7-latek przerywa/wtrąca się do rozmowy

16.08.11, 15:00
Mam problem wychowawczy, którego nie potrafię rozwiązać – ani ja, ani mąż, ani reszta rodziny. Może Wy pomożeciesmile

Otóż mam 7-letniego syna. Jest jedynakiem, poświęcamy mu wszyscy sporo uwagi, dużo z nim rozmawiamy. Dzieciak wychowuje się wśród dorosłych (z wyjątkiem pobytu w przedszkolu, zerówce), co z pewnością miało i ma wpływ na to, że chłopak ma jedną olbrzymią wadę: wtrąca się do rozmowy dorosłych, niejednokrotnie przerywając ją swoim „czymś tam” do powiedzenia – raz na temat, raz nie na temat (bo coś mu się przypomniało). Syn ogólnie jest grzeczny, ma dużą wiedzę, lubi mówić, mówić, mówić, więc chce się tą wiedzą chwalić. Niejednokrotnie jest mi wstyd, bo to wygląda tak, jakbyśmy mu na co dzień nie zwracali uwagi, że nie przerywa się czyjejś rozmowy. Za olbrzymi sukces uważam, że czasem mówi ”czy mógłbym coś powiedzieć?”, ale rzadko kiedy poczeka z tą chęcią mówienia dłużej niż 5 sekundsad( Z relacji pań z przedszkola i szkoły wiem, że w szkole podnosi rękę i w milczeniu czeka na dopuszczenie do głosu. Problem jest „w domu”. Co mogę zrobić oprócz tłumaczenia, które już mi brzydnie, bo jest mało efektywne. Zwrócenie uwagi podniesionym głosem (nieraz nerwy mi puszczają) też nie przynosi efektusad
    • lolinka2 Re: 7-latek przerywa/wtrąca się do rozmowy 16.08.11, 15:06
      Metoda zdartej płyty: "teraz rozmawiam z..." albo "teraz rozmawiają dorośli" i dodać koniecznie "posłucham cię, gdy skończę" (i dotrzymać słowa). Po zakończeniu rozmowy z osobą dorosłą koniecznie (!) pochwalić syna, że wytrzymał długo z przekazaniem ci tego, co miał do powiedzenia (Brawo! Udało ci się cierpliwie doczekać, aż skończę!).
      Działa - sprawdzone.
      • jagabaga92 Re: 7-latek przerywa/wtrąca się do rozmowy 16.08.11, 15:26
        Pierwszą część rady stosowałam, drugiej (czyli pochwały) nie, bo nie miałam mozliwości, gdyż syn zawsze wtrącał sięsad Ale podsunęłaś mi pewne rozwiązanie - spróbuję zastosować pierwszą część i "zatrzymać" syna przez króciutko, a potem pochwalęwink A z czasem będę wydłużała oczekiwanie. To chyba moja ostatnia deska ratunkusad
      • scher Nie wolno przesadzać z pochwałami 17.08.11, 01:02
        lolinka2 napisała:

        > Metoda zdartej płyty: "teraz rozmawiam z..." albo "teraz rozmawiają dorośli" i
        > dodać koniecznie "posłucham cię, gdy skończę" (i dotrzymać słowa). Po zakończeniu
        > rozmowy z osobą dorosłą koniecznie (!) pochwalić syna, że wytrzymał długo z
        > przekazaniem ci tego, co miał do powiedzenia

        Typowa pochwała za byle co.

        > (Brawo! Udało ci się cierpliwie doczekać, aż skończę!).

        Do tego sztuczna, książkowa wink
        • lolinka2 Re: Nie wolno przesadzać z pochwałami 18.08.11, 00:42
          nie za byle co, tylko za coś, co dla TEGO KONKRETNEGO DZIECKA jest wyczynem.

          Jeśli osiągnięcia twoich dzieci są dla ciebie byle czym, to pozostaje tylko skwitować forumowym "wspułczuję twoim dziecią".
          • scher Re: Nie wolno przesadzać z pochwałami 18.08.11, 12:03
            lolinka2 napisała:

            > nie za byle co, tylko za coś, co dla TEGO KONKRETNEGO DZIECKA jest wyczynem.

            Piszesz o dziecku w normie, czy nie w normie, bo już się pogubiłem?
            Jeśli w normie, to taaaak, ogrooomny wyczyn wink
    • morekac Re: 7-latek przerywa/wtrąca się do rozmowy 16.08.11, 15:45
      Zapewnić mu inne zajęcia w czasie twoich spotkań towarzyskich?
      • verdana Re: 7-latek przerywa/wtrąca się do rozmowy 16.08.11, 15:49
        Hm, a jak sobie wyobrażasz sytuację, gdy siedzą u Ciebie znajomi, rozmawiają, a dziecko ma milczeć? I nudzić się?
        Dwa rozwiązania - albo dziecko nie jest z Wami podczas wizyt dorosłych, albo - jak wymaga grzeczność - dorośli nie ignorują obecności siedmiolatka przy stole, ale rozmawiają takze z nim.
        • jagabaga92 Re: 7-latek przerywa/wtrąca się do rozmowy 16.08.11, 15:53
          > Dwa rozwiązania - albo dziecko nie jest z Wami podczas wizyt dorosłych, albo -
          > jak wymaga grzeczność - dorośli nie ignorują obecności siedmiolatka przy stole,
          > ale rozmawiają takze z nim.

          Me dziecię nie da się "wypędzić" do swojego pokoju. Dorośli akceptują jego obecność, nawet porozmawiają, ale przecież nie będą non stop rozmawiali z 7-latkiem, a 7-latek tak własnie by chciałsad
          • verdana Re: 7-latek przerywa/wtrąca się do rozmowy 16.08.11, 15:55
            Hm, to ja tu widze wierzchołek góry lodowej. Nie jest bowiem problemem, ze dziecko wtrąca się do rozmowy - tylko, ze ją monopolizuje. A juz powaznym problemem jest to, ze dziecko nie da sie 'wypędzić" do swojego pokoju. Rodzice mają prawo przyjmować swoich znajomych bez stałej obecności dziecka - a wyglada na to, ze w domu decydujący głos ma dziecko, nie rodzice.
            • jagabaga92 Re: 7-latek przerywa/wtrąca się do rozmowy 16.08.11, 20:07
              wyglada na to, z
              > e w domu decydujący głos ma dziecko, nie rodzice.

              Pisałam, że dzieciak ogólnie jest grzeczny, w naszym domu zdecydowanie rządzą rodzice, czyli ja z mężem, a nie dziecko. Wyjątek od "autorytaryzmuwink" to własnie to wtracanie się i z tym nie potrafimy sobie poradzic, dlatego właśnie na forum poprosiłam o podpowiedzi. Nie chcemy dziecka odsuwać na bok lub za ścianę tylko dlatego, że przyszli goście. Dziecko też musi nauczyć się, jak zachowywać się w towarzystwie osób w różnym wieku. Nikt nie ma za złe tego, że dziecko nie idzie "za ścianę", tylko to paskudne wtrącanie się do rozmowysad
          • zuzanka79 Re: 7-latek przerywa/wtrąca się do rozmowy 16.08.11, 19:52
            jagabaga92 napisała:

            > Me dziecię nie da się "wypędzić" do swojego pokoju. Dorośli akceptują jego obec
            > ność, nawet porozmawiają, ale przecież nie będą non stop rozmawiali z 7-latkiem
            > , a 7-latek tak własnie by chciałsad

            Może najwyższa pora ustalić mu LIMIT czasowy ( np. 20 minut) na wspólne przebywanie z dorosłymi gośćmi a po tym czasie bezwzględnie wymagać by młody zajął się sam sobą w swoim pokoju. To nie jest wyczyn ponad miarę siedmiolatka.
        • krecik Re: 7-latek przerywa/wtrąca się do rozmowy 17.08.11, 10:16
          Verdana, ale dlaczego uwazasz, ze podczas wizyty moich gosci moim zadaniem ma byc zapewnieniu dziecku rozrywki? Siedmioletnie dziecko powinno sie umiec zajac samym soba. Powinno tez rozumiec, ze goscie nie przyszli do niego (pomijam sytuacje, gdy sa to faktycznie goscie calorodzinni, znajome mamusie i tego typu spotkania) i ze rodzice moga miec czas dla siebie. To nie powinno przerastac ani siedmiolatka ani ich rodzicow. Zwlaszcza rodzicow.

          Nie rozumiem tez, dlaczego siedmiolatek mialby siedziec przy stole podczas calej wizyty. Jesli goscie sa proszeni na obiad - to oczywiste, ze dziecko ten obiad zje razem z wszystkimi. Jesli chce zostac i siedziec, gdy rozmowa sie toczy dalej, prosze bardzo. Ale wiekszosc odwiedzin znajomych jest jednak nastawiona na rozmowe o sprawach doroslych, czy to bedzie polityka, czy plotkowanie o krzywych nogach nowej kolezanki z pracy. I dziecko powinno umiec sie zajac soba w tym czasie. Jest to dla mnie tak oczywiste, jak to, ze moja corka nie bedzie ode mnie oczekiwala uczestniczenia w zabawie z jej goscmi. Nie ten poziom konwersacji.
          I nie uwazam, ze oczekiwanie, iz taki siedmio-osmiolatek znajdzie sobie jakies zajecie, podczas gdy rodzice i ich goscie beda mieli czas dla siebie, uwlacza mu w jakikolwiek sposob.

          Ag
    • mama303 Re: 7-latek przerywa/wtrąca się do rozmowy 16.08.11, 18:19
      Mam podobny problem ale jest dużo lepiej. Mamy umówiony sygnał przypominający jej że ma sie nie wtrącać. Ona tego nie robi złośliwie, celowo, poprsotu zapomina sie bo ma wiele do powiedzenia.Też nie wyobrażam sobie wyganiania jej do swojego pokoju bo to egzemplarz najbardziej towarzyski z całej naszej rodziny smile
      • bi_scotti Re: 7-latek przerywa/wtrąca się do rozmowy 16.08.11, 20:09
        No ale dorosli tez ludzie - nie wszystkie sprawy chce sie omawiac w obecnosci 7-latka, nawet takiego, ktory sie nie wtraca. Mam znajoma, z ktora spotykalam sie wylacznie na lunch przez kilka dobrych lat dopoki jej gadatliwy syneczek nie dorosl, bo po prostu inaczej sie nie dalo. Kazde spotkanie z udzialem chlopca bylo przez niego predzej czy pozniej monopolizowane, ponadto komentowal tematy, o ktorych wybitnie nie mial nic do powiedzenia i gadal zeby gadac.
        Masz cierpliwych znajomych smile
        • mama303 Re: 7-latek przerywa/wtrąca się do rozmowy 16.08.11, 21:21
          bi_scotti napisała:

          > Masz cierpliwych znajomych smile

          Wielu to głównie do niej przychodzi smile ale na poważnie, dziecko jest pełnoprawnym członkiem rodziny. Dlaczego miałabym ją czy np. małżonka wypraszać. Ja tez jak chodze do rodziny czy znajomych to dzieci nigdy nie sa wypraszane, nie spotkałam się z wypraszaniem jakiegokolwiek członka rodziny z jego domu.
          Jak chce pogadać z kumpelą na babskie tematy to idziemy do kawiarni.
          • verdana Re: 7-latek przerywa/wtrąca się do rozmowy 16.08.11, 21:33
            Tak, dziecko jest pełnioprawnym członkiem rodziny, ale nie pełnoprawnym czlonkiem kręgu dorosłych znajomych. Czy Ty też zamierzasz w przyszłości uczestniczyć w spotkaniach nastolatków? Niewątpliwie jesteś członkiem rodziny, więc dlaczego nie? Mozesz iść do pokoju 14-laka i gadac z jego znajomymi...
            No i fakt, wtedy szybko bedzie z nimi spotykał się tylko poza domem.
            • mama303 Re: 7-latek przerywa/wtrąca się do rozmowy 16.08.11, 22:43
              Rczej nie będę chciała uczestniczyc w spotkaniach nastolatków ale tez mam nadzieje że nikt nie będzie mnie wypraszał gdybym akurat chciała. To samo ze znajomymi męża. Nie wyobrażam sobie żeby przyszli do naszego domu i wtedy ja bym została wyproszona bo to jego goście.
              • mruwa9 Re: 7-latek przerywa/wtrąca się do rozmowy 16.08.11, 22:50
                Moje dzieci wychodza bez upominania, po prostu siedzenie w gronie doroslych jest dla nich nudne. We wlasnych pokojach maja znacznie ciekawsze zajecia. Dlatego sytuacja , gdy dziecko z wlasnej i nieprzymuszonej woli CHCE siedziec z doroslymi i w dodatku swoja osoba dominuje cale spotkanie jest zdecydowanie sytuacja z kosmosu, swiadczaca o tym, o czym pisala verdana- ze hierarchia w domu stoi na glowie, a glownym rzadzacym jest samo dziecko.
                • mama303 Re: 7-latek przerywa/wtrąca się do rozmowy 16.08.11, 23:31
                  mruwa9 napisała:

                  > Moje dzieci wychodza bez upominania, po prostu siedzenie w gronie doroslych jes
                  > t dla nich nudne. We wlasnych pokojach maja znacznie ciekawsze zajecia. Dlatego
                  > sytuacja , gdy dziecko z wlasnej i nieprzymuszonej woli CHCE siedziec z dorosl
                  > ymi i w dodatku swoja osoba dominuje cale spotkanie jest zdecydowanie sytuacja
                  > z kosmosu

                  No fakt moje dziecko jest troche z kosmosu, zawsze wybierze towarzystwo niż siedzenie samotnie w pokoju ale to niepowtarzalny egzemplarz smile Ona kocha ludzi i towarzystwo.
              • morekac Re: 7-latek przerywa/wtrąca się do rozmowy 16.08.11, 23:11
                Wyprosić to pewnie nie wyproszą, ale na przyszłość spotkają się w bardziej komfortowych warunkach wink.
      • verdana Re: 7-latek przerywa/wtrąca się do rozmowy 16.08.11, 20:11
        ozumiem, ze jak przychodzą dziadkowie czy wujek, to się dziecka nie wyrzuca, bo to goscie "wspólni". Ale dziecko, nawet najbardziej towarzyskie powinno chyba wiedzieć, ze goscie rodziców sa gosćmi rodziców i ze po pewnym czasie trzeba się pożegnać i iść do drugiego pokoju.
        • mama303 Re: 7-latek przerywa/wtrąca się do rozmowy 16.08.11, 21:24
          verdana napisała:

          >Ale dziecko, nawet najbardziej towarzyskie powinno chyba
          > wiedzieć, ze goscie rodziców sa gosćmi rodziców i ze po pewnym czasie trzeba si
          > ę pożegnać i iść do drugiego pokoju.

          No jakos nie pasi mi to podejście. Jak ktos przychodzi towarzysko do domu rodzinnego to jest gościem rodziny.
          • verdana Re: 7-latek przerywa/wtrąca się do rozmowy 16.08.11, 21:33
            Nie. Jest gosciem albo rodziny, albo doroslych, albo dziecka, albo tylko męża lub żony. Nie zawsze musi byc gosciem całej rodziny...
            • aniaop Re: 7-latek przerywa/wtrąca się do rozmowy 16.08.11, 22:31
              Mam takie samo zdanie jak Verdana. W sobote robilam impreze dla znajomych w ogrodzie. Zasugerowalm wiec mojej 9-latce, zeby zajela sie czyms w swoim pokoju ( o zgrozo nawet pograc poradzilam na komputerze), bo uwazam, ze moga byc poruszane tematy nie koniecznie odpowiednie dla takiego dziecka, zwlaszcza po troche wiekszej ilosci winawink Mloda poszla, ale z okrutnym fochem, potem zaproszona na kolacje wrocila nadeta, az ludzie pytali sie, co jej powiedzielismy. Pozwolilam jej wiec zostac (na szczescie hustala sie na hamaku i nie wtracala do rozmowy). Grzecznosciowo odpowiadala na zadawane jej czasami pytania. Po godz 22 z trudem "wypedzilam" ja do lozka. Poniekad rozumiem, ze wolala byc w towarzystwie niz sama w domu, ale ja bedac dzieckiem w takich wieczornych spotkaniach doroslych a bez innych dzieci! nie uczestniczylam i wolalabym na przyszlosc rozwiazac to jakos inaczej.
              • mruwa9 Re: 7-latek przerywa/wtrąca się do rozmowy 16.08.11, 22:47
                Podpisuje sie pod verdana.
                Co zrobic? Nie bac sie wlasnego dziecka i jasno ustalac granice. Asertywnie. ja robie tak, jak robili to moi rodzice: jasno mowili- teraz idzcie sie pobawic do swojego pokoju. Krotki i zdecydowany sygnal. Oczywiscie przed wizyta gosci tlumaczenie- dzieci maja swoich znajomych, dorosli swoich i dorosli czasem rozmawiaja z inymi doroslymi o sprawach, ktore nie sa adresowane do dzieci. Dlatego jest w porzadku przyjsc, przywitac sie z goscmi, chwile posiedziec, pogadac, ale potem trzeba pojsc do siebie i zostawic doroslych samych. Bez dyskusji. I stanowczo egzekwowac to od dziecka.
                • canuck_eh Re: 7-latek przerywa/wtrąca się do rozmowy 16.08.11, 23:19
                  Zeszlo troche z tematu bo chyba pytanie bylo jak sobie poradzic z problemem wtracania sie dziecka.No niby wyproszenie z pokoju to jedno ale...
                  Verdana ma tez wiele racji ze trzeba ustalic reguly gry i to chyba najlepiej zanim goscie sie pojawia zeby uniknac jakis scysji.Wytlumaczyc dziecku ze znajomi przychodza do nas i chcemy sobie z nimi poplotkowac, owszem nie ma sprawy przywitac sie porozmawiac chwile, ale potem prosze pojsc do swojego pokoju i sie czyms zajac - nie byloby zlym pomyslem zaproszenie kolegi na ten czas zeby dzieciak mial sie z kom pobawic.
                  A co do metod.A moze sprobowac dokladnie tego samego co latorosl wyczynia? JAk syn o czyms mowi to wejsc mu w slowo i tez o czyms ciekawym mu zaczac opowiadac.Oczywiscie dziecko sie sfrustruje bo jakze inaczej i za kazdym razem mu tlumaczyc ze wy sie czujecie dokladnie tak samo jak i wasi goscie jak wy sobie rozmawiacie a on wam przerywa.U mnie zasada jest taka - dzieci nie maja prawa przerwac nam rozmowy chyba ze komus sie krzywda dzieje albo krew sie leje - wtedy nie ma zmiluj sie i rozmowa ma byc przerwana natychmiast nawet jakbym rozmwawiala z Prime Minister of Canada czy Krolowa Elzbieta.
                  • mama303 Re: 7-latek przerywa/wtrąca się do rozmowy 16.08.11, 23:37
                    canuck_eh napisała:

                    > Zeszlo troche z tematu bo chyba pytanie bylo jak sobie poradzic z problemem wtr
                    > acania sie dziecka.No niby wyproszenie z pokoju to jedno ale...

                    No właśnie zeszło z tematu, raczej nalezy dziecko uczyć jak się zachowac w towarzytwie niż wypraszać.
                • mama303 Re: 7-latek przerywa/wtrąca się do rozmowy 16.08.11, 23:35
                  mruwa9 napisała:

                  > Podpisuje sie pod verdana.
                  > Co zrobic? Nie bac sie wlasnego dziecka i jasno ustalac granice. Asertywnie. ja
                  > robie tak, jak robili to moi rodzice: jasno mowili- teraz idzcie sie pobawic d
                  > o swojego pokoju.

                  Pamiętam, że moi rodzice tez tak robili i nie wspominam tego zbyt miło, oględnie mówiąc. Ale to nie ważne jak dzieciak sie poczuje wyproszony, dzieci i ryby jak wiadomo głosu nie mają smile
                  • iwoniaw Re: 7-latek przerywa/wtrąca się do rozmowy 16.08.11, 23:49
                    No ale serio uważasz, że 7-latek powinien uczestniczyć czy choćby przysłuchiwać się tylko wszystkim rozmowom dorosłych przy stole? W takim razie naprawdę nie rozumiem, czemu ci przeszkadza, że się wtrąca - skoro siedzi na równych prawach, to chyba też może uczestniczyć w rozmowie, nieprawdaż? A jednak coś ci zgrzyta i jakoś nie przyjmujesz tego zachowania jako prostego faktu, że X po prostu ma więcej do powiedzenia i jest bardziej elokwentny niż ciocia Gienia i dziadek Franio, więc też i gada więcej. Dlaczego? Czyżby jednak dlatego, że niekoniecznie powinien w tym towarzystwie być traktowany jak dorosły, bo nim po prostu NIE JEST?
                    • mama303 Re: 7-latek przerywa/wtrąca się do rozmowy 18.08.11, 18:28
                      Mi 7 latek nie przeszkadza w rozmowach zupełnie i nie oznacza to wcale,że jest traktowany jak dorosły.
                      Przyznam też że w towarzystwie, w którym sie obracam dzieci nie sa wypraszane i jeśli chcą to uczestnicza w rozmowach.W ogóle nikt nie jest wypraszany z towarzystwa, ciotka staruszka z zanikami pamięci też nie smile
                      • mama_kotula Re: 7-latek przerywa/wtrąca się do rozmowy 18.08.11, 19:32
                        Cytat
                        Przyznam też że w towarzystwie, w którym sie obracam dzieci nie sa wypraszane i jeśli chcą to uczestnicza w rozmowach


                        Z ciekawości zapytam - czy możesz podać przykładowe tematy takich rozmów, w których biorą udział wszyscy? Bo rozumiem, że nie są to rozmowy ustawiane "pod dzieci", tak?
                        • mama303 Re: 7-latek przerywa/wtrąca się do rozmowy 18.08.11, 22:34
                          mama_kotula napisała:

                          > Z ciekawości zapytam - czy możesz podać przykładowe tematy takich rozmów, w któ
                          > rych biorą udział wszyscy? Bo rozumiem, że nie są to rozmowy ustawiane "pod dzi
                          > eci", tak?

                          Rozmaite to sa tematy. Jak chcemy poświntuszyć to jak juz pisałam spotykamy się bez dzieci.
                          • mama_kotula Re: 7-latek przerywa/wtrąca się do rozmowy 18.08.11, 22:45
                            Zdefiniuj "świntuszenie".
                            Czy np. rozmowa na temat machlojek szefa w pracy to świntuszenie?
                            Albo rozmowa na temat niezbyt lubianej sąsiadki? na temat problemów z teściową?
                            Albo na temat "frank rośnie, rata kredytu jest coraz większa, planowałam jechać z dzieckiem do legolandu ale chyba nie pojedziemy"?
                            Na temat sposobów na mdłości ciążowe? Na temat skurczów macicy i obecności partnera przy porodzie?
                            I przede wszystkim mnie ciekawi - w jakiej kategorii jest rozmowa na temat wychowania dzieci? wink
                          • e-emma-e Re: 7-latek przerywa/wtrąca się do rozmowy 18.08.11, 22:46
                            mama303 napisała:

                            > Rozmaite to sa tematy. Jak chcemy poświntuszyć to jak juz pisałam spotykamy się
                            > bez dzieci.

