sam, prosi o zakupienie dodatkowych książek, walczy o świadectwo z paskiem, bierze udział w konkursach.
                                    Być może dlatego, że postawiłam na naukę wyciąganą z logicznych konsekwencji - jeśli nie odrobił lekcji w wyznaczonym terminie, to szedł z nieodrobionymi.
                                    Z młodszym jest trochę gorzej. Jedyne co działa to świadomośc, że po odrobieniu lekcji, codziennie czeka coś bardzo dla niego atrakcyjnego. I tak zmotywowany, potrafi sam odrobić lekcje w średnim tempie. On ma swoją ulubioną, wąską dziedzinę, która jest jego pasją (nie ma nic wspólnego z programem szkolnym) i NIC poza tym go nie interesuje. Więc wykorzystuję to jako "motywator".


                                    • verdana Re: walki z dzieckiem o naukę 28.02.11, 23:26
                                      Nie bardzo się dziwię, że ona neguje Twoje plany. Poczytaj tę dyskusje - na wszelkie propozycje twardo mowisz - nie, ja robię dobrze, mojej winy w tym nie ma, wszystko jest winą tego,z e dziecko nie stosuje się do moich poleceń. Podejrzewam, ze z córką jest podobnie - Tty mówisz i oczekujesz, ze córka będzie robiła dokladnie to i w taki sposób, jaki zaplanowałas. Jesteś kompletnie nieelastyczna - albo jest "po twojemu", albo jest źle.
                                      • zofijkamyjka Re: walki z dzieckiem o naukę 01.03.11, 07:26
                                        verdana napisała:

                                        > Nie bardzo się dziwię, że ona neguje Twoje plany. Poczytaj tę dyskusje - na wsz
                                        > elkie propozycje twardo mowisz - nie, ja robię dobrze

                                        Wcale nie twierdze że robię wszystko dobrze. Poszukuje dobrego wyjścia ale niektóre wasze rady kompletnie nie pasują do naszej sytuacji.
                                        • truscaveczka Re: walki z dzieckiem o naukę 06.03.11, 15:17
                                          Czyli zwyczajnie nie jesteś w stanie zaakceptować faktu, że to ty masz problem i że to ty muisz popracować nad sobą?
                                          Twój problem, twoja głowa.
                                    • zofijkamyjka Re: walki z dzieckiem o naukę 01.03.11, 07:22
                                      dorry napisała:

                                      > Ja się wcale nie dziwię. Chyba za bardzo jesteś zaangażowana w to odrabianie le
                                      > kcji. Jeśli dziewięcioletnie dziecko może przez trzy godziny dziennie kręcić ma
                                      > mą we wszystkie strony, to tak łatwo z tego nie zrezygnuje.

                                      No więc właśnie mój dylemat i zresztą pytanie zasadnicze z początku wątku jest takie: Czy agnażować się w te lekcje czy olać? Niektórzy radząc żebym dała sobie spokój jednocześnie wskazują na ciągłe chwalenie, ustalanie planu, organizowanie przerw....itd.To dla mnie sprzecznośc jakaś.

                                      > Poza tym, moim zdaniem te trzy godziny, które, jak opisujesz Twoja corka odrabi
                                      > a lekcje, to moim zdaniem stanowczo za dużo. Odrabianie lekcji w tym wieku nie
                                      > powinno zabierac więcej niż godzinę.
                                      > Może pani jednak przesadza z ilością zadawanego materiału?

                                      Czasem pani przesadza rzeczywiście, ale nawet jak ma mało to i tak siedzi parę godzin. Jej się nigdy nie śpieszy. ja własnie wiem, że to za dużo i stąd to moje całe zaangażowanie głównie nad skróceniem męk smile jeszcze przed nadejsciem zmęczenia
                                      • morekac Re: walki z dzieckiem o naukę 01.03.11, 09:59
                                        Nikt ci nie każe ciagle chwalić, tylko pozytywnie wzmacniać - zwłaszcza w sprawach, w których ma problemy. Chociażby zauważyć, że usiadła dzisiaj tak szybko do lekcji i tak wytrwale pracuje, bez przerw (chociażby była to ledwie minimalna poprawa). Zauważyc, że to czy tamto zrobiła bez twojej obecności. Że coś zrobiła szybciej. To nie jest sprzeczne z zasadą, że za lekcje odpowiedzialny jest uczeń, a nie rodzic. Czyli jeśli dziecko nie zrobi lekcji, pójdzie z nieodrobionymi lekcjami, jeśli dziecko nie zrobi lekcji po południu, będzie ślęczało nad nimi wieczorem, podpierając się nosem ze zmęczenia. Daj jej to przeżyć i przekonać się jak to jest. Że będzie to przykre? Trudno, rodzice nie są od usuwania każdego pyłku spod stóp swoich dzieci, dzieci zaś rozwijają się i zdobywają siłę poprzez pokonywanie trudności.
                                        W założeniu mozesz jej pomóc planować czas, możesz jej coś podpowiedzieć - i to w rezultacie ma doprowadzic do tego, że dziecko będzie pamiętało o swoich lekcjach i samo je odrabiało, a ty może od czasu do czasu zadumasz się, kiedy ona to robi, bo nie widziałaś jej nad lekcjami od tygodni. wink
                                        Plan to ustalasz przede wszystkim ty sama i kurczowo usiłujesz się go trzymac: dla ciebie kluczowa jest kwestia przerw/rozpoczęcia lekcji o jedynej własciwej godzinie/skończenia zadań zgodnie z narzucownym przez ciebie planem. Przed puszczeniem na żywioł się bronisz rękami i nogami - bo już wiesz, że dziecko dostanie histerii przed wyjsciem do szkoły (tata zaś w rezultacie niemal zrobi za dziecko lekcje i spóźni się do pracy). Zaś przerzucenie odpowiedzialności na dziecko traktujesz jako... olewanie?
                                        Możesz zresztą spróbowac kilku sposobów - ale pamiętaj, żaden z nich nie działa na zasadzie, że ty robisz coś, zaś dziecko radośnie i ze śpiewem na ustach siada do szybkiego odrabiania lekcji od zaraz. Zmiana przyzwyczajeń zajmuje nieco czasu.
                                        • zofijkamyjka Re: walki z dzieckiem o naukę 03.03.11, 18:52
                                          morekac napisała:

                                          > Nikt ci nie każe ciagle chwalić, tylko pozytywnie wzmacniać - zwłaszcza w spraw
                                          > ach, w których ma problemy. Chociażby zauważyć, że usiadła dzisiaj tak szybko d
                                          > o lekcji i tak wytrwale pracuje, bez przerw (chociażby była to ledwie minimalna
                                          > poprawa). Zauważyc, że to czy tamto zrobiła bez twojej obecności. Że coś zrobi
                                          > ła szybciej.

                                          Przysięgam, że jak zrobi coś z tego co wymieniłas to ją chwalę. smile Nie szczędzę jej pochwał na codzień ale przy odrabianiu lekcji jest to trudne, bardzo! Chociaż pomysł z kropkami dla siebie za każdą pochwałę realizuję od poniedziałku. Kropek niewiele narazie ale się staram.

                                          >Czyli jeśli dziecko nie zrobi lekcji, pójdzie z nieodrobion
                                          > ymi lekcjami,

                                          Ta metoda nie nadaje sie dla mojej córki, jak juz pisałam. Nie wszystko się dla każdego dziecka nadaje. To można zastosować jak dziecko nie do końca zdaje siobie sprawy z konsekwencji, myśli że jakos się uda, że Pani nie zauważy .....


                                          >jeśli dziecko nie zrobi lekcji po południu, będzie ślęczało nad n
                                          > imi wieczorem, podpierając się nosem ze zmęczenia. Daj jej to przeżyć i przekon
                                          > ać się jak to jest. Że będzie to przykre?

                                          smile niejednokrotnie się przekonała że to przykre. I co? i nic!


                                          > Plan to ustalasz przede wszystkim ty sama i kurczowo usiłujesz się go trzymac:
                                          > dla ciebie kluczowa jest kwestia przerw/rozpoczęcia lekcji o jedynej własciwej
                                          > godzinie/skończenia zadań zgodnie z narzucownym przez ciebie planem.

                                          Ależ nie, skad Ty takie wnioski wyciągasz?. Ona sama nie dotrzymuje swoich własnych zasad.
                                          ja sie własnie zastanawiam czy nie narzucić jej bardzij "sztywnego" planu. To chyba zreszta nawet Ty doradzałaś spisanie zasad na kartce i trzymanie się ich. Teraz się wycofujesz wink

                                          >Przed puszczeniem na żywioł się bronisz rękami i nogami - bo już wiesz, że dziecko dostan
                                          > ie histerii przed wyjsciem do szkoły

                                          Jeśli idzie Ci o pójście przez nią z nieodrobionymi lekcjami to raczej ona się przed tym broni, nie ja. Ja nie mam nic przeciwko temu, niech idzie! Ale zmuszac jej do tego wbrew niej samej nie będę bo to ponad jej siły.
                                          • morekac Re: walki z dzieckiem o naukę 03.03.11, 20:31
                                            Jeśli idzie Ci o pójście przez nią z nieodrobionymi lekcjami to raczej ona się
                                            > przed tym broni, nie ja. Ja nie mam nic przeciwko temu, niech idzie
                                            To jej na to pozwól... Albo ją zmuś do tego. Jej lekcje to jej nieprzyjemności za ich nieodrobienie. To nie ty masz się denerwować, tylko ona. IMHO: dopóki nie przekroczysz tego progu, czarno to widzę. To przede wszystkim w tobie nie ma zgody na to, żeby córka nie odrobiła lekcji. Być może córka robi takie afery, bo boi się, że będzie piekło. W każdym razie mam wrażenie, że w przypadku porannego odrabiania lekcji pan tata dał ciała.

                                            To c
                                            > hyba zreszta nawet Ty doradzałaś spisanie zasad na kartce i trzymanie się ich.
                                            > Teraz się wycofujesz wink
                                            Hm, tylko że u mnie takie zasady są ustalane przy znacznym udziale dzieci, a spisywane są wyłącznie po to, żeby się mamusia stosowała. Bo miałam tendencje do ich naginania do swoich celów.
                                            Z takich zasad może być ustalone (traktat negocjacyjny zaginął w pomroce dziejów), że się nie czepiam, jeśli dziecko ma stopnie dające spokojnie ocenę >2 , a jeśli coś mniej - to dziecko idzie na korki do rodziców do czasu osiągnięcia ocen na poziomie 4 - starsza twierdzi zresztą, że powinny się to uznać za groźby karalne wink .
                                            • zofijkamyjka Re: walki z dzieckiem o naukę 05.03.11, 09:51
                                              morekac napisała:

                                              > To jej na to pozwól... Albo ją zmuś do tego.

