Dodaj do ulubionych

w obronie grzecznych dzieci

03.06.11, 07:30
Im dłużej czytam to forum, tym bardziej czuję się postawiona pod tablicą, i jako "ex-dziecko" i jako matka.
Dowiaduję się bowiem, że grzeczne, spokojne dzieci to dzieci pozbawione fantazji, nudne i nieszczęśliwe, zaś uczniowie, którzy mieli piątki z większości przedmiotów, to kujony bez sprecyzowanych zainteresowań. Ponadto, ilekroć pojawia się zacytowane pytanie z jakiegoś testu jako dowód jak okropna jest polska szkoła, tylekroć rozwiązuje je prawidłowo, co podobno oznacza, że myślę szablonowo.

Byłam grzecznym dzieckiem, teraz grzecznym dzieckiem jest moja córka. Miałam fantazję i ona też ma, tylko ta fantazja realizuje się inaczej - w snuciu wewnętrznych opowieści, w przekształcaniu świata dookoła, nie w aktywności fizycznej. Byłam dobrą uczennicą i miałam swoje pasje, tylko poza tym resztę przedmiotów też ogarniałam, bo miałam tego pecha, że jak chciałam się nauczyć tak, by nie dostać jedynki, wychodziła przynajmniej czwórka.

I nie rozumiem jednego - dlaczego ja akceptuję, że dziecko może chodzić po ścianach i krzyczeć w ramach realizacji swojej dziecięcej fantazji, a matka tego dziecka nie zaakceptuje, że moje woli być cicho i zagłębiać się w swoim świecie? Dlaczego nie istnieje przyzwolenie, żeby dziecko hałasujące nazwać niegrzecznym, a istnieje, żeby siedzące cicho nazwać nudnym - przecież to takie samo przyklejenie etykietki, takie samo odcięcie się od inności, taka sama krzywda w gruncie rzeczy.

Rozumiem, że w naszym dzieciństwie promowana była postawa cichego dziecka i to może być irytujące - ale to nie jest wina tych grzecznych dzieci. Dlaczego nie można zaakceptować całego bogactwa zachowań, tylko po pozbyciu się terroru jednego, trzeba koniecznie narzucać drugie?
--
Cierpię, ale jeszcze mam nadzieję,
że przylecą piraci bombowcem
i bogatym zabiorą pieniądze,
a na pięknych założą pokrowce. (Kabaret Potem)
Obserwuj wątek
    • gorn73 Re: w obronie grzecznych dzieci 03.06.11, 07:49
      asia_i_p napisała:

      > Im dłużej czytam to forum, tym bardziej czuję się postawiona pod tablicą, i jak
      > o "ex-dziecko" i jako matka.
      > Dowiaduję się bowiem, że grzeczne, spokojne dzieci to dzieci pozbawione fantazj
      > i, nudne i nieszczęśliwe, zaś uczniowie, którzy mieli piątki z większości przed
      > miotów, to kujony bez sprecyzowanych zainteresowań.

      nie wiem gdzie to wyczytałaś, ale jesli ktaś faktycznie napisał, to nie zna mojego Kuby.
      11 lat, średnia ocen w IV klasie 5,6 zachowanie wzorowe całe życie uśmiechnięty, z masą kumpli, którego jedno z opowiadań wygrało ogólnopolski konkurs literacki, niekiedy ostatnimi siłami przyłażący z boiska ok. 20-ej, chodzący spac najwcześniej o 23ej, mający swój klan w CS i szefujący jego członkom (16-24 lata - oczywiście on podaje się za 17 latka wink i długo by wymieniac
      • asia_i_p Re: w obronie grzecznych dzieci 03.06.11, 08:10
        Najczęściej czytam to w wątkach o kłopotach szkolnych jakiegoś dziecka "co ty się martwisz, ci z czerwonymi paskami to potem nie wiedzą, co ze sobą w życiu zrobić". Albo, jeśli dziecko przynosi uwagi ze szkoły, to jest kontrastowane z lizusami - praktycznie każde spokojne dziecko jest określane w takich wątkach jako zastraszone albo lizus, a każde z lepszymi ocenami niż dziecko target wątku jako kujon.
        Co do zachowania, na e-matce założony był kiedyś nawet osobny wątek, na temat tego, jak jakieś dziecko w gościach siedziało cicho przy stole i używało form grzecznościowych i jakie to przerażające.
        --
        Cierpię, ale jeszcze mam nadzieję,
        że przylecą piraci bombowcem
        i bogatym zabiorą pieniądze,
        a na pięknych założą pokrowce. (Kabaret Potem)
    • tymianek21 Re: w obronie grzecznych dzieci 03.06.11, 08:07
      Może wielu osobom wydaje się że takie grzeczne, spokojne dziecko było ciągle upominane, "tresowne" od małego i jest grzeczne nie dlatego że takie jest, ale z obawy przed karą i żeby zadowolić rodziców. Mam 5.5 latniego spokojnego, miłego syna- nie wiem co to histeria 2 latka, w przedszkolu pani powiedziała mi że bardzo by chciała żeby wszystkie dzieci były takie miłe jak on. Ale jeśli napiszę że nigdy nie uderzyliśmy go nawet palcem, nie szarpaliśmy to pewnie wielu mi nie uwierzy bo nie możliwym jest wychowanie dziecka bez krzyku i strofowania. A potem dowiem się że wcale nie jest spokojny tylko "zalękniony" albo że jeśli mówi dzień dobry sasiadom i dziękuje to tylko dlatego że tego od niego oczekujemy i że zrobiliśmy z niego "starego maleńkiego" i ze się nie odnajdzie wśród kolegów.
      • asia_i_p Re: w obronie grzecznych dzieci 03.06.11, 08:12
        No właśnie, mam wrażenie że to rodzaj rewanżu za to, że część świata nie chce uwierzyć w sytuację odwrotną, czyli prawidłowo starannie wychowywane dziecko-tornado (ja akurat wierzę, na podstawie swojego rodzeństwa). Ale dlaczego nie można po prostu obronić jednego dziecka, czemu trzeba od razu zaatakować to drugie albo jego rodziców?
        --
        Cierpię, ale jeszcze mam nadzieję,
        że przylecą piraci bombowcem
        i bogatym zabiorą pieniądze,
        a na pięknych założą pokrowce. (Kabaret Potem)
        • dorek3 Re: w obronie grzecznych dzieci 03.06.11, 09:21
          A widzisz sama poniekąd atakujesz nazywając dzieci spokojne " prawidłowo i starannie wychowanymi" . Czyli nie tornada są " nie prawidłowo i nie starannie wychowane" czyli właśnie szpila do ich rodziców.
          --
          pozdrawiam
          Dorota i Kuba&Bartek
          • angazetka Re: w obronie grzecznych dzieci 03.06.11, 09:27
            Przecież napisała coś zupełnie innego - że dzieci-tornada też bywają prawidłowo i starannie wychowane.
            --
            "Żeby on [Tusk] był takim dobrym premierem, jak jest fajnym facetem, to nie miałabym tych problemów przed przyszłymi wyborami, co mam." - Asia_i_p
          • asia_i_p Re: w obronie grzecznych dzieci 03.06.11, 12:33
            Toż właśnie piszę, że są - nad wychowaniem moich dwóch sióstr i brata rodzice naharowali się więcej niż nad moim i nie wiem, co byłoby można zrobić lepiej, ale temperament sprawił, że to dzieci-tornada. Bardzo urocze zresztą tornada.
            --
            Cierpię, ale jeszcze mam nadzieję,
            że przylecą piraci bombowcem
            i bogatym zabiorą pieniądze,
            a na pięknych założą pokrowce. (Kabaret Potem)
        • 5an-ka Re: w obronie grzecznych dzieci 03.06.11, 09:37
          Nie ma co się przejmować opiniami, znamy swoje dzieci i tyle. Moje smerfy są chwalone wszędzie jakie to grzeczne dzieci, normalne dzieciaki i dopóki nie poszły do przedszkola też były całkiem inne, moja córa 10 lat w skole też chwalona same ochy i achy, do syna ,,Gorn 73" bardzo podobna i jeszcze ciągnie szkołę muzyczną 6.0, a na podwórku nie mogę poznać mojego dziecka takie umorusane i brudne. Chłopcy całkiem inni i cudowni. Każdy ma swój sposób na wychowanie i możesz być dumna, że prowadzisz tak spokojnie dzieci. Ja w każdym razie gratuluję nie lubię siebie gdy muszę krzyknać a czasem trzeba. Moja bratowa i moja Mama tak właśnie wychowywały dzieci. Moje dzieci zauważają łatwość (też niektórych nauczycieli) do krytykowania, wyśmiewania inności, coś wtym jest i masz rację my po prostu zazdrościmy pozdrawiam
    • dorek3 Re: w obronie grzecznych dzieci 03.06.11, 09:18
      E tam, ja tam zazdroszczę takich spokojnych i dobrze ułożonych dzieci. Moich próbuję układać już prawie osiem lat i idzie mi marnie, przynajmniej w porównaniu do takich standardów o których piszesz.

      A co do mojego wątku ws testów to po prostu zastanawiam się czy to z moim dzieckiem jest coś "nie tak" czy jednak problem tkwi gdzieś indziej. Drugi syn w tej kwestii jest szablonowy i standardowy do bólu (czyli nie ma takich problemów)
      --
      pozdrawiam
      Dorota i Kuba&Bartek
      • maman3 Re: w obronie grzecznych dzieci 03.06.11, 10:25
        Też byłam grzecznym dzieckiem-i zadaję kłam wszystkim tym osądom, które twierdzą, że z grzeczne dziecko-niedorajda, nudziarz, nieudacznik. Nie chcę tu sie wychwalać, choć na ten użytek powinnam to zrobić smile , ale byłam zawsze odważna, ponoć charyzmatyczna, z dużym poczuciem humoru, pomysłowa (żadna impreza beze mnie), uganiały sie za mną największe łobuziaki. Ale muszę przyznać, że każdy kto mnie poznawał był zaskoczony, że jestem, jaka jestem, bo wyglądałam na zarozumiałą i poważną smile .
        • 5an-ka Re: w obronie grzecznych dzieci 03.06.11, 11:49
          Właśnie o to chodzi jesteśmy indywidualnościami i takie są nasze dzieci, ja nie spodziewałam się że wychowywanie może być tak fascynujace dosłownie, mnie fascynyje bycie mamą, praca nad sobą, bo smerfom mogę tylko czy aż pomagać i być przy nich. Dzieciaki są tak różne, ich koledzy każdy inny ale jacy ciekawi. Będą się zmieniały w grupie nie wiemy jak się zachowają, czy dadzą radę. Mój syn już wie czym mnie może przestraszyć MAMO ZNOWU UWAGA (w zeszycie do informacji uwaga o ognisku) jego już śmieszy i jest z siebie dumny bo potrafił się zmienić ja jeszcze truchleję, (bo nie umiał sobie radzić z dziećmi agresywnymi i też zaczą kopać) Mnie już nie interesują opinie czy są grzeczne, czy właśnie się ścieły i jakie łobyzy....jeżeli coś dzieje wiemy kogo możemy się radzić i wówczas ich opinie sa bardzo cenne. Wcale się nie dziwię, że dzieci ,,grzeczne" są lubiane z nimi się po prostu fajnie pracuje, spokojniej. Nauczyciel z powołania da radę z różnymi dziećmi co nie jest wcale regółą, też ceni sobie współpracę z rodzicem ja na takich trafiam i bardzo jestem wdzięczna za ich pomoc i wsparcie. Ja chyba byłam takim różnym dzieckiem.
          • mama_kotula Re: w obronie grzecznych dzieci 03.06.11, 12:20
            Cytat
            Wcale się nie dziwię, że dzieci ,,grzeczne" są lubiane z nimi się po prostu fajnie pracuje, spokojniej.


            I nie trzeba się zbytnio wysilać, nieprawdaż. Żeby się przypadkiem ten biedny nauczyciel nie przepracował.

            --
            Jestem niepełnowartościowa, bo nie mam męża
            • agni71 Re: w obronie grzecznych dzieci 03.06.11, 15:53
              > I nie trzeba się zbytnio wysilać, nieprawdaż. Żeby się przypadkiem ten biedny n
              > auczyciel nie przepracował.

              Tak, tak, bo paraca nauczyciela to nieustający luz i dobra zabawa wink

              Pamietajmy jednakowoż, że te dzieci tzw. niegrzeczne, z którymi nauczyciel musi więcej popracować nie istnieją w prózni i przez nie nieraz te tzw. grzeczne są poszkodowane... Zwracając uwagę, czy za "grzecznością" nie stoi jakaś patologia, nie idealizujmy tej "niegrzeczności", bo ona nie tylko jest ekscytujacym wyzwaniem, ale tez po prostu jakims tam utrudnieniem, nie tylko, a chyba nawet nie przede wszystkim, dla samego zainteresowanego.
              • mama_kotula Re: w obronie grzecznych dzieci 03.06.11, 19:48
                Cytat
                > I nie trzeba się zbytnio wysilać, nieprawdaż. Żeby się przypadkiem ten biedny n
                > auczyciel nie przepracował.

                Tak, tak, bo paraca nauczyciela to nieustający luz i dobra zabawa wink


                Agni, nie chodzi mi o idealizowanie niegrzecznych dzieci.
                Być może jestem skrzywiona, ale jak mi nauczycielka z oburzeniem woła "ależ proszę pani! ja mam poza nim AŻ dziesiątkę dzieci!!" to mam ochotę parsknąć śmiechem. No dramat normalnie.
                No, ale to jest przypadek konkretny, który po dzisiejszym dniu mam ochotę odstrzelić sanitarnie, więc mogę być nieobiektywna.

                --
                Aspolecznosc pomaga w jasnym myśleniu niezmąconym pierdołami polegajacymi na zaprzataniu sobie glowy tym, w jaki sposob podejść do innych ludzi. © Elza78
                Jestem niepełnowartościowa, bo nie mam męża
                • agni71 Re: w obronie grzecznych dzieci 03.06.11, 20:12
                  > Agni, nie chodzi mi o idealizowanie niegrzecznych dzieci.
                  > Być może jestem skrzywiona, ale jak mi nauczycielka z oburzeniem woła "ależ pro
                  > szę pani! ja mam poza nim AŻ dziesiątkę dzieci!!" to mam ochotę parsknąć śmiech
                  > em. No dramat normalnie.

                  "Aż" dziesiątka dzieci zresztą rzadko się raczej zdarza - przeciętnie jest to ponad dwudziestka dzieci.
                  • mama_kotula Re: w obronie grzecznych dzieci 03.06.11, 20:39
                    Cytat
                    "Aż" dziesiątka dzieci zresztą rzadko się raczej zdarza - przeciętnie jest to ponad dwudziestka dzieci.


                    Otóż to, Agni, otóż to!
                    O ile jestem w stanie zrozumieć, że ponad dwudziestka dzieci jest trudna do ogarnięcia, o tyle jęki pani, że ona ma AŻ dziesiątkę dobitnie świadczą o tym, że pani nie zamierza się przepracowywać, i ile by tych dzieci nie było, to i tak jest źle, nieprawdaż. Najlepiej zapewne byłoby w klasie mieć np. tylko 3 spokojne, miłe, układne dziewczynki.

                    No ale jak pisałam, ja jestem nieobiektywna. Pani ta sprawia wrażenie, że praca w szkole niezależnie od tego, ile ma dzieci, ją męczy do granic wytrzymałości, na dzieci pani warczy, a dzisiaj do mnie wykrzyczała, że ona jest w szkole od 7 rano!!! i jest zmęczona! (a moje okropne dziecko jej zapewne robi na złość, bo przecież dziecko które jest w szkole od siódmej rano - rozmowa miała miejsce ok. 18.00 - to zmęczone nie jest, tylko złośliwe i mysli tylko o tym, jak zdenerwować panią).

                    Ja też lubię grzeczne dzieci, bo grzeczne dzieci są fajne. Bardzo lubię grzeczne dzieci i bardzo bym chciała, aby moje dziecko też grzeczne było. Niestety moje dziecko grzeczne nie jest. Moje dziecko na przykład bardzo emocjonalnie reaguje na to, że dwójka kolegów (tak, tych grzecznych kolegów) śpiewa piosenkę o tym, że porąbią je siekierą - dziecko reaguje, krzycząc "przestańcie śpiewać te pierdoły!!" i dostaje karę - bo koledzy śpiewają po cichu i pani nie słyszy, a on protestuje głośno i ze słowami powszechnie uznanymi za obelżywe.
                    A do pani nie pójdzie powiedzieć, że koledzy mu dokuczają, bo usłyszy "a ty nie jesteś lepszy!!!". Już się zniechęcił.