                            Umawiacie się co do tematu rozmowy?
                            • mama303 Re: 7-latek przerywa/wtrąca się do rozmowy 18.08.11, 23:19
                              e-emma-e napisała:


                              > Umawiacie się co do tematu rozmowy?

                              Nie, jak spotykamy sie wieczorem, kazdy przynosi flaszkę i jest stałe wesołe grono to bez dzieci smile
                              Jak spotkanie jest w porze obiadowej, lub podwieczorkowej, w plenerze to zawsze dzieci mile widziane smile
                              • e-emma-e Re: 7-latek przerywa/wtrąca się do rozmowy 19.08.11, 08:31
                                mama303 napisała:

                                > Jak spotkanie jest w porze obiadowej, lub podwieczorkowej, w plenerze to zawsze
                                > dzieci mile widziane smile

                                Bez sensu się z tobą gada. Przecież nikt tu nie sugeruje, by ZAWSZE wypraszać dzieci z towarzystwa, lecz tylko wtedy, gdy nie potrafią się się tam zachować lub gdy akurat spontanicznie, bez wcześniejszego umawiania się co do tematu rozmowy, powinny zostać wyproszone. Z szacunku dla gości przede wszystkim. Ale i dla dobra dziecka - by te proste zasady sobie układało powoli w swoich szarych komórkach, przydadzą się na pewno.

                                Masz problem w określaniu granic dziecku, bo u ciebie dziecko ma takie sama prawa jak dorosły.
                                • morekac Re: 7-latek przerywa/wtrąca się do rozmowy 19.08.11, 09:56
                                  > Masz problem w określaniu granic dziecku, bo u ciebie dziecko ma takie sama pra
                                  > wa jak dorosły.
                                  Wcale nie takie same. Większe. wink Bo przy tej filozofii dorosły nie ma prawa bronić swoich granic, zaś dziecko może je bez przeszkód przekroczyć.
                                  BTW: mnie zastanawia jedno, jakich metod używała pani w zerówce. że młodzieniec przestał się wcinać w wypowiedzi innych dzieci i podnosi łapkę, jak chce coś powiedzieć. Obawiam się, że musiały go nieco straumatyzować... wink
                                  • krecik Re: 7-latek przerywa/wtrąca się do rozmowy 19.08.11, 10:01
                                    Ej, jeszcze narobisz pani klopotow...

                                    Ag
                  • mruwa9 Re: 7-latek przerywa/wtrąca się do rozmowy 17.08.11, 00:33
                    No, ja tez sie w pewnym okresie buntowalam, ale na rodzicach, nie wiedziec, czemu, nie robilo to wrazenia wink
                    A tak na serio, to w zyciu nie raz czlowiek musi robic to, na co nie ma ochoty, moze sie wsciekac, ale to nie zmienia faktu, ze pewne rzeczy zrobic trzeba (albo ze pewnych rzeczy robic nie wolno), czy nam sie to podoba, czy nie.
                    Ja sie moglam o to zloscic, ty tez, ale pewnie nasi rodzice mieli odwage cywilna wziac te dziecieca frustracje na klate i mimo wszystko tkwic przy swoim zdaniu. Dzisiejszy rodzic (np. autorka watku) boi sie, zeby przypadkiem nie zranic dzieciecych uczuc, nie narazic go na stres, a dziecko nie ma litosci- natrafi na slabszego, to bezwzglednie wykorzystuje sytuacje na swoja korzysc, z pozycji silniejszego, przywodcy stada, ktorym dzieki takim akcjom sie stal. I dziecko nie mysli o tym, ze zrani czyjekolwiek uczucia, tylko , jak na przywodce stada przystalo, bezwzglednie korzysta z urokow wladzy. I dlatego uwazam, ze cala ta historia sugeruje, ze w rodzinie wszystko stoi na glowie, hierarchia jest totalnie zaburzona. To jest problem, przyczyna, a wtracanie sie dziecka do rozmow doroslych to tylko skutek, objaw patologii toczacej rodzine .
                    • mama303 Re: 7-latek przerywa/wtrąca się do rozmowy 18.08.11, 18:39
                      mruwa9 napisała:

                      > A tak na serio, to w zyciu nie raz czlowiek musi robic to, na co nie ma ochoty,

                      No niby tak, tylko czy akurat wypraszanie z towarzystwa to jest ta własciwa sytuacja kiedy trzeba znieść te niedogodnosci. W imie czego?


                      > Ja sie moglam o to zloscic, ty tez, ale pewnie nasi rodzice mieli odwage cywiln
                      > a wziac te dziecieca frustracje na klate i mimo wszystko tkwic przy swoim zdani
                      > u.

                      No i wąłsnie nie rozumiem do tej pory po co to robili i dlaczego, mysle że nie zdawali sobie sprawy jak sie czułam.

                      > mysli o tym, ze zrani czyjekolwiek uczucia, tylko , jak na przywodce stada p
                      > rzystalo, bezwzglednie korzysta z urokow wladzy. I dlatego uwazam, ze cala ta h
                      > istoria sugeruje, ze w rodzinie wszystko stoi na glowie, hierarchia jest totaln
                      > ie zaburzona.

                      Ale dlaczego tak daleko posunięte wnioski o przywódcy stada? może dziecko jest poprostu strasznie towarzyskie. Ja wiem że takie dzieci tez są bo mam w swoim domu taki egzemplarz, ona ciagle by gosci jakichś chciała zapraszać, alebo sama w gosci jeździć a jak jest większe grono to jest przeszczęsliwa i jeszcze ma wiele do powiedzenia. Zreszta nie dziwi mnie to bo mam podobny model w postaci małżonka. Jakby mogli prowadziliby dom otwarty, niestety smile Ja ich stopuję bo z kolei nie jstem zbytnio towarzyska.


                      • mruwa9 Re: 7-latek przerywa/wtrąca się do rozmowy 18.08.11, 21:10
                        mama303 napisała:

                        > No niby tak, tylko czy akurat wypraszanie z towarzystwa to jest ta własciwa syt
                        > uacja kiedy trzeba znieść te niedogodnosci. W imie czego?
                        >

                        W imie szacunku dla doroslych (rodzicow i ich gosci) i zrozumienia, ze nie zawsze i wszedzie ma sie prawo uczestniczyc w absolutnie kazdym zgromadzeniu. Ze pewne rozmowy nie sa adresowane do dzieci. >
                        >
                        > No i wąłsnie nie rozumiem do tej pory po co to robili i dlaczego, mysle że nie
                        > zdawali sobie sprawy jak sie czułam.

                        Jako dziecko tez tego nie rozumialam, jako starsza mlodziez i dorosla- tak. Ze to z szacunku dla innych ludzi, zeby liczyc sie z ich odczuciami i zmeczeniem materialu. Ze ludzie maja prawo do swoich sekretow i tajemnic, co trzeba zrozumiec i uszanowac (nie musimy absolutnie wszystkiego slyszec i wiedziec, co inni mowia).
                        >
                        > > Ale dlaczego tak daleko posunięte wnioski o przywódcy stada? może dziecko jest
                        > poprostu strasznie towarzyskie.

                        No i chwala mu za to. Ale ta towarzyskosc dziecka innym moze wychodzic bokiem i tego dziecko tez musi sie nauczyc, ze na wszystko jest odpowiedni czas i miejsce, a czasem jest to po prostu bardzo nie na miejscu, a od nadmiaru mozna sie porzygac.
                        • morekac Re: 7-latek przerywa/wtrąca się do rozmowy 18.08.11, 22:14
                          mama303 napisała:

                          > No niby tak, tylko czy akurat wypraszanie z towarzystwa to jest ta własciwa syt
                          > uacja kiedy trzeba znieść te niedogodnosci. W imie czego?
                          >
                          Chociażby w imię zaspokojenia własnej potrzeby spokojnego porozmawiania z Baśką o d... Maryni. Ostatecznie dlaczego ta potrzeba ma być mniej ważna od towarzyskich potrzeb dziecka?
                          • mama303 Re: 7-latek przerywa/wtrąca się do rozmowy 18.08.11, 23:08
                            morekac napisała:

                            > Chociażby w imię zaspokojenia własnej potrzeby spokojnego porozmawiania z Baśką
                            > o d... Maryni. Ostatecznie dlaczego ta potrzeba ma być mniej ważna od towarzys
                            > kich potrzeb dziecka?

                            Mam nadzieje że tę swoja potrzebe realizujesz także w stosunku do dorosłych, którzy Ci nie pasują. Poprostu wypraszasz bo chcesz spokojnie porozmawiać o d....Maryni.
                            • verdana Re: 7-latek przerywa/wtrąca się do rozmowy 18.08.11, 23:14
                              Ależ oczywiscie, ze realizuję. W kazdym razie ja.
                              Po prostu nie zapraszam znajomych, ktorzy mi nie pasują. Nie zapraszam też znajomych, ktorzy m ogólne pasują, ale nie są bardzo bliscy, na babskie plotki z przyjaciółką.
                              • mama303 Re: 7-latek przerywa/wtrąca się do rozmowy 18.08.11, 23:34
                                verdana napisała:

                                > Ależ oczywiscie, ze realizuję. W kazdym razie ja.
                                > Po prostu nie zapraszam znajomych, ktorzy mi nie pasują. Nie zapraszam też znaj
                                > omych, ktorzy m ogólne pasują, ale nie są bardzo bliscy, na babskie plotki z p
                                > rzyjaciółką.

                                Ale jak z jakichś przyczyn znajdziesz sie w towarzystwie, w którym Ci ktos nie pasuje to go wyprosisz? A jak Ci syn przyprowadzi narzeczoną, której nie będziesz lubic to rozumiem wyprosisz ją, żeby np. z synem pogadac o d.... Maryni?
                                • morekac Re: 7-latek przerywa/wtrąca się do rozmowy 18.08.11, 23:42
                                  Napisałam o sytuacji, kiedy specjalnie kogoś zapraszam na babskie ploty.

                                  Ale jak z jakichś przyczyn znajdziesz sie w towarzystwie, w którym Ci ktos nie
                                  > pasuje to go wyprosisz
                                  a to już zależy od okoliczności. Można się przenieść w ustronniejsze miejsce. Albo można odłożyć na bardziej sprzyjające okoliczności.
                                  • mama303 Re: 7-latek przerywa/wtrąca się do rozmowy 19.08.11, 00:21
                                    morekac napisała:

                                    > Napisałam o sytuacji, kiedy specjalnie kogoś zapraszam na babskie ploty.

                                    A tu sie ktos trzeci napatoczy......


                                    > a to już zależy od okoliczności. Można się przenieść w ustronniejsze miejsce. A
                                    > lbo można odłożyć na bardziej sprzyjające okoliczności.

                                    A no właśnie! a nie wypraszasz?
                                    • morekac Re: 7-latek przerywa/wtrąca się do rozmowy 19.08.11, 00:45
                                      A tu sie ktos trzeci napatoczy...

                                      Nie ma prawa. wink Takich już zakopałam w doniczkach na balkonie.

                                      a nie wypraszasz?
                                      Ja tylko mówię, że potrzebuję z kimś porozmawiać przez jakiś czas na osobności. Nie wiem dlaczego uważasz, że inni nie są w stanie zaakceptować takiego teksu.
                                      Jeśli uważasz, że zasady dobrego wychowania wymagają, abyś swoje potrzeby trzymała gdzieś na szarym końcu, to współczuję.
                                      • mama303 Re: 7-latek przerywa/wtrąca się do rozmowy 19.08.11, 01:10
                                        morekac napisała:


                                        > Ja tylko mówię, że potrzebuję z kimś porozmawiać przez jakiś czas na osobności.

                                        Ja takich numerów nie robię, jak potrzebuję z kimś porozmawiac na osobności to tak to aranżuję żeby to było mozliwe bez wypraszania kogokolwiek.

                                        • morekac Re: 7-latek przerywa/wtrąca się do rozmowy 19.08.11, 01:16
                                          A czasem trzeba...
                                • mama_kotula Re: 7-latek przerywa/wtrąca się do rozmowy 18.08.11, 23:45
                                  Cytat
                                  A jak Ci syn przyprowadzi narzeczoną, której nie będziesz lubic to rozumiem wyprosisz ją, żeby np. z synem pogadac o d.... Maryni?


                                  Jak syn przyprowadzi narzeczoną, zasady kultury wymagają ode mnie traktowania jej miło i uprzejmie nawet jeśli na jej widok dostaję wścieklizny.
                                  Natomiast nie miałabym żadnych oporów, gdy miałabym ochotę pogadać z synem o dupie maryni, zaprosić go samego, bez narzeczonej. Jesli uporczywie by olewał moje prośby i wszędzie ciągał lasię ze sobą, uszanowalabym jego potrzebę zrośnięcia z narzeczoną i przestałabym zapraszać go w ogóle (na czym traci głównie syn, dobre stosunki rodzinne traci tongue_outtongue_out).

                                  Moja mama często mnie zaprasza na pogaduchy "we dwie", mój facet zostaje w domu z dziećmi i nie ma z tego powodu choćby cienia traumusi ;P
                                  • mama303 Re: 7-latek przerywa/wtrąca się do rozmowy 19.08.11, 00:28
                                    mama_kotula napisała:

                                    > Jak syn przyprowadzi narzeczoną, zasady kultury wymagają ode mnie traktowania j
                                    > ej miło i uprzejmie nawet jeśli na jej widok dostaję wścieklizny.

                                    O to zasady Twej kultury dotycza tylko wybranych osób!

                                    > Natomiast nie miałabym żadnych oporów, gdy miałabym ochotę pogadać z synem o du
                                    > pie maryni, zaprosić go samego, bez narzeczonej.

                                    Nie jest mowa o zapraszaniu tylko o wypraszaniu kogoś kto juz się w towarzystwie znalazł

                                    > Moja mama często mnie zaprasza na pogaduchy "we dwie", mój facet zostaje w domu
                                    > z dziećmi i nie ma z tego powodu choćby cienia traumusi ;P

                                    A nie przychodzi do Ciebie i wtedy oczekuje wyproszenia faceta?.
                                    >
                                    • mama_kotula Re: 7-latek przerywa/wtrąca się do rozmowy 19.08.11, 00:49
                                      Cytat
                                      O to zasady Twej kultury dotycza tylko wybranych osób!


                                      Ke? Napisałam niżej, że nie żądam wyproszenia dzieci, które mnie wkur...ają, rozmawiam z nimi, jestem miła i uprzejma, natomiast drugi raz nie przychodzę. Po prostu. Gdzie tu różne zasady?


                                      Cytat
                                      > Moja mama często mnie zaprasza na pogaduchy "we dwie", mój facet zostaje w domu
                                      > z dziećmi i nie ma z tego powodu choćby cienia traumusi ;P

                                      A nie przychodzi do Ciebie i wtedy oczekuje wyproszenia faceta?.


                                      A to też się zdarza. Niemniej ona nie "oczekuje", tylko idziemy sobie na balkon i gadamy we dwie. Mój facet również nie ma z tego powodu traumusi, siedzi w pokoju, pracuje, bawi się z dziećmi itp.
                                      Poza tym, niewiele jest tematów, których moja matka nie porusza przy moim facecie, bo to w końcu dorosły człowiek - za to sporo jest takich, których nie porusza przy dzieciach, z rozmaitych powodów.
                                      I tak, tu stosuje się podwojne standardy, inne dla dzieci, inne dla dorosłych. Na tej samej zasadzie co nie pozwala się dzieciom pić alkoholu czy kładzie się je wcześniej spać albo reguluje się mu treści jakie ogląda w tv. Bo dziecko to, na litość, nie jest po prostu miniaturowy dorosły, choć wielu ludzi popelnia ten błąd i uznaje dziecko za swojego pełnoprawnego partnera we wszystkim.
                                      • mama303 Re: 7-latek przerywa/wtrąca się do rozmowy 19.08.11, 01:24
                                        mama_kotula napisała:

                                        > Ke? Napisałam niżej, że nie żądam wyproszenia dzieci, które mnie wkur...ają, ro
                                        > zmawiam z nimi, jestem miła i uprzejma, natomiast drugi raz nie przychodzę.

                                        no te zasady stosujesz tez do ewntualnej narzeczonej syna, kulturalnie i grzecznie ja znosisz ale swoje dziecie juz mniej kulturalnie i grzecznie ochoczo wyganiasz gdy chesz porozmawiac o d.... Maryni.


                                        > A to też się zdarza. Niemniej ona nie "oczekuje", tylko idziemy sobie na balkon
                                        > i gadamy we dwie.

                                        A nie prościej byłoby go wyprosić do drugiego pokoju?


                                        > I tak, tu stosuje się podwojne standardy, inne dla dzieci, inne dla dorosłych.

                                        A jednak.

                                        > Na tej samej zasadzie co nie pozwala się dzieciom pić alkoholu czy kładzie się
                                        > je wcześniej spać albo reguluje się mu treści jakie ogląda w tv.

                                        Robie to samo ale nie wypraszam ani dziecka zni dorosłego z towarzystwa, podobnie jak np. nie robie ani dziecku ani dorosłemu świadomie krzywdy, przykrości, nie wyśmiewam się, nie pozostawiam bez pomocy jak moge jej udzielić. .....itd.
                                        Bo dziecko to,
                                        > na litość, nie jest po prostu miniaturowy dorosły, choć wielu ludzi popelnia t
                                        > en błąd i uznaje dziecko za swojego pełnoprawnego partnera we wszystkim.
                                        >
                                        • mama_kotula Re: 7-latek przerywa/wtrąca się do rozmowy 19.08.11, 01:41
                                          Cytat
                                          no te zasady stosujesz tez do ewntualnej narzeczonej syna, kulturalnie i grzecz
                                          > nie ja znosisz ale swoje dziecie juz mniej kulturalnie i grzecznie ochoczo wyga
                                          > niasz gdy chesz porozmawiac o d.... Maryni.


                                          Ależ skąd. Ja dziecku bardzo kulturalnie wink mówię "spadaj do siebie, wróć jak się uspokoisz, w tym pokoju nie wrzeszczymy" (ostatnie jest przypomnieniem zasady). Różnica jest taka, że ja dziecko WYCHOWUJĘ, a narzeczonej syna nie. I wyproszenie z pokoju jest częścią procesu wychowania tegoż dziecka. Dla mnie wyproszenie w przypadku nieprzestrzegania zasad (wrzaski w pokoju, kłótnie, uporczywe przerywanie, natrętne absorbowanie sobą) nie jest niczym niekulturalnym, jak również nie jest niczym niekulturalnym zakomunikowanie dziecku, że przez jakiś czas rozmawiają dorośli, więc niech opuści grono, bo dorosłe nie jest - jak coś będzie chciało, proszę przyjść, zapukać, matka pomocy nie odmówi tongue_out



                                          Cytat
                                          > I tak, tu stosuje się podwojne standardy, inne dla dzieci, inne dla dorosłych.

                                          A jednak.


                                          Oczywiście, że stosuje się inne standardy w stosunku do dorosłych i do dzieci. Wątpisz w to? Tak samo jak stosuje się różne standardy w stosunku do różnych ludzi.
                                          Co ciekawsze, z reguły standardy stosowane w postępowaniu z dziećmi sa luźniejsze, wbrew temu, co możesz sobie pomyśleć.

                                          Cytat
                                          nie robie ani dziecku ani dorosłemu świadomie krzywdy, przykrości, nie wyśmiewam się, nie pozostawiam bez pomocy jak moge jej udzielić.


                                          No więc ja też tego nie robię i nie sądzę, aby ktokolwiek myślący to robił.

                                          Różnica jest taka, że wg ciebie wyproszenie dziecka z dorosłego towarzystwa jest niekulturalne i sprawia dziecku przykrość.
                                          Wg mnie nie jest, moim dzieciom przykrości nie sprawia, moje dzieci respektują moje prawo do swobodnej konwersacji ze znajomymi, tak samo jak ja respektuję ich prawo do spokojnej zabawy z kolegami bez towarzystwa wtrącającej się matki - i jak proszą mnie, abym zamknęła drzwi, bo oni będą robić swoje tajne sprawy, to ja się śmieję, drzwi zamykam i idę do siebie - a jak coś od dziecka chcę, to zaglądam do pokoju i proszę je na stronę. Bo takie mamy zasady i w ten sposób, niespodzianka, szanujemy się nawzajem. Mamy tez 150 innych zasad, z których niektóre obowiazują o zgrozo tylko dzieci, a niektóre tylko dorosłych.
                                          • mama303 Re: 7-latek przerywa/wtrąca się do rozmowy 19.08.11, 01:58
                                            mama_kotula napisała:


                                            > Ależ skąd. Ja dziecku bardzo kulturalnie wink mówię "spadaj do siebie, wróć jak
                                            > się uspokoisz, w tym pokoju nie wrzeszczymy" (ostatnie jest przypomnieniem zasa
                                            > dy).

                                            No i OK, masz takie zasady i one sie sprawdzają, u mnie by sie nie sprawdziły.

                                            >Różnica jest taka, że ja dziecko WYCHOWUJĘ, a narzeczonej syna nie. I wypr
                                            > oszenie z pokoju jest częścią procesu wychowania tegoż dziecka.

                                            Mam inne zdanie, nikogo nie wypraszam. Nie uznaje tej zasady ani do obcych ani tymbardziej do rodziny.


                                            > Oczywiście, że stosuje się inne standardy w stosunku do dorosłych i do dzieci.
                                            > Wątpisz w to? Tak samo jak stosuje się różne standardy w stosunku do różnych lu
                                            > dzi.

                                            Na poczatku napisałas nie stosujesz jednakowe a potem zaprzeczyłaś stąd moje przyłapanie Ciebie.


                                            > Różnica jest taka, że wg ciebie wyproszenie dziecka z dorosłego towarzystwa jes
                                            > t niekulturalne i sprawia dziecku przykrość.
                                            > Wg mnie nie jest, moim dzieciom przykrości nie sprawia.

                                            A mojemu sprawia i to dużą, kazde dziecko jest inne.

                                            • mruwa9 Re: 7-latek przerywa/wtrąca się do rozmowy 19.08.11, 08:36
                                              I rowniez nie wypraszasz dziecka z lazienki, kiedy masz zamiar posiedziec na tronie czy wziac kapiel, ani nie wypraszasz dziecka z wlasnej sypialni, gdy akurat kochasz sie z mezem? Ani z pokoju dziennego, gdy akurat ogladacie film przeznaczony dla bardzo doroslych widzow? W koncu to tez dom waszego dziecka , a wypraszanie dziecka jest takie okrutne i sprawi mu przykrosc...
                                • krecik Re: 7-latek przerywa/wtrąca się do rozmowy 19.08.11, 00:14
                                  > Ale jak z jakichś przyczyn znajdziesz sie w towarzystwie, w którym Ci ktos nie
                                  > pasuje to go wyprosisz? A jak Ci syn przyprowadzi narzeczoną, której nie będzie
                                  > sz lubic to rozumiem wyprosisz ją, żeby np. z synem pogadac o d.... Maryni?