                                              Pozwalam! Zmuszać na siłę to nieprzyjemnosci, których ona sie boi nie będę!
                                              Powtarzam, ja sie nie denerwuje tym, że ona tych lekcji nie odrobi tylko:
                                              sposobem jaki się za nie zabiera, niesamowitym grzebaniem się, doprowadzaniem się do stanu totalnego zmęczenia i znudzenia lekcjami itd i potrzebą mojego ciagłego nadzoru nad nią.

                                              >W każdym razie mam wrażenie, że w przypadku poran
                                              > nego odrabiania lekcji pan tata dał ciała.
                                              raczej trzeźwo stanął na wysokosci zadania i załagodził niepotrzebny konflikt.


                                              > Hm, tylko że u mnie takie zasady są ustalane przy znacznym udziale dzieci, a sp
                                              > isywane są wyłącznie po to, żeby się mamusia stosowała. Bo miałam tendencje do
                                              > ich naginania do swoich celów.

                                              No ja nie mam takich problemów jak Ty.
                                              • yula Re: walki z dzieckiem o naukę 05.03.11, 10:13
                                                > Pozwalam! Zmuszać na siłę to nieprzyjemnosci, których ona sie boi nie będę!
                                                Macie jakiś rozkład dnia którego sie trzymacie? Czy jak córka nie zrobi lekcji to siedzi nad nimi do białego rana? Jeśli macie, to po prostu już czas do łóżka, trudno dziś nie zrobiłaś lekcji, jutro może sie uda. Jeśli dziecko naprawdę przejmuje sie nieodrobionymi lekcjami to taka lekcja mu pomoże zabrać sie do ich odrabiania. Po powrocie ze szkoły daj jej czas na odpoczynek, a potem uprzedź że pora na lekcje, a o takiej i takiej godzinie jest kolacja i do łóżka.
                                                • zofijkamyjka Re: walki z dzieckiem o naukę 06.03.11, 15:47
                                                  yula napisała:

                                                  > Macie jakiś rozkład dnia którego sie trzymacie? Czy jak córka nie zrobi lekcji
                                                  > to siedzi nad nimi do białego rana?

                                                  No nie jeszcze tak źle nie jest żeby siedziała do białego rana. Jak zasiądzie ok. 17.00 to do 21.00 max się wyrobi winkumilajac życie sobie i rodzinie.
                                              • jola_ep Re: walki z dzieckiem o naukę 05.03.11, 15:55
                                                > Pozwalam! Zmuszać na siłę to nieprzyjemnosci, których ona sie boi nie będę!

                                                Nie pozwalasz.
                                                Stoisz nad nią, przypominasz, dbasz o to, aby lekcje odrobione miała.

                                                A Twoja córka jest w wieku, gdy pora już odpuścić system nadzorczy, ponaglanie, przypominanie i powoli (w kontrolowanych, domowych warunkach) pozwalać jej na DORASTANIE.
                                                A polega to na tym, że dziecko (a teraz powoli, powoli prawie nastolatek) przejmuje odpowiedzialność za swoje czyny: dajesz jej PRAWO do popełniania błędów, a następnie ponoszenia konsekwencji swoich działań.

                                                Teraz to Ty dbasz o lekcje, o terminowość. A chodzi o to, aby to ona dbała.

                                                Na razie dajecie sobie jakoś radę (choć już jest Ci ciężko). Z czasem będzie coraz trudniej.

                                                Pozwól więc jej ponieść konsekwencje jej działań. Będzie przykro? Trudno. Zawsze możesz pocieszyć i utulić. Ale daj jej prawo do samostanowienia (w granicach, które wyznaczysz).

                                                Wiem, jakie to trudne. To jakby wypuszczenie dziecka spod swoich macierzyńskich skrzydeł. Pierwsze kroki dziecka są trudne. Nie raz upada, wpada na ścianę, potem trzeba pocieszać i tulić w żalu, bo podłoga taka twarda. I tak jest z dorastaniem. Niech ona idzie do szkoły z nieodrobionymi lekcjami. Niech się przekona, że tak jest źle. Daj jej prawo do samodzielnych kroków.

                                                A teraz to trzymasz ją na krótkiej smyczy, pilnujesz, chronisz, a ona powoli utwierdza się w przekonaniu, że lekcje to Twój problem.

                                                Pozdrawiam
                                                Jola
                                                PS Napisane na podstawie własnych macierzyńskich doświadczeń smile
                                                • zofijkamyjka Re: walki z dzieckiem o naukę 06.03.11, 16:02
                                                  jola_ep napisała:

                                                  > Stoisz nad nią, przypominasz, dbasz o to, aby lekcje odrobione miała.

                                                  W zasadzie nie stoję, przychodzę gdy mnie potrzebuje noi w celu upominania, gdy zamiast lekcji robi zupełnie co innego, gdy czas ustalony na pewną partię lekcji własnie upływa.

                                                  > Pozwól więc jej ponieść konsekwencje jej działań. Będzie przykro?

                                                  W zasadzie ona ponosi te konsekwencje codziennie. Tkwi nad lekcjami na własne życzenie i nie ma czasu na nic innego.

                                                  • morekac Re: walki z dzieckiem o naukę 06.03.11, 19:43
                                                    W zasadzie nie stoję, przychodzę gdy mnie potrzebuje noi w celu upominania, gdy
                                                    > zamiast lekcji robi zupełnie co innego, gdy czas ustalony na pewną partię lekc
                                                    > ji własnie upływa.
                                                    To w czym ty właściwie masz problem - skoro tak naprawdę to długie odrabianie jej nie przeszkadza? I tobie też nie właściwie.
                                                    Mam hipotezę, że córka boi się, że jak zacznie się wcześniej wyrabiać, to zaraz wymyslisz jakieś dodatkowe zajęcia - chociażby dodatkową naukę na polecenie pani. wink
                                              • morekac Re: walki z dzieckiem o naukę 06.03.11, 08:46
                                                Wcale nie pozwalasz jej na poznanie konsekwencji nieodrobienia lekcji w terminie - nawet jeden raz. Być może twoje dziecko na jakieś problemy, być może nie ma - ale IMHO żadnego dziecka nie da się wychować, jeśli nie będzie ponosiło konsekwencji pewnych swoich czynów (bądź własciwie zaniechań) i będzie usuwało mu się wszelkie pyłki spod stóp - na zasadzie: bo ona taka wrażliwa, będzie płakać, bo pani nauczycielka pomyśli, że jestem złą matką, bo nie dopilnowałam.
                                                I tak zamiast 1-2 nieprzyjemnych sytuacji - przede wszystkim nieprzyjemnych dla niej, macie mniejszy stres 5 dni w tygodniu w ciągu roku szkolnego: i ona, i ty, i mąż.

                                                > No ja nie mam takich problemów jak Ty.
                                                Ja już dawno nie mam. wink
                                                • zofijkamyjka Re: walki z dzieckiem o naukę 06.03.11, 16:19
                                                  morekac napisała:

                                                  > Wcale nie pozwalasz jej na poznanie konsekwencji nieodrobienia lekcji w termini
                                                  > e - nawet jeden raz.

                                                  Jak już pisałam pozwalam, a nawet namawiam smile nie da rady! Ona sobie świetnie zdaje sprawę z tych konsekwencji.

                                                  Przy okazji pewna anegdota z życia: Wczoraj rozmawiałam z przyjaciółka na temat poznania konsekwencji pójścia dziecka z nieodrobiona lekcja do szkoły. Jej syn kiedyś poszedł i...... przekonał się że Pani nic nie zauważyła. Od tego czasu już się nie obawia nie zrobić lekcji smile
                                                  Także kij może miec dwa końce. Puki moje dziecię ma ten wewnętrzny przymus odrobienia zadanych lekcji to niech go ma, ja go na siłę łamać nie zamierzam.
                                                  • jakw Re: walki z dzieckiem o naukę 06.03.11, 17:13
                                                    zofijkamyjka napisała:

                                                    > Jej syn
                                                    > kiedyś poszedł i...... przekonał się że Pani nic nie zauważyła. Od tego czasu
                                                    > już się nie obawia nie zrobić lekcji smile
                                                    Moja starsza też tak miała w którymś momencie. Zmieniła zdanie gdy w III klasie pani jednak zajrzała jej do ćwiczeń i musiała całkiem sporo uzupełnić.
                                                  • zofijkamyjka Re: walki z dzieckiem o naukę 06.03.11, 18:25
                                                    jakw napisała:
                                                    > Zmieniła zdanie gdy w III klasie
                                                    > pani jednak zajrzała jej do ćwiczeń i musiała całkiem sporo uzupełnić.

                                                    W przypadku np. mojej córki która ma problem z tempem odrobienia bieżących zadań to byłaby klapa do kwadratu.
                                              • jakw Re: walki z dzieckiem o naukę 06.03.11, 16:51
                                                zofijkamyjka napisała:
                                                > Powtarzam, ja sie nie denerwuje tym, że ona tych lekcji nie odrobi tylko:
                                                > sposobem jaki się za nie zabiera, niesamowitym grzebaniem się, doprowadzaniem s
                                                > ię do stanu totalnego zmęczenia i znudzenia lekcjami itd i potrzebą mojego ciag
                                                > łego nadzoru nad nią.
                                                I podejrzewam, że wprowadzasz nerwową atmosferę. A młoda może ze stresu zaczyna kombinować z grzebaniem w piórniku z panikarską myślą :"Ocho, zaraz się zacznie". Dziecko może nie cierpieć odrabiania lekcji bo stoisz nad nią i być może ciągle poprawiasz (np "mogłabyś bardziej się starać"). Proponowałaś jakiegoś ekstra bonusa (choćby trochę czasu na kompie, jeśli młoda zainteresowana) jeśli zmieści się np w 2 godzinach odrabiania lekcji?
                                                • zofijkamyjka Re: walki z dzieckiem o naukę 06.03.11, 17:58
                                                  jakw napisała:

                                                  >Dziecko może nie cierpieć odrabiania lekcji bo stoisz nad nią i być może ci
                                                  > ągle poprawiasz (np "mogłabyś bardziej się starać").