                    --
                    Zapłodnionych samic komarów trzyma (te które gryzą) USG w męskiej komara. N'eloigne nie mogą być inni, którzy nie żądło. Kilka trybów dostępne są więc nie zmniejszy. V0.93: więcej hp i spękania dźwięk cięcia do zamknięcia.
                    Jestem niepełnowartościowa, bo nie mam męża
                    • nangaparbat3 Kotula 04.06.11, 09:38
                      ja tę panią rozumiem.
                      Sama uczyłam kiedyś w osiedlowej podstawówce klasy z ponad trzydzieściorgiem dzieci - i było super. Oczywiście w każdej były 2-3 osoby nadpobudliwe i skupiające na sobie uwagę, każda lekcja to była moja max. mobilizacja, po powrocie do domu wyłączałam telefon i musiałam się chwilę przespać - ale było super. To było pod koniec lat 80. Niedawno prowadziłam zajęcia z piątą klasą w szkole społecznej - 10 uczniów i dwie prowadzące (towarzyszyła mi koleżanka z dużym doświadczeniem pracy z trudną młodzieżą). I dramat. W klasie było 5 dziewczynek - spokojnych, wycofanych, bojących się odezwać. I pieciu chłopców, z których jeden wydawał się nie mieć ADHD. Chłopcy robili co mogli, by zwrócić na siebie wyłączną uwagę prowadzących. Te dzieci po prostu wołały cos bez przerwy - a zwłaszcza wtedy, kiedy inne dziecko chciało cos powiedzieć. Po prostu nie dopuszczały innych do głosu, jeśli koledze i koleżance udało się zacząć zdanie, było ono przerwane czy zagłuszane raczej głupim żartem czy wykrzyczeniem tego samego, co właśnie mówiło spokojne dziecko.
                      Oczywiście - miałysmy wyjątkowo trudną sytuację, bo z jednej strony nie stawiałyśmy ocen, które daja nauczycielowi pewna władzę, łatwiej wtedy utrzymać ład na lekcji, z drugiej musiałysmy realizować cudzy scenariusz i przestrzegać zasady niezmieniania go (chore, ale taka była umowa) - kiedy opowiedziałam superwizorkom jak udało mi się nawiązać kontakt z dziećmi i autentycznie zainteresować ich tematem, wreszcie do nich dotrzeć, zostałam dość brutalnie opieprzona, bo odeszłam od scenariusza (oczywiście z projektem pożegnałam się najszybciej jak mogłam).
                      W każdym razie z czasem dowiedziałyśmy się, że ten jedyny chłopczyk, który wydawał się nie mieć ADHD, właśnie je miał - był w trakcie terapii.
                      Widzisz, jeśli masz 10 dzieci, z których czworo nieustannie walczy ze sobą o Twoją uwagę, naprawdę idzie zwariować.
                      Jest też inny problem - pracuje w bardzo dobrym ogólniaku, przychodzą do nas najlepsi absolwenci gimn., i okazuje się, że nikt ich nie nauczył, by słuchali podczas lekcji siebie nawzajem, nie zadbał, by wypowiedź ucznia dotarła do wszystkich, a nie tylko do nauczyciela, który oceni jej poprawność. I tu jest oczywiście działka metodyków, ale metodyka nieźle jest prowadzona w kolegiach językowych - i z tego co widzę, na tym chyba koniec.
                      --
                      "jeśli zostawisz jej pole do dyskusji to się nie dogadacie"
                      • mama_kotula Nanga 04.06.11, 11:05
                        Sytuacja jest nieco bardziej skomplikowana, niż ci się wydaje. Generalnie co do meritum się z tobą zgadzam, ale...

                        Inni nauczyciele sobie radzą, nie zgłaszają większych problemów. Są nastawieni na dialog, korzystają z moich wskazówek, i co najważniejsze - akceptują małe dziwactwa dziecka (które nikomu nie robią krzywdy - np. kompulsywne uderzanie się książką w głowę), w ogóle akceptują że dziecko jest nieco inne niż reszta. Oraz, dziecko lubią. A wychowawczyni dziecka nie lubi. Zresztą, ja odnoszę wrażenie, że ona żadnych dzieci nie lubi i nie lubi swojej pracy.

                        Pani jest wiecznie niezadowolona i wiecznie pokrzywdzona. Pani nie słucha, co się do niej mówi, jest przeświadczona, że dziecko non stop robi jej na złość i nie wierzy, kiedy jej się mówi, że uwaga wydawana z poziomu biurka do zafiksowanego aspergeryka po prostu jest przez niego niesłyszana, niekodowana. Nie, ona doskonale wie, że dziecko po prostu ją olewa ciepłym siurem, bo dziecko jest z gruntu ZŁE, a ona taka biedna, bo żeby do dziecka dotarło, to ona musi olaboga do niego podejść, a ona przecież ma aż dziesiątkę itp.

                        Wczoraj syn w czasie przerwy między jedną a drugą atrakcją rodzinnej imprezy integracyjnej wszedł na ławeczkę gimnastyczną i zaczął tańczyć. Pani wzniosła oczy do nieba i krzyczy "no właśnie, właśnie, widzi pani, on mi tak cały czas!!!". Pytam, czy na lekcjach syn wchodzi na ławkę i tańczy. Nie, na lekcjach nie. No więc nie rozumiem. "Ale on tak robi w miejscach publicznych". WTF?? O, na przykład podczas wyjścia poza szkołę. Dramat, ręce i cycki opadają. Bo dziecko tańczy podczas wycieczki szkolnej, podczas oczekiwania na spektakl teatralny, krótko mówiąc - dziecko nie siedzi na doopie milcząc, jego taniec nikomu nie przeszkadza, nikomu nie robi krzywdy, jeno panią wkur..ia. Tyle.
                        Pani nie słucha, nie przyjmuje argumentów, a kiedy jej się argumentacja kończy albo temat staje się niewygodny, pani ucina temat w bardzo nieprzyjemny sposób.
                        Do tego pani traktuje mnie protekcjonalnie, a coś takiego sprawia, że włącza mi się agresor.

                        Szkoła ma wymagania kosmiczne jeśli chodzi o zachowanie dzieci, bardzo wielu rodziców jest niezadowolonych.
                        Ostatnio moje dziecko dostało 2 minusy za powiedzenie na lekcji rymowanki - cytuję: cisza na morzu, cisza w komnacie, kto się odezwie ten wisi na szmacie tongue_outtongue_out. I, niespodzianka, nie dostało za przeszkadzanie na lekcji, jeno, uwaga, za UŻYWANIE SŁÓW ORDYNARNYCH, KTÓRE NIE PRZYSTOJĄ UCZNIOWI. Poprosiłam panią o wskazanie tych ordynarnych nieprzystojnych słów, nie otrzymałam żadnej odpowiedzi. Nadal się zastanawiam, co w rymowance było nieprzystojnego. Bo że durnowata jest, to ja wiem, ale ordynarna?

                        Dużo by mówić. Szkoła, choć pod względem edukacji jest rewelacyjna, pod wszystkimi innymi względami mnie dobija, na razie będę starać się o przeniesienie dziecka do klasy równoległej, która jest pod opieką sensowniejszej pani.

                        --
                        Strasznie jadowite są twoje wypowiedzi. Masz męża? Bo jakoś się nim nie chwalisz? (...) Nie jest sugestią do tego że gorsza jesteś. Ale ogólnie sugestią jest - że wredna jesteś - by Mycha 2452. Mycha, ajlowju.
                        Jestem niepełnowartościowa, bo nie mam męża
                        • nangaparbat3 Re: Nanga 04.06.11, 11:28
                          No tak, teraz to całkiem inaczej wygląda. "Cisza na morzu" mnie ubawiła, bo jestem gotowa się założyć, że dziecko zna wierszyk ze szkoły czy przedszkola, że od nauczyciela.
                          A propos ZA - mam ostatnio w szkole dwoje uczniów, którzy, jak sądzę (bo żadnych diagnoz nie widziałam), to mają - i nagle mnie olśniło, że mój ukochany bohater literacki, książę Myszkin, to właśnie aspergeryk. Jedna z tych osób odwiedza mnie niemal codziennie - albo po kilka razy dziennie - i od dawna myślę, że moje życie bardzo dzięki niej zyskało, właściwie trudno mi teraz wyobrazić sobie, że mogłam jej nigdy nie spotkać. Jest tym dzieckiem, które woła "król jest nagi" - nieustająco.
                          Wracając do pani - potwierdza po raz kolejny moje przekonanie, że nauczyciele powinni przechodzić testy badające osobowość, przynajmniej przed przyjęciem do pracy, jak policjanci.

                          --
                          "jeśli zostawisz jej pole do dyskusji to się nie dogadacie"
                          • srebrnarybka Re: Nanga 04.06.11, 16:30
                            Powiedzenie wierszyka o ciszy na morzu jest bardzo zdrowym objawem i dowodem integracji Młodego z klasą. Bo to typowy podwórkowy wierszyk, albo szkolny, i deklamowanie go jest normalnym elementem folkloru szkolnego. Dziecko z ZA, które ten folklor przyjmuje, pokazuje, że się nieźle zaaklimatyzowało.
                            Osobiście znam bardziej okrutną wersję wierszyka, cała klasa zmawia się przed wejściem nauczyciela, by siedzieć cicho, tylko jedna osoba wymawia formułę: cisza na morzu, za chwilę odezwie się bałwan. Po czym wchodzi nauczyciel i mówi "dzien dobry dzieci" albo cokolwiek innego ...
                            • srebrnarybka Re: Nanga 04.06.11, 16:34
                              Zatem brawa dla syna Kotuli. Mnie dzieci na podwórku wyśmiewały, bo po raz pierwszy w wieku 8 lat słowo "dupa" usłyszałam w wyrażeniu "pocałuj mnie w d..ę", a potem ktoś przy mnie opowiedział wierszyk o jednym panu, który płynął statkiem i wystawił d..ę za burtę, wraz ze statkiem i tą d..ą za burtą przeżył rozmaite przygody, a na końcu do statku podszedł Hiter i "Hitler myślał, że to smalec, i do d..y włożył palec".
                              A ja myśłałam, że d..a to buzia, skoro w nią się całuje, więc nie okazałam się bystrzejsza od Hitlera i nie dziwię się, że dzieci się ze mnie śmiały.
                            • mama_kotula Re: Nanga 04.06.11, 16:36
                              Ach. No i dodam, że w dniu kiedy dziecko zabłysnęło wierszykiem, pani miała pod opieką AŻ czwórkę dzieci, bo reszta pojechała na zawody. W związku z czym lekcji jako takiej nie było, dzieci mogły rysować itp. - ale PO CICHU.

                              --
                              Strasznie jadowite są twoje wypowiedzi. Masz męża? Bo jakoś się nim nie chwalisz? (...) Nie jest sugestią do tego że gorsza jesteś. Ale ogólnie sugestią jest - że wredna jesteś - by Mycha 2452. Mycha, ajlowju.
                              Jestem niepełnowartościowa, bo nie mam męża
                              • srebrnarybka Re: Nanga 04.06.11, 16:54
                                to pani jest faktycznie do luftu. Może naucz syna wersji z bałwanem? Byłąby chyba adekwatna, chociaż myślę, że lepiej nie, bo to byłoby za dużo adrenaliny.
                                W każdym razie za wierszyk Twój syn ma u mnie duży plus.
                                • mama_kotula Re: Nanga 04.06.11, 17:20
                                  Syn zna wersję z bałwanem wink, zna też wersję z gaciami ;D

                                  Problem w tym, że szkoła ma dość dziwne kryteria oceny różnych zachowań.
                                  Pisałam już chyba tu na forum, że razu pewnego pokłóciły się dziewczynki z klasy czwartej, jedna do drugiej powiedziała "zobaczysz, pożałujesz tego!!" - reakcją nauczycielstwa było, uwaga "w szkole kwitnie przemoc!!" i groźba obniżenia oceny z zachowania tejże dziewczynce.

                                  Za to jak na imprezie integracyjnej rodzinnej jedna z nauczycielek powiedziała do mikrofonu "o kur..." (i urwała) to wzbudziło to salwę śmiechu wśród grona. Nie ogarniam.

                                  --
                                  Strasznie jadowite są twoje wypowiedzi. Masz męża? Bo jakoś się nim nie chwalisz? (...) Nie jest sugestią do tego że gorsza jesteś. Ale ogólnie sugestią jest - że wredna jesteś - by Mycha 2452. Mycha, ajlowju.
                                  Jestem niepełnowartościowa, bo nie mam męża
                                  • srebrnarybka Re: Nanga 04.06.11, 17:52
                                    Jestem niedokształcona, bo nie znam wersji z gaciami (cisza na morzu, cisza w komnacie, kto się odezwie, ten ściaga gacie? - ale to mój domysł).
                                    Szkoła faktycznie dziwna. Pisałaś, że prywatna i nie wiem, czy to nie jest tak w prywatnych, że jak nie umieją sobie poradzić, to czepiają się do byle głupstwa, być może olewając trudniejsze problemy. Mój przyszywany bratanek w prywatnym gimnazjum został karnie przeniesiony z klasy do klasy za to, że jak jechali autobusem na zieloną szkołę, pomachali do pracownicy agencji towarzyskiej, które w oknie tego przybytku siedziała w stringach. Przy czym młody mi tłumaczył: ciociu, to nie chodziło o to, że goła, ale miała taką tłustą d..ę, a jak ktoś ma duzą d..ę, to nie powinien chodzić w stringach, bo to nieładnie wygląda i myśmy się z niej śmiali. Rok później miał obniżone sprawowanie za to, że kiedy nauczyciel wyszedł z lekcji, zamknął wewnętrzną zasuwkę na drzwiach. Pamiętam, że wtedy mocno niepedagogicznie powiedziałam: byłoby dziwne, jakbyście tej zasuwki nie zamknęli.
                                    Jestem fundalmentalnym wrogiem szkół prywatnych, nie wiem, może są sensowne, ale we mnie zawsze budzą podejrzliwość.
                                    A Młody zachowuje się zupełnie normalnie, jeśli mówi takie wierszyki w szkole.
                                    • mama_kotula Re: Nanga 04.06.11, 18:53
                                      Cytat
                                      Pisałaś, że prywatna i nie wiem, czy to nie jest tak w prywatnych, że jak nie umieją sobie poradzić, to czepiają się do byle głupstwa, być może olewając trudniejsze problemy


                                      Ja bym raczej optowała za tezą, że te szkoły pretendują do miana szkół elitarnych, w których wszystkie dzieci są "grzeczne" - w znaczeniu: o nienagannych manierach, nie robiące rzeczy "głupich" (takich, na których widok starsze panie pałają świętym oburzeniem), zawsze wiedzące, jak się zachować, ot, tacy zminiaturyzowani dorośli - i jak z zewnątrz się obserwuje takie dzieci to to ogólnie robi wrażenie. Więc penalizowane są najmniejsze, za przeproszeniem, pierdoły, które WIDAĆ na zewnątrz. I dziecko otrzymuje większą karę za zrobienie szkole obciachu w miejscu publicznym niż za to samo zachowanie w szkole (choć nie powinno dostać ani tu, ani tu...).

                                      Tylko zapomina się, że dzieci robią niektóre rzeczy (np. tańczą i wygłupiają się przed wejściem do teatru) nie dlatego, że są rozwydrzone, tylko dlatego, że są, u diabła, dziećmi - i że mają po 8-9-10 lat.

                                      --
                                      Jestem niepełnowartościowa, bo nie mam męża
                                      • srebrnarybka Re: Nanga 04.06.11, 19:10
                                        możliwe, że tak. W każdym razie wyraźne jest tu skupienie się na zewnętrznym zachowaniu, a nie na wychowaniu jako takim. O tym pisałam niżej, że "grzeczność" powinna wynikać np. z sympatii dla pani czy przynajmniej zrozumienia, że jakieś zachowanie pani przeszkadza (zakłócanie lekci itp.), natomiast tańczenie przed wejściem do teatru w ogóle nie wydaje mi się naganne.
                                        • mama_kotula Re: Nanga 04.06.11, 21:00
                                          nangaparbat3 napisała:
                                          > Tańczyłysmy z koleżankami na ulicy mając 19.

                                          No ale nie w szkolnym mundurku, więc nie bezcześciłyście dobrego imienia szkoły tongue_outtongue_out

                                          --
                                          Zapłodnionych samic komarów trzyma (te które gryzą) USG w męskiej komara. N'eloigne nie mogą być inni, którzy nie żądło. Kilka trybów dostępne są więc nie zmniejszy. V0.93: więcej hp i spękania dźwięk cięcia do zamknięcia.
                                          Jestem niepełnowartościowa, bo nie mam męża
                                    • agni71 Re: Nanga 04.06.11, 20:11
                                      srebrnarybka napisała:

                                      Rok później miał obniżone sprawowanie za to, że kiedy nauczy
                                      > ciel wyszedł z lekcji, zamknął wewnętrzną zasuwkę na drzwiach. Pamiętam, że wte
                                      > dy mocno niepedagogicznie powiedziałam: byłoby dziwne, jakbyście tej zasuwki ni
                                      > e zamknęli.


                                      Przyznam, ze nie rozumiem dlaczego tak powiedziałaś?
                                      • srebrnarybka Re: Nanga 04.06.11, 22:42
                                        Dlatego, że tak uważam. Nauczyciel, który wychodzi w czasie lekcji z klasy, w której jest wewnętrzna zasuwka, powinien na 100% się liczyć z tym, że klasa zamknie się od wewnątrz. Tak było, jest i będzie i nauczyciel powinien to wiedzieć. Nauczyciel powinien zachowywać się tak, by nie dawać młodzieży pola do popisu do głupich żartów, bo wiadomo, że młodzież to wykorzysta. Obniżanie sprawowania za głupi żart, który "aż się prosił", jest nonsensem. Poza tym nauczycielowi nie zaszkodzi trochę poczucia humoru. Znam wypadek, gdy anglistka weszła do klasy, a na tablicy było napisane DUPA. Zamiast wezwać rodziców, zrobić karną klasówkę, obniżyc sprawowanie albo zwymyślac uczniów powiedziała z uśmiechem: żebyście to chociaż po angielsku napisali. Na następnej lekcji zastała napis: SON OF THE BITCH (sukinsyn). Pochwaliła inwencję i poprosiła, żeby skończyć zabawę, i zabawa została skończona. W tej klasie nie było już więcej prowokacyjnych napisów, a dzieciaki przynajmniej poznały nowe wyrażenie angielskie.
                                        Robienie kawałów w szkole było, jest i będzie. Ważne, by nie były agresywne, nikogo nie obrażały, a były fajną przygodą, którą się będzie wspominać.
                                        • nangaparbat3 Re: Nanga 04.06.11, 22:47
                                          Pracowałam w podstawowce. Budynek, w którym się mieściła, składał się z kilku segmentów, okna jednych wychodziły na płaskie dachy innych, i nie było w nich żadnych zabezpieczeń.
                                          Potem karano dzieci za wychodzenie na dach - a czy mogły nie wychodzić?