                                  Ale rozumiesz, ze mowa o zachowaniu siedmiolatka wsrod doroslych a nie o zachowaniu doroslych w towarzystwie doroslych, czy masz zamiar prowadzic dyskusje w stylu, ze skoro gosciowi nie kazesz pozmywac naczyc po proszonym obiedzie to i dziecka do tego nie bedziesz zmuszac po posilku?

                                  Ag
                                  • mama303 Re: 7-latek przerywa/wtrąca się do rozmowy 19.08.11, 00:43
                                    krecik napisała:


                                    > Ale rozumiesz, ze mowa o zachowaniu siedmiolatka wsrod doroslych a nie o zachow
                                    > aniu doroslych w towarzystwie doroslych, czy masz zamiar prowadzic dyskusje w s
                                    > tylu, ze skoro gosciowi nie kazesz pozmywac naczyc po proszonym obiedzie to i d
                                    > ziecka do tego nie bedziesz zmuszac po posilku?

                                    Ale przeciez to nie ja podałam przykład takiej zasady: że jak chcę porozmawiac o d....pie Maryni to mam prawo wyprosić innych niezależnie od wieku. Generalnie ja zasady wypraszanie z towarzystwa nie stosuję do stosunku ani do siedmiolatka, ani do osiemdziesięciolatka, ani do domownika, ani do gościa. Uważam że jest to niegrzeczne, więc uczac dziecko dobrych manier same ich nie używam.
                                    • verdana Re: 7-latek przerywa/wtrąca się do rozmowy 19.08.11, 10:23
                                      Ależ to są dwie zupełnie rózne sytuacje. jesli zapraszam do domu gosci, to jest oczywiste, ze ich nie wyproszę, bo nagle wpadło mi do głowy pogadać z przyjaciółką. Jesli zapraszam tylko przyjaciółkę, to na przykład męża wyrzucam bez wahania. Jesli do domu bez zaprozenia będzie przychodził, gdy mam innych gosci natręt, to w końcu go wyrzucę.
                                      Dziecko NIE jest zapraszane na spotkania z moimi znajomymi. Gdy przychodza dziadkowie, odwiedzający całą rodzinę, dziecko oczywiscie jest równoprawnym gosciem. Gdy przychodza moi znajomi, uprzedzam dziecko, ze może z nami zjeść i się zmyć - to moi goście, a nie jego.
                                      Czy to działa w obie strony? Czy nastolatek ma prawo grzecznie poprosić matkę, aby nie siedziała z jego kolegami, czy takze nie?
                            • morekac Re: 7-latek przerywa/wtrąca się do rozmowy 18.08.11, 23:25
                              Jeżeli zapraszam Baśkę na tego typu rozmowę , rezerwujemy sobie na to czas - to chyba jest jasne, że wolałybyśmy żeby nikt nam nie przeszkadzał?
                              Co takiego strasznego jest w powiedzeniu komukolwiek: "Chcemy tu zostać same, bo mamy do obgadania kilka spraw?'
                              tak samo, jak kiedy dziecko zaprosi gości, to też mu głowy nie zawracam.
                              • mama303 Re: 7-latek przerywa/wtrąca się do rozmowy 18.08.11, 23:56
                                morekac napisała:

                                > Jeżeli zapraszam Baśkę na tego typu rozmowę , rezerwujemy sobie na to czas - to
                                > chyba jest jasne, że wolałybyśmy żeby nikt nam nie przeszkadzał?

                                No to sie umówcie z Baśka we dwie w miejscu neutralnym żebyści enie musiały nikogo wyganiać, bo to jednak niegrzeczne jest, jakby nie patrzeć.

                                > Co takiego strasznego jest w powiedzeniu komukolwiek: "Chcemy tu zostać same, b
                                > o mamy do obgadania kilka spraw?'

                                Nie no szczyt dobrego wychowania, wprawic kogos w zakłopotanie i jeszcze się cieszyć bo mam takie zasady smile

                                >
                                • morekac Re: 7-latek przerywa/wtrąca się do rozmowy 19.08.11, 00:10
                                  Nie no szczyt dobrego wychowania, wprawic kogos w zakłopotanie i

                                  Ciekawe, że wtrącający się w każde zdanie 7-latek nie wprawia nikogo w zakłopotanie i jest komfortowy dla gości. Oraz dobrze wychowany. Bez wątpienia jest to też przejaw dobrego wychowania rodziców, dbających o swoich gości. smile

                                  Jeśli chodzi o moje własne dzieci - nie muszę robić takich akcji. Już raczej dawno przyjęły do wiadomości, że nie przerywa się czyjejś wypowiedzi, a ludzie mają swoje prywatne sprawy, o których nie muszą wiedzieć wszyscy.
                                  Jeśli chodzi o innych - jeśli muszę, to robię.
                                  • mama303 Re: 7-latek przerywa/wtrąca się do rozmowy 19.08.11, 00:35
                                    morekac napisała:

                                    > Ciekawe, że wtrącający się w każde zdanie 7-latek nie wprawia nikogo w zakłopot
                                    > anie i jest komfortowy dla gości.
                                    No tego w zasadzie nie wiemy....

                                    >Oraz dobrze wychowany. Bez wątpienia jest to
                                    > też przejaw dobrego wychowania rodziców, dbających o swoich gości. smile

                                    Jeszcze nie jest dobrze wychowany bo proces trwa, a u Ciebie to chyba już proces zakończony powinien być smile


                        • mama303 Re: 7-latek przerywa/wtrąca się do rozmowy 18.08.11, 23:05
                          mruwa9 napisała:


                          > W imie szacunku dla doroslych (rodzicow i ich gosci) i zrozumienia, ze nie zaws
                          > ze i wszedzie ma sie prawo uczestniczyc w absolutnie kazdym zgromadzeniu. Ze pe
                          > wne rozmowy nie sa adresowane do dzieci.

                          Wypraszanie kogoś z szacunku dla innych? to mi cos nie pasi.

                          > Jako dziecko tez tego nie rozumialam, jako starsza mlodziez i dorosla- tak.

                          Jako dorosła nadal nie rozumiem wypraszania kogokolwiek z towarzystwa. Nie bardzo zgadza sie to z moimi zasadami traktowania innych ludzi.


                          > No i chwala mu za to. Ale ta towarzyskosc dziecka innym moze wychodzic bokiem i
                          > tego dziecko tez musi sie nauczyc, ze na wszystko jest odpowiedni czas i miejs
                          > ce, a czasem jest to po prostu bardzo nie na miejscu, a od nadmiaru mozna sie
                          > porzygac.

                          No ale to już ich problem, że im takie czy inne dziecko domowników nie pasuje. Niech darują sobie odwiedziny.
                          • mama_kotula Re: 7-latek przerywa/wtrąca się do rozmowy 18.08.11, 23:38
                            Cytat
                            Jako dorosła nadal nie rozumiem wypraszania kogokolwiek z towarzystwa. Nie bardzo zgadza sie to z moimi zasadami traktowania innych ludzi.


                            Jeśli ktoś w towarzystwie nie przestrzega zasad panujących w tym towarzystwie (np. wbrew wcześniejszym ustaleniom pali papierosy wśród niepalących) to spokojnie go znosisz i pozwalasz mu zostać?

                            Hint: dziecko przerywa rozmowę dorosłych, nie przestrzegając kolejności dyskusji, przeszkadza i uniemożliwia innym prowadzenie dyskusji

                            Cytat
                            No ale to już ich problem, że im takie czy inne dziecko domowników nie pasuje. Niech darują sobie odwiedziny.


                            Ja bym sobie na pewno darowała, uwierz mi ;P, więc problemu bym się pozbyła bardzo szybko.

                            Tyle, że to nie jest problem. Problem będzie miało w przyszłości dziecko, które nie zostalo nauczone, że, cytuję "na wszystko jest odpowiedni czas i miejsce, a czasem jest to po prostu bardzo nie na miejscu, a od nadmiaru mozna sie porzygac". I potem o takich dzieciach, już dorosłych, będą zakładane wątki na ematce "jak pozbyć się natrętnej koleżanki" tongue_outtongue_out
                          • e-emma-e Re: 7-latek przerywa/wtrąca się do rozmowy 19.08.11, 08:38
                            mama303 napisała:

                            > Wypraszanie kogoś z szacunku dla innych? to mi cos nie pasi.

                            Nie KOGOŚ, tylko DZIECKA. To różnica.

                            PS. Zaraz przekręcisz to, zarzucając mi, że u mnie dzieci i ryby głosu nie mają. No po prostu NIGDY nie wolno im się do mnie odezwać. wink
                          • e-emma-e Re: 7-latek przerywa/wtrąca się do rozmowy 19.08.11, 10:38
                            mama303 napisała:

                            > No ale to już ich [gości - dop. mój] problem, że im takie czy inne dziecko domowników nie pasuje.
                            > Niech darują sobie odwiedziny.

                            Pewnie wprost tego swoim gościom nie mówisz, ale oni i tak tę twoją postawę wyczuwają (ja bym tak odczuwała i pewnie większość dyskutantów też) jako: " No ale to już wasz problem, że wam gwiazdorstwo mojej córki nie pasuje. Darujcie sobie więc odwiedziny."

                            A tu się łudzisz:
                            > Dobrze ich znam, wiem kiedy sa zadowoleni wink
              • 3-mamuska Re: 7-latek przerywa/wtrąca się do rozmowy 18.08.11, 22:16
                > Mam takie samo zdanie jak Verdana
                Ja też , moje dzieci też są u siebie jak przychodza dorosli, posiedza z nami zjedza co maja zjesc a za chwile z nudow Ida do siebie.
                Ja też czasem jak znajomy wpada do meza ide do sypialni poczytac ksiazke czy siadam do kompa, I sie nie wtracam, niech sobie pogadaja.
                A jak wpadaja kolezanki raz w tygodniu Na posiadowke z dziecmi to maz, niesiedzi and nami , nie slucha o piersiach , porodach itp torebkach ciuchach kosmetykach.
                Jest chwile wypijemy kawe, zjemy ciacho I on idzie do swoich zajac, czesto korzysta I idzie pograc na wii, w Swoje zombi gry.

                Wynikiem tego co sie u ciebie dzieje że twoje dziecko przebywa z doroslymi, I jest traktowany jak dorosly tak o sobie mysli.
                Identyczne u mojej siostry samotnej mamy ktora z 10 latkiem, dyskutowala czy dziewczyna idac do slubu powinna byc dziewica, mysmy o tym rozmawiali I ona pytala go co on o tym mysli.
    • scher Re: 7-latek przerywa/wtrąca się do rozmowy 17.08.11, 01:00
      Dziecko tobą rządzi, ot co. To strasznie dziwacznie wychowany siedmiolatek, że nie da się "wypędzić" do swojego pokoju.

      Albo się chłopak kontroluje i nie monopolizuje rozmowy, albo stanowczo wyganiam z pokoju. Nie rozumiem, jak można pozwolić dziecku rządzić. To źródło wielu poważnych problemów będzie w przyszłości.

      Polecam literaturę:
      www.sklep.gildia.pl/literatura/134095-michael-winterhoff-mali-tyrani-ksztaltowanie-dojrzalosci-psychicznej-i-emocjonalnej-u-dzieci-i-mlodziezy
      • azjaodkuchni Re: 7-latek przerywa/wtrąca się do rozmowy 17.08.11, 02:49
        Nie podoba mi się ani siedzenie dziecka cały czas z dorosłymi ani odsyłanie go do swojego pokoju jak do karnego obozu.
        Dziecku musi byc bardzo nudno , że chce siedziec z dorosłymi i się wymądrzac. Nie ma kolegów, koleżanek pasji ?... Mojego dzieciaka chyba trzeba by przybic do stołu kiedy my mamy gości. Zwykle siada, zjada i znika.
        Ustal z dzieckiem zasady twój siedmiolatek to mądry człowiek i zapowiedz przed kolejną wizytą, czego oczekujesz, ale gdy on ma gości to uszanuj jego prawo nawet do głupiej zabawy.
        My rozwiazujemy to tak :
        Przychodzą goście siadamy wszyscy do stołu dzieciak jest pełnoprawnym rozmówcą po zjedzonym posiłku i deserze dzieciak się ulatnia... i siedzi zwykle u siebie często grajac w gry komputerowe. Gdy on ma gości to ja zapraszam do stolu na soczek ciasteczka i wteyd tlko gadam z jedo gościem. Nie ingeruję w zabawę to nie są dwulatki.
        Wtrącanie się do rozmowy trzeba wytępic jak nasybciej czy ktoś duży czy mały musi umiec czekac na swoją kolej.
        azjaodkuchni.blogspot.com/
        • zofijkamyjka Re: 7-latek przerywa/wtrąca się do rozmowy 17.08.11, 08:58
          azjaodkuchni napisała:

          > Nie podoba mi się ani siedzenie dziecka cały czas z dorosłymi ani odsyłanie go
          > do swojego pokoju jak do karnego obozu.
          > Dziecku musi byc bardzo nudno , że chce siedziec z dorosłymi i się wymądrzac. N
          > ie ma kolegów, koleżanek pasji ?... Mojego dzieciaka chyba trzeba by przybic do
          > stołu kiedy my mamy gości.

          Może Twoje tak, ale sa dzieci towarzyskie, które lubia takie klimaty, mam taką siedmiolatke w rodzinie. Żal takiego dzieciaka wyganiać sad. Jak samo chce wyjść OK, ale jak bardzo nie chce to nie wyobrażam sobie.
          • jagabaga92 Re: 7-latek przerywa/wtrąca się do rozmowy 17.08.11, 09:08
            Ja też jako dziecko dobrze czułam się wśród dorosłych, tylko ja nie wtrącałam się do rozmów, a jedynie byłam słuchaczem. Gdy byłam ciut starsza, sama wychodziłam, bo samej głupio mi było przesiadywać w gronie starszyzny, ale od czasu do czasu i tak na chwilę wpadłam z "gumowym uchemwink" do gościnnego pokoju.
            • zofijkamyjka Re: 7-latek przerywa/wtrąca się do rozmowy 17.08.11, 09:11
              jagabaga92 napisała:

              > Ja też jako dziecko dobrze czułam się wśród dorosłych, tylko ja nie wtrącałam s
              > ię do rozmów, a jedynie byłam słuchaczem.

              To trzeba popracować z dzieciakiem, żeby nie przerywał ale żeby wyrzucać z towarzystwa.....coś mi tu zgrzyta bardzo.
              • jagabaga92 Re: 7-latek przerywa/wtrąca się do rozmowy 17.08.11, 09:33
                Też nie jestem zwolenniczką dzielenia rodziny na dwie części (jedna to rodzice, a druga to dziecko/dzieci) w momencie przyjmowania gości. Niech sobie co niektórzy nazywają to patologią, ale zamknięcie na siłę dziecka w innym pokoju to dopiero byłaby patologia. No i to nie byłoby "wychowawczym" rozwiązaniem problemu, lecz jego pozbyciem się na zasadzie "spadaj! dzieci i ryby głosu nie mają, zrozumiano???" i jednostronnym przekonaniem, że mamy grzeczne dziecko, a potem okaże się, że to dziecko nie odzywa się przy dorosłych, ale nie dlatego, że jest jest kulturalne i dobrze wychowane, lecz jest zahukane.

                Moja koleżanka była wychowywana w takiej "zaściennej" atmosferze i nie wyszło jej to na dobre w dorosłym życiu i.... niestety, ale moje dziecko ona też próbuje wychowywać w podobny sposób. Dla mnie to nie do przyjęcia!
                • verdana Re: 7-latek przerywa/wtrąca się do rozmowy 17.08.11, 09:47
                  Nie dzieci i ryby głosu nie mają - tylko "To sa nasi znajomi, chcemy z nimi pogadać na rózne tematy, czasem nie dla dzieci. jak do ciebie przychodza koledzy, to my z nimi nie siedzimy cały czas, tylko dajemy wam pobawić się we własnym towarzystwie".
                  • zofijkamyjka Re: 7-latek przerywa/wtrąca się do rozmowy 17.08.11, 10:11
                    verdana napisała:

                    > Nie dzieci i ryby głosu nie mają - tylko "To sa nasi znajomi, chcemy z nimi pog
                    > adać na rózne tematy, czasem nie dla dzieci.

                    Inaczej powiedziane ale jednak jest to SPADAJ, nie chcemy cię tu, nie pasujesz nam!
                    • mama_kotula Re: 7-latek przerywa/wtrąca się do rozmowy 17.08.11, 15:45
                      Cytat
                      > Nie dzieci i ryby głosu nie mają - tylko "To sa nasi znajomi, chcemy z nimi pog
                      > adać na rózne tematy, czasem nie dla dzieci.

                      Inaczej powiedziane ale jednak jest to SPADAJ, nie chcemy cię tu, nie pasujesz nam!



                      No i? Rozumiem, że odesłanie dziecka do pokoju powoduje u niego zaburzenie poczucia bezpieczeństwa i traumę, traumusię pt. moi rodzice mnie nie chcą, zapewne im przeszkadzam, nie pasuję, nie jestem członkiem rodziny? O bogowie.

                      Bez problemu egzekwuję u dziecka zabawę we własnym pokoju, kiedy np. pracuję czy kiedy przychodzą do mnie znajomi.
                      Oraz, organicznie nie znoszę 9-10-11-letnich "komentatorów" dorosłych tematów.

                      Odwróćmy sytuację - czy jak do dziecka przychodzą koledzy, dziecko może do matki powiedzieć "my teraz się bawimy, nie wchodź tutaj, bo przeszkadzasz"? Oczywiście, że może i jakoś matka się nie czuje z tego powodu odrzucona czy straumatyzowana, a jeśli się czuje, to znaczy, że ma poważne problemy psychiczne.
                      • scher Re: 7-latek przerywa/wtrąca się do rozmowy 17.08.11, 15:57
                        mama_kotula napisała:

                        > No i? Rozumiem, że odesłanie dziecka do pokoju powoduje u niego zaburzenie poczucia
                        > bezpieczeństwa i traumę, traumusię pt. moi rodzice mnie nie chcą, zapewne
                        > im przeszkadzam, nie pasuję, nie jestem członkiem rodziny? O bogowie.

                        big_grin

                        > Odwróćmy sytuację - czy jak do dziecka przychodzą koledzy, dziecko może do matki
                        > powiedzieć "my teraz się bawimy, nie wchodź tutaj, bo przeszkadzasz"? Oczywiście,
                        > że może

                        Az tak demokratyczny to ja nie jestem. Moim zdaniem takie odezwanie się do matki jest niegrzeczne. Dziecko może poprosić, a roztropna matka powinna prośbę uszanować.

                        Relacje rodzice-dzieci to nie są relacje równorzędnych podmiotów. Dorośli mają więcej obowiązków, nieporównywalnie większy zakres odpowiedzialności, toteż i nieporównywalnie większy zakres władzy. Rodzice mogą dziecku wydać po prostu polecenie, dziecko może tylko rodziców o coś prosić - a rozsądni rodzice rozsądne prośby na ogół spełniają smile
                        • mama_kotula Re: 7-latek przerywa/wtrąca się do rozmowy 17.08.11, 16:09
                          Ok, Scher, chodziło mi ogólnie o sens, niekoniecznie o sformułowanie wypowiedzi dziecka do matki. O to, że jak do dziecka przychodzą koledzy, to z reguły rodziców się tam nie chce i nikt nie robi z tego problemu - jak pisałeś, rozsądny rodzic przewaznie zostawia towarzystwo i zapewnia mu swobodę.
                          A w drugą stronę owszem, jest wielkie ałaaa żeby przypadkiem dzieciątko się nie poczuło odrzucone i urażone i nie doznało ubytków na psychice. Bo potem psychoanalityk dla dziecka i mamusi.

                          I jeszcze raz napiszę - dzieci tzw. towarzyskie doprowadzają mnie do cięzkiego szału. Co innego zamienić z dzieckiem kilka zdań w temacie dopasowanym do wieku, zainteresowań (nie wiem, zapytać o koleżanki, o hobby, o cokolwiek) - i tu wygadane dzieciaki są fajne w pożyciu - a co innego być zmuszonym do konwersacji z 11-latką o kursie franka, karze śmierci, rozwodzie cioci Balbiny, problemach ze skarbówką i hemoroidach u ciężarnych. U mnie budzi się żądza mordu. Bo ta 11-latka taka urocza, oczytana i rozmawia "jak stara". No litości.

                          Nie wykluczam natomiast tematów "dorosłych", gdzie taki nastolatek może być partnerem do rozmowy - często rozmawiamy w gronie dorosłych choćby o grach planszowych, o pracy (akurat moja praca polega na tworzeniu gier komputerowych - też temat bliski dzieciakowi).
                          • scher Re: 7-latek przerywa/wtrąca się do rozmowy 17.08.11, 16:28
                            mama_kotula napisała:

                            > Ok, Scher, chodziło mi ogólnie o sens, niekoniecznie o sformułowanie wypowiedzi
                            > dziecka do matki.

                            Rozumiem, w pełni się zgadzam ze wszystkim, co napisałaś.

                            > akurat moja praca polega na tworzeniu gier komputerowych

                            A które tworzyłaś? Może byś coś poleciła? Może być na priva, mam w domu dwóch miłośników, ale nie pozwalam grać we wszystko i dowolnie długo.
                            • mama_kotula Re: 7-latek przerywa/wtrąca się do rozmowy 17.08.11, 16:52
                              Robię gry i aplikacje na iOS, głównie do młodszej publiki skierowane - takiej okołoprzedszkolnej - więc pewnie nie będziecie zainteresowani wink
                              Link do strony w sygnaturce, tam wiekszość jest smile
                              • scher Re: 7-latek przerywa/wtrąca się do rozmowy 17.08.11, 17:10
                                Szkoda, że do okołoprzedszkolnych. Córce jeszcze długo nie pozwolę się komputeryzować. Z przyczyn ideologicznych smile
                    • 3-mamuska Re: 7-latek przerywa/wtrąca się do rozmowy 18.08.11, 23:51
                      zofijkamyjka napisała:
                      >
                      > Inaczej powiedziane ale jednak jest to SPADAJ, nie chcemy cię tu, nie pasujesz
                      > nam!
                      >
                      A co daje do zrozumienia 7-latek, przerywajac I wtracajac sie w slowo innej
                      osobie, czy to dziecku/ koledze/kuzynowi cz też doroslym. Też daje do zrozumienia że nie interesuje go co ta druga strona ma do powiedzenia, I w d...e ma zdanie innych.
                      Bo o ile nalezy sie szacunek dziecku, to innym też sie on nalezy.
                • krecik Re: 7-latek przerywa/wtrąca się do rozmowy 17.08.11, 10:36
                  >Niech sobie co niekt
                  > órzy nazywają to patologią, ale zamknięcie na siłę dziecka w innym pokoju to do
                  > piero byłaby patologia.

                  Ale kto mowi o zamykaniu? Chodzi o to, ze dziecko samo powinno rozumiec, ze nie zawsze jest partnerem do konwersacji. Najwyrazniej w przedszkolu nie ma problemu z pojeciem tej zasady. Wie, ze nie moze sie zachowywac w taki sposob, w jaki WY , jego wlasni rodzice, mu zezwalacie. Jak myslisz, dlaczego? Moze dlatego, ze w przedszkolu panuje okreslona hierarchia. Moze warto byloby sie zastanowic, czy nie warto wprowadzic pewnych elementow tej hierarchii u was w domu.