                                                  O nie! wtedy to trwałoby jeszcze dłużej. Niech zrobi nawet byle jak wink

                                                  > Proponowałaś jakiegoś ekstra bonusa (choćby trochę czasu na kompie, jeśli młoda zainteresowana) jeśli zmi
                                                  > eści się np w 2 godzinach odrabiania lekcji?

                                                  Oczywiście, sporadycznie jej się udaje.
                  • jakw Re: walki z dzieckiem o naukę 06.03.11, 16:36
                    zofijkamyjka napisała:
                    >
                    > A Ty swoje, juz Ci napisałam że nie moge jej zostawić bez nadzoru bo jest jeszc
                    > ze gorzej.
                    Ale kiedyś musi nadejść ten "straszny" moment, kiedy uznacie, że odrabianie lekcji to zadanie dziecka - a wy macie mu je umożliwić (np. niezapisując dziecka na zajęcia od 13 do 23), pomóc (jeśli prosi o pomoc), a nie stać nad nim jak kat nad dobrą duszą.
                    I zwykle jest tak, że na początku jest gorzej, ale potem lepiej - kiedy dziecko ustali, że to nie jest problem mamy, która nie wiadomo czemu chce, żeby coś tam gryzmolić w zeszycie, tylko jego osobiście. I być może trzęsąc się nad tym odrabianiem lekcji wcale nie przyśpieszasz osiągnięcia tego, tak utęsknionego przez ciebie, momentu. A odrabianie lekcji rano w pośpiechu było naprawdę kiepskie - bo jedyny wniosek, jaki młoda z tego wyciągnęła, to taki, że jak urządzi małą histerię to tata podyktuje. Gdyby poszła do szkoły z nieodrobionymi lekcjami czułaby dyskomfort (być może duży), ale samo wspomnienie nieprzyjemnego uczucia mogłoby ją skłonić do zastanowienia się czy nie warto usiąść do lekcji.
                    • zofijkamyjka Re: walki z dzieckiem o naukę 06.03.11, 17:54
                      jakw napisała:

                      >A odrabianie lekcji rano w pośpiechu było naprawdę kiepski
                      > e - bo jedyny wniosek, jaki młoda z tego wyciągnęła, to taki, że jak urządzi ma
                      > łą histerię to tata podyktuje. Gdyby poszła do szkoły z nieodrobionymi lekcjami
                      > czułaby dyskomfort (być może duży), ale samo wspomnienie nieprzyjemnego uczuci
                      > a mogłoby ją skłonić do zastanowienia się czy nie warto usiąść do lekcji.

                      wystarczyło jej nieprzyjemności, na samo wspomnienie tamtego poranka prawie ryczy.
              • jakw Re: walki z dzieckiem o naukę 06.03.11, 16:26
                zofijkamyjka napisała:

                >Tymczasem
                > jak ją samą zostawiam jest masakra.
                Jest masakra bo wszyscy troje dostajecie palipitacji serca z powodu nieodrobionych lekcji. I wokół odrabiania lekcji kręci się wasze popołudniowo-wieczorne życie.
                • zofijkamyjka Re: walki z dzieckiem o naukę 06.03.11, 17:44
                  jakw napisała:

                  > Jest masakra bo wszyscy troje dostajecie palipitacji serca z powodu nieodrobion
                  > ych lekcji. I wokół odrabiania lekcji kręci się wasze popołudniowo-wieczorne ży
                  > cie.

                  Nie troje, mąż rzadko sie wtrąca. Ma mniej cierpliwości niż ja, skapitulował wink No i kompletnie nie rozumiesz, jeśli piszemy o palpitacj to z powodu tego, że ona zamienia to odrabianie kilku ćwiczeń w mozolne ślęczenie kilkugodzinne nad ksiązką i ciągłe angażowanie mnie a nie z powodu nieodrobionych lekcji! Tu głównie chodzi o tempo i sposób jej pracy a nie o wyegzekwonie że te lekcje muszą byc zrobione. Ona doskonale wie że musza być zrobione! Do tego ja jej przekonywać nie muszę.
      • zofijkamyjka Re: walki z dzieckiem o naukę 24.02.11, 20:20
        jola_ep napisała:

        > Piszesz, że nie masz jej za co pochwalić... To źle. Naprawdę.

        Wiem o tym. Piszę szczerze jak jest chciaz wcale mnie to nie cieszy. Na siłę chwalenie nie wchodzi w grę. Inteligentna jest bestia, nie nabierze się!
        Ale metodę kropek postaram sie wprowadzić, zobaczymy co nam z tego wyjdzie....

        > Czy trzy godziny zajmuje jej odrabianie lekcji zadanych przez panią? Ile tego j
        > est?

        Różnie jest, raz więcej raz mniej. Generalnie powinno jej zając nie wiecej niż godzine. Czas przeznaczony na odrabianie przecieka jej przez palce.

        > Pamiętam, jak chwaliła się pani w zerówce, że "ona z mamą gazety czyta". Jaka b
        > yła dumna - choć czytała tylko wyrazy typu "na", "po" wink


        Moja jest już w drugiej klasie /nie w zerówce/i jest dość rozwinieta jak na swój wiek. Nie nabiera sie na tego typu zabawy z mamusią w czytanie.

        > Czy te lekcje są dla niej trudne? Nudne? Ile czasu efektywnego zajmują? Z czym
        > ma trudności? Gdzie możesz odpuścić, a co jest najważniejsze?

        Czasem bywa cos trudnego ale generalnie jako tako sobie radzi, czasem cos trzeba dotłumaczyć. Ale najgorsze jest jej podejście. Lekcje jakby ją nomalnie parzyły... to coś najgorszego dla niej na świecie sad
        --
        • jola_ep Re: walki z dzieckiem o naukę 24.02.11, 21:01
          Godzina w tym wieku to dużo.

          > Wiem o tym. Piszę szczerze jak jest chciaz wcale mnie to nie cieszy. Na siłę ch
          > walenie nie wchodzi w grę. Inteligentna jest bestia, nie nabierze się!

          Może masz zbyt duże oczekiwania? To - wbrew pozorom - małe dziecko. Spróbuj tak na nią spojrzeć, docenić jej wysiłek. Wtedy pewnie coś znajdziesz.


          > Moja jest już w drugiej klasie /nie w zerówce/i jest dość rozwinieta jak na swó
          > j wiek. Nie nabiera sie na tego typu zabawy z mamusią w czytanie.

          To nie była zabawa. To był mój sposób na przyjemne (także dla mnie!) spędzenie czasu z moim dzieckiem (relaks przed snem). Lubisz czytać? Spróbuj choćby z "Rodziną Miziołków" .

          > Czasem bywa cos trudnego ale generalnie jako tako sobie radzi, czasem cos trzeb
          > a dotłumaczyć. Ale najgorsze jest jej podejście. Lekcje jakby ją nomalnie parzy
          > ły... to coś najgorszego dla niej na świecie sad

          Wydaje mi się, że to jest wiek, gdy trzeba pozwolić dziecku na ponoszenie konsekwencji jego działań. Więc może wyznacz ramy (np. od 18-tej), nie siedź przy niej, nie każ robić nic ponadto, co zadane. Jak nie zdąży - poniesie konsekwencje. Pociesz wtedy, że następnym razem jej się uda. Może spytać jej, co proponuje.

          Pozdrawiam
          Jola
          • zofijkamyjka Re: walki z dzieckiem o naukę 24.02.11, 21:19
            jola_ep napisała:

            > Może masz zbyt duże oczekiwania? To - wbrew pozorom - małe dziecko. Spróbuj tak
            > na nią spojrzeć, docenić jej wysiłek. Wtedy pewnie coś znajdziesz.

            Nie wydaje mi sie żebym miała zbyt wygórowane oczekiwania. Jestem dośc pobłażliwa raczej.

            > To nie była zabawa. To był mój sposób na przyjemne (także dla mnie!) spędzenie
            > czasu z moim dzieckiem (relaks przed snem). Lubisz czytać? Spróbuj choćby z "Ro
            > dziną Miziołków" .

            Ależ ona uwielbia czytanie książek.......jak ja jej czytam. Żadna zabawa we wspólne czytanie nie wchodzi w grę. Natychmiast jest negacja czytania w ogóle.

            > Wydaje mi się, że to jest wiek, gdy trzeba pozwolić dziecku na ponoszenie konse
            > kwencji jego działań. Więc może wyznacz ramy (np. od 18-tej), nie siedź przy ni
            > ej, nie każ robić nic ponadto, co zadane. Jak nie zdąży - poniesie konsekwencje
            > . Pociesz wtedy, że następnym razem jej się uda. Może spytać jej, co proponuje.

            Pisałam juz że w jej przypadku pójście do szkoły bez odrobionych lekcji nie wchodzi w grę. Raz zdrowiem to przypłaciła. Nigdy więcej narażania dzieciaka na taki stres.
            >
            > Pozdrawiam
            > Jola
            • jola_ep Re: walki z dzieckiem o naukę 24.02.11, 21:36
              > Ależ ona uwielbia czytanie książek.......jak ja jej czytam.

              Jeszcze raz. To nie była zabawa!
              Córa czytała, bo ja osobiście NIE LUBIĘ czytać na głos. Serio. Choć normalnie czytam bardzo dużo. Ponieważ córka lubiła jak jej czytam, więc godziłam się, pod warunkiem, że co jakiś czas będę odpoczywać - słuchać jak ona pomaga. Czytaliśmy RAZEM, nie dla nauki, czy zabawy.

              > Natychmiast jest negacja czytania w ogóle.

              A potrafi sprawnie czytać, czy musi szlifować to na czytankach?
              Zorientuj się, czy nie ma problemów związanych z dysleksją. Dla takich dzieci tradycyjne (obecnie, bo kiedyś były lepsze elementarze) metody czytania mogą być zbyt trudne. Gorzej - nawet szkodliwe.

              > Pisałam juz że w jej przypadku pójście do szkoły bez odrobionych lekcji nie wch
              > odzi w grę. Raz zdrowiem to przypłaciła.

              Zdrowiem przypłaciła.. tzn. były jakieś trwałe szkody?
              Bo jeśli przyzywczai się do nadzoru matki, to Ty się wykończysz i ona też. Choć stopniowo...