                                          --
                                          "jeśli zostawisz jej pole do dyskusji to się nie dogadacie"
                                          • srebrnarybka Re: Nanga 04.06.11, 23:02
                                            Oczywiście nie mogły i przede wszystkim ukarana powinna być dyrekcja albo ktoś inny (władze gminy czy nie wiem, kto) za stworzenie tak niebezpiecznej sytuacji.
                                            Dzieci z pewnością zdawały sobie sprawę z wagi swojego "przewinienia" - tu wchodziło w grę zagrożenie życia. Jeżeli cała klasa 15latów zamknęła się na zasuwkę, którą można otworzyć, i zresztą po chwili otworzyli, to bezpośredniego zagrożenia życia nie było. Rozumiem, że nie powinno się za to dawać nagrody, można było wpisać uwagę do dzienniczka dla "zachowania twarzy", ale obniżać zachowanie na koniec roku za jeden głupi żart sprowokowany przez nauczyciela?
                                            A poza tym nie spodziewałam się w najśmielszych wyobrażeniach, że łagodniej potraktuje jakiekolwiek wykroczenie dziecka, niż Nangaparbat. Generalnie jestem zwolenniczką dość surowego wychowania, tylko mam poczucie humoru, to raz. Poza tym jestem za coraz większym luzem, im dziecko starsze. Tu jednak była gromada 15latków.
                                            • nangaparbat3 Re: Nanga 04.06.11, 23:13
                                              srebrnarybka napisała:


                                              > A poza tym nie spodziewałam się w najśmielszych wyobrażeniach, że łagodniej pot
                                              > raktuje jakiekolwiek wykroczenie dziecka, niż Nangaparbat.

                                              Ale w jakiej sprawie?
                                              Chociaż rzeczywiście wole naprawianie szkod, zadośćczynienie, a nawet wyznanie winy i przeproszenie (byle szczere) od kar.
                                              To znaczy ważne wydaje mi się uznanie odpowiedzialności za to, co się zrobiło, i postanowienie poprawy, jak na spowiedzi, wypisz wymaluj. Na karaniu rzeczywiście mi nie zależy (chyba że jest jasna zasada, wtedy trzeba byc konsekwentnym).
                                              --
                                              "jeśli zostawisz jej pole do dyskusji to się nie dogadacie"
                                              • srebrnarybka Re: Nanga 04.06.11, 23:35
                                                Ale w jakiej sprawie?

                                                Zrozumialam Twoją wypowiedż jako krytykę pobłażliwego potraktowania przeze mnie wybryku bratanka. Wskazałaś na analogie wynikającą z faktu, że zarówno bratanek, jak i dzieci wychodzące na dach, wykorzystały okazję stworzoną im lekkomyślnie przez szkołę, a skoro karano dzieci wychodzące na dach i spodziewałaś się zapewne, że i ja uznam to za słuszne, to w takim razie ukaranie bratanka przez szkołę też było słuszne. Wg mnie analogia jest fałszywa, bo 1. wychodzenie na dach zagrażało życiu i w tym wypadku wolno zareagować nawet "niepedagogicznie", podobnie, jak wolno odepchnąć czy szarpnąć dziecko wbiegające na jezdnię, 2. przewina bratanka była dużo mniejsza i to zarówno obiektywnie, jak i subiektywnie (chcial zrobic kawał nauczycielowi, a dzieci, nawet 7latki, odpowiednio - mam nadzieję - pouczone, wiedziały, że robią coś takiego, jak wtargnięcie na jezdnię), 3. kara zastosowana wobec bratanka była niewątpliwie niewspółmierna do wybryku.

                                                Nie widzę powodu, by przed 15latkem ukrywać pogląd w tej sprawie. 15latek jest na tyle dojrzały, by sam zauważyć, że został niesprawiedliwie i bezsensownie ukarany i nie widzę powodu, by przed nim ukrywać, że także tak myśę.
                                                A swoją drogą: czytałaś Sposób na Alcybiadesa? Dla mnie mądrość wypowiedziana przez jednego z czwororęcznych (gogowie są od tego, by zmuszać nas do jak najintensywniejszej nauki, my staramy się uczyć jak najmniej i to, co robimy w rzeczywistości, jest wypadkową tych tendencji) uważam za jedno z mądrzejszych zdań, jakie udało mi się przeczytać.
                                                • nangaparbat3 Re: Nanga 05.06.11, 00:11
                                                  A nie nie, pisałam o dachu, bo uważam, że większość 10-14letnich dzieci po prostu musiała wyjść na ten dach (wysokość pierwszego piętra, więc nie takie znowu niebezpieczne), sama w tym wieku ganialam po daszkach i dachach, jeszcze pamietam. I jeślibym chciała karać, to architekta - wiedział, że projektuje podstawowkę - za bezmyślność, a może i dyrektora szkoły, że nie zabezpieczył tych okien.
                                                  Nie nalezy wodzić na pokuszenie dzieci, a jak się wodzi, nie ma co sie oburzać, że dały się zwieść.
                                                  --
                                                  "jeśli zostawisz jej pole do dyskusji to się nie dogadacie"
                                                  • srebrnarybka Re: Nanga 05.06.11, 01:07
                                                    Nie nalezy wodzić na pokuszenie dzieci, a jak się wodzi, nie ma co sie oburzać,
                                                    > że dały się zwieść

                                                    dokładnie to miałam na myśli zarówno w sprawie bratanka, ak i w sprawie okien. Myślałam, że to bardziej niebezpieczne, ale oczywiste, że szkoła powinna była przeciwdziałać wchodzeniu na dach. "przewina" bratanka była jeszcze drobniejsza.
                                                    Ja jestem za surowym wychowaniem, a włąsciwie - konsekwentnym. Ale uważam, że wychowawca (rodzice, nauczyciel etc.) musi być też surowy wobec siebie i tylko pod takim warunkiem rzecz gra. Jak stwarza dzieciom zbedne pokusy, to musi liczyć się z konsekwencjami. I bardzo ważna jest też intencja - zrobienie kawału nauczycielowi to rzecz normalna i żaden normalny nauczyciel nie będzie sie o to oburzał.
                                                    Pisalam tu już o klabzdrach. Wiesz, w jakim to było kontekście? Z 2 koleżankami jako asystentki pojechałyśmy ze studentami na tzw. objazd naukowy zwiedzać zabytki. W pociągu grupa najbardziej rozrywkowych otworzyła wino "Maryś 18 urodziny" i zaczęła się tym raczyć, przysiadł się do nich miejscowy menel (osobowy Świdnica-Wrocław), co groziło już awanturą, bo przecież zawierania pijackich znajomości z menelami musi się tak skonczyć. Zobaczyłam to, podeszłam, zażądałam butelki, zawartość wylałam przez okno, butelką z gołą babą na etykietce skonfiskowałam, mówiąc, że takiego świństwa nie wzięłąbym do ust (co i prawda, wino piję, ale nie taką siarę). Od klabzdr wiem, że w przedziale, gdziedokonywano przestępstwa, zapanowała grobowa cisza. A potem wieczorem pijany student mijając mnie na terenie kempingu, gfzieśmy spali, powiedział: pani mgr (jeszcze wtedy, eh, były czasy), nasz caaały rok jest za paaaanią mgr, i jak pani mgr wylała wino, tzn., że pani mgr miała prawo, bo pani mgr to widać, że niedawno studia skończyła i jest taka równa, nie to, co te klabzdry (obie młodsze ode mnie). To jedna z największych pochwał, jakie w życiu usłyszałam. A ten pijany student jest w tej chwili wybitnym nauczycielem LO w pewnym mieście powiatowym, zbiera nagrody za różne działania popularyzatorskie i pisze doktorat. Gdyby nie nawywijał mi tylu nrów na objeździe (zdążył się jeszcze zgubić na Ślęży, położyć chleb na romańskiej kolumnie w muzeum architektury i podpylić lizaka w sklepie spożywczym w Sobótce - oddał, podpylił tak dla żartu, w amoku), nie miałby co wspominać, a tak - przynajmniej ma jakieś doświadczenie i będzie miał o czym opowiadał wnukom.
                                                  • srebrnarybka Re: Nanga 05.06.11, 01:12
                                                    I ja też mam co wspominać. Tyle, że ci rozrywkowi jednak byli odpowiedzialni. Jak np. stłukli szybę w domku kempingowym, to sami poszli do ciecia zapłacić, nie wciągając w to w ogóle opiekunów i dobrze, bo jako dorośli ludzie ponieśli konsekwencje. Z dziećmi oczywiście est nieco inaczej.
                                                  • nangaparbat3 Re: Nanga 05.06.11, 15:12
                                                    Różnie bywa.
                                                    Kiedyś klasa najgroźniejszej w szkole nauczycielki zaprószyła ogień w schronisku, był mały pożar - i wtedy ta nieznosząca najmniejszego sprzeciwu baba tak zaatakowała kierownika schroniska, że młodzież nie poniosła żadnej odpowiedzialności.
                                                    Super metoda na trzymanie ich w stanie wiecznego dziecięctwa i uzależnienie od siebie.

                                                    --
                                                    "jeśli zostawisz jej pole do dyskusji to się nie dogadacie"
                                                  • srebrnarybka Re: Nanga 05.06.11, 15:28
                                                    o sprawie ze schroniskiem za mało napisałać, więc dla mnie nie jest to jasne.
                                                    Wyszło zabawnie, bo ja jestem w zasadzie z tych surowych i zwykle na forum bronię stanowczych decyzji. Tylko, że ja jestem za tym, żeby traktować dziecko, czy szerzej wychowanka, także np. studenta, POWAŻNIE. Poważne traktowanie nie musi oznaczać spełniania każdej zachcianki, jak wiele piszących tu foremek uważa, że zabronienie dziecku czegokolwiek to jest jakiś gwałt na indywidualności. Natomiast moim zdaniem 10 latkowi wolno więcej, niż dwulatkowi właśnie dlatego, że 10 latek więcej rozumie, i jeśli miał stawiane granice i pokazano mu jasno, co jest dobre, a co złe, co mądre, a co głupie, jest większa szansa, że głupstwa nie zrobi.
                                                    Zatem 2 latka: 1. nie zostawiam w miejscu, gdzie można łatwo wejść na dach, 2. jak już wejdzie, to reaguję ostro, żeby zapamiętał, że na dach się nie wchodzi (wiem, tresura, łamanie charakteru te rzeczy - trudno). Ale wtedy wiem, że 10latek wie, że wchodzić na dach nie wolno i jest to niebezpieczne. Zatem mogę się spodziewać, że nie wejdzie np. na stromy dach dwuspadzisty albo bardzo wysoki albo bardzo wąski nad przepaścia. Jeśli wejdzie, to na płaski i niski.
                                                    Oczywiście rozumiem, że szkola, która musi zapewnić bezpieczeństwo wszystkim dzieciom, nie ma możliwości postawienia cerbera przy każdym oknie i musi zakazać wychodzenia na dach. Ale rozsądniej dach zabezpieczyć, bo prawdopodobieństwo, że któreś dziecko zakaz złąmie, jest bardzo wysokie. Natomiast szkoła powinna okna zabezpieczyć, a przy ewentualnej odpowiedzialności uczniów wziąć pod uwagę własną nieodpowiedzialność.
                                                    W XVI w był taki Frycz Modrzewski, który postulował, by ludziom wyższego stanu wymierzać wyższe kary za te same przestępstwa, bo dają zły przykład, a poza tym mieli lepsze rozeznanie i mogli wobec tego łatwiej powstrzymać się od popełnienia wykroczenia. Szkoła, która wymaga od uczcniów, a nie wymaga od siebie, autorytetu mieć nie może.
                                                  • verdana Re: Nanga 05.06.11, 15:35
                                                    Trochę OT.
                                                    Jako matka dziecka, które na ten dach by nie weszło, bo nie wolno, bo jest rozsadne i ostrozne, bo wchodzenie na dach to idiotyzm, bo to, ze klasa jest głupia, nie oznacza, ze on też musi być głupi, mam powazne wątpliwosci, czy mam się z czego cieszyć. Podejrzewam, ze raczej nie.
                                                    --
                                                    Mops i kot

                                                    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
                                                  • srebrnarybka Re: Nanga 05.06.11, 15:52
                                                    Jako matka dziecka, które na ten dach by nie weszło, bo nie wolno, bo jest rozs
                                                    > adne i ostrozne, bo wchodzenie na dach to idiotyzm, bo to, ze klasa jest głupia
                                                    > , nie oznacza, ze on też musi być głupi, mam powazne wątpliwosci, czy mam się
                                                    > z czego cieszyć. Podejrzewam, ze raczej nie.

                                                    Myślę, że powodów do zmartwienia nie ma ani w jednym, a nie w drugim wypadku. Bo dziecko, które nie wejdzie na dach "samo z siebie" z powodów podanych przez Ciebie, może być bardzo oryginalne, aktywne i samodzielne w innych dziedzinach życia. W życiu jest tak, że jeden lubi czekoladę, a drugiemu nogi się pocą, i dlatego świat jest piękny.
                                                  • joa66 Re: Nanga 05.06.11, 15:53
                                                    Ale nie można mylic dwóch spraw - to dlaczego dziecko weszło lub nie i to, że nałożenie kary jest oczywiste, przynajmniej wg mnie. Aprobata, nawet cicha, jest moim zdaniem niewłaściwa. Nie można wymagac od dziecka , żeby zachowywało się nienagannie 24 h na dobe, to naturalne, że dziecko jest czasami "niegrzeczne". Naturalną rzeczą jest też kara/konswkwencja ( w przypadku łażenia po dachach kara byłaby chyba lepsza) . Komentarz typu "dziwne by było gdybyście tego nie zrobili"...hmmm..nie podoba mi się.


                                                    p.s. co do pozwolenia na śpiewanie wink to był skrót i dotyczył raczej oczekiwań konkretnej nauczycielki co do zachowania klasy. Nie wiem jak śpiewanie publiczne ma się do norm prawnych (chociaż moje chyba by je naruszało !) smile, do moich osobistych etycznych ma się nijak.
                                                  • srebrnarybka Re: Nanga 05.06.11, 16:25
                                                    W wypadku dachu ja bym oczwiście też ukarała dzieci, ale nie drastycznie, bo drastyczne jest niedopełnienie obowiązków przez szkołę i ukarałabym przede wszystkim dyrektora za stworzenie niebezpiecznej sytuacji.
                                                    Ale tu jest niewątpliwie sytuacja niebezpieczna.
                                                    Zamknięcie zasuwki żadnego niebezpieczeństwa nie stwarza, by to zwykły dowcip i karanie za to obniżeniem sprawowania na koniec roku jest absurdem. Nie mówiąc o tym, że nie jest wstydem mieć obnizone sprawowanie za coś takiego.
                                                    Przez całe LO byłam bezwzględną prymuska i także zachowanie miałam wzorowe. Z wyjątkiem jednego roku, kiedy to całą klasą mieliśmy się stawić na 8 rano na strzelnicy w dzielnicy rekreacyjnej (ZOO, ogród botaniczny, park kultury etc.) po czym po strzelaniu kazano nam pojechać do szkoły na powiedzmy 12.30 na którąś tam lekcję. Pogoda była, jak dziś, szliśmy tymi pięknie zadrzewionymi uliczkami do tramwaju, i stwierdziliśmy, że nie chce nam się wracać do szkoły w śródmieściu (kamienna pustynia). Zatem poszliśmy do zoo, najpoważniej wyglądającego kolegę przedstawiliśmy jako nauczyciela i przedstawiliśmy się jako grupowa wycieczka z innego lo i kupiliśmy zniżkowy, zbiorowy bilet dla wycieczek szkolnych, połaziliśmy sobie po zoo i jak idioci, nie wiedzieć czmu, wróciliśmy na ostatnią lekcję, gdzie czekal na nas dyro, wychowawca i zrobiła się afera na 4 fajerki. Potem gospodarz klasy tłumaczył się idiotycznie ("tramwaje nam uciekały między przystankami", potem używaliśmy tego, jako przysłowia), zamiast powiedzieć o tym zoo, co pewnie zostałoby potrakowane pobłażliwiej, bo dyro i wychowawca mieli poczucie humoru. Ale, ponieważ nie wiedzieii, gdzieśmy zabradziażyli przez 2 godziny i obawiali się czegoś gorszego, obniżyi każdemu sprawowanie. Nie mam do szkoły pretensji, ale też ani wtedy, jako wzorowa uczennica i grzeczna dziewczynka, żadnego wstydu nie odczuwałam, ani do dziś nie odczuwam. Moi konserwatywni rodzice też bynajmniej mnie nie ochrzanili, powiedzieli tylko, że byliśm idiotami, żeby na tę ostatnią lekcję wracać. I nie uważam, żeby świat się zawalił. Na imprezie z okazji 30 lecia matury powiedzieliśmy wychowawcy (bardzo równy facet, 10 lat starszy od nas, jesteśmy z nim teraz wszyscy po imieniu), gdzie byliśmy wtedy na tych wagarach, facet się uśmiał, i mamy wszyscy co wspominać. I dużo lepiej, że mam cos takiego w życiorysie, niż gdybyśmy wrócili, jak Pan Bóg przykazał, i mieli to oczko wyższe sprawowanie.
                                                  • nangaparbat3 Re: Nanga 05.06.11, 17:14
                                                    Może wchodziło, ale nie chce niepokoić matki. Ja też matce nie opowiadałam o swoich wyczynach i nigdy by się nie dowiedziała, gdyby któregoś dnia nie zajechali z ojcem pod dom w chwili, kiedy właśnie zeskakiwałam z daszku nad bramą.
                                                    --
                                                    "jeśli zostawisz jej pole do dyskusji to się nie dogadacie"
                                        • agni71 Re: Nanga 05.06.11, 13:06
                                          srebrnarybka napisała:

                                          >Nauczyciel, który wychodzi w czasie lekcji z klasy, w k
                                          > tórej jest wewnętrzna zasuwka, powinien na 100% się liczyć z tym, że klasa zamk
                                          > nie się od wewnątrz.

                                          Rozumiem, ze nauczyciel ma wpływ na to, ze ta zasuwka na tych drzwiach zostala zamontowana? Rozumiem również, ze nauczyciel nie ma prawa chociażby skorzystac z toalety w czasie lekcji?

                                          >Tak było, jest i będzie i nauczyciel powinien to wiedzieć.
                                          > Nauczyciel powinien zachowywać się tak, by nie dawać młodzieży pola do popisu
                                          > do głupich żartów, bo wiadomo, że młodzież to wykorzysta. Obniżanie sprawowania
                                          > za głupi żart, który "aż się prosił", jest nonsensem.

