ankaanka
13.04.11, 15:21
Moja córka ma symptomy ryzyka dysleksji. Psycholog szkolny sugeruje nam odroczenie pierwszej klasy. Pod względem społecznym jest wszystko ok. Bardzo szybko nawiązuje kontakty z dziećmi i dorosłymi, jest samodzielna i uzdolniona plastycznie. Ma natomiast problemy z koncentracją, pamięcią, nie zapamiętuje złożonych poleceń, potrafi głoskować tylko wyrazy 3 literowe, nie zna jeszcze liczb. Myli jeszcze strony, która prawa która lewa. Sama jest leworęczna. Ma problem z ułożeniem historyjki 6-cio obrazkowej w odpowiedniej kolejności. Wychowawczyni po testach robionych w styczniu wskazywała nam rzeczy nad którymi musimy pracować. Pracujemy z nią intensywnie od tamtej poty. Skupiłam się głównie na czytaniu. Zna już 3/4 literek, czyta literując, powoli też załapuje czytanie dwu-literowych sylab. Ciężko to idzie ale idzie, ćwiczy dzielnie codziennie i jestem bardzo dumna z jej postępów.
No i właśnie tu jest mój dylemat. Pedagog szkolna mówi, że ma 'bystrą' klasę i na jej tle bardzo dostaje i nie widzi już raczej szansy na nadrobienie zaległości. Pedagog w poradni (do której córka chodzi od 2 lat) mówi, że dzieci z końca roku 'zaskakują' właśnie tak w okolicy marca-czerwca i żebyśmy się jeszcze nie martwili o to i dlatego na czerwiec jesteśmy tam umówieni z badanie gotowości szkolnej. I bądź tu człowieku mądry. Nie chce jej zrobić krzywdy. Będę jeszcze na ten temat rozmawiać w poradni (jakoś bardziej wydają mi się ludzcy niż psycholog szkolny), czytam dużo opinii że u dzieci dyslektycznych nie ma sensu odraczać nauki, z drugiej strony zyskała by rok na dorośnięcie. Boje się też że z powodu reformy idąc do pierwszej klasy w wieku 8 lat będzie z dziećmi 6 letnimi! Nikt nie da mi gwarancji że tak nie będzie. W tym wieku to może jej jeszcze nie będzie przeszkadzać ale przypuszczam że jako nastolatka będzie z tego powodu bardzo cierpieć. I bądź tu babo mądra
Są rodzice z dziećmi z rocznika 2004 z takim samym problemem ?