              Pozdrawiam
              Jola
              • zofijkamyjka Re: walki z dzieckiem o naukę 24.02.11, 21:49
                jola_ep napisała:

                > Jeszcze raz. To nie była zabawa!
                > Córa czytała, bo ja osobiście NIE LUBIĘ czytać na głos. Serio. Choć normalnie c
                > zytam bardzo dużo. Ponieważ córka lubiła jak jej czytam, więc godziłam się, pod
                > warunkiem, że co jakiś czas będę odpoczywać - słuchać jak ona pomaga. Czytaliś
                > my RAZEM, nie dla nauki, czy zabawy.

                No to fajnie że znalazłas taki sposób. Ja nie moge żadnego sposobu znaleźć aby połączyć miłe z pożytecznym.

                > A potrafi sprawnie czytać, czy musi szlifować to na czytankach?

                Musi szlifować. Zastanawiałam się nad dysleksją.......byłyśmy nawet w I klasie w poradni. Stwierdzili że to jeszcze za wcześnie na obawy. Będziemy musiały przejść się ponownie.


                > Zdrowiem przypłaciła.. tzn. były jakieś trwałe szkody?

                Trwałe nie, tylko rozstrój żołądka i nerwów.
                Ona nie ma wątpliwości co do tego że lekcje muszą być odrobione.
                • jola_ep Re: walki z dzieckiem o naukę 24.02.11, 22:37
                  > > A potrafi sprawnie czytać, czy musi szlifować to na czytankach?
                  >
                  > Musi szlifować. Zastanawiałam się nad dysleksją.......byłyśmy nawet w I klasie
                  > w poradni. Stwierdzili że to jeszcze za wcześnie na obawy. Będziemy musiały prz
                  > ejść się ponownie.

                  Nie chodzi o diagnozę (nie tylko). Metody dla dzieci z dysleksją można stosować także dla dzieci bez tego problemu. Jeśli jednak dzieci mają jakieś skłonności do dysleksji, to tradycyjne metody nauki czytania (w tym "szlifowanie czytanek") są wręcz szkodliwe.

                  Mi dużo pomogła znajoma, która pracuje w poradni. Chwaliła się, że potrafi nawet najbardziej oporne dziecko nauczyć czytać wink Ona podpowiedziała mi parę pomysłów, i dzięki temu udało mi się w miarę bezboleśnie przeprowadzić córę przez początki edukacji. Bez tego byłoby ciężko.

                  Pozdrawiam
                  Jola
                  • zofijkamyjka Re: walki z dzieckiem o naukę 25.02.11, 19:58
                    jola_ep napisała:

                    > Mi dużo pomogła znajoma, która pracuje w poradni. Chwaliła się, że potrafi nawe
                    > t najbardziej oporne dziecko nauczyć czytać wink Ona podpowiedziała mi parę pomys
                    > łów, i dzięki temu udało mi się w miarę bezboleśnie przeprowadzić córę przez po
                    > czątki edukacji. Bez tego byłoby ciężko.

                    Żeby te metody wprowadzać /czytałam trochę na ten temat/ to trzeba mieć właśnie czas z jednej strony a z drugiej minimum chęci ze strony dziecka i zainteresowania. Nam brakuje i czasu i chęci, niestety smile
                    • morekac Re: walki z dzieckiem o naukę 25.02.11, 20:50
                      Przede wszystkim to brakuje ci determinacji. Zamierzasz z córką lekcje do matury odrabiać?
                      Ponieważ zaś na wszelkie sugestie masz jedną odpowiedż "tak się nie da zrobić, bo..." , to już mam sugestię, po kim twoje dziecko tak marudzi przy tych lekcjach.
                      A tak na serio: może poszukaj jakiejś dziewoi do odbierania dziecka ze szkoły wcześniej i odrabiania z nią lekcji.
                      • zofijkamyjka Re: walki z dzieckiem o naukę 26.02.11, 08:31
                        morekac napisała:

                        > Przede wszystkim to brakuje ci determinacji. Zamierzasz z córką lekcje do matur
                        > y odrabiać?

                        Jak to brakuje mi determinacji? Jakby mi brakowałą to bym olała sprawę i nie byłoby w ogóle tego wątku. Niech dzieciak przesiaduje nad lekcjami całe swoje popołudnia i nie ma czasu na nic więcej. Co by mnie to obchodziło?

                        > Ponieważ zaś na wszelkie sugestie masz jedną odpowiedż "tak się nie da zrobić,
                        > bo..." , to już mam sugestię, po kim twoje dziecko tak marudzi przy tych lekcja
                        > ch.

                        Niektóre konkretne rady przyjęłam i spróbuję z nich skorzystać ale przepraszam akurat nie Twoje.
                        • morekac Re: walki z dzieckiem o naukę 26.02.11, 08:50
                          Przede wszystkim to jednak upewnij się, że dziecko nie ma dysleksji/zagrożenia dysleksją.
                          • zofijkamyjka Re: walki z dzieckiem o naukę 26.02.11, 15:38
                            Oczywiście że sie upewnię, przy pierwszej naszej wizycie psycholog nie widziała zagrożenia i tłumaczyła, że jest za wcześnie i problemy mogą być rozwojowe.
                • morekac Re: walki z dzieckiem o naukę 25.02.11, 07:37
                  Ja swojej córce z dysleksją czytałam do połowy V klasy. A dzieci w I czy II klasie można diagnozować w kierunku zagrożenia dyleksją jak najbardziej. Z takimi dziećmi inaczej się pracuje.
                  • zofijkamyjka Re: walki z dzieckiem o naukę 25.02.11, 20:12
                    Ja tez swojej czytam bardzo chętnie. Metod róznych tez próbowałam, duzo czytałam na ten temat. Zawsze napotykam ogromny opór.
                    • verdana Re: walki z dzieckiem o naukę 25.02.11, 21:44
                      Przepraszam bardzo, nie wiesz, czy twoje dziecko nie ma dysleksji i ot tak - przechodzisz nad tym do por5zadku dziennego?
                      Jeśli Twoje dziecko MA dysleksje, to robisz w tej chwili absolutnie wszystko, aby za rok czy dwa mieć dziecko z cięzką nerwicą i fobia szkolną. Trochę tak, jabys codziennie kazała gluchemu dziecku grac gamy i denerwowala się,z e usiluje robic wszystko inne, aby tylko nie grać...
                      W dodatku nie wiesz nawet, za co mogłabys pochwalić dziecko - co oznacza, ze nie widzisz w ogóle dziecka, tylko ucznia. Uczeń jest slaby, to nie zasluguje na pochwały. Dziecko nie chwalone traci motywację do pracy - z każdym dniem bardziej,. Trudno sie dziwić, ze Twojej corce się nic nie chce. Będzie gorzej, znacznie gorzej.
                      • morekac Re: walki z dzieckiem o naukę 25.02.11, 23:33
                        wszystko, a
                        > by za rok czy dwa mieć dziecko z cięzką nerwicą i fobia szkolną

                        I w dodatku nienawidzące czytania na wieki wieków.

                        Dziecko nie chwalone traci motywację do pracy - z każdym dniem bardzi
                        > ej,.
                        A słaby uczeń zyskuje motywację do pracy, kiedy docenia się trud włożony w naukę. Bo tak naprawdę można pochwalić za 3, 2 czy nawet 1+.
                      • zofijkamyjka Re: walki z dzieckiem o naukę 26.02.11, 08:49
                        verdana napisała:

                        > Przepraszam bardzo, nie wiesz, czy twoje dziecko nie ma dysleksji i ot tak - pr
                        > zechodzisz nad tym do por5zadku dziennego?

                        A co mam się pociąć? przeciez pisałam, że byłam z dzieckiem w poradni i że wybieram się ponownie /nie wiem, czy wiesz że czeka się dośc długo/ ale tez nie oczekuje jakiś cudów, nawet jak dostanie diagnozę Z dyslektykiem tez przecież trzeba sporo pracować a naszym problemem jest kompletny opór dziecka do czegokolwiek co z lekcjami związane.

                        > Jeśli Twoje dziecko MA dysleksje, to robisz w tej chwili absolutnie wszystko, a
                        > by za rok czy dwa mieć dziecko z cięzką nerwicą i fobia szkolną.

                        Przepraszam Cie bardzo, czy sugerujesz że mam pozostawić ją samą bez kontroli i pomocy w nauce i wtedy problem się rozwiąze??? Dyslektycy tez pracują i to więcej niż inne dzieci.

                        > W dodatku nie wiesz nawet, za co mogłabys pochwalić dziecko - co oznacza, ze ni
                        > e widzisz w ogóle dziecka, tylko ucznia.

                        Nie pisz bzdur i nie uogólnij że nie mam za co dziecka pochwalić. Skup się na problemie odrabiania lekcji i nauki.

                        >Dziecko nie chwalone traci motywację do pracy - z każdym dniem bardzi
                        > ej,. Trudno sie dziwić, ze Twojej corce się nic nie chce. Będzie gorzej, znaczn
                        > ie gorzej.

                        Ależ ja to doskonale rozumiem, nie dobijaj człowieka! Ja chcę ją chwalić i bardzo sie staram ale ona jakby robi wszystko żeby nie było za co? Zrozum to! Nie jestem bez serca i chcę dziecku pomóc.
                        • morekac Re: walki z dzieckiem o naukę 26.02.11, 09:12
                          Ja chcę ją chwalić i bard
                          > zo sie staram ale ona jakby robi wszystko żeby nie było za co?
                          Pozytywnego wzmacniania można się nauczyć. Trening czyni mistrza. wink Tylko że u nas nie ma zwyczaju chwalenia dzieci, jeśli czegoś nie robią perfekcyjnie od razu. Zawsze znajdzie się coś, do czego można się przyczepić i z pochwał nici. A że sami nie byliśmy pozytywnie wzmacniani w dzieciństwie, to trudno nam to teraz stosować wobec własnych dzieci.
                          Rozumiem, że masz problem jako mama, że twoje dziecko nie jest takie jakie założyłaś, że będzie: dobra uczennica, obowiązkowa i poukładana po mamie. Że czujesz się oceniana jako matka poprzez stopnie czy osiągnięcia swojej córki.
                          • zofijkamyjka Re: walki z dzieckiem o naukę 26.02.11, 15:48
                            > Rozumiem, że masz problem jako mama, że twoje dziecko nie jest takie jakie zało
                            > żyłaś, że będzie: dobra uczennica, obowiązkowa i poukładana po mamie. Że czuje
                            > sz się oceniana jako matka poprzez stopnie czy osiągnięcia swojej córki.