                                          To nie byl tylko głupi zart. To była potencjalnie niebezpieczna sytuacja. Nauczyciel nie wiedział, co sie za tym zamkniętymi drzwiami dzieje. A może dla kolejnego wspaniałego "żartu" klasa własnie rozbierała nielubianą uczennicę, żeby porobic jej kompromitujące zdjęcia komórkami?

                                          • mama_kotula Re: Nanga 05.06.11, 13:10
                                            Cytat
                                            Rozumiem również, ze nauczyciel nie ma prawa chociażby skorzystac z toalety w czasie lekcji?


                                            Z tego co mi wiadomo, nauczyciel może wyjść w czasie lekcji tylko wtedy, jeśli zapewni klasie opiekę (np. innego nauczyciela).

                                            --
                                            Strasznie jadowite są twoje wypowiedzi. Masz męża? Bo jakoś się nim nie chwalisz? (...) Nie jest sugestią do tego że gorsza jesteś. Ale ogólnie sugestią jest - że wredna jesteś - by Mycha 2452. Mycha, ajlowju.
                                            Jestem niepełnowartościowa, bo nie mam męża
                                            • asia_i_p Re: Nanga 05.06.11, 14:29
                                              Teoretycznie.
                                              Praktycznie, jak miałam do wyboru rzygnąć przy klasie albo zostawić ją na dwie minuty bez opieki (wczesna ciąża), zostawiałam na dwie minuty bez opieki. Jak zdążyłam po drodze krzyknąć do bibliotekarki, żeby ich przypilnowała, to ich przypilnowywała, ale czasem nie zdążyłam.
                                              --
                                              Cierpię, ale jeszcze mam nadzieję,
                                              że przylecą piraci bombowcem
                                              i bogatym zabiorą pieniądze,
                                              a na pięknych założą pokrowce. (Kabaret Potem)
                                              • joa66 Re: Nanga 05.06.11, 14:53
                                                Zakładając, że mówimy o uczniach , a nie o dwulatkach, nieporozumieniem jest wg mnie uważanie, żeby dzieci nie "prowokwać" .

                                                Czy naprawde nie można oczekiwac od dzieci w wieku 7-15 lat, żeby nie właziły na dach, żeby nie zamykały sie od wewnątrz? To przerasta ich możliwości zignorowania 'prowokacji"? Bo skoro "się da" to dlaczego nie?

                                                Oczywiście należy pociagnąc do odpowiedzialności dyrekcję (lub architekta, gmine, itp) za podobne błędy, ale to nie zwalnia dzieci z przestrzegania zasad (jezeli wyobraźni już zabrakło).

                                                Nie pododoba mi sie wrzucanie do jednego worka podobnych zachowan na równi ze śpiewaniem bez pozwolenia w miejscu publicznym.

                                                A potem wszyscy się dziwią, że słowo "niegrzeczny" ma tyle znaczen.

                                                • nangaparbat3 Re: Nanga 05.06.11, 15:06
                                                  Joa, bieganie po wielkim płaskim dachu niewysokiego budynku to niezwykła frajda, wiem, bo mimo że była dzieckiem grzecznym i ostrożnym, biegałam. A okna w tej szkole po prostu zapraszały do wychodzenia na dach - i większość dzieci umiała się, owszem, opierać temu, co przerwę.

                                                  Natomiast coś przeoczylam - nie miałam do tej pory pojęcia, że aby śpiewać w miejscu publicznym trzeba pozwolenia. Moim zdaniem nie trzeba.


                                                  --
                                                  "jeśli zostawisz jej pole do dyskusji to się nie dogadacie"
                                                • srebrnarybka Re: Nanga 05.06.11, 15:11
                                                  w modlitwie Ojcze nasz jest takie mądre zdanie: "i nie wódź nas na pokuszenie" i nie ma tam określonego wieku. Szkoła z pewnością nie powinna wodzić na pokuszenia. Doskonale wiemy, że pewne zakazy w pewnym wieku są nierealne i nie da się ich wyegzekwować. 10 latek wychodzi na dach nie dlatego, że nie rozumie, że to zakazane, tylko dlatego, dzieci w tym wieku lubią przygody i trochę adrenaliny: chodzenie po drzewach, jeżdżenia na rowerze, intensywny sport. Więc pokusa jest zbyt duża i z pewnością zakaz złamie. Dlatego okna powinny być zabezpieczone.
                                                  Podobnie np. z kołkami wbitymi w poręcze, które uniemożliwiają zjeżdżanie po poręczach. Wiadomo, że uczniom się tłumaczyło, że nie wolno i oni wiedzieli, że nie wolno. Ale konieczność wbijania kołków dowodzi, że zakaz był nieskuteczny.
                                                  Niesubordynacja 10-14 latka to trochę co innego, niż niesubordynacja 2 latka. Dwulatek wyjdzie na dach, bo nie zdaje sobie sprawy z zagrożenia i z tego, że nie wolno, nie wie, co to dach etc. 10 latek wie świetnie, ale wejście na dach mimo zakazu jest świetną zabawą. A jeśli w dodatku mniej niebezpieczną, niż mogłoby się wydawać z pozoru - wprost znakomitą.
                                                  W wypadku zasuwki nie było żadnego zagrożenia. Intencją bratanka i jego kolegów było pośmianie się z bezradnego nauczyciela, który nie moze wejść do klasy.
                                                  W obu wypadkach zawiniłą szkoła, bo budynek szkolny nie powinien być tak urządzony.
                                              • srebrnarybka Re: Nanga 05.06.11, 14:58
                                                Teoretycznie.
                                                > Praktycznie, jak miałam do wyboru rzygnąć przy klasie albo zostawić ją na dwie
                                                > minuty bez opieki (wczesna ciąża), zostawiałam na dwie minuty bez opieki. Jak z
                                                > dążyłam po drodze krzyknąć do bibliotekarki, żeby ich przypilnowała, to ich prz
                                                > ypilnowywała, ale czasem nie zdążyłam

                                                Ale wszyscy nauczyciele płci obojej nie są chronicznie w stanie wczesnej ciąży i sytuacja, kiedy nauczyciel musi wyjść z klasy na te "dwie minut" zdarza się doprawdy rzadko. W tym konkretnym wypadku był nauczyciel - mężczyzna, więc akurat z pewnością w ciąży nie był.
                                                • nangaparbat3 Re: Nanga 05.06.11, 15:07
                                                  srebrnarybka napisała:

                                                  W tym konkretnym wypadku był nauczyciel - mężczyzna, więc akura
                                                  > t z pewnością w ciąży nie był.

                                                  No to prostata.

                                                  --
                                                  "jeśli zostawisz jej pole do dyskusji to się nie dogadacie"
                                                • asia_i_p Re: Nanga 05.06.11, 16:55
                                                  Ale wiadomo, że wychodził z tej klasy notorycznie? Bo wtedy rozumiem zachowanie uczniów. Natomiast jeśli wyszedł raz i reakcja była taka - nie rozumiem.
                                                  Nie trzeba chorej prostaty, starczy mieć dyżur na korytarzu w danym dniu + konferencję/ egzamin w szkole/ egzamin próbny w szkole, oznaczający, że trzeba cały dyżur spędzić rzeczywiście dyżurując, bez szansy skoczenia do toalety. Nieraz mi się zdarza, że nie zdążę do toalety w przerwach i idę po ostatniej lekcji, mocno już zmaltretowana. Dlatego mam też zrozumienie dla uczniów i im także pozwalam wychodzić do toalety na lekcjach, o ile nie wychwycę, że ktoś robi to regularnie, oszczędzając czas na bilard na dużej przerwie.

                                                  I aprobowanie tego typu wybryków uczniowskich dlatego mi się nie podoba, że wspiera uczniowskie nastawienie czychania na najlżejszy błąd nauczyciela, oczekiwania od niego absolutnego perfekcjonizmu. Przy równoczesnym oczekiwaniu współczucia i wyrozumiałości dla siebie.

                                                  Oczywiście niewielu jest takich uczniów, ale starczy kilkoro, żeby były dni, kiedy robi się naprawdę ciężko i przykro. Bo przez niektórych uczniów nie jestem traktowana jak człowiek, tylko jako część instytucji, automat, nie wiem co. Naprawdę tak się czuję, kiedy biorę książkę z półki i znajduję w niej dorysowanego członka albo kiedy zbieram ogryzki z półki na dole. No wiem, że zostawiłam ich w klasie na przerwie - ale czy na wizycie u sąsiadki, zostawieni sam na sam w pokoju z rzeczami, też je niszczą? Też wciskają ogryzki pod kanapę? I nie robią tego tylko wtedy, jeśli wiedzą, że sąsiadka wyciągnie konsekwencje, ustali, kto to zrobił, zażąda pieniędzy? 16 - 19 letni ludzie (młodszych nie uczę)? Albo urocza zabawa - wychodząc z klasy, włączam radio na maksa. I zawsze ogromne zdziwienie, że mnie to irytuje, że uważam to za brak szacunku. Tak jakby w szkole przestawały obowiązywać wszelkie normalne reguły życia towarzyskiego, przynajmniej wobec nauczycieli.

                                                  Aha, i odpowiedzialność zbiorowa. Jeśli ja upomnę nie tego ucznia, który w danej chwili gada (nawet jeśli właśnie zakończył wypowiedź i słucha odpowiedzi zagadniętego), reaguje świętym oburzeniem. Za normalne natomiast przyjmuje się, że na moją prośbę o wyłączenie telefonu komórkowego uczeń usprawiedliwia się, że przecież pani X używa. Ja odpowiadam, że ja tego nigdy nie robię, więc niech on wyciąga telefon komórkowy na lekcjach p. X - w reakcji "oj tam, oj tam" albo jego kulturalny odpowiednik.

                                                  Wiem, że było źle, kiedy uczniowie bali się nauczycieli. I uważam, że teraz jest lepiej. Ale szkoda mi, że nie możemy osiągnąć tego złotego środka, żeby uczniowie nauczycieli zwyczajnie szanowali, tak jak szanują każdego innego znajomego. Żeby w kontaktach nauczyciel-uczeń obowiązywały zwykłe zasady savoir-vivre'u.
                                                  I, z góry się obronię przed kontrargumentem, to niestety nie wygląda tak, że co dajesz, to dostajesz. Są uczniowie, którzy uprzejme traktowanie przez nauczyciela traktują jako przyznanie się do słabości i najbardziej nieuprzejmi są wobec tych nauczycieli, którzy najnormalniej ich traktują - i wiem, że to jest margines, ale bardzo dokuczliwy margines.
                                                  --
                                                  Cierpię, ale jeszcze mam nadzieję,
                                                  że przylecą piraci bombowcem
                                                  i bogatym zabiorą pieniądze,
                                                  a na pięknych założą pokrowce. (Kabaret Potem)
                                                  • nangaparbat3 Re: Nanga 05.06.11, 17:10
                                                    No wiesz - dla mnie to przede wszystkim słoma z butów rodziców. Bo za podstawy savoir vivre'u nikt inny nie odpowiada.
                                                    Też ciekawe sytuacje mi się zdarzają, najczęściej zupełnie bez zamiaru obrażenia mnie czy kogokolwiek - wynik dramatycznego braku kindersztuby po prostu.
                                                    Niedawno chłopię wepchnęło się przede mną w drzwi, takim zgrabnym ruchem. Mówię: jestem kobietą, jestem od ciebie starsza i wychodzę.
                                                    - Ale ja byłem szybszy!
                                                    Dla mnie to zachowania niewyobrażalne - ale jak widać czas uelastycznić wyobraźnię wink
                                                    --
                                                    "jeśli zostawisz jej pole do dyskusji to się nie dogadacie"
                                                  • asia_i_p Re: Nanga 05.06.11, 18:22
                                                    Może masz rację.
                                                    Choć ja ciągle mam wrażenie, że przed sąsiadkę by się nie wepchnął - że ponieważ jesteś pracownikiem szkoły i możesz go ukarać, jego brak wychowania nabiera cech lekko romantycznych, taki bunt młodzieńczy i wybryk sztubacki, a nie zwykły brak wychowania. Że jesteś dla niego przedstawicielem instytucji, a nie inną jednostką ludzką zmierzającą do tych samych drzwi.
                                                    --
                                                    Cierpię, ale jeszcze mam nadzieję,
                                                    że przylecą piraci bombowcem
                                                    i bogatym zabiorą pieniądze,
                                                    a na pięknych założą pokrowce. (Kabaret Potem)
                                                  • nangaparbat3 Re: Nanga 05.06.11, 18:45
                                                    E tam. Przedwczoraj wychodze z bramy, a pan z extra auta pyta, gdzie tu przychodnia. Więc tłumaczę. A on, że nie może znaleźć. I: Nie lubię tego osiedla.
                                                    To było tak absurdalne (zwłaszcza, że był bardzo miły, rozmawialismy dłuższą chwilę), że ryknełam śmiechem. Za to sąsiadka wychyneła z balkonu i zjechała go z góry na dół. To było jeszcze bardziej absurdalne niż jego głupia odzywka.
                                                    To powiedz: jak ich dzieci mają przestrzegać SV?
                                                    Cud by to był po prostu, cud.
                                                    Ale uśmiałyśmy się z córką setnie.
                                                    Wracając do szkoły: szkoła coraz częściej traktowana jest jak zakład usługowy, a nauczyciel jak jego pracownik. Ktoś w rodzaju fryzjera.
                                                    Ludzie przestaja dosrzegać różnicę między umysłem/sercem a koafiurą. Ich koafiura, ich problem tongue_out
                                                    --
                                                    "jeśli zostawisz jej pole do dyskusji to się nie dogadacie"
                                                  • verdana Re: Nanga 05.06.11, 19:14
                                                    A moze warto by się zastanowic, co takiego jest w szkole, ze dzieci ona kompletnie nie interesuje, że chcą dokuczyć tej instytucji?
                                                    Lubianej instytucji się tak nie traktuje. Podejrzewam,z ę jest to bardzo powazny problem - polska szkola nie daje się lubić od dawna, gdy w szkole był terror (a był, nie da się ukryć) uczniowie pewnych rzeczy nie robili wcale nie dlatego,z e byli dobrze wychowanie, tylko dlatego, ze się bali.
                                                    Boję się nadal, ale już nie tak - a szkoła nie umie być miejscem przyjaznym, gdzie większość dzieci nie ma ochoty podkladać świni nauczycielom, a już na pewno - nie ma ochoty traktować tego miejsca jak "własnego".
                                                    --
                                                    Mops i kot

                                                    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
                                                  • joa66 Re: Nanga 05.06.11, 21:18
                                                    Nie wiem czy jest to tylko polski problem, chociaz w Polsce chyba bardziej niż w innych krajach (przynajmniej tzw zachodnich) wymaga się właśnie szablonowych rozwiązań.

                                                    Czasami się zastanawiam czy nauczyciele nie sa po prostu najzwyczajniej typowymi przedstawicielami nas wszystkich, tyle, że bez retuszu i uzbrojonymi w różne narzędzia władzy. Dopóki problem nie dotyczy nas , wszystko wydaje sie byc w porządku - ile razy na róznych forach dzieciowych można przeczytać zdania typu " jak to ma 2 lata i nosi pieluchy, moje dziecko pieluchy pożegnało kiedy miało rok, czyli można " I tak dalej. A potem się dziwimy nauczycielom.