                  >No i to nie byłoby "wychowawczym" rozwiązaniem problemu, lecz jego pozbyciem się na
                  >zasadzie "spadaj! dzieci i ryby głosu nie mają, zrozumiano???" i jednostronnym
                  >przekonaniem, że mamy grzeczne dziecko, a potem okaże się, że to dziecko nie odzywa się
                  >przy dorosłych, ale nie dlatego, że jest jest kulturalne i dobrze wychowane, lecz jest
                  >zahukane.

                  Ale dlaczego popadasz w skrajnosci? Najwyrazniej twojemu dziecu nie brakuje pewnosci siebie. Czy uwazasz, ze nakazanie mu okreslonych zasad i pozniejsze egzekwowanie stosowania sie do nich z okreslonymi konsekwencjami, wywola u niego traume i wieloletnia psychoterapie?

                  Jak na razie masz syna, ktory nie potrafi sie zachowac w towarzystwie doroslych. Twoje powtarzanie mu, aby sie nie odzywal jest nieskuteczne. Podniesienie glosu jest nieskuteczne. Moze nastepnym krokiem jest okreslenie konsekwencji jego niestosowania sie do zasad dobrego zachowania? Niech to bedzie owo straszliwe opuszczenie pomieszczenia. Albo cokolwiek innego.
                  No chyba, ze obawiasz sie, ze twoj siedmiolatek cie po prostu oleje, jak dotychczas, i sie nie poslucha, a ty, w obecnosci osob trzecich, nie bedziesz w stanie wyegzekwowac zwyczajnego polecenia, ktore mu nie przypadlo gdo gustu. I skonczy sie na kolejnym dziesieciokrotnym upominaniu. I kolejnym. I kolejnym...

                  Ag
            • krecik Re: 7-latek przerywa/wtrąca się do rozmowy 17.08.11, 09:48
              Moim zdaniem, to czego doswiadczasz jest rezultatem doprowadzonej do przesady filozofii partnerstwa z wlasnym dzieckiem, kiedy rodzicom zaciera sie granica pomiedzy tymi pojeciami (dziecko - rownorzedny partner). W pogoni za szacunkiem dla dziecka gdzies sie gubi szacunek dla rodzica. dziecko jak najbardziej moze byc partnerem, ale to nie znaczy, ze jest rownorzednym partnerem do wszystkiego. Rola rodzica jest wychowywac, a nie kumplowac sie z dzieckiem od pieluchy. I chociaz oczywiste jest, ze partnerstwo jest potrzebne, zwlaszca im dziecko starsze, to prawdziwa sztuka jest jego dawkowanie.

              Zgodze sie z Mrowa, ze dla mnie osobiscie takie zachowanie dziecka, ajkie opisujesz, jest z kosmosu i jest wyrazem braku dobrego wychowania latorosli i bezradnosci rodzicow wobec wlasnego dziecka. Zwlaszcza, jesli po kilkakrotnym zwroceniu uwagi dziecko dalej przerywa, a rodzic nie podejmuje zadnych dalszych krokow poza powtarzaniem najwyrazniej nieskutecznej mantry.

              Mysle, ze nieskutecznosc twoich dzialan polega na tym, iz zatrzymujesz sie w pewnym momencie i boisz sie pojsc krok dalej - bo jesli podniesienie glosu nie skutkuje, to znaczy, ze dziecko ma twoje zdanie gdzies, a ty sie miotasz, bo nie potrafisz wyjsc ze swojej roli rownorzednego partnera. Nie uwazam, ze dziecko przezyje traume, jesli po wielokrotnym zwracaniu uwagi, kaze sie dziecku poskladac swoje rownorzedne partnerstwo w kosteczke i opuscic pokoj. Moze nie bedzie najszczesliwsze na swiecie, ale dowie sie, ze przekroczylo pewne granice i za ich naruszenie ponosi pewne konsekwencje.

              Sama piszesz, ze gdy bylas dzieckiem, wiedzialas, iz nie nalezy sie wtracac. Zaloze sie, ze rodzice jakos ci wpoili, iz nie nalezy przerywac. Moze czas wziac dziecko na strone i zamiast prosic, zaczac wymagac? A jesli nie potrafisz byc stanowcza w WYMAGANIU od wlasnego dziecka poszanowania twojej wlasnej osoby i prawa do nieprzebywania w jego towarzystwie, pozostaje ci dalsze cierpliwe, aczkolwiek najwyrazniej nieskuteczne, tlumaczenie roznic pomiedzy doroslymi a dziecmi. I wstydzenie sie za dziecko.

              Ag
          • kasia_wp Re: 7-latek przerywa/wtrąca się do rozmowy 17.08.11, 09:24
            Dodam jeszcze ze nie wszyscy goście są zachwyceni obecnością dziecka przy stole; do dziś pamiętam dziewczynkę, która przerywała, wtrącała się do rozmowy: proszę pana Darka. A rodzice zachwyceni, że taka wygadana i ma swoje zdanie.
            Goście miny mieli raczej rzadkie.
            Ja uprzedzam swoje dzieci, przed wizytą, że przyjdą goście, chwile się pokręcą, potem idą do swoich zajęć. To przyszło naturalnie; rozumiem , że nagłe wywalanie 7 latka , który do tej pory był gwiazdą towarzystwa, może być trudne.
            Wydaje mi się ,ze można z dzieckiem rozmawiać przed wizytą, przypomnieć zasady i konsekwentnie się tego trzymać.
    • jagabaga92 A co w takiej sytuacji... 17.08.11, 10:02
      ...gdy to my jesteśmy z dzieckiem z wizytą u znajomych? Przecież nie dostanie na ten czas oddzielnego pokoju!! Albo na wspólnym ze znajomymi wyjeździe w plener i rozmowie ze znajomymi podczas pieszej wycieczki w góry, a on przerywa? Co - mam go oddelegować w paprocie??
      • zofijkamyjka Re: A co w takiej sytuacji... 17.08.11, 10:16
        jagabaga92 napisała:

        > Co - mam go oddelegować w paprocie??
        Moim zdaniem NIE, nikogo nie oddelogowywać. To niegrzeczne, niewychowawcze itd. U nas pani w szkole jak dziecko przerywa podnosi rękę w góre i wymownie patrzy przez chwilę i to jest ten sygnał umowy, że dziecię przegina. Może spróbuj.
      • iwoniaw U znajomych to oni dyktują warunki 17.08.11, 10:24
        i albo odsyłają dziecko z własnymi dziećmi ("pokaż Zosi swoje zabawki/ pobawcie się z Maciusiem w jego pokoju") albo proponują mu jakieś zajęcie (komputer/książkę/zabawki/tv) poza zasięgiem rozmowy albo bawią dziecię rozmową jak pozostałych - dorosłych - gości.
        • jagabaga92 Re: U znajomych to oni dyktują warunki 17.08.11, 10:31
          część znajomych bez dzieci lub mają niemowlęta/dobrze wyrośnięte nastolatki, więc i zabawek nie mają. Komputer: nie każdy chętnie udostępnia, TV: podczas wizyt kulturalnie niewłączony, książka: syn jeszcze nie umie czytać... Pozostaje więc wspólne towarzystwo i... rozmowa z udziałem 7-latkasad
          • krecik Re: U znajomych to oni dyktują warunki 17.08.11, 10:39
            Nie rozumiem. Twoj syn nie posiada wlasnych zabawek?

            Ag
            • jagabaga92 Re: U znajomych to oni dyktują warunki 17.08.11, 10:56
              Oczywiście, że posiada, ale przeciez nie będziemy nosić do znajomych plecaka z zabawkamiwink Poza tym wątek jest o wtrącaniu się do rozmowy, a nie o nudzeniu się 7-latka w gościnie. A nawet bawiący sie 7-latek (mój na pewno; nie wiem jak inne) ma gumowe uszy i tak przysłuchuje się rozmowie, a mój dodatkowo odzywa się.
              • krecik Re: U znajomych to oni dyktują warunki 17.08.11, 11:16
                > Oczywiście, że posiada, ale przeciez nie będziemy nosić do znajomych plecaka z
                > zabawkamiwink

                A dlaczego nie? Ja mam osmiolatke i naturalne dla mnie jest branie dla niej rzeczy takich jak przybory do rysowania, lalki badz DSa, ktore to zabawki pozwola jej sie zajac soba, gdy sie znudzi w odwiedzinach u ludzi, ktorzy dzieci nie maja i ktorych nie bawi spedzenie kilku godzin na rozmowie na poziomie osmioletniego dziecka.
                Ale dla mnie oczywiste jest, ze dziecko nie jest osoba dorosla i narzucenie jej okreslonych zasad zachowania w otoczeniu doroslych jest czyms naturalnym. I tak, moja corka tez jest jedynaczka i wychowuje sie w otoczeniu osob doroslych.

                Poza tym wątek jest o wtrącaniu się do rozmowy, a nie o nudzeniu s
                > ię 7-latka w gościnie. A nawet bawiący sie 7-latek (mój na pewno; nie wiem jak
                > inne) ma gumowe uszy i tak przysłuchuje się rozmowie, a mój dodatkowo odzywa si
                > ę.

                Ale twoim problemem jest dziecko, ktore nie potrafi sie zachowac podczas, gdy ty rozmawiasz z goscmi. Wiec moze alternatywa byloby zapewnienie mu zajecia tak, by mozna bylo go do niego odeslac, gdy zacznie sie wtracac i przerywac doroslym.

                Ag
              • morekac Re: U znajomych to oni dyktują warunki 17.08.11, 11:27
                Oczywiście, że posiada, ale przeciez nie będziemy nosić do znajomych plecaka z
                > zabawkamiwink
                Dlaczego nie? Moje - jak już musiały iść 'w gości' - to nawet jeśli było wiadomo, że są tam inne dzieci w podobnym wieku - i tak brały trochę swoich gratów.

                A nawet bawiący sie 7-latek (mój na pewno; nie wiem jak
                > inne) ma gumowe uszy i tak przysłuchuje się rozmowie,
                Jeśli uważasz, że rozmowa nie jest dla 7-latka, to nie powinna być prowadzona w jego obecności - czy się młody odzywa czy milczy jak trusia. Więc jeśli syn przeszkadza samą swoją obecnością w spotkaniach towarzyskich - spotykajcie się bez niego. To dosyć jest proste.
          • jakw Re: U znajomych to oni dyktują warunki 21.08.11, 12:36
            Mhm, no to podsumowując:
            młody bez towarzystwa, zabawek czy czegokolwiek co dałoby mu zajęcie na czas wizytu u znajomych - i dziwisz się, że woli siedzieć z tobą niż sam?
      • morekac Re: A co w takiej sytuacji... 17.08.11, 10:31
        A ja mam pytanie - jeśli to wy idziecie do znajomych, czy musicie wszędzie ciągać ze sobą syna? Rozumiem, że gorzej jest, jeśli umawiacie się na cały dzień - ale może należałoby wtedy młodemu - który też jest gościem (?)- zapewnić jakieś rozrywki i zajęcia.
        Tak samo - jeśli do was przychodzą goście - czy nie możecie nieco zneutralizować młodego, zapewniając mu atrakcyjne zajęcia w tym czasie? Albo wyeksportujcie go do pobliskiego kolegi.

        Albo na wspólnym ze znajomymi wyjeździe w plene
        > r i rozmowie ze znajomymi podczas pieszej wycieczki w góry, a on przerywa? Co -
        > mam go oddelegować w paprocie??
        Idźcie na bardziej strome podejście i w szybszym tempie. wink Jest szansa, że nie będzie miał wam czego przerywać, bo dostaniecie zadyszki. A może i on zamilknie...
        A tak na serio - skoro idziecie razem, to - zwłaszcza jeśli nie ma towarzystwa rówieśników - proponowałabym, aby jedno z rodziców/inny dorosły (jeśli jest chętny) szło z młodym i z nim rozmawiało. Chodzenie po górach, kiedy nie ma się z kim porozmawiać, bywa nudne.
      • deszcz.ryb Re: A co w takiej sytuacji... 17.08.11, 19:05
        >Albo na wspólnym ze znajomymi wyjeździe w plene
        > r i rozmowie ze znajomymi podczas pieszej wycieczki w góry, a on przerywa?

        Po co zabierasz dziecko w góry na spotkanie ze swoimi znajomymi, gdy wiesz, że będą sami dorośli? Dzieciak coś musi robić i nie dziwię się, że się nudzi. Przestań ciągać syna na spotkania z twoimi znajomymi a za to wyjeżdżajcie czasem razem, we trójkę.
        • jagabaga92 Re: A co w takiej sytuacji... 17.08.11, 21:39
          > Po co zabierasz dziecko w góry na spotkanie ze swoimi znajomymi, gdy wiesz, że
          > będą sami dorośli?

          Paradoksalnie znajomi też byli z dzieckiem, tyle tylko, że to ich dziecię "ciut" zapasione i bez kondycji, więc zostawało dobre kilkadziesiąt metrów za namiwink A mój syn bez problemu dotrzymywał nam kroku i tempasmile
          • morekac Re: A co w takiej sytuacji... 17.08.11, 22:21
            Zapasione czy nie, ale też mu pewno nie było fajnie iść samemu z tyłu. Mam wrażenie, że dorośli dali d... z tą wycieczką, a teraz masz pretensje do dzieciaków. wink
            • mama_kotula Re: A co w takiej sytuacji... 17.08.11, 22:44
              morekac napisała:
              > Zapasione czy nie, ale też mu pewno nie było fajnie iść samemu z tyłu. Mam wraż
              > enie, że dorośli dali d... z tą wycieczką

              Zgadza się - tempo wycieczki górskiej powinno być dostosowane do najwolniejszego uczestnika w grupie.
              • verdana Re: A co w takiej sytuacji... 17.08.11, 23:01
                Zostawienie dziecka z tyłu, bo zapasione? I wesoła rozmowa ze sprawnieszym kolegą?
                Skandaliczne zachowanie, ciekawe jak się czł ten chłopiec, patrzac na rozbawione towarzystwo z przodu. Dorośli? Nie, banda egoistycznych, nieodpowiedzialnych dzieciaków - możerzeczywiscie siedmiolatek do nich pasuje.
                • morekac Re: A co w takiej sytuacji... 17.08.11, 23:09
                  to nie była wesoła rozmowa, to była zasłużona pokuta...
              • jagabaga92 Re: A co w takiej sytuacji... 18.08.11, 08:22
                Gdyby tempo było dostosowane do najwolniejszego uczestnika, to przez cały dzień nie wyszlibyśmy na szlak, bo ten nie zdążyłby dojść do bramy posesji. Poza tym jego mama NIC nie powiedziała, żeby zwolnić, tylko gnała do przodu i cieszyła się, że młody trochę schudnie. Ja z mężem tez nie zostawilibyśmy dzieciaka z tyłu, ale to była decyzja JEGO MATKI, więc nic nam do tego.
                • mama_kotula Re: A co w takiej sytuacji... 18.08.11, 08:27
                  Cytat
                  Poza tym jego mama NIC nie powiedziała, żeby zwolnić, tylko gnała do przodu i cieszyła się, że młody trochę schudnie.


                  Zaorać. Możesz tej mamie powiedzieć, że ja jej gwarantuje, iż po paru razach jej dziecko znienawidzi wycieczki górskie.
                • morekac Re: A co w takiej sytuacji... 18.08.11, 08:31
                  Sami wyeliminowaliście z boju ewentualne towarzystwo dla młodego, wcale mi was nie żal: ale przy takim sposobie chodzenia z grupą na wycieczki będzie spotykało was to notorycznie. Bo ważne jest to, żeby dorośli mogli się nagadać, a nie wszyscy w miarę miło spędzić czas...
                • mruwa9 Re: A co w takiej sytuacji... 18.08.11, 10:00
                  to tak zwana "jego matka" nie ma pojecia o podstawowych zasadach bezpieczenstwa podczas wedrowek, zwlaszcza gorskich. Najslabsza osoba idzie z przodu, za nim reszta.
                  Zreszta tez mi matka, najpierw spasla dziecko, potem odchudza, przy okazji podkopujac dziecka pewnosc siebie, wzbudzajac w nim kompleksy.
                  Toksyczna baba. Juz jej nie lubie.
                  • verdana Re: A co w takiej sytuacji... 18.08.11, 10:24
                    Czyli - wycieczka górska jako kara dla własnego dziecka, bo się nie dopilnowało, aby nie utył. prawdę mowiąc, dla mnie to zdanie byloby koncem przyjaźni - z sadystamie nie lubię mieć do czynienia. nie mowiąc już o tym, ze pozostali dorosli nie musieli wspierać wrednej matki w gnębieniu własnego dziecka.
                    • morekac Re: A co w takiej sytuacji... 18.08.11, 10:40
                      Już nie mówiąc o tym, że ktoś, kto ma gdzieś innych uczestników wycieczki, może mieć raczej kiepskie kompetencje do nauczenia dziecka, żeby uwzględniało komfort dorosłych w trakcie spotkań towarzyskich...
                      • jagabaga92 Re: A co w takiej sytuacji... 18.08.11, 10:50
                        > mieć raczej kiepskie kompetencje do nauczenia dziecka, żeby uwzględniało komfo
                        > rt dorosłych w trakcie spotkań towarzyskich...

                        A czy ktoś, kto używa wulgaryzmów w towarzystwie, zwraca uwagę na komfort innych dorosłych w czasie spotkań towarzyskich?? Jako że wiele osób na tym forum coś "podejrzewa" lub wysnuwa jakieś dziwne wnioski, więc i ja śmiem podejrzewać, że wielu Wam - wypowiadających się w moim wątku - wiele wulgaryzmów wylatuje z Waszych supertowarzyskich ust niekoniecznie komfortowych dla uszu pozostałych osób w towarzystwie. No chyba że dla Waszych znajomych i przyjaciół to chleb powszedni...
                        • morekac Re: A co w takiej sytuacji... 18.08.11, 11:06
                          Wysnułam moje gdybania z dwóch twoich wpisów:
                          1. twojego zdziwienia, że można dziecku zabrać na spotkanie towarzyskie dorosłych jakieś zabawki - przyszło ci kiedykolwiek do głowy, że młodociany osobnik, pozbawiony możliwości zajęcia się czymś chociaż przez chwilę , będzie znudzony i po prostu będzie - hm, z lekka męczący?
                          2. twojego zdziwienia, że każdy uczestnik wycieczki powinien być zaopiekowany - a zwłaszcza uczestnicy najmłodsi i najsłabsi. Nawet kosztem komfortu osób dorosłych.
                          • jagabaga92 Re: A co w takiej sytuacji... 18.08.11, 11:18
                            Morekac, ja nie pytałam o genezę "Twojego gdybania", lecz zadałam pytanie, czy ktoś, kto używa w towarzystwie wulgaryzmów zwraca uwagę na komfort pozostałych "towarzyszy"...sad
                            • morekac Re: A co w takiej sytuacji... 18.08.11, 11:23
                              Powiedzenie, że ci to przeszkadza, to jest dosyć prosty komunikat. I raczej większość ludzi go rozumie.
                            • verdana Re: A co w takiej sytuacji... 18.08.11, 11:25
                              W kazdym razie nie naraza ich na niebezpieczeństwo, raczej nie okazuje świadomie lekcewazenia i niechęci) chyba, ze przekleństwa skierowane sa konkretnie do kogoś), nie eliminuje nikogo z towarzystwa, nie pokazuje mu, ze jest gorszy i nie poniża.
                              Spora różnica - czy dziecko uslyszy troche "brzydkich słów', czy zostanie pozostawione samo na wspólnej górskiej wycieczce przez towarzystwo, ktore cieszy sie, ze spaślak bedzie miał za swoje.
                              • jagabaga92 Re: A co w takiej sytuacji... 18.08.11, 11:39
                                > W kazdym razie nie naraza ich na niebezpieczeństwo,

                                A jak się ma to, co napisałaś do zarzutów Morekac, że nie mam kompetencji do nauczenia dziecka, by uwzględniało komfort dorosłych w czasie spotkan towarzyskich. Czy wtrącanie się jeszcze reformowalnego 7-latka do rozmów dorosłych naraża tychże dorosłych na niebezpieczeństwo?? Jakoś nie widzę analogii...
                                • verdana Re: A co w takiej sytuacji... 18.08.11, 11:54
                                  Nie, zostawienie 7-latka z tylu na wycieczce górskiej i rozmawianie z innym siedmiolatkiem naraza tego pierwszego na niebezpieczeństwo.
                                  • jagabaga92 Re: A co w takiej sytuacji... 18.08.11, 12:17
                                    A gdzie ja napisałam, że drugi dzieciak miał 7 lat???????????????????????????? Kolejna "dopowiastka"?????????? INFORMUJĘ, że drugie dziecię ma 12 LAT!!!!!!!!!!!
                                    • jakw Re: A co w takiej sytuacji... 21.08.11, 00:43
                                      A ty myślisz, że 12-latek nie jest w stanie zgubić się w górach? Czytałam ostatnio historię 11-latka i 12-latka, których GOPR pół nocy szukało. Ot, poszli na chwilę widoczki pooglądać...
                                • morekac Re: A co w takiej sytuacji... 18.08.11, 11:55
                                  To może wyjaśnię, co podejrzewam: że czasami nie uwzględniacie potrzeb innych ludzi w sytuacjach oczywistych, bo nie przyjdzie wam to nawet do głowy.A może uważacie, że czyjeś potrzeby są nieważne.
                                  Dlaczego zatem twojemu synowi miałoby przyjść do głowy, że chcecie czasem spędzić czas ze znajomymi sam na sam, bez towarzystwa jego wszędobylskich pytań? Albo dlaczego miałby uwzględnić wasze prośby o teleportację do swojego pokoju?
                                  Ale to tylko taka teza robocza, masz prawo nie uważać jej za prawdę objawioną. smile
                                  • jagabaga92 Re: A co w takiej sytuacji... 18.08.11, 12:25
                                    .A może uw
                                    > ażacie, że czyjeś potrzeby są nieważne.
                                    > Ale to tylko taka teza robocza, masz prawo nie uważać jej za prawdę objawioną.
                                    > smile

                                    Owszem, nie uważam jej za prawdę objawioną. Człowieku, napisałam , że mam JEDEN problem wychowawczy, a skoro uważam to za problem, zatem chcę nad nim popracować i chcę sobie z nim poradzić, poprosiłam na forum o pomoc, a tymczasem dowiaduję się, że jestem patologią, mam głęboko gdzieś innych i ich potrzeby, absolutnie nie nadaję się na matkę i pewnie niedługo dostanę wezwanie do sądu rodzinnego na rozprawę o odebranie praw rodzicielskich, a to tylko dlatego, że moje 7-letnie dziecko przerywa rozmowę dorosłym...