                            Toś wymyśliła. Ja takiego problemu nie mam. Moje dziecko natomiast ma problem, w którym próbuję mu usilnie pomóc. Stąd moje zapytania do mam które mają podobne problemy.

                            Pozytywne wzmacnianie w przypadku mojej córki i jej podejscia do lekcji i nauki jest bardzo trudne i nie chodzi tu o jej perfekcję, a raczej o pewne Miminimum /czyli o odrobienie zadanych lekcji o określonym czasie bez awantur i kłótni.
                            • verdana Re: walki z dzieckiem o naukę 26.02.11, 18:36
                              Dziecko z dysleksją uczone w ten sam sposób, jak dziecko zdrowe nie tylko nie będzie coraz lepsze, ale będzie coraz gorsze. Z dzieckiem dyslektycznym pracuje sie zupełnie inaczej, a zwykle metody powodują pogłębianie się problemu i znacznie wieksze trudności w przyszłości.
                              Cóż, to trochę tak, jakbys miała dziecko, ktore ma być może problemy z kręgosłupem - lekarze nie sa jeszcze tego pewni, ale trzeba zrobić badania. Tymczasem, póki nie ma badań, intensywnie cwiczysz z dzieckiem gimnastykę artystyczną - jesli jest zdrowe, byc moze się nauczy, choć niechętnie, bo nie lubi. Ale jeśli diagnoza się potwierdzi, to przy podejrzewanym schorzeniu kręgosłupa stan dziecka dramatycznie się pogorszy i po roku ćwiczeń, jak najbrdziej dla zdrowych wskazanych, dziecko trzeba będzie włożyć w gips, a i tak nigdy juz nie bedzie poruszać sie normalnie.
                              Dokładnie tym samym jest nieumiejetne uczenie dziecka z dysleksja. Moze się okazać,z e to co robisz utrudni lub uniemożliwi nauczenie się przez dziecko podstawowych umiejętności.
                              • zofijkamyjka Re: walki z dzieckiem o naukę 27.02.11, 08:24
                                Jednakże dziecko nawet dyslektyczne nadal musi usiąść i odrobić zadane lekcje prawda? Jakie tu mogą być szczególne metody?
                                • verdana Re: walki z dzieckiem o naukę 27.02.11, 11:08
                                  No widziesz, nawety nie zainteresowałas się metodami. Bo dziecko ma odrobić i to jest wazne, a czy przy tym mu nie szaszkodzisz - już się nie zastanawiasz. Skupiasz się na tym, co będzie jutro, a nie na przyszlości dziecka.
                                  Dziecko dyslektyczne uczy się czytać czesto przy pomocy specjalnych szblonow. Dziecko z dysortografia nie ma prawa pisać żadnych dyktand, nie nauczy się też ortografii wykuwając na pamięć zasady czy czytając. Dziecko dyslektyczne musi mieć czas na udzielenie odpowiedzi - nawet dobrze ją znajac może dać odpowiedź zła, pierwsza z brzegu, jeśli pracuje w warunkach stresu. Dziecko dyslektyczne moze dzis napisać sześć słów prawidlowo, a jutro wszystkie nieprawidlowo i nie znaczy to,z e się nie nauczylo. Dziecko dyslektyczne zazwyczaj nie nauczy się niczego, gdy jest zmęczone - po 15-20 minutach powinno przerwać pracę (czyli to, co robi Twoja corka i z czym walczysz). Trzeba tez od razu wiedzieć, ze sa pwne rzeczy, których się nie nauczy - moja dorosła córka nie umie odczytac godziny na zegarku, a dorosly syn nie umie powiedzieć, jaki miesiąc był przed majem czy po lutym.
                                  dziecko dyslektyczne zazwyczaj ma probem z nauczeniem się czegoś, czego nie rozumie - albo co nie jest logicznie powiazane - dni tygodnia, słowka w obcym języku. I chocbyś wymagała tego bezwzglednie - nie nauczy się tradyzyjną metodą powtarzania. Po prostu. Nie nauczy, choćby rodzina przepytywała trzy razy dziennie - bo umysł dyslektyków pracuje inaczej.
                                  Mowiąc brutalnie - dziecko niedowidzace tezmusi odrobić lekcje, ale jesli damy mu ksiażkę i zeszyt i powiemy - wszystkie dzieci sobie z tym radzą, to i Ty masz odrabiać tak samo jak one, to efekt będzie zerowy. Musi mieć inną książkę, inny zeszyt, inne narzedzia.
                                  • zofijkamyjka Re: walki z dzieckiem o naukę 28.02.11, 21:57
                                    verdana napisała:

                                    > No widziesz, nawety nie zainteresowałas się metodami. Bo dziecko ma odrobić i t
                                    > o jest wazne, a czy przy tym mu nie szaszkodzisz - już się nie zastanawiasz. Sk
                                    > upiasz się na tym, co będzie jutro, a nie na przyszlości dziecka.

                                    Zapewniam Cie że się zainteresowałam i to bardzo. Nadal mam głębokie przeświadczenie że zadane ćwiczenia jednak powinna odrobić nawet jeśli jest dyslektyczką wink. Poprostu musi wziąc pióro do ręki i zrobić ćwiczenie. Można próbowac róznych metod, ale trzeba to zrobić prawda? Zresztą większośc ćwiczeń nie stonowi dla niej jakiegos problemu, czasem trzeba jej w czymś pomóc. Problemem jest żółwie tempo, totalna niechęć, ciągłe odwlekanie w czasie.

                                    > Dziecko dyslektyczne zazwyczaj nie nauczy się nic
                                    > zego, gdy jest zmęczone - po 15-20 minutach powinno przerwać pracę (czyli to, c
                                    > o robi Twoja corka i z czym walczysz).

                                    Ja nie walczę z przerwami, wręcz zachęcam, tylko te przerwy też musza być w pewnych granicach rozsądku bo czas nie jest z gumy. Ona nie umie przerwać przerwy i wrócic do ćwiczeń. Sprawia jej to straszny ból!

                                    > dziecko dyslektyczne zazwyczaj ma probem z nauczeniem się czegoś, czego nie roz
                                    > umie - albo co nie jest logicznie powiazane - dni tygodnia, słowka w obcym języ
                                    > ku. I chocbyś wymagała tego bezwzglednie - nie nauczy się tradyzyjną metodą pow
                                    > tarzania. Po prostu. Nie nauczy, choćby rodzina przepytywała trzy razy dziennie
                                    > - bo umysł dyslektyków pracuje inaczej.

                                    A moja córka nie ma z tym właśnie problemów żadnych smile Język angielski to jej ulubiony przedmiot i jedyny który bardzo sprawnie odrabia.
                            • morekac Re: walki z dzieckiem o naukę 26.02.11, 19:12
                              Pozytywne wzmacnianie w przypadku mojej córki i jej podejscia do lekcji i nauki
                              > jest bardzo trudne i nie chodzi tu o jej perfekcję
                              Skoro tak do tego podchodzisz, to prawdopodobnie jeszcze długo będziesz musiała z nią walczyć o odrabianie lekcji i ogólnie o naukę.
                              Chyba nie umiesz pozytywnie wzmacniać. Na pewno jest coś, co robi dobrze/lepiej niż wcześniej - i to trzeba dostrzec. Nawet jeśli pójdzie odrabiać lekcje po twoich dwóch przynagleniach, a zawsze potrzebowałaś 3. Zauważyć, że robiła lekcje 5 minut krócej niż wczoraj, a to 'a' wyszło jej wręcz perfekcyjnie (nawet jeżeli jest to jedyna litera trochę podobna do litery).
                              • zofijkamyjka Re: walki z dzieckiem o naukę 27.02.11, 08:31

                                morekac napisała:

                                > Chyba nie umiesz pozytywnie wzmacniać. Na pewno jest coś, co robi dobrze/lepie
                                > j niż wcześniej - i to trzeba dostrzec. Nawet jeśli pójdzie odrabiać lekcje po
                                > twoich dwóch przynagleniach, a zawsze potrzebowałaś 3. Zauważyć, że robiła lekc
                                > je 5 minut krócej niż wczoraj, a to 'a' wyszło jej wręcz perfekcyjnie (nawet je
                                > żeli jest to jedyna litera trochę podobna do litery).