                                                    Co nie zmienia faktu, że kiedy dziecko złamie jakąś zasadę, nie nalezy tego aprobować, nawet po cichu. Nie mówię, ze od razu na tortury trzeba brać, ale chociazby odwołać się do jego wyobraźni. Można zrozumiec jakieś zachowanie, ale aprobowanie czasami znaczy, że tak naprawdę tę "wojnę" przegraliśmy.
                                                  • srebrnarybka Re: Nanga 05.06.11, 21:19
                                                    moim zdaniem w ostatnich wypowiedziach doszło do pomylenia trzech spraw.
                                                    1. wepchnięcie się ucznia przed nangę, podkładanie ogryzków itp. to przejawy chamstwa, czy może raczej - totalnego ignorowania kogokolwiek poza sobą. Wynik wychowywania dzieci tak, jakby były same na świecie i nie musiały zwracać uwagi na zachownia innych ludzi. Takie same zachowania spotykam nie tylko w szkole, ale w wielu innych miejscach. Gdy bodaj rok temu zwróciłam uwagę młodemu współpasażerowi w przedziale, że to wagon dla niepalących (wtedy nie było jeszcze całkowitego zakazu), to odpowiedział, że wagon dla niepalących, a le przedział dla palących, a na dalsze uwagi: urzekła mnie pani historia. Czy z tego wynika, że kolej to wyjątkowo nieprzyjazne miejsce dla ludzi, czy po prostu, że coraz więcej jest chamów?
                                                    2. inne omawiane tu "niegrzeczne' zachowania: zamknięcie zasuwki, wierszyk o ciszy na morzu, wyjście na dach, tańczenie na ulicy to typowy folklor szkolny, który wcale nie znaczy, że się szkoły nie lubi. Wręcz przeciwnie, taki folklor jest potrzebny dla oswojenie szkoły i ocieplenia relacji międzyludzkich. Nie robi się kawału kajserce na dworcu kolejowym, bo ona jest faktycznie żywym automatem po odejściu od kasy nie mam z nią żadnych relacji. Zrobienie kawału nauczycielowi dowodzi, że jest to osoba jakoś nam nieobojętna, a zrobienie tego kawału przez całą klasę, czy wobec całej klasy buduje wspólnotę klasy i więzi koleżeńskie. Jest więc przejawem traktowania szkoły zupełnie inaczej, niż zakładu fryzjerskiego. Podobnie np.ksywki nauczycieli. Jak kupuję bilet na pociąg, to nie obchodzą mnie żadne cechy kasjerki. Jeżeli uczniowie przezywają nauczyciela, nawet niezbyt chwalebnie (w szkole przyszywanego bratanka historyk miał ksywę "Penis"), to jest to jakiś element oswojenia, wymyślenie ksywy dowodzi, że kogoś sie przyjmuje za swojego.
                                                    3. Terror. Znam bardzo dobrze z toczonych przez kilkadziesiąt lat rozmów z moim ojcem jego szkołę przed II wojną światową (matura '39). Oczywiście - terror, mundurki nie tylko do szkoły, ale przez cały dzień w mieście nie wolno było się pokazać w mundurku, uczeń bodaj 17letni, którego rodzice chcieli zabrać do kabaretu, musiał i tak uzyskać zgodę dyrektora, by pod opieką rodziców pójść do kabaretu, a i tak dyrektor poszedł też na ten sam spektakl, żeby dopilnować sprawy, wychodzenie w niedzielę parami na szkolną mszę, czyli niemożność wyjechania np. w niedzielę na wycieczkę z rodzicamii masa podobnych przepisów porządkowych. Ale zarazem masa figli przewyższających pomysłowością to, co opisywała Kotula i nanga, i to, co nawykręcał mój przyszywany bratanek. Nielegalnie wydawana satyryczna gazetka szkolna pt. "Chochoł", wyśmiewająca równo i dowcipnie nauczycieli, jeden nr zawsze podrzucany do pokoju nauczycielskiego. Dyrekcja pewnie się domyślała, kto robi gazetkę, ale wolała udawać, że nie wie. Na mikołajki kupiono nauczycielowi, który mocno pociągał, butelkę wódki, a 60etniemu kawalerowi podręcznik pisania listów miłosnych. Wkładanie do kaloszy księdzu katechecie, który uczył też na żeńskiej pensji, listow miłosnych do koleżanek i odbieranie ich tą samą drogą, granie w karty na lekcjach. Przewodniczący samorządu szkolnego, który w okresie dużych mrozów przyszedł sporo przed lekcjami, stanął w bramie szkoły i namawiał kolegów, by szli do domu, to może z powodu absencji zamkną szkołę. Przerobienie wszystkich jedynek na czwórki w notesie (wtedy stopnie stawiało się w notesie, a nie w dzienniku) wyciągniętym z powieszonej na krześle marynarki nauczyciela. Kswyki nauczycieli niezwykle barwne. I dziesiątki podobnych figli. Oczywiście - szkoła jakoś reaguje, sa za to kary, ale zarazem nikt nie traktuje tego jako zgrozę. Uczniowie są lubiani, a wszyscy razem tworzą wspólnotę i traktują to jako pewien folklor. I moim zdaniem, mimo tego "terroru", wybryki kolegów mojego ojca świadczą, że w tej szkole czuli się zadomowieni.
                                                    I generalnie - moim zdaniem oceniając wybryki uczniów trzeba rozróżniać to, co wynika z jakiejś głębokiej niemoralności (agresja wobec kolegów, prześladowanie kogoś przez całą klasę, pijaństwo, zwłaszcza nałogowe, kradzież, narkotyki, czy prostytucja - zdarzyło się w moim lo ponad 30 lat temu) od tego, co jest typowym folklorem szkolnym i wręcz wartością. W dyskusji zostało to pomylone.
                                                  • verdana Re: Nanga 05.06.11, 21:39
                                                    Czytam teraz bardzo dużo przedwojennych czasopism, gdzie sporo jest problemow szkolnych i zagadnień nie typu "dlaczego kosz na głowę", tylko"dlaczego zastrzelił nauczycielke fizyki". Nie wiedziałam, ze popularną przedwojenną rozrywką było kompletne demolowanie sali szkolnej , gdy akurat uczniowie byli pozostawieni samym sobie. Że samobójstwa uczniów były barzo cżęste.
                                                    Trzeba pamiętac,że wiele osób dobrze wspomina swoja szkołę, ktorej nienawidzilo, tak jak Ludwiczka z "Nocy i dni' teskniąca za pańszczyzną, niepona, ze "nie panszczyznę, a mlodość wspomina".
                                                    Jednak jest zasadnicza róznica, pomiędzy tonem dzisiejszej prasy, a miedzywojennej. Gdy dzis mlodzież demoluje, wsadza kosz itd prasa pisze o zdziczeniu mlodzieży. W dawnych, dobrych czasach publicysci zastanawiali się, dlaczego mlodzież została doprowadzona do stanu desperacji...
                                                    --
                                                    Mops i kot

                                                    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
                                                  • srebrnarybka Re: Nanga 05.06.11, 22:05
                                                    Cóż, mój ojciec niestety nie wydał swoich wspomnień szkolnych i nie tylko, a szkoda, bo ma bardzo wiele ciekawych wspomnień zarówno osobistych, jak i tradycję jeszcze starszą, więc powoływanie się przeze mnie na wysłuchaną relację brzmi mniej poważnie.
                                                    Ja po prostu odnoszę wrażenie, że mimo tego "terroru" regulaminowego, mundurków, chodzenia parami do kościola itp. rzeczy, także obniżania stopni czy upominania za różne wybryki nikt w tej szkole nie uważał, że to, co nazwałam foklorem szkolnym, rzeczy poważniejsze, niż zamknięcie zasuwki przez mojego p.o. bratanka, to jest jakiś dowód zdziczenia młodzieży. Traktowano to tak, jak w Sposobie na Alcybiadesa, (gogowie są od tego, by nas zmusić do nauki, my staramy sie od tego wykręcić, ile się da i razem wychodzi jakaś średnia), jako rzecz normalną i typową, którą trzeba utemperować, ale też nikt się temu nie dziwił i nie odczuwał zgrozy z tego powodu. Przyjmowano to jako rzecz naturalną. I oto w czasach, kiedy podobno w szkołach terroru nie ma, nalezy wysłuchiwac młodzieży, "podążać za nią", wychowywać bezstressowo, przestrzegać praw ucznia etc. przynajmniej dwie osoby, w tym jedna nauczycielka (agni i asia) traktują zamknięcie zasuwki przez mojego bratanka niemal jak zabójstwo, zgrozę i przejaw zdziczenia. Otóż z opowieści mojego ojca o przedwojennej szkole, w której podobno panował terror, znam wiele znacznie gorszych wybryków, które zostały jakoś tam ukarane, ale potraktowane jako pewna typowa dla szkoły rutyna. I dlatego zdumiało mnie, że w dzisiejszych liberalnych czasach ten zupełnie moim zdaniem drobny wybryk wywołał takie oburzenie na forum.
                                                    Mój ojciec nie mówił mi, czy szkołę lubił. Ma sporo zastrzeżeń do poziomu nauczania niektórych przedmiotów. Nie porównywał szkoły z dzisiejszą. Tylko przez prawie 50 lat, jakie ze mną rozmawia, opowiedział mi pewnie kilkaset różnych anegdot, które się w tej szkole wydarzyły. Na tej podstawie wyrobiłam sobie pogląd, jak w rzeczywistości wyglądał ten "terror".
                                                    Co do samobójstw - cóż. Szkoła mojego ojca nie jest próbką statystyczną. W każdym razie było to z paru gimnazjami, ale nie na tyle wielkie, by nie było wiadomo, co się w nich dzieje. Zresztą żadna tajemnica - Lublin. Ojciec miał starszego brata w tej samej szkole, a dziadkowie prowadzili stancję, gdzie mieszkali uczniowie jeszcze od ojca i stryja starsi, stąd też ojciec był wprowadzony także w sprawy starszych kolegów. Samobójstwo zdarzyło się jedno, ale już po maturze. Kolega, który byl wielkim maminsynkiem, w szkole troche się z niego podśmiewano, ale jakoś funkcjonował i mimo tej śmiesznostki chyba go lubiano, nie wytrzymał tego, jak koledzy zaczęli dokuczać mu w wojsku.
                                                    Oczywiście, to nie jest próbka statystyczna, ale przekaz taki sam, jak każdy inny.
                                                  • srebrnarybka Re: Nanga p.s. o szkole przedwojennej 05.06.11, 22:10
                                                    aha, przepraszam, było drugie samobójstwo. Kolega z klasy ojca był zaproszony jako gość na wesele nauczyciela wf i podczas przyjęcia goście oglądali czy też zabawiali się źle zabezpieczonym pistoletem. Kolega ojca przez nieuwagę nacisnął cyngiel i niechcący zabił pana młodego. Potem zastrzelił się sam.
                                                    Fakt zaproszenia ucznia przez nauczyciela na wesele też raczej nie dowodzi jakichś dramatycznych stosunków w czasach przedwojennego terroru. A że zdarzył się tragiczny wypadek, to już zrządzenie losu.
                                                  • srebrnarybka Re: Nanga p.s. o szkole przedwojennej c.d. 05.06.11, 22:29
                                                    co do lubienia szkoły - nie miałam okazji poznać redaktorów gazetki "Chochoł", bo dawno nie żyją, zresztą chyba wszyscy zginęli w czasie wojny, a byli od mojego ojca starsi. Więc nie wiem, czy lubili szkołę. Wiem, że byli to chłopcy zdolni, którzy uczyli się chętnie tego, co ich interesowało, a przedmioty nielubiane olewający totalnie. Jeden z nich mieszkał u dziadków na stancji, więc dziadek chodził na wywiadówki w jego sprawie. Krótko przed dopuszczeniem do matury wrócił z informacją matematyka, "jeżeli Xski (red.) wykaże się znajomością materiału, to ja mu 3 postawię". Xski odpowiedział dziadkowi "ale ja chcę mieć 3 bez wykazywania sie znajomością materiału". No i miał 2 (można było mieć jedną 2kę na dopuszczenie). Za to przed maturą intensywnie uczył się grać w brydża, bo uważał, że to niezbędne eleganckiemu czlowiekowi. To on był tym przewodniczącym samorządu szkolnego, ktory namawiał kolegów do nieprzychodzenia do szkoły. I oto grupa młodych ludzi z takim stosunkiem do obowiązków szkolnych poświęca czas na wydawanie nielegalnej gazetki satyrycznej na temat szkoły, zwracam uwagę, że wtedy maszyna do pisania nie była sprzętem powszechnym, o komputerach i drukarkach nie mówiąc. A gazetka była redagowana inteligentnie. I jeszcze podrzucają to do pokoju nauczycielskiego. Czy to świadczy o nienawiści do szkoły? Moim zdaniem świadczy o tym, że w tej szkole byli nieźle zadomowieni, mimo, że olewali sporą część wymagań
                                                    A ów niegrzeczny redaktor skończył potem prawo i był dziennikarzem, pisał też wiersze (jeszcze w szkole), zginął w obozie koncentracyjnym, a zamierzał wstąpić do zakony. Tak bywa z "niegrzecznymi" dziećmi z fantazją.
                                                  • srebrnarybka Re: Nanga p.s. o szkole przedwojennej c.d. II 05.06.11, 22:56
                                                    odnoszę też wrażenie, że ta szkoła mojego ojca, która przed wojną zmuszała go do noszenia mundurka i chodzenia parami do kościoła, miała też trochę poczucia humoru.
                                                    Gdy o zastepcy dyrektora, 60 letnim kawalerze, tym, któremu wcześniej kupiono na mikołajki podręcznik do listów miłosnych, ktoś puścił plotkę, że się żeni, i wreszcie któryś z uczniów zapytał, czy to prawda, że pan dyrektor się żeni, ów dyro, z całej wyżyny swej dyrektorskiej godności odpowiedział: "zwariowałeś? gdzieżbym się w tym wieku żenił?".
                                                    Znacznie gorzej znam też z opowieści inną przedwojenną szkołę, gdzie też się kształcił ktoś z mojej rodziny, internat zakonny. Niemal hymnem recytowanym przez uczniów na temat przełożonego był wierszyK: ja tu rządzę, ja mam władzę, ja do nieba was prowadzę.
                                                    Za autentyczność tych historyjek ręczę. Wnioski proszę sobie wyciągać samodzielnie.
                                                  • asia_i_p Re: Nanga p.s. o szkole przedwojennej c.d. 06.06.11, 08:32
                                                    Nie wyrażałam się wystarczająco jasno.
                                                    Popieram gazetki satyryczne. Sama pisałam dramaciki w stylu "Zielonej gęsi" i przyczepiałam do tablicy z zastępstwami ku uciesze kolegów, koleżanek i co poniektórych nauczycieli. Nie mam nic do twojego bratanka, że zamknął zasuwę - zdrowy objaw. Sama bym się pewnie śmiała z tej zasuwki i nie karała.
                                                    Czepiałam się zachowania twojego, to znaczy mówienia bratankowi, że dziwne byłoby, gdyby jej nie zamknął, czyli dawania sygnału, że każdą nauczycielską nieuwagę należy natychmiast wykorzystać. Gdybyś powiedziała "Przesadzili z ukaraniem ciebie", to bym się nie czepiała, bo też uważam, że przesadzili. Czego się czepiam, to natychmiastwego doszukiwania się zasady, którą złamał nauczyciel i pełnego społecznego przyzwolenia na jechanie po tym nauczycielu dokładnie tyle, ile jechać pozwoli. Czepiam się trendu coraz większego zdejmowania odpowiedzialności z uczniów i przekładania jej na nauczycieli.
                                                    Miałam w klasie ucznia, którego matka przyjmowała promowaną tu zasadę, że ona zawsze staje po stronie syna. Facet nie uważał na lekcjach, po czym krzyczał, że matematykowi płacą za to, żeby go nauczył. Nieważne, że cała reszta klasy już pojęła, nieważne, że on akurat nie słuchał, bo musiał koniecznie pogadać z kolegą - matematyk ma tak uczyć, żeby go nauczył. Pytam, ile odrabia zadanie domowe z matematyki - no zajrzał, ale nie umiał, więc nie robił. Jakby matematyk mu tak wytłumaczył, żeby zrozumiał, to by zrobił, a przecież mu za to płacą. Mówię, że ma mieć wytłumaczone podstawy, ale nie da się wytłumaczyć sposobu rozwiązywania każdego konkretnego zadania, że ten czas, kiedy myśli o tym zadaniu, jest bardzo cenny dla rozwoju jego mózgu - spojrzenie z serii "Co ty tam, babo, wiesz, w końcu jesteś anglistką" (nie zwerbalizował, bo odkąd wiedzieli, że skończyłam mat-fiz w czternastce, przestali mi wyrzucać, że ja pojęcia nie mam, jak trudnej matematyki oni się uczą).
                                                    Tak, że niestety uważam, że stawanie po stronie dziecka powinno polegać na rozumieniu jego uczuć, bezwzględnej (albo prawie bezwzględnej - wyłączmy interwencje w przypadku tłuczenia kolegi po głowie) lojalności zewnętrznej, ale nie na przytakiwaniu każdemu jego marudzeniu i wspólne wyszukiwanie win nauczyciela. Na każdego się coś znajdzie, jak się poszuka - tylko jak wtedy odróżnić tych, co w szkole definitywnie uczyć nie powinni od tych, którzy są dobrzy? Bo ten matematyk był dobry, co przyznawało 90% klasy, ale chłopak był już tak przeszkolony w szukaniu win cudzych i przerzucaniu odpowiedzialności, że nawet nie próbował się nauczyć. Zdefiniował problem "nauczyciel nie wytłumaczył tak, żeby on zrozumiał, a przecież za to mu płacą" i koniec, ma wolne. Nie zda matury - no trudno, trafił na fatalnego nauczyciela. Potem, przeczuwam, będzie miał złego szefa, okropną teściową, marudną żonę i kłopotliwe dzieci, które będą miały strasznych nauczycieli.
                                                    Utrwalanie w dziecku schematu przerzucania odpowiedzialności na innych, które zazwyczaj zaczyna się od przerzucania odpowiedzialności na kolegów i nauczycieli, nie sprzyja szczęściu. Co oczywiście nie oznacza, że moim zdaniem unieszczęśliwiłaś bratanka, bo cała ta sprawa z zasuwką to zupełna duperela - ale twoja reakcja otarła się o tę niepokojącą mnie tendencję do całkowitego zdejmowania odpowiedzialności z dzieci.
                                                    --
                                                    Cierpię, ale jeszcze mam nadzieję,
                                                    że przylecą piraci bombowcem
                                                    i bogatym zabiorą pieniądze,
                                                    a na pięknych założą pokrowce. (Kabaret Potem)
                                                  • srebrnarybka Re: Nanga p.s. o szkole przedwojennej c.d. 06.06.11, 09:12
                                                    Dla jasności: ani ja, zresztą jako przyszywana ciotka nie mam formalnych podstaw, ani rodzice młodego nie chodzili do szkoły wykłócać się o ocenę. Dostał, jaką dostał, i tyle, nikt nie uważa, że to wstyd mieć obniżone sprawowanie za coś takiego.
                                                    Co do wychwytywania słabości nauczycieli - sorry, life is brutal and full of zasadzkas. Uczniowie są żywymi ludźmi, jesteś dla nich kimś z przeciwnej strony barykady i nie ma bata, każdą słabość wykorzystają. Natomiast poczucie humoru i autoironia może w tej kwestii zrobić nieraz więcej, niż surowe ukarania. Pisałam tu już o reakcji pewnej anglistki na napisanie słowa d..a na tablicy. Tak dla ciekawości - ta anglistka to babcia bratanka od zasuwki, osoba o konserwatywnych poglądach, wychowanka szkoły klasztornej, która słowo na "ch" poznała w wieku ponad 30 lat, gdy użył go jej 6 letni wówczas syn (ojciec bohatera afery z zasuwką). Historia z napisem na tablicy wydarzyła się w latach 80tych albo na początku 90tych, potem babcia młodego przeszła na emeryturę. Zachowala się w ten sposób konserwatywna zwolenniczka "czarnej pedagogiki" wychowana w terrorystycznej, klasztornej szkole tuż po wojnie i w czasach, kiedy "terror" w szkole był z pewnością większy, niż dziś, chociaż oczywiście mniejszy, niż przed wojną.
                                                  • nangaparbat3 Re: Nanga 06.06.11, 10:00
                                                    Szkoła nigdy nie była fajnym miejscem, to święta prawda. Ale co innego bunt, sprzeciw, a co innego brak podstawowych nawyków, język, jakim się zwracają - w większości przypadków nie ma w ich zachowaniu intencji dokuczenia nauczycielom, jest tylko beznadziejny brak dobrych manier.
                                                    Ale te maniery bardzo szybko w ogóle zanikną, już teraz widzę, że młodzi nauczyciele po prostu nie widzą uczniowskich gaf.
                                                    --
                                                    "jeśli zostawisz jej pole do dyskusji to się nie dogadacie"
                                                  • srebrnarybka Re: Nanga 06.06.11, 10:37
                                                    nanga, szkoła to nie jest sanatorium ani Dislneyland i nie ma nim być. Szkoła ma przygotować ucznia do życia w społeczeństwie, a to wymaga "ociosywania", niezależnie od tego, jakby szkoła nie była zindywidualizowana, liberalna i przyjazna. Bo to jest miejsce, w którym uczy się pracy w zespole i tego, że nie zawsze robię to, na co mam ochotę, ale na tym polega życie. Co nie znaczy, że zawsze szkoły się nie lubi.
                                                    Myślę, że zasadniczo zgadzamy się. Dla mnie istnieje wyraźna różnica między tym, co nazwałąm foklorem szkolnym, czyli jakąś formą zabawy, także wykpienia nauczyciela, jak z tą zasuwką, a zalewem chamstawa. I o ile folklor szkolny uważam za rzecz cenną, bo buduje wspólnotę i wzbogaca stosunki międzyludzkie, nawet, jeśli narusza regulamin szkolny i musi być dla zasay ukarany przez szkołę, to chamstwo jest problemem. Ale zgadzam się też, że to chamstwo nie jest wynikiem tylko sytuacji szkolnej, zresztą z takimi wypadkami spotykam się nie tylko w szkole czy jak, ja, na uczelni (tam może jeszcze stosunkowo mało). Opisałam palacza w przedziale kolejowym odburknął mi: urzekła mnie pani historia, i nie sądzę, by on w ten sposób wyrażał bunt przecie złemu funkcjonowaniu kolei w Polsce. O źródłach tego chamstwa, czy niegrzeczności, pisałam niżej, w postach o byciu "dobrym". Moim zdaniem źródłem tego chamstwa jest wybujały obecnie kult indywidualizmu i tzw. asertywnośći. Najważniejszą rzeczą, którą rodzice wpajają dzieciom, to to, by nie dały sie nikomu wykorzystać i nie ulegały niczyim wpływom, tylko, zgodnie ze "zdrowym" egoizmem, dbały o zaspokojenie własnych potrzeb i interesów. Więc ten chamidło w przedziale postąpił zgodnie z tą receptą: był asertywny aż do bólu i zaspokoił swoją potrzebę. I to jest dramat, ale moim zdaniem akurat szkoła niewiele może tu pomóc. Moim zdaniem winien jest skrajnie indywidualistyczny trend w pedagogice, który znajduje naturalną pożywkę w przyrodzonym każdemu egoizmie.
                                          • srebrnarybka Re: Nanga 05.06.11, 13:16
                                            Rozumiem, ze nauczyciel ma wpływ na to, ze ta zasuwka na tych drzwiach zostala
                                            > zamontowana?