                                    Proszę o litość, panie sędzio!!!!!!!
                                    • verdana Re: A co w takiej sytuacji... 18.08.11, 12:30
                                      Nie masz wiecej niż jeden problem wychowawczy. Problemem nie jest bowiem wtracanie się syna do rozmowy, ale przede wszystkim ignorowanie waszych próśb czy poleceń - aby poszedł do innego pokoju, aby nie przeszkadzał w rozmowie z gośćmi. jakoś nie chce mi się wierzyć,z e wszystkie inne polecenia syn wykonuje, a tylko w tym jednym wypadku ignoruje wasze potrzeby. Wydaje mie się raczej, ze syn nie jest przyzwyczajony do tego, aby robić coś, czego nie lubi - i dlatego nie macie z nim problemow wychowawczych. To znacznie chodzi mi o powiedzmy sprzatanie, ale o rezygnację ze swoich preferencji na rzecz tego, co chcieliby rodzice.
                                      • jagabaga92 Re: A co w takiej sytuacji... 18.08.11, 12:45
                                        >jakoś nie chce mi się wierzyć

                                        wiara nie jest przymusowa, więc jeśli nie chcesz wierzyć, to przecież nie musisz...;-P
                                  • mama303 Re: A co w takiej sytuacji... 18.08.11, 19:00
                                    morekac napisała:


                                    > Dlaczego zatem twojemu synowi miałoby przyjść do głowy, że chcecie czasem spęd
                                    > zić czas ze znajomymi sam na sam, bez towarzystwa jego wszędobylskich pytań? A
                                    > lbo dlaczego miałby uwzględnić wasze prośby o teleportację do swojego pokoju?

                                    A czy oni w ogóle tego chcą żeby wyszedł do swego pokoju? Oni tylko chca żeby nie przerywał.
                                    > Ale to tylko taka teza robocza, masz prawo nie uważać jej za prawdę objawioną.
                                    > smile
                        • mama_kotula Re: A co w takiej sytuacji... 18.08.11, 14:18
                          jagabaga92 napisała:
                          > Jako że wiele osób na tym forum coś
                          > "podejrzewa" lub wysnuwa jakieś dziwne wnioski, więc i ja śmiem podejrzewać, ż
                          > e wielu Wam - wypowiadających się w moim wątku - wiele wulgaryzmów wylatuje z W
                          > aszych supertowarzyskich ust niekoniecznie komfortowych dla uszu pozostałych os
                          > ób w towarzystwie.

                          Wniosek z tyłka wytrzepany i bezpodstawny, w przeciwieństwie do "dziwnych" wniosków twoich współdyskutantów, które są wyciągane na podstawie tego, co piszesz i dosyć logiczne ;>
                          Na jakiej podstawie uważasz, że osoby wypowiadające sie tutaj używają wulgaryzmów, bo chyba mi umknęły te podstawy jakoś...?
                          Może byc w punktach, ta argumentacja o wulgaryzmach wink
                          • jagabaga92 Re: A co w takiej sytuacji... 18.08.11, 14:35
                            "dziwnych" wniosków twoich współdyskutantów, które są wyciągane na podstawie tego, co piszesz i dosyć logiczne

                            To Ty mi najpierw odpowiedz, gdzie i co takiego napisałam, iż ktoś wysnuł "logiczny"(????????) wniosek, iz drugie dziecko biorące udział w górskiej wycieczce miało 7 lat???????????????????????? Bo po przeczytaniu tego zwątpiłam w logiczność jakichkolwiek wysnutych w tym wątku, a właściwie wyssanych z palca wniosków!!!!

                            A jesli nie Ty, to - proszę - niech ktokolwiek wskaże mój post, z którego wynikało, że drugie dziecko miało 7 lat. Bo albo ja jestem głupia, albo.... nie ja.
                            • morekac Re: A co w takiej sytuacji... 18.08.11, 14:49
                              Nawet gdyby młodzian miał 17 lat, moim zdaniem zachowaliście się dość paskudnie w stosunku do niego. 12-latek może się zgubić tak samo jak 7-latek (a nawet bardziej...).
                              A wniosek o wieku nieszczęśnika został wyciągnięty zapewne na skutek twojej informacji, że przecież było tam jeszcze jedno dziecko - w domyśle syn mógłby na nim skoncentrować swój słowotok. No, miał towarzystwo. A najlepsze towarzystwo jest w zbliżonym wieku, a nie prawie dwukrotnie starsze.
                              • jagabaga92 Re: A co w takiej sytuacji... 18.08.11, 14:59
                                > wniosek o wieku nieszczęśnika został wyciągnięty zapewne na skutek

                                Morekac - litości!!!! - dlaczego wyciągasz wniosek, dlaczego ktoś (konkretnie verdana) wyciągnął wniosek o wieku dziecka. Tak, tak - dobrze napisałam - żadnych zbędnych powtórzeń o wnioskach z wniosków nie ma!!!wink Chyba będzie lepiej, jak nie będziesz wyciągała wniosków, tylko oprzesz się na tym, co napisane sensu stricte!
                                • scher Umiesz rozmydlić problem, nie powiem 18.08.11, 15:16
                                  i za pomocą naiwnych sztuczek erystycznych udać, że zapomniałaś, co tobie w dyskusji zarzucano i o udowodnienie jakich tez cię proszono.

                                  jagabaga92 napisała:

                                  > sensu stricte!

                                  Sensu stricto.
                                  • jagabaga92 Re: Umiesz rozmydlić problem, nie powiem 18.08.11, 15:24
                                    Oooooo, czyżby udało mi się powstrzymać wyciąganie dalszych "wniosków"???? Jeśli tak, to jestem z siebie dumna!!!! Naprawdę big_grin!!!

                                    zapomniałaś, co tobie w dys
                                    > kusji zarzucano i o udowodnienie jakich tez cię proszono

                                    czyli jednak czeka mnie proces zarzutów i dowodów w sądzie rodzinnym???;-P

                                    Wiem, że na forum łatwiej komuś dos.ać, niż pomóc - zdążyłam zauważyć nie tylko w niniejszym wątku.
                                    • scher Re: Umiesz rozmydlić problem, nie powiem 18.08.11, 16:06
                                      jagabaga92 napisała:

                                      > Oooooo, czyżby udało mi się powstrzymać wyciąganie dalszych "wniosków"????
                                      > Jeśli tak, to jestem z siebie dumna!!!! Naprawdę big_grin!!!

                                      Nie udawaj Greka, i nie pisz jak dziecko neo.

                                      Co do meritum dostałaś już bardzo wiele odpowiedzi jak najbardziej na temat, więc nie flejmuj. Zamiast wyznawać zasadę mądrej głowie dość dwie słowie i wziąć się za dziecko, które w wieku siedmiu lat nie umie trzymać jęzora za zębami w towarzystwie i odmawia wykonywania poleceń rodziców, brniesz durnowato w jakieś głupie słowne utarczki.
                                      • mama303 Re: Umiesz rozmydlić problem, nie powiem 18.08.11, 19:03
                                        scher napisał:


                                        > Co do meritum dostałaś już bardzo wiele odpowiedzi jak najbardziej na temat, wi
                                        > ęc nie flejmuj. Zamiast wyznawać zasadę mądrej głowie dość dwie słowie i wziąć
                                        > się za dziecko, które w wieku siedmiu lat nie umie trzymać jęzora za zębami

                                        obawiam sie że w tym wieku to wiele dzieci jeszcze tej sztuki nie opanowało i nie wydaje mi się żeby to był jakis starszny problem.
                                        >
                                        • krecik Re: Umiesz rozmydlić problem, nie powiem 18.08.11, 19:18
                                          > obawiam sie że w tym wieku to wiele dzieci jeszcze tej sztuki nie opanowało i n
                                          > ie wydaje mi się żeby to był jakis starszny problem.

                                          No ja tam nie wiem, czy straszny, ale jakis tam problem jest. Sama autorka nie zaczela tego watku, zeby sie tym pochwalic, ale zeby jej pomoc poradzic sobie z czyms, co sama nazwala problemem wychowawczym.

                                          Mnie by szlag trafil, gdyby mi dziecko co chwila w slowo wchodzilo. I nie tylko mi, ale moim rozmowcom. I nie reagowalo na ciagle napominania. Na podniesiony glos. U mnie rownaloby sie to nakazowi natychmiastowej teleportacji do wlasnego pokoju. Takie zachowanie dla mnie klasyfikuje sie jw kategoriach tego, co sama okreslilas jako "skandaliczne zachowanie".

                                          Ag
                                          • mama303 Re: Umiesz rozmydlić problem, nie powiem 18.08.11, 22:30
                                            Nie twierdze że to nie jest problem tyle że jest to w mojej opinii problem niewielki. dziecko sie jeszcze uczy zasad, jest wygadane, buzia mu sie nie zamyka prawdopodobnie ma emocje na wierzchu i chce powiedziec jak najwięcej. Prawdopodobnie nie robi tego ani złośliwie ani celowo ani tez nie wydaje mi się żeby przejmowało rolę przewodnika stada. Poprostu trzeba ćwiczyć z nim cierpliwość i zasady konwersacji do skutku. jestem pewna że sie nauczy i jak juz pisałam wcześniej oby tylko takie były problemy z dziećmi.
                                            • e-emma-e Re: Umiesz rozmydlić problem, nie powiem 18.08.11, 22:54
                                              mama303 napisała:

                                              > Po prostu trzeba ćwiczyć z nim cierpliwość i zasady konwersacji
                                              > do skutku. jestem pewna że się nauczy

                                              Jak inaczej ćwiczyć, jeśli nie przez upomnienie i stanowcze (stanowcze - znaczy do skutku, a nie tylko z odpowiednią miną na twarzy) wyproszenie? Tłumaczyć tylko i... pozwalać jednak zostać przy rozmowach dorosłych, bo dziecko jeszcze nie nauczyło się cierpliwości i zasad konwersacji?
                                              • mama_kotula Re: Umiesz rozmydlić problem, nie powiem 18.08.11, 23:21
                                                Cytat
                                                Jak inaczej ćwiczyć, jeśli nie przez upomnienie i stanowcze (stanowcze - znaczy
                                                > do skutku, a nie tylko z odpowiednią miną na twarzy) wyproszenie?


                                                No mówię, behawiorałką zwyczajną. Przestrzegasz reguł i nie przerywasz - zostajesz, nie przestrzegasz - wypad. To naprawdę po jakimś czasie działa i nie powoduje u dzieci ubytków w psychice.
                                                Z tym, że ja bym jednak poszła jeszcze dalej i zaczęła dziecku uświadamiać, że czasem dorośli chcą porozmawiać sami i że nie każdy temat jest przeznaczony dla dziecka. No ale to ja, być może autorka wątku uzna, że wystarcza jej nieprzerywanie, a towarzystwo siedmiolatka przy każdej rozmowie jest jak najbardziej na miejscu.
                                                • e-emma-e Re: Umiesz rozmydlić problem, nie powiem 19.08.11, 08:33
                                                  mama_kotula napisała:

                                                  > > CytatJak inaczej ćwiczyć, jeśli nie przez upomnienie i stanowcze (stanowcze - znaczy
                                                  > > do skutku, a nie tylko z odpowiednią miną na twarzy) wyproszenie?

                                                  >
                                                  > No mówię, behawiorałką zwyczajną. Przestrzegasz reguł i nie przerywasz - zostajesz,
                                                  > nie przestrzegasz - wypad. To naprawdę po jakimś czasie działa i nie powod
                                                  > uje u dzieci ubytków w psychice.

                                                  Mnie tego nie tłumacz, lecz mamie303. wink
                                                  • mama_kotula Re: Umiesz rozmydlić problem, nie powiem 19.08.11, 08:41
                                                    Cytat
                                                    Mnie tego nie tłumacz, lecz mamie303. wink


                                                    Ja tak ogólnie, w przestrzeń napisałam, nie do ciebie smile

                                                    Mamie303 nie będe nic tłumaczyć, bo u niej występuje zjawisko przekonania, że córa jest urodzoną gwiazdą towarzystwa i każde towarzystwo będzie się córą zachwycać - i ja nie zaprzeczam, być może dziecko jest fajne i przyjemnie się z nim rozmawia.

                                                    Tylko, jak napisałam przy okazji, jeśli "gwiazda" ma problem z przyswojeniem komunikatu pt "nie mamy w tej chwili ochoty na twoje gwiazdorstwo" to się to może dla niej w przyszłości źle skończyć - i autentycznie nie piszę tego złośliwie. W najlepszym przypadku nastąpi wykluczenie z towarzystwa, w przypadkach bardziej ekstremalnych można wylądować na IP.
                                                    Oczywiście, to że gwiazda nie rozumie, to wyłącznie moje przypuszczenia, podparte tym wątkiem. Bo jej mama nie rozumie wink
                                                  • e-emma-e Re: Umiesz rozmydlić problem, nie powiem 19.08.11, 09:06
                                                    No dokładnie.
                                        • scher Re: Umiesz rozmydlić problem, nie powiem 18.08.11, 19:56
                                          mama303 napisała:

                                          > > się za dziecko, które w wieku siedmiu lat nie umie trzymać jęzora za zębami
                                          > obawiam sie że w tym wieku to wiele dzieci jeszcze tej sztuki nie opanowało i nie wydaje mi
                                          > się żeby to był jakis starszny problem.

                                          Ale jest problem, kiedy dziecko "nie da się" wysłać do swojego pokoju.
                                          • mama_kotula Re: Umiesz rozmydlić problem, nie powiem 18.08.11, 20:26
                                            Cytat
                                            Ale jest problem, kiedy dziecko "nie da się" wysłać do swojego pokoju.


                                            Problem jeszcze tutaj, myślę, jest w odbiorze hasła "wysłać do swojego pokoju". Wielu ludziom kojarzy się to z kategorycznym nakazem "idź do swojego pokoju!!!", który jest traktowany jako kara - i tylko jako kara. I np. często jest ten motyw spotykany w literaturze. I od razu nasuwa się "biedne dziecko", za karę odesłane do pokoju, wykluczone z towarzystwa. Trauma, dramat, dziecko niekochane, rodzice podli, "dzieci i ryby głosu nie mają", urażone uczucia, psychoanalityk i kozetka w przyszłości.

                                            A generalnie dziecko, które jest przyzwyczajone do tego, że przebywanie w swoim pokoju nie jest karą, i że po coś się ma ten pokój - i że zabawa samemu w pokoju nie jest zemstą rodzica za przewinienie - będzie łatwiej akceptować "odesłanie" do pokoju, będzie uznawać je za coś normalnego, zwyczajnego, a nie za odrzucenie. Bo, niespodzianka, odesłanie dziecka do pokoju, jesli nie odbywa się ZA KARĘ (coś w stylu "karnego jeża" - wychodzisz na 10 minut, uspokajasz się, potem możesz wrócić - przy czym równie dobrze dziecko moze uspokoić się w kuchni/łazience/przedpokoju) ma mniej więcej tyle wspólnego z odrzuceniem dziecka i wykluczeniem z towarzystwa, co ja mam z Madonną.
                                            • scher Re: Umiesz rozmydlić problem, nie powiem 18.08.11, 20:31
                                              mama_kotula napisała:

                                              > A generalnie dziecko, które jest przyzwyczajone do tego, że przebywanie w swoim
                                              > pokoju nie jest karą, i że po coś się ma ten pokój - i że zabawa samemu w pokoju nie jest
                                              > zemstą rodzica za przewinienie - będzie łatwiej akceptować "odesłanie" do pokoju, będzie
                                              > uznawać je za coś normalnego, zwyczajnego, a nie za odrzucenie.

                                              Tyle że nie wszyscy rodzice dzisiaj to rozumieją. Nie wszyscy potrafią sobie tak ułożyć relacje z własnymi dziećmi.
                                              • mama_kotula Re: Umiesz rozmydlić problem, nie powiem 18.08.11, 20:44
                                                Cytat
                                                Tyle że nie wszyscy rodzice dzisiaj to rozumieją. Nie wszyscy potrafią sobie tak ułożyć relacje z własnymi dziećmi.


                                                Bo się własnych dzieci boją i zgodnie z "trendami" kontrastowymi do "dzieci i ryby głosu nie mają, dzieci są mało wazne" typowego dla czasów wcześniejszych uznają dzieci za równorzędnych partnerów i obchodzą się z nimi jak z jajem.
                                                Z jednej skrajności w inną skrajność. I tak, ja się zgadzam, ze w porównaniu z takimi np. latami 70-tymi zeszłego wieku wzrosła świadomość rodzicielska, poszanowanie dla uczuć dzieci, dla ich emocji, generalnie nastąpił wzrost poczucia, że dzieci są ważne - tyle, że niektórzy nie umieją określić granicy. I to bardzo fajnie jest, że ten wzrost świadomości nastąpił, ale mniej fajnie, że niektórym w zwiazku z tym odwala na głowę, a potem jest płacz.

                                                Tak przy okazji mi się przypomniało - w szkole u mojego syna w pierwszej klasie szumnie uczono o prawach dziecka. Że dziecko ma prawo do tego, tamtego, siamtego. Bardzo to ładne, wzniosłe i medialne. Tylko że lekcje o prawach dziecka odbywały się przez jakieś 2 tygodnie, przewałkowano to na wszystkie sposoby (a i tak niezbyt do dzieci dotarło - napiszę niżej) - a o obowiązkach "coś tam pani mówiła i zapytała, jakie mamy obowiązki w domu" - jak twierdzi syn.
                                                Przy czym po tym 'prawodzieckowym' praniu mózgu musiałam odkręcać wiele rzeczy - gdyż dziecko mi nagle rzucało hasłem o tym, że "ma prawo do wolności wypowiadania się" w znaczeniu "mogę ci matka napyskować, a ty mi nic nie możesz zrobić, bo ja mam prawo". Tudzież były akcje "nie możesz mi kazać sprzątać pokoju teraz, bo dziecko ma prawo do zabawy (opcja 2: nikt nie ma prawa zmuszać dziecka do pracy)", ewentualnie "masz mi pozwolić grać na komputerze (powód jak wyżej)". No gdzieś zachwiano proporcje, niestety.
                                                • scher Re: Umiesz rozmydlić problem, nie powiem 19.08.11, 09:39
                                                  mama_kotula napisała:

                                                  > Bo się własnych dzieci boją i zgodnie z "trendami" kontrastowymi do "dzieci i ryby głosu nie
                                                  > mają, dzieci są mało wazne" typowego dla czasów wcześniejszych uznają dzieci za
                                                  > równorzędnych partnerów i obchodzą się z nimi jak z jajem.
                                                  > Z jednej skrajności w inną skrajność.

                                                  Mam podobne wnioski.

                                                  > Tak przy okazji mi się przypomniało - w szkole u mojego syna w pierwszej klasie
                                                  > szumnie uczono o prawach dziecka. Że dziecko ma prawo do tego, tamtego, siamtego.
                                                  > Bardzo to ładne, wzniosłe i medialne. Tylko że lekcje o prawach dziecka odbywały się
                                                  > przez jakieś 2 tygodnie, przewałkowano to na wszystkie sposoby (a i tak niezbyt do dzieci
                                                  > dotarło - napiszę niżej) - a o obowiązkach "coś tam pani mówiła i zapytała, jakie mamy
                                                  > obowiązki w domu" - jak twierdzi syn.
                                                  > Przy czym po tym 'prawodzieckowym' praniu mózgu musiałam odkręcać wiele rzeczy
                                                  > - gdyż dziecko mi nagle rzucało hasłem o tym, że "ma prawo do wolności wypowiadania się"
                                                  > w znaczeniu "mogę ci matka napyskować, a ty mi nic nie możesz zrobić, bo ja mam prawo".
                                                  > Tudzież były akcje "nie możesz mi kazać sprzątać pokoju teraz, bo dziecko ma prawo do
                                                  > zabawy (opcja 2: nikt nie ma prawa zmuszać dziecka do pracy)", ewentualnie "masz mi
                                                  > pozwolić grać na komputerze (powód jak wyżej)".

                                                  To jest ogromna wada systemu szkolnictwa dzisiaj.
                                                  Po pierwsze nadzór pedagogiczny. W przepisach napisane jest, że wizytatorzy mają szczególnie nadzorować przestrzeganie praw dziecka, nie napisano nic o obowiązkach. Nie byłoby problemu, gdyby wizytatorzy rozumowali rozsądnie i jednak te obowiązki sprawdzali, ale na ogół są tak ideologicznie przekręceni w tym temacie, że głowa mała.

                                                  To oni na szkoleniach i podczas kontroli wmawiają dyrektorom, że uczeń ma same prawa, a żadnych zasad korzystania z nich. Oczywiście nie formułują tego wprost, odbywa się to przez dziwne interpretacje różnych zdarzeń i skarg. W praktyce uczniowie mogą w dowolnej chwili na lekcji powiedzieć dowolną rzecz, nawet po chamsku i wulgarnie, a szkoła nie robi nic, bo "dziecko ma prawo do swobody wypowiedzi".

                                                  Uczeń może mieć papierosy czy alkohol, ale rzecznicy praw ucznia twierdzą, że kontrola i odebranie tego w wykonaniu nauczyciela jest niemożliwa, bo "dziecko ma prawo do prywatności". Ponoć nawet jak dziecko na lekcji gra w karty i odmawia zaprzestania gry, to nie wolno mu kart zabrać, bo "to jego własność" (wizytatorka Kuratorium Oświaty we Wrocławiu).

                                                  Dochodzi do tego, że za jedyną osobę upoważnioną do kontroli dziecka system oświaty uważa policjanta. Jest to przeświadczenie dyrektorów, którego im nie wyperswadujesz. No i w szkole mojego dziecka, skądinąd wychowawczo dość poukładanej, dyrektor wzywał już policję do piątoklasisty, który pobił się z kolegą, i teraz na apelach ciągle dzieci straszy, że jak będą niegrzeczne, to znów policję wezwie. W ramach praw dziecka odebrano nauczycielom prawo do wychowywania uczniów i wyciągania konsekwencji wychowawczych, bez udziału policji.

                                                  Nic dziwnego, że tak zindoktrynowani dyrektorzy, tak zindoktrynowani nauczyciele będą w ten właśnie opisywany przez Ciebie sposób objaśniać Twojemu i mojemu dziecku problematykę "jego praw".
                                                  • scher Aha 19.08.11, 09:45
                                                    Kiedy zaproponowałem dyrektorowi, żeby zamiast wzywać policję do niegrzecznych dzieci, jakoś je ukarać, na przykład jakąś pracą społeczną na rzecz szkoły, było święte oburzenie, że pracą karać "nie wolno" i "u niego w szkole takich metod się nie stosuje".

                                                    Ale zawstydził się, kiedy przypomniałem mu sytuację, jak to upominany przez niego szóstoklasista coś mu po chamsku odpowiedział (dyrektorowi szkoły!) i nie spotkała go za to nawet reprymenda. Akurat byłem tego świadkiem.
                                                  • mama_kotula Re: Umiesz rozmydlić problem, nie powiem 21.08.11, 07:40
                                                    Cytat
                                                    Ponoć nawet jak dziecko na lekcji gra w karty i odmawia zaprzestania gry, to nie wolno mu kart zabrać, bo "to jego własność" (wizytatorka Kuratorium Oświaty we Wrocławiu).