                                Jeśli jest za co pochwalić to nie szczędzę jej tego /przyznaje że przy lekcjach bardzo rzadko mam okazję/ ale też byle ściemy ona nie łyknie. To jest ośmiolatka a nie przedszkolak. Jest inteligentna smile
                                • morekac Re: walki z dzieckiem o naukę 27.02.11, 09:02
                                  Ale to nie chodzi, żebyś jej kit wciskała... Tak naprawdę to chodzi o to, żebyś doceniła, że coś może sprawiać trudność twojemu dziecku, doceniła jej wysiłek - nawet jeśli z tego g... wyszło, ale się starała.
                                  Powiedzieć: zobacz, zrobiłaś 1 zadanie, zostały ci tylko dwa, a nie: pośpiesz się. Kiedy ty to skończysz? Dopiero jedno zadanie zrobione, a są jeszcze dwa! (tu mama dostaje palpitacji i zawału).
                                  Skupiaj się na sukcesach, nie klęskach. Wykorzystywać mocne strony. Nawet w stopniu typu "1+" jest jakaś nadzieja...
                                  Na razie twoje dziecko - jak się wydaje z opisu - ma sytuację, kiedy nie jest z niej zadowolona ani szkoła (dziecko musi więcej ćwiczyć w domu - dosyć jasny komunikat) , ani mama - bo marudzi, bo za mało ćwiczy, bo coś tam. Zastanawiałaś się kiedykolwiek, jak w tym wszystkim może się czuć twoja córka? Nikt w nią nie wierzy, nawet ty. To jak ona ma uwierzyć w siebie - że da sobie radę?
                                  • olena.s Re: walki z dzieckiem o naukę 27.02.11, 11:33
                                    Podpiszę się pod wzywającymi do pozytywnego wzmacniania. Bo zanim się tego nauczyłam - trochę - byłam żywym dowodem na tezę, że homeschooling jest tylko dla wybranych.
                                    Mieszkamy za granicą. Córka, nie umiejąc jeszcze czytać po polsku, niespełna sześcioletnia poszła do szkoły anglojęzycznej. Szczerze mówiąc, w obawie o jej naukę angielskiego, nawet przystopowałam wodzenie palcem po książce przy polskim wieczornym czytaniu.
                                    A potem fachowcy powiedzieli mi, że robię błąd, i mam uczyc czytania o polsku od razu. Zapewnili mnie, że wcale nie zgłupieje od dwóch różnych języków. Więc zaczęłam.
                                    I prawie od razu zaczął mnie trafiać szlag. Bo córka słabo łapała, zapominała, wykręcała się i przeciągała. W efekcie obie do tej nauki byłyśmy spięte i wzajemnie się nakręcałyśmy.
                                    Już bliska byłam diagnozy, że dziecko mam jakoś niezdolne dziwnie.
                                    A potem zaczęłam inaczej - wzorem jej tutejszej szkoły chwalilam za wszystko. I obcięłam czas lekcji - ot, 15 minut dziennie. Wprowadzałam czytanie na zmiany - jedno słowo ja, jedno ona. Potem jedno zdanie ja, jedno ona. Nawet jeżeli wewnętrznie dostawałam drgawek, każde udane słowo czy zdanie kwitowałam entuzjastycznym 'brawo!' czy 'super', jakimś 'dziś ci naprawdę dobrze poszło', czy 'popatrz, miesiąc temu bys w życiu nie dała rady tego przeczytać'.
                                    W efekcie stres sie zmniejszył po obu stronach, i dziecko nauczyło się biegle czytać.
                                    Nie powiem, że jest entuzjastką dodatkowych lekcji, ale nie jest to już trauma. A była.
                                    • morekac Re: walki z dzieckiem o naukę 28.02.11, 21:10
                                      Ja nadal jestem. wink Do tej pory córka traktuje pełne zatroskania pytania "A może ci w czym pomóc?" jak groźbę.
                                  • zofijkamyjka Re: walki z dzieckiem o naukę 28.02.11, 21:15
                                    morekac napisała:

                                    > Zastanawiał
                                    > aś się kiedykolwiek, jak w tym wszystkim może się czuć twoja córka? Nikt w nią
                                    > nie wierzy, nawet ty. To jak ona ma uwierzyć w siebie - że da sobie radę?

                                    Pewnie, że sie zastanawiałam. Wydaje się być bardzo wyluzowana smile
                                    • morekac Re: walki z dzieckiem o naukę 28.02.11, 21:33
                                      Ano właśnie: wydaje się. Ale pewności nie masz.
                                    • mamusia1999 Re: walki z dzieckiem o naukę 28.02.11, 22:42
                                      a ja jestem strasznie ciekawa, jak zakonczylo sie to pierwsze pojscie do szkoly bez odrobionych lekcji?
                                      bo ja to mialam problem, ze u nas pierwszaki maja spory luz i pierwszy brak zadania przeszedl w zasadzie bez echa. wiec moje dzieci probowaly tak ze trzy razy....
                                      a ty piszesz o jakims potwornym stresie. no moje tez sie troche rozwrzeszczaly, jak sie poznym wieczorem okazalo, ze czasu na lekcje juz ni ma.

                                      z ta niemoznoscia stwierdzenia dysleksji to jakas sciema - moze i diagnozy postawic nie mozna ale u nas 6latki sa testowane jakis miesiac po rozpoczeciu nauki. i jesli sa w grupie ryzyka, to maja specjalne zajecia. potem sie z nich przewaznie wykruszaja i zostaja ci "prawdziwi" dyslektycy. obnizona zdolnosc zapamietywania sluchowego czy wzrokowego to juz u dwulatkow moi logopedzi/ergoterapeuci diagnozuja.

                                      opisze cie pewien fenomen, ktorego jestem swiadkiem od lat. osobiscie zawsze sobie ksiazke czytam na kursach plywania, wiec katem oka obserwuje rozne sytuacje. czasem przychodza dzieci mocno rozhisteryzowane, ze az sie czlowiek zastanawia po co je na litosc boska tak dreczyc. mamy towarzysza, uspokajaja, motywuja, prosza, dyscyplinuja. sama mialam taki moment - Mloda byla sprawna, wyladowala u starszakow i sie zaciela, wylaczyla z zajec. rozpacz dzieciaka sie wzmaga, az sie krztusi, serce boli patrzec, ja bym sie wycofala, serio. i wtedy trenerka namawia mame, zeby wyszla. uwierz mi, wtedy kazdy z tych dzieciakow nawiazuje w koncu kontakt z trenerka. znikla scena, koniec teatru, jest realnie ciepla, plytka woda i godna zaufania ternerka. zawsze mnie to zadziwia, bo ja bym wtedy (patrz wyzej) nigdy w zyciu takiego trzesacego sie dzieciaka nie targala na kurs tylko go olala (ten kurs). dalej watpie, czy akurat w sprawie plywania trzeba sie upierac. ale pod koniec treningu juz sie nie czepiaja kurczowo trenerki tylko swobodnie daja sie ciagnac po wodzie.
                                      wiec jezeli twoja corka nie ma dyleksji&co, to moze jednak musi nauyczc sie plywac? w przypadku obowiazkow szkolnych gra jednak warta jest swieczki.
                                      • zofijkamyjka Re: walki z dzieckiem o naukę 28.02.11, 23:03
                                        mamusia1999 napisała:

                                        > a ja jestem strasznie ciekawa, jak zakonczylo sie to pierwsze pojscie do szkoly
                                        > bez odrobionych lekcji?

                                        Nie wyszła z domu, lament był straszny, rozpacz i bóle brzucha. Mąz nie miał serca wysłać ja w takim stanie do szkoły. Pisałam juz że kończyli lekcje rano w ogromnym pośpiechu "pod dyktando" męża. Spóźnili się obydwoje.
                                        Ona stanowczo nie chce sie przekonywać, jak to jest pójść do szkoły z nieodrobionymi lekcjami. Innymi słowy ona chce miec te lekcje odrobione. Chce mieć odrobione, wie że musi miec odrobione więc w jej przypadku metoda "to idż z nieodrobionymi lekcjami i sie przekonaj jak to miło" nie wchodzi w grę.

                                        > z ta niemoznoscia stwierdzenia dysleksji to jakas sciema - moze i diagnozy post
                                        > awic nie mozna ale u nas 6latki sa testowane jakis miesiac po rozpoczeciu nauki
                                        > . i jesli sa w grupie ryzyka, to maja specjalne zajecia.

                                        Byłam z córką w poradni, pytałam o ew. diagnozę. Pani psycholog zrobiła małej kilka ćwiczeń, dała do przeczytania krótki tekst /który córka nadwyraz sprawnie zresztą przeczytała wink/ i stwierdziła że narazie za wcześnie na diagnozę bo problemu mogą być rozwojowe.

                                        Przykład z trenerką bardzo trafiony i pasujacy do mojego dziecka. Ona w szkole, w obecności swojej pani bez mamusi zachowuje się zupełnie inaczej.
                                        • dorry Re: walki z dzieckiem o naukę 28.02.11, 23:23
                                          Pięknie Was sobie wytresowała. Sprytna bestia.
                                        • morekac Re: walki z dzieckiem o naukę 01.03.11, 00:04
                                          Ona w szkole,
                                          > w obecności swojej pani bez mamusi zachowuje się zupełnie inaczej.

                                          A ty cały czas upierasz się nad swoim osobistym nadzorem. To nawet mój pies jest grzeczniutki u fryzjera, jak wie,że mnie nie ma i nie ma go kto 'uratować'. wink
                                          A poza tym raz piszesz, że ma problemy, innym razem - że nie ma. Jeśli ma problemy - próbowałabym sposobów ze wzmacnianiem. Jeśli nie ma - scedowałabym odpowidzialność za lekcje na uczennicę i pozwoliła jej na pójście do szkoły bez odrobionych lekcji.
                                          Na razie to ty jesteś za te lekcje odpowiedzialna.
                                          Dziw, że dziecię nie zażyczyło sobie, żebyście za nią te lekcje odrabiali. Właściwie z tatą jej się udało - przedyktował jej, co ma napisać?
                                          W każdym razie córka ma na was haka... wink
                                        • mamusia1999 Re: walki z dzieckiem o naukę 01.03.11, 11:46
                                          no wiec z reka na sercu: gdybym uznala, ze dziecko realnie mialo czas i sile zadanie zrobic to zadne placze i bole brzucha by mnie do odstepstw nie zmusily. biore pod pachy i wsadzam do auta, bez zlosci i ublizania - jest obowiazek szkolny, jedziesz do szkoly. zarzucam na plecy i do szkoly niose.

                                          tak zrobilam 2 razy - z kazdym w swoim czasie, jak pomimo "ramowki" moje oba starszaki notorycznie guzdraly sie przy wychodzeniu do przedszkola tak, ze spoznialismy sie na busa. wsadzilam wierzgajace w pizamie do auta i zawiozlam. Mlodemu nie wystarczylo tzn. zaczal sie najpierw ubierac, zeby nie miec obciachu, ale juz zeby mial nieumyte, sniadanie nie zjedzone - wiec poszlismy wyciagnietym marszem na nogach jak nam bus odjechal, dla Mlodego to byl zziajany truchcik. i jednak zaczal sensownie wspolpracowac. problem odzyl w szkole - ale raz musial zaplacic za taxi ze skarbonki, drugi raz pojechal cala godzine pozniej autobusem liniowym bez pewnosci czy tenze wjezdza pod szkole, czy staje tylko na regularnym przystanku. byl w powaznym stresie i teraz nam idzie jak po masle.

                                          pisalas, ze zdarzaja sie jej piatki, wiec pewnie przewaznie ma 4. no to co? jak sie przestaniesz udzielac, bedzie miala nagle 3. myslisz, ze za 10 lat ktos sie bedzie interesowal ocenami 2klasisty?

                                          jesli dziecko ma dysleksje/dysortografie/dyskalkulie, to nie jest w stanie odrobic klasycznych zadan domowych.
                                          ale juz dziecko z niedostatkami uwagi/koncentracji jeszcze bardziej niz kazde inne potrzebuje powodu do uruchomienia wewnetrznej kontroli. nie z dnia na dzien, ale po paru tygodniach efekty jednak widac. wiem, bo moj ma takie niedobory, a ja i tak nie daje sie wciagnac w zadna asyste przy zadaniach. bywam doradca, ale nie wspolpracownikiem.
                                          moje dzieci tez nie dla idei i z wewnetrzenej potrzeby "chcialy" miec zrobione zadanie (takiego entuzjazmu starczylo im na pierwsze 2 tygodnie szkolnego kieratu). zechcialy jak sie okazalo, ze konsekwencje sa niefajne.