                                            Nie do końca, ale musi się z tym liczyć. Poza tym powinien zgłosić np. na radzie pedagogicznej, bo to jest kuszenie dzieci.

                                            Rozumiem również, ze nauczyciel nie ma prawa chociażby skorzystac
                                            > z toalety w czasie lekcji?

                                            Poza wyjątkowymi wypadkami złego samopoczucia - nie ma. 18 lat pracuję na wyższej uczelni i tam zajęcia zwykle trwają 2 godziny lekcyjne ciurkiem czyli 90 min. i nigdy nie zdarzyło mi się wyjść i zostawić studentów samych. Z toalety korzysta się przed i po, 90 min. można wytrzymać, a tym bardziej - 45. Uważam, że wychodzenie do toalety w czasie lekcji/wykładu byłoby chamstwem i brakiem szacunku wobec uczniów/studentów.

                                            To nie byl tylko głupi zart. To była potencjalnie niebezpieczna sytuacja
                                            > . Nauczyciel nie wiedział, co sie za tym zamkniętymi drzwiami dzieje. A może dl
                                            > a kolejnego wspaniałego "żartu" klasa własnie rozbierała nielubianą uczennicę,
                                            > żeby porobic jej kompromitujące zdjęcia komórkami?

                                            1. to się zdarzyło raz, więc nie jest normą jeszcze, chwała Bogu.
                                            2. jak nauczyciel chce wiedziec, co się dzieje w klasie, to nie powinien z niej wychodzić. Proste. Rozebrać można i przy otwartych drzwiach.
                                            3. kiedy karano młodego, było wiadomo, że w klasie nic się nie stało poza zamknięciem zasuwki.
                                            4. młody został więc ukarany za niepokój nauczyciela, a nie za to, co zrobił.
                                            5. żart jest typowy i aż się prosił.
                                            • srebrnarybka Re: Nanga 05.06.11, 13:20
                                              ja pracuję z ludźmi dorosłymi, więc nie przerywam wykładu, zeby pójść do kibla, przez szacunek dla nich, ale ja nie odpowiadam za ich bezpieczeństwo.
                                              Nauczyciel szkolny odpowiada. Jeżeli uznać, że nie można ani na chwilę zostawić 15latków, bo natychmiast kogoś rozbiorą, to nie powinien wychodzić ani na chwilę. Jeżeli zaś uznać, że gromadę 15latków można zostawić na chwilę bez nadzoru, to nie ma co robić afery o tę zasuwkę.
                                          • nangaparbat3 Re: Nanga 05.06.11, 15:00
                                            Rozumiem również, ze nauczyciel nie ma prawa chociażby skorzystac
                                            > z toalety w czasie lekcji?
                                            >

                                            No nie ma - powinien, skoro musi wyjść z klasy, zatelefonować do sekretariatu i poprosić kogoś o dopilnowanie uczniów pod swoją nieobecność.
                                            --
                                            "jeśli zostawisz jej pole do dyskusji to się nie dogadacie"
                        • 5an-ka Re: mamo_kotulo 05.06.11, 10:14
                          myślę, że bardzo dobrze robisz przenosząc synka do innego wychowawcy, najważniejsze to znaleźć jakieś roziązanie a nie tkwić w chorym układzie, ja mam do siebie, żal że uległam dyrektor w zerówce i nie zrobiłam tego z moim synem( a intuicja mi podpowiadała co mam zrobić) ale potem wyciągnełam wnioski i dlatego staję na głowie żeby dzieciaki w tych pierwszych 3 latach miały dobrych nauczycieli, to mi procentuje a one lubią chodzić do szkoły i wspólnie radzimy sobie z problemami . Moje dzieciaki już kupiły rymowanki, życzę siły i gratulacje dla silnej mamy.
      • asia_i_p Re: w obronie grzecznych dzieci 03.06.11, 12:36
        A ja się kłócę o słowo szablonowy. Bo ono jest oceniające. Wyinterpretowanie w tym pytaniu "gniazdo" zamiast "budują" nie jest dowodem twórczego myślenia, tylko dominacji inteligencji przyrodniczej nad lingwistyczną i matematyczno-logiczną. A wielorakie inteligencje są sobie równe i nie można interpretować, że lingwistyczna i matematyczno-logiczna jest szablonowa, nawet jeśli się jest złym, że jest nadmiernie preferowana w szkolnictwie.
        --
        Cierpię, ale jeszcze mam nadzieję,
        że przylecą piraci bombowcem
        i bogatym zabiorą pieniądze,
        a na pięknych założą pokrowce. (Kabaret Potem)
          • asia_i_p Re: w obronie grzecznych dzieci 03.06.11, 22:13
            W nowszym zestawieniu inteligencji wielorakich już jest. Jest intrapersonalna, interpersonalna, matematyczno-logiczna, lingwistyczna, przyrodnicza, muzyczna, ruchowa, wzrokowo-przestrzenna (albo wzrokowa i przestrzenno-ruchowa - nie pamiętam). Niektórzy dorzucają jeszcze moralną.
            I w zależności od typu inteligencji dominującej różne odpowiedzi wydają się logiczne - dla dzieciaka który myśli matematycznie, to będzie "budują", bo "co robią" - "budują" (wyczuje schemat, nawet jeśli nie zna). Dla myślącego lingwistycznie "budują", bo nie zniesie zbitki "robią gniazdo". Dla myślącego przyrodniczo "gniazdo", bo skupi się na informacji przyrodniczej. Dla myślącego wzrokowo - znowu "gniazdo", bo zobaczy obrazy gniazda, ptaka i budowy, i to gniazdo i ptak będę z tej samej rodziny. Tak mi się wydaje.
            Z wiekiem i doświadczniem szkolnym i życiowym dziecko łapie, które rodzaje inteligencji zatrudniać do jakich zadań.
            --
            Cierpię, ale jeszcze mam nadzieję,
            że przylecą piraci bombowcem
            i bogatym zabiorą pieniądze,
            a na pięknych założą pokrowce. (Kabaret Potem)
            • mama303 Re: w obronie grzecznych dzieci 03.06.11, 22:31
              Nie rozumiesz że to bylo poprostu nieudolnie/nieprawidłowo zadane pytanie. Pytanie musi byc zadane tak żeby była na nie jedna prawidłowa odpowiedź. A przyznasz że odpowiedź "gniazda" nie jest nieprawidłowa /i wcale nie trzeba być fanem przyrody smile żeby tak odpowiedzieć, jak dla mnie to jest to właśnie pierwsza odpowiedź jaka sie nasunie umysłowi ścisłemu, matematycznemu/ chociaż napewno zadającemu chodziło o podanie czasownika. Pytanie/polecenie powinno byc inaczej sformuowane.
    • malila Re: w obronie grzecznych dzieci 03.06.11, 13:22
      Ja nie odnoszę takiego wrażenia. Owszem, znajduję takie wpisy, ale z mojej perspektywy to są pojedyncze wpisy, a nie masowa histeria.
      Z drugiej strony takim podziałom sprzyjają różnego rodzaju psychologiczne podziały na typy osobowości i rodzaje inteligencji, szukanie sposobów na to, aby uporządkować świat i ludzi, aby byli przewidywalni i wciskanie ich w te rubryczki. Takie podziały sprzyjają myśleniu w rodzaju: skoro ten człowiek jest taki, to musi być owaki i nie może być inny. Jeśli ten jest dobry, to inny musi być zły.

      --
      I see the strings that control the system
      I can do anything with no assistance
      ...Cause I can lead a nation with a microphone
    • canuck_eh Re: w obronie grzecznych dzieci 03.06.11, 14:58
      Dla jednego dziecka siedzenie cicho i wymyslanie opowiesci, czytanie ksiazek i jakiekolwiek inne ciche zajecia sa nudne bo on woli ganiac za pilka , rozbijac sie na rowerze czy jeszcze co innego robic sam czy z kolegami.Dla tego cichego dziecka wlasnie takie atrakcje sa nudne i nie ma co dyskutowac, kazdy sobie dobiera towarzystwo kute mu pasi - moj syn stwierdzi ze czytanie godzinami ksiazek jest nudne i ze go rozum boli a moja corka moze godzinami czyta.Syn woli bieganie, skakanie i inne szalenstwa, corka nie i teraz niech mi ktos powie ktore z nich jest nudne.Moja corka wyszukuje rozne ciekawostki, i doswiadczenia i potem jeczy ojcu ze chce to sprawdzic jak to dziala.Brat sie wtedy dolaczy - tylko ze ta najpier wyszpera informacje, a ten przyjdzie na gotowe bo szukanie jest NUDNE on woli pobiegac za pilka.
      Wiec takie gadanie kogos bym puscila mimo uszu bo ktos pewnie chce sie dowartosciowac , albo podokuczak comuc bo jego dzieciak nie ma jakis sukcesow, albo jest rozrabiaka typowy i trzeba znalezc wyjasnienie ze zachowanie tego dziecka jest normalne i kreatywne a wszyscy inni sa nudni i niezyciowi.
    • cruzbos Re: w obronie grzecznych dzieci 03.06.11, 16:30
      Ja Cię rozumiem, moje córki są już nastolatkami i wiele razy słyszałam z ust innych rodziców, że ciche, spokojne dzieci nie mogą być szczęśliwe, że łobuziaki są takie słodkie, a grzeczne dzieci są nudne. Przy czym u nas było i jest tak, że one nie są zahukane czy nieśmiałe. I lubią aktywność fizyczną, wszelkie gry zespołowe, ale na w-fie, na podwórku czy na boisku, nie na przerwach czy w innych miejscach publicznych do tego nie przeznaczonych. Nie przeszkadzają na lekcjach, nie gadają, wykonują polecenia nauczycieli, bardzo dobrze się uczą, na przerwach nie biją się, nie krzyczą, nie szaleją, najnormalniej w świecie są grzeczne i nie miały nigdy problemów z rówieśnikami, są lubiane, mają bardzo dużo znajomych, łatwo nawiązują kontakty. Co do nauki to moje dziewczyny mają tak jak piszesz, jak się uczą to zawsze mają piątki albo czwórki. Niestety myślę, że tutaj przemawia zazdrość, nie raz słyszałam, że nie można mieć piątek ze wszystkiego, że takie dziecko nie będzie miało swojej pasji, nie będzie w niczym najlepsze, że oceny przesłaniają mu cały świat, nie zgadzam się z tym i tyle, widzę po swoich dzieciach, że tak nie jest. I to samo z różnymi testami, nagle się dowiaduję, że jak ktoś super wypadł to znaczy, że jest odtwórczy, nie umie kreatywnie myśleć, powtarza utarte formułki i na pewno nie odniesie sukcesu w życiu. W ogóle myślę, że dzisiaj nie jest popularny taki model wychowania, żeby dziecko stosowało się do zasad ogólnie panujących, umiało sie zachować, szanowało innych, było ambitne. Kulturalne, grzeczne zachowanie po prostu kontrastuje z wiekszością.
      • bi_scotti Re: w obronie grzecznych dzieci 03.06.11, 16:56
        Dotknelas drazliwej struny smile
        Bylam trudnym dzieckiem z problemami, bardzo dramatycznie i buntowniczo przylam okres dorastania, ogolnie doroslym w okolicy nie bylo latwo. Totez BARDZO podejrzliwie przygladalam sie przez dlugi czas mojej corce, ktora procz bycia niejadkiem, byla (i jest w wieku 27 lat wink ) IDEALNYM dzieckiem: pogodnym, zyczliwym, zrownowazonym, odpowiedzialnym, grzecznym, uczynnym, chetnym na wszystkie zaproponowane dzialania, pomocnym, cierpliwym, zawsze usmiechnietym, myslacym o innych, calkiem przyzwoicie zdolnym i pracowitym w szkole, wysportowanym, aktywnym, bezkonfliktowym, otoczonym grupa przyjaciol, z rozsadnymi zainteresowaniami itd. itd. Nie przezyla buntu 2-latka, 6-latka, nastolatka, z roznych dolkow szkolno-sercowo-zawodowych wygrzebywala i wygrzebuje sie sama bez wlaczania polowy swiata w Jej problemy i wciaz jest radosnym czlowiekiem, z ktorym po prostu milo jest byc. A my bylismy dosc surowymi, wymagajacymi, konsekwentnymi rodzicami stawiajacymi w sumie wysokie wymagania. Ponadto jest 2 mlodszych braci, z ktorych jeden jest niepelnosprawny, co w znacznym stopniu wplynelo na cala dynamike domu. No ale Ona taka wlasnie jest i troche mi zeszlo zeby przyjac to jako normalnosc i po prostu sie tym cieszyc. Oczekiwalam jakos podswiadomie, ze nastapi jakis wybuch, kryzys, zaprzeczenie naszych metod wychowawczych, zwrot Jej osobowosci, bo jak dlugo moze byc tak perfect? Widac moze smile Widac sa tacy ludzie, ktorzy od kolyski maja w sobie ten kompas, ktory inni z nas pozyskuja latami z duzym wysilkiem wlasnym i otoczenia.
        Dodam, ze moi synowie sa bardzo fajnymi ludzmi i jako dzieci klopoty, ktore nam sprawiali byly tez raczej z tych detalicznych, nie wartych pamietania, wiec teraz juz zaczynam sie obawiac jakie to "tornada" moga byc kiedys moje wnuki zeby sie poziom szalenstwa w przyrodzie wyrownal wink
        • verdana Re: w obronie grzecznych dzieci 03.06.11, 17:56
          Ja mam grzeczne dzieci, jedno piątkowe, dwoje nie. Ale, szczególnie chlopcy, byli chwaleni za wyjątkowo dobre wychowanie.
          Problem jednak w czym innym. Wszystko jest OK, poki same piątki i tzw."grzeczność" są naturalne i wynikają z charakteru dziecka. Czym innym jest zdolne dziecko ze średnią 5, które ma poza tym czas na wiele innych spraw, a czym innym dziecko, od którego się wymaga, aby miało same piątki, a ono okupuje to nauka od rana do wieczora i brakiem jakicholwiek zainteresowań poza tym. Jeszcze inna jest sytuacja, gdy dziecko samo jest tak ambitne, ze uwaza każdy niższy stopień za klęskę i musi, absolutnie musi się poprawiać. Przy czym jest nastawione na stopnie, nie na wiedzę.
          Uprzejme, dobrze wychowane dziecko to skarb. Ale dziecko, ktore nie potrafi postawić się nauczycielowi, widzac niesprawiedliwość - także jest grzeczne. Więc ja trochę obawiam się dzieci i mlodzieży, ktora nigdy w szkole nie miała scysji z nauczycielem...
          --
          Mops i kot

          img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
          • bi_scotti Re: w obronie grzecznych dzieci 03.06.11, 18:30
            verdana napisała:

            > Ale dziecko, ktore nie potrafi postawić się nauczycielowi, widzac niesprawiedliwość - także jest grzeczne. Więc ja trochę obawiam się dzieci i mlodzieży, ktora nigdy w szkole nie miała scysji z nauczycielem...

