pierwszy poważny problem

09.09.11, 20:33
syn dzisiaj wieczorem powiedział,że jakiś chłopak ze starszej klasy przychodzi na przerwie na ich piętro i wykręca mu ręce , poza tym bije go butelką
Jego brat chodzi z moim do klasy .
Nie wiem jaki jest powód tego co się dzieje , ale syn jest spokojny , wrażliwy i nie miałam nigdy problemów z biciem przez niego innych dzieci .Jest przyjażnie nastawiony do każdego dziecka .
Co robić .Myślałam ,że w poniedziałek porozmawiam z rodzicami braci ,żeby zwrócili na to uwagę .Jak to dobrze rozwiązać ?
    • mruwa9 Re: pierwszy poważny problem 09.09.11, 20:37
      Zamelduj o sprawie wychowawcy i dyrekcji szkoly, uprzedzajac, ze jesli szkola nie zrobi z tym porzadku, zlozysz doniesienie na policji i w kuratorium.
    • marcin.slawski Re: pierwszy poważny problem 09.09.11, 20:47
      Za bezpieczeństwo Twojego dziecka na terenie szkoły odpowiada szkoła. Porozmawiaj z wychowawcą aby tym się zajął, bo to jego obowiązek. Również rozmową z rodzicami braci.
      Na wszelki wypadek pogadaj też z synem,aby unikał tego towarzystwa i czy przypadkiem sam nie przyłożył się do takiej sytuacji. Wiem z praktyki, że często w podobnych sytuacjach, prawda leży dokładnie "po środku"wink
      Tak czy inaczej, nikt nie ma prawa gnębić Twojego syna i masz prawo do wymagania od szkoły bezpieczeństwa Twojego dziecka.
      • angazetka Re: pierwszy poważny problem 09.09.11, 21:17
        O, serio? Kiedy starsi chłopcy biją młodszego, to prawda leży pośrodku? Bardzo ciekawe uncertain
        • fogito Re: pierwszy poważny problem 09.09.11, 21:33
          Żadasz konfrontacji z rodzicami agresora w gabinecie dyrektora... Ale mi się zrymowało smile
        • marcin.slawski Re: pierwszy poważny problem 09.09.11, 21:36
          angazetka: Skąd ta ironia w wypowiedzi ?
          Autorka pisze o braciach. Prawdopodobnie różnicę zdań rówieśników, pomaga załatwić starszy brat, co oczywiście jest naganne i myślę, że dla wychowawców to prosta sprawa.
          Prowadzę od lat najmłodsze grupy i uwierz mi, że nagminne jest, gdy po pierwszych nieśmiałościach, młodsi mocno potrafią dopiec starszym, wiedząc, że są nietykalni wink
          Oczywiście są, ale wiele razy mój nadzór dotyczył "niewędrowania" młodszych do starszych, stąd zakładam zdrowy margines wink
          • mruwa9 Re: pierwszy poważny problem 09.09.11, 23:34
            Nie wierze. Przewiduje raczej scenariusz: starszy, cwanszy, cicho , slownie, podjudza mlodszego, potem mlodszy nie wytrzymuje, , rzuca sie na starszego w ramach samoobrony, a starszy z mina niewiniatka robi z siebie ofiare, po czym karany jest nie prowokator, ale ten, kto zostal sprowokowany. Bo nauczyciele nie maja ani checi, ani czasu, zeby dojsc prawdy czy przyczyny konfliktu. Chca miec szybko posprzatane, a nierozwiazany problem wroci znow.Na kolejnej przerwie, wedlug tego samego schematu.
            • marcin.slawski Re: pierwszy poważny problem 10.09.11, 00:03
              Osądzisz, wydając sprawiedliwy "wyrok" na podstawie przewiduję ?
              Popełniłem sporo podobnych błędów w pracy z dziećmi i nie dam się już zapędzić w "kozi róg" smile
              Owszem, zawsze stanę po stronie młodszego gdy chodzi o przemoc, ale trzeba sprawę wyjaśnić, zaś rolą opiekunów jest, aby bez względu na powody nie dopuścić do rękoczynów.
              Rodzic ma prawo wymagać tego od szkoły i konsekwentnie z tego rozliczać.
            • asia_i_p Re: pierwszy poważny problem 14.09.11, 21:16
              Młodszy brat mojego ojca wkurzał go po cichu, kiedy ojciec nie wytrzymywał i dawał mu w łeb, zaczynał głośno płakać. No i ojciec zawsze był tym winnym.
              To w tym wątku może być dokładnie wszystko.
              Może być, że bracia namierzyli słabszego i się wyżywają. Może być też tak, że syn autorki nastąpił na odcisk bratu agresora, a ten wezwał na pomoc brata.
              Szkoła powinna dopilnować, żeby na przerwach nie dochodziło do agresji. Ale nie ma co od razu robić ze starszego groźnego przestępcy.
          • angazetka Re: pierwszy poważny problem 12.09.11, 16:03
            > Prowadzę od lat najmłodsze grupy i uwierz mi, że nagminne jest, gdy po pierwszy
            > ch nieśmiałościach, młodsi mocno potrafią dopiec starszym, wiedząc, że są niety
            > kalni wink

            Strach się bać takich opiekunów, doprawdy. Nie wiem, czy czytałeś, o czym dyskutujemy: o chłopaku, który się znęca nad młodszym uczniem, wykręca mu ręce itd. Uważasz, że to takie byle co?
            • bi_scotti Re: pierwszy poważny problem 12.09.11, 16:30
              Pierwsza rozmowa: wychowawczyni. W zaleznosci od skutecznosci interwencji wychowaczyni, nastepny etap - szkolna "wladza" - dyrektor. Rozmowa z rodzicami agresora wylacznie w obecnosci kogos ze szkoly, na terenie szkoly i najlepiej inicjowana przez szkole. Dzialaj szybko. Powodzenia.
            • marcin.slawski Re: pierwszy poważny problem 12.09.11, 23:29
              CytatStrach się bać takich opiekunów, doprawdy. Nie wiem, czy czytałeś, o czym dyskutujemy: o chłopaku, który się znęca nad młodszym uczniem, wykręca mu ręce itd.
              Uważasz, że to takie byle co?