                                          owszem jak pisalam wspieram 6latka "ramowka". siedzial juz cale popoludnie w pokoju - bo na plac zabaw moze isc po odrobieniu lekcji. czasem w klotni grozi mi, ze nie zrobi zadnia - to mu mowie, radze ci jednak zrobic. trzy razy byl bez zadania w szkole i jakos mu sie tam oberwalo. czasem zaczyna te lekcje od jeczenia. ale siada i robi, pokazuje mi. ostatni stres z tego powodu byl w... listopadzie. ma 6 lat i niedobory koncentracji/uwagi.

                                          psycholog ci powiedziala, ze to pewnikiem problemy rozwojowe - IMO tzn. tyle, ze do uregulowania metodami wychowawczymi.
                                          wprowadzenie w zycie konsekwencji ci nie lezy, pozytywne wzmacnianie tez...zadnego zaklecia nie znam. pozostaje ci walczyc dalej, az ci sil zabraknie i jednak sie wyemancypujesz. w temacie matematyki Mlodej zajelo mi to niemal 6 lat.
                                          • zofijkamyjka Re: walki z dzieckiem o naukę 03.03.11, 19:13
                                            mamusia1999 napisała:

                                            > no wiec z reka na sercu: gdybym uznala, ze dziecko realnie mialo czas i sile za
                                            > danie zrobic to zadne placze i bole brzucha by mnie do odstepstw nie zmusily. b
                                            > iore pod pachy i wsadzam do auta, bez zlosci i ublizania - jest obowiazek szkol
                                            > ny, jedziesz do szkoly. zarzucam na plecy i do szkoly niose.

                                            Wierzę naprawdę. Moje nie wyszło by z domu

                                            > pisalas, ze zdarzaja sie jej piatki, wiec pewnie przewaznie ma 4. no to co?

                                            Raczej trójki, ale nie o same oceny tu chodzi.

                                            > psycholog ci powiedziala, ze to pewnikiem problemy rozwojowe - IMO tzn. tyle, z
                                            > e do uregulowania metodami wychowawczymi.

                                            Raczej chodziło jej o to że wyrośnie.

                                            > wprowadzenie w zycie konsekwencji ci nie lezy, pozytywne wzmacnianie tez...zadn
                                            > ego zaklecia nie znam.

                                            Nie chodzi mi o zaklęcia żadne, w zasadzie chodziło mi o to czy ingerować w te lekcje /i jak bardzo/ czy odpuścić. I tu zdania sa podzielone wink
                                            ---------
                                            Nigdy nie jest tak, żeby człowiek, czyniąc dobrze drugiemu, tylko sam był dobroczyńcą. Jest równocześnie obdarowywany tym, co ten drugi przyjmuje z miłością.
                                      • morekac Re: walki z dzieckiem o naukę 28.02.11, 23:15
                                        a ja jestem strasznie ciekawa, jak zakonczylo sie to pierwsze pojscie do szkoly
                                        > bez odrobionych lekcji?
                                        Mała dostała histerii i gorączkowo odrabiała lekcje, powodując spóźnienie własne i taty. Nie poszła do szkoły z nieodrobionymi lekcjami...
                                        • verdana Re: walki z dzieckiem o naukę 28.02.11, 23:28
                                          Tak to czytam i czytam i mam już diagnozę.
                                          Po prostu bardzo dobrej, sumiennej, troskliwej matce trafilo się kompletnie nieudane dziecko.
                                          • zofijkamyjka Re: walki z dzieckiem o naukę 01.03.11, 07:29
                                            verdana napisała:

                                            > Tak to czytam i czytam i mam już diagnozę.
                                            > Po prostu bardzo dobrej, sumiennej, troskliwej matce trafilo się kompletnie nie
                                            > udane dziecko.

                                            No i po co te bzdurne diagnozy? zresztą nietrafne - ja mam bardzo udane dziecko smile
                                            • morekac Re: walki z dzieckiem o naukę 01.03.11, 10:05
                                              Skoro masz takie udane, to dlaczego psuje się zawsze w trakcie odrabiania lekcji? Może to jednak 'uzytkownik' postępuje niezgodnie z intrukcją dla tego modelu... wink
                                              • zofijkamyjka Re: walki z dzieckiem o naukę 03.03.11, 19:00
                                                morekac napisała:

                                                > Skoro masz takie udane, to dlaczego psuje się zawsze w trakcie odrabiania lekcji?

                                                Udane dziecko też ma wady, problemy. Nie ma ludzi idealnych w każdej dziedzinie.

                                                >Może to jednak 'uzytkownik' postępuje niezgodnie z intrukcją dla tego modelu... wink

                                                No wiesz porównanie do użytkownika jest mało trafne do instrukcja zresztą też wink gdyby tak do kazdego modelu człowieka były instrukcje to świat byłby nudny.
                                            • dorry Re: walki z dzieckiem o naukę 01.03.11, 13:10
                                              Dziecko masz udane. Pozostaje tylko odzwyczaić je od rządzenia Wami i będzie świetnie.
                                              • maksimum Re: walki z dzieckiem o naukę 03.03.11, 05:17
                                                [b]canuck_eh napisała:

                                                > Dlaczego zmysla?JA w rodzinie mam przypadek ze juz w wieku okolo 13 lat dziecia
                                                > k SAM Z SIEBIE sie nauczyl 4 dodatkowych jezykow( juz znal 3) w tym stwierdzil
                                                > ze koniecznie chce przeczytac Biblie w oryginale wiec nie pozostalo mu nic inne
                                                > go jak sie owego jezyka nauczyc - biegle wlada owym jezykiem w pismie i mowie,
                                                ------
                                                Malo praktyczny koles,bo komu jest potrzebna znajomosc tylu jezykow,skoro biblia jest tlumaczona na wiekszosc jezykow.
                                                Jesli umiesz matematyke,chemie i poszerzasz wiedze o fizyke czy biologie to ma to sens,ale uczenie sie kolejnych jezykow nie ma sensu,bo caly swiat uczy sie angielskiego i kazdy wyksztacony czlowiek na swiecie zna ten jezyk.
                                                Czytajac cos w oryginale i tak nie wracasz do czasow kiedy to bylo pisane.
                                            • verdana Re: walki z dzieckiem o naukę 03.03.11, 09:20
                                              To dlaczego chcesz je przerobic na zupełnie inne?
                                              • zofijkamyjka Re: walki z dzieckiem o naukę 03.03.11, 19:25
                                                verdana napisała:

                                                > To dlaczego chcesz je przerobic na zupełnie inne?

                                                Aleś mądrość napisała wink
                                                Twoim tokiem rozumowania, kazdy kto wychowuje dziecko, próbuje coś egzekwować to przerabia dziecko na inne.
                                                Ja chcę dziecku pomóc w jej problemach a nie przerabiać.
                                                • mamusia1999 Re: walki z dzieckiem o naukę 04.03.11, 09:35
                                                  nie pomagasz. przejmujesz KONTROLE.
                                                  ubezwlasnowolnilas swoimi metodami (nie mowie, ze celowo) dzieciaka i w sumie nie dziwota, ze on swoimi probuje postawic na swoim.
                                                  powtarzam: znam ten dylemat.
                                                  • zofijkamyjka Re: walki z dzieckiem o naukę 05.03.11, 09:53
                                                    mamusia1999 napisała:

                                                    > nie pomagasz. przejmujesz KONTROLE.
                                                    > ubezwlasnowolnilas swoimi metodami.

                                                    A ja myślę że wręcz przeciwnie. Ona miewa zbyt dużo do powiedzenia, może za dużo.
                                                • jakw Re: walki z dzieckiem o naukę 06.03.11, 17:16
                                                  zofijkamyjka napisała:
                                                  > Ja chcę dziecku pomóc w jej problemach a nie przerabiać.
                                                  Sądząc po opisach - wcale nie pomagasz, a chyba wręcz przeszkadzasz.
                                                • verdana Re: walki z dzieckiem o naukę 06.03.11, 22:37
                                                  Cóz, na razie najwyraźniej nie pomaasz. Pomagasz tylko sobie, czując sie lepiej, gdy nadzorujesz córkę.
                                • jakw Re: walki z dzieckiem o naukę 06.03.11, 17:06
                                  zofijkamyjka napisała:
                                  >
                                  > Jeśli jest za co pochwalić to nie szczędzę jej tego /przyznaje że przy lekcjach
                                  > bardzo rzadko mam okazję/ ale też byle ściemy ona nie łyknie.
                                  Bo siedzisz nad nią i czepiasz się każdego grzebania w piórniku. Daj jej kilka minut na zrobienie zadania nr 1 , jak przyjdzie i pokaże, ze zrobiła, pochwal, że a) zrobiła sama b) zrobiła całkiem szybko. Potem to samo leci z zadaniem nr 2 (może być po przerwie) itd.

                                  > To jest ośmiolat
                                  > ka a nie przedszkolak. Jest inteligentna smile
                                  Jak taka dobra to da sobie radę nawet bez odrobionych lekcji.
                                  • zofijkamyjka Re: walki z dzieckiem o naukę 06.03.11, 18:23
                                    jakw napisała:

                                    > Daj jej kilka
                                    > minut na zrobienie zadania nr 1 , jak przyjdzie i pokaże, ze zrobiła, pochwal,
                                    > że a) zrobiła sama b) zrobiła całkiem szybko. Potem to samo leci z zadaniem nr
                                    > 2 (może być po przerwie) itd.
                                    Marzę własnie o tym, żeby zrobiła i przyszła się pochwalić.

                                    > Jak taka dobra to da sobie radę nawet bez odrobionych lekcji.

                                    Nie aż tak dobra wink
                            • jakw Re: walki z dzieckiem o naukę 06.03.11, 17:00
                              zofijkamyjka napisała:

                              > Moje dziecko natomiast ma problem,
                              > w którym próbuję mu usilnie pomóc.
                              Ale wpadłaś już na to, że twoje dotychczasowe metody są całkiem nieskuteczne?