                                                    No patrz, a za moich czasów ;P;P jak uczeń słuchał walkmana na lekcji nauczyciel sprzęt zabierał i mówił, że on go przechowa i odda rodzicowi na wywiadówce. Jak uczeń chciał odzyskać sprzęt wcześniej, mógł poprosić rodzica o przyjście do szkoły ;P
                                                    Pół bidy, jeśli nauczyciel skonfiskował walkmana. Gorzej, jak skonfiskował np. papierosy - bo zasada obowiązywała ta sama ;D

                                                    Nie mówiąc o tym, że jak w szkole średniej dyrektor przyłapał mnie z koleżanką na paleniu w toalecie ;> dał nam wybór - albo rodzice przyjdą do szkoły, albo razem z koleżanką posprzątamy po remoncie łazienki na parterze. I tak, z mopami i wiadrami dwie gwiazdy szkolne paradowały przez korytarz, ku uciesze gawiedzi.
                                                    Akcja oczywiście jak najbardziej pokazowa, bo całe to wielkie "sprzątanie" udało się załatwić w ciągu jednej długiej przerwy - ale skutek odniesiony -> od tamtej chwili nawet w największy mróz chodziłyśmy palić na dwór ;D
                                          • mama303 Re: Umiesz rozmydlić problem, nie powiem 18.08.11, 22:53
                                            scher napisał:

                                            > Ale jest problem, kiedy dziecko "nie da się" wysłać do swojego pokoju.

                                            Ja akurat ten problem bardzo dobrze rozumiem bo moje dziecko tez sie nie da wysłać do swojego pokoju KIEDY SĄ GOŚCIE. Nie spędza mi to snu z powiek, bo w kazdej innej sytuacji idzie do swego pokoju poproszona, wykonuje tez inne prośby i polecenia. A tu potrzeba bycia z ludźmi jest tak silna że owszem jakbym sie uparła to bym ją wtedy wygnała na siłę do swojego pokoju i nie pozwoliła wychodzić, to byłaby strasznie nieszczęsliwa i wtedy napewno nie znalazłaby sobie nic ciekawego do roboty, chociaż w innych okolicznosciach zajmuje sie sobą doskonale.

                                            • e-emma-e Re: Umiesz rozmydlić problem, nie powiem 18.08.11, 22:57
                                              mama303 napisała:

                                              > Ja akurat ten problem bardzo dobrze rozumiem bo moje dziecko tez sie nie da wys
                                              > łać do swojego pokoju KIEDY SĄ GOŚCIE. Nie spędza mi to snu z powiek, bo w kazd
                                              > ej innej sytuacji idzie do swego pokoju poproszona, wykonuje tez inne prośby i
                                              > polecenia.

                                              Ale przecież dyskusja dotyczy sytuacji, że dziecko ma iść do swojego pokoju właśnie wtedy, KIEDY SĄ GOŚCIE. A nie każdej innej. wink
                                              • mama303 Re: Umiesz rozmydlić problem, nie powiem 18.08.11, 23:30
                                                e-emma-e napisała:


                                                > Ale przecież dyskusja dotyczy sytuacji, że dziecko ma iść do swojego pokoju wła
                                                > śnie wtedy, KIEDY SĄ GOŚCIE. A nie każdej innej. wink
                                                No tak, ale jeżeli w kazdej innej sytuacji dziecko słucha rodziców i generalnie nie ma z nim problemów że jest pyskate, nieposłuchane, zawsze stawia na swoim to można chyba wnioskowac , że to jest pewna słabośc dziecka a nie jakiś wierzchołek góry lodowej, jak to niektórzy sugerują. Owszem trzeba pracowac nad dzieckiem w tej materii ale tez bez przesady że to takie karygodne, czy objaw lekceważenie rodziców.
                                                Tu zreszta rodzice chyba tacy chetni do wypraszania nie są, bo jakby sie uparli to prawdopodobnie postawiliby na swoim, tyle że oni chyba nie bardzo uznaja te metodę jako dobrą. Ja zresztą tez nie.
                                                • e-emma-e Re: Umiesz rozmydlić problem, nie powiem 19.08.11, 08:48
                                                  mama303 napisała:

                                                  > e-emma-e napisała:
                                                  >
                                                  >
                                                  > > Ale przecież dyskusja dotyczy sytuacji, że dziecko ma iść do swojego pokoju
                                                  > > właśnie wtedy, KIEDY SĄ GOŚCIE. A nie każdej innej. wink

                                                  > No tak, ale jeżeli w kazdej innej sytuacji dziecko słucha rodziców i generalni
                                                  > e nie ma z nim problemów że jest pyskate, nieposłuchane, zawsze stawia na swoim
                                                  > to można chyba wnioskowac , że to jest pewna słabośc dziecka a nie jakiś wierz
                                                  > chołek góry lodowej, jak to niektórzy sugerują. Owszem trzeba pracowac nad dzie
                                                  > ckiem w tej materii ale tez bez przesady że to takie karygodne, czy objaw lekce
                                                  > ważenie rodziców.


                                                  No i nad ta słabością trzeba pracować.
                                                  Dla mnie ta "góra lodowa" polega przede wszystkim na tym, że autorka wątku prawdopodobnie nie uznaje opisanego problemu za REALNY problem. Ma wspaniałe dziecko, które ma TYLKO tę jedną wadę, jest elokwentne i towarzyskie, więc może się nim pochwalić w towarzystwie itd. A czegoś takiego, jak upomnienie dziecka albo tym bardziej wyproszenie z towarzystwa - nie uznaje, moze nawet nie przyszło jej do głowy coś tak "okrutnego". Bo dziecko jest w tej rodzinie w centrum uwagi, ono jest najfajniejsze, najmądrzejsze, i przede wszystkim równouprawnione z dorosłymi.
                                            • mama_kotula Re: Umiesz rozmydlić problem, nie powiem 18.08.11, 23:33
                                              Cytat
                                              moje dziecko tez sie nie da wysłać do swojego pokoju KIEDY SĄ GOŚCIE (...) tu potrzeba bycia z ludźmi jest tak silna że owszem jakbym sie uparła to bym ją wtedy wygnała na siłę do swojego pokoju i nie pozwoliła wychodzić, to byłaby strasznie nieszczęsliwa


                                              Wszystko jest ok, dopóki ci goście są zadowoleni z towarzystwa dziecka.
                                              Problem pojawia się, kiedy towarzystwo dziecko gościom zwyczajnie przeszkadza, nie pozwalając na swobodną rozmowę (choćby o tych hemoroidach ciążowych i glupiej koleżance z pracy, która podrywa praktykanta). I tak, wiem, można się na "świntuszenie" umawiać z góry i z wyprzedzeniem, niemniej dla mnie to bez sensu, abym musiała uprawiać jakąś kosmiczną logistykę celem pogadania o własnej bolącej dupie.

                                              Nie mówię tu o imprezach typu grill czy plener, gdzie z reguły są nieco inne zasady, towarzystwo jest większe, a dzieci jest więcej niż jedno. Mówię tu o zwykłej sytuacji pt. wpada do mnie koleżanka, bo ma chandrę i chce się pożalić, bo mąż ją wkur..a - i ona chce pogadać ze mną bez kilku-kilkunastoletniego towarzystwa, a ja jak najbardziej ją rozumiem. I co wtedy, umawiam się na wieczór do knajpy, mówiąc "sorry stara, teraz nie mogę, bo moja Gosia (lat 10 - dopisek mój) będzie się czuła nieszczęśliwa, że ja mam gościa a ona nie może z tym gościem pogadać"? no bez proszę.
                                              I nie pisać mi tu, że gość jest dla mnie ważniejszy niż dziecko i w zwiazku z tym jestem wyrodna, bo guano to prawda. Po prostu nie zawsze dziecko i jego "szczęśliwość" są najważniejsze w danym momencie.

                                              I na litość, znam masę zadowolonych z siebie rodziców, którzy mają takie "towarzyskie" dzieci, twierdzących, że ich dzieci są "przeszczęśliwe", jak mogą się wkręcić w towarzystwo dorosłych gości i z nimi porozmawiać - i nie wyobrażasz sobie nawet, jak to potrafi, za przeproszeniem, do k...icy doprowadzić. Oczywiście, towarzystwo dziecka toleruję, nie wyganiam, konwersuję (zgrzytając zębami po cichu), ale raczej na następne pogaduchy umawiam się w neutralnym miejscu i bez dzieci.
                                              • mama303 Re: Umiesz rozmydlić problem, nie powiem 19.08.11, 00:19
                                                mama_kotula napisała:


                                                > Wszystko jest ok, dopóki ci goście są zadowoleni z towarzystwa dziecka.

                                                Moi gośce są zadowoleni smile

                                                > Problem pojawia się, kiedy towarzystwo dziecko gościom zwyczajnie przeszkadza,
                                                > nie pozwalając na swobodną rozmowę

                                                Ale to juz jest ich problem, tych gości, no sorry ale jak im stara babcia, która akurat jest w odwiedzinach przeszkadzała to tez mam ją wyrzucać?

                                                > o własnej bolącej dupie.

                                                O bolącej dupie w towarzystwie sobie gadasz?

                                                > Mówię tu o zwyk
                                                > łej sytuacji pt. wpada do mnie koleżanka, bo ma chandrę i chce się pożalić, bo
                                                > mąż ją wkur..a - i ona chce pogadać ze mną bez kilku-kilkunastoletniego towarzy
                                                > stwa, a ja jak najbardziej ją rozumiem.

                                                To raczej nie będzie spotkanie towarzyskie tylko omawianie poważnego problemu koleżanki to po pierwsze więc to zupełnie inna sytuacja...a poza tym w domu moga byc jeszcze inni domownicy: małżonek, matka, teściowa itd. wszystkich powyganiasz żeby zrobic dobrze koleżance?
                                                Ja bym jednak w takiej sytuacji nalegała na spotkanie poza domem, nawet na spacer sie przejść. Dziecko czy małżonek wygonieni do drugiego pokoju moga jednak podsłuchiwać wink

                                                > Po prostu nie zawsze dziecko i jego "szczęśliwość" są najważniejsze w danym momencie.

                                                No ale to jest jednak sytuacja poważna, poważny problem i szczesliwośc dziecka można by tu poświęcic w przeciwieństwoe do wesołego spotkania towarzyskiego

                                                > zyskie" dzieci, twierdzących, że ich dzieci są "przeszczęśliwe", jak mogą się w
                                                > kręcić w towarzystwo dorosłych gości i z nimi porozmawiać - i nie wyobrażasz so
                                                > bie nawet, jak to potrafi, za przeproszeniem, do k...icy doprowadzić.

                                                No ale chyba nie kazdy musi się pzrejmować co kogo do k...wicy doprowadza. Nie odpowiada komus czyjaś rodzina to niech nie idzie na odwiedziny do tej rodziny, proste.

                                                >Oczywiście, towarzystwo dziecka toleruję, nie wyganiam, konwersuję (zgrzytając zębami po
                                                > cichu), ale raczej na następne pogaduchy umawiam się w neutralnym miejscu i be
                                                > z dzieci.

                                                Nie poznałaś jeszcze mojej córki, z nią wszyscy chcą konwersować, nie może sie opędzić wink
                                                • morekac Re: Umiesz rozmydlić problem, nie powiem 19.08.11, 00:31
                                                  Moi gośce są zadowoleni smile

                                                  Równie dobrze mogą być za dobrze wychowani, żeby ci powiedzieć, że nie są. Wiesz, taki konwenans. wink
                                                  • mama303 Re: Umiesz rozmydlić problem, nie powiem 19.08.11, 00:46
                                                    morekac napisała:

                                                    > Równie dobrze mogą być za dobrze wychowani, żeby ci powiedzieć, że nie są. Wies
                                                    > z, taki konwenans. wink

                                                    Dobrze ich znam, wiem kiedy sa zadowoleni wink
                                                  • verdana Re: Umiesz rozmydlić problem, nie powiem 19.08.11, 10:25
                                                    Oczywiscie, ze wszystkich powyganiam. Nie widzę problemu. Kolezanka przyszła do mnie, a ja we własnym domu mam prawo z nią pogadać, bez towarzystwa całej rodziny.
                                                • mama_kotula Re: Umiesz rozmydlić problem, nie powiem 19.08.11, 00:43
                                                  Cytat
                                                  O bolącej dupie w towarzystwie sobie gadasz?


                                                  Generalnie jak wpada do mnie koleżanka na ploty, to na hemoroidy ciążowe się mogę pożalić i nie jest to temat dziwny. Nawet jak koleżanek jest kilka. Generalnie wszystko zależy od stopnia zażyłości. Rozumiem jednak, że pewnie nie, o bolącej dupie i zdradzającym mężu jeno w ciemnościach i w kapturach tongue_out

                                                  Cytat
                                                  No ale chyba nie kazdy musi się pzrejmować co kogo do k...wicy doprowadza. Nie odpowiada komus czyjaś rodzina to niech nie idzie na odwiedziny do tej rodziny, proste.

                                                  Cytat
                                                  Ale to juz jest ich problem, tych gości, no sorry ale jak im stara babcia, któr
                                                  > a akurat jest w odwiedzinach przeszkadzała to tez mam ją wyrzucać?


                                                  O, dokładnie tak, dokładnie. Tylko ja się zastanawiam, skąd potem na forach wątki "koleżanka mnie olewa odkąd mam dziecko i wszędzie chodze z dzieckiem, co robić" albo "znajomi przestali do nas przychodzić", skoro wszyscy tak po prostu uznają, że to jest problem tych gości. Bo dosć często się okazuje, że większość wymawia się od przyjścia i bardzo przeprasza, że nie skorzysta z zaproszenia (tak, wiem, wy jesteście wyjątkiem, wszyscy twoi znajomi uwielbiają towarzystwo twojego dziecka i uwielbiają z nim konwersować, bo dziecko takie urocze jest i towarzyskie), a potem się nagle dowiadujesz, że impreza odbyła się u Zośki, bo u ciebie non stop się dzieciak kręci pod nogami i jakoś nie bałdzo się da.

                                                  Bo jeśli uznajemy, że to jest problem tej osoby, to ewentualną utratę znajomości wliczamy sobie w koszty, prawda? A nie rzucamy fochem, że ktoś nie uwielbia naszego towarzyskiego dziecka. Ma prawo nie uwielbiać. I ok, ty fochem nie rzucasz, a ja znam mnóstwo osób, które traktują to jako osobistą obrazę i dramat.

                                                  No ale ja w ogóle okropna jestem i zdarzało mi się ach i och niekulturalnie powiedzieć koleżance dzwoniącej domofonem, że jestem zmęczona po pracy i jak jest sama, to niech wpada, ale jak jest z dzieckiem, to sorry, ale na towarzystwo absorbującej trzylatki nie mam siły ani ochoty. I patrz, koleżanka ani kontaktu nie zerwała, ani nie obsmarowała mnie na forum, po prostu zaczęła planować nasze spotkania z wyprzedzeniem i w dwóch kategoriach - z dziećmi/bez dzieci.

                                                  Cytat
                                                  Nie poznałaś jeszcze mojej córki, z nią wszyscy chcą konwersować, nie może sie opędzić wink


                                                  Taa, bo jeszcze na mnie nie trafiła tongue_outtongue_out ale ja to się opędzam od większości dzieci, bo nie mam funu z konwersacji z nimi i mnie drażnią.
                                                  • mama303 Re: Umiesz rozmydlić problem, nie powiem 19.08.11, 01:06
                                                    mama_kotula napisała:


                                                    > Generalnie jak wpada do mnie koleżanka na ploty, to na hemoroidy ciążowe się mo
                                                    > gę pożalić i nie jest to temat dziwny. Nawet jak koleżanek jest kilka.


                                                    spoko moje dziecko strasznie sie porodami ostatnio zainteresowało to by Was zrozumiało. A i uwaga: dzieciaki nieraz podsłuchują z drugiego pokojusmiletak że jak macie coś o hemoroidach to lepiej iść do kawiarni wink

                                                    > O, dokładnie tak, dokładnie. Tylko ja się zastanawiam, skąd potem na forach wąt
                                                    > ki "koleżanka mnie olewa odkąd mam dziecko i wszędzie chodze z dzieckiem, co ro
                                                    > bić" albo "znajomi przestali do nas przychodzić", skoro wszyscy tak po prostu u
                                                    > znają, że to jest problem tych gości.

                                                    Ja nie wiem czy wszyscy, widze że chyba nie bo żeby gościa zadowolić to nawet dziecie wygnają, a i męża pewnie. W kazdym razie ja takiego problemu nie mam i tych watków nie zakładałam

                                                    > a potem się nagle dowiadujesz, że impreza odbyła się u Zośki, bo u
                                                    > ciebie non stop się dzieciak kręci pod nogami i jakoś nie bałdzo się da.

                                                    Ja raczej sie dowiaduje że mam urocze dziecko i kiedy znowu je zobaczą?

                                                    > Bo jeśli uznajemy, że to jest problem tej osoby, to ewentualną utratę znajomośc
                                                    > i wliczamy sobie w koszty, prawda? A nie rzucamy fochem, że ktoś nie juwielbia n
                                                    > aszego towarzyskiego dziecka. Ma prawo nie uwielbiać.

                                                    Alez oczywiscie że ma takie prawo i nawet może to prawo realizować wymigujac sie od wizyty. Ja np. nie lubie męża mojej przyjaciółki więc nie chodze do niej do domu.

                                                    > No ale ja w ogóle okropna jestem i zdarzało mi się ach i och niekulturalnie pow
                                                    > iedzieć koleżance dzwoniącej domofonem, że jestem zmęczona po pracy i jak jest
                                                    > sama, to niech wpada, ale jak jest z dzieckiem, to sorry, ale na towarzystwo ab
                                                    > sorbującej trzylatki nie mam siły ani ochoty.

                                                    No i OK, nie masz ochoty jej przyjmowac z dzieckiem, jesteś zmeczona. Ja to rozumiem, ale jakbys miała do niej pretencję, że dzieciaka gdzieś nie wywiozła bo Ty do niej przychodzisz to juz bym nie zrozumiała.

                                                    > ie zerwała, ani nie obsmarowała mnie na forum, po prostu zaczęła planować nasze
                                                    > spotkania z wyprzedzeniem i w dwóch kategoriach - z dziećmi/bez dzieci.

                                                    planowanie spotkań bez dzieci popieram, wypraszania dzieci w ich własnym domu - nie.


                                                    > Taa, bo jeszcze na mnie nie trafiła tongue_outtongue_out ale ja to się opędzam od większości dz
                                                    > ieci, bo nie mam funu z konwersacji z nimi i mnie drażnią.

                                                    Ona uwielbia takie niedostępne wink
                                                    >
                                                  • mama_kotula Re: Umiesz rozmydlić problem, nie powiem 19.08.11, 01:25
                                                    Cytat
                                                    spoko moje dziecko strasznie sie porodami ostatnio zainteresowało to by Was zrozumiało.


                                                    Rany, ale nie w tym problem, czy dziecko rozumie, czy nie, bo to mnie nie obchodzi - problem w tym, czy ja chcę, aby to konkretne dziecko znało szczegóły na temat mojej dupy i tego, co mnie w niej boli.
                                                    To nie jest tak, że pewne tematy nie są przeznaczone do uszu dziecka, bo dziecko ich nie zrozumie. O bogowie. Nie chodzi o zrozumienie czy nie - chodzi o to, czy akurat spekulacjami na temat przyczyn rozwodu cioci X z wujkiem Y chcemy się dzielić z dzieckiem. Dziecko może sobie rozumieć, że ludzie się rozwodzą, że ciocia X z wujkiem Y się rozwodzą, ale niekoniecznie musi wiedzieć, co jego matka i jej koleżanki na ten temat sądzą (a tak, mają pełne prawo sądzić i rozmawiać na temat cioci x i wujka y i nie jest to niezgodne z zasadami kultury). Szczególnie, jesli dzieciątko towarzyskie takie i paple trzy po czy o wszystkim do wszystkich.

                                                    Cytat
                                                    Ona uwielbia takie niedostępne wink


                                                    Ale co ty próbujesz mi udowodnić? Że twoje dziecko ma skille ożywiania trupa i wciągania w konwersację najbardziej opornych osobników i to jest taaakie fajne? Nie, nie jest to fajne i mnie to w ogóle w tym momencie przestaje bawić. Gwarantuję ci, że w przypadku wciągania mnie w konwersację i ćwiczenia na mnie jako na osobniku "niedostępnym" swoich gwiazdorskich skillów plus 150 bonus do uroczości, opuściłabym towarzystwo niezgodnie z wszelkimi standardami kultury. I taaak, zaraz mi napiszesz, że nawet nie zauważę, jak się dam wciągnąć w rozmowę, bo twoje dziecko takie urocze i robi to tak cudownie że wszyscy pieją i nie moga się doczekać kolejnej wizyty.

                                                    BTW, czy twoje dziecko jest w stanie bez focha zrozumieć uprzejme "czy mogłabyś przestać mnie zaczepiać, chciałabym porozmawiać z twoją mamą"?
                                                  • mama303 Re: Umiesz rozmydlić problem, nie powiem 19.08.11, 01:48
                                                    mama_kotula napisała:


                                                    > Rany, ale nie w tym problem, czy dziecko rozumie, czy nie, bo to mnie nie obcho
                                                    > dzi - problem w tym, czy ja chcę, aby to konkretne dziecko znało szczegóły na t
                                                    > emat mojej dupy i tego, co mnie w niej boli.

                                                    Ale to wszyscy mają sie dostosować to tego co Ty chcesz lub czego nie chcesz?
                                                    Jak masz jakies tematy tabu to zorganizuj to na neutralnym miejscu


                                                    > To nie jest tak, że pewne tematy nie są przeznaczone do uszu dziecka, bo dzieck
                                                    > o ich nie zrozumie. O bogowie. Nie chodzi o zrozumienie czy nie - chodzi o to,
                                                    > czy akurat spekulacjami na temat przyczyn rozwodu cioci X z wujkiem Y chcemy si
                                                    > ę dzielić z dzieckiem.

                                                    Dla mnie jest oczywiste, że jak chcę poruszać jakiś temat którym nie chce się dzielić z dzieckiem to oczekuje na moment kiedy tego dziecka nie ma: śpi, poszło na dwór czy wyjechało albo czymś się zajmuje, albo spotykam sie poza domem a nie wypraszam bo akurat teraz chce i musze o tym rozmawiać.


                                                    > Ale co ty próbujesz mi udowodnić? Że twoje dziecko ma skille ożywiania trupa i
                                                    > wciągania w konwersację najbardziej opornych osobników i to jest taaakie fajne?

                                                    Tak, pod tym wzgledem jest niesamowita smile


                                                    > BTW, czy twoje dziecko jest w stanie bez focha zrozumieć uprzejme "czy mogłabyś
                                                    > przestać mnie zaczepiać, chciałabym porozmawiać z twoją mamą"?

                                                    Daj spokój ona nie jest taka głupia żeby kogoś usilnie zaczepiać, robi to subtelnie
                                                  • mama_kotula Re: Umiesz rozmydlić problem, nie powiem 19.08.11, 08:24
                                                    Cytat
                                                    Ale to wszyscy mają sie dostosować to tego co Ty chcesz lub czego nie chcesz?
                                                    > Jak masz jakies tematy tabu to zorganizuj to na neutralnym miejscu


                                                    Nie, nie wszyscy mają się dostosować. Oraz, nie mówię o tematach tabu, mówię o tematach NIEPRZEZNACZONYCH dla dzieci. Ty nadal nie ogarniasz o co chodzi, nie? wink

                                                    Oraz, rozumiem, że ja mam dostosowywać tematy konwersacji podczas spotkania do dziecka, tak? Hyhy. Niestety, u mnie dzieci nie rządzą i nikt się CAŁY CZAS do nich nie dostosowuje. Podobnie, jak i nie rządzą dorośli, a dzieci mają li i jedynie z buzią na kłódkę słuchać.
                                                    Spotkania towarzyskie nie są układane "pod dzieci", tylko jest czas wspólny i czas dla dorosłych, podczas którego dzieci się bawią osobno. Wszyscy zadowoleni.