              Smutne jest, że nie znając mnie, moich doświadczeń w pracy zawodowej (nie ukrywam się za anonimowym nickiem), z dyskusji w której masz inne zdanie ( choć w rzeczywistości zwróciłem jedynie uwagę, na aspekt, który warty jest rozważenia, a przytoczony jest z życia i praktyki pracy z dziećmi) wydajesz sądy co do mojej pracy...
              • angazetka Re: pierwszy poważny problem 13.09.11, 00:44
                Smutne jest to, że od dwóch wpisów użalasz się nad sobą, zamiast podjąć dyskusję. W internecie zdanie o rozmówcy wyrabiamy sobie przez jego wpisy - ja w twoim dostrzegłam niesamowitą wręcz niefrasobliwość tam, gdzie wychowawca (z doświadczeniem!) powienien widzieć problem.
            • mgla_jedwabna Re: pierwszy poważny problem 13.09.11, 12:22
              Z tym "wykrecaniem za rece" to moze byc np. tak, ze mlodszy pewny swojej nietykalnosci naskakuje na starszego, a tamten lapie go za te rozlatane lapki. Oczywiscie nie da sie tego zrobic delikatnie, bo zlapany mlodszy bedzie sie szarpal i rzucal.

              Jak pisze Marcin - najlepiej ograniczyc wedrowki po klasach wobec braku bezposredniego nadzoru nauczycielskiego.
              • katisza Re: pierwszy poważny problem 13.09.11, 21:09
                rozmawiałam z wychowawcą i wie o co chodzi , zauważyła .Z tatą chłopca też rozmawiałam , powiedziałam , że jest problem i chcę go wyjaśnić - co się dzieje ( bez oskarżania ) A On mi na to ,że jak mam problem to żebym poszła do nauczyciela i tyle sad

                > Z tym "wykrecaniem za rece" to moze byc np. tak, ze mlodszy pewny swojej nietyk
                > alnosci naskakuje na starszego, a tamten lapie go za te rozlatane lapki. Oczywi
                > scie nie da sie tego zrobic delikatnie, bo zlapany mlodszy bedzie sie szarpal i
                > rzucal.
                >
                Mi się nie podoba już to ,że przychodzi tam gdzie go nie powinno być .
    • listeczkowa Re: pierwszy poważny problem 15.09.11, 19:21
      Ja bym po prostu poszła do szkoły i sama przeprowadziła mocną "rozmowę" z chłopakiem (który wykręca ręce), tak się składa, że sama mam syna, który nie potrafi się za bardzo obronić, nie spodziewa się nigdy, że ktoś chce go bić i nie raz dostał już od rozwydrzonego, który gryzie, rzuca się na dzieci (przedszkolak), tłucze w nos. Poszłabym i tak bym wyjaśniła sprawę bezpośrednio z chłopakiem, żeby bał się na przyszłość zbliżyć do syna. Tzn. zdrowo ukarać słownie, jak za starych dobrych lat. Nauczyciel go tak nie ukarze, bo oni nie mogą podnosić głosu itd. Rodzicom chłopaka zwisa. Sama bym załatwiła sprawę. Postraszyłabym go przy tym policją, jeśli następnym razem będzie wykręcał ręce czy bił butelką. Nie oszczędzaj go. Agresję trzeba tępić. Twój synek nie może bać się rowieśników. Tamtego widać własny rodzic nawet nie ukarze. Jedynie was jako obcych ludzi może się przestraszyć, ale musiałabyś być naprawdę ostra i odstraszająca, albo nawet lepiej ojciec dziecka. Już nie raz tak interweniowałam na podwórku, nie pozwalam na takie rzeczy, nie może byc tak, żeby spokojne dziecko bało się kolegów ze szkoły, rozwydrzonych, zaniedbanych osobników.
      • listeczkowa Re: pierwszy poważny problem 15.09.11, 19:34
        A najlepiej to idź razem z mężem. Od razu bym tak zrobiła, tym bardziej, że sprawa była zgłaszana i wychowawczyni i opiekunom chłopaka i przeszła bez echa. Masz do tego pełne prawo w tej sytuacji. Nawet wolałabym to ja załatwić niż żeby wychowawczyni zwróciła mu tylko formalną uwagę, która nic może nie zmienić i go nie powstrzyma przed kolejnymi atakami na mniejszychi słabszych. Poważnie, bym tak zrobiła, bez wahania. Poszłabym z mężem, on spokojnie by chłopaka tak postraszył, że by mu się odechciało wymachiwania butelką (mam nadzieję, nie szklaną). Nie zgłaszałabym do dyrektora, żeby nie wyjść na jakiś histeryków, oni z reguły tak patrzą na nadgorliwych rodziców. Wystarczy to chłopakowi osobiście wyjaśnić !
Inne wątki na temat:
Pełna wersja