                              > pewne Miminimum
                              > /czyli o odrobienie zadanych lekcji o określonym czasie bez awantur i kłótni.
                              Ustal, ile trwa odrabianie tych lekcji, a potem spróbuj skrócić czas minimalnie , np. z 3 godzin do 2.45. Potem przechodzisz do 2.30 itd...I przede wszystkim ustal co z tą dysleksją. To całkiem normalne, że dyslektyk ma poważne problemy z czytaniem. A jak ma problemy to normalne, że nie cierpi tego robić - prawda?
                              • zofijkamyjka Re: walki z dzieckiem o naukę 06.03.11, 18:19
                                jakw napisała:

                                > Ale wpadłaś już na to, że twoje dotychczasowe metody są całkiem nieskuteczne?

                                Oczywiście że wpadłam, stąd wątek.
                                Wątek długi ale niewiele osób dało jakies konkretne rady jak pomóc dziecku skutecznie skrócić czas odrabiania lekcji.

                                > Ustal, ile trwa odrabianie tych lekcji, a potem spróbuj skrócić czas minimalnie
                                > , np. z 3 godzin do 2.45.

                                Narazie staram się, żeby wyrobiła się w ustalonym czasie, o skróceniu jeszcze mowy nie ma wink
            • jakw Re: walki z dzieckiem o naukę 06.03.11, 16:53
              zofijkamyjka napisała:
              > Pisałam juz że w jej przypadku pójście do szkoły bez odrobionych lekcji nie wch
              > odzi w grę. Raz zdrowiem to przypłaciła. Nigdy więcej narażania dzieciaka na ta
              > ki stres.
              No to narażaj i siebie, i ją na stres codzienny przez następne 10 lat...
              • zofijkamyjka Re: walki z dzieckiem o naukę 06.03.11, 18:06
                jakw napisała:

                > No to narażaj i siebie, i ją na stres codzienny przez następne 10 lat...

                Jesteś pewna że zmuszenie jej wbrew jej woli, zrozpaczoną, z mdłosciami bez przełknietego kęsa śniadania do szkoły bez odrobionych lekcji jej pomoże?
                Ona ma silne wewnetrzne przekonanie że lekcje musi miec odrobione pomimo że tego nienawidzi!
                • morekac Re: walki z dzieckiem o naukę 06.03.11, 19:58
                  Hm, typowe objawy histerii. Dla histeryzującego nie są nadmiernie szkodliwe, za to otoczenie jest dobrze wytresowane. Przykro mi - sprawa wygląda raczej beznadziejnie. Głównie ze względu na twoje podejście do problemu - to nie , tamto nie. Każdy sposób do kitu - a zadziałały w innych przypadkach. Tylko zapomniałam, że twoja córka jest 'najwyjątkowsza' i na pewno nic z tego nie będzie.
                  Nie wiesz przypadkiem, po kim odziedziczyła upór i niemodyfikowalne przywiązanie do swojej racji? Trafił swój na swego smile .
                  • zofijkamyjka Re: walki z dzieckiem o naukę 15.03.11, 18:32
                    > Nie wiesz przypadkiem, po kim odziedziczyła upór i niemodyfikowalne przywiąz
                    > anie do swojej racji?

                    Nie po mnie smile nie jestem jej biologiczną rodzicielką.
                    • morekac Re: walki z dzieckiem o naukę 15.03.11, 22:06
                      Dziedziczenie społeczne, wink
                • krecik Re: walki z dzieckiem o naukę 06.03.11, 20:07
                  > Jesteś pewna że zmuszenie jej wbrew jej woli, zrozpaczoną, z mdłosciami bez prz
                  > ełknietego kęsa śniadania do szkoły bez odrobionych lekcji jej pomoże?

                  A skad wiesz, ze nie?

                  Ag
                  • morekac Re: walki z dzieckiem o naukę 06.03.11, 20:17
                    Bo dobre matki wiedzą takie rzeczy...
                    • krecik Re: walki z dzieckiem o naukę 07.03.11, 11:02
                      Hehehehe....

                      Ag (ktora pewnie w zyciu do pracy by nie poszla, gdyby sie dziecku co rano dala terroryzowac...)
                • dorry Re: walki z dzieckiem o naukę 06.03.11, 21:38
                  To może z innej strony:
                  Jak córka pracuje w szkole? Czy też tak wolno?
                  • zofijkamyjka Re: walki z dzieckiem o naukę 15.03.11, 18:34
                    dorry napisała:

                    > To może z innej strony:
                    > Jak córka pracuje w szkole? Czy też tak wolno?


                    Zdecydowanie szybciej! ale Pani tez ja musi niekiedy poganiać bo "się zawiesza" ale jednak przy Pani bardziej sie mobilizuje. W domu ma strasznie wyluzowany stosunek do nauki i przemijajacego czasu wink
                • mamusia1999 Re: walki z dzieckiem o naukę 07.03.11, 09:32
                  pewnosci to nie ma nigdy. doroslosc polega m.in. na zaakceptowaniu niepewnosci.

                  coreczka mojej kolezanki rzucala sie na ziemie i tlukla glowa o podloge, jak jej braciszek byl przystawiany do piersi. nie odstawila niemowlecia, oboje znajdowali czas dla Malej i ja "dopieszczali" (np. chwalili) ale do atakow histerii podchodzili z rezerwa: jesli mama byla sama, to wychodzila do innego pokoju karmic dalej, jesli byl jeszcze ktos, to Mala mocno przytulal i WYTRZYMYWAL ta jej rozpacz (bez komentarza, tlumaczenia, kolysania, wynoszenia etc, tylko mocno objac). przeszlo bez sladu. ale ich namawiala i pediatra i polozna do takiego zdecydowanego kursu.

                  dziwisz sie, ze nikt ci tutaj klucza nie podpowiedzial. bo ten KLUCZ musi znalezc twoja corka, kobieto. ty ja musisz tylko zmusic do szukania.

                  owszem na Maluchy jest czasem skuteczny wytrych: zdjac pieluche i poczekac, czy bedzie fajnie w mokrych spodniach - wiekszosc dzieci, decyduje sie wtedy na nocnik; sprzatnac obiad jak wybrzydza i odczekac do nastepnego posilku - tu juz sukces jest rzadszy. ale temat szkoly jest o tyle trudniejszy, ze konsekwencje "nieuczenia sie" sa oddalone w czasie, mniej namacalne, "nie-naturalne". i to jest wyzwanie dla ciebie i szkoly - wprowadzic w zycie konsekwencje. jak na razie idzeisz na latwizne - nadzorujesz zgrzytajac zebami, bo ci latwiej to wytrzymac niz rozpacz corki o poranku.

                  w osrodku terapii Mlodego mam do czynienia z wieloma uposledzonymi dziecmi i ich rodzicami. jednym z podstawowych zalecen ogolnych : nie wyreczac dziecka, pozwolic doswiadczyc granic. slepe dziecko nie wyksztalci/wyostrzy innych zmyslow, jesli mama bedzie zawsze prowadzic za reke i usuwac wszelkie przeszkody.
                  • mamusia1999 Re: walki z dzieckiem o naukę 07.03.11, 16:57
                    z nieco innej beczki:
                    zastanow sie RZETELNIE, jaka twoja podswiadoma potrzebe zaspokaja obecna sytuacja. Kontrola, pewnosc? moze...to moj temat np. dlatego mi sie nasunal. mozna usilnie probowac kontrolowac zycie - i pasc trupem z wycienczenia, mozna bezwolnie poddac sie rozwojowi wypadkow - i pojsc na dno. a mozna aktywnie plynac gdzies posrodku nurtu i byc szczesliwym wink a moze twoja utajona motywacja jest zupelnie inna.

                    potrzeba twojej corki jest wspolna wielu dzieciom - zajmuj sie a mamo mna jak najwiecej, najlepiej tylko mna. taka pozostalosc instynktu bezradnego oseska. jaka ma alternatywe? czy jesli przestanie cie absorbowac swoimi lekcjami, to i tak bedzie cos z ciebie miala? czy czesc wygranego czasu poswiecisz na zabawe z nia? lubisz sie z nia bawic, czy wolisz juz te "konkretne" lekcje? bo ja po latach lalek z niejaka ulga rzucilam sie na rachunki i tylko rozczarowana bylam, ze nam gorzej ida niz te lalki.

                    bo w grze zwanej stosunkami miedzyludzkimi jest zawsze conajmniej dwoch partnerow i KAZDY z nich z tej gry czerpie jakas (podswiadoma) satysfakcje.

                    zagadnienie jest kompleksowe. prosto to jest (z reguly) zajsc w ciaze, a potem to juz z kazda chwila entropia wzrasta wink

                    nie ma recepty na sukces. moi tesciowie, prosci ludzie, byli biernymi obserwatorami szkolnej kariery mojego meza. generalnie dzieci zyly samopas. w 6 i 7 kl. palil ponoc jak komin fabryczny, w 7kl. zostal - nikogo to jakos specjalnie nie zainteresowalo, przec chlopak sobie nawet jako robotnik poradzi. od 8 klasy dostawal pochwaly, przestal palic. teraz jest po doktoracie, pali 2-3 razy w roku 1 cygaro. no owszem, wychowanie wlasnych dzieci to dla niego wysilek, bo nigdy sam takiej troski nie doswiadczyl.
                    moja przyjaciolka musi pracowac na caly etat (czyli u nas do 18.00) i nie miala sily, czasu, konceptu wspierac corki z dysleksja/dysortografia. dziecko boryka sie z tym praktycznie samo, bo musi. owszem po selekcji w 4kl. wyladowalo w "najprostszej" szkole. ale ma marzenie - szkole wzornictwa odziezowego, stara sie jak moze podciagnac do koniecznej sredniej i ma tu sukcesy. uwielbiaja sie z mama, ma normalna samoocene.
    • zofijkamyjka Re: walki z dzieckiem o naukę 15.03.11, 18:52
      Uwaga znalazłam sprytny sposób na moje dziewczę z pomocą pewnej koleżanki z pracy, która ma podobny problem.
      Ustalamy czas na lekcje /odpowiednio długi, z nawiązką wink/i jak nie wyrobi się dostaje ćwiczenia dodatkowe. Działa !
      No i te pochwały czesto staram się stosować aż dziecko ciut zadziwione wink. Raz powiedziało, żebym nie przesadzała
Inne wątki na temat:
Pełna wersja