                                                    Cytat
                                                    Dla mnie jest oczywiste, że jak chcę poruszać jakiś temat którym nie chce się dzielić z dzieckiem to oczekuje na moment kiedy tego dziecka nie ma: śpi, poszło na dwór czy wyjechało albo czymś się zajmuje, albo spotykam sie poza domem a nie wypraszam bo akurat teraz chce i musze o tym rozmawiać.


                                                    No. Czyli rządzi wyłącznie dziecko i jego potrzeby. Tak myślałam. No ale co kto lubi, nie neguję - ludzie mają różne hierarchie priorytetów. Dla mnie ok.

                                                    Tylko, że ja nie pytałam, czy twoje dziecko zaczepia subtelnie, czy nie, czy ma skille czy nie, bo mnie to nie obchodzi.
                                                    Pytałam, czy zrozumie polecenie oznaczające "nie mam ochoty z tobą rozmawiać ani teraz, ani za 5 minut, nie kręci mnie twoja uroczość, NIE CHCĘ Z TOBĄ PROWADZIĆ KONWERSACJI". Ale już widzę, że nie zrozumie, bo jest przekonane o swojej zajebistości i przyzwyczajone do tego, że wszyscy się nim zachwycają i jego "subtelnym" bądź mniej subtelnym zaczepianiem. Tak jak i jego mamusia.

                                                    A jeśli dziecko nie rozumie komunikatu oznaczającego "odczep się" to kiedyś dostanie w mordę, albo zostanie poczęstowane soczystym "sp...aj" od kogoś, kto się jednak nie będzie zachwycać. To tak na przyszłość smile


                                                    --
                                                    http://alterna-tickers.com/tickers/generated_tickers/h/hrle12pb7.png
                                                • e-emma-e Re: Umiesz rozmydlić problem, nie powiem 19.08.11, 09:02
                                                  mama303 napisała:

                                                  > Ale to juz jest ich problem, tych gości, no sorry ale jak im stara babcia, któr
                                                  > a akurat jest w odwiedzinach przeszkadzała to tez mam ją wyrzucać?

                                                  Rozmawiamy o dziecku. Nie rozumiesz, że innymi prawami rządzi się świat dzieci, a innymi - świat dorosłych.

                                                  > a poza tym w domu moga
                                                  > byc jeszcze inni domownicy: małżonek, matka, teściowa itd. wszystkich powygan
                                                  > iasz żeby zrobic dobrze koleżance?

                                                  Jak wyżej. Poza tym jak się ta koleżanka bedzie czuła skrępowana towarzystwem męża, to albo nie zacznie tego tematu rozmowy albo dyskretnie umówią sią na neutralnym terenie. A z dzieckiem jest jednak inaczej. Jak grochem o ścianę ci to tłumaczyć.

                                                  > No ale to jest jednak sytuacja poważna, poważny problem i szczesliwośc dziecka
                                                  > można by tu poświęcic w przeciwieństwoe do wesołego spotkania towarzyskiego

                                                  No bo u ciebie szczęśliwość dziecka jest najważniejsza. U ciebie dziecko jest pępkiem świata. Choć próbujesz temu zaprzeczać.

                                                  > Nie odpowiada komus czyjaś rodzina to niech nie idzie na odwiedziny do tej rodziny,
                                                  > proste.

                                                  Odpowiada, odpowiada. Ale w chorej sytuacji, gdy w tej rodzinie dziecka nie wolno w niektórych sytuacjach wyprosić z towarzystwa, bo będzie nieszczęśliwe i przecież nie wypada kogokolwiek wypraszać, jest co najmniej irytacja.

                                                  > Nie poznałaś jeszcze mojej córki, z nią wszyscy chcą konwersować, nie może sie
                                                  > opędzić wink

                                                  Wiedziłam. Twoje dziecko też jest najfajniejsze i wszyscy muszą je poznać. smile
                                                • krecik Re: Umiesz rozmydlić problem, nie powiem 19.08.11, 09:17
                                                  > Nie poznałaś jeszcze mojej córki, z nią wszyscy chcą konwersować, nie może sie
                                                  > opędzić wink

                                                  Chca? Czy nie dajesz im po prostu wyboru? Bo chyba nie oczekujesz, ze ci goscie wprost powiedza, iz maja dosyc dziecka gospodarzy?

                                                  Ag
                                    • krecik Re: Umiesz rozmydlić problem, nie powiem 18.08.11, 18:37
                                      > Wiem, że na forum łatwiej komuś dos.ać, niż pomóc - zdążyłam zauważyć nie tylko
                                      > w niniejszym wątku.

                                      Chcesz pomocy? Bardzo prosze:

                                      Masz do wyboru:
                                      1) uznac, ze problem dotyczy tylko i wylacznie dziecka, nie twoich metod i dalej powtarzac do upojenia "nie kop pana, bo sie spocisz".
                                      2) spojrzec na wlasne metody i uznac, ze moze warto zastanowic sie DLACZEGO przestaly dzialac.

                                      W pierwszem przypadku nie jestem w stanie ci pomoc.
                                      W drugim wez gleboki oddech i dopusc do siebie mysl, ze dziecko ci dorasta i to, co do tej pory dzialalo, niekoniecznie skuteczne bedzie zawsze. I ze BYC MOZE twoj niesamowicie dobrze wychowany i niesprawiajacy absolutnie zadnych problemow syn w tej chwili testuje na was, jak daleko moze sobie pozwolic zajsc w byciu centrum swiata. I ze takie pojedyncze, niewinne zachowania MOGA byc poczatkiem czegos powazniejszego i o wiele mniej przyjemniejszego.

                                      Powtorze, co juz pisalam wczesniej: w wykonaniu siedmiolatka, tego typu zachowanie i jego pozniejsza reakcja na twoje upominanie jest wyraznem okazaniem, ze dziecko nie szanuje twojego autorytetu tak, jak ci sie wydaje. Powiedzialabym, ze mniejszym problemem jest jego wtracanie sie niz to, ze ignoruje napominanie.

                                      Moze zejdz ze swojej wiezy z kosci sloniowej i zastanow sie, dlaczego nie jestes w stanie wyegzekwowac od niego posluszenstwa i zachowania dobrych manier.

                                      Ag
                                      • mama303 Re: Umiesz rozmydlić problem, nie powiem 18.08.11, 19:09
                                        krecik napisała:


                                        > Moze zejdz ze swojej wiezy z kosci sloniowej i zastanow sie, dlaczego nie jeste
                                        > s w stanie wyegzekwowac od niego posluszenstwa i zachowania dobrych manier.

                                        Matko, chyba to juz przesada. Wielu rodziców ma rozmaite problemy z gatunku egzekwowania czegos od dziecka. Mnóstwo na ten temat wątków a to jest w moim mniemaniu niewielki problem wychowawczy: dzieciak ma wiele do powiedzenia i sie wtrąca. No poprostu patologia niesamowita, oby tylko takie problemy mieli rodzice z dziećmi smile
                                        • krecik Re: Umiesz rozmydlić problem, nie powiem 18.08.11, 19:23
                                          No w sumie masz racje. Wystarczy przeciez nie zapraszac gosci i nie rozmawiac z nikim w obecnosci dziecka - i juz po problemie.

                                          Mnie sie tam wydawalo, ze autorka watku troszeczke zfrustrowana byla w poscie inicjujacym watek, ale pewnie sie mi wydawalo.

                                          Ag
                                        • mama_kotula Re: Umiesz rozmydlić problem, nie powiem 18.08.11, 19:47
                                          Cytat
                                          Mnóstwo na ten temat wątków a to jest w moim mniemaniu niewielki problem wychowawczy: dzieciak ma wiele do powiedzenia i sie wtrąca.


                                          Ale problemem nie jest to, że "dziecko ma wiele do powiedzenia i się wtrąca", tylko to, że kompletnie nie reaguje na polecenia rodzica kiedy coś jest nie po jego myśli. I o ile jestem w stanie zrozumieć, że dziecko nie reaguje na pierwsze upomnienie, drugie, trzecie, o tyle problem jest w tym, że kolejne - w tym nakazy wydawane podniesionym głosem - nie robią na dziecku kompletnie żadnego wrażenia. I tłumaczenie, że "dziecko jest towarzyskie" też do mnie nie przemawia - bo generalnie kojarzy mi się z kretyńskim tłumaczeniem mojego aspergerycznego syna "dlaczego popchnąłeś siostrę?" - "bo miałem ochotę ją popchnąć, bo akurat dzisiaj lubię popychać" (przy czym on uważa, że to jest bardzo logiczne i wystarczające usprawiedliwienie zachowania). No więc skoro moje dziecko ma dzisiaj chęć popychać, to prowadzę je do worka bokserskiego, który sobie może popychać do woli, a nie akceptuję zachowanie, które komuś innemu nie pasuje. Analogicznie: skoro dziecko jest towarzyskie, zapewniam mu towarzystwo w ilości i z częstotliwością jakiej potrzebuje, ale nie pozwalam na zachowanie, które być może jest pochodną towarzyskości ale jest problemem dla innych.
                                          • mama303 Re: Umiesz rozmydlić problem, nie powiem 18.08.11, 22:41
                                            mama_kotula napisała:


                                            > Ale problemem nie jest to, że "dziecko ma wiele do powiedzenia i się wtrąca", t
                                            > ylko to, że kompletnie nie reaguje na polecenia rodzica kiedy coś jest nie po j
                                            > ego myśli.


                                            Zaraz, zaraz autorka nie pisała, że nigdy nie reaguje. Chwaliła się raczej że innych problemów nie ma. Jedynie to wtrącanie się jest ta słabościa dziecka i tu dzieciak nie panuje nad emocjami.



                                            • mama_kotula Re: Umiesz rozmydlić problem, nie powiem 18.08.11, 23:16
                                              Autorka napisała:
                                              Cytat
                                              Me dziecię nie da się "wypędzić" do swojego pokoju. Dorośli akceptują jego obecność, nawet porozmawiają, ale przecież nie będą non stop rozmawiali z 7-latkiem, a 7-latek tak własnie by chciałsad


                                              Siedmiolatek monopolizuje rozmowę - nie reaguje zatem na polecenia dorosłych, co by się, za przeproszeniem, przymknął i nie przerywał, bo, cytuję z tego samego postu: Cytat pochwały) nie, bo nie miałam mozliwości, gdyż syn zawsze wtrącał się

                                              Polecenie brzmi "nie przerywaj", dziecko ma polecenie w nosie i ponawia niepożądane zachowanie, którym łamie zasady obowiązujące w towarzystwie.
                                              Problem jest z ustaleniem granicy wiekowej, kiedy dziecko +/- powinno tych zasad przestrzegać, a przynajmniej się starać. O ile jestem w stanie zaakceptować absorbującego 4-latka (i przyjąć, że do mnie należy sprawienie, aby przestał absorbować i ściągać na siebie uwagę), o tyle dziecko siedmioletnie jest z reguły w stanie zrozumieć pewne rzeczy - a jesli nawet nie zrozumieć, to się do pewnych zasad dostosować.

                                              Biorąc pod uwagę kontekst i kotekst ("Dzieciak wychowuje się wśród dorosłych (z wyjątkiem pobytu w przedszkolu, zerówce), co z pewnością miało i ma wpływ na to, że chłopak ma jedną olbrzymią wadę: wtrąca się do rozmowy dorosłych") jest bardzo prawdopodobne, że dziecko jest traktowane równorzędnie z dorosłymi - jako pełnoprawny partner do rozmowy. I pojawia się nagle dysonans, bo to, co było fajne i dopuszczalne u czterolatka, u siedmiolatka zaczyna wkurzać - zresztą słusznie.

                                              Przy uporczywym ponawianiu zachowania niepożądanego, nawet jeśli uznamy że to jest "niepanowanie nad emocjami" a nie zwykłe olewactwo, jeśli nic nie pomaga, najlepiej jest zastosować prostą behawiorałkę - nie umiesz się zastosować do zasad w towarzystwie, to z towarzystwa wypad. Jak się będziesz zachowywać dobrze i zgodnie z zasadami - proszę bardzo. Ja nie mam oporów, aby wywalić dziecięta z mojego pokoju, jak zaczynają się np. kłócić - u mnie w pokoju się nie kłóci, chcecie się żreć, prosze bardzo, ale u siebie, ja tego słuchać nie muszę i nie chcę. Syn za wrzaski bywał dość często ewakuowany od komputera - dopuszczam pewien poziom frustracji grą, ale tylko pewien poziom, dzikie ryki w ten poziom nie wchodzą, jak się uspokoisz, proszę bardzo, możesz wrócić i dokończyć grę, wyrażając swoje frustracje w sposób w miarę cywilizowany, na dozwolonym i znośnym poziomie decybel. I to działa. A i dziecko traumy nie ma.

                                              I tak jest ze wszystkimi innymi zasadami.
                                              Inny przykład - syn uporczywie wystawiał łapę za okno w samochodzie. Napomnienie działało przez 2 minuty, po czym dziecko ponownie pchało łapę za okno, jako że tak przyjemnie wieje wtedy... Na autostradzie, przy prędkości 140km/h. Najpierw próbowałam dzieciątku przemówić do rozumu i pokazałam mu na youtube filmik, w którym ogryzek wyrzucony z okna jednego jadącego samochodu rozbija przednią szybę w samochodzie jadącym z tyłu, jednocześnie wspominając, że ręka jest mniej wytrzymała niż szyba. Dotarło, teoretycznie. Przy następnej jeździe dziecię znowu łapy za okno pchało, bo to taki fun. Skutek - natychmiastowy zakaz otwierania okna. I taaak, bunt był, a jakże. Bo upał, bo gorąco, bo siostra może. Po miesiącu jazdy przy zamkniętym oknie dziecko dostało pozwolenie na otworzenie okna w czasie jazdy - problem wystawiania łap zniknął, dzieciątko zrozumiało, że bez przestrzegania zasad nie ma przywilejów.

                                              Bo w całym tym wątku chodzi o to, że dziecko nie przestrzega zasad obowiązujących w towarzystwie i przestrzegać ich nie zamierza, ale w towarzystwie nadal chce przebywać - no więc albo rybki, albo akwarium, albo się dostosowuje, albo wypad. Chce być traktowany jak dorosly i mieć te przywileje, co dorośli - niech przestrzega tych zasad, których przestrzegają dorośli. Proste jak budowa cepa.

                                              A teraz tak sobie myślę, że na miejscu autorki poszukałabym dziecinie paru kolegów w sąsiedztwie, co by nie "wychowywał się wśród dorosłych" i mógł poza szkołą spędzać z nimi czas np. na podwórku czy u kogoś w domu/zapraszać do siebie do domu. Dzieci sobie bardzo fajnie same ustalają reguły i rewelacyjnie działa u nich behawioralny mechanizm wykluczania z towarzystwa - w dodatku działa to bezboleśnie i dzieci dość szybko przyswajają zasady panujące w danej grupie, potem współuczestnicząc w ich tworzeniu.
                                              • mama303 Re: Umiesz rozmydlić problem, nie powiem 18.08.11, 23:51
                                                mama_kotula napisała:

                                                > Polecenie brzmi "nie przerywaj", dziecko ma polecenie w nosie i ponawia niepożą
                                                > dane zachowanie, którym łamie zasady obowiązujące w towarzystwie.

                                                Moim zdaniem dziecko własnie nie tyle ma polecenie w nosie co nie do końca panuje nad potrzeba mówienia. Może mu to sprawiac pewna trudność żeby poczekac na swoja kolei itd. Trzeba mu pomóc w tym, bywało że zatykałam mojej córce buzie jak sie rozgadała ale z uśmiechem, śmiała sie ona, śmieli inni. Miała podobne problemy jak syn autorki i to nie wynikało z lekceważenia tylko z tego że ona miała potrzebe mówienia, brylowania i to było dośc silne. Teraz ma prawie 9 lat i już raczej panuje nad sobą, jak nie to mamy umówiony gest, który ja "doprowadza do porządku". Ona tez sama wie, że jest gadułą.
                                                A mało to ludzi gaduł i przerywaczy wśród dorosłych? Obawiam się że sama też pewnie czasem popełniłam ten straszliwy bład towarzyski. Nikt mnie jakos nie wyrzucał.

                                                > A teraz tak sobie myślę, że na miejscu autorki poszukałabym dziecinie paru kole
                                                > gów w sąsiedztwie, co by nie "wychowywał się wśród dorosłych" i mógł poza szkoł
                                                > ą spędzać z nimi czas np. na podwórku czy u kogoś w domu/zapraszać do siebie do
                                                > domu.

                                                No ale nie wiadomo czy dziecko nie ma kolegów.

                                                • mama_kotula Re: Umiesz rozmydlić problem, nie powiem 18.08.11, 23:59
                                                  Cytat
                                                  No ale nie wiadomo czy dziecko nie ma kolegów.


                                                  Z wypowiedzi autorki "wychowywał się w towarzystwie dorosłych, oprócz zerówki i przedszkola", wywnioskowałam, że dziecko spędza czas pozaszkolny z dorosłymi, a nie z rówieśnikami.
                                                  • mama303 Re: Umiesz rozmydlić problem, nie powiem 19.08.11, 00:31
                                                    mama_kotula napisała:

                                                    > Z wypowiedzi autorki "wychowywał się w towarzystwie dorosłych, oprócz zerówki i
                                                    > przedszkola", wywnioskowałam, że dziecko spędza czas pozaszkolny z dorosłymi,
                                                    > a nie z rówieśnikami.

                                                    Ale może błędnie wywniskowałaś....moje dziecko tez sie wychowuje wśród dorosłych /w sensie domu rodzinnego/ ale ma tez sporo koleżanek.
                                                  • mama_kotula Re: Umiesz rozmydlić problem, nie powiem 19.08.11, 00:51
                                                    mama303 napisała:
                                                    > Ale może błędnie wywniskowałaś....moje dziecko tez sie wychowuje wśród dorosłyc
                                                    > h /w sensie domu rodzinnego/ ale ma tez sporo koleżanek.

                                                    Zacytuję:
                                                    "Dzieciak wychowuje się wśród dorosłych (z wyjątkiem pobytu w przedszkolu, zerówce)" - z tego wniosek, że poza pobytem w przedszkolu/zerówce nie spotyka sie z innymi dziećmi.
                                                • morekac Re: Umiesz rozmydlić problem, nie powiem 19.08.11, 00:19
                                                  cóż, tak samo jak dla ciebie nie do przyjęcia jest powiedzenie dziecku, że ta rozmowa nie jest przeznaczona dla dzieci, to dla mnie nie do przyjęcia jest zatykanie komuś buzi i robienie z dziecka pośmiewiska.
                                                  • mama303 Re: Umiesz rozmydlić problem, nie powiem 19.08.11, 00:45
                                                    morekac napisała:

                                                    > cóż, tak samo jak dla ciebie nie do przyjęcia jest powiedzenie dziecku, że ta r
                                                    > ozmowa nie jest przeznaczona dla dzieci, to dla mnie nie do przyjęcia jest zat
                                                    > ykanie komuś buzi i robienie z dziecka pośmiewiska.

                                                    Nie czuła sie jak pośmiewisko tylko sie rechotała z innymi ale jakbym ją wyprosiła to by sie raczej nie śmiała.
                                                  • morekac Re: Umiesz rozmydlić problem, nie powiem 19.08.11, 00:54
                                                    co rodzina to inne obyczaje i metody działania. wink
                                                    BTW: zdaje się, że w tym przypadku subtelne metody zawiodły,mówienie otwartym tekstem także nie działa. wink
                                                  • mama_kotula Re: Umiesz rozmydlić problem, nie powiem 19.08.11, 00:59
                                                    Cytat
                                                    BTW: zdaje się, że w tym przypadku subtelne metody zawiodły,mówienie otwartym tekstem także nie działa. wink


                                                    Plus autorka nie może sobie po prostu uznać, że to problem ewentualnych gości, że synek drażni jak przerywa i jak im się nie podoba, to mogą nie przychodzić - bo peszek niewielki, że wtrącanie się synka drażni m.in. ją, a ona jednak z gośćmi chce się czasem spotykać i swobodnie porozmawiać tongue_out
                                        • iwoniaw Re: Umiesz rozmydlić problem, nie powiem 18.08.11, 20:03
                                          To nie jest kwestia, że dziecko "ma wiele do powiedzenia, więc się wtrąca", tylko dziecko NIE REAGUJE na polecenie zaprzestania procederu oraz "nie da się" (!) odesłać do swojego pokoju. Jeśli to nie jest oznaką kompletnego lekceważenia rodziców, to czym?
                                          • mama_kotula Re: Umiesz rozmydlić problem, nie powiem 18.08.11, 20:03
                                            iwoniaw napisała:

                                            > To nie jest kwestia, że dziecko "ma wiele do powiedzenia, więc się wtrąca", tyl
                                            > ko dziecko NIE REAGUJE na polecenie zaprzestania procederu oraz "nie da się" (!
                                            > ) odesłać do swojego pokoju. Jeśli to nie jest oznaką kompletnego lekceważenia
                                            > rodziców, to czym?

                                            No towarzyskością przecież wink
                                • morekac Re: A co w takiej sytuacji... 18.08.11, 15:26
                                  Bo ja też byłam przekonana, że ten zostający ma jakieś 7-8 lat. smile

                                  Chyba będzie lepiej, j
                                  > ak nie będziesz wyciągała wniosków, tylko oprzesz się na tym, co napisane
                                  O tym, co i skąd wyciągam, i jak co rozumiem - to jest moja sprawa. Tak samo jak twoją sprawą jest, jak skłonisz swojego 7-latka do zamilknięcia.
                                  • jagabaga92 Re: A co w takiej sytuacji... 18.08.11, 15:29
                                    Jasnesmile Dziękuję za udział w dyskusji i pozdrawiamsmile
                            • jakw Re: A co w takiej sytuacji... 21.08.11, 00:40
                              Wniosek został zapewne wyciągnięty na podstawie tekstu o potencjalnym towarzystwie dla młodego ciągnącym z tyłu. Jak potencjalny towarzysz mógł to być może 8-latek czy 9-latek, ale raczej nie 17-latek.
    • dorek3 Re: 7-latek przerywa/wtrąca się do rozmowy 17.08.11, 11:01
      Mam trochę podobny problem z moim 8-latkiem . Gaduła jest straszna, ale to co mnie denerwuje i czego póki co nie umiem wyplenić to wtrącanie się do rozmowy właśnie. Tyle że wcale on nie wtrąca się ze swoimi przemyśleniami na jakieś zupełnie inne tematy, ale po prostu chce uczestniczyć w naszej rozmowie. Efekt jest taki, że ilekroć jesteśmy wszyscy razem w jednym pomieszczeniu czy jadąc samochodem to praktycznie nie mogę porozmawiać z mężem bez udziału syna bo za chwilę słyszę kolejne pytania (jak najbardziej w temacie). Dotąd mu tłumaczyłam, że w danym momencie rozmawiam z tatą i chciałabym aby nam nie przerywał, ale bez skutku.
      A może faktycznie będąc w większym gronie należy liczyć się z udziałem w konwersacji wszystkich? Głupieję już...
      • jagabaga92 Re: 7-latek przerywa/wtrąca się do rozmowy 17.08.11, 11:12
        Zapytam, bo widzę, że Ty w 100% wiesz, jaki mam problemwink - jak inni reagują na takie zachowanie Twojego syna?