            Nie moge sie powstrzymac tongue_out Zakladasz, ze zawsze sie znajdzie nauczyciel, ktory bedzie niesprawiedliwy czy zwyczajnie glupi - skad taki cynizm? To jest pytanie retoryczne smile
            Zgadzam sie, ze kwestia odwagi cywilnej i wewnetrznego kompasu w temacie dobro & zlo sa super wazne i zadna grzecznosc braku owych nie usprawiedliwia, nie tlumaczy ani z nich nie zwalnia. Ale tu juz poruszamy kwestie wartosci jakie szczepimy w dzieciach i jak juz wielokrotnie pisalam, ja np. jestem zdania, ze owe wartosci najlepiej ksztaltowac wlasnym przykladem. Podobnie zreszta jak nudnawe konwenanse "prosze, dziekuje, przepraszam" itd.
            • jakw Re: w obronie grzecznych dzieci 03.06.11, 20:45
              bi_scotti napisała:

              > Zakladasz, ze zawsze sie znajdzie nauczyciel, ktory
              > bedzie niesprawiedliwy czy zwyczajnie glupi - skad taki cynizm? To jest pytani
              > e retoryczne smile
              To z rachunku prawdopodobieństwa wynika - w ciągu całego cyklu edukacji uczeń ma pewnie co najmniej ze 30 nauczycieli. Prawdopodobieństwo, że co najmniej 1 z nich będzie sadystą albo kretynem jest całkiem spore.

              --
              Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
          • jakw Re: w obronie grzecznych dzieci 03.06.11, 20:41
            To ja się chyba podpiszę pod Verdaną. Bo znając system oceniania w byłej podstawówce starszej z pewną nieufnością jednak podchodziłam do cyborgów ze średnią 6.0. I jakoś nie chce mi się wierzyć, że dzieci z własnej woli latały za nauczycielami od plastyki czy techniki w celu zdobycia prac dodatkowych na 6. Bo prace te były zwykle dość durne, nudne i robienie ich to była czysta strata czasu.I z klasy starszej córki znam też przykład uczennicy, której tata miał na zebraniu pretensje , że o jakiejś klasówce nie widział. "Bo ja muszę z dzieckiem lekcje odrabiać".Rzecz działa się w V klasie i chodziło o pannę bodaj z czerwonym paskiem. Może bez ciągłego pilnowania miałaby średnią trochę niższą, a może wcale nie.
            --
            Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
            • nangaparbat3 Re: w obronie grzecznych dzieci 04.06.11, 09:51
              > I z klasy starszej córki znam też przykład uczennicy, której tata miał na zebra
              > niu pretensje , że o jakiejś klasówce nie widział. "Bo ja muszę z dzieckiem lek
              > cje odrabiać".Rzecz działa się w V klasie i chodziło o pannę bodaj z czerwonym
              > paskiem. Może bez ciągłego pilnowania miałaby średnią trochę niższą, a może wca
              > le nie.

              Mogłaby może nawet mieć wyższą - w każdym razie na kolejnych etapach edukacji, kiedy tatuś wreszcie będzie musiał odpuścic, bedzie jej trudniej. Chyba że musi coś wyrównywać - to inna bajka.
              --
              "jeśli zostawisz jej pole do dyskusji to się nie dogadacie"
          • malila Re: w obronie grzecznych dzieci 04.06.11, 00:00
            verdana napisała:

            > Uprzejme, dobrze wychowane dziecko to skarb. Ale dziecko, ktore nie potrafi pos
            > tawić się nauczycielowi, widzac niesprawiedliwość - także jest grzeczne. Więc j
            > a trochę obawiam się dzieci i mlodzieży, ktora nigdy w szkole nie miała scysji
            > z nauczycielem...

            Teraz ja będę oponować przeciwko przypisywaniu z automatu dzieciom "niegrzecznym" odwagi cywilnej - bo taki podział (dzieci "niegrzeczne" umieją się postawić w czyjejś obronie, a dzieci grzeczne to raczej rzadko) sugeruje post.
            Ja też byłam bardzo grzecznym dzieckiem z bardzo dobrymi ocenami i łatwością uczenia się. Byłam zawsze bardzo uprzejma, nie rozumiałam, dlaczego dokucza się bliźnim, ustępowałam miejsca w autobusie, czciłam kobiet ciężarne i dokarmiałam zwierzątka. A i jeszcze byłam uczciwa i nie kłamałam;-P
            Ale to ja stawałam w obronie dziewczyny wykluczonej przez żeńską część klasy (wykluczoną tak naprawdę przez jedną z tych dziewczyn, ale reszta niespecjalnie chciała się wychylać). Ja podejmowałam decyzje, które większości były na rękę, ale które oficjalnie krytykowano, żeby się komuś tam nie narazić. Przez cały okres swojej edukacji spotkałam sie tylko z jednym przypadkiem, kiedy to ktoś "niegrzeczny" się postawił.
            Verdano, wprowadzasz bezpodstawny i zbędny podział.


            --
            I see the strings that control the system
            I can do anything with no assistance
            ...Cause I can lead a nation with a microphone
            • nangaparbat3 Re: w obronie grzecznych dzieci 04.06.11, 09:55
              Wbrew pozorom o wiele łatwiej sprzeciwić się nauczycielowi (łatwo wtedy zostać klasowym bohaterem) niż grupie rówieśniczej. I dopiero ten sprzeciw jest dla mnie ostatecznym miernikiem odwagi cywilnej - trzeba wtedy stanąć samej przeciw światu wink
              --
              "jeśli zostawisz jej pole do dyskusji to się nie dogadacie"
            • verdana Re: w obronie grzecznych dzieci 04.06.11, 10:53
              Nie, nie zrozumialysmy sie.
              dzieci grzeczne i dobrze wychowane IMO nawet częściej(albo nie rzadziej) potrafia stanąć w czyjejś obronie, albo sprzeciwić się czemuś. Tylko wtedy automatycznie zyskują etykietkę "niegrzeczny". Na tym to, niestety, w wielu szkołach polega.
              Podział na "grzecznych" i "niegrzecznych" wprowadzany przez szkoly jest sztuczny. Poza najlepszymi szkołam (nie tymi najwyżej w rankingach, ale tymi, które są zyczliwe dla dzieci) dzieci grzeczne to te, które nie sprawiają żadnych problemów. A to nieprawda.
              --
              Mops i kot

              img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
              • nangaparbat3 Re: w obronie grzecznych dzieci 04.06.11, 11:09
                verdana napisała:

                > Podział na "grzecznych" i "niegrzecznych" wprowadzany przez szkoly jest sztuczn
                > y. Poza najlepszymi szkołam (nie tymi najwyżej w rankingach, ale tymi, które są
                > zyczliwe dla dzieci) dzieci grzeczne to te, które nie sprawiają żadnych proble
                > mów. A to nieprawda.


                Święte słowa.

                To nawet się zakorzeniło w nauczycielskim slangu: nie sprawia problemów wychowawczych - jedno z najbardziej idiotycznych zdań, jakie zdarza mi się słyszeć/czytać. W czasie przeszłym - na przykład o uczniu, który wreszcie rzucił się z nożem na nauczycielkę.


                --
                "jeśli zostawisz jej pole do dyskusji to się nie dogadacie"
                • srebrnarybka Re: w obronie grzecznych dzieci 04.06.11, 11:32
                  może lepiej opisywałoby ten problem zapomniane dziś słowo "dobry". Dobry dla innych ludzi. Dziecko, uczone tego, że trzeba być dobrym dla innych ludzi, będzie miało większa skłonność być grzeczne i nie przeszkadzać na lekcji, skoro pani prosi o uwagę. Bo człowiek dobry jest skłonny spełniać prośby innych ludzi. Ale człowiek dobry nie jest obojętny na krzywdę innych ludzi. Więc, jeśli taka krzywda się komuś dzieje, i np. nauczyciel skrzywdzi kolegę, to dziecko, będące dobre nie tylko dla pani nauczycielki, ale i dla kolegi, powinno się postawić.
                  Dla mnie zasadniczym probierzem oceny ludzi jest ich stosunek do innych ludzi. I moim zdaniem szacunek dla innego człowieka, ten elementarny, należny każdemu czlowiekowi za sam fakt człowieczeństwa, da sie pogodzić z odwaga cywilną. Ten szacunek nakazuje z jednej strony uprzejmość i uwględniania próśb innych ludzi czy też zasad współżycia społecznego (nie gadamy na lekcji, bo to przeszkadza innym, nie przerywamy wypowiedzi koledze, nie przeszkadzamy pani) z odwagą cywilną. Bo jeśli szanuemy zarówno panią, jak i skrzywdzonego kolegę, to musimy stanąć w jego obronie.
                  Może to przykład od czapy, bo dotyczy spraw bardzo dorosłych: przez kilkanaście lat na uczelni, gdzie pracowałam, uchodziłam za "grzeczną", bo zgadzałam się na różne dodatkowe obowiązki, które mi dowalano. Zgrzytałam zębami, ale nie zmuszano mnie do robienia rzeczy niezgodnych z sumieniem, więc przyjmowałam to. Ale po uzyskaniu habilitacji zaczęłam uczestniczyć w procedurach nadawania doktoratów, i pamiętam bezbrzeżne zdziwienie władz, gdy publicznie zaprotestowałam przeciw lewemu doktoratowi i pouczyłam dwóch duchownych zamieszanych w tę machlojkę, co to znaczy sumienie. Nie spodziewali się, że pokorne cielę, które bez szemrania brało dodatkowe godziny, zaprotestuje przeciw takiej "drobnostce" i nie zgodzi się poświęcić poł godziny na udział w lewym egzaminie doktorskim. Dla owych duchownych nie bylo problemu sumienia, więc sądzili, że te pół godziny mogę zostać. I oto okazalo się, że jestem bardzo niegrzeczna. Przykłąd oczywiście dorosły, ale postąpiłam tak ze względu na wdrukowane od dzieciństwa zasady.
                  Sama "grzeczność" powinna właśnie wynikać z otwarcia na drugiego człowieka. Wtedy myślę, że nie grozi to konformizmem.
                  • nangaparbat3 Re: w obronie grzecznych dzieci 04.06.11, 11:44
                    Rybko, kochana, a Ty nie zauważyłaś, ze "dobry" to teraz jakby synonim "głupiego"? Głupiego, słabego i naiwnego?
                    Mnie wystarczy, żeby ludzie byli przyzwoici - a jak się zdarzy jakis naprawdę dobry, to interpretuję jako cud.
                    w ogóle ostatnio spodziewam sie po ludziach wszystkiego najgorszego - w zwiazku z czym całkiem często przezywam miłe bardzo zaskoczenie smile

                    Historyjka o pouczaniu osób duchownych, co to sumienie - wyborna smile

                    --
                    "jeśli zostawisz jej pole do dyskusji to się nie dogadacie"
                    • srebrnarybka Re: w obronie grzecznych dzieci 04.06.11, 13:18
                      Rybko, kochana, a Ty nie zauważyłaś, ze "dobry" to teraz jakby synonim "głupieg
                      > o"? Głupiego, słabego i naiwnego?

                      Ależ oczywiście, że zauważyłam, i m. in. dlatego pisuję na forum. Dlatego, że jako siwowłosa, chociaż farbowana, stara klabzdra (wyrażenie studentów o moich dwóch koleżankach młodszych ode mnie, powiedzieli, że ja jestem równa i młoda, nie to, co te klabzdry), i w dodatku historyk, nauczony tego, by zauważać zachodzące przemiany (chociaż naukowo zajmuję się historią średniowieczną, której nie da się porównać bezpośrednio do współczesności, ale umiem generalnie posługiwać się warsztatem historyka) widzę zmianę systemu wartości wychowawczych, jaka nastąpiła w ciągu mojego życia. To właśnie, o czym piszesz. Zmiana ta nie podoba mi się, i dlatego piszę i przypominam, że kiedyś myślano inaczej. Bo uważam, że warto te zapomniane wartości przypominać.
                      Oczywiście nie uważam, że kiedyś, np. w moim pokoleniu, wszyscy wychowywani zgodnie z tymi wartościami, byli "dobrzy". Bo oczywiście nigdy nikt nie realizuje w całości wzorców, w ktorych został wychowany. Ale chodzi mi o to, żeby w tej chwili raczej nie zachęca się dzieci, by były "dobre".

                      Mnie wystarczy, żeby ludzie byli przyzwoici - a jak się zdarzy jakis naprawdę d
                      > obry, to interpretuję jako cud.

                      Mnie też, ale na to, by byli przyzwoici, powinni być uczeni otwartości na drugiego człowieka, czyli tego, by być "dobrym". Kazdy i tak z natury jest egoistą, ale jeśli w trakcie wychowania będzie się go uczyć otwartości na drugiego człowieka, to jest pewna szansa, że człowiek tak wychowany będzie przyzwoity. Ale teraz uczy się dzieci, że najważniejszą rzeczą jest to, by "wyraziły swoją indywidualność", "nie ulegały wpływom", "nie dały się wykorzystać", "nie dały stłumić swojej indywidualności", a to, że warto np. pamiętać o odczuciach kolegi albo cioci czy pani w szkole jest kompletnie nieważne. Może przerysowuję, ale tak jest. Dziecko ma przecież zawsze rację, wszystko, czego chce, trzeba natchmiast spełnić, bo dziecko przecież wie, co jest dla niego dobre etc. Więc niby dlaczego dziecko nienauczone, że nie jest samo na świecie i potrzeby i odczucia innych ludzi tez są ważne, miałoby stać się przyzwoitym dorosłym?

                      Historyjka o pouczaniu osób duchownych, co to sumienie - wyborna smile

                      Pointa - lewy doktorat przyznano, bo uzyskał wymaganą większość głosów, ksiądz prodziekan i ksiądz dyrektor pozostali na swoich stanowiskach. Ja opuściłam uczelnię, w której z wielkim zaangażowaniem pracowałam 17 lat i przeniosłam się do lepszej, ale dojazd mam dalszy, więc trochę jednak dostałam po łapach. Ale uważam, że dla tego momentu w życiu, kiedy musiałam wysłuchać opieprzania mnie przed radą wydziału przez dwóch księży i dwóch wojskowych na etatach profesorów (to tak uczelnia im. feldkurata Katza!!!) warto było żyć. I pamiętam, jak następnego dnia rano obudziłam się w takm cudownym nastroju z przekonaniem, że mogę spojrzeć w lustro.
                  • morekac Re: w obronie grzecznych dzieci 04.06.11, 12:50
                    Srebrnarybko, czy u ciebie dobra czy grzeczna to nie oznacza przypadkiem 'poświęcająca się dla innych." ?

                    --
                    -------------------------------------------------------------
                    Moda na Sukces jest jak półprosta. Ma początek, ale nie ma końca.
                    • srebrnarybka Re: w obronie grzecznych dzieci 04.06.11, 13:33
                      Srebrnarybko, czy u ciebie dobra czy grzeczna to nie oznacza przypadkiem 'poświ
                      > ęcająca się dla innych." ?

                      przede wszystkim otwarta na innych i skłonna do "robienia innym dobrze" (oczywiście proszę wyłączyć wulgarne skojarzenia. W jakimś sensie jest to poświęcenie, bo jeżeli mówie sąsiadce w windzie "dzień dobry", to sama nie odnoszę z tego żadnych korzyści i odrywam się od swoich myśli, które może są dla ważniejsze, niż nieszczególnie mi znana sąsiadka (mieszkam w bloku, gdzie jest 420 mieszkań). Ale uważam, że elementarny szacunek dla jej człowieczeństwa nakazuje mi ten ruch szczęką i językiem. Jak ustępuję miejsca w autobusie, to już z pewnością się poświęcam - mam chory kręgosłup i ciężko mi stać - ale osobie, której ustępuję, może być jeszcze ciężej. Oczywiście to nie jest poświęcenie bezgraniczne. Po pierwsze mam obowiązki wobec siebie i rodziny, to sie kiedyś nazywało roztropność, i np., mimo wielkiego zrozumienia, że są ludzie gorzej sytuowani ode mnie, nie zamierzam rozdać całego majątku ubogim, bo wiem, że muszę sobie zapracować na utrzymanie i na starość. Po drugie - jak każdy człowiek, jestem egoistką, i tak naprawdę chcę robić tylko to, co sprawia mi przyjemność, a w drugiej kolejności - daje pożytek (to nie zawsze to samo, np. ranna pobudka może być pożyteczna, chociaż niekoniecznie przyjemna). W tramwaju chcę siedzieć, ale wychowano mnie tak, że wiem, że powinnam zauważać potrzeby innych ludzi, bo tak nakazuje sumienie i przyzwoitość, więc jeśli widzę kogoś, kto bardziej, niż ja, potrzebuje usiaść, to ustępuję. Ale myślę, że miałabym dość instynktu samozachowawczego, gdyby miała np. oddać serce do przeszczepu.
                      W poświęceniu, litości i paru jeszcze innych rzeczach obśmianych na tym forum nie widzę niczego nagannego, wręcz przeciwne, uważam to za zjawiska pożądane.
                      • srebrnarybka Re: w obronie grzecznych dzieci 04.06.11, 16:02
                        z tym sercem do przeszczepu chodziło mi oczywiście o sytuację, gdybym zyła, cieszyła się dobrym zdrowiem, a ktoś potrzebowałby akurat mojego serca. Pewnie instynkt samozachowawczy uchroniłby mnie jednak przed zgodą na zabicie mnie w celu oddania tego serce. Naturalnie nie mam nic przeciwko wykorzystaniu moich organów do przeszczepu po mojej śmierci.
        • nangaparbat3 Re: w obronie grzecznych dzieci 04.06.11, 09:44
          > Dodam, ze moi synowie sa bardzo fajnymi ludzmi i jako dzieci klopoty, ktore nam
          > sprawiali byly tez raczej z tych detalicznych, nie wartych pamietania, wiec te
          > raz juz zaczynam sie obawiac jakie to "tornada" moga byc kiedys moje wnuki zeby
          > sie poziom szalenstwa w przyrodzie wyrownal wink

          I to nie jest takie bezzasadne, kiedy moja córka-anioł w wieku lat 15 zmieniła się w diablicę, jej terapeuta powiedział: ona się zbuntowała w pani imieniu (bo ja byłam dzieckiem absolutnie bezproblemowym - w każdym razie dla otoczenia).
          Mogę też te wnuki odziedziczyćpo babci to i owo - jeszcze niedawno nie uwierzyłabym że to działa, ale teraz już nie jestem taka pewna.
          --
          "jeśli zostawisz jej pole do dyskusji to się nie dogadacie"
        • black_halo Re: w obronie grzecznych dzieci 04.06.11, 11:23
          Niestety w rodzinach z dzieckiem chorym (albo np. w rodzinie z alkoholikiem) jest tak, ze jedno z dzieci bierze na siebie role osoby niewidzialnej czyli takiej, ktora nie chce przysparzac rodzicom dodatkowych problemow wiec siedzi cicho i sama rozwiazuje swoje problemy.
          --
          Życie nie powinno być podróżą do grobu, w trakcie której tracimy czas na to, aby dotrzeć do niego cało i zdrowo, z atrakcyjnym, dobrze zachowanym ciałem. Znacznie lepiej poruszać się po tej drodze z piwem i chipsami w ręku, z dużą ilością seksu i nad grób dotrzeć wycieńczonym i zużytym, ale z okrzykiem: Było warto!
    • zawilec1 Re: w obronie grzecznych dzieci 03.06.11, 23:45
      asia_i_ zgadzam się z twoją wypowiedzią. Te dzieci swoja postawą wiele zyskują, z reguły sa pogodne i szczęsliwsze, czerpią satysfakcję z chodzenia do szkoły, udaje im sie zachowywać dobre relacje z innymi , bardziej realistycznie oceniają sytuację i przez to rzadziej przeżywają frustrację. Ciesząc sie zaufaniem dorosłych, słysząc pochwały i osiagając sukcesy mają podstawy do budowania dobrej samooceny. A to jest bezcenne.
      • mama303 Re: w obronie grzecznych dzieci 05.06.11, 08:35
        Dlatego nie wiem po co w ogóle ta obrona. Jeśli kogos bronic to raczej tych niegrzecznych bo im jest trudniej a ta ich niegrzeczność może miec różne przyczyny a ponadto sam termin grzeczne/niegrzeczny może być roznie przez róznych interpretowany.
        Ja np. nie lubię określenia dziecko grzeczne czy niegrzeczne bo to nic nie znaczy wink

          • mama_kotula Re: w obronie grzecznych dzieci 05.06.11, 10:19
            gorn73 napisał:
            > wiele osób się tu zapewne teraz oburzy, ale moim zdaniem, nie ma dzieci niegrze
            > cznych, tylko są źle wychowywane. Przez rodziców. I tyle w temacie

            Kategoria "niegrzeczny" to bardzo nieprecyzyjna kategoria, dlatego nie wydawałabym tak kategorycznych sądów.