        >Głupieję już...

        ja też....

        To jest jedyna rzecz, z którą nie potrafię sobie poradzić w wychowaniu syna, wbrew dokonanej tu przez niektóre forumowiczki psychoanalizie mojej rodziny.
        • dorek3 Re: 7-latek przerywa/wtrąca się do rozmowy 17.08.11, 11:21
          U nas sytuacja jest o tyle inna że on nigdy nie siedzi z dorosłymi jakoś specjalnie długo podczas spotkań. Raczej daje nogę przy pierwszej okazji. Nasi znajomi więc nie mają z tym żadnego problemu bo kilka minut wspólnej rozmowy jest przecież OK.
          Najbardziej to wkurza mnie i nie wiem jak to wyplenić póki co bo ja jestem permanentnie skazana na takie sytuacje.
          • jagabaga92 Re: 7-latek przerywa/wtrąca się do rozmowy 17.08.11, 11:48
            Jestem pełna wiary, że dzięki niektórym propozycjom z tego wątku do 8-ych urodzin uda mi się to wyplenić zupełnie lub przynajmniej radykalnie ograniczyćwink
        • mera73 Re: 7-latek przerywa/wtrąca się do rozmowy 17.08.11, 11:46
          Może ja spróbuję też cos dodać, bo mamy sześciolatka, który non stop chce uczestniczyć w rozmowie, i cały czas się wcina. Każda z przytoczonych sytuacji jest trochę inna. Kiedy jesteśmy na wycieczce / wyjeździe z innymi ludźmi, to sporo rozmawiamy z nim, ale też ze sobą. Kiedy przerywa, nie szanuje prawa innych do rozmowy - przestajemy z nim gadać. Albo zarządzamy "minutę ciszy". W samochodzie - to samo. Rozmawiamy też z nim, ale jest hasło: teraz tata mówi,albo: teraz chwila spokoju. Oczywiście, trzeba wciąż tłumaczyć, przypominać i zwracać uwagę, ale na dłuższą metę widzę, że to zaczyna działać. W domu właściwie nie mamy wielu gości - przychodzą raczej pojedyncze osoby, moje przyjaciółki. On je naturalnie świetnie zna i gada na początku, ale potem proszę, żeby czymś się zajął. U innych ludzi, którzy nie mają dzieci - pewnie wzięłabym mu coś, żeby się zajął, Lego, książkę, jakieś zadania logiczne. Rozumiem, że dziecko chce być "przy dorosłych", ale gdyby próbował grać główną rolę, bez wyrzutów sumienia poprosiłabym go o wyjście.
        • mruwa9 Re: 7-latek przerywa/wtrąca się do rozmowy 17.08.11, 11:50
          Nie, to nie jedyna rzecz, tylko, jak podejrzewam, wierzcholek gory lodowej, objaw, odzwierciedlenie relacjí panujacych w rodzinie. A wlasciwie pajdokracji, bo rzadzi wami dzieciak.
          Rozwiazanie jest proste, pisaly o tym verdana, krecik, pisalam ja.
          Asertywnosc i konsekwencja.
          • jagabaga92 Re: 7-latek przerywa/wtrąca się do rozmowy 17.08.11, 11:59
            > Nie, to nie jedyna rzecz, tylko, jak podejrzewam,

            ...to dalej PODEJRZEWAJ... - ja w każdym bądź razie nie czuje się "podejrzana" ;-P
            • scher Re: 7-latek przerywa/wtrąca się do rozmowy 17.08.11, 14:38
              jagabaga92 napisała:

              > > Nie, to nie jedyna rzecz, tylko, jak podejrzewam,
              > ...to dalej PODEJRZEWAJ... - ja w każdym bądź razie nie czuje się "podejrzana" ;-P

              Mruwa ma rację. Wykpienie jej błędu językowego może poprawiło ci samopoczucie, ale nadal dzieciak tobą rządzi.
              • jagabaga92 Re: 7-latek przerywa/wtrąca się do rozmowy 17.08.11, 14:58
                > Wykpienie jej błędu językowego

                Nie jej błąd językowy wykpiłam, bo takowego nie popełniła, lecz jej "teorię spisku", bo to ona z największym zapałem snuje psychoanalizy mojej rodziny.
          • krecik Re: 7-latek przerywa/wtrąca się do rozmowy 17.08.11, 16:24
            > Nie, to nie jedyna rzecz, tylko, jak podejrzewam, wierzcholek gory lodowej, obj
            > aw, odzwierciedlenie relacjí panujacych w rodzinie. A wlasciwie pajdokracji, bo
            > rzadzi wami dzieciak.

            A ja bym sie tak daleko nie posuwala. A wlasciwie zupelnie to odwrocila, bo autorka pisala, ze wlasciwie poza tym, to nie ma problemu z synem. Dla mnie to raczej cos, co moze byc zaczatkiem pozniejszych, o wiele powazniejszych problemow.
            Dzieci maja to do siebie, ze caly czas sie rozwijaja i badaja, jak daleko sie moga posunac w swojej niezaleznosci i "doroslosci". I, moim zdaniem, zdecydowana reakcja jest potrzebna, bo z malego upierdliwego czegos moze sie zrobic cos, z czym o wiele trudniej bedzie zawalczyc. Bo ja sobie nie wyobrazam, ze moje wlasne dziecko mi wchodzi w slowo, gdy rozmawiam z kims doroslym, a nie z nia, i na dodatek robi to raz po raz i nie tylko mnie, ale tez mojemu rozmowcy. Dla mnie jest to oznaka braku szacunku i braku dobrych manier.

            Ag
        • mama303 Re: 7-latek przerywa/wtrąca się do rozmowy 17.08.11, 14:32
          jagabaga92 napisała:

          > Zapytam, bo widzę, że Ty w 100% wiesz, jaki mam problemwink - jak inni reagują n
          > a takie zachowanie Twojego syna?

          Ja miałam podobnie i co ciekawe wszyscy raczej chętnie rozmawiali i rozmawiają z moją córką, nie spotkałam się z jakims wyrazem znudzenia, zniecierpliwienia. Dlatego ona to lubi bo jej dobrze wychodzi smileA z wiekiem dziecko coraz mniej przerywa, słucha itd.
      • kasia_wp Re: 7-latek przerywa/wtrąca się do rozmowy 17.08.11, 11:18
        Każdemu dziecku to się zdarza, ze się wtrąci do rozmowy, ja zawsze reaguję, mąż też: teraz ja mówię, nie przerywaj, nie wtrącaj się, poczekaj etc. Konsekwentnie i bez owijania w bawełnę. Oczywiście, zdarza się, ze syn się obraża etc i jest niezadowolony- ignoruję.
        Mam znajomych ,którzy przychodzą nawet na wieczorne posiadówy z alkoholem z około 9 latką, zajmuje miejsce przy stole, wtrąca się, przerywa. Część rozmów wiadomo, nie dla uszu dziecka. Tylko rodzice nie widzą w tym nic złego bo córka taka towarzyska.
        • dorek3 Re: 7-latek przerywa/wtrąca się do rozmowy 17.08.11, 11:55
          Ale z drugiej strony jeśli sadza się przy stole 9-latkę na wieczornej imprezie to dlaczego oczekiwać że całą imprezę dziecko przesiedzi na krzesełku jak trusia? Dla mnie to akurat rodzice sami siebie i dziecko pakują w niekomfortową sytuację bo nie stworzyli żadnej alternatywy.
          • morekac Re: 7-latek przerywa/wtrąca się do rozmowy 17.08.11, 12:07
            Otóż to. Ogólnie też nie wiem, co robi 9-latka na wieczornej imprezie dla dorosłych.
        • mama303 Re: 7-latek przerywa/wtrąca się do rozmowy 17.08.11, 14:37
          kasia_wp napisała:

          > Mam znajomych ,którzy przychodzą nawet na wieczorne posiadówy z alkoholem z o
          > koło 9 latką, zajmuje miejsce przy stole, wtrąca się, przerywa. Część rozmów w
          > iadomo, nie dla uszu dziecka. Tylko rodzice nie widzą w tym nic złego bo córka
          > taka towarzyska.

          No ale na wieczorne posiadówy z alkoholem dziecka się nie zabiera i problem rozwiązany.
      • scher Dziecko nie jest pępkiem świata 17.08.11, 14:35
        dorek3 napisała:

        > Mam trochę podobny problem z moim 8-latkiem. Gaduła jest straszna, ale to co mnie
        > denerwuje i czego póki co nie umiem wyplenić to wtrącanie się do rozmowy właśnie.
        > Tyle że wcale on nie wtrąca się ze swoimi przemyśleniami na jakieś zupełnie inne tematy,
        > ale po prostu chce uczestniczyć w naszej rozmowie. Efekt jest taki, że ilekroć jesteśmy
        > wszyscy razem w jednym pomieszczeniu czy jadąc samochodem to praktycznie nie mogę
        > porozmawiać z mężem bez udziału syna bo za chwilę słyszę kolejne pytania (jak najbardziej
        > w temacie). Dotąd mu tłumaczyłam, że w danym momencie rozmawiam z tatą i chciałabym
        > aby nam nie przerywał, ale bez skutku.

        U nas jak dziecko przerywa nam ważną rozmowę, jest najpierw upominane. Kiedy to nie skutkuje, jest przywoływane do porządku. Opieprzane znaczy.

        Podczas wizyty gości naszym dzieciom (12 i 8 lat) nie wolno przerywać niczyjej wypowiedzi. Mają poczekać, aż ktoś skończy, wyczuwając odpowiedni moment na wejście ze swoją zdaniem. Oczywiście małej (3 lata) nie obowiązują tak rygorystyczne zasady, chociaż opieprzona też już nieraz była i wyszło jej to na zdrowie.

        Dziecko nie jest pępkiem świata, musi mieć też własną odrębną rzeczywistość i umieć się do niej w razie potrzeby wysmerfować.

        Dziecko nie potrzebuje bezradnych rodziców, którymi będzie rządzić.
        • mama303 Re: Dziecko nie jest pępkiem świata 17.08.11, 14:40
          scher napisał:

          > Dziecko nie jest pępkiem świata, musi mieć też własną odrębną rzeczywistość i u
          > mieć się do niej w razie potrzeby wysmerfować.

          Nikt nie jest pępkiem świata. A dziecko dodatkowo uczy się jeszcze zasad.
          • scher Re: Dziecko nie jest pępkiem świata 17.08.11, 14:46
            mama303 napisała:

            > Nikt nie jest pępkiem świata. A dziecko dodatkowo uczy się jeszcze zasad.

            Uczy się zasad najskuteczniej poprzez odpowiednie reakcje rodziców. Dobrze, by nie byli rozmemłani i potrafili dziecku - z miłością, lecz stanowczo - pokazać, gdzie jego miejsce w społeczeństwie.
            • mama303 Re: Dziecko nie jest pępkiem świata 18.08.11, 18:45
              scher napisał:


              > Uczy się zasad najskuteczniej poprzez odpowiednie reakcje rodziców. Dobrze, by
              > nie byli rozmemłani i potrafili dziecku - z miłością, lecz stanowczo - pokazać,
              > gdzie jego miejsce w społeczeństwie.

              Tylko kwestia tego wypraszania dziecka tylko dlatego że to dziecko jakoś u mnie nie przejdzie, nie wypraszam nikogo z towarzystwa. No chyba że by sie skandalicznie zachowywał.

              • scher Re: Dziecko nie jest pępkiem świata 18.08.11, 20:09
                mama303 napisała:

                > Tylko kwestia tego wypraszania dziecka tylko dlatego że to dziecko jakoś u mnie
                > nie przejdzie, nie wypraszam nikogo z towarzystwa.

                Szkoda, bo nie wszystkie rozmowy dorosłych przeznaczone są dla uszu dzieci.
                • mama_kotula Re: Dziecko nie jest pępkiem świata 18.08.11, 20:32
                  scher napisał:
                  > Szkoda, bo nie wszystkie rozmowy dorosłych przeznaczone są dla uszu dzieci.

                  Mama303 pisała, że na tego typu rozmowy się umawia bez dzieci, poza domem. I ok, jesli komuś to pasuje. Natomiast ja sobie nie wyobrażam, abym za każdym razem, jak chcę porozmawiać ze znajomymi na tematy "niedozwolone", miała uprawiać logistykę pt. szukam kogoś, z kim mogę zostawić dziecko, wychodzę z domu, itp. - dlatego do mnie to rozwiązanie w ogóle nie przemawia. Gdyż nie lubię odmawiać sobie prawa do przyjmowania znajomych w moim własnym domu. Decydując się na dziecko, i tak człowiek pewne rzeczy zmienia, pewnych praw sobie odmawia - z własnej woli - niemniej całkowita zmiana swoich nawyków i odmówienie sobie większości rzeczy "bo dziecko na pierwszym miejscu" to imho pomyłka i to spora.
                  • scher Re: Dziecko nie jest pępkiem świata 18.08.11, 20:55
                    U mnie też dziecko nie jest na pierwszym miejscu smile
                    Ma się dostosować do rodziców i do zwyczajów panujących w domu, ma się uczyć świata dorosłych i akceptować nasze zasady.

                    I nie, nie jest to zimny wychów. Mocno jesteśmy się jako rodzice w stanie dostosować i poświęcić dla dzieci, ale inaczej rozkładamy akcenty. My dostosowujemy się do dziecka z własnej chęci, która przeradza się w świadomie przyjęty na siebie obowiązek.

                    Dziecko, kiedy małe i nierozumne, ma dostosować się do nas z obowiązku i przymusu. Co z czasem, w miarę jak dorasta, ma świadomie zastąpić własną chęcią. Tak rozumiem socjalizację.
                    • mama_kotula Re: Dziecko nie jest pępkiem świata 18.08.11, 21:10
                      scher napisał:
                      > U mnie też dziecko nie jest na pierwszym miejscu smile

                      I zaraz ktoś czytający inaczej zinterpretuje to jako "moje dziecko jest dla mnie nieważne" ;D
                      • scher Re: Dziecko nie jest pępkiem świata 19.08.11, 09:22
                        mama_kotula napisała:

                        > > U mnie też dziecko nie jest na pierwszym miejscu smile
                        > I zaraz ktoś czytający inaczej zinterpretuje to jako "moje dziecko jest dla mnie nieważne" ;D

                        Czytających inaczej ci u nas dostatek smile
                    • mama303 Re: Dziecko nie jest pępkiem świata 18.08.11, 23:10
                      scher napisał:

                      > U mnie też dziecko nie jest na pierwszym miejscu smile

                      U mnie tez nie, chociaż bywa na pierwszym miejscu tak jak każdy z członków mojej rodziny
          • iwoniaw Re: Dziecko nie jest pępkiem świata 17.08.11, 14:55
            CytatA dziecko dodatkowo uczy się jeszcze zasad.

            I niezbędne jest, aby ktoś mu te zasady określił, nieprawdaż?
            W poście założycielki wątku najbardziej mnie uderzyło, że syn "nie da się odesłać" z towarzystwa dorosłych.
            • mama303 Re: Dziecko nie jest pępkiem świata 17.08.11, 16:29
              iwoniaw napisała:

              > I niezbędne jest, aby ktoś mu te zasady określił, nieprawdaż?

              Prawdaż ale tu trzeba cierpliwości

              > W poście założycielki wątku najbardziej mnie uderzyło, że syn "nie da się odesł
              > ać" z towarzystwa dorosłych.

              Akurat to rozumiem, mam tez dzieciaka towarzyskiego. Nauczyła się odpowiednio zachowywać ale tez bywały problemy.
            • jakw Re: Dziecko nie jest pępkiem świata 21.08.11, 12:25
              iwoniaw napisała:
              > W poście założycielki wątku najbardziej mnie uderzyło, że syn "nie da się odesł
              > ać" z towarzystwa dorosłych.
              Bo to towarzystwo dorosłych poza przedszkolem/szkołą jest jego naturalnym towarzystwem, zwłaszcza przy braku w pobliżu dzieci w odpowiednim wieku.
    • ewaewa123 Re: 7-latek przerywa/wtrąca się do rozmowy 17.08.11, 15:22
      Mielismy w rodzinie taką sytuacje, dzieci ( dwóch chłopców) uczestniczyło w imprezach rodzinnych, takich z alkoholem. Troszkę było to spowodowane warunkami lokalowymi, troszkę niekompetencją rodziców, im to w ogóle nie przeszkadzało, że dzieciaki 7,9 letnie siedza do 3-4 rano i dyskutują na tematy dla nich nie wskazane. Dokładnie dyskutują, wtrącają się. Moim zdaniem świadczyło to o braku zasad w tym domu. Teraz te dzieciaki to pełnoletnie osoby, troszkę dziwne jak dla mnie, ale ja ich zawsze widzę, jako tych wtrącających się do rozmowy małych upierdliwców. Dobrze,ze dostrzegasz problem. Należy być bardziej wobec dziecka asertywnym. Życzę konsekwencji w postępowaniu.
      • jagabaga92 Re: 7-latek przerywa/wtrąca się do rozmowy 17.08.11, 21:35
        Nie wyobrażam sobie, żeby dziecko do późna w nocy (ba, nawet do godzin porannych) siedziało z dorosłymi przy stole, że o stole z alkoholem nie wspomnę (my z tych abstynenckich rodzin), więc "alkoholowego dyskutanta" z pewnością nie ofiarujemy światuwink

        >Życzę konsekwencji w postępowaniu.

        Dziękujęsmile, z pewnością sobie poradzę, bo zasad i hierarchii wartości mi nie brakuje. Gdyby było inaczej moje dziecię byłoby rozwydrzonym bachorem, a tak ma tylko tę jedną wadę. Na szczęście dziecko jest jeszcze w takim wieku, że jest ona możliwa do skorygowania.
        • 3-mamuska Re: 7-latek przerywa/wtrąca się do rozmowy 19.08.11, 01:23
          jagabaga92 napisała:

          > Nie wyobrażam sobie, żeby dziecko do późna w nocy (ba, nawet do godzin porannyc
          > h) siedziało z dorosłymi przy stole, że o stole z alkoholem nie wspomnę (my z t
          > ych abstynenckich rodzin), więc "alkoholowego dyskutanta" z pewnością nie ofiar
          > ujemy światuwink

          No ok,ale co robisz jesli sie zbliza godzina snu syna a goscie siedza? siedzi z wami do bolu i idzie wtedy kiedy on decyduje,czy wyslyasz go do pokoju bo pora spac,czy nie zapraszasz znajomych na takie imprezy bo twoj 7-latek nie da sie odeslac do swojego pokoju?
          Jesli o 20.00 odsylasz go bo pora spania,i on idzie to co stoi na przeszkodzie wylasc go o 16 na troche do jego pokoju, bo chce z doroslymi porozmawiac i pewnych sprawach nie dla dzieci?
    • jakw Re: 7-latek przerywa/wtrąca się do rozmowy 21.08.11, 12:23
      A czy nie jest tak, że w domu większość uwagi jest jednak skierowana na młodego - wtedy bardziej dorosłe rozmowy możecie przeprowadzić o jego spaniopójściu młodego albo trochę na raty? Z punktu widzenia młodego wygląda to wtedy tak,że może gadać dowolnie - co najwyżej jękniesz od czasu do czasu "ale teraz rozmawiam z tatą", ale młodemu też od czasu do czasu coś odpowiesz, np. chwaląc go za okazywaną wiedzę. I nagle przy spotkaniu ze znajomymi chcesz 100% uwagi poświęcić znajomym, co z punktu widzenia młodego wygląda na niecałkiem dla niego zrozumiały zakaz mówienia.
      • fogito Re: 7-latek przerywa/wtrąca się do rozmowy 21.08.11, 14:36
        POczytalam pobieznie caly watek... Mnie tez denerwuje kiedy dzieci bez przerwy przerywaja rozmowy doroslych a rodzice owych dzieci nie widzac problemu patrza na nie z duma. Sa momenty takie jak obiad, kiedy dzieci powinny siedziec razem z doroslymi i uczestniczyc w rozmowie, ale sa tez momenty, kiedy dzieci powinny opuscic towarzystwo doroslych i pozwolic im na swobodna rozmowe.
        Ja zwykle tak organizuje czas synowi, zeby mogl np. obejrzec upragniony film kiedy przychodzi jakas bezdzietna kolezanka na babskie ploty. Jest jedynakiem, wiec trudno wtedy o towarzystwo innego dziecka. Ale jak przychodzi ktos z dzieckiem, to dzieciaki laduja w pokoju syna i maja czas na swobodna zabawe. Bez problemu wysylam go tez do lozka o ustalonej porze i wtedy dorosli moga sobie gadac przy winie do nocy. Syn ma siedem lat i nie wyobrazam sobie, zeby wisial mi nad glowa kiedy ja chce pogadac z innymi doroslymi w spokoju. I oczywiscie gdy wychodzimy z wizyta to zawsze mam ze soba cos czym syn sie bedzie mogl zajac w sytuacji awaryjnej np. jakis maly zestaw lego.
    • an_ni Re: 7-latek przerywa/wtrąca się do rozmowy 22.08.11, 10:32
      mam podobny problem z moja niespelna 6 latka
      uwazam ze najwyzszy czas zeby tak duza dziewczynka zrozumiala i stosowala podstawowe zasady zachowania - czyli nie jestes pepkiem swiata w towarzystwie i nie przekrzykuj i nie przyrywaj doroslym rozmowy
      a dziecko jest bardzo wygadane, spostrzegawcze i ciekawe swiata wiec ciagle cos nawija, wtraca, zauwaza i komentuje!
      ja zawsze i konsekwentnie (od niedawna wprawdzie tak konsekwentnie), nawet w domu, nie daje sie przekrzykiwac, wtracac, kaze poczekac az dorosli skoncza mowic czyrobic wazne sprawyi itd
      niestety tata i babcia nie stosuja tej metody (bo tak bardzo kochaja dziecko ze na wszystko jej pozwalaja) wiec nauka idzie ciezko
      najgorzej jest w sklepach kiedy np płacę, wbijam PIN a dzieciak szarpie mnie za reke ze natychmiast mam cos zobaczyc ...wrrrr staje sie wtedy potworem, ostatnio corka dostaje kary za takie zachowania
      niestety w przedszkolu czy innej wiekszej grupie chec bycia na swieczniku dziecku przechodzi i jest uznawana za wycofana i niesmiala, chyba ze sie konkretnie rozkreci w jakiejs sytuacji
Inne wątki na temat:
Pełna wersja