            Czy dziecko, które tańczy przed wejściem do teatru to dziecko niegrzeczne?
            Czy dziecko, które wrzeszczy na cały głos na przerwie szkolnej to dziecko niegrzeczne?
            Czy dziecko, które reaguje nadmiernymi emocjami na zdarzenie xxx to dziecko niegrzeczne?
            Czy dziecko, które w kolejce do kasy w markecie zamęcza rodziców pytaniami to dziecko niegrzeczne?
            Czy dziecko, które w złości trzaśnie drzwiami, to dziecko niegrzeczne?


            Utarło się, że dziecko grzeczne, to dziecko, które siedzi cicho i nie sprawia problemów. Dziecko które bez szemrania wykonuje polecenia rodziców, dziecko, które nie ma własnego zdania, dziecko, które (buahahahahahaha) panuje nad emocjami - nie pokłada się ze śmiechu kiedy kolega opowie głupawy dowcip o kupie, aaa, i no przecież - dziecko grzeczne nie opowiada dowcipów o kupie, nieprawadaż, bo dziecko grzeczne jest poważne. Dziecko grzeczne nie odzywa się niepytane, dziecko grzeczne nigdy nie kłóci się koleżankami a porażki i niepowodzenia przyjmuje li i jedynie z lekkim smuteczkiem, po czym przechodzi nad nimi do porządku dziennego. Taki jest stereotyp dziecka "grzecznego".

            Jednocześnie bez problemu przyjmuje się do wiadomości, że dorośli mają różne cechy osobowościowe i różne temperamenty, sytuacja w której pani Kowalska w złości rozwala talerz na podłodze opowiadana jest jako milutka anegdotka, bo "Kowalska tak ma, musi się wyładować". Dorosły może opowiedzieć najbardziej obleśny dowcip, dorosły może się z niego śmiać. Dorosły może powiedzieć "zaraz, zrobię to jak chwilę odpocznę, a poza tym nie mam dzisiaj nastroju na sprzątanie", od dziecka wymaga się natychmiastowego posprzątania pokoju (aby wyrabiać, nieprawdaż, dobre nawyki). I tak dalej.


            --
            Aspolecznosc pomaga w jasnym myśleniu niezmąconym pierdołami polegajacymi na zaprzataniu sobie glowy tym, w jaki sposob podejść do innych ludzi. © Elza78
            Jestem niepełnowartościowa, bo nie mam męża
        • blimpka Re: w obronie grzecznych dzieci 05.06.11, 11:58
          Mam dokładnie takie samo zdanie jak Tysmile Zdecydowanie gorzej mają dzieci "niegrzeczne" i ich rodzice. Nie stawiałabym znaku równości między okazjonalną szpilą wbijaną "grzecznym" (np. że nudne) a systematycznymi problemami tych "niegrzecznych".
          Szkoła masowa w Polsce jest instytucją skrojoną na miarę "grzecznych" dzieci = o spokojnym i przewidywalnym zachowaniu i przeciętnych wynikach w nauce. No bo dzieci bardzo zdolne są, nie czarujmy się, zwykle kłopotliwe. Również kłopotliwe są dzieci z brakami. Uważam też, że szkoła masowa jest też skrojona na miarę dziewczynek. Przeciętna dziewczynka jest częściej uznawana za "grzeczną" - cokolwiek by to tak naprawdę nie znaczyło.
          • blimpka Re: w obronie grzecznych dzieci 05.06.11, 12:11
            Jeszcze nasuwa mi się porównanie. Otóż jestem bardzo szczupła i czasem słyszę z tego powodu różne niemiłe komentarze (a to, z przekąsem, żeby się tak nie odchudzać, a to że anoreksja, raz nawet coś tam ktoś mamrotał o kacheksji nowotworowejwink, a to ze zdziwieniem "o, ty masz mięśnie" - jak gdyby szczupły człowiek miał samą skórę i kości). Ale nie robię z tego problemu i zupełnie się tym nie przejmuję, bo wiem, że to moja sytuacja jest korzystniejsza, a osobom przy kości społeczeństwo funduje nieporównanie gorszą jazdę. Tak samo lepiej mają "grzeczne" dzieci.
            • mama_kotula Re: w obronie grzecznych dzieci 05.06.11, 12:46
              Cytat
              Ale nie robię z tego problemu i zupełnie się tym nie przejmuję, bo wiem, że to moja sytuacja jest korzystniejsza, a osobom przy kości społeczeństwo funduje nieporównanie gorszą jazdę. Tak samo lepiej mają "grzeczne" dzieci.


              O coś w tym rodzaju. Z dzieckiem "niegrzecznym" rodzic i tak ma jazdę (bo dziecko "niegrzeczne" jest trudniejsze w obsłudze, niż dziecko "grzeczne") plus do tego ma o wiele bardziej nieprzychylne nastawienie społeczeństwa i wiecznie i bez przerwy musi udowadniać, że nie jest wielbłądem.

              Marzę o sytuacji, w którym moim jedynym problemem byłoby odpieranie zarzutów, że moje dziecko jest nudne, szablonowe i przewidywalne. Zlałabym, prawdę mówiąc, te zarzuty ciepłym siurem, a nie wieszała dramatyczne wątki na forum.

              --
              Zapłodnionych samic komarów trzyma (te które gryzą) USG w męskiej komara. N'eloigne nie mogą być inni, którzy nie żądło. Kilka trybów dostępne są więc nie zmniejszy. V0.93: więcej hp i spękania dźwięk cięcia do zamknięcia.
              Jestem niepełnowartościowa, bo nie mam męża
              • asia_i_p Re: w obronie grzecznych dzieci 05.06.11, 16:57
                A w czym zarzut "szablonowego" jest mniej nieprzyjemny od "niegrzecznego"? W czym zarzut "szkieletu" mniej przykry od "grubasa"?
                Nie można byłoby się po prostu nie czepiać? Nikogo?
                --
                Cierpię, ale jeszcze mam nadzieję,
                że przylecą piraci bombowcem
                i bogatym zabiorą pieniądze,
                a na pięknych założą pokrowce. (Kabaret Potem)
                • mama303 Re: w obronie grzecznych dzieci 05.06.11, 17:11
                  Moim zdaniem trochę się krygujesz wink Czy na codzień rodzice tzw. grzecznych dzieci lub same dzieci mają z tego powodu jakiekolwiek nieprzyjemności???
                  Raczej wątpię!
                  A dzieci tzw. niegrzeczne lub ich rodzice prawdopodobnie spotykaja się często z nieprzyjemnościami.
                  • asia_i_p Re: w obronie grzecznych dzieci 05.06.11, 18:09
                    Nie kryguję się.
                    Sprawa mnie rusza po pierwsze dlatego, że wychowywano mnie w kulcie indywidualizmu, wyobraźni i fantazji, więc zarzut szablonowości i nijakości jest jednym z boleśniejszych, jaki może mnie spotkać. Po drugie, widzę trend.
                    Strasznie dużo osiągnęliśmy. Przestały być akceptowalne społecznie agresja wobec kobiet i dzieci, chamstwo i przemoc nauczycieli wobec uczniów, przemoc policji wobec podejrzanych, arogancja lekarzy wobec pacjentów. Ale martwi mnie, że w to miejsce pojawia się społeczna aprobata (niekoniecznie przyklaśnięcie, częściej to sławetne "oj tam, oj tam") na agresję kobiet wobec mężczyzn i dzieci wobec rodziców, chamstwo i przemoc uczniów wobec nauczycieli, przemoc fizyczną w stosunku do policjantów, chamstwo pacjentów wobec lekarzy. I jak mam lepszy dzień, to uważam, że to jest wahadło, raz się waha w jedną, raz w drugą, aż w końcu zatrzyma się pośrodku. A jak mam gorszy, to mi się wydaje, że tak się będziemy bujać w miejscu raz w tę, raz we wtę do końca świata.
                    Ja czuję rozumowanie Kotuli, że skoro komuś trzeba dokopać, to lepiej temu, komu jest łatwiej albo jest silniejszy niż temu, komu jest trudniej albo jest słabszy (kłócić bym się mogła ewentualnie o to, kto ma decydować, kto tu jest silniejszy, a kto słabszy). Z tokiem rozumowania się zgadzam. Wciąż nie mogę się zgodzić na to pierwsze założenie, że komuś trzeba dokopać.
                    --
                    Cierpię, ale jeszcze mam nadzieję,
                    że przylecą piraci bombowcem
                    i bogatym zabiorą pieniądze,
                    a na pięknych założą pokrowce. (Kabaret Potem)
                    • blimpka Re: w obronie grzecznych dzieci 05.06.11, 18:49
                      Asia, wiesz co myśli sobie szczupły jak słyszy wyjątkowo napastliwe epitety dotyczące tuszy? "Zazdrościsz, grubasie"smile A wiesz, co myśli osoba naprawdę autentycznie kreatywna i nieszablonowa na zarzut nudy i szablonowości? "Gadał ślepy o kolorach". Albo coś w tym stylu. Oczywiście, jak jest kulturalny to tylko myśli.
                • 5an-ka Re: w obronie grzecznych dzieci 05.06.11, 17:34
                  Miałam nie wracać, a jestem kotula ma rację masz powód do dumy i tyle a jak ktoś się czepia to jego problem i tego nie zmienisz, też się czepiam pewnie jak mam gorszy dzień, asia czepiasz się teraz czepiających czasem trzeba umieć odpuścić a Kotula nie może, żadna matka nie może jak się coś złego dzieje z dzieckiem lub dziecku, czytałaś kotulę ja jestem pełna podziwu jak walczy o syna i jakie ma problemy, włąśnie czytam o co chodzi w chorobie aspergera. Kobieto masz zdrowe, grzeczne (już nie lubię tego słowa) dziecko wiesz jaką jesteś szczęściarą.
                  • mama_kotula Re: w obronie grzecznych dzieci 05.06.11, 18:50
                    5An-ka, to też nie jest tak do końca.
                    Ja generalnie zgadzam się z tym, że jak się ktoś czepia, to jest głównie jego problem. Tego czepiającego się. Jak również zgadzam się z Asią, że zarzut o "szablonowości" jest tak samo krzywdzący jak zarzut, który wysunął Gorn, czyli że nie ma dzieci "niegrzecznych", są tylko dzieci źle wychowywane (i tutaj po raz pięćsetny powinnam udowadniać, że nie jestem wielbłądem, ale mi się, sorry, nie chce).

                    I tak, najlepiej byłoby się nie czepiać nikogo.

                    Natomiast jakie mam obserwacje - zarzuty stawiane "grzecznym" dzieciom nie mają zbyt dużego REALNEGO wpływu na egzystencję tych dzieci i ich rodziców. Piszę o wpływie REALNYM. Zarzuty stawiane rodzicom dzieci "niegrzecznych" mają wpływ. Ogromny. Zwykle taki, że i dziecko, i rodzic lądują u psychologa.

                    Zebranie z rodzicami najczęściej przeradza się w palenie czarownic. Każdy powrót dziecka ze szkoły to stres w temacie "udało się przetrwać bez minusa/uwagi, czy nie?" - jest to stres i dla dziecka i dla rodzica.
                    Zachowanie "grzeczne" uznaje się za normę, więc dziecko które ma problem z ZACHOWANIEM nie jest dodatkowo nagradzane za wysiłek, jaki wkłada aby przetrwać jeden dzień bez uwagi - zauważmy, że dodatkowe starania w dziedzinie NAUKI są nagradzane, z reguły lepszą oceną czy pochwałą. Walczyłam przez niemal 2 lata ze szkołą, aby szkoła zaczęła stosować motywację pozytywną, bo motywacja negatywna nie ma najmniejszego wpływu na zachowanie mojego dziecka. 2 lata. Podziałało na 2 tygodnie, po czym wróciła stara bajka, czyli palenie czarownic które mają złośliwe i wyrachowane dziecko.

                    W przypadku rodzica dziecka sprawiającego problemy trzeba nastawić się na ciągłą walkę. Na egzekwowanie tego, czego można od szkoły wymagać, na niedopuszczanie do tego, aby rodzic i dziecko zostali zaszczuci - co bardzo często się zdarza, jeśli rodzic nie jest odpowiednio agresywny. Ponieważ calusieńką odpowiedzialność za zachowanie dziecka przerzuca się na rodzica.
                    I choćby rodzic się za przeproszeniem usrał przy wbijaniu dziecku do głowy że robi się tak, a nie tak, to i tak zawsze rodzic jest w całości winien, a dziecko jest, tadaaam, zaniedbane wychowawczo i rodzic zapewne je olewa.
                    Nigdy nie jest winien nauczyciel, absolutnie. Nauczyciel zawsze wszystko wykonuje bez zarzutu. A to, że gdy dziecko idzie poskarżyć na kolegę, że kolega go obraża, i słyszy "ty na pewno mu coś wcześniej musiałeś zrobić", to dla dobra dziecka oczywiście. Aby przypadkiem nie zapomniało, że przecież jest ZŁE.

                    --
                    Strasznie jadowite są twoje wypowiedzi. Masz męża? Bo jakoś się nim nie chwalisz? (...) Nie jest sugestią do tego że gorsza jesteś. Ale ogólnie sugestią jest - że wredna jesteś - by Mycha 2452. Mycha, ajlowju.
                    Jestem niepełnowartościowa, bo nie mam męża
                    • 5an-ka Re: w obronie grzecznych dzieci 06.06.11, 12:40
                      Jasne, że tak dlatego gratulowałam Asi, ja emocjonalnie podchodzę do wielu spraw, a szczególnie boli mnie krzywda dzieci natomiast bardzo cieszy ich radość , jednak z mojego małego doświadczenia wnioskuję, że możemy zmienić tylko siebie oczywiście jak chcemy i na ile jesteśmy w stanie. Pewnie, że postawę potem niesiemy w życie i coś malymi kroczkami się zmienia w otoczeniu i tu Asia ma rację. Ale doskonale rozumiem Ciebie.
                      Moja 10 idzie w życie prawie bez problemowo i same sukcesy na dodatek zdrowa i piękna, a młody od początku pod górę nawet przy porodzie, zerówka opinia łobuza i ciągłe porównania do siostry ale to nic ta sama nauczycielka syna koleżanki od razu sama kierowała do szkoły specjalnej. Trafił z moją córą do tej samej klasy i nasza cudna wychowawczyni potrafiła prowadzić dzieciaki grzeczne, super zdolne i te naj słabsze, inne, walczyła o każdego wymagała przede wszystkim od siebie a ja ją obserwowałam i uczyłam się. Olbrzymie wsparcie dla mnie jako matki gigantki holernie zdolnej, grzecznej dziewczynki i dla 2 matki dziecka z olbrzymimi problemami, zagrożonego szkołą specjalną. Ona też wielu sytuacji nie rozumiała ale robiła swoja robotę. Dzięki niej mój syn też trafił na dobrego nauczyciela, serce na dłoni jak trzeba zruga.
                      Naprawdę Cię podziwam. Młody chodził do przedszkola z chłopcem autystycznym, rodziców poinformowano po 2 miesiącach na zebraniu, dzieciaki zdążyły się go przestraszyć i znielubić zapytałam czemu dzieciom nie przedstawiono chłopca one nie wiedziały jak ( szok ta pani jest obecnie zastepcą dyrektora tego przedszkola) kłania mi się w pas a ja przecież tylko wychowuje dzieci. W domu jak pogagdaliśmy młody bardzo lubił się bawić z tym chłopcem. Kotulo życzę ci siły z przyjemnością bym sobie z Tobą pogadała my tak robimy z mamuśkami i meżami (kurcze jak pisze zapominam, że to forum w necie i tak naprawde nie mam czasu pisać bo biegają przy mnie 3,5 letnie bliźniaki). Musisz walczyć ale też dbaj o siebie. Bardzo chciałabym ci pomóc. Siły dzielna MAMO.
                • jakw Re: w obronie grzecznych dzieci 05.06.11, 17:47
                  asia_i_p napisała:

                  > Nie można byłoby się po prostu nie czepiać? Nikogo?
                  Nie można - bo to jest internetowe forum wink

                  --
                  Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka